Być jak Pągowski

Być jak Pągowski

Autorzy: Dorota Wellman Andrzej Pągowski

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 384

Cena książki papierowej: 44.99 zł

cena od: 27.50 zł

„Pan to ma fajnie panie Pągowski” – Andrzej Pągowski często słyszy te słowa. Ale czy wypowiadający je zastanawiają się, co to naprawdę znaczy: być Pągowskim?
Są takie życiorysy, w których sztuka i życie płynnie się przenikają. I choć jest tak również w przypadku Andrzeja Pągowskiego, Dorotę Wellman bardziej interesuje to drugie. i smak sukcesu.
Kultowe plakaty i ilustracje Pągowskiego znamy wszak wszyscy, ale czy wiemy, kim jest on sam?
Rozmowa pary przyjaciół nie jest łatwa i gładka. Słynąca z ciętego języka i stawiania trudnych pytań dziennikarka wydobywa z artysty szczere do bólu wyznania, zmusza do refleksji nad własnym życiem, tym, co je kształtowało, konsekwencjami dokonywanych wyborów. Ten wywiad to spowiedź Andrzeja Pągowskiego. Ale także rodzaj terapii: uzależniony od pracy jak od narkotyku artysta przyznaje, że ceną za realizację pasji i sukces jest samotność.

„Mało jest rzeczy równie satysfakcjonujących jak odczytywanie aluzji. Obrazowe aluzje Pągowskiego, zwłaszcza przekładające się na słowa, od dawna dostarczają mi radości – i dają do myślenia. Lubię czytać jego obrazy” – Jerzy Bralczyk

„Podziwiałem Andrzeja Pągowskiego od dziecka. Miłość do jego twórczości wpoiła mi mama, która darzyła Andrzeja szacunkiem i podziwem. Teraz czytam historię człowieka, z którym się przyjaźnię, na przemian śmiejąc się i wzruszając. To niesamowita rozmowa o sztuce, pasji i ogromnej miłości do życia i ludzi. Dziękuję, Andrzeju, że jesteś” – Borys Szyc

„To wielkie szczęście robić w życiu to, co się lubi. Andrzej Pągowski jest szczęściarzem, wciąż nienasyconym i nieznudzonym tym, co tworzy. Historia jego plakatów to kawał historii polskiej kultury, o czym z pasją opowiada Dorocie Wellman” – Grażyna Torbicka

Redakcja: Paweł Goźliński

Korekta: Jacek Bławdziewicz, Agnieszka Sowińska Kreacja Pro

Przygotowanie zdjęć do druku: Małgorzata Charewicz

Fotoedycja: Katarzyna Stańczuk

Projekt graficzny okładki, makiety i skład: Magda Błażków, KreacjaPro

Projekt wyklejki: Andrzej Różycki

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© copyright by Agora SA 2017

© copyright by Andrzej Pągowski & Dorota Wellman 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2017

ISBN: 978-83-268-2053-3 (epub), 978-83-268-2054-0 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Szybka sztuka

Faceci i morze miłości

Kościotrupy i gołe baby, czyli początki

Marsjanin i cenzorzy

Społecznik plakatowy

Reklama, czyli jasne, że ciemne

Ja i ludzie

Przypadek Kieślowski

Zawsze Świerzy

Przyjaźń

Wróżka

Anioły i sowy

Łuki Erosa

Przygody z fryzjerami

W rezerwie kobiet

Pan od teledysków

Komputer i młodzi

Strach

Pracoholizm

Ja, Pągowski

Samotność

Patriotyzm

PĄGOWSKI ©

O PĄGOWSKIM

POSTSCRIPTUM

Autorzy zdjęć

1977. Brązowy medal na Międzynarodowym Biennale Grafiki Użytkowej w Brnie w 1978. Pierwszy wydany drukiem plakat od razu nadał ton mojej twórczości

Szybka sztuka

Z jakich plakatów jesteś najbardziej dumny?

Nie ma takich, wiesz?

Nie masz takich ukochanych dzieci? A może po prostu każde ostatnie dziecko jest najbardziej ukochane?

Jutrzejsze!

Jutrzejsze?!

Robienie dziecka mnie bawi.

To jest przyjemna robota!

Najprzyjemniejsza (śmiech). Nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, ale naprawdę tracę sentyment do rzeczy oddanej. Plakaty sprawiają mi przyjemność, lubię na nie patrzeć, ale szczerze powiedziawszy, nie ma we mnie potrzeby siedzenia i rozpamiętywania, co zrobiłem, bo czasami mnie wkurza, że na przykład gdybym miał jeszcze chociaż dwa dni więcej, tobym zrobił to inaczej.

Może tak musi być? Może to jest taka szybka sztuka?

Oczywiście, że to szybka sztuka. Dlatego tak trudno jest mi w przypadku malarstwa, którym od kilku lat również się param.

A wiesz, co mówią o sztuce plakatu? Że to sztuka dla leniwych artystów – szybko zrobisz, szybko oddasz, nie musisz cyzelować, nie musisz się długo pochylać nad płótnem. Że plakaty robią lenie.

Dla mnie to nie jest kwestia lenistwa, tylko umiejętności szybkiej pracy, znajdowania skojarzeń. Plakat ze swojej natury jest skrótem, wymaga wywołania natychmiastowej reakcji, nie jest – jak malarstwo – przeznaczony do kontemplowania. Ma uderzyć widza, a potem znika, bo przecież zawodowe życie plakatu jest krótkie. W przeciwieństwie do życia malarstwa – obraz na ścianie ma wisieć lata albo i wieki. Co prawda dzisiaj plakaty zdobią galerie i mieszkania. Są traktowane jako dzieła sztuki, ale ich podstawowe przeznaczenie to ulica i ten krótki okres działania.

Od niedawna również malujesz.

Tak, sprawia mi to coraz większą frajdę. Ale nie pracuję jak typowy artysta malarz, który coś namaluje, a potem szuka nabywcy czy wstawia obraz do galerii. Ja tworzę obrazy tylko wtedy, kiedy ktoś je zamówi lub gdy galeria zaproponuje mi zorganizowanie wystawy. Kiedy Joasia Sarapata – którą znam i uwielbiam od wieków – zwróciła się do mnie z propozycją zorganizowania wystawy, wszystkie akty kobiece namalowałem specjalnie na tę wystawę To samo było przy wystawie „Cyrk”. Czyli znowu tak jak w plakacie – mam zamówienie i termin. Żeby pracować, muszę być pod presją.

Na wystawie malarstwa „Cyrk” w galerii Sarapata w Warszawie, 2012

Duża liczba zamówień zmieniła tryb twojej pracy?

W zasadzie od skończenia studiów zawsze miałem dużo roboty. Tyle że kiedyś byłem tylko artystą grafikiem, potem doszła do tego praca w redakcji „Playboya”, od kilkunastu lat również praca biznesmena (prowadzę własne studio graficzne), a od kilku – jak już zauważyłaś – malarza.

Pracujesz wieczorem?

Pracuję cały dzień, ale swoje prace tworzę zawsze tylko w nocy. Dzień jest przeznaczony na bieganie, załatwianie, spotykanie się, rozmawianie, szukanie. Kiedyś, żeby zrobić te kilkadziesiąt plakatów w roku, w ciągu dnia trzeba było się spotykać z twórcami, chodzić na projekcje, próby w teatrach, potem na kolaudacje, czyli oceny pracy, czasami było się wzywanym przez cenzurę, a czasami przez inną instytucję. Teraz dzień to moja firma, rozmowy z moimi grafikami, spotkania z klientami, prezentacje. Natomiast po powrocie z firmy, kiedy cały dom już pójdzie spać, zaczyna się rysowanie i malowanie.

Teraz mamy godzinę 11 rano i miło mi się z tobą rozmawia o tej porze, ale cały świat, otoczenie, ruch przeszkadzają mi. Nie skupiłbym się na tworzeniu.

Pierwsza okładka polskiej edycji miesięcznika „Playboy” z moją ilustracją, grudzień 1992. Tylko raz dyrektor artystyczny pisma może wykonać graficzną okładkę. Potem to już zawsze musi być zdjęcie. Dlatego ta okładka jest unikatowa

W dzień nosisz się z pomysłem, w nocy rysujesz i rano to sprawdzasz, tak?

Tak. Teraz troszkę przeszkicowałem w myślach plakat, nad którym właśnie pracuję...

Zbrodnia i kara? Teraz, w czasie rozmowy? W głowie?

Tak. Bo przyłapałem się właśnie na tym, że poszedłem w złym kierunku. Za dużo elementów. Wystarczy jeden, ale powinien być jednak przedstawiony inaczej. Wtedy plakat będzie lepszy. Tam jest osoba, siekiera, cień. Jak usunę rysy twarzy i pozostaną tylko łzy, które potem w cieniu są jak krople krwi, będzie lepiej. Jak powstanie, będziesz wiedziała, o co mi chodzi. Nie uniknę rysowania w czasie rozmowy.

2017. To właśnie ten plakat wymyśliłem, rozmawiając z Dorotą

Więc twoje prace powstają zawsze tylko w nocy?

Od 40 lat. Na każdym etapie życia, w każdym otoczeniu, czekałem, aż świat za oknem zacznie usypiać. Kiedy się to wszystko trze – opony o asfalt, ludzie o siebie – wydziela się jakaś energia, która cały czas mówi: „włącz się, myśl, posłuchaj, o czym tu mówią, zobacz”. W momencie gdy wszystko zaczyna przygasać, jest mi łatwiej. Wielokrotnie próbowałem pracować w ciągu dnia. Na przykład są weekendy, kiedy muszę pracować. Siedzę do godziny 13 w pracowni i udaję... Sam siebie oszukuję. Miałem kiedyś pilne zlecenie, więc siedziałem w sobotę. Powiedziałem żonie: „Przepraszam, muszę popracować”. Poszedłem do pracowni, siedziałem godzinę i w pewnym momencie pomyślałem: „Ale co ty chcesz sobie udowodnić? Że możesz? Nie możesz!”. Oczywiście absolutnie nic przez tę godzinę nie zrobiłem. Próbowałem jakichś wybiegów – zasłoniłem wszystkie okna, żeby było ciemno, telefon zostawiłem w kuchni, ale to też nie pomogło. Co chwilę słyszałem, jak na dole syn coś woła, coś spadło, zadzwonił telefon i ciągle sobie myślałem: „A co oni tam robią?”, „A kto dzwoni?”. I nagle mi się przypomina: „Aha! Czekaj! Ja miałem zadzwonić! Ale nie zejdę po telefon, bo się połapią, że nie pracuję”. I tak się męczyłem tę godzinę. W końcu stwierdziłem, że to nie ma sensu. Wieczorem usiadłem i zrobiłem to bez problemu – skończyłem o godzinie trzeciej. Jest to chyba spowodowane tym, że mam naturę ADHD-owca. Dla mnie uczestniczenie w jakimś przepływie energii, w ruchu jest rzeczą, z którą nie bardzo umiem sobie poradzić. Wciąga mnie totalnie. Czuję się inaczej w momencie, kiedy dom usypia, kiedy dzieci idą spać, kiedy jest cisza. Można się skoncentrować. Chociaż większość osób wie, że można do mnie dzwonić po godzinie 22... I czasami dzwonią. To mi jednak specjalnie nie przeszkadza, kiedy już zacznę malować, mogę gadać. Najtrudniej jest zacząć.

A szkicujesz wcześniej?

Ostatnio do tego wracam. Ponadto przeglądam bardzo dużo materiałów w internecie. Kiedy robiłem Paganiniego, przejrzałem kilkadziesiąt różnych zdjęć, ujęć, grafik, portretów, nawet plakatów. Zobaczyłem, w jakim kierunku pójść, bo akurat dla tego teatru ważne było, żeby to był w pełni Paganini.

2012

Kiedy robiłem ostatnio plakat dla Teatru Variété w Krakowie do spektaklu w stylu kabaretu z lat 20., dwa dni siedziałem w sieci i przeglądałem grafiki i plakaty z tego okresu. W pewien sposób się ładowałem, równocześnie cały czas w głowie kombinując. Kiedy już się otoczyłem tą całą wiedzą, siadałem do roboty.

2017

Na czym rysujesz? Na kartonie?

Podobnie, ale inaczej. Karton zastąpił mi tablet, ołówek i pędzel – rysik, a efekt widzę na ekranie komputera.

Rysujesz w komputerze i wysyłasz to, co narysujesz?

Oddaję to do mojej pracowni. Współpracujący ze mną grafik robi typografię, czyli napisy. Były kiedyś plakaty, na których napisy robiłem sam odręcznie, ale obecnie większość klientów wymaga zaprojektowania napisów czcionką. Nie przepadam za tym, dlatego od kiedy mam firmę, zawsze jest w niej ktoś taki, kto zajmuje się typografią i komu ufam. Kiedyś robił to dla mnie Maciek Kałkus, a teraz od wielu lat Magdalena Błażków. Z Magdą przez lata nauczyliśmy się wspólnej pracy i teraz to już jest nie tylko typografia. Tworzymy razem wiele projektów. Taki duet. Trochę jak Lennon i McCartney. Najpierw pracujemy osobno, a potem ona to łączy w całość i pokazuje mi do korekty. Zdarza się, że wywraca mój pomysł do góry nogami. Gdy napisy są już zrobione, studio DTP robi przygotowalnię [DTP (ang. Desktop Publishing) – termin oznaczający komputerowe przygotowanie materiałów do druku] i plakat jedzie do drukarni.

Z Magdą Błażków przy pracy w siedzibie Kreacji Pro. Od kilkunastu lat Magda jest autorką opracowań typograficznych moich plakatów

A na czym malowałeś dawniej? Na kartonie?

Pamiętasz, jak mnie zaskoczyłaś kiedyś w telewizji, pokazując projekt plakatu Stan strachu, który właśnie wrócił z nagrodą z Los Angeles? Pokazałaś drugą stronę projektu i było widać, że został namalowany na kartonie z odpadów drukarskich. Dokładnie to było chyba opakowanie od jakiejś gry planszowej.

Nagradzany na zagranicznych festiwalach „Stan strachu” z 1989 roku (pierwsza nagroda w kategorii Plakat Europejski w konkursie The Hollywood Reporter 19th Annual Key Art Awards w Los Angeles, Best of Show w kategorii plakatów kinowych na tym samym konkursie) i tył kartonu, na którym został namalowany. Lubiłem te tekturowe odpady. Były szlachetne

Na początku, na studiach, oryginały plakatów malowało się od razu w formacie docelowym, B1, czyli na kartonie 70 na 100 centymetrów. Wtedy rozpieprzyłem sobie kręgosłup. Nie ma takiej możliwości, żeby siedzieć wygodnie przy stole i malować sobie B1. Żeby malować B1, musisz mieć deskę kreślarską, stać i cały czas się nachylać. I tak było przez pierwsze lata. A4, czyli małe formaty, zacząłem robić dopiero w latach 80., kiedy pojawiły się dobre skanery. Dużo jeździłem do drukarń. Patrzyłem, jak drukarze drukują, i przekonałem się, że są drukarnie, do których możesz „włożyć” A4 i wyciągnąć z tego formatu dobry plakat. I wtedy bardzo chętnie zmniejszyłem B1 na A4, dzięki czemu siedziałem przy stole bez nachylania się. Zawsze interesowało mnie to, co dzieje się dalej z moim projektem, i ta wiedza procentowała. Wiele zawdzięczam już nieistniejącej drukarni WDA na ul. Kowalczyka w Warszawie. Od początku mojej kariery jej pracownicy z dużą życzliwością wyjaśniali mi tajniki poligrafii. Ówczesny dyrektor drukarni Dariusz Stefańczak przygarnął mnie, oferując lokal dla założonej w 1989 roku przeze mnie wraz z Maćkiem Kałkusem Agencji Reklamowej Studio P.

A wracając do kartonu – zawsze lepiej malowało mi się na wyszperanych w zaprzyjaźnionej drukarni kartonowych odpadach niż na specjalnie do tego przeznaczonych, czyściutkich i nijakich, kupowanych w sklepie arkuszach.

A przy czym dziś siedzisz? Przy biurku?

Nie.

Masz stół, taki jak kreślarski?

No nie! Mam w domu, w pracowni, blat wielkości sześciu metrów kwadratowych, cały zawalony płytami i innymi szpargałami. Pracownia zbudowana jest specjalnie dla mnie. Wszystko jest pod ręką – półki, książki, płyty. Jak już tam usiądę, to się nie ruszam. Ale mam też wygodny fotel do odpoczynku. No i dziesiątki aniołów dookoła.

Pracownia w domu i jeden z aniołów

Słuchasz muzyki, kiedy tworzysz?

Zawsze. Mam głośniki jak piece. Dwa duże, subwoofer i jeszcze z tyłu dwa małe. Na ogół staram się nie szaleć z głośnością, ale wczoraj akurat nie było w domu rodziny, więc sobie ostro posłuchałem Prince’a, tak na cały regulator. Szkoda, że go już nie ma. A potem była płyta Nergala i Portera. Tak dla zmiany.

Masz wtedy takiego kopa?

Wstyd powiedzieć...

Ale poczekaj, to genialne!

Tak zapieprzała ta muzyka, że po prostu... Kocham to, ale pomyślałem wtedy: „Cholera, a jakbym mieszkał w bloku?”.

Tobyś włożył słuchawki.

Coś ty, nie mogę. To jest rzecz, której nie cierpię. Słuchawki to zupełna tragedia! W ogóle nie umiem słuchać muzyki przez słuchawki. Jak hukną piece, jest dopiero frajda! Słuchawkom mówię nie! Nie znoszę ich, źle się w nich czuję, uszy mnie od nich bolą. No, może duże bezprzewodowe, ale to ciągle nie to.

Pijesz kawę?

Teraz nie. Kiedyś uwielbiałem cappuccino albo latte rano, w ciągu dnia, a nawet, ku przerażeniu moich wyrafinowanych przyjaciół, po obiedzie, ale ostatnio po ostrej diecie przestała mi smakować.

A pijesz herbatę?

Dużo herbaty, ostatnio głównie miętowej, zielonej. I moje niedawne odkrycie: „Dotyk Anioła”. I jeszcze jogurt lub dobry kefirek. Wypijam ich cztery, pięć dziennie. Białe kupy się potem robi (śmiech).

Ale od kupy wróćmy do plakatu. Jest dla niego dobry czas? Bo był taki moment, kiedy plakat stał się wyłącznie fotograficzny i wtedy rozpaczałeś, że umarło twoje miasto plakatów i że naprawdę dla ciebie nie będzie szans. A teraz słyszę: „Tu robię plakat taki, tu robię plakat do tego”. Zmieniło się coś?

Na pewno robi się nieporównanie mniej plakatów graficznych niż kiedyś. Ja zawsze miałem robotę, ale to nie świadczy o tym, że sytuacja jest dobra. Spójrz na ten słup ogłoszeniowy! Przecież to jest tragedia, no nie? Niestety, większość tak wygląda! A przecież ktoś to projektuje. Zobacz, co tu się dzieje! Plakat Teatru Kwadrat, masa napisów, żenujące zdjęcia. Kompozycja i typografia koszmar. Widać to trafia do ich odbiorcy.

Może dobry ich nie interesuje.

Szkoda, że dobry teatr wydaje pieniądze na coś takiego, a nie na plakat, który w jakiś sposób przyciągnąłby uwagę, zaintrygował. A osoby zainteresowane resztę zobaczyłyby na stronie internetowej. Nawet totalną komercję można zrobić z klasą.

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Jest lepiej?

W tej chwili ogólnie jest dobry czas dla designu, bardzo dobry czas dla ilustracji. Coraz więcej gazet zamawia ilustracje... i fatalnie płaci. Młodzi graficy popełnili błąd, bo zgodzili się robić prawie za darmo! Nie wolno tak pracować! Sztuka musi kosztować. Wkurza mnie, że za zdjęcia stockowe, które ktoś kiedyś zrobił i które każdy może kupić, klient jest gotów zapłacić więcej niż za oryginalny, autorski rysunek wykonany na zamówienie. Chociaż i ze zdjęciami też już zaczyna być różnie.

Młodzi chcą robić!

No, chcą robić... i potrafią.

Jest teraz bardzo dużo dobrych ilustratorów, dużo świetnych plakacistów. Myślę, że od strony projektowej ta dyscyplina ma się w Polsce zupełnie nieźle. Jest co prawda troszeczkę monotonna, bo mało jest ludzi, którzy mają grafikę „w łapie”. Dużo jest takich, którzy korzystają z komputera, z programów graficznych, a to w oczach przeciętnego widza upodabnia do siebie poszczególne prace. Skończyły się czasy wielkich indywidualności.

Mnie interesuje przede wszystkim to, jak twórca myśli. Jest na przykład taki duet: Jerzy Skakun i Joanna Górska. To są inteligentni ludzie. Robią swoje rzeczy prosto. Pomysły są czasami bardziej finezyjne, czasami mniej, ale są inteligentne. Cenię też to, co robią Jan Bajtlik, Kuba Sowiński, Lex Drewiński, Eugeniusz Skorwider czy Mirosław Adamczyk.

Korzystasz z grafiki komputerowej?

Wszyscy wyobrażają sobie, że skoro pracuję na komputerze, to robię to, co potocznie nazywa się grafiką komputerową. Nie! Dla mnie komputer jest po prostu kolejnym, inaczej skonstruowanym narzędziem do malowania i rysowania. Różnica jest taka, że to narzędzie nie składa się z trzonka i włosia czy grafitu i obudowy, ale z rysika i tabletu. Na przykład wczoraj, robiąc plakat, używałem aerografu, pasteli, tuszu i czegoś tam jeszcze. Wybieram narzędzie i rysuję, maluję własną ręką. To, że narzędzia są w programie komputerowym, a nie w pojemniku na stole, sprawia, że po prostu od razu mam cyfrową wersję plakatu do oddania do dalszej obróbki. Gdybym go namalował na kartonie, trzeba by go jeszcze zeskanować. Wszystko rysuję swoją ręką, stawiam swoje kreski, nie korzystam z gotowych wzorów, szablonów, czasem używam filtrów lub aplikacji do przetwarzania grafiki. Nie jest tak, że biorę program, który robi coś za mnie. Czasami pracuję w najprostszych programach graficznych, które często służą dzieciom do zabawy i stawiania pierwszych kroków komputerowych. Zresztą są nawet nie do końca kompatybilne z programami do druku. Tak naprawdę gdyby nie to, że od wielu lat mam agencję, która mi pomaga DTP-owo, musiałbym się tego po prostu nauczyć. To, że wolę to zlecić, to jest mój wybór, bo ja strasznie lubię pracować z ludźmi. Otoczyłem się grupą fajnych osób, które mi pomagają – obrabiają moje projekty, robią napisy. Od lat fotografuje dla mnie Krzysztof Kupczyk, który wystąpił ze mną w filmie Miasto plakatów Franciszka Kuduka. Kiedy robię obrazy, od lat Witek Hyszko przygotowuje je do druku na płótnie, a Kasia Ciemny wspomaga mnie DTP-owo. Dużo pracuję z firmą Plupart i Krzysztofem Radzikowskim, który wspomaga mnie szczególnie przy moich eksperymentach z grafikami z telefonu czy tabletu. Mam do nich duże zaufanie. Nie muszę się dzięki temu bawić w te wszystkie techniczne niuanse.

Krzysztof Kupczyk i Edward Lutczyn w Studio P

Z Krzysztofem Radzikowskim w Pluparcie

Zrobiłeś z tego trochę taką fabrykę plakatu...

Można powiedzieć, że jest to fabryka, ale tego wymagają dzisiejsze czasy. Zresztą chyba nikt nie oczekuje, że artysta sam wyprodukuje sobie farby, wybierze świnię na pędzle, a namalowawszy obraz, oprawi go własnoręcznie, usiądzie na rynku i sprzeda.

A gdzie tu jest sztuka?

We mnie. Na samym początku i w produkcie finalnym. Poza tym ludzie, z którymi na co dzień pracuję, tę sztukę czują. Jeżeli wysyłam moje projekty do Witka, który przygotowuje je na płótno, to on doskonale wie, co zrobić, żeby one się dobrze na tym płótnie wydrukowały, tak żebym był zadowolony. W Mirage Studio, gdzie od lat drukuję płótna, ściągają dla mnie najlepsze materiały. Chce im się to dla mnie zrobić! Wiedzą, że ja nie drukuję byle czego. Będąc u nich, mówiłem: „Ten materiał jest do niczego”. Oni na to: „Panie Andrzeju, ale wie pan, to jest do banerów”. „To znajdźcie mi coś, co jest dla artystów!”. I znaleźli. Wspaniały materiał na bawełnianym podłożu, który się zachowuje jak genialne płótno, na którym mogę malować na płasko, a następnie naciągnąć na blejtram. Na poprzednich materiałach, które od nich dostawałem, to było w ogóle nie do zrobienia. Dopracowaliśmy też temat farb. Kiedyś rozmawiałem z córką Ulą, która też maluje, w sposób klasyczny, pędzlem z włosia. Ona mówi: „Boże, tato, jak ja nienawidzę naciągać tych płócien przed malowaniem!”. Odparłem: „Ja maluję na płasko, a dopiero potem naciągam płótno”, a ona pyta: „I farby ci nie pękają?”. „No wiesz, znalazłem takie, które są elastyczne”. „Nie żartuj!” – usłyszałem w odpowiedzi.

Ja muszę pracować z ludźmi, którzy nie zepsują mi efektu, do których mam zaufanie, którzy nie wydrukują mi czegoś w jednym odcieniu czerwieni, jeśli ja zaprojektowałem trzy. Jeśli gdzieś po drodze któreś ogniwo tego ludzkiego łańcucha zawiedzie, to skąd widz na ulicy, który zobaczy mój plakat, ma wiedzieć, że ja zaprojektowałem trzy odcienie? On widzi na ulicy jeden. Często słyszę tłumaczenie: „Bo to drukarnia spieprzyła” czy: „Miało wyjść inaczej”. Ale co to widza obchodzi?! On widzi na ulicy określony efekt i na pewno nie zastanawia się nad tym, czy to drukarnia źle wydrukowała, czy taki rzeczywiście był projekt. Dlatego tak ważni są ludzie, którzy chcą i potrafią uzyskać dzięki swojej pracy ten efekt, który ja wcześniej zaprojektowałem, i za to ich cenię. Oni są częścią mojego sukcesu.

Z Franciszkiem Starowieyskim na mojej wystawie w Galerii Grafiki i Plakatu na Hożej 40

Z Edwardem Lutczynem w Studio P

Z Jakubem Bierzyńskim w Studio P

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Być jak Pągowski Siedem lat później Kalendarzyk niemałżeński 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI