Romans życia

Romans życia

Autorzy: Andie Brock

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 7.19 zł

Włoski biznesmen Orlando Cassano jest człowiekiem sukcesu i potrafi rozwiązać każdy problem. Jednak gdy wdaje się w romans z piękną Isabel Spicer, wiele się zmienia. Isabel zachodzi w ciążę, a tego Orlando nie uwzględnił w swoim planie. Szybko szuka rozwiązania, jak poradzić sobie z nieprzewidzianą sytuacją, jednak czekają go nowe niespodzianki. Isabel, kobieta niezależna, nie zamierza mu się bowiem podporządkować…

Andie Brock

Romans życia

Tłumaczenie:

Dorota Viwegier-Jóźwiak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Isabel jeszcze raz przyjrzała się liczbom na ekranie. Pierwsze etapy biznesplanu zostały wdrożone, prognozy były obiecujące, wszystko znajdowało się pod kontrolą. Była pewna, że zarząd Cassano Holdings będzie zadowolony z postępów, jakie zrobiła.

Wyłączyła laptop i schowała go do teczki. Zerknęła na zegarek. Musiała zrobić jeszcze tylko jedną rzecz, zanim wyjdzie na zebranie zarządu. Wstała i wygładziła spódnicę granatowego kostiumu, podeszła do sofy i pochyliła się nad torebką. Usłyszała głuche uderzenia własnego serca, gdy drżącą ręką wyjęła małe opakowanie z reklamówki opatrzonej logo apteki.

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, poszła do łazienki.

– Mamy jeszcze coś do omówienia?

Orlando Cassano oparł się w fotelu. Złoty długopis, który powoli obracał w palcach, odbijał światło, rzucając refleksy po sali.

Nikt się nie odezwał. Po chwili członkowie zarządu zaczęli zbierać dokumenty, odsuwać krzesła, pakować do teczek tablety i laptopy.

– Isabel? – Jego spojrzenie zatrzymało się na młodej kobiecie siedzącej po przeciwnej stronie szerokiego stołu konferencyjnego z przeszklonym blatem. – Czy chciałabyś coś dodać?

– Nie. – Isabel pokręciła głową. – Chyba wszystko już omówiliśmy.

Ale to nie była prawda. Zmusiła się do promiennego uśmiechu, którym obdarzyła zacne grono dyrektorów, finansistów i specjalistów od marketingu z brytyjskiego oddziału Cassano Holdings. Nie miała odwagi spojrzeć w oczy samemu prezesowi, który ścigał ją swoim spojrzeniem, odkąd pojawiła się w sali. Już to było dla niej wystarczająco trudne, a Orlando Cassano najwyraźniej nie zamierzał niczego jej ułatwiać.

– Bene. W takim razie na dziś kończymy.

Orlando posłał jej uśmiech, od którego struchlała.

– Świetna robota, Isabel. Zdaje się, że czeka nas długa i mam nadzieję udana współpraca.

Isabel poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

Dyrektor finansowy siedzący obok niej uścisnął jej dłoń.

– Nieźle jak na początek, panno Spicer – powiedział zadowolony. – Jeśli takie tempo się utrzyma, będziemy mogli renegocjować pani kontrakt.

– Miło mi to słyszeć – powiedziała, zastanawiając się, jak długo jeszcze zdoła utrzymać wymuszony uśmiech. Sześć tygodni temu, gdy podpisywała kontrakt z Cassano Holdings, taka wiadomość wprawiłaby ją w szaloną radość. Ale teraz… Teraz miała wrażenie, że jej świat chwieje się w posadach, a ona usiłuje nie spaść w przepaść.

Sześć tygodni temu oddanie ponad sześćdziesięciu procent udziałów pod kontrolę wielkiej korporacji wydawało się interesem życia. Jej firma, Spicer Shoes, rozwijała się tak szybko, że potrzebowała dużego zastrzyku gotówki.

