Tylko jedno kłamstwo

Tylko jedno kłamstwo

Autorzy: Kathryn Croft

Wydawnictwo: Burda Książki

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 350

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 18.90 zł

Kolejna – po bestsellerowej „Córeczce” – książka brytyjskiej gwiazdy kryminałów.

Wczoraj miałaś doskonałe życie. Dzisiaj przekonasz się, że wszystko, w co wierzyłaś, było kłamstwem.


Szokujący i wciągający od pierwszej strony thriller psychologiczny z zakończeniem, którego nie da się przewidzieć. To idealna powieść dla fanów Zaginionej dziewczyny, Za zamkniętymi drzwiami i Dziewczyny z pociągu.

Budzisz się obok martwego mężczyzny.

To nie twój mąż. To nie twoje łóżko.

Co robisz?


Tara Logan ma cudowną rodzinę: męża Noah i dwójkę dzieci, nastoletnią Rosie i jedenastoletniego Spencera.

Ale pewnego sobotniego poranka jej bańka szczęścia nagle pęka. Tara budzi się w łóżku swojego sąsiada. Nie pamięta prawie nic z poprzedniego wieczora: nie ma pojęcia, jak trafiła do sypialni, ani co zaszło między nią a Lee. Sprawy szybko przybierają jeszcze gorszy obrót – Tara odkrywa, że leżący obok niej mężczyzna nie żyje.

Tara jest przekonana, że nie zabiła Lee. Przerażona perspektywą utraty wszystkiego, co kocha, ucieka z domu sąsiada. Nikomu nie mówi, co jej się przytrafiło, i z przerażeniem obserwuje postępujące śledztwo.

Ale kiedy córka Tary sprawia coraz większe kłopoty, a mąż ukrywa przed nią własne sekrety, kobieta zaczyna się zastanawiać: czy ktoś z jej bliskich wie, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy? Gdy uwaga policji koncentruje się na niej, Tara postanawia dowiedzieć się prawdy.

Ale jaką cenę będzie musiała zapłacić, by rozplątać siatkę kłamstw? Czy prawda ją zniszczy?

Tara popełniła błąd. Ale czy jedna noc będzie kosztować ją wszystko?

Tytuł oryginału: While You Were Sleeping

Copyright © by Kathryn Croft, 2016

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2017

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Aga Zano

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska

Korekta: Malwina Łozińska, Magdalena Szroeder-Stępowska

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Zdjęcia na okładce: David Lichtneker/Arcangel, bookzaa/Shutterstock

ISBN: 978-83-8053-312-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

Spis treści

Prolog

Część pierwsza

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

Część druga

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

Część trzecia

33

Od autorki

Podziękowania

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Taty – nigdy Cię nie zapomnę

Prolog

Otwieram oczy i natychmiast wiem, że coś jest nie tak. Nic nie wygląda znajomo. Ciemne żaluzje, wpuszczające zaledwie cieniutki promień światła, nie należą do mnie. Czarna jedwabna pościel okrywająca moje ciało i zbyt miękka poduszka pod głową też są zupełnie obce.

To nie moja sypialnia.

Oczy wciąż mam sklejone snem, więc próbuję zgadnąć, gdzie jestem, za pomocą pozostałych zmysłów. Nic z tego. Nie mam pojęcia.

Jeszcze coś jest nie tak.

Powinno być mi cieplej – wczoraj wieczorem było ponad dwadzieścia sześć stopni, ale zdążyłam zmarznąć. Coraz bardziej się rozbudzam, więc już po kilku sekundach wiem, dlaczego czuję chłód.

Jestem naga.

Zmuszam oczy do koncentracji, mrużę powieki w ciemnościach i rozglądam się po sypialni. Wszystko jest białe i schludne, celowo minimalistyczne. Meble, jakich sama bym nie wybrała. Jednocześnie obce i znajome.

Ktoś leży obok mnie.

– Noah? – szepczę.

Ale już wiem, że to nie on. Kształt ciała pod pościelą nie pasuje do sylwetki mojego męża.

Zaczynam panikować, bo nic tu nie ma sensu. Powoli unoszę kołdrę i przyglądam się znajomym ciemnym włosom i opalonym plecom.

Znam tego mężczyznę.

Trącam go ostrożnie i czekam na niezręczną reakcję. Powoli wracają do mnie urywki wspomnień, obrazy jego twarzy z poprzedniego wieczoru. Uśmiech, kiedy zaprosił mnie do środka.

– Lee? – Znów go trącam, tym razem trochę mocniej.

Nic.

Raz czy dwa zdarzyło mi się zobaczyć Noah w takim stanie. Zbyt pijany po oblewaniu jakiegoś radosnego wydarzenia, żeby się obudzić, chyba że wrzasnęłabym mu prosto do ucha.

Przerzucam nogi przez krawędź łóżka i szukam swoich ubrań. Czarna spódnica wisi na kaloryferze, bielizna leży rozrzucona na podłodze. Nie pamiętam, co jeszcze miałam na sobie. Nie pamiętam z wczorajszego wieczoru nic poza chwilą, kiedy weszłam do tego domu.

Zgarniam znalezione ubrania i pospiesznie wkładam je na siebie. Nie chcę, żeby zobaczył mnie nagą. Ale przecież już widział. Musiał widzieć. Kiedy obchodzę łóżko i staję obok Lee, natychmiast wiem, że coś jest nie tak. Coś innego. Coś dużo gorszego niż nagie przebudzenie w łóżku sąsiada.

On nie żyje. Teraz mam już pewność. Żaden żywy człowiek nie zdołałby leżeć w takim bezruchu.

Ciężkim, mechanicznym ruchem odgarniam kołdrę, gotowa dzwonić po karetkę. Jest młody, jednak mógł mieć atak serca czy coś w tym rodzaju. Słyszałam, że to może się zdarzyć podczas zbyt dużego wysiłku. Ale nie, nie mogę uwierzyć, że się z nim przespałam. Nie zrobiłabym tego Noah. Nie zrobiłabym tego Rosie i Spencerowi.

Na to, co widzę po chwili, zupełnie nie jestem gotowa. Wielka kałuża krwi. Rana ziejąca z jego piersi. Usta złożone w kształt litery „O”. Oskarżycielski wyraz szeroko otwartych oczu.

Mój wrzask rozdziera ciszę.

Część pierwsza

1

24 godziny wcześniej

Leżę na łóżku i przyglądam się, jak Noah pakuje swoje rzeczy. Jest metodyczny i precyzyjny. Po kolei odhacza pozycje z listy „Spakować”, którą już kilka dni temu spisał w telefonie. Wszystko leży na swoim miejscu w jego nieskazitelnie czystej walizce, każdy centymetr wolnego miejsca zagospodarowany w najbardziej praktyczny sposób. Uśmiecham się do siebie. To cały Noah. Moje absolutne przeciwieństwo.

– Cieszysz się, że będziesz miała cały dom tylko dla siebie? – pyta. – Odrobinę spokoju, dla odmiany.

Tak, cieszę się. Kocham dzieciaki, kocham Noah, ale muszę zająć się sobą, choćby tylko przez jeden weekend. To rzadka okazja, więc zamierzam wykorzystać ją co do minuty.

– Martwię się trochę o Rosie – wyznaję. – Rosie… cóż…

– Coś jeszcze się wydarzyło? – Noah przerywa składanie koszulki i patrzy mi w twarz.

Zawsze myśli, że nie mówię mu wszystkiego, co dotyczy naszej siedemnastoletniej córki. Ale jeśli coś przed nim kiedykolwiek ukryłam, to tylko po to, żeby nie stracić jej zaufania. Nie żeby Rosie to robiło jakąkolwiek różnicę. W końcu w jej mniemaniu oboje jesteśmy przeciwko niej.

Podnoszę się do pozycji siedzącej i podciągam kolana pod brodę.

– Nic nowego. Ale dalej mówi o Anthonym – wyjaśniam.

Czekam na wybuch.

– Na litość boską! Czy ona znów chce nam ściągnąć do domu policję? Nie może zostawić tego biednego chłopaka w spokoju? Nie jest zainteresowany. Koniec tematu.

Ale nie w świecie Rosie. Anthony tygodniami się za nią uganiał, wychwalał jej urodę, którą przecież każdy doskonale widzi, ale zaledwie po jednym pocałunku stracił zainteresowanie. Zdarza się. Większość z nas potrafi podnieść się po czymś takim, ale nie Rosie. To nie była jej pierwsza zapaść i pewnie nie ostatnia. Po prostu teraz musimy sobie radzić akurat z tą.

– Wszystko będzie dobrze – zapewniam. – Po prostu o nim napomknęła, to wszystko. Chyba zobaczyła go w szkole i to… no, to musiało coś w niej obudzić.

Z Rosie jest tak, że zawsze pojawia się jakiś punkt zapalny. Nie musi nawet mieć związku z jej aktualną traumą.

Noah wzdycha ciężko i wraca do składania ubrań.

– Trzeba będzie umówić ją znowu z doktorem Marshallem. Ostatnim razem jej pomógł, prawda?

Niespecjalnie. Ale ponieważ nie wiedziałam już, co jeszcze mogłabym zrobić, spróbowałam ponownie ją do niego zabrać. To poskutkowało gigantycznym oporem. Były wrzaski. Krzyki. Tłuczenie różnych przedmiotów. A potem cisza, ten czas, kiedy Rosie zamyka się w sobie i z nikim nie rozmawia. Aż w końcu, wreszcie, ta druga Rosie. Rosie, która zapewnia, że nic jej nie jest. Przekonuje, aż jej uwierzymy i odwołamy wizytę w obawie, że będziemy tylko marnować czas lekarza.

On też nie potrafił dać nam odpowiedzi. Na głos mówił o depresji, ale w jego oczach widziałam inną diagnozę. Wyrośnie z tego. Po prostu chce ściągnąć na siebie uwagę. A my, zamiast panikować, powinniśmy zwyczajnie to przeczekać.

– Mam wszystko pod kontrolą – zapewniam. – Teraz myśl o Nowym Jorku. Zdobądź tego klienta.

Ale w myślach dodaję: „Kiedy wrócisz, nie mów mi, że to znowu się wydarzyło, że po tym wszystkim znów jesteś nie tam, gdzie trzeba”.

Noah zapina walizkę i ściąga ją z łóżka, po czym odstawia do kąta, żeby nikt się o nią nie potknął. Podchodzi bliżej i całuje mnie łagodnie w czoło.

– Postaraj się skończyć obraz. Wiem, że artystyczne dusze potrzebują złapać odpowiednie wibracje, czy jak wy to nazywacie, ale pamiętaj, że już w niedzielę wieczorem będziemy tu z powrotem.

Policzyłam już, ile będę miała godzin dla siebie: pięćdziesiąt sześć. Pięćdziesiąt sześć godzin na skończenie obrazu, który chcę zgłosić na konkurs w London Art Gallery. Moje szanse na wygraną są niewielkie, ale nagrodą jest reprezentacja artysty w galerii, więc zamierzam dać z siebie wszystko. A pusty dom ogromnie mi w tym pomoże. Będę mogła skupić się na pracy. A dzięki temu oderwę się też od myślenia o szkole, o trzymaniu w ryzach moich uczniów i – przede wszystkim – o zakusach mojego kolegi z pracy, Mikeya.

Noah wyrywa mnie z zamyślenia.

– Więc Spencer zostanie z twoimi rodzicami, a Rosie będzie u Libby? Czułbym się lepiej, gdyby oboje poszli do dziadków.

Od wczoraj rozmawialiśmy o tym już trzykrotnie. Za każdym razem cierpliwie odpowiadałam, że tak, dwa razy kontaktowałam się z mamą Libby i upewniałam się, że Rosie będzie u nich przez cały weekend. Wszystko ustalone. A Bernadette zdaje sobie sprawę z problemów naszej córki. Będzie miała na nią oko.

– Już zapomniałeś, co się działo ostatnim razem? Nie chcę jeszcze bardziej stresować moich rodziców – mówię.

Noah wykrzywia wargi i wiem, że przypomina sobie wydarzenia sprzed dwóch miesięcy. Traumę dziadków, którzy musieli zgłosić na policji zaginięcie wnuczki.

– Hmmm. Racja – przytakuje.

Wzdycha głęboko – tylko Rosie może być przyczyną takiego westchnienia.

Dochodzą do mnie dźwięk otwieranych drzwi i skrzypienie podłogi w korytarzu. Jest dopiero za dziesięć siódma, więc to musi być Spencer, skradający się na palcach, żeby nie obudzić siostry. Nieraz mu mówiłam, że Rosie przespałaby nawet huragan, ale on twierdzi, że najlepiej zachować ostrożność. Spencer wcześnie się budzi i dzięki temu ma trochę czasu, żeby nacieszyć się chwilą ciszy przed burzą. Zapomniałam mu wczoraj powiedzieć, że Rosie nie idzie dziś do szkoły, więc nie ma szans, żeby wynurzyła się z pokoju przed trzynastą.

– O, świetnie, Spencer wstał – mówi Noah. – Będę mógł się z nim zobaczyć przed wyjazdem. Taksówka przyjeżdża za pół godziny, więc muszę lecieć pod prysznic.

Zastanawiam się, czy Noah pożegnał się wczoraj z Rosie, ale nie pytam. To sprowokowałoby kolejną dyskusję, a mnie zależy, żeby poświęcił ten czas Spencerowi.

Schodzę na dół i przyglądam się, jak nasz syn wsypuje płatki do miski. Nie mogę się nadziwić, jak bardzo Spencer różni się od Rosie. Nie faworyzuję żadnego z dzieci i nawet w najgłębszych zakamarkach serca i umysłu wiem, że mam dla nich tyle samo miłości. Ale kochać Spencera jest o wiele łatwiej.

– Mamo, czy babcia i dziadek pozwolą mi obejrzeć wieczorem film na DVD?

Na jego twarzy maluje się ekscytacja. Spencer bardzo rzadko okazuje inne uczucia niż radość i nawet kiedy Rosie robi o coś awanturę, stara się być dzielny i dostrzegać najlepsze strony w sytuacji i w swojej siostrze.

– To zależy od filmu – odpowiadam i biorę łyk kawy, żeby trochę się rozbudzić.

– Eee, no, niby jest od piętnastu lat, ale wszyscy w szkole go już widzieli.

– Spencer, masz jedenaście lat. Wybierz coś innego.

Nie protestuje, natychmiast poddaje się mojej decyzji. Chwilę później znów jest zadowolony i opowiada o nowej nauczycielce angielskiego, która właśnie zaczęła pracę w jego szkole. Nie mogę powstrzymać uśmiechu, gdy słyszę, że nikt nie chce dać jej szansy, ale on był dla niej miły, bo przecież nie zrobiła nic złego.

To dla mnie potwierdzenie, że chyba nie jestem najgorszą matką.

– Tata! – woła Spencer, kiedy Noah wchodzi do kuchni.

Mój mąż wciąż ma wilgotne włosy po niedawnym prysznicu.

Pędzi do Spencera, mocno go obejmuje i mierzwi mu czuprynę. Parzę na tę scenę i uśmiecham się znad kubka z kawą. Ale do pełni szczęścia brakuje tu Rosie. Wiem, że ta Rosie, którą znam, wciąż gdzieś się chowa.

***

Później, już umyta i ubrana, przygotowuję się do malowania w ogrodzie zimowym. Mam przed sobą cały dzień i już się cieszę na myśl o tym, co mogę dzisiaj stworzyć. Postanowiłam namalować jezioro, istniejące jedynie w mojej wyobraźni: gałęzie wielkiego drzewa opadające ku wodzie, jakby próbowały dotknąć liści unoszących się na powierzchni.

Nie słyszę zbliżającej się Rosie – zauważam ją dopiero, kiedy stoi tuż za mną. Jest dopiero dziesiąta, ale ona zdążyła już się ubrać. Ma na sobie obcisłe dżinsy i luźną koszulkę z dekoltem w serek. Jej buty są tej samej koralowej barwy co bluzka, a lśniące czarne włosy opadają na ramiona. Ona zawsze tak ślicznie wygląda.

– Hej, mamo – mówi, zerkając na sztalugi. – Co będziesz malować?

Opowiadam jej, na co się zdecydowałam, a ona kiwa głową i rozciąga wargi w wąskim uśmiechu.

– Pejzaż. Dobry pomysł.

– Jesteś gotowa jechać do Libby? Może cię podwieźć?

– Nie musisz, spotykamy się w Putney. Pojadę autobusem.

Wprawdzie Putney jest niedaleko Richmond, ale i tak nie mogę powstrzymać niepokoju. Wygląda jednak na to, że Rosie jest dziś spokojna, w dobrym humorze i wiem, że od dawna cieszy się na ten weekend.

– Okej, na pewno?

– Mamo, przestań się o mnie martwić. Wszystko w porządku.

Trochę się rozluźniam, bo to jest Rosie, która wzbudza zaufanie. Chciałabym, żeby zawsze była tą dziewczyną. Ściskam jej dłoń i ośmielam się uwierzyć, że najgorsze już za nią. Że zapomniała o Anthonym.

– To pa – rzuca przez ramię i wyfruwa przez drzwi lekko jak motyl.

Dziś wszystko z nią będzie dobrze. Wiem o tym.

***

Tak pochłonęło mnie malowanie, że dopiero po czternastej przypominam sobie o jedzeniu. Robię postępy, więc krótka przerwa nie zaszkodzi.

Kiedy jem kanapkę, dzwoni telefon. Cieszę się, gdy widzę na ekranie numer Lisy. Moja siostra bez przerwy podróżuje albo robi jakieś szalone rzeczy, o których ja mogę tylko pomarzyć, więc rzadko mamy okazję porozmawiać.

– Wszystko okej? – pyta, kiedy już skończy opowiadać o ostatnim wyjeździe do Tajlandii.

Streszczam jej ostatnie wyskoki Rosie. Lisa pogwizduje do telefonu.

– Ta dziewczyna musi gdzieś ze mną pojechać – stwierdza. – To przywróci ją na właściwe tory. Ale przynajmniej ma przed sobą fajny weekend z koleżanką.

Wspólna podróż Rosie z Lisą to ciekawy pomysł – zastanowię się nad tym po jej maturze. Może moja córka musi sobie uświadomić, że świat jest wielki i skomplikowany: to nie mała bańka, w której wszystko kręci się wokół niej.

– Co u Harveya? – pytam.

Lisa chwilę się waha.

– Świetnie. Właśnie planuje nasz kolejny wyjazd. Myśli o Australii. – Jej głos zmienia się w ledwie słyszalny szept. – Wiesz co, Taro, jeśli mam być z tobą szczera, już mnie to trochę męczy. Miło byłoby tu zostać na dłużej niż kilka tygodni.

Często się zastanawiam, skąd Lisa bierze energię na te wszystkie wyprawy. Ale z drugiej strony skończyła dopiero trzydzieści sześć lat – trzy lata mniej ode mnie. No i nie ma jeszcze dzieci, co pewnie też pomaga. Czy to wystarczy, byśmy się tak różniły? Ja jestem wykończona na samą myśl o wycieczce na West End. Ale uwielbiam w Lisie to, że żyje pełnią życia. Zawsze tak było.

– Wszystko między wami w porządku? – Wyczuwam, że coś idzie nie tak, ale Lisa nie lubi dzielić się szczegółami ze swoich związków. A ten jest dość świeży, są ze sobą dopiero od pół roku.

– Tak, dobrze się nam układa. Mamy ze sobą wiele wspólnego.

„Ale czy on cię zachwyca? – mam ochotę spytać. – Czy dzięki niemu czujesz, że możesz zrobić cokolwiek, być kimkolwiek zechcesz?” Bo właśnie tak powinno to funkcjonować. Myślę o Noah. Ja wciąż tak się przy nim czuję, choć wątpię, że też tak na niego działam.

– Tęsknię za tobą – mówi Lisa, czym zmusza mnie do koncentracji. – Ej, jeśli masz siedzieć sama w domu, to może wpadnę do ciebie wieczorem? Przyniosę wino, opowiesz mi o wszystkim, co się u ciebie działo.

Jej propozycja jest kusząca – miło byłoby spędzić z nią trochę czasu – ale wisi nade mną termin nadsyłania prac na konkurs i muszę wykorzystać każdą chwilę.

Nacieszyć się ciszą przed burzą.

Kiedy jej to wyjaśniam, w słuchawce zapada cisza. Po chwili jednak siostra zapewnia, że rozumie.

– Ale tak długo się nie widziałyśmy – wzdycha. – Kiedy był ostatni raz? Dobre kilka miesięcy temu, kiedy wyskoczyłyśmy na drinka.

Owszem, Lisa ma rację. Nie przypominam jej jednak, jak bardzo się wtedy spiła i że Noah musiał ją wcześnie odwieźć do domu. Żegnamy się tak jak zwykle: pełnymi nadziei obietnicami spotkania wkrótce.

***

Mimo szczerych intencji całodziennego malowania jakimś cudem zasypiam na kanapie podczas przerwy. Budzi mnie piknięcie telefonu: SMS od Noah. Zszokowana zauważam, że już prawie dziewiętnasta. Mąż pisze, że właśnie wylądował na JFK i że jedzie do hotelu na spotkanie z klientem.

Po niemal dwudziestu latach z nim wiem trochę o branży reklamowej, a przede wszystkim zdążyłam się nauczyć, że to bezlitosny świat, w którym Noah musi toczyć bezkompromisową walkę o każdego klienta.

Odpisuję na wiadomość, życząc mu powodzenia. Do tego dwa buziaki, które chciałabym dać mu na żywo. Nigdy nie będę zaborcza ani nie powstrzymam go przed robieniem tego, co chce robić. Muszę tylko wiedzieć, że chce wrócić do domu.

Odpowiedź przychodzi natychmiast.

Kocham cię.

Gdy zamykam okienko, dostrzegam, że mam jeszcze jedną nieprzeczytaną wiadomość, tym razem od naszej sąsiadki, Sereny. Na zmianę szufladkuję ją i jej męża jako przyjaciół i sąsiadów, bo tak naprawdę są i tym, i tym. Ale w różnych sytuacjach wchodzą w jedną albo drugą rolę, więc może w ogóle nie wpisują się w żadną z nich. Bez względu na to, kim są dla nas – i kim my jesteśmy dla nich – to porządni ludzie i mamy szczęście, że mieszkają tuż koło nas.

Możesz wpaść ASAP? – pisze Serena. Muszę się komuś wypłakać w rękaw!

Wykrzyknik sugeruje, że nie mówi poważnie, choć z nią nigdy nic nie wiadomo. To silna kobieta, ale ma teraz sporo zmartwień.

Już mam odpisać, że idę, ale rozprasza mnie wiadomość od Rosie – pyta, czy mama Libby może je zabrać na kolację na West End. Zgadzam się, pod warunkiem że będą pod opieką kogoś dorosłego, a kiedy już mam wszystko potwierdzone z Bernadette, nie zawracam sobie głowy odpisywaniem Serenie. Po prostu się do niej przejdę, ale najpierw muszę się przebrać. Wprawdzie idę tylko na drugą stronę ulicy, ale nie mogę wyjść z domu w dresach upaćkanych farbą.

***

Drzwi otwiera Lee. Ma na sobie tylko szorty, ale ponieważ jest projektantem ogrodów, często widuję go w takim stroju.

– O, hej, Taro, co słychać? Wchodź, wchodź. – Odsuwa się na bok, żeby mnie wpuścić. – Wybacz mój strój, zaraz włożę jakąś koszulkę. Wściekle gorąco, nie?

– Nie przejmuj się, ja, eee, przepraszam. Właśnie dostałam SMS od Sereny. Wszystko u niej w porządku? I u ciebie?

Lee marszczy czoło.

– Wszystko okej. Ale Sereny nie ma w domu. Dopiero co wyszła. Jej przyjaciółka organizuje weekend panieński.

Jestem zaskoczona.

– Przecież dopiero co napisała, żebym do niej przyszła. – Przynajmniej jeszcze przed chwilą byłam tego pewna. Nigdy nie zdarzyło mi się źle przeczytać wiadomości, ale teraz zaczynam mieć wątpliwości.

Aby udowodnić Lee, że nie zwariowałam, wyciągam telefon i przewijam do wiadomości od Sereny. Naprawdę tu jest, dokładnie w takich słowach, jak zapamiętałam.

– Och – mówi Lee, kiedy pokazuję mu telefon. Znowu marszczy brwi. – A nie, czekaj chwilę. – Przesuwa palcem po ekranie i się uśmiecha. – Już widzę, co się stało. Napisała do ciebie rano.

Pokazuje mi szczegóły wiadomości: dziesiąta piętnaście. Wiele godzin temu.

Robi mi się głupio. Wylewnie przepraszam za pomyłkę i ruszam z powrotem do drzwi.

– Nie wygłupiaj się – mówi Lee. – Przecież już tu jesteś. Może zostaniesz na jednego? Mam czerwone wino, dosłownie przed chwilą otworzyłem.

Chwilę się waham, rozdarta między jedną decyzją a drugą. Po drugiej stronie ulicy czeka niedokończony obraz, ale przydałoby mi się towarzystwo. A z Lee dobrze się rozmawia.

***

Kiedy siadam na ich kremowej skórzanej kanapie, od razu mam wrażenie, że popełniam błąd. Czuję się jakoś niewłaściwie, gdy przebywam tu bez Sereny. Owszem, lubię Lee, ale to z nią jestem bliżej zaprzyjaźniona. Chociaż skoro już usiadłam…

Lee naciąga koszulkę i podaje mi kieliszek wina. Popijam powoli, myśląc, że to chyba niezbyt mądre, skoro prawie nic dziś nie jadłam.

– No, Taro, to co u was słychać? Dawno się nie widzieliśmy.

Szukam w pamięci jakiegoś wspomnienia, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Zabawne, że można mieszkać tak blisko, a mimo to nie wpadać na siebie regularnie. Na naszej uliczce jest tylko dziesięć domów, a wokół mnóstwo zieleni, więc to jeszcze dziwniejsze.

Opowiadam mu o obrazie i z przyjemnością dostrzegam, że słucha z uwagą.

– Więc zrezygnowałaś z nauczania? – docieka. – Nie dziwię się. To chyba najcięższa robota na świecie.

Nie próbuję go poprawiać. Już od ponad roku nie uczę plastyki.

– Nadal jestem pedagogiem w mojej szkole, ale mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła żyć już tylko z malowania. – Zwykle w tym momencie ludzie patrzą szklistym wzrokiem i wrzeszczą na mnie w myślach. Większość artystów nie ma grosza przy duszy. Za duża konkurencja. „Może lepiej by było, gdybyś trzymała się prawdziwej pracy”. Ale ich zwątpienie tylko napędza moją motywację.

Jednak Lee reaguje inaczej. Pyta, w jakim stylu maluję, i mówi, że zachwyca go każdy rodzaj kreatywności.

– To wspaniałe, że masz w sobie tyle pasji. – Uśmiecha się, a ja aż się rumienię na ten komplement.

– A co z tobą i Sereną? – zmieniam temat.

Mam nadzieję, że nie pozwalam sobie na zbyt wiele. Tylko z Sereną rozmawiałam o ich problemach i nie jestem pewna, czy Lee wie, jak dużo mi powiedziała.

Przez chwilę wygląda na zaskoczonego, a może próbuje ocenić, jak bardzo powinien się przede mną otworzyć, ale już po chwili mówi swobodnie.

– Od lat się staramy i muszę być szczery… to wykańczające. Czasami chciałbym po prostu…

– Zrobić sobie przerwę?

– Tak, właśnie tak. Przerwę. Chciałbym zapomnieć, że mamy problemy, i po prostu skupić się na życiu. – Uśmiecha się i bierze spory łyk wina. – Żebyśmy… Serena i ja… Żebyśmy znów byli sobą.

Tak jak zawsze podczas rozmów z Sereną, teraz też ogarnia mnie poczucie winy. Nawet nie staraliśmy się o Rosie, a spłodzenie Spencera zajęło nam zaledwie kilka miesięcy. Ale wszystko ma swoją cenę.

Nie mam dla Lee żadnej dobrej rady, więc mówię tylko to, w co sama mocno wierzę:

– Wszystko będzie dobrze, zobaczycie.

Bo nie ma innego wyjścia. Jakiekolwiek nieszczęścia nas spotkają, o ile to nie śmiertelna choroba, zawsze znajdziemy sposób na przetrwanie.

– Wiesz co, Taro, jeśli mam być szczery, to nawet nie wiem, czy ja w ogóle jeszcze chcę mieć dziecko. Albo przynajmniej nie teraz. Jesteśmy jeszcze całkiem młodzi. Nie wydaje mi się, że życie powinno być takie… ciężkie.

Wiem, że Serena ma trzydzieści trzy lata, więc Lee musi być w podobnym wieku. Ma rację: czas jest po ich stronie. Ale oczywiście jej się tak nie wydaje.

– Jeszcze jeden? – Lee wskazuje mój opróżniony kieliszek.

– Nie… dzięki. Powinnam już wracać.

Do obrazu, do pustego domu, na który czekałam od tygodni.

Mimo odmowy dolewa mi wina.

– Jest wcześnie. Możesz wypić jeszcze jeden i opowiedzieć mi więcej o konkursie.

Na jednym się nie kończy. Po kolejnych dwóch kieliszkach zbyt dobrze się bawię, żeby wracać do domu. Już za późno, żeby malować – słońce zaszło, więc nic się nie stanie, jeśli zostanę i pogadam z Lee.

I to jest właśnie ostatnia chwila, którą pamiętam.

2

Teraz

Nie wiem, jak dotarłam do domu, ale jakimś cudem już tu jestem i opadam na podłogę sekundę po zamknięciu za sobą drzwi. Mój ciężki oddech odbija się echem i jestem pewna, że każdy następny wdech będzie moim ostatnim.

Zostawiłam go tam. Martwego. Teraz już nie ma odwrotu, nie mogę zadzwonić na policję, bo opuściłam miejsce zbrodni. Ogarniają mnie mdłości i pędzę na górę do łazienki. Dobiegam w ostatniej chwili. Ale panika nie słabnie.

Instynktownie ściągam z siebie ubranie i przyglądam się uważnie każdemu skrawkowi materiału, ale nie widzę śladów krwi ani niczego innego. Nawet moje ciało – teraz kilka odcieni bledsze – jest nienaruszone. Przynajmniej nie w widoczny sposób.

Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę: jest tak gorąca, że prawie nie do wytrzymania, ale szoruję bezlitośnie całe ciało, aż skóra robi się wściekle czerwona. Łzy mieszają się z wodą, a dźwięk, jaki z siebie wydaję, w ogóle nie przypomina ludzkiego głosu.

Nie mam pojęcia, ile czasu upływa, zanim jestem gotowa wynurzyć się spod strumieni wody, zrobić pierwszy krok w stronę tego koszmaru, w którym właśnie się znalazłam, ale wciąż jest dopiero szósta rano. Czas stanął w miejscu. Owijam się ręcznikiem – tym należącym do Noah, bo jako pierwszy wpada mi w ręce – i siadam na krawędzi łóżka, próbując kontrolować oddech.

Panika w niczym mi nie pomoże. Jeśli chcę cokolwiek zrozumieć, muszę się uspokoić. Ale wciąż mam przed oczami pustą twarz Lee, jego sztywne ciało. Wiem, że za pięćdziesiąt lat ten obraz wciąż będzie mnie prześladował, tak żywy i wyrazisty, jakbym nadal stała tuż przed nim.

Wdech, wydech. Skoncentruj się na faktach. Po pierwsze: nie zabiłam Lee. Nie było na mnie śladów krwi, ani jego, ani mojej, więc nie mogłam tego zrobić. Po drugie: kimkolwiek jest zabójca, widział mnie w łóżku z Lee. Wie, jak wyglądam. A jeśli po mnie wróci?

Zrywam się z miejsca i obiegam cały dom, sprawdzam wszystkie drzwi i okna, a potem dla pewności jeszcze raz, napędzana paranoją, nad którą nie mam żadnej kontroli. A potem zwijam się w kłębek na kanapie i próbuję ocenić sytuację.

Jeszcze nie jest za późno; pójdę na policję. W końcu prawda jest po mojej stronie. A kiedy przeprowadzą śledztwo, sami zobaczą, że jestem niewinna.

Dzwoni komórka, a ja aż podskakuję na ten dźwięk. To na pewno policja. Ktoś widział, jak wychodzę z domu Lee i Sereny, i teraz nigdy mi nie uwierzą, że właśnie zamierzałam im wszystko powiedzieć.

Ale to tylko Spencer. Na widok jego imienia chwilowo odzyskuję poczucie kontroli. Znów jest normalnie. Biorę głęboki oddech i odbieram.

– Hej, kochanie, wszystko w porządku? Wcześnie się obudziłeś. – Ze wszystkich sił staram się brzmieć pogodnie.

– Tak, wstałem wcześnie z dziadkiem, żeby wyprowadzić Jacksona na spacer. Ale mamo? Babcia i dziadek nie pozwolili mi obejrzeć filmu. Nawet takiego od dwunastu lat. A przecież ja mam już prawie dwanaście lat, za kilka tygodni, więc dlaczego się nie zgodzili?

Czuję pulsowanie pod czaszką. Jak mogę rozmawiać o czymś tak trywialnym, kiedy Lee nie żyje?

– Spencer, oni po prostu starają się robić to, co dla ciebie najlepsze. Ale nie martw się, jutro będziesz w domu. Sprawdzę, co to za film, i zobaczę, czy mógłbyś go obejrzeć w przyszły weekend.

Jednak mój syn jest pełen cichej determinacji – to cecha, którą zazwyczaj w nim podziwiam.

– Gdybyś porozmawiała z nimi dziś rano, to mógłbym go jeszcze obejrzeć wieczorem.

– Zobaczymy – odpowiadam, zbyt wyczerpana na taką rozmowę.

W jego głosie rozbrzmiewa taki zachwyt, że aż boli mnie serce.

– Super! Dam ci babcię, jest…

– Nie teraz! – Moja prośba brzmi bardziej jak rozkaz, powiedziałam to zbyt ostro.

Spencer milknie. Mijają sekundy.

– Okej – mówi w końcu.

– Zadzwonię do ciebie później, Spencer. Po prostu mam teraz coś do zrobienia.

– Na razie, mamo – odpowiada.

Zauważył, że coś jest nie tak.

Spencer wykazuje się ogromną intuicją jak na jedenastolatka.

Pół godziny po tym, jak się rozłączyłam, nadal siedzę na kanapie z dłonią zaciśniętą na telefonie. Chcę zrobić to, co słuszne, i zadzwonić na policję, ale nie jestem w stanie się poruszyć. Gdybym tylko mogła jakkolwiek im pomóc w znalezieniu mordercy Lee, nie wahałabym się ani przez chwilę. Ale nie pamiętam z poprzedniego wieczoru nic poza przyjściem do jego domu, więc co miałabym im powiedzieć? Nie mogę ryzykować, że niepotrzebnie skrzywdzę swoją rodzinę.

Podchodzę do okna w salonie. Słońce świeci już jasno na bezchmurnym niebie, w zupełnym kontraście do czerni spowijającej dom, na który padają jego promienie. Nie widać oznak życia, więc mogę się tylko domyślać, że Serena jeszcze nie wróciła.

Może właśnie budzi się w hotelu i próbuje złagodzić kaca filiżanką czarnej kawy – wprawdzie stara się o dziecko, ale nadal zdarza jej się pić alkohol – nieświadoma, że jej mąż leży martwy w ich wspólnym łóżku. Że jego życie zostało gwałtownie przerwane przez… kogo?

To nie byłam ja. Wiem, że to nie byłam ja. Ale gdy wychodziłam, drzwi wejściowe były zamknięte i nigdzie nie widziałam śladów włamania. „Nie zastanawiaj się nad tym za bardzo, bo cię to zniszczy”.

Już jestem zniszczona, bo tam byłam. Jakimś cudem zostałam w to wszystko wplątana.

Zasłony wciąż są zaciągnięte, ale nie przypominam sobie, żeby Lee to zrobił. Nie pamiętam nic poza tym, że siedziałam na jego kanapie i piłam wino.

Myślę, czy napisać do Sereny i wyjaśnić, że dopiero teraz przeczytałam jej wczorajszą wiadomość, bo będzie się zastanawiała, dlaczego nie odpowiedziałam. Znów wzbiera we mnie panika: uświadamiam sobie, jakie miałam szczęście, że byłam zbyt zajęta, aby jej od razu odpisać. Dałabym jej znać, że już idę. A wtedy ona i wszyscy inni wiedzieliby, że poszłam do ich domu. Że byłam ostatnią osobą, która widziała Lee, więc to na pewno ja go zamordowałam.

Ale wszystko w porządku. Na razie jestem bezpieczna.

Kiedy tak wpatruję się w dom po drugiej stronie ulicy, znów się waham, czy zgłosić tę sprawę na policję. Decyzja jest trudna, ale już wiem, że muszę wybrać rodzinę. Rosie i Spencer mnie potrzebują, więc nie mogę stać się kobietą, która obudziła się obok martwego sąsiada. Robię to też dla Noah, choć jemu nie jestem aż tak potrzebna. Tu nie chodzi o mnie ani o strach przed konsekwencjami, bo wiem, że nie zrobiłam Lee nic złego.

Jestem pewna, że to prawda.

Przestaję się zastanawiać, podnoszę komórkę i zaczynam pisać wiadomość do Sereny. Kłamstwo. Zdrada.

A kiedy dostaję od niej odpowiedź – przyjazne: Żaden problem, pogadamy, jak wrócę do domu w niedzielę. Buziaki – tłumię łzy, przełykam gulę, która pojawiła się w gardle, i mówię sobie, że muszę się do tego szybko przyzwyczaić. Dla mojej rodziny.

***

Reszta poranka upływa w koszmarnie powolnym tempie. Wszystko rozmywa się w godzinach gapienia się przez okno i oparach mocnej kawy. Nie zdołałam wziąć do ust nic innego.

Listonosz wrzuca pocztę przez klapkę w ich drzwiach. Nie ma pojęcia, że znalazł się na miejscu zbrodni. Dla wszystkich życie płynie w zwykłym rytmie, z wyjątkiem mnie i Sereny. Dla nas się zatrzymało.

Chcę znów mieć tu swoich bliskich. Potrzebuję hałasu i znaków życia, nawet awantur Rosie. Czegokolwiek, żeby tylko rozbić tę potworną ciszę.

Kiedy nad tym rozmyślam, przychodzi SMS od Noah. Pisze, że spotkanie z klientem poszło dobrze, a ja liczę, którą tam ma godzinę – Nowy Jork jest pięć godzin za nami – i zastanawiam się, dlaczego już wstał. Nie myśl o tym. Po prostu ma rozstrojony zegar biologiczny. Nie ma innego powodu, dla którego nie spałby o tej porze.

Nie jestem w stanie malować; mogę tylko siedzieć i gapić się na to, co zaczęłam – zielonkawoniebieską powierzchnię jeziora. Nie zdołam podnieść pędzla, żeby choć musnąć płótno. Wczoraj miałam w głowie gotowy obraz; dzisiaj ta wizja jest martwa.

A kiedy nie mogę już dłużej przebywać sam na sam ze swoimi myślami, dzwonię do Lisy. Muszę to komuś powiedzieć. Jeśli ktoś mnie zrozumie, to tylko siostra. Ma na tyle liberalne poglądy, że nie będzie mnie osądzać, nawet jeśli nabierze podejrzeń, że przespałam się z Lee.

– Hej, Taro. – Jej głos wciąż jeszcze jest ochrypły od snu. Pewnie miała intensywną noc. – Mam lekkiego kaca – potwierdza moje domysły. – Zaliczyłam wczoraj rundkę po barach. Świetna zabawa, ale teraz za nią płacę.

– Chciałam zapytać, czy miałabyś ochotę dziś do mnie wpaść – zagaduję z nadzieją, że mój dobór słów ukryje desperację. – Ale jeśli nie możesz, to zrozumiem.

– Wszystko w porządku?

Oczywiście, że zauważyła dziwną nutę w moim głosie. Przecież zna mnie lepiej niż ktokolwiek na świecie.

Teraz powinnam jej wszystko wyznać. Wtedy ona natychmiast do mnie przyjedzie, bo przecież zawsze i bez względu na wszystko się wspieramy. Otwieram usta, ale słowa więzną mi w gardle.

– Po prostu… Strasznie się męczę z tym obrazem. Tyle zależy od tego konkursu.

– Wiem, że to dla ciebie trudne. Ale dasz radę. Przecież na tym polega cały proces twórczy, nie? Wiesz co, chętnie bym cię odwiedziła, ale Harvey coś dla nas zaplanował. Nie jestem pewna, co to takiego, ale nie jest zbyt szczęśliwy, że jeszcze leżę w łóżku.

Odpowiadam, że to żaden problem, że spróbuję zająć się malowaniem, i życzę jej przyjemnego dnia.

– Poradzisz sobie, Taro. Po prostu słabo ci idzie, bo tęsknisz za Noah i dzieciakami – przekonuje mnie Lisa. – Samotność nie jest taka super, jak się wszystkim wydaje, prawda?

***

Wieczorem siedzę w kuchni, żeby na chwilę odetchnąć od gapienia się przez okno w salonie, kiedy nagle słyszę jakiś dźwięk. Zamieram, a w moim umyśle rozgrywa się tylko jeden scenariusz: ktokolwiek zabił Lee, teraz przyszedł po mnie.

Ale kiedy się odwracam, widzę Rosie w drzwiach. Przechyla głowę na bok i mi się przygląda.

– Rosie, wszystko dobrze? Wcześnie wróciłaś.

Błagam, niech się nie okaże, że wróciła, bo znów coś się wydarzyło. Na chwilę odsuwam od siebie myśli o Lee.

Rosie wchodzi do kuchni ostrożnym krokiem, jakby to było cudze mieszkanie, a nie dom, w którym spędziła większość życia.

– Dlaczego zawsze zakładasz, że wpakowałam się w kłopoty?

Bo zazwyczaj tak właśnie jest, ale oczywiście nie mówię tego na głos. To nie czas na kłótnie.

– Po prostu jestem zaskoczona, że już wróciłaś od Libby.

Podchodzi bliżej i zagląda mi w twarz.

– Mamo, nie wyglądasz dobrze. Jesteś chora?

Takie słowa wydawałyby się naturalne w ustach zatroskanej córki, ale wygłasza je tonem, w którym nie ma ani śladu ciepła. Próbuję się domyślić, o co mogłaby się na mnie gniewać. Pokłóciłyśmy się ostatnio? A może ją za coś ukarałam, jej zdaniem niesprawiedliwie? Wszystkie wydarzenia sprzed śmierci Lee spowija jednak cień, jakby zostały chwilowo wymazane z mojej pamięci.

Tak jak wczorajsza noc.

Co się stało, Lee? Co zrobiliśmy?

Mówię Rosie, że nic mi nie jest, ale ona unosi wysoko brwi. Jeśli nie zdołałam nabrać nawet nastolatki, która zwykle nie zauważa nikogo poza sobą, jakie mam szanse ukryć to przed resztą świata?

Córka odsuwa krzesło i siada koło mnie.

– Wiesz co, muszę z tobą pogadać. To ważne.

Cokolwiek zamierza mi wyznać, cieszę się, że zmusza mnie do odwrócenia uwagi od wydarzeń ostatniej nocy.

– Słucham, przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. – Próbuję ją o tym przekonać, odkąd nauczyła się chodzić i mówić. Nie ma takiego tematu, którym nie mogłaby się ze mną podzielić.

Jej twarz się rozpromienia, a usta rozciągają w uśmiechu.

– Mamo, zaczęłam się z kimś spotykać.

Serce podchodzi mi do gardła.

– Och, Rosie, chodzi o Anthony’ego? Bo…

– Nie, nie chodzi o Anthony’ego! – Jej słowa przechodzą w krzyk.

– Rosie, uspokój się. W takim razie po prostu mi o nim opowiedz.

Zazwyczaj prośba, żeby moja córka się uspokoiła, skutkuje odwrotną reakcją, ale tym razem nie protestuje.

– Ma na imię Damien. Ale obiecaj, że nie będziesz zła.

Jestem przyzwyczajona do tego, że Rosie specjalnie rozciąga każdy komunikat w nieskończoność – po prostu taka jest – ale dziś nie mam siły na te gierki.

– Nie będę zła, bo o cokolwiek by chodziło, przynajmniej mi o tym mówisz. – Ale ze mnie hipokrytka.

Rosie wciąga głęboko powietrze.

– No… Jest trochę starszy.

Znów to uczucie, jakby wszystko w środku ściskało się i podchodziło mi do gardła.

– Co to znaczy „trochę”?

Ona tylko wzrusza ramionami i mruży oczy.

– Nie wiem! Może po dwudziestce. Kogo to obchodzi?

– To znaczy, że spotykasz się z tym mężczyzną i nawet nie wiesz, ile ma lat? – Zbyt późno uświadamiam sobie swój błąd. Mogłabym służyć za podręcznikowy egzemplarz tego, jak nie wchodzić w interakcję z nastoletnią córką.

Rosie gwałtownie wstaje i odrzuca krzesło na bok.

– Dlaczego ty i tata nie możecie po prostu się czymś cieszyć razem ze mną? Anthony się wam nie podobał, a teraz nie jesteś zadowolona z… Nigdy z wami nie wygram, co?

A potem znika. Wściekle wbiega po schodach i trzaska drzwiami od swojego pokoju. A ja nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej wróciła do domu ani z kim się spotyka.

Ale przynajmniej nie jestem już sama. Teraz muszę się skupić na córce. Wróci na dół, kiedy się trochę uspokoi, i wtedy dostanie moją stuprocentową uwagę, bo jej potrzebuje. I kimkolwiek ten facet jest, okażę zrozumienie.

Kiedy jednak tak na nią czekam, nie mogę się wydostać z więzienia własnego umysłu. Wracam do salonu, żeby znów zająć stanowisko obserwacyjne przy oknie. W ciągu ostatniej godziny nic się nie zmieniło, na zewnątrz wszystko nadal kryje się za fasadą normalności. Nasz spokojny zaułek. Jutro zaś Serena wróci do domu, będzie czekać na powitanie męża, a zamiast tego… Jak mogę na to pozwolić?

Mogłabym pojechać gdzieś daleko stąd i zadzwonić anonimowo na policję z budki telefonicznej. Ale w dzisiejszych czasach anonimowość już nie istnieje. Prześledziliby połączenie i w końcu by mnie znaleźli.

Dzwoni moja komórka, a ja aż podskakuję, bo nerwy mam napięte jak postronki.

– Taro, jak tam w domu? – Głos Noah mnie uspokaja.

Opowiadam mu o Rosie, a on wzdycha ciężko do słuchawki.

– Znowu czeka nas ta sama rozmowa, co? – Dobrze mi robi ta wymiana zdań, kotwiczy mnie w normalności. – Nie wiem, co mnie bardziej martwi – dodaje po chwili Noah. – To, czy rzeczywiście spotyka się ze starszym facetem, czy że może znowu kogoś prześladuje.

– Porozmawiam z nią. Ale powinniśmy już kończyć, ten telefon będzie cię kosztował majątek.

– Masz rację – zgadza się Noah. – Od teraz do powrotu będę pisał SMS-y.

Żegnamy się, a ja dzwonię na chwilę do rodziców, żeby sprawdzić, co u Spencera. Cieszy się z mojego telefonu i znów błaga o pozwolenie na obejrzenie tego filmu, na którym tak strasznie mu zależy, a ja się zgadzam. Mam teraz na głowie większe zmartwienia.

Zaraz po zakończeniu rozmowy znów zapadam się w moją nową rzeczywistość. Ale jedyne, co mogę zrobić, to żyć dalej i skupić się na rodzinie.

Pukam do pokoju Rosie i czekam, aż wpuści mnie do środka. Kolejne sekundy mijają jednak bez odpowiedzi, a zza drzwi słychać wyłącznie ciszę.

Uznaję, że pewnie śpi. Skradam się przez korytarz do naszej sypialni – choć wiem, że dziś nie uda mi się zasnąć.

Już mam otworzyć drzwi, gdy dobiega mnie głos Rosie:

– Mamo, porozmawiajmy jutro. Chyba żadna z nas nie nadaje się dziś do normalnej dyskusji.

Ponieważ przepełnia mnie poczucie winy, łatwo mi przeinaczyć jej słowa. Rosie nie może wiedzieć o wczorajszej nocy; to tylko mój umysł pogrywa ze mną w okrutne gierki.

Kładę się do łóżka, gaszę lampkę nocną i owijam się ciaśniej kołdrą, nie zważając na gorąco, po czym zamykam oczy. Ale pod powiekami wciąż widzę Lee. Ten obraz sporadycznie przerywają migawki dawnych rozmów, które z nim przeprowadziłam. Łzy spływają mi po skroniach. Przypominam sobie, jak pomagał nam z ogrodem, kiedy byłam zbyt zajęta pracą, i nie chciał za to żadnych pieniędzy. Nie zasłużył na coś takiego; zawsze okazywał nam wyłącznie przyjaźń. Nawet Serena, która znała Lee lepiej niż ktokolwiek inny, nigdy na niego nie narzekała. Ani razu. Więc dlaczego ktokolwiek mógłby życzyć mu śmierci?

Teraz mogę już tylko czekać. Ktoś wie, że tam byłam, i prędzej czy później wszystko wokół mnie zacznie się walić w gruzy.

3

Budzi mnie głośne walenie do drzwi, ale nie ruszam się z miejsca. Może coś sobie wyobraziłam? Po chwili jednak rozlega się znowu. Bum, bum, bum. Tym razem jestem już pewna, że się nie przesłyszałam. I nie ma żadnych wątpliwości, że to nasze drzwi wejściowe.

– Mamo? Próbują nam wyłamać drzwi. – Rosie staje w progu mojej sypialni. Nadal ma na sobie piżamę, a jej włosy są potargane od snu.

Siadam na łóżku.

– To tylko ktoś puka – uspokajam.

Ale wtedy przypominam sobie, co się wydarzyło, i cudowna bańka chwilowego zapomnienia natychmiast pęka.

Rosie cmoka zniecierpliwiona.

– Przecież wiem. To był sarkazm, mamo.

Zerkam na budzik przy łóżku. Dopiero ósma… Za wcześnie, żeby ktokolwiek dobijał mi się do domu w niedzielę rano. Może chodzić tylko o Lee.

– Ja otworzę – mówi Rosie i rusza w stronę schodów.

– Nie! Ja pójdę. Nie wiadomo, kto to jest.

Wyskakuję z łóżka, ściągam szlafrok z haczyka na drzwiach sypialni i biegiem wymijam Rosie, która ignoruje moje słowa i schodzi za mną na dół.

Bum, bum, bum.

Nie mogę jej pozwolić mnie wyprzedzić, ale nie chcę jej też przestraszyć.

– Czekam na przesyłkę – wołam do niej. – Może być ciężka. Puść mnie.

– Och. – Rosie traci zainteresowanie. Ale po sekundzie odwraca się w moją stronę i jestem pewna, że przejrzała moje kłamstwo na wylot. – Co zamówiłaś?

Nie mam czasu, żeby wymyślić coś przekonującego, bo potem to może do mnie wrócić w najmniej oczekiwanym momencie, nawet jeśli teraz wydaje się banalne.

Bum, bum, bum.

– Po prostu daj mi otworzyć drzwi, Rosie.

– Sorry – mówi, ale czuję na sobie jej wzrok, kiedy idę przez korytarz.

Żołądek wywraca mi się na drugą stronę.

Nie powinnam być zszokowana, kiedy staję twarzą w twarz z umundurowanym policjantem. Przyszli po mnie, a teraz moja córka zobaczy, jak wyciągają mnie z domu w kajdankach. Ten widok zostanie z nią na resztę życia, a moja niewinność nie będzie miała żadnego znaczenia.

Policjant zerka na mój szlafrok.

– Przepraszam, że panią obudziłem, ale po drugiej stronie był wypadek, pod numerem piątym. Rozmawiamy ze wszystkimi sąsiadami, żeby sprawdzić, czy ktoś coś widział.

Ogarnia mnie fala ulgi. Nie przyszli po mnie. Nie tym razem.

Patrzę nad ramieniem policjanta na dom Lee i Sereny. Teraz kręci się tam mnóstwo ludzi. Policja i inne służby, których nie potrafię nazwać, uwijają się pospiesznie, skoncentrowani na swoich obowiązkach. Wchodzą i wychodzą przez otwarte drzwi do domu. Ktoś ustawił barierki; podwórko otacza policyjna taśma, którą widziałam wcześniej tylko w telewizji. Przez chwilę stoję jak zahipnotyzowana.

– Proszę pani?

– Eee, tak, przepraszam, ale… co… co się stało? – Policjant pomyśli, że moje wahanie jest spowodowane szokiem na ten widok.

Nie odpowiada.

– Czy widziała pani cokolwiek pod numerem piątym w piątek wieczorem albo w sobotę wcześnie rano?

Przeraża mnie, że znają już dokładne ramy czasowe, ale zakładam, że poskładali to w całość na podstawie informacji przekazanych im przez Serenę.

Może nie wolno mu powiedzieć, że kogoś tam zamordowano. Czy mają takie wytyczne?

– Ja… cóż, byłam w domu, ale nic nie widziałam. Co dokładnie się wydarzyło? Czy z Sereną i Lee wszystko w porządku?

Policjant znów ignoruje moje pytania.

– Jak dobrze zna pani sąsiadów z naprzeciwka?

– Przyjaźnimy się – mówię.

To może go zachęcić do wyjawienia czegoś więcej. Może już wie, kto to zrobił. Po raz pierwszy od sobotniego poranka pojawia się we mnie iskierka nadziei.

– Co się stało, mamo? – Rosie pojawia się obok mnie i wpatruje w policjanta. A potem, zupełnie jak ja chwilę wcześniej, dostrzega scenę rozgrywającą się po drugiej stronie ulicy. – O, Boże. Mamo? Co tu się dzieje? – Jej głos jest teraz wyższy, na granicy histerii.

Chcę ją przed tym chronić, ale już za późno.

– Proszę pani? – Policjant próbuje zwrócić jej uwagę. – Proszę zachować spokój, chciałbym się tylko dowiedzieć, czy ktoś coś widział.

– Ale co się stało?

Rosie zwraca się z tym pytaniem do mnie i dreszcz przechodzi mi po plecach. Dlaczego ona myśli, że znam odpowiedź? Wszystko, co mogę zrobić, to chwycić jej dłoń.

– Czy widziała pani cokolwiek, choćby najdrobniejszą rzecz, pod numerem piątym w piątek wieczorem albo wcześnie rano w sobotę?

Rosie nagle się uspokaja. Przeistacza się w zupełnie inną dziewczynę niż ta, którą trzymałam za rękę jeszcze przed chwilą.

– Nie było mnie w domu – wyjaśnia. – Wróciłam dopiero wczoraj wieczorem.

Policjant pyta jeszcze o nasze imiona i nazwiska i pospiesznie zapisuje informacje w formularzu. Po zakończeniu dziękuje nam i prosi o kontakt z policją, gdyby coś nam się przypomniało.

Potem on odchodzi, a ja już zamykam drzwi, kiedy nagle Rosie mnie powstrzymuje i otwiera szerzej.

– Mamo, patrz!

Wiem, że nie powinnam tego robić, ale wyglądam na zewnątrz, żeby zobaczyć, co przyciągnęło jej uwagę. Zabierają go na noszach, twarz ma przykrytą czarną folią. Z daleka widać, że to martwe ciało.

Rosie wrzeszczy i chwyta się mnie mocno, wbijając mi paznokcie w skórę.

– Mamo! Kto to jest?

Właśnie mam jej powiedzieć, że nie wiem, że trzeba zamknąć drzwi i nie podglądać, kiedy pojawia się Serena. Jakaś kobieta, której nigdy wcześniej nie widziałam, obejmuje ją mocno i podtrzymuje, bo nawet z takiej odległości widać, że ta ledwo trzyma się na nogach.

– O, Boże, to Serena. Więc to musiał być Lee pod tą… Mamo, coś się stało Lee!

***

Dopiero po półgodzinie udaje mi się uspokoić Rosie. Siedzimy w kuchni – to podstęp z mojej strony, żeby Rosie nie mogła obserwować zamieszania po drugiej stronie ulicy – i gapimy się na nietknięte szklanki z wodą.

– Może umarł z przyczyn naturalnych – stwierdza moja córka. – No wiesz, w końcu był dość stary, nie?

Mówi to z pełną powagą – jakby stwierdzała niepodważalny fakt. W innych okolicznościach zwróciłabym uwagę, że Lee miał jakieś trzydzieści pięć lat i że to w żadnym wypadku nie jest podeszły wiek, chociaż dla siedemnastolatki pewnie tak to wygląda. Ale to nie czas na takie idiotyczne dyskusje.

Mam ochotę powiedzieć jej, że tak, właśnie tak musiało być, ale przecież ona już za chwilę się zorientuje, że to nie może być prawda.

– A nie, czekaj – poprawia się Rosie. – Wtedy nie byłoby tu policji, prawda? – Przez chwilę zastanawia się nad własnymi słowami, a ja obserwuję wyraz jej twarzy, podczas gdy ona ocenia całą sytuację, i czuję ukłucie zazdrości.

Moja córka może mówić o tym tak swobodnie, dlatego że jej to w ogóle nie dotyczy. Zaraz pewnie zadzwoni do Libby, żeby o wszystkim opowiedzieć, i będą wspólnie spekulować przyciszonymi, podekscytowanymi głosami. A ja nie jestem w stanie o tym mówić ani myśleć, bo natychmiast ogarnia mnie dławiące przerażenie.

– Ktoś został zamordowany na naszej ulicy – ciągnie Rosie. – Może to seryjny morderca? Może wróci po kogoś z nas?

– Nie wygłupiaj się, Rosie. I nie mów takich rzeczy, to nie są żarty. Zginął człowiek. Nasz przyjaciel. – Ale wiem, że ona specjalnie sobie teraz ze mną pogrywa. Zawsze tak robi.

– Twój przyjaciel. Ja go prawie nie znałam.

To nie jest prawda. Zarówno Serena, jak i Lee zawsze mieli czas dla Rosie i Spencera, więc nie potrafię pojąć, jak moja córka może być teraz taka oschła.

Biorę głęboki oddech i staram się zachować spokój.

– Tym razem puszczę ci to płazem, bo jesteś jeszcze w szoku. Ale nie chcę więcej słyszeć, jak mówisz coś takiego.

Rosie ignoruje moją przestrogę.

– Nie mogę w to uwierzyć. Muszę zadzwonić do Libby.

Ucieka z kuchni, a ja nasłuchuję dudnienia jej stóp na schodach, gdy biegnie podzielić się plotkami z przyjaciółką.

***

Staję na progu i zbieram całą odwagę przed czekającym mnie zadaniem. Mogę to zrobić. Będę przy Serenie i zaoferuję jej wsparcie, bo liczy się wyłącznie jedno: nie zabiłam Lee.

Z drugiej strony wiem, że milczenie to też forma kłamstwa. A niedługo stanę się jeszcze bardziej winna, kiedy spojrzę Serenie w twarz i powiem, jak mi przykro, zamiast wyznać, co wiem o śmierci jej męża, i podzielić się wszystkimi szczegółami, których ona tak desperacko potrzebuje.

Drzwi otwiera ta sama kobieta, którą widziałam wcześniej obok Sereny. Kiedy wyjaśniam, kim jestem, odsuwa się na bok i wpuszcza mnie do środka. Mówi, że ma na imię Gwynn i jest oficerem kontaktowym z policji. To wysoka, dobrze zbudowana kobieta, ale wydaje się zupełnie niegroźna; ma zbyt przyjazną twarz.

Wiedziałam, że trudno mi będzie tu wrócić, ale jestem zupełnie nieprzygotowana na uczucie, które ogarnia mnie w chwili, kiedy przekraczam próg. Mój umysł bombardują urywki wspomnień z tamtego wieczoru, ale żaden z nich nie pokazuje tego, co muszę wiedzieć. Nie pamiętam nic poza tym, że Lee wpuścił mnie do mieszkania, nalał wina, zaczął się przede mną otwierać.

Dopiero teraz, kiedy Gwynn prowadzi mnie przez korytarz i mówi coś o tym, że Serena chce się ze mną zobaczyć, uświadamiam sobie, jak straszliwy błąd popełniłam.

Tamtej nocy Lee i ja piliśmy wino – możliwe, że więcej niż jedną butelkę – ale nie przyszło mi do głowy, żeby umyć swój kieliszek albo się go pozbyć, kiedy uciekałam z jego domu. Myślałam wyłącznie o tym, żeby wyjść jak najprędzej i ukryć się przed koszmarem, w którym się znalazłam. Ale teraz dociera do mnie, że przecież na szkle znajdą moje odciski palców, a w resztkach wina ślady mojego DNA.

Mam wrażenie, że stoję w żywym ogniu, moje ciało powoli płonie. Trzeba było zadzwonić na policję. Serena by mnie znienawidziła, nigdy by nie uwierzyła, że nie przespałam się z jej mężem, ale przynajmniej miałabym po swojej stronie sprawiedliwość. Zachowałabym się uczciwie. Teraz już na to za późno.

– Tara.

Ledwie rozpoznaję jej głos. Nawet z wyglądu nie przypomina kobiety, którą znałam. Serena zawsze jest taka porządna, każdy blond włos idealnie na swoim miejscu – bez względu na okoliczności, nawet kiedy wypłakuje mi się w rękaw nad dzieckiem, którego tak bardzo pragnie. Teraz jednak wygląda jak cień tamtej perfekcyjnej kobiety: jej długie jasne włosy są przetłuszczone, a twarz ma umazaną smugami makijażu. Dawna Serena byłaby przerażona, gdyby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie. Ale oczywiście teraz to wszystko nie ma znaczenia.

– Tara – mówi znowu, jakby potrzebowała potwierdzenia, że to naprawdę ja przed nią stoję.

Cała sztywnieję w oczekiwaniu, że zacznie obrzucać mnie oskarżeniami. Ale nic takiego nie następuje. Zamiast tego podchodzi do mnie prędko i zarzuca mi ramiona na szyję, uwieszając się na mnie bezwładnie całym ciężarem, aż prawie ściąga mnie na podłogę.

– Lee… nie żyje! Ja… – wydaje z siebie zwierzęcy skowyt, świadectwo cierpienia.

To mi przypomina, że ja również mam w tym swój udział.

– Tak mi przykro – szepczę w jej włosy. – Tak strasznie mi przykro.

Wtedy się odsuwa i patrzy mi prosto w twarz.

– To nie ma żadnego sensu. On… Znaleźli go w łóżku… zadźganego nożem. Mówią, że nie wiadomo jeszcze na pewno, ale wygląda na to, że nóż wszedł mu prosto w serce, dlatego nie było dużo krwi. I że w takim razie przynajmniej to… nie trwało długo. Ale nikt nie włamał się nam do domu! Więc jak to się mogło stać? Nie mógł sam sobie tego zrobić, powiedzieli mi, że to niemożliwe. Więc… więc jak? Kto?

Ściskam ją za ramię. Gorączkowo szukam jakichś słów otuchy, ale nic nie przychodzi mi do głowy.

– Chodź, usiądź – mówię w końcu.

Gram na czas; mam nadzieję, że w drodze do salonu zdążę się trochę pozbierać.

Serena kiwa głową i pozwala, żebym ją prowadziła. Natychmiast omiatam wzrokiem cały pokój, ignorując kręcących się wszędzie wokół ludzi. Rozglądam się za kieliszkami, z których Lee i ja piliśmy wino. Ale nigdzie ich nie widzę, nie ma też żadnych butelek. Może Lee wszystko posprzątał, zanim znaleźliśmy się na górze. Wzdrygam się na samą myśl o tym, że poszliśmy razem do sypialni. Na pewno nic takiego się nie wydarzyło. Najpewniej policja zabrała już kieliszki jako dowód. Może uda mi się coś wyciągnąć z Sereny, jeśli ostrożnie ją podpytam. Ale będę musiała poczekać na odpowiedni moment.

Znów koncentruję się na zrozpaczonej kobiecie siedzącej naprzeciwko mnie.

– Sereno, jestem przy tobie, gdybyś czegokolwiek potrzebowała, w dzień czy w nocy. Jestem tuż obok, po drugiej stronie ulicy, tak?

Przytakuje z wdzięcznością. Ledwie mogę na nią patrzeć. Przewraca mi się w żołądku. Jeszcze sekunda i wybiegnę na dwór. „Uspokój się. Wiesz, że tego nie zrobiłaś, więc wytrzymaj jeszcze trochę”.

– Ja go znalazłam, Taro, to było okropne. Gdybym tylko nie pojechała na ten idiotyczny panieński, on by dalej żył, prawda?

Z trudem powstrzymuję wrzask: „Tak, on by nadal żył. Dlaczego musiałaś wyjechać i wprawić w ruch całą tę lawinę koszmarnych wydarzeń?”. Ale oczywiście to nie jej wina.

– Nie mogłaś przewidzieć, że wydarzy się coś takiego. Sereno, nie jesteś niczemu winna.

Znów wybucha płaczem, a ja mogę tylko trzymać ją za rękę.

– A właśnie że to jest moja wina! Pisałam do niego w piątek i całą sobotę, ale on nie odpowiedział na ani jeden SMS. Gdybym wiedziała, że coś jest nie tak, wróciłabym prosto do domu i może… może znalazłabym go wciąż żywego i… i zadzwoniłabym po pomoc.

Nie mogę pozwolić jej w to wierzyć.

– Sereno, to nie twoja…

– Strasznie się pokłóciliśmy przed moim wyjazdem. Powiedział, że nie wie, czy chce jeszcze raz próbować z in vitro, a ja się wściekłam. Więc sądziłam, że mnie ignoruje, bo jest na mnie taki zły. Robił tak czasami, a ja zwykle po prostu pozwalałam, żeby się boczył, aż mu przejdzie. Ale… ale nie miałam pojęcia… – Resztę jej słów zagłusza szloch.

Niewiele mogę powiedzieć, żeby ją pocieszyć; nic nie przywróci jej Lee. Ale staram się ze wszystkich sił sprawić, by zrozumiała, że się myli: nie jest niczemu winna.

– To nie ty mu to zrobiłaś – mówię. – Tylko jedna osoba jest za to odpowiedzialna. Ten, kto… – Nie udaje mi się wydusić z siebie tych słów, choć nie mogę zapomnieć widoku okaleczonego ciała Lee.

Serena kiwa nieznacznie głową przez łzy.

– Ale kto mógłby życzyć mu śmierci? Przecież on nic nigdy nikomu nie zrobił. Nie zasługiwał na taką śmierć.

Mam ochotę odpowiedzieć, że życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Że nie ma nienaruszalnych zasad. Że każdemu z nas może przytrafić się cokolwiek, bez względu na to, czy jesteśmy dobrzy czy źli. Ale ona nie potrzebuje tego słuchać. Serena potrzebuje, żebym się z nią zgodziła, więc właśnie to robię.

Siedzimy tak jeszcze przez kilka chwil: razem, ale każda sama z własnymi myślami, a wokół nas uwijają się funkcjonariusze z wydziału kryminalnego. Dla nich to po prostu kolejny dzień pracy. Dla nas to początek końca.

***

Kiedy wracam do domu, Rosie siedzi na schodach z twarzą zwróconą ku drzwiom, jakby na mnie czekała.

– Byłaś tam? – pyta. – Zobaczyć się z Sereną?

– Tak, wołałam do ciebie, że wychodzę, ale chyba mnie nie słyszałaś – wyjaśniam, chociaż jestem pewna, że słyszała. Tak samo jak nie mam wątpliwości, że słyszałam jej odpowiedź znad basów huczących z głośników. Ale może umysł płata mi figle.

– Pewnie jest w totalnej rozsypce – stwierdza Rosie. – Biedna kobieta. Ale jest całkiem ładna. Na pewno w końcu znajdzie sobie kogoś nowego.

Otwieram usta, żeby na nią nakrzyczeć, ale się opanowuję. Rosie zawsze nas podpuszcza i chce, żebyśmy złapali przynętę, ale dziś nie zamierzam tego robić. Więc zamiast tego odpowiadam najspokojniej, jak tylko potrafię, żeby zastanowiła się na tym, co właśnie powiedziała.

– Wyobraź sobie przez chwilę, jak ona się czuje, zanim powiesz coś jeszcze o niej albo o Lee. Albo o kimkolwiek innym, skoro już o tym mowa.

Rosie wygląda na zaskoczoną, że nie złajałam jej ostrzej, ale przytakuje na zgodę.

Muszę skupić się na czymś innym, więc pytam, co chciałaby zjeść na obiad. Zawsze w niedzielę mamy tradycyjny rodzinny obiad i nie zamierzam teraz łamać tej tradycji. Będziemy tylko we dwie – moi rodzice nakarmią Spencera, zanim pojadę go odebrać, a Noah wraca dopiero po jedenastej wieczorem.

– Może te kieszonki z ciasta francuskiego z wołowiną, które czasami robisz, co? – proponuje Rosie. – Jesteśmy tylko we dwie, więc nie ma sensu się za bardzo wysilać. Uwielbiam je.

Dobrze: przepis jest prostszy niż przygotowanie całej pieczeni, ale dostatecznie wymagający, żebym musiała odciąć się od innych myśli – cóż, mogę przynajmniej spróbować.

Jestem zaskoczona, kiedy Rosie idzie za mną do kuchni i oferuje pomoc. Ale daję jej coś do roboty i przez kolejną godzinę panuje spokój. Łatwo udawać, że na świecie nie istnieje nic poza tym domem i moją rodziną.

– To okropnie smutne, co, mamo? – zagaduje Rosie, obierając ziemniaki. – No wiesz, jak Serena ma teraz urodzić dziecko?

Zamieram w połowie krojenia cebuli i odwracam się do niej.

– Skąd o tym wiesz? – Serena zaciekle broni swojej prywatności. Wiem o ich problemach z dzieckiem tylko dlatego, że przypadkiem byłam z nią, kiedy po raz pierwszy poroniła. Nie było jej łatwo ze mną o tym porozmawiać, ale ostatecznie udało mi się zdobyć jej zaufanie. Ale Rosie? Nie wierzę, że Serena rozmawiała z moją siedemnastoletnią córką o swojej niepłodności.

I nie ma mowy, żeby Lee jej to zdradził. Nawet z Noah mało o tym rozmawiał. Podczas naszej piątkowej rozmowy powiedział na ten temat więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Tylko jedno kłamstwo Córeczka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mężczyzna, który gonił swój cień Przeklęty prom Szóste okno Belfer Zombie Syreny