Leszek Peszek i przepyszne przekąski

Leszek Peszek i przepyszne przekąski

Autorzy: Marko Kitti

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 152

Cena książki papierowej: 18.90 zł

cena od: 13.08 zł

Rodzina Leszka staje przed zagadką zniknięcia drzewka czereśniowego, które pewnej nocy wyparowuje z ogrodu. Czyja to sprawka i kto za to oberwie? W szkole pechowy szczęściarz musi się zmierzyć z klasowym zabijaką. Czy wystarczy podsunąć mu prastary batonik? A kto poczęstuje się nietoperzowymi bobkami? Przepyszne przekąski w wydaniu Leszka posmakują nie tylko jego siostrze. Smacznego!

Tytuł oryginału Jesper Jinx and the Scrumptious Snacks

Text and illustrations © 2016 Marko Kitti

Copyright © 2016 for Polish edition by Wydawnictwo DEBIT Sp. z o.o.

Marko Kitti ma prawo do występowania jako Autor dzieła oraz jako Ilustrator dzieła.

Autor Marko Kitti

Ilustracje Marko Kitti

Tłumaczenie Patrycja Zarawska, TERKA

Korekta Anna Czubska, TERKA

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

Opowieść zawarta w tej książce jest fikcyjna. Postacie, zajęcia, sprawy, miejsca, posiadłości, produkty, organizacje itd. – z wyjątkiem tych ewidentnie pochodzących z publicznej domeny – to wytwór wyobraźni autora. Jakiekolwiek podobieństwa do jednostek istniejących, zarówno w przeszłości, jak i teraźniejszości, są czysto przypadkowe i nie powinny być kojarzone jako prawdziwe.

ISBN 978-83-8057-140-2

E-wydanie 2017

Wydawnictwo DEBIT Sp. z o.o.

Pl. Grunwaldzki 8-10

40-127 Katowice

Zapraszamy do księgarni internetowej na naszej stronie:

www.wydawnictwo-debit.pl

Skład wersji elektronicznej

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

WSTĘP, czyli PROLOG, czyli ZAGAJENIE

O przepysznych przekąskach

Leszek Peszek i zaginiona czereśnia

PRAWDA

Olbrzymi żelkowy wąż Melindy

Leszek Peszek i prastary batonik

EPILOG

BONUS Niesławne przepisy Leszka na przepyszne przekąski

Osoby występujące w tej książce

O autorze

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Ciebie, drogi Czytelniku

WSTĘP, czyli PROLOG, czyli ZAGAJENIE

(należy czytać z mrożącą krew w żyłach muzyką w tle)

Leszek Peszek podskoczył, kiedy dwunastoletnia siostra wpadła do jego pokoju.

– Czego? – warknął. O mało nie stracił równowagi na taborecie, na którym właśnie stał.

– Co ty tam robisz? – zapytała Melinda.

– Nic! Spadaj! – odburknął. Miał jedenaście lat, ale jego odpowiedź zabrzmiała jak skarga pięcioletniego chłopca, któremu odmówiono słodyczy. To starsza siostra miała na niego taki wpływ.

– Muszę pożyczyć twoją linijkę – powiedziała Melinda. – Moją złamałeś niedawno, gdy na nią nadepnąłeś, pamiętasz?

– Świetnie – mruknął Leszek. – Bierz linijkę i znikaj.

Następnie ponownie zainteresował się całkiem sporą dziurą w suficie. Była okrągła, wielkości piłki tenisowej. I znajdowała się dokładnie nad jego łóżkiem. A może nad szafką nocną? Dokładne umiejscowienie dziury nie miało większego znaczenia. Liczyło się, że dziura jest, a więc piłeczka tenisowa Leszka musi być gdzieś na strychu.

Rzecz jasna, to był wypadek. Leszek całe popołudnie spędził na łóżku, podrzucając sobie piłeczkę. Rozmyślał o swojej przyszłej dziewczynie, Gai, najpiękniejszej jedenastolatce we wszechświecie, gdy nagle piłeczka przedarła się przez sufit, jakby był z papieru.

Czasami Leszek trochę się denerwował, gdy myślał o Gai. Niekiedy n a p r a w d ę się stresował, kiedy o niej myślał. I właśnie to przydarzyło mu się dzisiaj. Pomyślał o jej miękkim głosie i zamarzył, żeby mieć na tyle odwagi, by zaprosić Gaję na grilla do swojego kuzyna. Wtem niespodziewanie zdenerwował się i strzelił buraka. Stracił kontrolę nad własną ręką i rzucił piłkę za mocno.

– Co to za smród? – zapytała Melinda, węsząc wokół Leszkowego biurka.

– Jaki niby smród?

– No, ten ohydny fetor czegoś… takiego… – Najwyraźniej próbowała znaleźć słowo możliwie najbardziej obraźliwe dla brata.

– Może fetor głupiej siostruni, co? – zadrwił Leszek z góry.

Melinda parsknęła i porwała z biurka linijkę.

– Myślisz, że jesteś zabawny, panie Smród?

– MAAAMO! TAAATO! – wydarł się Leszek. – Melinda znowu brzydko na mnie mówi!

Dziewczyna zachichotała.

– Nie usłyszą cię, wasza wysokość mości Smrodosmrodzie Flejaśny! – wyjaśniła. – Poszli na zakupy. Może zadzwonię do nich, żeby kupili też odświeżacz powietrza dla ciebie? Twój pokój cuchnie, braciszku.

– Wynocha! – wrzasnął Leszek.

– Tylko zaproponowałam – powiedziała niewinnie.

– WYNOCHA!

– A to co? – zainteresowała się nagle.

„O-ou!” – pomyślał chłopiec. Jego siostra właśnie zauważyła dziurę w suficie.

– Nic! – odparł niewinnie.

– Dziura? – dopytywała się dalej. – O, to dziura, prawda? Masz dziuuurę w suficie. Ale będziesz miał kłooopot, kiedy tato zobaczy.

– Nie zobaczy – zapewnił Leszek, posyłając siostrze najgroźniejsze ze swoich wojowniczych spojrzeń.

– Ależ oczywiście, że zobaczy – upierała się Melinda. – Chyba żeee… – Rozejrzała się po pokoju, próbując namierzyć coś cennego, co mogłaby capnąć, zanim wyjdzie. – Chyba że zawrzemy układ. Dasz mi coś, a ja będę trzymać buzię na kłódkę.

Chłopiec zacisnął zęby.

– Czego chcesz? – burknął.

Dziewczyna wolno obeszła pokój. Drapiąc się po brodzie, uważnie przyglądała się biurku i półkom. Wtem jej oczy spoczęły na stojącej przy łóżku nocnej szafce.

Leżały na niej rodzynki sułtańskie. Leszek wydłubał je z kilku słodkich bułek o smaku cytrynowym, którymi zajadał się podczas odrabiania lekcji. Uwielbiał cytrynowe bułeczki, ale nie cierpiał rodzynek.

Jednak siostra nie była zainteresowana sułtankami.

– Chcę twój dziennik – oznajmiła i, zanim się połapał, porwała z biurka jego

Niesamowicie

Ściśle

Tajny

Dziennik1,

po czym rzuciła się z nim do drzwi.

– NIE! – wrzasnął chłopiec. Zeskoczył z taboretu i popędził za Melindą.

Dopadł ją, kiedy kładła już dłoń na klamce. Przycisnął siostrę do drzwi i wyrwał jej zeszyt z ręki.

– Zwariowałaś? – krzyknął drżącym głosem.

Melinda parsknęła. Podeszła do biurka brata, najwyraźniej rozglądając się za innym łupem.

– Wiesz co? – powiedziała. – Nie masz absolutnie nic, co by mnie zainteresowało.

– Więc może w końcu zostawisz mnie w spokoju? – zaproponował.

Wepchnął sobie dziennik z tyłu za pasek od spodni i wspiął się z powrotem na stołek. Znowu przyjrzał się z dołu dziurze w suficie.

– Jestem pewna, że tato cię uziemi do końca roku, kiedy mu powiem o tej dziurze – stwierdziła dziewczyna.

Leszek rzucił jej z ukosa krótkie wrogie spojrzenie i wtedy zauważył, że siostra wrzuca coś sobie do ust. Zmarszczył brwi, a potem zerknął na szafkę nocną. Chusteczka i sułtanki zniknęły.

„A co, wykopię ją przez okno i już!” – pomyślał.

Nie chodziło o to, że Melinda ukradła coś ściśle tajnego czy pysznego. Właściwie sam chciał się pozbyć tych rodzynek. Ale porwała coś, co należało do n i e g o. I za to był gotów z miejsca skoczyć jej do gardła. W tym momencie jednak przyszedł mu do głowy genialny pomysł.

– Okej, dobrze – rzekł wesolutkim tonem, myśląc sobie przy tym: „Nic nie zaszkodzi zabawić się przy tym trochę”. – Idź i powiedz tacie o tej nietoperzowej dziurze.

– I tak właśnie zrobię – powiedziała promiennie, wpychając sobie do ust kolejną garść rodzynek.

– Droga wolna, maszeruj – zachęcił Leszek siostrę, pokazując drzwi. – Ale na twoim miejscu wyrzuciłbym te nietoperzowe bobki do kubła.

– Co? – spytała piskliwie.

Chłopiec spojrzał w górę.

– To dziura zrobiona przez nietoperze – wyjaśnił. – Wiszą sobie, uczepione jakiejś belki na strychu. A kiedy się załatwiają, to bobki lecą w dół, nie? Po co ci to zresztą mówię. Na pewno sama wiesz wszystko o nietoperzach.

– Cccooojjj…? – wystękała Melinda, a z jej popstrzonej pryszczami twarzy nagle uciekły wszystkie kolory.

Leszek teatralnie przewrócił oczami.

– Tylko mi nie mów, że nie wiedziałaś o nietoperzach na naszym strychu.

Oczy Melindy robiły się coraz większe i większe, a twarz stawała się coraz bledsza i bledsza. Opadła jej szczęka. Z ust wymknęła się jedna maleńka sułtanka i wyskoczyła na podłogę.

– Zazwyczaj są zupełnie niegroźne, te nietoperze – paplał dalej Leszek. – Ale odkąd przegryzły się przez sufit, w moim pokoju poniewiera się mnóstwo bobków. Śmierdzącego nietoperzowego guana. Obrzydliwych, cuchnących odchodów. Które, nawiasem mówiąc, przed chwilą wpakowałaś sobie do buzi. Co z tobą, siostrzyczko? Smakowały ci nietoperzowe bobki? Skoro tak wcinasz…

– Cccotttyblblwisz?! – wydyszała dziewczyna.

– To, co słyszysz – odparł beztrosko Leszek. – Częstuj się, jeśli ci smakują. Jak chcesz, odłożę dla ciebie więcej bobków. Nie wiedziałem, że lubisz guano. Zamknij za sobą drzwi, z łaski swojej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Leszek Peszek i jego najlepszy przyjaciel - Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Leszek Peszek i Turecki Pieprz Leszek Peszek i sezon na kichanie Leszek Peszek idzie na ryby Leszek Peszek i przepyszne przekąski Leszek Peszek 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia