Posłuszeństwo wobec autorytetu

Posłuszeństwo wobec autorytetu

Autorzy: Stanley Milgram

Wydawnictwo: Smak słowa

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 240

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 22.40 zł

W latach 60-tych psycholog Stanley Milgram pracujący na Uniwersytecie w Yale przeprowadził serię znakomitych eksperymentów, które na zawsze zmieniły postrzeganie moralności i wolnej woli. Osoby badane zwane „nauczycielami”, były instruowane w jaki sposób używać szoków elektrycznych wobec „ucznia”, przy czym szoki te za każdym razem musiały być bardziej intensywne i bolesne dla „ucznia”.

Kontrowersyjny, ale obecnie całkowicie zrehabilitowany przez środowisko naukowe eksperyment, próbował ustalić do jakiego stopnia ludzie są skłonni podporządkować się autorytetowi niezależnie od konsekwencji. „Posłuszeństwo wobec autorytetu” jest fascynującym i niepokojącym zapisem klasycznych eksperymentów Milgrama dostarczającym żywych i przekonywujących wyjaśnień jego odkryć.

Wszechobecność posłuszeństwa sprawia, że psychologowie społeczni często pomijają je w swych badaniach. Z psychologicznego punktu widzenia jednak działanie na polecenie ma zasadniczo inny charakter niż działanie spontaniczne, tak więc bez zrozumienia roli posłuszeństwa w kształtowaniu działań człowieka nie sposób zrozumieć wielu znaczących zachowań.

Najnowsze wydanie książki zawiera wstęp Philipa Zimbardo, autora słynnego stanfordzkiego eksperyment więziennego, kolegi z ławy szkolnej Milgrama, razem uczyli się w James Monroe High School w Bronxie, w Nowym Jorku (rocznik 1950).

„Eksperymenty Milgrama o posłuszeństwie uczyniły nas bardziej świadomymi niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą bezkrytyczne podporządkowania się autorytetom.”

Peter Singer, New York Times Book Review

“Przykuwający uwagę i niezwykle znaczący”.

Rolling Stone

„Bardzo ważny wkład w naszą wiedzę o ludzkim zachowaniu”.

- Jerome S. Bruner, New York University

“Badania Milgrama pokazały czego powinniśmy oczekiwać od rzetelnych badań z dziedziny nauk społecznych: przekazywania wiedzy bez trywializowania zjawiska.”

- Science

Stanley Milgram – zanim został wybitnym profesorem w Graduate Center Uniwersytetu Nowojorskiego wykładał psychologię społeczną na Uniwersytecie Yale i na Harwardzie. Otrzymał między innymi: stypendium Fundacji Forda, nagrodę American Association for the Advancement of Science Socio-Psychological oraz stypendium Guggenheima. Zmarł nagle w 1984 w wieku 51 lat.

Philip Zimbardo – jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Stanforda. Autor „Efektu Lucyfera”, znany dzięki słynnemu stanfordzkiemu eksperymentowi więziennemu z 1971 roku.

Dla mojej matki

i pamięci mego ojca

SŁOWO WSTĘPNE

To, co wspólne dla dwóch najbardziej znaczących opowieści w kulturze zachodniej – o upadku Lucyfera do piekła i wygnaniu Adama i Ewy z raju – to lekcja straszliwych konsekwencji nieposłuszeństwa wobec autorytetu. Lucyfer – ulubiony anioł Boga, „Światło”, który w Piśmie jest także określany jako „Gwiazda Poranna” – podważa Boski rozkaz, aby wszystkie anioły oddały cześć Adamowi, Jego niedawno stworzonej doskonałej ludzkiej istocie. Lucyfer wraz z grupą podobnie myślących aniołów twierdzą, że istnieli przed stworzeniem Adama, a ponadto są aniołami, podczas gdy on jest zaledwie zwykłym śmiertelnikiem. Bóg natychmiast uznaje ich za winnych popełnienia podwójnego grzechu – pychy i nieposłuszeństwa wobec Jego autorytetu. Nie podejmując żadnych prób rozwiązania konfliktu, Bóg wzywa archanioła Michała, aby zebrał grupę posłusznych aniołów i stanął do walki przeciwko zdrajcom. Oczywiście Michał wygrywa (z Bogiem w swoim narożniku), a Lucyfer zostaje przemieniony w Szatana, Diabła, i strącony do nowo stworzonego przez Boga piekła wraz z resztą upadłych aniołów. Szatan jednak powraca, aby udowodnić, że nieoddanie czci Adamowi było właściwe, bo nie tylko jest on niedoskonały, lecz także, co gorsza, wąż bez trudu może go przekupić.

Przypomnijmy, że Bóg oddał Adamowi i Ewie panowanie w doskonałym rajskim ogrodzie z jednym małym wyjątkiem i przestrogą: nie jedzcie owoców z Drzewa Poznania Dobra i Zła. Kiedy Szatan w skórze węża przekonuje Ewę, aby zjadła owoc, ona z kolei nakłania swego męża, by zrobił to samo. Po jednym kęsie zakazanego owocu zostają natychmiast skazani i na zawsze wygnani z Edenu. Muszą żyć w trudzie i znoju na ziemi, znosić wiele cierpień i być świadkami konfliktów między swymi dziećmi, Kainem i Ablem. Tracą również swoją niewinność. Na domiar złego ta opowieść o przerażających konsekwencjach nieposłuszeństwa wobec autorytetu kończy się tym, że ich grzech staje się wieczny i przechodzi z pokolenia na pokolenie. Każde katolickie dziecko na świecie rodzi się z brzemieniem klątwy grzechu pierworodnego za złe uczynki Adama i Ewy.

Te opowieści są, rzecz jasna, mitami stworzonymi przez ludzi, przez autorytety, najprawdopodobniej przez kapłanów, rabinów i pastorów, ponieważ istniały one w dziejach wszechświata, zanim ludzie mogli je dostrzec i zapisać. Tak jak wszystkie przypowieści, zostały one jednak stworzone tak, by wszystkim, którzy je usłyszą lub przeczytają, nieść doniosłe przesłanie: bądźcie posłuszni autorytetowi za wszelką cenę! Konsekwencje nieposłuszeństwa wobec autorytetu są potężne i straszliwe. Raz stworzone, mity te i przypowieści są przekazywane dalej przez kolejne autorytety, obecnie między innymi przez rodziców, nauczycieli, szefów, polityków i dyktatorów, którzy chcą, by słuchać ich poleceń bez sprzeciwu czy wątpliwości.

Tak więc praktycznie we wszystkich tradycyjnych środowiskach edukacyjnych przepisy prawa, których się nauczyliśmy i według których żyliśmy, były następujące: pozostań na swoim miejscu, dopóki nauczyciel nie udzieli pozwolenia, by wstać i je opuścić; nie mów, dopóki nauczyciel nie udzieli ci pozwolenia po tym, jak podniesiesz rękę, by ubiegać się o to pozwolenie, i nie kwestionuj słów nauczyciela ani nie narzekaj. Te reguły postępowania są tak głęboko zakorzenione, że nawet gdy rośniemy i dojrzewamy, uogólniają się na wiele środowisk jako niezmienne transparenty naszego szacunku wobec autorytetu. Jednakże nie każdy autorytet jest sprawiedliwy, uczciwy, moralny i prawomocny, a my nigdy nie jesteśmy poddawani żadnemu bezpośredniemu treningowi w zakresie rozpoznawania tej zasadniczej różnicy między słusznym a niesłusznym autorytetem. Ten słuszny zasługuje na szacunek i pewien stopień posłuszeństwa, być może nawet bez wielu pytań, podczas gdy różne niesłuszne autorytety powinny wzbudzać podejrzenia i niepokój, uruchamiając ostatecznie akty sprzeciwu, oporu i buntu.

Seria eksperymentów Stanleya Milgrama, dotyczących posłuszeństwa wobec autorytetu, tak przejrzyście i wyczerpująco przedstawiona w tym nowym wydaniu jego pracy, stanowi jedno z najbardziej znaczących badań we wszystkich naukach społecznych zajmujących się głównymi siłami sprawczymi tego aspektu ludzkiej natury. W jego pracy po raz pierwszy analizy natury posłuszeństwa wobec autorytetu zostały wprowadzone do kontrolowanych warunków laboratorium eksperymentalnego. W pewnym sensie wpisuje się on w tradycję Kurta Lewina, choć na ogół nie jest uważany za przedstawiciela tradycji lewinowskiej, jak na przykład Leon Festinger, Stanley Schachter, Lee Ross i Richard Nisbett. Badanie zjawisk, które mają znaczenie w ich naturalnym środowisku, pod kontrolą i zgodnie z wymogami warunków laboratoryjnych stanowi jednak sedno jednej z wypowiedzi Lewina na temat kierunku, w jakim powinna zmierzać psychologia społeczna.

To badanie nad posłuszeństwem z początku było motywowane refleksją Milgrama nad łatwością, z jaką Niemcy podporządkowali się nazistowskiej władzy w dyskryminowaniu Żydów, ostatecznie pozwalając na wcielenie w życie Hitlerowskiego ostatecznego rozwiązania podczas Holokaustu. Jako młody Żyd zastanawiał się, czy Holokaust mógłby zostać odtworzony w jego kraju pomimo wielu różnic między tymi kulturami i epokami historycznymi. Choć wielu twierdziło, że to nie mogłoby się nigdy zdarzyć w Stanach Zjednoczonych, Milgram miał wątpliwości, czy możemy być aż tak pewni. Wiara w ludzką dobroć nie umniejsza faktu, że zwyczajni, swego czasu nawet dobrzy ludzie popełnili wiele zła w świecie, po prostu wykonując rozkazy. Brytyjski autor C.P. Snow przypomina, że więcej zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych zostało w imię posłuszeństwa niż nieposłuszeństwa. Mentor Milgrama, Solomon Asch, wcześniej pokazał siłę grup w wywieraniu wpływu na opinie inteligentnych studentów college’u, dotyczące fałszywych przekonań na temat widzianej rzeczywistości. Ten wpływ był jednak pośredni, wywoływał rozbieżność między normą grupy i spostrzeżeniem jednostki, które dotyczyły tego samego zdarzenia bodźcowego. Konformizm wobec sztucznej normy grupowej zaś był rozstrzygnięciem tej rozbieżności, gdy osoby badane zachowywały się w sposób, który prowadził raczej do akceptacji przez grupę niż do odrzucenia.

Milgram chciał odkryć bezpośrednie i natychmiastowe oddziaływanie rozkazów jednej wpływowej jednostki na inną osobę, aby zachowała się w sposób, który stanowi wyzwanie dla jej sumienia i zasad moralnych. Opracował swój paradygmat badawczy, aby skonfrontować nasze powszechne przekonania na temat tego, co ludzie zrobiliby w takiej sytuacji, z tym, co rzeczywiście zrobili, kiedy zostali poddani tej ciężkiej próbie ludzkiej natury.

Niestety wielu psychologów, studentów i laików, którzy są przekonani, że znają „wstrząsowe badanie Milgrama”, znają tylko jedną jego wersję, najprawdopodobniej z jego sugestywnego filmu Posłuszeństwo lub z podręcznikowego streszczenia. Zarzucano mu, że przebadał wy łącznie mężczyzn, co początkowo było prawdą, ale później zreplikował swoje wyniki w badaniu z udziałem kobiet. Zarzucano mu, że oparł się wyłącznie na studentach Yale, bo pierwsze badania zostały przeprowadzone na Uniwersytecie Yale. Badania Milgrama nad posłuszeństwem obejmują jednak dziewiętnaście odrębnych wersji eksperymentu i łącznie wzięło w nich udział około tysiąca badanych w wieku od dwudziestu do pięćdziesięciu lat, wśród których nie było studentów college’u ani uczniów szkoły średniej! Jego badania spotkały się z ostrą krytyką, ponieważ uznano je za nieetyczne, stwarzano w nich bowiem taką sytuację eksperymentalną, która wywoływała poważny dystres u osoby odgrywającej rolę nauczyciela, wierzącej, że jej wstrząsy powodują cierpienie osoby w roli ucznia. Sądzę, że to obejrzenie jego filmu, w którym zawarł sceny dystresu i niepewności wśród jego badanych, rozbudziło początkowy impet problemu etyczności jego badań. Lektura jego artykułów naukowych lub jego książki nie ujawnia tak wyraźnie stresu osób badanych, które nadal były posłuszne autorytetowi mimo widocznego cierpienia, jakie sprawiały swoim niewinnym ofiarom. Poruszam tę kwestię nie po to, by dowodzić etyczności tych badań lub jej braku, ale raczej by poruszyć kwestię kluczową: należy czytać oryginalne opracowania jego koncepcji, metod, wyników i wniosków, by w pełni zrozumieć to, co zrobił. To kolejna zaleta tego zbioru badań Milgrama nad posłuszeństwem.

Kilka słów o tym, jak ja widzę te badania. Po pierwsze, są to najbardziej reprezentatywne i możliwe do uogólnienia badania w psychologii społecznej czy w naukach społecznych ze względu na dużą liczebność próby, systematyczne zmiany warunków, wykorzystanie zróżnicowanej grupy zwyczajnych ludzi z dwóch małych miast – New Haven i Bridgeport w stanie Connecticut – oraz szczegółowe omówienie kwestii metodologicznych. Co więcej, ich replikacje w wielu kulturach i okresach ujawniają ich niekwestionowaną skuteczność.

Jako najbardziej znacząca demonstracja siły wpływu sytuacji społecznych na ludzkie zachowanie, eksperymenty Milgrama stanowią sedno sytuacjonistycznego poglądu na uwarunkowania zachowań. Są to badania nad niemożnością większości ludzi przeciwstawienia się niesłusznemu autorytetowi, kiedy rozkazy nie mają już sensu, zważywszy na rozsądnie z pozoru określone cele słusznego autorytetu, który rozpoczął badanie. To, że psychologowie eksperymentalni zajmują się racjonalnym wykorzystaniem kar jako środka poprawiającego efektywność uczenia i pamięci, ma sens. Nie ma jednak sensu podawanie coraz bardziej bolesnych wstrząsów uczniowi po tym, jak ten nalega, żeby przestać, skarży się na chore serce, a w końcu, po zaaplikowaniu 330 woltów, w ogóle przestaje odpowiadać. Jak można wspomóc usprawnianie jego pamięci, kiedy on jest nieprzytomny, lub nawet gorzej? Najdrobniejsza próba krytycznego myślenia na tym etapie badania powinna spowodować, że niemal wszyscy odmówią kontynuowania, sprzeciwiając się bezdusznemu autorytetowi. Stało się wprost przeciwnie – większość osób, które dotarły tak daleko, zostało schwytanych w pułapkę tego, co Milgram nazywa „stanem nieautonomicznym”.

Ci zwykli dorośli zostali zredukowani do bezmyślnych, posłusznych uczniaków, którzy nie wiedzą, jak wyjść z bardzo nieprzyjemnej sytuacji, dopóki nauczyciel nie udzieli im pozwolenia. Czy w tym krytycznym momencie, kiedy ich wstrząsy mogły spowodować poważny problem medyczny, ktokolwiek z nich po prostu wstał z krzesła i poszedł do pokoju obok, aby sprawdzić, czy z ofiarą wszystko w porządku? Zanim odpowiemy, rozważmy kolejne pytanie, które zadałem bezpośrednio Stanleyowi Milgramowi: „Ilu badanych – nauczycieli – spontanicznie wstało z krzesła i poszło zapytać o stan swego ucznia po wciśnięciu ostatniego, 450-woltowego przełącznika?” Odpowiedź Milgrama: „Ani jeden, nigdy!” W dorosłości istnieje zatem kontynuacja mentalności szkolnej, nakazującej podporządkowanie się prymitywnym regułom, wedle których nie należy robić nic, dopóki nauczyciel – autorytet – na to nie pozwoli, nie wyda zgody i nie poleci tego zrobić.

Moje badania nad wpływem sytuacyjnym (stanfordzki eksperyment więzienny) uzupełniają badania Milgrama pod kilkoma względami. Są one podporą sytuacjonizmu: jego eksperymenty przedstawiają bezpośredni wpływ autorytetu na jednostkę, mój przedstawia pośredni wpływ instytucji, obejmujący wszystkich, którzy znajdują się w sferze jej oddziaływania. Moje badania stały się reprezentacją siły oddziaływania systemów w zakresie tworzenia i utrzymywania sytuacji dominacji i kontroli nad zachowaniem jednostki. Obydwa badania są ponadto spektakularnymi demonstracjami przemożnych wpływów zewnętrznych na ludzkie zachowanie, z morałem, który jest wyraźnie widoczny dla czytelnika i dla widza (ja również przygotowałem film, Quiet Rage[1], który okazał się bardzo wpływowy wśród widzów na całym świecie). Obydwa poruszają podstawowe kwestie dotyczące etyczności każdego badania, które jest źródłem pewnej dozy cierpienia i poczucia winy u osób badanych. Swoje poglądy na etyczność tego rodzaju badań omawiam bardzo obszernie w mojej ostatniej książce, The Lucifer Effect: Understanding Why Good People Turn Evil (Random House, 2008)[2]. Kiedy po raz pierwszy przedstawiłem zwięzłe omówienie Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego na dorocznym kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w 1971 roku, Milgram przywitał się ze mną radośnie, mówiąc, że teraz zdejmę nieco etycznej nagonki z jego ramion, skoro przeprowadziłem jeszcze bardziej nieetyczne badanie.

Na koniec dodam – co dla czytelników tej książki może być interesujące – że Stanley Milgram i ja byliśmy uczniami jednej klasy w James Monroe High School[3] w Bronksie (rocznik 1950), gdzie spędziliśmy razem wiele miłych chwil. On był najbystrzejszym dzieciakiem w klasie, otrzymał wszystkie naukowe nagrody na uroczystości wręczania świadectw, ja natomiast byłem najbardziej popularny i zostałem wybrany na „Jimmiego Monroe” w głosowaniu w najstarszej klasie. Kiedy spotkaliśmy się dziesięć lat później na Uniwersytecie Yale, Stanley powiedział mi, że bardzo chciał być najbardziej popularny, a ja wyznałem, że bardzo chciałem być najbystrzejszy. Każdy z nas zrobił, co mógł, z kartami, które nam przypadły podczas rozdania. Odbyłem wiele interesujących dyskusji ze Stanleyem w ciągu następnych dziesięcioleci i prawie napisaliśmy razem tekst z zakresu psychologii społecznej. Niestety w 1984 roku przedwcześnie zmarł na atak serca w wieku pięćdziesięciu jeden lat. Pozostawił nam żywotne dziedzictwo błyskotliwych pomysłów, począwszy od tych skoncentrowanych na posłuszeństwie wobec autorytetu, które rozszerzył na wiele nowych dziedzin – między innymi psychologię miejską, problem małego świata, sześć stopni oddalenia i efekt Cyrana – zawsze stosując twórcze połączenie metod. Stanley Milgram był przenikliwym obserwatorem ludzkiej sceny, miał oczy zawsze otwarte na nowy paradygmat, który mógłby zdemaskować stare prawdy lub rozbudzić świadomość działania ukrytych reguł. Często się zastanawiam, jakie nowe zjawiska badałby teraz Stanley, gdyby wciąż żył.

Philip Zimbardo

Styczeń 2009

* * *

[1] Cicha furia (przyp. tłum.).

[2] Wydanie polskie: Zimbardo, P. (2008). Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? Przekład A. Cybulko, J. Kowalczewska, J. Radzicki. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN (przyp. tłum.).

[3] Szkoła średnia (przyp. tłum.).

PRZEDMOWA

Wszechobecność posłuszeństwa sprawia, że psychologowie społeczni często pomijają je w swych badaniach. Z psychologicznego punktu widzenia jednak działanie na polecenie ma zasadniczo inny charakter niż działanie spontaniczne, tak więc bez zrozumienia roli posłuszeństwa w kształtowaniu działań człowieka nie sposób zrozumieć wielu znaczących zachowań.

Osoba, która czuje wewnętrzną odrazę do kradzieży, zabójstwa lub napaści, może odkryć, że działania te przychodzą jej z łatwością, gdy wykonuje je na polecenie władzy[4]. Zachowanie, które jest nie do pomyślenia dla osoby działającej samodzielnie, może zostać przez nią podjęte bez wahania, kiedy zostanie nakazane.

Dylemat nierozerwalnie związany z posłuszeństwem wobec władzy jest tak stary, jak historia Abrahama. Zadaniem tego studium jest nadanie owemu dylematowi współczesnej formy poprzez potraktowanie go jako przedmiotu badań eksperymentalnych, raczej w celu zrozumienia niż oceny z moralnego punktu widzenia.

Z perspektywy psychologicznej analizy posłuszeństwa ważnym zadaniem jest sformułowanie koncepcji posłuszeństwa i przełożenie jej na osobiste doświadczenia. Używanie abstrakcyjnych terminów, gdy mowa o poszczególnych prawach jednostki i władzy, jest czym innym niż analiza moralnego wyboru w rzeczywistej sytuacji. Wszyscy znamy filozoficzne problemy wolności i władzy, ale gdy problem nie jest li tylko akademicki, zawsze mamy do czynienia z osobą, która musi się podporządkować lub sprzeciwić władzy, kiedy w konkretnym przypadku wystąpi akt nieposłuszeństwa. Wszelkie rozważania aż do tego momentu są jedynie spekulacjami, a dla wszystkich aktów nieposłuszeństwa charakterystyczny jest ten właśnie moment decyzji. Opisywane eksperymenty opierają się na tym przekonaniu.

Kiedy przeniesiemy się do laboratorium, problem się zawęża: jeśli eksperymentator poleci osobie badanej działać z coraz większą bezwzględnością wobec innej osoby, to w jakich warunkach osoba badana się podporządkuje, a w jakich sprzeciwi? Problem laboratoryjny jest żywy, poważny i rzeczywisty. Nie jest to sprawa oderwana od życia; pewne skłonności, obecne w codziennym funkcjonowaniu świata społecznego, pociągają za sobą skrajne i bardzo logiczne konsekwencje.

Powstaje pytanie, czy istnieje jakikolwiek związek pomiędzy tym, co obserwujemy w laboratorium, a formami posłuszeństwa w epoce nazizmu, które tak potępiliśmy. Różnice między tymi dwiema sytuacjami są, rzecz jasna, olbrzymie, jednak różnica w skali, liczbie i kontekście politycznym może się okazać relatywnie nieistotna, dopóki zachowane są pewne zasadnicze cechy sytuacji. Istotą posłuszeństwa jest fakt, że osoba zaczyna spostrzegać siebie jako narzędzie wykonujące czyjeś polecenia, a w konsekwencji przestaje czuć się odpowiedzialna za swoje działania. Kiedy u danej osoby nastąpi ta krytyczna zmiana punktu widzenia, pociąga ona za sobą wystąpienie wszystkich zasadniczych właściwości posłuszeństwa. Zmiana myślenia, jakiej doświadcza jednostka, i swoboda, z jaką angażuje się w okrutne zachowanie, oraz rodzaje usprawiedliwień, które stosuje, są zasadniczo podobne, niezależnie od tego, czy pojawiają się w laboratorium psychologicznym, czy w centrum dowodzenia wyrzutni międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Problemu powszechności nie można zatem rozwiązać przez wyliczenie wszystkich ujawniających się różnic pomiędzy laboratorium psychologicznym a innymi sytuacjami, ale poprzez staranne konstruowanie sytuacji, która dobrze oddaje istotę posłuszeństwa – czyli sytuacji, w której osoba podporządkowuje się władzy i przestaje się uważać za skutecznego sprawcę własnych działań.

W wypadku postawy gotowości i braku przymusu posłuszeństwo jest zabarwione współdziałaniem; kiedy zaś osoba działa pod groźbą siły lub kary, posłuszeństwo jest wymuszone przez strach. Nasze badania dotyczą jedynie posłuszeństwa, które jest chętnie przyjmowane przy braku jakiegokolwiek zagrożenia, posłuszeństwa, które jest utrzymywane poprzez zwykłe zapewnienie autorytetu, że ma on prawo sprawować kontrolę nad daną osobą. Każdy rodzaj przymusu, jaki autorytet wykorzystuje w tych badaniach, opiera się na władzy, jaką osoba badana w pewien sposób mu przypisuje, a nie na jakichkolwiek obiektywnych zagrożeniach lub dostępności fizycznych środków kontroli osoby badanej.

Głównym problemem dla osoby badanej jest odzyskanie władzy nad własnymi procesami kontroli po tym, jak poświęciła je dla celów eksperymentatora. Trudność, jaka się z tym wiąże, obrazuje przejmujący i w pewnym stopniu tragiczny element badanej sytuacji, gdyż nie ma nic bardziej ponurego niż widok osoby bezskutecznie usiłującej kontrolować własne zachowania w sytuacji mającej dla niej duże znaczenie.

* * *

[4] W jęz. angielskim authority oznacza zarówno autorytet, jak i władzę; autor nie dokonuje rozróżnienia tych terminów (przyp. tłum.).

PODZIĘKOWANIA

Opisane tu eksperymenty wypływają z siedemdziesięciopięcioletniej tradycji prowadzenia badań eksperymentalnych w psychologii społecznej. Boris Sidis przeprowadził eksperyment nad posłuszeństwem w 1898 roku, a badania, które prowadzili między innymi Asch, Lewin, Sherif, Frank, Block, Cartwright, French, Raven, Luchins, Lippitt i White, miały wpływ na moją pracę, nawet jeśli nie zostały szczegółowo omówione. Dorobek Adorna i współpracowników oraz Arendt, Fromma i Webera tworzy ducha naszych czasów, w jakim wzrastają badacze społeczni. Trzy prace szczególnie mnie zainteresowały. Pierwszą z nich jest wnikliwa książka Authority and delinquency in the modern state Alexa Comforta, drugą – klarowna analiza pojęcia władzy napisana przez Roberta Bierstedta, a trzecią – książka The ghost in the machine Arthura Koestlera. W tej ostatniej koncepcja hierarchii społecznych została przedstawiona w szerszym zakresie niż w niniejszej pracy.

Badania eksperymentalne były prowadzone w czasie, gdy przebywałem na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Yale, w latach 1960–1963. Jestem wdzięczny Wydziałowi za pomoc w zorganizowaniu badań i za dobre rady. W szczególności chciałbym podziękować profesorowi Irvingowi L. Janisowi.

Zmarły niedawno James McDonough z West Haven w Connecticut odgrywał rolę ucznia i badania odniosły wiele korzyści z jego niezaprzeczalnych wrodzonych talentów. John Williams z Southbury w Connecticut wcielił się w eksperymentatora i sumiennie odgrywał tę trudną rolę. Dziękuję także Alanowi Elmsowi, Jonowi Waylandowi, Taketo Muracie, Emilowi Elgesowi, Jamesowi Millerowi i J. Michaelowi Rossowi za pracę wykonaną w związku z badaniami.

Wiele zawdzięczam licznym mieszkańcom New Haven i Bridgeport, którzy wzięli udział w eksperymentach jako osoby badane.

Rozmyślania i pisanie na temat eksperymentów trwały jeszcze długo po tym, jak zostały one przeprowadzone, i wiele osób dostarczyło mi koniecznej stymulacji i wsparcia. Byli wśród nich doktorzy Andre Modigliani, Aaron Hershkowitz, Rhea Mendoza Diamond oraz nieżyjący już Gordon W. Allport, a także Roger Brown, Harry Kaufmann, Howard Leventhal, Nijole Kudirka, David Rosenhan, Leon Mann, Paul Hollander, Jerome Bruner i Maury Silver. Eloise Segal pomogła mi w przygotowaniu kilku rozdziałów, a Virginia Hilu, mój redaktor w wydawnictwie Harper & Row, okazywała nadzwyczajną wiarę w tę książkę, a pod koniec udostępniła mi swój gabinet i uratowała książkę przed ociągającym się autorem.

Podziękowania należą się Mary Englander i Eileen Lydall z City University of New York, które pełniły funkcję sekretarek, oraz Wendy Sternberg i Katheryn Krogh, asystentkom biorącym udział w badaniach.

Judith Waters, studentka i uzdolniona artystka, wykonała schematyczne rysunki w rozdziałach 8 i 9.

Chciałbym podziękować londyńskiemu Institute of Jewish Affairs za zgodę na cytowanie obszernych fragmentów mojego artykułu Obedience to criminal orders: The compulsion to do evil, który po raz pierwszy ukazał się w jego czasopiśmie „Patterns of Prejudice”.

Dziękuję także American Psychological Association za zgodę na cytowanie obszernych fragmentów kilku moich artykułów, które ukazały się po raz pierwszy w wydawanych przez nie publikacjach, a mianowicie Behavioral study of obedience, Issues in the study of obedience: A reply to Baumrind, Group pressure and action against a person oraz Liberating effects of group pressure.

Badania były finansowane z dwóch grantów National Science Foundation. Na badania pilotażowe, przeprowadzone w 1960 roku, otrzymałem niewielki grant Higgins Fund Uniwersytetu Yale. Stypendium Guggenheima w latach 1972–1973 umożliwiło mi spędzenie roku w Paryżu, z dala od obowiązków akademickich, co pozwoliło mi ukończyć książkę.

Moja żona, Sasha, towarzyszyła tym eksperymentom od samego początku. Jej nieustająca pomoc i zrozumienie znaczyły dla mnie bardzo wiele. W ostatnich miesiącach zostaliśmy z tym zadaniem tylko we dwoje, pracując w naszym mieszkaniu przy rue de Rémusat – wspólnie zaangażowani w przedsięwzięcie, które teraz, dzięki życzliwej pomocy Sashy, jest ukończone.

Stanley Milgram

Paryż, 2 kwietnia 1973

ROZDZIAŁ 1

Dylemat posłuszeństwa

Posłuszeństwo jest jednym z najbardziej podstawowych elementów struktury życia społecznego. W każdej społeczności niezbędny jest jakiś system władzy i tylko człowiek żyjący w odosobnieniu nie jest zmuszony reagować nieposłuszeństwem lub uległością na polecenia innych. Posłuszeństwo jako wyznacznik zachowania jest szczególnie związane z czasami, w których żyjemy. Dowiedziono w sposób wiarygodny, że między rokiem 1933 a 1945 zamordowano na rozkaz miliony niewinnych osób. Budowano komory gazowe i dobrze strzeżone obozy śmierci, w których wypełniano dzienne normy produkcji zwłok z taką samą niezawodnością, jak przy produkcji sprzętu. Ta nieludzka polityka mogła się zrodzić w umyśle jednego człowieka, ale w skali masowej można ją było urzeczywistnić tylko pod warunkiem, że wielka liczba osób będzie wykonywała rozkazy.

Posłuszeństwo jest mechanizmem psychologicznym, który łączy indywidualne działanie z celem politycznym. Jest spoiwem wiążącym ludzi z systemami władzy. Fakty z najnowszej historii i obserwacje z codziennego życia sugerują, że u wielu osób posłuszeństwo może być głęboko zakorzenioną w zachowaniu skłonnością, przemożnym impulsem, który odsuwa na dalszy plan wszystko, czego jednostka nauczyła się w zakresie etyki, współczucia i moralnego postępowania. C.P. Snow (1961) wskazuje na jego znaczenie, pisząc:

Gdy pomyślisz o długiej i ponurej historii ludzkości, to odkryjesz, że więcej odrażających zbrodni popełniono w imię posłuszeństwa niż w imię jakiegokolwiek buntu. Jeśli masz wątpliwości, to przeczytaj Powstanie i upadek Trzeciej Rzeszy Williama Shirera. Niemieckie korpusy oficerskie były wychowywane zgodnie z najbardziej rygorystycznym kodeksem posłuszeństwa... w imię posłuszeństwa współuczestniczyły w najbardziej haniebnej operacji na wielką skalę w historii świata i ją wspomagały (s. 24).

Eksterminacja europejskich Żydów dokonana przez nazistów jest najbardziej krańcowym przykładem odrażającego i niemoralnego czynu dokonanego przez tysiące ludzi w imię posłuszeństwa. W mniejszej skali jednak sytuacja tego rodzaju ciągle się powtarza: zwyczajni obywatele otrzymują rozkaz zgładzenia innych ludzi i go wykonują, ponieważ uważają wypełnianie rozkazów za swój obowiązek. Tak więc posłuszeństwo wobec władzy, długo sławione jako zaleta, zyskuje nowe oblicze, kiedy zaczyna służyć złym celom. To, co było zaletą, staje się haniebnym występkiem. Ale czy istotnie?

Problem moralny dotyczący tego, czy należy się podporządkować, jeśli rozkazy są sprzeczne z sumieniem, był rozważany przez Platona, udramatyzowany w Antygonie i poddawany filozoficznym analizom w każdej epoce historycznej. Filozofowie konserwatywni argumentują, że nieposłuszeństwo jest zagrożeniem dla samej struktury społeczeństwa i nawet wtedy, gdy działanie nakazane przez władzę jest złem, lepiej jest je wykonać niż naruszyć strukturę władzy. Hobbes posunął się jeszcze dalej, twierdząc, że za takie działanie w żadnym wypadku nie jest odpowiedzialna osoba, która je wykonała, ale władza, która je nakazała. Humaniści jednak wysuwają argumenty za nadrzędnością sumienia jednostki w takich sprawach, utrzymując, że zasady moralne jednostki muszą mieć pierwszeństwo przed władzą, kiedy pozostają one ze sobą w sprzeczności.

Prawne i filozoficzne aspekty posłuszeństwa mają doniosłe znaczenie, ale badacz nastawiony empirycznie w końcu dociera do punktu, w którym chciałby przejść od abstrakcyjnej dyskusji do wnikliwej obserwacji konkretnych przypadków. Aby przyjrzeć się bliżej aktowi posłuszeństwa, przeprowadziłem prosty eksperyment na Uniwersytecie Yale. Ostatecznie wzięło w nim udział ponad tysiąc osób badanych, został także powtórzony na kilku uniwersytetach, z początku jednak pomysł był prosty. Osoba przychodzi do laboratorium psychologicznego i jest proszona o wykonanie serii czynności, które wchodzą w coraz większy konflikt z sumieniem. Głównym pytaniem jest to, jak długo osoba badana będzie się stosować do poleceń eksperymentatora, zanim odmówi podjęcia wymaganych od niej działań.

Czytelnik powinien jednak poznać nieco więcej szczegółów na temat eksperymentu. Dwie osoby przychodzą do laboratorium psychologicznego, żeby wziąć udział w badaniach nad pamięcią i uczeniem. Jedna z nich zostaje wyznaczona na „nauczyciela”, druga na „ucznia”. Eksperymentator wyjaśnia, że badanie dotyczy wpływu kar na uczenie się. Uczeń zostaje zaprowadzony do pokoju, posadzony na krześle i przypięty za ręce, aby zapobiec nadmiernym ruchom, a do jego nadgarstka przyczepia się elektrodę. Zostaje poinformowany, że ma się nauczyć listy par słów; za każdym razem, gdy popełni błąd, będzie poddawany coraz silniejszym wstrząsom elektrycznym.

W rzeczywistości eksperyment koncentruje się na nauczycielu. Najpierw obserwuje on, jak uczeń jest przypinany do krzesła, a następnie zostaje zabrany do głównego pomieszczenia eksperymentalnego i posadzony przed imponującym generatorem wstrząsów, którego głównym elementem jest poziomy szereg trzydziestu przełączników, obejmujących zakres od 15 do 450 woltów, w odstępach co 15 woltów. Znajdują się tam również opisy, uszeregowane od określenia do LEKKI WSTRZĄSdo NIEBEZPIECZEŃSTWO – BARDZO CIĘŻKI WSTRZĄS. Nauczyciel zostaje poinformowany, że ma przeprowadzić badanie procesów uczenia się u osoby w drugim pokoju. Gdy uczeń odpowiada poprawnie, nauczyciel przechodzi do następnej pozycji; gdy druga osoba podaje niewłaściwą odpowiedź, nauczyciel ma jej podać wstrząs elektryczny. Powinien zacząć od najniższego poziomu wstrząsów (15 woltów) i zwiększać poziom za każdym razem, gdy osoba popełni błąd, przechodząc przez 30 woltów, 45 woltów i tak dalej.

„Nauczyciel” jest niezorientowaną osobą badaną, która przyszła do laboratorium, aby wziąć udział w eksperymencie, ale nie zna jego prawdziwego celu. Uczeń – albo inaczej: ofiara – jest aktorem, który w rzeczywistości nie jest poddawany żadnym wstrząsom. Celem eksperymentu jest zbadanie, jak daleko posunie się dana osoba badana w konkretnej i wymiernej sytuacji, w której każe się jej zadawać coraz większy ból protestującej ofierze. W którym momencie odmówi ona wykonywania poleceń eksperymentatora?

Konflikt powstaje, gdy osoba otrzymująca wstrząsy zaczyna sygnalizować, że odczuwa dyskomfort. Przy 75 woltach „uczeń” chrząka. Przy 120 woltach skarży się; przy 150 domaga się przerwania eksperymentu. Jego protesty utrzymują się w miarę wzrostu siły wstrząsów i stają się coraz bardziej gwałtowne i przejmujące. Przy 285 woltach jego reakcje można nazwać jedynie „wyciem z bólu”.

Obserwatorzy tego emocjonującego eksperymentu zgadzają się, że sam jego opis nie oddaje tej trzymającej w napięciu sytuacji. Dla osoby badanej sytuacja nie jest zabawą; konflikt jest poważny i oczywisty. Z jednej strony cierpienie okazywane przez ucznia skłania ją do rezygnacji. Z drugiej strony eksperymentator, będący prawdziwym autorytetem, wobec którego osoba badana czuje się zobowiązana, poleca jej kontynuować. Za każdym razem, gdy osoba badana waha się przed podaniem kolejnego wstrząsu, eksperymentator nakazuje jej kontynuować. Aby wyzwolić się z tej sytuacji, osoba badana musiałaby w sposób oczywisty zbuntować się przeciwko władzy. Celem naszych eksperymentów było zbadanie, kiedy i w jaki sposób ludzie przeciwstawią się władzy w obliczu oczywistego imperatywu moralnego.

Oczywiście istnieje olbrzymia różnica pomiędzy wykonywaniem rozkazów oficera dowodzącego podczas wojny a wykonywaniem poleceń eksperymentatora. Istota relacji pozostaje jednak taka sama, gdyż można zadać ogólne pytanie: jak zachowuje się człowiek, któremu prawomocna władza nakazuje działać przeciwko innej osobie? Możemy oczekiwać, że władza eksperymentatora będzie znacznie mniejsza niż władza generała, ponieważ nie ma on możliwości wyegzekwowania swoich nakazów, a uczestnictwo w eksperymencie psychologicznym tylko trochę przypomina poczucie obowiązku i poświęcenia, wywołane uczestnictwem w wojnie. Pomimo tych ograniczeń uznałem, że warto rozpocząć staranne obserwacje posłuszeństwa nawet w tej prostej sytuacji, w nadziei, że przyczynią się one do lepszego rozumienia posłuszeństwa i pozwolą na sformułowanie ogólnych twierdzeń możliwych do zastosowania w różnorodnych warunkach.

W pierwszym odruchu czytelnik może się zastanawiać, dlaczego ktokolwiek przy zdrowych zmysłach miałby zastosować nawet pierwsze wstrząsy. Czy nie odmówiłby po prostu i nie wyszedł z laboratorium? W rzeczywistości nikt tego nigdy nie zrobił. Osoba badana przyszła do laboratorium, aby pomóc eksperymentatorowi, dlatego jest gotowa podporządkować się procedurze. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, zwłaszcza że osoba, która ma zostać poddana wstrząsom, początkowo wydaje się chętna do współpracy, choć nieco przestraszona. Zaskakujące jest to, jak daleko zwykli ludzie posuwają się w przestrzeganiu instrukcji eksperymentatora. Wyniki eksperymentu są rzeczywiście zaskakujące i przerażające zarazem. Choć wielu badanych doświadcza stresu i chociaż wielu z nich zgłasza eksperymentatorowi swoje protesty, to jednak znaczny odsetek badanych kontynuuje zadanie aż do podania ostatniego wstrząsu na skali generatora.

Wielu badanych będzie posłusznych eksperymentatorowi niezależnie od tego, jak usilne będą błagania osoby poddanej wstrząsom, jak bolesne wydają się wstrząsy i jak bardzo ofiara domaga się uwolnienia. Widzieliśmy to wielokrotnie w naszych badaniach, a zjawisko to zostało też zaobserwowane na kilku uniwersytetach, gdzie ten eksperyment był powtarzany. Ta skrajnie nasilona skłonność dorosłych osób do prawie całkowitego podporządkowania się poleceniom autorytetu stanowi główne odkrycie tych badań, a także fakt, który domaga się jak najszybszego wyjaśnienia.

Powszechnie proponowana interpretacja tego zjawiska jest następująca: ci, którzy zastosowali wobec ofiary najsilniejsze wstrząsy, są potworami, sadystycznym marginesem społeczeństwa. Jeżeli jednak weźmie się pod uwagę, że prawie dwie trzecie badanych zaliczyć można do kategorii „posłusznych” badanych oraz że byli oni przedstawicielami zwykłych ludzi, wybranymi z warstwy robotniczej, kierowniczej i specjalistów, to ten argument okazuje się bardzo słaby. W istocie bardzo przypomina to spór, jaki powstał w związku z książką Eichmann w Jerozolimie autorstwa Hannah Arendt z 1963 roku. Arendt stwierdziła, że starania oskarżycieli, aby przedstawić Eichmanna jako sadystycznego potwora, były z założenia niesłuszne, gdyż był on raczej przeciętnym urzędnikiem, który po prostu siedział za biurkiem i wykonywał swoją pracę. Arendt, która broniła tego stanowiska, w rezultacie stała się przedmiotem powszechnej pogardy, a nawet oszczerstw. W ogólnym odczuciu potworne czyny, jakich dopuścił się Eichmann, wymagały brutalnej, wypaczonej i sadystycznej osobowości, wcielonego zła. Po obejrzeniu setek zwykłych ludzi podporządkowujących się autorytetowi w naszych eksperymentach muszę stwierdzić, że koncepcja „banalności zła” Arendt jest bliższa prawdy, niż ktokolwiek ośmieliłby się przypuszczać. Zwyczajny człowiek, który stosował wstrząsy wobec ofiary, czynił to z poczucia obowiązku – określonego sposobu pojmowania swoich zobowiązań jako osoby badanej – a nie z powodu jakichś szczególnie agresywnych skłonności.

Jest to prawdopodobnie najbardziej fundamentalna nauka płynąca z naszych badań: zwyczajni ludzie, wykonujący po prostu swoją pracę, bez jakiejkolwiek szczególnej wrogości, mogą stać się aktywnymi uczestnikami straszliwie destrukcyjnego procesu. Co więcej, nawet gdy destrukcyjne skutki ich działań staną się bezspornie oczywiste, a oni sami proszeni są o zachowanie niezgodne z fundamentalnymi standardami moralnymi, stosunkowo niewiele osób jest w stanie przeciwstawić się autorytetowi. Wchodzą tu w grę rozmaite zahamowania niepozwalające na sprzeciwianie się władzy, które skutecznie utrzymują osobę w sytuacji, w jakiej się znalazła.

Siedząc wygodnie w fotelu, łatwo potępiać zachowania posłusznych osób badanych. Ci jednak, którzy je potępiają, oceniają je według kryterium własnych możliwości formułowania szlachetnych nakazów moralnych. Nie jest to kryterium sprawiedliwe. Wielu badanych na poziomie wyrażanych opinii jest tak samo mocno przekonanych, jak każdy z nas, o moralnej konieczności powstrzymania się od działania przeciwko bezbronnej ofierze. Oni także znają ogólną zasadę, jak powinno się postąpić, i mogą określić swoje wartości, jeśli zajdzie potrzeba. Ma to niewiele wspólnego – jeśli w ogóle cokolwiek – z ich rzeczywistym zachowaniem pod presją okoliczności.

Kiedy ludzie są proszeni o wyrażenie moralnego osądu na temat tego, co stanowi właściwe zachowanie w tej sytuacji, bez wahania wskazują na nieposłuszeństwo. Ale wartości moralne nie są jedynymi czynnikami działającymi w toku rzeczywistej sytuacji. Stanowią zaledwie małą cząstkę czynników w całym spektrum oddziaływań mających wpływ na jednostkę. Wiele osób nie było w stanie podporządkować swego działania głoszonym wartościom i kontynuowały one eksperyment, mimo że nie zgadzały się z tym, co robiły.

Siła, jaką wywierają przekonania moralne jednostki, jest mniej skuteczna, niż się powszechnie uważa. Choć takie przykazania, jak „Nie zabijaj”, zajmują dominujące miejsce wśród zasad moralnych, to jednak nie zajmują one równie niezmiennej pozycji w konstrukcji psychicznej człowieka. Kilka zmian w nagłówkach gazet, wezwanie komisji poborowej, rozkazy wydawane przez człowieka z epoletami – to wystarczy, aby prowadzić ludzi do zabijania z dużą łatwością. Nawet siły obecne w eksperymencie psychologicznym są wystarczające, aby pozbawić jednostkę kontroli moralnej. Czynniki moralne można dość łatwo odsunąć na bok poprzez rozmyślną rekonstrukcję pola informacyjnego i społecznego.

Co w takim razie skłania osobę do posłuszeństwa wobec eksperymentatora? Po pierwsze, istnieje zestaw „czynników wiążących”, które utrzymują osobę badaną w sytuacji. Są to takie czynniki, jak uprzejmość osoby badanej, jej pragnienie dotrzymania początkowej obietnicy, że pomoże eksperymentatorowi, i skrępowanie niepozwalające się wycofać. Po drugie, w sposobie myślenia osoby badanej pojawiają się mechanizmy przystosowawcze, które osłabiają jej postanowienie przeciwstawienia się autorytetowi eksperymentatora. Mechanizmy te pomagają jej utrzymać związek z eksperymentatorem, a jednocześnie redukują napięcie wywołane przez konflikt związany z eksperymentem. Są one typowe dla sposobu myślenia pojawiającego się u posłusznych osób, kiedy władza poleci im działać przeciwko bezbronnym ludziom.

Jednym z takich mechanizmów jest skłonność jednostki do takiego zaabsorbowania wąskim aspektem technicznym zadania, że traci ona wgląd w jego szersze konsekwencje. Film Doktor Strangelove[5] w mistrzowski sposób ośmiesza zaabsorbowanie załogi bombowca wymagającą dużej koncentracji procedurą zrzucania broni jądrowej. Podobnie dzieje się w naszym eksperymencie: osoby badane zagłębiają się w procedurę, czytając pary słów z doskonałą artykulacją i naciskając przełączniki z wielką uwagą. Chcąc wykonać zadanie w sposób kompetentny, ograniczają one refleksję nad moralnym aspektem swego zachowania. Osoba badana powierza szersze zadanie ustalenia celów i oceny moralnej eksperymentatorowi, dla którego wykonuje zadanie.

Najbardziej powszechnym mechanizmem przystosowawczym w myśleniu u posłusznej osoby badanej jest spostrzeganie siebie jako osoby nieodpowiadającej za własne czyny. Uwalnia się ona od odpowiedzialności poprzez przypisanie całej inicjatywy eksperymentatorowi, prawowitej władzy. Spostrzega siebie nie jako osobę działającą w sposób moralnie odpowiedzialny, lecz jako wykonawcę poleceń zewnętrznej władzy. W wywiadzie poeksperymentalnym, kiedy osoby badane pytano, dlaczego kontynuowały podawanie wstrząsów, typową odpowiedzią było: „Sam bym tego nie zrobił, robiłem tylko to, co mi kazano”. Nie potrafiąc się przeciwstawić władzy eksperymentatora, przypisują mu całą odpowiedzialność. Jest to dobrze znana historia „wypełniania jedynie swojego obowiązku”, słyszana wielokrotnie w mowach obrończych oskarżonych w procesie norymberskim. Błędem jednak byłoby sądzić, że jest to słabe alibi wymyślone w tej sytuacji. Jest to raczej fundamentalny sposób myślenia bardzo wielu ludzi, którzy znaleźli się na podporządkowanej pozycji w strukturze władzy. Zanik poczucia odpowiedzialności jest najbardziej dalekosiężną konsekwencją podporządkowania się władzy.

Mimo że zachowania osoby działającej na polecenie władzy wydają się sprzeczne z głosem sumienia, nie byłoby prawdą stwierdzenie, że traci ona poczucie moralności; natomiast cała sytuacja nabiera innego znaczenia. Działania, które jednostka wykonuje, nie wywołują u niej uczuć moralnych. Jej refleksja moralna zostaje teraz zastąpiona rozważaniem, jak dobrze spełnia oczekiwania władzy wobec niej. W czasie wojny żołnierz nie pyta, czy zbombardowanie wioski jest dobre, czy złe; nie doświadcza wstydu czy poczucia winy z powodu zniszczenia wioski – odczuwa raczej dumę lub wstyd w zależności od tego, jak dobrze wypełnił powierzoną mu misję.

Kolejny czynnik psychologiczny działający w tej sytuacji można nazwać „kontrantropomorfizmem”. Przez dziesięciolecia psychologowie dyskutowali nad prymitywną skłonnością ludzi do przypisywania nieożywionym obiektom i siłom właściwości gatunku ludzkiego. Skłonnością, która stanowi dla niej przeciwwagę, jest przypisywanie bezosobowych właściwości czynnikom, których istnienie i źródło jest w istocie ludzkie. Niektórzy ludzie traktują systemy stworzone przez człowieka tak, jakby istniały one ponad lub poza jakimkolwiek ludzkim oddziaływaniem, poza kontrolą zachcianek czy ludzkich uczuć. Ludzki pierwiastek kryjący się za organizacjami i instytucjami zostaje zanegowany. Tak więc kiedy eksperymentator mówi: „Ten eksperyment wymaga, aby pan/i kontynuował/a”, osoba badana odczuwa to jako nakaz wychodzący poza wyłącznie ludzkie polecenie. Nie zadaje ona pozornie oczywistego pytania: „Czyj eksperyment? Dlaczego żądania jego autora miałyby zostać spełnione, podczas gdy ofiara cierpi?” Życzenia człowieka – pomysłodawcy eksperymentu – stały się częścią schematu, który wywiera na umysł osoby badanej wpływ wykraczający poza to, co osobowe. „To musi trwać. To musi trwać” – powtarzała jedna z osób badanych. Nie potrafiła sobie uświadomić, że to człowiek podobny do niej chce, aby eksperyment był kontynuowany. W jej obrazie sytuacji czynnik ludzki uległ zatarciu, a „Eksperyment” nabrał własnego, bezosobowego rozmachu.

Żadne działanie samo w sobie nie ma niezmiennego psychologicznie charakteru. Jego znaczenie może być różne, jeśli umieści się je w określonym kontekście. Amerykańska gazeta zacytowała ostatnio słowa pilota, który przyznał, że Amerykanie bombardowali wietnamskich mężczyzn, kobiety i dzieci, uważał jednak, że bombardowania te miały „szlachetny powód”, a zatem były usprawiedliwione. Podobnie większość osób badanych w naszym eksperymencie spostrzega swoje zachowanie w szerszym kontekście, który jest szczytny i użyteczny dla społeczeństwa – poszukiwania prawdy naukowej. Laboratorium psychologiczne rości sobie prawa do legalności i wzbudza zaufanie i wiarę w tych, którzy tam pracują. Działanie takie, jak podawanie ofierze wstrząsów elektrycznych, które w izolacji spostrzegane jest jako złe, nabiera zupełnie innego znaczenia, kiedy zostanie umieszczone w takim otoczeniu. Jednakże dopuszczenie do tego, żeby czyn został zdominowany przez swój kontekst, z pominięciem jego ludzkich konsekwencji, może być w najwyższym stopniu niebezpieczne.

Co najmniej jedna istotna właściwość sytuacji w Trzeciej Rzeszy nie została tutaj zbadana – a mianowicie ogromne poniżenie ofiary, poprzedzające skierowane przeciw niej działania. Przez ponad dekadę zaciekła antyżydowska propaganda systematycznie przygotowywała ludność niemiecką do zaakceptowania zagłady Żydów. Krok po kroku Żydzi byli wykluczani z kategorii obywateli miasta i państwa, a w końcu zanegowano ich status jednostek ludzkich. Systematyczna dewaluacja ofiary służy jako psychologiczne uzasadnienie jej brutalnego traktowania i nieodłącznie towarzyszyła ona masakrom, pogromom i wojnom. Najprawdopodobniej nasze osoby badane doświadczałyby większej łatwości w stosowaniu wstrząsów wobec ofiary, gdyby została ona przekonująco opisana jako brutalny przestępca lub dewiant.

Niezwykle interesujący natomiast jest fakt, że wiele badanych osób bezwzględnie dewaluuje ofiarę w konsekwencji skierowanego przeciw niej działania. Powszechne były takie komentarze, jak „Był tak głupi i uparty, że zasługiwał na otrzymywanie wstrząsów”. Po podjęciu działania przeciw ofierze badani uznawali za konieczne spostrzeganie jej jako jednostki bezwartościowej, której ukaranie było nieuchronne z powodu jej braków intelektualnych i charakterologicznych.

Wiele osób przebadanych w eksperymencie było w pewnym sensie przeciwnych temu, co zrobiły uczniowi, i wiele z nich protestowało nawet wtedy, gdy były posłuszne. Jednakże pomiędzy myślami, słowami i krytycznym momentem nieposłuszeństwa wobec nieprzyjaznej władzy istnieje jeszcze jeden element – zdolność przekształcania przekonań i wartości w działanie. Niektórzy badani byli całkowicie przekonani o niewłaściwości tego, co robili, lecz nie potrafili się zdobyć na otwarte przeciwstawienie się autorytetowi. Niektórzy czerpali satysfakcję ze swoich myśli i czuli, że – przynajmniej w swoim wnętrzu – pozostają w zgodzie ze swoim sumieniem. To, czego nie byli w stanie zrozumieć, to fakt, że subiektywne uczucia są w niewielkim stopniu związane z rozważanym problemem moralnym, jeśli nie zostaną przekształcone w działanie. Kontrola polityczna realizowana jest poprzez działanie. Postawy strażników w obozie koncentracyjnym nie mają znaczenia, skoro w rzeczywistości pozwalają oni na to, aby masowy mord niewinnych ludzi odbywał się na ich oczach. Podobnie tak zwany „opór intelektualny” w okupowanej Europie – gdy ludzie poprzez specyficzną zmianę myślenia czuli, że przeciwstawiają się najeźdźcy – był jedynie uleganiem psychologicznemu mechanizmowi pocieszania. Tyranie są podtrzymywane przez niewierzących we własne siły ludzi, którzy nie mają odwagi działać zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wielokrotnie w naszym eksperymencie ludzie deprecjonowali to, co robili, ale nie byli w stanie zmobilizować wewnętrznych sił, aby przełożyć swoje wartości na działanie.

Jedna z odmian podstawowego eksperymentu obrazuje dylemat bardziej ogólny niż ten, który w zarysie przedstawiono wcześniej: osobie badanej nie polecano naciskać przełącznika, który powodował podanie ofierze wstrząsu, lecz tylko wykonać działanie pomocnicze (przeprowadzenie testu par słów skojarzonych), zanim druga osoba badana rzeczywiście zastosuje wstrząs. W tej sytuacji 37 spośród 40 dorosłych osób z okolicy New Haven kontynuowało eksperyment do najwyższego poziomu wstrząsów na skali generatora. Prawdopodobnie osoby badane usprawiedliwiały swoje zachowanie, mówiąc, że odpowiedzialność spoczywa na osobie, która faktycznie naciskała guzik. Może to unaocznić niebezpiecznie typową sytuację w złożonym społeczeństwie: z psychologicznego punktu widzenia łatwo się uwolnić od odpowiedzialności, gdy jest się tylko ogniwem pośrednim w łańcuchu złych uczynków, będąc daleko od ich ostatecznych konsekwencji. Nawet Eichmann czuł się źle, kiedy przeprowadzał inspekcje obozów koncentracyjnych, ale uczestnictwo w masowych mordach wymagało od niego jedynie siedzenia za biurkiem i przekładania dokumentów. W tym samym czasie człowiek w obozie, który rzeczywiście wpuszczał Cyklon-B do komór gazowych, mógł usprawiedliwić swoje zachowanie tym, że tylko wypełnia rozkazy przychodzące z góry. Tak więc dochodzi tu do fragmentacji całościowego ludzkiego działania: żadna z osób nie decyduje o podjęciu niegodnego działania, stając jednocześnie w obliczu jego konsekwencji. Osoba, która bierze pełną odpowiedzialność za to działanie, zniknęła. Być może właśnie to jest najbardziej powszechną właściwością społecznie zorganizowanego zła we współczesnym społeczeństwie.

Problem posłuszeństwa nie jest zatem wyłącznie psychologiczny. Kształt i kondycja społeczeństwa oraz kierunek, w jakim się ono rozwija, mają z tym wiele wspólnego. Być może był taki czas, kiedy ludzie potrafili reagować w sposób w pełni ludzki na każdą sytuację, ponieważ byli w nią całkowicie zaangażowani jako jednostki ludzkie. Kiedy jednak nastąpił podział pracy, wszystko się zmieniło. Od pewnego momentu podział społeczeństwa na ludzi wykonujących wąskie i bardzo specjalistyczne zadania odbiera człowiekowi wartość pracy i życia. Jednostka nie może poznać całej sytuacji, lecz tylko jej niewielki wycinek, nie może zatem działać bez pewnego rodzaju ogólnych wskazówek. Poddaje się władzy, ale czyniąc to, zostaje oderwana od swoich działań.

George Orwell uchwycił istotę tej sytuacji, pisząc:

Kiedy piszę, wysoce ucywilizowane jednostki ludzkie latają nad moją głową, próbując mnie zabić. Nie czują żadnej wrogości wobec mnie jako jednostki ani ja jej nie czuję wobec nich. Słyszy się, że „spełniają tylko swój obowiązek”. Nie mam żadnych wątpliwości, że większość z nich to zacni, praworządni ludzie, którzy w życiu prywatnym nigdy by nawet nie pomyśleli o popełnieniu morderstwa. Z drugiej strony, jeśli któryś z nich zdoła rozerwać mnie na kawałki dobrze wycelowaną bombą, nigdy nie będzie ani trochę gorzej spał z tego powodu.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

* * *

[5] Tytuł oryginalny: Dr. Strangelove or: How I learned to stop worrying and love the bomb (Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę), komedia sf w reżyserii Stanleya Kubricka, Wielka Brytania, 1964 (przyp. tłum.).

ROZDZIAŁ 2

Metoda badania

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 3

Zachowanie oczekiwane

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

Bliskość ofiary

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

Jednostka stawia czoło władzy

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

Dalsze warunki eksperymentalne i kontrolne

EKSPERYMENT 5: NOWE WARUNKI PODSTAWOWE

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 6: ZMIANA PERSONELU

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 7: BLISKOŚĆ AUTORYTETU

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 8: KOBIETY JAKO OSOBY BADANE

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 9: OFIARA STAWIA WARUNKI

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 10: KONTEKST INSTYTUCJONALNY

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 11: OSOBA BADANA MOŻE WYBRAĆ POZIOM WSTRZĄSU

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 7

Jednostka stawia czoło władzy, część II

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

Zamiany ról

EKSPERYMENT 12: UCZEŃ DOMAGA SIĘ OTRZYMYWANIA WSTRZĄSÓW

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 13: PRZECIĘTNY CZŁOWIEK WYDAJE POLECENIA

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 13A: OSOBA BADANA JAKO ŚWIADEK

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 14: AUTORYTET JAKO OFIARA, PRZECIĘTNY CZŁOWIEK WYDAJE POLECENIA

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 15: DWA AUTORYTETY, SPRZECZNE POLECENIA

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 16: DWA AUTORYTETY, JEDEN JAKO OFIARA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 9

Wpływ grupy

EKSPERYMENT 17: DWIE OSOBY O TAKIM SAMYM STATUSIE JAK OSOBA BADANA BUNTUJĄ SIĘ

Dostępne w wersji pełnej

EKSPERYMENT 18: OSOBA O TAKIM SAMYM STATUSIE JAK OSOBA BADANA PODAJE WSTRZĄSY

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

Dlaczego posłuszeństwo?

– Analiza

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

Analiza eksperymentalna w kontekście procesu posłuszeństwa

WARUNKI POPRZEDZAJĄCE POSŁUSZEŃSTWO

Dostępne w wersji pełnej

STAN NIEAUTONOMICZNY

Dostępne w wersji pełnej

CZYNNIKI WIĄŻĄCE

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

Napięcie i nieposłuszeństwo

NAPIĘCIE

Dostępne w wersji pełnej

REDUKOWANIE NAPIĘCIA

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

Teoria alternatywna: czy kluczem jest agresja?

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 14

Problemy metodologiczne

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 15

Epilog

Dostępne w wersji pełnej

DODATEK 1

Problemy etyczne w badaniach naukowych

Dostępne w wersji pełnej

DODATEK 2

Wzorce zachowań jednostek

Dostępne w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Posłuszeństwo wobec autorytetu

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Dedykacja

SŁOWO WSTĘPNE

PRZEDMOWA

PODZIĘKOWANIA

ROZDZIAŁ 1 Dylemat posłuszeństwa

ROZDZIAŁ 2 Metoda badania

ROZDZIAŁ 3 Zachowanie oczekiwane

ROZDZIAŁ 4 Bliskość ofiary

ROZDZIAŁ 5 Jednostka stawia czoło władzy

ROZDZIAŁ 6 Dalsze warunki eksperymentalne i kontrolne

EKSPERYMENT 5: NOWE WARUNKI PODSTAWOWE

EKSPERYMENT 6: ZMIANA PERSONELU

EKSPERYMENT 7: BLISKOŚĆ AUTORYTETU

EKSPERYMENT 8: KOBIETY JAKO OSOBY BADANE

EKSPERYMENT 9: OFIARA STAWIA WARUNKI

EKSPERYMENT 10: KONTEKST INSTYTUCJONALNY

EKSPERYMENT 11: OSOBA BADANA MOŻE WYBRAĆ POZIOM WSTRZĄSU

ROZDZIAŁ 7 Jednostka stawia czoło władzy, część II

ROZDZIAŁ 8 Zamiany ról

EKSPERYMENT 12: UCZEŃ DOMAGA SIĘ OTRZYMYWANIA WSTRZĄSÓW

EKSPERYMENT 13: PRZECIĘTNY CZŁOWIEK WYDAJE POLECENIA

EKSPERYMENT 13A: OSOBA BADANA JAKO ŚWIADEK

EKSPERYMENT 14: AUTORYTET JAKO OFIARA, PRZECIĘTNY CZŁOWIEK WYDAJE POLECENIA

EKSPERYMENT 15: DWA AUTORYTETY, SPRZECZNE POLECENIA

EKSPERYMENT 16: DWA AUTORYTETY, JEDEN JAKO OFIARA

ROZDZIAŁ 9 Wpływ grupy

EKSPERYMENT 17: DWIE OSOBY O TAKIM SAMYM STATUSIE JAK OSOBA BADANA BUNTUJĄ SIĘ

EKSPERYMENT 18: OSOBA O TAKIM SAMYM STATUSIE JAK OSOBA BADANA PODAJE WSTRZĄSY

ROZDZIAŁ 10 Dlaczego posłuszeństwo? – Analiza

ROZDZIAŁ 11 Analiza eksperymentalna w kontekście procesu posłuszeństwa

WARUNKI POPRZEDZAJĄCE POSŁUSZEŃSTWO

STAN NIEAUTONOMICZNY

CZYNNIKI WIĄŻĄCE

ROZDZIAŁ 12 Napięcie i nieposłuszeństwo

NAPIĘCIE

REDUKOWANIE NAPIĘCIA

ROZDZIAŁ 13 Teoria alternatywna: czy kluczem jest agresja?

ROZDZIAŁ 14 Problemy metodologiczne

ROZDZIAŁ 15 Epilog

DODATEK 1 Problemy etyczne w badaniach naukowych

DODATEK 2 Wzorce zachowań jednostek

Bibliografia

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału: Obedience to authority

Copyright © 1974 by Stanley Milgram

All rights reserved

Foreword © 2009 by Philip Zimbardo

Copyright © 2017 for the Polish edition by Wydawnictwo Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Małgorzata Hołda

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawnictwa Smak Słowa.

Wydanie drugie

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska

Opracowanie graficzne i skład: Intergraf Gdańsk

Okładka i strony tytułowe: Agnieszka Karmolińska

ISBN 978-83-65731-26-5

Smak Słowa

ul. Sobieskiego 26/4, 81-781 Sopot

tel. 507-030-045

www.smakslowa.pl

Szukaj nas także na:

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Posłuszeństwo wobec autorytetu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI