Dopasowani

Dopasowani

Autorzy: John Marrs

Wydawnictwo: Książnica

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 13.50 zł

Jak daleko posuniesz się, by znaleźć miłość?

Mandy próbuje na nowo ułożyć sobie życie po rozwodzie. Jest znów gotowa wejść w związek po trzech samotnych latach – tym razem z kimś, kto naprawdę jest dla niej stworzony. By odnaleźć swoją drugą połówkę, postanawia skorzystać z popularnego portalu, który gwarantuje dobranie idealnego partnera dzięki testom genetycznym. 

Wśród licznych użytkowników portalu są także: trzydziestotrzyletni Christopher, miliarderka Jade, pragnąca odmiany życia Ellie oraz będący już w związku Nick. Oni także decydują się na wybór partnera na podstawie badań genetycznych. Nie domyślają się nawet, jak bardzo ten krok odmieni ich życie. Szybko przekonują się, że perfekcyjnie dobrane bratnie dusze mają swoje sekrety. Niektóre szokujące i mroczne.

Przełożyli z angielskiego

Maria Grabska-Ryńska i Maciej Grabski

WROCŁAW 2017

Tytuł oryginału

The One

Projekt okładki

MARIUSZ BANACHOWICZ

Fotografia na okładce

© ALTA OOSTHUIZEN/SHUTTERSTOCK

Redakcja

„BALTAZAR” RING JACEK, WOJCIECHOWSKA-RING DOROTA

Korekta

ANNA KURZYCA

Skład

LOREM IPSUM RADOSŁAW FIEDOSICHIN

Cytat z Nędzników Wiktora Hugo w przekładzie Krystyny Byczewskiej,

Państwowy Instytut Wydawniczy 1986

Copyright © John Marrs, 2016

Self-published in 2016 as A Thousand Small Explosions.

First published by Del Rey in 2017 as The One. Del Rey is part of the Penguin Random House group of companies. All rights reserved.

Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobraźni, a wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych, wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowe.

Podobnie www.znajdzswojadrugapolowke.com jest stroną fikcyjną i nie jest powiązana z żadną firmą istniejącą w rzeczywistości.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Wydanie elektroniczne 2017

ISBN 978-83-245-8292-1

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

e-mail: ksiaznica@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

Dedykacja

* * *

1. MANDY

2. CHRISTOPHER

3. JADE

4. NICK

5. ELLIE

6. MANDY

7. CHRISTOPHER

8. JADE

9. NICK

10. ELLIE

11. MANDY

12. CHRISTOPHER

13. JADE

14. NICK

15. ELLIE

16. MANDY

17. CHRISTOPHER

18. JADE

19. NICK

20. ELLIE

21. MANDY

22. CHRISTOPHER

23. JADE

24. NICK

25. ELLIE

26. MANDY

27. CHRISTOPHER

28. JADE

29. NICK

30. ELLIE

31. MANDY

32. CHRISTOPHER

33. JADE

34. NICK

35. ELLIE

36. MANDY

37. CHRISTOPHER

38. JADE

39. NICK

40. ELLIE

41. MANDY

42. CHRISTOPHER

43. JADE

44. NICK

45. ELLIE

46. MANDY

47. CHRISTOPHER

48. JADE

49. NICK

50. ELLIE

51. MANDY

52. CHRISTOPHER

53. JADE

54. NICK

55. ELLIE

56. MANDY

57. CHRISTOPHER

58. JADE

59. NICK

60. ELLIE

61. MANDY

62. CHRISTOPHER

63. JADE

64. NICK

65. ELLIE

66. MANDY

67. CHRISTOPHER

68. JADE

69. NICK

70. ELLIE

71. MANDY

72. CHRISTOPHER

73. JADE

74. NICK

75. ELLIE

76. MANDY

77. CHRISTOPHER

78. JADE

79. NICK

80. ELLIE

81. MANDY

82. CHRISTOPHER

83. JADE

84. ALEX

85. ELLIE

86. MANDY

87. CHRISTOPHER

88. JADE

89. NICK

90. ELLIE

91. MANDY

92. CHRISTOPHER

93. JADE

94. NICK

95. ELLIE

96. MANDY

97. CHRISTOPHER

98. JADE

99. NICK

100. MANDY

101. AMY

102. NICK

103. ELLIE

Podziękowania

Przypisy

Jeśli kochacie lub kochaliście kiedyś,

niechaj wam to wystarczy. O nic więcej nie proście.

Nie znajdziecie innej perły w ciemnych tajnikach życia.

Wiktor Hugo, Nędznicy

Miłość nie uchroni cię przed przeznaczeniem.

Jim Morrison

1

MANDY

Mandy spojrzała na zdjęcie wyświetlone na ekranie komputera i zabrakło jej tchu.

Nagi do pasa mężczyzna miał krótko przycięte jasnobrązowe włosy i świetliste jasnobłękitne oczy. Pozował na plaży, stał w lekkim rozkroku w rozpiętym, zsuniętym do pasa piankowym kombinezonie. Uśmiechał się szeroko, ukazując białe, idealnie równe zęby. Mandy nieomal czuła słony smak wody kapiącej z jego piersi na deskę surfingową, która leżała w piachu u jego stóp.

– O mój Boże... – westchnęła, wypuszczając powstrzymywany oddech. Czuła mrowienie w koniuszkach palców i gorąco na policzkach. Ciekawe, jak jej ciało zareagowałoby na jego bliskość w realu, skoro jedno zdjęcie wprawiło ją w taki stan.

Kawa w polistyrenowym kubku była już zimna, lecz Mandy mimo to pociągnęła solidny łyk. Skopiowała fotkę do nowo stworzonego na pulpicie folderu zatytułowanego „Richard Taylor”. Rozejrzała się dyskretnie, czy nikt w biurze nie widzi, czym się zajmuje w swoim boksie. Nie. Nikt nie zwracał na nią uwagi.

Pociągnęła za suwak, żeby przejrzeć pozostałe zdjęcia w facebookowym albumie Richarda „Dookoła świata”. Faktycznie wiele podróżował, był w miejscach, które ona widywała tylko w kinie lub telewizji. Podziwiała go w barach, na szlakach, w świątyniach; wśród spektakularnych pejzaży, złocistych plaż i wzburzonych fal. Rzadko samotnie. Spodobało jej się to, że jest towarzyski.

Zaciekawiona przejrzała stare wpisy. Richard udzielał się w mediach społecznościowych od szóstej klasy. Nawet jako patykowaty, niezdarny nastolatek wydał jej się atrakcyjny. Po półgodzinie, poznawszy niemal całą historię przystojnego nieznajomego aż do ukończenia trzyletnich studiów, przeniosła się na Twittera, żeby sprawdzić, czym się dzieli ze światem. Tu spotkało ją drobne rozczarowanie. Podniecały go wyłącznie wzloty i upadki Arsenalu w ekstraklasie. Od czasu do czasu dla urozmaicenia wklejał cudze posty – z reguły zabawne scenki z udziałem zwierząt.

Ich zainteresowania najwyraźniej bardzo się różniły. Nie do wiary, że zostali powiązani w parę. Cóż mogłoby ich łączyć?

Zganiła się w duchu za staroświecką mentalność rodem z portali randkowych. Program „Znajdź swoją drugą połówkę” opierał się na analizie DNA – czystej nauce, której mechanizmów Mandy nie pojmowała do końca, ale w którą wierzyła tak samo niezachwianie, jak miliony innych ludzi.

Kliknęła w link do profilu Richarda na LinkedIn, gdzie się dowiedziała, że odkąd przed dwoma laty ukończył studia w Worcester, pracuje jako osobisty trener w miejscowości odległej o niespełna sześćdziesiąt kilometrów od jej miasta. Nic dziwnego, że ma takie wspaniałe ciało, pomyślała, i zaczęła sobie wyobrażać, jaki byłby jego dotyk w miłosnym uścisku.

Ona sama nie zajrzała do sali gimnastycznej od kuracji wstrząsowej sprzed roku, kiedy siostry zmusiły ją, by przestała rozpaczać nad małżeńską porażką i skupiła się na powrocie do świata żywych. Zabrały ją na seans odnowy biologicznej w pobliskim hotelu, gdzie została poddana masażom, depilacji, woskowaniu, okładom z gorących kamieni, naświetlaniu kwarcówką i znów masażom... W efekcie tych katuszy pozbyła się bolesnej sztywności mięśni pleców i szyi, wszystkich drobin łoju zatykających pory – oraz większości nawracających wspomnień o byłym mężu. Przy okazji zapisała się również na siłownię i solennie obiecała ćwiczyć zgodnie z harmonogramem, który specjalnie dla niej ułożyły. Musiała jeszcze tylko popracować nad motywacją, żeby regularny wysiłek fizyczny przestał odgrywać rolę straszaka, a stał się normą. W przewidywaniu, że taki dzień nadejdzie, sumiennie opłacała składkę członkowską.

Zaczęła sobie wyobrażać, jak wyglądałyby jej dzieci z Richardem. Czy miałyby błękitne oczy ojca, czy ciemne jak ona? Czy odziedziczą jej smagłą karnację i niemal czarne włosy, czy będą jasne jak Richard? Uśmiechnęła się bezwiednie.

– Kto to taki?

– Jezu! – pisnęła Mandy, gwałtownie podrywając głowę. – Wystraszyłaś mnie na śmierć.

– To nie oglądaj pornosów w miejscu pracy. – Olivia wyszczerzyła zęby, podsuwając jej otwartą torebkę haribo. Mandy odmówiła ruchem głowy.

– To nie pornos, tylko mój znajomy.

– Skoro tak twierdzisz... Tylko uważaj na Charliego, wybiera się do ciebie po wyniki sprzedaży.

Mandy przewróciła oczami i zerknęła na zegar w rogu ekranu. Uświadomiła sobie, że jeżeli zaraz nie weźmie się do pracy, będzie ją musiała wziąć do domu. Kliknęła w małe czerwone „x” w rogu okna, przeklinając w duszy program pocztowy, który uznał za spam potwierdzenie dopasowania Drugiej Połówki. Od sześciu tygodni leżało w koszu; znalazła je przypadkiem dopiero dziś po południu.

– Mandy Taylor, żona Richarda Taylora – szepnęła, obracając wyimaginowaną obrączkę na serdecznym palcu. – Bardzo mi miło.

2

CHRISTOPHER

Christopher wiercił się przez chwilę, zanim przybrał wygodną pozycję w fotelu. Oparł łokcie na obitych skórą poręczach i wciągnął głęboko w płuca zapach tapicerki. Dziewczyna nie oszczędzała na jakości, stwierdził w duchu. Ten zapach oraz dotyk skórzanego obicia świadczyły, że mebel nie został bynajmniej kupiony w markecie.

Zlustrował mieszkanie, którego gospodyni wciąż była w kuchni. Mieszkała na parterze wspaniale odrestaurowanej wiktoriańskiej budowli, w której – sądząc po witrażu nad drzwiami wejściowymi – mieścił się kiedyś klasztor. Z uznaniem obejrzał gustownie dobrane ceramiczne ozdoby na wbudowanych w ścianę półkach wokół kominka. Dobór literatury jednak pozostawiał wiele do życzenia. Skrzywił się, widząc kieszonkowe wydania powieści Jamesa Pattersona, Jackie Collins i J.K. Rowling.

W drugim kącie pokoju stał stolik do kawy, na nim kryta zamszem tacka z dwoma pilotami i precyzyjnie rozmieszczone cztery idealnie do niej dobrane serwetki. Podobało mu się takie wyczucie symetrii.

Przesunął językiem po zębach. Poczuł okruch orzeszka pistacjowego, który utkwił między siekaczem a kłem, najwyraźniej na stałe. Spróbował dyskretnie usunąć go paznokciem, bez rezultatu. Zanotował w myśli, że przed wyjściem musi odwiedzić łazienkę i skorzystać z nitki dentystycznej. Niewiele rzeczy irytowało go tak bardzo, jak pozostałości jedzenia między zębami. Raz wyszedł z randki, nie dokończywszy posiłku, bo dziewczyna miała w zębach kawałeczek jarmużu.

Wibrujący w kieszeni spodni telefon ogarnął falą miłych doznań jego jądra. Christopher skrupulatnie przestrzegał zasady, żeby w pewnych sytuacjach wyłączać telefon i nie znosił ludzi, którzy nie rewanżowali mu się tym samym. Dziś jednak zrobił wyjątek.

Wyjął telefon i odczytał wiadomość na ekranie. Był to e-mail z serwisu „Znajdź swoją drugą połówkę”. Wiedziony kaprysem, wysłał im przed paroma miesiącami wymaz z ust, dotąd jednak nie dobrali mu odpowiedniej pary. Do dzisiaj. Organizatorzy pytali, czy zechce dokonać przelewu, aby otrzymać dane kontaktowe. Czy chcę? – zastanawiał się. Czy naprawdę tego chcę? Schował telefon i zaczął sobie wyobrażać, jak może wyglądać jego genetyczna para. Po chwili uznał, że nie wypada myśleć o następnej kobiecie, kiedy wciąż się jest w towarzystwie innej.

Wstał i wrócił do kuchni, w której ją zostawił przed kilkoma minutami. Wciąż leżała na zimnej łupkowej podłodze z garotą zaciśniętą wokół szyi. Rana już nie krwawiła, kilka ostatnich kropel zebrało się w kałużkę za kołnierzem bluzki.

Christopher wyjął z kurtki cyfrowy polaroid i zrobił nim dwa identyczne zdjęcia twarzy leżącej kobiety. Odczekał cierpliwie, aż się wywołają. Potem włożył je do kartonowej koperty formatu A5 i wetknął do wewnętrznej kieszeni.

Wrzucił sprzęt do plecaka, odczekał jeszcze chwilę i wyszedł do ciemnego ogrodu. Dopiero tam zdjął plastykowe ochraniacze na buty, maskę i kominiarkę.

3

JADE

Na ekranie komórki błysnęła wiadomość od Kevina.

Cześć, śliczna, jak się masz?

Jade uśmiechnęła się, czytając tę sakramentalną frazę, którą Kevin rozpoczynał każdą rozmowę.

– Dobrze – odpisała i dodała żółty uśmiechnięty emotikon – tylko skonana jak mustang po westernie.

– Sorki, że wcześniej nie pisałem. Była masa roboty. Wkurzyłem cię, co?

– Owszem, ale sam wiesz, że jestem starą zrzędą. Co robiłeś?

Na ekranie pojawiło się zdjęcie drewnianej szopy i traktora pod jaskrawym gorącym słońcem. W ciemnym wnętrzu dało się dostrzec przepierzenie z metalowych prętów, a za nim krowy z wymionami podłączonymi do przewodów automatycznej dojarki.

– Łatałem dach w oborze. Nie żebyśmy spodziewali się deszczu, ale trzeba to było zrobić. A ty co porabiasz?

– Siedzę w łóżku w piżamie i oglądam te niesamowite hotele na stronce Lonely Planet, którą mi podesłałeś.

– Fajne, nie? Któregoś dnia wybierzemy się razem w podróż dookoła świata. Będzie jak znalazł.

– Kiedy to oglądam, zaczynam żałować, że nie wzięłam wolnego roku po uniwerku i nie pojechałam na wyprawę z kumpelkami.

– A czemu nie pojechałaś?

– Też pytanie! W moich stronach pieniądze nie rosną na drzewach.

A szkoda, pomyślała. Jej rodzice nie byli nadziani i musiała wziąć gigantyczny kredyt, żeby opłacić studia. Teraz się z nim borykała, podczas gdy koleżanki zwiedzały Amerykę. I świetnie się tam bawiły bez Jade, sądząc z regularnie zamieszczanych na Facebooku zdjęć, które oglądała, zgrzytając zębami.

– Muszę kończyć, słonko. Tato chce, żebym mu pomógł rozładować paszę. Napiszesz do mnie później?

– Chyba żartujesz! – odpisała, dotknięta, że rozmowa, na którą czekała cały wieczór, okazała się taka krótka.

– Kocham cię. Xxx

– Tia – odpisała i wściekła odłożyła telefon. Chwilę później podniosła go i wystukała: Też cię kocham. Xxx

Wygrzebała się spod ciężkiej kołdry i podłączyła telefon do ładowarki na nocnej szafce. Przy okazji zerknęła w wysokie lustro, do którego ramy przylepione były taśmą zdjęcia podróżujących psiapsiółek, i przyrzekła sobie, że zadba o wygląd. Przede wszystkim będzie się lepiej wysypiać i pić więcej wody, żeby zlikwidować ciemne kręgi pod oczyma. A w sobotę pójdzie do fryzjera przystrzyc kręte rude włosy i kupi sobie samoopalacz. Zawsze czuła się lepiej, gdy jej blada skóra nabrała nieco koloru.

Wśliznęła się z powrotem do łóżka i zaczęła się zastanawiać, jak by wyglądało jej życie, gdyby jednak zrobiła sobie tę roczną przerwę na zwiedzanie. Może podróż natchnęłaby ją odwagą, żeby nie ulec presji rodziców i nie wracać do Sunderlandu po trzech latach w Loughborough. Będąc pierwszą w rodzinie absolwentką wyższej uczelni, nie mogła pojąć, dlaczego potencjalni pracodawcy nie bombardują jej ofertami, począwszy od chwili, gdy uzyskała dyplom. A kiedy góra rachunków i zaległych rat urosła do niebotycznych rozmiarów, zdała sobie sprawę, że ma tylko dwie możliwości: ogłosić bankructwo w dwudziestym pierwszym roku życia albo wrócić do szeregowego domku, z którego tak chciała uciec.

Nie podobała jej się nerwowa, sfrustrowana kobieta, którą się stała, ale nie potrafiła już się zmienić. Miała żal do rodziców o to, że skłonili ją do powrotu. Żal zmienił się w pretensję, a ta w niechęć. Zanim zgromadziła środki, by wynająć własne mieszkanie, prawie już ze sobą nie rozmawiali.

Winiła ich teraz i za to, że nie udało jej się zrobić kariery w branży turystycznej. Pracowała za ladą w recepcji hotelu na obrzeżach miasta. Miało to być zajęcie tymczasowe, „na przeczekanie”, a stało się granicą jej możliwości. Jade zaczynała mieć dość siebie i drażniących ją bliźnich. Marzyła, by stał się cud i życie, jakie sobie wymarzyła, mogło się ziścić.

Jedynym jaśniejszym punktem w każdym Dniu Świstaka była rozmowa z Kevinem – „drugą połówką”, którą znalazł dla niej system.

Uśmiechnęła się słabo do jego najświeższej fotografii stojącej w ramkach na biblioteczce. Kevin miał bardzo jasne, prawie białe włosy i brwi, uśmiech sięgający od ucha do ucha i opalone, szczupłe, lecz muskularne ciało. Nawet gdyby próbowała, nie wyobraziłaby go sobie lepiej.

W ciągu siedmiu miesięcy, odkąd się kontaktowali, przysłał jej tylko kilka zdjęć, ale słysząc go po raz pierwszy w słuchawce telefonu, Jade poczuła dreszcz, o którym czytała w magazynach. Była pewna, że nie ma na świecie mężczyzny, który bardziej by do niej pasował.

Los to drań, pomyślała. Znalazł jej idealnego mężczyznę w Australii – na drugim końcu świata. Może kiedyś, kiedyś się spotkają. Jeśli zdoła zarobić dość pieniędzy.

4

NICK

– Mówię wam, że powinniście spróbować – upierała się Sumaira z diabelskim błyskiem w oku, szczerząc przy tym wszystkie zęby.

– Po co? – zaprotestowała Sally, splatając palce z palcami Nicka. – Ja już znalazłam bratnią duszę.

Nick nachylił się nad stołem i drugą ręką sięgnął po butelkę prosecco. Wytrząsnął do swojego kieliszka ostatnie krople.

– Komuś dolewkę? – spytał. Słysząc gromkie „tak!” pozostałej trójki, uwolnił rękę z dłoni narzeczonej i ruszył do kuchni.

– Chyba wolałabyś mieć pewność? – naciskała Sumaira. – Jasne, z Nickiem dobrze się zgadzacie, ale nigdy nie wiadomo, czy gdzieś... ktoś...

Nick wrócił z kuchni z piątą tego wieczoru flaszką i podszedł do Sumairy, żeby dolać jej wina. Deepak prędko przesłonił dłonią kieliszek żony.

– Moja gaduła już ma dosyć.

– Sztywniak – warknęła Sumaira i wykrzywiła się do niego. Następnie zwróciła się do Sally: – Mówię tylko, że zanim pójdziecie razem do ołtarza, powinniście się oboje upewnić, że to naprawdę jest najlepszy wybór.

– Romantyczka, nie? – Deepak przewrócił oczami. – Skarbie, to nie twój interes i nie staraj się za nich naprawiać czegoś, co świetnie działa.

– W naszym wypadku test DNA się sprawdził, prawda? Niby czuliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, ale naukowy certyfikat dodaje człowiekowi pewności siebie.

– Kotku, błagam – jęknął Deepak. – Spróbujmy się zachowywać jak przyzwoite, świętobliwe małżeństwo.

– Do świętobliwości małżeństwo nie jest niezbędne, ssskarbie. – Teraz Sumaira wzniosła oczy ku niebu. Wychyliła resztę wina z kieliszka pod bacznym spojrzeniem męża.

Nick oparł głowę na ramieniu narzeczonej i spojrzał przez okno na sznur samochodów i tłumek kłębiący się przed pubem naprzeciw. Mieszkali w zaadaptowanym lokalu fabrycznym, okna sięgały od podłogi do sufitu. Uliczny ruch dosłownie wlewał się do środka, nie było przed nim ucieczki. Jeszcze niedawno ideałem wieczoru był dla Nicka właśnie rejs po modnych barach w centrum Birmingham. Potem z reguły zasypiał w autobusie i budził się wiele przystanków od domu.

Kiedy poznał Sally, jego priorytety zmieniły się praktycznie z dnia na dzień. Sally była po trzydziestce, pięć lat od niego starsza, i już podczas pierwszej rozmowy (o starych filmach Hitchcocka) zauważył, że ma w sobie coś, co ją wyróżnia. Zaczęli się spotykać. Cieszyła się jak dziecko, pokazując mu swój świat: miejsca, potrawy, artystów, których dotąd nie znał. Dzięki niej zaczął postrzegać życie z nowej perspektywy. Kiedy patrzył na jej wystające kości policzkowe, jasnobrązowe ostrzyżone na pazia włosy i szare oczy, miał nadzieję, że kiedyś ich dzieci odziedziczą po niej urodę i tę samą otwartość umysłu.

Nie miał pewności, co takiego on daje jej w zamian, ale kiedy w trzecią rocznicę znajomości oświadczył się Sally w knajpce na Santorynie, rozpłakała się. W pierwszej chwili nie był pewien, czy chce za niego wyjść, czy wręcz przeciwnie.

– Jeśli uznać was dwoje za idealnie dopasowaną parę, to chyba gra jest niewarta świeczki – zażartował. Zsunął okulary i przetarł zmęczone oczy. – Jesteśmy ze sobą już prawie cztery lata, a skoro Sally jest gotowa mi przysiąc miłość, szacunek i posłuszeństwo, mam sto procent pewności, że jesteśmy dla siebie stworzeni.

– Zaraz, zaraz, jakie posłuszeństwo? – weszła mu w słowo Sumaira. – Nie za wiele sobie wyobrażasz?

– Ty jesteś mi posłuszna, kotku – oznajmił z przekonaniem Deepak. – Bo to ja noszę spodnie w naszej rodzinie.

– Nosisz, nosisz, ale zadaj sobie pytanie, kto ci je kupuje.

– A jeśli się mylimy? – odezwała się nagle Sally. – Jeśli nie jesteśmy dla siebie stworzeni?

Do tej pory Nick słuchał z rozbawieniem peror Sumairy, która usiłowała ich namówić na przeprowadzenie testu DNA. W ciągu dwóch lat, odkąd ją poznali, poruszała ten temat nie po raz pierwszy i, jak podejrzewał, nie ostatni, zręcznie mieszając argumenty racjonalne z siłowymi. Teraz jednak osłupiał. Sally miała dotąd równie krytyczne zdanie o doborze genetycznym, jak on sam.

– Słucham? – rzekł z niedowierzaniem.

– Wiesz, że kocham cię całym sercem i chcę spędzić z tobą resztę życia, ale... ale jeśli w rzeczywistości wcale nie jesteśmy dobraną parą?

– Skąd ten pomysł? – Zmarszczył brwi.

– Och, znikąd, nie martw się, wcale nie zamierzam się wycofać. – Sally uspokajająco pogładziła go po ramieniu. – Zastanawiam się tylko, czy do szczęścia wystarczy nam w i a r a, że do siebie pasujemy, czy wolelibyśmy jednak w i e d z i e ć?

– Kochanie, jesteś pijana. – Nick machnął lekceważąco ręką i podrapał się po zarośniętym podbródku. – Mnie do szczęścia wystarczy to, co już wiem, i nie potrzebuję żadnych testów.

– Czytałam gdzieś, że parowanie genetyczne rozbije około trzech milionów małżeństw – wtrąciła Sumaira. – Ale za to w ciągu jednego pokolenia praktycznie znikną rozwody.

– A to dlatego, że skończą się śluby – odparł Deepak. – Wspomnisz moje słowa: małżeństwo stanie się archaiczną i zbędną instytucją. Będąc z kimś, kto jest ci z góry przeznaczony, nie musisz niczego nikomu udowadniać.

– Wcale mi nie pomagasz – zauważył Nick, nabijając na widelec resztę placka Sally.

– Wybacz, stary, masz rację. Wypijmy więc. Za trwałość przypadku.

– Za trwałość przypadku – powtórzyli chórem, stukając się kieliszkami.

Wszyscy oprócz Sally.

5

ELLIE

Ellie zamknęła obraz na tablecie i ze złością pomyślała, ile jeszcze ma roboty, zanim wyjdzie do domu.

Ula, jej asystentka, z nieludzką efektywnością aktualizowała i hierarchizowała listę zadań pięć razy dziennie, choć Ellie nigdy jej o to nie prosiła. I zamiast być wdzięczna, coraz bardziej nienawidziła zarówno tabletu, jak i Uli. Jedno i drugie wciąż jej przypominało, jak daleko jest do końca listy. Czasem miała ochotę wcisnąć dziewczynie do gardła ten elektroniczny gadżet.

Dawniej miała nadzieję, że będąc szefem własnej firmy, zatrudni dość odpowiedzialnych pracowników, by mieć na kogo zrzucić lwią część roboty. Z czasem jednak zaczęła się godzić z etykietką „pieprzonej zosi samosi”, którą rzucił jej ongiś w twarz rozzłoszczony były chłopak.

Zerknęła na zegarek. Dwudziesta druga dziesięć. To oznacza, że już się spóźniła na uroczystą popijawę ku czci dyrektora produkcji, któremu właśnie urodził się syn. Wątpliwe, czy ktokolwiek wziął na poważnie jej solenną obietnicę, że się zjawi. Rzadko znajdowała czas na kontakty towarzyskie. Zachęcała do nich swoich pracowników i nawet subsydiowała firmowy klub, ale sama nie miała czasu w nim bywać. Mimo wszelkich starań czas wyciekał jej z rąk jak szalony.

Ziewnęła przeciągle i wyjrzała przez olbrzymie okno. Jej ostentacyjnie nieostentacyjny gabinet mieścił się na siedemdziesiątym pierwszym piętrze londyńskiego Sharda; panoramiczny widok rozciągał się hen, za drugi brzegi Tamizy, upstrzony barwnymi światłami iluminującymi niebo jak okiem sięgnąć.

Zrzuciła z nóg szpilki Miu Miu i boso podeszła po białym dywanie do barku. Wzgardziła solidnym zapasem win, szampanów, wódek i whisky; zamiast nich wybrała jedną z tuzina aluminiowych puszek z napojami energetycznymi. Wlała płyn do szklanki z paroma kostkami lodu i pociągnęła długi łyk. Uświadomiła sobie nagle, że wystrój biura jest tak samo oszczędny jak jej domu. Nie mówił absolutnie niczego o właścicielce. Ale jeśli człowiekowi jest właściwie wszystko jedno, prościej zapłacić fachowcom, żeby urządzili wnętrze.

Dla Ellie priorytetem była firma, nie wzór cienkiej egipskiej bawełny pościelowej ani to, ile obrazów Davida Hockneya wisi na ścianach, a ile kryształowych wisiorków migocze na zdobiącym hol żyrandolu.

Wróciła do biurka i niechętnie zerknęła na plan jutrzejszych zajęć, sporządzony już przez Ulę. Czekała na kierowcę i szefa ochrony, Andrieja, który miał ją odwieźć do domu. Tam zamierzała jeszcze przeczytać korekty działu PR do przemówienia, jakie miała wygłosić podczas konferencji prasowej w związku z wprowadzeniem na rynek najświeższej aplikacji. To novum mogło zrewolucjonizować branżę, musiała więc dopilnować, żeby wszystko grało.

O wpół do szóstej rano była umówiona w swoim domu w Belgravii z fryzjerką i makijażystką. Potem miała udzielić studyjnych wywiadów dla CNN, BBC, News 24, Fox News i Al-Dżaziry. Później porozmawiać z dziennikarzem „The Economist”, zapozować do kilku zdjęć dla agencji prasowej i z Bożą pomocą znaleźć się z powrotem w domu przed dziesiątą rano. To chyba nie najlepszy sposób na sobotni ranek, pomyślała.

Rzeczniczka prasowa firmy uprzedziła agencje, że szefowa będzie rozmawiać wyłącznie o sprawach zawodowych i nie życzy sobie absolutnie żadnych pytań o swoje życie prywatne. Między innymi dlatego Ellie nie zgodziła się na artykuł w „Vogue’u”, któremu miała towarzyszyć sesja fotograficzna przed kamerą legendarnej Annie Leibovitz. Sążnisty artykuł przysporzyłby jej rozgłosu i stałby się źródłem przedruków na cały świat, ale nie był wart ceny, jaką byłby uszczerbek w jej prywatności. I tak już dostatecznie ucierpiała w ciągu ostatnich lat.

Ellie z zasady trzymała prasę na dystans. Oprócz tego nie miała zwyczaju komentować zarzutów pod adresem firmy. Ufała PR-owcom, że poradzą sobie z każdą krytyką. Wiele ją nauczyły błędy nieżyjącego już Steve’a Jobsa i jego wypowiedzi w związku z wadliwą anteną iPhone’a 4. Sporo go kosztowały; ucierpiał wizerunek zarówno marki, jak jej twórcy.

Na biurku zaświecił się wyświetlacz prywatnej komórki. Niewielu ludzi znało ten numer i jej prywatny adres mailowy – ledwie tuzin z czterech tysięcy pracowników firmy, no i oczywiście członkowie rodziny, których prawie nie widywała, bo nie miała na to czasu. Nie to, że rzadko o nich myślała – w ciągu lat wydała fortunę, żeby jakoś im zrekompensować własną nieobecność. Wszystko sprowadzało się w gruncie rzeczy do niedostatecznej liczby godzin w dobie oraz braku wzajemnego zrozumienia. Ellie nie miała dzieci, oni tak. Za to oni nie mieli na swoich barkach wartej wiele miliardów firmy – a ona owszem.

Podniosła telefon i rozpoznała wyświetlony adres poczty elektronicznej. Zaciekawiona otworzyła wiadomość. Potwierdzona zgodność DNA – przeczytała. Ściągnęła brwi. Mimo że już dawno temu sama zarejestrowała się w serwisie, jej pierwszą reakcją było instynktowne podejrzenie, że ktoś z pracowników robi ją w konia.

Ellie Ayling, Twoim idealnym partnerem jest Timothy, płci męskiej, zamieszkały w Leighton Buzzard w Anglii. Przeczytaj zamieszczoną poniżej instrukcję, by otrzymać kompletny profil.

Ellie odłożyła telefon na biurko i przymknęła oczy.

– Tylko tego mi jeszcze potrzeba – mruknęła pod nosem i wyłączyła aparat.

6

MANDY

– Odezwał się?

– Wysłał ci esemesa czy mail?

– Gdzie mieszka?

– Gdzie pracuje?

– Jaki ma głos? Niski i seksowny? Mówi z akcentem?

Mandy niemal skuliła się pod naporem pytań. Jej trzy siostry i matka obsiadły kuchenny stół głodne wieści o „idealnym” Richardzie. Równie zachłannie rozebrały między siebie cztery pizze na wynos, chleb czosnkowy i sosy.

– Nie. Nie – odpowiadała kolejno. – W Peterborough. Jest osobistym trenerem. Nie wiem jeszcze, jak brzmi jego głos.

– Pokaż zdjęcie – rozkazała Kirstin. – Umieram z ciekawości!

– Mam tylko kilka, które ściągnęłam z jego profilu na Facebooku.

W rzeczywistości miała ich blisko pięćdziesiąt, ale nie chciała zdradzić, jak bardzo się napaliła.

– O Boże! – wykrzyknęła nagle matka. – Nie chcesz nam pokazać, bo przysłał ci zdjęcie swojego wacka, tak?

– Mamo! – żachnęła się z oburzeniem Mandy. – Przecież wam mówię, że nawet jeszcze ze sobą nie rozmawialiśmy. I nie widziałam zdjęcia jego wacka.

– Skoro mowa o wackach, chętnie bym coś wtrząchnęła. – Paula podała Mandy ćwiartkę pizzy, lecz ta pokręciła głową. Siostry były zamężne; mogły się obżerać do nieprzytomności, ale ona musiała uważać na to, co je. I nie miało znaczenia, że wypadał akurat jej „dzień dziecka” – dwudziestoczterogodzinny urlop od diety. Wyczytała w „Grazii”, że czasem jeden kęs może stanowić o różnicy między rozmiarem czternaście a szesnaście.

Wyszukała zdjęcie z Richardem na plaży i puściła telefon obiegiem wokół stołu.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Dopasowani 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Alienista Zamęt Mężczyzna, który gonił swój cień Przeklęty prom Szóste okno Belfer