1947. Świat zaczyna się teraz

1947. Świat zaczyna się teraz

Autorzy: Elisabeth Asbrink

Wydawnictwo: Poznańskie

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 288

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.66 zł

W 1947 roku wszystko się zmienia. Świat jeszcze może być inny. 10 lutego w Paryżu alianci i sojusznicy III Rzeszy podpisują układ pokojowy a w Europie zaczynają odradzać się ruchy faszystowskie. Simone de Beauvoir przeżywa miłość swojego życia. Zaczyna pisać Drugą płeć książkę, która wkrótce zostanie okrzyknięta feministyczną biblią. Komisja ONZ ma tylko cztery miesiące na rozwiązanie narastającego problemu Palestyny. 12 lutego Christian Dior prezentuje swoją debiutancką kolekcję The New Look. Zaczyna się rewolucja w modzie. Trwają prace nad Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. Jeszcze mało kto zna pojęcie ludobójstwa. Hasan al-Banna chce, żeby nastał czas islamu. Tworzy plan wciąż jeszcze realizowany przez dżihadystów. W niemieckim ośrodku dla dzieci, których rodzice zostali zamordowani przez nazistów, przebywa dziesięcioletni Joszéf. Teraz musi sam podjąć decyzję, która zaważy na jego życiu: zacząć wszystko od nowa w Palestynie czy wrócić do Budapesztu, miasta prześladowań? Jakiś czas później ucieknie do Szwecji, gdzie urodzi mu się córka Elisabeth. Z tych wszystkich pozornie niepowiązanych ze sobą zdarzeń Elisabeth sbrink tworzy opowieść o świecie, który zaczyna kształtować się na dobre, gdzie idee demokracji i współdecydowania rodzą się i umierają, stary porządek upada, a powstaje nowy. To początek naszego czasu, naszego teraz.

Tytuł oryginału: 1947

Copyright © Elisabeth Åsbrink, 2016 Published by arrangement

with Partners in Stories Stockholm AB.

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2017

Copyright © for the Polish translation by Natalia Kołaczek, 2017

Redaktor prowadząca: Monika Długa

Redakcja: Natalia Szczepkowska

Korekta: Magdalena Owczarzak

Projekt okładki: Michał Pawłowski

Projekt typograficzny: Maciej Majchrzak

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl

Photo by /Picture Post/Hulton Archive/Getty Images

Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu: Swedish Arts Council

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Wydanie elektroniczne 2017

eISBN 978-83-7976-772-4

Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

redakcja@wydawnictwopoznanskie.com

www.wydawnictwopoznanskie.com

Spis treści

Styczeń

Luty

Marzec

Kwiecień

Maj

Czerwiec

Dni, śmierć

Lipiec

Sierpień

Wrzesień

Październik

Listopad

Grudzień

Podziękowania

Bibliografia

W rzekach na północ od przyszłości

zarzucam sieć, którą ty,

wahając się, obciążasz

zapisanymi przez kamienie

cieniami.

Paul Celan

Czas niezupełnie płynie tak, jak powinien.

Pierwszego stycznia 1947 roku „The Times” pisze, że Brytyjczycy nie mogą polegać na swoich zegarkach. Żeby mieć pewność, która jest godzina, słuchają specjalnych raportów BBC, podających prawidłowy czas. Częste przerwy w dostawie prądu wciąż mają wpływ na zegary elektryczne, ale i te mechaniczne wymagają kontroli. Może to z powodu zimna. Może będzie lepiej.

W czasie samego Blitzkriegu na Wielką Brytanię zrzucono prawie 50 tysięcy ton bomb. Zniszczono ponad 4,5 miliona budynków. Mniejsze miasta na prowincji niemal zmieciono z powierzchni ziemi, tak jak szkocki port Clydebank – nalot otrzymał nawet własną nazwę: Clydebank Blitz.

W austriackim Wiener Neustadt kiedyś stało 40 tysięcy budynków. Teraz nienaruszonych zostało tylko 18. W Budapeszcie połowa domów nie nadaje się do zamieszkania. We Francji zniszczono łącznie 460 tysięcy budynków. W Związku Radzieckim zrównano z ziemią 1700 miasteczek i wiosek. W Niemczech zbombardowano około 3,6 miliona mieszkań; co piąty dom w kraju. Połowa domów w Berlinie nie nadaje się do zamieszkania. W całych Niemczech ponad 18 milionów ludzi jest bez dachu nad głową. Kolejnych 10 milionów bezdomnych jest na Ukrainie. Wszyscy muszą poradzić sobie z ograniczonym dostępem do wody i sporadycznym do prądu.

Prawa człowieka nie istnieją, niemal nikt nie słyszał o czymś takim jak ludobójstwo. Ci, którzy przeżyli, dopiero zaczęli liczyć swoich zmarłych. Wielu jedzie do domu i go nie znajduje, inni jadą wszędzie, tylko nie tam, skąd pochodzą.

Wsie Europy splądrowano, spustoszono i częściowo zatopiono po tym, jak zniszczono tamy. Ziemie uprawne, lasy, gospodarstwa – ludzkie życie, jedzenie i praca – spoczywają w popiele, przykryte błotem.

Grecja pod niemiecką okupacją straciła jedną trzecią swoich lasów. Ponad tysiąc wiosek spalono. W Jugosławii zabito ponad połowę bydła, a rabowanie zboża, mleka i wełny doprowadziło gospodarkę do ruiny. Armie Stalina i Hitlera nie tylko siały spustoszenie podczas przemarszu, rozkazano im podczas odwrotu niszczyć wszystko, co stanie na ich drodze. Zgodnie z taktyką spalonej ziemi dla wojsk przeciwnika nie miało zostać nic. Jak powiedział Heinrich Himmler: „Nie może zostać ani jeden człowiek, sztuka bydła, kwintal zboża czy tor kolejowy. (...) Wróg musi zastać kraj kompletnie spalony i zniszczony”.

Teraz, po zakończeniu wojny, wszyscy szukają zegarków – kradną je, ukrywają, zapominają albo gubią. Czas jest niepewny. Kiedy w Berlinie jest ósma wieczorem, w Dreźnie jest siódma, ale w Bremie dziewiąta. Rosyjski czas w rosyjskiej strefie, podczas gdy Brytyjczycy wprowadzili czas letni w swojej części Niemiec. Kiedy pada pytanie o godzinę, większość odpowiada, że nie ma. To znaczy zegarka. A może chodzi o czas?

Styczeń

Arab az-Zubajd

Hamdeh Dżuma to dzielna dziewczyna, ale gdzieś są jej granice. Są coraz bliżej.

Kiedy mężczyzna przybywa do wioski ze swoim magicznym pudłem, woła do siebie dzieci. Młodsze będą prosić swoje matki o kaszę, starsze będą kraść, ale wszystkie przyjdą popatrzeć na magiczne pudło, które – jak twierdzi mężczyzna – połyka cukier a wypluwa karmelki. Dzieci śmieją się i płacą mu bulgurem, soczewicą i owsem. On opowiada im swoje historie i pokazuje obrazki, zamieniające się w opowieści, jak tylko zakręci kijkiem włożonym do kartonowego pudła.

Hamdeh ma szesnaście lat i nigdy nie nudzi się jej magia ruchomych obrazków. Kradnie mamie chleb, żeby zapłacić mężczyźnie, podbiera ze spiżarni garście soczewicy. Przypomina sobie o stryju, który ma dużo kur i pięć kogutów. Kiedy ucina sobie poobiednią drzemkę, ona zakrada się, żeby ukraść jajka – wszystko po to, by zobaczyć, jak obrazki znów zaczną się poruszać, by posłuchać o bohaterach i bojownikach o wolność, poczuć, jak świat robi się większy. Ale kiedy już ma wychodzić z jajkami z namiotu stryja, ten budzi się, łapie ją i bije. Jajka rozbijają się. Tej nocy Hamdeh śpi w brudnym fartuchu w jaskini, żeby uniknąć gniewu stryja. Ale on mija.

Co wieczór, kiedy przychodzi do finału opowieści, mężczyzna z magicznym pudłem kończy tymi samymi słowami: Oto ciemność, oto noc.

Waszyngton

Prezydent Truman siedzi w Gabinecie Owalnym Białego Domu i prowadzi dziennik. Szóstego stycznia budzi się wcześnie i pracuje przez kilka godzin, a potem wybiera się pieszo na stację na spotkanie z rodziną. Porządny, trzydziestopięciominutowy spacer, jak zanotuje w dzienniku. Jest szczęśliwy, że małżonka i dziecko wróciły. To wielkie, białe więzienie zamienia się w piekło, kiedy jest się w nim samemu. Nocą podłogi skrzypią i trzeszczą. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zobaczyć starego Jamesa Buchanana, przechadzającego się w tę i z powrotem, martwiącego się o świat, nad którym nie ma już kontroli. Tak właściwie to cała gromada pokutujących dusz prezydentów kręci się w górę i w dół po schodach, uskarżając na wszystko, co powinni zrobić lepiej i wszystko, czego nie zdążyli zrobić. Niektórzy z jego zmarłych poprzedników trzymają się od tego miejsca z daleka, pisze Truman w swoim granatowym dzienniku. Po prostu nie mają na to czasu, za bardzo pochłania ich pilnowanie nieba i rządzenie piekłem. Ale pozostali, biedni udręczeni prezydenci, którzy nie osiągnęli tego, co chcieli, nie zaznają spokoju. Biały Dom to niezłe piekło.

Londyn

Siódmego stycznia poinformowano, że 500 kobiet zatrudnionych w London Transport System będzie musiało odejść z pracy. Wrócą do domu. W ciągu najbliższych miesięcy wszystkie konduktorki z londyńskich autobusów i tramwajów zostaną zwolnione. Łącznie 10 tysięcy kobiet. Mężczyźni wracają.

Malmö

Ruchy przy granicy, drzewa niczym czarne linie na białym horyzoncie. Kroki na zamarzniętej ziemi prawie nie zostawiają śladów. Świat jest pełen uchodźców, którzy chcą uciec, chcą się wydostać. Jedne granice są strzeżone słabiej niż inne, drogi są wąskie i kręte, a miejscowi zajmują się swoimi sprawami.

Granica między Niemcami a Danią. Kolejna między Danią a Szwecją. Granice wodne, lądowe, linie zaznaczone na mapach na papierze w rzeczywistości wyznaczane są przez kamienie, płoty, tysiące źdźbeł wyschłej trawy, szumiących z każdym powiewem wiatru.

Wielu ucieka od tego, co przeżyli. Inni uciekają od konsekwencji swoich czynów. Cisza. Konspiracja. Zaszyfrowane wiadomości i każda noc w innym miejscu. Strumień mężczyzn przedostaje się z Niemiec do Danii, a potem dalej do Szwecji. Pomocne dłonie dają im po drodze jedzenie, przygotowują miejsce do spania.

Per Engdahl chce odzyskać paszport. Nie udaje mu się, zostaje unieruchomiony we własnym kraju. Kraju, który chciałby jednocześnie zachować i rozszerzyć tak, aż pękną granice. Jego wizja jest pełna sprzeczności, ale będzie ciężko pracował nad wcielaniem jej w życie. Szwedzka tajna policja uznaje go za nazistę, a po wizycie u Vidkuna Quislinga w Norwegii podczas wojny, a później jeszcze podróży do Finlandii, gdzie spotkał się z kilkoma wysoko postawionymi przedstawicielami Wehrmachtu, odebrano mu paszport. Mimo wielu prób jego odzyskanie potrwa długo – każe więc innym przyjeżdżać do siebie, do Malmö. Ma wiernych współpracowników, podróżujących i działających w jego imieniu. Nie zachowały się prawie żadne dokumenty, a w tych, które zostały, jest tylko kilka nazwisk. Okrężnymi drogami można jednak wytropić, wyszukać i złożyć w całość to, co wydarzyło się w ciągu miesięcy składających się na rok 1947, czas, kiedy wszystko wydawało się możliwe, bo wszystko się już wydarzyło.

Przybywają z całej Europy. Wielu z nich walczyło w szeregach SS na wschodnim froncie, jest też wielu mieszkańców krajów nadbałtyckich, którzy ryzykują ekstradycję do Związku Radzieckiego. Wszyscy potrzebują pomocy, by uciec od konsekwencji swoich wojennych czynów, a mężczyzna bez paszportu ich przyjmuje.

Per Engdahl jest przywódcą szwedzkich faszystów, ale ten biały strumień zwracających się do niego uchodźców chce utrzymać z daleka od swojego ruchu, dyskretnie i niejawnie. Jego własny dom przy Mäster Henriksgatan 2 w Malmö staje się centrum dowodzenia. Spotkania nabierają literackiego charakteru, bo piszący wiersze faszysta wykorzystuje tytuły książek jako kryptonimy uchodźców, kryjówek i transportów – wszystko po to, by utrzymywać szwedzką policję w nieświadomości.

Ilu przyjeżdża? Nie wiadomo dokładnie. Kim są? Nie ma takich informacji. Ale spośród tysięcy uciekających białych mężczyzn kilku zostaje więcej niż tylko nazwiskiem, może nawet przyjaciółmi. Jak profesor Johann von Leers, prawa ręka i protegowany ministra propagandy Goebbelsa, jeden z najbardziej wpływowych ideologów, stojących za nazistowską propagandą nienawiści. Niezłomny i zaangażowany antysemita wśród nazistowskich władz. Wielkie nazwisko, wielka zdobycz. Von Leers został wzięty do niewoli przez amerykańskie oddziały i internowany w Darmstadt, ale zbiegł po 18 miesiącach. Potem tropy są niejasne i sprzeczne. Na kilka lat zniknął z pola widzenia, by nagle pojawić się znów w 1950 roku w Buenos Aires. Niektórzy twierdzą, że przez wiele lat ukrywał się w północnych Niemczech, inni uważają, że żył incognito we Włoszech.

Wiadomo na pewno, że pod koniec 1946 roku udaje się do Flensburga, dawnego kupieckiego miasta, dziesięć kilometrów od granicy z Danią. Tam spotyka się z duńskim ochotnikiem SS, Vagnerem Kristensenem, który zabiera go jakieś dziesięć kilometrów dalej, do duńskiego miasteczka Padborg.

„Prowadziliśmy uchodźców ścieżką, przez bagna, a potem przez granicę”.

Młody Kristensen polubił Johanna von Leersa – będą utrzymywać kontakt – eskortuje swojego nowego przyjaciela przez Danię do Kopenhagi, gdzie przejmują go inni i przeprawiają łodzią przez Sund.

„Przyjeżdżali do mnie, kiedy ja nie mogłem wyjeżdżać”, będzie później z pewną dumą wspominał Engdahl. Zadba jednak o to, by nie padły żadne nazwiska.

Engdahl i jego towarzysze mogą załatwić pracę jakiemuś tysiącowi uciekających nazistów. Stocznia Kockums i producent maszyn liczących Addo chętnie ich przyjmą, pod warunkiem, że Engdahl nic o tym nie napisze w swojej gazecie „Vägen Framåt” („Droga naprzód”). Wszyscy wiedzieli, o co chodzi: chętnie pomogą, ale żeby nie było o tym głośno.

Per Engdahl: poeta, dziennikarz, przywódca faszystów. Szwedzka policja uważa go za prawdziwego założyciela szwedzkiego nazizmu.

„Już przed wojną był znany jako szwedzki nazista o najlepszych kontaktach w kręgach światowego nazizmu. Był persona grata w Berlinie i Rzymie. [...] Już pod koniec 1945 roku Engdahl nawiązał kontakt z nazistowskimi i faszystowskimi jednostkami, które uchowały się za granicą”, pisze Statspolisen, centralny organ szwedzkiej policji, w sprawozdaniu z początku lat 50.

Rzym

Zaledwie na kilka dni przed tym, zanim rok 1946 stanie się 1947, pięciu mężczyzn zbiera się na Viale Regina Elena w Rzymie. Dziennikarz, archeolog, księgowy, przywódca partyjny i mężczyzna twierdzący, że jest synem Benito Mussoliniego z nieprawego łoża. Wspólnie tworzą Movimento Sociale Italiano (Włoski Ruch Społeczny), któremu przyświecały te same ideały i idee, co partii faszystowskiej Mussoliniego. MSI szybko zdobywa licznych zwolenników i duże sumy od prywatnych darczyńców. Już po miesiącu powstają grupy lokalne w całych Włoszech, a ruch może zacząć działalność, atakując demokrację i walcząc z komunizmem. I to nie tylko we Włoszech. Ich celem jest też nowa Europa.

Falangiści w Hiszpanii, peroniści w Argentynie, brytyjscy faszyści pod wodzą Oswalda Mosleya, neonaziści zbierający się nielegalnie w Wiesbaden pod przywództwem Karla-Heinza Priestera. A w Szwecji Per Engdahl. Działają pod powierzchnią, ujawniają się, kiedy świat odwraca wzrok. Już teraz tworzą dobrze zorganizowaną sieć kurierów, obchodząc restrykcje dotyczące paszportów, wiz i walut. Wkrótce zbliżą się do siebie, nawet połączą. Bezruch mającego odwahnąć się wahadła.

Polska

Dziewiętnastego stycznia w Polsce odbywają się wybory. Tymczasem w ostatnich tygodniach 400 tysięcy ludzi oskarżono o współpracę z nazistami i ukarano ich odebraniem prawa wyborczego. Ponad 80 tysięcy członków i zwolenników antykomunistycznego Polskiego Stronnictwa Ludowego zaaresztowano tuż przed wyborami. Około 100 z nich zostało zamordowanych przez Urząd Bezpieczeństwa.

Wskutek tego komuniści odnieśli miażdżące zwycięstwo.

Podczas konferencji jałtańskiej z 1945 roku Stalin obiecał Polsce wolne wybory. Dla systemu wielopartyjnego 19 stycznia to dzień śmierci.

Al-Mahmudijja

Syn egipskiego zegarmistrza, Hasan al-Banna, chciał zmienić czas na islam. Kiedyś był dociekliwym dzieckiem, nieustępliwym i nieugiętym jak jego matka, ale bardziej towarzyskim niż ojciec. W jego zakładzie regulowano światowy czas, umilkłe tarcze zegarów czekały na wskazówki, kółka zębate lśniły w pudełkach, a sam dźwięk naprawionego zegara był nagrodą za wysiłek. Tykanie, wyraźne i regularne, oznaczało, że i przedmiot, i czas przeprowadzono z nieporządku do porządku, z chaosu do kontroli.

Przed zakładem ojca rozpościerał się Egipt pełen pól pszenicy i mężczyzn, zgarbionych pod nienawistnymi spojrzeniami Brytyjczyków. Zniewolony kraj. Jak na polach gęsto było od kłosów pszenicy, tak w Koranie gęsto było od wersetów.

Także chłopiec nauczył się rzemiosła. Przebywanie w pomieszczeniu pełnym zegarów sprawiało, że godziny stawały się przyjacielem i wrogiem. Rozbieranie zegara na części, badanie jego wnętrza, a potem ponowne jego składanie i wprawianie czasu w ruch czyni z czasu siłę, którą da się okiełznać.

Paryż

Samolot z Simone de Beauvoir wylatuje do Nowego Jorku. Czterdzieści miejsc i tylko dziesięcioro pasażerów, więc już na pokładzie czuje się zagubiona. Tak jakby zostawiała za sobą swoje paryskie życie. Jakby miało objawić jej się coś innego, coś nowego, co sprawi, że stanie się kimś innym. Samolot jest w powietrzu. Jest 25 stycznia. Pisze: „Jestem nigdzie. Jestem gdzieś indziej. Czym jest czas?”.

Nowy Jork

To czas, kiedy powszechne prawa człowieka nie istnieją. Ale czy ludzkość odczuwała brak czegoś, o czego istnieniu nie miała pojęcia? Czy religie świata, które chciały strzec tego, co ludzkie jako okruchu Boga, nie stanowiły wystarczającej ochrony?

Świat wstaje z tłustych, ludzkich popiołów. Tu i teraz, w tymczasowym biurze Organizacji Narodów Zjednoczonych w fabryce samolotów w Lake Success, powstaną powszechne prawa człowieka. Nowe myśli, nowe przesłanki dla ludzkości, nowa moralność. Prawa człowieka będą przysługiwać każdemu niezależnie od tego, czy jest on chrześcijaninem czy buddystą, czy urodził się w zamożnej rodzinie czy nie, niezależnie od jego nazwiska, płci, pozycji, kraju urodzenia czy koloru skóry.

W światową historię wkracza sześćdziesięcioletnia kobieta, będzie kierować pracą. Niedawno straciła prawo jazdy za niezachowanie należytej ostrożności na drodze. Gdzieś w strumieniu codziennych politycznych wydarzeń, w żałobie po zmarłym mężu Franklinie D. Roosevelcie, gdzieś pod warstwą myśli o starzeniu się, macierzyństwie i tym, jak ludzie nieprzyzwyczajeni są do kobiet na kierowniczych stanowiskach, płyną słowa, które będą towarzyszyć komisji od pierwszego dnia. Te same, które można przeczytać u konfucjańskiego filozofa Mencjusza czy w dwunastym rozdziale Listu do Rzymian: Nie próbuj zwyciężać zła złem. Ale zło dobrem zwyciężaj.

Eleanor Roosevelt 27 stycznia zwołuje pierwsze spotkanie komisji. Panuje pewnego rodzaju euforia. „Nigdy więcej”, mówią ludzie z całego świata do siebie nawzajem i do siebie samych. „Nigdy więcej”, mówią członkowie komisji, mającej sformułować prawa człowieka, i nie do końca zdają sobie sprawę z ogromu swojego zadania.

Nigdy więcej. Te słowa powtarzają się jak frędzle chusty modlitewnej, tak jakby Bóg istniał.

Malmö

Styczniowy wiatr hula po Malmö. Przybysz Herr von Leers wyróżnia się nienawiścią. Studiował prawo, pracował jako nazistowski dziennikarz, wstąpił do Waffen-SS, niewiele później minister propagandy Joseph Goebbels docenił jego talenty i mianował swoim głównym ideologiem.

Johann von Leers okazuje się świetnym nabytkiem, jeśli chodzi o szerzenie nienawiści. W książce Żydzi na ciebie patrzą wymienia szereg osób, które uważa za Żydów: wybitnych niemieckich polityków, uczonych i artystów. Publikuje ich fotografie i zachęca partyjnych towarzyszy, by ich mordowali. Wśród wymienionych jest Albert Einstein, który opuścił Niemcy już w 1933 roku. „Jeszcze niepowieszony”, zapisuje von Leers. Wiele osób wspomnianych w książce porwano i zamordowano, tak jakby jego słowa były rozkazem.

A teraz przyjeżdża do Malmö.

Kto kupuje mu bilet, kto wychodzi mu na spotkanie w porcie, kto prowadzi go do Pera Engdahla?

Zostaje na trochę i spędzają razem czas. O czym mogli ze sobą dyskutować, co mają ze sobą wspólnego, szwedzki przywódca faszystów i elokwentny antysemita od Goebbelsa? Czy to tutaj ich marzenia otrzymują pożywkę, a myśli o nowej przyszłości ubierane są w słowa? Czy to teraz, podczas pierwszych dni w roku, spędzonych z Johannem von Leersem, klaruje się wizja powojennej Europy Pera Engdahla?

Strumień żołnierzy SS, uchodzących do krajów nordyckich, nie maleje. Per Engdahl uważa się za centralny punkt ruchu, składającego się z osobnych komórek, które nic o sobie nie wiedzą, ale dążą do wspólnego celu: uratować bohaterów, którym grozi kara i przekazanie wrogim państwom. Wydaje się, że Engdahlem kieruje silne współczucie wobec esesmanów, szczególnie mieszkańców krajów nadbałtyckich, którym grozi ekstradycja do Związku Radzieckiego: „Byliśmy tam. Wiemy, co się działo. Widzieliśmy ludzi, dla których nie było żadnego bezpiecznego miejsca na świecie, ludzi, którym odebrano ojczyzny, których ścigano jak zwierzynę…”.

Pisze o statkach, płynących ze Szwecji do Hiszpanii albo Ameryki Łacińskiej, ale w swojej autobiografii wspomina, że większość esesmanów transportowano do zachodnich stref okupacyjnych Niemiec gdzie było do pewnego stopnia bezpiecznie. On i jego ludzie pomagają może około 4 tysiącom, może mniej.

Kilka lat później Johann von Leers wyląduje w Buenos Aires, w jednej z większych kolonii dla nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Tam chętnie przyjmował ich prezydent Perón, nie tylko ze względu na światopoglądowe sympatie, ale i dlatego, że za przysługę solidnie płacono mu z funduszy Trzeciej Rzeszy. A Johann von Leers i Per Engdahl będą rozwijać swoje marzenie, razem i każdy z osobna.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

1947. Świat zaczyna się teraz Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia W lesie wiedeńskim wciąż szumia drzewa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI