Przeźroczysty chłopiec

Przeźroczysty chłopiec

Autorzy: Antonina Krzysztoń

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Cena książki papierowej: 29.90 zł

cena od: 18.97 zł

Znakomity debiut literacki charyzmatycznej pieśniarki, kompozytorki, autorki tekstów Antoniny Krzysztoń.

Króciutkie, prosto i pięknie napisane oraz dowcipnie zilustrowane historie z życia współczesnego przedszkolaka.

Opowiada nam je Franek, który we wrześniu zaczął ostatnią grupę przedszkola. Poznajemy jego grupę, przyjaciół, panie przedszkolanki, ale też obserwujemy trudne sytuacje, które mogą zdarzyć się każdemu dziecku: zazdrość o uczucia koleżanki, kłótnie w grupie (i dochodzenie do porozumienia; wybaczanie), rywalizacja, przechwalanie się…

Mały czytelnik wraz z grupą przedszkolaków przeżyje cały rok przed-szkolny – od rozpoczęcia, przez mikołajki, Gwiazdkę, Wielkanoc, Dzień Dziecka, zakończenie roku, ale też wycieczki, spotkania z ciekawymi ludźmi, teatrzyki (to wszystko opisywane z dużym poczuciem humoru).

A jednocześnie będzie spędzał  czas z Frankiem w jego domu, gdzie świat dorosłych czasami go przerasta, a mimo to próbuje go na swój sposób zrozumieć.

Krzysztoń z ogromną wrażliwością oddaje sposób patrzenia i rozumowania dziecka (także charakterystyczne dla tego wieku „myślenie magiczne”). Uczy, jak radzić sobie z kłopotami, pokazuje rozwiązania.
„Przeźroczysty chłopiec” jest też ważną książką dla rodziców. Przeglądając się w oczach dziecka, uczymy się być… lepsi.

Można by powiedzieć „Nieco młodszy i bardziej refleksyjny "Mikołajek"”. Albo „Współczesne "Dzieci z Bullerbyn"”. Ale ja życzę książce Antoniny Krzysztoń, by – jak jej piosenki – trafiła do serc wrażliwych ludzi – dzieci i dorosłych. I stała im się tak bliska, jak "Mały Książę". Bo w pełni na to zasługuje.
Dorota Koman

Antonina Krzysztoń wydała 15 płyt. Zadebiutowała w 1981 roku na Przeglądzie Piosenki Prawdziwej w Hali Oliwii. W 1983 r. wygrała Krakowski Studencki Festiwal Piosenki. Pierwsze kasety wydała w wydawnictwach podziemnych (CDN, Nova, Solidarność Wielkopolska ). W tym czasie występowała w kabarecie Pod Egidą, w Muzeum Archidiecezji u Ks. Andrzeja Przekazińskiego i w sławnym z niezwykłych działań artystycznych kościele na Żytniej. Od lat występuje w teatrach, kościołach, filharmoniach. Na wielu festiwalach, koncertach związanych z piosenką poetycką i religijną. Współpracowała m.in. z Leszkiem Możdżerem, Michałem Lorentzem, Wojciechem  Konikiewiczem, Mateuszem Pospieszalskim, Wojciechem Waglewskim.  W 2006 r. za działalność artystyczną otrzymała Order Odrodzenia Polski.

Copyright © Antonina Krzysztoń, 2017

Redaktor prowadzący, redakcja

Dorota Koman

Projekt okładki

Magdalena Zawadzka

Ilustracje na okładce

© Antonia Krzysztoń, art_of_sun/Shutterstock.com

Korekta

Katarzyna Kusojć

ISBN 978-83-8123-524-2

Warszawa 2017

Wydawca:

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Żadna część niniejszej publikacji

nie może być kopiowana ani powielana

w celu rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie

czy w jakikolwiek sposób

bez uprzedniej zgody wydawcy.

Na prośbę autorki pozostawiono fonetyczny zapis wyrazów obcojęzycznych.

KILKA SŁÓW NA DZIEŃ DOBRY

Naprawdę nie planowałam tej książki, żadnej książki! Zawsze szkoda mi było drzew na daremne pisanie.

Ale ta napisała się sama, a Franio od początku zyskiwał sympatię wielu ludzi...

I w dodatku spotkałam pana Pawła Grzesiaka, który w trakcie kilkudniowego wyczerpującego marszu we wściekłym upale, wiedząc, że jest ciężko chory, nadmuchiwał balony i rozdawał je mijanym w drodze dzieciom, co wywoływało ich zachwyt i radość.

To spotkanie było dla mnie znakiem, potwierdzeniem... Nadało temu przedsięwzięciu dodatkowy szczególny sens.

Kończyłam wówczas pisać Przeźroczystego chłopca. Postać Pana Balona już istniała! Ale dopiero po poznaniu pana Pawła uświadomiłam sobie, że piszę ją dla wszystkich.

Dla wszystkich!

Przeźroczystego chłopca dedykuję moim wnuczkom – Stasiowi i Mariance.

I wszystkim dzieciom w tarapatach...

Mam nadzieję, że polubicie bohaterów książki.

Może pozwoli Wam ona choć troszeczkę lepiej słyszeć innych:

małych i dużych,

dużych i małych.

A także samych siebie.

Bardzo serdecznie Was pozdrawiam,

Antonina

Rozdział 1

WITAJ, KOLEŻKO!

To nieprawda, że wszystkie dzieci są szczęśliwe. Nie! Nie! Ja nie…

Odkąd pamiętam, tęsknię… Za mamą, za tatą… Za mamą i tatą.

Wciąż ich mało… Chciałbym, żeby byli.

Żeby byli uśmiechnięci.

Żeby choć czasem posłuchali, o czym opowiadam, a nie udawali, że słuchają.

Żeby tak szybko nie chodzili, żeby tak szybko nie mówili:

„Ta-ta-ta… Ta-ta-ta…

Tu-tu-tu… Tu-tu…”.

Chciałbym czasem dostać lizaka albo jajko niespodziankę. A słyszę: „Niezdrowe, niezdrowe. Dzisiaj nie. Nie mam pieniędzy…”.

Chciałbym pójść z nimi na spacer. Żebyśmy wszyscy trzymali się za ręce. I żeby świeciło słońce, żeby ktoś powiedział: „Jaki miły chłopiec”.

Wiem, wiem, nie wyglądam dobrze. Jestem taki chudy i dłuuugi, a włosy sterczą mi na głowie jak…

No właśnie, w przedszkolu Karol pokazał mi język i krzyknął: „Miotła!!!”.

Żeby choć krzyknął: „Szczotka!”.

Wszystkie trzy ciocie zaśmiały się.

Trzy ciocie:

„Ha, ha, ha!

Hi, hi, hi!” – ciocie trzy…

A ja…

Chciałem szybko zniknąć. Schowałem się za drzwiami, by sobie popłakać, ale…

Potem ci opowiem…

Dlaczego?

Dlaczego, kolego?

Dlaczego?

Karol-parasol! Karol-parasol!

Nasze panie ciocie przedszkolne mówią, żebyśmy im nie zawracali głowy głupstwami, bo mają tyle roboty z mniejszymi przedszkolakami. A tak w ogóle to wolą dziewczynki.

Jaki był ostatnio szał, gdy któregoś dnia Noemi (takie ma dziwne imię) z naszej grupy krasnali przyszła w różowej spódniczce baletnicy.

Wiesz, ja myślę, że baletnice marzą o lataniu…

Ten ich taniec tak jest dopasowany do muzyki jak stopa do buta, a głowa do czapki.

Jak chmura do nieba.

A Noemi jest śliczna. Trochę starsza ode mnie. I kiedyś podzieliła się ze mną lizakiem, gdy byłem smutny, bo mama tak długo nie przychodziła. I zacząłem bać się, czy w ogóle przyjdzie. Powiedziała:

– Franiu, mamy zawsze przychodzą.

To nie jest prawda, ale wtedy, a było to dawno, dawno temu, to mnie pocieszyło i pomyślałem: Wszystko będzie dobrze.

– Ja mam dużo lizaków – stwierdziła i pobiegła wprost w ramiona swojej mamy.

Mieć.

Ale umieć

podzielić się…

Ale zobaczyć, że czyjeś serce drży.

Dziś przyszedł po mnie tata. I już na wstępie ciocia Zosia, co ma długie zęby, powiedziała, że nie zjadłem obiadu.

Tata się wściekł.

– Nie myśl, że w domu mam dla ciebie obiad!

Wcale nie myślę, obiad jest czasem w sobotę i niedzielę.

Jechaliśmy tramwajem. Udało mi się, bo było wolne miejsce i mogłem wyglądać przez okno. I wyglądałem.

Gdzie oni tak wszyscy się spieszą? – pomyślałem. I wtedy właśnie zobaczyłem pana, który przypominał duży balon. I właśnie – wyobraź sobie – w ręce trzymał cały bukiet balonów.

Piękne, kolorowe, błyszczące.

Pomyślałem, że gdyby ten pan wyglądał tak jak ja, to pewnie pofrunąłby z tymi balonami wprost do nieba.

No tak, każdy jest potrzebny. Na przykład ten pan, o ten, z tym małym pieskiem. No, gdyby nie miał pieska, to co piesek by zrobił? No co? Powiedz. No co?

A jeśli chodzi o balony, to miały różne kształty: słonie, konie, żyrafy.

Wydawało mi się, że sprzedawca spojrzał na mnie i pomachał ręką. Ale nie jestem pewien, bo tramwaj pojechał dalej.

– Nie martw się, malutki – usłyszałem, ale przecież nikt do mnie nie mówił!

Nazwałem go Panem Balonem. Wiem, że gdyby się o tym dowiedział, wcale by się nie obraził.

– Do widzenia, Panie Balonie – powiedziałem cichutko.

Naprzeciwko mnie siedział tata i dłubał w zębie. Wreszcie odetchnął z ulgą i przestał. Po chwili ziewnął i stwierdził:

– Franek, mama będzie późno, zatrzymali ją w pracy.

A więc – ja, tata, tata i ja, i już…

Rozdział 2

WÓZ STRAŻACKI

No i co? No i nic. Drzwi były zamknięte na wszystkie zamki, to znaczy na trzy zamki.

To znaczy, że była babcia i wyszła, i zamknęła.

Tata ucieszył się, że jest taka ostrożna.

– Dom musi być solidnie zamknięty.

Czy dom musi być solidnie zamknięty? – pomyślałem.

Moja mama śmieje się z tego i mówi, że tata boi się czarnego luda. Ja też od razu zacząłem bać się czarnego luda, choć nigdy go nie widziałem. Ale dziadek Stach, który wszystko wie i wszystko zje, wytłumaczył mi (kiedyś), że to głupie wymysły, że gdy był mały, straszono dzieci czarnym ludem i czarną łapą.

– Ale gdyby to sobie, dziadku, wyobrazić – czarną łapę poruszającą się na czarnych palcach?

– To sobie nie wyobrażaj – stęknął dziadek i pogłaskał mnie po głowie.

Dziadku, dziadku…

Ja ciebie tak lubię!!!

Dlaczego już jesteś w niebie

i zobaczyć cię ani porozmawiać z tobą nie mogę?

Dziadku, tęsknię za tobą. Chciałbym pojeździć na tobie jak na koniu i usłyszeć, jak się śmiejesz.

Mama mówi, że tobie lepiej jest w niebie niż tutaj.

A ja nie wierzę! Nam tu było całkiem, całkiem dobrze.

Nie boję się czarnego luda ani czarnej łapy.

Dziadek, który wszystko wie i wszystko zje, żyje sobie gdzieś.

Nie myślę o tym za dużo, bo…

Bo… Bo… nie myślę.

– Franek! Franek! Przyjdź tu natychmiast! – usłyszałem z kuchni.

Mamy maleńką kuchnię, „ale za to z oknem” (tak zawsze mówi mama, gdy przychodzą goście). Ja nie uważam, żeby była maleńka…

W kuchni stał tata i patrzył na mnie znad okularów. Stał tak w świetle lodówki i wyglądał jak ze snu. Pomyślałem sobie, że lodówka podobna jest do dużego świecącego statku.

Ja mógłbym więc stanąć na drugim pokładzie (statek ma pokłady, nie piętra) tuż przy pomidorze i pokrojonym ogórku.

– Co to jest? – burknął tata, trzymając obsmarowany masłem talerzyk, na którym leżały mój spajdermen i niedojedzona kanapka.

Czy mój tata naprawdę nie wie, co to jest?

Co to jest?

Co to jest?

Ja już wiedziałem. Wiedziałem, że tylko cud może mnie uchronić od zjedzenia tej ohydnej kanapki posmarowanej czymś, co podobno jest bardzo zdrowe.

Czy może być zdrowe coś, co jest obrzydliwe? No powiedz, czy może być zdrowe?

No tak… A lekarstwa… Czasem są okropne, a podobno pomagają…

Za to spajdermen się znalazł!

Szukałem go wszędzie przed pójściem do przedszkola. Pod łóżkiem i w pudle, gdzie trzymam zabawki… I na oknie, gdzie on tak lubi się zawieszać.

Na pewno odbył jakąś kolejną zwycięską walkę na tym pokładzie, gdzie leżały smaczne i niesmaczne rzeczy…

Miałem szczęście tego dnia. Zadzwonił telefon. Tata pobiegł do pokoju i długo rozmawiał.

Nie powiem ci, co zrobiłem z obrzydliwą kanapką. Krótko mówiąc, zniknęła, a talerzyk oblepiony masłem umyłem.

Wdrapałem się na krzesło, o mało nie spadłem i nie zbiłem talerzyka. Ale się udało.

W pokoju zapanowała cisza.

Trochę pobawiłem się spajdermenkiem, który odważnie zdobywał ścianę lodówki i zawieszał się na jednej nodze, a nawet na samej głowie. Ale po chwili poszedłem do taty.

Tym razem twarz taty nabrała niebieskiego koloru. Dlaczego? No zgadnij, koleżko. No zgadnij, koleżko.

Bo tata siedział przed komputerem.

Tata w komputerze, a ja wyglądam sobie przez okno. Wyglądam i liczę samochody. Ale liczę do dwunastu, bo tylko do tylu umiem liczyć. Jak skończę, zaczynam od nowa. Niektórych nie zdążę, bo jadą tak szybko… Mogę sobie też podłubać w nosie, bo nikt nie widzi. Ciekawe, czy Pan Balon by się na mnie wściekał za to dłubanie. Myślę, że nie byłby na mnie zły. Myślę, że on w ogóle widzi więcej.

Jakie piękne samochody jechały ulicą!!! Jakie piękne!

A ja, jak będę duży, będę jeździć wozem strażackim. Taki sobie kupię samochód!!!

Sikawką będę podlewał przesuszone kwiaty i pragnące wody drzewa, i dzieciaki, gdy upał będzie za duży. Nie, strażakiem nie będę! Ognia boję się jak ognia!

Kiedyś podpaliłem firankę, gdy chciałem całemu światu pokazać, że jest Boże Narodzenie.

Dziadek Stach kochał Boże Narodzenie, a on wiedział, co dobre…

Gdy nikt nie widział, wziąłem świeczkę i podszedłem do okna. Na ulicy był tylko jakiś pan, co się potykał.

(Ależ on się potykał!)

Był tylko on. Nie zauważyłem, gdy firanki stanęły w ogniu.

Myślę, że pan, co się potykał, tym bardziej poczuł, że ten dzień jest niezwykły.

Nigdy nie zapomnę tego pana, a może i on zapamięta chłopca w płonącym oknie?… Jak myślisz?

Możesz sobie wyobrazić, co też zaczęło się dziać! Tata zdarł płonące firanki i zaczął tupać nogami, próbując je ugasić.

Dziadek przyleciał z kocem, a ciocia Halinka z dzbankiem wody.

Dziadek śmiał się i krzyczał: „Nareszcie coś się dzieje!”, a tata: „Nogi ci z dupy powyrywam!”.

Mama ze spokojem oglądała paznokcie.

No dobrze, wystarczy… Nie będę strażakiem.

Ale wozy strażackie mnie zachwycają.

Mama przyszła, gdy już było ciemno.

Leżałem w łóżku i bawiłem się kawałkiem wstążki. Wkładałem ją do ust i mokrą rozprostowywałem, przyciskając do kolana.

Ho! Ho! Mogę być także żelazkiem…

Przyznam ci się, że tę wstążkę dostałem od Noemi. Przez cały dzień trzymam ją w książce o Puchatku, prościutką, wyprasowaną.

Mama powiedziała, że książkę przeczytamy za rok, gdy będę starszy.

Czy ona nie widzi, że ja jestem już starszy?!

A co to jest rok?!

Ojej! Co to jest rok?!!!

Więc przyszła mama. Pochyliła się nade mną. Pachniała wiatrem, różą i czymś nieokreślonym. Pocałowała mnie i spytała:

– Jak tam, malutki?

– Wcale nie jestem malutki – wykrztusiłem.

Jak ja lubię ją widzieć,

wąchać,

przytulić się, słyszeć jej głos…

Ma włosy jak słońce, oczy jak niebo, gdy jest pogoda…

– Dobrze, dobrze, Franiu… Ja miałam dużo, dużo pracy, teraz śpij, aniołku.

– Ja nie jestem aniołkiem! – szepnąłem. – Ja jestem ja.

I rozpłakałem się.

Dlaczego się rozpłakałem? No powiedz.

Dlaczego, kolego, dlaczego?

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

KILKA SŁÓW NA DZIEŃ DOBRY

Rozdział 1. WITAJ, KOLEŻKO!

Rozdział 2. WÓZ STRAŻACKI

Rozdział 3. DZIADEK STACH I BŁĘKITNE RYBY... A JA SAM W DOMU

Rozdział 4. NOEMI... I PAPIEROSY

Śpij, muszelko mała

Rozdział 5. GŁOWA DINOZAURA

Piosenka o muszelce

Rozdział 6. BUNIA

Zabawa

Rozdział 7. PAC, PAC, PAC I ŚNIEŻNE TUNELE

Pac, pac, spadają kasztany

Rozdział 8. DRZEWA I JESIENNY KONKURS

Rozdział 9. ŚWIĘTY MIKOŁAJEK

Rozdział 10. TATUŚ, AFRYKA, AMERYKA I KACZUSZKI

Rozdział 11. PAN BALON, WROTKI I PAŁAC KULTURY

Baloniasty song

Piosenka balonowych kaczuszek

Rozdział 12. PIOTRUŚ, BALONY I SERDUSZKOWY TORT

Rozdział 13. FAFIK I PLACUSZKI

Rozdział 14. ŚWIĘTA, ŚWIĘTA, ŚWIĘTA

Piosenka Pana Fafika

Rozdział 15. STATEK KOSMICZNY I MOJE TĘSKNOTY

Rozdział 16. NAJPIĘKNIEJSZY KWIAT I MASŁO CZOSNKOWE

Rozdział 17. DZIADZIUSIU, NIE ZAPOMNĘ!

Rozdział 18. PANI ELEONORA PSUJEK

Bunia

Rozdział 19. WIOSENNE ŚWIĘTA

Rozdział 20. WYCIECZKA, OGÓREK, KIEŁBASA I SZNUREK

Rozdział 21. CZEŚĆ, KOLEGO!

Rozdział 22. NIERUCHOMA NIEMOWA

Rozdział 23. KRZAK BZU I ZWYKŁY DZIEŃ

Rozdział 24. JADĘ, JADĘ!

Rozdział 25. POŻEGNANIE

Table of Contents

KILKA SŁÓW NA DZIEŃ DOBRY

Rozdział 1. WITAJ, KOLEŻKO!

Rozdział 2. WÓZ STRAŻACKI

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przeźroczysty chłopiec 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę