Rzeczozmęczenie

Rzeczozmęczenie

Autorzy: James Wallman Katarzyna Dudzik

Wydawnictwo: Insignis

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 39.99 zł

cena od: 18.84 zł

Nadmiar przedmiotów zagraca nasze domy. Męczy i stresuje. Naraża na niewygodę i zbędne koszty. Szkodzi zdrowiu, a w skrajnych przypadkach może nawet zabić.

Jeśli kiedykolwiek poczuliście się przytłoczeni liczbą rzeczy, które posiadacie, to znaczy, że znacie jedną z najbardziej uciążliwych przypadłości naszych czasów: rzeczozmęczenie.

James Wallman – dziennikarz, futurolog, prognostyk trendów i doradca – zabiera nas w niesamowitą podróż do źródeł rzeczozmęczenia. Odsłaniając jego przyczyny i skutki, pokazuje, jak wyrwać się z pułapki niepohamowanej konsumpcji ku wolności, szczęściu i spełnieniu.

Rozwiązanie Wallmana wcale nie jest radykalne! By wyzwolić się od rzeczozmęczenia, wystarczy dokonać przeglądu wyznawanych wartości i skupić się na tym, czego doświadczamy, a nie co posiadamy. To naprawdę działa – przeczytajcie Rzeczozmęczenie i spróbujcie!

Tytuł oryginału

Stuffocation. Living More with Less

Copyright © 2013, 2015 by James Wallman

First published by Crux Publishing 2013.

This revised edition published by Penguin Books 2015.

All rights reserved.

Przekład

Katarzyna Dudzik

Redakcja i korekta

Maria Brzozowska, Elżbieta Krok

Skład i okładka

Tomasz Brzozowski

Zdjęcie na okładce

© Shutterstock / Ira Shumejko

Cytatów z Żywotu Briana Monty Pythona

© Graham Chapman, John Cleese, Terry Gilliam, Eric Idle,

Terry Jones and Michael Palin, 1979

autor użył za zgodą Python (Monty) Pictures Ltd.

Fragmentów The Medium Chill

© David Roberts, Grist.org, 2011

autor użył za zgodą Grist Magazine Inc.

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-65743-64-0

Insignis Media

ul. Szlak 77/228–229, 31-153 Kraków

telefon / fax +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)

Snapchat: insignis_media

Dla Thiru, Indy-May i Woody’ego

oraz Jacka, Pam, Guya i Elsie

Wstęp

Posiadamy zbyt wiele

Pewnego niedzielnego wrześniowego poranka 2010 roku Ryan Nicodemus obudził się w pokoju, w którym nie znajdowało się nic oprócz łóżka. Na zewnątrz niebo było błękitne. Wiał lekki wiatr. Ludzie rozpoczynali nowy tydzień, sączyli kawę, wsiadali do swoich samochodów, kierowali się na północ, do Dayton, i na południe, do Cincinnati. Dzień jakich wiele.

Nicodemus, Amerykanin irlandzkiego pochodzenia o kwadratowej szczęce, przypominający z wyglądu filmowego gwiazdora Bena Afflecka, wstał i zmrużył oczy. W pokoju nie było żadnej lampki nocnej ani stolika, żadnych zdjęć; nic oprócz łóżka, na którym spał, i prześcieradła, którym się przykrywał.

Odrzucił pościel na bok i stąpając cicho po nakrytej dywanem podłodze, minął puste szafy i wyszedł na korytarz. Dom został ogołocony ze wszystkiego. Słychać było tylko ten niesamowity dźwięk.

„Ta odbijająca się echem od ścian cisza była trochę upiorna” – opowiadał Nicodemus.

Gdybyście to wy się tam obudzili, pomyślelibyście, że wciąż śnicie jakiś surrealistyczny sen. W tym śnie znajdujecie się w dziwnym domu dzień po tym, jak jego właściciele wyprowadzili się i zostawili wszystkie swoje rzeczy w pudłach i workach na śmieci przy schodach.

Nicodemus zszedł na dół. Podniósł pudło, przeczytał napis na etykiecie – „Różności nr 7” – i odłożył je na bok. Podniósł następne „Kuchenne graty nr 2” – i zrobił to samo. Podnosił i odkładał kolejne pudełka, aż znalazł to podpisane „Łazienka nr 1”. Pogrzebał w środku. Wyciągnął żel pod prysznic, pastę do zębów i szczoteczkę. Zabrał się do worków na śmieci i gmerał w nich, aż wyciągnął ręcznik. Mocno je potem związał, zamknął też pudła i poszedł na górę wziąć prysznic.

Woda spływała po jego ciele, a Nicodemus zastanawiał się, jak się teraz czuje. Dziwnie? Lepiej? Dom opróżniony ze wszystkich przedmiotów to dobry czy zły pomysł? Jak widzicie, to nie był sen. To był eksperyment.

Nicodemus miał wówczas dwadzieścia osiem lat i dobrze sobie radził w życiu. Miał dziewczynę, dom i pracę. Zarabiał przeszło sto tysięcy dolarów rocznie, zarządzając sklepami firmy telekomunikacyjnej Cincinnati Bell. Lubił swoją pracę. Lubił ludzi, z którymi pracował. Cieszyło go, gdy widział, jak rozwija się kariera jego pracowników. Pomagał im czasem sprzedać kilka produktów więcej, żeby mogli otrzymać premię lub wygrać motywacyjną wycieczkę na Hawaje. Nosił garnitury Brooks Brothers, buty za trzysta dolarów i krawaty za sto. Miał sto krawatów po sto dolarów każdy. W weekendy wraz z przyjaciółmi ruszał na przejażdżkę swoim quadem wartym osiem tysięcy. Grał na Xboxie i oglądał filmy na 53-calowym samsungu. Jeździł nowiutką toyotą tacomą niebieski metalik – to jeden z tych gadżetów dla dużych chłopców, który wygląda jak powiększony do rozmiarów prawdziwego samochodu zabawkowy pikap.

„Gdybym jako osiemnastolatek usłyszał od kogoś, co będę posiadał w wieku dwudziestu ośmiu lat – opowiadał teraz Nicodemus – byłbym najbardziej podekscytowanym osiemnastolatkiem na świecie. Powiedziałbym mu: »Żartujesz sobie? To najcudowniejsze życie, jakie tylko można sobie wyobrazić!«”.

Ale dziesięć lat później Nicodemus już tak nie myślał. Nie był szczęśliwy. Był zagubiony.

„Czułem się jak niewdzięcznik – zwierzył mi się. – Przecież miałem wszystko, czego zawsze pragnąłem”.

Pracował więc dalej i dalej wydawał pieniądze, mając nadzieję, że to uczucie po prostu zniknie. Ale niezależnie od tego, ile zarabiał i ile rzeczy kupował, wciąż czuł to samo. Potem naszła go pewna myśl. Być może popełnił błąd. Być może jego wzór na szczęście był błędny.

Wzór na szczęście

Nicodemus dorastał w biedzie. Jego rodzinne miasto to dwudziestotysięczne Lebanon w stanie Ohio, gdzie średni roczny dochód na głowę mieszkańca wynosi dwadzieścia tysięcy dolarów. Kiedy jego rodzice rozstali się, Nicodemus został w zdewastowanym mieszkaniu z matką zbyt zaprzątniętą alkoholem i narkotykami, żeby zawracać sobie głowę sprzątaniem, karaluchami czy swoim synem. Mając dwanaście lat, wprowadził się do ojca, Erica. Prowadził on niewielką firmę – „Nicodemus – malowanie i tapetowanie”. Był żarliwym świadkiem Jehowy. W jego domu panował idealny porządek. Ryan miotał się jak ryba w sieci między Bogiem swojego ojca a demonami swojej matki – brał narkotyki, chodził do kościoła, objadał się. Chyba nie dało się tego uniknąć.

Podczas wakacji, kiedy pracował dla swojego ojca, Ryan zobaczył, jak ci, którym się powiodło, urządzają swoje domy, i uświadomił sobie, że wydają się cieszyć tym rodzajem szczęścia, którego sam szukał.

Pewnego dnia ojciec i syn, ubrani w drelichy, jak zwykle wykonywali swoją pracę. Dom, który teraz remontowali, był podobny do innych. Wszystko było w nim nowe i nowoczesne, oprócz staromodnego zegara szafkowego w przedpokoju. Kiedy Ryan przygotowywał pomieszczenia, zdejmując ze ścian rodzinne zdjęcia, zauważył, że uwiecznieni na nich ludzie wyglądają na naprawdę szczęśliwych. Tego ranka właściciele domu również wydawali się szczęśliwi. Może naprawdę tacy byli. Ryan rozglądał się wokół i myślał: „to właśnie w takim ładnym, typowym dla klasy średniej domu mieszka szczęście”.

„Tato, ile musiałbym zarabiać, żeby pozwolić sobie na taki dom?” – zapytał.

„Około pięćdziesięciu tysięcy dolarów rocznie, synu” – odpowiedział Eric szorstkim „ojcowskim” tonem.

To było takie proste. Wiadomo było, jak wygląda szczęście – tak jak wnętrze tego domu. I wiadomo było, ile kosztuje – pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Nicodemus dopuścił do tego wielkiego sekretu (szczęście = pięćdziesiąt tysięcy dolarów rocznie) swojego najlepszego przyjaciela, Joshuę Fieldsa Millburna[1].

Dzisiaj Fields Millburn jest szczupły i przystojny. Wygląda jak młodsza wersja aktora Christophera Walkena. Ma gęste blond włosy, które zaczesuje do góry, tak samo jak Walken. Jego uśmiech to coś pomiędzy „proszę, jaki jestem wspaniały” a „proszę, wysłuchaj mnie”. Wówczas jednak niczym nie różnił się od Nicodemusa: był otyłym nastolatkiem z rozbitej rodziny.

Po ukończeniu szkoły Fields Millburn i Nicodemus wypruwali sobie żyły, żeby podstawić właściwe dane do swojego wzoru na szczęście. Kilka lat później osiągnęli w wyniku magiczną kwotę. Co by oznaczało, że powinni być szczęśliwi, prawda? Gdyby tylko życie było takie proste… Fields Millburn wkrótce rozpracował to zagadnienie.

„Wzór jest nieprawidłowy – oznajmił Nicodemusowi pewnego dnia. – Nie uwzględniliśmy inflacji. Być może nie chodzi o pięćdziesiąt tysięcy dolarów, a o osiemdziesiąt tysięcy”.

Teraz wszystko nabrało sensu. Przecież inflacja sprawia, że wszystko kosztuje więcej, a zwłaszcza te rzeczy, których pragniecie najbardziej, te naprawdę fajne. A jeśli cena fajnych rzeczy rośnie, więcej też kosztuje fajne życie.

Zatem wciąż pracowali, wydawali i rywalizowali. Nicodemus kupił stusiedemdziesięciometrowy dom. Dom Fieldsa Millburna miał przeszło sto osiemdziesiąt metrów. Nicodemus jeździł toyotą, Fields Millburn – lexusem. Nicodemus posiadał sto krawatów. Fields Millburn krawatów akurat nie miał aż tylu, posiadał za to siedemdziesiąt koszul Brooks Brothers i piętnaście garniturów z tejże firmy – o trzy więcej niż Nicodemus.

Nieważne jednak, ile zarobili ani co sobie kupili, ani że mieli więcej niż wcześniej, ani czy jeden miał więcej niż ten drugi. Za każdym razem pojawiał się przed nimi następny skorygowany o wartość inflacji cel; ich wzór nie działał. Było tak, jakby próbowali chwycić garniec złota na końcu tęczy. W końcu Fields Millburn zadał sobie kolejne pytanie: a jeśli muszą uwzględnić nie tylko inflację? A może ich wzór na szczęście jest całkowicie błędny?