Była dumna z tego, jak poprowadziła negocjacje. W umowie z Cassano Holdings zagwarantowała sobie prawo wykupu dwudziestu procent udziałów i odzyskania pakietu większościowego, gdy tylko rentowność osiągnie właściwy poziom. W sumie było to łatwiejsze, niż się spodziewała.

Równie łatwo wpadła potem do łóżka prezesa Orlanda Cassano.

Obserwując czubki swoich bordowych zamszowych czółenek przez szklany blat stołu, wiedziała, jak wielki błąd popełniła.

– Cóż, dziękuję wszystkim. – Orlando Cassano odepchnął się dłońmi od blatu stołu i zaczekał. Dobre maniery nie pozwoliły mu wstać, zanim nie zrobiła tego Isabel oraz druga kobieta obecna na tym zebraniu, jego słynąca ze skuteczności asystentka o imieniu Astrid.

Wreszcie sala konferencyjna opustoszała. Isabel przyjęła jeszcze wiele gratulacji, zanim w końcu mogła pozbierać swoje rzeczy, a gdy się do tego zabrała, okazało się, że zostali zupełnie sami.

Wysoki i milczący Orlando Cassano stał teraz na tle wysokich okien i panoramy londyńskiego City. Wyglądał niemal posępnie, ale jak zawsze był elegancki i nieziemsko wręcz przystojny. Grafitowa marynarka podkreślała wzrost i szerokie barki, biała koszula kontrastowała z opaloną skórą. Na samo wspomnienie upojnego zapachu jego ciała zaschło jej w gardle.

To był prawdziwy Orlando Cassano. Wytrawny biznesmen, twardy, zimny i zupełnie inny od człowieka, którego poznała na wyspie Jacamar.

Była wtedy kłębkiem nerwów, pamiętała to jak dziś. Ale miała wiele pomysłów i sporo entuzjazmu. Nad biznesplanem pracowała tak długo, aż był idealny. Do perfekcji opanowała przemówienie, jakim miała go porwać na tyle, by był skłonny zainwestować w jej firmę.

A potem go poznała… i wszystkie jej wyobrażenia rozpłynęły się w ciągu paru chwil. Mężczyzna, którego poznała na Jacamar, był zupełnie inny od wizerunku, który dla siebie wybrał. Wciąż przystojny, ale także zrelaksowany, uroczy, zabawny i tak seksowny, że uginały się pod nią kolana.

Dostrzegła go jeszcze z pokładu motorówki, którą przypłynęła na wyspę. Stał na molo, ubrany w spłowiałe bermudy i koszulkę z krótkim rękawem. Lekka bryza delikatnie poruszała brązowymi, odgarniętymi z czoła kręconymi włosami. Na jego twarzy jaśniał pogodny uśmiech. Wokół było kilka innych osób, część wydawała się czekać na przybicie motorówki, reszta uwijała się jak w ukropie, ale tylko on wyglądał na kogoś, kto mógł przedstawić się jako milioner i biznesmen Orlando Cassano.

Isabel zaczekała, aż pozostali pasażerowie opuszczą motorówkę, i dopiero wtedy zaczęła zbierać swoje rzeczy.

Spojrzał na nią życzliwie i podał jej dłoń, gdy postawiła jedną nogę na zblakłych od słońca deskach drewnianego pomostu. Chwyciła się go mocno, czując ciepło, które przenikało ją na wskroś. To właśnie wtedy wzniecił w jej sercu pożar, którego do dziś nie udało jej się ugasić.

– Strasznie trudno panią złapać, panno Spicer. – Niski głos z lekkim nalotem włoskiego akcentu omotał jej zmysły. – Czyżby mnie pani unikała? – zapytał z nutą ironii. Byli przecież po imieniu.

Isabel zaczerwieniła się lekko.

– Skądże znowu – odpowiedziała. – Po prostu miałam mnóstwo pracy. Czy to coś złego?

– Oczywiście, że nie, pod warunkiem, że odpowiadasz na moje wiadomości i telefony. Zacząłem się martwić.

Powolnym krokiem przespacerował się do drzwi, za którymi znajdował się pokój asystentki i zamknął je.

Isabel przyjrzała się jego twarzy, gdy stanął naprzeciw. Nie znalazła śladu zmartwienia. Ale to się miało wkrótce zmienić.

– Zapewniam, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Przechylił głowę i uśmiechnął się, dając do zrozumienia, że nie o taką odpowiedź mu chodziło, ale Isabel, kontynuowała.

– Produkcja ruszy pełną parą jeszcze w tym miesiącu i…

– Nie mówię o fabryce, Isabel, ani o interesach, jak zapewne zdążyłaś się domyślić. – Przysunął się o krok, zupełnie eliminując wolną przestrzeń, jaka między nimi była. – Mówię na przykład o zaproszeniu na kolację, które zignorowałaś.

Isabel drgnęła, wystraszona lodowato spokojnym brzmieniem głosu. Przed oczami miała teraz skrawek śnieżnobiałej koszuli, węzeł krawata i szerokie barki odziane w drogi garnitur. Orlando doskonale wiedział, jakie robił wrażenie na ludziach, i teraz to wykorzystywał, patrząc na nią z góry.

Pamiętała ten mejl, ale na pewno go nie zignorowała. Najpierw patrzyła długo w ekran, starając się dobrać słowa, aż wreszcie zrezygnowana zamknęła okno poczty. Była zresztą pewna, że gdy Orlando dowie się, co ma mu do powiedzenia, straci entuzjazm.

– Nie odpowiedziałam na mejl, bo to nie miało sensu.

Spojrzał na nią pytająco.

Isabel przełknęła ślinę.

– To, co wydarzyło się na Jacamar… To znaczy… – utknęła. – Myślę, że odtąd powinny nas łączyć tylko relacje zawodowe.

– Tak myślisz? – Niewinne spojrzenie w oczywisty sposób kpiło z jej nieskładnej przemowy.

Miała wrażenie, że znalazł się jeszcze bliżej niej, chociaż mogła przysiąc, że nie uczynił nawet pół kroku. Kolana zaczęły jej drżeć.

– Tak… tak myślę – wyjąkała prawie szeptem.

– A dlaczego tak myślisz?

Położył obie ręce na jej ramionach, uniemożliwiając jej ucieczkę. Ciepły dotyk przenikał przez materiał żakietu i niemal parzył jej skórę.

Isabel znieruchomiała. O ileż łatwiej byłoby zarzucić mu ramiona na szyję i poddać się pożądaniu, które tliło się w niej od pamiętnej wizyty na Jacamar. Tylko że to był błąd, który nie powinien się powtórzyć. Znieruchomiała, czekając, aż Orlando ją puści. On miał jednak inne plany i zanim zdążyła sprawę przemyśleć, poczuła jego palce na karku. Przyciągnął ją do siebie władczym ruchem i szybko znalazł jej usta.

To był pocałunek tak pełen niepohamowanej żądzy, że Isabel nie miała wątpliwości, czym by się skończył, gdyby nie okoliczności. Wbrew sobie zamknęła oczy, przylgnęła do jego muskularnej piersi i objęła go w pasie. Wiedziała, że walka nie ma żadnego sensu.

– Tęskniłem za tobą, Isabel. – Gorący szept tuż koło ucha przerwał pełną napięcia ciszę. – Ty chyba też – dodał, napierając na nią tak, że poczuła, jak bardzo jest podniecony.

– Nie! – krzyknęła niemal i z całej siły odepchnęła go od siebie.

Zdziwienie, jakie mignęło w jego oczach, przeszyło jej serce.

– Nie możemy tego dalej ciągnąć – powiedziała z całą stanowczością i małymi krokami wycofywała się, usiłując uspokoić oddech i wyciszyć myśli, które były już przy następnym etapie tego szalonego pocałunku.

– Między nami wszystko skończone – z trudem wydobyła z siebie słowa, które brzmiały jak zaklinanie rzeczywistości. Wiedziała, że odrzuca jedynego mężczyznę, którego kiedykolwiek pożądała.

Orlando szarpnął krawat, który nagle wydał mu się pętlą zaciśniętą wokół szyi, a następnie zrzucił z siebie marynarkę, która pofrunęła na krzesło obok. Nic, dosłownie nic nie układało się po jego myśli.

Miał nadzieję, że dziś wieczorem uda mu się spotkać z Isabel. Pragnął tego tak bardzo, że aż sam był zdziwiony. To miał być jedyny jasny punkt tego ponurego tygodnia, a teraz okazało się, że mu go odebrała. Specjalnie został w Londynie o dzień dłużej, zamiast od razu po zebraniu ruszyć do Włoch, gdzie czekało go uporządkowanie spraw po zmarłym ojcu.

Z randki chyba nici, pomyślał. Właściwie mógłby jeszcze tego wieczora wsiąść w samolot. Załatwi, co trzeba, we Włoszech, a potem poleci do Nowego Jorku.

Mimo wszystko była to ponura perspektywa. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, nie musiałby wracać do Trevente. Stare włoskie miasteczko usytuowane w połowie drogi między turkusowymi wodami Adriatyku a ośnieżonymi szczytami Monti Sibillini, było piękne jak z obrazka, ale dla Orlanda nie miało to najmniejszego znaczenia. Podobnie jak górujący nad nim castello, winnica i tytuł Marchese di Trevente, które odziedziczył i o których potrafił myśleć tylko ze wstrętem.

Poczuł narastający gniew, jaki towarzyszył mu zawsze, gdy myślał o tym nędzniku, który śmiał się nazywać jego ojcem. Dawniej kwitnąca posiadłość, która była w rękach rodu Cassano od wieków, pod rządami ostatniego jej właściciela zupełnie zeszła na psy. Winnice były zaniedbane, na łąkach rosły chwasty, a majestatyczny castello Trevente popadł w ruinę.

To był jego przyszły spadek. Na samą myśl o tym, że będzie musiał osobiście pofatygować się do Trevente, targała nim wściekłość. Mimo że zaangażował do sprawy najwybitniejszych prawników, wydawało się, że nie ma innej drogi, jak polecieć tam i przypieczętować transakcję uściskiem ręki z burmistrzem, notariuszem czy innymi świadkami, których wymagały absurdalne przepisy, ustanowione zapewne przed wiekami. Dopiero wtedy będzie mógł wystawić wszystko na sprzedaż i zapomnieć o tej sprawie raz na zawsze.

Uważne spojrzenie skanowało teraz postać, która całą sobą wyrażała niechęć. A więc rzuciła go. To była dla niego nowość, ale zdumienie nie było w stanie zatuszować kłującego poczucia odrzucenia.

Racjonalnym działaniem byłoby uścisnąć jej dłoń i pożegnać się, pomyślał. Ale jego ciało nie reagowało racjonalnie, gdy w pobliżu znajdowała się panna Spicer. Nie wierzył w to, co mówiła. A jeśli miał uwierzyć, musiała podać mu powody. Niech sobie nie wyobraża, że tak łatwo się go pozbędzie.

Isabel przestąpiła z nogi na nogę, odsuwając się nieznacznie, jakby chciała stopić się ze ścianami sali konferencyjnej i stać się niewidzialna. Zauważył, jak nerwowo odgarnęła włosy za ucho, na policzkach pojawiły się ciemne plamy rumieńców, zielone oczy z rozszerzonymi źrenicami patrzyły na niego ze strachem.

Podszedł do stołu i odsunął dwa krzesła.

– Usiądź, Isabel.

Zawahała się, ale po chwili usiadła, założyła nogę na nogę i obciągnęła wąską spódnicę, która przykryła kolano.

Siadając naprzeciwko, Orlando dostrzegł nerwowo kołyszącą się stopę w bordowym bucie o niemożliwie wysokim obcasie. Podążył wzrokiem wyżej, doceniając szczupłą, pięknie uformowaną łydkę i kształtne udo zarysowane pod spódnicą.

Isabel odchrząknęła.

– Hmm… – mruknął i oparł się wygodniej. – Można wiedzieć, skąd ta nagła zmiana uczuć?

Isabel nerwowo przełknęła ślinę.

– To nie zmiana uczuć.

– Więc co?

Widział, jak desperacko poszukuje właściwych słów. Jej usta wciąż były wilgotne od pocałunku, który – nie miał co do tego żadnych wątpliwości – podziałał na nią, nawet jeśli teraz starała się to ukryć.

– Pytam z ciekawości – dodał lekkim tonem. – Oczywiście, uszanuję twoją decyzję.

– Wiem o tym.

– Więc…?

Dlaczego, do diabła, nie miała odwagi, żeby mu powiedzieć? Przecież i tak się domyślał. Czuł, że nie mogło być inaczej.

Zniecierpliwienie i zaborczość, które nagle nim zawładnęły, sprawiły, że jego głos zabrzmiał jak groźny pomruk rozjuszonego zwierzęcia.

– Może wolisz, żebym ci to ułatwił?

Isabel podniosła na niego oczy wpatrzone do tej pory w dłonie splecione wokół kolana.

– Co przez to rozumiesz?

– Poznałaś kogoś innego, tak? – Słowa wystrzeliły z siłą mającą znokautować przeciwnika.

Isabel roześmiała się gorzko.

– Nie bądź śmieszny, Orlando!

Dla niego nie było w tym nic śmiesznego. Nie widzieli się przeszło miesiąc. To mnóstwo czasu, by ktoś sprzątnął mu Isabel sprzed nosa.

– W takim razie poprzedni facet? Mam rację? Tylko zapomniałaś o nim wspomnieć, kiedy byłaś u mnie na wyspie.

– Nie! – Isabel wyprostowała się, patrząc mu prosto w oczy. – Nie poszłabym z tobą do łóżka, gdybym była z kimś. Za kogo mnie masz?

Orlando wzruszył ramionami.

– Nie wiem, Isabel. W każdym razie nie jesteś tą samą kobietą, którą poznałem na Jacamar. Bo tamta Isabel nie uciekała ode mnie, tak jak ty teraz.

Odwróciła twarz, spoglądając gdzieś w bok, ale Orlando zdążył dostrzec pogłębiający się rumieniec.

– Nie przeczę, że wtedy… – urwała. – Zaangażowałam się, ale to już przeszłość. Wszystko się zmieniło.

– Najwyraźniej – odparł rozzłoszczony. Nie miał do tego cierpliwości. Odsunął krzesło i wstał. Patrzył teraz z góry na tę irytującą go ze wszech miar kobietę.

– Słuchaj, Isabel. Nie mam czasu na gierki. Jestem w Londynie przejazdem i pomyślałem, że miło byłoby zjeść razem kolację. Ale nie będę cię błagał. Jeśli masz inne plany, w porządku. Wystarczy jedno słowo.

– Trzy słowa, Orlando.

Jego oczy zwęziły się niebezpiecznie, ale coś w udręczonym wyrazie jej twarzy kazało mu zachować komentarz dla siebie.

– Słucham.

Isabel zaczerpnęła powietrza. Nic, absolutnie nic nie zapowiadało tego, co miała mu do zakomunikowania.

– Jestem w ciąży.

Tytuł oryginału: The Shock Cassano Baby

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Andie Brock

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3401-6

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Romans życia Kim jest moja żona?