Czary codzienności Tom 4 Magiczny wieczór

Czary codzienności Tom 4 Magiczny wieczór

Autorzy: Agnieszka Krawczyk

Wydawnictwo: Filia

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 368

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 17.48 zł

Świąteczna kontynuacja bestsellerowej serii Czary Codzienności Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. W małym miasteczku, Zmysłowie, trwają gorączkowe przygotowania. Prócz tradycyjnej świątecznej krzątaniny, Daniela, jedna z trzech sióstr Niemirskich, przygotowuje się do ślubu. Czy można sobie wyobrazić piękniejszą scenerię dla tej wyjątkowej chwili? Miasteczko, leżące w bajkowej dolinie, przytulone do strzegących go strzelistych sosen, których gałęzie uginają się pod upadającymi płatkami śniegu? Nadchodzi magiczny wieczór, który przyniesie ukojenie wszystkim targanym wątpliwościami, a w niektóre skołatane serca wleje spokój i pewność, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o szczęście. Bo wszystko może się zdarzyć, są takie chwile, gdy życie przypomina baśń, a szczęśliwe zakończenie mości się w niej, niczym mruczący kot w przytulnej kuchni Zapraszamy do zimowego Zmysłowa! Możecie jeszcze raz spotkać się z ukochanymi bohaterami sagi Czary Codzienności Spędźcie z nimi magiczny, świąteczny wieczór, sprawcie by te święta stały się naprawdę wyjątkowe....

Moim Bliskim…

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,

Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,

Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny

Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

(…)

Posyłam ci ułamek rodzinnego chleba,

O ty, który mi jesteś bratem i czymś więcej!

A w chlebie tym uczucia tyle, ile trzeba,

Aby ludzie ze ziemi byli wniebowzięci.

Wacław Rolicz-Lieder, Do Stefana George

1.

– Stój prosto.

Monika marudziła, klęcząc na podłodze i przyglądając się sukni od dołu.

– Ciągle się tutaj coś kiepsko układa, pani Wiktorio. Już poprawiałyśmy sto razy i nadal nie leży dobrze.

Kolecka pokręciła głową i podeszła dwa kroki bliżej.

– Sama nie wiem, co się dzieje. Czyżbyśmy źle skroiły, Monisiu? Przecież to niemożliwe! A jednak z prawej strony bardzo nieładnie się marszczy.

– Moim zdaniem nic się nie marszczy. – Daniela Strzegoń niepewnie przestąpiła z nogi na nogę.

– Oczywiście, że się marszczy. Póki stoisz nieruchomo, to jeszcze jakoś to wygląda, ale gdy się ruszysz, fałdy się robią jak nic – rozpaczała Monika, ujmując materiał sukni w dwa palce.

– Niestety, to prawda. – Wiktoria przyznała jej rację. – Nie ma rady, trzeba będzie spruć i przeszyć jeszcze raz.

– Spruć? – jęknęła Daniela. – To znaczy, że musimy zaczynać od nowa? Ślub za trzy tygodnie! Było już tyle przymiarek…

– Najwyraźniej nie ma innego wyjścia – mruknęła Monika. – Mówiłam ci, że to był zły pomysł, żebyś z Jakubem wybierała fason. Przez to mamy pecha z tą suknią.

– No wiesz – zaperzyła się Strzegoń. – Po pierwsze, wcale z nim nie wybierałam, tylko akurat pojawił się, kiedy przeglądałam żurnal, no i po prostu spytałam go, czy mu się podoba, a po drugie…

– To pierwsze wystarczy – przerwała siostra przyszłego pana młodego. – Sama widzisz, sukienka nam się „zauroczyła”. Nie na darmo mawiają, że narzeczony nie powinien oglądać wybranki w sukni przed ślubem. Jak widać, zabronione jest też oglądanie żurnalu.

– Brednie – skomentowała Kolecka. – Popełniłyśmy po prostu błąd. Wszystko da się jednak naprawić, tylko trzeba rozpruć z tej strony, podkroić, po czym zszyć ponownie. Takie rzeczy się zdarzają, trudno.

– Może nie będę się ruszała? Wtedy się nie zmarszczy – spytała Daniela z nadzieją, bo miała już naprawdę dosyć poprawek.

Gdy sąsiadki zaproponowały jej, że uszyją suknię ślubną, podeszła do tego pomysłu z entuzjazmem. Długo przeglądała katalogi mody, aż w końcu wybrała wymarzony model. Krój sukni był dość nietypowy, ale pani Wiktorii to nie odstraszyło. Potem jakiś czas trwało kupowanie właściwego materiału i dodatków, jednak samo szycie poszło już sprawnie. Do pierwszej przymiarki. Bo później cała sprawa zaczęła się komplikować.

– Zwariuję z tą suknią – zwierzyła się Jakubowi pewnego popołudnia.

– Ja tym bardziej. Moja siostra o niczym innym nie mówi, tylko o tym szyciu. Ciągle lata do Koleckich. Przesiaduje tam godzinami z Kingą i panią Wiktorią.

Danieli zrobiło się głupio. Wybrała trudny do szycia model sukienki, zaangażowała przyszłą szwagierkę i sąsiadki w skomplikowany projekt. W dodatku szło jak po grudzie. Jakieś fatum ciążyło nad tą pracą, czy co? Dziewczynie naprawdę trudno było to wszystko zrozumieć. Zwłaszcza teraz, kiedy jej figurze nie można było nic zarzucić.

Jeszcze w niedalekiej przeszłości Daniela walczyła z nadwagą i kwestia strojów była prawdziwym tematem tabu. Ubierała się w workowate tuniki i unikała drażliwej kwestii związanej ze swoją tuszą. Kiedy jednak przyjechała ze swoją starszą siostrą Agatą Niemirską do Zmysłowa, wszystko się zmieniło.

Tak, była to prawdziwa rewolucja w ich życiu…

Agata niespodziewanie otrzymała wiadomość o śmierci swej biologicznej matki, malarki Ady Bielskiej, z którą od lat nie utrzymywała kontaktu. Gdy razem z Danielą przybyły do miasteczka na pogrzeb, okazało się, że Ada osierociła też małą Tosię, czyli przyrodnią siostrę Agaty. Było to niespodziewane i szokujące odkrycie. Obie dziewczyny nie miały jednak wątpliwości, że trzeba pozostać w Zmysłowie, tak dobrze znanym małej dziewczynce i związanym ze wspomnieniami o ukochanej matce. Podjęły się też prowadzenia sklepu, który odziedziczyły po Adzie, przekształcając go w klimatyczną herbaciarnię „3 Siostry i 3 Koty”. To właśnie tutaj wśród spokojnego życia, dobrych myśli i życzliwości ludzkiej Daniela zdecydowała się na przemianę.

Strzegoń uśmiechała się do swoich myśli, gdy wspominała tamte słoneczne dni. Poznała wówczas Jakuba Borkowskiego, swego obecnego narzeczonego, wtedy obrażonego na cały świat chłopaka, który uważał, że jego życie jest skończone. Po wypadku, któremu uległ podczas studiów w Stanach Zjednoczonych, miał poważne trudności z poruszaniem się, ale i jego uleczyło to niezwykłe lato…

Tak. Ostatnie miesiące zmieniły życie ich wszystkich. Daniela widziała to każdego dnia, przeglądając się w lustrze i podziwiając swoją gibką figurę.

Tymczasem przymiarka dobiegła końca i Monika pomogła się dziewczynie rozebrać.

– Mam wyrzuty sumienia – zwierzyła się, na co siostra Jakuba spojrzała na nią ze zdumieniem. – Tylko kłopot z tą suknią…

– No co ty w ogóle opowiadasz! Dla nas to czysta frajda! Wszyscy się tym interesują, nawet mama się wybiera rzucić okiem, jak nam idzie. Zimą naprawdę tutaj nie ma co robić i gdyby nie ta uroczystość oraz wszystkie przygotowania, to byśmy tu padli z nudów. Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że niedługo będziemy siostrami. No… prawie siostrami – poprawiła się, nie wiedząc, jak Daniela zareaguje na to określenie. Ona jednak uśmiechnęła się szeroko.

– Tak, to prawda. Już niedługo będzie nas – sióstr – jeszcze więcej. Wspaniale!

– Babiniec, jak mówi Kuba – roześmiała się Monika. – Ale to miło, prawda?

– Oczywiście.

– Dobrze, zabieram suknię do domu, bo muszę rozpruć ten bok. Obawiam się, że mogłam tam coś źle złożyć przy dopasowywaniu. Mama już wczoraj się upierała, że trzeba sprawdzić z formą i przeszyć od początku. Nic się nie martw, to może tak groźnie wygląda, ale jesteśmy już na ostatniej prostej. Będziesz wyglądała cudownie. Już moja w tym głowa.

– Dziękuję.

Ślub zaplanowano na sobotę tuż przed sylwestrem, więc czasu było jednocześnie i sporo, i bardzo mało.

Daniela chciała, by uroczystość odbyła się w kaplicy świętej Rity, ale proboszcz niespodziewanie się opierał.

– Zimno tam i mało miejsca – protestował, gdy narzeczona zaczęła przekonywać go do swego pomysłu. – Jeszcze w lecie mógłbym się na to zgodzić, ale teraz, w środku zimy? A niech mi się tam ktoś poślizgnie, zjedzie z tego pagórka i nogę złamie… Poza tym ludzie się nie zmieszczą w środku.

– Proszę księdza, jacy ludzie? Zapraszamy zaledwie kilka osób – tłumaczyła Daniela, na co ksiądz obrzucił ją pobłażliwym spojrzeniem.

– Akurat, kilka osób. Bo ja to nie wiem? Zawsze się tak mówi, a jak przychodzi co do czego, to tłumy są. Niech pani zaufa mojemu w tym względzie doświadczeniu. Kościół parafialny też jest przecież ładny. Bo pomyślę, że się pani u mnie nie podoba.

– Ależ podoba się! Tylko ta kaplica, wie ksiądz… Figura świętej Rity ma dla mnie wielkie znaczenie. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale ona wiąże się z całą naszą historią. Ksiądz nie jest do tego przekonany, ale ja naprawdę wierzę, że ta cudowna woda, która wypływa w kapliczce, w jakiś sposób uleczyła Jakuba z jego choroby, chociażby symbolicznie – wyjaśniała Daniela, wspominając wypadek, jakiemu ulegli z Jakubem w lecie na drodze tuż pod kaplicą.

Rozpędzony kierowca – jak się później okazało – mąż Moniki, z którym od dawna była w separacji, uderzył w nich, gdy spacerowali po ścieżce. Oboje trafili do szpitala, ale paradoksalnie tak właśnie rozpoczęła się mozolna droga Jakuba ku zdrowiu i ich wzajemna wędrówka ku sobie.

Duchowny się roześmiał.

– A nie pamięta pani, że figura, odrestaurowana jesienią, wciąż znajduje się w zakrystii? Postanowiłem nie wstawiać jej na zimę do kaplicy. Pan Halicki obiecał, że przeznaczy ze swego funduszu jakieś środki na trwałe zabezpieczenie drewna przed wodą. Zrobi się remont budynku na wiosnę, to i święta Rita do niego wróci.

Dziewczyna się uśmiechnęła. Skoro tak, to nie miała już argumentów, by się upierać przy kapliczce, choć z niechęcią pożegnała ten pomysł. Latem było tam tak pięknie… Gdzieś w jej marzeniach majaczył wciąż projekt ślubu wśród kwiatów na rozgrzanej słońcem i przesyconej zapachami łące. Tyle że w grudniu był on całkowicie nierealny, a do lata nie chcieli czekać.

Tomasz Halicki przyjeżdżał tej jesieni do Zmysłowa wielokrotnie. I jego przyciągało to urokliwe miasteczko.

Był przyrodnim bratem Tosi Bielskiej, synem Cezarego Halickiego, z którym Ada przed laty miała romans, ale starannie to ukrywała. Kiedy już po śmierci malarki Agata Niemirska rozwikłała tę zagadkę, Tomasz początkowo był bardzo negatywnie nastawiony zarówno do przyrodniej siostry, jak i do jej opiekunki. Podejrzewał Agatę o wyrachowanie, knucie intryg, by wyłudzić od Halickich nienależne Tosi pieniądze, tym bardziej że w międzyczasie Cezary zmarł i pojawiła się kwestia spadku. Potem jednak, gdy poznał lepiej wszystkie trzy siostry i samo Zmysłowo, zmienił zdanie.

Włączył się w pomoc Agacie, gdy jej ślicznemu domowi zaczęła zagrażać żona burmistrza, Małgorzata Trzmielowa. Chciała ona wykupić Willę Julia, w której dziewczyny mieszkały, zburzyć ją i po połączeniu ze swoją ziemią zamienić w okropny aquapark z podgrzewanymi basenami. Dzięki przytomności umysłu Tomasza, który skłonił w końcu burmistrza i jego żonę, aby odsprzedali mu swoje udziały, nie doszło do najgorszego.

Halicki przeżył też ogromne rozczarowanie swoją rodzoną siostrą Eleonorą, sławną aktorką występującą pod pseudonimem Lora Hagen. Wykorzystała jego zaangażowanie w Zmysłowie i sprytnie pozbawiła władzy w innych rodzinnych spółkach. Dzięki zręcznej intrydze stała się też właścicielką drugiej połowy konsorcjum Margot Spa, czyli firmy, która miała budować aquapark na ziemi Agaty Niemirskiej. Tomasz poczuł się zdradzony i wykorzystany. Bolały go podstępy i nieuczciwości siostry, która dotąd była mu oddana (a przynajmniej tak mu się zdawało). Z przyjaciółki i sojuszniczki stała się jego rywalką. Nie mógł w to uwierzyć.

W pierwszym odruchu chciał z nią pomówić i podjąć przynajmniej niektóre kwestie. Pojechał za nią nawet do Londynu, gdzie kręciła swój film, aby domagać się wyjaśnień. Nie mógł zrozumieć, jak to możliwe, że siostra zwróciła się przeciwko niemu. W końcu – takie przynajmniej odnosił wrażenie – przez całe życie kochali się i wspierali. Ufał jej, a teraz to wszystko legło w gruzach.

Eleonora nie chciała jednak z nim rozmawiać. Nie odpowiadała na telefony, ukrywała się przed nim jak przed natrętnym wielbicielem. Jej agent bronił swojej klientki niczym lew. Tomaszowi to tchórzostwo siostry wydało się śmieszne, ale też wiele mu o niej powiedziało. Lora bała się wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Najpierw podejmowała jakieś kroki, a potem nie potrafiła bronić swoich decyzji, wolała, żeby sprawy same toczyły się bez jej aktywnego udziału.

– Dobrze – oświadczył więc agentowi po kolejnej bezowocnej próbie kontaktu z Eleonorą. – Przekaż mojej siostrze, że ja zawsze jestem do dyspozycji. Chcę z nią tylko porozmawiać, nie będzie żadnych scen czy pretensji. Wciąż przecież jesteśmy rodziną.

Wiele go to kosztowało, bo nigdy nie czuł się tak oszukany. Zrozumiał jednak, że Zmysłowo bardzo go zmieniło. Właściwie nie samo miasteczko, ale osoby, które tam poznał, choćby Agata Niemirska czy prawniczka Lucyna Zimmer, która bardzo pomogła w walce z Małgorzatą Trzmielową i jej inwestycją.

Agata zawsze kierowała się rozsądkiem i starała się być sprawiedliwa, a Lucyna apelowała o wybaczanie. Kiedyś podobne wartości wydawały mu się słabością, głupim idealizmem, mrzonką. Teraz widział w nich sens, bo pozwalały na uzyskanie wewnętrznej harmonii, której wcześniej nie znał.

Uświadomił sobie, że wybory, jakich dokonujemy, są ważne, bo mają wpływ na życie wielu osób. Dostrzeżenie tego prostego faktu umożliwiło mu uporanie się ze swoim egoizmem, szersze spojrzenie na świat. Wciąż łatwo wpadał w gniew i zatracał się w rozpamiętywaniu krzywd, ale zyskał świadomość jałowości takich działań. Rana musi się zabliźnić, rozdrapywanie jej jest pozbawione sensu. Trzeba iść do przodu, zło zostawiać za sobą. Tak rozumowała Lucyna, a on przejmował ten sposób myślenia. Wzmacniało go to i sprawiało, że czuł nową energię i chęć do życia.

Lora zachowała się wobec niego podle, ale nie mógł się na tym koncentrować i myśleć wyłącznie o zemście. Rewanż daje krótkotrwałą satysfakcję płynącą z poniżenia przeciwnika, ale nie przynosi szczęścia i spełnienia. Wręcz przeciwnie – pozostawia przykry osad, poczucie, że nikt nie pozostał bez winy, ani ten, kto skrzywdził, ani ten, co dochodził zadośćuczynienia, odpłacając się pięknym za nadobne.

Skupił się więc na nowym projekcie, czyli przebudowie ośrodka Małgorzaty. Początkowo, żeby dać prztyczka w nos siostrze, zamierzał utopić w tym przedsięwzięciu jak najwięcej firmowych pieniędzy. Potem zrozumiał, że inicjatywa może być cenna i przynieść spółce Halickich korzyść tak biznesowo, jak i wizerunkowo. Lucyna przekonała go, że warto zrobić coś dla innych i realizować pomysł, jaki przyszedł mu do głowy podczas pamiętnego letniego przyjęcia w ogrodzie sióstr Niemirskich: Agaty i Danieli. Chciał organizować letnie kolonie dla dzieci z rodzin, których na takie wakacje nie było stać.

– Niestety tak już jest, Tomaszu, że powszechnie uważa się, iż ludzie ubodzy powinni być wdzięczni za byle co – tłumaczyła prawniczka. – Dlatego projekt zapewnienia niezamożnym dzieciom wakacji w bardzo dobrych warunkach uważam za niezwykle godny pochwały. Wręcz za wychowawczy. To wyraz szacunku do człowieka, a nie tylko gest dobroczynny wobec kogoś, komu gorzej się powodzi.

W ten sposób Halicki zabrał się za modernizację okropnego budynku. Trzmielowa zbudowała pensjonat Margot Spa jako pierwszy z kilku planowanych obiektów, które miały się ze sobą łączyć w większą całość. Nie była to zbyt udana realizacja, zarówno jeżeli chodziło o bryłę, jak i o wykończenie wnętrza. Tomasz jednak się nie poddawał i starał się tchnąć życie w koślawy projekt.

Uruchomił też wreszcie nieczynny basen i instalację z ciepłą wodą termalną. Pozostawała ona wciąż niewykorzystana, odkąd pojawił się pomysł kompleksu z auqaparkiem, a burmistrzowa zaczęła walczyć o bardziej wydajne źródło. To ujęcie, które sama od lat posiadała, wystarczało jednak do zasilenia skromnego hotelowego basenu, co Tomasza całkowicie zadowalało. Na działce było zresztą więcej takich niewielkich źródeł. Planował w przyszłości zrobić baseny na wolnym powietrzu, możliwe do wykorzystania latem. Sprowadził też robotników, by jeszcze przed zimą postawili wzdłuż brzegu Bystrej niewielkie osiedle domków wakacyjnych, idealnie wtapiających się w teren i roślinność.

Miał w związku z tym ręce pełne roboty i mieszkańcy Zmysłowa przyzwyczaili się już do jego wielkiego samochodu, kursującego tam i z powrotem na trasie pomiędzy miasteczkiem a ośrodkiem wypoczynkowym, który nazwał Słoneczną Przystanią.

Jedno wciąż nie dawało mu spokoju. Daniela Strzegoń. Usilnie próbował zapomnieć o niej, ale wciąż się to nie udawało. Zafascynowała go od momentu, gdy ją zobaczył po raz pierwszy. Niestety, ona wybrała innego. Była do szaleństwa zakochana w Jakubie i nie potrafił stawać na drodze jej szczęściu. Było ono dla niego ważniejsze niż cokolwiek innego. Jednakże obserwując tych dwoje, miał nieustannie poczucie dojmującej porażki. Poprowadził całą sprawę źle, pozwolił, by dziewczyna mu się wymknęła. Wciąż jednak czekał i miał nadzieję. Nawet gdy otrzymał zaproszenie na ich ślub.

Nic nie jest przesądzone – myślał, obracając w dłoni elegancki kartonik. Póki nie zobaczę, jak księżowska stuła wiąże ich dłonie, wszystko może się jeszcze wydarzyć. A nawet i później…

Dni jednak płynęły, jesień zamieniła się w zimę, a przyszli państwo Borkowscy z każdym dniem wydawali się szczęśliwsi.

– Ciekawi mnie, gdzie zamieszkają po ślubie – rzucił pewnego razu do Lucyny, gdy omawiali sprawę dobroczynnej fundacji i namawiał ją, by przyjęła miejsce w zarządzie. Zimmer także mnóstwo czasu spędzała obecnie w Zmysłowie i chyba miało to coś wspólnego z Jerzym Wilkiem, miejscowym weterynarzem.

Prawniczka spojrzała na Tomasza bystro, ale nie skomentowała.

– Mógłbym im odstąpić jeden z moich domków nad rzeką – ciągnął Halicki. – Nie sądzę, by Daniela chciała się wprowadzić do teściowej, a w Willi Julia będzie im chyba za ciasno? Agata też ma pewnie swoje plany?

O zamiarach Niemirskiej plotkowano niestrudzenie od lata.

Narzeczeństwo Piotra Koleckiego i Martyny Musiał zakończyło się z hukiem nagłym wyjazdem nauczycielki, w dniu wernisażu prac Ady Bielskiej. Wszyscy wiedzieli, że zabrała samochód Agaty, który zresztą później odnalazł się w Cieplicach. Nauczycielka już się jednak więcej nie pojawiła. Listownie złożyła wypowiedzenie z pracy, stawiając dyrektorkę szkoły w bardzo trudnej sytuacji, bo od początku roku szkolnego musiała łatać plan lekcji zastępstwami. Resztę rzeczy odwiozła Martynie do Krakowa kuzynka, Eliza. To od niej właśnie mieszkańcy Zmysłowa dowiedzieli się, że panna Musiał już nie wróci do miasteczka. Ślub z Koleckim planowany na wrzesień został odwołany, a niedługo potem w okolicy gruchnęła wieść, że nauczycielka wychodzi za mąż za lekarza z Cieplic.

Plotki były rozmaite. Początkowo obwiniano głównie Piotra, że zaniedbywał narzeczoną i nie potrafił utrzymać jej przy sobie. Domyślano się jakiegoś drugiego dna tej sprawy, ale bliscy byli tak dyskretni, że nikt nie wiązał tego z Agatą. Potem, gdy sprawa z doktorem Popławskim wyszła na jaw, Piotrowi zaczęto współczuć, a odium niechęci obróciło się przeciwko nauczycielce. Analizowano każdy jej krok i wyciągano na jaw wszystkie oznaki nielojalności. Summa summarum, późną jesienią wszyscy uznali, że dobrze się stało, iż to niedobrane narzeczeństwo zakończyło się w ten, a nie inny sposób.

Agata i Piotr nie afiszowali się ze swoim uczuciem, ale szybko stało się jasne, że „mają się ku sobie”, jak określił to miejscowy farmaceuta, Jaskólski.

– Piękna para – zachwycił się proboszcz i to zakończyło właściwie sprawę, choć nie uciszyło różnych spekulacji.

Przede wszystkim z upodobaniem plotkowano o ślubie. No bo właściwie czemu nie? Wszyscy wiedzieli, że Daniela i Jakub planują swoją uroczystość niedługo po Bożym Narodzeniu, więc może wkrótce Agatka także zaskoczy sąsiadów dobrą wiadomością?

– Po skandalu z tą Martyną to pewnie nie ma ochoty – mówiła właścicielka piekarni do Jaskólskiego, korzystając z okazji, że ani Kingi, siostry Piotra, ani jego mamy Wiktorii nie było w aptece, gdzie często pomagały.

– Jakim skandalu, co też pani mówi? – obruszył się farmaceuta, patrząc z uwagą na receptę. – Takie rzeczy się zdarzają, mamy dwudziesty pierwszy wiek.

– No, ale żeby narzeczona uciekła prawie sprzed ołtarza? I jeszcze do innego? Sam pan przyzna, że to trochę… nietypowe.

– Nie uciekła sprzed ołtarza, bo do ślubu było jeszcze kilka tygodni – uciął aptekarz, który bardzo lubił Agatę i nie w smak mu były te insynuacje. – Poza tym moim zdaniem lepiej, że tak się stało. Dużo gorzej byłoby, gdyby się rozeszli po ślubie, nie uważa pani?

– Pewnie, że tak – przytaknęła właścicielka piekarni. – Tylko że podobnej sensacji jeszcze u nas nie było.

– No to kiedyś musiał być pierwszy raz – filozoficznie zakończył magister. – Zresztą cóż to za sensacja? Ślub zaplanowany, ślub odwołany, zwyczajne sprawy. Ja tam pani Martynie życzę dużo szczęścia. Pani Agacie także.

– Oczywiście – skwapliwie potwierdziła kobieta, niezbyt rada, że w aptece nie nasłucha się więcej plotek. Ona i tak wiedziała swoje: ucieczka Martyny i nowy związek jej byłego narzeczonego to była smakowita historia na długie jesienne wieczory. Taka, którą można drobiazgowo roztrząsać i dziwić się szczegółom.

Agata i Piotr uparcie milczeli jednak w kwestii ewentualnego ślubu. Gdy starsza pani Kolecka coś na ten temat wspomniała, chłopak tylko marszczył brwi. Nie mówiono więc o tym więcej. Nie wiadomo było, czy to Agata się opiera, czy Piotr nie bardzo ma ochotę na kolejną uroczystość. Być może musiało upłynąć trochę czasu, by wszyscy zapomnieli o niefortunnym pierwszym narzeczeństwie.

Tylko weterynarz, Jerzy Wilk, kręcił nad tym głową i mruczał pod nosem:

– Dziecinada!

Nikt jednak nie brał jego zdania na poważnie, może poza siostrzeńcem, Juliuszem, który zawsze nieco obawiał się wujka.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

SPIS TREŚCI

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

Cytat

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

10.

11.

12.

13.

14.

15.

16.

17.

18.

19.

20.

21.

22.

23.

24.

PODZIĘKOWANIA

Reklama 1

Reklama 2

Karta redakcyjna

Copyright © by Agnieszka Krawczyk, 2017

Copyright © by Wydawnictwo FILIA, 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2017

Projekt okładki: Olga Reszelska

Zdjęcia na okładce: © Sandra Cunningham / Shutterstock

Redakcja i korekta: SEITON, www.seiton.pl

Skład i łamanie: Graphito, www.graphito.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

eISBN: 978-83-8075-365-5

Wydawnictwo Filia

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Kamienica pod szczęśliwą gwiazdą Tylko dobre wiadomości Czary codzienności Tom 4 Magiczny wieczór Słoneczna przystań Czary codzienności Tom 2 Przyjaciele i rywale Podróżnicze wycinanki. Wybrzeże Chorwacji. Wydanie 1 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy