Kudłata nauka

Kudłata nauka

Autorzy: Liz Kalaugher Matin Durrani

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 384

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 28.99 zł

Zwierzęta, aby przeżyć, muszą liczyć na swoje ciało, zmysły, spryt, swoich partnerów i członków stada, ale przede wszystkim na naukę. 

Od gęsto owłosionych kotów i psów po bezwłose homary czy kałamarnice – fizykę wykorzystują wszystkie stworzenia. Węgorz zabijał kraba za pomocą prądu znacznie wcześniej, niż wynaleziono paralizator. Słoń wyczuwał niebezpieczeństwo, odbierając wibracje poduszkami u stóp, zanim stworzono aparat słuchowy. 

Jak kotu udaje się pokonać grawitację?

Dlaczego węże udają wężyce, a ssaki sikają 21 sekund? 

Po co reniferom światło ultrafioletowe przy poszukiwaniu jedzenia? 

 

To jedyna książka, dzięki której poznasz sztuczki i przekręty zwierząt oraz zrozumiesz ich zachowanie w walce o przetrwanie. Odkryj świat pełen naukowych praw i eksperymentów, o których badacze nie mieli wcześniej pojęcia. 

 

To cudowna, mądra, dzika i naukowa podróż po świecie zwierząt.

 

Matin Durrani i Liz Kalaugher – fizyk z uniwersytetu w Cambridge i zoolożka z Oksfordu. To przede wszystkim zgrany dziennikarski duet, który w przystępny i pasjonujący sposób pokazuje zwierzęcą biomechanikę

Dla moich rodziców, Saeeda i Inge

oraz dla Katii, Chiary i Alex

Matin

Dla Sue, Patricka, Mags, Catherine,

Justina, Daniela, Toma i Josha

Liz

Wprowadzenie

Kudłata fizyka

Trudno być zwierzęciem. Nie dla ciebie centralne ogrzewanie czy klimatyzacja, pomagające utrzymać właściwą temperaturę ciała, ani supermarket, gdzie mogłobyś się pożywić, kiedy poczujesz ochotę na małe co nieco, czy wreszcie bezpieczne ściany własnego domu. Jeśli wskoczysz do rzeki złapać rybkę, na brzegu nie czeka na ciebie suchy ręcznik, którym mogłobyś się wytrzeć, gdy wychodzisz przemoczone i zaczynasz trząść się z zimna. Aby przeżyć, zwierzęta muszą liczyć na swoje zmysły, spryt, partnerów, krewnych i członków stada (z wyjątkiem samotników takich jak lamparty), a także na swoje ciało, które w trakcie ewolucji ukształtowało się w sposób dostosowany do warunków życia danego gatunku. I właśnie w tym punkcie pojawia się fizyka. Biologowie i fizycy dopiero niedawno uświadomili sobie, że zwierzęta potrafią w niezwykły sposób wykorzystywać prawa fizyki w życiu codziennym, kiedy szukają jedzenia, picia oraz partnerów w okresie godowym i ogólnie starają się, aby nie dać się zabić. Nawet domowy pies, kiedy zmoknie, korzysta z praw fizyki, żeby się szybko osuszyć, a przy okazji ochlapać każdego, kto nie ma dość refleksu i nie zdąży się w porę odsunąć.

Oczywiście nie chodzi o to, że zwierzęta poznały wcześniej zasady fizyki i odpowiednio do nich dostosowały swoje ciało. To ewolucja, w powolnym procesie kolejnych prób i błędów, stworzyła organizmy, które skutecznie funkcjonują w realnym świecie, wykorzystując prawidłowości istniejące w przyrodzie, prawa i zasady nazwane przez ludzi fizyką.

Zwierzęta sięgnęły po nie pierwsze. Węgorz elektryczny zabijał kraby za pomocą wyładowań elektrycznych o wysokim napięciu (por. rozdział 5), wykorzystując prawidłowości związane z elektrycznością o wiele wcześniej, nim naukowcy poznali to zjawisko. Węgorz nie wie, na czym polega prąd elektryczny, ale i my nie musimy nic wiedzieć o tranzystorach czy obwodach scalonych, żeby posługiwać się smartfonem. Dopóki nasz telefon jest inteligentny (smart), sami nie musimy się o nic martwić.

Robaki bez tuneli

(czasoprzestrzennych)

Zanim zaczniemy, słowo pocieszenia. Nasza książka opowiada o tym, jak wybrane gatunki zwierząt posługują się zasadami fizyki, aby przeżyć w warunkach naturalnych. Jeśli fizyka budzi w was lęk, nie martwcie się. Postaraliśmy się, aby wszystko było proste. Nie trzeba mieć umysłu Einsteina, żeby zrozumieć, o co tu chodzi. Nie obawiajcie się, że będziemy mówić o jakichś dziwnych rzeczach, takich jak ciemna energia, bozony Higgsa czy tunele czasoprzestrzenne (wormholes) – choć w pewnym momencie rzeczywiście wspominamy o robakach, a w każdym razie o wężach. Z drugiej strony, jeśli interesujecie się fizyką, będziecie zdumieni tym, jak często i jak sprytnie wasza ulubiona dziedzina wiedzy daje o sobie znać w życiu zwierząt. Od gęsto porośniętych sierścią kotów i psów po bezwłose homary, komary i ogromne kałamarnice – fizyka jest wszędzie.

Miłośnikom fizyki pragniemy przypomnieć, że niemal wszystko, co się dzieje w biologii, kręci się wokół pożywienia i seksu. Fizyka, mimo swojej obsesji na punkcie Wielkiego Wybuchu, podąża jednak inną drogą. Zwierzęta, aby gatunek, do którego należą, mógł przetrwać, muszą przekazywać dalej swoje geny i dlatego wydają na świat potomstwo. Niemal we wszystkich przypadkach potrzebują pożywienia, jeśli chcą dożyć do chwili rozpłodu, a potem jeszcze mieć siłę do opiekowania się młodymi do czasu, gdy i one osiągną dorosłość. Godnym uwagi wyjątkiem jest samiec osy figowej. Ten niewielki owad w stadium larwalnym żyje wewnątrz owocu figi, ale z chwilą gdy przekształci się w postać dorosłą, nie może już dłużej się odżywiać, ponieważ jego aparat gębowy zanika. Jedynym celem jego dalszej egzystencji jest akt rozmnażania się, po czym traci resztki energii i umiera.

Jeśli jesteś fanem / fanką biologii, przede wszystkim pamiętaj, że fizyka jest znacznie łatwiejsza niż biologia. Mówimy serio. Kiedy pracuje się w laboratorium, można o wiele skuteczniej kontrolować swój eksperyment. Jeśli chcemy zmienić w nim tylko jeden element (czyli jedną zmienną, jak mówią uczeni), aby sprawdzić, jaką rolę odgrywa, o wiele łatwiej będzie to zrobić w osłoniętym przed działaniem zewnętrznych warunków atmosferycznych pomieszczeniu laboratorium, w którym panuje kontrolowana temperatura i wilgotność powietrza, niż w dżungli. A nawet na kwitnącej łące czy, jak się przekonamy w rozdziale 4, w ogrodzie zoologicznym. Jeśli wyjmiemy zwierzę, które pragniemy zbadać, z jego naturalnego otoczenia, nie będziemy wiedzieli, czy ta zmiana wpłynie na jego zachowanie. Ale jeżeli pozostawimy zwierzę w jego środowisku naturalnym, nie będziemy pewni, czy modyfikacja wybranej przez nas zmiennej nie pociągnęła za sobą zmian – dotyczących życia innych zwierząt albo wartości innego parametru – których istnienia nawet sobie nie uświadamiamy. W rezultacie modyfikacja mogłaby wpłynąć na wyniki naszych badań i nawet nie będziemy o tym wiedzieli. A zatem: biologia jest trudna, fizyka łatwa.

A teraz zastrzeżenie. W Kudłatej nauce czasami posługujemy się antropomorfizacją, czyli wypowiadamy się w taki sposób, jakbyśmy w pewnym sensie umieścili się w głowie zwierzęcia i przypisywali mu myśli, jak gdyby było człowiekiem. Biolodzy nie lubią takich chwytów, ale w ten sposób łatwiej opowiadać różne historie, więc nie będziemy się z tego tłumaczyć, a w każdym razie tylko trochę. No i czasami, ale o tym cicho sza, odrobinę upraszczamy opisywane zjawiska fizyczne, żeby nie hamować toku narracji.

Niektórzy ludzie sięgają po literaturę popularnonaukową, szukając w niej odrobiny ładu i logiki w naszym zagmatwanym świecie. Ale życie jest skomplikowane. Czasami, im bardziej przyglądamy się jakiejś rzeczy, tym bardziej okazuje się złożona. Cieszymy się na przykład piękną barwą i delikatnym zapachem róży, a następnie zaczynamy oglądać w powiększeniu aksamitną powierzchnię jej płatków, delikatne żyłki u ich bladej nasady, złożony las mikroskopijnych pręcików z pyłkiem w jej centrum i drobne włoski na spodniej powierzchni liści okalających kwiatostan. Jeśli sięgniemy po silny mikroskop, zobaczymy struktury biologiczne zapewniające róży funkcjonowanie – jej hydraulikę i pojedyncze komórki. I tak, o ile nie jesteśmy poważnie zainteresowani botaniką, w miejsce naszej wcześniejszej radości i zachwytu niepostrzeżenie pojawi się zdumiewający świat dziwacznie brzmiących nazw, a sam kwiat gdzieś po drodze straci swój urok. To samo można powiedzieć o wyjaśnieniach proponowanych przez fizykę – otrzymujemy opis kolejnych warstw zjawisk, z których część budzi niemal powszechne zainteresowanie, ale inne lepiej pozostawić zapaleńcom i geniuszom. W naszej książce staraliśmy się ograniczać do poziomu zjawisk, które wydają się przystępne i zrozumiałe, co oznacza, że czasami – w interesie piękna i prostoty – pomijaliśmy pewne nazbyt specjalistyczne szczegóły, mamy jednak nadzieję, że czytelnicy nam wybaczą. A jeśli nie, przypuszczalnie większą frajdę przyniesie wam samodzielne poszukanie odpowiednich równań i zgłębianie subtelności.

Nasza książka nie przynosi wyczerpującego omówienia zachowań i charakterystyki wszystkich gatunków zwierząt, które w swoim życiu wykorzystują zasady fizyki. W tym celu musielibyśmy napisać opasłe tomiszcze. W kolejnych rozdziałach staramy się raczej omawiać zjawiska związane z jakimś jednym ważnym aspektem wybranej przez nas dziedziny wiedzy – takim jak ciepło, siła, płyny, dźwięk, elektryczność i magnetyzm oraz światło – i pokazywać jej podstawowe zasady na przykładzie zachowań starannie wybranych gatunków zwierząt. Ponieważ skupiamy się na tym, jak zwierzęta wykorzystują fizykę w życiu codziennym, wybraliśmy różne stworzenia – od pawi po ośmiornice i od słoni po pszczoły – które aktywnie wykorzystują zasady fizyki, kiedy chcą się napić, schwytać pożywienie, regulować temperaturę ciała, bronić się przed zagrożeniami itp. Skupiamy się bardziej na tym, co się stało, niż kto to zrobił, choć wydaje się mało prawdopodobne, żebyście sami wpadli na niektóre odpowiedzi.

Natomiast w ogóle nie zajmujemy się tym, jak ludzie spożytkowują dla własnej korzyści wiedzę na temat świata zwierząt – po prostu dlatego że opis tych zjawisk wystarczyłby na osobną książkę. Nie będziemy więc opowiadali o tym, jak fizycy, zainspirowani strukturą skrzydeł motyla, opracowali czujniki ciepła, ani o tym, jak stworzyli materiał velcro (potocznie rzep), przyglądając się, w jaki sposób rzep (łopianu) trzyma się psiego ogona. Ta dziedzina badań, znana jako biomimetyka albo bioinspiracja, jest interesująca, ale wystarczająco dobrze opisana. Choć w pewnym momencie – krótko – wspominamy o pomysłach na urządzenia wspomagające słuch, które odwołują się do sposobu porozumiewania się słoni. Innym tematem, który pozostawiliśmy na uboczu – ponownie dlatego że inni się już nim zajmowali – są zbiorowe zachowania zwierząt, takie jak lot stada ptaków poruszających się w zgodnym rytmie, ruchy pingwinów w obrębie stada tulących się do siebie osobników albo budowanie przez mrówki tratwy z własnych ciał.

W naszej książce gwiazdami przedstawienia są pojedyncze osobniki.

Rozdział 1

Ciepło

Rozdział na rozgrzewkę

Węże zmieniające płeć – Psy o luźno ruszającej się skórze – Komary sikające krwią – Mordercze pszczoły – Wiewiórki o gorących ogonach – Żmije, które „widzą” ciepło – Żuki, które „słyszą” promieniowanie podczerwone

Robi się gorąco

W filmie Poszukiwacze zaginionej Arki dziarski archeolog Henry Indiana Jones, grany przez Harrisona Forda, przeżywa nagle swój najgorszy koszmar. Chociaż panicznie boi się węży, aby zapobiec przechwyceniu Arki Przymierza przez wrogów, musi wedrzeć się do sekretnej komory egipskiego grobowca, w której wręcz roi się od tych gadów. Podobnie jak w wielu innych filmach, autorzy Poszukiwaczy… odwołują się w tej scenie do klasycznego obrazu węża jako stworzenia zarazem złowrogiego i obdarzonego potężną mocą.

Jednak Steven Spielberg miał na głowie nie tylko symbolikę. Przetrząsnąwszy w poszukiwaniu węży wszystkie londyńskie sklepy zoologiczne, członkowie jego ekipy musieli w końcu pociąć na kawałki kilka gumowych szlauchów, aby uzupełnić brakujące sztuki. Choć, prawdę mówiąc, nawet część żywych „węży” grających w tej scenie to nie były węże, ale beznogie jaszczurki – różnica istotna dla biologów, ale bez znaczenia dla zrozpaczonej ekipy filmowej. Podobnie jak padalce z ogrodowego kompostu, beznogie jaszczurki są – jak wskazuje ich nazwa – jaszczurkami, których odnóża skurczyły się albo zaniknęły.

Znana aktorska maksyma: „Nigdy nie pracuj z dziećmi ani ze zwierzętami”, powstała przypuszczalnie z myślą o wężach. Te gady mogą ukąsić. Wiją się. Budzą lęk. Ale nie tylko twórcy filmowi mają z nimi problemy. Biolodzy badający węże w warunkach naturalnych także nie mają łatwego życia. Węża trudno wytropić, a kiedy się zorientuje, że go znalazłeś, szybko odpełznie albo, co gorsza, strzyknie w twoją stronę jadem, który może cię zabić, jeśli dostanie się pod skórę albo do oka.

Na szczęście dla bohatera naszej opowieści, Ricka Shine’a z Uniwersytetu w Sydney w Australii, istnieje gatunek węży stanowiący wyjątek od zasady mówiącej, że to typy, z którymi trudno się pracuje. Jeśli złapiesz takiego osobnika w odpowiednim momencie, nie zwraca większej uwagi na to, co z nim zrobisz. Shine mógł na przykład spokojnie wkładać te węże do samochodu i zabierać na przejażdżkę. I jak się wkrótce dowiemy, tak właśnie robił. Jesienią, zimą i wiosną pewna odmiana ogrodowca zwyczajnego, inaczej pończosznika (ang. red-sided garter snake, Thamnophis sirtalis parietalis), żyje, podobnie jak węże, które stanęły na drodze Indy’ego w Poszukiwaczach zaginionej Arki, w ogromnych skupiskach liczących czasami dziesiątki tysięcy egzemplarzy (ta liczba musi budzić zawiść każdego reżysera filmowego). Nie spotkamy ich jednak w sekretnej komorze egipskiego grobowca, ale w szczelinach wapiennych skał, pod zamarzniętą warstwą gleby kanadyjskiej prerii w stanie Manitoba. Ten gatunek węży dzierży bowiem pewien rekord: to najdalej na północ żyjący gad na półkuli zachodniej.

Życie w miejscu, gdzie temperatura spada do – 40 stopni C, a śnieg pokrywa ziemię przez 8 do 9 miesięcy w roku, wydaje się pomysłem szalonym. Gady są zwierzętami zmiennocieplnymi (ektotermicznymi, od greckiego: ciepło pochodzące z zewnątrz) i nie mogą wytworzyć energii niezbędnej do ogrzania swojego ciała, spalając pożywienie. Polegają więc na zewnętrznych źródłach ciepła takich jak słońce. Wylegują się w jego promieniach, dopóki nie ogrzeją się na tyle, aby móc szybko poruszać się i reprodukować. Natomiast na okres mrozów pończosznik o czerwonych bokach w poszukiwaniu ciepła zbija się w swoich podziemnych kryjówkach w ogromne stada i zimuje, co stanowi u węży odpowiednik hibernacji.

Niemniej życie węży ogrodowców w Manitobie ma także swoje dobre strony, i to samo dotyczy badających je uczonych. Przede wszystkim latem, kiedy już się zacznie, jest ciepło, temperatura sięga + 30 stopni C. W kwietniu albo maju węże wyłażą więc na powierzchnię i wijąc się, pełzają po jałowej ziemi w grupach liczących setki albo tysiące osobników. Ten widok, przypominający stertę wijącego się na wszystkie strony spaghetti, od dawna intrygował uczonych. O co chodzi tym wężom?

W intrydze z udziałem czerwonobokich pończoszników, której nie powstydziłby się sam Spielberg, splata się czysta fizyka, mnóstwo seksu i odrobina zmiany płci. Choć w tym ostatnim przypadku, spieszymy dodać, nie chodzi jednak o Shine’a i jego kolegów, ale o same węże.

Wielkie podwiązki

(pończosznika)

Ale gdzie nasze maniery? Powinniśmy odrobinę poznać tego węża, zanim zaczniemy wścibiać nos w jego życie seksualne. Zacznijmy więc od rodziny. Pończoszniki występują w całej Ameryce Północnej, choć tylko gatunki zamieszkujące tereny, gdzie panują ostre mrozy, zimują. Można spotkać te gady w lasach, zagajnikach, na łąkach – wszędzie tam, gdzie w pobliżu jest jakaś woda. Wąż, długości około pół metra, potrafi swoim jadem zabijać niewielkie stworzenia, ale nie jest groźny dla człowieka. Jego ulubione przekąski to żaby i ryby, choć nie pogardzi także dżdżownicami, gryzoniami i małymi ptakami.

Wąż ogrodowiec o czerwonych bokach na pierwszy rzut oka nie budzi skojarzeń ze swoją nazwą. Jest czarny z kremowym paskami biegnącymi wzdłuż ciała. Jego czerwone boki kryją się pod zachodzącą na siebie łuską i można je zobaczyć tylko wtedy, gdy zaniepokojony gad nastroszy swoje ciało. Podczas lata, trwającego w Manitobie 3 albo 4 miesiące, pończosznik stara się maksymalnie wykorzystać ciepło promieni słonecznych i wyprawia się ze swojego siedliska na ponadpiętnastokilometrowe wędrówki w poszukiwaniu żywności.

Kiedy w powietrzu pojawiają się pierwsze fale chłodu – już w sierpniu! – węże wyruszają w stronę zimowych kryjówek. Początkowo spędzają w nich tylko noce albo pochmurne dni. Kiedy jednak temperatura w ciągu dnia spada poniżej zera, gady nakładają na siebie areszt domowy i na czas trwającego przez następnych 9 miesięcy chłodu zbijają się w duże grupy. Ich zimowe siedziby znajdują się jakieś 6 metrów pod ziemią, poniżej poziomu zamarzania gleby. Panująca tam „domowa” temperatura, około + 10 C, z pewnością nie przywodzi na myśl letniego dnia, ale jest o wiele przyjemniejsza niż panujące na zewnątrz – 40 stopni C. Podczas zimowania węże prawie nie wydatkują energii, trwając w stanie bliskim zawieszenia wszystkich funkcji życiowych. Nie jedzą nic, oddychają z rzadka i jedynie od czasu do czasu poruszają się, aby napić się wody.

Ni stąd, ni zowąd

(wąż)

Kiedy późną wiosną, czując na twarzy upragnione promienie słońca, staniemy przy którejś z wężowych jam w okolicy wioski Narcisse, możemy podziwiać jeden z najbardziej niezwykłych widoków w naturze. Przed nami jak okiem sięgnąć rozpościera się wijący się na wszystkie strony dywan z pokrytych błotem gadów, które właśnie wyłoniły się ze swojej podziemnej kryjówki i ponownie zbijają się w ogromne stada. Ale kiedy przyjrzeć im się bliżej, możemy dostrzec coś jeszcze bardziej zdumiewającego. Niemal wszystkie węże to samce. Mają około 45 centymetrów długości i są o jakieś 15 centymetrów krótsze niż samice.

Nie speszone z powodu swoich mniejszych rozmiarów, wypełzają na zewnątrz kilka tygodni przed samicami. I każdy ma nadzieję, że pierwszy zdoła spleść się z jedną z nich w miłosnym uścisku. Kiedy tak wiją się jeden obok drugiego, ocierając się o siebie, śmiało wyciągają języki w poszukiwaniu substancji chemicznych zwanych feromonami, wydzielanych przez skórę przez samice. Wydaje się, że po długich 9 miesiącach zimowania każdy samiec ma w głowie tylko jedno: seks.

Ale tu pojawia się problem. Gdy tylko samice wyłaniają się ze swoich kryjówek, większość z nich stara się czmychnąć co sił w nogach (o ile to możliwe w przypadku węży). Każda samica, która okaże się nie dość żwawa, staje się obiektem zainteresowania kuli złożonej z dziesiątek, a nawet setek podekscytowanych, pełnych miłosnych zapałów samców, z których każdy stara się owinąć wokół jej ciała, tak aby znaleźć się w odpowiedniej pozycji do zapłodnienia. Samice uważają, że te zaloty są dość stresujące, i starają się uciec, jak tylko się da. A skoro samców jest co najmniej 10 razy więcej niż samic, szanse pojedynczego osobnika na reprodukcję rysują się marnie.

Już same ogromne skupiska splątanych ze sobą samców i mniejsze kule złożone z osobników w akcie płciowym wydają się dość dziwaczne, ale dzieje się tu coś jeszcze bardziej osobliwego. Jeśli przyjrzeć się uważnie, od czasu do czasu można zauważyć samce, które zwracają uwagę nie na samice, lecz na innego osobnika tej samej płci. Jesteśmy jak najdalsi od seksizmu, jednak zachowanie niektórych z nich wydaje się wyjątkowo niedżentelmeńskie. Dosłownie. Wąż samiec udaje, że jest samicą, czy raczej, w naukowym żargonie, samico-samcem, wydzielając feromony. Samico-samce łatwo odróżnić od innych osobników: są tej samej długości co pozostałe samce, ale ponieważ wypełzły spod ziemi później, są nadal pokryte błotem. Te transgenderowe węże rzadko zwracają uwagę na inne samice i zamiast tego pełzną powoli jak ślimaki. Wkrótce rzucają się na nie „prawdziwe” samce.

O wiele trudniej niż rozpoznać samico-samca, jest odpowiedzieć na pytanie, o co im właściwie chodzi. Jeśli taki osobnik pragnie sparzyć się z samicą, czemu udaje, że jest tej samej płci co ona? Ta zagadka od dawna intrygowała biologów. Niewykluczone, że przekształcenie się w samico-samca daje samcowi jakąś przewagę reprodukcyjną, ponieważ może dzięki temu skraść spermę innym samcom albo uniknąć ataku ze strony silniejszych rywali. Jednak Rick Shine zaczął się zastanawiać, czy w tym zbijaniu się w wielkie wężowe kłębowiska chodzi wyłącznie o reprodukcję. Czy przypadkiem nie chodzi także o ciepło?

Gady w worku

Na szczęście biologia była po stronie badaczy. Można by pomyśleć, że wąż ogrodowiec, który za wszelką cenę dąży do aktu reprodukcji, nie będzie życzliwie traktował wtrącania się w swoje sprawy. Jednak późną wiosną Shine i jego koledzy mogą robić z tymi gadami wszystko, na co mają ochotę – samcami, samico-samcami czy samicami. Mogą je podnosić z ziemi, mierzyć, wrzucać do worka. Węże mają za mało energii, żeby się tym przejmować, dzięki czemu stają się niemal niedorzecznie idealnym przedmiotem badań. Właśnie dlatego Shine w latach 1997–2004 niemal co roku pielgrzymował z Australii do wężowych jam w okolicach Narcisse. „Kiedy masz 10 tysięcy zakochanych węży na powierzchni domowego salonu, to jest prawdziwy raj dla biologa badającego życie tych gadów” – mówi.

Aby poznać sekrety samico-samców, Shine i jego koledzy po prostu siadali w trawie obok czerwonobokich pończoszników, które właśnie wypełzły na powierzchnię ze swoich zimowych kryjówek. Trzymając pojedyncze samico-samce za ogon, badacze pokazywali je „prawdziwym” samcom, żeby zobaczyć, jak te zareagują. Samce niemal zawsze uważały, że samico-samce są atrakcyjne, i starały się przycisnąć do któregoś / którejś z nich swoją głowę i całe ciało. A zatem samce zdecydowanie ulegały feromonowemu urokowi samico-samców. Ale co z tego mają samico-samce?

Czas na bardziej wyrafinowany eksperyment. Shine przetrzymywał grupę samico-samców w temperaturze +10 stopni C, czyli takiej, jaka panuje w podziemnej kryjówce pończoszników. Jednocześnie ogrzewał inną grupę samico-samców do temperatury 28 stopni C, wrzucając je do płóciennych worków i umieszczając na elektrycznie podgrzewanych przednich siedzeniach terenowego samochodu marki Yukon, wynajętego przez badaczy. Następnie uczeni sprowadzali obie grupy węży do tej samej temperatury + 25 stopni C, ogrzewając chłodne węże na siedzeniu samochodu i pozwalając wcześniej podgrzanym wężom, aby w sposób naturalny się ochłodziły.

Trzymając za ogon każdego samico-samca o temperaturze +25 stopni C, Shine pokazywał go / ją pięciu różnym samcom. Jak się spodziewano, samce zaczynały szybciej wywijać językiem i usiłowały się przytulić do samico-samca. Ale ich zainteresowanie nie trwało wiecznie. Po upływie trzech godzin przestawały rozglądać się za wężem z ciepłej grupy. Węże z grupy chłodnej budziły ich zainteresowanie przez 5 godzin. Utrata zainteresowania samico-samcami przez samce wskazywała, że samico-samce wracały do swojej normalnej postaci zwykłych samców, przy czym ciepłe samico-samce wracały do niej szybciej niż te chłodne. Wniosek był jasny: samce z gatunku pończosznika o czerwonych bokach zmieniały się w samico-samce po to, aby się jak najszybciej ogrzać. Udając, że jest samicą, samico-samiec zachęca inne samce do tego, aby się do niego przytulały w przekonaniu, że jest potencjalną partnerką seksualną. Ocierając się o swoich cieplejszych rywali, chłodny samico-samiec przechwytuje ciepło wytwarzane przez ich mięśnie i ogrzewa własne ciało. Ciepło, jak dowiemy się później, zawsze przepływa od obiektu cieplejszego do chłodniejszego.

Węże i drabiny[1]

Takie podkradanie ciepła od innego zwierzęcia można nazwać kleptotermią (nie należy mylić go z nieodpartym pragnieniem, aby natychmiast wybiec z supermarketu, chowając pod kurtką kilka słoików z kawą – to kleptomania). Węże, jako zwierzęta długie i cienkie, mają relatywnie dużą powierzchnię w stosunku do objętości i dlatego tracą ciepło szybciej, niżby traciły, gdyby były stworzeniami okrągłymi i milutkimi. A ciepło to cenne dobro chłodną wiosną w stanie Manitoba. Jeśli masz szczęście, temperatura sięga +10 stopni C, czyli jest taka sama jak pod ziemią. Przywierające do siebie w wielkim kłębowisku pończoszniki mogą ograniczyć swoje straty ciepła. To zupełnie tak samo jak na kempingu w chłodną noc: kiedy przytulasz się do kogoś w namiocie, wszystkim jest cieplej.

Wchodząc w rolę samico-samca, osobnik, który dopiero co wypełzł spod ziemi, może się szybciej ogrzać i wyjść z zimowego otępienia. A szybkość działania ma tutaj decydujące znaczenie. Wychłodzony wąż po miesiącach spędzonych pod ziemią jest powolny jak ślimak i staje się łatwym łupem dla wron, które z wielkim smakiem zjedzą ospałego pończosznika. Ogrzawszy się, wąż może się szybciej poruszać i dzięki temu uniknąć ptasich szponów. Ze zmiany płci samico-samiec czerpie także dodatkowe korzyści: odciąga uwagę innych samców od prawdziwych samic, dzięki czemu jego rywale tracą cenną energię na bezproduktywne zaloty. W tym czasie samico-samiec zachowuje swoją energię, nie kłopocząc się uprawianiem seksu. Jak mówi porzekadło: trzymaj swoich przyjaciół blisko siebie, ale wrogów jeszcze bliżej.

Początkowo biolodzy sądzili, że tylko niektóre samce z gatunku pończosznika o czerwonych bokach przechodzą po zimowaniu fazę samico-samca. Okazuje się jednak, że robią tak wszystkie, choć zmiana płci nie trwa w nieskończoność. Ogrzewając się w ten sposób przez dzień albo dwa, większość samico-samców wraca do postaci samca i wyrusza na letnią wędrówkę. Większość zalotów i kopulacji prawdziwych samców i samic odbywa się w małych grupach, z dala od zimowych kryjówek.

Pończoszniki o czerwonych bokach są wiosną tak absurdalnie łatwym przedmiotem badań, że Shine zdołał wyprodukować ponad 40 naukowych artykułów na podstawie swoich 7 wypraw w kanadyjskie pustkowia. „Człowiek może jednego wieczoru wpaść na nowy pomysł, nazajutrz poddać go weryfikacji, a następnego dnia przy kolacji wymyślić kolejny eksperyment” – mówi Shine. Zażywszy na taką masę potulnych węży, gdyby Spielberg miał okazję zajrzeć do książki Shine’a, mógłby swoją sławną scenę z wężami z Poszukiwaczy zaginionej Arki nakręcić w Kanadzie.

Robi się gorąco

Opowiadając tę pełną namiętności historię wężowych machlojek, niefrasobliwie używaliśmy co jakiś czas takich słów jak „ciepło” czy „temperatura” i niewykluczone, że nawet nie zwróciliście na to uwagi. „Ciepło” to słowo, którym posługujemy się na co dzień. Mówimy o cieple słońca albo o tym, że wdaliśmy się w gorący spór, i wszyscy wiemy, co to znaczy, że jest nam zimno albo gorąco. Jednak nawet największe umysły w dziedzinie fizyki nie potrafiły niegdyś zrozumieć, czym tak naprawdę jest ciepło. W XVIII wieku większość uczonych sądziła, że ciepło to niewidoczny, nieważki fluid zwany cieplikiem, który przenika jakoś z gorącego przedmiotu do chłodniejszego. Chociaż dziś idea cieplika może wydawać się zabawna, aby ją ostatecznie obalić, potrzeba było eksperymentu przeprowadzonego w 1798 roku z udziałem zwierząt – dwu koni – oraz pewnego człowieka, który studiował w Monachium sztukę wytwarzania armat. Urodzony w Ameryce Brytyjczyk Benjamin Thompson (1753–1814) wywiercił, posługując się kieratem poruszanym przez konie, otwór w ważącym 2,7 kilograma mosiężnym walcu zanurzonym w naczyniu z wodą. Kiedy po upływie dwu i pół godzin, zanudziwszy zapewne konie na śmierć, przewiercił w końcu żelaznym wiertłem mosiężny walec na wylot, zarówno mosiądz, jak i woda były niezwykle gorące. „Trudno wręcz byłoby opisać zdumienie i zaskoczenie, jakie malowało się na twarzach zgromadzonych widzów, kiedy uświadomili sobie, że tak ogromna ilość zimnej wody została ogrzana niemal do stanu wrzenia bez użycia ognia” – pisał Thompson.

Skąd pochodziło to ciepło? Potrzyjcie dłonie, a poczujecie wskazówkę. Kiedy dwie powierzchnie, takie jak wnętrza dłoni albo żelazne wiertło i powierzchnia walca z litego mosiądzu, ocierają się o siebie, wytwarzają siłę znaną jako tarcie. Ta siła stawia opór wobec ruchu i przekształca część jego energii kinetycznej – energii ruchu – w energię wewnętrzną, w tym przypadku w energię kinetyczną cząsteczek obu ciał. Tarcie pojawi się w następnym rozdziale razem ze starożytnymi Grekami i hokejowym krążkiem. Pokazując, że materialne własności użytych wierteł, mosiądzu i wody nie uległy zmianie oraz że woda ogrzewała się, dopóki konie znajdowały się w ruchu, Thompson wykazał, że żaden z elementów nie zyskał ani nie stracił cieplika. Cieplik, choć mógłby wydawać się wygodnym wyjaśnieniem, nie istnieje. Thompson uważał, że ciepło stanowi postać ruchu, co – jeśli potraktować oba zjawiska jako formę energii – jest prawdą. Niemniej mimo wysiłków Thompsona i jego koni potrzeba było jeszcze dokonań wielu innych błyskotliwych umysłów – w tym urodzonego w Salford, w pobliżu Manchesteru, Jamesa Prescotta Joule’a (1818–1889) – aby po upływie kolejnych 50 lat uczeni mogli ostatecznie rozstać się z teorią cieplika.

Rusz się

Joule zarządzał rodzinnym browarem, ale bardziej pasjonowała go wiedza naukowa. W swoim laboratorium podgrzewał wodę, wykorzystując ruch, podobnie jak wcześniej Thompson. Jednak nie potrzebował siły koni pociągowych. Wystarczyło, że przymocowywał do sznura ciężar, a ten, spadając na ziemię, poruszał koło łopatkowe obracające się w naczyniu z wodą. Joule mógł następnie obliczyć ilość pracy mechanicznej wykonanej przez spadający ciężar. Mierząc ilość ciepła, jakie dzięki tej pracy powstawało w zbiorniku z wodą, powiązał energię mechaniczną, niezbędną do wykonania tej pracy, z energią cieplną, jaką ta praca wytworzyła. Eksperyment Joule’a przyczynił się do sformułowania zasady zachowania energii, która w skrócie powiada, że „energia nie powstaje i nie ulega zniszczeniu”. Po prostu przechodzi jedynie z jednej postaci w inną. W eksperymencie Joule’a – z mechanicznej w cieplną. W żarówce energia elektryczna płynącego prądu przekształca się w światło i ciepło, podczas gdy zwierzęta, poruszając się, zamieniają energię chemiczną zawartą w pożywieniu w energię mechaniczną.

Dział fizyki zajmujący się transferem energii między ciepłem a innymi jej postaciami nazywamy termodynamiką, przy czym pierwsza zasada termodynamiki obejmuje zasadę zachowania energii. W sumie istnieją 4 zasady termodynamiki, które noszą nazwy – dość osobliwie – od zerowej do trzeciej. A to dlatego że fizycy dodali zerową zasadę termodynamiki dopiero w XX wieku, odkrywszy wcześniej pierwszą, drugą i trzecią. A zatem należało nieco zmienić ich kolejność, traktując zerową zasadę jako coś w rodzaju prequelu. Jeśli pierwszą, drugą i trzecią zasadę termodynamiki potraktować jako kolejne filmy gwiezdnej sagi: Gwiezdne wojny, Imperium kontratakuje i Powrót Jedi, zerowa zasada termodynamiki odpowiadałaby filmowi Mroczne widmo (albo, jeśli już ktoś jest purystą w sprawach Gwiezdnych wojen, Zemsta Sithów. No tak, fizycy powinni dorzucić jeszcze kilka zasad termodynamiki, żeby ta analogia miała sens).

W uznaniu dla naukowych osiągnięć Joule’a, z użyciem koła łopatkowego i innych, stosowana obecnie jednostka energii nosi nazwę dżula. Jeden dżul (J) to ilość energii (albo wykonanej pracy), jaka przechodzi do jakiegoś przedmiotu, gdy ten przedmiot zostanie przesunięty o 1 metr z użyciem siły 1 niutona (N). To mniej więcej energia, jakiej potrzeba, aby podnieść w powietrzu małe jabłko na wysokość metra (więcej o siłach i niutonach dowiemy się w następnym rozdziale, w tym także o tym, jak powstają niezwykłe fryzury i jak można chodzić po suficie). W 2010 roku, po prawie czterdziestoletniej przerwie, marka piwa wytwarzanego przez Joule’a wróciła na rynek, ale pewne rozczarowanie budzi to, że nie oferuje żadnych produktów o nazwach związanych z fizyką (może kufelek Ciemnej Energii albo Stellar Artois?). Z nazwiskiem Joule’a spotkamy się także na opakowaniach żywności. Ważąca 25 gramów paczka solonych chipsów o smaku winegretu, jaką spożyliśmy w celach badawczych, dostarcza 540 000 J (540 kJ) energii. Odpowiada to 130 kaloriom (jedna kaloria czy też, ściśle biorąc, 1 kilokaloria równa się 4184 J). Termin „kaloria”, utworzony na cześć cieplika (ang. caloric fluid), jest przestarzały, ale kalorie nadal dobrze smakują, nawet jeśli już nie warto ich liczyć.

Współcześnie definiujemy ciepło jako sposób przekazywania energii. Ciepło, w odróżnieniu od cieplika, którego po prostu nie ma, istnieje tylko wtedy, gdy 2 przedmioty mają różną temperaturę. Przepływa między nimi, dopóki nie osiągną tej samej temperatury lub też, mówiąc w języku naukowym, równowagi termicznej. W tym momencie przekazywanie energii ustaje i ciepło przestaje istnieć. Energia poprzednio znana – i przekazywana – jako ciepło wchodzi teraz w obręb energii kinetycznej atomów albo cząsteczek wibrujących we wnętrzu uprzednio chłodniejszych przedmiotów, dzięki czemu te cząsteczki poruszają się szybciej. W dowolnej temperaturze powyżej zera absolutnego (– 273,15 stopni C lub też, w ulubionej przez jajogłowych skali Kelvina, w temperaturze 0 stopni K) takie cząsteczki wibrują przez cały czas. W gazie albo cieczy poruszają się swobodnie, podczas gdy w ciele stałym wibrują wokół swoich ustalonych pozycji. Tym właśnie jest temperatura: miarą przeciętnej energii kinetycznej atomów albo cząsteczek danego obiektu. Coś, co ma wyższą temperaturę, a więc większą średnią energię kinetyczną cząsteczek, może przekazać ciepło czemuś, co jest chłodniejsze. Czyli zachować się tak jak gorąca szarlotka, na której położymy gałkę lodów. Innymi słowy, temperatura jest miarą zdolności danego przedmiotu do przekazywania ciepła.

Ale w jaki sposób ciepło może być przekazywane przez ciało o wyższej temperaturze ciału o temperaturze niższej? Wróćmy do naszych węży pończoszników. Kiedy chłodnemu i apatycznemu samico-samcowi uda się dzięki sztuczce z jego / jej feromonami udającymi żeńskie skłonić „prawdziwe” samce do tego, aby stłoczyły się wokół niego, w jaki sposób ciepło przedostaje się przez ich skórę i przenika do ciała samico-samca? Nie chodzi przecież o to, że węże wymieniają się cząsteczkami, nawet jeśli przekazywanie swojego DNA stanowi cel numer jeden oszukanych samców. Zamiast tego, jeśli chcą podkraść ciepło z ciała innego węża, wykorzystują przewodzenie (ang. conduction – w sensie fizycznym; nie mówimy o wymachiwaniu pałeczką przed orkiestrą symfoniczną ani o sprawdzaniu biletów w pociągu). Kiedy przyciskają się blisko do chłodnego samico-samca, szybciej poruszające się cząsteczki w ciepłych, „prawdziwych” samcach zderzają się z wolniej poruszającymi się cząsteczkami samico-samców. Podczas tych zderzeń następuje przekazanie części energii szybko mknących cząsteczek sąsiednim, wlokącym się ślamazarnie. Zupełnie jakby cząsteczki samico-samców zostały porwane przez szybko poruszający się tłum; w końcu same zaczynają poruszać się szybciej. Przekazanie ciepła, będące następstwem tych zderzeń, obniża średnią energię kinetyczną cząsteczek u prawdziwych samców, obniżając ich temperaturę, i zwiększa średnią energię kinetyczną cząsteczek samico-samców, podnosząc ich temperaturę. Niemniej zachodzące w ten sposób przewodzenie, w sytuacji gdy 2 ciała o różnej temperaturze znajdują się blisko siebie, to tylko jeden ze sposobów przekazywania ciepła. Więcej o dwu pozostałych wkrótce. Ale najpierw będziemy musieli zejść na psy…

Obracaj się i trzęś…

… zahaczając po drodze o jeden z największych wynalazków ludzkości – gorącą kąpiel w wannie. Wanna to idealne miejsce na leniwe rozmyślania i zdarzający się od czasu do czasu moment olśnienia w stylu Archimedesa: „Heureka!”. Prysznic, nawet jeśli pozwala oszczędzić wodę, nie daje jednak czasu na namysł. A zatem: leżysz sobie w wannie pełnej gorącej wody, trzymając w rękach swoją ulubioną książkę popularnonaukową; w oparach czuć delikatny zapach lawendy. W tle rozbrzmiewa muzyka Vivaldiego, na rogu wanny stoi kubek z miętową herbatą. Po prostu raj. Udało ci się nawet nie zamoczyć stron książki. Na chwilę odpływasz myślami i budzisz się w chwili, gdy woda zaczyna wlewać ci się do ust. Hm. Lawendowe mydło nie smakuje jednak aż tak dobrze, jak pachnie.

Niemniej poza tym wszystko jest idealne. Jeśli poczujesz chłód, można łatwo temu zaradzić. Wystarczy na chwilę odkręcić kurek z gorącą wodą i dalej oddawać się bezczynności. Gorąca woda pod wpływem siły ciążenia opada na dno, a potem unosi się do góry, ponieważ jest mniej gęsta – zawiera mniej cząsteczek w danej objętości niż reszta twojej wody, obecnie zbyt chłodnej jak na odczuwanie rozkoszy. W miarę unoszenia się do góry gorąca woda przyciąga w miejsce, które zostawia po sobie, zimniejszą, bardziej gęstą wodę z drugiego końca wanny. W efekcie powstaje prąd konwekcyjny, dzięki któremu następuje wymieszanie wszystkiego i równomierny rozkład temperatury, nie wymagający od ciebie najmniejszego kiwnięcia palcem (choć jeśli energicznie zamieszasz wodę dłonią, ten cud nastąpi jeszcze szybciej).

Konwekcja – drugi sposób przekazywania ciepła – występuje we wszystkich cieczach i gazach, ponieważ ich cząsteczki mogą poruszać się swobodnie. Natomiast przewodzenie działa najlepiej w ciałach stałych, bo atomy albo cząsteczki mogą się w nich poruszać jedynie wokół swoich ustalonych pozycji i są zwykle szczelnie upakowane, choć może także występować w cieczach i gazach. A zatem w wannie robi się cieplej dzięki dwu rodzajom zjawisk fizycznych: dzięki konwekcji gorąca woda płynie w twoją stronę, a dzięki przewodzeniu ciepło przenika w głąb twojego ciała, tak samo jak ogrzewa samico-samca w kłębowisku parzących się węży. A tym samym znowu wszystko wygląda pięknie.

W końcu jednak czubki palców ci bieleją, skóra robi się pomarszczona i uznajesz, że pora wyjść z wanny. Katastrofa! Ledwo wynurzasz się z wody i drobne strumyczki zaczynają spływać po twoim ciele, gdy nagle przypominasz sobie, że twój ręcznik został w wiklinowym koszu na bieliznę, stojącym w sypialni. Tym, który dostałeś od ciotki. Sypią się przekleństwa. W wannie było tak rozkosznie ciepło, a teraz po prostu zamarzasz, kiedy pospiesznie gnasz korytarzem, zostawiając na dywanie mokre ślady stóp.

Kiedy wychodzisz z wanny, na powierzchni twojego ciała pozostaje około 0,5 kilograma płynu, czyli około 0,5 procent całkowitej masy (solennie przepraszamy za te aluzje do twojej wagi). W kategoriach objętości to z grubsza pół litra albo niewielki karton mleka. Większość tej wody spływa z ciebie, ale to, co pozostaje, paruje: najszybciej poruszające się cząsteczki uciekają przez powierzchnię płynu w powietrze, zostawiając za sobą te bardziej ospałe. Średnia temperatura wody, jaka jeszcze pozostała, spada i ochładza twoje ciało.

Parowanie jest dobre latem, kiedy się pocisz i twoje ciało z rozmysłem tworzy na powierzchni skóry jeziorka potu, dzięki czemu się ochładzasz. Jest także pożyteczne, kiedy pies ziaje z wywalonym językiem, dzięki czemu ślina może parować z powierzchni jego pyska. Ale to zjawisko fizyczne odsłania swoją mniej przyjemną stronę, gdy tuż po kąpieli stoisz bez ręcznika i ociekając wodą, czekasz, aż wyschniesz w zimnym powietrzu. Wystarczy jakiś przeciąg z nieszczelnego okna, a zaraz poczujesz, że zrobiło się jeszcze zimniej, gdy poruszające się powietrze porywa uciekające cząsteczki wody z powierzchni kropel na twojej skórze, dając także innym szansę oderwania się, co przyspiesza parowanie. Właśnie dlatego wyjście z basenu na otwartym powietrzu w wietrzny dzień jest takie orzeźwiające. Przynajmniej w Zjednoczonym Królestwie.

Woda znajdująca się na twojej skórze ochładza cię także, wyciągając energię termiczną z twojego ciała za pośrednictwem przewodzenia. Woda przewodzi ciepło jakieś 25 razy lepiej niż powietrze, ponieważ jej cząsteczki są gęściej upakowane. W sumie, jeśli na powierzchni twojej skóry znajduje się warstwa wody, dzięki przewodzeniu i parowaniu jest ci znacznie zimniej, niż gdyby otaczało cię tylko powietrze. Jedyny sposób, aby temu zaradzić, to chwycić szybko ręcznik i osuszyć się możliwie jak najprędzej.

Gęste futro

My przynajmniej mamy ręczniki, nawet jeśli zostawiliśmy je w sypialni, ale zwierzęta niczego takiego nie mają. Ich gęste futro – czy będzie to pies, niedźwiedź, panda czy chomik – może zatrzymać między swoimi włoskami mnóstwo wody. Sierść przemoczonego szczura zatrzymuje w postaci płynu około 5 procent całkowitej masy zwierzęcia. Oznacza to, że gdybyśmy mieli podobne futro, wychodząc z wanny, dźwigalibyśmy na sobie od 4 do 5 litrów wody, czyli 10 razy więcej niż zwykle. A bywa jeszcze gorzej. Szczur może się zawsze pocieszyć, że nie jest mrówką. Drobne włoski pokrywające jej ciało mogą uwięzić 3 razy więcej wody, niż sama waży.

Mokre futro może przyczynić się do poważnego spadku temperatury ciała, jeśli zwierzęta będą czekać, aż wyschną w następstwie parowania. Albo też – jeśli jak psy oraz inne ssaki, ptaki i niektóre gatunki ryb są endotermiczne, czyli same wytwarzają energię niezbędną do ogrzania organizmu – nasiąknięcie futra może doprowadzić do nagłego spadku poziomu ich energii, ponieważ będą się starały spalać zapasy, aby się nadmiernie nie wychłodzić. Zwierzęta robią, co mogą, aby utrzymać tę samą temperaturę, ponieważ ich ciało dobrze funkcjonuje tylko w pewnym zakresie temperatur. U zwierząt endotermicznych ten zakres zwykle obejmuje jedynie kilka stopni Celsjusza (pomijamy tutaj zjawisko hibernacji). Gady, motyle, ćmy i inne zwierzęta ektotermiczne, które same nie wytwarzają ciepła, często radzą sobie dobrze w większym zakresie temperatur. Węże ogrodowce o czerwonych bokach, na przykład, czują się całkiem nieźle w temperaturze 10 stopni C podczas kanadyjskiej wiosny, ale poruszają się znacznie żwawiej i czują się bezpieczniej, kiedy ich ciało ma 25 stopni C. Zwierzęta ektotermiczne zasadniczo nie muszą jeść tak dużo jak endotermiczne, ale to nie znaczy, że nie mają problemów. Jeśli zwierzę ektotermiczne pragnie udać się na dłuższą wędrówkę, musi najpierw wylegiwać się na słońcu; poza tym nie może poruszać się szybko przez dłuższy czas ani zamieszkać w miejscach, gdzie jest zbyt chłodno. Pewnych trudności nastręcza im także aktywność w nocy (choć gekony – por. rozdział 2 – są zwierzętami nocnymi).

Ale dosyć już o gekonach, szczurach, pandach i mrówkach – mieliśmy mówić o psach. Jako ssaki psy są endotermiczne; ich ciało musi mieć temperaturę 38–39 stopni C. Jeśli ma poniżej 37 stopni C albo powyżej 40 stopni C, należy szybko zabrać pupila do weterynarza (choć nie powinniście szukać u nas porad medycznych – tylko jedno z nas ma świadectwo kursu pierwszej pomocy, a i to przestarzałe). Podobnie jak ludziom, jeśli psom jest zbyt gorąco, ich metabolizm (tempo, w jakim ciało spala pożywienie, aby wyzwolić energię) przyspiesza i zbyt szybko zużywają swoje zasoby. Poza tym jeśli enzymy, które umożliwiają reakcje wyzwalania energii, za bardzo się ogrzeją, przestaną działać. A kiedy nie ma energii, nie ma życia. Ale jeśli enzymy znajdą się w temperaturze zbyt niskiej, zanadto odbiegającej od temperatury dla nich idealnej, także nie będą działać prawidłowo. Wtedy metabolizm psa spowalnia, podobnie jak rytm jego serca, oddech i aktywność mózgu. Jeśli zwierzę będzie zbyt wychłodzone, wszystkie podstawowe funkcje jego organizmu ustaną.

Ciało psa

Mokra sierść to podwójne nieszczęście: nie dość, że w wyniku parowania pies się wyziębia, to jeszcze futro przestaje go grzać. Normalnie między włoskami utrzymuje się warstwa powietrza, która słabo przewodzi ciepło, dzięki czemu futro lepiej spełnia funkcję izolującą i zwierzę mniej się wychładza (w kieszonkach uwięzionego powietrza powstają wprawdzie prądy konwekcyjne, ale działają one jedynie na niewielką odległość). Z ludźmi jest podobnie, choć straciliśmy większość owłosienia; jeśli zmarzniemy, stają nam włoski na ramionach, czyli pojawia się gęsia skórka, zatrzymując cienką warstwę powietrza przylegającego do skóry i przerywając ruchy konwekcyjne. Ale kiedy nasz psiak się przemoczy, futro przewodzi ciepło jego ciała szybciej, ponieważ miejsce powietrza, poprzednio uwięzionego między włoskami, zajęła woda. Więcej ciepła ucieka w otaczające zwierzę powietrze i powstają silniejsze prądy konwekcyjne, które zabierają jeszcze więcej ciepła, nie licząc tego utraconego przez nie w następstwie parowania. Brrr.

Krótko mówiąc: suche futro psa minimalizuje straty ciepła następujące w wyniku przewodzenia i konwekcji. Ale gdy futro się zamoczy, zwierzę musi spalać cenną energię, jeśli chce zachować temperaturę ciała niezbędną do skutecznego funkcjonowania. Żaden psiak nie jest tak głupi, o czym możesz łatwo się przekonać (choć sam zmokniesz przy okazji), jeśli staniesz obok swojego pupila, który właśnie wyskoczył z rzeki. Ociekający wodą pies otrząsa się, dopóki się wystarczająco nie wysuszy. Wiercąc się szybko z boku na bok, uwalnia się od nadmiaru wody, posyłając krople na wszystkie strony niczym prysznic, który wypadł ci z rąk. Dotyczy to nie tylko psów: wszystkie włochate zwierzęta osuszają się podobnie: otrząsając się.

Spróbujmy zatańczyć

Kiedy pewnego dnia David Hu z Georgia Institute of Technology w USA przyglądał się, jak jego pies, niewielki pudel o imieniu Jerry, szybko otrząsnął się do sucha, postawił sobie kilka pytań. Ile energii zużywa zwierzę, aby się otrząsnąć? Oraz ile energii zachowuje w ten sposób, powstrzymując parowanie, które pozbawiłoby jego ciało cennego ciepła? Powodowany naukową ciekawością Hu, z pomocą swoich studentów Andrew Dickersona i Zachary’ego Millsa, postanowił dowiedzieć się, dlaczego otrząsanie się jest taką skuteczną metodą osuszania się psów i innych ssaków.

Zamiast jednak założyć obóz badawczy w dzikich ostępach i obserwować zwierzęta w naturze, w stylu telewizyjnych filmów przyrodniczych, trzej uczeni nagrywali na wideo ruchy otrząsających się zwierząt, które należały do szesnastu różnych gatunków i pochodziły z zoo w Atlancie, laboratoriów badawczych Georgia Institute of Technology oraz miejskich parków. Najmniejszym z nich była nieduża myszka, największym brunatny niedźwiedź, a do tego kilka innych, od szczura po wiewiórkę, kota, kangura, lwa i tygrysa. Oprócz pudla należącego do Davida Hu zespół obserwował także zachowania 4 innych ras psów: chihuahua, chow-chow, dwu syberyjskich husky i 4 labradorów o imionach Belle, Molly, „obawiam się, że nie pamiętam”, i Chipper.

Testy były proste. Badacze polewali mniejsze zwierzęta, takie jak szczury i myszy, wodą z butelki ze spryskiwaczem, a większe z gumowego węża. Następnie filmowali te, które osuszały się, stosując metodę otrząsania się. Posługiwali się kamerami pracującymi z prędkością do tysiąca klatek na sekundę, a więc około 40 razy szybciej niż kamera telewizyjna. Szczury i myszy wydawały się najzgrabniejsze; mrużąc oczy, unosiły przednie łapki, po czym poruszały ciałem tam i z powrotem, tak jak rusza się bęben mechanicznej suszarki, wiercąc się szybko najpierw w jedną stronę, a potem w drugą.

Jak odkryli badacze, wszystkie zwierzęta, niezależnie od swoich rozmiarów, otrząsają się mniej więcej w taki sam sposób. To wirowanie nie tylko słodko wygląda, ale jest także bardzo skuteczne. Zwierzę potrzebuje jedynie kilku sekund, aby się osuszyć, nawet jeśli nie zdoła strząsnąć z siebie całej wody. Ogromna różnica między gatunkami zwierząt polega natomiast na tym, jak szybko każdy z nich potrząsa swoim ciałem. Jeśli przyjrzymy się, od strony głowy, myszy stosującej tę naturalną wirówkę i postaramy się utrzymać spojrzenie na jakimś fragmencie futra na jej grzbiecie, zauważymy, że punkt, na który patrzymy, poruszy się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, potem wróci na środek grzbietu i poruszy się w przeciwnym kierunku na mniej więcej taką samą odległość, po czym wróci do punktu wyjścia. Trzej badacze przekonali się, że u najmniejszych zwierząt ta oscylacja, tam i z powrotem, następuje najszybciej, podczas gdy u największych – najwolniej. Zwycięstwo w tym konkursie na najszybszą autowirówkę przypadło myszy. W jej przypadku cały cykl zamykał się w ciągu 31 sekund. Niedźwiedź brunatny, największe ze zwierząt poddanych badaniom, okazał się też najbardziej ospały. Zdołał wykrzesać z siebie zaledwie 4 wstrząsy na sekundę. Domowe koty, z tempem otrząsania się 9 ruchów na sekundę, lokowały się pewnie w środku tabeli.

Gramy dalej

A co z najlepszym przyjacielem człowieka? Labradory wystąpiły w 1975 roku w sławnej, dziś ikonicznej reklamie papieru toaletowego Andrex (Cottonelle w Stanach Zjednoczonych), w której szczeniaczek o piaskowym futerku, trzymając w pyszczku koniec rolki papieru, wesoło biegał po domu, dopóki nie udało mu się rozwlec jej do końca. Wkrótce pojawiła się setka podobnych reklam: miękkie, opadające uszka szczeniąt, wraz z ich niewinnym spojrzeniem sarny, nakręcały koniunkturę, sprzedaż rosła. Labradory okazały się także świetnymi współpracownikami w badaniach Davida Hu i Zachary’ego Millsa, którzy dzięki temu mogli bardziej szczegółowo przeanalizować poczynania czwórki swoich podopiecznych, niż to było możliwe w przypadku innych zwierząt – na ogół. „Możesz zawsze liczyć na psa, że się otrząśnie, choć nie zawsze zrobi to przed kamerą” – mówi Dickerson, który kierował tym fragmentem eksperymentu.

Po oblaniu labradora wodą Dickerson mierzył częstotliwość ruchów jego ciała, która wynosiła około 4,5 razy na sekundę, a więc wolniej niż u kota, ale zgodnie z ogólną zasadą korelacji wielkości i prędkości. Następnie postanowił trochę poeksperymentować. Dickerson przykleił na grzebiecie labradora kawałek różowej słomki do picia, mniej więcej w połowie jego ciała, dzięki czemu mógł zmierzyć, jak daleko – nie tylko jak szybko – sięgała rotacja. Okazało się, że słomka przewędrowała niemal całe 90 stopni w jedną i drugą stronę psiego ciała. Pies w każdym momencie tego ruchu wysyłał w powietrze krople wody, przy czym najwięcej z nich odrywało się w chwili, gdy następowała zmiana kierunku ruchu jego skóry. Podobnie jak inne zwierzęta, labradory otrząsają się przez kilka sekund, po czym przestają.

Psia umiejętność poruszania owłosioną skórą w takim zakresie – w sumie o 180 stopni, czyli połowę pełnego obrotu – robi wrażenie. Jej tajemnica kryje się w tkance łączącej zewnętrzną warstwę skóry i mięśnie. Ta miękka gąbczasta warstwa, złożona z kolagenu i elastycznych włókien, występuje szczególnie obficie u psów i chroni je przed urazami. Trzymając dłonią skórę na grzbiecie labradora stojącego bez ruchu, Dickerson mógł obrócić tę luźną tkankę prawie o 60 stopni w każdą stronę, licząc od kręgosłupa. Pozostałe 30 stopni ruchu dopełniającego do 90 stopni jest następstwem obrotów samego kręgosłupa zwierzęcia.

Potrząsać, ale nie mieszać

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

[1] Tradycyjna gra planszowa (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza).

Rozdział 2

Siły

Wielkie pchnięcie

Lekkogłowy smok – Komary omijają krople deszczu – Krewetka, która potrafi walnąć znacznie cięższego przeciwnika – Najszybsze zwierzęta świata – Zwinna mrówka – Jaszczurka, która myśli, że jest Spidermanem

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 3

Płyny

Gdy rzeczy stają się lepkie

Owady, które chodzą po wodzie – Koty oszukujące grawitację – Podstępne koniki morskie – Pszczoły rzucające wyzwanie konwencji – Pterozaury na krawędzi

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 4

Dźwięk

Dobre wibracje

Uwodzicielskie pawie – Bitwy nietoperzy – Węże o zabójczym słuchu – Słonie stosujące triangulację – Langusta gra na skrzypcach

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 5

Elektryczność i magnetyzm

Niech sypią się iskry

Węgorze elektryczne – Przypadek naładowanych pszczół – Żółwie opływają Atlantyk – Szerszenie, które opanowały mechanikę kwantową

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział 6

Światło

Końcowe fizyczne fandango

Mrówki i pszczoły wykorzystują sztuczkę związaną ze światłem – Jaskrawo upierzone kukułki – Ryba plująca zabójczo celnie – Podwodne kameleony – Kałamarnica o wielkich oczach

Dostępne w wersji pełnej

Zakończenie

Życie, wszechświat i cała reszta

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Nigdy nie napisalibyśmy Kudłatej nauki, gdyby nie pomoc osób wymienionych poniżej, chcielibyśmy w tym miejscu wyrazić im swoją ogromną wdzięczność. Jesteśmy dłużnikami wszystkich uczonych, którzy wspaniałomyślnie poświęcili nam swój czas i chętnie dzielili się z nami swoją wiedzą, a jednocześnie okazali się wspaniałymi partnerami pogawędek i rozmów, zarówno na żywo, jak i drogą korespondencyjną. Nasze podziękowania zechcą przyjąć następujące osoby wymienione mniej więcej w kolejności „pojawiania się na ekranie”: Rick Shine, Andrew Dickerson, Claudio Lazzari, Masato Ono, Masami Sasaki, Aaron Rundus, Helmut Schmitz, Stephen Wroe, David Kisailus, Sheila Patek, Alyssa Stark, John Bush, Mark Denny, Roman Stocker, Michael Nauenberg, Sunny Jung, Brad Gemmell, Charlie Ellington, Matt Wilkinson, Angela Freeman, Holger Goerlitz, Bruce Young, Leo van Hemmen, Caitlin O’Connell, William Turkel, Kenneth Catania, Daniel Robert, Ken Lohmann, Marian Plotkin, Rüdiger Wehner, Matthias Wittlinger, Martin Stevens, Keita Tanaka, Shelby Temple i Sonke Johnsen. Dziękujemy wam za to, że podzieliliście się z nami swoją wiedzą, i przepraszamy, jeśli przypadkiem coś zrozumieliśmy nie tak, jak należy, ewentualne błędy obciążają tylko nas.

Wielkie podziękowania zechce także przyjąć nasz zespół pierwszych czytelników: Mike Follows, Holger Goerlitz, Tania Hershman, Patrick Kalaugher, Maxim Kosek, Bernd Kramer, David Pye, Vijay Shah, Su Smith, Marric Stephens, Shelby Temple oraz Kate Watt. Dziękujemy wam za cierpliwość oraz inteligentne komentarze. Specjalne podziękowania dla Lotte Kammengi za wprowadzenie Liz w sekrety lotu opisane w Cabin Pressure.

Dziękujemy wszystkim w wydawnictwie Bloomsbury, w tym także Jimowi Martinowi i Annie MacDiarmid, za to, że zamówili tę książkę i poddali ją redakcyjnej obróbce, Aaronowi Gregory za fantastyczne ilustracje oraz Markowi Dando za doskonałe diagramy.

I wreszcie specjalne podziękowania dla Louise Mayor, redaktorki czasopisma „Physics World”, która w 2012 roku zaproponowała i przygotowała specjalne wydanie tego magazynu poświęcone „fizyce zwierząt”. To właśnie sukces tego przedsięwzięcia uświadomił nam, jak wspaniałym pomysłem może być książka na ten temat.

Indeks gromad i gatunków zwierząt

Nazwy łacińskie podano tylko w przypadku ich wystąpienia w treści książki.

albatros

antylopy

bawół afrykański

bawół wodny

bezkręgowce

bizon

boa dusiciel

borsuk

bogatkowate (Buprestidae)

chomik

chrząszcze por. żuki

– Melanophila acuminata (ciemnik czarny z rodziny bogatkowatych)

– Melanophila consputa

chrząszcze ogniolubne

ciernik (Gasterosteus aculeatus)

czapla siwa (Ardea cinerea)

ćmy

– ćma trupia główka

– rolnica tasiemka (Noctua pronuba)

delfiny

diprotodon

dziesięcionogi

dziobak

dżdżownice

flamingi

gady

gąsienice

gekon

gekon toke (Gekko gecko)

gepard

gęsi

głowonogi (cefalopody)

goryl Grauera (Gorilla beringei graueri)

gryzonie

grzechotnik

grzechotnik pacyficzny (Crotalus oreganus)

grzechotnikowate

hiena (Hyaena hyaena)

hipopotamy

homary

ichtiozaur

indyki dzikie

inia amazońska (Inia geoffrensis)

jaszczurki

– Draco

jaszczurki latające

jeleń

jętki

kaczki

kakapo (Strigops habroptila)

kalifornijska wiewiórka ziemna (susłouch plamkowany; Otospermopnilus beecheyi)

kalmarowate

kałamarnice

– kałamarnica Humboldta (Dosidicus gigas)

– kałamarnica kolosalna (Mesonychoteuthis hamiltoni)

– kałamarnica olbrzymia (Architeuthis)

– Loligo

– Onychoteuthis banksii

kangur

karetta zob. żółw morski

kaszalot spermacetowy (Physeter macrocephalus)

kleszcze

kobra królewska

kolibry

komary

– Aedes aegypti

– Anopheles freeborni

– Anopheles gambiae

– Anopheles stephensi

konie

koniki morskie

– karłowaty (Hippocampus zosterae)

– pigmejowaty (Hippocampus satomiae)

konik polny

koń

kot domowy (Felis catus)

kot szablozębny (Smilodon fatalis)

koty

koza

kraby zob. też tułacz hawajski

krewetka

– krewetka boksująca (modliszkowa) zob. rawka błazen

– krewetka pistoletowa (Alpheus bellulus)

krokodyl

krokodyl australijski słonowodny

królik

kruki

kukułka (Cuculus canorus)

kukułka kreskowana (Cuculus fugax)

kulanka pospolita (Armadillidium vulgare)

lampart

lancetogłów królewski (Lampropeltis getula)

langusty

– kalifornijska langusta kolczasta (Panulirus interruptus)

– Palinustus waguensis

– Panulirus longipes

latarenkowiec duży (Anomalos katoptron)

lew

lew morski

lisy

liśćce (Phyllium)

luszczowate

łasice

małże

mącznik

mątwy

meduza

megalania (Varanus priscus)

meszki

mirunga północna (słoń morski; Mirounga angustrirostris)

modraczek zwyczajny (Tarsiger cyanurus)

mopek zachodni (Barbastella barbastellus)

motyle

mrówki

– Cataglyphis fortis

– mrówka saharyjska (Cataglyphis bicolor)

– Myrmica laevinodis

– Odontomachus

– Odontomachus bauri

– Odontomachus haematodus

mszyce

muchy

muszka owocowa (Drosophila)

mysz

nartnikowate

– Gigantometra gigas

– „żuki Jezusa”

niedźwiedź brunatny

nietoperze zob. także mopek zachodni

nosorożec

ogrodowiec zwyczajny (pończosznik, red-sided garter snake)

okrzemki

omułki

orły

osowate

osy

– Encarsia formosa

– osa figowa

ostrygojad zwyczajny (Haematopus ostralegus)

ośmiornice

– Japetella heathi

owady

owca

padalec

pająki

pajęczaki

palczak madagaskarski (aj-aj; Daubentonia madagascariensis)

panda

papugi

pasikoniki

pawie

– Pavo cristatus

pchły

pelikany

piaskogrzeb przylądkowy (kretoszczur; Georychus capensis)

pies

pingwiny

pliozaur

płazy

płetwal błękitny (Balaenoptera musculus)

płochacz pokrzywnica (Prunella modularis)

połozowate

pończosznik zob. ogrodowiec

pszczoły

– europejska pszczoła miodna (Apis mellifera)

– japońska pszczoła miodna (Apis cerana japonica)

ptaki

ptaszorowate

pterodaktyle

– Ornithoheiroidea

pterozaury

– Anhanguera santanae

– Coloborhynchus robustus

– Quetzalcoatlus northropi

pyton

raki

rawka błazen (krewetka modliszkowa; krewetka boksująca; Odontodactylus scyllarus)

rekin

rozgwiazdy

roztocza Varroa

róża

rudzik zwyczajny

ryby

ryby latające

saharyjska żmija rogata (Cerastes cerastes)

sarna

skorpiony

skorupiaki

skunksy

słonie

– afrykański (Lexodonta africana)

– azjatyckie

słoń morski zob. mirunga

smok zob. waran

sokół wędrowny

sowa płomykówka

ssaki

Stenopus hispidus zob. także krewetka boksująca; rawka błazen

stonogi

strętwa zob. węgorz elektryczny

struś

strzelczyk (Toxotes chatareus)

strzelczyk indyjski (rodzaj Toxotes)

szczur

szczuroskoczek zmienny (Dipodomys merriami)

szerszenie

– szerszeń japoński (Vespa mandarinia japonica)

– szerszeń wschodni (Vespa orientalis)

szopy

szpak zwyczajny (Sturnus vulgaris)

szympansy

śledź

ślepiec (Spalax)

ślimaki

– morskie

świetlikowate (Myctophidae)

świnia

świnka morska

tajgówka japońska (Cyanoptila cyanomelana)

tau (Opsanus tau)

termity

Trialeurodes vaporariorum

Triatominae

trzcinniczek zwyczajny

trzmiele (rodz. Bombus)

– trzmiel ziemny (Bombus terrestris)

trzmielowate

tułacz hawajski (Ocypode ceratophthalma)

tygrys

ukwiały

waran z Komodo (Varanus komodoensis)

waranowate

ważki

ważki różnoskrzydłe

wciornastki

węgorz elektryczny (strętwa; Electrophorus electricus)

węgorze

węże zob. także boa dusiciel, grzechotnik, lancetogłów, ogrodowiec, pyton; por. żmije

– Pituophis catenifer catenifer

węże latające (Chrysoplea); por. jaszczurki (Draco)

wężorowate (Stomiidae)

widłonogi

wieloryby

wiewiórki zob. też kalifornijska wiewiórka ziemna

– wiewiórka pospolita (ruda; Sciurus vulgaris)

– wiewiórka szara (Sciurus carolinensis)

wiewiórki latające (polatuchy)

wiewiórkowate (Sciuridae)

włócznik (miecznik; Xiphias gladius)

woły

wrona

wróbel

wydra morska

zawisak tytoniowy (Manduca sexta)

zawisakowate (Sphingidae)

zyfia gęsiogłowa (walu Cuviera; Ziphius cavirostris)

żaby

żaby latające

żmije zob. też saharyjska żmija rogata

żółwie

– żółw morski (karetta; Caretta caretta)

żuki por. chrząszcze

– Merimna atrata

– Stenocara gracilipes

Indeks nazwisk

Ackeret Jakob

Adams Douglas

Ampère André Marie

Angliss Sarah

Archimedes

Aristoff Jeffrey

Arystoteles

Attenborough David

Autumn Kellar

Baker Robin

Barbera Joseph

Beckham David

Beethoven Ludwig van

Bell Alexander Graham

Benndorf Hans

Berners-Lee Tim

Bernoulli Daniel

Bohr Niels

Bouligand Georges Louis

Bousack Herbert

Braille Louis

Bullock Sandra

Bush John

Buskey Edward

Carr Archie

Carwardine Mark

Catania Kenneth

Chan Brian

Chaplin Charlie

Choumet Valerie

Clarke Arthur C.

Clarke Dom

Clay Landon T.

Clay Lavinia D.

Collini Cosimo Alessandro

Coulomb Charles Augustin de

Cover Jack

Coward Noël

Cumberbatch Benedict

Cuvier Georges

Dalajlama XIV

D’Amore Domenic

Darwin Charles

Demoll Reinhard

Denny Mark

Dhinojwala Ali

Dickerson Andrew

Dickinson Michael

Dirac Paul

Disney Walt

Doppler Christian

Doyle Arthur Conan

Dudley Robert

Edgerton Harold

Einstein Albert

Ellington Charlie

Faraday Michael

Finnemore John

Ford Harrison

Franklin Benjamin

Freeman Angela

Friedel Paul

Frisch Karl von

Fry Bryan

Galecki Johnny

Galileo Galilei

Galvani Luigi

Gates Bill

Gemmell Brad

Gilbert William

Goerlitz Holger

Hanna William

Hare James

Heinlein Robert

Heisenberg Werner

Hemmen Leo van

Henslow John Stevens

Hertz Heinrich

Higgs Peter

Hoff Wilhelm

Hofstede Hannah ter

Hooke Robert

Houdini Harry

Hu David

Ibn Sahl

Ingram Dale

Ishay Jacob

Jallabert Jean

Johnsen Sönke

Joule James Prescott

Jung Sunny

Kacelnik Alex

Kaluza Theodor

Kipling Rudyard

Kisailus David

Krause Brian

Lahondère Chloé

Lamb sir Horace

Land Edwin

Laplace Pierre Simon

Lazzari Claudio

Leonardo da Vinci

Lilienthal Otto

Lohmann Ken

Lowell Jim

Lubbock John

Magnan Antoine

Maxwell James Clerk

Mills Zachary

Monroe Marilyn

Morain Malinda

Moreno Karen

Moyers Bill

Nauenberg Michael

Navier Claude-Louis

Newton Isaac

Nilsson Dan-Eric

O’Connell Caitlin

Ono Masato

Orwell George

Pacini Filippo

Parsons Jim

Patek Sheila

Plotkin Marian

Potter Beatrix

Povinelli Daniel

Prandtl Ludwig

Priestley Joseph

Ptolemeusz

Rattanarithikul Manop

Rattanarithikul Rampa

Rayleigh lord (John William Strutt)

Reagan Ronald

Reis Pedro

Richer Jean

Robert Daniel

Rundus Aaron

Runnalls Gordon

Sainte-Laguë André

Santschi Felix

Sasaki Masami

Schmitz Helmut

Schrödinger Erwin

Sheng Jian

Shine Rick

Snell Willebrord

Spielberg Steven

Stark Alyssa

Stevens Martin

Stocker Roman

Stokes George Gabriel

Stukeley William

Tanaka Keita

Temple Shelby

Tesla Nikola

Thompson Benjamin

Turkel William

Vater Abraham

Verne Jules

Vivaldi Antonio

Volta Alessandro

Vowles David

Waals Johannes Diderik van der

Walsh John

Warhol Andy

Warrant Eric

Watt James

Wehner Rüdiger

Weis-Fogh Torkel

Wilkinson Matt

Winckler Johann Heinrich

Wittlinger Matthias

Wolf Harald

Wordsworth William

Wroe Stephen

Young Bruce

Zeale Matt

Zylinski Sarah

Tytuł oryginału

Furry Logic.The Physics of Animal Life

Copyright © Matin Durrani and Liz Kalaugher, 2016.

This translation of Furry Logic is published by Społeczny Instytut

Wydawniczy

Znak by arrangement with Bloomsbury Publishing Plc and

Macadamia Literary Agency, Warsaw.

Opracowanie graficzne

Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

www.panczakiewicz.pl

Ilustracja na okładce

Joanna Panek

www.joannapanek.com

Rysunki

Barbara Wrzos

GRAPHITO studio graficzne

Opieka redakcyjna

Kamila Piechota

Korekta

Małgorzata Biernacka

Barbara Gąsiorowska

Indeks

Artur Czesak

Copyright © for the Polish translation by Jarosław Mikos

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-5020-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Kudłata nauka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław Człowiek. Biografia