Pójść na całość

Pójść na całość

Autorzy: Regina Kyle

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 7.19 zł

Gdzieś na odludziu w Arizonie mieści się klinika dla osób chcących ukryć przed światem swe kłopoty. Jedną z nich jest Noelle, primabalerina z Nowego Jorku, drugą Jace, sławny bejsbolista z Kalifornii. Szelmowski uśmiech Jace’a, jego pewność siebie, tatuaże i wysportowane ciało wzbudzają w Noelle pożądanie, nad którym nie potrafi zapanować...

Regina Kyle

Pójść na całość

Tłumaczenie:

Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Tak, właśnie tak, Jace. – Lekko schrypnięty kobiecy głos płynął przez zamknięte drzwi.

– Jak dobrze – odparł z jękiem męski głos.

– Nie za mocno. Tylko odrobinę.

– O tak.

Noelle Nelson zamarła z jedną ręką zaciśniętą na kuli, drugą zawieszoną centymetry od drzwi z napisem „Fizjoterapia”. O tej porze wieczorem sala zwykle była pusta. Ale znajdująca się tam para najwyraźniej odbywała zupełnie inną terapię.

Noelle opuściła rękę. Jej ćwiczenia rozciągające muszą poczekać. Z zerwanym więzadłem w kolanie niewiele mogła zdziałać, ale za nic by sobie tego nie odpuściła. Kiedy pozwolą jej znów tańczyć, będzie gotowa.

Zacisnęła palce na gumowych uchwytach kul, by pokuśtykać z powrotem do pokoju. Tak powinna zrobić, a nie podsłuchiwać. Jednak chorobliwa ciekawość wzięła górę i nie pozwoliła jej odejść, zanim nie ustali, kto się tam, do diabła, znajduje.

– Wystarczy – powiedziała kobieta wysokim tonem.

– Jeszcze trochę – przymilał się mężczyzna.

– Mówię poważnie, Jace.

– Tylko troszeczkę. Obiecuję.

– Powiedziałam nie.

Noelle nadstawiła uszu. Koniec protestów. Żadnych odgłosów walki. Tylko szczęk metalu. Jakby ktoś korzystał z ciężarów. Co się tam, na Boga, dzieje?

Sięgnęła znów za klamkę. Uchyli drzwi i zerknie. To wystarczy, by się upewnić, że kobiecie nic złego się nie stało. Potem odejdzie, a raczej pokuśtyka, z czystym sumieniem. Nacisnęła klamkę i odrobinę pchnęła drzwi. Do diabła, nic nie widzi. Ryzykując, że ją zobaczą, otworzyła drzwi nieco szerzej i oparła się na kulach.

W końcu ich dojrzała – dwie głowy pochylone jedna obok drugiej, jedna jasna, druga ciemnowłosa. Wstrzymała oddech. Jedna z kul wyśliznęła jej się i upadła na podłogę.

– Cholera. – Noelle chwyciła się drzwi, by nie stracić równowagi, te tymczasem otworzyły się szerzej. Noelle wpadła do środka. Usiłując zrobić to z gracją tancerki, na jaką było ją stać w obecnym stanie, odrzuciła drugą kulę i wyciągnęła ręce, trafiając nimi na szorstką wykładzinę. – Cholera – powtórzyła, unosząc głowę.

Nie widziała leżących na podłodze ubrań ani nagich ciał. Żadnych śladów użycia siły. Sara, jedna z fizjoterapeutek, pochylała się nad mężczyzną, który siedział na ławce do ćwiczeń, całą energię skupiając na ciężarku.

Choć miał unieruchomioną rękę, Noelle wyczuwała w nim siłę. Całe życie była podnoszona i podrzucana przez partnerów tancerzy. Ale oni, choć umięśnieni, byli raczej szczupli. Ten mężczyzna był zbudowany jak zawodnik szarżujący. Obcisła koszulka podkreślała mięśnie torsu, a gimnastyczne spodenki jego uda. Pewnie godzinami ćwiczył przysiady i wykroki. Włosy na karku miał wilgotne. Emanował nerwową determinacją.

– O mój Boże! – Sara podbiegła i uklękła obok niej. Fachowymi dłońmi obmacała nogę Noelle od góry do dołu. – Nic ci nie jest?

– Tak myślę. – Noelle z trudem usiadła. – Nie ucierpiało nic poza moją dumą.

– Wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu. – Sara pokiwała głową. – Masz szczęście.

Aha. Właśnie upadła na twarz przed jedynym mężczyzną w tej klinice, który sprawił, że jej hormony odtańczyły czaczę pierwszy raz od chwili, gdy przed pół rokiem Yannick rzucił ją w obecności całego zespołu.

– Nie ruszaj się. Przyniosę lód, żebyś nie spuchła.

– Naprawdę nic mi nie jest – upierała się Noelle. – Nie chcę przeszkadzać.

– Już skończyliśmy. – Sara wstała i rzuciła Jace’owi ostrzegawcze spojrzenie. – Prawda?

Wzruszył ramionami i podniósł wzrok, pokazując Noelle oczy w kolorze starej whiskey.

– Skoro pani tak mówi.

– Zostałam dłużej tylko po to, żeby pan się zapoznał ze sprzętem, a nie żeby pan zamęczył się na śmierć.

Sara wyszła na korytarz, zaś Jace stanął obok Noelle.

– Zgubiła pani coś? – Trzymał w rękach kule Noelle. Troska w jego oczach zamieniła się w rozbawienie.

– Można tak powiedzieć.

– Właśnie tak powiedziałem. – Podał jej kule.

– Dzięki. – Chwyciła je i próbowała wstać. Normalnie nie lekceważyłaby poleceń fizjoterapeutki, ale musi stąd wyjść, oddalić się od tego mężczyzny.

– Momencik. – Jace pochylił się i zdrową ręką złapał ją za łokieć. Noelle poczuła ciarki. – Niech się pani na mnie oprze.

Odsunęła go, by się pozbyć tych doznań. Nie przyleciała na drugi koniec kraju, by przeżyć przelotny romans. Jest tu, by wrócić na scenę tak szybko, jak to możliwe.

– Dam sobie radę.

– Jestem tego pewien. – Znów chwycił ją za łokieć, i znów pojawiły się te przeklęte ciarki. – Ale po co ma pani to robić, skoro silny mężczyzna zgłasza się do pomocy?

– Dobra. – Zwilżyła wargi, bo czuła, że są bardziej suche niż Arizona w sierpniu. – Ale proszę uważać na nogę.

– Pani życzenie jest dla mnie rozkazem. – Żartobliwie się skłonił, objął ją zdrową ręką w talii i delikatnie podniósł, a ona poczuła twarde mięśnie, które przed chwilą podziwiała. To zły pomysł. Nie, to potwornie głupi pomysł.

– Teraz już dam radę, dziękuję. – Podparła się na kulach i stała tak prosto, jak pozwalała jej chora noga. – Uścisnęłabym panu rękę, ale nie jestem zbyt stabilna.

– Nie musi pani mówić. – Skrzyżował ramiona na piersi i zlustrował ją wzrokiem, nie ukrywając podziwu i zainteresowania. – To tłumaczy, czemu wpadła pani przez drzwi, przerywając moje ćwiczenia.

– Nie spodziewałam się, że o tej porze kogoś tu zastanę. Chciałam się trochę porozciągać, ale usłyszałam głosy…

– Podsłuchiwała pani? – Uśmiech uniósł kąciki jego warg. – Usłyszała pani coś ciekawego?

– Skoro pan pyta, brzmiało to jak… intymne spotkanie. A potem Sara powiedziała dosyć, a pan nie przestał, więc pomyślałam, że może znalazła się… w kłopocie.

– W kłopocie? – Wybuchnął śmiechem. – Powiem to wprost, Księżno. Nie muszę brać kobiet siłą.

– Tego nie powiedziałam – mruknęła.

– Więc chciała pani podejrzeć, co się dzieje? – Uniósł brwi. – Perwersyjne, podoba mi się.

– To nie tak. – Zachwiała się, niepewna, czy kontynuować tę słowną grę, czy poszukać Sary i lodu. Nim podjęła decyzję, mężczyzna wziął po dziesięciofuntowym ciężarku do każdej z rąk i zaczął robić przysiady.

– Hej. Sara powiedziała, żeby na dzisiaj pań skończył.

– Powiedziała, że skończyliśmy. Poćwiczę nogi przed spaniem. Nie obchodzi mnie, co myślą te konowały w Sacramento. Będę gotowy na początek kolejnego sezonu, w lepszej formie niż kiedykolwiek.

– Kolejnego sezonu? – Przyjrzała mu się. Burza granatowoczarnych włosów opadła mu na czoło. Ręce miał pokryte tatuażami, częściowo ukrytymi pod aparatem ortopedycznym. Na jego koszulce widniał Thor z piorunem w jednej ręce i kijem bejsbolowym w drugiej. Nagle zrozumiała. – Pan jest Jace Morgan, ten bejsbolista. Ten, który zaliczył w zeszłym roku wszystkie bazy.

Co prawda pojęcia nie miała, co to znaczy, ale sposób, w jaki mówili o tym jej brat Gabe i jego kumpel Cade, wskazywał na to, że sprawa była nadzwyczajnej wagi.

– Monroe, nie Morgan. – Przeszedł do wykroków. – Chce pani autograf?

– Może pan pomarzyć. – Pragnęła, by zniknął. Wybrała klinikę rehabilitacyjną w Spaulding, bo cieszyła się sławą miejsca, które dba o dyskrecję. Monroe na pewno ściągnie tu media i cały świat tańca dowie się, że Noelle Nelson, primabalerina New York City Ballet, pojechała leczyć zerwane więzadło. Najgorszy koszmar tancerki.

Mocniej ścisnęła kule i ruszyła do drzwi.

– Już pani idzie? – Ton Jace’a był niemal uszczypliwy.

Z trudem się odwróciła. Robił wypady, mięśnie jego pośladków i nóg napinały się z wysiłku. Dopiero po chwili przypomniała sobie, co chciała powiedzieć.

– Nie wszystkie kobiety ulegają pana urokowi.

Jace znieruchomiał i posłał jej uśmieszek.

– Czyli przyznaje pani, że mam urok.

– Nic podobnego. – Zdmuchnęła z twarzy kosmyk włosów. Ten mężczyzna jest równie irytujący co atrakcyjny.

Jace potrząsnął głową i wymienił dwa dziesięciofuntowe ciężarki na jeden dwudziestofuntowy.

– Coś mi się zdaje, że moja pani za dużo protestuje.

– Ja nie… – Urwała w połowie zdania. – Szekspir?

– Nie wszyscy sportowcy są idiotami. – Usiadł na skraju ławki i zaczął ćwiczyć zdrową rękę. A miał ćwiczyć nogi. – Nie ocenia się książki po okładce.

Tego się właśnie obawiała.

– Chyba przydałby mi się okład z lodu. Pójdę poszukać Sary. – Pokuśtykała do drzwi.

– Niech pani zaczeka, Księżno. – Jace odłożył ciężarek. – Pani wie, jak się nazywam, ale ja nie znam pani imienia.

– No i dobrze – zawołała, podążając naprzód w ślimaczym tempie. W końcu i tak się dowie.

Zatrzepocze tymi swoimi nieprzyzwoicie długimi rzęsami i wydobędzie to z Sary czy innej pielęgniarki. Do tej pory musi się zadowolić Księżną. Bo Noelle miała misję. I plan. Ani jedno, ani drugie nie przewidywało miejsca dla niegrzecznego bejsbolisty z rozbrajającym uśmiechem i znajomością poezji.

Zmarszczył czoło i skupił się na sztandze. Nie chciał myśleć o Księżnej Jak Jej Tam i jej idiotycznym podejrzeniu, że uprawiał seks z fizjoterapeutką. Ani o jej nogach, które sięgały nieba. Ani o tym, jak cudnie kołysała biodrami, gdy kuśtykała do drzwi. Kto by pomyślał, że mimo kul może być tak seksowna?

Miał dość problemów. Nie po to leciał trzy i pół godziny, by jego uwagę odwróciła jakaś ładna buzia z jeszcze ładniejszym ciałem. Ma się pojawić na wiosennym treningu i grać najlepiej w życiu. Z grymasem bólu położył sztangę na podłodze i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Facet, który na niego patrzył, nie bał się ciężkiej pracy. Do diabła, nie po raz pierwszy zerwał więzadło. Już to przeżył i dochodził do siebie w rekordowym tempie. Ale tym razem kontuzja wymagała operacji. Skłamałby, mówiąc, że mężczyzna w lustrze nie wygląda na przestraszonego.

W kieszeni jego szortów odezwał się telefon. Jace wyjął go i zerknął na ekran, wdzięczny za tę przerwę.

– Cześć, stary.

Cooper Morgan, zawodnik grający w drugiej bazie Sacramento Storm, przeklął.

– Taa. Jak tam rehabilitacja?

Powoli. Boleśnie.

– Świetnie. Wrócę, zanim się obejrzysz.

– Ale nie przed następnym sezonem – zauważył Cooper. Jace, Cooper i Reid stanowili trio przyjaciół. „Dobry, zły i okropny”, nazwał ich jakiś dziennikarz. Cooper był tym dobrym, Jace złym, zaś okropnym był Reid Montgomery, grający w pierwszej bazie, z blizną na policzku, która nadawała mu wygląd współczesnego pirata.

– Wiem. Słyszałem tych cholernych lekarzy.

– Jestem pewien, że ich słyszałeś. Ale czy dla odmiany ich posłuchasz?

– Kto cię wyznaczył na mojego cholernego opiekuna?

– Albo ja, albo Reid. – Jack słyszał uśmiech w głosie przyjaciela. – A on ma jakąś nową laskę, więc…

Jace zaśmiał się i sięgnął po butelkę z wodą.

– Nie kończ. Niech zgadnę. Wysoka blondynka z IQ tylko nieco wyższym niż jej obwód w talii.

Śmiech Coopera odbijał się echem.

– Bingo.

Całkiem jak Księżna. Poza IQ oczywiście. Z jej ciętych odpowiedzi Jace domyślił się, że jest bystrzejsza niż towarzyszki Reida. Uroda i umysł. Niebezpieczne połączenie. Wypił łyk wody.

– Więc jak tam? Będziecie na meczu gwiazd?

– Za skarby świata bym tego nie stracił. Myślisz, że wypuściliby cię na dzień czy dwa?

– A dlaczego mieliby mnie nie wypuścić? – Jace wypił znów łyk wody i zamknął oczy. – O ile będę grzeczny.

– Ty? – Cooper prychnął. – Mało prawdopodobne.

– Potrafię być grzeczny – upierał się. – Kiedy chcę.

– Co, niestety, nie zdarza się często.

– Zadzwoniłeś, żeby mnie nękać czy masz jakiś interes? – Jace wypił duszkiem resztę wody i wytarł wargi.

– Żeby cię nękać.

– No to misja zakończona. – Jace wstał i przeciągnął się. – Kończę już. Chodzą plotki, że jak nie jesteś w łóżku o dziesiątej, możesz tu oberwać.

– Jesteś w klinice rehabilitacji czy na letnim obozie?

– Jedno i drugie. – Jace pochylił się, by podnieść ciężarek. – Zadzwonię do ciebie za parę dni. Zaprowadź za mnie porządek w St. Louis.

– Jasne.

Jace zakończył rozmowę, odłożył ciężarek i ruszył do pokoju. Zapalił światło, a zaraz potem szeroko otworzył oczy i usta. Kiedy wychodził na spotkanie z Sarą, jego łóżko było puste. Teraz leżała na nim dmuchana lalka ze sterczącymi piersiami i czerwonymi ustami ułożonymi w nieruchome O. Między jej nogami leżało kartonowe pudło. Z jednej strony widniały słowa: „Dobrej zabawy. Ostrożnie”, napisane niebieskim pisakiem. Żadnego adresu zwrotnego, ale pieczątka była z Chicago, gdzie przebywała ostatnio drużyna Stormów.

Przeciął taśmę klejącą i zaczął wyjmować wszystko po kolei. Pudełko prezerwatyw. Tubka Astroglide. Zajrzał głębiej. Było tam dość erotycznych zabawek dla licznych uczestników wieczoru kawalerskiego na wiele godzin.

To chory pomysł Coopera i Reida. Pewnie zapłacili fortunę jakiemuś łatwowiernemu sanitariuszowi, by wykonał za nich tę brudną robotę. A może zaoferowali mu miejsca w boksie, kiedy drużyna Stormów zagra w Phoenix.

– Bardzo zabawne, dupki.

Kąciki warg Jace’a uniosły się w uśmiechu, choć Bóg jeden wie, co pomyślałby na ten widok personel kliniki. Schował wszystko do pudła, aż została jedynie lalka. Ta niestety się nie mieściła, w każdym razie nadmuchana. Z westchnieniem wyciągnął korek.

Nic. Uniósł lalkę i nacisnął. Usłyszał cichy świst powietrza. Znów nacisnął.

– No dalej, poddaj się.

Kobiecy pisk za plecami kazał mu się odwrócić.

– Przepraszam. – Noelle oparła się o framugę, jakby kule nie wystarczyły, by utrzymała się na nogach. Jej porcelanowe policzki się zaczerwieniły. – Znowu.

– Wróciła pani z jakąś tajną misją? – Jace położył lalkę na łóżku. – Czy ktoś pani mówił, że zawsze zjawia się pani nie w porę?

– Być może nie w porę. – Wędrowała spojrzeniem z Jace’a na lalkę i z powrotem. – A może chodzi o pana libido.

– Bardzo zabawne. – Uśmiechnął się mimo woli. Była inteligentna, pyskata i ani trochę nie przestraszyła się jego tatuaży, postawy ani sławy. – Wie pani, że między mną i Sarą nic nie było.

– To nie tłumaczy, co pan robi… – wskazała lalkę – z nią.

– Żart dwóch kolegów.

– Nieźli są.

Rzucił lalkę na podłogę i stanął na niej, zgniatając pierś. Powietrze wychodziło z sykiem.

– Pęknie.

– Czy wyglądam, jakbym się tym przejmował?

– Może pan jej potrzebować do… czegoś.

– Już powiedziałem, że nigdy nie miałem problemu z damskim towarzystwem.

– Z tego, jak to wyglądało chwilę temu, można by sądzić, że pan kłamie.

Przestał przyciskać lalkę i spojrzał na Noelle.

– Czemu zawdzięczam tę wizytę? Cierpi pani na bezsenność? Czuje się pani samotna? Może się pani za mną stęskniła?

Jeszcze bardziej się zaczerwieniła.

– Sara powiedziała, że powinnam pana przeprosić za to, że podsłuchiwałam.

– Co to za przeprosiny, skoro przeprasza pani pod naciskiem.

– Ale tu przyszłam, prawda? – zezłościła się. – Nikt mnie nie trzyma na muszce.

– Czekam. – Zmrużyła oczy, a on przekrzywił głowę. – Na pani przeprosiny.

– Jest pan najbardziej wkurzającym facetem, jakiego znam. – Wysunęła dolną wargę.

– Już to słyszałem. – Wzruszył ramionami. – Wiele razy.

– Dobra, przepraszam. Nie powinnam była podsłuchiwać. I nie powinnam była wyciągać pochopnych wniosków. – W jej oczach pojawił się błysk irytacji. – Zadowolony?

– Niespecjalnie. – Podniósł pozbawioną powietrza lalkę i włożył ją do pudła. – Ale na razie wystarczy.

– Na zawsze – odparowała, odwracając się. – Jestem tu, żeby stanąć na nogi, a nie się zaprzyjaźniać.

– Jeszcze się przekonamy, Księżno. – Ściągnął brwi, zdając sobie sprawę, że wciąż nie zna jej imienia, i patrzył jak zaczarowany, kiedy oddalała się od jego drzwi.

Zrzucił pudło na podłogę i wyciągnął się na łóżku. Pokój bez niej wydał mu się pusty. Polubił te ich potyczki. Była godnym przeciwnikiem, miała oczy, w których mężczyzna mógł zatonąć, i ciało warte grzechu. Dzięki niej na moment zniknęło napięcie, które ściskało mu pierś od chwili upadku na boisku. Uśmiechnął się i sięgnął po pilota. Może rehabilitacja nie okaże się totalną nudą. Nie samą pracą człowiek żyje.

A Jace nie znosił nudy.

Tytuł oryginału: Triple Score

Pierwsze wydanie: Harlequin Blaze, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Denise Smoker

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3373-6

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pójść na całość