Głód miłości

Głód miłości

Autorzy: Natalia Nowak-Lewandowska

Wydawnictwo: self-publishing

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

cena od: 16.14 zł

Nie każdy związek zaczyna się idealnie i nie zawsze jest bajką. Czasem trzeba wejść do czyjegoś piekła i w nim poszukać miłości.

Natasza Socha, pisarka, autorka m.in. Biura przesyłek niedoręczonych

Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami.

Dawid odwiedza Martę w szpitalu, gdzie po wypadku kobieta dochodzi do siebie. Z każdym dniem jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.

Natalia Nowak-Lewandowska kolejny raz udowadnia, że nie boi się najtrudniejszych tematów i prezentuje czytelnikom niebanalną historię miłosną opartą na bólu, niepewności i niepokoju. Przeczytajcie i przekonajcie się, jak wygląda głód miłości.

Joanna Szarańska, autorka cyklu Kalina w malinach

Copyright © Natalia Nowak-Lewandowska

Copyright © Wydawnictwo Replika, 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone

Redakcja

Magdalena Kawka

Projekt okładki

Iza Szewczyk

Skład i łamanie

Maciej Martin

Wydanie elektroniczne 2017

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dariusz Nowacki

eISBN: 978-83-7674-816-0

Wydawnictwo Replika

ul. Wierzbowa 8, 62-070 Zakrzewo

tel./faks 61 868 25 37

replika@replika.eu

www.replika.eu

Rozdział 1

Słońce wisiało wysoko na niebie, kiedy Dawid jechał do przyjaciół. Miał im pomóc w pakowaniu rzeczy przed przeprowadzką, a następnie planowali kolację przy grillu, więc czerwcowa sobota zapowiadała się pracowicie, ale i przyjemnie. Czekał na zmianę świateł i dziękował sobie w duchu za samochód wyposażony w klimatyzację. Z radia płynęła rockowa muzyka, w takt której stukał palcami o kierownicę. Starał się zrelaksować po tygodniu, który obfitował w ciężką pracę. W tej chwili marzył o urlopie bardziej niż zwykle.

Owszem, bardzo lubił swoją pracę, dawała mu sporo satysfakcji i prestiżu w środowisku, w którym się obracał, ale jednocześnie była bardzo wymagająca i stresująca. Pomimo wieloletniego doświadczenia w adwokaturze nadal każda rozprawa powodowała napięcie, z którym radził sobie na różne sposoby. Każdy dzień mecenasa Paliszewskiego był wypełniony po brzegi spotkaniami, a na wolny termin klienci czekali nawet kilka tygodni. Ale coś kosztem czegoś. Nie miał zbyt dużo wolnego czasu, ale nie narzekał na brak pracy, a co za tym szło, na brak płynności finansowej.

Miał piękny dom na Bałutach, na osiedlu domów jednorodzinnych, miał samochód, trochę oszczędności na koncie, więc nie martwił się o jutro. Ale też na nic nie miał czasu. Dosłownie na nic. Ani na porządne zakupy, chociażby spożywcze, ani na życie poza kancelarią. O jakiejkolwiek kobiecie na stałe w ogóle nie myślał. Aranżacją wnętrz domu zajęła się profesjonalna firma, a dwa razy w tygodniu przychodziła pani Maria, która sprzątała i gotowała dla niego. Dbała też o to, żeby w lodówce było coś więcej niż światło i pojemnik po ketchupie.

Alina z Grześkiem, do których właśnie jechał, byli jego przyjaciółmi jeszcze z czasów szkoły średniej. Uwielbiał ich oboje i po cichu zazdrościł, że są ze sobą tyle lat i nadal są w sobie zakochani. W końcu udało im się znaleźć przestronne, trzypokojowe mieszkanie i bez żalu opuszczali kawalerkę w starym budownictwie, w której nieraz wspólnie urządzali imprezy i której ściany niejedno widziały.

Ruszył przez przejście dla pieszych i w ostatniej chwili dostrzegł miedziane włosy rozwiane wokół drobnej sylwetki. Pisk hamulców, kobiecy krzyk i nastała cisza. Za późno.

Cholera jasna! Cholera jasna!

Przez głowę mężczyzny przebiegały setki myśli. Wyskoczył z samochodu i podbiegł do kobiety, która, przerażona, leżała na jezdni. Trzymała rękę na kolanie, na którym pękł materiał spodni. Z rany sączyła się krew. Dawid uklęknął przed nią i wtedy dziewczyna spojrzała na niego.

Poczuł prąd biegnący pomiędzy ich spojrzeniami i zastygł w bezruchu. Jej krystalicznie błękitne oczy patrzyły na niego z mieszanką przerażenia, zaskoczenia i bólu. Wokół posągowej twarzy rozsypały się miedzianorude, długie włosy, które błyszczały w słońcu, dodając ich właścicielce tajemniczego wyglądu.

Patrzyli na siebie przez chwilę, po czym Dawid odezwał się pierwszy:

– Nic pani nie jest?

Pokręciła przecząco głową.

– Nie wiem, chyba nie – odpowiedziała drżącym głosem.

Przyglądał się jej i czuł, że wzbiera w nim nieznane dotąd uczucie, przechodzi od koniuszków palców, które nieznacznie dotykały ramienia kobiety, i kieruje się w stronę klatki piersiowej, aby tam się zadomowić.

Kobieta spróbowała się podnieść, ale bolące kolano spowodowało, że opadła z powrotem na asfalt.

– Proszę poczekać, pomogę pani. – Szybkim ruchem wyciągnął do niej ręce, chcąc pomóc, ale zatrzymał się, gdyż jej wystraszone spojrzenie było niczym sprawnie działający hamulec. – Mogę? – zapytał z wahaniem.

Patrzyła na niego niepewnie. Widział na jej twarzy walkę o zachowanie dystansu, jednak ból zwyciężył. Kiwnęła delikatnie głową, nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny.

Ostrożnie ujął ją pod łokieć jedną ręką, drugą złapał w talii i zaczął powoli podnosić. Syczała z bólu, kiedy próbował stawiać ją do pionu.

– Proszę mi pozwolić, żebym zawiózł panią na pogotowie – powiedział. – To kolano powinien zobaczyć lekarz. – Patrzył na nią i starał się być bardzo rzeczowy. – Obawiam się, że przeze mnie będzie pani unieruchomiona przez dłuższy czas.

– Czy pan jest lekarzem? – zapytała.

Uśmiechnął się lekko.

– Nie – odpowiedział. – Adwokatem.

Spojrzała na niego z wahaniem. Odniósł wrażenie, że najchętniej uciekłaby, gdyby tylko zraniona noga jej na to pozwoliła.

Dziewczyna miała niespotykany kolor oczu, tak bardzo krystalicznie błękitny, jakiego nigdy jeszcze nie widział. Porcelanowa cera kontrastowała z miedzianorudymi włosami. Sprawiała niesamowite wrażenie, z jednej strony jakby eterycznej wróżki, z drugiej zaś jej spojrzenie było jak wzrok skrzywdzonego, dzikiego zwierzątka. Patrząc w jej oczy, miał wrażenie, że pod pierwszą warstwą kryje się druga, dużo bardziej skomplikowana, bardziej niepokojąca i tajemnicza.

Otrząsnął się. To zdecydowanie nie był dobry moment na analizowanie.

– Proszę mi pozwolić zabrać panią na pogotowie, jestem to pani winien – powtórzył spokojnie, licząc na to, że nie będzie musiał użyć całej swojej siły perswazji, zdobytej dzięki kilkuletniej praktyce adwokackiej.

Kobieta ponownie spróbowała stanąć na zranionej nodze, kolejny raz bezskutecznie.

– Chyba nie mam wyjścia – rzekła z rezygnacją.

Podprowadził ją do fotela pasażera.

– Proszę się nie obawiać, nie mam żadnych złych intencji. – Uśmiechnął się przyjaźnie.

Badała go wzrokiem, szukając potwierdzenia dla tego, co mówił. Nie ufała mu, a narastająca wściekłość, którą starała się za wszelką cenę pohamować, nie pomagała.

Mężczyzna okrążył samochód i usiadł za kierownicą. Zerknął na pasażerkę z ukosa. Ręce trzymała wokół zranionego kolana, nie mogąc go zgiąć, a na jej twarzy wyraźnie było widać cierpienie. Spodnie przesiąknęły krwią, kolano było już bardzo spuchnięte. Choć nie był lekarzem, to jednak zdawał sobie sprawę, że to nie jest zwykłe stłuczenie.

Ruszył ze skrzyżowania i pojechał w kierunku Sienkiewicza, gdzie znajdowało się pogotowie ratunkowe. Przez całą drogę kobieta się nie odzywała, choć kilkakrotnie próbował nawiązać z nią kontakt. Przede wszystkim chciał odwrócić jej uwagę od bólu, ale skłamałby, gdyby powiedział, że nie chciał jej bliżej poznać, pomimo niesprzyjających warunków.

Podjechał tak blisko wejścia, jak tylko to było możliwe. Pomógł jej wysiąść. Tym razem się nie wzbraniała. Była wysoka i szczupła, i chociaż oparła się o niego całym ciężarem ciała, to nie odczuwał dyskomfortu.

Podeszli do rejestracji zgłosić wypadek i w tym momencie przypomniał sobie, że był umówiony z przyjaciółmi. Jasna cholera! Na śmierć zapomniał! Musiał do nich zadzwonić, to zresztą cud, że Alina jeszcze nie bombardowała go telefonami. Przeprosił swoją towarzyszkę i wyszedł na zewnątrz.

Grzesiek odebrał po trzech sygnałach.

– Hej, przyjacielu, Alinka już zaczyna się denerwować – odezwał się w słuchawce radosny głos Grzegorza. – Zaczyna mi już brakować argumentów, żeby powstrzymać ją przed alarmem.

– Grzesiek, jest problem – powiedział Dawid powoli i już wiedział, że oboje trzymają głowy przy jednym aparacie telefonicznym.

– Co się dzieje? – zapytał Grzegorz.

Alina już przejęła słuchawkę i wyrzucała z siebie pytania.

– Dawid, ty mów, co się stało, potrzebujesz pomocy? Gdzie mamy jechać? No co, nic nie mówisz? Grzesiek, on nic nie mówi!

Dawid parsknął w słuchawkę i powiedział rozbawiony:

– Alinko, daj może słuchawkę Grześkowi, bo już zapomniałem, jakie było pierwsze pytanie.

– Alina, spokój, nabierz powietrza. Dawid, jesteś tam? – zapytał Grzesiek. – Mów jak człowiek, co się stało, bo Alina zaraz zawiadomi wszystkie możliwe służby, żeby cię namierzyły bracie, nie chciałbym być w twojej skórze, jak ona osobiście cię dorwie.

Teraz Paliszewski śmiał się już w głos, bo wyobraził sobie pogoń w wykonaniu Alinki, kobiety wzrostu zacnego, mierzącej mniej więcej tyle, ile siedzący pies. Za to Dawid mógłby spokojnie grać w drużynie koszykarskiej. Paradne.

– Grzesiu – powiedział, kiedy już się uspokoił. – Miałem małą stłuczkę, właściwie to potrąciłem na przejściu kobietę.

– Jezus Maria! – usłyszał w tle głos Aliny. – To koniec jego kariery. To koniec wszystkiego, pozamiatane! – zawodziła do słuchawki.

– Alina! – wrzasnął Grzesiek. – Czyś ty na głowę upadła?! Jaki koniec kariery? Trzeźwy byłeś?

– A jak myślisz? – odpowiedział Dawid sarkastycznie. – Oczywiście, że byłem trzeźwy. Jestem teraz na pogotowiu i od razu uprzedzam kolejny atak Aliny, nic mi nie jest. – Zaczerpnął powietrza. – Ale ta kobieta jest ranna. Przywiozłem ją, bo nie była w stanie sama się poruszać, coś z kolanem, zresztą i tak to była moja wina, więc bym jej nie zostawił.

O wrażeniu, jakie na nim zrobiła, przezornie nie wspomniał.

– Nie zawiadomiłeś policji, co? – Grzesiek bardziej stwierdził niż zapytał.

– No nie – odpowiedział Dawid z wahaniem.

Nie było to zbyt rozsądne z jego strony, ale w tamtej chwili zupełnie o tym nie pomyślał. Sam był zaskoczony, gdyż z natury był bardzo logicznie myślącym człowiekiem, który twardo stał na ziemi i nie ulegał emocjom, a już z pewnością przestrzegał prawa.

Westchnął, ponieważ wiedział, że jego lekkomyślność może mieć przykre konsekwencje.

– Grzesiek, potem mi zmyjesz głowę, okej? Teraz jestem z nią na pogotowiu, w związku z tym nie mam pojęcia, o której do was przyjadę. Bardzo mi przykro.

– Daj spokój, człowieku, przecież wiadomo – odpowiedział Grzesiek. – Nami się w ogóle nie przejmuj. Jak już będziesz mógł, to przyjedź, a ja zaraz zadzwonię do Przemka, żeby podesłał kumpli. – Grzesiek jak zwykle nie tracił zimnej krwi.

– Przepraszam, postaram się jak najszybciej do was dołączyć.

– Gdybyś potrzebował pomocy, dzwoń – dodał Grzesiek i się rozłączył.

Dawid obracał jeszcze przez chwilę telefon w dłoni, zanim postanowił wrócić do izby przyjęć. Rozejrzał się, ale nigdzie nie było kobiety z miedzianymi włosami. Przeszedł korytarzem w kierunku pokoju lekarskiego i tam ją dostrzegł. Siedziała na plastikowym krzesełku, miała słuchawki w uszach, głowę opartą o ścianę, a niesamowite oczy ukryła pod zamkniętymi powiekami. Stanął pośrodku holu i zagapił się. Była doskonała. Tak nadzwyczajnie doskonała.

Podszedł powoli, nie chcąc jej przestraszyć, i delikatnie dotknął jej ramienia. Otworzyła oczy i spojrzała na niego tym dziwnym, dzikim spojrzeniem. Kiedy zorientowała się, kto przed nią stoi, jej wzrok złagodniał. Dawid usiadł na krześle obok i wskazał na słuchawki. Kiwnęła głową i zdjęła je z uszu. Zadziwiające, ale tracił przy niej rezon. Odchrząknął.

– Musiałem zadzwonić do moich przyjaciół, miałem być u nich godzinę temu – zaczął się tłumaczyć i pomyślał, że wypadło to trochę niefortunnie, jakby miał do niej pretensje o to, że go zatrzymała. – Nie chciałem, żeby się martwili.

Skinęła ponownie. Miał pustkę w głowie, zupełnie nie wiedział, jak z nią rozmawiać, skoro wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie szuka z nim kontaktu. Nie szukała kontaktu z nikim. Nawet nie wiedział, jak ma na imię, i nie miał odwagi zadać tak prozaicznego pytania. Czuł się skrępowany w jej towarzystwie i najchętniej by stąd wyszedł. To oczywiście było niemożliwe, nie darowałby sobie, ponieważ czuł się w pełni odpowiedzialny za wypadek.

Kiedy właśnie się zastanawiał, jak zachęcić kobietę do rozmowy, otworzyły się drzwi od pokoju lekarskiego i wyszła z niego pielęgniarka z kartą w dłoni.

– Pani Marta Śliwińska? – Rozejrzała się po twarzach pacjentów.

Rudowłosa kobieta zaczęła się podnosić. A więc Marta, pomyślał. Marta Śliwińska.

– Da pani radę sama wejść do gabinetu? – zapytała pielęgniarka. – Jeśli nie, to mąż może wejść z panią.

– Nie jesteśmy małżeństwem – odpowiedzieli jednocześnie i spojrzeli po sobie z lekkim rozbawieniem.

– W takim razie proszę, żeby pan poczekał na zewnątrz, a ja pani pomogę – zdecydowała kobieta.

– Oczywiście.

Dawid wrócił na swoje miejsce.

Nie minęło nawet pięć minut, kiedy drzwi otworzyły się ponownie i Marta wyszła, wsparta o pielęgniarkę.

– Musimy zrobić USG, proszę zaczekać. – Pielęgniarka była stanowcza. Usiadł więc ponownie i patrzył za dwiema kobietami. Cholera, nie wyglądało to dobrze. Czuł, że to nie jest drobny uraz.

Badania trwały godzinę, a diagnoza nie napawała optymizmem. Martę czekała operacja zerwanego więzadła krzyżowego przedniego, a następnie długa rehabilitacja, i to wszystko z powodu niefrasobliwości i nieodpowiedzialności pana mecenasa. Czy wyrzuty sumienia przestaną go kiedykolwiek nękać?

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Trzy lata później

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Głód miłości Pozorność Głód miłości