Stalin i naukowcy

Stalin i naukowcy

Autorzy: Simon Ings

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Historia Popularnonaukowe Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 520

Cena książki papierowej: 49.99 zł

cena od: 27.05 zł

Simon Ings kreśli błyskotliwe portrety spektakularnych karier i upadków radzieckich naukowców, którym władza dała szansę na prowadzenie badań z pogranicza nauki i blagi. Byli wśród nich Ilja Iwanow, który próbował inseminować szympansy ludzkim nasieniem, by stworzyć ich krzyżówkę, bawiący się w Boga Trofim Łysenko, Aleksandr Bogdanow, który stał się ofiarą własnych eksperymentów z transfuzją krwi, a nawet Stalin, który próbował hodować cytryny w chłodnym klimacie, poprawiał muzykę Szostakowicza i napisał idiotyczny traktat o lingwistyce. Ings doskonale opowiada o uwikłaniu naukowców, którzy stawali przed alternatywą: służyć swoją wiedzą złu czy zachować życie. A także o tym, do jakich nadużyć i zbrodni musi dojść, kiedy nauka zaczyna służyć ideologii.

„Książka Simona Ingsa jest dreszczowcem, choć to opowieść o naukowcach i nauce. Jednak takiej nauce, w której ostatnie słowo należało do niedouczonego duchownego i terrorysty z zawodu Józefa Stalina. Był pewien, że wszystko wie najlepiej, bo kierował się jedyną słuszną teorią, w której nie było miejsca ani dla cybernetyki, ani dla genetyki. A jeśli uczeni nie chcieli tego uznać, ostatecznym argumentem w dyspucie był gułag albo kula. Akademik Wawiłow umierał w więzieniu, gdy jego następca, dyletant Trofim Łysenko obiecał nakarmić naród zmodyfikowanym bez użycia genetyki bezwartościowym chwastem. Na tę szarlatanerię wódz wydzielał krocie, a w kraju, który nie tak dawno karmił Europę, z głodu umierały miliony obywateli. Tak, książka Simona Ingsa jest dreszczowcem. Bez jednego zmyślenia” – Wacław Radziwinowicz

O Autorze:
Simon Ings urodził się w 1965 r. w Horndean. Ceniony angielski pisarz, redaktor prestiżowego pisma „New Scientist”. Regularnie publikuje w pismach: „The Guardian”, „Independent”, „The Times” oraz „Nature”. Mieszka i pracuje w Londynie.

Tytuł oryginału: Stalin and the Scientists. A history of triumph and tragedy 1905–1953

Redakcja: Jacek Rakowiecki

Korekta: Teresa Kruszona

Projekt graficzny okładki za oryginałem: Elżbieta Wastkowska

Opracowanie graficzne i skład: PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN®

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

© copyright by Agora SA 2017

© copyright by Simon Ings 2017, first published in 2016 by Faber&Faber Ltd

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2017

ISBN: 978-83-268-2055-7 (epub), 978-83-268-2056-4 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

Przedmowa

Prolog. Punkty zapalne (1856–1905)

Część pierwsza. Kontrola (1905–1929)

1. Uczeni

2. Rewolucjoniści

3. Przedsiębiorcy

4. Robotnicy

5. Badania umysłu

6. Rozumienie ewolucji

7. Kształtowanie ludzkości

Część druga. Władza (1929–1941)

8. „Szturmowanie fortecy nauki”

9. Ekscentrycy

10. Prymat praktyki

11. Kooperatorka

12. Wielki patron

13. „Powiązania faszystowskie”

14. Polityka urzędowa

15. „Pójdziemy na stos i spłoniemy”

Część trzecia. Dominacja (1941–1953)

16. „Szczęśliwi sztywniacy”

17. „Mogę pójść do reaktora?”

18. „Jak ktokolwiek śmiał obrazić towarzysza Łysenkę?”

19. Podwyższona aktywność nerwowa

20. „Śmiertelna agonia była przeraźliwa”

21. Sukcesja

Epilog. Unicestwienie

Podziękowania

Bibliografia

Indeks

Przypisy

Moim dzieciom – Leonowi, który każde kolejne święta Bożego Narodzenia spędzał pod choinką zwieńczoną dekoracją z kartonu przypominającą postać Stalina – oraz Natalie, która zawsze pamiętała, aby dostarczyć klej do wykonania tej kartonowej figurki.

PRZEDMOWA

Chodźmy, bracia, zajrzyjmy do grobu, spójrzmy na popiół, na proch, z którego zostaliśmy utworzeni.

Wers z tekstu prawosławnego obrzędu pogrzebowego

Niniejsza książka – o szeroko pojętym życiu naukowym w Rosji Radzieckiej od jej początków po połowę lat 50. XX wieku – wyrosła z mojej fascynacji kimś innym niż Józef Stalin.

Klasyczne studium przypadku neuropsychologicznego spisane przez Aleksandra Romanowicza Łurię Umysł mnemonisty: mała książeczka o wielkiej pamięci (ros. Ум мнемониста: маленькая книжка о большой памяти)[1] było jedną z pierwszych książek popularnonaukowych w nowoczesnej formie – niezbyt obszernym dziełem, które w istocie nadało kształt temu całemu nowemu gatunkowi literatury. W swojej pracy Łuria opisał osobliwy świat Sołomona Szerieszewskiego, znanego rosyjskiego dziennikarza i mnemonisty, człowieka z pamięcią tak fenomenalną, że zrujnowało to jego życie.

Kilka lat temu poznałem inną niezwykłą osobę z zaburzeniami umysłu badaną przez Aleksandra Łurię i na spotkaniu z nią pojawił się pomysł napisania nowej biografii wielkiego rosyjskiego naukowca. Postanowiłem dokonać pewnego rozeznania i natrafiłem na ścianę. Bodajże najbardziej zdumiewającym osiągnięciem Łurii w całej jego karierze pełnej przecież zdumiewających dokonań naukowych była chyba umiejętność prowadzenia normalnego życia. Nic nie wiadomo o tym, by kogokolwiek zdradził albo by ktoś jego zdradził. Wiódł szczęśliwe życie rodzinne i miał doskonałe koleżeńskie relacje z wieloma znajomymi poza granicami kraju. Jego praca miała cechy nie tylko genialnego dzieła, ale i uczciwej, rzetelnej roboty. Życie osobiste i zawodowe Łurii jest nieskończenie fascynujące z punktu widzenia historii nauki, jednak z perspektywy autora biografii niewiele pozostało do powiedzenia – wyglądało na to, że właściwie wszystko już zostało o nim powiedziane.

Łuria – Żyd w państwie ogarniętym antysemityzmem – raz po raz narażał się na polityczne ryzyko, wielokrotnie był przesłuchiwany i napominany, jego majątek konfiskowano, jego dzieło zostało zakazane i skazane na zapomnienie. Kariera Łurii stanowiła wybitny przykład potwierdzający prawdziwość powiedzenia Winstona Churchilla, że sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.

Zdałem sobie sprawę, że aby zrozumieć wszelkie niuanse i wieloznaczności życia Łurii, musiałbym poznać jego świat, a im więcej się dowiadywałem o jego kraju i epoce, tym bardziej doceniałem i podziwiałem pokolenie, z którego się wywodził: młodych mężczyzn i kobiet dorastających w czasach rewolucji, ludzi, których Stalin i jego sługusy nie potrafili zastraszyć i zmusić do posłuszeństwa.

Okazało się, że wątek Łurii wplata się w znacznie większą historię: opowieść o tym, co się stało, kiedy w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku barwna grupa biednych, niedożywionych studentów, profesorów, przedsiębiorców, kolekcjonerów i – owszem, również – szarlatanów związała swoje losy i działalność zawodową z nieudolnym rządem państwowym, by stworzyć światowe supermocarstwo.

Rosyjskie elity polityczne doceniały naukę, wspierały ją, a nawet budowały wokół niej kult. Ten proces osiągnął kulminację w 1939 roku, kiedy najwyższy patron nauki radzieckiej, Józef Stalin (właściwie: Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili), ustanowił nagrodę własnego imienia przyznawaną za osiągnięcia naukowe – Nagrodę Stalinowską. W tym samym czasie „najwyższa narodowa instytucja naukowa”, Akademia Nauk ZSRR (ros. Академия Наук СССР), wybrała Stalina na honorowego członka.

Różne dyscypliny naukowe pod okiem „wielkiego naukowca”, wodza narodu – od fizyki po psychologię, od genetyki po gerontologię (radziecki wynalazek) – szukały sposobów na zażegnanie wszelkich kryzysów, z jakimi mierzył się kraj: głodu, suszy, wyjałowienia gleby, wojny, szalejącego alkoholizmu, problemu sierot, epidemii czy dramatycznie niskiej średniej długości życia (wynoszącej około 30 lat). Ich praca badawcza, pozostawione dzieła naukowe, ale i zmagania z przedstawicielami władz – wszystko to kształtowało globalny rozwój i postęp naukowy przez znaczną część minionego stulecia.

Car Aleksander II Romanow, skuteczny wódz wojskowy i zarazem dyplomata, był ambitnym zwolennikiem modernizacji. Gdy objął władzę w 1856 roku, przekształcił rosyjską armię, administrację, system podatkowy, a także zapoczątkował industrializację kraju. Jednak próby wprowadzenia kraju na tory nowoczesności przybrały katastrofalny obrót w 1861 roku, kiedy uwolnił 20 milionów chłopów pańszczyźnianych, w istocie wpędzając masy ludu w nędzę i stan bezdomności. Car Aleksander II stał się celem licznych morderczych spisków, kilka razy cudem uniknął śmierci, aż w końcu zginął w jednym z zamachów.

Mikołaj II Aleksandrowicz wstąpił na tron w 1894 roku, w czasach, gdy postępująca industrializacja Rosji doprowadziła do wykształcenia się rewolucyjnego ruchu socjalistycznego. W 1905 roku po wielu kompromitujących porażkach militarnych poparcie dla niepopularnych władz państwowych stopniało do minimum. Aż wreszcie w Sankt Petersburgu wojsko oddało strzały do pokojowej demonstracji, co zainicjowało „liberalną” rewolucję rosyjską 1905 roku.

I wojna światowa spowodowała kolejny kryzys, ujawniając fatalny stan Rosji związany między innymi z gospodarką jej zasobami naturalnymi. Straty wojenne i jednocześnie niskie zbiory płodów rolnych doprowadziły do załamania gospodarczego oraz wybuchu zamieszek w Sankt Petersburgu – nazywanym wówczas Piotrogrodem[2].

Mikołaj II abdykował 2 marca 1917 roku. Wkrótce powołano nowy prowizoryczny rząd. 7 listopada[3] władzę przejęli bolszewicy pod wodzą Włodzimierza Lenina (właściwie: Władimir Iljicz Uljanow). Nie byli w stanie jednak objąć kontroli nad całym krajem i rozgorzała zacięta wojna domowa. W 1922 roku Rosja była wyniszczona wskutek walk, masowych egzekucji oraz – w największym stopniu – klęsk głodu. Niemniej jednak właśnie ten stan permanentnego kryzysu przyczynił się w wielkim stopniu do rozkwitu wielu spektakularnych karier naukowych zaprezentowanych w niniejszej książce.

Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP – od ros. Новая Экономическая Политика) wprowadzona przez Lenina w 1921 roku rozluźniła kontrolę rządu rewolucyjnego nad gospodarką, pozwoliła na przywrócenie w ograniczonym stopniu prywatnej inicjatywy przedsiębiorczej i zapoczątkowała okres głębokich przemian społecznych i kulturowych. Nawet syn Stalina uczęszczał do eksperymentalnej szkoły, którą kierowali psychoanalitycy: Sabina Spielrein i Wiera Schmidt. Aleksiej Kapitonowicz Gastiew, uznany poeta i główny architekt rosyjskiego programu industrializacji, szkolił dziesiątki tysięcy uczniów w zakresie subtelnej sztuki inżynierii linii produkcyjnych. Jego kolega Izaak Spielrein, brat Sabiny Spielrein, uformował w Rosji społeczność psychotechniczną poświęconą dziełu fizycznej i psychologicznej emancypacji robotników. Lew Siemionowicz Wygotski oraz jego wychowankowie, Aleksander Romanowicz Łuria i Aleksiej Leontiew, podjęli się realizacji niebywale ambitnego projektu opracowania nowej psychologii – począwszy od najbardziej elementarnych zasad. Wiara w praktyczne, kliniczne doświadczenie kierowała nimi przy gruntownym przekształcaniu oddziałów szpitalnych i sierocińców, wiodła do wynalazków, takich jak wykrywacz kłamstw, a także motywowała do organizowania przedsięwzięć, takich jak ekspedycje do odciętych od świata regionów Uzbekistanu.

Po śmierci Lenina w styczniu 1924 roku Rosyjską Komunistyczną Partię (bolszewików) (ros. Российская Коммунистическая Партия (большевиков)), w skrócie: RKP(b), rozdarła zajadła walka o władzę. Naturalni następcy Lenina, w tym Lew Dawidowicz Trocki, zostali odsunięci w cień i ostatecznie wyeliminowani przez człowieka, który nawet nie odegrał istotnej roli w rewolucji z 1917 roku. Co prawda Józef Stalin należał do grona kierowniczego bolszewików na Kaukazie. Organizował oddziały paramilitarne, inicjował strajki, rozsiewał propagandę i gromadził środki finansowe poprzez napady na banki, porwania z żądaniami okupu, wyłudzenia i wymuszenia.

W 1922 roku objął stanowisko sekretarza generalnego RKP(b), ale wówczas nie była to jakaś bardzo znacząca funkcja. Stalin jednak potrafił od razu się zorientować, że stanowisko dawało mu kontrolę nad rządowymi nominacjami. Dzięki temu umiał zbudować szerokie poparcie dla siebie i wyszedł zwycięsko z walki o władzę. Władał Związkiem Radzieckim przez ćwierć wieku, stając się przy tym jednym z najbardziej wpływowych przywódców państwowych, a także jednym z najbardziej bezwzględnych dyktatorów i bez dwóch zdań największym ludobójcą w historii.

Stalin zerwał z leninowską Nową Polityką Ekonomiczną i zastąpił ją narzucanymi odgórnie pięcioletnimi planami gospodarczymi. Okazało się to korzystne dla niektórych dziedzin nauki, ponieważ gwarantowało im niemalże nieograniczone nakłady finansowe w okresach tak zwanych pięciolatek[4]. Dla innych jednak stało się katastrofalne w skutkach.

Rozwój przemysłowy w ZSRR zaprowadzano w oszałamiającym tempie. Represje stalinowskie doprowadziły do utworzenia rozległego systemu łagrów – obozów pracy przymusowej podlegających rządowemu Głównemu Zarządowi Poprawczych Obozów Pracy, określanemu skrótowo jako Gułag (od ros. Главное Управление Исправительно-Трудовых Лагерей и Колоний – ГУ-лаг). Przymusowa praca skazańców, zazwyczaj zsyłanych na Syberię, stała się istotną częścią narodowego wysiłku związanego z przyśpieszoną industrializacją kraju. Przez system obozów Gułag przeszło około 18 milionów ludzi – system ten stał się w pewnym sensie mrocznym zwierciadłem stanu państwa. Gułag zaprowadził własną politykę gospodarczą, ale również utworzył własną bazę działalności naukowej. Wielu naukowców o światowej renomie spędziło życie na pracy w „więzieniach badawczych” w łagrach.

W końcu liczyło się jedynie posłuszeństwo. Stalin uważał, że nauka powinna pozostawać w służbie państwa. W tym świetle nie powinno się pobłażać „czystej nauce”. Była ona bowiem nie tylko jałowa, ale i szkodliwa. Była czymś równoznacznym z destrukcją i uzyskiwaniem efektów przeciwnych do założonych przez władze. Z tego względu Stalin, mimo że inwestował wielkie środki w radziecką naukę, jednocześnie organizował akcje przeciwko niektórym naukowcom, nakazując w poszczególnych przypadkach na przykład zawłaszczenie ich majątku, uwięzienie czy nawet fizyczną eliminację. Bez śladu przepadła cała rzesza ergonomistów i specjalistów w zakresie psychologii pracy. Zdelegalizowano praktyki psychoanalityczne. Genetycy, botanicy i agronomowie marnieli w łagrach rozrzuconych po całym ogromnym terytorium Związku Radzieckiego.

Jeszcze większe szkody wyrządzało podejście władz państwowych do biurokracji. Poszczególne instytucje podlegały jedna drugiej, a jednocześnie obowiązywała centralizacja posunięta do tego stopnia, że koledzy często wręcz rzucali się sobie do gardeł, aby zachować posady. Co dziwne, nikt nie myślał o wprowadzeniu wieku obowiązkowego przejścia na emeryturę. Ludzie, którzy mieli szansę zyskać choć trochę realnej władzy i znaleźć się w kręgach kierowniczych – przy czym mam tu na myśli profesorów, nie polityków – kurczowo trzymali się swoich stołków. Trwała również nieustająca wojna pomiędzy poszczególnymi dyscyplinami naukowymi. Fizjolodzy atakowali psychologów. Patolodzy laboratoryjni denuncjowali patologów klinicznych...

W chwili śmierci Stalina – 5 marca 1953 roku – Związek Radziecki mógł się pochwalić najbardziej rozbudowanym i najhojniej finansowym naukowym establishmentem w całej długiej historii kraju. Był on jednak zarówno narodową dumą, jak i poniekąd pośmiewiskiem światowego środowiska intelektualistów.

Stalin i naukowcy to opowieść o politykach, filozofach i ludziach nauki, których ścieżki dobrowolnie bądź przymusowo splatały się w sposób niezwykły w ciągu mniej więcej półwiecza. Krytykowanie takiego stanu rzeczy wydaje nam się dziś czymś całkiem naturalnym. Księża nie powinni parać się polityką partyjną. Naukowcy nie powinni wyśmiewać się z religii. W rozwiniętych społeczeństwach utrzymuje się czytelne granice pomiędzy tymi dziedzinami aktywności i zupełnie odmiennymi rodzajami dyskursu. Na ogół nie poważa się tych, którzy zbaczają z własnej ścieżki i depczą trawę na cudzym podwórku.

Nie zawsze tak było. W Europie mniej więcej w połowie XIX wieku wydawało się całkiem możliwe, żeby religia, filozofia, psychologia, polityka i nauki ścisłe osiągnęły coś w rodzaju wielostronnego porozumienia. Nawet bolszewikom nieobce było odczytywanie religii w kontekście psychologicznym w taki sposób, aby na przykład wpleść ludową religijność we własne koncepcje „przyzwoitego życia”.

Stworzenie takiej wspólnej przestrzeni spotkania różnych dyscyplin wymagałoby opisywania zjawisk typowych dla poszczególnych dziedzin językiem ich części składowych. Wyobraźmy sobie na przykład, że psychologię sprowadza się do fizjologii, którą z kolei redukuje się do biologii, którą następnie redukuje się do chemii, a tę do fizyki – w pewnym zakresie taka synteza nauk była marzeniem wielu naukowców z połowy XIX wieku.

Fryderyk Engels, niemiecki filozof, który opracował zręby marksistowskiego stylu krytycznego myślenia nazywanego materializmem dialektycznym, uważał, że w pewnym momencie w przyszłości wszystkie nauki się złączą, by utworzyć jedną naukę. Rzecz jasna, owa zunifikowana nauka miałaby przynieść kolosalne korzyści społeczne całej ludzkości. Pod tym względem jego koncepcja była całkowicie, wręcz do znudzenia konwencjonalna.

Książka Stalin i naukowcy opisuje, co się stało, kiedy owo marzenie o nauce jako próbie zunifikowanego wyjaśnienia wszystkiego zaczęło upadać wskutek kolejnych odkryć naukowych. Stara się wytłumaczyć, co takie niepowodzenie oznaczało dla państwa, które usprawiedliwiało samo swoje istnienie teoriami naukowymi, jak również uznawało własny paradygmat naukowy, światopogląd marksistowski, za ukoronowanie całości XIX-wiecznych przedsięwzięć naukowych i społecznych: kompletną naukę o wszystkim. Jest to wreszcie opowieść o tym, jak niecierpliwi wyznawcy owego światopoglądu przekształcali środowisko naukowe, domagając się, by przyszłość nastała natychmiast, tu i teraz.

Nic dziwnego, że wykazywali się niecierpliwością. Nic dziwnego, że sądzili, iż może im się coś takiego powieść. Początek XX wieku był okresem traumatycznych wydarzeń, ale i głębokich przemian. W tym właśnie czasie znany nam Wszechświat powiększył się do wcześniej niewyobrażalnych rozmiarów. W 1917 roku amerykański astronom Heber Doust Curtis zaprezentował hipotezę głoszącą, że supernowa, którą zaobserwował w pewnej spiralnej mgławicy, jest znacznie oddalona od innej supernowej w naszej Galaktyce. Hipoteza przeczyła obowiązującej wówczas teorii, że mgławice to jedynie chmury gazu rozlokowane w jednej jedynej galaktyce, a nie oddzielne galaktyki. W 1924 roku jego kolega Edwin Hubble zmierzył odległości do najbliższych mgławic spiralnych. Leżały w odległości dwóch milionów lat świetlnych od Drogi Mlecznej. A Wszechświat wciąż się rozszerzał. W latach 1922 i 1924 rosyjski fizyk i pionier awiacji balonowej Aleksandr Aleksandrowicz Fridman wykazał, że materia i energia nie muszą trwać w niezmiennym stanie, a przestrzeń kosmosu rzeczywiście może się rozszerzać: jego intuicja doprowadziła potem do rozwinięcia teorii Wielkiego Wybuchu.

Widzialny świat stanowił zaledwie skromną część Wszechświata: w 1895 roku Guglielmo Marconi przesłał sygnały radiowe na falach długich na odległość ponad półtora kilometra, a od tamtej pory niemalże nie było roku, by któryś z naukowców nie ogłosił odkrycia jakiegoś nowego rodzaju promieniowania. Wszelkie takie zakrawające na fantastykę twierdzenia przyćmił w 1933 roku Fritz Zwicky, który odkrył, że znacząca część masy Wszechświata w ogóle nie może być widzialna. Ta nieobserwowalna masa zyskała potem nazwę ciemnej materii i dziś mierzy się ją pośrednio poprzez analizę oddziaływań grawitacyjnych.

W tym samym okresie okazało się, że Wszechświat podlega zupełnie niespodziewanym, niekiedy wręcz szokującym prawom. Powstały nowe dziedziny fizyki związane z takimi koncepcjami, jak teoria względności czy mechanika kwantowa. Biologia zerwała ze swoimi opisowymi początkami i przez długie lata starała się uporać z nowatorskimi ideami naukowymi, takimi jak dobór naturalny czy zasady genetyki. Gdziekolwiek spojrzeć, dostrzegało się zaskakujące wzajemne powiązania między materią żywą a nieożywioną, między zjawiskami w skali mikro i zjawiskami w skali makro. W 1917 roku William Harkins zrozumiał, że procesy jądrowe przemieniają pierwiastki lekkie w ciężkie, a nasz cały świat składa się, całkiem dosłownie, z gwiazd. W kolejnym roku francuski biolog Paul Portier dowiódł, że mitochondria zasilające komórki ludzkiego organizmu pochodzą bezpośrednio od bakterii.

W tym samym okresie świat zaczął się również wyjątkowo komplikować. W 1918 roku angielski eugenik Ronald Fisher zastosował metody statystyki do próby zrozumienia, w jaki sposób z biegiem czasu przemieniają się wielkie populacje. Jemu współcześni potrzebowali wielu lat, aby w ogóle pojąć jego wyliczenia matematyczne. W 1920 roku w Niemczech Hermann Staudinger – późniejszy laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii – rozpoczął przełomowe badania nad cząstkami dużych związków i substancji chemicznych, by z czasem ukazać światu niewyobrażalnie misternie złożony świat chemii białek.

Świat stawał się także bardziej zasobny i coraz zamożniejszy. Badania naukowe, wcześniej prowadzone głównie w laboratoriach akademickich bądź prywatnych, teraz stały się również elementem działalności przemysłowej. Nauczyliśmy się, jak produkować dobra w skali masowej. Nauczyliśmy się przewodowo przesyłać głos na odległość. Nauczyliśmy się latać.

Świat stawał się zdrowszy. Ludzie żyli dłużej i polepszyła się jakość życia. Medycyna zmieniła się nie do poznania za sprawą nowych metod kontroli bólu, teorii zarazków i bakteriologii, laboratoryjnych analiz chemicznych, nowych narzędzi diagnostycznych oraz środków farmakologicznych.

Świat stawał się mądrzejszy i bardziej świadomy. W 1894 roku hiszpański histolog Santiago Ramón y Cajal dostrzegł powiązanie pomiędzy rozwojem sieci neuronowych a nauczaniem: jego intuicje niepomiernie wzbogaciły dziedzinę fizjologii, mimo że psychoanaliza opracowana przez Sigmunda Freuda, Carla Gustava Junga i Sabine Spielrein przyjmowała zupełnie odmienne, odgórne podejście do umysłu.

W tym ogólnym zamieszaniu radzieccy naukowcy jeszcze powiększali twórczy ferment dzięki własnym wynalazkom, odkryciom i pomysłom stanowiącym zasadniczą treść niniejszej książki. Wprawdzie ich praca naukowa zazwyczaj zaczynała się od typowych zajęć zoologów, psychologów, geologów czy botaników, a do tego na ogół byli głęboko zanurzeni w nurcie tradycyjnej, opisowej, XIX-wiecznej „nauki o życiu”, to jednak większość bohaterów tej publikacji miała tak złożone i bogate życie, że zawiodło ich ono w zupełnie nowe obszary badań. Nierzadko działali też na imponującą skalę: od biologa, który czynił zapiski na temat fizjologicznych skutków wyroku śmierci, jaki otrzymał, po botanika, który wygłaszał tajne wykłady w pozbawionej światła piwnicy, podczas gdy jego żona rozsyłała paczki żywnościowe po całej Rosji; od biologa, który uciekł się do złodziejstwa, oszustwa i porwania, by sfinansować swoją pracę, po poetę ergonoma, który zbudował maszynę – klasyczną maszynę z systemem lin, dźwigni i wielokrążków – mającą produkować nowe formy istot ludzkich; od psychoanalityka, który sformułował termin „instynkt śmierci”, po zoologa, który zorganizował ekspedycję do Gwinei Francuskiej, by pozyskać tam krzyżówkę człowieka i szympansa (rok później, w 1933 roku, na ekrany kin wszedł film King Kong).

Na ogół radzieccy naukowcy byli wysokiej klasy specjalistami, którzy prowadzili pionierskie badania nad wydłużeniem ludzkiego życia, nad językiem, nad funkcjonowaniem mózgu czy nad psychologią rozwoju dziecięcego; zakładali pierwsze ośrodki konsultacji menedżerskich; obserwowali skutki oddziaływania żywej materii na skały i minerały, jednocześnie budując model ewolucji biosfery; dowodzili, w jaki sposób darwinowską teorię doboru naturalnego można pogodzić z odkryciami w dziedzinie genetyki; stworzyli podwaliny nowoczesnej ekologii; poświęcili dziesięciolecia na zgromadzenie budzącej podziw ówczesnego świata gigantycznej kolekcji nasion pochodzących ze wszystkich zakątków kuli ziemskiej. (W okresie II wojny światowej Adolf Hitler uformował specjalne komando w celu przejęcia tego banku nasion, licząc na to, że pewnego dnia uzyska kontrolę na światowymi zasobami żywności).

Ten osobliwy, niekiedy toksyczny i ostatecznie tragiczny mariaż pomiędzy władzami państwowymi a środowiskami naukowymi przyniósł ogromne straty ludzkie i niewyobrażalne koszty społeczne. Niemniej jednak ufam, że uda mi się zaprezentować i odpowiednio uhonorować także wszystko to, co nauka radziecka jednak zdołała dla nas uczynić.

PROLOG. PUNKTY ZAPALNE

(1856–1905)

Przez stulecia władze uznawały wiedzę naukową za zło konieczne[5].

Władimir Iwanowicz Wiernadski

Pomiędzy 1550 a 1800 rokiem praktycznie rokrocznie Rosja podbijała terytorium wielkości współczesnej Holandii, aż w końcu w XVIII wieku władcy rosyjscy „upajali się swoją nieograniczoną władzą i z zadowoleniem dowiadywali się od przybyszów z Zachodu, że ich ojcowizna jest większa niż cała powierzchnia Księżyca”[6].

Dla Rosji pozbawionej naturalnych granic geograficznych jedynym środkiem obrony było kontrolowanie sąsiadów i wykorzystywanie ich jako buforu w razie potencjalnego ataku. Do XIX wieku państwo stworzyło największą stałą armię w Europie – armię, która nawet w czasach pokoju pochłaniała niemalże dwie trzecie rocznego budżetu narodowego. (Dla porównania: na edukację i służbę zdrowia przeznaczano zaledwie siedem procent budżetu).

Imperium rosyjskie przypominało kolosa na glinianych nogach: ogromny zespół zacofanych kolonii spajanych w prowizoryczną całość jedynie dzięki militarnej sile i alkoholizacji[7]. Brakowało środków finansowych na drogi, nie wspominając już nawet o szpitalach czy szkołach. Armia również cierpiała z powodu takiego stanu rzeczy; nie istniała strategiczna sieć kolejowa i w 1875 roku, w okresie rosyjskich ekspedycji wojskowych na Wschód, minister wojny w Sankt Petersburgu oznajmił pewnemu rosyjskiemu dowódcy, że wprawdzie może otrzymać dodatkowe oddziały, ale nie może się ich spodziewać wcześniej niż za rok, ponieważ żołnierze „będą musieli przedostać się pieszo z Europy do Azji”.

Bez rozwiniętych instytucji obywatelskich bardzo trudno uprawiać politykę. W Rosji praktycznie nie istniały instytucje, które reformatorzy mogliby reformować: żadnych rad i kolegiów, żadnych związków zawodowych ani gildii, żadnych stowarzyszeń zawodowych, nieliczne szkoły i nieliczne szpitale godne tego miana, a w wielu miejscach – jak już wspominaliśmy – brakowało nawet dróg publicznych. Car Piotr I Wielki u schyłku XVII wieku próbował zmodernizować państwo, sięgając przy tym po pruskie rozwiązanie problemu zarządzania tak ogromną rzeszą niewyedukowanych mas zróżnicowanej ludności. Dopilnował, by elity odbierały lepsze wykształcenie za granicami Rosji, w Europie Zachodniej. Natomiast po powrocie do ojczyzny owe wyedukowane elity miały przejmować stery rządów w kraju, w którym w istocie wcią? utrzymywa? si? system feudalny. Tymczasem zż utrzymywał się system feudalny. Tymczasem z perspektywy niewykształconego, biednego ludu rzekoma modernizacja prowadziła przede wszystkim do umocnienia się reżimu i rozmaitych represji, takich jak obowiązywanie godziny policyjnej czy wymierzanie kar dla przykładu[8].

Pod koniec XIX stulecia rosyjskie społeczeństwo obywatelskie zaczęło się rozwijać i ożywiło się również nieco życie polityczne. Niemniej jednak myśli o tym, że władze państwowe mogłyby odgórnie dokonać głębokich reform kraju, wciąż pozostawały w sferze marzeń. Taka wizja przemawiała nawet do tych, którzy uważali, że możliwe jest istnienie społeczeństwa bez ingerencji państwa. Nikt, od carów po ich najbardziej zagorzałych oponentów, nie wierzył jednak, że możliwe jest zaprzęgnięcie niepiśmiennych i nieufnych mas ludu do stworzenia własnych form rządu. W przypadku Lenina koncepcję państwa opiekuńczego podsycała jego własna nieufność, podczas gdy stalinowska wymuszona kolektywizacja rolnictwa w istocie stanowiła przejaw daleko posuniętej megalomanii na miarę carów. W czasach Leonida Breżniewa, kiedy dysydentów zamykano w szpitalach dla umysłowo chorych, owa państwowa megalomania osiągnęła poziomy przywodzące na myśl surrealizm rodem z opowieści o Alicji w Krainie Czarów. Rzecz nie w tym, że zawiodły komunistyczne ideały, gdyż tak naprawdę nigdy nie próbowano wcielać ich w życie, a nad wszystkim majaczył ciężki cień „pruskiego rozwiązania” – i poniekąd majaczy do dziś.

Ten żałosny stan rzeczy pogłębiał fakt, że Rosja właściwie nigdy nie była biedna. Na przełomie XIX i XX wieku była największym na świecie eksporterem zbóż oraz piątą potęgą przemysłową świata. „Pod względem liczebności populacji Rosja zajmuje pierwsze miejsce pośród cywilizowanych państw świata”, chełpiły się władze w rządowym roczniku statystycznym w 1905 roku[9]. Jednak pod prawie każdym innym względem Rosja wlokła się w ogonie państw europejskich. W 1913 roku imperium miało najniższy w Europie dochód per capita, jeśli nie uwzględniać imperium osmańskiego. Pod względem przewidywanej średniej długości życia – która wynosiła 30 lat – kraj był zacofany o 150 lat względem Anglii czy Stanów Zjednoczonych.

Rosja była zacofana głównie z powodu swojego systemu rządów. Przez stulecia carowie utrzymywali ścisłą biurokratyczną kontrolę nad nawet najdrobniejszymi elementami gospodarki narodowej. Był to dobry sposób na ekspansję terytorialną i opanowywanie coraz rozleglejszego terytorium. Jednocześnie była to beznadziejna droga ku rozwinięciu silnej gospodarki.

Zachodni komentatorzy lamentowali nad niezdolnością Rosji do zaadaptowania zasad kapitalizmu: jak bez wolnego rynku Rosja miałaby kiedykolwiek wydobyć się z długotrwałej mrocznej epoki? Poniekąd mieli rację: kapitalizm odmieniłby Rosję dokładnie tak samo jak w ciągu poprzedniego stulecia odmienił Europę Zachodnią i przemienił niewielkie wyspiarskie państwo na peryferiach Oceanu Atlantyckiego w serce imperium, w którym – jak mawiano – słońce nigdy nie zachodziło.

Problem tkwił w żelaznych ograniczeniach fizycznych, jakie narzucała sama Rosja. Ujmując to najprościej, za każdym razem, gdy kapitalizm próbował wtargnąć w głąb Rosji, szybko łapał zadyszkę, zapadał na przewlekłą chorobę i konał.

Kapitalizm jest uzależniony od nadwyżek. Rolnicy żyjący na wsi hodują nadwyżki żywności, by wykarmić miasta, a fabryki w miastach budują maszyny niezbędne rolnikom do produkcji większych ilości żywności. Gospodarka kapitalistyczna zrodziła się z wielu tego rodzaju zależności. Tymczasem w Rosji chłopi nigdy nie wytwarzali tego rodzaju nadwyżek. Ich autarkiczny styl agrokultury nie był przystosowany do wykarmiania miast. Był przystosowany wyłącznie do tego, aby nie pozwolić wiejskiej ludności umrzeć z głodu. Dysponujemy czytelnymi danymi dotyczącymi aktywności rolniczej i uwarunkowań klimatycznych w Rosji z ponad tysiąca lat, począwszy od 873 roku. W tym okresie w Rosji odnotowano około 100 lat, w których panował głód, a także ponad 120 klęsk głodu.

W Rosji panuje zimno, a ziemie są równie jałowe jak rozległe, ponadto w miarę przemieszczania się na wschód klimat staje się znacznie zimniejszy – są to różnice rzędu kilkudziesięciu stopni Celsjusza. Kiedy jeden z bohaterów sztuki Czechowa Wiśniowy sad, Jepichodow, trzęsąc się z zimna, stwierdza: „Nasz klimat, że się tak wyrażę, nie przyczynia się”, wcale nie żartuje: jedna trzecia obszaru Rosji stale tkwi w wyniszczającym uścisku mrozu, lodu i śniegu. Warto wspomnieć także o wielkich rosyjskich rzekach. Większość z nich płynie na północ, z dala od potencjalnie żyznych terenów Azji Środkowej, i kończy bieg w Oceanie Arktycznym. Trzy czwarte populacji kraju oraz większość zakładów przemysłowych ma bezpośredni dostęp do zaledwie jednej szóstej krajowych zasobów wodnych. Ponadto występuje deficyt ziemi. To zdumiewające, ale w imperium o obszarze większym niż powierzchnia jasnej strony Księżyca nie ma wystarczającej ilości żyznych gleb, by wykarmić całą populację. W gospodarce rolnej wykorzystuje się praktycznie tylko wąski pas żyznych czarnoziemów ciągnący się od Dunaju poprzez północno-wschodnią Ukrainę na północ od Morza Czarnego, po Akmolińsk na wschodzie. Na południe od tego pasa roczne opady deszczu wynoszą około 25 centymetrów i jest zdecydowanie zbyt sucho na normalną działalność rolniczą. Na północ od tego pasa opady deszczu są wystarczająco duże, jednak gleba jest jałowa, okres wegetacji krótki, a zimą panują ostre mrozy. Pas żyznych czarnoziemów biegnący pośrodku tych terenów uprawiany intensywnie już w latach 80. XIX wieku nie był w stanie zaspokoić rosnących potrzeb żywieniowych Rosji, gdy nastąpił boom demograficzny. (Pomiędzy 1890 a 1913 rokiem produkcja zbóż wprawdzie zwiększyła się o ponad jedną trzecią, lecz konsumpcja wzrosła jeszcze bardziej).

Pełni entuzjazmu studenci oraz reformatorzy rolnictwa doskonale rozumieli, że Rosja rozpaczliwie potrzebuje nowych odmian zbóż oraz nowych gatunków owoców i warzyw, które mogłyby przetrwać na bardziej jałowych, suchych bądź zimniejszych terenach uprawnych poza pasem żyznych czarnoziemów. Niestety, niemalże nikt spośród tych entuzjastów wykształconych na Zachodzie i mających akademickie przygotowanie nie należał do grona rolników i nie miał odpowiedniej politycznej siły przebicia, by móc przynieść jakąkolwiek praktyczną korzyść milionom zubożałych i wygłodniałych chłopów. Ulepszone odmiany zbóż nie cieszyły się dużym zainteresowaniem, a rosyjscy rolnicy upierali się przy uprawie znanych, lokalnych, acz gorszych odmian. Poza tym pola uprawne były na ogół tak zachwaszczone, że rolnicy powszechnie uważali, iż z ziaren pszenicy mogą wyrastać na przykład kłosy żyta bądź dzikiego owsa.

Rolnictwo na północy Rosji nie było wcale nazbyt prymitywne. Nie było też w żadnym razie rolnictwem służącym jedynie utrzymaniu się przy życiu poszczególnych rodzin rolników. Było działalnością wspólnotową – ale to również poniekąd dlatego nie pozwalało na tworzenie przez gospodarstwa nadwyżek, które można by sprzedawać na dużą skalę.

Dla kontrastu w regionach centralnych i południowych rolnictwo pozostawało zorganizowane według zasad systemu feudalnego, w którym chłopi pańszczyźniani pracowali na rzecz swoich panów z kręgów arystokracji ziemiańskiej. Stanowiło to oczywisty hamulec narodowego postępu i to do tego stopnia, że nawet powszechnie znany z tradycjonalizmu i represyjnej polityki car Mikołaj I Romanow powołał specjalne komisje mające za zadanie przyjrzeć się możliwościom reform rolnych.

Car Aleksander II, odnoszący sukcesy wojenne wódz i sprawny dyplomata, w końcu postanowił złapać byka za rogi. W 1861 roku pomógł zrzucić więzy feudalne prawie połowie populacji kraju, uwłaszczając 20 milionów chłopów pańszczyźnianych. Nastąpił ogromny transfer własności ziemskiej, gdy arystokracja ziemiańska wyprzedawała po części swoją ziemię. Nieliczni spożytkowali hojne państwowe rekompensaty na modernizację pozostałych majątków. Jednocześnie reforma uwłaszczeniowa w praktyce przekazała w ręce chłopów 13 procent mniej gruntów, niż wcześniej uprawiali. W bardziej żyznych częściach kraju dawni chłopi pańszczyźniani musieli zrezygnować z uprawy nawet połowy wcześniej posiadanych gruntów.

Ziemie obciążono opłatami podatkowymi, a także podniesiono jej ceny, uwzględniając nowe możliwości dorabiania przez nowo wyzwoloną młodzież uciekającą do miast. Jednak wszystko, cokolwiek owi młodzi ludzie dodatkowo zarabiali, byli skłonni wydawać raczej w sklepach i barach, niż odsyłać do domu, do swoich wspólnot. W szczególności Moskwa z szaloną mieszaniną nowoczesnych budynków i prowizorycznych, nędznych domostw, pałaców i fabryk, szerokich ulic i zapuszczonych mrocznych zaułków, wielkich bulwarów i zacisznych placyków przyciągała młodzież z całego regionu. Społeczności chłopskie wyludniały się: pozostawali w nich głównie starzy ludzie i kobiety, a rolnictwo podupadło. „Chłopi żyjący w Moskwie przesyłają zaledwie połowę należnych podatków – donosił jeden z raportów z dystryktu klińskiego, na północny zachód od Moskwy – a rodziny przez cały rok zmagają się z nędzą, przymierając głodem. Ci chłopi, którzy pozostali w wiosce, widząc wokół siebie upadek wszystkiego, tracą zapał do aktywności rolniczej, za to spędzają czas w karczmach, których powstało tak wiele, że co najmniej po dwie znajdują się w każdej wiosce”[10].

W 1861 roku przy próbie powstrzymania procesu wyludniania się wsi (i zapobieżenia brakom żywności, które stały się typowym elementem życia w miastach) wzmocniono system wewnętrznych paszportów. Ojcowie synów marnotrawnych mieli odtąd legalne środki pozwalające ściągnąć ich z powrotem do pracy na wsi. „Jeśli nie osiądziesz tutaj w spokoju, szujo, nie uzyskasz przedłużenia paszportu. Wówczas każę policji sprowadzić cię do domu, a kiedy już cię sprowadzi, sam wychłoszczę cię brzozową rózgą w biurze naszego dystryktu, w obecności porządnych ludzi”[11]. Paszport wewnętrzny tworzył papierowy ślad, który ciągnął się za człowiekiem przez całe życie.

Rząd w mniejszym lub większym stopniu przyznawał, że sytuacja na wsi wymyka się spod kontroli, dlatego też starał się robić, co tylko mógł, żeby chłopi sami sobą zarządzali poprzez wiejskie wspólnoty. Zwłaszcza dla młodzieży nie były to dobre wieści, jeśli uwzględnić sposób, w jaki niewielkie wiejskie społeczności tradycyjnie narzucały kontrolę swoim członkom. Do powszechnych praktyk należała na przykład publiczna chłosta.

Koniec końców doświadczenia związane z reformą uwłaszczeniową przekonały nieliczne liberalne elity rosyjskie, że jedynie narzucenie demokracji potrafi wydobyć kraj z chaosu, w jakim się pogrążał. Tymczasem w miastach pośród rzesz niedożywionych, słabo opłacanych, często bezrobotnych młodych mężczyzn narastały jeszcze silniejsze nastroje rewolucyjne.

13 marca 1881 roku car Aleksander II jechał w swoim powozie Newskim Prospektem w Sankt Petersburgu, by jak w każdą niedzielę wziąć udział w przeglądzie wojska garnizonowego w Maneżu Michajłowskim. Trasa jego przejażdżki – przez Kanał Jekateriński i most Piewczeskij – nigdy się nie zmieniała. Wśród przechodniów tłoczących się tego dnia na wąskich chodnikach znajdował się Nikołaj Iwanowicz Rysakow, młody członek Woli Ludu (ros. Народная Воля) – organizacji mającej na celu doprowadzenie wszelkimi możliwymi środkami do wybuchu ogólnospołecznej rewolucji. Tym razem środki służące temu celowi znajdowały się w niewielkiej białej paczce owiniętej w chusteczkę.

Po krótkim wahaniu rzuciłem pocisk. Skierowałem go pod końskie kopyta, zakładając, że wybuchnie pod samą karetą... i wybuch odrzucił mnie ku kracie[12].

Wybuch jedynie uszkodził kuloodporny powóz carski – dar od Napoleona III. Car wyszedł z incydentu wstrząśnięty, lecz bez obrażeń. Wówczas drugi zamachowiec, Ignacy Hryniewiecki [Polak urodzony w 1855 roku, rewolucjonista, członek terrorystycznej Narodnej Woli, który też umarł krótko po zamachu z odniesionych w nim ran – przyp. red.], stojący przy ogrodzeniu kanału rzucił kolejną bombę prosto pod nogi cara.

Wola Ludu chciała położyć kres autokratycznym rządom carskim w Rosji. Tymczasem zabójstwo Aleksandra II sprawiło, że reżim nie tylko przetrwał, ale też stał się jeszcze bardziej opresyjny. Następca Aleksandra II nigdy nie zapomniał ani nie wybaczył koszmarnej śmierci ojca. W pamięci zachował obraz oderwanych nóg, rozerwanego brzucha, zmasakrowanej twarzy. Nikt nie mógł mieć choćby nikłej nadziei na to, że władza carska może i potrafi sama się zreformować. Pod rządami Aleksandra III Romanowa okazało się, że rzeczywiście były to mrzonki.

I wydawało się, że jeszcze trochę, a wyjście się znajdzie i wtedy zacznie się nowe, piękne życie; i dla obojga było oczywiste, że do końca jest jeszcze bardzo daleko i że to, co najbardziej zawiłe i trudne, dopiero się zaczyna.

Antoni Czechow, Dama z pieskiem (1899 r.)

CZĘŚĆ PIERWSZA

KONTROLA

(1905–1929)

1. Uczeni

W Rosji u schyłku XIX wieku istniało coś o fundamentalnym znaczeniu – stabilna klasa średnia złożona z zawodowej inteligencji mającej utrwalone zasady oparte na wartościach duchowych. To milieu wytworzyło rzeszę oddanych sprawie rewolucjonistów, poetów i inżynierów, ludzi przeświadczonych, że najważniejszą rzeczą w życiu jest coś zbudować, uczynić coś pożytecznego[13].

Fizyk Jewgienij Feinberg w wypowiedzi o swoim mentorze Igorze Tammie

Jeśli wyruszyć z Moskwy rankiem w kierunku południowo-wschodnim, o zmierzchu dotrze się do miasta Tambow, a tam w pobliskich lasach można odnaleźć urokliwą, jednopiętrową drewnianą budowlę, która gdyby nie współczesny szyld, mogłaby uchodzić za domostwo jakimś magicznym sposobem przeniesione z kart powieści Iwana Turgieniewa. Obecnie jest to muzeum. Można w nim przechadzać się po gabinecie Władimira Iwanowicza Wiernadskiego, spędzić jakiś czas w jego bibliotece, obejrzeć jego salon. W małym muzeum znajdzie się również trochę elementarnych informacji o jego życiu, aktywności politycznej i działalności naukowej, na przykład o tym, jak mniej więcej o 100 lat wyprzedził swoimi koncepcjami tak zwaną teorię Gai Jamesa Lovelocka – hipotezę mówiącą o tym, że żywe istoty na Ziemi, środowisko naturalne oraz wszelkie struktury geologiczne planety współtworzą jeden złożony system, który działa samoregulująco niczym żywy organizm. Niewiele za to można się tam dowiedzieć o tym, że był ojcem chrzestnym radzieckiej energetyki jądrowej.

Ojciec Wiernadskiego, Iwan, był profesorem ekonomii i statystyki w prestiżowym Imperialnym Liceum Aleksandrowskim (ros. Императорский Александровский Лицей) w Sankt Petersburgu. Jego pierwsza żona, Maria Szigajewa, należała do grona pierwszych rosyjskich działaczek ruchu feministycznego i była jedną z pierwszych w kraju ekonomistek. Zmarła przedwcześnie wskutek powikłań po gruźlicy płuc w 1860 roku. W 1862 roku Iwan Wiernadski ożenił się ponownie. Jego wybranką była daleka krewna zmarłej żony Anna Pietrowna Konstantinowicz. Anna pracowała jako nauczycielka muzyki, miała ogromnie żywy i miły charakter, jednakże nie podzielała intelektualnych pasji i społeczno-politycznych poglądów pierwszej żony Iwana.

W 1868 roku podczas burzliwej dyskusji na zebraniu Wolnego Towarzystwa Ekonomicznego (ros. Вольное Экономическое Общество) Iwan przeżył zawał serca. Po tym wydarzeniu zrezygnował z posady w Liceum Aleksandrowskim i wraz z rodziną przeniósł się z Sankt Petersburga do Charkowa, gdzie objął stanowisko dyrektora charkowskiej filii Banku Państwowego Imperium Rosyjskiego (ros. Государственный Банк Российской Империи). Mały Władimir w Charkowie zaznał szczęśliwego dzieciństwa. Najwcześniejsze wspomnienia miał nie z Sankt Petersburga, ale właśnie z tego dużego miasta ukraińskiego, gdzie godzinami przysłuchiwał się opowieściom swojego nieco przemądrzałego, siwobrodego wuja Jewgrafa Korolenki, który mieszkał z rodziną Wiernadskich.

W 1886 roku Władimir Wiernadski pisał do swojej przyszłej żony:

Pamiętam głębokie, rozgwieżdżone noce. Przed snem uwielbiał się przechadzać, a ja spacerowałem z nim, zawsze kiedy tylko mogłem. Uwielbiałem wpatrywać się w nocne niebo usiane gwiazdami. Droga Mleczna mnie fascynowała, a w takie późne wieczory zwykłem słuchać wuja, który opowiadał o tajemnicach gwiazd. Potem zwykle długo nie mogłem zasnąć. W moich fantazjach wcią? w?drowali?my razem przez bezkresne przestrzenie Wszech?wiata [...]. Też wędrowaliśmy razem przez bezkresne przestrzenie Wszechświata [...]. Te na pozór zwyczajne opowieści wywierały na mnie tak ogromny wpływ, że nawet dziś zdaje mi się, że nie całkiem się od nich uwolniłem [...]. Niekiedy myślę, że muszę pracować nie tylko dla siebie, ale również dla niego, ponieważ w innym razie nie tylko moje, ale i jego życie okazałoby się zmarnowane, gdybym niczego nie dokonał[14].

W 1876 roku rodzina powróciła do Sankt Petersburga. Władimir miał wówczas 13 lat i z pasją poszukiwał w księgarniach i antykwariatach wszelkich publikacji na temat Ukrainy, kraju, z którego właśnie wyjechał, a który tak silnie kojarzył mu się z domem. Nauczył się języka ukraińskiego, a ponieważ bardzo wiele książek na temat Ukrainy opublikowano wyłącznie po polsku, nauczył się także polskiego.

Jako student Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego (ros. Санкт-Петербургский Государственный Университет – СПбГУ) Władimir Wiernadski był „człowiekiem z wyglądu na pozór łagodnym, lecz nadzwyczaj zdeterminowanym, gdy wyznaczył sobie jakiś cel”. Władimir Posse, student medycyny, który z czasem został jednym z głównych marksistowskich dziennikarzy i propagandystów, wspominał, że Władimir Wiernadski i Siergiej Fiodorowicz Oldenburg, jeden z najbliższych kolegów Wiernadskiego, „już wówczas wyznaczyli sobie ambitny cel – nie tylko stać się profesorami, ale również wejść w poczet członków Cesarskiej Akademii Nauk”[15].

Wiernadski i jego bliscy koledzy z petersburskiej uczelni byli lepiej sytuowani niż większość braci studenckiej. Wiernadski, urodzony w Sankt Petersburgu, wówczas stolicy Imperium Rosyjskiego, wychowany w Charkowie, mieście mającym równie stołeczny charakter, był wśród rówieśników jedną z najzamożniejszych osób, odziedziczywszy po ojcu między innymi prawie 600-hektarową posiadłość w miejscowości Wiernadowka.

Podczas jednej z całonocnych rozmów koleżeńskich w gronie zaprzyjaźnionych studentów któryś z nich zasugerował, żeby wspólnie kupili jakiś majątek. Zakupiona posiadłość miała nosić nazwę „Przystań”. Plan wprawdzie nie wypalił, niemniej jednak pozostała po nim nazwa koleżeńskiego koła studenckiego: Bractwo Przystani (ros. Братство Приютино). Wielki wpływ na tę ambitną grupę studentów wywarł pisarz Lew Tołstoj. Członkowie bractwa pragnęli poświęcić życie dla dobra rosyjskiego ludu i przysięgali (cytując formułę zgodnie z przekazem Oldenburga) „pracować i tworzyć jak najwięcej, konsumować jak najmniej, traktować potrzeby innych tak, jakby były naszymi własnymi potrzebami”[16].

Chłopcy przyciągali uwagę wielu dziewcząt. Zdolne młode kobiety należące do ich pokolenia, pozbawione prawa do wyższej edukacji uparcie szukały wszelkich dostępnych bodźców intelektualnych i szans na odmianę swojej sytuacji[17]. Młode damy wspierały nieszablonowo myślących studentów i pomagały im w prowadzeniu założonego przez nich Petersburskiego Komitetu Literackiego. W ramach swoich obowiązków przygotowywały materiały do odczytów, sporządzały listy lektur, zakładały biblioteki mające służyć wypożyczaniu i wzajemnej wymianie książek.

Wiernadski nie był jedynym, który pośród tego intelektualnego fermentu znalazł żonę w gronie dziewcząt wspierających bractwo. Choć warto tutaj dodać, że nie wszyscy członkowie tego studenckiego towarzystwa mieli taki sam stosunek do wytworności i przepychu: część mniej zamożnych i skromniejszych kolegów zbojkotowała ślub Władimira z Natalią Staritskają, na którym nie zabrakło ozdobnych drukowanych zaproszeń, bajecznie drogiej sukni ślubnej, fraków i orkiestry.

Wiernadski, mineralog, zjawił się na studiach na Uniwersytecie Petersburskim w nader dogodnym czasie. Do jego mentorów należeli tak wybitni naukowcy, jak: Mendelejew, Butlerow i Dokuczajew. Wasilij Wasiljewicz Dokuczajew był kierownikiem katedry mineralogii na petersburskiej uczelni i posyłał Wiernadskiego na fascynujące, egzotyczne, a niekiedy i niebezpieczne misje naukowe do rozmaitych zakątków rozległego Imperium Rosyjskiego. Aleksander Michajłowicz Butlerow był jednym z pionierów nowoczesnej chemii. Już przeszło 10 lat przed odkryciem zjawiska promieniotwórczości, którego dokonał w 1896 roku we Francji Antoine Henri Becquerel, dowodził, że atom daje się podzielić. Wiernad­ski zresztą bywał naocznym świadkiem ożywionych dyskusji Butlerowa z Mendelejewem właśnie dotyczących możliwości dzielenia atomu.

Dmitrij Iwanowicz Mendelejew stworzył okresowy układ pierwiastków zwany potocznie tablicą Mendelejewa. Kiedy dawał wykłady, młodzież wypełniała aule po brzegi. Jak wyznawał jeden z młodych uczestników tych zajęć: „Gdy słuchaliśmy jego wykładów, wkraczaliśmy w nowy, pełen cudów świat, czuliśmy się tak, jakby ktoś nas wyzwalał z żelaznego ucisku jakiegoś potężnego imadła”[18]. Od takich wybitnych postaci Wiernadski przejął spojrzenie na świat, na planetę Ziemię jako na organizm znajdujący się w stałym płynnym ruchu, którego elementy przemieszczały się w skorupie ziemskiej w skali czasu mierzonej epokami geologicznymi.

Wiernadski, podobnie jak praktycznie wszyscy przedstawiciele jego pokolenia w Rosji, wybrał się za granicę na dalsze studia. Udał się na Uniwersytet ­Neapolitański (wł. Università degli Studi di Napoli) na zajęcia światowej sławy krystalografa Arcangela Scacchiego, by już na miejscu przekonać się, że wybitny profesor będący w zaawansowanym wieku zdradza objawy demencji starczej. Opuścił więc Neapol i pojechał do Monachium, gdzie podjął nauki w laboratorium mineralogicznym Paula Grotha. Na podstawie zachowanej korespondencji wiemy, że Wiernadski czuł się tam świetnie i nadzwyczaj owocnie spędzał czas, jak sam to wyraził: niczym wygłodniałe dziecko w sklepie z intelektualnymi cukierkami.

W 1887 roku Władimirowi Iwanowiczowi Wiernadskiemu urodził się syn (George Wiernadski w przyszłości miał zyskać pewien rozgłos jako historyk w Stanach Zjednoczonych). Żona Władimira, Natalia, powróciła wówczas do rodzinnej daczy w Finlandii, by zająć się dzieckiem. Władimir natomiast zawarł cenne przyjaźnie i wyrobił sobie kontakty, które miały później niebagatelny wpływ na rozwój jego kariery. Latem 1888 roku, wędrując po Alpach, doznał objawienia: w trakcie owej naukowej epifanii dostrzegł, że mineralogia postrzegana w odpowiedni sposób, jako nauka o przemianach i transferach energii, może stanowić pomost pomiędzy dziejami kosmologicznymi i dziejami samego życia. Fascynacja Wiernadskiego ewolucją Ziemi w skali kosmicznej nie wygasała na żadnym etapie jego kariery, choć niekiedy obawiał się on, że ludzie tacy jak Groth mogliby tego nie zrozumieć; mogliby – jak sam to ujął – „brać mnie za fantastę”[19].

W 1889 roku Wiernadski przeniósł się do Paryża („zaprawdę najwspanialszego miasta, jakie widziałem”) i podjął pracę w Kolegium Francuskim (fr. Collège de France). W oczach Rosjanina uczelnia musiała uchodzić za osobliwą instytucję: nie było studentów jako takich, jedynie profesorowie (którzy mieli obowiązek dawać wykłady), oprócz tego liczne niewielkie laboratoria oraz oszałamiająco dobra biblioteka. W takim miejscu studia polegały na tym, by mieć własną przestrzeń i swobodę. Naukowcy mieli dostęp do doskonałego sprzętu, a ich pomysły traktowano poważnie. W paryskiej uczelni oddanie się wolności twórczego myślenia raczej nie mogło sprowadzić na głowę naukowca kłopotów, tak jak to bywało w Rosji, gdzie władze uważnie patrzyły naukowcom na ręce. To był zupełnie inny rodzaj życia naukowego.

W ojczyźnie Wiernadskiego uniwersytety były instytucjami edukacyjnymi, a nie ośrodkami badawczymi, a już z całą pewnością nie były kuźniami wolnej myśli i miejscami sprzyjającymi intelektualnemu fermentowi. Carska biurokracja rekrutowała się z zaledwie paru instytucji, w których nauka była niezwykle kosztowna i zastrzeżona w zasadzie wyłącznie dla dzieci arystokratów. Były to placówki takie jak już wspomniane Imperialne Liceum Aleksandrowskie, a także Korpus Paziów (właściwie: Korpus Paziów Jego Imperatorskiej Wysokości, ros. Пажеский Его Императорского Величества корпус) oraz Cesarska Szkoła Prawa (ros. Императорское Училище Правоведения).

Represje, tak wobec studentów, jak wobec kadry nauczycielskiej, stanowiły część oficjalnej polityki carskiej sięgającej czasów 30-letniego panowania Mikołaja I. Inspektorzy bacznie przypatrywali się aktywności studentów, wymierzali srogie kary za zaniedbane mundurki bądź nieprzystrzyżone włosy. Gdy jeden ze studentów Imperatorskiego Uniwersytetu Kijowskiego św. Włodzimierza (ros. Киевський Імператорський Университет Святого Володимира) stawił się na obowiązkowe nabożeństwo bez odpowiedniego uniformu, carski inspektor wyrzucił go z cerkwi i następnego dnia wydalił z uczelni.

Gdy Mikołaj I zmarł w 1855 roku, lokalne władze starały się złagodzić bezwzględny reżim narzucony przez cara. W Kijowie zachwyceni polscy studenci wymaszerowali na ulice w tradycyjnych strojach narodowych. W Kazaniu brać studencka paradowała w zwierzęcych skórach. W Moskwie i Sankt Petersburgu młodzież uczelniana założyła odzież chłopską, w ten sposób okazując solidarność z chłopami pańszczyźnianymi, którzy niedługo potem mieli zostać uwolnieni dekretem carskim. Jednak szybko władze zaczęły patrzeć z obawą na wszelkie tego rodzaju manifestacje, obawiając się, że może się to przerodzić w coś znacznie gorszego. Dlatego też podniosły wysokość czesnego za studia uniwersyteckie, zakazały organizowania zgromadzeń studenckich, a także przywróciły dawne zasady zachowania i stroju studentów. Nowa fala represji utrzymywała się przez dziesięciolecia. Zakazane było tworzenie organizacji studenckich i w zasadzie organizowanie jakichkolwiek form aktywności: „czytelni, stołówek, kawiarni, teatrów, koncertów, balów i spotkań niemających charakteru akademickiego”. I niech cię Bóg ma w swojej opiece, jeśli przejawiałbyś „jakiekolwiek oznaki bądź poparcia, bądź niezadowolenia podczas wykładów”. Do powszechnie stosowanych kar należały: upomnienia i nagany, zamknięcie w karcerze na czas do czterech tygodni, zawieszenie i wreszcie wydalenie z uczelni.

Po powrocie do Rosji i rozpoczęciu profesury na Imperatorskim Uniwersytecie Moskiewskim (ros. Императорский Московский Университет) Wiernadski przekonał się, że pod jego nieobecność niewiele zmieniło się w kraju. Miasto wydawało mu się prowincjonalne, wszędzie zalegał w nim brud, nawet powietrze miało nieprzyjemny zapach. Panował też ucisk. Każdego ranka, gdy wychodził do pracy, pod jego domem kręcili się panowie w średnim wieku w melonikach. Zazwyczaj machał do nich z uśmiechem, aż pewnego dnia, gdy wyruszając z podróż europejską, dostrzegł jednego z nich śledzącego go na dworcu kolejowym. Dopiero wówczas zrozumiał, że byli to działający pod przykryciem agenci tajnej policji carskiej.

„Na początku lat 90. XIX wieku – stwierdzał jeden z policyjnych raportów – Wiernadski przeniósł się do Moskwy, skąd kontynuował utrzymywanie swoich podejrzanych znajomości, brał czynny udział w organizowanych przez studentów moskiewskiego uniwersytetu wieczornych zgromadzeniach, na których wygłaszał przemowy o konieczności solidaryzowania się profesorów i studentów z myślą o politycznej edukacji młodzieży oraz walce przeciwko panującemu reżimowi”[20].

Życie naukowe na uniwersytecie przynosiło ogromne rozczarowania. Brakowało nawet najbardziej fundamentalnych tekstów dotyczących jego specjalizacji, zaś kolekcja mineralogiczna nie była poddawana katalogowaniu od połowy XIX wieku ani nawet – zupełnie dosłownie – odkurzana. W instytucji panowała korupcja, a najgorsi byli członkowie kierownictwa średniego szczebla, którzy z upodobaniem likwidowali laboratoria i przekształcali je w nieoficjalne kwatery studenckie, za których nielegalne wynajmowanie pobierali sowite opłaty. Wiernadski doskonale wiedział, jak to wszystko musi się zakończyć, i starał się spędzać możliwie dużo czasu poza Moskwą, doprowadzając do ładu i wyposażając w meble i sprzęt swoją posiadłość w Wiernadowce na wypadek, gdyby stracił posadę w Moskwie.

Zdawał sobie sprawę, że jeśli do tego dojdzie, że jeśli będzie musiał na stałe przenieść się do Wiernadowki i przebywać tam wraz z rodziną przez cały rok, to będą w stanie utrzymać się dzięki ogromnym połaciom ziemi, jakie posiadał. Tymczasem jesienią 1891 roku wydarzyła się katastrofa, która nagle ożywiła karierę polityczną Wiernadskiego. Doszło do fatalnego wyniszczenia upraw na obszarze rosyjskiego pasa czarnoziemów, tak niezmiernie ważnych dla gospodarki rosyjskiej. Tambow i wiele innych miejsc na terenie kraju ogarnęła fala głodu.

Kryzys narastał przez kilkanaście miesięcy. W 1890 roku wyjątkowo sucha jesień opóźniła wysiewanie zbóż ozimych, a potem sroga zima nastała znacznie wcześniej niż zwykle. Zimą również było wyjątkowo sucho: nie spadło wystarczająco dużo śniegu, by zapewnić roślinności okrywę chroniącą przed siarczystym mrozem, dlatego też zboża zostały przemrożone i zginęły.

Wiosna przyniosła kolejne problemy. Zbiory w całej Europie Wschodniej również okazały się mizerne, jednak inne państwa miały środki finansowe na ratowanie się zakupami żywności. Z tego względu wiosenne zbiory z obszaru Rosji w dużej części od razu zostały wyeksportowane w zamian za gotówkę, zamiast wykarmić miejscową ludność.

Brakowało chleba nawet w Moskwie i Sankt Petersburgu. Lenin opisywał bochenek dystrybuowanego wówczas „kryzysowego chleba” jako „bryłę twardej, czarnej ziemi pokrytej pleśnią”. Na prowincji ludzie starali się przetrwać koszmar, żywiąc się plackami i kartoflanką z trawą, ziołami i wszelką zieleniną, jaką udało się zdobyć.

Wraz z upływem kolejnych miesięcy 1891 roku trudne warunki żywieniowe przemieniły się w sytuację wręcz fatalną. Przez pięć miesięcy praktycznie nie padał deszcz. Wreszcie nadeszło lato znacznie za gorące, by można było uprawiać warzywa, choć chłopi i tak nie mieli wyboru – po prostu musieli próbować posadzić cokolwiek. Mizerne uprawy uschły i doszczętnie przepadły. Po tym wszystkim zaś nastąpił kolejny akt tragedii – istny potop: ulewne, uporczywe deszcze wypłukały z gleby zboża ozime zasiane jesienią.

Na progu wiosny 1892 roku chłopi z przerażeniem i poczuciem bezradności przypatrywali się, jak wiatr rozwiewa ich drogocenne czarnoziemy w tumanach przywodzących na myśl burze piaskowe. „[Wichury] przesłaniały promienie słoneczne i przemieniały dzień w noc. W zgodnych relacjach świadków zjawisko to miało tak straszliwy i niszczycielski charakter, że wszyscy obawiali się, że dosłownie nadszedł koniec świata”[21]. Geolog Piotr Andriejewicz Ziemiaczeński, specjalizujący się w badaniach gleb, wspominał, że podmuchy wichru niosące ze sobą tumany pyłu nie tylko niszczyły wszelkie pozostałości upraw, ale nawet zmuszały pociągi do zatrzymania biegu. Wszelka roślinność uprawna została dosłownie zmieciona z ogromnych połaci kraju: nie ostały się nawet chwasty. Chłopi, aby się wyżywić, zabijali zwierzęta hodowlane i domowe.

Katastrofa miała charakter totalny. Attaché handlowy pracujący w Ambasadzie Wielkiej Brytanii w Sankt Petersburgu, E.F.G. Law, obliczał, że władze rosyjskie musiały znaleźć sposób na zapewnienie brakującej żywności ponad 35 milionom ludzi w 16 guberniach. Nawet w guberni tambowskiej, stosunkowo zamożnej i w mniejszym stopniu dotkniętej klęską, chłopi stracili ponad połowę żywego inwentarza.

Zarządca opiekujący się majątkiem Wiernadskiego napisał do swojego pracodawcy, że chłopi wyprzedają zwierzęta miejscowej szlachcie za nędzne grosze, a mniej więcej jedna czwarta spośród nich już wypieka „chleb głodowy”, w tym celu mieszając topniejące zapasy mąki żytniej z sianem, a nawet pyłem ceglanym. Coraz części pukali do drzwi dworu w Wiernadowce z błaganiem o pomoc.

Wiernadski nie od razu pośpieszył do domu. Zdał sobie sprawę, że może uczynić więcej dobrego, pozostając w Moskwie. Jako człowiek biegły w mechanizmach biurokratycznych zdołał zorganizować pewną pomoc dzięki zbieraniu środków wśród swoich znajomych. Jeden z jego sąsiadów, V.V. Keller, przebywający już na emeryturze, niestrudzenie podróżował tam i z powrotem, dzięki czemu mógł go informować na bieżąco o sytuacji panującej w guberni. Wraz z jednym ze swoich znajomych Lwem Oboljaninowem Keller odwiedził również Lwa Tołstoja, by wraz z nim zastanowić się nad metodami przeciwdziałania skutkom klęski głodu, a następnie wprowadzić obmyślone rozwiązania w Wiernadowce. W Moskwie historyk Konstantin Nikołajewicz Korniłow porzucił posadę rządową, by wesprzeć wysiłki na rzecz niesienia pomocy rosyjskiej ludności. Do sprawy przyłączył się także mediewista Iwan Michajłowicz Grews, jak również kilku późniejszych polityków, a nawet – pod warunkiem zachowania bezwzględnej anonimowości – wuj samego cara, wielki książę Mikołaj Romanow. W tej utworzonej ad hoc, acz bardzo sprawnej organizacji ludzki wkład mający charakter dobroczynności dyktowanej ideami liberalnymi liczył się tak jak chyba nigdy wcześniej. W lipcu 1892 roku kryzys zaczął z wolna ustępować. W Tambowie funkcjonowało ponad 120 kuchni pomocowych zdolnych wykarmić sześć tysięcy ludzi, oszczędzono około tysiąca koni, a 220 rozdano w formie loterii rodzinom, które musiały uśmiercić własne zwierzęta. Udało się uchronić przed głodem około 10 tysięcy lokalnych mieszkańców.

Wszystko to prowadziło do intrygującego pytania: jeśli grupa profesorów mogła dokonać czegoś takiego, to dlaczego nie mógł tego uczynić rząd?[22].

W 1891 roku liberalni przeciwnicy reżimu – niezdolna do działania inteligencja parodiowana w opowieściach literackich Turgieniewa i Czechowa – mogła przez krótki czas poczuć smak siły wypływającej z obywatelskiej solidarności. Rozkoszowali się tym smakiem i wykorzystali tę sposobność w najlepszy możliwy sposób – ku własnej satysfakcji dowiedli, że zasługują na możliwość kreowania obywatelskiej aktywności, więc zapragnęli czegoś więcej. Ich wzorcowa odpowiedź na problem klęski głodu – naukowa, racjonalna, a także zorganizowana lepiej niż państwowa biurokracja – stwarzała realną nadzieję dla w dużej części zdemoralizowanej klasy inteligenckiej w Rosji. Wiernadski i jego koledzy własnym przykładem pokazali, jak mogłoby to wyglądać, gdyby kompetentni ludzie mieli rzeczywisty udział w rządzeniu państwem. Akcja pomocowa przyczyniła się do powstania wizji. Jednak wizja, aby mogła się urzeczywistnić, potrzebowała zorganizowanych działań.

W lipcu 1903 roku powstał Związek Wyzwolenia (ros. Союз Освобождения) mający prowadzić publiczną (i pokojową) kampanię na rzecz zlikwidowania autokracji. Niewielkie grono członków związku – zaledwie 20 liberałów i radykałów – spotykało się w moskiewskim mieszkaniu Wiernadskiego. Pisał on wówczas do żony: „Dochodzę do przekonania, że dobro naukowego postępu jest blisko i nierozerwalnie powiązane z rozwojem szeroko pojętej demokracji oraz postaw obywatelskich i humanitarnych – i vice versa”[23].

Największą trudność dla członków związku stanowiło zapewnienie sobie politycznego wsparcia poza wąskimi, dobrze sytuowanymi liberalnymi koteriami w Moskwie i Sankt Petersburgu.

W niedzielę 22 stycznia 1905 roku przeszło 300 tysięcy strajkujących robotników i członków ich rodzin pomaszerowało w kierunku Pałacu Zimowego w Sankt Petersburgu, niosąc carskie portrety oraz ikony i śpiewając pieśni religijne. Zamierzali zwrócić się do cara z petycją o lepsze warunki pracy, w tym wprowadzenie ośmiogodzinnej dniówki. Gwardia Carska otworzyła ogień do maszerujących robotników, uśmiercając bądź poważnie raniąc ponad tysiąc osób. Tego dnia, zwanego potem „krwawą niedzielą”, w miejskim Parku Aleksandryjskim przypadkiem znalazł się młody B.A. Łurij, obiecujący student geologii. Żołnierze strzelili mu dwukrotnie w plecy. Wiernadski napisał wówczas do największej lokalnej gazety liberalnej pełen gniewu artykuł, w którym mówił o „jeszcze jednej ofierze w długiej historii martyrologii rosyjskiej inteligencji”. Jednak czas na pisanie drętwych listów do gazet należał już do przeszłości.

Po masakrze studenci również rozpoczęli strajk. W reakcji na to władze w dość nietypowym geście zwróciły się do członków grona nauczycielskiego z pytaniem, czy należy przywrócić normalne zajęcia akademickie, czy nie. Przypuszczalnie chciały, by profesorowie odnieśli wrażenie, że liczą się z ich opinią w tej kwestii. Niezależnie od tego, jakie wrażenie rzeczywiście odnieśli, wykładowcy postanowili przemówić. Ani jeden uniwersytet nie zgodził się na powrót do normalnego nauczania. Kierownictwo uczelni wyższych zgodnie obwieściło, że w celu przywrócenia ładu i spokoju na uniwersytetach niezbędne są reformy polityczne. Wiernadski przed swoimi kolegami z uczelni wygłosił publiczną przemowę, w której apelował o zerwanie ze złymi tradycjami. Byli przecież niezależnymi naukowcami i nauczycielami, a nie urzędnikami na usługach państwa. Nie mogli pozwolić na to, by władze nimi pomiatały, zupełnie jakby „wykładali na jakiejś zapomnianej przez Boga wyspie na Filipinach”[24].

12 stycznia 1905 roku profesorowie postanowili wykonać jawnie nielegalny krok: założyli Związek Akademicki (ros. Академический Союз), który od razu zrzeszył ponad połowę wykładowców z całego kraju. Ogłosili przy tym, że „obecny system władzy w Rosji stoi w sprzeczności z wolnością akademicką”.

W zasadzie potrzeba było jeszcze tylko jakiegoś dramatycznego wydarzenia w skali narodowej, żeby Związek Akademicki zyskał sposobność w pełni objawić swój charakter i wolę walki. Cztery miesiące później, 27 maja, japoński admirał Heihachirō Tōgō przypuścił atak na flotę rosyjską stacjonującą pod Cuszimą, a już następnego dnia rosyjska flota znalazła się na dnie Pacyfiku.

Klęska rosyjskiej floty pod Cuszimą stanowiła doskonałą okazję dla związku, ten jednak jej nie wykorzystał. „Wolno teraz zasadnie uciec się do wszelkich możliwych środków do zwalczenia zagrożenia, jakie przedstawia obecnie istniejący rząd”. Tak brzmiał dramatyczny apel Związku Związków (ros. Союз Союзов), szerokiego zrzeszenia rozmaitych stowarzyszeń zawodowych; Związek Akademicki należał do jego organizacji członkowskich. „Należy doprowadzić do niezwłocznej eliminacji szajki bandytów, która uzurpuje sobie prawo do rządzenia krajem, i zastąpić ją zgromadzeniem konstytucyjnym [...], tak by możliwie najszybciej znieść obecny reżim i zakończyć wojnę”[25].

Gdzie wówczas był Związek Akademicki? Profesorowie pozostali w domach. Obawiali się, że Związek Związków stał się organizacją nazbyt radyklaną, i zbojkotowali jego kongres.

Wówczas to rosyjscy studenci uczynili coś niespodziewanego, coś, co wywołało reakcję łańcuchową, która doprowadziła do wybuchu wielkiego strajku powszechnego w połowie października, a w konsekwencji do rewolucji rosyjskiej 1905 roku. Co takiego uczynili? Wrócili na uniwersytety.

Nie wrócili jednak sami. Po serii otwartych zgromadzeń politycznych zaciekawieni robotnicy zaczęli odwiedzać uniwersytety. Nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, co z nimi począć. – Nie mieliśmy ani żadnego planu, ani mówców – wspominał jeden ze studentów. – Rozpocząłem od kilku słów powitania, zasugerowałem, żebyśmy omówili zaistniałą sytuację polityczną, po czym oddałem głos ludziom zgromadzonym na spotkaniu. Wywiązała się całkowicie chaotyczna dyskusja. Niektórzy z gości, którzy zgłosili się do wygłoszenia mowy, zupełnie nie potrafili się wysłowić[26].

Niemniej jednak wieści o niezwykłych zgromadzeniach rozeszły się pośród pracowników fabryk. Policja nie zakłócała ich przebiegu. Liczba uczestników stale rosła. W krótkim czasie praktycznie całe fabryki zjawiały się u bram uniwersytetów. Robotnicy zabierali głos, by recytować własne wiersze. W październiku tak wielkie tłumy wypełniały gmachy uczelni, że mogłoby się zdawać, iż dosłownie zawalą się one pod ciężarem ludzi.

W Moskwie komendant policji ostrzegał, że jeśli którekolwiek z tych zgromadzeń wyjdzie na ulice, padną strzały. Rektor Uniwersytetu Moskiewskiego Siergiej Nikołajewicz Trubieckoj postanowił zamknąć uczelnię 22 września. Tłumaczył to następująco: „Uniwersytet nie jest miejscem zgromadzeń politycznych. Nie może i nie powinien być publicznym placem na takiej samej zasadzie, na jakiej plac publiczny nie może być uniwersytetem. Wszelkie próby przekształcenia uniwersytetu w miejsce powszechnych zgromadzeń doprowadzą do zatarcia jego charakteru”[27].

Trubieckoj, odczuwając ciążącą na nim odpowiedzialność, nie mógł uczynić nic innego, jak tylko zamknąć bramy uczelni. Jednak to posunięcie sprawiło, że robotnicy wyszli na ulice. Doszło do starć z policją i gwałtownej eskalacji przemocy.

W artykule datowanym na 4 października 1905 roku Lenin osobiście podsumował, bez większego współczucia, pułapkę bez wyjścia, w jakiej znaleźli się profesorowie. „Zamknęli Uniwersytet Moskiewski, ponieważ bali się, że dojdzie tam do jatki. Jednak ich działanie doprowadziło do jeszcze straszliwszej krwawej łaźni na ulicach. Chcieli stłumić rewolucję na uczelni, lecz rozpalili ognie rewolucyjne na ulicach. Profesorowie sami wpadli w żelazny potrzask”[28].

W czerwcu 1905 roku w Odessie strajk generalny przerodził się w walki pomiędzy strajkującymi robotnikami, reakcjonistami i siłami lokalnych władz. Załoga stojącego w odeskim porcie rosyjskiego pancernika „Potiomkin” podniosła bunt. Szacuje się, że wskutek zajść poległy dwa tysiące osób, a trzy tysiące odniosły rany.

8 października zastrajkowali pracownicy moskiewskiej kolei. Ich protest przerodził się w strajk generalny: 13 października Rosja była sparaliżowana. Dwa dni później car wezwał swoich najbliższych doradców do pałacu. Rysowała się przed nimi ponura alternatywa: zarządzić głębokie reformy albo powierzyć kierownictwo rządu wojskowym. Po kolejnych dwóch dniach zapadła decyzja o utworzeniu pierwszego w dziejach Rosji parlamentu – Dumy Państwowej Imperium Rosyjskiego (ros. Государственная Дума Российской Империи). Wiernadski wraz z innymi aktywistami z grona inteligencji pośpiesznie uformował partię polityczną mającą reprezentować liberalne kręgi społeczeństwa: Partię Konstytucyjno-Demokratyczną (ros. Конституционно-Демократическая Партия), nazywaną również skrótowo Partią Kadetów. (Dowcipnisie przezywali ją Partią Profesorów).

Ten spóźniony eksperyment społeczno-polityczny jednak się nie powiódł. Rozpadliny, które otworzyły się pomiędzy właścicielami ziemskimi a ludem, reakcjonistami a radykałami, młodymi a starymi stały się zbyt rozległe i głębokie, a tak zwana liberalna rewolucja była dosłownie skąpana we krwi. Rok 1905 przyniósł znacznie więcej ofiar niż późniejsze przełomowe rewolucje rosyjskie, do których doszło w lutym i październiku 1917 roku. Manifest carski sprowokował trwający tydzień pogrom, jako że grupy społeczne uzależnione od caratu i gotowe bronić status quo – kupcy, drobni rzemieślnicy, niektórzy pracownicy fizyczni – zaatakowali tych, którzy ich zdaniem doprowadzili ich świat do ruiny. Za cel obierali w szczególności studentów, liberałów i Żydów.

W Moskwie przy próbie przywrócenia porządku do gry włączyła się armia. W grudniu 1905 roku spacyfikowała miasto, zabijając ponad tysiąc mieszkańców.

Chłopstwo również podniosło bunt. Aby stłamsić w zarodku zamieszki na prowincji, carskie sądy wojskowe skazały na śmierć tysiące chłopów. Ponadto przeszło 14 tysięcy chłopów poległo w starciach z siłami rządowymi. Ekspedycje karne wyruszyły do krajów bałtyckich i Polski, a także w obszary przebiegu Kolei Transsyberyjskiej – plądrując, paląc i mordując. Jeden z rozkazów skierowanych do członków takich ekspedycji brzmiał: „Nie żałować kul i nie dokonywać aresztowań”.

Szlachta ogarnięta ogólnospołeczną paniką pośpiesznie wyprzedawała majątki. Ceny sprzedaży i najmu ziemi leciały na łeb na szyję.

Owej zimy również zapanował głód; nie była to katastrofa w takiej skali jak w latach 1891–1892, ale klęska dość dotkliwa, dodatkowo pogłębiona politycznym chaosem. W Tambowie Wiernadski, jego syn George i zarządca posiadłości Wiernadowka zorganizowali pomoc dla głodujących, a przy tym skorzystali ze sposobności, aby opowiadać przymierającym głodem chłopom o zbliżających się wyborach parlamentarnych. Błyskawicznie trafili do aresztu. George wyszedł na wolność po tygodniu, ale Władimir musiał złożyć wizytę samemu premierowi Rosji hrabiemu Siergiejowi Juliewiczowi Wittemu, by załatwić zwolnienie z aresztu rodziny nadzorcy majątku.

W stolicy, Sankt Petersburgu: „lodowaty dreszcz rozczarowania partiami, polityką i wszelkimi organizacjami przeszywał serca niczym ostrze noża. Wybuchały zajadły kłótnie. W końcu nikt już o nic nie dbał [...]. Brakowało wiary w cokolwiek i kogokolwiek”.

Po powrocie ze Sztokholmu wiosną 1906 roku poeta Aleksiej Kapitonowicz Gastiew odmalował groteskowy obraz stołecznego miasta:

Zrozpaczeni, wycieńczeni ludzie snują się po wspaniałym Newskim Prospekcie. Nieszczęśni, bezradni i bezużyteczni popełniają samobójstwo w Newie bądź w kanałach Fontanka i Mojka, rzucają się na kamienie z wysokich budynków, strzelają sobie w głowę, zażywają truciznę, a nawet wieszają się na cmentarnych krzyżach. Samobójstwa stały się czymś tak powszednim, że teraz już gazety wspominają tylko o najbardziej „interesujących” przypadkach[29].

Pierwsza Duma zebrała się w kwietniu 1906 roku. W istocie jednak obrady parlamentu okazały się karykaturą tego, co car obiecał. A kiedy członkowie Partii Kadetów złożyli protest, domagając się zapowiedzianych reform, po zaledwie kilku tygodniach rozwiązano zgromadzenie. W kwietniu 1906 roku funkcję premiera objął Piotr Arkadiewicz Stołypin i niezwłocznie zabrał się do usuwania wszelkich śladów radykalnej myśli. Druga Duma zebrała się w marcu 1907 roku i znów szybko została rozwiązana. Gdy wszyscy zaangażowani w grę polityczną zaczęli dbać przede wszystkim o własne interesy, Partia Kadetów straciła poparcie. Trzecia Duma przetrwała całą kadencję w latach 1907–1912, ale obrady zdominowała szlachta ziemiańska i służyły one głównie usankcjonowaniu istniejącego stanu rzeczy. Car Mikołaj II w coraz większym stopniu, wręcz obsesyjnie, starał się bronić własnych przywilejów, a gdy pozbył się co bardziej rozsądnych i uczciwych doradców, ich miejsce zajęli cynicy i szarlatani, tacy jak Rasputin.

Nietrudno wczuć się w ówczesny nastrój społecznej beznadziei. Powieści, utwory poetyckie i dramatyczne z tego okresu dają poczucie urzeczywistniającej się apokalipsy. Aleksander Błok, Andrzej Bieły, Walery Briusow... wszyscy pisali tak, jakby nadciągał koniec czasów, o ile – w ich przekonaniu – jeszcze nie nastąpił. Satyryk Jewgienij Iwanowicz Zamiatin, na długo przedtem, nim wydał swoją powszechnie wychwalaną dystopię My, spisywał opowieści wieszczące totalną katastrofę jako jedyną drogę wyjścia z politycznego impasu, w którym utknęła Rosja.

20 listopada 1910 roku zmarł pisarz Lew Tołstoj. Mimo że jego poglądy polityczne uchodziły za staroświeckie, młodzież traktowała go z wielkim szacunkiem. Studenci uniwersytetów w całym kraju organizowali uroczystości jego pamięci i formułowali rezolucje, w których obiecywali uhonorować pisarza poprzez walkę przeciwko kapitalistycznej opresji. W Sankt Petersburgu z tysiącami studentów zgromadzonych na demonstracji na Newskim Prospekcie starły się oddziały miejskiej policji. Kiedy prorektor miejscowego uniwersytetu Iwan Andriejew próbował przekonać podopiecznych do rozejścia się, młodzież z pieśnią na ustach wzięła go na ręce i poniosła na ramionach nad tłumem.

Do końca listopada aresztowano ponad 400 studentów. Liberalna gazeta moskiewska „Wiadomości Rosyjskie” (ros. Русские Ведомости) odnotowała, że:

[...] liczne oddziały policji z karabinami wyposażonymi w bagnety obstawiały długie korytarze uniwersytetu; tak uzbrojona policja eskortowała profesorów wraz z małymi grupami studentów na wykłady i pełniła straż w salach wykładowych. Studenci wdarli się do uczelni i sal wykładowych, śpiewając rewolucyjne pieśni i próbując zakłócić zajęcia za pomocą gwizdków i cuchnących gazów[30].

Jeden z profesorów zaczepiony przez któregoś ze studentów wpadł w histerię i trzeba było go wynieść z sali.

W końcu policja przypuściła otwarty szturm na Uniwersytet Moskiewski. Wobec tak drastycznego zakłócenia funkcjonowania instytucji akademickiej trzech najwyższych urzędników uniwersytetu postanowiło złożyć dymisję. Wraz z nimi to samo uczynił Władimir Iwanowicz Wiernadski i ponad jedna trzecia członków kadry nauczycielskiej. Wszystko wskazywało na to, że uniwersytet zakończy działalność. Ale wówczas nie miało to już większego znaczenia. Zarówno profesorowie, jak i studenci mieli do zrobienia coś znacznie ważniejszego niż uczestnictwo w zajęciach.

Po co próbować walczyć z żenującym państwowym systemem edukacji, skoro można go zwyczajnie zastąpić lepszym? W tym samym czasie w Niemczech formowano w Berlinie niezależną sieć cenionych instytucji badawczych pod nazwą Towarzystwo Postępu Naukowego im. Cesarza Wilhelma (niem. Kaiser-Wilhelm-Gesellschaft zur Förderung der Wissenschaften). Może rosyjscy naukowcy mogli stworzyć coś podobnego?

Moskiewscy profesorowie pochodzili głównie z rodzin kupieckich bądź mieli dobre towarzyskie powiązania z miejscowymi kupcami i przemysłowcami. Zakładali fundacje i organizacje przedsiębiorcze wzorowane na modelach niemieckim i brytyjskim, by lobbować o prywatne fundusze. Wykładali na prywatnych uczelniach oraz wysoko cenionych kursach dla kobiet organizowanych przez przedsiębiorców filantropów owładniętych liberalnymi ideami. Wielu spośród byłych wykładowców Uniwersytetu Moskiewskiego, którzy złożyli rezygnację, nigdy już nie wróciło do pracy na tej państwowej uczelni. Mieli znacznie większą swobodę, ucząc poza państwowym systemem edukacji, w instytucjach takich jak Moskiewski Miejski Uniwersytet Ludowy (ros. Московский Городской Народный Университет), założony w 1908 roku z inicjatywy generała Alfonsa Szaniawskiego. Ten emerytowany oficer polskiego pochodzenia, magnat przemysłowy, który dorobił się ogromnej fortuny na eksploatacji złóż złota, dobroczynnie przeznaczał niemałe środki finansowe na wspieranie polskich stowarzyszeń, ale i rozmaitych placówek szkolnych, między innymi na Syberii, czy ośrodków kształcenia medycznego kobiet.

Państwo nie zamierzało zatrudniać absolwentów uniwersytetu ufundowanego przez Szaniawskiego w taki sposób, w jaki oferowało pracę tym, którzy zdobyli „prawdziwy” dyplom, ale nikt się tym nie przejmował. Tylko nieliczni wierzyli, że państwo w ówczesnej formie przetrwa kolejną zimę. Na zajęciach z zakresu administracji publicznej, ruchów spółdzielczych, zdrowia publicznego i edukacji przygotowywano nowe pokolenie mające funkcjonować w zupełnie nowej epoce.

Władimir Wiernadski po odejściu z Uniwersytetu Moskiewskiego został przyjęty w poczet członków Cesarskiej Akademii Nauk (ros. Императорская Академия Наук) i przeprowadził się do Sankt Petersburga. Jako sprawny administrator rozwijał ambitne plany naukowe, w szczególności w dziedzinie nauk przyrodniczych. Wraz ze swoim ulubionym studentem Aleksandrem Fersmanem apelował do władz, by wspomogły wykorzystanie ogromnego potencjału górniczego kraju. Dzięki corocznym ekspedycjom wraz ze studentami do odległych regionów imperium lokalizował i nanosił na mapy miejsca bogatych złóż boksytu służącego do produkcji aluminium. Wszystko to jednak zdawało się działaniami beznadziejnymi. Latem 1913 roku, podczas pobytu w Kanadzie na Międzynarodowym Kongresie Geologicznym (ang. International Geological Congress), pisał do żony Natalii:

W ciągu ostatniego 10-lecia Stany Zjednoczone poczyniły ogromne postępy w nauce: obecnie Ameryka doskonale radzi sobie bez wsparcia ze strony uniwersytetów niemieckich, których pomoc nie tak dawno była tu uznawana za niezbędną. Gdy chcąc nie chcąc porównuję ten okres do ostatnich lat w Rosji – działalności ministra Kasso [Lew Arystydowicz Kasso, w latach 1910–1914 rosyjski minister edukacji – przyp. red.] i jego towarzystwa, całej ten bandy, która tworzy nasz imperialny rząd – odczuwam głębokie przygnębienie i zaniepokojenie.

Po wybuchu I wojny światowej, kiedy w Turkiestanie jeden z wielkich książąt odciął dostęp do bogatych miejscowych złóż tungstenu znajdujących się na terenach pozostających w jego władaniu, inny uczony, matematyk Aleksiej Kryłow, odważył się publicznie wyrazić własną opinię na ten temat. Stwierdził wówczas, że jeśli Rosja przegra wojnę, to nie tylko wielcy książęta stracą wszystko, lecz całą dynastię panującą diabli wezmą[31].

Gdy po zamachu na następcę tronu Austro-Węgier arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga Rosja rozpoczęła działania wojenne, ujawniła się istotna słabość kraju: całkowite uzależnienie od wymiany gospodarczej z Niemcami. Rosyjski handel, przemysł, nauka i praktycznie cała ekonomia były uzależnione od dobrych relacji z państwem, z którym Rosja teraz walczyła.

Beznadziejną sytuację w przejmujący sposób podsumował Aleksandr Siergiejewicz Sieriebrowski, w późniejszych latach jeden z najwybitniejszych genetyków działających w Związku Radzieckim. W swoim dzienniku pod datą 5 lipca 1914 roku naukowiec zanotował:

Jestem teraz żołnierzem. Miasto udekorowano flagami i tak dalej. Boże, cóż za morze niepohamowanych kłamstw w tym wszystkim [...]. Tak wiele osób, które znam, wyczekiwało specjalnego manifestu i nadania równych praw różnym narodowościom. Żydzi chodzili po ulicach z Torą i śpiewali hymn „Boże, chroń cara”. Nawet niektórzy intelektualiści wznosili okrzyki „hurra”, gdy car przejeżdżał obok nich.

Jak się okazało, wszystkie te oczekiwania były bezwartościowymi mrzonkami. Carowi brakowało mądrości w zarządzaniu państwem. Jednym ruchem pióra mógł zapewnić sobie tron na wiele kolejnych lat, stworzyć rzeszę wiernych poddanych i zjednać sympatię całego ludu, z inteligencją włącznie. Zaprawdę można było doprowadzić do autentycznego pojednania ludu i władz państwowych. Och, wiem, że wyruszałbym wówczas na front w zupełnie innym stanie ducha i umysłu [...]. Rozbudzili nadzieje i oczekiwania w najwyższym stopniu, tak że nawet kierowcy aut przejeżdżających ulicami brali udział w paradach, a ostatecznie nie dali nam niczego [...].

Sieriebrowski zakończył swoją ocenę następującą konstatacją: „Kocham Rosję nazbyt mocno, by życzyć jej teraz wyjścia z tej wojny zwycięską ręką. Zwycięstwo wojenne Rosji byłoby powrotem do zamierzchłej przeszłości. Przegrana w wojnie byłaby kolejnym krokiem naprzód ku jasnej przyszłości”[32].

[...]

PRZYPISY

[1] Wydanie polskie: Łuria, O pamięci, która nie miała granic, tłum. Joanna Przesmycka.

[2] Po wybuchu wojny w sierpniu 1914 roku nazbyt niemieckobrzmiący Sankt Petersburg przemianowano na Piotrogród – rosyjski odpowiednik znaczeniowy dawnej nazwy, choć pozbawiony członu „Sankt” (Święty).

[3] W Rosji obowiązywał wówczas kalendarz juliański, zgodnie z którym przewrót rozpoczął się nocą z 24 na 25 października (co odpowiada nocy z 6 na 7 listopada według kalendarza gregoriańskiego). Stąd nazwa „rewolucja październikowa”. W całej książce starałem się konsekwentnie podawać wszystkie daty wyliczane według kalendarza gregoriańskiego, który Rosja przyjęła dopiero w 1918 roku.

[4] Pięciolatka (ros. пятилетка, właściwie: пятилетний план развития народного хозяйства) – nazwa pięcioletnich planów rozwoju gospodarki narodowej ZSRR wprowadzanych dwunastokrotnie, począwszy od 1928 roku – przyp. tłum.

[5] Bailes, Science and Russian Culture in an Age of Revolutions: V.I. Vernadsky and His Scientific School, 1863–1945, str. 99.

[6] Pipes, Rosja carów, tłum. Władysław Jeżewski, str. 84.

[7] Hodowane w Rosji zboża, które nie trafiały na eksport, przeznaczano głównie do produkcji wódki. Zob.: Herlihy, The Alcoholic Empire: Vodka and Politics in Late Imperial Russia.

[8] Historycy radzieccy często określają okres, w którym panowała taka polityka, „reżimem Arakczejewa” bądź „arakczejewszczyzną”, od nazwiska hrabiego Aleksieja Andriejewicza Arakczejewa (1769–1834), generała, który zasłynął założeniem osiedli, których mieszkańcy musieli łączyć ciężką pracę na roli z wojskową dyscypliną i przygotowaniem militarnym. Zob.: Stites, Revolutionary Dreams: Utopian Vision and Experimental Life in the Russian Revolution.

[9] Haynes i Husan, A Century of State Murder?: Death and Policy in Twentieth-Century Russia, str. 28.

[10] Burds, Peasant Dreams and Market Politics: Labor Migration and the Russian Village, 1861–1905, str. 34.

[11] Tamże, str. 74.

[12] Radziński, Aleksander II. Ostatni wielki car, str. 458.

[13] Holloway, Stalin and the Bomb: The Soviet Union and Atomic Energy, 1939–1956, str. 112.

[14] Bailes, Science and Russian Culture in an Age of Revolutions, str. 9.

[15] Tamże, str. 17.

[16] Tamże, str. 26.

[17] Ograniczenia dotyczące kobiet i próby ich obejścia niejednokrotnie przyczyniały się do publikowania dziwacznych artykułów prasowych. Na przykład wówczas, gdy grupa Żydówek oficjalnie zarejestrowała się jako prostytutki, by mieć prawo pobytu i pracy w Sankt Petersburgu, jednak odkryto, że w rzeczywistości młode panny zapisały się na wykłady w instytucjach medycznych i naukę na prywatnych kursach akademickich przeznaczonych dla kobiet. Historia ta (całkowicie prawdziwa) łączyła w sobie tyle wątków dotyczących zarówno wzniosłych ambicji, jak i nieobyczajności, że już przed końcem I wojny światowej poświęcono jej aż cztery filmy fabularne. Zob.: Nathans, Beyond the Pale: The Jewish Encounter with Late Imperial Russia. Zob. też: Koblitz, Science, Women and Revolution in Russia, a także: Kassow, Students, Professors, and the State in Tsarist Russia.

[18] Vernadsky, Geochemistry and the Biosphere.

[19] W celu zasięgnięcia dodatkowych informacji o późnych wizjonerskich pracach Wiernadskiego zob.: Roginsky, Perchenok i Borisov, Community as the Source of Vernadsky’s Concept of Noosphere, w: „Configurations”, 1 (1993), str. 415; a także: Nazaretyan Big (Universal) History Paradigm: Versions and Approaches, [w:] „Social Evolution and History”, 4 (2005), str. 61–86.

[20] Bailes, Science and Russian Culture in an Age of Revolutions, str. 65.

[21] Moon, The Environmental History of the Russian Steppes: Vasilii Dokuchaev and the Harvest Failure of 1891, [w:] „Transactions of the Royal Historical Society (Sixth Series)”, 15 (2005), str. 158.

[22] Tak sformułowane pytanie nie było całkiem uczciwe. Jeśli uwzględni się skalę katastrofy, to trzeba przyznać, że rząd starał się podejmować odpowiednie kroki zaradcze, które okazały się w pewnym stopniu skuteczne. W 1893 roku gospodarka rosyjska funkcjonowała tak, jakby w ogóle nie doszło do klęski głodu. Niemniej jednak w owym czasie wobec ogólnonarodowej rozpaczy nikt nie miał ochoty słuchać dobrych wiadomości. Zob.: Simms, The Economic Impact of the Russian Famine of 1891–92, [w:] „Slavonic and East European Review”, 60 (1982), 1, str. 70.

[23] Bailes, Science and Russian Culture in an Age of Revolutions, str. 85.

[24] Kassow, Students, Professors, and the State in Tsarist Russia, str. 217.

[25] Tamże, str. 227.

[26] Tamże, str. 253.

[27] Tamże, str. 266.

[28] Tamże, str. 269.

[29] Johansson i Gastev, Aleksej Gastev, Proletarian Bard of the Machine Age, str. 29.

[30] Kassow, Students, Professors, and the State, str. 356.

[31] Bailes, Science and Russian Culture in an Age of Revolutions, str. 140.

[32] Fando, The Unknown About a Well-Known Biologist, [w:] „Herald of the Russian Academy of Sciences”, 78 (2008), str. 165–166.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Stalin i naukowcy 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie