Zła Julia

Zła Julia

Autorzy: Leisa Rayven

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 368

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 25.99 zł

Cassie przekonała się, że czasem miłość nie wystarczy. Minęło kilka lat, a ona nadal nie wie, dlaczego Ethan odszedł, nie oglądając się za siebie. Kiedy ponownie zjawia się w jej życiu, Cassie musi odegrać najtrudniejszą rolę – przybrać maskę obojętności, podczas gdy jej serce wyrywa się do ukochanego.

Gdy Ethan i Cassie otrzymują angaż do tej samej sztuki, ponownie zbliżają się do siebie. On w głębi duszy wierzy, że dostanie jeszcze jedną szansę, i przyrzeka, że naprawdę się zmienił. Ona wraca myślami do minionego czasu i próbuje zrozumieć to, co się wydarzyło. Przekonuje się jednocześnie, że nadal nie zna całej prawdy o swoim ukochanym.

Czy nieufność rozdzieli ich na zawsze? A może miłość pozwoli im rozpocząć zupełnie nowy akt...?

 

 

 

„Ta książka zachwyciła mnie od samego początku, a gdy skończyłam ją czytać, zachwyt trwał nadal. Zakochałam się w Leisie Rayven i reszta świata też powinna!”

Colleen Hoover

 

„Od tej historii zakręci wam się w głowie”.

Katy Evans

 

„A kiedy mój miły skona, rozsyp go po niebie

W rój drobnych gwiazd, co tak rozjaśnią mroki,

Że świat zakocha się w nocy i odtąd

Nie złoży hołdu jaskrawemu słońcu”.

Julia o Romeo

William Szekspir, Romeo i Julia,

tłum. S. Barańczak

Tę książkę dedykuję moim kochanym rodzicom,

którzy na wieść o mojej umowie

z wydawcą uznali, że trafiłam na oszusta.

I co teraz myślicie, Bern i Val? Co?

(Żartuję. Kocham Was. Dziękuję za wszystko).

1

PIĘKNA NAPRAWA

Obecnie

Nowy Jork

Mieszkanie Cassandry Taylor

W Japonii znana jest dziedzina sztuki o nazwie kintsugi – to naprawianie rozbitej ceramiki przy użyciu złota. Ze stłuczonych części powstaje przedmiot, który jest cenniejszy od oryginału dzięki swojej skazie.

Ta myśl zawsze mnie fascynowała.

Ludzie często próbują ukrywać swoje blizny, jak gdyby każdy ślad bólu był dowodem ich słabości. Blizny są dla nich jednoznaczne z błędami, a błędy – ze wstydem. Z nieodwracalnym oszpeceniem doskonałości.

Kintsugi pokazuje coś przeciwnego. Mówi nam: „Z tragedii rodzi się piękno. Spójrz tylko, ile doświadczeń kryje się w tych niezwykłych bruzdach”.

Gdy stoję w przedpokoju, wpatrując się w drzwi wejściowe, do których pukało wielu moich kochanków, przychodzi mi do głowy, że choć kintsugi to godny pochwały pomysł, trudno zaprzeczyć, że gdy coś raz zostało rozbite, nic już tego nie uratuje. Piękna naprawa, nieważne, jak elegancka, nie sprawi, że przedmiot znów stanie się bez skazy. Jest tylko zbiorem części udających to, czym były wcześniej.

Po przeczytaniu rano maila od Ethana – w którym obnażył swoją duszę i kwieciście wyznał mi miłość – sądzę, że chce mnie naprawić. To zakrawa na ironię, biorąc pod uwagę, że to właśnie on mnie zniszczył.

Wiem, uważasz, że odszedłem, bo Cię nie kochałem, ale to nieprawda. Kochałem Cię od chwili, gdy ujrzałem Cię po raz pierwszy. Kochałem Cię zawsze.

Długo wierzyłem, że ludzie mnie porzucają, bo na to zasługuję. Nie przyszło mi do głowy, że zasłużyłem na Ciebie. Nie byłem w stanie pojąć, że gdybym choć na chwilę przestał użalać się nad sobą, to może… tylko może… zostałabyś przy mnie.

Chcę Cię mieć przy sobie, Cassie.

Potrzebujesz mnie tak samo jak ja Ciebie. Bez siebie oboje jesteśmy puści. Musiało minąć dużo czasu, zanim to zrozumiałem.

Potem znów słyszę pukanie, tym razem głośniejsze. Wiem, że muszę otworzyć.

Ethan ma rację. Bez niego jestem pusta. Zawsze byłam. Ale co mogę mu dać oprócz pustej skorupy, która pozostała po jego ukochanej kobiecie?

Proszę, nie powtarzaj moich błędów i nie pozwól, żeby lęki wzięły nad Tobą górę. Daj nam szansę. Wiem, że uważasz, że miłość do mnie to loteria i szanse na zwycięstwo są marne, ale coś Ci powiem: nie masz racji. Nie mógłbym przestać Cię kochać, nawet gdybym chciał.

Ale może mnie zostawić pomimo miłości. Udowodnił to nieraz.

Czy nadal się boję, że mnie skrzywdzisz? Oczywiście, że tak. Ty pewnie boisz się tego samego. Ale teraz mam odwagę stwierdzić, że miłość warta jest ryzyka. Pozwól mi, a pomogę Ci odnaleźć w sobie taką samą odwagę.

„Odważna” to słowo, którym nie opisywałam siebie od dawna.

Wibracja telefonu sygnalizuje nadejście wiadomości.

Hej. Stoję pod twoimi drzwiami. Jesteś tam?

Dreszcze podniecenia i lęku wspinają się po moim kręgosłupie w szaleńczym wyścigu – każde z uczuć chce pierwsze zawładnąć moim umysłem.

Gdy skończyłam czytać jego maila, czułam, że muszę się z nim zobaczyć. Ale teraz, gdy tu jest, nie mam pojęcia, co zrobić.

Przemierzając przedpokój, czuję się jak we śnie, jak gdyby ostatnie trzy lata były koszmarem, z którego zaraz będę mogła się obudzić. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Wszystko jest ważne.

Gdy sięgam do klamki, otulam się ciaśniej szlafrokiem i głośno wydycham powietrze, by się uspokoić. Potem drżącą dłonią otwieram.

Zmuszam się do oddychania, gdy za uchylonymi drzwiami ukazuje się Ethan z telefonem w dłoni. Taki przystojny, choć zmęczony. Zdenerwowany. Wygląda na prawie tak samo zdenerwowanego jak ja.

– Cześć.

Mówi to łagodnie. Jakby się bał, że go wygonię.

– Jesteś tutaj.

– Tak.

– Jak to możliwe? Dopiero co do ciebie napisałam. Już tu byłeś?

– No… Tak. Ja… Jestem tu od jakiegoś czasu. Po tym, jak do ciebie napisałem, nie mogłem spać. Nie mogłem przestać myśleć o różnych rzeczach. O tobie. – Opuszcza wzrok na telefon i wciska go do kieszeni. – Chciałem być przy tobie, w razie gdybyś… –uśmiecha się i potrząsa głową. – Chciałem być tutaj. Blisko.

Jego zmięta kurtka leży na ziemi tuż obok papierowego kubka po kawie.

– Ethan, jak długo tu byłeś?

– Mówiłem ci, tro…

– Ile dokładnie?

Jego słaby uśmiech skrywa coś głębszego. Jakąś rozpacz.

– Kilka godzin, ale w pewnym sensie… – zerka na swoje stopy i znów potrząsa głową – … czuję się trochę, jakbym czekał tutaj przez trzy lata, próbując zebrać się na odwagę, by zapukać do drzwi. Ten mail był tak jakby moim pukaniem.

Kiedy znów podnosi wzrok, po raz pierwszy od dawna widzę w jego oczach strach.

– Ważniejsze pytanie brzmi: czy wpuścisz mnie do środka?

Zauważyłam, że kurczowo ściskam framugę prawą ręką, a lewą przytrzymuję drzwi. Całe moje ciało blokuje wejście. Zupełnie jakby wszystko, czym jestem, podświadomie próbowało mu przeszkodzić.

Pochyla się do przodu powoli, bardzo ostrożnie.

– Czytałaś mojego maila, prawda?

Przestrzeń między nami nagle wydaje się mała.

– Tak.

Wsuwa ręce do kieszeni, zerkając na mnie nieufnie.

– No i? Pomógł?

Nie wiem, co powiedzieć. Oczekuje ode mnie jakiejś deklaracji? Czegoś, co dorówna jego wyznaniu miłości powtórzonemu tysiąc razy?

– Ethan, ten mail był… cudowny.

Najwyraźniej tylko tyle chce usłyszeć, bo jego twarz się rozpromienia.

– Podobał ci się?

– Zakochałam się w nim. – Krtań zaciska mi się przy słowie na „z”. – Naprawdę wpisałeś… te zdania… pojedynczo?

– Tak.

– Jak długo ci to zajęło?

– Nie zwróciłem na to uwagi. Po prostu chciałem, żebyś wiedziała. Wciąż tego chcę.

Mocniej chwytam drzwi.

Wiem, że nie powinniśmy o tym rozmawiać w korytarzu, ale jeśli wpuszczę Ethana, on mnie dotknie, a wtedy resztki sił, które mi zostały, rozwieją się jak dym.

– To… co z tym dalej zrobimy? – Robi krok do przodu. – Ja wiem, czego chcę. – Jest tak blisko, że jego stopy prawie dotykają moich. – Chyba wyraziłem się dość jasno. A co z tobą?

Jego bliskość wzmaga moje napięcie.

Ten mężczyzna symbolizuje dla mnie tak wiele rzeczy. Był moim pierwszym prawdziwym przyjacielem. Moją pierwszą miłością. Pierwszym kochankiem. Stwórcą rozkoszy przerastających moje najśmielsze oczekiwania, autorem bólu większego niż uważałam za możliwy do zniesienia.

To prawie niewyobrażalne, bym pogodziła te wszystkie jego wcielenia z mężczyzną, którym chce być. Z tym, który chce być dla mnie jedynym.

Być mój.

– Cassie… – Dotyka mojej dłoni, a potem przesuwa palcami po nadgarstku i przedramieniu.

Pod jego dotykiem eksploduję dreszczami.

– Czego pragniesz?

Pragnę jego. Nie mogę go pragnąć. Potrzebuję go. Nie chcę go potrzebować.

– Nie wiem – szepczę.

– Ja wiem – odpowiada, pochylając się do przodu. – Zaproś mnie do środka. Obiecuję, że tym razem zostanę.

2

ZNIENAWIDZONA BEZBRONNOŚĆ

Sześć lat wcześniej

Westchester, Nowy Jork

Grove

Po przebudzeniu przeciągam się i dopiero po chwili dociera do mnie, czemu jestem obolała. Potem sobie przypominam.

Uprawiałam seks. Wprawiający mięśnie w drżenie, niezwykle namiętny stosunek. Z Ethanem.

Uśmiecham się.

Ethan Holt mnie rozdziewiczył.

Co to było za uczucie! Otaczał mnie ze wszystkich stron i był we mnie.

Sceny z poprzedniej nocy wracają do mnie rwącym strumieniem i sprawiają, że ból zmienia się w łaskotanie.

Teraz na pewno będę wyglądać inaczej. Czuję się inaczej. Cudownie. Jakby otworzył się przede mną cały świat nowych doznań, a ja nie mogę się doczekać, by go odkryć.

Z nim.

Wzdycham zadowolona, wyciągając ręce na drugą stronę łóżka, i odkrywam, że jest puste.

Otwieram oczy.

– Ethan?

Wstaję i rozglądam się po mieszkaniu. Pusto.

Wracam i siadam na swoim łóżku. Pościel jest zmięta i wciąż przesiąknięta jego zapachem.

Zerkam na telefon. Żadnych wiadomości. Zaglądam pod łóżko, by upewnić się, że nie wpadł tam wzruszający liścik miłosny czy notatka z przeprosinami.

Nic.

Świetnie.

Jestem raczej pewna, że gdy mężczyzna wychodzi z twojego łóżka w środku nocy, nie jest to dobry znak.

Parę godzin później ledwie mogę usiedzieć na miejscu, gdy czekam na rozpoczęcie zajęć z zawansowanego kursu aktorstwa.

Holt się spóźnia. Nigdy się nie spóźniał.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że tak po prostu wyszedł. Jeśli idzie się z dziewczyną do łóżka po raz pierwszy, wypadałoby po wszystkim przynajmniej wysłać SMS-a, prawda? A najlepiej zadzwonić i powiedzieć: „Hej, dzięki, że pozwoliłaś mi się rozdziewiczyć. Było w dechę”.

Wiem, że trudno mu być otwartym, ale czy on nie rozumie, że nie jest jedyną osobą, która potrzebuje pokrzepiających słów?

Erika wpada do sali, a ja próbuję przestać myśleć o Ethanie.

– Witam ponownie, panie i panowie. Mam nadzieję, że odpoczęli państwo podczas przerwy z okazji Święta Dziękczynienia.

Wszyscy mruczą coś z grubsza pozytywnego, a ona się uśmiecha.

– To dobrze, bo w ciągu następnych tygodni będę bardziej wymagająca niż kiedykolwiek wcześniej. W tym semestrze będziemy pracować z maskami, a to jedna z najstarszych i najtrudniejszych form sztuki dramatycznej.

Przerywa jej otwarcie drzwi. Erika marszczy czoło na widok Holta wchodzącego do sali.

Wygląda na zmęczonego.

– Dziękuję, że pan do nas dołączył, panie Holt.

Ethan kiwa głową.

– Nie ma sprawy.

– Potrzebuje pan czegoś? Może zegarka?

On opuszcza wzrok na dłonie.

– Przepraszam za spóźnienie.

Erika patrzy na niego ostro.

– Jak mówiłam, praca z maskami jest trudna i wymaga od aktora całkowitej szczerości oraz otwartości. To forma sztuki, przy której musimy się pozbyć blokad emocjonalnych czy kompleksów. Przygotujcie się na brutalną ocenę samych siebie.

Holt zerka na mnie i uśmiecha się nerwowo, po czym odwraca wzrok.

Erika podchodzi do biurka i podnosi duże pudło pełne masek. Rozkłada je na podłodze.

– Te maski odzwierciedlają poszczególne emocje. Chciałabym, żebyście poświęcili kilka minut na wybranie tej, która do was przemawia.

Wszyscy podchodzą do masek. Rozmawiają i żartują, tylko Ethan stoi z tyłu, czekając, aż będzie więcej miejsca. Podchodzę i staję obok niego.

– Cześć.

– Cześć.

Prawie na mnie nie patrzy.

– Zwiałeś dziś rano.

Wciska ręce do kieszeni, mięśnie jego szczęki się napinają.

– Jesteś… na mnie zły? – pytam. – Przez to, co się stało? To znaczy wiem, że mówiłeś, żebyśmy poczekali, a ja i tak naciskałam, żebyśmy to zrobili, ale…

– Nie. – Wzrusza ramionami. – Nie jestem na ciebie zły. Po prostu… Miałem coś do zrobienia i nie chciałem cię budzić. Wszystko w porządku.

Jego słowa są pełne otuchy, ale nie sprawiają, że czuję się lepiej.

– Czyli… było dobrze? Podobałam ci się? I to, co robiliśmy?

Spuszcza głowę, a ja widzę cień uśmiechu, gdy pochyla się i szepcze mi do ucha:

– Cassie, jesteś jedyną znaną mi osobą, która chciałaby rozmawiać o seksie w środku zajęć z aktorstwa. Możemy pomówić o tym później, kiedy nie będziemy w sali pełnej ludzi?

– A, tak. Pewnie. Później. – Wiem, że ma rację, ale moja samoocena kurczy się z każdą sekundą. – Później, czyli kiedy?

Wzdycha i znów się pochyla, jest tak blisko, że jego usta mus­kają moje ucho.

– Tak, podobało mi się. Bardzo. Byłaś bez wątpienia moją najlepszą kochanką. Ale myślenie o tym teraz nie skończy się dla mnie dobrze. Dlatego proszę, na litość wszystkich niezręcznych wzwodów, odpuść.

Jego wyznanie sprawia, że promienieję. To nie usprawiedliwia tego ukradkowego wyjścia, ale przynajmniej wiem, że było mu przyjemnie.

Erika przywołuje nas gestem.

– Panie Holt, panno Taylor, proszę nie gadać, tylko wybierać maski. Chciałabym zacząć.

Gdy podchodzimy do masek, okazuje się, że zostają tylko dwie: jedna z wielkim nosem i ciężkimi zmarszczonymi brwiami oraz druga, która wygląda jak twarz dziecka – wielkie okrągłe oczy i miękkie policzki.

– Agresja i bezbronność – mówi Erika, opierając się o biurko.

Kiedy podnoszę dziecko, a Holt sięga po tę drugą, ona cmoka i je zamienia.

– To o wiele mniej oczywisty wybór dla was obojga, prawda?

Holt sztywnieje i przez chwilę wydaje mi się, że jest o krok od wszczęcia kłótni. Erika jednak wpatruje się w niego uparcie tak długo, aż Ethan się odwraca i idzie na swoje miejsce.

Potem Erika wywołuje studentów w parach na środek sali. Określa temat improwizowanych scen, które mają składać się wyłącznie z mowy ciała. To niełatwe, wszyscy się z tym męczą, jednak Erika wymaga, by dali z siebie więcej. Jest dzisiaj surowa, a gdy wywołuje na scenę mnie i Ethana, mam ręce lepkie od potu.

– Panno Taylor, reprezentuje pani siłę, ale w znaczeniu negatywnym. Zastraszającą, apodyktyczną, nieuznającą kompromisów. Panie Holt, pan jest jej przeciwieństwem. Wrażliwością, otwartością, zaufaniem. Zacznijcie, gdy będziecie gotowi.

Wsuwam maskę na twarz. Jest ciasna, utrudnia mi oddychanie. Moje pole widzenia ogranicza się do małych otworów na oczy i muszę odwracać głowę, by widzieć Ethana.

Przygląda mi się przez kilka sekund, a potem zakłada własną maskę.

Poświęcam parę chwil, by się skupić, a potem ruszam w jego stronę i jestem tak napastliwa, jak tylko potrafię. Nie jest to łatwe, gdy jego sylwetka nade mną góruje. Mimo to próbuję być agresywna i budzić lęk.

– Proszę się wczuć w to, co pani robi, panno Taylor. Zanurzyć się w emocji wyrażanej przez maskę.

Chwytam koszulę Holta i w milczeniu zmuszam go, by padł na podłogę. Odsuwa się, udając lęk, jednak jego ruchy są niezręczne.

– Panie Holt, pańska maska symbolizuje poddanie i bezbronność. Musi pan uosobić te cechy. Proszę się otworzyć.

Ethan stara się robić to, o co go poprosiła, ale jego gesty są schematyczne, sprawiają, że wydaje się bardziej wściekły niż bezbronny.

Czuję, że Erika jest rozczarowana naszymi wysiłkami. Po kilku minutach każe nam przerwać ćwiczenie. Holt niemal zdziera z twarzy swoją maskę i gniewnym krokiem wraca na swoje miejsce.

Erika zbiera maski i wkłada je z powrotem do pudełka.

– Wiem, że dzisiejsze ćwiczenia były trudne, ale z czasem powinny stać się łatwiejsze. Ostateczny wynik z tej części zajęć to pięćdziesiąt procent oceny z aktorstwa, więc oczekuję, że pokażecie się z najlepszej strony.

Ethan podnosi rękę.

– Tak, panie Holt?

– Czy następnym razem możemy zamienić się maskami?

– Nie. Maska, z którą pan dzisiaj pracował, będzie do pana należeć przez resztę semestru. Myślę, że lepiej będzie, jeśli pan przywyknie do odkrywania w sobie bezbronności, panie Holt.

Wyraz twarzy Ethana jest tak pełen pogardy, że to niemal zabawne.

3

MASKA

Szkoła aktorska Grove to najbardziej prestiżowa uczelnia teatralna w kraju, nic dziwnego więc, że jej standardy są niezwykle wysokie. Mimo to myślę, że nikt z nas nie był przygotowany na to, jak ciężkie okazały się niektóre zajęcia. Zwłaszcza z maskami.

Wbrew zapewnieniom Eriki, że praca z maskami stanie się łatwiejsza, wszyscy wciąż mamy z tym trudności. Jednak choć wszyscy jesteśmy kiepscy, Ethanowi idzie najgorzej. Erika wymaga od niego więcej niż od pozostałych, co oczywiście wprawia go w grobowy nastrój.

Jest wobec mnie oziębły i chociaż wyraźnie zasugerowałam mu, że chciałabym znów uprawiać z nim seks, minął już niemal tydzień, odkąd ostatni raz dotknął mnie w jakimś ciekawym miejscu. Nawet nie trzyma mnie za rękę, jeśli pierwsza go nie chwycę. Dobrze, że zawsze to robię. Jeśli nie chce mi dać reszty swojego ciała, to, do cholery, wezmę jego rękę.

– Erika mnie, kurwa, nie znosi – mówi, gdy zmierzamy w stronę Centrum, dużego czteropiętrowego budynku, w którym znajdują się biblioteka, stołówka, świetlica i kilka obszernych sal wykładowych, by spotkać się ze znajomymi na lunchu.

– Wcale nie.

– To dlaczego zmusza mnie do pracy właśnie z tą maską? Ze złością, smutkiem czy agresją poradziłbym sobie bez trudu.

– Tak, ale ona wie, że masz problem z bezbronnością, więc chce cię zmusić, byś stawił jej czoło. Wyobraź sobie, jak byłoby wspaniale, gdybyś osiągnął przełom. Pewnie byłbyś najlepszy z całej grupy.

I stał się bardziej czułym chłopakiem.

Ethan potrząsa głową.

– Prawdopodobieństwo, że tak będzie, jest, kurwa, zerowe. Nie dam rady tego zrobić, Cassie. Właściwie to nawet nie wiem, czym to jest.

Wyciągam telefon i googluję.

– Bezbronny, przymiotnik, oznacza podatność na zranienie lub ból, bezradność wobec krytyki i pokus oraz ataków o charakterze moralnym. O, popatrz! Przy definicji jest twoje zdjęcie.

– Ale śmieszne.

– Dzięki. Staram się.

Prawie jesteśmy w Centrum, kiedy zauważam grupę drugoroczniaków przy drzwiach. Rozpoznaję wśród nich Olivię, nieprzeciętnie zgorzkniałą byłą Ethana. Marszczy brwi, gdy widzi, że trzymamy się za ręce.

– Nie wierzę – mówi, gdy się zbliżamy. – Myślałam, że historie o twoim nowym związku to bzdura, a jednak jesteś tu z tą samą laską, z którą widziałam cię na początku roku. Naprawdę bardzo się starasz, żeby się do ciebie przywiązała, zanim ją rzucisz. To, co zrobiłeś mnie, było złe, ale to? Będzie przeklinać twoje imię przez lata. Jestem pod wrażeniem.

Ethan mocniej ściska moją dłoń.

– Ten dzień robi się coraz lepszy.

Ciągnie mnie za rękę i wchodzimy do środka. Wiem, że Olivia się w nas wpatruje.

– Naprawdę cię nienawidzi – zauważam.

Kiwa głową.

– Dałem jej do tego powód.

Mamrocze, że musi coś zjeść, a potem znika w zatłoczonej stołówce.

Przeciskam się przez salę i widzę Jacka, Lucasa, Connora, Aiyah, Mirandę i Zoe przy stole w rogu, gdzie zawsze siadamy.

Jack rozgląda się ze zdegustowaną miną.

– Cholera, to miejsce mnie dołuje. Czy samorząd studencki nie ma nic lepszego do roboty niż dekorowanie każdego centymetra kampusu? Wygląda to, jakby dookoła spuściły się wszystkie mikołajowe elfy.

– Już prawie grudzień – stwierdza Aiyah. – Tak jest radośniej.

– Radośniej? – Jack wskazuje na burzę choinkowych łańcuchów i świecidełek wokół nas. – Raczej psychopatycznie. Wczoraj zdarli dekoracje z okazji Święta Dziękczynienia, jakby były co najmniej winne kilku masowych morderstw, a dzisiaj wszędzie pełno cholernego świątecznego porno. Nikt nie potrzebuje tylu pieprzonych łańcuchów! Jeśli po południu na meczu rugby będę oblepiony brokatem, złożę oficjalną skargę do dziekana. Nie będę robił za kulę dyskotekową, choćbym wyglądał w takiej kreacji zjawiskowo.

Słychać chichoty, a potem Lucas pyta:

– Co robicie w ten weekend? Jack, przekonałeś w końcu tę rudą ze studiów tanecznych, żeby się z tobą umówiła?

Jack szczerzy zęby.

– Jasne, że tak. Zabieram ją do tej nowej włoskiej knajpki w mieście. Trochę wina, trochę makaronu. Liczę na to, że potem, kiedy zrobię się czarujący jak Gandalf, zanurzę się po same uszy między jej umięśnionymi udami.

Miranda zerka na niego wściekle.

– Wiesz, że postawienie kobiecie kolacji nie daje ci prawa, żeby ją dmuchnąć, prawda?

Jack prycha.

– Wiem. Poza tym naprawdę ją lubię. Jeśli chciałbym tylko seksu, nie trudziłbym się zabieraniem jej na randkę, nie sądzisz? Po prostu zaprosiłbym ją do siebie, żeby pooglądać soft porno na Netfliksie, i liczyłbym, że dzięki temu nabierze ochoty.

Connor szturcha Lucasa.

– A co z tobą, stary? Zdaje się, że spotykasz się z tą laską z dredami ze sztuk wizualnych.

Lucas odchyla się i kładzie dłonie na sercu.

– Ach, słodka Mariah. W ten weekend razem wyjeżdżamy. Wycieczka po winnicy, pensjonacik i… idziemy na całość.

Jack marszczy brwi.

– No, no, szybko poszło. Chyba chodzicie ze sobą dopiero dwa tygodnie…

– Cóż mogę powiedzieć, stary? Takie rzeczy się po prostu czuje. Jest niesamowita. Może i jestem do bani w wielu rzeczach, ale umiem zadbać o swoją panią.

Przysłuchując się ich rozmowie, czuję ukłucie, bo przypominam sobie, że chociaż oficjalnie chodzę z Ethanem od ponad miesiąca, wciąż nie zabrał mnie na prawdziwą randkę. Zazwyczaj siedzimy u mnie albo u niego. Oglądamy telewizję. Czytamy. Uczymy się.

Jeśli mam szczęście, całujemy się, ale to wszystko.

To trochę dołujące.

– A ty i Holt? – pyta Connor, skubiąc swoje frytki. – Macie na ten weekend jakieś romantyczne plany?

Słyszę w jego głosie, że zna już odpowiedź.

Zerkam na Ethana stojącego w kolejce do bufetu.

– Nie wiem. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.

– Mhm.

Connor zerka z powrotem na swój lunch, a ja czuję ukłucie żalu, że poruszył ten temat.

Czy wszyscy widzą, jak nieromantyczny jest Ethan?

Pewnie gdybym powiedziała wszystkim, że uciekł bez słowa po tym, jak po raz pierwszy uprawialiśmy seks, nikt by się nie zdziwił.

Tak jakby nasz związek był jednym z jakichś głupich paradoksów logicznych.

Kiedy twój chłopak nie jest twoim chłopakiem?

Kiedy jest Ethanem Holtem.

Gdy pozostali dalej gawędzą o swoich romantycznych planach, przepraszam ich i idę do łazienki. Chyba zawsze wiedziałam, że Ethan nie jest mistrzem wylewności, ale sądziłam, że gdy ujawnimy nasz związek, to się zmieni.

Najwyraźniej nie.

Wychodząc z kabiny, dostrzegam Olivię, która pochyla się nad umywalką i wciąga coś z blatu. Kiedy mnie zauważa, wyciera nos.

– Cześć.

Biorę głęboki wdech i mijam ją, żeby umyć ręce.

– Może powinnaś to robić gdzieś, gdzie nikt cię nie widzi.

– Zazwyczaj tak robię, ale doszłam do wniosku, że powinnaś zobaczyć, co cię czeka, kiedy Holt złamie ci serce. Nie wygląda to zbyt pięknie.

Potrząsam głową i myję ręce tak szybko, jak to możliwe.

– Nie lubię narkotyków.

– Jeszcze. Daj sobie czas.

Suszę ręce i staram się nie zwracać uwagi na Olivię, która wciąga kolejną kreskę z blatu.

Kiedy kilka miesięcy temu spotkałam ją pierwszy raz, nie mog-łam nie zauważyć, jaka była piękna. Sprawiała, że czułam się gorsza pod każdym względem. Moje włosy miały najbardziej pospolity odcień brązu, a na jej ramiona opadała gęsta i lśniąca czupryna o głębokim miedzianym kolorze. Co prawda, ja miałam odpowiednie krągłości i ładne proporcje ciała jak na swój wzrost, ale ona była jakieś dziesięć centymetrów wyższa, a jej ciało miało smukłość i elegancję, której zawsze pragnęłam.

Wyobrażałam sobie, że wyglądałaby wspaniale, stojąc obok Ethana – oboje byli równie zachwycający.

Niestety, kobieta, którą widzę przed sobą, wydaje się zupełnie inna. Zniknęła jej dawna smukłość i elegancja. Jej włosy są teraz przetłuszczone i matowe, skóra straciła gładkość, jest blada, ma zapadnięte policzki i zbyt wystające kości.

Demony przeszłości, pamiątka po czasie spędzonym z Ethanem, najwyraźniej pożerają ją żywcem.

Gdy odwracam się, by wyjść, ogarnia mnie współczucie.

– Olivia, zadbaj o siebie, dobrze?

Zanim udaje mi się otworzyć drzwi, dotyka mojego ramienia.

– Słuchaj, naprawdę nie chodzi mi o to, żeby ci bruździć. Po prostu chcę, byś wiedziała, w co się pakujesz.

– Wiem, dzięki.

– Naprawdę? Bo mnie się wydaje, że Ethan Holt, który złamał mi serce, bardzo przypomina tego, z którym ty się spotykasz.

– Od tamtej pory się zmienił.

Opiera się o umywalkę, krzyżując ramiona.

– Opowiem ci historyjkę…

Przeczuwam już, że ta opowieść mi się nie spodoba.

– Niechętnie zgodził się, byście powiedzieli ludziom o waszym związku, ale wcale nie zachowuje się, jakby naprawdę był twoim chłopakiem. Żadnych randek, niewiele okazywania czułości w miejscach publicznych, a namówienie go na rozmowę o uczuciach czy jego huśtawkach nastrojów przypomina borowanie zębów. Brzmi znajomo?

Moja mina pozostaje obojętna, chociaż poziom adrenaliny trochę mi podskoczył.

– Nie wiem, co ci powiedzieć. Lubię go. Bardzo. Jestem gotowa dać mu kredyt zaufania.

Olivia potrząsa głową.

– Nie rozumiesz, prawda? Pewnie myślisz, że tobie się to nie przydarzy, bo jesteś inna, wyjątkowa, i prawdopodobnie masz rację. Ale nie w tym tkwi problem. Może ty jesteś inna, ale nie on. A to właśnie on cię zniszczy. Bądź ostrożna. Ten facet to górska lawina, która tylko czeka, by cię pochłonąć.

– Czyli ta laska cię teraz śledzi? – pyta moja współlokatorka Ruby, męcząc się przy otwieraniu puszki zupy pomidorowej.

– Tak jakby, ale mam wrażenie, że na swój sposób próbuje się o mnie troszczyć.

– Dobra, ale ta suka musi dać sobie spokój. To moja działka. Tak czy siak, ma rację. Nie wierzę, że nigdy nie zabrał cię na prawdziwą randkę. Mam wrażenie, że ten facet nie ma w sobie ani pół grama romantyczności.

Przelewa zupę do garnka.

– Nie jest taki zły.

– Cassie, zrobiłyśmy quiz z Cosmo „Jak romantyczny jest twój facet?” i Holtowi wyszło: „Ten mężczyzna nie wie, że jest twoim chłopakiem”. To jakiś absurd.

Zerkam na rogaliki z mrożonki, które wstawiłam do piekarnika parę minut temu. Wciąż są zbyt blade.

– Ktoś zranił go w przeszłości. Chyba po prostu nie okazuje czułości tak jak normalni faceci.

– A jak on okazuje czułość? Bo z tego, co widziałam, nie całuje cię ani nie przytula na powitanie, prawie nie trzyma cię za rękę, przespał się z tobą raz i nie chce tego powtarzać. Nie ma prezentów, randek, epickich miłosnych poematów pisanych po pejotlu.

Marszczę brwi.

– O co chodzi z tym ostatnim?

– Nieważne. To długa historia. Chodzi mi o to, że facet nie umie zachowywać się romantycznie, a ty przez to cierpisz. Nie wierzę, że nie jesteś przez to bardziej wkurzona.

– Cóż, nie cieszę się z tego, ale co mogę zrobić?

– Dobra, oto moja rada. Zachowujesz się jak kozioł ofiarny.

– To nie rada, tylko stwierdzenie. A w dodatku obraźliwe.

– Do cholery, Cassie, dorośnij! – Zaczyna zawzięcie mieszać zupę. – Traktuje cię do dupy, bo ma problemy czy coś, ale to go nie usprawiedliwia. – Dolewa do garnka trochę mleka. – Wypomnij mu to wprost albo przypraw sobie zakręcane rogi i miej to z głowy. Twój wybór.

Wiem, że ma rację, jednak nie mogę powstrzymać myśli, że jeden niewłaściwy ruch wobec Ethana może poskutkować czymś strasznym.

– Cholera. – Ruby krzywi się nad garnkiem, po czym sięga po puszkę po zupie i czyta instrukcję.

– Co?

– Chyba spieprzyłam.

– Jak to możliwe? To zupa. Z puszki.

– Dodałam za dużo mleka. Chyba trzeba je odmierzyć czy coś.

Nabiera trochę na łyżkę i próbuje.

– Jak smakuje?

Wzrusza ramionami.

– Jak mleko o smaku pomidorów.

Wzdycham i opieram się o blat.

– To nie jest najdziwniejsze danie, jakie kiedykolwiek przyrządziłaś.

– No… nie.

– Może podaj w kubkach?

– Dobra. Przynajmniej mamy rogaliki.

– Cholera jasna! – Otwieram drzwiczki piekarnika i kuchnię wypełnia dym. Kiedy wyciągam blachę, rogaliki są czarne. – Cholera!

– I kto tu nie umie gotować? Miałaś je tylko odgrzać, na litość boską.

Przez jakiś czas stoimy, patrząc na żałosne resztki naszego paskudnego obiadu. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Mam ochotę zadzwonić do Ethana i zapytać, czy wpadłby ugotować coś dla nas, ale stwierdzam, że gdyby chciał pogadać albo spędzić ze mną czas, dałby mi znać.

– Wina? – pytam.

Ruby wzdycha.

– Zdecydowanie. Tego chyba nie da się spieprzyć.

– A jakże.

Jezu. Au!

Krzywię się, gdy otwieram oczy. Promienie słoneczne wbijają się w mój pulsujący mózg niczym szpikulec.

Leżę na podłodze wśród butelek po winie i pudełek po pizzy. Wnioskując po obrzydliwym smaku, który czuję w ustach, wczoraj nie tylko wypiłam o wiele za dużo, ale też wypaliłam od cholery papierosów. Wnętrze moich ust przypomina klepisko do walk kogutów.

Gdy się przeciągam i przesuwam językiem po zębach, zauważam Ruby leżącą na kanapie z ręką na twarzy.

Mam nadzieję, że będzie się czuła równie źle, gdy się obudzi. Chociaż niewiele pamiętam z poprzedniego wieczoru, jestem prawie pewna, że to wszystko przez nią.

Głowa nieznośnie pulsuje i burczy mi w brzuchu, a gdy wyciągam rękę, by złapać równowagę, coś na dłoni przykuwa moją uwagę. Na kłykciach mam wypisane czarną kredką do oczu słowo „HOLT”.

Co do…?

Na drugiej ręce widzę słowo „SSIE”.

Słyszę jęk i zerkam na Ruby.

– Ja tego nie zrobiłam – mówi przez rękę na twarzy. – No dobra, zrobiłam to, ale dlatego, że mi kazałaś.

– Pamiętasz wczorajszą noc?

– A ty nie?

– Nie za bardzo.

– Przez parę godzin robiłam ci wykład o tym, jakim Holt jest draniem, aż się ze mną zgodziłaś. Potem zrobiłaś mi to z twarzą.

Podnosi rękę i pokazuje najbardziej przerażający makijaż, jaki w życiu widziałam. Ma pogrubione brwi, skrócony optycznie podbródek, linie są ostre i słabo wycieniowane.

– Próbowałaś mnie upodobnić do Holta, bo chciałaś dać mu w mordę za to, że jest taki zamknięty.

– O rany, Ruby, czy ja cię uderzyłam?

Trudno to stwierdzić pod tym makijażem.

– Nie, ale o drugiej w nocy nieźle nawrzeszczałaś na Holta przez telefon.

– Co?! Co mówiłam?!

Siada, a potem łapie się za głowę i jęczy.

– Różne rzeczy. Możliwe, że w tle wydawałam pijackie okrzyki poparcia. Pod koniec było mi go żal. Naprawdę mu dogryzłaś. Potem się rozłączyłaś i urwał ci się film.

– O Boże!

Jest mi niedobrze, i to nie od alkoholu. Grzebię w śmieciach na podłodze, próbując znaleźć telefon.

– Czemu mnie nie powstrzymałaś?!

– Kochana, byłam jeszcze bardziej pijana od ciebie. Poza tym zasłużył sobie na to. Jak na pijaną laskę byłaś całkiem elokwentna. Poza momentem kiedy płakałaś.

Zamieram i spoglądam na nią.

– Proszę, powiedz, że żartujesz.

– Nie. Po jakichś dziesięciu minutach zaczęłaś łkać, że jest twoim pierwszym chłopakiem, pierwszym kochankiem i że powinnaś się czuć radosna i zakochana, ale czujesz się tylko zagubiona i samotna, bo nawet wtedy gdy on jest przy tobie, to tak naprawdę jest gdzie indziej.

– O matko!

– Potem powiedziałaś coś w stylu: „Czemu po prostu nie pozwolisz sobie na to, żeby mnie pokochać? Nie rozumiesz, jak dobrze mogłoby nam być?”. No i wtedy ja też już płakałam, więc…

Przecieram oczy.

– Ruby, jest źle. Bardzo, bardzo źle.

– Tak, już nie możemy tyle pić.

Zrzucam wszystko ze stolika, rozpaczliwie szukając telefonu. W końcu znajduję go pod pudełkiem po pizzy. Jest wyłączony i cały tłusty. Kiedy go włączam, widzę osiem nieodebranych połączeń i dwa SMS-y.

– Cholera, cholera…

Czytam pierwszą wiadomość.

Oddzwoń. Natychmiast.

Przyciskam telefon do pulsującej głowy.

Nie chcę patrzeć na kolejny SMS, ale wiem, że muszę. Wysłał go godzinę po pierwszym.

Kurwa, nie mogę znieść tego, że doprowadziłem cię do łez. Zadzwoń, kiedy to przeczytasz. Nie obchodzi mnie, jakiego masz kaca. Musimy pogadać.

Długo wpatruję się w wyświetlacz, znów czytając te słowa.

– Cassie? Wszystko w porządku?

– Nie wiem. Napisał, że musimy pogadać.

– O cholera.

– To samo pomyślałam.

Wybieram jego numer. Włącza się poczta głosowa: Cześć, tu Ethan. Zostaw wiadomość. Albo nie. Nie obchodzi mnie to.

Rozłączam się.

– Cholera!

– Jest dopiero siódma – mówi Ruby – a ty przecież budziłaś go w środku nocy swoimi pijackimi obelgami. Może daj mu pospać.

– Muszę pożyczyć twój samochód.

– Eee… nie sądzisz, że jesteś jeszcze zbyt pijana, by prowadzić? Bo ja na pewno.

– Muszę tam pojechać, Ruby.

Pociera oczy.

– Dobra. Kluczyki są na moim biurku. Ale może lepiej najpierw weź prysznic i się przebierz. Masz na cyckach plamy po pizzy.

Zerkam w dół i bez zdziwienia odkrywam, że Ruby ma rację.

– Już więcej nie pijemy – oświadczam.

– Amen.

Pół godziny później pukam do drzwi Holta. W moim ciele trwa wyścig mdłości i paniki – ciekawe, które pierwsze sprawi, że puszczę pawia. Kiedy Ethan nie otwiera od razu, panika szybko wychodzi na prowadzenie. Pukam znowu.

Po paru kolejnych sekundach słyszę szuranie, po czym drzwi uchylają się, ukazując zmrużone oczy Elissy.

– Cassie?

– Cześć, Lissa.

– Jest siódma trzydzieści rano.

– Wiem.

– Do tego sobota.

– Przepraszam. Czy twój brat tu jest?

– Nie, inaczej bym go zabiła. Jakąś godzinę temu wrzasnął, że idzie pobiegać. Mam nadzieję, że potrąci go samochód. Ten niezrównoważony idiota miotał się po mieszkaniu od jakiejś trzeciej rano. Przeklinał i tłukł się, sprzątając.

– On… sprzątał?

– Tak. Sprząta tylko wtedy, kiedy jest naprawdę zły. Zaczął odkurzać o jakiejś czwartej. Czy wczoraj w nocy coś się między wami stało?

– Chodzi o to, że byłam pijana i… Cóż, chyba znęcałam się nad nim psychicznie.

– Dzwoniłaś do niego pijana?

Wykrzywiam twarz.

– Podobno.

– Cóż, to wiele wyjaśnia. – Ziewa. – Chcesz wejść i poczekać?

– Pewnie. Jeśli nie masz nic przeciwko.

– Nie ma sprawy. – Otwiera drzwi szerzej, a potem szurając, wraca do swojego pokoju. – Powinien niedługo wrócić. Czuj się jak u siebie. Ja wracam do łóżka. Kiedy przyjdzie, walnij go ode mnie w łeb, dobra?

– Dobrze. Dzięki. Przepraszam, że cię obudziłam.

– Nie ma sprawy.

Zamyka za sobą drzwi, a ja rozglądam się po salonie. Lśni czystością.

Nigdy wcześniej wysprzątany pokój nie był dla mnie tak złowieszczy.

Głowa mi pęka, więc siadam na kanapie i przez parę minut kartkuję czasopismo, aż uświadamiam sobie, że prawie nie patrzę na nie. Rzucam je z powrotem na stolik i idę do pokoju Holta. Łóżko jest pościelone z wojskową starannością. Na jego środku leży otwarty… O rany!

Czy to jego dziennik?

Jego staranne pismo pokrywa obie strony, a obok grzbietu leży długopis.

Pokuso, twe imię brzmi Dziennik Holta.

Pragnienie, by go przeczytać, jest niemal nieodparte, ale wiem, jakie to uczucie, gdy ktoś narusza prywatność, i chociaż oddałabym lewą rękę, żeby podejrzeć, co kryje się w jego mózgu, utrata zaufania nie byłaby tego warta.

Zamykam książkę, uważając, żeby nie zerknąć, co napisał, i kładę ją razem z długopisem na stoliku nocnym. Potem wdrapuję się na łóżko i zatapiam twarz w jego poduszce.

Mmmm. Tak ładnie pachnie.

Niech nie będzie na mnie zły. Niech uda mi się to naprawić.

Proszę.

Czuję muśnięcie na szyi.

Usta. Ciepły oddech.

Odwracam się w ich stronę, pragnąc więcej.

– Cassie?

Ciii. Spłoszysz usta.

– Hej… nie śpisz?

– Nie. Cicho. Więcej ust. Mój chłopak niedługo wróci.

Usta wracają. Inny kształt. Uśmiech?

Przesuwają się w górę po mojej szyi, potem po twarzy. Są takie miękkie, ale obok czuję coś szorstkiego. To jego podbródek. Policzek.

– Jak myślisz, kto cię całuje?

– Hmm. Orlando Bloom?

Usta zamierają w połowie pocałunku.

– Bloom? Serio? Twój chłopak mógłby skopać tyłek temu blademu Anglikowi.

– Sugerujesz, że jesteś moim chłopakiem?

Kolejne pocałunki, usta z ociąganiem odrywają się od szyi, a potem delikatnie przyciskają się do mojego ucha.

– Niczego nie sugeruję. Ja po prostu stwierdzam fakt.

– To niemożliwe. Mój chłopak nie jest taki czuły.

Usta zatrzymują się. Czuję westchnienie. Napięcie przelewa się z jego ciała do mojego.

Przełykam ślinę, wciąż mając zamknięte oczy.

– Przepraszam.

– Za co?

– Za to, co przed chwilą powiedziałam. Za to, co powiedziałam wczoraj w nocy. Proszę, nie bądź zły. To wszystko przez wino.

– Wcale nie.

– Dobra. Masz rację. Nie mogę zwalić na nie wszystkiego, ale pomogło.

Obejmuje dłonią mój policzek.

– Cassie, to nie było wino ani ty, ani nawet Ruby, chociaż słyszałem, jak cię podkręcała. Jeśli w tym była czyjaś wina, to moja.

Wymówka, którą mam na końcu języka, nie pada z moich ust. Otwieram jedno oko.

– Hmm… co?

– Powiedziałaś, że jestem kurewsko beznadziejnym chłopakiem, i miałaś rację.

Otwieram oboje oczu.

– Naprawdę użyłam takich słów?

– Tak.

– Nawet słowa na „k”?

– Tak. Szczerze mówiąc, trochę mi przy tym stanął.

Wspieram się na łokciu i taksuję go wzrokiem. Pewnie właśnie wyszedł spod prysznica, bo ma na sobie tylko bokserki. Widok jego nagiej klatki piersiowej mnie rozprasza. Jeszcze bardziej rozprasza mnie to, że nie jest zakłopotany moim bacznym spojrzeniem.

Potrząsam głową.

– Przepraszam, co dokładnie chcesz powiedzieć?

Opada na plecy i zamyka oczy.

– Wszystko to, co ty powiedziałaś. Cała ta krytyka… Była słuszna. Trzymałem cię na dystans.

– Dlaczego?

Kiedy milknie, głaszczę go po ramieniu, by go zachęcić. Po paru sekundach otwiera oczy i wpatruje się w sufit.

– Wiesz, jaka była moja pierwsza myśl, kiedy tu wszedłem i zobaczyłem cię na łóżku?

– Jaka?

– Że czytałaś mój dziennik.

– Nie czytałam. Przysięgam…

Odwraca się do mnie.

– Wiem. Kiedy się nad tym zastanowiłem, uświadomiłem sobie, że ty byś tego nie zrobiła. A jednak odruchowo przypisałem ci najgorsze zachowanie, bo tak radzę sobie z… różnymi rzeczami. Z ludźmi. Zawsze jestem przygotowany na najgorsze, żeby nie czuć zaskoczenia, kiedy to nadejdzie. Albo rozczarowania. Wydaje mi się, że jeśli nie próbuję, to nie mogę ponieść porażki, prawda? Dlatego tak właśnie postępowałem.

– Ethan… – Kładę rękę na jego ramieniu, a on się spina.

Podnosi się i siada.

– Wczoraj byłem na ciebie zły, naprawdę cholernie wściekły. Nie dlatego, że nie miałaś racji, ale dlatego, że twoje słowa były prawdziwe. Wspomniałaś o wszystkim, czego w sobie nie znoszę. Moja przeszłość nie ma prawa wpływać na ciebie, ale właśnie tak się dzieje. – Potrząsa głową. – Będę się bardziej starał. Wiem, że brzmi to beznadziejnie, ale tylko tyle mogę zrobić.

Nie wiem, czy próbuje przekonać mnie czy siebie.

– O co będziesz się starał?

– O to, żeby być lepszym.

Obejmuje dłońmi moją twarz i całuje mnie. Czuję nutę desperacji w tym, jak zaciska palce, w tym, że nie otwiera jeszcze oczu, kiedy się odsuwa.

– Uda mi się. Będę chłopakiem, na jakiego zasługujesz.

– Wierzę ci.

Gdy to mówię, wiem, że kłamię, ale wierzę, że będzie się starał.

Następnego ranka wrzucam ostatni podręcznik do torby i wpycham do ust kawałek grzanki, kiedy słyszę pukanie do drzwi.

Otwieram i widzę Ethana – uśmiechniętego, z papierowym kubkiem w dłoni.

– Espresso „con palant”? – pytam zaniepokojona.

– Nie, tylko gorąca czekolada. Z dodatkowymi piankami. – Uśmiecha się przebiegle i całuje mnie przelotnie.

Jest świeżo ogolony, ma na sobie wyblakłe jeansy i niebieski sweter. Przez chwilę nie dociera do mnie jego zachowanie. Jest tutaj. Jest troskliwy. Uśmiecha się. Nie jest od stóp do głów ubrany w czerń jak Ponury Żniwiarz.

To mi się nie zgadza.

Jego uśmiech więdnie.

– Za co to spojrzenie? Patrzysz na mnie, jakbym był seryjnym mordercą. Czekolada nie jest zatruta.

Dobra, to brzmi bardziej znajomo.

– Chodzi o to, że zazwyczaj nie jesteś… – Rozprasza mnie to, jak przystojnie i… beztrosko wygląda. – Eee… co tu robisz?

Przeciska się obok mnie i stawia kubek na stole.

– Jestem lepszym chłopakiem, pamiętasz? Normalni faceci odprowadzają swoje dziewczyny na zajęcia, więc przyszedłem.

Podnosi moją torbę i przerzuca ją sobie przez ramię.

– Kurwa, co ty tam masz?

– Książki.

– Z ołowiu?

– Chyba normalni faceci są trochę milsi.

– Jestem miły.

Prycham.

– No dobra.

Obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie, a potem całuje w taki sposób, że moje ciało rozpędza się do hormonalnego sprintu w jakieś dwie sekundy.

Zerka na mnie triumfalnie.

– Nie powiesz mi, że to nie było miłe.

Kiwam głową. Trudno to nazwać odpowiedzią, ale tylko do tego jestem zdolna.

– Gotowa?

– Tak.

Bierze mnie za rękę i zamyka za nami drzwi.

Chyba lubię swojego nowego chłopaka.

4

TRZYMAJ SIĘ MNIE

Obecnie

Nowy Jork

Mieszkanie Cassandry Taylor

– Wpuść mnie, Cassie. Proszę.

Jest taki przekonujący. Kojący i kuszący, gdy przesuwa palce po mojej ręce, a potem gładzi po szyi i delikatnie obejmuje moją twarz.

– Po prostu puść drzwi.

Pochyla się i muska miękkimi ustami mój policzek. Potem moje ucho owiewa ciepły oddech. Zamykam oczy, gdy dreszcz przebiega po moim kręgosłupie.

– Wiem, że ten mail nie wynagrodzi wszystkiego, co zrobiłem…

– Nie, nie wynagrodzi.

– … ale każde słowo pisałem szczerze, a jeśli mnie wpuścisz, udowodnię ci to. Pokażę ci. Będę cię kochał. Proszę…

Gdy muska ustami moje ucho, przyprawia mnie o drżenie.

Oplata palcami moją dłoń i odciąga ją od drzwi.

– Chcesz się czegoś przytrzymać? – pyta. – Trzymaj się mnie.

Kładzie moje ręce na swojej piersi. Kiedy uginam palce, wbijając je w jego mięśnie, nie krzywi się.

– Ethan, nie wiem, czy potrafię.

– Rozumiem to. Chcę ci pomóc.

– W przeszłości to ty nie pozwoliłeś mi, żebym ci pomogła.

– A powinienem. Nie popełnij tego samego błędu. Proszę. Pozwól, bym ci pokazał, że potrafię być zupełnie inny.

Zamykam oczy, gdy przyciska moje dłonie do swojej klatki piersiowej i głaszcze mnie po palcach.

Czy ja naprawdę to robię? Zastanawiam się, czy nie spróbować z nim jeszcze raz?

Wpatruję się w jego tors. Ma koszulę zapinaną na guziki. Niebieską. Gdybym teraz spojrzała w jego oczy, zobaczyłabym identyczny kolor.

Ściska moje dłonie.

– Pewnie myślisz, że po tak długim letargu sama nie wiesz, jak się obudzić. Że wszystkie te chaotyczne uczucia, które w tobie wywołuję, sprawiają, że wolałabyś nigdy mnie nie poznać.

Wzdycham.

– Z grubsza.

Milczy dłuższą chwilę, a potem mówi:

– To samo czułem do ciebie. Kiedy między nami zaczęło robić się poważnie, wszystkie moje uczucia stały się zbyt intensywne. Paranoiczny głos w mojej głowie ciągle szeptał, że mnie zniszczysz, i to nie ułatwiało sprawy. Na pewno teraz słyszysz w swojej głowie głos, który mówi to samo.

To prawda. Różnica polega na tym, że ja nie przyczyniłam się do jego problemów z zaufaniem, za to on jest jedyną przyczyną mojej nieufności.

– Już dwa razy mówiłeś mi, że dasz radę – odpowiadam. – Dwa razy złamałeś mi serce.

Znów gładzi moje dłonie.

– Cassie, spójrz na mnie.

Z trudem podnoszę wzrok na jego twarz. Kiedy to robię, nie pozwala mi odwrócić oczu.

– W przeszłości sądziłem, że mogę być tym, kogo potrzebujesz. Ale sądzić, że coś jest możliwe, a być tego pewnym to dwie różne rzeczy. Teraz jestem pewny. Pozwól mi udowodnić, że mogę cię kochać tak, jak na to zasługujesz.

Już nie wiem, na co zasługuję. Kiedyś myślałam, że zasługuję na niego, ale wiele razy udowodnił, jak bardzo się myliłam.

Gdyby tym razem zawiódł, już nic by ze mnie nie zostało.

5

IDEALNY KAMUFLAŻ

Dostępne w wersji pełnej

6

ROZDARCIE

Dostępne w wersji pełnej

7

SILNIEJSZA

Dostępne w wersji pełnej

8

JEDNA NOC

Dostępne w wersji pełnej

9

ZAPORY

Dostępne w wersji pełnej

10

TO TAKŻE PRZEMINIE

Dostępne w wersji pełnej

11

OTWARTA KSIĘGA

Dostępne w wersji pełnej

12

OBOJĘTNOŚĆ I NADZIEJA

Dostępne w wersji pełnej

13

UNIKANIE

Dostępne w wersji pełnej

14

NAMIĘTNOŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

15

TO TYLKO SEKS

Dostępne w wersji pełnej

16

ODROBINA BÓLU

Dostępne w wersji pełnej

17

KURS KOLIZYJNY

Dostępne w wersji pełnej

18

PRÓBA SIŁ

Dostępne w wersji pełnej

19

EMOCJONALNA EWOLUCJA

Dostępne w wersji pełnej

20

PRZESZŁOŚĆ I TERAŹNIEJSZOŚĆ

Dostępne w wersji pełnej

21

PREMIERA

Dostępne w wersji pełnej

22

POCZĄTEK KOŃCA

Dostępne w wersji pełnej

23

TONIESZ ALBO PŁYNIESZ

Dostępne w wersji pełnej

24

BIS

Dostępne w wersji pełnej

25

OSTATNI UKŁON

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Broken Juliet

Copyright © 2015 by Leisa Rayven

Copyright © for the translation by Aleksandra Żak

Opieka redakcyjna: Natalia Karolak

Adiustacja i korekta: Studio NOTA BENE

Projekt okładki: Eliza Luty

Fotografia na okładce: © James D. Kelly

ISBN 978-83-7515-664-5

www.otwarte.eu

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zła Julia Zły Romeo 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jankeski fajter We wspólnym rytmie Umami Lato Świat dla ciebie zrobiłem Opowieść podręcznej