„Oczekiwałem, że pewne rzeczy przyniosą mi szczęście, ale tak się nie stało – opowiadał mi teraz Fields Millburn. – W rzeczywistości było na odwrót. Nie byłem szczęśliwy. Byłem zestresowany, niezadowolony, wpadłem w długi. Byłem tym wszystkim przytłoczony. W końcu pojawiła się u mnie depresja”.

Mniej więcej w tym samym czasie natknął się w internecie na ludzi, którzy mieli zupełnie inną wizję szczęścia. Mówiono o nich „minimaliści”. Uważali, że najlepszy sposób na osiągnięcie szczęścia to mieć mniej, nie więcej. Jeśli to zadziałało w ich przypadku, być może mogło zadziałać także u niego. Warto było spróbować.

A gdyby koniec końców takie rozwiązanie okazało się nieskuteczne, a oni dowiedzieliby się o tym już po wyrzuceniu wszystkich swoich rzeczy? Przyjaciele przygotowali zatem plan. Żeby przekonać się, czy będą szczęśliwsi, posiadając mniej przedmiotów, postanowili przeprowadzić eksperyment. Spakowali wszystkie rzeczy w domu Nicodemusa do pudeł i worków – jak przy przeprowadzce. Za każdym razem, kiedy Nicodemus czegoś potrzebował, musiał wyciągnąć to z powrotem. Eksperyment miał trwać dwadzieścia jeden dni. Przeczytali, że właśnie tyle czasu potrzeba, żeby wyrobić w sobie nowy nawyk. Po upływie tego czasu Nicodemus miał dowiedzieć się, jak wielu rzeczy naprawdę potrzebuje i czy jest szczęśliwszy, posiadając mniej.

I tak właśnie było. Nigdy nie wypakował wszystkich rzeczy upchniętych w pudłach i workach. Choć kilka z nich oczywiście wyjął. Kiedy obudził się tego ranka w ciszy odbijającej się echem od ścian, poszedł po szczoteczkę do zębów, pastę i ubrania, w których miał pójść do pracy. Wyciągnął jeszcze nóż, widelec, łyżkę i talerz, ponieważ potrzebował tych rzeczy każdego dnia.

Ale kiedy minął dziesiąty dzień, Nicodemus nie wydobył już niczego więcej. W tym momencie zdał sobie sprawę, że ma wszystko, czego potrzebuje. To nie echo w pustym domu było dziwne. Dziwne było marnotrawstwo.

„Uświadomiłem sobie, że używałem zaledwie niewielkiego procentu rzeczy, które posiadałem – wspomina. – Było coś surrealistycznego w tym, jak wiele wydałem na niepotrzebne zakupy”.

Martwił się, co pomyśli o tym wszystkim jego dziewczyna, ale ona uznała, że to całkiem zabawne.

„Weszła do salonu z szerokim uśmiechem na twarzy – opowiadał Nicodemus – i zapytała: »Kochanie, nie widziałeś gdzieś łyżki?«”.

Zadowolony, że ma tyle, ile mu potrzeba, Nicodemus pozbył się zapakowanych w pudła i worki przedmiotów. Część sprzedał na Craigslist i eBayu. Część rozdał. Jego ojciec pojechał do kościoła ciężarówką wypakowaną po brzegi darami. Nicodemus rozpoczął nowe życie z dużo mniejszym zasobem dóbr materialnych.

Wielu z nas na pewnym etapie zastanawiało się, czy jesteśmy naprawdę zadowoleni ze swojego losu; czy nie pracujemy tylko po to, żeby płacić za przedmioty, które posiadamy; czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich rzeczy zagracających nasze domy i życia. Co jakiś czas, żeby uciszyć ten dociekliwy głos, robimy generalne porządki, mniej czasu spędzamy w pracy, a więcej w domu, angażując się w to, co sprawia nam przyjemność – i na tym się kończy. Nicodemus poszedł dalej. Podczas generalnych porządków spakował wszystko, co posiadał, i większość z tego pozostała zamknięta w workach i pudłach, dopóki komuś tego nie oddał. Przestał pragnąć nowych rzeczy. Przestał je kupować. Nie pracował już tyle godzin, żeby zapłacić za przedmioty, których nie potrzebował. Rozpoczął życie, w którym przestał być przytłoczony rzeczami. Zamiast realizować swoje materialistyczne aspiracje, zaczął dążyć do innych celów, takich jak zdrowie i dobre relacje z innymi. To poskutkowało. Obecnie – jak powtórzył mi już wiele razy – jest dużo szczęśliwszy. Dlaczego? Dlaczego mniejsza liczba rzeczy oznacza szczęście? I czy ten nowy wzór na jego osiągnięcie sprawdził się tylko u Nicodemusa, Fieldsa Millburna i garstki im podobnych, czy też ma może szansę zadziałać także i w waszym wypadku?

Czy ty również odczuwasz rzeczozmęczenie?

Rzeczozmęczenie to historia jednego z najbardziej dotkliwych schorzeń współczesności, którego istnienie dopiero zaczynamy sobie uświadamiać. Opowiada o tym, jak wy, ja i całe społeczeństwo, zamiast czuć się bogatsi dzięki przedmiotom, które posiadamy, czujemy się nimi przytłoczeni. Więcej nie oznacza już dla nas, tak jak kiedyś, czegoś pozytywnego; więcej oznacza więcej kłopotów, więcej obowiązków, więcej powinności. W naszym zabieganym, przeładowanym bodźcami świecie więcej nie znaczy już lepiej. Więcej to gorzej. Przeciążeni, duszący się nadmiarem, cierpimy na chorobę, którą ja nazywam rzeczozmęczeniem.

Nicodemus nie jest jedyny. W tej chwili miliony ludzi na całym świecie czują, że posiadają zbyt wiele. Zacznijmy od tego, że blog oraz książki Nicodemusa i Fieldsa Millburna o tym, jak żyć, kupując mniej, mają dwa miliony czytelników rocznie. Dwanaście milionów osób – to łączna liczba mieszkańców Nowego Jorku i Los Angeles albo liczba mieszkańców aglomeracji londyńskiej – widziało w internecie film The Story of Stuff (Opowieść o rzeczach) opowiadający o niszczycielskim wpływie materializmu na środowisko[2]. Po tym jak widzowie tego filmu dowiedzieli się, że na każdy worek śmieci przypada siedemdziesiąt worków zawierających odpady powstałe przy produkowaniu dóbr, których pozostałości ostatecznie trafiły do pierwszego worka, większość z nich prawdopodobnie zechce ograniczyć liczbę przedmiotów w swoim życiu. Osób, które myślą podobnie, jest znacznie więcej.

Politolog Ronald Inglehart od 1970 roku badał postawy ludzi wobec dóbr materialnych. Początkowo przeprowadził badania w sześciu krajach – we Włoszech, Wielkiej Brytanii, Francji, RFN, Holandii i Belgii. Wyniki pokazały, że dla czterech osób na pięć liczyły się przede wszystkim wartości materialne. Większość ludzi koncentrowała się głównie na tym, ile zarabiają i ile przedmiotów posiadają, a nie na jakości swojego życia[3].

Od tamtej pory politolodzy regularnie przeprowadzali podobne badania w ponad pięćdziesięciu krajach. Wnioski są oczywiste: nie jesteśmy już takimi materialistami jak kiedyś, skoro w dzisiejszych czasach tylko mniej więcej jedna osoba na dwie kieruje się wartościami materialistycznymi. „Obecnie prawie połowa ludzi to postmaterialiści” – twierdzi Inglehart. Może ich być nawet więcej.

Kiedy kilka lat temu jedna z największych agencji reklamowych na świecie przeprowadziła ankiety w krajach takich jak Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone, okazało się, że „konsumenci na rynkach rozwiniętych mają już dosyć nadmiaru”, że są „zmęczeni przymusem gromadzenia” i że połowa z nich w ostatnich latach pozbywała się swoich rzeczy lub przynajmniej się nad tym zastanawiała. Dwie osoby na trzy uważały także, że czułyby się lepiej, gdyby wiodły prostsze życie, czyli – innymi słowy – życie bez tylu rzeczy.

W 2014 roku ta sama agencja powtórzyła badania – wynikało z nich, że „wielu z nas czuje się przytłoczonych nadmiarem posiadanych rzeczy”, „większość z nas mogłaby doskonale obyć się bez prawie całego swojego dobytku” (wyróżnienia użyli autorzy raportu, nie ja) i że „dwie trzecie z nas uważa za niezwykle ważne, żeby przynajmniej raz w roku pozbyć się niechcianych dóbr”.

Jeśli te dane są prawdziwe, oznacza to, że czterdzieści milionów osób w Wielkiej Brytanii i dwieście czterdzieści milionów w Stanach Zjednoczonych aktywnie uczestniczy w procesie „odpoczywania od przedmiotów” i wolałoby, żeby ich życie było prostsze i mniej zagracone[4].

Być może też tak uważacie. Macie już dość nadmiaru? Jesteście zmęczeni przymusem gromadzenia? Czulibyście się bardziej szczęśliwi (tylko szczerze!), gdybyście mieli mniej rzeczy niż obecnie? Przejrzyjcie szuflady, szafki i półki w waszym domu, rozwiązując quiz na następnych stronach, i przekonajcie się, czy tak samo jak Nicodemus i miliony ludzi na całym świecie również odczuwacie rzeczozmęczenie.

Czy masz za dużo rzeczy?

Czy przedmioty, które posiadasz: a) sprawiają ci radość; b) sprawiają, że czujesz się zestresowany?

Czy w twoim domu: a) wszystko jest na swoim miejscu; b) niektóre pokoje to „rupieciarnie”, nienadające się do użytku z powodu zalegających tam rzeczy, które wymagają uporządkowania?

Kiedy ktoś, z kim mieszkasz, przynosi do domu nową rzecz, twoja typowa reakcja to: a) „Dlaczego nie pomyśleliśmy o tym wcześniej?”; b) „Gdzie my to upchniemy?”?

Czy: a) posiadasz tylko rzeczy, których regularnie używasz; b) masz również przedmioty, które twoim zdaniem powinna posiadać osoba, jaką chcesz się stać, na przykład klasyki literatury, które powinieneś przeczytać, gitarę, na której z pewnością nauczysz się kiedyś grać, lub ubrania, które będą na ciebie pasować, kiedy schudniesz?

Czy: a) z łatwością radzisz sobie z uporządkowaniem swojego dobytku; b) marzysz o tym, żeby w twoim życiu pojawiła się wróżka Rupieciuszka, która poukładałaby to wszystko, potrafiła odgadnąć, czego potrzebujesz, i pozbyła się całej reszty?

Czy: a) nosisz wszystkie swoje ubrania; b) masz też rzeczy, których nie założyłeś od roku lub dłużej?

Kiedy chcesz powiesić nową sukienką lub koszulę w twojej szafie: a) bez trudu znajdujesz dla niej miejsce; b) musisz rozsunąć ubrania, które już tam wiszą, i szybko wcisnąć nową rzecz, zanim szczelina zniknie?

Czy: a) w twoich szufladach panuje porządek; b) kiedy otwierasz szufladę, przedmioty wyskakują z niej, jakby rozpaczliwie potrzebowały powietrza?

Kiedy twoja kuchnia lśni czystością jak na zdjęciu z magazynu wnętrzarskiego, to: a) podobnie wygląda wnętrze kuchennych szafek; b) we wnętrzu szafek panuje istny chaos?

Jeśli masz garaż, to: a) parkujesz w nim samochód; b) trzymasz w nim tyle rzeczy, że nie ma już na niego miejsca?

Czy: a) cały twój dobytek mieści się w twoim domu; b) masz tyle rzeczy, że musisz wynajmować pomieszczenie magazynowe?

Czy „terapia zakupowa”: a) poprawia ci nastrój; b) sprawia, że czujesz się przygnębiony?

Czy: a) żyje ci się dobrze w naszej obecnej materialistycznej kulturze; b) martwisz się, że biorąc pod uwagę wpływ naszej kultury na środowisko, jesteśmy jak te przysłowiowe żaby w garnku, które nie czują, że stopniowo podgrzewana woda wkrótce zacznie wrzeć?

Czy żyjąc w społeczeństwie, które przykłada taką wagę do posiadanych przedmiotów: a) czujesz się dobrze; b) uważasz, że nie powinno tak być?

Przypomnij sobie swój ostatni prezent w tym roku. Być może ciocia Krysia i wujek Staszek wręczyli ci z okazji świąt Bożego Narodzenia pięknie opakowane pudełko. A może twoja mama, choć właściwie jesteś już za duży na prezenty od niej, dała ci na urodziny coś, co, jak sama stwierdziła, będzie dla ciebie idealne. Czy odruchowo pomyślałeś/aś wtedy: a) „Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co to jest”; b) „O nie, już niczego nie potrzebuję”?

Jeśli zaznaczyłeś/aś b) przy którymkolwiek pytaniu, również i ty odczuwasz jakiś rodzaj rzeczozmęczenia.

Sherlock Holmes i tajemnica Krispy Kreme[5]

Dlaczego zatem wciąż kupujemy nowe rzeczy, skoro mamy więcej, niż potrzebujemy, i nie potrafimy sobie poradzić z tym nadmiarem? Najlepiej zilustruje to historia, którą nazywam „tajemnicą Krispy Kreme”.

W czwartek 14 lutego 2013 roku szkoccy policjanci ­zostali wezwani do – jak się początkowo wydawało – rutynowego zdarzenia. Na obwodnicy przy galerii handlowej Hermiston Gait powstał korek. Korek w innym miejscu nie miałby większego znaczenia, ale galeria Hermiston Gait znajdowała się tuż przed wjazdem na M8, najbardziej ruchliwą autostradę w Wielkiej Brytanii, łączącą dwa największe miasta Szkocji – Edynburg i Glasgow. Na komendzie postanowiono zrobić to, co w takich okolicznościach robi policja na całym świecie, to znaczy ostrzec kierowców, by unikali tego miejsca, oraz wysłać tam kilka wozów patrolowych, żeby funkcjonariusze przyjrzeli się przyczynie problemu – nowo otwartej cukierni z pączkami Krispy Kreme.

Kiedy poprzedniego dnia o godzinie siódmej rano, jeszcze przed wschodem słońca, otworzono ją po raz pierwszy, przed drzwiami stała już trzystuosobowa kolejka. Pracownicy serwowali kawę i firmowe pączki najszybciej, jak potrafili; w ciągu pierwszej godziny obsłużyli czterystu klientów, ustanawiając nowy rekord sieci. Ale nawet takie tempo okazało się niewystarczające. Nieważne, jak bardzo się starali, kolejka przed drzwiami rosła, tak samo jak wydłużała się kolejka samochodów oczekujących na zamówienia przed stanowiskiem dla zmotoryzowanych. Najpierw zakorkowała się galeria handlowa. Chwilę potem opóźnienia w ruchu pojawiły się na pobliskim rondzie. Następnego dnia zablokowany został ruch na drodze dojazdowej do M8. To właśnie wówczas przyjechała policja, by sprawdzić, o co chodzi z całą tą kolejką – i z tymi pączkami.

Nie wszyscy byli równie entuzjastycznie nastawieni do otwarcia nowego sklepu co oczekujący w kolejce. „Po prostu oniemiałem” – utyskiwał Tam Fry z brytyjskiego National Obesity Forum (Narodowego Forum ds. Otyłości). – Jeśli Edynburg dzisiaj ma nadwagę, to jutro będzie otyły”. Firmowy pączek w lukrze Krispy Kreme dostarcza organizmowi dwustu siedemnastu kalorii; w jego składzie znajdziemy dwadzieścia dwa gramy węglowodanów i trzynaście gramów tłuszczu. I jest to najmniej kaloryczna pozycja w menu[6]. Mówiąc wprost, pączki Krispy Kreme nie są najzdrowszą przekąską na świecie.

Ludzie kłębiący się przed sklepem dobrze o tym wiedzieli. Ci w samochodach również. Dlaczego zatem przez przeszło dwie godziny tkwili w kolejce, skoro zdawali sobie sprawę, że to, na co czekają, nie wyjdzie im na zdrowie?

Zanim stwierdzicie, że odpowiedź jest oczywista (to przecież Szkocja, ojczyzna batoników Mars smażonych w głębokim tłuszczu – sprawa zamknięta), zastanówcie się przez chwilę nad własnym zachowaniem. Wiecie, że Krispy Kreme i inne tego typu produkty to nic dobrego. A jednak co jakiś czas dajecie się skusić. Bywa, że nawet stajecie po nie w kolejce. Dlaczego?

Trudno o kogoś lepszego do rozwikłania tej zagadki niż Brian Wansink, technolog żywności, przedstawiany czasem jako „Sherlock Holmes od jedzenia”. Wansink przez ponad dwie dekady prowadził badania nad tym, dlaczego jemy to, co jemy. Rozwiązanie tajemnicy Krispy Kreme zawiera jego książka Mindless Eating (Bezmyślna dieta). „Zostaliśmy zaprogramowani tak, żeby lubować się w smaku soli, tłuszczu i cukru – napisał. – Tłuste pożywienie zapewniało naszym przodkom rezerwę kaloryczną i umożliwiało przetrwanie w okresach niedoboru żywności. Sól pomagała im zatrzymać wodę w organizmie i uniknąć odwodnienia. Cukier pozwalał odróżniać jadalne jagody od kwaśnych trujących. Dzięki naszemu upodobaniu do smaku soli, cukru i tłuszczu nauczyliśmy się wybierać jedzenie, które w najskuteczniejszy sposób utrzymuje nas przy życiu”.

Przedstawione przez Wansinka wytłumaczenie, dlaczego lubimy niektóre rodzaje pokarmów, odwołuje się do psychologii ewolucyjnej – dziedziny nauk społecznych, która potrafi wyjaśnić także kwestię ilości spożywanego przez nas jedzenia. „Nasz instynkt i miliony lat ewolucji podpowiadają nam, żebyśmy jedli tak często i tak dużo, jak to tylko możliwe” – podsumował Wansink.

Kiedy jedzenie było trudne do zdobycia, takie podejście miało rację bytu, ale w XX wieku straciło już sens. Dzięki kombajnom, nawozom sztucznym oraz odmianom roślin zapewniającym wyższe plony zaczęliśmy produkować nie tylko wystarczającą ilość żywności, ale nawet dużo więcej, niż potrzebowaliśmy.

I tak powstał nowy problem. Chociaż ten automatyczny impuls zachęcający do jedzenia tyle, ile tylko się da, nie jest już konieczny, nie potrafimy go wyłączyć jak światła w pokoju. Wszyscy jesteśmy tak zaprogramowani i wielu z nas zaczęło z tego powodu tyć. Tak wielu, że zdążyliśmy już nazwać ten problem: epidemia otyłości.

Żyjemy w erze obfitości, ale podejmujemy decyzje, posługując się narzędziami psychiki, które powstały w czasach głodu. To dość oczywiste spostrzeżenie, lecz warto o nim przypominać, zwłaszcza teraz, kiedy miliony ludzi zmagają się w swoim życiu z nadmiarem przedmiotów. Psychologia ewolucyjna to klucz do zrozumienia, dlaczego wciąż pragniemy więcej i kupujemy więcej, mimo że wcale „więcej” nie potrzebujemy.

Nasz wiek jest wiekiem dostatku[7]. Wcześniej dobra materialne były kosztowne i trudno dostępne. Na przykład ubrania były na tyle cenne, że przekazywano je z pokolenia na pokolenie. Przed epoką rewolucji przemysłowej zwykła koszula, ze względu na koszt, czas i wysiłek związany z jej wytworzeniem, była niesłychanie droga. Historyczka Eve Fisher obliczyła, że w dzisiejszych czasach byłaby warta dwa tysiące funtów[8]. Obecnie przedmioty – koszule, buty, filiżanki, samochody, okulary, książki, zabawki i wiele innych – są wszechobecne i tanie. Ale, powtórzę to jeszcze raz, nasze wrodzone popędy wciąż działają. W rezultacie miliony z nas wypełniają swoje domy i życia przeróżnymi rzeczami. Przytłoczeni nadmiarem, odczuwamy rzeczozmęczenie – jako jednostki i jako społeczeństwo. Rzeczozmęczenie to odpowiednik epidemii otyłości.

Rzeczozmęczenie to ryzyko dla zdrowia[9]

Otyłość to jeden z najpoważniejszych problemów, którym musimy stawić czoła jako jednostki i jako społeczeństwo. Nadwaga oznacza większe ryzyko zawału serca, udaru mózgu i cukrzycy typu 2 – bardzo nieprzyjemnej choroby, która może prowadzić do utraty wzroku i amputacji kończyn. Nadwaga oznacza wcześniejszą śmierć. Jeśli jesteście naprawdę otyli, umrzecie nawet dziesięć lat wcześniej. Pomimo tych wszystkich okropnych konsekwencji obecnie dwie trzecie populacji to ludzie otyli lub z nadwagą. Co niepokojące, trudno o porozumienie w kwestii rozwiązania tego gigantycznego problemu, ponieważ nikt nie wie, co tak naprawdę jest przyczyną otyłości (chociaż większość naukowców zgadza się, że winić należy połączenie czynników nazywane „wielką dwójką”, czyli za dużo jedzenia i za mało ruchu). Jeszcze większą obawę budzi wpływ, jaki otyłość może mieć na kolejne pokolenie. Z otyłością zmaga się dziś tak wiele dzieci, że mogą być one pierwszym od stu lat pokoleniem, które będzie żyć krócej od swoich rodziców. Czy uzasadnione jest zatem porównywanie rzeczozmęczenia do otyłości, biorąc pod uwagę skalę zagrożenia, jakie stanowi ta druga?

Moim zdaniem tak. Ponieważ problem rzeczozmęczenia dotyczy podobnej liczby osób co problem otyłości. Ponieważ i rzeczozmęczenie, i otyłość – chociaż istnieje dla nich wiele wytłumaczeń (ewolucyjnych, środowiskowych czy związanych z wykonywaną pracą) – ma swoją „wielką dwójkę”. Co więcej, rzeczozmęczenie, podobnie jak otyłość, szkodzi zarówno jednostkom, jak i całemu społeczeństwu. Zbyt wiele jedzenia i za mało ćwiczeń to zagrożenie dla zdrowia fizycznego pojedynczej osoby i całych populacji – i analogicznie, zbyt wiele przedmiotów i za mało doświadczeń to zagrożenie dla zdrowia psychicznego jednostki i ogólnego dobrostanu społeczeństwa.

Według coraz większej liczby ekspertów i badań, o których opowiem w tej książce, posiadając zbyt wiele, robiąc zbyt mało i prowadząc życie skupione na gromadzeniu dóbr, zaczynamy odczuwać lęk i stres. Najnowsze badania sugerują, że w niektórych przypadkach kończy się to pewnego rodzaju depresją, która może skracać życie. W ekstremalnych przypadkach śmierć może nastąpić dużo szybciej (o czym na dalszych stronach tej książki). Skoro aż dwie trzecie z nas uważa, że posiadamy zbyt wiele, rzeczozmęczenie to nasz poważny problem.

Jak konkretnie zamierzamy go rozwiązać? W naszym nowoczesnym społeczeństwie, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jakiś produkt czy aktywność są szkodliwe dla zdrowia, wdrażamy środki zaradcze. Aby chronić nasze zdrowie, władze uchwalają odpowiednie ustawy, prowadzą kampanie informacyjne i zachęcają nas do podejmowania lepszych decyzji. Weźmy na przykład otyłość i informacje żywieniowe na etykietach, które próbują przekonać nas, żebyśmy spożywali mniej niezdrowego jedzenia, takiego jak cukier czy tłuszcze nasycone, a więcej wartościowej żywności – na przykład warzyw. Kolejny przykład to papierosy. Kiedy poznaliśmy prawdę o szkodliwych skutkach palenia, na opakowaniach papierosów pojawiły się ostrzegawcze napisy, takie jak: „Palenie szkodzi tobie i osobom w twoim otoczeniu”[10].

Zastanawiam się, czy w związku z rosnącą liczbą dowodów dokumentujących szkodliwy wpływ zbyt dużej liczby posiadanych rzeczy na naszą psychikę zobaczymy kiedyś etykiety ze szczegółowymi informacjami i ostrzeżeniami również na innych produktach. Być może rząd, coraz bardziej zainteresowany nie tylko naszym zdrowiem fizycznym, ale także psychicznym, wprowadzi obowiązek umieszczania na produktach napisów, które będą nas zachęcać, żebyśmy kupowali te przedmioty, które przyczyniają się do naszego dobrostanu, a unikali tych, które pogarszają nasze samopoczucie. Być może pewnego dnia na produktach, które tylko zaśmiecają nasze domy i przynoszą nam więcej niepokoju i stresu niż szczęścia, znajdą się ostrzeżenia w rodzaju: „Posiadanie zbyt wielu rzeczy może być szkodliwe dla zdrowia”.

Gwałtowna burza

Kiedy pomyślicie o zagrożeniach dla zdrowia związanych z rzeczozmęczeniem, w mgnieniu oka zrozumiecie, dlaczego jest to problem, który wymaga natychmiastowego rozwiązania. Możemy dyskutować na temat psychologii ewolucyjnej i „wielkiej dwójki”, pośpiesznie proponować jakieś naiwne rozstrzygnięcia, ale żeby stworzyć długoterminową strategię skutecznej walki z tym zjawiskiem, musimy dowiedzieć się, co jest jego przyczyną.

Tajemnica Krispy Kreme to bardzo użyteczny przykład, ponieważ pokazuje wpływ tysięcy lat naszej ewolucji na decyzje, jakie podejmujemy współcześnie; wyjaśnia, dlaczego wciąż kupujemy nowe rzeczy mimo tego, że mamy więcej, niż potrzebujemy, i nie potrafimy już poradzić sobie z nadmiarem; pomaga nam zrozumieć, jak znaleźliśmy się w punkcie, w którym jesteśmy. Ale jeśli zastanowicie się nad tym głębiej, zauważycie, że chociaż dowiadujemy się, jakie są przyczyny rzeczozmęczenia, wciąż nie wiemy, dlaczego ta przypadłość dopada nas akurat dziś. Powinniśmy zatem pomyśleć, dlaczego tak wielu z nas czuje, że ma zbyt wiele właśnie teraz. I dlaczego właśnie teraz rezygnujemy z postawy materialistycznej.

W przypadku każdego tak złożonego i ważnego społecznie zagadnienia jak rzeczozmęczenie istnieje wiele wyjaśnień. Każdy ekspert kładzie nacisk na co innego.

Politolodzy, na przykład Inglehart, twierdzą, że ponieważ większość z nas dorastała w stabilnych ekonomicznie warunkach, w których nie musieliśmy się martwić o to, co będziemy jeść, nie skupiamy się już tak na potrzebach materialnych (żywność, schronienie), a więcej uwagi poświęcamy potrzebom „postmaterialnym”, takim jak wolność słowa i działania[11].

Psycholodzy, tacy jak Olivier James i Darby Saxbe, oraz ­filozofowie, na przykład Alain de Botton, zwracają uwagę na zagrożenia zdrowotne, o których już wspominałem. Uważają, że zdaliśmy sobie sprawę z posiadania zbyt dużej liczby przedmiotów, ponieważ nasz dobytek, nasz styl życia i wszystkie kłopoty, które się z tym wiążą, przysparzają nam więcej stresu niż szczęścia. James nazywa ten problem „chorobą bogaczy” (affluenza). De Botton jest zdania, że nieustanne próby dorównania innym wywołują w nas „lęk o status”. Saxbe pisze o „klęsce nadmiaru”[12].

Według ekologów poczucie, że mamy zbyt wiele, wynika z globalnego ocieplenia, problemów ze składowaniem odpadów i nadmiernej emisji dwutlenku węgla. Niepokoi ich, że zużywamy więcej zasobów naturalnych, niż nasza planeta jest nam w stanie zapewnić[13].

Demografowie przyznają, że dorastanie w stabilnych warunkach, stres związany z posiadaniem przedmiotów i zanieczyszczenie środowiska to ważne czynniki, ale istnieją cztery, według nich dużo ważniejsze przyczyny naszego rzeczozmęczenia: starzenie się społeczeństw[14], wciąż rosnąca populacja świata[15], powiększanie się klasy średniej w skali globalnej[16] oraz migracja ludności do miast[17]. Wraz z wiekiem stajemy się coraz mniej zainteresowani kolejnymi zakupami. Na naszej planecie, która przecież ma ograniczoną pojemność, jest coraz więcej ludzi i coraz więcej z nich zalicza się do klasy średniej, w związku z czym rośnie ogólne zapotrzebowanie na nieodnawialne zasoby. A ponieważ coraz więcej z nas przenosi się do miast, kupujemy mniej samochodów, nasze domy są mniejsze, a to oznacza, że mamy mniej przestrzeni, w której możemy przechowywać swoje rzeczy.

Socjologowie, na przykład Ruth Milkman, dodają również, że jesteśmy coraz bardziej zmęczeni materializmem, ponieważ przestaliśmy wierzyć w tę doktrynę[18]. Jak zauważyła Milkman, nie uważamy już nierówności społecznych za nieodłączną część systemu, w którym żyjemy; protesty ruchu Occupy to odzwierciedlenie naszego gniewu.

Inni socjologowie zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt. Do tej pory uważaliśmy, że większe zarobki i większe wydatki zwiększają nasze poczucie szczęścia. Tymczasem jak pokazują wyniki uzyskane przez pionierów badań nad szczęściem – psychologów Tima Kassera, Toma Gilovicha, Elizabeth Dunn i Ryana Howella – to przekonanie nie ma pokrycia w rzeczywistości[19]. Kiedy ludzie to sobie uświadamiają, zaczynają skupiać się na swoich doświadczeniach, a nie na swoim stanie posiadania.

Ekonomista, słysząc te wszystkie wyjaśnienia, mógłby się uśmiechnąć. Oczywiście, dorastanie w stabilnych warunkach, wciąż rosnąca i jednocześnie starzejąca się w niektórych regionach populacja świata, powiększająca się klasa średnia, migracja do miast, brak zaufania do systemu, w którym żyjemy – to wszystko, rzecz jasna, ma znaczenie. Ale prawdziwy powód rzeczozmęczenia jest inny i oczywisty – ekonomia, głupcze! Kiedy koszty życia rosną, a płace stoją w miejscu, większość ludzi po prostu nie ma pieniędzy, żeby kupować więcej rzeczy[20]. Być może więc nie tyle „mamy za dużo”, co nie możemy już sobie pozwolić na tak wiele.

Specjaliści z zakresu nowych technologii pewnie zgadzają się ze wszystkim, co zostało tu napisane. Dodaliby tylko, że tak naprawdę odwracamy się od dóbr materialnych, ponieważ możemy to zrobić. Jaki jest sens posiadania „fizycznych” książek i płyt CD, skoro ich zawartość możemy pobrać z chmury danych[21]?

A co ja, futurolog kultury, myślę o tym wszystkim? Od przeszło dziesięciu lat analizuję trendy i prognozuję zmiany społeczne, pomagając moim klientom, takim jak Zurich Insurance, Absolut i BMW, przygotować się na to, co przyniesie przyszłość. Podczas mojej praktyki zawodowej stało się dla mnie jasne, że na trzech filarach naszego społeczeństwa – kapitalizmie rozumianym jako nadrzędna teoria, konsumpcjonizmie, będącym praktyką dnia codziennego, i materializmie, czyli systemie wartości, który stanowi podstawę całości – pojawiły się głębokie pęknięcia. Proponowane przez innych rozwiązania, takie jak ruchy antykapitalistyczne i sprzeciwiające się konsumpcjonizmowi, czy pomysł, że wszystkiemu zaradzi współczesna technologia, nie przekonują mnie i nie są dla mnie realną alternatywą. Nadmiernie uproszczone, jedynie zaklejają te pęknięcia, zamiast zająć się ich przyczynami, albo skupiają się tylko na części problemu, ignorując resztę zagadnienia. Postanowiłem więc sam zająć się tą kwestią, żeby sprawdzić, czy moja intuicja i zdolności analityczne, które rozwijałem przez lata, pozwolą mi znaleźć lepsze rozwiązanie. Efektem próby zmierzenia się z tym zagadnieniem jest niniejsza książka.

Kiedy wypisałem po kolei wszystkie przyczyny rzeczozmęczenia, poczyniłem kilka spostrzeżeń. Po pierwsze, gdyby chcieć porównać do czegoś czynniki powodujące rzeczozmęczenie, fale byłyby dużo bardziej trafną analogią niż cegły – różne wyjaśnienia funkcjonują zupełnie niezależnie od siebie i każde z nich opiera się na innych założeniach. Zatem jeśli ktoś nie zgadza się z ekologami i nie wydaje mu się, że ludzie ograniczają swoją konsumpcję z powodu dbałości o środowisko, nie wpływa to w żaden sposób na to, czy uważa za trafne bądź nietrafne opinie demografów lub specjalistów z zakresu nowych technologii. Jest również bardzo prawdopodobne, iż wiele osób sądzi, że każdy z tych czynników jest istotny i w jakimś stopniu odpowiedzialny za rzeczozmęczenie – sam właśnie tak to widzę.

Co więcej, uważam, że zmiany, które zachodzą na naszych oczach, wcale nie są przemijającym zjawiskiem, o którym za rok nikt nie będzie pamiętał. Wyjątkiem jest obecny stan gospodarki i spadek przychodów. Ale kiedy nasza sytuacja ekonomiczna się poprawi, zarobki wzrosną, a ludzie będą mieli i pieniądze, i poczucie, że stać ich na kupno nowych przedmiotów, inne czynniki, takie jak troska o środowisko, tylko zyskają na znaczeniu. Wszystkie pozostałe wymienione wcześniej przyczyny rzeczozmęczenia to owoce dobrze udokumentowanych, istniejących od dłuższego czasu tendencji.

Żaden z tych czynników z osobna nie miałby na nasz świat większego wpływu niż fala, która wzbiera i uderza o falochron. Ponieważ jednak wszystkie występują jednocześnie, stają się bardziej widoczne, trudniejsze do uniknięcia i wymagają natychmiastowej reakcji. Można powiedzieć, że opisane powyżej czynniki rozpętały prawdziwą burzę w naszej eklektycznej materialistycznej kulturze. To z powodu tej burzy rzeczozmęczenie będzie największym wyzwaniem XXI wieku. Z tego samego powodu tylu z nas rozczarowało się materializmem i gromadzeniem dóbr i odczuwa teraz rzeczozmęczenie.

Nowy wzór na szczęście

U podstaw rzeczozmęczenia leży radykalna idea, która wkrótce zasadniczo przeobrazi nasze życie i zniweczy plany wielu dużych i średnich instytucji oraz plany zwykłych ludzi. Być może nawet wasze. Ponieważ osoba odczuwająca rzeczozmęczenie będzie dokonywać zupełnie innych wyborów, niż dokonywała wcześniej, społeczeństwo borykające się z rzeczozmęczeniem będzie wyglądać całkowicie inaczej niż to, w którym dorastaliśmy. Jak?

Do niedawna system kapitalistyczny bazował na konsumentach, o których można było powiedzieć, że są materialistami. W tym systemie dobra materialne i pogoń za nimi były źródłem statusu, tożsamości, poczucia sensu i szczęścia[22] (doskonale odzwierciedlał to pierwszy wzór na szczęście Nicodemusa). W tamtym świecie chciwość była dobra, więcej znaczyło lepiej, a majątek służył temu, żeby ścigać się z sąsiadami o to, kto jest bogatszy. Obecnie jest już inaczej.

Nie chcę krytykować wszystkich rzeczy, które kupiliście, ani wszystkich rzeczy, które sam zgromadziłem przez lata. Nie chcę potępiać materializmu. Czy raczej nie chcę potępiać go bezmyślnie. Chcę go zastąpić. Materializm (a także kultura konsumpcyjna i system kapitalistyczny, które materializm wzmacniał) był właściwą ideą w swoim czasie. Rzesze ludzi pierwszy raz w historii miały szansę żyć w dostatku, a nie w biedzie. To materializmowi zawdzięczamy pralki, telewizory i toalety w domu. Zawdzięczamy mu czystą wodę, państwo dobrobytu i opiekę zdrowotną, która poprawiła jakość naszego życia i wydłużyła je. Materializm podniósł standard życia społeczeństw bogatego Zachodu. I chociaż wielu ludzi wciąż nie ma wystarczająco wiele, nie mówiąc już o „zbyt wiele”, materializm polepsza teraz los miliardów nowych konsumentów od Pekinu po Bangalore, Lagos i São Paulo.

Jednak sukces materializmu obrócił się przeciwko nam. Paradoksalnie cały ten dostatek znów przyniósł nam ubóstwo. Obecnie wszystkie czynniki wywołujące rzeczozmęczenie sprawiają, że materializm nie jawi się już jako wspaniała idea.

Niniejsza książka opowiada o tym, co moim zdaniem powinno się teraz wydarzyć. To wezwanie do broni. Skoro wiemy już, że materializm szkodzi naszemu zdrowiu, szczęściu, naszemu społeczeństwu i naszej planecie, czas odrzucić stare przekonania, a w ich miejsce stworzyć nowy wzór na szczęście i ogłosić nowy manifest naszego życia.

Ten nowy manifest powinien uwzględniać wszystkie czynniki wywołujące rzeczozmęczenie. Inspiracją do jego napisania powinny być ostatnie odkrycia badaczy takich jak Gilovich i Howell, że bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie szczęścia dzięki doświadczeniom, a nie rzeczom. Zamiast kupować, przeżywaj, a z dużo większym prawdopodobieństwem osiągniesz szczęście – oto absolutny imperatyw, który powinien stanowić sedno nowego manifestu.

Ten manifest będzie nowym systemem wartości dla lepszej, szczęśliwszej kultury. Ponieważ stary system, w którym ludzie szukali swojej tożsamości, statusu, poczucia sensu i szczęścia w dobrach materialnych, nazywany był materializmem, ten nowy sposób życia, w którym źródłem tego wszystkiego są doświadczenia, nazywam eksperientalizmem*.

Ta książka to więcej niż strategia lepszego życia. Nie tylko unaocznia, które jego sfery wymagają zmian, ale prognozuje też przyszłość i opisuje zmiany już zachodzące.

Kiedy więcej ludzi – tak jak Nicodemus – zakwestionuje system, w którym żyje, i uzna, że więcej nie znaczy już lepiej, a szczęścia nie osiągnie się, gromadząc dobra materialne, będziemy świadkami kulturowej rewolucji. Kiedy więcej ludzi uświadomi sobie, że kolejne przedmioty nie zapewnią im szczęścia i że doznawanie to najlepszy sposób na poszukiwanie tożsamości, statusu, poczucia sensu i szczęścia, zobaczymy, jak epoka materializmu odchodzi w niepamięć i zaczyna się – mam taką nadzieję – era eksperientalizmu.

Specjaliści od marketingu będą musieli zmienić swój model biznesowy, ponieważ pod ukutymi przez nich terminami takimi jak czynniki wyzwalające czy bodźce zakupowe będzie się kryło coś innego niż obecnie. Zmiany te będą miały swoje dalekosiężne skutki.

Częściej będziemy wybierać sobie pracę, kierując się tym, co chcemy robić, a nie tym, ile musimy zarobić, żeby zapłacić za przedmioty, których nie potrzebujemy. Inaczej będziemy zdobywać status i oceniać status innych. Zamiast postrzegać własną pozycję przez pryzmat możliwości finansowych, będziemy wyrażać swoją tożsamość; pokażemy innym, kim naprawdę jesteśmy – jaka jest nasza osobowość, nasz charakter – nie poprzez konsumpcję i rytualne chełpienie się przedmiotami, niezależnie od tego, jak są drogie i wyjątkowe, ale przez naszą aktywność, spotkania i przygody, których doświadczyliśmy. Zmieni się również polityka rządu, mniej uwagi będziemy poświęcać ekonomii i PKB, więcej nowym wskaźnikom wzrostu.

Nie twierdzę, że stanie się to nagle, że obudzimy się pewnego ranka w jakiś dzień poświątecznej wyprzedaży w 2016 czy 2017 roku i nasze zainteresowanie dobrami materialnymi po prostu zniknie. Ta kulturowa zmiana jest równie znacząca co porzucenie przez naszych przodków w XX stuleciu nawyku oszczędności i przedzierzgnięcie się w rozrzutnych konsumentów. Trwało to przeszło pół wieku, zanim ta postawa na dobre zakorzeniła się w społeczeństwie. To, co z perspektywy przyszłych historyków będzie nosiło znamiona rewolucji, z naszej perspektywy bardziej przypomina ewolucję.

Nie pozbędziemy się wszystkich naszych rzeczy, nie zostaniemy ascetami bez żadnego majątku. Nie ruszymy w kierunku wzgórz i nie będziemy żyć nadzy w jaskiniach. Wciąż będziemy potrzebować butów, torebek, ubrań, samochodów i telefonów komórkowych.

Uważam jednak, że coraz więcej z nas będzie odczuwać rzeczozmęczenie i przyłączać się do eksperientalistycznej rewolucji, skutkiem czego będziemy gromadzić dużo mniej dóbr, za to dużo więcej czuć, widzieć, słyszeć, dotykać, wąchać, smakować i doświadczać.

Co więcej, myślę, że to już się dzieje, że ten ruch już się rozpoczął. Być może sami zmieniliście poglądy albo zauważyliście to u innych. Być może kiedyś kupowaliście osobom, na którym wam zależy, przedmioty w prezencie, a teraz myślicie sobie: „Przecież ma już wszystko, czego potrzebuje” i dajecie im w prezencie doświadczenia. Kiedyś mierzyliście sukces zdobyczami materialnymi, teraz chcecie kolekcjonować doświadczenia. Mniej zależy wam na jakości przedmiotów, bardziej na jakości życia. Macie już wystarczająco duży samochód, macie więcej, niż potrzebujecie, po co mielibyście jeszcze więcej zarabiać? Żeby kupić jeszcze większy samochód i jeszcze więcej rzeczy? Przecież w czasie poświęcanym na pracę moglibyście pojechać na wycieczkę albo spędzić więcej czasu z dziećmi lub przyjaciółmi. Być może zauważyliście, że drogi samochód nie oznacza już automatycznie wysokiego statusu. Mniej niż kiedyś imponuje wam to, co ludzie posiadają, bardziej interesuje was, czym się zajmują. Żeby przekonać się, czy myślicie jak eksperientalista albo czy macie zadatki, żeby stać się kimś takim, rozwiążcie quiz „Czy masz zadatki na eksperientalistę”.

Formułując manifest eksperientalistyczny, będziemy przekraczać granice kontynentów i podróżować w czasie – od wschodu słońca obserwowanego przez paleolityczne plemię na Lazurowym Wybrzeżu czterdzieści tysięcy lat temu po zachód słońca w Nowym Meksyku, oblewający szkarłatem góry Sangre de Cristo na początku XXI wieku. Będziemy przemierzać korytarze Pałacu Elizejskiego z Nicolasem Sarkozym, przelatywać helikopterem nad domem Barbary Streisand na kalifornijskim wybrzeżu i wrócimy do świata pierwszych Mad Menów.

Książka podzielona jest na pięć części. W części pierwszej: „Problem: rzeczozmęczenie”, zapoznacie się ze szczegółowymi dowodami – między innymi filmami wideo nakręconymi przez akademickich podglądaczy z Los Angeles – które pokazują, co w naszej współczesnej kulturze zasługuje na potępienie.

W części drugiej: „Jak do tego doszło – źródła kultury wyrzucania”, opowiem wam o pierwszych Mad Menach, którzy podjęli wyzwanie swoich czasów i stworzyli system wartości, którym się dzisiaj posługujemy.

W części trzeciej: „Rozdroże – którędy do lepszej przyszłości?”, opiszę innowatorów, którzy odrzucają dzisiejszą materialistyczną kulturę i testują nowe postmaterialistyczne sposoby życia. Zastanowimy się razem, co ci ludzie robią, dlaczego to robią, oraz poszukamy wskazówek w ich dzisiejszych sposobach na życie, które przydadzą nam się na drodze ku lepszej przyszłości.

W części czwartej: „Droga przed nami – zwycięstwo eksperientalistów”, szczegółowo sprawdzimy (nie będziemy się oszczędzać, przed nami bardzo nieudana podróż autobusem i wycieczka do Iranu citroënem 2CV), dlaczego doświadczenia dają nam więcej szczęścia niż dobra materialne. Poznamy też kilku eksperientalistów i przyjrzymy się wzlotom, upadkom i wyzwaniom rewolucji, którą zapoczątkowali. Zadamy też kilka pytań: Czy wielki biznes wspiera taką postawę? A rząd? I co ważniejsze, czy taki styl życia będzie nam służyć?

W ostatniej części, zatytułowanej: „Dodatek – droga eksperientalisty”, zawarłem wszystko, czego potrzebujecie, żeby przez miesiąc spróbować żyć według tej doktryny; znajdziecie tam także instrukcje, jak „przeprojektować” swoje życie i na stałe dołączyć do ruchu eksperientalistów.

Rozpoczynając tę dyskusję – pisząc książkę, którą trzymacie w rękach – nie chciałem jedynie przedstawić mojej opinii na temat jednego z najważniejszych problemów naszego pokolenia. Postanowiłem zadać pytania (i poszukać na nie odpowiedzi), które powinny nas – jako poszczególne jednostki, jako rodziców i jako ludzi tworzących współczesną kulturę – dzisiaj nurtować. Dzisiaj, to znaczy teraz – gdy już wiemy, że materialistyczna postawa niesie ze sobą depresję, niepokój, stres i degradację środowiska. Co jest zatem alternatywą dla materializmu? Jak rozwiązać problem rzeczozmęczenia? Jak powinniśmy żyć, żebyśmy czuli się szczęśliwi w XXI wieku?

Quiz: Czy masz zadatki na eksperientalistę?

Odpowiedz na dwadzieścia pytań tego quizu, żeby dowiedzieć się, czy już myślisz jak eksperientalista albo czy masz zadatki na to, by nim zostać.

Najlepiej rozwiąż quiz dwa razy. Za pierwszym razem odpowiadaj na pytania bez namysłu, żeby poznać swoją odruchową reakcję. Za drugim razem daj sobie więcej czasu do zastanowienia i pomyśl, czy jesteś zadowolony z wyborów, których dokonałeś za pierwszym razem. Jeśli przyjrzysz się uważnie swoim reakcjom, możesz zauważyć różnicę między osobą, którą jesteś, a osobą, którą chciałbyś się stać. W przypadku niektórych ludzi jest to jedna i ta sama osoba. Jednak w przypadku wielu z nas, jeśli szczerze odpowiadamy na pytania, uwidacznia się rozdźwięk między stanem obecnym a naszymi aspiracjami. Nie ma w tym nic złego. Potraktuj to jako informację, która posłuży ci za trampolinę do zmiany.

Czy definiujesz siebie bardziej: a) przez przedmioty, które posiadasz, jak samochód, dom, zegarek, torebka; czy też: b) przez doświadczenia takie jak sport, hobby, aktywności, w które się angażujesz, i przygody, które cię spotykają?

Chcesz wieść: a) życie pełne przepychu podobne do tego, które widzisz w programach reality show i kolorowych magazynach; czy też: b) życie bogate dzięki przyjaźniom, związkom i doświadczeniom?

Częściej przyłapujesz się na: a) porównywaniu swojej sytuacji życiowej z sytuacją życiową innych; b) zastanawianiu się, kiedy będziesz miał okazję pojechać gdzieś, gdzie nie byłeś, zobaczyć coś, czego nie widziałeś, zrobić coś, czego do tej pory nie robiłeś?

Kiedy mówisz, że ktoś odniósł sukces, masz na myśli, że: a) posiada mnóstwo drogich rzeczy; b) cieszy się życiem?

Dom twoich marzeń to: a) ogromny budynek wypełniony pięknymi, drogimi i unikatowymi przedmiotami; b) małe mieszkanie w świetnej lokalizacji, z którego często wychodzisz, żeby zrobić coś ciekawego?

Jeśli czujesz się przygnębiony, częściej: a) poprawiasz sobie humor zakupami („kupowanie nowych rzeczy zawsze sprawia, że czuję się wspaniale”); b) spotykasz się z przyjaciółmi („spotykanie się z ludźmi zawsze sprawia, że znikają moje smutki”)?

Czy szukając pracy: a) bierzesz pod uwagę głównie kwestie ­finansowe; b) równie ważne są dla ciebie inne czynniki, takie jak łatwość dojazdu, liczba godzin spędzanych w pracy i to, czy praca wydaje ci się ciekawa?

W trakcie wyjazdu służbowego do Nowego Jorku lub Londynu twój szef mówi ci, że dziś masz dzień wolny. Czy: a) buszujesz po wyprzedażach w sklepach Macy’s i Bloomingdale’s albo Selfridges i Harvey Nichols; b) zwiedzasz miasto, wchodzisz na Empire State Building, jeździsz rowerem po Central Parku, oglądasz mecz koszykówki w Harlemie albo fundujesz sobie przejażdżkę na London Eye i włóczysz się po targowisku Portobello Road?

Co jest dla ciebie ważniejsze: a) lista rzeczy do kupienia; b) lista rzeczy, które chcesz zrobić, zanim umrzesz?

Wygrałeś teleturniej. Jaką nagrodę wybierasz: a) przedmioty warte pięćdziesiąt tysięcy funtów; b) doznania warte pięćdziesiąt tysięcy funtów?

Gdybyś musiał zrezygnować: a) z samochodu; b) ze wspomnienia weekendowego wypadu, co byś wybrał?

Co sprawia, że czujesz się bardziej bezpiecznie: a) torba pełna rzeczy; b) pamięć pełna wspomnień?

Co sprawia, że zrywasz się z miejsca i chcesz tam być natychmiast: a) sklepy; b) park?

Czym łatwiej podbić twoje serce: a) piękną biżuterią, np. naszyjnikiem lub zegarkiem; b) wypadem za miasto?

Co by cię bardziej ucieszyło: a) szyta na miarę suknia od Diane von Furstenberg; b) uczestnictwo w pokazie mody tej projektantki?

Kiedy dajesz innym prezenty, zazwyczaj są to: a) rzeczy; b) doświadczenia?

Wolisz przeczytać: a) katalog firmy wysyłkowej; b) powieść?

Czy bardziej imponuje ci: a) ktoś, kto ma rolexa; b) ktoś, kto wszedł na Kilimandżaro?

Z którym stwierdzeniem bardziej się zgadzasz: a) Problem z doznaniami polega na tym, że nie trwają zbyt długo. Robisz coś i zaraz się to kończy; b) Wspaniałą rzeczą związaną z doznaniami jest to, że odczuwasz radość nie tylko wtedy, kiedy trwają, ale też wtedy, gdy myślisz o nich przed faktem lub po fakcie?

Z którym stwierdzeniem bardziej się zgadzasz: a) Kiedy gdzieś wyjeżdżam, zawsze staram się przywieźć prezenty z podróży i zrobić dużo zdjęć, żeby mieć coś, co mogę wziąć do ręki i co będzie mi przypominać o tym wydarzeniu; b) Nie zawracam sobie głowy robieniem zdjęć w trakcie wakacji. To tylko przeszkadza mi cieszyć się chwilą?

Przyznaj sobie 0 punktów za każdą wybraną odpowiedź a i 1 punkt za każdą odpowiedź b. Zsumuj wyniki.

Jeśli twój wynik to 0 punktów, jesteś w tym momencie stuprocentowym materialistą. Masz teraz dwie możliwości: odłożyć książkę na bok albo przygotować się na to, że zakwestionuję twoje wartości. Jeśli dasz tej książce szansę, być może będziesz wieść szczęśliwsze życie – zwłaszcza jeśli przeczytasz fragment, w którym opisuję, dlaczego doświadczenia dają nam więcej szczęścia niż rzeczy.

Jeśli twój wynik to od 5 do 10 punktów, w tym momencie wartości materialistyczne są dla ciebie dość ważne, ale trawestując słowa Luke’a Skywalkera wypowiedziane do Dartha Vadera: czuję w tobie eksperientalizm.

Jeśli twój wynik to od 10 do 15 punktów, bije już w tobie serce prawdziwego eksperientalisty. Jeszcze tylko kilka kroków, a dołączysz do eksperientalistycznej rewolucji.

Jeśli twój wynik to więcej niż 15 punktów (zwłaszcza jeśli zaznaczyłeś b) w dwóch ostatnich pytaniach), mam dla ciebie świetną wiadomość. Należysz do tych nielicznych szczęśliwych osób, które zdają sobie sprawę, że doznania dają nam więcej radości i skuteczniej wzmacniają nasze poczucie tożsamości oraz więź z innymi ludźmi niż przedmioty. Może ci się to wszystko wydawać oczywiste, prawdopodobnie tak po prostu odczuwasz rzeczywistość. Jednak niezależnie od tego, czy się nad tym zastanawiałeś czy nie, już myślisz jak eksperientalista.

Jeśli masz ochotę podzielić się z innymi ludźmi eksperientalistyczną „dobrą nowiną”, rozwiąż quiz online na stronie www.stuffocation.org i używając zamieszczonych tam przycisków, udostępnij swój wynik w mediach społecznościowych, z których korzystasz.

* Experientalism – od angielskiego słowa experience oznaczającego doświadczenie, przeżycie, doznanie (wszystkie przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od tłumacza).

[1] Najlepszym źródłem wiedzy na temat tych dwóch autorów, ich książek, tras promocyjnych oraz sposobów, w jaki pomagają ludziom pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów, jest ich fantastyczna strona internetowa www.theminimalists.com.

[2] Obejrzyjcie The Story of Stuff i przeczytajcie uzupełniony odniesieniami do źródeł i opatrzony dodatkowymi komentarzami scenariusz The Story of Stuff: Referenced and Annotated Script, w którym znajdziecie dowody na poparcie tez padających w filmie; scenariusz dostępny jest na stronie www.storyofstuff.org.

[3] Ronald Inglehart, The Silent Revolution in Europe: Intergenerational Change in Post-Industrial Societies, „American Political Science Review”, vol. 65, nr 4, grudzień 1971. Jeśli chcecie zapoznać się z nowszymi danymi, sięgnijcie po kolejny artykuł tego autora: Ronald Inglehart, Changing Values among Western Publics from 1970 to 2006, „West European Politics”, vol. 31, nr 1–2, styczeń–marzec 2008. Warto także zajrzeć na stronę projektu badawczego World Values Survey (Światowe badania nad wartościami) www.worldvaluessurvey.org. Wielu badaczy wyjaśnia zwrot społeczeństwa ku mniej materialistycznym wartościom, odwołując się do artykułu Abrahama Maslowa A Theory of Human Motivation zamieszczonego w „Psychological Review” (vol. 50, nr 4, 1943). O zmianie pokoleniowej, której efektem jest wybór postmaterializmu, przeczytacie w artykule Davida Brooksa The Experience Economy zamieszczonym w „The New York Times” z 14 lutego 2011 roku.

[4] Pierwsza część badań została przeprowadzona przez agencję Euro RSCG Worldwide, która w czasie, kiedy pisałem tę książkę, zmieniła nazwę na Havas Worldwide. Wyniki badań opublikowano w pracy zatytułowanej The New Consumer (www.thenewconsumer.com). Drugą część badań przeprowadziła agencja Havas Worldwilde (ta sama firma co wcześniej, ale z nową nazwą). Opisując tę część badań, korzystałem z prosumenckiego raportu The New Consumer and the Sharing Economy wydanego przez Havas Worldwilde w 2014 roku.

Liczbę ludzi posiadających zbyt wiele przedmiotów obliczyłem na podstawie danych zamieszczonych w The New Consumer (autorzy podali, że 67% badanych uważa, że świat byłby lepszy, gdybyśmy wiedli prostsze życie) i na podstawie danych o liczbie ludności Wielkiej Brytanii (63 miliony 230 tysięcy) i Stanów Zjednoczonych (313 milionów 900 tysięcy) udostępnionych przez Bank Światowy i US Census Bureau.

[5] Informacje na ten temat zdobyłem, korespondując z Tamem Fry’em oraz sięgając po liczne artykuły (Peter Laing, Cops ­Tackle Krispy Kreme Traffic Chaos – and Pick Up a Box of Doughnuts, „­Deadline News”, 15 lutego 2013; Shiv Malik, Krispy Kremes ­Cause Chaos in Edinburgh Streets, „Guardian”, 15 lutego 2013; Harriet Arkell, Jam Doughnuts: Hundreds of Motorists Bring Traffic Chaos to M8 as They Queue for Opening of New Krispy Kreme, „Mail Online”, 15 lutego 2013).

Jak się okazało, cukiernia Krispy Kreme oferowała swoim klientom także roczny zapas pączków. Ten fakt w pewnym stopniu wyjaśnia, jaka była pierwotna przyczyna uformowania się kolejki. Wzmacnia także główną tezę tego podrozdziału – po co stać w kolejce po roczny zapas czegoś, o czym wiecie, że nie wyjdzie wam na zdrowie?

Aby przekonać się, w jaki sposób psychologia ewolucyjna wyjaśnia zjawisko konsumpcjonizmu, przeczytajcie zabawną i wciągającą książkę Geoffreya Millera Teoria szpanu. Seks, ewolucja i zachowania klienta (Prószyński i S-ka, Warszawa 2010). Nie tak zabawna, choć równie inspirująca i błyskotliwa jest książka Briana Wansinka Beztroskie jedzenie. Dlaczego jemy więcej, niż byśmy chcieli? (MiND, Pruszków 2010). Dzięki niej zrozumiecie, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne (często błędne) decyzje żywieniowe.

[6] Te dane zaczerpnąłem z www.krispykreme.co.uk/wp-content/themes/thesis/docs/nutritional_info.pdf.

[7] Więcej na ten temat dowiecie się z książki Avnera Offera The Challenge of Affluence (Oxford University Press, Oksford 2006) oraz z książki Johna Kennetha Galbraitha The Affluent Society (Hough­ton Mifflin Harcourt, Nowy Jork 1958).

[8] Poprosiłem Eve Fisher o wyjaśnienie tej kwestii. Oto e-mail, jaki mi przysłała: „Koszula noszona przez żyjącego w średniowieczu mężczyznę, podobna do tej, jaką możemy zobaczyć na obrazie Bruegla Chłopskie wesele, to koszula z długimi rękawami, karczkiem, marszczeniami, stójką, obrębionymi mankietami itd. Przyjmijmy, że ręczne uszycie takiej koszuli zajmuje siedem godzin – tyle trwa skrojenie materiału, zszycie go, a także wykończenie koszuli zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Ale zanim przystąpi się do szycia, trzeba najpierw utkać materiał. Powinna to być gęsta tkanina przyzwoitej jakości. Na stronie internetowej National Geographic poświęconej rekonstrukcjom historycznym podano, że wprawna tkaczka przez godzinę potrafiła utkać dwa cale (czyli pięć centymetrów) tkaniny. Do wykonania naszej koszuli potrzebne nam będą niecałe cztery metry tkaniny, przy czym z uwagi na konstrukcję krosna i technikę tkania długość utkanego przez nas odcinka tkaniny wynosić będzie około czterech i pół metra, co w przeliczeniu daje 180 cali. Zakładając, że utkanie dwóch cali tkaniny zajmuje godzinę, utkanie materiału w ilości wystarczającej do uszycia koszuli zabierze nam 90 godzin.

Poza tym musimy też samodzielnie wyprodukować przędzę, z której utkamy materiał na naszą koszulę. W średniowieczu na każdy cal tkaniny przypadało zazwyczaj od 15 do 20 nici osnowy. Jeśli założymy, że ma to być zgrzebna koszula dla jakiegoś biedaka, będziemy mogli zadowolić się 15 nićmi osnowy na jeden cal. Tkaniny wytwarzane na średniowiecznych krosnach miały zazwyczaj 36 cali szerokości. Po przemnożeniu daje to 540 nici osnowy; w naszym przypadku każda z nich będzie mieć długość 4,5 metra. Nici wątku było zwykle nieco mniej niż nici osnowy, ale dla uproszczenia załóżmy, że w przypadku naszej tkaniny na każdy cal przypadać ich będzie tyle samo. Na wykonanie tkaniny o długości 4,5 metra będziemy więc potrzebować około 4900 metrów nici. Wyprodukowanie takiej ilości przędzy wymaga mniej więcej 400 godzin pracy. (Nawiasem mówiąc, angielskie słowo spinster określające osobę zajmującą się przędzeniem, oznacza zarazem niezamężną kobietę lub starą pannę; produkcja przędzy, a także tkactwo były zajęciami typowo kobiecymi i wymagały od kobiet OGROMNEGO nakładu czasu oraz energii). A zatem podsumujmy: 7 + 90 + 400 = 497. Blisko 500 godzin ręcznej roboty, żeby uszyć jedną tylko koszulę. Pomnóżmy to przez minimalną stawkę za godzinę (7 dolarów) i otrzymamy cenę jednej koszuli: 3500 dolarów. Nic dziwnego, że w dawnych czasach ludzie nigdy, ale to przenigdy, nie wyrzucali ubrań. Nosili je, aż zupełnie się zdarły; potem przerabiali je na ubranka dla dzieci, a w końcu na pieluchy i szmaty. To wyjaśnia również, dlaczego wieśniacy mieli jeden zestaw ubrań roboczych i jeden zestaw ubrań świątecznych. Potrzebowali przecież nie tylko koszuli. Musieli mieć spodnie albo pończochy. Mężczyźni nosili kubraki, a kobiety spódnice i gorsety. Nikt z ówczesnych ludzi nie pogardziłby też peleryną”.

Korzystając ze strony www.xe.com, przewalutowałem dolary na funty po kursie z 26 września 2014 roku i otrzymałem kwotę 2144 funtów, którą dla wygody zaokrągliłem w dół do 2 tysięcy funtów.

[9] Pisząc ten podrozdział, korzystałem z różnych źródeł, m.in.: Nanci Hellmich, Obesity Can Trim 10 Years off Life, „USA Today”, 17 marca 2009; Moderate Obesity Takes Years off Life Expectancy, oświadczenie prasowe Uniwersytetu Oksfordzkiego, 18 marca 2009; Effects of Obesity and Smoking on U.S. Life Expectancy, „New England Journal of Medicine”, 362: 855–857, 4 marca 2010; Pam Belluck, Children’s Life Expectancy being Cut Short by Obesity, „The New York Times”, 17 marca 2005; Marc Ambinder, Beating Obesity, „The Atlantic”, 13 kwietnia 2010; Stress Kills – Don’t Take It Lightly, „­Heart MD Institute”, www.heartmdinstitute.com, 30 grudnia 2013.

[10] W USA raport naczelnego lekarza kraju o szkodliwości palenia opublikowano w 1964 roku; pierwsze ostrzeżenia na opakowaniach zamieszczono w 1966 roku. W Wielkiej Brytanii pierwsze ostrzeżenia pojawiły się w 1971 roku.

[11] Więcej informacji na ten temat znajdziecie w artykule Abrahama Maslowa A Theory of Human Motivation („Psychological Review”, 50: 370–396, 1943). Pamiętajcie jednak, by nie traktować zbyt dosłownie konstruktu, jakim jest hierarchia potrzeb. Współcześni psycholodzy uważają za istotny i użyteczny jedynie jej podstawowy poziom opisujący potrzeby fizjologiczne.

[12] Najlepszym wprowadzeniem w tematykę masowej konsumpcji prowadzącej do masowej depresji będzie książka Oliviera ­Jamesa Affluenza (Vermilion, Londyn 2007); z kolei książka Alaina de Bottona Status Anxiety (Hamish Hamilton, Londyn 2004) pozwoli wam zapoznać się z koncepcją lęku o status. Publikacje te bardzo różnią się stylem. James to gawędziarz; czytając jego książkę, będziecie się czuć, jakbyście rozmawiali z inteligentnym znajomym. Książka de Bottona to niemal filozoficzna rozprawa. Obie pozycje warto przeczytać. Po więcej informacji na temat klęski nadmiaru zajrzyjcie do rozdziału pierwszego niniejszej książki.

[13] Jeśli chcecie zapoznać się z takim punktem widzenia, przeczytajcie raporty Greenpeace, a także przygotowany na zlecenie ONZ raport Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu; bądźcie też na bieżąco z wiarygodną prasą. Warto również przeczytać książkę Petera H. Diamandisa i Stevena Kottlera Abundance: The Future is Better Than You Think (Free Press, Nowy Jork 2011), którą cechuje fascynujące i niestandardowe podejście do tego tematu.

[14] Czytając o starzejących się społeczeństwach przenoszących swoje zainteresowanie z dóbr materialnych na doświadczenia, przypomnijcie sobie postać Malcolma Forbesa, XX-wiecznego biznesmena, który odnosił ogromne sukcesy i zasłynął powiedzeniem „wygrywa ten, kto umiera z największą liczbą zabawek”. W 1990 roku kiedy Forbes, właściciel wielu dużych, kosztownych zabawek, w tym między innymi 46-metrowego jachtu z lądowiskiem dla helikopterów, umarł niedługo po swoich siedemdziesiątych urodzinach, uczczonych kosztującym dwa miliony dolarów przyjęciem w Maroku, taka postawa nie wydawała się czymś dziwnym. Sporo się od tego czasu zmieniło.

Z wiekiem ludziom zmieniają się priorytety, „rzeczy ulotne stają się ważniejsze od rzeczy materialnych. Ludzie z pokolenia baby boomers wolą dziś zdobywać doświadczenia, a nie przedmioty” – to słowa Matta Thornhilla, eksperta badającego zachowania konsumenckie ludzi starszych, współautora książki Boomer Consumer (Carlsbad, Calif; Linx Corp., 2007) i założyciela firmy doradczej Boomer Project, zajmującej się opracowywaniem strategii marketingowych dla produktów, których grupą docelową są ludzie starsi. Źródło przytoczonego cytatu: Paul Hyman, Baby Boomers: Every Silver Lining Has a Touch of Grey, „CRM Magazine”, luty 2012.

Według Kennetha Gronbacha, autora The Age Curve: How to Profit from the Coming Demographic Storm, który przyjrzał się danym udostępnianym przez amerykańskie Biuro Statystyki Pracy, ludzie kupują najwięcej, kiedy mają około pięćdziesięciu lat. To właśnie w tym okresie życia mają największe zarobki, największe domy i największe wydatki. Źródło cytatu: Hyman, Baby Boomers.

[15] W 2050 roku na świecie będzie żyło 9 miliardów ludzi; dane te pochodzą z książki zredagowanej przez Johna Andrewsa i Daniela Franklina pt. Megachange: The World in 2050 (Economist, Londyn 2011). Według francuskiego Narodowego Instytutu Badań nad Demografią w 2050 roku będzie nas 9,7 miliarda (aktualna liczba ludności to niewiele ponad 7 miliardów).

[16] Przeczytajcie uważnie początkowy fragment artykułu Dominica Wilsona, Alexa L. Kelstona i Swarnali Ahmed Is this the BRICs Decade? („Goldman Sachs’ BRICs Monthly Issue”, 10/03, maj 2010). „W ciągu ostatniej dekady Brazylia, Rosja, Indie i Chiny odcisnęły niezatarte piętno na globalnej ekonomii. W ciągu ostatnich dziesięciu lat to te kraje wypracowały przeszło jedną trzecią wzrostu światowego PKB. Dziesięć lat temu gospodarki tych krajów stanowiły jedną szóstą światowej gospodarki, a obecnie stanowią niemal jedną czwartą (w kategoriach parytetu siły nabywczej). Przypuszczamy, że w następnej dekadzie ten trend stanie się jeszcze wyraźniejszy”.

Przeczytajcie też ostatni akapit artykułu Catherine Wolfram Rising Middle Class Fuels Global Energy Surge zamieszczonego na Bloomberg.com: „Nie ulega wątpliwości, że powiększanie się klasy średniej na całym świecie to pozytywne zjawisko. Jednak jeśli nie opracujemy odpowiednich prognoz i nie stworzymy właściwych planów, możemy wyrządzić ogromne szkody środowisku naturalnemu. Może także dojść wtedy do drastycznych podwyżek cen energii, co trwale pogorszy warunki życia, nad których poprawą obecnie pracujemy”.

[17] Zastanawiając się nad migracją do miast, weźcie pod uwagę fakt, że w 2007 roku człowiek oficjalnie stał się gatunkiem miejskim. Od tej pory przeszło połowa z nas mieszka w miastach. Źródło: Ricky Burdett i Deyan Sudjic, The Endless City: The Urban Age Project, Phaidon Press, Londyn 2007. Pamiętajcie także o tym: „Sto lat temu 2 ludzi na 10 mieszkało w mieście. W 1990 roku w miastach mieszkało mniej niż 40% światowej populacji. W 2030 roku w mieście będzie mieszkało 6 osób na 10, w 2050 roku ten stosunek wzrośnie do 7 osób na 10”. Źródło: Światowa Organizacja Zdrowia.

Warto zwrócić uwagę także na następujące źródła: Ariel Schwartz, We Are Approaching Peak Car Use, „Fast Company”, 5 lipca 2011; Richard Florida, The Great Reset: How the Post-Crash Economy Will Change the Way We Live and Work (HarperBusiness, Nowy Jork 2011). Krótkie wprowadzenie w tę tematykę stanowi artykuł Richarda Floridy The Fading Differentiation between City and Suburb zamieszczony w „Urban Land Magazine” (urbanland.uli.org), styczeń 2013.

[18] Więcej na ten temat w książce Ruth Milkman, Stephanie Luce i Penny Lewis pt. Changing the Subject: A Bottomup Account of Occupy Wall Street in New York City (City University of New York, Nowy Jork 2013).

[19] Artykuł, na którym się opieram, to To Do or to Have? That is the Question autorstwa Toma Gilovicha i Leafa van Bovena. Więcej odniesień do innych badań potwierdzających tezę, że doświadczenia dają nam więcej szczęścia niż dobra materialne, znajdziecie w uwagach do rozdziału ósmego.

[20] Więcej w raporcie wydanym przez McKinsey & Company w listo­padzie 2011 pt. Meeting the World’s Energy, Materials, Food, and Water Needs, a także w artykule Hitting Our Limits? („The Economist”, 14 października 2011).

[21] Szukając przykładów technologicznych nowinek ułatwiających przejście z posiadania rzeczy do kolekcjonowania doświadczeń, pomyślcie o sukcesie Spotify, Zipcar czy Kindle’a. Informację o tym znalazłem w różnych źródłach, między innymi w artykule All Eyes on the Sharing Economy („The Economist”, 9 marca 2013).

[22] Ludzie pragną wielu rzeczy. Skupiłem się na tych czterech, ponieważ uważam, że są to najbardziej uniwersalne ludzkie pragnienia. Więcej na ten temat w książce Alaina de Bottona Status Anxiety (Penguin, Londyn 2005), książce Romana Krznarica How to Find Fulfilling Work (Macmillan, Londyn 2012), w artykule naukowym napisanym przez Tima Kassera na zlecenie The Bellagio Initiative pt. Values and Human Wellbeing (listopad 2011), w książce Geoffreya Millera Teoria szpanu. Seks, ewolucja i zachowania klienta (Prószyński i S-ka, Warszawa 2010), w artykule S. H. Schwartza Universals in the Content and Structure of Va­lues: Theory and Empirical Tests in 20 Countries (w: M. Zanna (red.), Advances in Experimental Social Psychology, vol. 25, Academic Press, Nowy Jork 1992), a także w książce Stevena Reissa Who am I? (Berkley Books, Nowy Jork 2000).

Część I

Problem: rzeczozmęczenie

Rozdział 1

Antropolożka i klęska nadmiaru[1]

Latem 2000 roku ktoś zapukał do drzwi gabinetu Jeanne Arnold. Spodziewała się, że jest to jeden z jej studentów lub doktorantów z pytaniem dotyczącym metodyki lub prawidłowości wyciągania wniosków na temat jakiegoś wykopaliska archeologicznego. W tamtym czasie Jeanne Arnold miała natapirowaną fryzurę, a szpakowate, zaczesane do tyłu włosy opadały jej na ramiona; nosiła też duże okulary w metalowych oprawkach stylizowanych na lata osiemdziesiąte.

Jeanne spojrzała znad swoich papierów i uśmiechnęła się, widząc Elinor Ochs, koleżankę z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. „Masz może minutkę?” – zapytała Ochs, choć tak naprawdę powinna była zapytać: „Masz może dziesięć lat?”.

Ochs wyjaśniła, że przygotowuje projekt badawczy. Przyszła, by zapytać, czy Jeanne nie byłaby przypadkiem zainteresowana współpracą. Kompletowała właśnie zespół naukowców, który miał się zająć dokumentowaniem życia ludzi w XXI wieku. Naukowcy mieli korzystać z tych samych metod co antropolodzy badający plemiona w Afryce czy archeolodzy analizujący pozostałości po wymarłych cywilizacjach – takie jak inkaskie ruiny w Ameryce Południowej. Planowane badania miały być prowadzone na miejscu, w Los Angeles, a obiekty badań z całą pewnością nie byłyby „wymarłe”. Miał to być pierwszy tego typu projekt. No, może przeprowadzono już jedno czy dwa podobne badania, na przykład w Nowym Jorku, gdzie przyglądano się, jakie dzieła sztuki sprzedają się najlepiej. Jednak żadne z dotychczasowych badań nie było tak ambitne jak to. Zamiast próbować zrozumieć ludzi, analizując tylko jeden aspekt ich życia, planowano przeprowadzić szeroko zakrojone badania, żeby ostatecznie sporządzić raport o tym, jak żyli ludzie na początku XXI wieku. Zdaniem Ochs w tym projekcie bardzo przydałby się ekspert w dziedzinie kultury materialnej. Arnold miała jednak wątpliwości. Opowieść Elinor brzmiała fascynująco, jej badania rzeczywiście mogłyby okazać się przełomowe, ale Jeanne chyba nie byłaby właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Jeanne Arnold specjalizowała się w badaniu przeszłości, a nie teraźniejszości. To przeszłość była jej pasją. Bakcyla połknęła jeszcze jako mała dziewczynka. Długie letnie wakacje spędzała w lesie przy swoim rodzinnym domu w Great Lakes. Wykopywała z ziemi szkarłupnie, roślinne skamieniałości i groty strzał.

„Same drobiazgi – wspomina Arnold. – Nic, co mogłoby zainteresować prawdziwego archeologa czy paleontologa”.

Jednak to był dopiero początek. Jeanne Arnold dojrzewała, a wraz z nią – jej zainteresowanie odległą przeszłością, w szczególności archeologią i bliźniaczą dyscypliną archeologii – antropologią. Zgłębiała te dwie dziedziny wiedzy na letnim obozie organizowanym przez miejscową uczelnię, a później rozpoczęła studia na Uniwersytecie Kalifornijskim. To właśnie tam w 1980 roku natknęła się na temat swojego życia – plemię Czumaszów, rdzennych mieszkańców Santa Cruz, jednej z wysp w archipelagu Channel Islands u wybrzeży Kalifornii.

Kiedy Arnold opowiada dziś o stanowiskach archeologicznych na terenach Czumaszów, niemal widzicie ją przybywającą po raz pierwszy na wyspę trzydzieści kilka lat temu. Właśnie wysiada z wojskowej łodzi zaopatrzeniowej. Wówczas był to jedyny sposób, żeby dotrzeć na Santa Cruz – łódź, która kursowała raz w tygodniu. Jeanne wspina się na zielone wzgórze, a wiatr rozwiewa jej brązowe włosy. Przechadza się po okolicy w okularach przeciwsłonecznych, przygląda się otoczeniu tak, jak przyglądać mu się może tylko archeolog. Tam gdzie wy lub ja zobaczylibyśmy tylko zagłębienia w ziemi, ona widzi odciski stóp prawdziwych ludzi i wskazówki podpowiadające jej, gdzie Czumaszowie umieścili totemowy słup i szałasy. Gdybyśmy pogrzebali trochę w ziemi, moglibyśmy znaleźć tam rybie szkielety. „To wysypisko śmieci Czumaszów – rzekłaby Arnold. – Nie przejmowali się bałaganem. Resztki żywności wyrzucali na ziemię”. Gdybyśmy szukali dalej, nawet tu, na wzgórzu, z dala od morza, znaleźlibyśmy fragmenty ­muszli i pojedyncze paciorki. W tym momencie Arnold poprosiłaby nas, żebyśmy się zatrzymali. To byłoby już zadanie dla profesjonalistów. Dzięki tym i wielu innym pozostałościom była w stanie wydedukować, jak żyli Czumaszowie, co było dla nich ważne i jak było zorganizowane ich społeczeństwo.

Po przeszło dekadzie gromadzenia i analizowania wytworów kultury materialnej Czumaszów Arnold zdała sobie sprawę, że nie tylko prowadzi wykopaliska, ale pisze nowy rozdział w historii nauki. Przez niemal cały XX wiek powszechnie uważano, że złożone społeczeństwa, w których istnieje ustalona hierarchia z rządzącą elitą i jej urzędnikami, mogły wyłonić się tylko ze społeczności rolniczych (jak na przykład Egipt pod rządami faraonów). Jednak z biegiem lat i z kolejnymi pojawiającymi się dowodami Arnold doszła do wniosku, że Czumaszowie, którzy zajmowali się polowaniem, zbieractwem i rybołówstwem, ale nie uprawiali ziemi, także żyli w złożonym społeczeństwie o strukturze wodzowskiej.

„To oznacza – wyjaśnia Arnold – że złożony system społeczny może się wyłonić nie tylko ze społeczności rolniczych”.

Innymi słowy, badania Arnold pomogły udowodnić, że powszechne przekonanie było mylne i należy je zastąpić teorią, która uwzględnia nowe dowody.

„Znajdzie się kilku zrzędliwych starszych panów, którzy powiedzą, że to ich nie przekonuje – przyznaje Arnold. – Ale jest ich coraz mniej”.

Arnold nie bała się podważyć powszechnych przekonań, jeśli nie zgadzały się z nowymi dowodami. Nic dziwnego, że Elinor Ochs chciała, by ktoś taki jak ona pracował w jej zespole.

Po kilku dniach Arnold zgodziła się na propozycję koleżanki. Następnie ona, a także reszta zespołu CELF (Center on Everyday Lives of Families, Centrum Badania Codziennego Życia Rodzin), czyli antropolodzy, archeolodzy, etnografowie, psycholodzy i fotografowie, opracowali metodykę badań, uzyskali zgodę na ich przeprowadzenie i otrzymali niezbędne fundusze. W 2000 roku zespół ruszył w teren i wkrótce stał się świadkiem klęski nadmiaru, która przybrała rozmiary epidemii.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej.

[1] Większość tego rozdziału napisałem, posiłkując się doskonałą, niesamowicie wciągającą i przerażającą książką Jeanne E. Arnold, Anthony’ego P. Graescha, Enzo Ragazziniego i Elinor Ochs pt. ­Life at Home in the Twenty-First Century (Cotsen Institute of Archaeology Press, Los Angeles 2012). Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Czumaszach, przeczytajcie książkę Jeanne E. Arnold Foundations of Chumash Complexity (Cotsen Institute of Archaeology, Los Angeles 2004). Więcej informacji na temat złożonych społeczeństw – przede wszystkim na temat odkrycia, że złożone społeczeństwa mogą wyłonić się nie tylko ze społeczności rolniczych – znajdziecie w książce Michaela Moseleya pt. Pre-Agricultural Coastal Civilizations in Peru (NC: Carolina Biological Supply Company, Burlington 1977).

Rozdział 2

Ciemna strona materializmu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część II

Jak do tego doszło? Źródła kultury wyrzucania

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej.

Rozdział 3

Pierwsi Mad Meni i tworzenie pragnień

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 4

Barbara Streisand i prawo niezamierzonych konsekwencji

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część III

Rozdroże. Którędy do lepszej przyszłości?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej.

Rozdział 5

Uwielbiam liczyć – 33, 47, 69 i 100 rzeczy, które posiada prawdziwy minimalista

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 6

Proste życie i rodzina uwolniona z klatki

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 7

Średniacy

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Część IV

Droga przed nami: zwycięstwo eksperientalistów

Dalsza część dostępna w wersji pełnej.

Rozdział 8

Działać czy mieć? – dylemat rozstrzygnięty

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 9

Eksperientaliści

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 10

Jak Facebook zmienił zasady rywalizacji o status

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 11

Wszyscy uwielbiamy liczyć: nowy sposób mierzenia postępu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 12

A co na to Chińczycy?

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 13

Cyganka, osa i gospodarka oparta na doświadczeniach

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 14

Czy można być eksperientalistą i kochać dobra materialne?

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Zakończenie

Dlaczego potrzebujemy doświadczeń bardziej niż kiedykolwiek wcześniej

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Dodatek

Droga eksperientalisty

Dalsza część dostępna w wersji pełnej.

Trzy kroki do eksperientalizmu

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Siedem nawyków skutecznego eksperientalisty

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

Podziękowania

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Rzeczozmęczenie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI