Cały ten Rock

Cały ten Rock

Autorzy: Michał Wojtas Remigiusz Maciaszek

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 28.99 zł

Kanał Remigiusza „Rocka” Maciaszka na YouTubie jest jednym z największych fenomenów w polskim Internecie. Przez ostatnie lata postać ta wywołała niezliczoną ilość kontrowersji – fani i hejterzy zażarcie dyskutowali na temat pracy, rodziny i kariery „Rocka”. Wielu chciałoby się dowiedzieć, jaki on jest w realu i jak odniósł tak ogromny sukces.

 

Ta książka opowiada o drodze Remigiusza Maciaszka na szczyt. Od pracy na budowie, przez prowadzenie wypożyczalni filmów, do ikony polskiego YouTube’a. To także historia dzieciństwa wielu dzisiejszych 30- i 40-latków. Dziecięce fortuny stracone w pierwszych salonach gier i kafejkach internetowych. Dźwięk pracy legendarnych komputerów: Commodore, Amiga 500 i pierwszych Pecetów, których posiadanie dawało właścicielowi status osiedlowej gwiazdy. Wypieki na twarzy podczas czytania „Bajtka” i „Secret Service”. To barwne początki branży gier aż po moment, gdy jej światowa wartość stanowi jedną piątą PKB Polski.

 

W tle dzieje się jeszcze jedna historia: tego, jak YouTube w ciągu dwunastu lat stał się perłą w koronie Google'a, najważniejszym kanałem marketingu gier i pracodawcą dla tysięcy twórców, z których niektórzy zarabiają dziesiątki milionów dolarów.

Cały ten Rock jest podróżą od czasów, kiedy odwiedzało się kolegów, aby popatrzeć, jak grają, aż po moment, kiedy ponad milion ludzi ogląda, jak gra „Rock”. A czasem wystarczy, że tylko do nas gada. 

Cholerny świat!

Dzień dobry. Witam was bardzo, bardzo serdecznie…

To jest bardzo nietypowe nagranie, bo tak właśnie powstaje mój wstęp do książki. Poprosiłem wydawcę, żeby w bardzo dosłownej formie trafiło to do książki i żebyście dzięki temu się dowiedzieli, jak ona powstawała.

Jeżeli macie w rękach książkę i czytacie te słowa na kartce papieru, to informuję, że jak zwykle siedzę przed mikrofonem, gadam do kamery i nagrywam. I może wrzucę w jakiejś formie to nagranie na YouTube’a. Zobaczymy. To może zaciekawić tych widzów, którzy nie mieli jeszcze okazji rzucić okiem na książkę, a na przykład są ciekawi całego procesu.

Powiem wam, jak to wyglądało. Kiedy pierwszy raz skontaktował się ze mną Maciek ze strony wydawcy i opowiedział o pomyśle na książkę, to byłem mocno na „nie”. Wtedy youtuberzy już masowo pisali książki. Większość z nich naprawdę nie była zbyt wiele warta i bałem się, że ja się wpiszę w ten trend. No bo wiadomo… youtuber to teraz taki chwytliwy, ciekawy temat i warto wydać o nim książkę i zarobić na niej jakąś kasę… I właśnie stąd mój sceptycyzm. Ale z drugiej strony wydać książkę to coś wyjątkowego, wręcz nobilitującego i też chciałem… zaspokoić swoje ego. Pierwsza propozycja wyglądała tak, że ja bym tę książkę sam pisał, ona by powstawała przez długi czas, a byłem już na tyle świadom swoich obowiązków, by wiedzieć, że za diabła się z tym nie wyrobię i w pewnym momencie stracę ochotę do pisania. Że pewnie nawet jeżeli coś napiszę, to po jakimś czasie mi się to znudzi i zajmę się jakimiś innymi wyzwaniami…

Na szczęście już wtedy powiedziałem Maćkowi: „Nie ma szans, żebym ja tę książkę sam napisał”. I wyszła propozycja, wydaje mi się, że ode mnie, a może w toku dyskusji wpadliśmy razem na pomysł, że pomoże mi w tym Michał, pisarz – tak sobie go nazwałem w filmach, w których mówiłem o projekcie (mam nadzieję, że Michał się nie gniewa z tego powodu). On będzie do mnie przyjeżdżał, ja będę mu opowiadał historie, które on nagra, a potem przeniesie na papier w formie, którą uzna za stosowną. Już wtedy miałem taką wizję tej książki, że gdzieś będą w niej moje opowieści spisane jeden do jednego, z tą delikatną różnicą związaną z tym, że słowo mówione i pisane jednak się od siebie różnią. Miałem też nadzieję, że Michał nie tylko po prostu spisze moje słowa, ale też opowie o tym, co widzi, kiedy się u mnie pojawia. Jak on mnie postrzega w ramach moich opowieści i w ogóle w ramach tego świata, który sobie stworzyłem. Ale nie mówiłem mu o tym, żeby nie narzucać mu sposobu myślenia i pisania. Myślałem sobie, że dobrze, żeby to wyszło od niego.

Na szczęście faktycznie tak to się potoczyło, że książka zaczyna się właśnie jego spostrzeżeniami na temat tego, co zobaczył, przychodząc pierwszy raz do mojego domu. I pamiętam, że kiedy dostałem ten pierwszy rozdział do przeczytania, jeszcze w takiej nieobrobionej formie, to on zrobił na mnie duże wrażenie. Przede wszystkim zaskoczył mnie takim spojrzeniem na mnie totalnie z zewnątrz. Nie kogoś, kto mnie bardzo dobrze zna jako twórcę na YouTubie, tylko jakiegoś gościa, który coś ma do przekazania i nie do końca jest pewien, w jakiej formie, i czy w ogóle powinien to przekazywać.

Tak właśnie, trochę niekonwencjonalnie, powstawała ta książka. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy ze sobą, zbierając w ten sposób materiał. Ja wiem, że często pisze się książki na zasadzie „wywiad rzeka”, że się gada, gada, gada, a potem to spisuje. Ale chodzi mi właśnie o to, że mamy dwa punkty widzenia: mój i pisarza, zestawione ze sobą w mojej książce.

Kiedy dostałem cały tekst w pierwszej wersji, to muszę przyznać, że byłem pod ogromnym wrażeniem. Byłem zachwycony. To nie do końca dobrze, bo zachwycanie się książką o sobie, ze swoimi opowieściami, pachnie narcyzmem, a ja staram się unikać takich rzeczy. Zresztą muszę przyznać, że w samej książce dbałem o to, żeby zachować skromność, i to też jest pułapka, bo gdy człowiek stara się być skromny, to czy nadal jest sobą? Czy nie udaje kogoś innego? Zresztą sami będziecie mieli okazję przeczytać, że w tych moich opowieściach jest dużo przemyśleń na temat tego, ile ze mnie jest na tym YouTubie i czy jestem w stu procentach sobą.

Kiedy opowiada się o czymś takim w rozmowie, trzeba się zastanowić nad tym, co się mówi. Po pierwsze, mówię o tym facetowi, który niekoniecznie musi mnie lubić. Potem zostanie to wydrukowane i będą to czytali ludzie, którzy mogą mnie lubić, ale mogą też stracić do mnie szacunek w związku z tym, co przeczytają. Dlatego, opowiadając o tym, z jednej strony uważam na to, by nie zafałszować rzeczywistości, ale z drugiej strony staram się przeanalizować swoje zachowanie i motywacje. I także to znajdziecie w tej książce: moje uczciwe spojrzenie na moją przeszłość i ewentualną przyszłość na YouTubie. Rzadko zdarza mi się nagrywać materiał, w którym często mówię „ja”, „moje” i opowiadam o sobie. Ta książka trochę mnie zmusiła do spojrzenia na siebie z innej perspektywy.

Muszę przyznać, że to było przyjemne i cholernie dobrze się nad nią pracowało. Po prostu rozmawialiśmy z Michałem i ja opowiadałem historie, co uwielbiam robić, w czym się dobrze czuję i co nie najgorzej mi wychodzi. Potem on to spisał i dostarczył mi w takiej formie, która mi się piekielnie spodobała. Do tego momentu, kiedy opowiadam ten wstęp, miałem okazję przeczytać książkę już dwa razy. Nadal jest kilka rzeczy do skorygowania lub uzupełnienia, więc za chwilę siadam do klawiatury i dopiszę jeszcze kilka fragmentów.

Zatem zapraszam do czytania wszystkich, którzy przewracają kartki, a tym, którzy oglądają moją wypowiedź we vlogu, mówię, że bardzo mi miło, że książka w końcu wyszła i mam nadzieję, że bardzo wam się spodoba, jeżeli już trafi w wasze ręce.

Rock

Od wydawcy

Dwanaście lat temu opublikowanie dziewiętnastosekundowego filmu pod tytułem Ja w ZOO zapoczątkowało nową epokę w historii mediów. Film załadował Jawed Karim, jeden z twórców serwisu YouTube, który od tamtego czasu stał się synonimem tworzenia, oglądania i komentowania filmów w Internecie. YouTube szybko stał się częścią gigantycznej firmy, która wpływa na życie internautów bardziej, niż sami chcieliby przyznać, a to dzięki temu, że jej szefowie znaleźli sposób na włączenie go w swój model biznesowy i zarabianie na nim. Zyskami postanowili (bo tak czy inaczej, musieli) dzielić się z twórcami filmów.

Dzięki temu powstał nowy zawód, którego większość ludzi nie wymieni w jednym rzędzie z architektem, nauczycielem czy strażakiem, ale o którym już marzą tysiące, z którego można całkiem dobrze żyć i jednocześnie czerpać satysfakcję. Youtuber tworzy filmy w taki sposób, jak mu to odpowiada: z lepszym, gorszym lub w ogóle bez scenariusza; świetnie lub fatalnie zmontowane; z udziałem aktorów lub nie pokazując nawet własnej twarzy. Filmy mogą oglądać ludzie na całym świecie, nawet w krajach, których rządy oficjalnie zablokowały YouTube. Oglądają wtedy, kiedy im to pasuje i jeśli polubią danego youtubera, dzielą się jego filmami ze znajomymi i dostają powiadomienia o tym, co publikuje – tworząc stałą i przewidywalną widownię.

Przynajmniej dwadzieścia lat wcześniej zaczęły do świadomości wielu ludzi wkraczać gry komputerowe, które w międzyczasie stały się jednym z głównych sposobów spędzania wolnego czasu. Gry rozwijały się wraz ze sprzętem, na który je pisano i przechodziły ewolucję wyglądu, od zbioru pikseli projektowanego przez entuzjastów dla zabawy po realistycznie wyglądające światy produkowane przez kilkudziesięcioosobowe zespoły profesjonalistów i przynoszące setki milionów dolarów przychodu. Podobnie jak filmy w Internecie, gry są tematem codziennych rozmów, wpływają na wyobraźnię ludzi i stały się na dobre elementem kultury, czerpiąc inspiracje z książek czy filmów – i wpływając na scenarzystów i pisarzy.

Polska w obu tych obszarach ma swoją specyfikę, na przykład język czy wartość rynku, ale na dobre stała się elementem zarówno świata YouTube’a, jak i gier. Polacy produkują filmy i gry konsumowane przez ludzi na całym świecie i odwrotnie: grają i oglądają to, czego dostarczają im inni ludzie, mieszkający często poza Europą. Dzięki treściom związanym z grami Google zarabia w Polsce miliony złotych, a producenci gier mogą dotrzeć do swoich potencjalnych odbiorców.

Remigiusz Maciaszek od dawna pracuje na styku tych dwóch światów. Ma doświadczenie i wiedzę, a także chęć do opowiadania historii i charyzmę, które pozwoliły mu na zbudowanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskojęzycznych kanałów o grach, na którym jego materiały obejrzano ponad 400 milionów razy. Jeśli jesteś jego subskrybentem, jeśli sam masz kanał, który chcesz rozwijać, albo po prostu interesuje Cię YouTube jako medium – ta książka jest dla Ciebie. Nie podamy Ci tajemnego przepisu na przemianę godzin za komputerem w złoto. Opowiemy za to o tym, jak połączenie fascynacji grami z systematycznością pozwoliło Rockowi zdobyć ponad milion subskrybcji, przyjaciół i przede wszystkim – świetnie się bawić dzięki odpowiedniemu dystansowi zarówno do hejterów, jak i do siebie.

Nawet jeśli uważasz zarówno twórców na YouTubie, jak i ich odbiorców za bandę głupawych gimnazjalistów – tym bardziej zerknij do środka i przeczytaj, co nasz bohater ma do powiedzenia. Dzięki temu dowiesz się, o co chodzi w świecie, w którym żyją setki tysięcy (zwykle młodych) Polaków i w którym do podziału są sława i pieniądze. Ten świat powoli zastępuje telewizję, radio oraz prasę i nie ma od tego odwrotu. Ludzie z każdym rokiem coraz więcej będą mówili o tym, co widzą na YouTubie, coraz mniej o Teleekspressie i Faktach.

Przede wszystkim znajdziesz tutaj historię samego Rocka, który nie jest typowym polskim youtuberem, ale stanowi uosobienie sukcesu w tym medium. Przeczytasz, jak przeszedł drogę od pracy na budowie do dziennikarza, by stać się w jednej osobie graczem, prezenterem, aktorem, scenarzystą i montażystą. Dowiesz się, ile czasu poświęca na przygotowanie godziny materiału, jak sobie radzi z żartami na temat swojej nadwagi i co o tym wszystkim sądzi jego żona.

Dobrej zabawy!

Rozdział I

Rock inny niż na YouTubie // Bolesławiec // ojciec wzorem i postrachem // wolne przebiegi // całe dzieciństwo z tenisem // bijatyki w podstawówce // do czego się przydają język polski i fizyka // Conan Barbarzyńca // skromne początki przemysłu gamingowego

Za oknem styczniowy śnieg. Siedzimy w kuchni domu na przedmieściu Wrocławia, do którego gospodarz i jego rodzina nie tak dawno się wprowadzili. W kubkach paruje herbata – ta sama, którą wytrwale reklamuje na swoim kanale. Mimo że mieszkanie widziałem wcześniej na filmie, jestem pod wrażeniem tego, że wszystko jest na swoim miejscu, każdy detal jest zaplanowany, w aranżacji wnętrza nie ma miejsca na przypadek ani na dysonans.

Gospodarz jest okrągły, brodaty, bosy, ubrany w spodnie od dresu i koszulkę z logo zespołu trashmetalowego z kategorii wiekowej 35 plus. Widać, że nie czuje się do końca pewnie, gdy wyciągam dyktafon i zaczynam nagrywać to, co mają przeczytać odbiorcy jego książki. Najpierw przez kilkanaście sekund zastanawia się, co ma powiedzieć, mówi coś, zacina się, zaczyna zdanie jeszcze raz, a potem kolejny. Stara się ubrać w słowa dokładnie to, co ma na myśli, ale w międzyczasie przychodzi mu do głowy jeszcze lepszy pomysł. Słychać i widać, że jest zakłopotany, ale nie chce zrezygnować z dokładnego wyłożenia swoich myśli.

Czy to naprawdę ten Rock, który od siedmiu lat codziennie nagrywa po kilka godzin materiału na swój kanał YouTube, który jest w stanie gadać jak nakręcony na każdy temat i którego za sens tych wypowiedzi szanuje zarówno konkurencja, jak i widownia? Czy to na pewno facet, który w swoim czasie sam przeprowadzał wywiady, był gościem programów telewizyjnych, niezliczonych kanałów na YouTubie, który codziennie poznaje nowych ludzi, bierze udział w konferencjach i prezentacjach, prowadzi konta na Facebooku, Twitterze, Instagramie i Bóg wie, gdzie jeszcze? Czy to naprawdę Remigiusz Maciaszek, którego kanał subskrybuje milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy użytkowników YouTube’a, którzy codziennie pod jego filmami piszą setki komentarzy?

Na szczęście już po kilkunastu minutach Rock wciąga się we własną opowieść i przestaje się skupiać na detalach. Przy pierwszej okazji zaczyna opowiadać – i to bynajmniej nie pod wpływem nagłego impulsu, bo na pierwszy wywiad umówiliśmy się tydzień temu – o tym, co najmocniej go ukształtowało jako człowieka:

Rock w kuchni swojego domu we Wrocławiu.

Zastanawiałem się wiele razy, od czego by zacząć… Ostatnio dużo opowiadam we vlogach o rodzicach i o podejściu mojego ojca do wychowania. On był dosyć… stanowczy. Miał jasno wytyczoną wizję tego, co należy robić i czego nie należy robić, i wpajał te zasady dosyć surowo. Nie, żebym dostawał regularnie lanie, ale bardziej na zasadzie takiej wizji świata. Wiesz: co można, czego nie można i jak należy funkcjonować. I miał tę zasadę, którą teraz ja sam stosuję w życiu, a wcześniej nigdy nie podejrzewałem, że mi się to będzie podobało: że każda czynność, jaką wykonuję, musi mieć w moim życiu jakiś ciąg dalszy.

Cały czas musi się dziać coś, co zmienia moje życie.

Chodzi o to, że nic nie może być tylko po to, żeby się odbyło i żeby mi sprawiło przyjemność. Cały czas musi się dziać coś, co zmienia moje życie. Albo się czegoś uczę, albo zarabiam, albo poprawiam coś, co robiłem do tej pory, albo w inny sposób się rozwijam. Nawet film, który się ogląda, ma czegoś nauczyć. Nawet jeśli sobie przygotowuję kolację, to w tym czasie w piwnicy renderuje[1] mi się video na mój kanał. To jest chyba ta… filozofia wolnych przebiegów. Czyli że za każdym razem, gdy coś musisz zrobić, a nie do końca jest to związane z twoim rozwojem i twoją pracą, to musisz się postarać, żeby jednak odpowiednio wykorzystać każdą chwilę. Jak byłem młodszy, to myślałem, że to straszny idiotyzm, bo nie ma czasu na rozrywkę, na zabawę.

Ale prawda jest taka, że z wiekiem dostrzega się pewne podobieństwa do rodziców. Na początku starasz się tego unikać, od tego odchodzić. Nie podobają ci się postawy rodziców, bo one stoją w sprzeczności z fajnymi rzeczami, które chciałbyś sam robić: trochę się powygłupiać, spędzać radośnie czas. Natomiast rodzice chcą, żebyś ten czas spędzał, pracując, robiąc coś wartościowego, dokształcając się. To wzbudza protest, ale potem z czasem człowiek nagle zauważa, że wpisuje się w ten rytm życia wyznaczony przez swojego ojca i nagle okazuje się, że wszystko jest OK. Nie wiem, czy to pasuje do wszystkich ludzi, do mnie na pewno tak.

Rock wyraźnie różni się od typowego wiodącego youtubera prezentującego na swoim kanale materiały o grach komputerowych.

I rzeczywiście, temat wpływu ojca na poglądy i życie Rocka pojawia się w naszych rozmowach jeszcze wielokrotnie, tak że nie sposób pominąć go, myśląc o tym, kim jest, jakie filmy nagrywa i co osiągnął. Rock wyraźnie różni się od typowego wiodącego youtubera prezentującego na swoim kanale materiały o grach komputerowych: dwudziestokilkuletniego, przystojnego, często mającego problemy z mówieniem po polsku, strojącego ekspresyjne miny i przy każdej okazji krzyczącego lub wybuchającego histerycznym śmiechem. Od takich ludzi jest starszy przynajmniej o piętnaście lat, bogatszy o doświadczenia małżeństwa, wychowywania dziecka, prowadzenia firmy i – jak mówi – taka perspektywa jest jego dużą zaletą jako twórcy internetowego video.

Rock urodził się w 1977 roku, tym samym, w którym przychody producentów gier komputerowych po raz pierwszy przekroczyły miliard dolarów. Pierwsze dwanaście lat życia spędził w Polsce rządzonej przez jedną, z nazwy robotniczą, partię polityczną. Z tego względu ma często inny punkt widzenia niż większość jego widzów na sprawy związane z gospodarką, polityką, historią. Ale dla jego aktywności na YouTubie jeszcze ważniejsze jest to, że pamięta gry komputerowe składające się z grup pikseli wyświetlanych w 16 kolorach z dźwiękami w formacie MIDI. Takiej perspektywy na rozwój gier nie ma nikt, kto zaczynał grać dziesięć lat później i nie pamięta słodkiego uczucia triumfu, gdy na Commodore 64 gra w końcu załadowała się z kasety. Tego typu doświadczenia były udziałem małego Remika w mieście, w którym się wychowywał.

Tutaj Rock ma… rok ☺

Bolesławiec to czterdziestotysięczne miasto o godzinę jazdy na zachód z Wrocławia, czterdzieści minut na wschód od granicy z Niemcami w Zgorzelcu. Na tablicach rejestracyjnych mieszkańcy mają litery DBL, a oficjalna dewiza to „Miasto ceramiki”. Na terenie obecnego miasta produkowano naczynia już w średniowieczu, a w 1753 roku powstał tu „Wielki Garniec” o wysokości dwóch metrów i pojemności dwóch tysięcy litrów, z którego (przynajmniej niektórzy) mieszkańcy są dumni do dzisiaj.

Miasto ma zabytkowy rynek z ratuszem, kościół z pierwszej połowy XVI wieku i odnowione niedawno termy. Nadal działa tu wiele firm produkujących ceramikę, z których najbardziej znaną są Zakłady Ceramiczne Bolesławiec sp. z o.o. W Bolesławcu stacjonuje pułk artylerii Wojska Polskiego, a od niedawna także czterystu amerykańskich saperów. Są jeszcze zakłady chemiczne Wizów – a właściwie już tylko to, co po nich pozostało, czyli opuszczone budynki i ogromna hałda, którą mieszkańcy nazywają „Kilimandżaro”. Hałda rośnie do dzisiaj i pojawia się w wielu opowieściach Rocka, który w młodości spędził przy pracy na niej wiele dni – o czym przeczytacie dalej.

Gdybym miał się teraz cofnąć w myślach tak daleko, jak pamięć sięga, to pierwsza rzecz, którą pamiętam, to że chodziłem na treningi tenisa. Że kiedy kończyło się przedszkole, to zaczynał się od razu trening, mimo że w zasadzie nie było planu, że to ma być wyczynowy sport. To było pomyślane tak, że mam coś robić, że każda chwila mojego dnia musi być zajęta.

Dodaje, że jako dzieciak zawsze miał niespożytą energię: zamiast iść, biegł, zamiast mówić, krzyczał: Domyślam się, że rodzicie chcieli się mnie po prostu pozbyć z domu na trochę dłużej niż tylko lekcje w szkole. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to zupełnie inny Rock niż dzisiejszy: systematyczny, dzielący włos na czworo i spędzający przed komputerem przynajmniej kilka godzin dziennie. Ale też na pewno te doświadczenia z dzieciństwa miały duży wpływ na to, co robi dzisiaj:

I moje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa są właśnie takie, że chodzę na treningi, a w przedszkolu opowiadam o tym, co się działo na treningu.

Miałem od groma swobody, mimo że ojciec próbował mi zagospodarować każdą wolną chwilę. I moje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa są właśnie takie, że chodzę na treningi, a w przedszkolu opowiadam o tym, co się działo na treningu. Z kolei na treningu gadam z dzieciakami o tenisie i to… wiesz, wypełnia moje życie.

Uprawianie sportu dla dziecka jest zabawą, sprawia ci to radość. Ale ja także w moim dorosłym życiu zauważyłem, że muszę szukać sobie takich zajęć, które sprawiają mi przyjemność. Nie jestem w stanie pracować nad czymś, co jest dla mnie upierdliwe. Po prostu całe moje życie to była nauka i trenowanie poprzez zabawę. Ja to wszystko postrzegałem jako rozrywkę i dlatego to, co robię dzisiaj, też jest zabawą. Moja praca to zabawa. Gdybym znalazł sobie jakąkolwiek inną, to byłbym na maksa nieszczęśliwy.

Jeśli gdzieś mamy szukać najważniejszej przyczyny sukcesu kanału RockAlone2K, to właśnie tutaj. Od wrzucenia pierwszego filmu minęło siedem lat i w tym czasie jego autor opublikował na trzystu playlistach ponad pięć i pół tysiąca filmów, czyli średnio dwa dziennie. Tyle nie ma nawet niekwestionowany król YouTube’a, PewDiePie, który też założył swój kanał w 2010 i pochwalić może się „tylko” trzema i pół tysiącem filmów (z których każdy dał mu średnio dziesięć tysięcy subskrybcji).

Biorąc pod uwagę to, ile czasu zajmuje wymyślanie scenariusza, montaż filmu, ile materiału trzeba nagrać, żeby wybrać z niego coś atrakcyjnego, Rock musiał w rozwijanie swojego kanału inwestować przynajmniej osiem godzin dziennie – także w sobotę, niedzielę, Boże Narodzenie i wakacje, bo tak regularnie publikuje filmy. Pewnie wiesz z własnego doświadczenia, że pracując w domu, bardzo trudno utrzymać koncentrację i być efektywnym, chyba że jesteś bardzo mocno zmotywowany albo to, co robisz, po prostu sprawia ci przyjemność. Gdyby tego zabrakło, Rock pewnie dałby sobie spokój z kanałem po roku, góra dwóch latach, albo przy pierwszym kryzysie spowodowanym nienawiścią w komentarzach – której, jak przeczytacie dalej, co nieco było.

Ale przyjemność czerpana z prowadzenia własnego kanału to nie jedyny powód, dla którego Rock odniósł sukces na YouTubie. Oczywiście stoją za tym cechy charakteru i sposób pracy (nawet jeśli ta rzeczywiście jest przyjemna). Ogromną zaletą jego kanału jest to, że subskrybenci mogą oczekiwać nowych filmów (najczęściej przynajmniej dwóch) codziennie o stałych porach. To niewątpliwie przewaga konkurencyjna Rocka nad wieloma innymi youtuberami, nawet o wyrobionej renomie. Widać to w komentarzach pod filmami, w których widzowie często chwalą to, że mogą codziennie obejrzeć video z konkretnej serii przy śniadaniu albo przed zaśnięciem.

Z jednej strony trzymanie się harmonogramu (bo, jak przeczytasz w kolejnych rozdziałach, Rock ma wszystko zaplanowane) wskazuje na przynajmniej częściowo biznesowe podejście do prowadzenia własnego kanału. Może większość youtuberów obrazi się na takie porównanie, ale widzowie telewizji wolą dostawać swój ulubiony serial czy program informacyjny o tej samej porze co dzień lub co tydzień, dlatego telewizja musi mieć swoją ramówkę. Z drugiej strony widać, że Rock jest po prostu systematycznym człowiekiem, bo tego nauczyło go życie i taki właśnie chce być. I jak wiele innych rzeczy, zawdzięcza to w największym stopniu swojemu ojcu, dyrektorowi firmy melioracyjnej, pod którego okiem zaczynał pracę najpierw jako dzieciak na działce, a potem jako nastolatek na budowie. O budowie zbiornika odprowadzającego zanieczyszczoną wodę spod hałdy odpadów chemicznych w okolicy Bolesławca opowiada tak:

Byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak mój ojciec robił wszystko bardzo, bardzo dokładnie. I ten zbiornik, który myśmy wykonali, był niesamowicie równy. W tym samym czasie niedaleko inna firma robiła podobny, nawet większy od tego naszego i tam wszystko było krzywe. Wyglądało to tak, jakby porównać umywalkę do dołu wykopanego łopatą. Pamiętam, że chodziłem wtedy z niwelatorem i mierzyłem każdy narożnik tego zbiornika, zapisywałem bardzo dokładnie dane po to, żeby to było wszystko idealnie równe. Byłem wściekły, bo takiej roboty nienawidziłem. Innym razem musiałem chodzić z łatą – to jest taki biało-czerwony kij – a mój ojciec patrzył na nią przez niwelator. Ile przy tym było nerwów, że ja nie trzymam tego prosto! Ja miałem wtedy ochotę go zamordować. Ale ta dokładność, która była efektem naszej pracy, to było coś niesamowitego.

Większość rzeczy, które zmieniam dziesiątki razy w swoich filmach na YouTubie, w ogóle nie są nikomu potrzebne i widzowie w ogóle tego nie zauważają.

Myślę, że to do dzisiaj przekłada się na moją potrzebę dłubania w filmach i koncentrowania się na szczegółach. Większość rzeczy, które zmieniam dziesiątki razy w swoich filmach na YouTubie, w ogóle nie są nikomu potrzebne i widzowie tego nie zauważają. Znacznie większą popularność mają często filmy, które nie są tak dopracowane. Mimo to świetnie się je ogląda, ludzie je lajkują i przekazują dalej. A ja i tak muszę siedzieć i dłubać w tych detalach, mimo że nikt tego nie zauważa. Po prostu nie potrafię inaczej. Ale wydaje mi się też, że za rok, dwa, trzy lata, nadal ktoś będzie ten film oglądał i uważał, że on został dobrze zrobiony. I to też mi daje taką satysfakcję.

Postać ojca wraca za każdym razem, gdy Rock podczas wywiadów opowiada o swoim dzieciństwie, ale też gdy zastanawia się, co kształtowało go jako człowieka i twórcę. I mimo że wiele rzeczy w jego zachowaniu do dziś mu się nie podoba, mówi otwarcie, że jest swojemu ojcu bardzo wdzięczny, bo wychował go właśnie na taką osobę, jaką jest.

Przyczyniły się do tego też treningi tenisa, które jeszcze od przedszkola wypełniały małemu Remikowi popołudnia. Praca na treningach musiała być tym bardziej inspirująca, że prowadzący je trener sam wcześniej uczył się grać… z książki i odbijał piłkę o ścianę oddzielającą teren szkoły Remika od podwórka pod blokiem, w którym mieszkała rodzina Maciaszków. Trener najpierw zaczął uczyć własnego syna, a potem – jako że był znajomym ojca – także Remigiusza. Najwyraźniej robił to dobrze, bo uczniów przybywało i z czasem zbudował w małym Bolesławcu szkółkę tenisową o ogólnopolskiej renomie.

Niestety (a dla jego fanów: na szczęście) Rock nie został wybitnym zawodnikiem i przede wszystkim brak sukcesów, a także pierwsza kontuzja kolana spowodowały, że na początku technikum (czyli po dziesięciu latach) dał sobie spokój ze sportem. Jak sam mówi, teraz nieco żałuje, że po prostu trochę się rozleniwił i wolał swój wolny czas po lekcjach w technikum wykorzystywać na spotkania z kumplami. Resztę czasu, który kiedyś spędzał na treningach, ojciec szczelnie wypełnił mu pracą. Dlatego nie zobaczymy go ganiającego po korcie za piłką w towarzystwie Rafaela Nadala czy Łukasza Kubota. Do tematu technikum wrócimy w kolejnych rozdziałach. Na razie zajmijmy się jeszcze podstawówką.

Nie wiadomo dlaczego szkoła podstawowa nr 8 w odległym o 250 kilometrów od Bałtyku Bolesławcu została nazwana „Szkołą Morską”. Należała do sławnych „tysiąclatek”, czyli szkół budowanych przez władze PRL, by uczcić tysiąc lat polskiej państwowości. Dziś, podobnie jak setki innych, budynek mieści w sobie dwie szkoły: Gimnazjum Samorządowe nr 3 im. Jana Pawła II i Szkołę Podstawową nr 2 im. Bohaterów II Armii Wojska Polskiego. To właśnie do szkoły morskiej posłali rodzice siedmioletniego Remika, który tutaj wreszcie mógł spożytkować rozpierającą go energię – niekoniecznie w konstruktywny i zgodny z normami zachowania sposób:

Na pewno kiedy byłem dzieciakiem, to miałem skłonność do bijatyk. Ale to były inne czasy i oczywiście nikt nigdy naprawdę poważnie w nich nie ucierpiał. Zawsze ktoś dostał w nos. Czasami jakaś krew się polała z wargi albo limo zostawało pod okiem. Ale w tych naszych bijatykach nie było jakiejś strasznej wrogości. Dwóch kumpli się tłukło na podwórku, a potem byli dalej kumplami. Nikt nikomu nie miał tego za złe. Mam wrażenie, że dzisiaj to wszystko inaczej wygląda. Że nie ma jakiegoś, nazwijmy to górnolotnie, podwórkowego honoru w takich bijatykach. Jak ja byłem mały, to kiedy twój przeciwnik się przewrócił, to mu się pozwalało wstać. I wszyscy, którzy byli świadkami takiej bójki, potwierdzali, że tak należy postępować, że to jest „honorowe”. Że nie można bić czy kopać leżącego. Myślę, że teraz są trochę inne czasy, ale może się mylę. Tak naprawdę, to nie wiem, jak to jest teraz. Mój syn mi o takich rzeczach nie opowiada.

Tak czy inaczej, tłukłem się strasznie. I niestety zdarzali się w szkole uczniowie, którzy byli jakoś kompletnie niedopasowani do grupy. Zawsze jest jakiś taki procent ludzi, którzy są ogólnie akceptowani i uważani za duszę towarzystwa. Jest cała masa ludzi przeciętnych, którzy po prostu są częścią grupy i niczym się nie wyróżniają. No i na koniec przeważnie mała grupka takich, którzy nie mogą się wpasować. Jak na krzywej Gaussa, która opisuje te wszystkie zależności w grupach. I ja zawsze się tłukłem z tymi z tej ostatniej grupy, z tymi niedopasowanymi. Nie dlatego, że uważałem ich za wyrzutków, tylko po prostu jakoś tak zawsze wchodziłem z nimi w konflikty. Teraz patrzę na to ze wstydem, bo to nie za dobrze o mnie świadczy. Bo z reguły inność darzy się niechęcią wtedy, kiedy ma się ograniczone horyzonty. Ale to pewnie nic dziwnego. Skoro byłem dzieckiem, to miałem prawo mieć ograniczone horyzonty.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Dziś to parę pikseli, ale Space Invaders było kamieniem węgielnym w rozwoju gier komputerowych. Produkcja Tomohiro Nishikado doczekała się swojego stałego miejsca w popkulturze. Jej wydanie w Japonii w końcu lat siedemdziesiątych spowodowało niedobór monet 100-jenowych.

[1] Rendering to przetwarzanie zmontowanego filmu składającego się z wielu fragmentów video, obrazków, efektów i ścieżek dźwiękowych w gotowy film w określonym formacie. Jest to proces automatyczny, którym steruje program do montażu, ale pochłania sporo czasu i mocy obliczeniowej.

Rozdział II

PRL: guma Donald, Peweksy, klocki Lego // „American dream” w Polsce // harcerze ścigają sabotażystów // wymuszenia w salonie gier // Atari 65XE // od rzemiosła po przemysł gamingowy // 5.25”, 3.5”, CD ROM // Amiga 500 // „fala” w technikum budowlanym // „Top Secret” i „Secret Service” // dlaczego gry są łatwiejsze niż kiedyś

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział III

Marzenie: zostać youtuberem! // PewDiePie – gwiazda i twórca formatu // dlaczego ludzie oglądają Rocka? // dlaczego Rock nagrywa filmy? // pierwsze próby kamerą VHS // nieukończone i ukończone studia // fizyka kluczem do miłości // własna firma // praktyki w redakcjach // stare znajomości z Gonciarzem i Rojem // „Pierdzielę to, robię dla siebie!” // kanał YouTube jako zapis życia

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział IV

Rozkład dnia youtubera // domowe studio // tu wysiłek nie gwarantuje efektów // „ci pieprzeni widzowie!” // marka ważniejsza od pieniędzy // cel: stuprocentowa autentyczność // Rock 2010 kontra Rock 2017 // skok jakości i możliwości na YouTubie // załoga JaRock.pl // wyjazdy i imprezy // wpływ pracy na życie rodzinne // „ja jestem człowiekiem szczęśliwym”

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział V

Wydawcy i studia produkcyjne // pokolenia fanów gier i rola streamerów // dziesięć lat z World of Warcraft // fanboy Blizzarda // błędy Electronic Arts // zachwyty i rozczarowania Falloutem // przyszłość na styku gier i seriali // e-sport a piłka nożna // trzydziestoletni emeryci // MMORPG, MOBA, FPS, RPG…

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VI

Skąd się biorą trolle? // dlaczego u Rocka jest ich relatywnie mało // pozytywny kontra negatywny przekaz // zawiść paliwem hejterów // chorzy z nienawiści // jak dawkować sobie krytykę i nie wpaść w depresję // premoderacja, postmoderacja, blokowanie // „syf sprzyja ruchowi w Internecie” // przede wszystkim: nie karmić!

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VII

YouTube 101 // jedna rada zamiast dziesięciu // fascynacja pszczołami kontra pięć najładniejszych aktorek // formaty na kanale Rocka // pozostać człowiekiem // przekraczanie granic i nagrody od YouTube’a // godzinowa stawka a budowa domu // zagrożenia związane ze sponsoringiem // trudna współpraca z agencjami // cenzura na YouTubie // jak atakowane są kanały i jak się przed tym bronić

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział VIII

Umiejętności gracza a opowiadanie historii // czy zasięg daje władzę? // fabryki filmów na YouTubie // co i kogo lubią pieniądze // Rock celebrytą? // YouTube za dziesięć lat // emerytura online // Nowy Jork, Afryka, Ameryka Południowa

Dostępne w wersji pełnej

DLC

Myśleliście, że obejdzie się bez dodatku? No to macie! Fragmenty wywiadu z Rockiem, które nie trafiły do rozdziałów, specjalnie dla was. Za darmo ☺

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Źródła ilustracji

Wkładka

1. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

2. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

3. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

4. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

5. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

6. Fot. Maciej Przemyk

7. Fot. Jerzy Michalski / FORUM

8. Fot. Sebastian Grünwald (CC BY 3.0)

9. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

10. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

11. Fot. Toni Saarikko (CC BY 3.0)

12. Fot. Bill Bertram 2006 (CC BY-SA 2.5)

13. Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

14. Fot. Michał Kość / REPORTER

15. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

16. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

17. Fot. Bartłomiej Kudowicz / FORUM

18. Fot. AGE Fotostock / East News

19. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

20. Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

21. Fot. Sascha Steinbach / Getty Images

22. Fot. Dominik Gajda / REPORTER

23. Fot. Arkadiusz Lawrywianiec / FORUM

24. Fot. Maciej Pietrzyk

25. Fot. Maciej Pietrzyk

Ilustracje w tekście (w kolejności wystąpienia)

Fot. Maciej Przemyk

Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

Fot. Raizin (CC BY-SA 3.0)

Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

Archiwum prywatne Remigiusza Maciaszka

Fot. Rept0n1x (CC BY-SA 3.0)

Domena publiczna

Fot. BrokenSphere (CC BY 3.0)

Fot. Maciej Przemyk

Fot. Gordon Tarpley (CC BY 2.0)

Fot. SteelSeries (CC BY 2.0)

Fot. Maciej Przemyk

Fot. Maciej Przemyk

Projekt okładki i ilustracji na stronach tytułowych rozdziałów

Sebastian Komorowski Hoppers

Fotografia autora na okładce

Maciej Przemyk

Opieka redakcyjna

Maciej Pietrzyk

Krzysztof Chaba

Fotoedycja

Paulina Pietrzyk

Maciej Pietrzyk

Krzysztof Chaba

Korekta

Aleksandra Ptasznik

Agnieszka Mańko

Projekt makiety

Piotr Poniedziałek

Copyright © by Remigiusz Maciaszek, Michał Wojtas

© Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-4219-7

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Cały ten Rock 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia