Metaboliczne IQ

Metaboliczne IQ

Autorzy: Agnieszka Pająk

Wydawnictwo: Pascal

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 44.90 zł

cena od: 31.41 zł

 

Jesteś ciągle zmęczona?

Narzekasz na brak energii?

Łatwo się złościsz i odczuwasz niepokój?

A może nie możesz pozbyć się powracających migren?

Jeśli na choć jedno pytanie odpowiedziałaś tak, przyczyna może tkwić w niewłaściwym odżywianiu.

Każdy z nas ma genetycznie zaprogramowaną skłonność do tolerancji niektórych grup jedzenia. Stąd biorą się trzy podstawowe typy metabolizmu: węglowodanowy, mieszany i białkowy.

Czy wiesz, który jest właściwy dla twojego ciała?

Agnieszka Pająk proponuje autorski program diety zgodnej z predyspozycjami metabolicznymi organizmu. Dzięki odpowiedniemu odżywianiu poprawisz wydajność i koncentrację, wzmocnisz odporność, zwiększysz poziom energii, a nawet?zmienisz jakość swoich relacji z innymi ludźmi!

Metrykę dostajemy w prezencie urodzinowym, nad wiekiem biologicznym pracujemy całe życie.

Agnieszka Pająk ? diet coach, twórczyni popularnego portalu (bloga?) slowfoodlife.pl, propagatorka zdrowego stylu życia, pasjonatka wellness, członek SlowFood International.

Coraz częściej rozumiemy, że nasze ciało jest sejsmografem, który precyzyjnie reaguje na to, co zjadamy. W poszukiwaniu dobrej, zdrowej diety napotykamy całą masę różnorakich propozycji i łatwo się w tym gąszczu pogubić. Dlatego z przyjemnością polecamy książkę Agnieszki Pająk, która wręczy Państwu klucz do skomponowania własnej, osobistej najbardziej odpowiedniej diety opartej o metaboliczne IQ.

Barbara i Jerzy Stuhrowie

Książka Agnieszki Pająk zmienia sposób, w jaki powinniśmy patrzeć na żywność. Nie wszystko dla każdego. ?Metaboliczne IQ ? twój kod do zdrowia? pokazuje, jak dobrać właściwy pokarm do swojego typu ? tak, aby czuć się doskonale fizycznie i psychicznie.

Dr Grażyna Pająk, biolog, endoekolog, wykładowca, legenda polskiej dietetyki

 

Au­tor: Agniesz­ka Pa­jąk

Re­dak­cja: Klau­dia Ty­li­ba, We­ro­ni­ka Gór­ska

Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Stu­dio pro­jek­to­we &Vi­su­al/www.an­dvi­su­al.pl

Pro­jekt ma­kie­ty i skład: Stu­dio KA­RAN­DASZ

Zdję­cia:

Shut­ter­stock

Ja­kub Do­bek

Ele­men­ty gra­ficz­ne ma­kie­ty: vil­mo­svar­ga (Fre­epik)

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Bar­ba­ra Wa­lus

Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał

© Co­py­ri­ght by Agniesz­ka Pa­jąk

© Co­py­ri­ght for this edi­tion Wy­daw­nic­two Pas­cal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.

Biel­sko-Bia­ła 2017

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­cal@pas­cal.pl

www.pas­cal.pl

ISBN 978-83-8103-153-0

Przygotowanie eBooka: Jarosław Jabłoński

Książ­kę de­dy­ku­ję Lit­tle Fi­shy, Prin­cess i Gra­ce

Co dla jed­ne­go po­kar­mem,

dla dru­gie­go tru­ci­zną.

Lu­kre­cjusz

1.

Me­ta­bo­licz­na in­te­li­gen­cja

IN­STYNKT A MODA

Bez wąt­pie­nia w kra­jach wy­so­ko­ro­zwi­nię­tych in­dy­wi­du­al­ność czło­wie­ka jest w ce­nie. Po tym, jak za­la­ła nas kon­sump­cyj­na mo­no­kul­tu­ra, chce­my mieć wszyst­ko do­sto­so­wa­ne do na­szej oso­bo­wo­ści. Sper­so­na­li­zo­wa­ny kom­pu­ter, ta­blet i smart­fon z uni­ka­to­wy­mi apli­ka­cja­mi, ory­gi­nal­ne buty, nie­po­wta­rzal­ny styl – ogó­łem wszyst­ko, co nie­ty­po­we. A czy spo­sób od­ży­wia­nia do­bie­ra­my rów­nie sta­ran­nie? Tak jak cha­rak­ter, du­sza czy oso­bo­wość, rów­nież me­ta­bo­lizm każ­de­go z nas ma swo­je ce­chy in­dy­wi­du­al­ne i choć być może damy radę wszyst­kich tym sa­mym wy­kar­mić, z pew­no­ścią nie damy rady wszyst­kich tym sa­mym OD­ŻY­WIĆ, a to ko­lo­sal­na róż­ni­ca.

Więk­szość z nas zna swo­ją gru­pę krwi, a na­wet je­śli nie, to wy­star­czy prze­cież po­brać prób­kę i już wszyst­ko wia­do­mo. A jak jest z me­ta­bo­li­zmem?

Czę­sto ro­bi­my dzie­siąt­ki te­stów aler­gicz­nych, po­kar­mo­wych, na wszel­kie­go ro­dza­ju nie­to­le­ran­cje, ale kie­dy or­ga­nizm za­si­la­ny jest nie­wła­ści­wym pa­li­wem, za­czy­na re­ago­wać agre­sją nie­mal na każ­dy czyn­nik. I tak je­den kęs po­ży­wie­nia skut­ku­je kil­ko­ma róż­ny­mi ob­ja­wa­mi. Bo dla nas, tzn. dla na­sze­go do­bre­go sa­mo­po­czu­cia, li­czy się to, ile zje­dli­śmy, na­to­miast dla na­sze­go or­ga­ni­zmu zna­cze­nie ma każ­da, na­wet śla­do­wa ilość „in­tru­za”, czy­li ja­kiej­kol­wiek sub­stan­cji nie­ko­rzyst­nej w na­szym krwio­bie­gu. Choć może się wy­da­wać, że coś jest zdro­we czy mod­ne, sys­tem im­mu­no­lo­gicz­ny, do­pó­ki dzia­ła, rzą­dzi się swo­imi pra­wa­mi: nie li­czy ka­lo­rii ani nie pa­trzy na ze­ga­rek, by spraw­dzić, czy wy­bi­ła już 18:00. A na­wet je­śli oczy­ści­my or­ga­nizm ze szko­dli­wych sub­stan­cji, to wte­dy tym bar­dziej che­mia i inne tok­sy­ny w pro­duk­tach będą dzia­łać na we­wnętrz­ny sys­tem obro­ny jak płach­ta na byka.

Nie­ste­ty glo­ba­li­za­cja nie bie­rze pod uwa­gę czyn­ni­ków, któ­ry­mi rzą­dzi się sama na­tu­ra. Od za­wsze miesz­kań­cy pla­ne­ty dzie­li­li się ze wzglę­du na rasę, bu­do­wę cia­ła, miej­sce za­miesz­ka­nia, wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, w któ­rych żyli itd. Na sku­tek mi­gra­cji, spo­łe­czeństw wie­lo­kul­tu­ro­wych itp. rów­nież ty­po­we dla da­nych grup et­no­gra­ficz­nych ce­chy me­ta­bo­licz­ne zo­sta­ły wy­mie­sza­ne. W związ­ku z tym np. żyw­ność za­le­ca­na da­nej jed­no­st­ce na pod­sta­wie gru­py krwi nie za­wsze jest ade­kwat­na do jej typu me­ta­bo­licz­ne­go. Na sku­tek mie­sza­nia się ge­nów ro­dzi­ców wy­stę­po­wać mogą ta­kie ano­ma­lie jak czło­wiek o ty­pie me­ta­bo­licz­nym biał­ko­wym (tzw. Eski­mos), któ­ry ko­cha prze­by­wać na słoń­cu.

Ogól­nie po­wta­rza­ne sche­ma­ty i za­le­ce­nia ży­wie­nio­we nie uwzględ­nia­ją róż­nic w me­ta­bo­li­zmie po­szcze­gól­nych osób, no­to­rycz­nie też za­po­mi­na­ją o tym, że pro­duk­ty lan­so­wa­ne daw­niej jako zdro­we dziś czę­sto nie­wie­le mają wspól­ne­go z na­tu­rą i żyw­no­ścią – cza­sa­mi je­dy­nie na­zwę. W wie­lu przy­pad­kach or­ga­nizm ludz­ki ich nie tra­wi lub wręcz sta­no­wią one za­gro­że­nie dla jego zdro­wia. Przy­kła­da­mi są np. sy­rop glu­ko­zo­wo-fruk­to­zo­wy lub mar­ga­ry­na. Od daw­na uka­zu­ją się ba­da­nia na­uko­we, któ­re mó­wią o tym, że je­dy­nie czło­wiek jest na tyle sza­lo­ny, aby jeść prze­two­rzo­ne tłusz­cze ro­ślin­ne typu trans – gdy­by kar­mić nimi świ­nie, zde­chły­by one w prze­cią­gu kil­ku dni. Je­że­li zaś cho­dzi o wspo­mnia­ny sy­rop, to „toną” w nim już całe Sta­ny Zjed­no­czo­ne, a na­wet „wy­lał się” on już za gra­ni­cę z Mek­sy­kiem, któ­ry to upla­so­wał się na 1. po­zy­cji na świe­cie pod wzglę­dem oty­ło­ści spo­łe­czeń­stwa – pro­blem do­ty­czy aż 32,8% miesz­kań­ców (ra­port ONZ)!

Wróć­my jed­nak do kwe­stii me­ta­bo­li­zmu. Pa­trząc na wła­sne mia­sto, kraj, kon­ty­nent, a wresz­cie świat, trud­no so­bie wy­obra­zić, że ist­nie­ją kul­tu­ry, w któ­rych no­wo­two­ry, cu­krzy­ca, ar­tre­tyzm, oty­łość czy inne cho­ro­by cy­wi­li­za­cyj­ne są nie­zna­ne. Po­nad­to tra­dy­cyj­ne menu przed­sta­wi­cie­li ta­kich spo­łecz­no­ści da­le­ce od­bie­ga prze­cież od zna­nych nam za­le­ceń do­ty­czą­cych zdro­we­go od­ży­wia­nia, a mimo to cie­szą się oni wy­so­ką od­por­no­ścią or­ga­ni­zmu, peł­nią zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ścią. Po­myśl­my o Eski­mo­sach, któ­rzy mimo die­ty bo­ga­tej w tłusz­cze zwie­rzę­ce i mię­so nie bo­ry­ka­ją się z cho­ro­ba­mi ukła­du krą­że­nia. Z nie­ty­po­wej die­ty i wy­jąt­ko­wej tę­ży­zny za­rów­no fi­zycz­nej, jak i psy­chicz­nej sły­ną rów­nież Ma­sa­jo­wie, miesz­kań­cy pusz­czy ama­zoń­skiej, a na­wet szwaj­car­scy gó­ra­le. A wspól­ną ce­chą tych su­perz­dro­wych kul­tur jest to, że w mo­men­cie przej­ścia na die­tę „cy­wi­li­zo­wa­ne­go” czło­wie­ka u jej przed­sta­wi­cie­li na­tych­miast po­ja­wia­ją się pro­ble­my zdro­wot­ne tak po­wszech­nie wy­stę­pu­ją­ce w kul­tu­rach roz­wi­nię­tych. Do­brym przy­kła­dem są tu­taj np. In­dia­nie (rdzen­ni Ame­ry­ka­nie), któ­rzy opu­ści­li swo­je re­zer­wa­ty, by żyć „ame­ry­kań­skim” snem.

Ten­den­cja prze­ciw­na do die­ty opar­tej na mię­sie wy­stę­pu­je u wie­lu miesz­kań­ców ob­sza­rów tro­pi­kal­nych, go­rą­cych oraz ba­se­nu Mo­rza Śród­ziem­ne­go, któ­rzy wy­ka­zu­ją wro­dzo­ną po­trze­bę spo­ży­wa­nia po­kar­mów bo­ga­tych w wę­glo­wo­da­ny, ta­kie jak wa­rzy­wa, owo­ce, zbo­ża. Ich or­ga­ni­zmy nie od­czu­wa­ją po­trze­by spo­ży­wa­nia du­żych ilo­ści tłusz­czów i bia­łek zwie­rzę­cych. Na­to­miast lu­dzie z re­jo­nów o, na­zwij­my to umow­nie, trud­nych wa­run­kach ży­cia nie są z ko­lei przy­sto­so­wa­ni do lek­kiej, we­ge­ta­riań­skiej die­ty.

Jak wi­dać mimo glo­ba­li­za­cji i mi­gra­cji nie moż­na zmie­nić na­tu­ry. Dla­te­go też nie ist­nie­je je­den, uni­wer­sal­ny spo­sób wła­ści­we­go od­ży­wia­nia się. Zwie­rzę­ta, wy­bie­ra­jąc po­karm, nie kie­ru­ją się modą, ide­olo­gią ani upodo­ba­nia­mi pod­nie­bie­nia. Czło­wiek zaś wy­bie­ra po­ży­wie­nie in­tu­icyj­nie lub zgod­nie z wie­dzą – swo­ją lub in­nych osób. Je­że­li kie­ru­je się in­stynk­tem i pre­dys­po­zy­cja­mi ge­ne­tycz­ny­mi (w tym ty­pem swo­je­go me­ta­bo­li­zmu), ma szan­sę na za­cho­wa­nie zdro­wia i mak­sy­mal­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia swo­je­go po­ten­cja­łu.

DLA­CZE­GO DZI­KIE KOTY NIE SĄ WE­GE­TA­RIA­NA­MI

Kot pu­styn­ny za­miesz­ku­je głów­nie ob­sza­ry ubo­gie w ro­ślin­ność i, jak sama na­zwa wska­zu­je, pu­sty­nie. Jest nie­zwy­kle wy­trzy­ma­ły i od­por­ny na skraj­nie wy­so­kie oraz ni­skie tem­pe­ra­tu­ry. Na ła­pach, po­mię­dzy po­du­szecz­ka­mi, ma gru­bą sierść, któ­ra chro­ni go przed opa­rze­nia­mi, jed­nak gdy upał się­ga ze­ni­tu, zwie­rzak za­grze­bu­je się w swo­jej ja­mie i cze­ka na bar­dziej zno­śną tem­pe­ra­tu­rę. Kot pu­styn­ny może żyć na ob­sza­rach znacz­nie od­da­lo­nych od wody, np. na Sa­ha­rze. Choć chęt­nie pije wodę, może obyć się bez niej przez dłu­gi czas, czer­piąc po­trzeb­ną wil­goć je­dy­nie z po­ży­wie­nia. Żywi się głów­nie gry­zo­nia­mi, pta­ka­mi, owa­da­mi oraz ga­da­mi, jest też po­grom­cą węży. Mimo wy­glą­du ka­na­po­wej przy­tu­lan­ki uzna­wa­ny jest za wy­jąt­ko­wo efek­tyw­ne­go za­bój­cę.

Dzi­kie koty nie są we­ge­ta­ria­na­mi, gdyż po­stę­pu­ją zgod­nie ze swo­ją in­tu­icją, a ta wszel­kie ich dzia­ła­nia na­kie­ro­wu­je głów­nie na prze­trwa­nie ga­tun­ku. Zwie­rzę­ta nie po­dej­mu­ją de­cy­zji, kie­ru­jąc się nor­ma­mi spo­łecz­ny­mi, ide­olo­gią, re­li­gią, fi­lo­zo­fią, modą czy naj­now­szy­mi tren­da­mi. Kon­su­mu­ją to, do cze­go zo­sta­ły ge­ne­tycz­nie przy­sto­so­wa­ne, tak aby spo­ży­wa­ny po­karm zo­stał w jak naj­więk­szym stop­niu prze­kształ­co­ny w ener­gię po­trzeb­ną im do prze­ży­cia.

Kot pu­styn­ny przy­po­mi­na czło­wie­ka o MIQ biał­ko­wym. Lubi słoń­ce, jed­nak w nad­mia­rze jest ono dla nie­go nie do znie­sie­nia. Nie za bar­dzo lubi pić, cho­ciaż wie, że woda jest nie­zbęd­na do prze­ży­cia. Zaś ener­gię i moż­li­wość efek­tyw­ne­go funk­cjo­no­wa­nia przez dłu­gi czas za­pew­nia­ją mu biał­ka i tłusz­cze, a ro­śli­ny sta­no­wią mi­ni­mal­ną część jego po­ży­wie­nia. Ży­wiąc się zgod­nie ze swo­ją in­tu­icją, po­zo­sta­je szczu­pły i spraw­ny.

A JAK JEST Z CZŁO­WIE­KIEM?

Otóż rol­nic­two od­kry­to ok. 10 000 lat p.n.e. Wcze­śniej po­ży­wie­nie zdo­by­wa­no po­przez po­lo­wa­nia, po­ło­wy i zbie­rac­two. Roz­wi­ja­ją­ce się rol­nic­­two, stop­nio­wo zaj­mu­ją­ce co­raz więk­sze ob­sza­ry pla­ne­ty, ze­pchnę­ło ple­mio­na wę­drow­ne głów­nie na ta­kie ob­sza­ry, jak ama­zoń­ska pusz­cza, afry­kań­ska sa­wan­na, wy­spy Azji Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej oraz na Ar­kty­kę. Usta­lo­no, że wśród ple­mion, ta­kich jak Ha­dza, Inu­ici czy Tsi­ma­ne nie wy­stę­po­wa­ły scho­rze­nia typu nad­ci­śnie­nie, cho­ro­by ukła­du krą­że­nia czy miaż­dży­ca. I jak ma się ten fakt do in­for­ma­cji o szko­dli­wo­ści tłusz­czu zwie­rzę­ce­go dla or­ga­ni­zmu ludz­kie­go, któ­rą to bom­bar­du­je się opi­nię pu­blicz­ną od wie­lu już lat?

Lo­ren Cor­da­in z Co­lo­ra­do Sta­te Uni­ver­si­ty – au­tor książ­ki Die­ta pa­leo. Strać na wa­dze i żyj zdro­wo dzię­ki die­cie, do któ­rej zo­sta­li­śmy stwo­rze­ni – prze­ana­li­zo­wał na­wy­ki ży­wie­nio­we współ­cze­snych kul­tur zbie­rac­ko-ło­wiec­kich i oka­za­ło się, że dla 73% ich przed­sta­wi­cie­li po­nad po­ło­wę spo­ży­wa­nych ka­lo­rii sta­no­wi mię­so. Inu­ici, ży­ją­cy w wa­run­kach zbyt eks­tre­mal­nych dla pra­wie wszyst­kich ga­tun­ków ro­ślin, prze­trwa­li wie­le po­ko­leń, je­dząc nie­mal wy­łącz­nie mię­so. Za­raz wy­ja­śnię, w ja­kim sen­sie wła­śnie mię­so sta­no­wi­ło je­den z głów­nych punk­tów zwrot­nych w ewo­lu­cji ga­tun­ku ludz­kie­go.

Ba­da­nia na­uko­we po­ka­zu­ją, że 2 mln lat temu wła­śnie biał­ko zwie­rzę­ce przy­czy­ni­ło się do roz­wo­ju mó­zgu na­szych przod­ków. Homo erec­tus po­rzu­cił ni­sko­ka­lo­rycz­ną die­tę ro­ślin­ną ty­po­wą dla małp i zmie­nił swój spo­sób ży­wie­nia, od­tąd czer­piąc ener­gię z mię­sa i szpi­ku. Nowa die­ta da­wa­ła mu nad­wyż­ki ener­gii, któ­re sta­ły się pa­li­wem dla jego mó­zgu. Nowe po­sił­ki nie wy­ma­ga­ły już od nie­go ta­kie­go tru­du, ja­kim było tra­wie­nie włó­kien ro­ślin­nych. Po­zo­sta­ła ener­gia mo­gła zo­stać po­dzie­lo­na po­mię­dzy trzew­ny układ ner­wo­wy i mózg. W sta­nie spo­czyn­ku mózg czło­wie­ka zu­ży­wa 20% z ca­łej ener­gii wy­two­rzo­nej przez or­ga­nizm czło­wie­ka – dla po­rów­na­nia mózg mał­py ko­rzy­sta je­dy­nie z 8%. Znacz­nie póź­niej, ok. 12 000 lat temu, czło­wiek od­krył zaś rol­nic­two, któ­re nie­od­wra­cal­nie zmie­ni­ło zwy­cza­je ży­wie­nio­we na­sze­go ga­tun­ku. Wzbo­ga­ce­nie spo­so­bu od­ży­wia­nia się o upra­wia­ne zbo­ża spra­wi­ło, iż die­ta czło­wie­ka sta­ła się znacz­nie bar­dziej prze­wi­dy­wal­na – moż­na było pla­no­wać za­rów­no zbio­ry, jak i za­pa­sy. W spo­łecz­no­ściach rol­ni­ków za­czę­ło się ro­dzić wię­cej dzie­ci niż u ple­mion zbie­rac­ko-ło­wiec­kich, co do­pro­wa­dzi­ło do bo­omu de­mo­gra­ficz­ne­go. Jed­nak na­ukow­cy wciąż sta­wia­ją py­ta­nie, czy rol­nic­two fak­tycz­nie było kro­kiem na­przód w kwe­stii ludz­kie­go zdro­wia, czy też po­skut­ko­wa­ło je­dy­nie na­głym przy­ro­stem na­tu­ral­nym i zwięk­sze­niem za­lud­nie­nia pla­ne­ty? Ana­li­zy mó­wią o tym, że być może zy­ska­li­śmy bez­pie­czeń­stwo ży­wie­nio­we dzię­ki upra­wom i ho­dow­li, jed­nak utra­ci­li­śmy zdro­we od­ży­wia­nie i sil­ne cia­ło, któ­re za­pew­niał nam my­śliw­ski tryb ży­cia.

Clark Spen­cer Lar­sen – bio­log i an­tro­po­log z Uni­wer­sy­te­tu Sta­no­we­go Ohio – przed­sta­wia po­cząt­ki rol­nic­twa jako za­czą­tek pro­ble­mów zdro­wot­nych czło­wie­ka. Uwa­ża on, że mo­no­die­ta – czy­li je­dze­nie co­dzien­nie tych sa­mych pro­duk­tów – do­pro­wa­dzi­ła do roz­wi­nię­cia się próch­ni­cy i cho­rób dzią­seł, któ­re zu­peł­nie nie wy­stę­po­wa­ły u ple­mion ło­wiec­kich. Ho­do­wa­ne zwie­rzę­ta da­wa­ły mle­ko i mię­so, jed­nak sta­ły się rów­nież źró­dłem cho­rób za­kaź­nych i pa­so­ży­tów. Ple­mio­na rol­ni­ków za­czę­ły bo­ry­kać się z nie­do­bo­ra­mi że­la­za, wa­da­mi roz­wo­jo­wy­mi oraz ni­skim wzro­stem dzie­ci w ko­lej­nych po­ko­le­niach.

Licz­ba miesz­kań­ców pla­ne­ty ro­sła, jed­nak ja­kość ży­cia i no­wych na­wy­ków ży­wie­nio­wych była znacz­nie gor­sza niż u zbie­ra­czy i my­śli­wych. Lar­sen uwa­ża rów­nież, że więk­sza licz­ba po­tom­stwa świad­czy o moż­li­wo­ści po­sia­da­nia dzie­ci przez jed­nost­ki cho­re.

Myl­ne jest za­ło­że­nie, ja­ko­by die­ta pa­le­oli­tycz­na skła­da­ła się wy­łącz­nie z mię­sa. Da­wa­ło ono za­le­d­wie 30% przyj­mo­wa­nej por­cji ka­lo­rii. Je­dy­nie za­po­trze­bo­wa­nie ka­lo­rycz­ne Inu­itów w 99% po­kry­wa­ło mię­so fok, na­rwa­li i ryb. W cza­sach nie­do­bo­rów zwie­rzy­ny ple­mio­na ło­wiec­kie bra­ki nad­ra­bia­ły pro­duk­ta­mi za­stęp­czy­mi – naj­czę­ściej były to ro­śli­ny o wy­so­kiej za­war­to­ści skro­bi, jak bul­wy i ma­niok, a tak­że ba­na­ny oraz orze­chy.

Wra­ca­jąc do rol­ni­ków: an­tro­po­lo­dzy od­kry­li, iż od cza­su roz­wi­nię­cia się rol­nic­twa zęby, szczę­ki oraz twarz czło­wie­ka zma­la­ły, a jego DNA ule­gło zmia­nie. Już wte­dy po­ja­wi­ła się też nie­to­le­ran­cja lak­to­zy. No­wo­rod­ki od za­wsze tra­wi­ły mle­ko mat­ki, jed­nak star­sze dzie­ci nie mia­ły oka­zji ko­rzy­stać z tego pro­ce­su aż do po­ja­wie­nia się ok. 10 000 lat temu zwie­rząt go­spo­dar­skich. Wte­dy oka­za­ło się, że nie wy­twa­rza­ją one en­zy­mu lak­ta­zy od­po­wie­dzial­ne­go za roz­kła­da­nie lak­to­zy na cu­kry pro­ste.

Wraz z po­cząt­kiem ho­dow­li by­dła tra­wie­nie mle­ka oka­za­ło się po­trzeb­ne, i tak to­le­ran­cja cu­kru mlecz­ne­go wy­kształ­ci­ła się u pa­ste­rzy w Eu­ro­pie, Afry­ce i na Bli­skim Wscho­dzie, na­to­miast u ple­mion, któ­re nie ho­do­wa­ły by­dła – ta­kich jak Ta­jo­wie, Chiń­czy­cy czy In­dia­nie Pima – nie. Rów­nież po­zy­ski­wa­nie ener­gii z po­ży­wie­nia wy­so­ko­skro­bio­we­go na sku­tek prze­żu­wa­nia nie jest moż­li­we dla każ­de­go – za­le­ży to od licz­by kon­kret­nych ge­nów odzie­dzi­czo­nych po przod­kach. Człon­ko­wie ludu Ha­dza mają wię­cej od­po­wied­nich do tego ge­nów, dzię­ki cze­mu ich śli­na roz­kła­da skro­bię, jesz­cze za­nim po­karm do­trze do żo­łąd­ka – zu­peł­nie od­wrot­nie niż u spo­ży­wa­ją­cych duże ilo­ści mię­sa Ja­ku­tów. Więk­szość ba­dań wy­ka­zu­je, że odej­ście od pier­wot­nych na­wy­ków ży­wie­nio­wych i ak­tyw­ne­go sty­lu ży­cia nie wy­szło na do­bre ko­lej­nym po­ko­le­niom w dzie­jach ewo­lu­cji. Przy­kła­do­wo, współ­cze­śni Ma­jo­wie nie zna­li cu­krzy­cy aż do lat 50. XX wie­ku. Epi­de­mia tej cho­ro­by do­tar­ła do nich wraz z przej­ściem na za­chod­ni styl od­ży­wia­nia, a więc i z mak­sy­mal­ny­mi daw­ka­mi cu­kru w die­cie. Zaś Ewen­ko­wie i Ja­ku­ci – ho­dow­cy re­ni­fe­rów – opie­ra­li swo­ją die­tę wy­łącz­nie na mię­sie i nie bo­ry­ka­li się z cho­ro­ba­mi ukła­du krą­że­nia aż do cza­su upad­ku ZSRR. Wte­dy wie­lu z nich tra­fi­ło do miast, gdzie za­czę­li ży­wić się pro­duk­ta­mi do­stęp­ny­mi w tam­tej­szych skle­pach. Obec­nie po­ło­wa po­pu­la­cji Ja­ku­tów bo­ry­ka się z nad­wa­gą, a co trze­ci z nich cier­pi na nad­ci­śnie­nie. Po­dob­nie spra­wa wy­glą­da u In­dian – zdro­wi po­zo­sta­ją wciąż ci, któ­rzy „za­ku­py spo­żyw­cze” ro­bią w le­sie, na­to­miast człon­ko­wie ple­mion ży­wią­cy się zgod­nie ze sty­lem kra­jów wy­so­ko­ro­zwi­nię­tych cier­pią na te same cho­ro­by, któ­re do­ty­ka­ją i nas.

Lu­dzie spo­ży­wa­ją czer­wo­ne mię­so od 2 mln lat, jed­nak nie bez zna­cze­nia po­zo­sta­ją jego ja­kość, spo­sób ho­do­wa­nia zwie­rząt oraz sie­dzą­cy tryb pra­cy czy for­ma spę­dza­nia cza­su wol­ne­go. Mu­si­my pa­mię­tać o tym, że nasi przod­ko­wie nie kon­su­mo­wa­li pro­duk­tów wy­so­ko­prze­two­rzo­nych, śro­do­wi­sko nie było tak ska­żo­ne jak dziś, lu­dzie zaś nie spę­dza­li więk­szo­ści cza­su, sie­dząc. Spa­la­li ogrom­ne ilo­ści ener­gii, naj­pierw szu­ka­jąc po­ży­wie­nia, póź­niej przy­go­to­wu­jąc je do spo­ży­cia, a na­stęp­nie ru­sza­li w dro­gę, by znów coś upo­lo­wać. Tak więc pro­po­no­wa­na dziś die­ta pa­leo ni­g­dy nie do­rów­na róż­no­rod­no­ścią po­kar­mów tam­tej pier­wot­nej, my zaś nie prze­ści­gnie­my w ilo­ści ru­chu na­szych da­le­kich przod­ków. Ba­da­nia wy­ka­zu­ją, że duża ilość L-kar­ni­ty­ny po­cho­dzą­cej z mię­sa przy nie­wiel­kiej ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej pro­wa­dzi do za­ty­ka­nia się ar­te­rii, przy­naj­mniej u my­szy. Na­szych przod­ków przed cho­ro­ba­mi ser­ca i cu­krzy­cą chro­nił wła­śnie ruch. An­tro­po­lo­go­wie pod­kre­śla­ją rów­nież, że ni­g­dy nie ist­nia­ła jed­na, stan­dar­do­wa die­ta czło­wie­ka pier­wot­ne­go. Jak wi­dać, na­wy­ki ży­wie­nio­we i spo­sób łą­cze­nia przez nasz ga­tu­nek po­kar­mów kształ­to­wa­ły się na prze­strze­ni ostat­nich 2 mln lat.

„IDE­AL­NA DIE­TA UNI­WER­SAL­NA NIE IST­NIE­JE”1

* * *

1 A. Gib­bons, Ewo­lu­cja die­ty, „Na­tio­nal Geo­gra­phic Pol­ska”, nr 9, wrze­sień 2014.

Czło­wie­ka wy­róż­nia przede wszyst­kim umie­jęt­ność ad­ap­ta­cji do róż­nych śro­do­wisk. W związ­ku z tym ludy za­miesz­ku­ją­ce dane ob­sza­ry po­sia­da­ją zdol­ność łą­cze­nia po­kar­mów tak, aby ca­ło­kształt ich od­ży­wia­nia się był zdro­wy. Współ­cze­sny, za­chod­ni mo­del ży­wie­nia od­da­lo­ny jest o całe lata świetl­ne od tej pier­wot­nej umie­jęt­no­ści. Na­ukow­cy uwa­ża­ją, że sta­li­śmy się ofia­ra­mi wła­sne­go suk­ce­su w tej dzie­dzi­nie. Punk­tem zwrot­nym dla czło­wie­ka był rów­nież bo­wiem mo­ment od­kry­cia ob­rób­ki ter­micz­nej żyw­no­ści. W ten spo­sób pro­ces tra­wie­nia prze­su­nął się już do mo­men­tu przy­go­to­wy­wa­nia po­kar­mu. Dzię­ki temu zu­ży­wa­li­śmy mniej ener­gii na tra­wie­nie, a więc wię­cej po­zo­sta­wa­ło jej dla mó­zgu. Pro­ste, go­to­wa­ny po­karm jest ła­twiej­szy do stra­wie­nia i daje wię­cej ener­gii. Ale co tak na­praw­dę się sta­ło? Pierw­szy raz w dzie­jach ludz­ko­ści przyj­mu­je­my zbyt dużo ener­gii! Pro­wa­dzi­my sie­dzą­cy tryb ży­cia, a pro­duk­ty wy­so­ko­prze­two­rzo­ne do­star­cza­ją nam zbyt wie­le ka­lo­rii sła­bej ja­ko­ści. Za­miast jeść orze­chy, za­gry­za­my ba­to­ni­ki orze­cho­we, jabł­ka za­stę­pu­je­my so­kiem z kar­to­nu – i tak na każ­dym kro­ku. Ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne na Ha­rvar­dzie po­ka­zu­ją, że my­szy kar­mio­ne go­to­wa­nym po­kar­mem zwięk­szy­ły swo­ją masę cia­ła o 15–40% bar­dziej niż ich ko­le­żan­ki, któ­rym po­da­wa­no po­karm su­ro­wy.

A za­tem wy­na­le­zie­nie go­to­wa­nia dało nam pa­li­wo dla mó­zgu, jed­no­­cze­śnie zwięk­sza­jąc ka­lo­rycz­ność spo­ży­wa­nych przez nas po­sił­ków, co w po­łą­cze­niu z no­wym, bar­dziej sie­dzą­cym sty­lem ży­cia pro­wa­dzi do zwięk­sza­nia masy cia­ła.

KTO NA­PRAW­DĘ NISZ­CZY PLA­NE­TĘ

Wie­le mówi się o tym, że ma­so­wa pro­duk­cja mię­sa nisz­czy pla­ne­tę, ale czy je­ste­śmy tego cał­ko­wi­cie pew­ni? Czę­sto nie od­dzie­la­my pro­duk­cji eko­lo­gicz­nej, ni­szo­wej od tej ma­so­wej, gdzie zwie­rzę­ta są trzy­ma­ne w be­to­no­wych obo­rach, szpry­co­wa­ne hor­mo­na­mi, an­ty­bio­ty­ka­mi, trak­to­wa­ne w spo­sób nie­etycz­ny i do tego kar­mio­ne ge­ne­tycz­nie mo­dy­fi­ko­wa­ną pa­szą. Tak, taka pro­duk­cja z pew­no­ścią jest zła dla pla­ne­ty, dla nas. Jed­nak czy nie to samo dzie­je się z ro­śli­na­mi? Wy­da­je nam się, że je­dze­nie wa­rzyw i owo­ców to ab­so­lut­na gwa­ran­cja zdro­wia, ale czy wie­my np. o tym, że war­tość od­żyw­cza ro­ślin spa­dła tak dra­stycz­nie w ostat­nich de­ka­dach, że dziś, aby do­star­czyć or­ga­ni­zmo­wi wi­ta­mi­nę A obec­ną w jed­nej brzo­skwi­ni sta­rej daty, mu­sie­li­by­śmy zjeść ich aż 86! Kto fi­zycz­nie jest w sta­nie zja­dać kil­ka wia­der owo­ców dzien­nie? I kogo na to stać?

Mało tego, mo­no­kul­tu­ra ro­ślin mo­dy­fi­ko­wa­nych ge­ne­tycz­nie, któ­re za­le­wa­ją na­szą pla­ne­tę, pro­wa­dzi do ma­so­we­go za­ni­ka­nia la­sów i pusz­czy ama­zoń­skiej oraz do wy­gi­nię­cia in­nych ga­tun­ków ro­ślin. A prze­cież ku­ku­ry­dza, soja czy psze­ni­ca nie słu­żą je­dy­nie far­mom mię­snym, do kar­mie­nia zwie­rząt, ale mają rów­nież swój udział w pro­duk­cji wszel­kich ma­ka­ro­nów, pro­duk­tów so­jo­wych (ta­kich jak mle­ko, tofu, pa­rów­ki so­jo­we, ko­tle­ty so­jo­we), ku­ku­ry­dzia­nych mąk, kra­ker­sów, chru­pek i wszyst­kie­go, co ma­so­wo zja­da­ją miej­scy we­ge­ta­ria­nie. Do tego na­le­ży do­dać jesz­cze ole­je typu trans, uży­wa­ne przez więk­szość ba­rów i pro­du­cen­tów żyw­no­ści wege, na pro­duk­cję któ­rych rów­nież po­świę­ca­my część na­szej pla­ne­ty.

Po­mi­ja­jąc kwe­stie no­wych te­ry­to­riów zaj­mo­wa­nych co rusz przez kil­ka glo­bal­nych kor­po­ra­cji, po­myśl­my jesz­cze o to­nach pe­sty­cy­dów, her­bi­cy­dów, fun­gi­cy­dów i gli­fo­sa­tu, któ­re po­zo­sta­ją w gle­bie, ro­śli­nach i po­wie­trzu, de­gra­du­jąc śro­do­wi­sko na wie­le lat. Na­ukow­cy po­twier­dzi­li, iż biał­ko po­cho­dzą­ce ze źró­deł ro­ślin­nych ni­g­dy nie za­pew­ni tyle ener­gii, co biał­ko po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go. Mało tego, aby do­star­czyć or­ga­ni­zmo­wi mi­ni­mal­ną daw­kę biał­ka, po­trze­bu­je­my kil­ka razy wię­cej ro­ślin niż pro­duk­tów po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go, co ozna­cza, że mu­si­my mieć co­raz wię­cej miej­sca na zwięk­sza­ją­ce się upra­wy ro­ślin, któ­re za­spo­ko­ją po­trze­by ro­sną­cej po­pu­la­cji ide­olo­gicz­nych we­ge­ta­rian.

PRAW­DZI­WY WE­GE­TA­RIA­NIZM KON­TRA WE­GE­TA­RIAŃ­SKA PO­PKUL­TU­RA

Praw­dzi­wy we­ge­ta­ria­nizm prak­ty­ko­wa­ny w In­diach znacz­nie róż­ni się od tego, któ­ry wi­dzi­my w kra­jach wy­so­ko­ro­zwi­nię­tych, gdzie czę­sto sta­je się on wręcz ide­olo­gią, a nie spo­so­bem od­ży­wia­nia ko­mór­ko­we­go.

Przede wszyst­kim w In­diach pa­nu­je dużo cie­plej­szy kli­mat, oko­ło­rów­ni­ko­wy, w któ­rym nie trze­ba wy­dat­ko­wać ener­gii na to, aby ogrzać swo­je cia­ło. Po­nad­to miesz­kań­cy mają za­pew­nio­ny bez­po­śred­ni do­stęp do wa­rzyw i owo­ców, ro­sną­cych na miej­scu, a któ­rych gama jest nie­zwy­kle zróż­ni­co­wa­na. Rów­nież ilość wła­ści­we­go tłusz­czu w tam­tej­szej die­cie jest od­po­wied­nio zba­lan­so­wa­na. Ży­wie­nie czę­sto po­łą­czo­ne jest tam z prak­ty­ka­mi du­cho­wy­mi i me­dy­ta­cja­mi cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi dla re­gio­nu. Spo­sób ży­wie­nia i styl ży­cia są dla Hin­du­sów na­tu­ral­ny­mi na­stęp­stwa­mi na­ro­dzin w tam­tej­szej kul­tu­rze – nie są ni­czym na­by­tym ani za­po­ży­czo­nym z od­le­głych od In­dii za­kąt­ków świa­ta.

Z ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych przez bry­tyj­ski in­sty­tut Hu­ma­ne Re­se­arch Co­un­cil wy­ni­ka, iż 39% ja­ro­szy zda­rzy­ło się zjeść ke­bab gdzieś na mie­ście po wcze­śniej­szym spo­ży­ciu piwa lub kil­ku drin­ków. Po­nad 34% ba­da­nych przy­zna­ło się do zje­dze­nia wo­ło­we­go bur­ge­ra, a 27% do spo­ży­cia be­ko­nu tuż po suto za­kra­pia­nej im­pre­zie. Co pią­ty we­ge­ta­ria­nin jada sma­żo­ne­go kur­cza­ka, a 14% an­kie­to­wa­nych wie­przo­wą kieł­ba­sę. Oczy­wi­ście sy­tu­acje te za­zwy­czaj mają miej­sce po spo­ży­ciu al­ko­ho­lu. Mówi się, że al­ko­hol nie zmie­nia czło­wie­ka, a je­dy­nie po­ka­zu­je jego praw­dzi­we ob­li­cze… I rze­czy­wi­ście, oka­zu­je się, że to wła­śnie stan upo­je­nia al­ko­ho­lo­we­go pro­wa­dzi wie­lu z nich do po­rzu­ce­nia szczyt­nych ide­ałów do­ty­czą­cych mo­ral­no-ide­olo­gicz­ne­go nie­je­dze­nia mię­sa na rzecz ke­ba­bu czy ham­bur­ge­ra.

Te same ba­da­nia mó­wią o tym, że tyl­ko 13% we­ge­ta­rian ze­rwa­ło z mię­sem z po­wo­du jego sma­ku. Tak więc pod­świa­do­ma chęć spo­ży­wa­nia mię­sa może ujaw­nić się po­przez ja­kiś bo­dziec, któ­ry od­kry­je na­szą praw­dzi­wą na­tu­rę, np. al­ko­hol. Nie bez po­wo­du mamy we­ge­ta­riań­skie mle­ko, pa­rów­ki i ko­tle­ty. Czy za­sta­na­wia­li­ście się kie­dyś, dla­cze­go pro­duk­ty wege de fac­to są je­dy­nie wer­sja­mi pro­duk­tów mię­snych, tyle że bez mię­sa? Dla­cze­go pro­du­ku­je się we­ge­ta­riań­skie pasz­te­ty, be­kon, a na­wet mię­so z jack­fru­ita i za­chwy­ca się sma­kiem iden­tycz­nym ze sma­kiem mię­sa? Czyż nie jest hi­po­kry­zją zja­da­nie pro­duk­tów mię­so­żer­cy, tyle że nie­za­wie­ra­ją­cych mię­sa?

Chwi­le sła­bo­ści – choć ja na­zwa­ła­bym je ra­czej ze­wem na­tu­ry – zda­rza­ją się każ­de­mu. Jed­nak za­sta­na­wia: dla­cze­go aż 69% we­ge­ta­rian ukry­wa przed in­ny­mi fakt spo­ży­cia przez sie­bie mię­sa – (na­wet je­że­li był to je­dy­nie przy­pad­ko­wy in­cy­dent), a oso­by, któ­re o tym wie­dzą, pro­szo­ne są o mil­cze­nie (dane po­cho­dzą z tego sa­me­go ba­da­nia)?

Jak wie­lu znasz Eu­ro­pej­czy­ków lub Ame­ry­ka­nów, któ­rzy są we­ge­ta­ria­na­mi od uro­dze­nia, któ­rzy sami wy­bra­li taką dro­gę, ba, któ­rzy uro­dzi­li się z taką po­trze­bą i od dziec­ka od­ży­wia­li się w ten wła­śnie spo­sób, a nie pod wpły­wem ro­dzi­ny, opi­nii pu­blicz­nej czy też wie­rzeń re­li­gij­nych?

MO­NO­KUL­TU­RY RO­ŚLIN­NE A PO­TRZE­BY ORGANIZMU

Na­wet gdy­by­śmy chcie­li sto­so­wać die­tę we­ge­ta­riań­ską w kra­jach wy­so­ko­ro­zwi­nię­tych, ni­g­dy nie bę­dzie ona opar­ta o ta­kie same pro­duk­ty jak na ob­sza­rach o na­tu­ral­nych pre­dys­po­zy­cjach do ta­kiej for­my ży­wie­nia. Owo­ce i wa­rzy­wa w na­szych su­per­mar­ke­tach, mimo że róż­no­rod­ne, prze­by­ły tak da­le­ką dro­gę, przy oka­zji za­tru­wa­jąc na­szą pla­ne­tę, jak da­le­ce róż­nią się od zdro­wych, peł­nych skład­ni­ków od­żyw­czych, wi­ta­min i mi­ne­ra­łów pło­dów zie­mi, któ­ry­mi są w ro­dzi­mych wa­run­kach. Od­po­wied­nie dla nas pro­por­cje ma­kro­skład­ni­ków, ta­kich jak wę­glo­wo­da­ny, biał­ka i tłusz­cze, za­leż­ne są od typu me­ta­bo­licz­ne­go, sty­lu i miej­sca ży­cia oraz ilo­ści ru­chu na co dzień. Pro­por­cje te są skraj­nie róż­ne, np. dla MIQ wę­glo­wo­da­no­we­go i MIQ biał­ko­we­go, jed­nak po­trze­by or­ga­ni­zmu wciąż po­zo­sta­ją ta­kie same. Pa­mię­taj­my o tym, że ludz­kie ko­mór­ki zbu­do­wa­ne są z bia­łek i tłusz­czów i o ile wę­glo­wo­da­ny za­pew­nią nam od­po­wied­nią ener­gię i po­ży­wie­nie dla na­sze­go umy­słu, to ni­g­dy nie przy­czy­nią się do od­bu­do­wy i re­ge­ne­ra­cji na­szych ścian ko­mór­ko­wych – w każ­dym ra­zie do­pó­ki po­zo­sta­je­my ssa­ka­mi, a nie ro­śli­na­mi.

Róż­no­rod­ność i rów­no­wa­ga są klu­czem do suk­ce­su. Żad­ne skraj­no­ści – ani we­ge­ta­ria­nizm, ani pa­leo – nie za­pew­nią zdro­wia wszyst­kim lu­dziom na Zie­mi. Taki efekt moż­na osią­gnąć je­dy­nie po­przez dłu­gi, zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ny pro­ces zmia­ny sty­lu ży­cia i do­sto­so­wy­wa­nia spo­so­bu ży­wie­nia do MIQ wła­sne­go or­ga­ni­zmu. W po­łą­cze­niu z mi­ni­ma­li­za­cją stre­sów i za­gro­żeń śro­do­wi­ska może to do­pro­wa­dzić nas do naj­lep­szej moż­li­wej dla nas for­my. A kie­dy za­cznie­cie żyć w zgo­dzie z wła­snym or­ga­ni­zmem, prze­sta­nie­cie no­to­rycz­nie wal­czyć z cho­ro­ba­mi i osią­gnie­cie sta­łą wagę bez wy­sił­ku, ka­to­wa­nia się, die­ty eli­mi­na­cyj­nej i efek­tu jo-jo. A za­tem do dzie­ła! Roz­ko­duj swój or­ga­nizm.

ME­TA­BO­LICZ­NA IN­TE­LI­GEN­CJA – NIE­PO­WTA­RZAL­NE IQ OR­GA­NI­ZMU KAŻ­DE­GO CZŁO­WIE­KA

Mamy dziś in­te­li­gent­ne sa­mo­cho­dy, domy, kom­pu­te­ry, te­le­fo­ny, kar­ty kre­dy­to­we, kon­ta w ban­kach, a za­po­mi­na­my o in­te­li­gen­cji na­szych we­wnętrz­nych me­cha­ni­zmów, któ­rych zna­jo­mość znacz­nie uła­twia ży­cie. Współ­pra­ca z wła­snym me­ta­bo­licz­nym IQ może po­móc nam w unik­nię­ciu wie­lu do­le­gli­wo­ści po­wszech­nych wśród miesz­kań­ców wiel­kich miast, osób ży­ją­cych „na wa­liz­kach” czy nie­ustan­nie po­dró­żu­ją­cych za­wo­do­wo, któ­re czę­sto zmu­szo­ne są ży­wić się w po­śpie­chu w ogól­no­do­stęp­nych punk­tach ga­stro­no­micz­nych. Je­śli wie­my, ja­kie pro­duk­ty po­win­ni­śmy wy­brać, mamy szan­sę na wy­eli­mi­no­wa­nie wzdęć, za­parć, zga­gi, sen­sa­cji żo­łąd­ko­wych, pro­ble­mów z cerą, bólu nóg czy swę­dzą­cej skó­ry. To ta­kie pro­ste, że wy­da­wać się może wprost nie­wia­ry­god­ne – a jed­nak praw­dzi­we.

Ogól­nie przy­ję­te sche­ma­ty nie dla każ­de­go będą się spraw­dzać. Cięż­ko­straw­ne po­tra­wy są nie­od­po­wied­nie dla typu me­ta­bo­li­zmu wę­glo­wo­da­no­we­go, czy­li dla wol­ne­go spa­la­cza. Taka oso­ba, zja­da­jąc np. wy­szu­ka­ny stek ar­gen­tyń­ski, bę­dzie czu­ła się ocię­ża­le lub po­pad­nie w me­lan­cho­lię, a w skraj­nym przy­pad­ku na­wet w stan lek­ko de­pre­syj­ny. Po­win­na ona uni­kać cięż­kich, wy­so­ko­pu­ry­no­wych bia­łek i tłusz­czów. Z ko­lei przy biał­ko­wym ty­pie me­ta­bo­li­zmu praw­dzi­wym prze­stęp­stwem są pro­duk­ty po­zor­nie lek­ko­straw­ne, np. słod­kie sa­łat­ki. Po­zba­wia­ją one taką oso­bę ener­gii, kon­cen­tra­cji, mogą na­wet wy­wo­łać u niej za­cho­wa­nia agre­syw­ne. Typ biał­ko­wy spa­la wę­glo­wo­da­ny tak szyb­ko, że przyj­mo­wa­nie ich bez biał­ka lub tłusz­czu po­wo­du­je cią­głe sko­ki cu­kru we krwi i nie­ustan­ne uczu­cie gło­du.

Może się to wy­dać śmiesz­ne czy mało istot­ne, jed­nak tak na­praw­dę nie zda­je­my so­bie spra­wy z tego, jak po­waż­nym za­gro­że­niem dla na­sze­go zdro­wia psy­chicz­ne­go, fi­zycz­ne­go i du­cho­we­go może być błęd­ny spo­sób od­ży­wia­nia się. Spo­ży­wa­nie po­sił­ków nie­kom­pa­ty­bil­nych z na­szą me­ta­bo­licz­ną in­te­li­gen­cją może wpły­wać na ja­kość na­szej pra­cy, wy­daj­ność przy wy­ko­ny­wa­niu co­dzien­nych obo­wiąz­ków, kon­cen­tra­cję, ży­cie to­wa­rzy­skie, a na­wet re­la­cje w związ­kach.

Aby po­znać swo­je me­ta­bo­licz­ne IQ, wy­star­czy roz­wią­zać pro­sty test, któ­ry osza­cu­je na­sze ogól­ne pre­dys­po­zy­cje i przy­pi­sze nas do jed­nej z od­mian me­ta­bo­li­zmu, z któ­rych każ­da cha­rak­te­ry­zu­je się inną to­le­ran­cją na po­szcze­gól­ne po­kar­my. Za­sad­ni­czo mamy trzy typy me­ta­bo­li­zmu: wę­glo­wo­da­no­wy, mie­sza­ny i biał­ko­wy.

Naj­wię­cej wa­ria­cji wy­stę­pu­je wśród typu mie­sza­ne­go, gdzie, w za­leż­no­ści od swo­ich per­so­nal­nych uwa­run­ko­wań, moż­na skła­niać się bar­dziej w stro­nę wę­glo­wo­da­no­wą bądź biał­ko­wą. Ale pa­mię­taj: na­wet je­że­li masz wę­glo­wo­da­no­wy typ me­ta­bo­li­zmu, nie ozna­cza to, że pod wzglę­dem re­ak­cji na po­ży­wie­nie, sił, sła­bo­ści, po­zio­mu ener­gii czy ape­ty­tu oraz in­nych cech je­steś taki sam, jak każ­dy inny czło­wiek z taką od­mia­ną me­ta­bo­li­zmu. Każ­dy z nas jest nie­po­wta­rzal­ny, tak­że w kon­tek­ście in­dy­wi­du­al­ne­go typu me­ta­bo­licz­ne­go.

Naj­częst­sze ob­ja­wy, któ­rych nie ko­ja­rzy­my z bra­kiem zna­jo­mo­ści swo­je­go me­ta­bo­licz­ne­go IQ to:

brak ener­gii, brak kon­cen­tra­cji;

kło­po­ty z prze­wo­dem po­kar­mo­wym;

aler­gie, nad­ci­śnie­nie, zmia­ny na­stro­jów;

brak efek­tów przy sto­so­wa­niu po­pu­lar­nych diet;

dez­orien­ta­cja w ob­li­czu sprzecz­nych rad ko­lej­nych die­te­ty­ków/spe­cja­li­stów.

Ko­rzy­ści z po­zna­nia i świa­do­mo­ści swo­jej me­ta­bo­licz­nej in­te­li­gen­cji:

przy­sto­so­wa­nie spo­so­bu od­ży­wia­nia się do spe­cy­ficz­nych po­trzeb swo­je­go or­ga­ni­zmu;

osią­gnię­cie ide­al­nej wagi i jej ła­twe utrzy­my­wa­nie;

przy­pływ ener­gii i do­bra kon­dy­cja;

wzmoc­nie­nie sys­te­mu im­mu­no­lo­gicz­ne­go or­ga­ni­zmu;

wy­eli­mi­no­wa­nie nie­straw­no­ści, zmę­cze­nia i aler­gii;

opa­no­wa­nie sta­nów de­pre­syj­nych, lę­ków i zmian na­stro­jów.

CZŁO­WIEK – KON­STRUK­CJA TŁUSZ­CZO­WO-BIAŁ­KO­WA

Pro­ce­sy sta­rze­nia się or­ga­ni­zmu do­ty­czą każ­de­go, jed­nak to od nas w du­żej mie­rze za­le­ży, jak dłu­go po­zo­sta­nie­my mło­dzi, spraw­ni i peł­ni sił. Każ­de­go dnia, po­przez to, co ro­bi­my, co spo­ży­wa­my, co my­śli­my, de­cy­du­je­my o tym, czy po­ma­ga­my ko­mór­kom za­cho­wać mło­dość jak naj­dłu­żej, czy wręcz od­wrot­nie – po­ma­ga­my na­sze­mu or­ga­ni­zmo­wi się ze­sta­rzeć.

O za­cho­wa­niu bio­lo­gicz­nej i men­tal­nej mło­do­ści de­cy­du­je przede wszyst­kim od­po­wied­ni styl ży­cia, któ­ry im wcze­śniej so­bie wy­pra­cu­je­my, tym le­piej. W kra­jach wy­so­ko­ro­zwi­nię­tych po­nad 85% po­pu­la­cji w wie­ku po­wy­żej 65 roku ży­cia to lu­dzie prze­wle­kle cho­rzy. Nie­ste­ty czę­sto za­po­mi­na­my o tym, że już od naj­młod­szych lat pra­cu­je­my na stan na­sze­go zdro­wia i kom­fort ży­cia w przy­szło­ści.

DO­BRE TŁUSZ­CZE

Od­wiecz­ny pro­blem: jeść czy nie jeść, a je­śli tak, to ja­kie? Za­mie­sza­nie w tłusz­czach jest spo­re – jed­ni do­ra­dza­ją mar­ga­ry­nę, twier­dząc, że ma­sło po­wo­du­je miaż­dży­cę, inni cał­ko­wi­cie eli­mi­nu­ją tłusz­cze ze swo­jej die­ty, a to błąd! Bło­ny ko­mór­ko­we zbu­do­wa­ne są z bia­łek i li­pi­dów i bez od­po­wied­nich tłusz­czów nie mo­że­my re­ge­ne­ro­wać or­ga­ni­zmu, bu­do­wać ko­mó­rek ani tra­wić bia­łek (przy die­tach wy­so­ko­­biał­ko­wych po­zba­wio­nych tłusz­czów naj­częst­szą do­le­gli­wo­ścią jest za­bu­rzo­na pra­ca ne­rek na sku­tek za­le­ga­ją­ce­go w je­li­tach nie­stra­wio­ne­go biał­ka).

Czą­stecz­ki kwa­sów tłusz­czo­wych de­cy­du­ją o bu­do­wie błon ko­mór­ko­wych i we­wnątrz­ko­mór­ko­wych, od­gry­wa­jąc stra­te­gicz­ną rolę w ich struk­tu­rze, in­te­gral­no­ści i funk­cjach. Tłusz­cze, jako jed­ne, z trzech pod­sta­wo­wych skład­ni­ków od­żyw­czych, obok bia­łek i wę­glo­wo­da­nów, wpły­wa­ją na wie­le aspek­tów dzia­ła­nia ludz­kie­go or­ga­ni­zmu:

uczest­ni­czą w mo­dy­fi­ka­cji bia­łek oraz wa­run­ku­ją rów­no­wa­gę hor­mo­nal­ną;

są ma­te­ria­łem bu­dul­co­wym błon ko­mór­ko­wych i bia­łej masy mó­zgu;

de­cy­du­ją o spraw­no­ści ukła­du krą­że­nia;

są no­śni­ka­mi wi­ta­min A, D, E i K oraz uła­twia­ją ich przy­swa­ja­nie z in­nych pro­duk­tów;

wpły­wa­ją na wy­gląd i stan skó­ry, wło­sów, pa­znok­ci;

są naj­bar­dziej skon­cen­tro­wa­nym źró­dłem ener­gii dla ko­mó­rek;

umoż­li­wia­ją gro­ma­dze­nie ener­gii w ko­mór­kach i tkan­ce za­pa­so­wej;

peł­nią rolę izo­la­to­ra ter­micz­ne­go, elek­trycz­ne­go oraz sta­bi­li­za­to­ra;

chro­nią przed ura­za­mi;

wa­run­ku­ją pra­cę tkan­ki ner­wo­wej;

do­star­cza­ją nie­zbęd­nych nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych (NNKT), z któ­rych po­wsta­ją hor­mo­ny tkan­ko­we re­gu­lu­ją­ce pro­ce­sy w ko­mór­kach na­sze­go cia­ła.

Je­śli chcesz za­cho­wać mło­dy wy­gląd, uni­kaj tłusz­czów typu trans! Po­wsta­ją one w pro­ce­sie utwar­dza­nia olei ro­ślin­nych, na sku­tek któ­re­go za­cho­dzą zmia­ny ich wła­ści­wo­ści. Spo­ży­wa­jąc ta­kie tłusz­cze, pod­no­si­my po­ziom tzw. „złe­go” cho­le­ste­ro­lu (LDL), a ob­ni­ża­my po­ziom tego „do­bre­go” (HDL). Tym sa­mym zwięk­sza się ry­zy­ko wy­stą­pie­nia cho­rób ser­ca, ale nie tyl­ko – ich spo­ży­wa­nie na­si­la rów­nież wszel­kie­go ro­dza­ju pro­ble­my z funk­cjo­no­wa­niem mó­zgu i ukła­du ner­wo­we­go, za­rów­no u dzie­ci, jak i u osób do­ro­słych czy star­szych. Uży­wa­nie ta­kich „śmie­cio­wych” skład­ni­ków do re­ge­ne­ra­cji i od­bu­do­wy na­szych ko­mó­rek jest jak skle­ja­nie szy­by kiep­skim kle­jem – w koń­cu i tak po­pę­ka. Strzeż się! Tran­sy są wszę­dzie, w fast fo­odach, go­to­wych da­niach, sło­dy­czach, fryt­kach, w pra­wie wszyst­kich pro­duk­tach wy­so­ko­prze­two­rzo­nych do­stęp­nych na ryn­ku.

BIAŁ­KO

Jest to pod­sta­wo­wy bu­du­lec na­sze­go or­ga­ni­zmu, któ­ry od­po­wia­da za pra­wi­dło­wą od­bu­do­wę ko­mó­rek, wła­ści­wą pra­cę mó­zgu oraz utrzy­ma­nie sta­łe­go po­zio­mu cu­kru we krwi. Ist­nie­ją dwa ro­dza­je bia­łek: peł­no­war­to­ścio­we i nie­peł­no­war­to­ścio­we. Te pierw­sze za­wie­ra­ją wszyst­kie nie­zbęd­ne ami­no­kwa­sy, któ­re mogą być na­tych­miast wy­ko­rzy­sta­ne przez nasz or­ga­nizm. Na­to­miast nie­peł­no­war­to­ścio­we biał­ka nie mają jed­ne­go lub wię­cej ami­no­kwa­sów. Wy­stę­pu­ją one w owo­cach, wa­rzy­wach czy ziar­nach i po­trze­bu­ją po­łą­cze­nia z in­nym źró­dłem biał­ka, aby stać się biał­kiem peł­no­war­to­ścio­wym. Czę­stym pro­ble­mem ta­kich po­łą­czeń jest ogrom­na ilość wę­glo­wo­da­nów w po­sił­ku, któ­ra po­wo­du­je gwał­tow­ny skok cu­kru we krwi, a tym sa­mym od­kła­da­nie się tkan­ki tłusz­czo­wej.

Peł­no­war­to­ścio­we biał­ko po­cho­dzi przede wszyst­kim ze źró­deł zwie­rzę­cych (wo­ło­wi­na, kur­czak, ryby, in­dyk) czy też z pro­duk­tów po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go (jak jaja, sery i prze­two­ry mlecz­ne). Do naj­waż­niej­szych źró­deł peł­no­war­to­ścio­we­go biał­ka po­cho­dzą­ce­go z ro­ślin na­le­żą qu­inoa, czy­li ko­mo­sa ry­żo­wa, oraz ko­no­pie.

Szu­ka­jąc od­po­wied­nie­go biał­ka, naj­więk­szą uwa­gę na­le­ży zwró­cić na jego po­cho­dze­nie. Wy­bie­raj mię­so z ma­łych ho­dow­li, gdzie pa­sze wol­ne są od GMO, an­ty­bio­ty­ków i in­nych tok­sycz­nych sub­stan­cji, któ­re wraz z mię­sem prze­do­sta­ją się do na­sze­go or­ga­ni­zmu. Omi­jaj od­żyw­ki biał­ko­we na ba­zie soi – w po­nad 90% jest ona mo­dy­fi­ko­wa­na ge­ne­tycz­nie, po­nad­to za­bu­rza pra­cę tar­czy­cy i utrud­nia wchła­nia­nie wap­nia oraz soli mi­ne­ral­nych.

Naj­ko­rzyst­niej­sze biał­ko­we od­żyw­ki to te na ba­zie biał­ka ser­wat­ko­we­go, wzbo­ga­co­ne o na­tu­ral­ne wi­ta­mi­ny i mi­ne­ra­ły, bez do­dat­ku glu­te­nu, barw­ni­ków, aro­ma­tów czy sztucz­nych sło­dzi­ków. Po­nad­to po­win­ny za­wie­rać błon­nik oraz kwa­sy ome­ga-3, ome­ga-6 i ome­ga-9, nie­zbęd­ne do pra­wi­dło­we­go przy­swo­je­nia biał­ka.

Zimą uni­kaj je­dze­nia su­ro­we­go na­bia­łu. Wszel­kie ke­fi­ry, jo­gur­ty i inne prze­two­ry mlecz­ne o tej po­rze roku wy­chła­dza­ją or­ga­nizm oraz po­wo­du­ją jego ślu­zo­wa­ce­nie. Po­nad­to są ide­al­nym pod­ło­żem do roz­wo­ju wi­ru­sów i bak­te­rii, któ­re o tej po­rze roku mają pole do po­pi­su. Je­że­li jesz na­biał, np. twa­róg, pod­daj go ob­rób­ce ter­micz­nej. Poza tym pro­duk­ty mlecz­ne i cu­kry wpły­wa­ją rów­nież na brak kon­cen­tra­cji. Ich nad­miar w na­szej die­cie może po­wo­do­wać sen­ność, ocię­ża­łość oraz nie­chęć do ru­chu, któ­re­go zimą nam zde­cy­do­wa­nie bra­ku­je. Pro­duk­ty te spo­wal­nia­ją me­ta­bo­lizm i prze­mia­nę ma­te­rii. Spo­ży­wa­nie ich w zbyt du­żych ilo­ściach pro­wa­dzi do nad­mier­ne­go za­wil­go­ce­nia or­ga­ni­zmu, co sprzy­ja jego wy­chło­dze­niu i pro­duk­cji ślu­zu. Na sku­tek tych czyn­ni­ków twarz sta­je się lek­ko obrzęk­nię­ta, bla­da lub żół­ta­wa.

WŁA­ŚCI­WE NA­WIL­ŻE­NIE OR­GA­NI­ZMU

Dłu­go­wiecz­ność w 80% ma swo­je pod­ło­że w sty­lu ży­cia. Nie je­ste­śmy ska­za­ni na cho­ro­by wy­stę­pu­ją­ce w ro­dzi­nie ani na ge­ne­ty­kę. Do­bra woda może wpły­nąć na zre­se­to­wa­nie ko­mór­ko­we­go pro­ce­su sta­rze­nia się po­przez do­star­cze­nie każ­dej ko­mór­ce na­sze­go or­ga­ni­zmu wszyst­kie­go, co nie­zbęd­ne, aby mo­gła ona funk­cjo­no­wać jak ko­mór­ka mło­da. Je­śli ko­mór­ki nie są od­po­wied­nio na­wod­nio­ne, nie mogą funk­cjo­no­wać, wy­ko­rzy­stu­jąc mak­si­mum swo­ich moż­li­wo­ści, co wpły­wa na przy­spie­sze­nie pro­ce­sów sta­rze­nia. Utra­ta wody i jej ni­ski po­ziom w cie­le są jed­ny­mi z głów­nych czyn­ni­ków do­da­ją­cych nam lat. Or­ga­nizm do­ro­słe­go czło­wie­ka skła­da się w 75% z wody, któ­ra jest istot­nym skład­ni­kiem na­rzą­dów i czę­ści cia­ła. Tkan­ka łącz­na zbu­do­wa­na jest m.in. z pół­płyn­nej sub­stan­cji, w skład któ­rej wcho­dzi kwas hia­lu­ro­no­wy, zaś ko­la­gen i ela­sty­na (któ­re za­trzy­mu­ją wodę w tkan­kach) utrzy­mu­ją kształt i za­cho­wu­ją spój­ność tkan­ki łącz­nej, z któ­rej zbu­do­wa­ne są ner­wy, na­czy­nia krwio­no­śne, wię­za­dła i we­wnętrz­ne war­stwy skó­ry.

Pod­czas sta­rze­nia się na­sze ko­mór­ki i tkan­ka łącz­na za­czy­na­ją go­rzej funk­cjo­no­wać, po­nie­waż tra­cą zdol­ność do utrzy­my­wa­nia opty­mal­ne­go po­zio­mu wody. Na sku­tek tego woda może krą­żyć bez­ce­lo­wo w na­szym cie­le, po­wo­du­jąc przy tym obrzę­ki, a or­ga­nizm na­dal po­zo­sta­je od­wod­nio­ny, gdyż woda nie po­tra­fi do­trzeć do ko­mó­rek. Po­przez wzmoc­nie­nie błon ko­mór­ko­wych i nie­ustan­ną re­ge­ne­ra­cję tkan­ki łącz­nej mo­że­my wpły­nąć na po­ziom na­wod­nie­nia ko­mó­rek. Klu­czem do mło­do­ści nie jest wy­pi­ja­nie hek­to­li­trów wody, ale wła­ści­we na­wod­nie­nie ko­mó­rek, tak aby za­trzy­my­wa­ły one wodę w so­bie. Pro­ces do­star­cza­nia wody bez­po­śred­nio do wnę­trza ko­mó­rek za­le­ży od tego, czy pi­je­my wodę struk­tu­ral­ną, czy spo­ży­wa­my po­ży­wie­nie żywe, a nie mar­twe, i od sta­nu na­szych błon ko­mór­ko­wych, dzię­ki któ­rym ko­mór­ki dzia­łać mogą jako opty­mal­ne zbior­ni­ki wody (lub wręcz prze­ciw­nie – jak sito, przez któ­re woda prze­le­wa się stru­mie­nia­mi). Po­ży­wie­nie żywe po­sia­da struk­tu­rę hek­sa­go­nal­ną, któ­ra prze­ka­zu­je in­for­ma­cje na­szym ko­mór­kom cia­ła, na­to­miast mar­twa żyw­ność po­chła­nia na­szą ener­gię na to, aby mo­gła zo­stać stra­wio­na2.

* * *

2 Po­ży­wie­nie mar­twe to po­karm bez en­zy­mów, któ­ry nie do­star­cza ener­gii, więc or­ga­nizm musi zu­żyć wła­sną ener­gię, aby go stra­wić. Po­karm struk­tu­ral­ny żywy od­ży­wia na­sze ko­mór­ki, do­star­cza­jąc ener­gię i en­zy­my. Każ­dy po­karm ma w so­bie wodę. Tak więc każ­dy ma struk­tu­rę lub nie.

Pa­mię­taj, po­ziom na­wod­nie­nia po­wi­nien być de­fi­nio­wa­ny przez ilość wody za­trzy­my­wa­nej w or­ga­ni­zmie, a nie wy­pi­tej.

Je­że­li chcesz na­wod­nić or­ga­nizm, uni­kaj wy­so­ko­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów i po­ży­wie­nia z mi­kro­fa­lów­ki, któ­re są po­kar­ma­mi mar­twy­mi. Pa­mię­taj, że woda mi­ne­ral­na na sku­tek pro­ce­sów po­zy­ski­wa­nia jej z głę­bi zie­mi oraz pa­ko­wa­nia w pla­sti­ko­we bu­tel­ki tra­ci swo­ją na­tu­ral­ną struk­tu­rę, w związ­ku z czym ła­twiej roz­wi­ja­ją się w niej grzy­by i bak­te­rie, po­nad­to nie trans­por­tu­je ona in­for­ma­cji do na­szych ko­mó­rek tak efek­tyw­nie, jak by­śmy tego ocze­ki­wa­li.

WI­TA­MI­NY I AN­TY­OK­SY­DAN­TY – SKĄD JE CZER­PAĆ

AN­TY­OK­SY­DAN­TY

Wol­ne rod­ni­ki i sta­rze­nie się or­ga­ni­zmu są ze sobą ści­śle po­wią­za­ne. Sto­su­jąc an­ty­ok­sy­dan­ty, któ­re neu­tra­li­zu­ją sub­stan­cje utle­nia­ją­ce, moż­na uzy­skać po­pra­wę sta­nu or­ga­ni­zmu w po­nad 80 cho­ro­bach zwią­za­nych ze sta­rze­niem się!

Za­bu­rze­nia funk­cjo­no­wa­nia, któ­re we­dług więk­szo­ści le­ka­rzy są nie­od­łącz­nym ele­men­tem sta­rze­nia się, tak na­praw­dę za­le­żą od szkód, ja­kie wy­rzą­dzi­ły w na­szym cie­le wol­ne rod­ni­ki i od sku­mu­lo­wa­nej w nim ilo­ści tok­syn. Do­pó­ki nic nam nie wy­cię­to, wszyst­kie or­ga­ny moż­na zre­ge­ne­ro­wać. Do­star­cza­jąc do or­ga­ni­zmu duże ilo­ści od­po­wied­nich an­ty­ok­sy­dan­tów, nie da­je­my wol­nym rod­ni­kom szan­sy na „roz­bi­cie” nas od we­wnątrz.

Jak dzia­ła­ją an­ty­ok­sy­dan­ty? Kom­plek­so­wo. An­ty­ok­sy­dan­ty od­bu­do­wu­ją znisz­czo­ne ko­mór­ki na­sze­go or­ga­ni­zmu, a bio­rąc pod uwa­gę fakt, iż co MI­NU­TĘ pro­du­ku­je on 2 MI­LIO­NY no­wych ko­mó­rek, ma swo­je zna­cze­nie to, czy do­star­czy­my im wła­ści­wy ma­te­riał bu­dul­co­wy i ochron­ny. Nie­waż­ne gdzie, an­ty­ok­sy­dan­ty dzia­ła­ją i po­ja­wia­ją się wszę­dzie tam, gdzie są po­trzeb­ne. Nie ma zna­cze­nia, czy jest to mózg, noga, wą­tro­ba czy oko. Od­bu­do­wu­ją znisz­czo­ne ko­mór­ki, a tym sa­mym nie do­pusz­cza­ją do tego, żeby zja­dły nas tok­sy­ny, stres, bak­te­rie i wol­ne rod­ni­ki.

Nie licz­my jed­nak na to, że owo­ce sprze­da­wa­ne ca­ło­rocz­nie w na­szych su­per­mar­ke­tach będą bom­bą an­ty­ok­sy­dan­tów. War­to po­świę­cić wię­cej uwa­gi żyw­no­ści funk­cjo­nal­nej (np. ja­go­dy goji, sprosz­ko­wa­ne pu­rée z ja­gód acai) oraz mro­żo­nym, lio­fi­li­zo­wa­nym czy su­szo­nym owo­com.

Po­li­fe­no­le, któ­re mają sil­ne dzia­ła­nie prze­ciw­u­tle­nia­ją­ce, znaj­dzie­my w czer­wo­nej ce­bu­li, jabł­kach, zie­lo­nej her­ba­cie czy w zio­łach, ta­kich jak roz­ma­ryn i ty­mia­nek. Bo­ga­te w an­ty­ok­sy­dan­ty są też po­pu­lar­ny ostat­nio jar­muż, a tak­że bro­ku­ły i ka­pu­sta (pod wa­run­kiem że nie mamy pro­ble­mów z tar­czy­cą).

WI­TA­MI­NY

Zimą mamy zde­cy­do­wa­nie mniej­szy do­stęp do źró­deł war­to­ścio­wych wi­ta­min na­tu­ral­nych. Za­rów­no lo­kal­ne, jak i te im­por­to­wa­ne wa­rzy­wa i owo­ce po­zo­sta­wia­ją wie­le do ży­cze­nia w kwe­stii war­to­ści od­żyw­czych. Na pew­no mo­że­my sku­pić swo­ją uwa­gę na na­tce pie­trusz­ki i cy­try­nie, któ­ra jest bo­ga­ta w wi­ta­mi­nę C, a jako że spo­ży­wa­my ją bez skór­ki, nie mu­si­my aż tak bar­dzo przej­mo­wać się znaj­du­ją­cy­mi się w niej che­mią czy kon­ser­wan­ta­mi. Po­trze­bu­je­my jej do re­ge­ne­ra­cji or­ga­ni­zmu, ochro­ny przed stre­sem oraz wspo­ma­ga­nia wchła­nia­nia że­la­za.

Wi­ta­mi­na D – na jej brak cier­pi­my zwłasz­cza zimą. Uni­ka­nie czy nie­do­syt pro­mie­ni sło­necz­nych po­wo­du­ją jej nie­do­bór, któ­ry jest przy­czy­ną więk­szo­ści cho­rób. Po­trze­bu­je­my jej, aby wchła­niać wapń i fos­for, co prze­kła­da się na re­ge­ne­ra­cję ko­ści i utrzy­ma­nie ich w do­brym zdro­wiu. Chro­ni nas ona rów­nież przed osła­bie­niem mię­śni. Or­ga­nizm czło­wie­ka wy­twa­rza wi­ta­mi­nę D w skó­rze wła­śnie głów­nie pod wpły­wem pro­mie­ni sło­necz­nych. W bar­dzo nie­wiel­kim stop­niu je­ste­śmy w sta­nie przy­swa­jać ją z po­ży­wie­nia. Je­że­li więk­szą część zimy spę­dza­my w za­mknię­tych po­miesz­cze­niach i w ogó­le nie prze­by­wa­my na świe­żym po­wie­trzu, po­win­ni­śmy su­ple­men­to­wać wi­ta­mi­nę D, ale na­tu­ral­ną, któ­ra po­zy­ski­wa­na jest z la­no­li­ny. Źró­dłem tej wi­ta­mi­ny są jaj­ka, ma­kre­la, tuń­czyk, śledź, ło­soś, ha­li­but, pstrąg, sar­dyn­ki, olej z wą­tro­by dor­sza. Pa­mię­taj­my jed­nak o tym, że ryby z wiel­kich ho­dow­li, kar­mio­ne GMO, nie są bo­ga­te w cen­ne dla nas pier­wiast­ki. Od­po­wied­ni po­ziom wi­ta­mi­ny D3 chro­ni przed ta­ki­mi scho­rze­nia­mi, jak cu­krzy­ca, hi­po­gli­ke­mia, prze­wle­kłe go­je­nie się ran, to­czeń, cho­ro­by ne­rek i płuc, 17 ty­pów no­wo­two­rów, ja­skra, nad­ci­śnie­nie, aler­gie, cho­ro­by ser­ca, łusz­czy­ca, łu­pież, mi­gre­ny, udar i wie­le in­nych.

CZYN­NI­KI AGE – CZY­LI GLU­TEN A STA­RZE­NIE SIĘ

AGE (z ang. ad­van­ced gly­ca­tion end pro­ducts) to koń­co­we pro­duk­ty za­awan­so­wa­nej gli­ka­cji. Czyn­ni­ki te, o któ­rych wciąż nie­wie­le się mówi, od­po­wia­da­ją za roz­wój miaż­dży­cy, ka­ta­rak­ty oraz de­men­cji. Za­bu­rze­nia te naj­czę­ściej ko­ja­rzy­my z oso­ba­mi star­szy­mi, jed­nak czyn­ni­ki AGE gro­ma­dzi­my w na­szym cie­le przez całe ży­cie. Z wie­kiem co­raz wię­cej czą­stek AGE znaj­dzie­my w na­szych ner­kach, oczach, wą­tro­bie czy w in­nych na­rzą­dach, a na­wet w skó­rze. Wi­docz­nym skut­kiem ich dzia­ła­nia są mię­dzy in­ny­mi zmarszcz­ki, po­ja­wia­ją­ce się na­wet u dwu­dzie­sto­la­tek. Są to bez­u­ży­tecz­ne reszt­ki, któ­re gro­ma­dząc się w na­szym or­ga­ni­zmie, de­ge­ne­ru­ją tkan­ki. Czło­wiek nie może ich ani spa­lić, ani prze­two­rzyć na ener­gię.

Ich obec­ność ozna­cza dla nas znacz­ne po­gor­sze­nie funk­cji ne­rek, zwią­za­nej z usu­wa­niem z or­ga­ni­zmu nie­po­trzeb­nych od­pa­dów, ku­mu­la­cję pły­tek miaż­dży­co­wych, de­ge­ne­ra­cję chrząst­ki sta­wo­wej oraz dez­ak­ty­wa­cję ko­mó­rek mó­zgo­wych, któ­rych miej­sce zaj­mu­ją wła­śnie cząst­ki AGE.

Czyn­ni­ki te do­star­cza­my do or­ga­ni­zmu wraz z wy­so­ko­prze­two­rzo­ny­mi pro­duk­ta­mi spo­żyw­czy­mi lub po­ja­wia­ją się one jako efekt ubocz­ny wy­so­kie­go po­zio­mu cu­kru we krwi. Pro­ces po­wsta­wa­nia AGE jest nie­od­wra­cal­ny, co ozna­cza, że czyn­ni­ki te są od­por­ne na tra­wie­nie i oczysz­cza­ją­ce pro­ce­sy za­cho­dzą­ce we­wnątrz or­ga­ni­zmu. Im wyż­szy po­ziom glu­ko­zy we krwi, tym wię­cej AGE po­wsta­je w na­szym cie­le, a tym sa­mym pro­ce­sy sta­rze­nia się or­ga­ni­zmu przy­spie­sza­ją.

Dla­cze­go glu­ten i czyn­ni­ki AGE łą­czy bli­ska re­la­cja? Otóż pod­czas gdy jaja, orze­chy, oli­wa czy ło­soś nie po­wo­du­ją gwał­tow­nych sko­ków cu­kru we krwi, wszyst­kie wę­glo­wo­da­ny wła­śnie to ro­bią. Od po­ma­rań­czy, po­przez ciast­ka, ma­ka­ro­ny, żel­ki, aż po płat­ki fit i mu­sli czy peł­no­ziar­ni­ste prze­ką­ski. Pod wzglę­dem sko­ków cu­kru we krwi pro­duk­ty pszen­ne są bar­dziej szko­dli­we od pra­wie wszyst­kich in­nych po­kar­mów, po­nie­waż pod­wyż­sza­ją po­ziom cu­kru we krwi do war­to­ści wy­stę­pu­ją­cych w za­awan­so­wa­nej cu­krzy­cy – na­wet je­że­li jej nie mamy. Re­asu­mu­jąc, pszen­ne ro­ga­li­ki czy po­pu­lar­ne pa­sty na lunch wpły­wa­ją bez­po­śred­nio na pro­ce­sy sta­rze­nia się or­ga­ni­zmu, pro­wa­dząc do nad­mier­nej pro­duk­cji czyn­ni­ków AGE. Die­ta po­zba­wio­na psze­ni­cy jest jed­nym z naj­sku­tecz­niej­szych dzia­łań anti-age, ja­kie mo­żesz pod­jąć dla swo­je­go cia­ła.

MAK­SY­MAL­NY PO­ZIOM ENER­GII

Ruch jest nie­oce­nio­ny. Ze wzglę­du na po­go­dę czę­sto wy­ma­ga od nas spo­re­go sa­mo­za­par­cia, zwłasz­cza je­śli nie je­ste­śmy ama­to­ra­mi spor­tów zi­mo­wych. Jed­nak zwol­nio­ny przez ni­ską tem­pe­ra­tu­rę me­ta­bo­lizm mo­że­my pod­krę­cić wła­śnie dzię­ki ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej. Tłuszcz trzew­ny, któ­ry gro­ma­dzi­my zimą w zwięk­szo­nym stop­niu, sprzy­ja sta­rze­niu się or­ga­ni­zmu. To tkan­ka tłusz­czo­wa ku­mu­lu­je w na­szym or­ga­ni­zmie naj­wię­cej tok­syn, któ­re za­bu­rza­ją jego pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie, za­kwa­sza­ją go i blo­ku­ją pro­ce­sy re­ge­ne­ra­cyj­ne.

Sta­rze­nie się jest po­wo­do­wa­ne przez za­kwa­sze­nie or­ga­ni­zmu i stop­nio­we od­kła­da­nie się zło­gów. Jed­no­cze­śnie za­so­by skład­ni­ków mi­ne­ral­nych, an­ty­ok­sy­dan­tów i wi­ta­min są zu­ży­wa­ne na neu­tra­li­za­cję kwa­sów i tok­syn. Je­że­li suk­ce­syw­nie za­kwa­sza­my or­ga­nizm i gro­ma­dzi­my w so­bie śmie­ci, a zimą mamy ku temu jesz­cze więk­sze ten­den­cje niż nor­mal­nie, koń­czy się to tym, że wszyst­kie na­sze we­wnętrz­ne sys­te­my są na­sta­wio­ne na funk­cje pod­trzy­mu­ją­ce ży­cie. Na­to­miast w sta­nie rów­no­wa­gi or­ga­nizm wy­ko­rzy­stu­je swo­je moż­li­wo­ści do peł­nej re­ge­ne­ra­cji i ochro­ny ko­mó­rek przed de­ge­ne­ra­cją. Dzię­ki temu mo­że­my cie­szyć się mło­dym wy­glą­dem i świet­nym sa­mo­po­czu­ciem na co dzień.

Aby pod­krę­cić na­szą od­por­ność, mo­że­my wy­ko­rzy­stać zba­wien­ne wła­ści­wo­ści czosn­ku, któ­ry po­bu­dza układ od­por­no­ścio­wy, re­gu­lu­je po­ziom cu­kru we krwi oraz dzia­ła jako świet­ny an­ty­ok­sy­dant. Nie­oce­nio­ne są rów­nież nie­na­sy­co­ne kwa­sy tłusz­czo­we ome­ga-3 i ome­ga-6, któ­re do­star­cza­ne we wła­ści­wych pro­por­cjach prze­ciw­dzia­ła­ją sta­nom za­pal­nym. Od­por­ność pod­no­szą tak­że pro­duk­ty za­wie­ra­ją­ce że­la­zo, któ­re jest nie­zbęd­ne do wy­twa­rza­nia ener­gii i wła­ści­we­go funk­cjo­no­wa­nia ukła­du od­por­no­ścio­we­go. Znaj­dzie­my go w so­cze­wi­cy, jaj­kach i dro­biu z na­tu­ral­nych ho­dow­li, su­szo­nych śliw­kach i mo­re­lach (pod wa­run­kiem że nie są siar­ko­wa­ne), czer­wo­nych bu­ra­kach i ko­mo­sie ry­żo­wej.

Zimą za­przy­jaź­nij się z im­bi­rem, któ­ry roz­grze­wa oraz wspo­ma­ga krą­że­nie krwi i lim­fy. Wpły­wa rów­nież na po­pra­wę me­ta­bo­li­zmu i ogól­ny stan sta­wów. Je­że­li od­czu­wasz cią­głe zmę­cze­nie, uzu­peł­nij die­tę o ko­en­zym Q. Żeń-szeń na­to­miast po­mo­że na­szej wą­tro­bie w roz­kła­dzie tłusz­czów oraz wspo­mo­że prze­mia­nę ma­te­rii.

Pa­mię­taj o tym, że ro­dzaj spo­ży­wa­ne­go po­kar­mu po­wi­nien od­po­wia­dać in­dy­wi­du­al­nym po­trze­bom two­je­go or­ga­ni­zmu, uwzględ­nia­jąc przy tym tak­że pory roku. To, co dla jed­ne­go jest zdro­we, dla dru­gie­go może być zbęd­ne, a na­wet szko­dli­we.

MIQ W PRAK­TY­CE

Usta­le­nie typu me­ta­bo­li­zmu opie­ra się na ho­li­stycz­nym po­dej­ściu do każ­de­go czło­wie­ka. Wy­ko­rzy­stu­jąc ol­brzy­mi za­kres in­for­ma­cji z me­dy­cy­ny, bio­lo­gii, bio­che­mii, psy­cho­lo­gii czy ge­ne­ty­ki, moż­na stwo­rzyć ca­ło­ścio­wy szkic ogól­no­ustro­jo­wy dla każ­dej oso­by. Nie jest to te­mat nowy, choć w mia­rę roz­wo­ju na­uki moż­na go co­raz do­kład­niej pre­cy­zo­wać.

Już w IV wie­ku p.n.e. Hi­po­kra­tes opra­co­wał po­dział pa­cjen­tów na róż­ne typy. Jako oj­ciec me­dy­cy­ny po­wta­rzał, że „znacz­nie waż­niej­sze jest to, by wie­dzieć, jaki jest typ pa­cjen­ta cho­ru­ją­ce­go na daną cho­ro­bę, niż wie­dzieć, na jaką cho­ro­bę on cier­pi”. Me­dy­cy­na chiń­ska, ajur­we­da, ho­me­opa­tia czy uzdro­wi­cie­le z róż­nych kul­tur za­wsze od­no­si­li się do po­dzia­łu lu­dzi na cha­rak­te­ry­stycz­ne typy, któ­re po­zwa­la­ły do­sto­so­wać wła­ści­wy spo­sób ży­wie­nia i sku­tecz­ną te­ra­pię.

Choć po­nad 30 lat temu Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia uzna­ła, że każ­da cho­ro­ba za­czy­na się na po­zio­mie ko­mór­ki, ja upar­cie po­strze­gam na­sze or­ga­ni­zmy tak, jak­by­śmy byli zbu­do­wa­ni z ka­wał­ków me­ta­lu lub drew­na po­łą­czo­ne­go śrub­ka­mi…

Wszyst­kie in­dy­wi­du­al­ne ce­chy, cha­rak­te­ry­stycz­ne dla kon­kret­nej oso­by, mają swo­je wzor­ce w bio­che­mii or­ga­ni­zmu. Każ­dy żywy or­ga­nizm sta­ra się utrzy­mać stan rów­no­wa­gi, dla­te­go też to, co sobą pre­zen­tu­je­my, jest koń­co­wym efek­tem na­sze­go sil­nie zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ne­go sta­nu ho­me­osta­zy.

Po swo­ich przod­kach dzie­dzi­czy­my sła­bość bądź siłę, któ­re two­rzą róż­ni­ce po­mię­dzy na­szy­mi au­to­no­micz­ny­mi ukła­da­mi ner­wo­wy­mi, tem­pa­mi utle­nia­nia, rów­no­wa­ga­mi pro­ce­sów ka­ta­bo­licz­nych i ana­bo­licz­nych oraz w ukła­dach hor­mo­nal­nych. Au­to­no­micz­ny układ ner­wo­wy kie­ru­je wszyst­ki­mi od­ru­cho­wy­mi czyn­no­ścia­mi or­ga­ni­zmu, za­le­ży od nie­go bi­cie ser­ca, od­dy­cha­nie, tra­wie­nie, funk­cje roz­rod­cze, re­ak­cje im­mu­no­lo­gicz­ne. Utle­nia­nie i pro­ce­sy ka­ta­bo­licz­no-ana­bo­licz­ne de­cy­du­ją o ja­ko­ści i ilo­ści wy­twa­rza­nej ener­gii, na­to­miast układ hor­mo­nal­ny wpły­wa na nasz me­ta­bo­lizm, ste­ru­jąc ak­tyw­no­ścią tka­nek i ko­mó­rek. Oce­nia­jąc pra­cę tych ukła­dów, spe­cja­li­ści po­tra­fią usta­lić za­bu­rze­nia po­wo­du­ją­ce za­chwia­nie sta­nu rów­no­wa­gi da­ne­go or­ga­ni­zmu.

Zgod­nie z za­sa­da­mi bio­lo­gii od­ży­wia­nie to pro­ces, któ­ry za­opa­tru­je or­ga­nizm we wszyst­kie sub­stan­cje nie­zbęd­ne mu do ży­cia. Je­że­li cho­ciaż je­den z tych skład­ni­ków po­kar­mo­wych jest sys­te­ma­tycz­nie po­mi­ja­ny lub nie­do­star­cza­ny w wy­star­cza­ją­cej ilo­ści, wów­czas or­ga­nizm nie przy­swa­ja w peł­ni po­zo­sta­łych. W efek­cie, z bra­ku po­trzeb­ne­go su­row­ca i ener­gii oraz z nad­mia­ru tok­syn, na­sze ko­mór­ki prze­sta­ją pra­wi­dło­wo funk­cjo­no­wać. Naj­czę­ściej po­ja­wia­ją się zna­ne nam ob­ja­wy zmę­cze­nia, bóle gło­wy, ner­wo­wość, bez­sen­ność, ogól­ne złe sa­mo­po­czu­cie. W ta­kiej sy­tu­acji, chcąc so­bie po­móc, z re­gu­ły zwięk­sza­my przyj­mo­wa­nie róż­nych le­ków, któ­re na krót­ko eli­mi­nu­ją przy­kre ob­ja­wy. W re­zul­ta­cie mimo chwi­lo­we­go po­lep­sze­nia sa­mo­po­czu­cia głów­na przy­czy­na pro­ble­mów zdro­wot­nych, któ­rą jest nie­do­ży­wie­nie, nie zo­sta­je zli­kwi­do­wa­na. Po pew­nym cza­sie ne­ga­tyw­ne ob­ja­wy po­wra­ca­ją ze zdwo­jo­ną siłą. I tak, krok po kro­ku, ob­ni­ża się od­por­ność or­ga­ni­zmu, po­ja­wia­ją się in­fek­cje, aler­gie, nad­ci­śnie­nie, przy­rost wagi, skłon­ność do de­pre­sji oraz sze­reg in­nych do­brze nam zna­nych scho­rzeń. Ob­ja­wy zno­wu na ja­kiś czas ustę­pu­ją, lecz cho­ro­ba roz­wi­ja się da­lej. Po pew­nym cza­sie zmę­czo­ne i nie­szczę­śli­we ko­mór­ki, bun­tu­jąc się, bo­le­śnie uświa­da­mia­ją nam ogrom pro­ble­mu – fun­du­jąc nam coś w sty­lu za­wa­łu ser­ca, uda­ru, cu­krzy­cy, oste­opo­ro­zy, reu­ma­ty­zmu, zwy­rod­nień, no­wo­two­rów itd. Przy nie­wła­ści­wym od­ży­wia­niu wcze­śniej czy póź­niej za­czy­na­my cho­ro­wać.

Nasi przod­ko­wie ja­da­li pro­sto i skrom­nie, ale zdro­wo. Przyj­mo­wa­no na­tu­ral­ne po­ży­wie­nie po­cho­dzą­ce z miej­sca za­miesz­ka­nia da­nej spo­łecz­no­ści, kie­ru­jąc się in­tu­icją, opie­ra­jąc się na na­wy­kach i tra­dy­cji. Trud­no wy­obra­zić so­bie, by Eski­mo­si ja­da­li ko­rzon­ki i zie­le­ni­nę, po­dob­nie jak nie spo­sób na­kar­mić miesz­kań­ców rów­ni­ka mię­sem foki i tra­nem. W tam­tych cza­sach typy me­ta­bo­licz­ne naj­praw­do­po­dob­niej były zgod­ne z die­tą wa­run­ko­wa­ną gru­pą krwi. Dzi­siaj, na sku­tek wie­lo­wie­ko­wych mi­gra­cji lu­dzi, za­leż­no­ści te się wy­mie­sza­ły. Co­raz czę­ściej spo­ty­ka się oso­by, u któ­rych gru­pa krwi su­ge­ru­je np. die­tę we­ge­ta­riań­ską, zaś typ me­ta­bo­licz­ny die­tę dla Eski­mo­sa lub na od­wrót.

Po la­tach sta­re, na­tu­ral­ne, do­bre na­wy­ki cał­kiem się za­tar­ły, a żyw­ność sta­ła się ogól­nie do­stęp­na o każ­dej po­rze dnia i roku. Za­czę­li­śmy jeść po­tra­wy nowe, ład­ne, ko­lo­ro­we, sztucz­ne, ale nie­zdro­we. W efek­cie zja­da­my dużo po­kar­mów nad­mier­nie prze­two­rzo­nych, sztucz­nie kon­ser­wo­wa­nych, bar­wio­nych, po­ży­wie­nia z pu­szek czy dań już przy­go­to­wa­nych i pod­grze­wa­nych tyl­ko w ku­chen­kach mi­kro­fa­lo­wych. Do­dat­ko­wo spo­ży­wa­my ol­brzy­mie ilo­ści bia­łe­go pie­czy­wa, sło­dy­czy, soli, soi, mle­ka i ja­jek w prosz­ku oraz nie­wła­ści­we­go tłusz­czu, bom­bar­du­jąc or­ga­nizm glu­te­nem, cu­krem i kwa­sa­mi tłusz­czo­wy­mi typu trans. Pi­je­my w nad­mia­rze róż­ne na­po­je, nie tyl­ko po­zba­wio­ne ja­kich­kol­wiek war­to­ści od­żyw­czych, ale i za­wie­ra­ją­ce znacz­ną ilość sy­ro­pu glu­ko­zo­wo-fruk­to­zo­we­go, che­micz­nych barw­ni­ków i sub­stan­cji sma­ko­wych, za­pa­cho­wych czy kon­ser­wu­ją­cych.

Co­raz czę­ściej gu­bi­my się w lan­so­wa­nych teo­riach na te­mat diet – we­ge­ta­riań­skich, wy­so­ko­wę­glo­wo­da­no­wych, wy­so­ko­biał­ko­wych, ni­sko­­­ka­lo­rycz­nych, od­chu­dza­ją­cych, od­mła­dza­ją­cych, wy­so­ko­ener­ge­tycz­nych itp., zu­peł­nie za­po­mi­na­jąc, że je­dze­nie nie może za­śmie­cać or­ga­ni­zmu i że musi być in­dy­wi­du­al­nie dla nie­go do­bra­ne w za­leż­no­ści od na­sze­go ak­tu­al­ne­go sta­nu zdro­wia i skłon­no­ści ge­ne­tycz­nych3.

* * *

3 Tekst opra­co­wa­ny we współ­pra­cy z dr Gra­ży­ną Pa­jąk.

TEST ME­TA­BO­LICZ­NY

Jed­nym ze spo­so­bów na po­zna­nie swo­je­go me­ta­bo­licz­ne­go IQ jest roz­wią­za­nie te­stu, któ­ry znaj­du­je się po­ni­żej. Py­ta­nia mogą wy­da­wać się ten­den­cyj­ne lub po­wta­rza­ją­ce się, jed­nak każ­de z nich zna­la­zło się tu­taj ce­lo­wo.

Na pod­sta­wie wie­lo­let­nich ob­ser­wa­cji osób, któ­re po raz pierw­szy mają stycz­ność z te­stem me­ta­bo­licz­nym, mogę stwier­dzić, że pod­sta­wo­wym pro­ble­mem, z któ­rym mu­szą się zmie­rzyć, jest brak wie­dzy na te­mat swo­je­go or­ga­ni­zmu. Na­praw­dę nie­wie­le osób ob­ser­wu­je swo­je cia­ło i jego re­ak­cje, a jesz­cze mniej łą­czy je ze spo­ży­wa­nym po­kar­mem. Czę­sto ob­ja­wy cho­ro­bo­we, z któ­ry­mi się bo­ry­ka­my, ta­kie jak swę­dzą­ca skó­ra, bo­lą­ce pię­ty, su­chość w ustach, wiecz­ne uczu­cie gło­du lub zmę­cze­nia, ob­se­syj­ne szu­ka­nie cze­goś słod­kie­go i wie­le in­nych, są ści­śle zwią­za­ne z tym, co jemy lub cze­go nam jesz­cze bra­ku­je.

Ko­lej­nym wy­zwa­niem jest od­nie­sie­nie się do swo­ich rze­czy­wi­stych upodo­bań, a nie do sta­nu, któ­ry jest skut­kiem np. re­stryk­cyj­nej die­ty, eli­mi­na­cji nie­któ­rych po­kar­mów z na­sze­go ży­wie­nia czy też do­sto­so­wa­nia się do part­ne­ra, ro­dzi­ny lub osób, z któ­ry­mi miesz­ka­my lub spę­dza­my naj­wię­cej cza­su, co czę­sto jest rów­no­znacz­ne ze wspól­nym spo­ży­wa­niem po­sił­ków.

Nie daj się też zwieść gru­pie krwi, gdyż ta czę­sto zu­peł­nie nie przy­sta­je do typu me­ta­bo­li­zmu. Moż­li­we jest też po­mie­sza­nie cech zwią­za­nych z tymi dwo­ma czyn­ni­ka­mi, jed­nak to wi­docz­ne jest naj­czę­ściej w upodo­ba­niach do­ty­czą­cych sty­lu ży­cia, kli­ma­tu, re­la­cji z in­ny­mi ludź­mi, rzad­ko na­to­miast od­no­si się do re­ak­cji na spo­ży­wa­nie da­nych grup po­kar­mów.

JAK PRA­WI­DŁO ROZ­WIĄ­ZAĆ TEST ME­TA­BO­LICZ­NY?

Za­nim od­po­wiesz na py­ta­nia, za­po­znaj się z krót­ką in­struk­cją ob­słu­gi te­stu:

Udzie­la­jąc od­po­wie­dzi, za­po­mnij na chwi­lę o po­wszech­nych teo­riach do­ty­czą­cych od­ży­wia­nia, któ­re znasz z me­diów lub in­nych źró­deł.

Po­miń rów­nież li­cze­nie ka­lo­rii, ogra­ni­cza­nie skład­ni­ków po­kar­mo­wych, ta­kich jak wę­glo­wo­da­ny czy tłusz­cze oraz eli­mi­na­cję po­sił­ków po go­dzi­nie 18:00.

Od­po­wia­da­jąc, za­sta­nów się nad tym, po zje­dze­niu ja­kie­go po­sił­ku czu­jesz się naj­le­piej – nie masz zga­gi, wzdęć, ga­zów, bólu brzu­cha, je­steś pe­łen ener­gii i chę­ci do ży­cia.

Pa­mię­taj, że test bada na­szą re­ak­cję na dane pro­duk­ty spo­żyw­cze, a nie wy­bra­ną die­tę czy styl ży­cia.

Nie­któ­re z py­tań za­wie­ra­ją je­dy­nie od­po­wiedź C – je­śli ta od­po­wiedź cię nie do­ty­czy, po­miń je.

1. NA ŚNIA­DA­NIE:

mogę nic nie jeść albo jem coś bar­dzo lek­kie­go, np. owo­ce, to­sty, jo­gurt

naj­chęt­niej jem jaj­ka, to­sty, ja­kieś owo­ce

naj­czę­ściej jem coś so­lid­ne­go: jaj­ka na bocz­ku, kil­ka pa­ró­wek, tłu­ste wę­dli­ny lub mię­so

2. JA­KIE PO­SIŁ­KI PRE­FE­RU­JESZ?

wolę lżej­sze da­nia ta­kie, jak: pierś z kur­cza­ka lub in­dy­ka, chu­dą rybę, sa­łat­ki, wa­rzy­wa, lek­kie de­se­ry

coś po­śred­nie­go po­mię­dzy A i C

wolę so­lid­ne po­sił­ki, ta­kie jak: go­lon­kę, pie­czeń wo­ło­wą, schab, pie­czo­ne ziem­nia­ki, tro­chę ja­rzyn, na de­ser ewen­tu­al­nie ka­wa­łek do­bre­go ser­ni­ka

3. JAKI KLI­MAT PRE­FE­RU­JESZ?

świet­nie się czu­ję w cza­sie upa­łów i go­rą­cych dni, nie zno­szę zim­na

do­brze się czu­ję za­rów­no gdy jest cie­pło, jak i pod­czas zim­niej­szych dni

czu­ję się zde­cy­do­wa­nie le­piej w cza­sie chłod­nych dni

4. JAKI MASZ STO­SU­NEK DO PI­CIA KAWY?

czu­ję się świet­nie po wy­pi­ciu kawy, po­trze­bu­ję jej dla do­bre­go roz­ru­chu

w za­sa­dzie kawa nie ma na mnie więk­sze­go wpły­wu, je­że­li ją piję, to dla­te­go, że lu­bię jej smak i za­pach

kawa mi nie słu­ży, je­stem roz­dy­go­ta­ny, źle się po niej czu­ję, moc­no bije mi ser­ce; nie lu­bię kawy; ewen­tu­al­nie lu­bię kawę i ją piję, ale póź­niej źle się czu­ję

5. JAKI MASZ PO­ZIOM APE­TY­TU W CZA­SIE ŚNIA­DA­NIA?

rano mam sła­by ape­tyt lub jego brak, cza­sem za­po­mi­nam, że mam zjeść śnia­da­nie

mam nor­mal­ny ape­tyt

nie mogę się do­cze­kać śnia­da­nia, wsta­ję z my­ślą o tym, co by tu zjeść

6. JAKI MASZ PO­ZIOM APE­TY­TU W PO­ŁU­DNIE?

mam sła­by ape­tyt

mam nor­mal­ny ape­tyt

mam sil­ny ape­tyt

7. JAKI MASZ PO­ZIOM APE­TY­TU WIE­CZO­REM?

mam sła­by ape­tyt

mam nor­mal­ny ape­tyt

mam sil­ny ape­tyt

8. CZY ZA­UWA­ŻASZ U SIE­BIE KA­SZEL, PO­KA­SŁY­WA­NIE, PO­CHRZĄ­KI­WA­NIE?

czę­sto od­czu­wam po­trze­bę po­ka­sły­wa­nia czy po­chrzą­ki­wa­nia nie­za­leż­nie od in­fek­cji

9. POD­JA­DA­JĄC COŚ W CIĄ­GU DNIA, SIĘ­GASZ PO:

ja­rzy­ny, doj­rza­łe owo­ce, droż­dżo­we bu­łecz­ki, bia­łe pie­czy­wo, sło­dy­cze, ga­la­ret­ki owo­co­we

w każ­dej z wy­mie­nio­nych grup znaj­dę coś dla sie­bie

sło­ne, tłu­ste po­tra­wy, żół­ty ser, mię­so, chip­sy ziem­nia­cza­ne, kwa­śne po­tra­wy, ki­szo­ne ogór­ki

10. CZY JA­DASZ DE­SE­RY?

uwiel­biam sło­dy­cze i czę­sto po po­sił­ku po­trze­bu­ję prze­gryźć jesz­cze coś słod­kie­go

od cza­su do cza­su ja­dam ja­kieś de­se­ry, ale nie­spe­cjal­nie mi na nich za­le­ży

ze „sło­dy­czy” naj­bar­dziej sma­ku­je mi śledź i ki­szo­ny ogó­rek

11. JAK WY­OBRA­ŻASZ SO­BIE IDE­AL­NY OBIAD?

coś lek­kie­go: pierś z kur­cza­ka, tro­chę ka­szy, ja­kaś de­li­kat­na sa­łat­ka

wła­ści­wie nie mam żad­nych szcze­gól­nych pre­fe­ren­cji

wolę kon­kret­ny obiad, np. ko­tle­ta scha­bo­we­go, pie­czo­ne ziem­nia­ki, du­szo­ną ka­pu­stę

12. JAKI MASZ KO­LOR MAŁ­ŻO­WI­NY USZNEJ?

moje uszy są ja­śniej­sze i bled­sze niż twarz

są ta­kie­go sa­me­go ko­lo­ru jak twarz

są ciem­niej­sze i bar­dziej czer­wo­ne niż twarz

13. ILE PO­SIŁ­KÓW JESZ W CIĄ­GU DOBY?

dwa, trzy po­sił­ki bez prze­ką­sek

co naj­mniej trzy po­sił­ki, nie mu­szę mieć prze­ką­sek

trzy lub wię­cej po­sił­ków, do­dat­ko­wo ja­kieś prze­ką­ski po­mię­dzy nimi

14. CZY OD­CZU­WASZ WIL­GOT­NOŚĆ OCZU I ŚLU­ZÓW­KI NOSA?

ra­czej nie łza­wią mi oczy i nie mam wil­got­ne­go nosa

nie od­czu­wam żad­ne­go dys­kom­for­tu zwią­za­ne­go z tą kwe­stią

dość ła­two łza­wią mi oczy, czę­sto mam wil­got­ną ślu­zów­kę w no­sie bez przy­czy­ny

15. JAKI JEST TWÓJ STO­SU­NEK DO TŁU­STYCH PO­TRAW?

nie zno­szę tłu­stych po­sił­ków

może być, ale bez prze­sa­dy

bar­dzo lu­bię ta­kie po­sił­ki, zwłasz­cza je­że­li jest w nich mię­so, gdy­by to było dla mnie zdro­we, jadł­bym ta­kie po­sił­ki czę­sto bez wy­rzu­tów su­mie­nia

16. JAK CZU­JESZ SIĘ PO OBIE­DZIE ZŁO­ŻO­NYM Z LEK­KIEJ SA­ŁAT­KI OWO­CO­WEJ Z ODRO­BI­NĄ BIA­ŁE­GO SERA LUB CHU­DE­GO JO­GUR­TU?

jest to świet­ny po­si­łek, nie je­stem głod­ny aż do ko­la­cji

chwi­lo­wo mnie za­do­wa­la, ale za chwi­lę będę głod­ny

dla mnie to nie jest obiad tyl­ko prze­ką­ska, zwy­kle je­stem po niej głod­ny, roz­draż­nio­ny, szyb­ko szu­kam „nor­mal­ne­go” je­dze­nia

17. JAKA JEST TWO­JA RE­AK­CJA NA UKĄ­SZE­NIA KO­MA­RÓW?

nic mi się nie dzie­je

tro­chę mnie swę­dzi

bar­dzo mnie swę­dzi, skó­ra moc­no re­agu­je prze­krwie­niem i opuch­nię­ciem

18. CZY MĘ­CZY CIĘ SWĘ­DZE­NIE OCZU?

cier­pię na nie­wy­tłu­ma­czo­ne swę­dze­nie oczu, zwłasz­cza ką­ci­ków przy­no­so­wych (nie­zwią­za­ne z in­fek­cja­mi bak­te­ryj­ny­mi, aler­gia­mi, grzy­bi­cą)

19. JAKI JEST TWÓJ STO­SU­NEK DO ZIEM­NIA­KÓW?

nie­spe­cjal­nie je lu­bię

mogą być, ale nie mu­szą

ko­cham ziem­nia­ki, mogę je jeść na okrą­gło

20. JAK SIĘ CZU­JESZ PO ZJE­DZE­NIU CZER­WO­NE­GO MIĘ­SA?

źle się czu­ję po zje­dze­niu wo­ło­wi­ny, wie­przo­wi­ny, ba­ra­ni­ny

nor­mal­nie, nie ma to na mnie żad­ne­go wpły­wu

do­sko­na­le, ubó­stwiam ta­kie je­dze­nie, po­nie­waż po­pra­wia moje sa­mo­po­czu­cie

21. ILE ŚLI­NY PRO­DU­KU­JESZ?

od­czu­wam uczu­cie prze­wle­kłej su­cho­ści w ja­mie ust­nej

ra­czej nor­mal­nie, na tyle, by nie zwra­cać na to uwa­gi

czę­sto re­agu­ję nad­pro­duk­cją śli­ny, na­wet na myśl o je­dze­niu, mam na­wyk czę­ste­go prze­ły­ka­nia

22. CZY LU­BISZ WE­GE­TA­RIAŃ­SKIE PO­SIŁ­KI?

są do­sko­na­łe, bar­dzo do­brze się po nich czu­ję

awa­ryj­nie, chwi­lo­wo mogę jeść ta­kie po­sił­ki

dla mnie są zu­peł­nie nie do przy­ję­cia

23. ZJE­DZE­NIE PO­SIŁ­KU TUŻ PRZED SNEM:

po­wo­du­je kło­po­ty z za­śnię­ciem, cza­sem po chwi­li bu­dzę się i nie mogę za­snąć po­now­nie

nie za­uwa­ży­łem żad­ne­go ne­ga­tyw­ne­go wpły­wu, chy­ba że zjem za dużo

po­ma­ga mi, mu­szę wie­czo­rem coś zjeść, aby do­brze spać i nie bu­dzić się w nocy

24. CO SĄ­DZISZ O WY­PI­CIU KUB­KA SOKU PO­MA­RAŃ­CZO­WE­GO NA PU­STY ŻO­ŁĄ­DEK?

uwa­żam, że jest to zdro­wy i smacz­ny na­pój, zwłasz­cza na śnia­da­nie

może być, cho­ciaż nie za bar­dzo za tym prze­pa­dam

wy­raź­nie źle się czu­ję po jego wy­pi­ciu, mam wte­dy zga­gę, nad­kwa­śność, nie­mi­łe od­czu­cia, je­stem po­iry­to­wa­ny, wręcz wście­kły

25. KIL­KU­GO­DZIN­NY POST:

4–5 go­dzin bez po­sił­ku nie jest dla mnie żad­nym pro­ble­mem

zno­szę bez pro­ble­mu, cho­ciaż cza­sem coś bym pod­jadł

to nie dla mnie, bar­dzo źle zno­szę dłuż­sze prze­rwy po­mię­dzy po­sił­ka­mi, nie je­stem w sta­nie funk­cjo­no­wać bez re­gu­lar­ne­go je­dze­nia

26. KIE­DY OD­CZU­WAM IRY­TA­CJĘ:

zje­dze­nie mię­sa lub tłu­stej po­tra­wy po­gar­sza ten stan

cza­sem je­dze­nie wy­ci­sza gniew i nie jest waż­ne, co zja­dłem

gniew i iry­ta­cja ustę­pu­ją, kie­dy zjem mię­so lub coś tłu­ste­go, cięż­kie po­tra­wy po­pra­wia­ją moje sa­mo­po­czu­cie i wy­ci­sza­ją mnie

27. KIE­DY OD­CZU­WAM NIE­PO­KÓJ:

zje­dze­nie owo­ców lub wa­rzyw mnie uspo­ka­ja

zje­dze­nie cze­go­kol­wiek wy­ci­sza mój nie­po­kój

wa­rzy­wa i słod­kie owo­ce na­si­la­ją iry­ta­cję i nie­po­kój

28. CZY ZDA­RZA CI SIĘ OD­CZU­WAĆ CIĘ­ŻAR W PIER­SIACH?

tak, cza­sem czu­ję ucisk w klat­ce pier­sio­wej, tak jak­by trud­niej mi się wte­dy od­dy­cha­ło

29. JA­KIE JE­DZE­NIE OSŁA­BIA TWO­JĄ KON­CEN­TRA­CJĘ?

mię­so i tłu­ste po­tra­wy

wy­da­je mi się, że ża­den ro­dzaj je­dze­nia nie wpły­wa na moją kon­cen­tra­cję

owo­ce, wa­rzy­wa, wę­glo­wo­da­ny za­war­te w pro­duk­tach zbo­żo­wych

30. CZY ZA­UWA­ŻY­ŁEŚ U SIE­BIE PĘ­KA­JĄ­CĄ SKÓ­RĘ?

tak, cza­sem skó­ra pęka mi bez żad­nej kon­kret­nej przy­czy­ny, zwy­kle na czub­kach pal­ców, na sto­pach lub pię­tach

31. PĘ­KA­JĄ­CA SKÓ­RA TO DLA CIE­BIE:

złusz­cza­ją­cy się na­skó­rek skó­ry gło­wy

32. JAKI MASZ KO­LOR SKÓ­RY TWA­RZY?

jest zde­cy­do­wa­nie bla­da

ma bar­wę po­śred­nią

jest lek­ko opa­lo­na lub ru­mia­na

33. JAKA JEST CERA NA TWO­JEJ TWA­RZY?

ra­czej ma­to­wa, kre­do­wa

prze­cięt­na

ja­sna, pro­mie­nie­ją­ca, czy­sta

34. JA­KIE MASZ PA­ZNOK­CIE?

moje pa­znok­cie są gru­be, moc­ne, twar­de

wy­da­ją się prze­cięt­ne

mam pa­znok­cie zde­cy­do­wa­nie mięk­kie lub sła­be

35. CZY MIE­WASZ OD­RU­CHY WY­MIOT­NE?

wy­jąt­ko­wo rzad­ko mam ten od­ruch, trud­no go u mnie wy­wo­łać

wy­da­je mi się, że mam do nie­go prze­cięt­ną skłon­ność

bar­dzo ła­two moż­na go u mnie wy­wo­łać

36. CZY OD­CZU­WASZ DYS­KOM­FORT ZWIĄ­ZA­NY ZE SWĘ­DZĄ­CĄ SKÓ­RĄ?

bar­dzo czę­sto swę­dzi mnie skó­ra gło­wy, ra­mion, ły­dek, ple­ców, w efek­cie cały czas się dra­pię

37. JA­KIE SĄ POR­CJE TWO­ICH PO­SIŁ­KÓW?

zde­cy­do­wa­nie mniej­sze niż in­nych

wy­da­je mi się, że nie jem ani mniej, ani wię­cej niż inni

zde­cy­do­wa­nie jem więk­sze por­cje niż inni i chęt­nie się­gam po do­kład­ki

38. JAKĄ MASZ OSO­BO­WOŚĆ?

trzy­mam się na ubo­czu, zde­cy­do­wa­nie je­stem ty­pem sa­mot­ni­ka lub in­tro­wer­ty­kiem

wy­da­je mi się, że je­stem prze­cięt­ny

je­stem du­szą to­wa­rzy­stwa lub eks­tra­wer­ty­kiem, ko­cham lu­dzi

39. PO ZJE­DZE­NIU CZER­WO­NE­GO MIĘ­SA:

po­gar­sza­ją się moja kon­dy­cja oraz do­bre sa­mo­po­czu­cie

nie za­uwa­ży­łem żad­nej okre­ślo­nej re­ak­cji

czu­ję się do­brze, a na­wet zde­cy­do­wa­nie le­piej niż wcze­śniej

40. JAKĄ MASZ WIEL­KOŚĆ ŹRE­NI­CY?

moje źre­ni­ce mają śred­ni­cę więk­szą niż pro­mień tę­czów­ki

moje źre­ni­ce mają śred­ni­cę taką samą jak pro­mień tę­czów­ki

moje źre­ni­ce mają śred­ni­cę mniej­szą niż pro­mień tę­czów­ki

41. JAK CZĘ­STO KI­CHASZ?

pra­wie ni­g­dy

od cza­su do cza­su, mimo że nie je­stem cho­ry

czę­sto i re­gu­lar­nie, zwłasz­cza po je­dze­niu

42. JAK DZIA­ŁA­JĄ NA CIE­BIE SŁO­DY­CZE?

zwy­kle za­spo­ka­ja­ją mój ape­tyt i nie wy­wo­łu­ją żad­nych nie­po­żą­da­nych re­ak­cji

cza­sem po sło­dy­czach nie czu­ję się naj­le­piej, czę­sto nie za­spo­ka­ja­ją mo­je­go gło­du

je­że­li jem same sło­dy­cze, zwy­kle nie czu­ję się do­brze, wy­wo­łu­ją one róż­ne nie­po­żą­da­ne re­ak­cje, do­dat­ko­wo po­wo­du­ją, że mam na nie cią­głą ocho­tę

43. JAK RE­AGU­JESZ NA KWA­ŚNE JE­DZE­NIE?

nie prze­pa­dam za kwa­śny­mi po­sił­ka­mi

jest mi to obo­jęt­ne

zde­cy­do­wa­nie lu­bię kwa­śne do­dat­ki, czę­sto ich po­trze­bu­ję

44. CO PRZY­SPIE­SZA U CIE­BIE PRZY­ROST WAGI?

nad­miar mię­sa i tłu­ste po­tra­wy po­wo­du­ją, że tyję

bez wzglę­du na ro­dzaj je­dze­nia tyję, je­że­li jem zbyt dużo i mało się ru­szam

tyję, je­że­li jem zbyt dużo chle­ba i in­nych po­kar­mów bo­ga­tych w glu­ten i wę­glo­wo­da­ny

45. JAKI JEST DLA CIE­BIE NAJ­KO­RZYST­NIEJ­SZY PO­SI­ŁEK NA OBIA­DO­KO­LA­CJĘ?

coś lek­kie­go, np. pierś z kur­cza­ka bez skór­ki, ryż, sa­łat­ka, lek­ki de­ser

więk­szość po­traw jest dla mnie od­po­wied­nia

zde­cy­do­wa­nie le­piej czu­ję się po kon­kret­nym po­sił­ku, ta­kim jak scha­bo­wy, ziem­nia­ki, za­sma­ża­na ka­pu­sta

46. KTÓ­RE OB­JA­WY NAJ­DO­KŁAD­NIEJ CIĘ CHA­RAK­TE­RY­ZU­JĄ?

czę­sto mam gę­sią skór­kę, wy­so­kie ci­śnie­nie krwi, przy­spie­szo­ną ak­cję ser­ca

je­stem po­środ­ku

rzad­ko mie­wam gę­sią skór­kę, mam ni­skie ci­śnie­nie krwi i zwol­nio­ną ak­cję ser­ca

47. JAK CZĘ­STO SIĘ­GASZ PO PRO­DUK­TY ZBO­ŻO­WE?

czę­sto mam ocho­tę prze­ką­sić cia­stecz­ko, cia­sto, słod­ką bu­łecz­kę, lody

je­śli mam je pod ręką, to coś skub­nę, ale nie­ko­niecz­nie

wolę bo­czek, ki­szo­ne ogór­ki, ka­ba­no­sa, w osta­tecz­no­ści sło­ne pa­lusz­ki lub kra­ker­sy, ale póź­niej źle się czu­ję

48. MOJE DŁO­NIE CZĘ­STO SĄ:

zim­ne i wil­got­ne

nor­mal­ne

cie­płe i su­che

JAK PRA­WI­DŁO­WO IN­TER­PRE­TO­WAĆ OD­PO­WIE­DZI?

Po­licz, ile za­zna­czy­łeś od­po­wie­dzi A, B i C.

Ko­lej­ność od­po­wie­dzi nie ma zna­cze­nia – waż­na jest ilość po­szcze­gól­nych od­po­wie­dzi w każ­dej ka­te­go­rii.

.

.

.

…(fragment)…

Całość dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Kar­ta ty­tu­ło­wa

Kar­ta re­dak­cyj­na

1. Me­ta­bo­licz­na in­te­li­gen­cja

2. Cha­rak­te­ry­sty­ka pię­ciu ty­pów me­ta­bo­li­zmu

TYP ME­TA­BO­LICZ­NY WĘ­GLO­WO­DA­NO­WY

TYP ME­TA­BO­LICZ­NY BIAŁ­KO­WY

TYP ME­TA­BO­LICZ­NY MIE­SZA­NY ZRÓW­NO­WA­ŻO­NY

TYP ME­TA­BO­LICZ­NY MIE­SZA­NO-WĘ­GLO­WO­DA­NO­WY

TYP ME­TA­BO­LICZ­NY MIE­SZA­NO-BIAŁ­KO­WY

3. Ogól­ne za­sa­dy zdro­we­go od­ży­wia­nia

4. He­alth co­ach - tre­ning zdro­wia w pro­stych kro­kach

5. Kuch­nia miq - prze­pi­sy

MIQ WĘ­GLO­WO­DA­NO­WY

MIQ MIE­SZA­NO-WĘ­GLO­WO­DA­NO­WY

MIQ MIE­SZA­NY ZRÓW­NO­WA­ŻO­NY

MIQ MIE­SZA­NO-BIAŁ­KO­WY

MIQ BIAŁ­KO­WY

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Metaboliczne IQ 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia