Był sobie chłopczyk

Był sobie chłopczyk

Autorzy: Ewa Winnicka

Wydawnictwo: Czarne

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 208

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 20.93 zł

Ta historia zaczyna się od nietypowego pogrzebu bezimiennego chłopca, pogrzebu, na który przybyły tłumy. Dziś wiemy, że był to Szymon z Będzina, którego śmierć rodzice ukrywali przez dwa lata.

Ewa Winnicka, autorka świetnych reporterskich opowieści, rusza tropem tej głośnej sprawy, żeby sprawdzić na miejscu, jak można było tak długo ukrywać śmierć dziecka. Krok po kroku rekonstruuje wydarzenia, które zakończyły się tragedią.

I być może nikt by się nie dowiedział, że chłopczyk nie żyje, gdyby nie pewna złośliwa sąsiadka.

W serii ukazały się ostatnio:

Adam Hochschild Lustro o północy. Śladami Wielkiego Treku

Kate Brown Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

Drauzio Varella Klawisze

Piotr Lipiński Cyrankiewicz. Wieczny premier

Mariusz Szczygieł Gottland (wyd. 3 zmienione)

Maciej Czarnecki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

Zbigniew Parafianowicz, Michał Potocki Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki

Paweł Smoleński Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew

Albert Jawłowski Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów

Lidia Pańków Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego (wyd. 2)

Mariusz Szczygieł Niedziela, która zdarzyła się w środę (wyd. 3)

Aneta Prymaka-Oniszk Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy (wyd. 2)

Wojciech Górecki Toast za przodków (wyd. 2)

Jonathan Schell Prawdziwa wojna. Wietnam w ogniu

Wojciech Górecki Planeta Kaukaz (wyd. 3)

Janine di Giovanni Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii

Wolfgang Bauer Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki

Wojciech Górecki Abchazja (wyd. 2)

Bartek Sabela Afronauci. Z Zambii na Księżyc

Anna Pamuła Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Paweł Smoleński Pochówek dla rezuna (wyd. 3)

Cezary Łazarewicz Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 2)

Filip Springer Miedzianka. Historia znikania (wyd. 4)

William Dalrymple Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach (wyd. 2)

Barbara Demick Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Dzienniki kołymskie (wyd. 2)

Ben Rawlence Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców

Dariusz Rosiak Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha

Jean Hatzfeld Więzy krwi

Aleksandra Boćkowska Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe

W serii ukaże się m.in.:

Marcin Kącki Poznań. Miasto grzechu

Paweł Smoleński Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”

Piotr Lipiński Bierut. Kiedy partia była bogiem

Ewa Winnicka

Był sobie chłopczyk

Z fotografiami Magdaleny Wdowicz-Wierzbowskiej

Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografie na okładce i wewnątrz tomu © by Magdalena

Wdowicz­-Wierzbowska

Copyright © by Ewa Winnicka, 2017

Redakcja Wojciech Górnaś / redaktornia.pl

Korekta Anna Brynkus-Weber / d2d.pl, Ewa Polańska / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Ewa Czernatowicz / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-603-3

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Część I

Część II

Część III

Na koniec

Podziękowania

Kolofon

2010

Cieszyn

Czwartek, 18 marca

Gułdowy to półwiejski przedbieg miasta. Janek ma piętnaście lat, Paweł czternaście. Popołudniami krążą po Mlecznej, Wiślańskiej, Braci Miłosiernych. Czasem, zamiast odrabiać lekcje, zbierają złom i taczkami zawożą do skupu. Dziś za trzydzieści puszek i dwa metry drutu dostali dziesięć złotych. Wracają wzdłuż stawów rybnych przy Wiślańskiej. Siadają na brzegu na betonowych płytach. Paweł, który ma wadę wzroku, widzi w wodzie kolorową plamę.

– Szmata tam pływa.

– Czerwona – mówi Janek.

Zapada zmierzch, więc się czerwoną szmatą nie zajmują. Idą do Janka, który mieszka przy stawach. Dołączają jeszcze dwaj gimnazjaliści – Jacek i Arek.

– Nic raczej już nie robimy – wspomni potem ten wieczór Janek.

Piątek, 19 marca

Wracając ze szkoły, wstępują do Janka, ale jemu nie chce się wychodzić z domu. Idą więc sami wzdłuż stawu do skupu złomu sprzedać stalowe pręty.

Między szosą a stawem rosną krzaki; wcześniej tego dnia robotnicy założyli też niską siatkę, żeby auta nie ślizgały się na żabach, które wiosną przełażą przez drogę.

Za dnia czerwona szmata wygląda jak większa lalka. Jest wielkości dwuletniego brata Pawła. Leży na wysepce błota twarzą do nieba.

– Dziwna – mówi Paweł, podchodząc do brzegu z długim patykiem, którym dźga ją w miękki policzek. I zamiast do skupu biegnie do matki.

Część I

Kryptonim „Jasiu”

2010

Cieszyn

Piątek, 19 marca, 15.30

Po drugiej stronie słuchawki zdenerwowana kobieta mówi o dziwnej wielkiej lalce leżącej w błotnistym stawie rybnym między Ustroniem a Cieszynem, przy wjeździe do miasta.

– Gumowa lalka, a może dziecko? – Nie potrafi się zdecydować.

W Komendzie Powiatowej Policji przy ulicy Wojska Polskiego 2 w Cieszynie już czekali na weekend. Wygląda jednak na to, że się na razie nie zacznie.

15.45

Hutyra dzwoni po strażaków, którzy wyciągną z płytkiego stawu tę dziwną – mają nadzieję – lalkę.

Strażacy dojeżdżają na Wiślaną dwoma wozami na sygnale. Na miejscu są już dwa radiowozy – aspirant Jacek Hutyra, dyżurny technik kryminalistyczny Mariusz Hanzel, a także liczni obserwatorzy z Mlecznej i Braci Miłosiernych: Janek, Jacek, Paweł oraz ich rodziny.

Jeden ze strażaków wkłada wodery, bo zgłoszony obiekt leży ponad dwa metry od brzegu. Strażak powoli pełznie w błocie.

– Teraz lalki są dziwne – pociesza się Jacek Hutyra, który od 1991 roku zajmuje się włamaniami, kradzieżami, oszustwami przy podpisywaniu umów. I ostatnio wyłudzeniami „na wnuczka”. Tropi też przemytnicze mrówki na granicy z Czeskim Cieszynem.

W pracy bywają sytuacje zabawne, tak jak niedawno, kiedy początkujący dilerzy włożyli cały zapas przemyconej z Czech marihuany do klimatyzacji w swoim aucie i wpadli podczas przypadkowej kontroli, bo smród w samochodzie był nie do zniesienia.

Na terenie podlegającym komendzie powiatowej obywatele raczej zapijają się na śmierć, kłócą z użyciem narzędzi rolniczych, rzadziej popełniają samobójstwa. Obszarem szczególnej policyjnej troski jest Trójwieś Beskidzka: Istebna, Koniaków, Jaworzynka. Zdaniem policjantów winowajcą jest halny – gdy wieje, działa jak katalizator, rozjątrzając zadawnione problemy sąsiedzkie, pogłębiając depresje i nałogi. Weźmy zdarzenia z ostatnich lat: brat bratu serce wyjął po ostrej rozmowie, jeden z mieszkańców strzelił do drugiego z głuszaka do zabijania świń, jeszcze ktoś inny nabił się na klamkę i samodzielnie wyjął sobie wnętrzności.

Na szczęście problem dotyczy miejscowości górskich. Im bliżej doliny, tym pomysłowość mniejsza.

Kiedy Mariusz Hanzel z Ustronia zaczynał pracę w policji, miał dziewiętnaście lat i nie bardzo wiedział, jakie są wydziały. Szybko się dowiedział. W kryminalnym za dużo pisaniny, w prewencji nuda i łażenie od domu do domu. Technik kryminalistyczny natomiast pracuje dużo na świeżym powietrzu i nie narzeka na monotonię. Włamania, zbieranie odcisków palców, robienie zdjęć podejrzanym, dokumentacja zabezpieczonego mienia. Niestety czasem trafia się trup. Hanzel wie, że nie można mieć w tej pracy wszystkiego. Z tym że zwłoki często są dojrzałe i zazwyczaj nietrzeźwe.

16.00

Strażak, który dotarł do czerwonej szmatki, podnosi głowę, krzyczy, że to dziecko, i zapada się w błocie po kolana. Ci z brzegu łapią się za ręce, wyciągają strażaka, a potem na brezentowej płachcie ciało. To chłopczyk.

16.05

Jacek Hutyra nigdy nie opowiada żonie, jak policjanci radzą sobie z napięciem i ze stresem w pracy. Zwykle – tak jak chirurdzy – czarnym humorem. Teraz na brzegu zalega cisza.

„Utopił się komuś – myśli na razie Hutyra. – Wybiegł z domu i się utopił”. Tylko dlaczego jeszcze nie ma zapłakanych rodziców? Może leżą na dnie? Albo w drugim stawie?

Hutyra rozwiesza wzdłuż brzegu żółtą taśmę i podchodzi do człowieka z aparatem fotograficznym. To dziennikarz „Głosu Ziemi Cieszyńskiej”. Już się dowiedział. Policjant prosi, by nie robić zdjęć dziecięcym zwłokom. Dziennikarz odchodzi, ale tylko na drugą stronę stawu. W najbliższym numerze lokalnego tygodnika pokaże dokładnie na zdjęciu ciało dziecka leżące na brezencie, a nawet się podpisze: Krzysztof Marciniuk.

Nad staw dojeżdża karetka, są też zastępca komendanta policji i prokurator z Cieszyna. Rozdzwaniają się telefony w redakcjach telewizji informacyjnych. Pierwsze wozy transmisyjne ruszają do Cieszyna z Katowic. Zostaną na najbliższe dwa tygodnie.

16.30

Kiedy ciche prośby o to, żeby strażacy wyciągnęli lalkę, nie zostają wysłuchane, Hanzel podchodzi do chłopczyka ułożonego na brezencie.

Jasne oczy zwrócone ku górze, usta otwarte jakby w krzyku i poranione, twarz posiniała.

„Ładny chłopczyk” – to pierwsza myśl Hanzla. Inne odgania. Zwłaszcza tę, co by zrobił, gdyby w tej chwili patrzył na własnego syna. Ale w tej pracy chwile największego smutku pojawiają się, gdy obok płacze rodzina. Tu nie ma nikogo. Hanzel rozbiera chłopca. Drży mu ręka. To są pierwsze tak małe zwłoki w jego dwudziestoletniej karierze zawodowej.

Pod spodniami rajstopy i zamiast majtek pampers numer pięć. Taki sam nosi jego dwuletni syn.

Hanzel dyktuje Hutyrze:

– Długość ciała sto centymetrów, włosy jasne, ostrzyżone, spodnie zdecydowanie za duże, zwisają ze szczupłych nóg denata. Buty brązowe, sznurowane, rozmiar dwadzieścia dwa. Na twarzy podbiegnięcia krwawe, na lewej nodze zaczerwienienia…

Hutyra wpisuje możliwy wiek dziecka: cztery lata, a lekarz pogotowia potwierdza. Hanzel mógłby zaprotestować, ale spece od sekcji zwłok doprecyzują wiek małego. Ani Jacek Hutyra, ani lekarz pogotowia nie mają dzieci.

16.40

Pod urwiskiem policjanci znajdują jeszcze: rękawiczkę, butelkę po wódce wyborowej (pięć metrów od brzegu), folię w kolorze żółtym. W odległości około czterdziestu metrów w kierunku Ustronia szary koc, paragon fiskalny z parafii ewangelickiej.

Pobierają: próbkę zapachową, próbkę ziemi z podłoża.

16.45

Na miejsce przyjeżdża rudy wilczur Bakcyl, pies tropiący. Nawęsza, podejmuje ślad, idzie w kierunku Bażanowic. Po czterdziestu metrach wraca z niczym.

Robotnicy, którzy jeszcze dwie godziny temu zakładali na ulicy siatki ochronne dla żab, nie zauważyli ani dziecka, ani dorosłych.

Policjanci rozchodzą się po domach. Wypytują sąsiadów, którzy przysięgają, że chłopiec niemiejscowy. Wiedzieliby przecież. Wyłuskują wspomnienia z ostatnich dni. W okolicy nic się zazwyczaj nie dzieje, więc wszystko pamiętają. W czwartek, gdy leciała Bonanza, podjechał powoli golf. Kierowca był na czarno. Zwolnił, kiedy przejeżdżał blisko stawu. Nikt nie zapamiętał rejestracji.

Było jeszcze czerwone auto. W środku kobieta i mężczyzna. Zatrzymali się przy stawie, mężczyzna wyszedł z dużym żółtym plastikowym workiem. „Kurwa, śmieci wyrzucają” – pomyślał świadek z Mlecznej. Do tego Litwini. Sąsiad poznał po rejestracji.

Nad chłopcem jeszcze raz pochyla się lekarz pogotowia i dyktuje:

– Zgon nagły, przyczyna nieznana.

Teraz Hanzel może ubrać chłopczyka.

Na Wiślańską podjeżdża czarny samochód z zakładu pogrzebowego Kalia, dwóch mężczyzn w milczeniu ładuje zwłoki i zabiera do Zakładu Medycyny Sądowej w Katowicach. Patolodzy otworzą je, zabezpieczą krew, mocz i DNA. Sprawdzą, czy otarcia skóry pojawiły się przed śmiercią, czy już po niej.

Z doświadczenia Jac­ka Hutyry oraz zastępcy komendanta powiatowego Jacka Bąka wynika, że zaraz wpłynie zawiadomienie o tym, że ktoś szuka chłopca. Zwykle zgłaszają się do pół godziny po takim zdarzeniu.

Porwanie, uprowadzenie, matka się zagapiła, nieszczęś­liwy wypadek. Trzeba się przygotować na rozmowę z rodziną. Te rozmowy są najtrudniejsze.

Sobota, 20 marca, świt

Policjanci kolejny raz sprawdzają bazę danych. Nikt w powiecie ani w województwie nie zgłosił porwania dziecka. Ani w Polsce, ani w Czechach, ani w Słowacji.

Potem okaże się, że w Europie.

W historii województwa śląskiego to pierwsze martwe małe dziecko, którego nikt nie szuka.

Rysopis: wiek z wyglądu dwa–pięć lat, wzrost około stu centymetrów, szczupła budowa ciała, twarz pociągła, czoło wysokie, usta średniej wielkości, cera blada, włosy krótkie, proste, blond, uszy duże, przylegające, nos mały, oczy niebieskie, uzębienie pełne.

Ubrany w kurtkę ortalionową ocieploną czerwonym ­polarem ze ściągaczami, zapinaną na zamek błyskawiczny. Na piersi dwie kieszenie zapinane na zatrzaski ­metalowe. Pod kieszenią naszywka z napisem „MINI MONI”.

Szara bluzeczka polo w poprzeczne paski białe i czerwone, zapinana na guziki metalowe z wytłoczonym napisem „COOL CLUB”.

Czerwono-granatowa bluza zapinana na zamek błys­kawiczny. Po prawej stronie wzdłuż zamka napisy ciemnego koloru: „DEEPER INTER TRIBE OLD INDIAN LE­GENDS”.

Spodnie bojówki z bocznymi kieszeniami zapinanymi na guziki.

Buty typu traper, skóropodobne, koloru brązowego, rozmiar dwadzieścia dwa, na podeszwie wytłoczony napis „KIDS”.

Rajstopy frotowe niebieskie.

Czapka z włóczki biało-niebieska z czerwonymi aplikacjami.

Rękawiczka z włóczki niebiesko-czerwono-biała.

Portal śląska cieszyńskiego OX.pl, a potem wszystkie inne publikują rysopis z jednym pytaniem: „Jak masz na imię?”. Rzecznik policji powtarza mantrę:

– Sprawdzamy możliwe bazy danych. Żadnych efektów.

Poszukiwani są Litwini, jacykolwiek, w hotelach Halny, Gambit, w Gościńcu pod Kurantem, u Trzech Braci (fundacja Dworek Cieszyński odpada ze względu na remont). Nie ma.

Specjaliści z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach rysują twarz chłopca, tak jak mogła wyglądać, gdy dziecko było jeszcze żywe. Bez sińców i plam opadowych.

Niedziela, 21 marca

Hutyra nie pamięta takiej mobilizacji.

Grupa kryminalna weryfikuje każdy drobiazg znaleziony przy dziecku: folię, butelkę, ubrania, buty. Być może te przedmioty „przemówią”. Dochodzeniowcy drukują zdjęcia ubrań i jadą do Sarniego Stoku w Bielsku-Białej. To najbliższe duże centrum hand­lowe, więc tam zaczną poszukiwania.

Najpierw sklep 5.10.15. Sprzedawczyni ogląda fotografię. Spodnie pochodzą z kolekcji jesień–zima 2008 / 2009. Już się ich nie sprzedaje.

Potem Smyk. Szara bluzka w paski jest jeszcze starsza, nosiło się ją w latach 2007 i 2008. Zostają buty, pampers i kurtka.

Wieczór

Żona Mariusza Hanzla pyta, co tam w pracy. Hanzel nie odpowiada. Sięga po pilot i puszcza kabaret. Zawsze tak robi, gdy siedzą z dziećmi przy stole w kuchni.

– Jak się nazywasz, Jasiu? – pyta po raz pierwszy Jacek Hutyra, patrząc w sufit.

Na forach internetowych, w tym na portalu Śląska Cieszyńskiego, obywatele komentują odkrycie w stawie.

W którym dokładnie stawie leżał, bo na Gułdowach są trzy?

Właśnie we Faktach TVN mówili o tej tragedii – pierdolili przez 10 minut o debacie Komorowski–Sikorski, a o znalezieniu chłopca może 30 sekund.

Śpij w spokoju, Aniołku [*].

Poniedziałek, 22 marca

Kiedy Hutyra podjeżdża pod komendę, wozy transmisyjne blokują wąską ulicę.

– Czeka nas żmudna praca operacyjna – zwierza się reporterom zastępca komendanta Jacek Bąk. – Prosimy o cierpliwość.

Chwilę potem decyduje, że powstanie grupa specjalna, która zajmie się sprawą o kryptonimie „Jasiu”, bo tak nazwali chłopca. Nie mogli tego ludzkiego dziecka nazwać zwłokami N. N. Sekcje operacyjna, przygotowawcza, procesowa będą pracować na bezpośrednich łączach z prokura­turą rejonową.

Jacek Hutyra rzuca śledzenie oszustów i włamywaczy, przejmuje „Jasia”.

Sprawdzą monitoringi ze stacji benzynowych, znad dwupasmówki Katowice–Wisła, znad bankomatów w Ustroniu, Cieszynie, Goleszowie. Po tym, jak telewizje poinformowały o zdarzeniu, do komendy dzwonią obywatele, którzy są pewni, że widzieli chłopca. Sprawdzą każde zgłoszenie. Są to fałszywe donosy, dopóki nie dzwoni chłopak ze straży miejskiej, który podejrzewa, że „Jasio” jest Mareczkiem z Cieszyna.

Widział go miesiąc wcześniej.

„Podczas wieczornego patrolu dostaliśmy polecenie, żeby pomóc policji, która zatrzymała cztery pijane osoby. Dwie pary zataczały się na rynku, a w pobliżu czekał trzyletni chłopiec i dziewięciomiesięczna dziewczynka w wózku. Dzieci w miarę czyste, choć przecież z libacji. Chłopiec się bał, ale powiedział, że nazywa się Mareczek. Dziewczynka nic nie mówiła. Od jednej z kobiet udało mi się wydobyć telefon i zadzwonić do jej domu. Odebrała mówiąca po czesku babcia. Po chłopca w komendzie zgłosiła się wtedy druga babcia wraz z dziadkiem. Numer tele­fonu przekazała bełkocząca matka, kiedy spisywałem dane. Teraz widzę, że ten Mareczek miał buty podobne do nieżywego chłopczyka. Był blondynem”.

Hutyra wzywa patrol, by pojechał do centrum miasta, gdzie według dowodu osobistego, z którego strażnik spisał adres pijanej matki, mieszkało dziecko.

Przez pół godziny komenda wstrzymuje oddech. Potem oddzwania policjantka i melduje, że otworzyła trzeźwa matka z chłopczykiem w piżamie. Potwierdziła, że 16 kwietnia była pijana i spędziła noc w komendzie. Mareczek, na życzenie policjantki, powiedział „dzień dobry” zza nóg mamy.

Wtorek, 23 marca

Są wyniki sekcji. Małgorzata Borkowska, zastępczyni prokuratora okręgowego w Bielsku-Białej, zwołuje konferencję prasową.

– Nie utonął. Został zamordowany, leżał w błocie kilka dni – mówi.

Doznał urazu jamy brzusznej. Pękło jelito cienkie, a wskutek tego wdało się zapalenie otrzewnej.

– Dziecko umarło po kilku dniach, najprawdopodobniej w męczarniach.

Otarcia naskórka na czole i kolanie powstały podczas transportu, kiedy chłopiec już nie żył. Dokładne przyczyny urazu będą znane, gdy przeprowadzi się badania histopatologiczne i toksykologiczne. Radiolog ustali dokładny wiek dziecka. I jeszcze uściślenie: chłopczyk mierzył tylko 88 centymetrów, ważył 11 kilogramów.

– Nie mógł mieć czterech lat, najwyżej dwa – komentuje jedna z dziennikarek. – Jak będziecie mówić bzdury, nigdy nie dojdzie się do prawdy.

Prokuratura rejonowa wszczyna śledztwo w sprawie zabójstwa, a internet już wskazał i osądził winną tragedii:

Matka to potwór… Mogła oddać dziecko, a nie zabierać mu wszystko, całe życie.

Sam bym wzioł tego chłopca do domu. Zajoł bym się nim lepiej niż niejedna matka. Chociaż mam 16 lat. A każde dzieci są dla mnie kimś ważnym.

Ty pojebana, wy pojebani ludzie, którzy mu to zrobiliście. Wszystko bym dał, by się temu Aniołkowi to nie stało.

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl

dominik@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl, edyta@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl

zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl

magda.jobko@czarne.com.pl

Dział marketingu: honorata@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl

agnieszka.wilczak@czarne.com.pl

malgorzata.wietecha@czarne.com.pl

Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, info@d2d.pl

Wołowiec 2017

Wydanie I

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Był sobie chłopczyk Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson Angole Obywatel Stuhr. Z Jerzym i Maciejem rozmawia Ewa Winnicka Londyńczycy Zapraszamy do Trójki 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI