My Chillout Trip

My Chillout Trip

Autorzy: Aleksander Moloj

Wydawnictwo: Autorskie

Kategorie: Podróżnicze

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 14.07 zł

Niniejsza książka to podana na niebieskim półmisku „smaczna sałatka”. Jest reportażem z chilloutowych podróży do Anglii, Egiptu, na Cypr oraz do Budapesztu, a jednocześnie opowiada o życiu i rzeczywistości Polaków na emigracji zaraz po wejściu Polski do UE. Fabuła jest nasycona humorem absurdu, czasem unosi, zawiera nieco współczesnej filozofii oraz codziennej ludzkiej problematyki, ale – co najważniejsze – przyjemnie się ją czyta.

 

„… 29 stycznia 2005 roku. Aż nie chce mi się do końca wierzyć, że wszystko tak zwyczajnie się dzieje. A jednak… I znowu uświadamiam sobie całą sytuację – trzymam w dłoni bilet na Cypr w jedną stronę, w mej kieszeni jest tylko 650 euro, lecę zupełnie sam, mam trzy dni na wyszukanie w Limassol mieszkania i może tydzień na znalezienie pracy. Nie mam jednak wątpliwości, że to właśnie takie decyzje należy w życiu podejmować, by wyplątać się z bezdusznego systemu, wyjść naprzeciw monotonii i dać sobie szansę na uwolnienie pięknych marzeń, wołających i przeciskających się między myślami niczym płetwonurkowie w tunelach aerodynamicznych odziani w pełny akwalung…”.

 

Aleksander Moloj – przyszedł na świat w Dniu Świętości Życia, w marcu 1979 roku. Człowiek wolny duchowo, typowy samotnik-włóczęga i wieczny student-samouk. We własnym zakresie studiuje pisarstwo, języki obce, a także nauki z kilku dziedzin geografii fizycznej, kartografię oraz astronomię romantyczno-teoretyczną,

Autor

Aleksander Moloj

Konwersja do e-pub.

Marek Przekop

Copyright © by Aleksander Moloj.

ISBN 978-83-946704-0-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie

lub kopiowanie całości lub części publikacji

zabronione bez pisemnej zgody autora.

Kontakt

mychillouttrip@gmail.com

Wszystkie zdjęcia zawarte w owej książce, i więcej, można obejrzeć także w kolorze na stronie - www.mychillouttrip.com. Ta witryna będzie istnieć dopóty, dopóki autor będzie przebywał na trzeciej planecie od Słońca. A może po jego odejściu, ktoś inny utrzyma ją przy życiu...

Książka dedykowana jest postaciom w chmurach.

Akurat teraz, gdy już mam rozpocząć szukanie pracy, chmury deszczowe dostrzegają mnie i specjalnie, w prezencie, zaczyna bardzo intensywnie padać. Zmuszony jestem przeczekać 10 minut pod daszkiem w kafejce. Tam nawiązuję rozmowę z panem, który trzyma w ręku gumową trąbę powietrzną. Razem wyrażamy głęboką prośbę do chmur: Prosimy nie padać. Chwilę później, gdy deszcz ustaje, dochodzę do Pentadromos. Pan z trąbą nie chce się odczepić. Sprzedaję mu zatem kopniaka w podbródek, co daje skuteczny rezultat. Odczuwam lekki niepokój związany z tym, że muszę szukać pracy, gdyż nie wiem, jaka będzie reakcja ludzi, kiedy wtargnę z ulicy do ich sklepów. Mam zamiar wejść do 30 punktów, a następnie wydrukować więcej CV i składać aż do skutku. Zastanawia mnie, jak to wszystko będzie się odbywać, bo nigdy nie szukałem pracy w taki sposób. Do tego za granicą. Moje marzenia o byciu listonoszem odchodzą na razie w cień, a zastępuje je chęć znalezienia czegokolwiek, aby coś zacząć i przeżyć. Pieniądze kończą mi się dość szybko – po opłaceniu mieszkania i zakupach zostało zaledwie 150 funtów.

Ruszam więc do akcji, jeśli tak to można określić. Na ulicach potoki brunatnej deszczówki płyną ku morzu, a świeży, rześki zapach unosi się w powietrzu. W pewnym momencie widzę uśmiechniętą czarną mysz uprawiającą rainboard. A więc – halucynacje…

Cypryjczycy na pierwszy rzut oka wywołują u mnie mieszane odczucia. Sprawiają wrażenie zimnych i nieuprzejmych, co powoduje mały sceptycyzm tudzież obawę. Nie wiem, jaka będzie ich reakcja, gdy zobaczą mnie w swoim sklepie – zmokniętego, z wytrzeszczem oczu, a nie daj Bóg wymiotującego na biało ze zdenerwowania. Wyraz twarzy tubylców mijanych na ulicy sugeruje, że wszystko może się zdarzyć. Mam na myśli: „wynocha stąd” lub „spieprzaj stąd” (mówiąc delikatnie), lub „masz, zjedz tłustego indyka w galarecie a la picante", i tego typu uniwersalne ekspresje językowe, psujące z deczka nastrój.

OK! Czas zadziałać! Jeśli nie spróbuję, to się nie dowiem. Wchodzę z moim CV do pierwszego sklepu:

– Dzień dobry (jest mniej więcej 11.45). Szukam pracy. Czy może potrzebuje pan kogoś tutaj u siebie?

Sprzedawca spogląda na mnie ponuro, po czym uśmiecha się pogodnie i mówi:

– Witaj! Sorry, ale teraz nie potrzebujemy, bo nie ma sezonu, ale daj mi CV, jakby coś się pojawiło, to zadzwonię.

– OK, to jest mój numer. – Oczywiście znam z Polski klasyczne „zadzwonimy do pana”.

– OK, jeśli coś będzie, to zadzwonię. I przepraszam, że nic nie mogę dla ciebie zrobić – przeprasza mnie po raz drugi, że nie może mnie u siebie zatrudnić. Nie wiem, czy to jest właściciel sklepu, czy pracownik, czy woźny... A może to tylko wesoły upiór?

– Nie ma problemu, ja wszystko rozumiem. – Uśmiecham się do niego automatycznie i opuszczam sklep.

Gdy wychodzę na zewnątrz, cała niepewność, jaką chwilę wcześniej odczuwałem w stosunku do Cypryjczyków, minęła jak ręką odjął lub z grzbietu cynamonowego smoka zrzucił. Człowiek ten, mimo zachmurzonego nieba, odznaczał się nieprawdopodobną pogodą ducha, choć na pierwszy rzut oka i włosa z łysiny zdawał się być naburmuszony.

Wchodzę do kolejnych sklepów i... Okazuje się, że szukanie pracy i zostawianie swojego CV staje się prawdziwą przyjemnością. Idąc w dół w stronę morza i wchodząc do kolejnych punktów, cały czas spotykam się z podobną uprzejmością. Naturalnie w mniejszym lub większym nasileniu. Jedna kobieta strzela do mnie z łuku, a strzała z gumową przyssawką trafia w sam środek mojego czoła. Po oderwaniu strzały pozostaje okrągły, zaśliniony i czerwonawy ślad. Całe zdarzenie wywołuje potężną, na dwa wiatry, salwę śmiechu u ludzi zebranych wokół oraz tych stojących na dachach przejeżdżających samochodów. Trochę w głowie mi się miesza od tej przyssawki.

Dostrzegam coś bardzo pozytywnego u Cypryjczyków – pogodę ducha i uprzejmość. Są nieświadomi tego, że dodają dzięki temu otuchy i wyzwalają wiązki pozytywnej energii, płynącej z naturalnych zasobów. To typowe u południowców.

Szukanie pracy staje się fajną przygodą, a wiara w jej znalezienie narasta z każdą minutą. Wiadomo, jak bardzo istotny to czynnik wpływający na końcowy sukces. Wiara czyni cuda od zawsze i obojętne, co by to było. Jednak pod warunkiem, że jest to prawdziwa wiara, płynąca z głębi serca. Jeśli płynie z paznokcia, wówczas jest zbyt licha.

Nie wchodzę do każdego sklepu. Nie zostawiam CV w sklepach z damską bielizną… Choć nie ukrywam, że w głębi ducha, hm... Czuję, że taka praca na pewno nie hańbi.

Pozbyłem się już ponad połowy CV. W każdym sklepie słyszę, że to jeszcze nie sezon, że zimą mają mało pracy, że jest po świętach, żebym przyszedł za dwa miesiące, zaśpiewał dowolny utwór z repertuaru Nadmuchiwanego Borsuka w Czekoladzie albo z najnowszego albumu zespołu pieśni i tańca Chwytacze Baniek na Mleko w Łapcie, że przepraszają, że zwyczajnie nie potrzebują nikogo do pracy...

Wszystko odbywa się w niebywale pozytywnej aurze, a sprzedawcy uprzejmie się do mnie odnosząc, dają do zrozumienia, że to nie jest odpowiedni moment. Zdaje się, że rzeczywiście należy spróbować w innej branży, aż tu nagle... Mniej więcej w połowie drogi, po upływie może 15 minut od pierwszego wejścia, spotykam Polkę – Agnieszkę z Krakowa ‒ pracującą w jednym ze sklepów.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

My Chillout Trip 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wspinaczka