Luksusowy układ

Luksusowy układ

Autorzy: Lindsay Yvonne

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 7.19 zł

Rocco uwielbiał szaloną zabawę i nocne życie. Pewnego dnia poznaje piękną Ottavię. Zafascynowany proponuje jej, by zamieszkała w jego rezydencji. Ottavia zgadza się pod warunkiem, że podpiszą umowę wykluczającą z ich układu seks. W każdym innym przypadku Rocco wyśmiałby takie zastrzeżenie, ale Ottavia wyjątkowo go intryguje...

Yvonne Lindsay

Luksusowy układ

Tłumaczenie:

Anna Sawisz

ROZDZIAŁ PIERWSZY

On tu był. Wiedziała.

W spokojnej atmosferze położonego na wyspie zamku pojawiło się coś w rodzaju nowej energii, jakby ktoś w samochodzie wrzucił wyższy bieg. Ottavia po raz chyba piętnasty tego popołudnia wygładziła fałdy sukienki, wmawiając sobie, że nie jest zdenerwowana. Ani trochę. W końcu jako profesjonalna kurtyzana często miewała do czynienia z władczymi mężczyznami. Dlaczego więc nie miałaby dać sobie rady z królem? To w końcu chyba nie takie wielkie halo, prawda?

Wytworny, pamiętający czasy francuskiego Karola X zegar z pozłacanego brązu cicho tykał, niestrudzenie odmierzając upływające sekundy. Na szczęście nie musiała czekać długo. Ozdobne drewniane drzwi prowadzące do wysokiego pomieszczenia nagle stanęły otworem. Żołądek ścisnął się jej w nerwowym oczekiwaniu. Mróz przebiegł po kręgosłupie.

Zamiast jednak spodziewanego królewskiego oblicza w drzwiach ukazała się postać Sonji Novak, naczelnej doradczyni monarchy.

Kobieta jak zawsze wyglądała nienagannie. Chanelowski kostium znakomicie współgrał z fryzurą – kokiem, w jaki z niesłychaną wręcz schludnością upięte były jej siwe, metalicznie połyskujące włosy. Klasyczne rysy pięknej twarzy układały się, zapewne wskutek wieloletniej tresury, w całkowicie mdły i bezbarwny wyraz, który jednak – jak wydawało się Ottavii – można było prawie wziąć za uśmiech. O ile w ogóle takiej osobie wolno się uśmiechać.

– Jego Wysokość pragnie panią teraz widzieć.

– Przyjmę go tutaj – odparła Ottavia tak stanowczo, jak tylko potrafiła.

Powinna była przewidzieć, że taką odzywką zasłuży sobie jedynie na szydercze spojrzenie.

– Pani Romolo, król Erminii oczekuje pani stawiennictwa przed jego obliczem. Inna opcja nie jest przewidziana.

– Cóż, w takim razie muszę go rozczarować.

Mobilizując resztki odwagi, Ottavia odwróciła się do kobiety plecami i skierowała wzrok za okno. Aby ustabilizować oddech i spowolnić galopujący rytm serca, zaczęła w myślach powoli liczyć – raz, dwa, trzy…

Gdy doszła do siedmiu, usłyszała wściekłe sapnięcie, po którym nastąpił szybki, oddalający się stukot obcasów. A potem nastała błoga cisza.

Ottavia pozwoliła sobie na triumfalny uśmieszek. Przyjdzie koza do woza. Była tego pewna.

Widziała, jak na nią patrzył w czasie pierwszego spotkania. Miał w oczach to coś, co wyczuwała bezbłędnie. Cóż, ona z pewnością nie wyglądała wtedy najlepiej. W końcu od kilku dni była przetrzymywana i nie miała okazji się przebrać. Ale nawet w mocno znoszonym podróżnym stroju i z nieumalowaną twarzą była w stanie w nim TO obudzić. Pragnął jej. A ona miała lata doświadczeń w manipulowaniu męskim pożądaniem.

Król Rocco musi do niej przyjść. Jest jej to winien. Jego siostra nie tylko ją uprowadziła, ale także skradła jej ubrania i tożsamość.

Księżniczka Mila miała czelność podszyć się pod Ottavię. Chciała uwieść jej klienta, by się z nim zaręczyć. W tym czasie Ottavia była przez wiele dni przetrzymywana. Fakt, umieszczono ją w luksusowym apartamencie jednego z najlepszych hoteli w Erminii, ale nikt jej za to nie przeprosił.

Co więcej, gdy po ucieczce udała się do króla, żeby go przestrzec przed zachowaniem siostry, ten – rzekomo by uniknąć rozgłosu – również wydał rozkaz przetrzymania jej gdzieś na osobności. Sprawa i tak – bez najmniejszego zresztą udziału Ottavii – wyciekła do mediów. Wybuchł skandal i w końcu dwa tygodnie temu zwrócono jej zabrane rzeczy. Teraz pozostała jej tylko jedna sprawa do załatwienia – wyrównać rachunki z królem.

Ottawia poruszyła ramionami, żeby się pozbyć napięcia. Bez rezultatu. Nic dziwnego. Bezwolność, pozostawanie na czyjejś łasce bądź niełasce nie leży w jej naturze. Ona jest typem kobiety, która bierze odpowiedzialność za własne życie i samodzielnie podejmuje decyzje.

Była tak pochłonięta myślami, że ledwie dosłyszała otwierające się ponownie drzwi. Odwróciła się, wyczuwając obecność królewskiej potęgi. Starała się być harda, ale jej ciało mimowolnie zareagowało na widok stojącego przed nią władcy.

Był od niej wyższy o dobre kilkanaście centymetrów, żeby więc spojrzeć w jego oczy koloru mocnego sherry, musiała unieść twarz. On stał nieruchomo, tylko te oczy… były ożywione. Nie po raz pierwszy przyszło jej na myśl skojarzenie z czającym się do skoku dzikim kotem. Niby powinno ją ono zmrozić, ale zamiast tego poczuła przyjemne, rozlewające się po całym ciele ciepło.

Z satysfakcją odnotowała, że i on nie pozostał obojętny. Jego wzrok wędrował po jej szyi, sięgnął dekoltu i ukrytych pod cienkim jedwabiem piersi. Na jego ustach pojawił się uśmieszek, a ona odetchnęła głęboko, przez co jej piersi lekko się uniosły.

Potem dygnęła z gracją i skłoniła głowę. Dobrze wiedziała, że na słodki lep można złapać tłustsze muchy. Pozostała w ukłonie, czekając na królewskie rozkazy.

– Trochę się pani spóźniła z tymi wyrazami szacunku, pani Romolo – odezwał się Rocco, a jego głęboki głos wprawił jej ciało w wibracje. – Proszę powstać.

Wykonując to polecenie, spojrzała na niego zza długich rzęs i dostrzegła w jego twarzy napięcie i niezadowolenie. A więc gra warta była świeczki. Wyprostowała się i postanowiła trzymać język za zębami.

Z podziwem przyglądał się stojącej na tle okna kobiecie. Popołudniowe słońce otulało jej kształtną sylwetkę złocistą poświatą. Niezły z niej strateg. Jeśli jednak wyobraża sobie, że z nim pójdzie jej łatwo, to się myli. Piętnaście lat panowania w Erminii wyrobiło w nim niemal nadludzką samokontrolę.

Władca musi być opanowany.

Podszedł do niej. Taka bliskość mogłaby onieśmielić każdego, ale ona nawet nie mrugnęła okiem. Punkt dla niej. Wiedział jednak, że nie wolno mu pokazać po sobie, czy to go rozbawiło, czy – wręcz przeciwnie – rozzłościło.

Podała mu kawałek papieru.

– Co to ma znaczyć? – warknął.

– Odnoszę wrażenie, że nawet ktoś taki jak pan wie, co to jest faktura? – odparła niskim, perfekcyjnie modulowanym głosem.

Czyżby takimi sztuczkami chciała podwyższyć swą pozycję w negocjacjach? Na pewno ma spore doświadczenie, stąd wie, że mężczyznę można uwieść także głosem. Ale nie z nim te sztuczki. Jego nie oszuka nawet najpiękniejsza, najbardziej zmysłowa kobieta.

– Pani jest moim więźniem. – Przedarł fakturę na pół. – Nie ma pani prawa wystawiać mi rachunków za czas tu spędzony. Osadzeni są automatycznie pozbawieni praw.

W odpowiedzi uniosła starannie wypielęgnowane brwi.

– Pozwolę sobie mieć inne zdanie, Wasza Wysokość. Według mnie pańska rodzina jest mi sporo winna.

Podziwiał jej tupet. Mało kto miałby czelność mu się przeciwstawić.

– Doprawdy? Proszę mnie oświecić w tej kwestii – zażądał.

– Chodzi o to, że nie mogę pełnić swoich zawodowych obowiązków, bo wbrew swojej woli jestem przetrzymywana. Najpierw przetrzymywała mnie pana siostra, a teraz pan. Nie mogłam dotrzymać zawartej umowy. A ja, jak większość pańskich poddanych, mam zobowiązania finansowe. Nie mogę się z nich wywiązywać, skoro nie zarabiam.

Rocco omiótł wzrokiem długą i pełną gracji szyję kobiety, zarys jej ramion uwydatnionych przez prosty krój sukni. Jej rubinowy odcień wspaniale uzupełniał lekką opaleniznę skóry. Ciekawe, czy jest opalona na całym ciele, czy też uchroniła pewne jego zakątki?

Najwidoczniej nie spodobało jej się to, że zignorował jej słowa.

– Potraktowaliście mnie niegodziwie i nadal to robicie – ciągnęła. – Proszę mnie uwolnić.

Oczy rozbłysły jej gniewem, a on ze zdziwieniem poczuł, że sprawia mu to przyjemność.

– Uwolnić? – Dostrzegł iskierkę nadziei w jej spojrzeniu. – Nie sądzę. Jeszcze z panią nie skończyłem.

– Nie skończył pan? – Aż się w niej zagotowało. – Przecież pan nigdy nie zaczął.

– No tak. I w tym właśnie tkwi problem, pani Romolo. Pani mi każe płacić za czas tu spędzony. Rozumiem, że zastosowała pani swoją normalną stawkę?

Z gracją i elegancją skinęła głową.

– W takim razie mam nadzieję, że się pani zgodzi – ciągnął gładko – iż z powodu niewykorzystania usług należy mi się rabat.

Cofnął się o krok i przyglądał, jak bardzo jest wstrząśnięta. Szybko jednak opanowała się.

– Czyżby Jego Wysokość chciał nadrobić stracony czas? – zapytała.

Gdyby to pytanie padło pięć minut wcześniej, odpowiedź brzmiałaby zdecydowanie: nie. Boże, ile ta kobieta sprawiła mu kłopotów!

Wszystko zaczęło się od tego, że zatrudniła się jako tymczasowa nałożnica króla Thierry’ego, władcy Sylvanii. Kilka lat wcześniej zostały zaaranżowane kontraktowe zaręczyny Thierry’ego i siostry Rocca, Mili. Odkrywszy, że narzeczony zafundował sobie kurtyzanę, zazdrosna Mila podjęła ryzykowną grę. Wcieliła się w panią Romolo, by przyszłemu mężowi wybić z głowy posiadanie kochanek.

Thierry rzecz jasna szybko odkrył mistyfikację, zrobił się medialny szum i ośmieszony kochanek odwołał zaręczyny. Podjęto wysiłki w celu pogodzenia zwaśnionych rodów i koniec końców Mila oraz Thierry pojednali się, pobrali i teraz wyglądali na szczęśliwe małżeństwo. Problem jakoś się rozwiązał.

Ale nic dziwnego, że Rocco nie przepadał za Ottavią Romolo. W końcu gdyby nie ona, całe to zamieszanie nie miałoby miejsca. Tak więc nie, on nigdy nie podda się jej niewątpliwemu urokowi. Zrobi wszystko, by wyniosła się do innego państwa, a oni tu sobie spokojnie po niej posprzątają.

Teraz jednak, gdy jego zmysły zostały rozbudzone, zaintrygowany zdał sobie sprawę, że jest skłonny rozważyć bardziej polubowną opcję.

– Jeszcze nie zdecydowałem – powiedział.

– A ja jeszcze nie przedstawiłam oferty – odparowała.

Oj tak, niezła jest! Dzielnie broni własnej godności, nawet jeśli sytuacja zdaje się wymykać jej spod kontroli. Zrobiło mu się gorąco. Ona go wyzywa. Czyżby zaczął jej pożądać? Tak czy inaczej własna reakcja zirytowała go znacznie mocniej niż ta kobieta.

– Jeśli wydaje się pani, że to pani dyktuje warunki, to się pani myli.

Dumnie uniosła głowę.

– Ja zawsze dyktuję warunki. I dobrze się stało, że pan podarł mój pierwszy rachunek – dokończyła z uśmiechem.

Rocco był zaskoczony. Tego się nie spodziewał.

– Miło mi to słyszeć – odparł. – Ale dlaczego pani tak sądzi?

– Ponieważ teraz, mój panie, moja cena wzrosła.

Zapadło milczenie. Ottavia śmiało patrzyła królowi w oczy. Miała nadzieję, że nie widać, jak bardzo się niepokoi, że pod wytwornym jedwabiem jej nogi bardziej przypominają galaretę niż ludzkie ciało.

Ściągnął brwi, jego oczy zalśniły niczym dwa bursztyny. Ich blask był dla niej symbolem jego złożonej osobowości i nieograniczonej władzy. Tak, bo przecież zamiast trzymać ją w tym pięknym zameczku na środku jeziora, mógłby ją równie dobrze wtrącić do pozbawionego okien lochu.

I pozostawić tam do końca jej dni.

Wstrzymała oddech, przed oczami zaczęły jej tańczyć czarne punkciki. Zmusiła się do zaczerpnięcia powietrza. Rocco hipnotyzował ją wzrokiem. Mroczki przed oczami ustąpiły, ale to nie przyczyniło się do odzyskania normalnego rytmu serca, które ze strachu waliło jak oszalałe. Czyżby posunęła się za daleko?

W każdej relacji walczyła o to, by mieć ostatnie słowo i nie cofnęła się przed niczym, żeby to sobie zapewnić. Teraz poczuła jednak, że w przypadku króla jej dotychczasowe metody mogą okazać się niewystarczające. Facet ma opinię twardziela, który nie zawsze gra fair.

Postanowiła trochę złagodzić swoją postawę. Rozchyliła usta i koniuszkiem języka zwilżyła wargi. Zauważył to, pomyślała nie bez satysfakcji. Spojrzał na jej usta, a jego nozdrza delikatnie się poruszyły.

Połknął przynętę, ale czy na pewno razem z haczykiem?

– Obyś okazała się jej warta – mruknął.

Miał głęboki, lekko schrypnięty głos. Zupełnie jakby toczył sam z sobą jakąś walkę.

Ottavia pozwoliła sobie na uśmiech, przymykając powieki.

– To co? Dogadamy się, mój królu?

Dołożyła wszelkich starań, aby dwa ostatnie słowa pobrzmiewały pieszczotą i obietnicą. Ale on natychmiast – z pomocą głośnego serdecznego śmiechu, dzięki któremu jego twarz nabrała wdzięku – dał jej do zrozumienia, że poniosła fiasko. Nigdy dotąd nie poczuła tego, co teraz. Rocco w końcu umilkł.

– Ciągle ci się wydaje, że panujesz nad rozwojem sytuacji, prawda? – powiedział, figlarnie unosząc brwi. – Zawsze jesteś taką optymistką?

– Jestem władczynią moich życiowych wyborów – wypaliła.

Wiedziała, że te słowa nie zawsze były prawdziwe. A już na pewno nie wtedy, kiedy miała lat czternaście i najnowszy kochanek matki zaczął okazywać niezdrowe zainteresowanie jej rozwijającym się ciałem. A jeszcze mniej, gdy matka owo zainteresowanie dostrzegła i Ottavia podsłuchała jej rozmowę z kochankiem. Targowała się, za ile może mu ją odstąpić.

Ale to było dawno. Wtedy postanowiła, że nikomu nie odda kontroli nad swoim życiem. Nigdy nie zda się na czyjąś łaskę.

Powróciła myślami do teraźniejszości i postanowiła przeformułować strategię. Może króla należy raczej nęcić, kusić? Cofnęła się o krok i podeszła do okna, z którego rozpościerał się widok na ogrody i na jezioro.

Gdyby była odrobinę mniej przejęta, z pewnością nie usłyszałaby lekkiego westchnienia, jakie królowi, któremu właśnie w głębokim wycięciu sukni pokazała nagie plecy, wyrwało się na ich widok. Prawie poczuła na sobie jego gorące spojrzenie.

Bardziej też poczuła, niż usłyszała, że się do niej zbliżył.

– Prawdziwa z ciebie szczęściara – powiedział jej prosto do ucha.

W tym szepcie były tysiące niewypowiedzianych słów. Ottavia przymknęła oczy i starała się nie poruszyć.

– Szczęściara? – spytała chropawym tonem.

– Król bardzo rzadko może wybierać – odparł ku jej zdziwieniu.

– A mnie się wydaje, że wszystko od niego zależy, Najjaśniejszy Panie.

Wyczuła, że się oddalił. Może zorientował się, że powiedział o kilka słów za dużo?

Powoli się odwróciła. Rocco stał w końcu pokoju z rękami założonym do tyłu i wpatrywał się w wiszący na ścianie portret zmarłego ojca.

– Mam dla ciebie propozycję – odezwał się, nie patrząc na nią. – Wypadałoby się na nią zgodzić.

– Ot tak sobie? Bez znajomości warunków? – zapytała. – Bez negocjacji? Nie sądzę.

– Czy dla ciebie wszystko jest przedmiotem negocjacji?

– Jestem kobietą interesu.

Zwrócił twarz w jej kierunku.

– Aha, więc tak określasz swoją… pracę? Jako biznes?

– A jak miałabym ją nazywać? – Najeżyła się.

Kącik jego ust delikatnie się uniósł. A więc bada ją, to oczywiste. I jeśli chce otrzymać od niego wszystko, co według niej jej się należy, musi do końca zachować samokontrolę.

– Proszę tu podejść, pani Romolo. – Kiwnął na nią palcem.

Nawet chętnie wykona ten rozkaz, ale tylko dlatego, że sama tego chce, wmawiała sobie, gdy z wystudiowaną przez ostatnie piętnaście lat elegancją sunęła w jego kierunku.

– Panie? – Skłoniła głowę, zatrzymując się przed nim.

– Służalczość nie leży w twojej naturze. – Zaśmiał się, po czym koniuszkiem palca uniósł jej podbródek tak, żeby znów mogła spojrzeć mu w oczy.

W jego spojrzeniu dostrzegła nagłe pragnienie. Rozchyliła usta i westchnęła, ale on zgasił to westchnienie pocałunkiem. Nagle poczuła się niezdolna do myślenia. Zaskoczona całkowicie poddała się jego dotykowi i smakowi. Wniknął językiem do jej ust, a gdy jej język wyszedł mu na spotkanie, wydał gardłowy jęk, a jej ciało nieoczekiwanie ogarnął płomień pożądania.

Nie mogła złapać tchu.

I wtedy wszystko nagle się skończyło. Zachwiała się lekko, z trudem odzyskując równowagę. Poczuła narastającą wściekłość. On myśli, że ma prawo tak sięgać po nią, kiedy tylko ma ochotę? Bez pytania? Jeszcze jeden facet, który uważa, że jej można użyć, a potem wyrzucić.

Była rozczarowana, ale wiedziała, że musi odzyskać przewagę, zapomnieć, że została znieważona. Uśmiechnęła się.

– Testowanie towaru? – spytała cierpko.

W odpowiedzi Rocco milcząco się uśmiechnął. Niemały wyczyn, zważywszy, że w reakcji na ten pocałunek znaczna ilość jego będącej w obiegu krwi trafiła do dolnych partii ciała. Zaczynał rozumieć, dlaczego ta kurtyzana cieszy się takim wzięciem. Łatwo się od niej uzależnić.

On już po pierwszym pocałunku zapragnął czegoś więcej. Już tak dawno nie robił nic dla własnej przyjemności. Dobro kraju zawsze było na pierwszym miejscu. Ale przecież państwo chyba nie dozna uszczerbku, jeśli skorzysta z okazji i zaspokoi pożądanie? Może nawet dobry, satysfakcjonujący seks bez zobowiązań rozjaśni mu umysł?

– Powiedziałaś, że podnosisz stawkę – zaczął. – Uważasz, że początkowo wyceniłaś się zbyt nisko?

Jego słowa chyba ją zaskoczyły, bo ich nie skomentowała. Rocco postanowił iść za ciosem.

– Skorzystam z twoich usług i zapłacę ten nic niewart rachunek, który mi wystawiłaś. I coś dorzucę. – Zawahał się i przechylił głowę. Patrzył na nią, jakby szacował cenne dzieło sztuki, po czym dokończył: – Określ ostateczną cenę.

Wymieniła kwotę, która w porównaniu z tą na fakturze była astronomiczna.

– Wysoko pani ceni swoje usługi – powiedział trochę zirytowany, a trochę rozbawiony.

Czy ona sobie wyobraża, że wystraszy go swoimi żądaniami? Jej jednak przyszła do głowy inna odpowiedź.

– Wręcz przeciwnie. Wysoko cenię siebie samą – odparła.

Wyczuł w jej głosie lekkie drżenie. Musiała zdać sobie sprawę, że przesadziła. Ta kwota jest śmieszna.

– Zapłacę – powiedział.

Patrzył, jak Ottavia owija wokół palca kosmyk włosów. Dziecinny gest, uroczo kontrastujący z wysmakowaną elegancją tej kobiety. Nagle opuściła rękę, jakby nagle zdała sobie sprawę z niestosowności swego zachowania, i wyprostowała się, usztywniając ramiona.

Wróciła do swojego biznesowego wizerunku. Ale w tym krótkim momencie beztroskiej zabawy jemu wydało się, że za maską kurtyzany dostrzegł oblicze prawdziwej kobiety. I to go wzruszyło.

– A więc umowa stoi? – zapytał.

– Nie omówiliśmy jeszcze czasu trwania.

– Za taką kwotę mogę chyba oczekiwać bezterminowego kontraktu – odparł, wyraźnie zły.

– Chyba zdaje pan sobie sprawę, że to nie leży w moim interesie? – odparła z lekkim uśmieszkiem.

Jego irytacja znów zaczęła zmieniać się w rozradowanie. Nie dość, że piękna niczym bogini rozkoszy, to jeszcze umysł jak żyleta, godny najzręczniejszego polityka. Nigdy dotąd nie spotkał takiej kobiety. Zachowywała się, jakby nie zależało jej, by mu się spodobać. I to było dla niego zniewalającym wyzwaniem.

Lubił wyzwania.

– A więc miesiąc – powiedział.

Od razu zdał sobie sprawę, że to propozycja tyleż dla niego pociągająca, co nierealistyczna.

Nie może wycofać się do tej samotni na cały miesiąc. Czekają go przecież liczne obowiązki. Na przykład… znalezienie sobie żony. Chociaż… Skoro niedawno szczęśliwie wydał siostrę za głównego przeciwnika politycznego swej ojczyzny, to z pewnością mógłby sobie pozwolić na krótkie wakacje. A ze stolicą utrzymywałby kontakt telefoniczny i mejlowy.

– Miesiąc – powtórzyła. – Świetnie. Proszę mi udostępnić moją komórkę i komputer, a szybko sporządzę odpowiedni dokument i podam pańskim ludziom numer mojego konta. Po raz drugi zresztą – zakończyła, patrząc znacząco na poniewierające się na podłodze resztki poprzedniej faktury.

– Bardzo proszę. I widzimy się na późnej kolacji w moich prywatnych apartamentach. Dziś o wpół do dziesiątej.

Skierował się ku drzwiom, ale przed wyjściem zatrzymał się na moment.

– Aha, pani Romolo?

– Tak, Najjaśniejszy Panie?

– Strój wieczorowy nie jest wymagany.

Zadowolony, że w starciu z tym irytującym stworzeniem ostatnie słowo należało do niego, Rocco wyszedł z sali przyjęć i podążył do gabinetu.

U jego boku natychmiast pojawiła się Sonja Novak.

– Mam zorganizować wyjazd tej kobiety? – spytała.

– Nie.

– Nie?

– Ona tu zostaje. Ze mną. Na miesiąc albo dopóki mi się nie sprzykrzy.

– Aaa… Ale… – chciała zaprotestować Sonja.

Rocco przystanął i z trudnością powstrzymał głębokie westchnienie. Najpierw siostra, potem ta kurtyzana, a teraz najbardziej zaufana doradczyni. Czy jakaś kobieta w Erminii w ogóle go słucha?

– Chyba nadal ja jestem królem, czyż nie tak?

– Oczywiście, że tak.

– Czyli mam prawo decydowania, kto jest moim gościem. Wiem, jesteś moją prawą ręką, podobnie jak byłaś nią dla ojca. Ale proszę się nie zapominać.

– Oczywiście, przepraszam. – Sonja schyliła głowę.

– A jednak wyczuwam, że twoim zdaniem popełniam błąd.

– Branie sobie nałożnicy nie jest najlepszym pomysłem, kiedy trzeba się wkrótce ożenić.

– Zdaję sobie z tego sprawę. – Tym razem Rocco westchnął.

Kiedy już jego przyszła oblubienica zostanie wybrana, poświęci się jej bez reszty. Nie będzie skoków w bok. Ale przyszłość w ramach małżeństwa z rozsądku, a nie z miłości, nie rysuje się w najjaśniejszych barwach.

Czy naprawdę nie wolno mu skorzystać z ostatnich chwil wolności?

– Czy jest jeszcze coś, co wymagałoby mojej uwagi?

– Nic, co nie może poczekać do jutra – przyznała Sonja.

– A tak przy okazji. Pani Romolo nie jest już moim więźniem. Proszę jej zwrócić sprzęt elektroniczny i zapewnić dostęp do internetu.

– Czy to aby rozsądne?

Spiorunował ją wzrokiem, a Sonja w odpowiedzi jedynie skłoniła stalowosiwą głowę i wymamrotała kolejne przeprosiny.

– Dzięki – rzucił Rocco przez zęby i udał się na górę do swoich apartamentów.

Poszedł do sypialni. Oficjalny garnitur, który miał na sobie w drodze powrotnej z królestwa Sylvanii, uciskał go niczym kaftan bezpieczeństwa.

Zdarł z szyi czerwony jedwabny krawat, na którym wyszyto godło państwowe Erminii – stającego dęba białego rumaka. Rzucił go na krzesło pod oknem. Jego lokaj, którego zostawił w stolicy, bo tu nad jeziorem wolał samemu dbać o siebie, z pewnością nie byłby zadowolony z tak jawnie okazywanego braku szacunku. Ale cóż, królewski majestat i swoboda nie idą z sobą w parze.

Rozebrał się do naga, wziął z gabinetu sportowe szorty i T-shirt. Włożył skarpetki i sfatygowane buty do biegania. Zwariuje, jeśli teraz trochę nie poćwiczy.

Miał ciężki dzień, ale dał radę. Jak zawsze. A nadchodzące godziny należą tylko i wyłącznie do niego. Na ile to możliwe w przypadku człowieka, który bez przerwy musi się pilnować.

Rocco zbiegł po schodach i zaczął ile sił w nogach biec prowadzącą do zamku drogą.

Po dziesięciu kilometrach był zlany potem i ciężko dyszał. Zwolnił kroku i pozwolił sobie na pogodniejsze myśli. Przypomniała mu się uszczęśliwiona twarz siostry w czasie wczorajszego ślubu z królem Thierrym.

Jeszcze nie mógł przyzwyczaić się do myśli, że wszystko dobrze się skończyło. Po tym, jak Thierry odwołał ślub, wojna wisiała na włosku.

Krajowi opozycjoniści również nie próżnowali. Marzyli o tym, żeby Rocco zrzekł się korony. Chcieli osadzić na tronie swojego kandydata.

Dopiero kilka miesięcy temu Rocco dowiedział się, że ktoś taki istnieje. To człowiek podający się za nieślubnego syna zmarłego króla, ojca Rocca. Nie ujawniał swojej tożsamości, ale udało mu się zyskać spore grono zwolenników.

Erminia uniknęła jednak rozpadu i wojny. Było to zasługą Andreja Novaka, syna Sonji i naczelnego wodza, który wzmógł kontrolę wojska nad krajem i jego granicami. Sytuacja pogorszyła się po spowodowanym przez Milę skandalu z porwaniem pani Romolo. Mila potem udała się do Sylvanii i błagała o przebaczenie, ale została odprawiona z kwitkiem.

Rocco w każdej chwili mógł się spodziewać wybuchu konfliktu zbrojnego. Ale potem z kolei ktoś porwał powracającą do Erminii Milę i sytuacja się odwróciła.

Serce Rocca ściskało się teraz na wspomnienie, jak porywacze Mili w zamian za jej uwolnienie żądali od niego zrzeczenia się korony. Na szczęście król Thierry odnalazł ją i przy udziale służb specjalnych uwolnił. Nie udało się niestety zatrzymać jej porywaczy.

Na myśl o tych łajdakach kidnaperach Rocco poczuł gniew. Przyśpieszył kroku.

Za plecami usłyszał zbiorowy pomruk swojej ochrony. Nie mógł się nie uśmiechnąć. To zgrana, silna i wytrzymała drużyna, ale on za każdym razem dawał chłopakom do wiwatu.

Zagrywki jego politycznych przeciwników postawiły go przed dylematem. Musi się ożenić albo zrzec praw do tronu. To pomysł tak staroświecki, że aż śmieszny.

Oczywiście wiedział, że kiedyś się ożeni. Był nawet raz o krok od oficjalnych zaręczyn. Ale Elsa, dziewczyna którą poznał na studiach, odrzuciła jego oświadczyny. Była kobietą z ludu, nie uśmiechało się jej życie w blasku fleszy i ciągłe towarzyszenie mu w wypełnianiu urzędowych obowiązków. Tak się przynajmniej tłumaczyła. A może po prostu nie kochała go wystarczająco? Tak czy inaczej, ten związek nie miał przyszłości.

Teraz znalazł się więc w kłopotliwym położeniu. Za rok skończy trzydzieści pięć lat. Zgodnie ze starą ustawą, odgrzebaną niedawno przez jego politycznych przeciwników i przedstawioną na forum parlamentu, każdy władca przed ukończeniem tego wieku musi się ożenić i przedstawić narodowi potomka z prawego łoża. Inaczej straci koronę, a tron przejmie pretendent.

Ta groźba stawała się w przypadku Rocca coraz bardziej realna. Gdyby był pewien uczciwych zamiarów swojego rzekomego brata przyrodniego, może dobrowolnie oddałby mu królestwo?

Jednak po porwaniu Mili stało się jasne, że temu człowiekowi zaufać nie można. Szczególnie, gdy się go w ogóle nie zna.

Nie, musi bronić swej pozycji. Jest to winien ludowi. Nawet jeśli będzie to od niego wymagało poślubienia niekochanej istoty.

Rocco polecił doradcom sporządzenie listy kobiet godnych bycia pierwszą damą. Niestety trzeba było z niej skreślić wiele europejskich księżniczek i arystokratek, które nie były w stanie wylegitymować się nienagannym prowadzeniem. Standardy były tu dość wyśrubowane. Koniec końców lista liczyła zaledwie trzy pozycje.

Na żwirowej ścieżce prowadzącej do zamku Rocco zwolnił tempo. Dyszał ciężko. Wybiegł myślami do przodu. Dziś wieczorem przestudiuje dokumenty kandydatek. Może któraś zdoła wzbudzić jego zainteresowanie?

Nagle w jednym z zamkowych okien na górze poruszył się kolorowy cień. To mu przypomniało, że na wieczór ma plany zgoła inne. A zważywszy, że jest wyczerpany biegiem, sprostanie wyzwaniu, jakie stanowi Ottavia, może okazać się nie takie proste.

Ale cóż. Dziś będzie napawać się jej ciałem, urodą. Jutro też jest dzień.

Tytuł oryginału: Contract Wedding, Expectant Bride

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Dolce Vita Trust

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3374-3

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Smak grzechu Luksusowy układ Zabawa w miłość Seks to za mało Narodziny namiętności Dreszczyk pożądania