Sex God

Sex God

Autorzy: M.S. Force

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 25.83 zł

Lauren i Garrett przyjaźnią się od dzieciństwa. I choć nigdy nie chcieli się do tego przyznać, już dawno ich przyjaźń zmieniła się w coś więcej.
Ale ich drogi się rozeszły. Aż do teraz, gdy połączyła ich jedna noc… i okazała się kompletną porażką!
Lauren nigdy nie była zbyt pewna siebie, jeśli chodzi o seks, w czym utwierdzał ją jej były mąż.
Garrett zawsze był zbyt pewny siebie, w czym utwierdzały go niezliczone przelotne przygody i kobiety, wśród których słynie jako bóg seksu.
Czy razem mają szansę udowodnić sobie swoją wartość i spełnić swoje skrywane pragnienia? To pokaże układ, który zawierają. Czy stanie się początkiem wspólnej przyszłości? Czy przeszłość nie przestanie ich ścigać?

Korekta

Renata Kuk

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© Halay Alex/Shutterstock

Tytuł oryginału

Sex God

Copyright

Sex God © 2017 HTJB, Inc

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6510-0

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Rozdział 1

Garrett

Wyszłam za mąż za pierwszego faceta, z którym miałam orgazm – mówi rzeczowo Lauren. – I wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Skrzydełko kurczaka, które miałem właśnie wepchnąć do ust, pozostaje zawieszone w powietrzu.

– Wayne Peterson był pierwszym facetem, z którym miałaś orgazm?

– Nie osądzaj mnie.

Zlizuje sos barbecue ze skrzydełka, a potem gryzie je ze smakiem. Jestem oczarowany tym, jak zajada je, bez śladu sosu na ustach, podczas gdy ja czuję się, jakbym cały się w nim wykąpał.

– Nawet nie wiedziałam, co to orgazm, dopóki nie doszłam z Wayne’em.

Zafascynowany pochylam się bliżej.

– Jak on to zrobił?

– Językiem – mówi, również się pochylając, żeby nikt nie słyszał. W Marfie, w Teksasie, ktoś zawsze podsłuchuje. – I nie wiedziałam, że ludzie to robią, dopóki Wayne mi tego nie pokazał.

Śmieję się. Jest tak cholernie urocza, kiedy o tym opowiada.

– Miałem czternaście lat, kiedy podejrzałem, jak Tommy pochyla się przy Debbie w pokoju rodzinnym w piwnicy. Nie miałem w ogóle pojęcia, co robią, aż zobaczyłem jego wyciągnięty język i wilgotną od śluzu twarz. Piszczała i ciągnęła go za włosy. Pomyślałem wtedy, że to najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką w życiu widziałem.

Lauren parska śmiechem.

– O mój Boże! Wiedział, że ich widziałeś?

– Nie.

Mój brat, trzy lata starszy ode mnie, z pewnością by mnie zabił już tylko dlatego, że widziałem włosy łonowe i cycki jego ukochanej Debbie. Teraz są małżeństwem już od prawie dziesięciu lat i mieszkają w Kalifornii, a to oznacza, że cała odpowiedzialność za interesy mojego ojca, za naszą matkę i młodsze rodzeństwo spada na mnie, podczas gdy on pławi się w luksusie na Zachodnim Wybrzeżu. To dość bolesny temat, o którym staram się za dużo nie myśleć.

– No cóż. O wiele wcześniej niż ja odkryłeś te rzeczy.

Ponieważ ona nigdy nie rozmawia o swoim byłym mężu, który ją pobił, zanim wyjechał z miasteczka, gdzieś w nieznane, wykorzystuję tę okazję, żeby powęszyć trochę głębiej.

– Więc było dobrze, zanim popsuło się między wami?

– Eee, nie. Nigdy nie było dobrze. Myślę, że szczytowałam z nim najwyżej trzy razy. Zawsze był dupkiem, a sześć miesięcy po moim wielkim błędzie, jakim było poślubienie go, okazał się brutalnym dupkiem.

Na samą myśl o olbrzymim Waynie Petersonie, który podnosi rękę na drobną Lauren, ogarnia mnie furia.

– Mam nadzieję, że wiesz, że w tym miasteczku jest dużo facetów, którzy chętnie spędziliby pięć minut sam na sam z tym sukinsynem.

Pociąga łyk piwa i patrzy na mnie ciepło.

– Bardzo miło z twojej strony, że to mówisz.

– Ale taka jest prawda. Jeśli jeszcze kiedykolwiek mój wzrok napotka tego dupka, to pokażę mu, jakie to uczucie, gdy ktoś spuści ci lanie.

Naprawdę mógłbym to zrobić. Może i wykonuję na co dzień papierkową robotę, ale działam też jak szaleniec. To jeden ze sposobów, w jaki radzę sobie ze stresem związanym z prowadzeniem życia, jakiego nigdy nie chciałem.

– A tak w ogóle to jak to się stało, że zeszliśmy na ten temat? – pyta Lauren po długiej ciszy.

Cisza z Lauren nigdy nie jest krępująca. Żadne z nas nie czuje potrzeby wypełniania pustki bezsensowną gadką. Nasza przyjaźń jest jak dobrze naoliwiona maszyna, z wyjątkiem sypialni, w której to wszystko rozpadło się, gdy pewnego razu próbowaliśmy przejść z tlącego się flirtu i pożądania na wyższy poziom.

Jak pisze się k-a-t-a-s-t-r-o-f-a?

Aż do tej nocy sześć miesięcy temu nie miałem pojęcia, że porażka w łóżku jest w ogóle możliwa. Nie lubię się przechwalać, ale zawsze określano mnie „bogiem” w sprawach łóżkowych. Dopóki nie poszedłem do łóżka z Lauren, zawsze dostawałem najwyższe noty za swoje umiejętności. Ale nagle okazuje się, że możesz tak spieprzyć sprawę, że nie jesteś pewien, czy kiedykolwiek będziesz w stanie spojrzeć na kobietę, której pragnąłeś od lat, powtarzając sobie, że jesteście „tylko” przyjaciółmi po całej tej katastrofie.

– Nie mam pojęcia, skąd wziął się ten temat – odpowiadam, strząsając z siebie nieprzyjemne wspomnienia.

– Rozmawialiśmy o orgazmach – przypomina Lauren.

Słowo „orgazm” przywołuje na myśl ten fatalny raz, który boleśnie ostudził nasze tlące się wzajemne pragnienie. Tamtej nocy nie było żadnych orgazmów.

– To ty rozmawiasz o orgazmach. Ja jem skrzydełka.

Dzięki Bogu ocaliliśmy naszą przyjaźń, która tak wiele dla nas znaczy, nie wspominając o paczce naszych wspólnych znajomych.

Jej najlepsza przyjaciółka, Honey, zeszła się z moim przyjacielem, Blakiem, w zeszłym roku i bardzo chcieliby, żeby nam wyszło. Nie dojdzie do tego, ale nie ma nic złego w piwie i skrzydełkach w poniedziałki, na których zawsze się spotykamy. Mógłbym żyć tylko dla tych poniedziałków…

Lauren rozśmiesza mój komentarz o skrzydełkach. Uwielbiam dźwięk jej śmiechu. Jest w nim coś pierwotnego, seksownego i sprośnego. Uwielbiam w niej wszystko. Kocham kręcone blond włosy, które na innej kobiecie wyglądałyby jak nieuczesane, ale jej pasują idealnie. Uwielbiam jej duże piwne oczy i jej szczerość, która za każdym razem, gdy Lauren chce skłamać, wywołuje u niej płacz. Podoba mi się, że spędza na siłowni tyle czasu co ja, a jej bicepsy tylko to potwierdzają. Uwielbiam kolczyki, które ozdabiają jej lewe ucho i motyle wytatuowane na bliznach po wewnętrznej stronie nadgarstków, o których nigdy nie rozmawiamy.

Lauren kocha motyle. Zdobią cały jej dom i kwiaciarnię, której jest właścicielką. Są niczym jej znak markowy tak jak jasne kolory, które otaczają ją i miejsca, w których się znajduje. Dziś wieczorem ma na sobie marszczoną pomarańczową koszulkę i białe szorty. Nie to, żebym nie zwrócił uwagi na jej niesamowite nogi i tyłek…

Uwielbiam też sposób, w jaki patrzy na mnie. Robi to tak, jakbym był właśnie tym facetem, którego by wybrała, gdyby mogła wybierać spośród wszystkich mężczyzn na świecie. Gdybym szukał kobiety na zawsze, to Lauren byłaby na samym szczycie listy kandydatek. Ale ostatnią rzeczą, której chcę po latach niekończącej się odpowiedzialności, jest poważny związek lub cokolwiek innego, co zatrzymałoby mnie w Marfie. Lauren ma tu dom i prowadzi kwiaciarnię. Związanie się z nią w relacji poważniejszej niż przyjaźń zdecydowanie zmusiłoby mnie do pozostania w Marfie. I właśnie tu mam najwięcej wątpliwości, gdy chodzi o Lauren.

– Czasami myślę, że problem leży we mnie – mówi łagodnie. – Jakby coś ze mną było nie tak.

Te słowa oszałamiają mnie jeszcze bardziej, niż gdy mówiła o tym, że Wayne pieprzony Peterson był pierwszym facetem, z którym miała orgazm.

– Co masz na myśli?

Wygląda, jakby przegrała ważną bitwę. Chcę sięgnąć ponad stołem i ją pocieszyć, przytulając, ale najwyraźniej nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca.

– Kiedy dziewczynie przydarza się kilka katastrofalnych epizodów w łóżku, to zaczyna myśleć, że to z nią jest coś nie tak.

– To niedorzeczne. To nie przez ciebie. Wybierasz po prostu złych facetów.

Patrzy na mnie sceptycznym wzrokiem.

– Łącznie z tobą?

Wbija mnie w krzesło pierwsze między nami wspomnienie tej okropnej nocy, w której wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle.

– Tamta noc się nie liczy i to była bardziej moja wina.

Na mój komentarz odpowiada wymijająco machnięciem ręki.

– Mówisz tak, bo jesteś dobrym przyjacielem i chcesz, żebym czuła się lepiej.

– Nie dlatego to powiedziałem. I to była moja wina.

– Dlaczego tak myślisz? – pyta, wyglądając na uroczo zmieszaną.

Bardzo dużo o tym myślałem przez miesiące, które nastąpiły po tej nocy i doszedłem do pewnych wniosków.

– Przede wszystkim byłem przerażony, że możemy zrujnować naszą przyjaźń, i to namieszało mi w głowie. Po drugie, źle się do tego zabraliśmy.

– Można się do tego źle zabrać? – pyta, unosząc brwi zdziwiona.

– Jasne, że tak. Nie było gry wstępnej. Ja się pospieszyłem. Byliśmy nadzy w pięć minut po naszym pierwszym pocałunku. To nie jest sposób, w jaki powinni robić to ludzie, którzy mają za sobą tyle wspólnej historii co my.

Prawda jest taka, że od tak dawna chciałem ją nagą leżącą w moim łóżku, że gdy nadarzyła się okazja, to zachowałem się jak nastolatek pod wpływem hormonów, a nie jak doświadczony mężczyzna, którym jestem. Żałuję tego bardzo już od tamtej chwili, a nawet bardziej, gdy wiem, że Lauren wini za to siebie.

– To nie powinno zdarzyć się w ten sposób. Zasługujesz na o wiele więcej, niż ja ci dałem. Myślę, że jesteś…

– Jaka? – pyta jeszcze raz tym słodkim, seksownym głosem. – Jaka jestem?

– Jesteś wszystkim – szepczę z chrypką.

– Oprócz bycia dopasowaną do ciebie w łóżku – przypomina mi z tą szczerością, której zawsze mogę od niej oczekiwać. Rozmawiamy o wszystkim. Patrz punkt pierwszy – orgazmy.

Odchrząkuję i postanawiam zagłębić się w to, co męczy mnie od tych sześciu długich, koszmarnych miesięcy, odkąd ta fatalna noc z Lauren zaważyła na moich seksualnych osiągnięciach.

– Naprawdę uważam, że powinniśmy spróbować jeszcze raz.

Właściwie to nie myślałem o tym, dopóki nie usłyszałem, że Lauren myśli, że to w niej tkwi problem. Pod żadnym pozorem nie mogę pozwolić, żeby tak myślała, tym bardziej że to nieprawda. Zanim zakończę wszystkie sprawy i opuszczę to zapomniane przez Boga miasteczko, muszę udowodnić jej, że jest inaczej, nawet jeśli to ostatnia rzecz, jaką miałbym zrobić.

Zanim skończę zdanie, ona już potrząsa przecząco głową.

– Nie zniosę ponownie takiego upokorzenia.

– Uważam, że doświadczyliśmy takiego samego upokorzenia, no i ostatecznie to sprawa tylko między nami, Lauren.

– A może jesteśmy lepsi jako przyjaciele?

– Nie mogę tego zaakceptować po jednej nieudanej próbie.

– Garrett… – Błagający ton jej głosu sprawia, że czuję się jak dupek, który zmusza ją do mówienia o tym. – Mieliśmy duże szczęście, że udało nam się z tego otrząsnąć i pozbierać. – Pokazuje na talerz ze skrzydełkami i butelki z piwem na stole.

Zapominając o tym, gdzie jesteśmy, i że prawdopodobnie przygląda nam się połowa miasteczka, sięgam przez stół po jej dłoń. Muszę jej dotknąć. Przez większość mojego życia była w nim najjaśniejszym światłem. Dlaczego? Nie potrafię powiedzieć dokładnie. Poza jedną nocą, w której próbowaliśmy sięgnąć po więcej, zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wiem tylko, że nie mogę zostawić jej z takimi myślami, zwłaszcza że też przyczyniłem się do klęski.

– Daj mi jeden tydzień na udowodnienie, że to nie w tobie tkwi problem. Proszę tylko o to.

– Ale co, jeśli naprawdę lepsi z nas przyjaciele niż…

– Kochankowie?

Wzdryga się i marszczy malutki nosek.

– To takie okropne słowo.

– To jakbyś to nazwała? – pytam ze śmiechem.

– Przyjaciele, którzy się pieprzą?

– Pasuje mi. Chcę jeszcze jednej szansy, Lauren. Pozwól mi pokazać sobie, do czego może dojść, gdy będziemy smakować chwilę, a nie łakomie ją pochłaniać.

Lauren bierze głęboki drżący oddech i oblewa się czerwonym rumieńcem, na który mój kutas się budzi.

– Jak miałby wyglądać ten tak zwany tydzień, podczas którego będziesz udowadniał, że to nie ze mną jest coś nie tak? – Czy jej głos jest bardziej zachrypnięty niż zazwyczaj, czy to tylko moje marzenie?

Myślałem o tym, co poszło źle tamtej nocy z każdej możliwej perspektywy i zdałem sobie sprawę, że tym, czego wtedy zabrakło, jest dłuższe, powolne uwodzenie. I to właśnie zrobimy teraz, jeśli Lauren da mi szansę.

– Będziesz musiała zaufać mi nawet w najdrobniejszych rzeczach. Nie chcę, żebyś o cokolwiek się martwiła. Zostaw to mnie.

– Pod jednym warunkiem.

– Mów.

– Bez względu na to, co się stanie, obiecaj, że nadal będziemy przyjaciółmi. – Ponownie wskazuje na skrzydełka i piwo, które służą za metaforę naszej przyjaźni.

– Masz moje słowo. A ja twoje? – Chcę, żeby wiedziała, że ta przyjaźń jest dla mnie równie ważna jak dla niej. – Bez względu na to, co się stanie, nadal jesteśmy przyjaciółmi?

– Oczywiście.

– Czy to znaczy „tak”?

Przytakuje.

– Jestem skłonna spróbować znowu, jeśli jesteś pewien, że to nie będzie kolejna katastrofa.

Nie jestem pewien niczego oprócz tego, że chcę kolejnej szansy.

– Jutro wieczorem. Przyjadę po ciebie o siódmej. Chcę, żebyś założyła najbardziej seksowną sukienkę, jaką masz i nic pod nią. Och, i szpilki. Mają być superwysokie. Zrobisz to?

Otwiera szeroko buzię ze zdziwienia. Nie mogę się doczekać, aż te pełne usta obejmą mojego kutasa. Nie doszliśmy do tego za pierwszym razem, ale na pewno zrobimy to teraz.

– Lauren?

– Uhm, tak, okej.

Wołam o rachunek, rzucam na stół pięćdziesiąt dolarów i podnoszę się do wyjścia. Opuszczamy bar osobno, ale następnym razem przyjdziemy tu jako para. Prawie wybucham śmiechem na tę grę słowną. Pochylam się i całuję ją w rumiany policzek.

– Do jutra.

Gdy ją zostawiam, zastanawiam się, jak długo siedziała tak z szeroko otwartymi ustami, słuchając moich śmiałych poleceń. Nie mogę się doczekać jutrzejszej nocy.

Muszę się do czegoś przyznać. Cholernie nienawidzę Marfy. Z pewnością przyjemnie się tu dorastało, ale nigdy nie planowałem utknąć pośrodku zadupia w zachodnim Teksasie w dorosłym życiu. Mamy trzy godziny drogi do El Paso na zachodzie, pięć godzin do San Antonio, sześć do Austin i osiem do Houston na wschodzie, a siedem i pół do Dallas na północy. W skrócie, Marfa jest niczym innym jak szeroką pustynią.

Studiowałem w Teksasie, osiem godzin drogi od Marfy pomiędzy Austin a Houston i spędziłem wiele szalonych weekendów w obu tych miastach. Pod koniec mojego ostatniego roku czekały na mnie oferty pracy w kilku większych miastach, gdy nagle stało się coś, czego nikt nie mógłby podejrzewać. Mój ojciec zmarł nagle w pracy.

Był tak bardzo dumny z tego, że poszedłem w jego ślady i zostałem księgowym. Chwalił się moją wysoką średnią swoim kolegom. Codziennie konsultowaliśmy się w sprawie ofert pracy, które dostawałem i zawężaliśmy je do firm naftowych oraz korporacji Fortune 500 z siedzibami na całym świecie. Plan był taki, żeby zacząć „w pobliżu”, to znaczy gdzieś w Teksasie, a potem przenieść się do jakiegoś wspaniałego miejsca. Tata zawsze kierował mnie w stronę korporacji, które wolał od lukratywnego przemysłu paliwowego.

Aż pewnej nocy nie wrócił do domu i mama poszła go szukać. Znalazła go pochylonego nad biurkiem. Jego ciało było już zimne i sztywne. Sekcja wykazała, że nie żył już od trzech godzin.

I tak szybko moje plany uległy zmianie, a wszystkie moje decyzje zostały mi odebrane razem z ojcem, którego podziwiałem. Zrobiłem to, czego ode mnie oczekiwano – i rozpaczliwie potrzebowano – wróciłem do domu, żeby prowadzić firmę ojca. Tę samą, która utrzymywała moją mamę i trójkę młodszego rodzeństwa, które za kilka lat wybierało się na studia.

To właśnie jeden z wielu powodów, dla którego czuję żal do mojego brata, który z radością zrzucił całą odpowiedzialność za rodzinę na starego poczciwego Garretta, żeby razem ze swoją żoną wspaniale bawić się w Kalifornii. Albo przynajmniej takie mam wrażenie, oglądając zdjęcia, które nieustannie publikuje na Facebooku. Każde z tych zdjęć sprawiało, że miałem ochotę rozerwać mu twarz przez pierwsze lata po śmierci naszego ojca. Potem zdecydowałem się odpuścić zgorzknienie, które zżerało mnie od środka. Tonny nie był winny śmierci naszego ojca ani temu, że miałem najlepsze kwalifikacje do przejęcia rodzinnego biznesu. Przynajmniej tak sobie mówię, więc nie zamorduję go podczas jednej z jego nielicznych wizyt.

Sześć lat później zrobiłem zaocznie magisterskie studia menedżerskie i potroiłem dochody niewielkiej firmy mojego ojca. Jestem głównym księgowym większości firm w naszym miasteczku. Odkąd zmarł mój ojciec, mam cały czas ten sam plan – pomóc moim młodszym siostrom podczas studiów, zapewnić mamie pieniądze na emeryturze, sprzedać firmę jakiemuś przedsiębiorstwu i w końcu zrealizować plany, które zostały odłożone na sześć długich lat.

W poprzednim roku razem z siedmiorgiem pracowników uzyskaliśmy milion dolarów czystego dochodu. Takie pieniądze zapewnią czesne dla moich sióstr i pozwolą mamie na królewską emeryturę. W tym tygodniu dostałem telefon od rekrutera, z którym pracuję od roku, żeby badać możliwości, jakie czekają na mnie teraz, gdy wypełniłem obowiązki względem rodziny. Rekturer umówił mnie na rozmowę w ogromnej firmie w Austin na ten weekend i powiedział, że bardzo mnie tam chcą. Z całą pewnością to wspaniałe uczucie, gdy ktoś zabiega o ciebie.

Opuściłbym Marfę na zawsze, gdyby nie jeden mały, dręczący szczegół – Lauren Davies, która także prowadzi firmę w Marfie i nie korzysta z usług Garrett McKinley, CPA.

Mam pewne teorie dlaczego, teorie, które potwierdziły się tej feralnej nocy w jej łóżku. Lauren przyznaje, że chemia, która zawsze była między nami, powstrzymała ją od zatrudnienia mnie do prowadzenia jej księgowości. Okazuje się, że intuicja jej nie myliła, bo za pierwszym razem, gdy zdecydowaliśmy się wykonać to doświadczenie chemiczne, jeśli można tak powiedzieć, doprowadziliśmy do katastrofy olbrzymich rozmiarów. Wzdrygam się na myśl o moim pierwszym w życiu niepowodzeniu seksualnym.

Uff. Nie mogę znieść tego wspomnienia. Z wyjątkiem… Jeden promieniejący obraz wyróżnia się na tle tego wszystkiego, co wolałbym zapomnieć – spektakularne, nagie cało Lauren, którego widok jest tak głęboko osadzony w moich myślach, że nigdy go nie zapomnę.

Siedzę w swoim gabinecie w olbrzymim budynku, do którego przeniosłem firmę trzy lata po śmierci ojca, a wizje nagiej Lauren tańczą niczym kolorowe landrynki w moim oszołomionym umyśle, szczególnie po rozmowie o orgazmach ostatniej nocy. Na myśl o tym, że doprowadzę ją do orgazmu, sztywnieję w gabinecie, w środku pracy.

Gdybym miał matematycznie oszacować cechy Lauren, to równanie wyglądałoby tak:

1. Gładka, delikatnie opalona skóra.

2. Duże, pełne piersi z lekko brązowymi sutkami idealnymi do ssania.

3. Płaski, mocny brzuch.

4. Długie, seksowne nogi.

5. Gładka cipka (albo tak jak lubię o niej myśleć – lukier na pysznym kawałku ciasta)

6. Idealny tyłek, który mam ochotę chwycić i robić sprośne rzeczy.

7. Urocze piwne oczy.

8. Kręcone blond włosy, za które mam ochotę ją ciągnąć, gdy będę ją pieprzył od tyłu.

9. Usta stworzone do grzechu. Mam już w głowie kilka konkretnych grzechów, jeśli chodzi o jej soczyste wargi.

Suma = ideał.

Oblizuję usta, spisując każdy spektakularny szczegół jej zdumiewającego ciała. Oczywiście zawsze wiedziałem, że jest cholernie gorąca. Widziałem ją we wszystkim, począwszy od bikini, przez suknię balową, a skończywszy na najkrótszej ze spódniczek i najwyższych szpilkach. Ale widok jej nagiego ciała był jak objawienie. Dosłownie i w przenośni. Nigdy nie mam pewności co do odpowiedniego użycia tych dwóch słów, więc pozwólcie, że podsumuję: Lauren Davies jest niezłą laską – dosłownie i w przenośni.

Dziś wieczorem udowodnię jej, że jej seksualnie niepowodzenia z mężczyznami nie mają z nią nic wspólnego, a wszystko to jest ich winą. Gdy już przekonam ją do tego, wyjeżdżam stąd.

Rozdział 2

Garrett

W tym momencie możecie się zastanawiać, jak wygląda życie seksualne faceta, który nie chce zapuszczać korzeni w małym miasteczku, w którym utknął, wykluczając oczywiście katastrofalny epizod z przyjaciółką. Słowo klucz: turystki. Przyjeżdżają z całego świata, żeby zobaczyć słynne światła Marfy i instalacje artystyczne i dać się pochłonąć artystycznym wibracjom w naszym pustynnym miasteczku. Można łatwo je znaleźć w barach i restauracjach i nie muszą się zbyt wysilać, żeby nakłonić mnie do pójścia z nimi do pokoju hotelowego na niezobowiązujący seks.

Odkąd wróciłem do domu po studiach, cały czas „udoskonalałem swoje rzemiosło”, jeśli można tak powiedzieć. Całe piękno takiej schadzki tkwi w tym, że nie znają nikogo z moich znajomych, a więc nie rozmawiają o tym i nie szerzą plotek, które mogłyby dotrzeć do osób mogących poczuć wstręt na wieść o moich „turystycznych” zainteresowaniach. Żegnają się ze mną z uśmiechem na twarzy i miłymi wspomnieniami z krótkiej wizyty w Marfie. Nie podaję im swojego nazwiska ani numeru telefonu. Nie ma więc szansy, żebyśmy spotkali się ponownie. Może wydawać się to płytkie, ale pozwalało mi pozostać przy zdrowych zmysłach, podczas gdy tyle z mojego życia wymyka się mojej kontroli.

W miasteczku uważa się mnie za pewnego rodzaju zakonnika, który skupiony jest wyłącznie na prowadzeniu swojego lukratywnego interesu, pomagając jednocześnie mamie i odgrywając rolę ojca zastępczego dla swoich trzech młodszych sióstr. Podoba mi się taka reputacja. Cieszę się, że moi przyjaciele myślą, że obchodzę się bez seksu. Sam śmieję się na tę myśl. Pasuje mi to, że nikt nie wie o turystkach, dzięki którym naprawdę nie stałem się mnichem w oczekiwaniu i nadziei na coś lepszego niż moje życie w Marfie.

Lauren razem z naszą zżytą paczką przyjaciół jest jasnym punktem w moim życiu od czasu mojego powrotu do miasteczka. Mija już parę lat od nocnej kłótni Lauren z Wayne’em, która przerodziła się w coś ostrzejszego. Nigdy nie zapomnę, jak Honey zadzwoniła do mnie z wiadomością, że Lauren jest w szpitalu, pobita dotkliwie przez męża. Chciałem zabić Wayne’a własnymi rękoma, ale ponieważ tyle osób jest zależnych ode mnie, powstrzymałem to pragnienie i skupiłem całą swoją uwagę na Lauren. Spędzałem z nią codziennie cztery godziny przez cały tydzień jej pobytu w szpitalu, a gdy ją wypisali, spędziłem czternaście nocy na jej sofie, żeby nie była sama.

Jej najbliższe przyjaciółki, Honey, Julie i Scarlett, oferowały, że z nią zostaną, ale Lauren chciała mnie. Prawdopodobnie dlatego, że wiedziała, że jeśli zjawi się Wayne, to zatłukę go gołymi rękoma. Nadal liczę na to, że będę miał kiedyś okazję udzielić mu lekcji na temat tego, co dzieje się z facetami, którzy traktują kobiety tak, jak on potraktował Lauren.

Od tamtego wypadku zrobiła się bardzo krucha, co zrozumiałe. To z tego powodu nigdy nie naciskałem na coś więcej niż bliska przyjaźń, która zawsze była między nami. Wyczekiwałem właściwego momentu, pieprzyłem turystki, spotykałem się z przyjaciółmi, chodziłem na siłownię przez siedem dni w tygodniu, skupiłem się na rozwoju mojej firmy i dbaniu o rodzinę – zawsze mając obrany za ostateczny cel wyjazd stąd, gdy tylko moja najmłodsza siostra skończy liceum. A to stanie się za trzy tygodnie. Odliczam już dni. Rozmawiałem nawet z agentem nieruchomości o wystawieniu mojego domu na sprzedaż w dniu, gdy moja siostra, Sierra, skończy szkołę. Moja „malutka” siostrzyczka planuje dołączyć jesienią do naszej drugiej siostry, Loli, na uniwersytecie w Austin. Opłaciłem czesne im obu, a do tego będą dostawały ode mnie co miesiąc kieszonkowe na swoje ulubione rzeczy, takie jak błyszczyki, lakiery do paznokci czy szpilki.

A więc tak w skrócie wygląda moje życie – praca, rodzina, siłownia, turystki i przyjaciele. Nic nazbyt ekscytującego ani odbiegającego od rutyny aż do sytuacji sprzed sześciu miesięcy, kiedy zwykłe wyjście na piwo i skrzydełka z Lauren przybrało zupełnie nieoczekiwany obrót. Głównie dlatego, że miała na sobie koronkową żółtą sukienkę w kwiaty, która odkrywała jej bujny dekolt. Z jakiegoś też powodu jej kręcone włosy ułożyły się jak nigdy i zrobiła makijaż, który przemieniał jej oczy nie do poznania.

Ale nie tylko jej wygląd był inny tamtej nocy. Flirtowała ze mną, a w jej spojrzeniu było coś o wiele bardziej skomplikowanego niż przyjaźń. Dotykała mnie za każdym razem, gdy miała okazję. To zachowanie przywiodło mi na myśl stare czasy, zanim straciła rozum i wyszła za pieprzonego Wayne’a Petersona. A tak przy okazji to obwiniam się o to, że pozwoliłem, żeby to małżeństwo doszło do skutku, ale o tym opowiem wam później.

W każdym razie z chwilą, gdy weszła do baru, w którym zazwyczaj się spotykamy, wiedziałem, że dzisiejszej nocy ma ochotę trochę zaszaleć i dlatego ją rozpieszczałem. Pozwoliłem jej wypić trochę więcej niż zazwyczaj z myślą, że odwiozę ją do domu. Graliśmy w bilard, tańczyliśmy i generalnie mieliśmy ostrą jazdę.

Z obecnej perspektywy widzę, że czułem wtedy tak cholerną ulgę na widok iskierki w jej oczach, że uległem czarowi, jaki roztaczała wokół nas. Pomyślałem, że nareszcie… W końcu dostaniemy naszą szansę. Jak na faceta, który szczyci się tym, że rozumie kobiety, to, o Boże, czy zrozumiałem ją źle tamtego wieczoru?

Nadal wzdrygam się, gdy myślę o tym, jak zabrałem ją do domu i całowałem tak, jak chciałem tego od tak długiego czasu na ganku przed wejściowymi drzwiami, gdzie każdy mógł nas zobaczyć. Ten pocałunek… Myślę o nim każdego dnia przez te pół roku. To był najlepszy pocałunek w moim życiu i sprawił, że nabrałem ochoty na więcej. Bez zastanawiania się nad konsekwencjami przez chociażby minutę wciągnąłem ją do środka i przycisnąłem do drzwi, pochłaniając ją w pocałunku niczym mężczyzna, który od dawna umiera z pragnienia za tą jedyną kobietą.

Ściągnęliśmy ubrania, oboje równie rozpaczliwie pragnąc poczuć swoje nagie ciała. Wszystko to bardziej przypominało moje surrealistyczne fantazje o Lauren niż rzeczywistość. Wiedziałem, że jeśli przerwę chociaż na ułamek sekundy, żeby spytać ją, czy jest pewna, że tego chce, to magiczna bańka pęknie i czar pryśnie. Naciskałem więc, mimo że dręczyła mnie troska o to, czy, jeśli damy się ponieść chwili, nie zaryzykujemy naszej przyjaźni.

Wylądowaliśmy w sypialni, nie przerywając szaleńczego pocałunku po całych latach ukrytego pragnienia, które teraz wybuchło. Lauren odebrała mi powietrze. Byłem oszołomiony z powodu braku tlenu. Oddech oznaczałby przerwanie pocałunku, a tego za nic w świecie bym nie zrobił. Moje dłonie były wszędzie – w jej włosach, na jej piersiach, obejmowały jej słodki tyłek. Nigdy nie czułem takiego pragnienia jak w stosunku do niej.

Pamiętam, że byłem zahipnotyzowany jej miękką skórą, uroczymi piersiami, jasnobrązowymi sutkami i całkowicie nagą cipką, która okazała się rozkoszną niespodzianką i na którą śliniłem się po latach tłumionego pożądania. Wszystko szło wspaniale, dopóki nie przerwałem pocałunku na chwilę na tyle długą, żeby ściągnąć spodnie i majtki.

Spojrzała na mojego twardego kutasa i wtedy bańka pękła.

Nie byłem pewny, czy wzdrygnęła się ze strachu, czy przerażenia, ani co się stało, ale Lauren zniweczyła to, co miało się wydarzyć, a ja, chwiejąc się, starałem się zrozumieć, o co chodzi.

– Lauren – powiedziałem, wyciągając do niej rękę. – Co się stało?

Potrząsnęła głową.

Położyłem się obok niej i objąłem ją ramieniem, zaalarmowany jej gwałtownymi drżeniem.

– Czy zrobiłem coś, co cię wystraszyło, skarbie?

Nie przeżyłbym tego po tym, co przeszła.

– N-nie… Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak wyszło. – Odwróciła twarz w moją stronę i zaczęła całować tak, jak gdyby nic się nie stało.

– Lauren…

– Proszę, Garrett… Tego właśnie chcę. Nie przestawaj, proszę.

Staram się być dobrym mężczyzną i zawsze robić to, co słuszne, ale jestem tylko człowiekiem. Gdy kobieta, na której zależy mi tak bardzo jak na Lauren, błaga mnie, żebym się z nią kochał, to dam jej to, czego chce, nawet jeśli nie jestem pewien na sto procent, że to słuszna rzecz.

Więc zacząłem jeszcze raz, całując ją namiętnie, głaszcząc piersi i pieszcząc sutki. Pocałowałem ją w podbródek i zwinąłem jej płatek ucha między zębami, na co rozkosznie jęknęła z zaskoczenia. Zachęcony jej reakcją przesunąłem się w dół, ująłem w dłoń jej lewą pierś i wsunąłem jej sutek do ust.

Odczucia, jakich doświadczała, sprawiały, że krzyczała, a ja ssałem mocniej, chcąc wymazać z jej umysłu wszystko, co negatywne i smutne i zastąpić to czystą przyjemnością. Jej drugą pierś pieściłem tak samo, a potem całowałem ją w brzuch, aż zaczęła wić się pode mną, błagając o więcej.

Gdy ułożyłem jej nogi na swoich ramionach, zauważyłem, że nadal gwałtownie drży. Omal przerwałem, żeby jeszcze raz ją spytać, czy jest tego pewna, ale przecież powiedziała mi, czego chce i ja jej to dam. Opuszczając głowę, przesunąłem językiem po jej wargach a potem zanurzyłem się w jej słodkości. Cholera, ona była jak narkotyk. Jedna próba i już się uzależniłem.

Bardzo starałem się, żeby szczytowała. Lizałem, ssałem i wkładałem palce w jej ciasną, wilgotną szparkę, ale wydawało się, że bezskutecznie, co powinno być pierwszą wskazówką, że sytuacja tylko się pogarsza. Przerwałem tylko na chwilę, żeby włożyć prezerwatywę, a potem wszedłem w nią powoli i ostrożnie, cały czas mając na uwadze, że od dawna tego nie robiła.

Przez kilka minut wydawało się, że jest w porządku, ale chwilę później wyczułem, że znowu się wyłączyła, tak jak wcześniej.

Przestałem, wpatrując się w nią w poszukiwaniu znaku, co mam robić dalej. Wtedy właśnie ujrzałem łzy spływające ku jej włosom, na widok których natychmiast zwiotczałem.

– Lauren…

– Tak mi przykro – powiedziała z łkaniem. – Nie wiem, co jest ze mną nie tak.

Wyszedłem z niej i wyciągnąłem się obok, próbując ją pocieszyć, choć nie wiem, czy tego chciała.

– Nic nie jest z tobą nie tak.

Zacząłem się zastanawiać, czy to może ze mną jest coś nie w porządku. Wiele turystek mówiło mi, że jestem „bogiem seksu”. Nigdy nie byłem z kobietą, która nie szczytowała przy mnie i to wielokrotnie, aż do tamtej fatalnej nocy.

Jak mogłem ponieść tak spektakularną porażkę z jedyną kobietą, która naprawdę się dla mnie liczyła? To pytanie dręczy mnie po dzień dzisiejszy.

– Ta noc nie była nam przeznaczona – powiedziałem jej wtedy. – Nic nie znaczy.

Nasi przyjaciele od dłuższego już czasu czekają z nadzieją, że oznajmimy im, że jesteśmy parą. Ale na pewno nie po tej nocy. To tak, jakbyśmy cofnęli się o sto kroków, co jeszcze bardziej ułatwiło mi podjęcie decyzji o wyjeździe w Marfy. Jedyną nicią, jaka wiązała mnie z moim miastem, była myśl, nadzieja, że kiedyś będę z Lauren, ale tej nocy ta nić została przecięta. Teraz już nigdy do tego nie dojdzie. Jakoś dziwnie pasował mi taki obrót sytuacji, ale tylko dlatego, że niwelował jedną z moich wątpliwości, a nie dlatego, że nie chciałem już z nią być. Oczywiście, że chciałem. I to nawet bardziej, gdy ujrzałem jej śliczne nagie ciało.

Poświęciłem wiele godzin na rozmyślania o tym, co działo się tamtej nocy. Wspomnienie jej jasnobrązowych sutków, gładkiej cipki, smaku pożądania i tego, jak jej mięśnie zaciskały się na moim kutasie, wielokrotnie zmuszało mnie do zaspokajania się pod prysznicem, żeby poczuć ulgę od wyobrażeń, które mnie prześladowały.

Co jednak naprawdę dziwne, to fakt, że od tamtej nocy z Lauren nawet nie zbliżyłem się do ani jednego miejsca, w którym roiło się zawsze od turystek. Żyłem zgodnie ze swoją reputacją mnicha. Straciłem całą ochotę na bycie z inną kobietą – nawet jeśli tamta noc była porażką.

Przez kolejne tygodnie zżerała mnie myśl, że być może mogłem zrobić coś, żeby jednak mi się oddała. Około miesiąca zajęło mi zdanie sobie sprawy, że żadne z nas nie zrobiło nic złego tamtej nocy. Lauren po prostu nie było gotowa na tę „podróż” ze mną. Gdy już pogodziłem się z tym, stałem się też w pewnym stopniu spokojniejszy.

Poczułem się o wiele lepiej, gdy napisała do mnie dwa tygodnie później, żebyśmy wznowili nasze spotkania przy piwie i skrzydełkach. Umówiliśmy się na następny poniedziałek bez żadnych aluzji do tej katastrofalnej nocy. Minęło sześć długich miesięcy i żadne z nas nie wspomniało nawet o tamtej nocy. A podczas tych miesięcy obserwowałem, jak Lauren powoli staje się tą kobietą, którą była, zanim Wayne ją zaatakował – zabawną, śmiałą, z apetytem, zalotną i cholernie seksowną.

Czasami myślałem, że postradam zmysły, czekając, aż Lauren powróci do normalności, dlatego czułbym się lepiej, gdybym wyjechał z miasta. Zawsze wiedziałem, jak bardzo jest ode mnie zależna. Teraz, gdy wszystko w końcu się ułożyło w mojej firmie i rodzinie, nie powinienem mieć żadnych przeszkód w realizacji swoich planów. Ale gdy usłyszałem, że Lauren postrzega siebie jako problem w sprawach łóżkowych, zaczęło zżerać mnie poczucie winy, które nie pozwala mi wyjechać z miasta, zanim nie obalę jej błędnego rozumowania.

Teraz, gdy dała mi ten tydzień na udowodnienie jej, że to absolutnie nie po jej stronie leży problem, mam mocne postanowienie, żeby przekonać ją w trzystu procentach. Wychodzę z pracy wcześniej, żeby przygotować wszystko na wieczór, tak żeby na pewno się udał. To właśnie tego nie dopilnowałem ostatnio. Nie przygotowałem się odpowiednio ani nie zadbałem o szczegóły. Zazwyczaj wolę spontaniczność. Ale to, co działa na moje turystki, nie spełnia potrzeb Lauren, szczególnie po tym, co przeżyła z Wayne’em. Prawdopodobnie spodziewa się, że dziś wieczorem ją nakarmię i posiądę, i mimo że pragnę tego samego, nikt nikogo dzisiaj nie posiądzie. Cóż, może tylko trochę, ale nie jest to główny cel tego wieczoru.

Nie, dziś pracujemy tylko nad fundamentami. Będziemy podsycać atmosferę aż do tego najważniejszego wydarzenia, a zanim poprowadzę ją tam pod koniec tygodnia, będę pragnął jej już tak rozpaczliwie, że nic – i naprawdę mam na myśli nic – nie zakłóci naszej drogi do najlepszego seksu, jakiego Lauren jeszcze nie miała. Tak długo czekałem, żeby móc zacząć realizować plany. Poświęcenie tego tygodnia Lauren na pewno ich nie zrujnuje, szczególnie jeśli oznacza to zapewnienie jej spokoju ducha, którego tak bardzo potrzebuje.

Lauren

Kończę zamówienia złożone w mojej kwiaciarni Bloomsbury przed drugą po południu i zostawiam sklep w odpowiedzialnych rękach Megan, uczennicy liceum, która pracuje dla mnie już od dwóch lat. Kilka domów dalej na tej samej ulicy jest studio fotograficzne mojej przyjaciółki Honey, w którym ją odwiedzam.

– Zaraz przyjdę! – krzyczy, gdy dzwoneczki przy drzwiach sygnalizują czyjeś wejście.

– To tylko ja.

– Och, dobrze! Wchodź!

Przechodzę przez szeroką przestrzeń, na której Honey robi portrety z serii Pustynne Dzieci. Rodziny z całego Teksasu przyjeżdżają tu na nietuzinkowe sesje, w których ich dzieci fotografowane są w pustynnym środowisku, w którym znajduje się Marfa. Honey siedzi przy biurku w swoim gabinecie. Stopy ma ułożone na blacie, a na kolanach trzyma klawiaturę.

– Dzięki Bogu, że to ty. W końcu ułożyłam się wygodnie, a rzadko mi się to ostatnio zdarza.

Brzuch Honey staje się z każdym dniem coraz większy.

– Jak tam mój siostrzeniec? – Opadam na jedno z krzeseł dla gości.

Honey kładzie rękę na wielkim brzuchu.

– Myślę, że dzisiaj gra w rugby.

– Auć.

– I kto to mówi. Najbardziej podoba mi się kopniak w żebra.

– To już niedługo, mamuśko.

– Nie mogę się doczekać. Blake jest taki podekscytowany. Mówi do niego każdego wieczoru i opowiada mu o wszystkim, czego go będzie uczył.

– Wspaniale widzieć go takim szczęśliwym.

Podczas naszego ostatniego roku w liceum Blake był zdruzgotany po stracie swojej dziewczyny, Jordan, gdy w samochód, który prowadził, uderzyła z boku ciężarówka. Nigdy już nie doszedł do siebie, ale gdy zakochał się w Honey w zeszłym roku, wydaje się, że otrząsnął się z przeszłości.

– Oboje zasługujecie na wszystko, co teraz macie.

Honey patrzy na mnie podejrzliwie.

– Co się dzieje?

– Dlaczego pytasz mnie, czy coś się dzieje, gdy mówię, że ty i Blake zasługujecie na szczęście?

– Bo cię znam i jakkolwiek bardzo to doceniam, to widzę, że coś cię trapi.

Tak właśnie jest z przyjaciółmi, których poznaje się w przedszkolu. Nikt nie zna cię lepiej niż oni.

– Nic mnie nie martwi… tylko niepokoi.

– Co cię niepokoi?

– Mam dziś randkę z Garrettem. Prawdziwą randkę, a nie piwo i skrzydełka.

Honey piszczy z zachwytu.

– Najwyższa pieprzona pora!

Odkłada klawiaturę na biurko i opuszcza nogi na podłogę tak, żeby mogła się pochylić i przyjrzeć mi dokładniej.

– A co się takiego stało? Wszyscy założyliśmy, że postanowiliście pozostać przyjaciółmi.

– No bo tak… Kiedyś. My… to skomplikowane.

– Jak to?

Przygryzam usta, myśląc nad tym, ile powinnam powiedzieć swojej najlepszej przyjaciółce, która jest także dobrą przyjaciółką Garretta.

– Tak jakby poszliśmy ze sobą do łóżka sześć miesięcy temu.

Honey wpatruje się we mnie z iskrami w oczach.

– Jak to tak jakby?

– Zrobiliśmy to, ale było dziwnie i niezręcznie, i no cóż… niedobrze.

– Och. – Honey przyszczypuje dolną wargę. – To zadziwiające w świetle jego… no cóż…

– Reputacji?

Przytakując, Honey mówi:

– Ponoć jest… hm…

– Bogiem w łóżku?

Dziewczyny, z którymi dorastałyśmy, rozwodziły się nad jego umiejętnościami, mimo że byłyśmy wtedy w liceum. Garrett myśli, że tego nie wiemy, ale razem z Honey doskonale zdajemy sobie sprawę, że niejedna turystka przyjechała do miasteczka na numerek z facetem zwanym Bogiem Seksu.

– No właśnie! Więc co poszło nie tak?

– Nie mam pojęcia. Myślałam o tym milion razy, ale nie doszłam do żadnych wniosków. Uwielbiamy się. Jesteśmy napaleni na siebie od lat. Nasze zbliżenie powinno być czymś poza wszelką skalą, a tymczasem ledwo osiągnęło minimalny poziom, przywracając mi wspomnienia całego tego gówna z czasów, gdy byłam z Wayne’em, który mówił mi, że jestem beznadziejna w łóżku.

– Wayne to dupek, a ty nie jesteś beznadziejna w łóżku.

– Skąd wiesz? – pytam ze śmiechem.

– Bo jesteś urocza i seksowna, i każdy, kto zaciągnąłby cię do łóżka, jest szczęściarzem.

Od czasu katastrofy z Garrettem nie mogę spać nocami ze strachu, że Wayne mógł mieć rację. Mimo że jestem wzruszona bezwzględną miłością, którą darzy mnie Honey, odpowiadam z sarkazmem, żeby ukryć emocje.

– I nie jesteś ani trochę obiektywna.

– W ogóle. To powszechnie znany fakt, że faceci, którzy są beznadziejni w łóżku, zrzucają odpowiedzialność za to na swoje partnerki. To jasne, że Wayne wyżywał się na tobie za swoje niepowodzenia. Nie możesz pozwolić na to, żeby zostawił ten ciężar na tobie.

– Skąd wiesz o tym dobrze znanym fakcie?

– „Cosmo”. A skąd by indziej?

Mówię, prychając śmiechem:

– Oczywiście. Tylko stamtąd. – Przesuwam rękoma po swojej sukience, gdy pojawia się kolejna myśl. – Ale co, jeśli Wayne miał rację i naprawdę jestem beznadziejna w łóżku? Co, jeśli to z mojej winy nie wyszło nam z Garrettem?

– Lauren! Przestań! To nie przez ciebie. Tamta noc się nie liczy. Nie mogę znieść, gdy tak myślisz. Jeśli uwierzysz w to gówno, to Wayne wygra, a na to nie pozwolę.

Żarliwa obrona Honey sprawia, że czuję się trochę lepiej, jednak uwierzę w to dopiero, gdy ja i Garrett spełnimy się w łóżku.

– Chciałabym wiedzieć, dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej.

– Bo to było strasznie krępujące. Dopiero po sześciu miesiącach zaczęliśmy o tym w ogóle rozmawiać.

– Przynajmniej udało wam się zachować przyjaźń. Dzięki Bogu za to.

– Tak, dzięki Bogu.

Rozpad naszej przyjaźni byłby koszmarem nie tylko dla nas, ale też dla naszych bliskich przyjaciół.

– Więc dlaczego nadal cierpisz tak bardzo z tego powodu, jeśli wydarzyło się to pół roku temu?

– Wczoraj, gdy w końcu porozmawialiśmy o tym, Garrett powiedział, że chce spróbować jeszcze raz. Uważa, że źle się do tego wtedy zabraliśmy.

– Wow. No i co o tym myślisz?

– Boję się, że wcale nie będzie inaczej i tym razem zrujnujemy naszą wyjątkową przyjaźń.

– Hm. – Honey chwilę się nad tym zastanawia.

– Co to ma znaczyć? Hm?

– Wszyscy, czyli ja, Blake, Matt, Julie, Scarlett, uważamy, że bylibyście wspaniałą parą.

– Dlaczego tak mówisz?

– Przede wszystkim już jesteście bliskimi przyjaciółmi. Poza tym podobacie się sobie. Każdy jest w stanie to zauważyć. Zawsze, gdy spędzamy razem czas, ostatecznie siadasz przy nim. Kończycie sobie nawzajem zdania i śmiejecie się z tych samych rzeczy. Garrett otwiera ci drzwi i szaleje za tobą. Oboje już zachowujecie się jak para.

– Naprawdę? – Jestem zdumiona obserwacjami Honey. – Nigdy tego nie zauważyłam. To po prostu nasza naturalna relacja.

– No właśnie. Oboje już jesteście parą pod wieloma ważnymi względami.

– Oprócz najważniejszego. – Nie mogę znieść myśli o naszej nieudolnej próbie pójścia do łóżka. – Strasznie się denerwuję, że to może znowu się stać. Jeśli stracę w nim przyjaciela, to będę zgubiona.

– Zapomnij o tamtej nocy. Dzisiaj zaczynacie od nowa. Zapomnij o przeszłości i zachowuj się tak, jakby tamto nigdy nie miało miejsca. To była tylko jedna noc z całego życia. Zły seks też się zdarza.

– Czy kiedykolwiek przydarzyło ci się tak z Blakiem?

– Uhm, no cóż. Blake to niepowtarzalny wyjątek od zasady.

– Wiem. Pamiętam. O czym to świadczy, że kilka lat temu miałam lepszy seks z przyjacielem Garretta niż z nim?

– To znaczy, że przypominasz mi o tym, że kiedyś kochałaś się z moim mężem, a postanowiłyśmy, że nigdy nie będziemy o tym mówić.

Śmieję się z miny Honey.

– I to więcej niż raz.

– I nie miałaś przy nim żadnych problemów, prawda?

– Nie, ale to on działał bardziej niż ja. Jak dobrze wiesz, jest w tym raczej dobry.

– Tak samo jak Garrett. Pomyślałaś o tym, że może z nim to bardziej skomplikowane, bo żywisz do niego prawdziwe uczucia, których nie miałaś w stosunku do Blake’a? Bo jeśli coś do niego czułaś, to będę musiała cię zabić.

Mówię przez śmiech:

– Nie musisz. Bardzo lubię Blake’a, ale to był tylko seks.

– Bardzo możliwe, że jeszcze nie dotarliście się z Garrettem, co na pewno nastąpi. Bo jak inaczej? Ty jesteś sobą, urocza i seksowna, a on to gorący bóg seksu z tymi swoimi mięśniami. Bardziej bym się obawiała tego, co się stanie, gdy się dotrzecie, niż ponownej porażki. Oboje macie naturalną skłonność do siebie i może wyjść z tego taka mieszanka, że puścicie z dymem dom.

– Jeśli dojdzie do tego, to mam nadzieję, że raczej u niego niż u mnie. Założę się, że ma lepsze ubezpieczenie.

Honey śmieje się.

– Odpręż się i ciesz się towarzystwem swojego ulubieńca. Pomyśl o tym jak o kolejnej nocy z Garrettem. Jeśli będziesz robić z tego sensację, to może się to skończyć katastrofą.

– Za późno na takie ostrzeżenie.

Honey z trudem podnosi się z krzesła przy biurku. Patrzenie, jak próbuje się poruszać z ogromnym brzuchem, który przeciąża jej drobną figurę, wywołuje we mnie bolesne uczucie. Przechodzi dookoła biurka i wyciąga do mnie ręce, chcąc mnie uściskać, co jednak uniemożliwia nam jej wielki brzuch.

– To jest Garrett. On cię kocha. Zrobiłby dla ciebie wszystko. Nie masz się czym martwić.

– Oprócz stworzenia niezręcznej atmosfery z moim najlepszym przyjacielem.

Honey cofa się i kładzie mi ręce na ramionach.

– Już raz było między wami niezręcznie. Jeśli znowu tak się stanie, to na pewno poradzicie sobie z tym.

– Może byłoby lepiej…

– Co?

– Gdybyśmy po prostu… Gdybyśmy nie starali się uczynić tego czymś więcej, niż faktycznie jest.

– Tego chcesz?

Zastanawiam się ostrożnie nad tym pytaniem. Zdaję sobie sprawę z tego, co czuje do mnie Garrett. O poświęcenie, jakie zaoferował mi po okropnym zakończeniu mojego małżeństwa, nie mogłabym prosić żadnej z przyjaciółek, a jego stała obecność w moim życiu jest jedną z najlepszych rzeczy. Ale czy wyobrażam sobie nas w innej relacji niż przyjaźń?

– Nie jestem pewna – mówię, odpowiadając na moje i Honey pytanie. – Ale chciałabym się dowiedzieć, chociażby dlatego, żeby w końcu znać odpowiedź na pytanie, czy wyjdzie nam razem w łóżku.

Honey uśmiecha się i rozprostowuje moje włosy.

– Chcę, żebyś się odprężyła i zapomniała o swoich zmartwieniach. Masz się dzisiaj dobrze bawić i zadzwonić jutro, żeby opowiedzieć mi wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.

Błyskam nieskromnym uśmiechem.

– Nie opowiadam o swoich romansach.

– Tym razem opowiesz. Pamiętasz, jak musiałam opowiadać ci o mojej pierwszej nocy z Blakiem ze wszystkimi szczegółami?

– Chyba coś sobie przypominam.

– Teraz czas na rewanż.

– Proszę, nie mów nic Blake’owi. Nie wiem, co Garrett mu powiedział i nie chciałabym, żeby myślał, że paplam o naszych prywatnych sprawach.

– Nie musisz się martwić. Nie puszczę pary z ust.

Honey przytula mnie jeszcze raz i tym razem czuję mocne kopnięcie dziecka w brzuch.

– Jasna cholera! Mały ma parę.

– Obawiam się, że będzie z niego mały diabeł.

– Nie mogę się doczekać, żeby go poznać.

– Ja też. To może być w każdej chwili.

– Masz zadzwonić do mnie, jak tylko zaczniesz rodzić. Nieważne, czy w dzień, czy w nocy.

– Dobrze. Baw się dobrze dzisiaj i nie zapomnij zadzwonić do mnie jutro rano albo po lunchu, albo gdy tylko oboje wrócicie do rzeczywistości.

Na myśl o nocy pełnej seksu z Garrettem moje sutki twardnieją, a między udami czuję dreszcz. Widocznie mam myśli wypisane na twarzy, bo Honey wybucha śmiechem.

– Wszystko wskazuje na to, że ten wieczór minie o wiele przyjemniej, niż myślisz.

– Przestań się ze mnie śmiać – rzucam przez ramię, wychodząc z jej gabinetu, a jej śmiech podąża za mną. Nie mogę powstrzymać uśmiechu. Należy mi się jej zaraźliwy śmiech po szerokim spectrum emocji, które ujawniłam w ciągu ostatnich trzydziestu minut.

Na myśl o „randce” z Garrettem robię się cała rozedrgana, ale on nigdy się o tym nie dowie. Resztę wolnego popołudnia spędzam w domu, żeby się przygotować jak tylko mogę najlepiej na tę przejażdżkę z Garrettem.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Sex God Sex Machine Nienasycenie Ekstaza Spełnienie Kuszenie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy