Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją

Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją

Autorzy: Reinhard Habeck

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 27.39 zł

Na całym świecie istnieją malowidła, fotodokumenty i wizerunki, w przypadku których można wykluczyć fałszerstwo, a jednak ukazują rzeczy, które według obecnego stanu wiedzy historycznej nie mogły istnieć w tamtych czasach i przeczą ustaleniom konwencjonalnej nauki:.

• Karykatury z epoki lodowcowej i prehistoryczna galeria gwiezdnych bogów.
• „Nie ręką ludzką uczynione”: święte płótna i „zdjęcie paszportowe” Chrystusa.
• Wizytówki Królowej Niebios: cudowne ikony maryjne.
• Madonna z Florencji i UFO: renesansowe obrazy z motywami niezidentyfikowanych obiektów latających w Palazzo Vecchio.
• Odcisk w kamieniu buta i rozdeptanego trylobita. Szacowany wiek: co najmniej 230 milionów lat…


Kogo przedstawił artysta, który 9000 lat temu wyrył na skalnej ścianie niebiańskie istoty w aureolach? Czym lub kim jest tajemnicza postać na zdjęciu wykonanym na Marsie przez lądownik „Spirit”? A mozaika z I wieku p.n.e. przedstawiająca zwierzę zadziwiająco podobne do dinozaura – skąd jej autor wiedział, jak wyglądały gady wymarłe przed milionami lat?

Redaktor prowadzący serii Księgi Tajemnic

Zbigniew Foniok

Redakcja stylistyczna

Barbara Nowak

Korekta

Renata Kuk

Halina Lisińska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

Reinhard Habeck, Wien

Tytuł oryginału

Bilder die es nicht geben dürfte

Copyright © 2009 by Verlag Carl Ueberreuter, Wien

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6512-4

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Ingrid i Willemu Grömlingom: dwojgu przyjaciołom fantastyki, którzy wiedzą, że dom bez książek jest ubogi, nawet jeśli jego ściany zdobią cenne portrety z Mausenhausen.

Zacznijmy od pytania: co by było, gdyby…?

Nie ma nic piękniejszego niż tajemnica.

Z niej rodzi się każda prawdziwa sztuka i nauka.

Albert Einstein (1879–1955)

Jedna z moich powieści – która zyskała dużą popularność – zaczyna się od znalezienia w starym palestyńskim grobowcu sprzed dwóch tysięcy lat czegoś, co nie powinno istnieć: instrukcji obsługi japońskiej kamery wideo. Znaczna część tej powieści skupia się na pytaniu, co właściwie znaczy to znalezisko.

To samo pytanie pojawia się w przypadku odkryć, które w swoich książkach przedstawia nam Reinhard Habeck. Co one mają znaczyć? Nie wiadomo. I to właśnie pobudza naszą fantazję. W najlepszym razie – fantazję. Bo oczywiście pojawia się też zwykła reakcja obronna: to niemożliwe. To niemożliwe, bo nie ma prawa istnieć. A istnieć nie ma prawa nic, co podważa obowiązujące obecnie wyobrażenie o świecie.

Jednak nawet jeśli nasz dzisiejszy obraz świata ukształtowały przede wszystkim nauki przyrodnicze, to ci, którzy przybierają postawę obronną, naukowcami nie są. Teorie naukowe mają to do siebie, że nie można ich udowodnić – można je jedynie obalić. Teorie naukowe reprezentują zawsze – co z pewnością potwierdzi każdy naukowiec – jedynie aktualny stan naszego myślenia, błędnego myślenia. Gdy pojawi się coś, co trudno pogodzić z teorią lub wręcz stoi z nią w całkowitej sprzeczności, wyobrażenie o świecie nie załamuje się. Należy po prostu podjąć nad tym pracę.

Podjął się jej na przykład Albert Einstein. Jego chwila chwały mogła nastąpić, ponieważ dwóch fizyków – Albert Michelson i Edward Morley – przeprowadziło w 1887 roku w Cleveland eksperyment, którego wyniki były zupełnie niewytłumaczalne w świetle ówczesnych teorii nauk fizycznych. Fakt, że to właśnie nieznany pracownik urzędu patentowego w Bernie, a nie jedna ze znakomitości świata nauki, stworzył nowe podstawy całej fizyki, może wynikać z tego, że – pomijając szczególne zdolności Einsteina – był właśnie zwykłym urzędnikiem i żył w oddaleniu od powszechnych wyobrażeń. Mógł sobie pozwolić na poszukiwania z dala od udeptanych ścieżek, gdzie – jak dziś wiemy – znalazł to, czego szukał.

Otwartość to zatem zaleta. Jednak tylko wtedy, gdy otwieramy się na wszystkie możliwości. Bo oczywiście trzeba sobie zawsze zadać pytanie: czy rzeczywiście jest tak, jak nam się wydaje? A może ulegamy złudzeniu? Nigdy nie należy wykluczać możliwości pomyłki, zwłaszcza tam, gdzie mamy do czynienia z ludźmi, a liczba mylnych interpretacji na nieznanych ścieżkach w oczywisty sposób gwałtownie rośnie.

Lecz nawet jeśli w dziewięciu na dziesięć zadziwiających znalezisk miałoby się okazać, że ich interpretacja jest mylna i opiera się na iluzji lub złudzeniach, że jest zupełną brednią lub zjawiskiem możliwym do wytłumaczenia w inny sposób – to wystarczy, aby rozbudziło w nas zainteresowanie. Abyśmy zaczęli stawiać pytania: „co by było, gdyby…?”

Pytania, które prowadzą do obszarów, do których nikt jeszcze nie dotarł. Bo kim bylibyśmy my, pisarze, gdyby nie osoby takie jak Reinhard Habeck, które wyruszają w podróż, aby zobaczyć świat innymi oczami? Kim bylibyśmy, gdyby nie te zachwycające eksponaty, które ze sobą przywożą i które pobudzają naszą wyobraźnię? I wreszcie – jaki byłby świat, gdyby wszystko można było wyjaśnić?

Przede wszystkim – nudny.

Dlatego cieszę się, że powstają książki takie jak Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją, i życzę autorowi sukcesów.

Andreas Eschbach

Prolog: Na początku był obraz

W barwnych obrazach niewiele jasności,wiele pomyłek, lecz tylko iskra słuszności.

Johann Wolfgang von Goethe (1749–1832)

Na początku był obraz. Ale kiedy był początek? Wiemy, że o wiele, wiele wcześniej, nim człowiek potrafił swoje myśli, przeżycia i pragnienia zapisywać, uwieczniał je w formie obrazu. Pierwsze kolorowe malowidła jaskiniowe zaczęły pojawiać się nagle około 35 000 lat temu w Hiszpanii i we Francji. Technika malarska, którą wykonano naskalne obrazy, jest zadziwiająco progresywna. Realistycznie przedstawiono na nich zwierzęta w trójwymiarowym ruchu, nieziemskie postacie bogów i istot półzwierzęcych oraz rysunki i symbole, które przez niektórych badaczy są uznawane za „jaskiniowe pismo” lub „mapy gwiazd”. Ale gdzie leżą początki tych umiejętności? Muszą one sięgać jeszcze głębiej w przeszłość.

W przypadku sztuki naskalnej rzeczywiście natrafiamy na znacznie starsze ślady, jednak ze względu na swój wiek są one przedmiotem sporów wśród naukowców. Tradycyjny pogląd nauki zawęża się do uznania odkrytych rysunków jako „przypadkowych grawerunków” lub „prymitywnych bazgrołów”. Kalendarze księżycowe bazujące na skomplikowanych obliczeniach matematycznych, „kalkulatory” astronomiczne i genialne wynalazki nie pasowałyby przecież do uznawanej za „dziką” i „niecywilizowaną” epoki kamienia łupanego. Jednak sprzeczne ze znanym porządkiem dzieła sztuki prehistorycznej istnieją i można je poddać badaniom.

Gdyby nie brzmiało to tak fantastycznie, można by pomyśleć, że mistrz Pablo Picasso albo jeden z jego kolegów po fachu przeniósł się w machinie czasu do epoki lodowcowej i wykonał tam te „współczesne” rysunki. Próby racjonalnego wyjaśnienia prowadzą do stwierdzenia, że coś jest nie tak z naszą przeszłością. Albo nie zgadzają się daty, albo ten okres prehistorii przebiegał inaczej, niż dotąd zakładano.

To, co zostało zapoczątkowane wraz z tajemniczą sztuką jaskiniową, przewija się przez całą historię ludzkości aż po dzisiejsze czasy. Wciąż konfrontowani jesteśmy z obrazami, które nas fascynują i zadziwiają: święty Całun Turyński, całun z Manoppello lub tilma z Guadalupe, na których brak jest jakichkolwiek śladów pociągnięć pędzlem lub pigmentów, a ich powstanie przypisywane jest „pozaziemskim mocom”; płaczące ikony z wizerunkiem Maryi i rzekome objawienia Matki Boskiej; średniowieczne freski i malowidła z ukrytymi przekazami; geoglify, czyli ogromne figury, wzory i rysunki na ziemi oraz okręgi wycięte w zbożu, których sens ujawnia się tylko wtedy, gdy ogląda się je z dużej wysokości nad Ziemią; trzymane dotąd w tajemnicy archiwum X brytyjskiego rządu; zdjęcia UFO wykonane przez pilotów i astronautów; tajemnicze zdjęcia kosmosu otrzymane w misjach NASA i wiele innych.

Czy niezwykłe obrazy zdradzają więcej niż tysiące słów? Czy we właściwy sposób interpretujemy to, co widzimy? Obraz z całą pewnością pozostaje w naszej świadomości dłużej niż słowo pisane. Ale czy możemy wierzyć naszym oczom? W epoce Internetu, cyfrowej obróbki zdjęć i zalewu manipulowanymi obrazami istnieją uzasadnione wątpliwości. Kuriozalne fotomontaże i zmanipulowane filmy wydają się bardzo autentyczne. Nie tylko laicy, ale także dziennikarze i badacze, widząc takie „dzieła”, często na pierwszy rzut oka nie rozpoznają ich jako nieprawdziwych.

Dotyczy to również wielu sensacyjnych odkryć archeologicznych, które po czasie okazały się zwykłym oszustwem. Mam jeszcze w pamięci rower Leonarda da Vinci. Przez długi czas panowało przeświadczenie, że najstarszy projekt tego pojazdu pochodzi z 1855 roku – aż w 1974 roku w rękopisach Leonarda odkryto rysunek roweru z pedałami i łańcuchem. Od tego czasu włoski geniusz, któremu taki wynalazek łatwo było przypisać, został uznany za pierwszego konstruktora roweru. To przeświadczenie utrzymało się jednak przez zaledwie 23 lata, bo w 1997 roku czasopismo „New Scientist” ujawniło, że na rysunku tylko dwa okręgi są autorstwa Leonarda – resztę dorysował zakonnik, który w latach 60. ubiegłego wieku restaurował rękopis artysty.

Nie można przyjmować wszystkiego za prawdę. Odnosi się to w szczególności do fenomenów leżących na pograniczu nauki. Gdy zajmujemy się niewyjaśnionymi zjawiskami, zdrowa dawka sceptycyzmu jest konieczna. Mimo to istnieje mnóstwo autentycznych motywów o zagadkowych cechach. Niektóre z nich być może uda się przekonująco wyjaśnić w trakcie dalszych badań, inne pozostaną tajemnicą.

Sfałszowane „zdjęcie UFO” nie jest dowodem, że wszystkie fotografie nieznanych obiektów latających należy automatycznie uznać za oszustwo lub złudzenie optyczne. W dzisiejszych czasach podrobić można niemal wszystko. Znamy też utalentowanych imitatorów, którzy potrafią wykonać doskonałą kopię dzieł van Gogha czy Salvadora Dali. Również fałszerze pieniędzy zawsze znajdą zbyt. Nikt jednak z tego powodu nie uważa, że wszystkie dzieła wielkich mistrzów są falsyfikatami, a każdy banknot jest fałszywy.

Podczas poszukiwań w archiwach, muzeach i w niezwykłych miejscach natrafiłem na wiele dziwnych informacji. Moja poprzednia książka Rzeczy niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją traktuje o tajemniczych eksponatach muzealnych. Tym razem postanowiłem poświęcić książkę fantastycznym „zagadkom obrazów”. Wybrane przykłady są bardzo bliskie znaczeniu staro-wysoko-niemieckiego słowa bilidi (= Bild). Słowo to znaczy „imitacja” lub „podobizna” i pierwotnie było określeniem „cudu”.

Większość „moich” osobliwych dzieł szanowni czytelnicy sami mogą obejrzeć, poddać na miejscu oględzinom i na tej podstawie wyrobić sobie pogląd. Wyprawy w tajemnicze miejsca pełne cudów zawsze przynoszą niespodzianki. Pisząc książkę Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją, chciałem zwrócić uwagę na kilka osobliwych szczegółów. Zacytuję tu słowa Louisa Armstronga (1901–1971), mistrza gry na trąbce, który w poszukiwaniu prawdy stwierdził kiedyś: „Mona Lisa została skopiowana już tyle razy. A ludzie i tak nadal stoją w kolejce, żeby zobaczyć oryginał”.

Reinhard Habeck

ZAGADKOWE OBRAZY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW

Opowiedz mi o przeszłości, a będę potrafił rozpoznać przyszłość.

Konfucjusz (551–479 p.n.e.)

Karykatury z epoki lodowcowej, sztuka jaskiniowa z kręgu utopii i prehistoryczna galeria gwiezdnych bogów

Temat: Pierwsze dzieła sztuki w dziejach ludzkości.

Gdzie się znajdują: Najstarsze dotychczas znane malowidła jaskiniowe znajdują się w odkrytej w 1994 roku jaskini Chauveta w pobliżu miasteczka Vallon-Pont-d’Arc w południowej Francji. Zastosowana w nich „nowoczesna” technika malarska zadziwia znawców. Niestety, jaskiniowe cuda nie są tu dostępne dla zwiedzających, ale obok oryginalnej jaskini powstał budynek, w którym stworzono kopię jaskini, otwartą dla turystów. We Francji inne znaczące jaskinie z rysunkami i malowidłami naskalnymi również są zamknięte dla turystów, między innymi jaskinia Cosquera na południe od Marsylii, która ze względu na położenie dostępna jest tylko dla nurków. W jaskini Lascaux w pobliżu Montignac, w departamencie Dordogne, prehistoryczni twórcy ukazali motywy interpretowane jako „astronomiczne mapy gwiazd”. I tej jaskini nie można zwiedzać, ale wykonano jej wierną replikę, którą udostępniono turystom. Podobnie postąpiono ze słynną jaskinią Altamira w pobliżu Santillana del Mar w prowincji Santander w Hiszpanii. Zamknięta jest także Cueva La Pasiega, gdzie oprócz rysunków zwierząt znajduje się zagadkowy ciąg abstrakcyjnych symboli. Otwarta jest natomiast we Francji ogromna jaskinia Mas d’Azil o 70-metrowej wysokości wejściu i 500-metrowym tunelu. Przepływa przez nią rzeka Arize oraz biegnie droga krajowa. Co prawda nie ma tu malowideł naskalnych, ale w muzeum jaskini wystawiono krzemienie z epoki lodowcowej, które przypominają współczesne litery. Nie zawsze dzieła sztuki naskalnej znajdują się w jaskiniach. Można je oglądać również pod gołym niebem, jak choćby w Val Camonica w północnych Włoszech, w prowincji Brescia, między przełęczą Passo del Tonale a jeziorem Iseo. Dotychczas odkryto tam 350 000 petroglifów, czyli rytów naskalnych, w tym wizerunki istot w „hełmach z aureolami”.

Charakterystyka: Wiele znalezisk archeologicznych i dokumentów w formie obrazów odkryto w „niewłaściwym” miejscu lub pochodzą one z „niewłaściwej” epoki: liczące 400 000 lat figurki kobiece (uznawane za przedstawienia bogini płodności, zwane Wenus), starożytna astronomia, antyczne „kalkulatory”, prehistoryczne obrazy dinozaurów albo „kamienne litery” z epoki lodowcowej. Falsyfikaty? Błędne interpretacje? Błędne datowanie? A może kultury naszych przodków były bardziej rozwinięte, niż nam się wydaje?

Wiek: Wiek najstarszych uznanych za autentyczne malowideł, rysunków i rytów naskalnych w jaskiniach oraz rzeźb szacuje się na około 36 000 lat. Oprócz tego istnieją artefakty, które są znacznie starsze, jednak ich datowanie budzi wątpliwości naukowców.

Za pierwsze historyczne przekazy uznaje się najstarsze na świecie obrazy, które odkryto na nawisach skalnych i ścianach jaskiń. Barwne malowidła ukazują zwierzęta, istoty półzwierzęce i abstrakcyjne znaki. Ale jaki był sens tych przedstawień? Dlaczego myśliwi i zbieracze z epoki lodowcowej w ogóle zapuszczali się w ponure wnętrza jaskiń? I jaki impuls skłaniał ich do tworzenia sztuki jaskiniowej? Nasi przodkowie nie mieszkali w jaskiniach, chociaż twierdzenie, że były one ich siedliskiem, jeszcze można okazyjnie spotkać w podręcznikach. Jak dowodzą liczne archeologiczne znaleziska, człowiek epoki lodowcowej wolał przebywać na otwartym terenie, budował szałasy lub wykopywał kryjówki w ziemi. Określenie „jaskiniowiec” nie jest właściwe. Bardziej adekwatna byłaby nazwa „ziemiankowiec” albo „szałasowiec”.

Śladami pierwszych artystów

Jaskiniowe labirynty i groty nigdy nie służyły człowiekowi epoki lodowcowej za miejsce stałego pobytu. Wykorzystywano raczej część jaskini tuż przy wejściu do niej – najczęściej jako schronienie przed złą pogodą lub dogodne miejsce na rozpalenie ognia. Ciemne wnętrza jaskini nie nadawały się na siedlisko. Nieraz wynikało to z faktu, że zamieszkiwały je niedźwiedzie albo lwy, które niechętnie dzieliły swoje legowisko z nieproszonymi gośćmi. Ale poza tym pogrążona w ciemnościach pieczara nie była zbyt przyjaznym miejscem: ponure, śliskie i przejmujące grozą korytarze w skałach zarezerwowano dla zmarłych. Kto z żywych chciałby się tam wprowadzić? Archeolodzy przypuszczają, że skryty podziemny świat stanowił sanktuarium, do którego zapuszczali się tylko szamani, aby nawiązać kontakt ze zmarłymi, duchami zwierząt i wyższymi istotami. Pozostawione tam dzieła sztuki są niemym świadectwem rytualnych kultów, których pierwotne znaczenie już dawno zostało zapomniane. Dziś pozwalają nam one wejrzeć w ten fascynujący, odległy świat. Ale czy potrafimy właściwie interpretować pozostawioną nam spuściznę? Nikt z nas, ani żądni wiedzy antropolodzy, ani znawcy sztuki, nie był obecny podczas powstawania tych dzieł. Jeśli chcielibyśmy poznać ich prawdziwe znaczenie, musielibyśmy wcielić się w ówczesnego artystę, wtajemniczonego w sens sakralnych rytuałów. Ponieważ wiele zachowanych śladów pozostaje dla nas niezrozumiałych i zagadkowych, przy interpretacji symboli archeolodzy najczęściej zdani są na spekulacje.

W naukowych kręgach wciąż toczą się dyskusje na temat początków i motywów „eksplozji kreatywności”. O ile wiadomo, większość prehistorycznych dzieł sztuki jaskiniowej pochodzi z ostatniej fazy epoki lodowcowej, która zakończyła się dokładnie 10 000 lat temu. Za najstarsze naukowo potwierdzone artefakty uznaje się malowidła i rysunki jaskiniowe i naskalne w południowej Francji i w północnej Hiszpanii. Szacuje się, że mają do 36 000 lat. Najstarsze malowidła odkryte w Afryce liczą natomiast „tylko” 25 000 lat i pochodzą z jaskini Apollo 11 w Namibii. To dość zadziwiające. Bo czy dzieła w Afryce nie powinny być starsze niż te w Europie? A może tak rzeczywiście jest, tylko dotychczas nie udało się ich jeszcze odnaleźć?

Zgodnie z teorią ewolucji pierwszy człowiek rozumny właściwy (Homo sapiens sapiens), czyli „współczesny”, odznaczający się zdolnością rozumnego myślenia, pojawił się mniej więcej 200 000 lat temu. Pierwotnie wywodził się z Afryki i kontynent ten opuścił przed około 100 000 lat, aby krok po kroku zawładnąć całym światem. Zmierzając od Bliskiego Wschodu i Bosforu na zachód, rozprzestrzenił się w całej Europie. Zwolennicy teorii Out of Africa (wyjścia z Afryki) przypuszczają, że podczas tej światowej ekspansji inne gatunki człowieka pierwotnego zostały wyparte lub całkiem wyginęły. Tak jak na przykład mylnie uważany za prymitywnego człowieka pierwotnego neandertalczyk, którego bezpośredni przodkowie zasiedlili obszar między Bliskim Wschodem a Europą już 150 000 lat temu. Ponoć na doprowadzenie do jego zagłady superinteligentny „współczesny” człowiek potrzebował zaledwie kilku tysiącleci. Do dziś nie wyjaśniono, co było przyczyną nagłego zniknięcia neandertalczyka z powierzchni Ziemi 30 000 lat temu.

Potwierdzone odkrycia najstarszych szczątków europejskiego Homo sapiens sapiens pochodzą z Rumunii i są datowane na 35 000 lat, zatem na okres powstania najstarszych malowideł jaskiniowych. W oddziale antropologicznym Muzeum Przyrodniczo-Historycznego w Wiedniu są przechowywane najlepiej zachowane w Europie szczątki naszych bezpośrednich przodków – gatunku inteligentnego „współczesnego” człowieka. Wykopalisk kości dokonano w czeskim Mladcu i wiadomo, że ich wiek to 31 000 lat. Takie są oficjalne dane.

Ale jak ocenić odkrycia artefaktów, które wprowadzają zamęt do standardowego wyobrażenia o epokach prehistorycznych? Skąd w epoce kamienia, jakoby wstecznej i barbarzyńskiej, wzięły się dowody świadczące o zadziwiająco wysokim rozwoju umiejętności w zakresie astronomii, sztuki, religii, medycyny, matematyki, a nawet o początkach pisma? Jakie wnioski możemy wysnuć z odkrycia tych umiejętności u prehistorycznych kultur? Czy już we wczesnej epoce kamienia istniały cywilizacje? A może datowania są błędne? Czy wiarygodne i dobrze udokumentowane są przełomy czasowe dawnych epok, podawane przez naukowców zajmujących się prehistorią? Liczne znaki zapytania i nieścisłości uświadamiają nam jedno: obraz naszej przeszłości pełen jest białych plam. Czy nasi „prymitywni” przodkowie byli bardziej zaawansowani w rozwoju, bardziej postępowi, niż sądzimy?

Komiks Disneya w „Kaplicy Sykstyńskiej epoki lodowcowej”

Ze szkolnych podręczników wiemy, że rozwój specyficznych umiejętności zawsze dokonywał się etapami. Najpierw wynaleziono druk, potem maszynę do pisania i wreszcie komputer. Zawsze wszystko w odpowiedniej kolejności, w miarę upływu czasu, nigdy wstecz. Jednak przyglądając się zdjęciom malowideł w jaskini Chauveta w południowej Francji, które do dziś uważane są za najstarsze, łatwo dojść do wniosku, że logiczna kolejność jest tu zakłócona.

Ta niezwykła sztuka jaskiniowa znajduje się w pobliżu miasteczka Vallon-Pont-d’Arc w dolinie rzeki Ardèche. Wejście do jaskini zagrodziła jeszcze w epoce lodowcowej osunięta skała. Jaskinia pozostawała przez to niedostępna dla świata zewnętrznego, w każdym razie do 18 grudnia 1994 roku. Speleolog Jean-Marie Chauvet zauważył podczas jednego z obchodów nietypowy ciąg powietrza z wąskiej szczeliny w skale wapiennej. Postanowił więc powiadomić znajomych archeologów, Éliette Brunel Deschamps i Christiana Hillaire. Troje doświadczonych badaczy odkopywało wejście cały dzień. Najpierw przedostali się przez sztolnię długości 7 metrów do korytarza, zrzucili drabinkę linową i dostali się do wnętrza prehistorycznego „pałacu” z gigantycznymi pomieszczeniami i przejściami. Badacze zaniemówili, gdy zobaczyli, co znajduje się w jaskini: barwne malowidła, niektóre sprawiające wrażenie trójwymiarowych. Jakby przerysowane ze szkicownika współczesnego artysty.

Eksperci w dziedzinie sztuki nie mogą wyjść z podziwu, oglądając zastosowaną tu technikę malarską: rysunek perspektywiczny, uchwycony naturalny ruch, różnorodność skomplikowanych kompozycji i form plastycznych, znakomite metody cieniowania, przejrzysta struktura obrazu. Czegoś takiego nie spodziewano się po człowieku epoki lodowcowej. Na setkach malowideł naskalnych zostały uwiecznione stada koni, reniferów, turów, a także lwy i inne zwierzęta w zadziwiająco dynamicznych i pełnych realizmu pozach, zupełnie jakby miały za chwilę wyskoczyć ze skały. Malowidła są tak wysokiej jakości, że trzeba przyjąć, iż początki tej sztuki sięgają jeszcze dalej, w głąb epoki lodowcowej. Bo w przeciwnym razie należałoby dojść do wniosku, że te znakomite pod względem artyzmu dzieła nagle powstały z niczego. Rozum podpowiada, że taki poziom sztuki musiały poprzedzać wcześniejsze etapy rozwoju. Jednak tych etapów – przynajmniej tak głosi oficjalna wersja – brak. Natomiast to, co powstało później, wygląda raczej skromnie. Dopiero słynne malowidła z Lascaux we francuskim departamencie Dordogne lub te z jaskini Altamira w hiszpańskiej Kantabrii prezentują porównywalny poziom artystyczny, są jednak o 20 000 lat młodsze.

Te skarby nie są jednak ogólnie dostępne. Wstęp do jaskini ma tylko kilku autoryzowanych archeologów i historyków sztuki, i to niezbyt często i nie dłużej niż przez kilka godzin. Zachodzi bowiem obawa, że każda zmiana wilgotności powietrza we wnętrzu jaskini mogłaby doprowadzić do całkowitego zniszczenia tego prehistorycznego zoo w obrazkach. Została tym samym również wykluczona konfrontacja z niewygodnymi pytaniami, które zwiedzający jaskinię mogliby zadawać podczas jej oglądania. A pytań jest niemało. Dlaczego w tej galerii obrazów przedstawiono pięćdziesiąt nosorożców włochatych, puchacza, hienę, panterę i inne kotowate, które w innych europejskich jaskiniowych malowidłach pojawiają się rzadko lub wcale? Dlaczego w systemie pomieszczeń jaskini obejmującym prawie 8000 metrów kwadratowych prawie brak wizerunków zwierzyny łownej? Jednym z nich jest dziwny antropomorficzny obraz europejskiego żubra z tułowiem zwierzęcia i ludzkimi nogami. Inny wizerunek ma jeszcze bardziej groteskowy charakter – ukazuje stwora przypominającego małpę z głową mamuta i „wrotkami” zamiast nóg. Istoty z innego świata?

Niewyjaśnione pozostaje również pytanie, dlaczego na powierzchniach skalnych najlepiej nadających się do pokrycia farbami brak jest malowideł. I co oznaczają na ścianach jaskini wykonane ochrą odciski dłoni ludzkich, którym brakuje pojedynczych palców lub części palców? Czy to sygnatury artystów, obrazowo przedstawione okaleczenia czy też niezrozumiały dla nas język migowy? Te same pytania nasuwają się w przypadku abstrakcyjnych symboli i czerwonych kropek. Czy oznaczają obrazy, które miały dopiero powstać, czy już są pierwotnym pismem?

Analiza użytych farb przyniosła jeszcze więcej zadziwiających informacji. Mistrzowie epoki kamiennej produkowali swoją paletę farb w mozolnym procesie i nanosili farby na ściany skał pędzlami ze zwierzęcej sierści. Metoda produkcji i natrysku jest tak perfekcyjna, że można ją porównać z technikami dzisiejszego malarstwa pastelowego. Na przykład do wyprodukowania różnych odcieni czerwieni stosowano hematyt i magnetyt oraz ochrę, mieszankę produktów wietrzenia rudy żelaza. Prehistoryczni artyści uzyskiwali trwałą intensywną czerwień przez rozgrzanie grudek skał zawierających żelazo. Aby farby lepiej kryły, dodawano do nich sproszkowane glinę, wapno, skaleń lub granit. Jeśli powierzchnia skały była zbyt szorstka lub wilgotna, stosowano domieszkę oleistych substancji lub żywic, a także wodę wzbogaconą minerałami, krew lub ślinę. Specjalny efekt połysku uzyskiwano dzięki dodaniu rozdrobnionego biotytu, tak zwanego kociego złota. Z tej wiedzy korzystają nawet współcześni artyści. Ale skąd takie umiejętności u ludzi z epoki lodowcowej?

Francuski paleontolog Jean Clottes, kierujący projektem badawczym Jaskinia Chauveta z udziałem botaników, geologów i historyków sztuki, przyznaje otwarcie: „Te malowidła wywróciły do góry nogami nasze dotychczasowe teorie i postawiły naukę przed wieloma zagadkami”. Wiek malowideł i zaawansowana technika malarska „stoją w rażącej sprzeczności z wszystkimi dotychczasowymi wyobrażeniami”, potwierdza niemiecki badacz Hansjürgen Müller-Beck z Instytutu Prehistorii uniwersytetu w Tybindze. Kontrowersyjne rysunki charakteryzują się jednolitym stylem. „To dzieło prehistorycznego Leonarda da Vinci” – zachwycają się znawcy sztuki. Nieznany mistrz mógł stworzyć te dzieła sam, ewentualnie przy wsparciu pomocnika. Jean Clottes wysnuł tę odważną tezę na podstawie identycznego stylu szczegółów kilku malowideł. Jednak co z poprzedzającymi tę twórczość etapami, które doprowadziły do powstania wysoko rozwiniętej, dojrzałej techniki malarskiej? Jean Clottes uważa, że rozumny Homo sapiens przyniósł te umiejętności w „gotowej” już formie z Afryki i w chwili przybycia do zachodniej Europy przed dokładnie 43 000 lat dysponował wcześniej opanowanymi metodami.

Kolejne odkrycia każą przypuszczać, że jaskinia nie pełniła funkcji mieszkalnych – zachowane ślady świadczą, że ogniska prawie nie używano. To umacnia podejrzenie, że bogato zdobiona grota nie była zbyt często odwiedzana. Spekuluje się, że poza niedźwiedziami do jaskini wchodzili tylko malarze i ich pomocnicy. Dopiero 6000 lat później do wnętrza zapuścił się pewien młody człowiek ze swoim psem. Zachowały się odciski stóp ludzkich i psich łap w gliniastym podłożu oraz sadza na ścianach pozostawiona przez pochodnię. To kolejny paradoks. Psia łapa przed 25 000 lat? Wyjaśnienie, że mógł to być wilk, nie przekonuje ze względu na inne niż u wilka ustawienie palców. Zatem rzeczywiście musiał to być pies. Na podstawie odcisku udało się nawet zidentyfikować jego rasę. Był to najprawdopodobniej „współczesny” owczarek! Nie pasuje to z kolei do ustalonej jak dotąd historii tych czworonogów. Najstarsze kości najlepszego przyjaciela człowieka datowane są na 14 000 lat.

Oprócz prawie 500 znaków i rysunków zwierząt znaleziono tam kamienne groty strzał i 4000 niedźwiedzich kości. W jaskini nie było za to ani jednej kości mamuta, chociaż niektóre malowidła przedstawiają i te zwierzęta. W jednym z korytarzy jaskini odkryto ułożony przez człowieka kopiec kamiennych płyt, niektórych ważących nawet 150 kilogramów. Wciągnięcie ich do wnętrza jaskini musiało wiązać się z ogromnym nakładem siły. Ale w jakim celu? Wskazówką może być jeden z obrobionych kamiennych bloków, na który położono czaszkę niedźwiedzia. Mógł to być pierwszy ołtarz w dziejach ludzkości.

Potwierdzają to obrazy niedźwiedzi na ścianach. Jednak ich wygląd wywołuje konfuzję. Mają krótkie, czasem namalowane czerwoną ochrą pyski, zabawne jak u komicznych postaci rodem z komiksu. Także wykonane ochrą wizerunki innych zwierząt w jaskini Chauveta, przede wszystkim lwów i koni, odróżniają się od wizerunków na ogół spotykanych. Niektóre zwierzęta, zdaje się, uśmiechają się do nas. Pucołowate „dziecinne” mordki zwierzęce są ulubionym elementem stylu rysowników komiksowych. W latach 50. XX wieku spopularyzował je Walt Disney (1901–1966), twórca Myszki Miki, i do dziś często występują w filmach animowanych.

1. Niczym postać z dzisiejszych filmów animowanych: prehistoryczny niedźwiedź we francuskiej grocie. (J.-M. Chauvet, Ministére de la Culture et de la Communiation, www.culture-gouvr.fr)

Kolejnym charakterystycznym elementem stylu malowideł są kontury postaci. Najczęściej zostały wykonane jednym pociągnięciem, bez odrywania ręki od podłoża. Nie wykonałby tego lepiej nawet student akademii sztuk pięknych, który opanował umiejętność szybkiego kreślenia rysunku. Znawca jaskini Jean Clottes uważa, że prehistorycznym mistrzom wystarczyło kilka minut na wykonanie rysunku. Nawet wymagające dużego nakładu pracy malowidła, przy których artysta wykorzystywał technikę przecieranego węgla, przygotowywał podłoże i wykonywał kontury metodą rytu, powstawały bardzo szybko.

W epoce lodowcowej sporządzano także karykatury – i zwierząt, i ludzi. Takie karykaturalne wizerunki wyryto na 1500 wapiennych płytkach, które znaleziono w 1937 roku w Grotte de La Marche we francuskiej gminie Lussac-les-Châteaux, 40 kilometrów na południowy wschód od Poitiers. Badacz amator Léon Péricard i prehistoryk Stéphane Lwoff przez pięć lat zajmowali się tą „wytwórnią karykatur” i udokumentowali swoje odkrycia w 1941 roku w pracy naukowej. Opisano w niej – oprócz potwierdzonych znalezisk, takich jak choćby narzędzia z epoki kamienia – również przedziwny zbiór postaci niczym z komiksu, który opatrzyli zdjęciami i odlewami obiektów. Przedstawiają różne typy ludzkie, o zabawnych minach, po części w ubraniach niczym ze współczesnych domów mody. Obiekty nie są tak stare jak malowidła z jaskini Chauveta, bo mają 16 000 lat, ale nie pasują do powszechnych wyobrażeń o erze prehistorycznej. Dlatego świat nauki nie potraktował tych artefaktów poważnie i wkrótce zniknęły w archiwum Muzeum Człowieka w Paryżu oraz w Muzeum Prehistorii w Lussac-les-Châteaux.

2. Strona tytułowa pracy naukowej o karykaturach z jaskini La Marche z 1944 roku autorstwa Stéphane’a Lwoffa. (Zdjęcie: Archiwum Reinharda Habecka)

Znaleziska wydobyto z archiwum dopiero 70 lat później. Naukowiec Nicolas Mélard, który zajął się tym nietypowym zbiorem, uznał za prawdopodobne, że płytki z wyrytymi zabawnymi wizerunkami są autentyczne. Przemawia za tym fakt, że w latach 1988–1993 podczas wykopalisk w Grotte de La Marche odkryto kolejne rysunki, przedstawiające ludzkie postacie. Na pytania dotyczące zagadkowych karykatur „niebawem odpowie nowe studium naukowe”, obiecuje francuski badacz.

Dysputa dotycząca datowania

Sztuka jaskiniowa przedstawiająca postacie ze świata utopii? Niewiarygodne, ale prawdziwe? Jednak nie można całkowicie wykluczyć, że ktoś spłatał nauce figla. Podejrzenie, że mamy do czynienia z falsyfikatem, zachodzi zawsze wtedy, gdy znaczące odkrycie stawia na głowie dotychczasowy pogląd na prehistorię. Tak się stało w przypadku Ötzi, zachowanej w lodowcu mumii człowieka sprzed 5300 lat, odnalezionej w tyrolskiej dolinie Hauslabjoch, albo też Dysku Nieba z Nebry, liczącego 3600 lat, odkrytego w Saksonii-Anhalt. Tak jest i w przypadku zadziwiająco „współczesnych” malowideł jaskiniowych z doliny Ardèche. Przeciwko podejrzeniom o manipulację w odniesieniu do znalezisk w jaskini Chauveta przemawia jednak chociażby mineralny osad farby.

Śmiałą tezę wysunął Hans-Joachim Zillmer, niemiecki krytyk Darwina. Co prawda uważa on sztukę z epoki kamienia za autentyczną, wątpi jednak w jej tak odległy wiek. Okres rozwoju człowieka od Homo erectus przez neandertalczyka do współczesności, obejmujący 800 000 lat, trwał według niego jedynie 5000 lat. Zdaniem badacza wynika to z błędnego datowania warstw geologicznych. Zillmer podaje przykład jaskini Vogelherd w Badenii-Wirtembergii, w której odkryto osiem warstw ze średniej i młodszej epoki kamienia. W 1931 roku odkopano tu najstarsze w Europie rzeźby wykonane z mamuciej kości, których wiek szacowany jest na 32 000 lat. W tej samej warstwie znaleziono kości ludzkie, które również musiałyby pochodzić z epoki lodowcowej. Raport z 8 lipca 2008 roku opublikowany w fachowym czasopiśmie „Nature” zawiera dane zebrane na podstawie datowania metodą radiowęglową. Wynik przeczy dotychczasowemu przekonaniu o wieku tych kości – zbadane fragmenty kości mają nie 32 000, lecz w najlepszym razie 5000 lat. Czaszka z wczesnej epoki kamienia, okazało się, należy do „nowoczesnego” człowieka z końca tej epoki.

Hans-Joachim Zillmer wnioskuje na tej podstawie, że także odnalezione dzieła sztuki muszą pochodzić ze znacznie młodszych okresów. Argumentuje on, że „osady w jaskini Vogelherd mają grubość około 2,4 metra, przy czym najniższa warstwa miałaby pochodzić sprzed ponad 350 000 lat. Na głębokości 1,5 metra leży granica kultury oryniackiej (warstwa V), datowanej na 30 000 lat. Jeśli wiek warstwy V (wczesna kultura oryniacka) zredukujemy teraz na podstawie odkrytej czaszki z 32 000 do 3900–5000 lat, to leżące powyżej warstwy geologiczne będą odpowiednio młodsze. Wiek górnej warstwy (warstwa I) powinien być właściwie datowany na 4500 lat i należeć do młodszej epoki kamienia. Warstwy od II do IV również powinny być podawane jako znacznie młodsze”.

Według opinii Zillmera także pozostałe 90 centymetrów (pod warstwą V) nie powinny mieć więcej niż 300 000 lat. „Wszystkie warstwy łącznie nie mają więcej niż tylko 5000 lat”, wyjaśnia Zillmer i jest zdania, że – odwołując się do tego alternatywnego modelu datowania – także człowiek współczesny powstał nie wcześniej niż przed kilkoma tysiącami lat.

Osobliwe przemyślenia nadgorliwego naukowca fantasty? A może geologiczna skala czasowa historii ludzkości rzeczywiście jest tylko iluzją? Treść podawanych tez trudno zweryfikować laikom. Jest jednak faktem, że datowania zawierają poważne nieścisłości, które wzbudzają wątpliwości. Główne pytanie brzmi: jak dokładne są naukowe metody określania absolutnego wieku znalezisk archeologicznych?

Metoda C14 (datowanie radiowęglowe) jest stosowana najczęściej, na przykład w przypadku skamieniałości, i polega na ustaleniu zawartości izotopów promieniotwórczego węgla. U żywych istot metabolizm powoduje stałą wymianę węgla między atmosferą a organizmem, przez co w ich ciałach proporcja izotopów jest taka sama jak w powietrzu. Dopiero po śmierci zawartość izotopów radioaktywnego węgla C14 stale maleje i po 5730 latach wynosi zaledwie połowę wartości wyjściowej. Badacze nazywają to okresem połowicznego rozpadu. Po 11 460 latach w badanym obiekcie pozostaje zaledwie jedna czwarta początkowej ilości izotopu. Po 50 000 lat są to ledwie mierzalne pozostałości, które przy zastosowaniu specjalnych technik da się jeszcze określić z dokładnością do 70 000 lat.

Mogą się jednak przy tym pojawić pewne problemy. Zanieczyszczenia węglem nowożytnego pochodzenia, na przykład wskutek wsiąkania wód gruntowych, mogą fałszować wynik pomiaru. Innym źródłem pomyłek jest zmieniająca się w ciągu tysiącleci koncentracja węgla w atmosferze, co do której wcześniej się przyjmowało, że jest stała. Od kilku lat stosuje się ulepszone metody radiowęglowe, które są znacznie dokładniejsze akurat w datowaniu wczesnych okresów dziejów. Dzięki temu fizykom udała się optymalizacja datowania preparatów z materiału pochodzącego z kości i usunięcie z próbek zanieczyszczeń „współczesnym” węglem. Jednocześnie dzięki analizie osadów z głębin morskich udało się dokładnie zrekonstruować proporcje izotopów węgla w atmosferze z ostatnich 50 000 lat. Stosując wyniki tych badań, przeprowadzono kontrolę wcześniejszych datowań metodą radiowęglową. Nie zabrakło przy tym niespodzianek. Według skorygowanych dat „współczesny” Homo sapiens dotarł do Europy już 46 000 lat temu i zasiedlanie jej trwało zaledwie 5000 lat. Również prehistoryczny „komiks” z jaskini Chauveta poddano badaniom ulepszonymi metodami. Wynik analizy jest jednoznaczny: „nowoczesne” dzieła sztuki powstały już 36 000 lat temu i są o 5000 lat starsze, niż dotąd zakładano!

Już Pablo Picasso (1881–1973) zauważył podczas oglądania malowideł jaskiniowych z epoki lodowcowej w Lascaux w południowej Francji: „Nic nowego nie wymyśliliśmy!”

Koegzystencja dinozaurów i ludzi?

Wszystko już było? Jak więc traktować liczne pozostałości z dawnych epok, które ze względu na swój charakter nie pasują do utartego schematu? Można je ignorować, podawać w wątpliwość ich pochodzenie, nazywać przypadkiem i wybrykiem natury lub nawet podejrzewać oszustwo. Być może dla części tych archeologicznych anomalii uda się znaleźć banalne wyjaśnienie. Ale z pewnością nie rozwiąże to zawiłego problemu. Chociażby z powodu już samej ilości tajemniczych znalezisk.

Jednym z najdziwniejszych eksponatów w historii Ziemi jest odcisk podeszwy buta, odkryty w 1968 roku w amerykańskim stanie Utah. Długość podeszwy uwiecznionej w łupkowej płycie wynosi 32,5 centymetra, szerokość – 11,3 centymetra. Najdziwniejszy jest jednak pewien szczegół na brzegu podeszwy. Widoczny jest tam rozdeptany trylobit, prehistoryczny skorupiak. Tym samym wykluczyć można przypadkowy kształt skały jako naturalną przyczynę powstania owego artefaktu. Sprawa wywołuje konsternację. Trylobity żyły około 570 milionów lat temu. Zwierzęta te wymarły najpóźniej wraz z nastaniem ery dinozaurów, około 230 milionów lat temu – zatem odcisk musiałby być starszy niż ta data. Zgodnie z teorią ewolucji oraz konwencjonalnym datowaniem geologicznym taki odcisk nie może istnieć. Uznaje się za niemożliwe, aby w tamtym czasie żyli ludzie, bo przecież nie było wtedy jeszcze nawet ssaków, tylko życie w morzach w formie bezkręgowych organizmów. Zatem, jak twierdzą naukowcy, może to być tylko oszustwo. Para znalazców, małżeństwo Mabel i William J. Meister, już zmarła. Jednak odcisk istnieje i przechowywany jest dziś w amerykańskim Muzeum Dowodów Kreacji (Creation Evidence Museum) w Glen Rose w Teksasie. Można go tam zobaczyć obok innych niemożliwych rzeczy, takich jak na przykład skamieniały młotek lub żelazny kubek, liczący ponoć miliony lat (patrz zdjęcie kolorowe 19).

Rodzi się pytanie o początek. Kiedy rozwinął się inteligentny człowiek? Znaleziska w pobliżu Laetoli w afrykańskiej Tanzanii zaliczono do najstarszych potwierdzonych śladów stóp praprzodka człowieka. Odkryła je brytyjska paleontolog Mary Leakey (1913–1996) w 1978 roku. Stopy hominida, przodka ludzi, odcisnęły się w prehistorycznym popiele wulkanicznym sprzed 3,5 miliona lat. Coś się w chronologii jednak nie zgadza. Odkryto bowiem ślady człowieka w epokach i miejscach, w których nie powinno ich być. I tak w 2005 roku brytyjscy archeolodzy dokonali na południu miasta Meksyk zaskakującego odkrycia. W nieczynnym kamieniołomie w pobliżu wulkanu Cerro Toluquilla naukowcy natknęli się na ślady człowieka datowane na dokładnie 40 000 lat. Oznaczałoby to, że historia Ameryki powinna zostać napisana od nowa, ponieważ dotychczas świat naukowy zakładał, że pierwsi osadnicy dotarli na ten kontynent przez pomost lądowy między Syberią a Alaską pod koniec epoki lodowcowej. Innego zdania są zwolennicy teorii migracji brzegowej, którzy już od dłuższego czasu podejrzewają, że człowiek dotarł do Ameryki drogą wodną, na łodziach płynących wzdłuż brzegów kontynentu.

Nie mniej kontrowersji budzą prehistoryczne artefakty z miejscowości Hueyatlaco w Meksyku, 120 kilometrów na południe od miasta Meksyk. W latach 60. XX wieku odkryto tam pod warstwą osadów grubości 10 metrów kamienne narzędzia, których sposób wykonania odpowiadał technikom stosowanym przez współczesnego Homo sapiens. Nie zgadza się z tym jednak ich wiek: 250 000 lat. Jaki nieznany gatunek człowieka miałby je wytworzyć w podobno wtedy niezasiedlonej Ameryce?

Te same pytania narzucają się w związku z północnoamerykańskimi znaleziskami z koryta rzeki Kaw River niedaleko Kansas City. Geolodzy datują ich wiek na maksymalnie 200 000 lat. Jeszcze bardziej tajemniczy jest odcisk ludzkiej stopy w skalnej warstwie liczącej 7 milionów lat, odkryty w Boliwii. Archeolog Roberto Hidalgo znalazł go kilka lat temu w okolicy miejscowości Jesús de Machaca w pobliżu jeziora Titicaca na boliwijskim płaskowyżu Altiplano. Antropolog Villamor Encinas wykonał ze swoimi współpracownikami ekspertyzę, z której wynika, że musi to być odcisk stopy „nowoczesnego” człowieka, przemieszczającego się w „stabilnej, wyprostowanej pozycji”. Tylko że w tamtym okresie, jak zapewniają paleontolodzy, na świecie jeszcze nie pojawił się żaden człowiek – pojawi się dopiero po długim czasie (patrz zdjęcie kolorowe 20).

Przedmiotem zaciekłego sporu są także ślady znalezione w wyschniętym korycie rzeki Paluxy w pobliżu Glen Rose w Teksasie. Zostały one odsłonięte po dużym wezbraniu rzeki w 1908 roku. W tych samych warstwach geologicznych znaleziono ślady gada kopalnego i ślady człowieka. Zgodnie ze stanem naszej wiedzy nie ma absolutnie takiej możliwości, aby dinozaury i ludzie kiedykolwiek się spotkali. Zgodnie z teorią ewolucji epoka wielkich gadów skończyła się po globalnej katastrofie klimatycznej 65 milionów lat temu. Czy możliwe jest, aby niektóre osobniki jednak przeżyły? Udało się to rybom trzonopłetwym z rodziny Coelacanthidae. Po raz pierwszy pojawiły się one przed 450 milionami lat. Początkowo uznawano je za wymarłe od 70 milionów lat i znane tylko z zapisu kopalnego. Aż do 1938 roku, kiedy to jeden egzemplarz został złowiony w Oceanie Indyjskim. Jednak dopiero w 1987 roku niemiecka grupa badaczy złowiła żywą rybę kopalną w jej naturalnym środowisku u wybrzeży Komorów. Dlaczego zatem innym zwierzętom miałoby się to nie udać? Mogłyby na to wskazywać różne ślady, które pojawiają się od zarania ludzkich dziejów aż po dzisiejsze czasy.

We francuskiej jaskini Cosquera, na południowy wschód od Marsylii na przylądku Morgiou, odkryto niepowtarzalne malowidło na skalę całej sztuki jaskiniowej. Wejście do jaskini leży dziś 37 metrów poniżej poziomu morza. W 1991 roku zawodowy płetwonurek, Henri Cosquer, podczas zwiedzania podwodnej pieczary natknął się na pierwsze malowidła i ryty naskalne. Zawiadomił on francuskie ministerstwo kultury, które zleciło przeprowadzenie badań. Na ich podstawie stwierdzono, że dzieła sztuki z epoki kamienia mają 27 000 lat. Zdumiewa jednak nie tylko wiek obrazów, ale także namalowany na ścianach obok zwierząt takich jak bydło, konie lub koziorożce obraz stworzenia przypominającego plezjozaura. Oficjalne wyjaśnienie brzmiało: „pingwin”, który – jak wiadomo – spotykany jest tylko na biegunie południowym. Kiedy naukowcy przyznali się do błędu, pingwina zamieniono na wymarły gatunek ptaka – alkę olbrzymią (patrz zdjęcie kolorowe 21).

Wizerunki zwierząt przypominających gady kopalne można znaleźć na całym świecie, przede wszystkim w Mezopotamii i sporadycznie w Egipcie. Spotykane tam na obrazkach stworzenia z krótkimi kończynami i długą, wijącą się, wężopodobną szyją są nazywane przez archeologów „panterą z szyją węża” i mają być wytworem artystycznej wyobraźni. Tylko dlaczego te fantastyczne monstra są trzymane przez ludzi na uwięzi, jak to przedstawiono w dziełach sztuki? Taki wizerunek – prawdopodobnie pojmanych – stworów znajduje się na przykład na słynnej, liczącej 5000 lat, palecie Narmera, jednym z najbardziej znaczących eksponatów pochodzących z początków kultury starożytnego Egiptu.

Jeszcze inne „mityczne stworzenie”, zadziwiająco przypominające dinozaura, dostrzec można na słynnej mozaice podłogowej w mieście Palestrina na wschód od Rzymu. Dzieło pochodzi z I wieku p.n.e. i odkryte zostało w XVII wieku, zatem w epoce, w której ludzkość oficjalnie jeszcze nic nie wiedziała o wymarłych gigantycznych jaszczurach. Skąd antyczny twórca wiedział, jak one wyglądały? Unikat jest przechowywany w Galerii Narodowej Sztuki Antycznej w Rzymie (Galleria Nazionale d’Arte Antica) (patrz zdjęcie kolorowe 18). Tuż nieopodal odkryto neolityczny mur cyklopowy. Został tak nazwany, ponieważ wybudowano go z wielotonowych bloków kamiennych bez użycia zaprawy. Cudowna budowla, którą zgodnie z ludowym wierzeniem wznieść mogli tylko cyklopi – mityczne olbrzymy.

Z młodszego okresu pochodzą rysunki naskalne kultury Indian Anasazi (lata około 700 do 1300 n.e.), ale na nich również widać wierne przedstawienie gadów, których człowiek przecież nigdy nie mógł spotkać. Zachowały się one na ścianach skalnych kanionu Chaco w Ameryce Północnej i można je tam zwiedzać. Rysunek wykonany na wysokości 3 metrów od ziemi, zajmujący powierzchnię około 3 na 2 metry, ukazuje dwóch typowych przedstawicieli kultury Anasazi. Żaden archeolog nie podałby w wątpliwość autentyczności tego obrazu. Jednak tuż obok ludzi widać stworzenie z długim ogonem, które przypomina apatozaura, nazywanego wcześniej brontozaurem. Z epoki Anasazi zachowała się także waza, której uchwyt przypomina korpus dinozaura (patrz zdjęcie kolorowe 22).

Kryptozoolodzy uważają, że gady kopalne mogą żyć także współcześnie. Nie chodzi tu o potwora z Loch Ness w Szkocji, ale o tajemnicze monstrum, żyjące ponoć na obszarze torfowisk Likouala w Republice Konga. Zamieszkujące ten teren szczepy Pigmejów i osadnicy z Zachodu nazywają to stworzenie Mokele-mbembe. Naoczni świadkowie opowiadają, że jest to duże zwierzę wodne długości około 9 metrów. Ma ciało w kolorze brunatnym i jest wielkości słonia, z dość krótkimi, grubymi nogami, długim ogonem i głową osadzoną na cienkiej, długiej szyi.

W tym kontekście wspomnieć należy jeszcze o dwóch bardzo dziwnych, będących przedmiotem zażartych sporów, zbiorach z motywami gadów kopalnych. Są to: kolekcja wyrobów ceramicznych w Muzeum Waldemara Julsruda w miasteczku Acambaro, na południe od miasta Meksyk, oraz galeria figurek kamiennych i glinianych w Muzeum Gliptolitów (Museo de Gliptolitos) w miejscowości Ica w Peru.

Prehistoryczne figurki i astronomiczne graffiti

Do najstarszych dzieł sztuki są zaliczane figurki odkryte w trzech jaskiniach w okolicach Blaubeuren i Ulm w Badenii-Wirtembergii; malowidła na skalnych ścianach w południowej Francji; sztuka jaskiniowa z Fumane w północnych Włoszech oraz rzeźby, takie jak słynna, pokryta niegdyś czerwoną farbą Wenus z Willendorfu lub jeszcze starsza Wenus z Galgenbergu, obie z Dolnej Austrii.

Figurki, których kulturowe znaczenie do dziś nie zostało wyjaśnione, pochodzą sprzed 27 000 do 32 000 lat. Zakłada się, że nie były to przedmioty użyteczne. Ponieważ wiele obiektów przedstawia postacie kobiece, uważa się je za „symbole płodności”, „boginie” lub połączenie obu tych elementów. Świat nauki ma kłopoty także z interpretacją figurek półludzi, jak na przykład słynnego człowieka-lwa z jaskini Hohlenstein-Stadel. Trzydziestocentymetrowa, wyprostowana postać z ciałem człowieka i głową lwa przypomina starożytną egipską boginię Sachmet i nie jest jedyną taką odkrytą figurką. Mniejszy egzemplarz znaleziono w jaskini nieopodal Schelklingen na południu Niemiec. Antropolodzy przypuszczają, że owe postacie ucieleśniają „stworzenia antropomorficzne”, będące niegdyś częścią „zaklęcia łowieckiego” lub „szamańskich praktyk”.

W ostatnim czasie w kręgach naukowych toczy się dyskusja, czy twórcami najwcześniejszej sztuki mogli być neandertalczycy lub nawet przedstawiciele Homo erectus. Pod względem umiejętności rękodzielniczych byliby w każdym razie do tego zdolni. Przemawia za tym kilka odkryć, które dowodzą, że pierwsze dzieła plastyczne powstały już setki tysięcy lat wcześniej, niż dotychczas sądzono. Wenus z Berekhat Ram jest tego przykładem. W 1981 roku izraelska archeolog Naama Goren-Inbar odkryła w warstwie wulkanicznej na wzgórzach Golan okruch czerwonego tufu, który leżał tuż obok kamiennych narzędzi. Przypomina on figurkę kobiecą – z głową, rękoma i piersiami. Analizy mikroskopowe potwierdziły, że skała była poddawana obróbce narzędziami w celu uzyskania żądanego kształtu. Kłopot sprawia jednak wiek figurki: szacuje się go na co najmniej 230 000 lat, co kwalifikuje go jako produkt przedstawicieli Homo erectus!

3. Najstarszy przedmiot sztuki w dziejach ludzkości? Znaleziona w Maroku kamienna Wenus z Tan-Tan, datowana na 400 000 lat. (Zdjęcie: Archiwum Reinharda Habecka)

Jeszcze starsza jest Wenus z Tan-Tan, figurka o ludzkich kształtach, którą odkryto w Maroku 15 metrów pod erozyjną powierzchnią w pobliżu rzeki Draa. Wykonana jest z kwarcytu, mierzy 6 centymetrów długości i ma wyraźnie zaznaczone kontury nóg i rąk. Jedynie określenie płci nastręcza trudności. Cząsteczki farby znalezione na figurce pozwalają przypuszczać, że podobnie jak Wenus z Willendorfu była pokryta czerwoną ochrą. Okres powstania Wenus z Tan-Tan mieści się w przedziale od 300 000 do 500 000 lat!

Kolejne zadziwiające znalezisko, niemieszczące się w ramach schematu, to stara, wygładzona deska. Odkrył ją izraelski archeolog w lipcu 1989 roku w grobowcu sprzed pół miliona lat, położonym na północy doliny Jordanu. Ma 25 centymetrów długości i 13 centymetrów szerokości, powierzchnia jest bardzo gładka i poddana obróbce. Krawędź jest równa i celowo ukosowana, spodnia strona natomiast szorstka i niewypolerowana. Oba końce są ułamane, możliwe, że w wyniku prac wykopaliskowych. Jaki człowiek pierwotny mógłby w tamtych czasach bez użycia linijki i trójkąta kreślarskiego tak dokładnie wygładzić deskę? I w jakim celu?

Nie mniej zagadkowy jest regularny wzór wyryty na polerowanych kościach zwierzęcych z Bilzingsleben w Turyngii. Ponieważ ich wiek szacuje się na 300 000 lat, wielu prehistoryków uznało ryty na znaleziskach za „nic nieznaczące bazgroły”, które powstały przy wykonywaniu kośćmi codziennych prac. Przeczy temu jednak klarowna symetria grawerunków. Na podłużnej kości znajdują się regularne linie w równych odstępach w kolejności 7–14–7. Matematyczna „czarodziejska różdżka”?

Znaki pisemne od zawsze uznawano za najważniejszy środek komunikacji międzyludzkiej. Jak daleko sięgają korzenie ich powstania? Większość badaczy starożytności uznaje za pierwsze na świecie pismo klinowe Sumerów, które rozwinęło się w Mezopotamii, na terenie dzisiejszego Iraku, około IV tysiąclecia p.n.e. Następnie pojawiły się hieroglify w Egipcie. W przeciwieństwie do pisma klinowego, zachowały one swój obrazkowy charakter i zostały wyryte w kamieniu lub zapisane na papirusie za pomocą trzciny i atramentu. Nowe znaleziska ze stanowiska archeologicznego Abydos, około 500 kilometrów na południe od Kairu, obalają dotychczasowe tezy na temat historii powstania pisma. Gliniane tabliczki z wyrytymi znakami, które odkrył niemiecki egiptolog Günter Dreyer, pochodzą z około 3400 roku p.n.e. i mogą być odczytywane w formie pisma fonetycznego. Oznaczałoby to, że Sumerowie przejęli pismo od Egipcjan, a nie odwrotnie.

Pierwotne formy pisma towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów. Są to piktogramy, ryty i obrazki, uwieczniane na obiektach kultu i na skałach, w jaskiniach i megalitowych grobowcach. Prawdziwe znaczenie symboli pozostaje dla nas niezrozumiałe. Badacze pisma przypuszczają, że miały one znaczenie magiczne i mistyczne. Świat nauki jest jednak w tej kwestii podzielony: czy to tylko bazgroły bez głębszego sensu, jak uważają sceptycy? Przypadkowa zabawa? A może mamy tu już do czynienia z utrwalonym językiem? Czy były to świadomie stworzone znaki wzajemnej komunikacji? Czy są to dowody na tajemne „pismo jaskiniowe”?

Najbardziej spektakularnym znaleziskiem tego rodzaju są kamienie z rysunkami odkryte w jaskini Mas d’Azil we francuskim departamencie Ariège. Na 1400 płaskich, owalnych krzemieniach wielkości około 10 centymetrów znajdują się namalowane znaki, przypominające litery późniejszych alfabetów fenickiego, greckiego i łacińskiego. Zagadkowe jest przy tym, że kamienie z „literami” mają od 12 000 do 14 000 lat! Podobne kamienie znaleziono w grocie koło Rochedane we wschodniej Francji, a także w jaskini w Birseck koło Bazylei, gdzie na reliktach odkryto ślady zniszczenia.

4. Symbole na krzemieniach z Mas d’Azil we Francji. Pismo jaskiniowe tysiące lat przed wynalezieniem pisma? (Zdjęcie: Archiwum Reinharda Habecka)

W jaskini La Pasiega w regionie Kantabrii na północy Hiszpanii znaleziono tajemniczy „napis” z późnej epoki lodowcowej, umieszczony po lewej stronie skały w miejscu zwężenia wejścia do głównej galerii. Niedźwiedzie łapy i geometryczne znaki są interpretowane jako ostrzeżenie: „Nieupoważnionym wstęp surowo wzbroniony”.

W epoce kamienia łupanego oprócz symboliki religijnej i znaków przypominających litery pisma natrafiamy również na ślady wiedzy astronomicznej. Na długo przed powstaniem kamiennego kalendarza Stonehenge, piramid z Gizy oraz obserwatorium słonecznego w Goseck, człowiek z zadziwiającą dokładnością obserwował ruch ciał niebieskich. Zdaje się, że miał nawet „kalkulator kieszonkowy” do określania faz Księżyca. Nacięcia na kościach znalezionych w wielu stanowiskach archeologicznych, których wiek po części datuje się na 30 000 lat, umacniają to przypuszczenie. Alexander Marshack (1918–2004), naukowiec z Uniwersytetu Harvarda, po wieloletnich badaniach doszedł do wniosku, że grawerunki nie mogły służyć ozdobie kości, ponieważ z biegiem czasu wykonywano je innymi narzędziami. Człowiek epoki lodowcowej obserwował każdej nocy poszczególne fazy Księżyca, a następnie zapisywał je na kości. Na niektórych eksponatach w ten sposób przedstawiono okres przekraczający rok.

Swoją epokę wyprzedzał także wykonawca nacięć na kości Ishango. Odkryto ją w 1950 roku w Kongu Belgijskim, dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga. Jej wiek wynosi 20 000 lat. Na około 10-centymetrowym artefakcie w trzech rzędach wykonano wiele grup nacięć. Analiza i porównanie nacięć umacniają tezę o prehistorycznym „kalkulatorze”. Pierwszy rząd to liczby 10 i 20 pomniejszone lub powiększone o 1, wedle zasady 10 plus 1, 10 minus 1, 20 plus 1, 20 minus 1. Drugi rząd to nacięcia po 11, 13, 17 i 19 kresek, czyli przedstawia on wszystkie liczby pierwsze zawarte między 10 a 20. Natomiast trzeci rząd przedstawia zasadę mnożenia i dzielenia przez 2. To cudo stworzone przez prehistorycznego Pitagorasa znajduje się dziś wraz z drugim podobnym eksponatem w belgijskim Muzeum Przyrodniczym w Brukseli.

5. Kość Ishango z Republiki Konga (u góry) to prehistoryczny „kalkulator”. Niedawno odkryto podobny obiekt (u dołu). Analiza nacięć wskazuje, że system dziesiętny i matematyczne metody liczenia były znane już w czasach prehistorycznych. (Zdjęcie: Muzeum Przyrodnicze, Bruksela)

Wiedza czy sztuka? To pytanie rodzi się także na widok słynnych malowideł naskalnych w jaskini Lascaux we francuskim departamencie Dordogne, dokładnie 170 kilometrów na wschód od Bordeaux. Dlaczego 17 000 lat temu system sal i korytarzy jaskini opatrzono setkami obrazów zwierząt w żywych kolorach – czerwieni, żółci i purpury? Ponieważ malowidła znajdują się w trudno dostępnych miejscach blisko sklepienia jaskini, nie mogły być wyłącznie dekoracją. Typowe wytłumaczenia oficjalnej nauki to „zaklęcia łowieckie”, „galeria zdobyczy”, „magia szamańska”. Niemiecki astronom Michael Rappenglück uważa, że mogło to być także pradawne planetarium.

Najpotężniejsze malowidło plafonowe ukazuje tura wysokości 5,5 metra. Tuż nad karkiem zwierzęcia na ścianie znajduje się pięć dotychczas ignorowanych punktów. Dla Michaela Rappenglücka nie są to jedynie zdobienia, według niego to klucz do astronomicznej interpretacji malowidła. Jego zdaniem znaki te reprezentują gwiazdy Plejady. Głowa zwierzęcia również pokryta jest ciemnymi punktami, przy czym większy punkt to oko. Według astronoma ustawienie punktów przypomina gwiazdozbiór Byka. Naukowiec uważa, że nie może to być przypadek, bo na starych mapach gwiazd Plejady – widoczne dla każdego gołym okiem na przejrzystym zimowym niebie – znajdują się na „łopatce” tego gwiazdozbioru.

Dokładne pomiary malowideł dostarczyły nowych zaskakujących informacji, zwłaszcza w przypadku malowidła zbiorowego, przedstawiającego żubra, postać człowieka-ptaka oraz ptaka siedzącego na patyku. Ów patyk zdaje się wskazywać biegun północny; kąt między nim a człowiekiem-ptakiem wynosi 45,3 stopnia, co odpowiada szerokości geograficznej Lascaux. Porównanie z podobnie wyglądającymi „ptasimi” patykami w artefaktach innych kultur doprowadziło Rappenglücka do spostrzeżenia, że przedstawiony tu został rodzaj osi świata.

Badacz odkrył także różne konfiguracje okręgów i kątów prostych. Gdyby przeciągnąć linie proste między oczami człowieka-ptaka, ptaka i żubra, powstałby trójkąt, który w zadziwiający sposób pokrywa się z tak zwanym letnim trójkątem, utworzonym przez gwiazdy Deneb, Vega i Altair. „Mapa pradawnego kosmosu” – uważa Rappenglück. Jak twierdzi badacz, możliwe jest, że malowidła służyły nie do celów magicznych, lecz do całkiem prozaicznych. „Pradawne ludy mogły w ten sposób śledzić przebieg pór roku i planować polowania. Byli tak samo racjonalnie myślącymi ludźmi jak my” (patrz zdjęcie kolorowe 23).

„Marsjańscy bogowie z Tassili”

Gdzie i z jakiej genialnej myśli zrodziły się pierwsze naskalne grawerunki i malowidła? Tego nie wiemy. Istnieje wiele spekulacji. Czy impulsem było „wzruszenie magią natury”? Zgodnie z hipotezą o magii przedstawione obrazy nie zawierałyby realnych elementów i byłyby częścią zaklęcia, wyrytego w skale podczas transu. Hipoteza informacyjna zakłada natomiast, że w kamieniu zostały uwiecznione ważne wydarzenia, od udanych łowów po zaćmienie Księżyca. Rysunki – zakłada ta hipoteza – odnoszą się zawsze do faktycznych wydarzeń z życia pradawnych artystów. Pozostawili po sobie wyrytą w skale księgę historii, której odszyfrowanie udało się dotychczas tylko częściowo. Ponadto istnieje jeszcze hipoteza dynamiki grupowej, zgodnie z którą naskalne rysunki powstały dla dobra wspólnoty i miały na celu pokonywanie pojawiających się sytuacji kryzysowych. Dość osobliwa jest hipoteza zakładająca artystyczny akt twórczy. Wyobraźmy więc sobie, że „prymitywny” Picasso epoki kamienia siedzi znudzony przed skałą i rysuje na niej obrazki bez żadnego ładu i składu. Rysuje to, co mu akurat przyjdzie do głowy, co ładnego dostrzegł w naturze albo też inspiruje się już wcześniej powstałymi rysunkami i kształtami. Tak spędza on ponure godziny, czekając, aż któregoś dnia nadejdzie upragniona wiosna i na jego drodze pojawi się pradawna Ewa.

Ale dlaczego mielibyśmy nie wykorzystać każdej hipotezy? Powstałaby wówczas hipoteza mieszana, którą należałoby jeszcze sprawdzić. Ponieważ w przypadku wielu rysunków naskalnych nie ustalono dokładnego wieku i przez to brak jest kulturowego kontekstu, pytania pozostają bez odpowiedzi. Niejasne jest także, jak i w jakim okresie dzieła sztuki zaczęły powstawać również poza pierwotnym obszarem. Do lat 50. XX wieku naukowcy zakładali, że prehistoryczne galerie obrazów są ograniczone wyłącznie do Europy – regionu wokół Altamiry w Hiszpanii i Lascaux we Francji. Dziś wiemy, że naskalne rysunki to fenomen ogólnoświatowy, którego początki sięgają epoki lodowcowej i którego znaczenie zanikało wraz z rozwojem pisma.

Porównanie rysunków z całego świata wykazuje widoczne podobieństwa typologiczne stylu i tematyki: geometryczne ornamenty, spiralne ryty, wężykowate linie, zygzakowate wzory, żłobione kamienie lub realistyczne wizerunki myśliwych i dzikiej zwierzyny. Włoski archeolog Emmanuel Anati stwierdza, podsumowując swoje badania, że niektóre symbole i petroglify nie tylko są „poprzednikami pisma”, ale także w podstawowej formie są takie same we wszystkich częściach świata. Na tej podstawie można wysnuć wniosek o wspólnym pochodzeniu lub o wczesnej wymianie informacji. Z kolei psychologia głębi tłumaczy tę jednorodność teorią archetypowych obrazów pierwotnych, które istnieją niezależnie od siebie w kolektywnej podświadomości wszystkich ludów.

Podobne pytanie rodzi się w odniesieniu do niespotykanych w realnym świecie postaci, które są częstym motywem pośród innych, będących odwzorowaniem rzeczywistości. Mają one na sobie dziwne odzienie i nakrycia głowy oraz promieniste korony i aureole – w epokach przed narodzeniem Chrystusa – które przypominają aureole świętych. Postacie te są interpretowane jako „wyższe istoty”, „duchy przodków”, „szamani” lub „bogowie”. Odkrywamy je we wszystkich epokach i na wszystkich kontynentach. Są rozmaitej wielkości – niektóre mają gigantyczne rozmiary, jak obrazy na płaskowyżu Nazca w Peru, najlepiej widoczne z dużej wysokości nad Ziemią, inne są maleńkie i mają zaledwie kilka centymetrów, jak te w Val Camonica w południowych Włoszech, z powodu niezwykłego wyglądu nazywane przez lokalnych mieszkańców astronauti.

Australijskie rysunki naskalne Aborygenów są zaliczane do najbardziej znanych dzieł. Duża ich koncentracja występuje wzdłuż rzek w regionie Kimberley. Dotychczas odkryto ponad 100 000 rysunków, przy czym najstarsze motywy mają nawet do 30 000 lat. Sztuka naskalna tej okolicy nie tylko przedstawia najstarsze praktyki religijne, ale także dostarcza kolejnych dowodów na wspólną kulturalną spuściznę całej ludzkości. Tak przynajmniej uważa grupa Rock Art Research Team (RART), kierowana przez geologa Pera Michaelsena z Uniwersytetu Jamesa Cooka w Queensland.

Mimo że nie wszystkie „rysunki Bradshawa”, jak nazwano obrazy naskalne w północno-zachodniej Australii, zostały poddane badaniom, naukowcom udało się wyróżnić w nich cztery style malarskie. Najstarsze rysunki są bardzo dużych rozmiarów i przedstawiają realistyczne figury, natomiast młodsze sprawiają wrażenie raczej stylizowanych i abstrakcyjnych. Wiele z przedstawionych istot zdaje się tańczyć. „Na niektórych rysunkach głowa figur odchylona jest wyraźnie do tyłu i spogląda w niebo. Wiele unosi się w przestrzeni, jak gdyby znajdowały się w transie”, uważa Michaelsen.

Źródła tych motywów upatruje się w dalekiej przeszłości, zwanej Czasem Snu, oraz mitach o powstaniu świata. W mitologii Aborygenów za najważniejszych nadnaturalnych przodków uważa się Tęczowego Węża, istoty z piorunami oraz kosmiczne wonżina. Michaelsen i jego współpracownicy z Uniwersytetu Nowego Jorku w Plattsburghu dostrzegają w rysunkach nawiązania do szamanizmu. Porównali oni obrazy istniejących dziś jeszcze tubylczych kultur w Ameryce, Afryce i Azji i znaleźli zaskakująco dużo wspólnych elementów. Na tej podstawie wysunęli wniosek, że religijne wyobrażenia szamanów rozprzestrzeniły się z Afryki na cały świat dokładnie 50 000 lat temu.

Szamanów postrzegano jako posiadaczy tajemnej wiedzy. W naturalnych plemionach przekonanie to trwa do dziś. Szamani są uzdrowicielami i kapłanami, którzy mogą udać się w „duchową podróż” do świata przodków i bogów. „W tym celu szaman wpada w trans wywoływany narkotykami, techniką oddechową, medytacją, recytowaniem starych pieśni lub poezji, rytmem bębna oraz ruchem podczas tańca”, wyjaśnia Emil Hoffmann w Leksykonie epoki kamienia.

Komunikacja z nadnaturalnymi istotami? Kim są ci obcy? Postaciami z psychodelicznych wizji, będącymi jedynie urojeniem? A może to jednak istoty z hiperprzestrzeni, nieznanego wymiaru, które rzeczywiście istnieją i z którymi można nawiązać kontakt? Nauka ma na temat tych nadnaturalnych fenomenów podzielone zdanie. Inne mityczne istoty, nazywane Okrągłogłowymi, zostały namalowane 9000 lat temu na urwistych ścianach algierskiego pasma gór Tassili. Te postacie mają kilka metrów wysokości i swoim dziwnym wyglądem przypominają fantastyczne stwory z filmów science fiction Perry Rodan albo Star Trek. Na płaskowyżu Sahary zwanym Jabbaren, który w języku tureckim znaczy „olbrzymy”, zachowały się rysunki robiące na widzach największe wrażenie.

6. Grupa niebiańskich istot, wyryta 9000 lat temu na skalnej ścianie w górach Tassili. Kogo przedstawił tu artysta? (Zdjęcie: Henri Lothe, Paryż)

W latach 50. XX wieku Francuz Henri Lothe zbadał kilka z tych stanowisk. W czasach, gdy nie słyszano jeszcze o kosmicznych misjach załogowych, opisuje on odkrycie najsłynniejszego rysunku: „W głębokiej jaskini znajdowała się postać człowieka wysokości prawie 6 metrów – bez wątpienia jeden z największych prehistorycznych rysunków, jakie dotychczas zostały odkryte. Aby móc zobaczyć obraz w całości, musieliśmy się bardzo oddalić i dopiero po dokładnym przyjrzeniu się mogliśmy stwierdzić, co w ogóle przed sobą mamy. Sylwetki są proste i pozbawione konturów, mają okrągłą głowę, na której jako jedyny szczególny element zaznaczony jest pośrodku podwójny owal. Te postacie przypominają obraz, który mamy zazwyczaj przed oczami, myśląc o Marsjanach. Marsjanie! Czyż nie byłby to chwytliwy tytuł sensacyjnego reportażu, który otwiera niewyobrażalne perspektywy! Jeśli Marsjanie rzeczywiście pojawili się na Saharze, to tysiące lat temu, bo Okrągłogłowi w Tassili są, o ile nam wiadomo, najstarszym malowidłem”.

Malowidło oficjalnie jest określane przez archeologów jako „wielki marsjański bóg Tassili”. W ciągu ostatnich dwudziestu lat odkryto około 160 nowych stanowisk z podobnymi rysunkami. Jednak mimo wszelkich starań o rozszyfrowanie ich pochodzenia i znaczenia, malowidła nie ujawniły swej tajemnicy. Obecnie można mówić o „inwazji Obcych”, bo w różnych miejscach na kuli ziemskiej coraz częściej są odkrywane olbrzymie postacie „Marsjan”. Czy nasi przodkowie na całym świecie mieli podobne wizje? A może człowiek pierwotny rzeczywiście spotkał wysłanników z kosmosu? Gdy patrzy się na to z perspektywy badań paleoastronautyki i jej najsłynniejszego przedstawiciela Ericha von Dänikena, właśnie zagadkowe malowidła naskalne mogą być tego świadectwem.

„Nasi praprzodkowie byli niezłymi spryciarzami!”, pisze badacz przekazów o bogach von Däniken i dodaje: „Albo Anioł Ziemia wtłoczył im do głów wspólny przekaz, albo wiadomość globalna została nadana z zewnątrz do budzących się umysłów. Albo też wszyscy pierwotni ludzie to samo widzieli, podziwiali i bali się tego, a potem opowiedzieli o tym przyszłym pokoleniom. Która wersja bardziej nam się podoba? Tak czy inaczej, tajemnicze dzieła sztuki z czasów, gdy przesyłanie obrazów faksem nie było jeszcze możliwe, pozostaną bezdyskusyjnym faktem”.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją Rzeczy niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu