Ciężar właściwy

Ciężar właściwy

Autorzy: Andrzej Walter

Wydawnictwo: self-publishing

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI

cena od: 9.59 zł

Nowy, siódmy już tomik Andrzeja Waltera to głos poezji nowego pokolenia, pokolenia przełomu i transformacji. Autor (rocznik 1969) przenosi nas w świat traum, lęków, alienacji oraz wyobcowania ludzi, którym dano pozorną i nieograniczoną wolność absolutną, jednocześnie odzierając ich z godności, tożsamości i poczucia sensu. Ta poezja, niejednokrotnie liryczna, czasem zbuntowana, czasami pytająca, często dotyka spraw bardzo ważnych w przekazie, poruszanych jako impuls do namysłu, jako sygnał do zatrzymania się, do ciszy, do miłości, do podania ręki. Jest w tych tekstach nadzieja, ale i bolesna prawda o nas i naszym świecie. Walter widzi w naszym zagubieniu jakąś tajemną siłę, dzięki której można jeszcze dotykać nieskończoności. Warto poczytać tego Autora, sięgnąć po starsze tomiki czy choćby wybór wierszy.

 

 

Andrzej Walter jest poetą. Stwierdzenie tego faktu umiejscawia go w getcie niezliczonych, podobnych mu, odszczepieńców. Smutny to dziś los być poetą. Andrzej Walter jest też księgowym. Księguje rzeczywistość po stronie strat, księguje słowa po stronie zysków.

Robi niezłe zdjęcia, w którym to – jak uważa – rzemiośle niepokojąco się rozwinął. Zrobił kilka ciekawych wystaw, pokazuje te fotografie tu i ówdzie, kocha ich wykonywanie. Próbuje pisać: wiersze, publicystykę... jakoś tam dotykać: własnej wrażliwości, uczuć, potrzeby wyrażenia „inaczej” tego i tamtego... świata…

Należy do Związku Literatów Polskich. Szczegóły biogramu na stronie internetowej: www.andrzejwalter.pl

 

REDAKTOR PROWADZĄCY

Szymon Gumienik

REDAKTOR TECHNICZNY

Paweł Banasiak

KOREKTA

Paweł Jaroniak

PROJEKT OKŁADKI

Krzysztof Galus

ILUSTRACJA NA OKŁADCE

Andrzej Walter

© Copyright by Wydawnictwo Adam Marszałek

© Copyright by Andrzej Walter

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Żadna jej część nie może być reprodukowana jakimkolwiek sposobem – mechanicznie, elektronicznie, drogą fotokopii itp. – bez pisemnego zezwolenia wydawcy. Jeśli cytujesz fragmenty tej książki, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło

Toruń 2017

ISBN 978-83-8019-795-4

Wydawnictwo prowadzi sprzedaż wysyłkową:

tel./fax 56 648 50 70, e-mail: marketing@marszalek.com.pl

Wydawnictwo Adam Marszałek, ul. Lubicka 44, 87–100 Toruń

tel./fax 56 648 50 70; tel. 56 660 81 60, 56 664 22 35

e-mail: info@marszalek.com.pl www.marszalek.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Chłodna metryka

Ostatnia scena

Ciężar właściwy

Słone wyspy

Nibylandia

Kaskady niepokoju

Nazywaliśmy się inaczej

Nasza klasa

Rzeka

Mały książę

Milenium spleen

Niebo

Ogień

Zdumienie

Pożegnanie

Sznurówki

Najprościej

Budzik

Jezioro

Przedwieczność

Testament

Warstwa

Powiew

Istota kropli

Diament

Próba dotykania z ratunkowymi dopiskami

Ona

Kapelusz

Odrzutowce

Poranki w Konstancy

Znużone fotografie

Spóźnione pożegnanie

Nie potrafisz

Wszystko

Płynność

Darowizna

Linia specjalna

Tabernakulum

Miraż

Rozmowy o niczym

Rachunek sumienia

Bez cukru

Tylko dla dorosłych

Żar

Uliczna latarnia

Koniec

List

Protezy

Stan nieważkości

Wyspy nazwane

Na koniec o chmurach

Oczy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Jest we mnie

smutek nienarodzenia

Bezsilność źródła

w piaszczystym podglebiu

Milczenie larwy

w kipiącej topieli

Los ziarna – więźnia pustyni

Jest we mnie

bezradność trwania

Anna Kajtochowa

Chłodna metryka

Jest we mnie

bezmiar nowego ciężaru.

To gorycz narodzin

w glinianym bezładzie.

Niedostateczny

z bezradności,

mierny z trwania,

ledwie zauważalna

zasada.

Moją obecność uzasadnia

niepewność.

Kiedy byłem dzieckiem, kupiono mi książeczkę.

– Czy umiecie się dziwić? Do dziś nie wiem.

Wykluł mnie

wiek krwi

oraz

patos lęku.

Ostatnia scena

Jest we mnie

ostatnia scena.

Esemes życia.

Słodki nawias.

Jest piosenka sprzed lat

i odmrożone błędy bycia

gdzie indziej.

Chyba powinienem

być gdzie indziej…

Wykrada mnie

drogowskaz śmierci oraz pożółkły liść konieczności.

Jest cisza bez haseł i dźwięk dzwonu kupionego impulsywnie

na odpuście.

Jest wilgotna nostalgia, w której

wspomnienia zawsze znikają w jaskini

bez jutra i pamięci.

Za co dziś kupić

jutro i pamięć?

Jest we mnie niepokój

Piłata dni bezpłodnych,

które lepią się do rąk

jak cierpkie owoce losu

w bezlistnym ogrodzie.

(Kiedyś tu był… raj)

Wciąż żyję na tratwie z demobilu,

którą płyniemy światu w gardło –

sobie w nicość i w tę

ostatnią scenę.

Ach, jakaż będzie

ta ostatnia scena…

Bezsilność,

złudny hepi end,

Ty i ja

oraz krwiożerczy

plastik.

Ciężar właściwy

Zapytano mnie,

ile waży poezja. Jakby to było masło albo kilogram sera.

Cóż za pytanie

na miarę czasów.

Kiedyś wydawało się, że to stutonowy walec,

a jednocześnie lekka jak piórko siła

zdolna ruszyć z podstawy

bryłę istnienia.

Dziś wydaje się, że wiem, iż to obwoźny ogród pawi,

które z lęku przed nicością

rozkładają przed sobą ogony i głośno

skrzeczą dla zmylenia orientacji.

Chyba nie można zważyć poezji. Może warto jedynie pytać

o jej ciężar właściwy, ale może też żaden wymiar

nie usprawiedliwia jej bytu.

Kiedy poskramia się słowa,

krew ożywa, wypływając do mórz i oceanów, gdzie

nic nie wydarza się dwa razy,

a dusza tonie,

pozbawiona

tratwy ratunkowej.

Słone wyspy

Są takie wyspy, na których zasiałem sól.

Kocham ich wolność,

kiełkowanie ciszy, noce

pełne cykad i zapachu tamaryszku. To dni

napęczniałe życiem. Wyspy ukojeń.

Są takie wyspy. Mruczą o nich ociężałe, majestatyczne koty,

wśród których po prostu

zapodziała się

sól.

Nie jest sama. Ma zmysły i marzenia.

Wszystko niezbędne do wzrostu. Cała oddycha

moim zachwytem, oddycha

bryzą. Nauczyła się od

samotności, że zmarszczki stają się

piękne.

Ale niepostrzeżenie straciła smak:

w niedoskonałości unicestwionych maszyn,

w pomyłce genów,

którym zaszkodził postępowy początek.

Wciąż niewolą mnie te duszne miasta

smutku, żądła melancholii.

Miejsca, z których przyszedłem.

Są takie

wyspy.

Bez brzegów, snów i wspomnień.

Wyspy jak los.

Osadzone w zamyśleniu.

Jest też sól,

wciąż ją podlewam.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ciężar właściwy