Kobiety mafii

Kobiety mafii

Autorzy: Diane Ducret

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 480

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 31.99 zł

Mae – partnerka Ala Capone, najsłynniejszego gangstera w dziejach. Najbardziej tajemnicza i dyskretna spośród kobiet mafii.

 

Margaret – femme fatale, czarna wdowa, bezwzględna i niezależna. Dla kaprysu doprowadza do śmierci swoich kolejnych partnerów.

 

Kathryn – kobieta-gangster. Aby uratować własną skórę, jest w stanie sprzedać FBI własnego męża.

 

Bonnie – spragniona miłości i… pieniędzy. Wraz ze swoim kochankiem Clyde’em kradnie samochody, morduje szeryfów, policjantów i zupełnie przypadkowych ludzi. Gdy szczęście przestanie dopisywać, umrze razem z ukochanym, podziurawiona kulami.

 

Lata 20., Stany Zjednoczone. Przeklęte czasy prohibicji. Piekło dla zwykłych ludzi, raj dla przestępców. Skandale, walki gangów i strzelaniny są na porządku dziennym. Na pierwsze strony gazet trafiają kolejni królowie mafii. Ale ten pozornie męski świat ma swoje ciche bohaterki.

 

Diane Ducret pokazuje świat mafii widziany oczami kobiet. Tych, które wiedziały, kiedy wyjść z cienia i zgarnąć wszystko. Ich historie są różne, ale łączy je jedno: by żyć po swojemu nie cofały się przed niczym.

Wy, „te drugie”, zawsze stanowiłyście oś i siłę napędową wydarzeń, zarówno w tragedii, jak i w prawdziwym życiu. Jeśli kochałyście, to oczywiście do szaleństwa. Koniecznie musiałyście mieć rywalki i zostawiałyście za sobą wrogów. Obowiązkowo trzeba było was uwielbiać i zabijać, żałować was i ginąć razem z wami.

Wolter, list do pani Denis z 26 grudnia 1750 roku

Przedmowa

Tysięczne kaprysy, tysięczne próżności wiodą człowieka ku wojnie. Płoną w nim duma, żądza władzy, zemsta i honor, ta czwórka jeźdźców Apokalipsy, zostawiających po sobie ślad żelaza oraz krwi. Rodziny, klanu, a czasem i całego kraju.

Tak płynie życie człowieka, dopóki jego biegu nie zakłóci żywioł – ulotny, niemożliwy do opanowania: miłość. Najbardziej zaprawionych w bojach strategów, najdumniejszych cezarów pcha do szaleństwa, ryzyka, braku rozwagi. A za wszystkim tym stoi tylko jeden powód: pragnienie, by być kochanym. Zostaje nam konstatacja, tyleż pesząca, ile niepodważalna: u boku każdego żądnego krwi rzeźnika stoi kobieta. Grzech i cnota, Eros i Tanatos. Miłość i wojna to dwa konie w jednym zaprzęgu wiecznie goniące w szaleńczym pędzie i bezskutecznie próbujące się wyrwać, uciec jedno drugiemu.

Początek lat trzydziestych XX wieku przynosi kryzys gospodarczy, bezrobocie i głód, grzebiąc naiwne nadzieje na pokój po strasznej wojnie. Podczas gdy w Europie tyrani narzucają narodom swoją wolę i szykują się, by utopić kontynent w morzu ognia i krwi, w Stanach Zjednoczonych trwa inna, wewnętrzna wojna. To jednak nie dyktatorzy niszczą i terroryzują państwo, lecz gangsterzy.

Drwią sobie z instytucji rządowych, kierując się własnym kodeksem honorowym, stanowią niepisane prawa i tworzą władzę nowego ładu: mafię. Mają swojego mistrza Ala Capone, swoją stolicę Chicago i swoje państwo prohibicję.

Są dziećmi rozchwianego, szalonego pokolenia totalitaryzmów i najgorszych występków, które w Stanach Zjednoczonych dały początek zorganizowanej przestępczości oraz gangsteryzmowi. Amerykańskie społeczeństwo tamtej epoki, w którym dostrzegamy echa własnych problemów, żyje w cieniu niedawnego krachu na giełdzie, jest też skrajnie religijne, charakteryzuje się łatwym dostępem do broni, a także zmaga się z problemami imigracji oraz integracji. Z niego właśnie wyrastają osoby, których życiorysy stanowią doskonałą ilustrację powiedzenia „życie przekracza czasem fikcję”: Al Capone, noszący też przydomek Scarface (Człowiek z Blizną), John Dillinger, Clyde Barrow oraz ich wrogowie – Eliot Ness i John Edgar Hoover. Mawia się, że zbrodnia, owszem, nie popłaca, ale niewątpliwie uwodzi.

W mieście występku, gdzie niczym grzyby po deszczu wyrastają przybytki rozkoszy i szynki, gangsterzy jak magnes przyciągają kobiety gotowe kochać, cierpieć i umierać u ich boku. Owiani złą sławą podbijają serca młodych kochanek spragnionych namiętności potępianej przez purytańskie społeczeństwo.

Owe rówieśnice nowego stulecia, mieszkanki sławetnej chicagowskiej Magnificent Mile bywają nazywane wybuchowymi narzeczonymi. Agencje rządowe widzą w nich czarne owce, kobiety zepsute do szpiku kości, zbyt wyzwolone jak na standardy Ameryki, która wciąż nie wyrwała się z wiktoriańskiego rygoryzmu. Znamy ich imiona. Ada, Mina, Mae, Buda, Kathryn, Evelyn, Bonnie. Szalone, gorące głowy. Nie dla nich roztropność i rozwaga. Marzą o wolnej miłości, zrzucają sztywny gorset ówczesnej moralności. W duszach tych niepokornych „panienek ze spluwą” płonie ogień buntu. Kochają wolność tak samo jak niebezpieczeństwo, a ład, jaki próbuje narzucić państwo, traktują jak przeszkodę na swojej drodze. Owe panie Scarface burzą tradycyjny porządek małżeństwa, w apogeum kultury macho śmiało odwracają role, odrzucają obowiązującą moralność i drwią z niebezpieczeństwa, narażając własne życie. Od klubów jazzowych po prohibicję, od napadów z bronią w ręku po uprowadzenia, od pościgów po pogrzeby – żyją na pełnych obrotach. Dla nich wybór jest prosty: bunt albo śmierć. Miejcie się na baczności, zakochana kobieta jest groźna i niepoczytalna.

Niniejsza książka stawia sobie za zadanie, by narodziny zorganizowanej przestępczości po raz pierwszy ukazać z punktu widzenia jej najsłynniejszego ojca chrzestnego Ala Capone i jego tajemniczej połowicy Mae. Nie rości sobie pretensji do dzieła historycznego ani nie zamierza stać się encyklopedią mafii. Na podstawie odtajnionych materiałów FBI, akt więzienia Alcatraz i ówczesnej prasy autorka postara się odmalować szaleńczą przygodę, epopeję, podboje tamtego pokolenia złota i ołowiu, a zwłaszcza kobiet, których miłość, odwaga i brawura najlepiej oddają atmosferę pierwszej amerykańskiej mafii. Te feministki, które walczyły o swoje nie przy urnach, ale z bronią w ręku, zmienią bieg historii, siejąc grozę i trwogę.

Oto niewiarygodne losy garstki kobiet, które uciekały z więzienia, by bronić swojego najcenniejszego skarbu: wolności. Mężczyźni nie mają monopolu na przestępczość zorganizowaną. Tu po raz pierwszy z mroku wynurzają się niepokorne i śmiało wkraczają na scenę, stając w blasku jupiterów.

List gończy

Poszukiwane żywe lub martwe

Mary Josephine Coughlin Capone,

znana jako Mae, urodzona 11 kwietnia 1897 roku

w Nowym Jorku, żona Ala Capone, wroga publicznego numer jeden.

Ada i Minna Everleigh,

z domu Simms, urodzone 15 lutego 1864 i 13 lipca 1866 roku w Greene County w stanie Wirginia, siostry i właścicielki najsłynniejszego domu publicznego Chicago, klubu Everleigh.

Helen Julia Godman,

znana jako Buda, urodzona 4 grudnia 1888 roku

w Chicago w stanie Illinois, królowa gangu szantażystów.

Margaret Collins,

znana jako Pocałunek Śmierci i Szalona Meg, urodzona w 1910 roku w Chicago w stanie Illinois, czarna wdowa.

Louise May Rolfe,

tancerka kabaretowa, znana jako Blond Alibi, urodzona 7 maja 1906 roku w Indianapolis w stanie Indiana, żona Jacka „Rozpylacza” McGurna, członkini gangu Outfit.

Mary Evelyn Frechette,

znana jako Billie, piosenkarka i kelnerka,

urodzona 15 września 1907 roku w Neopit, rezerwacie Indian w Wisconsin, towarzyszka

Johna „Zająca” Dillingera, członkini gangu Dillingera.

Bonnie Elizabeth Parker,

urodzona 1 października 1910 roku w Rowena w stanie Teksas, towarzyszka Clyde’a „Czempiona” Barrowa, członkini gangu Barrowa.

Edna Murray,

znana jako Królica i Całuśna Bandytka,

urodzona 26 maja 1898 roku w Marion

w stanie Kansas, żona Jacka Murraya,

potem towarzyszka Volneya Davisa, członków gangu Barker-Karpis.

Virginia Hill,

znana jako Czapla, urodzona 16 sierpnia 1916 roku w Lipscomb w stanie Alabama, członkini gangu Outfit, specjalistka od nielegalnych zakładów, kochanka Benjamina „Bugsy’ego” Siegela.

Hrabina Dorothy Taylor di Frasso,

urodzona 13 lutego 1888 roku w Watertown w stanie Nowy Jork, dziedziczka fortuny, sprzedawczyni materiałów wybuchowych, kochanka Benjamina „Bugsy’ego” Siegela

i Gary’ego Coopera.

1.

Cesarzowe zła

Prawdziwe imię miłości to niewola.

Niewoli nas dusza kobiety.

A także jej ciało.

Wiktor Hugo, Człowiek śmiechu

Ucieczka z Alcatraz

Zatoka San Francisco, 28 lutego 1938 roku, godzina 10.00

Na przyciemniane szyby limuzyny, która stanęła przy przystani, napierają fotoreporterzy. Przepychają się jeden przez drugiego. W środku widać czarny kapelusz Mae przykrywający jasne włosy starannie ułożone w fale. Kobieta niespokojnie poprawia skórzane rękawiczki, wyżej podnosi kołnierz futra, próbując osłonić twarz przed błyskiem lamp osaczających ją fotografów. Nie sposób jednak się ukryć, kiedy jest się żoną najbardziej znienawidzonego człowieka w kraju, wroga publicznego numer jeden. Mae spina się przed nieuchronnym starciem z tą wrogą masą czekającą na nią na zewnątrz. Ilu falom wściekłości i gniewu będzie musiała jeszcze stawić czoło?

Wysuwa z auta gołe nogi. Pantofle na czarnych obcasach wypełniają przestrzeń między fleszami a pytaniami. Żadnych komentarzy. Mae zachowuje milczenie. To oczywiste, żona mafiosa nigdy nic nie mówi. Niczego też nie widzi ani nie słyszy. Instynkt każe jej uciekać przed coraz większym, rozwrzeszczanym tłumem. Za wszelką cenę wyrwać się z kompletnie obcego, nieprzyjaznego San Francisco. Mae wchodzi na drewniany trap promu parowego General Frank M. Coxe podstawionego specjalnie dla niej. Zaledwie 2,4 kilometra dzieli ją od celu podróży: męża.

W miarę jak prom oddala się od brzegu, na horyzoncie coraz wyraźniej rysuje się miniaturowa wysepka. Nad nią nieustannie trwa podniebny balet pelikanów, po hiszpańsku alcatraces. Na pokładzie pasażerowie starannie omijają się wzrokiem. Promienie kalifornijskiego słońca ogrzewają ciała, ale nie serca. Poranna mgła się rozproszyła i oto przed ich oczami wyrasta Alcatraz i pokryte ptasimi odchodami mury więzienia federalnego o zaostrzonym rygorze: przytłaczającej, surowej twierdzy, z której nikt nie wychodzi żywy.

Jak to możliwe, że ta betonowa twierdza na skalistej wysepce, gdzie hula wiatr, to dziś jego dom? Że mieszka tam sam, bez niej? Schodząc na asfaltowe nabrzeże, Mae szuka go wzrokiem. Wiatr, guano i grube mury: wilgotne, nie do sforsowania, oto jej pierwsze wrażenie.

Dawne zabudowania garnizonu, przed którymi stoi teraz pani Capone, to odpowiedź Departamentu Sprawiedliwości na żądania opinii publicznej coraz bardziej przestraszonej zuchwalstwem przestępców i falą przemocy narastającą w kraju od lat dwudziestych. W tym czyśćcu o zaostrzonym rygorze państwo zamyka najgroźniejszych bandytów. Żaden więzień nie może liczyć na najmniejszą taryfę ulgową. Nie ma litości, warunki odbywania kary muszą dać się we znaki. Osadzonym przysługują jedynie najbardziej podstawowe przywileje: posiłek, odzież, dach nad głową oraz, w razie konieczności, pomoc lekarska. Ciepły prysznic – jedyny luksus, na jaki mogą liczyć – to nie gest miłosierdzia, ale przemyślana strategia, utrudniająca ucieczkę: nieprzywykły do chłodnej wody zbieg nie wytrzyma lodowatych prądów opływających wyspę.

Mąż Mae należy do tych, którzy absolutnie nie mogą liczyć na złagodzenie warunków. To podważyłoby wiarygodność państwa, na którego czele po raz drugi stoi Franklin Delano Roosevelt. Gdyby prasa doniosła o najmniejszych ustępstwach, gdyby zwęszyła choć smużkę przekrętu, naraziłaby na pośmiewisko cały rząd. Ten gangster, który twardą ręką rządził swoim królestwem, podróżował pancerną limuzyną osłaniany przez ochroniarzy, wylewał morze alkoholu, bez opamiętania szastał forsą, jest teraz niczym ryba wyrzucona na brzeg. Kiedyś podpisywał wyroki śmierci, dziś może jedynie wykreślać z listy współwięźniów, których nie lubi i którym odmawia przywileju czytania po nim gazet1. Rodzina może go odwiedzać tylko raz w miesiącu, a widzenie trwa zaledwie czterdzieści minut. Na szczęście wolno mu pisać i dostawać listy.

Do mojej drogiej Żony.

Dzień dobry, Ma, jak się miewasz i co porabia nasz najdroższy Sonny? […] A teraz, najdroższa, zapomnijmy o pracy i niemiłych wydarzeniach. Pozwól sobie powiedzieć, najmilsza, że kocham Cię i uwielbiam bardziej niż kiedykolwiek, a moje uczucie do Ciebie rośnie z dnia na dzień. Tak jak już Ci mówiłem, kiedy Twój „najdroższy tatuś” wreszcie wróci do domu, w Twoje cudowne ramiona, to będzie całkiem inny, nowy człowiek, bezgranicznie oddany tylko i wyłącznie Tobie. Proszę, uwierz mi, najmilsza, bo wkrótce przekonasz się o tym na własne oczy. […]

Twój kochający mąż2.

Dzięki listom Mae utrzymuje stały kontakt ze swoim mężem-gangsterem, który nigdy przedtem nie pisał do niej tak pięknie i z takim uczuciem. Niesamowite, jak zamknięcie, samotność i odległość odsłaniają w mężczyznach pokłady miłosnego liryzmu. Jakże trudno jednak – kiedy już otworzy się kopertę i przeczyta słowa skreślone ręką męża – pozostać przywódczynią klanu, którego ojciec chrzestny przebywa za kratkami. Trudno samotnie wychowywać syna, Sonny’ego. Trudno dokonywać osobistych wyborów, znosić ocenę pozostałych rodziców i sąsiadów, wszystkich tych, którzy patrzą na nią pogardliwie, utwierdzając się w ten sposób w pozycji wyższości moralnej.

Jednak ta śliczna, czterdziestoletnia Irlandka o wydatnych kościach policzkowych i brązowych oczach okolonych długimi rzęsami nie poddaje się ocenie. Wszystko – od postawy przez wzorowe zachowanie po szczery uśmiech – świadczy o niezmąconym spokoju ducha i sumienia.

Najdroższy Mężu,

Dochodzi wpół do czwartej. […] Sonny został w szkole, żeby pograć w piłkę. […] Niczego w życiu nie musimy się wstydzić, przeciwnie, jesteśmy dumni z naszego „tatusia”. Pragnę, żeby nasz syn śmiało szedł przez życie, mężnie stawiał czoło temu, z czym przyjdzie mu się zmierzyć, i pokazywał, kim jest, aby wszyscy musieli go zaakceptować. Z pewnością będzie musiał pokonać wiele przeszkód, ale nie wątpię, że poradzi sobie z nimi i wyjdzie z tych zmagań silniejszy. O, najdroższy, mogłabym bez końca pisać, co noszę w sercu, ale wiem, że i tak rozumiesz, co czuję. Wiesz, że pragnę, by wyrósł na człowieka, którego wszyscy będą darzyć szacunkiem. […] Ma prawo dostać w życiu szansę jak każdy. Dlatego nigdy go nie zniechęcam. Przeciwnie, staram się go zachęcać. Na razie nikt nie zwracał uwagi na jego sukcesy i nie sądzę, by to miało się zmienić. Poradzimy sobie. Cóż, najdroższy, mam nadzieję, że dobrze się czujesz. W końcu dla mnie na tym świecie liczą się tylko dwie osoby, o nie się troszczę i dla nich żyję: mój mąż i syn. Bóg z Tobą. Kocham Cię.

Ściskam i całuję. Zawsze Twoja3.

W więziennym korytarzu tajemnicza blondynka przyciąga spojrzenia. Na bramce podaje torebkę funkcjonariuszom, którzy skrupulatnie, z niepokojem przetrząsają jej zawartość. Następnie podchodzi do wykrywacza metalu i przedstawia się: „Capone”. Teraz można zawiadomić więźnia. Personel czeka w gotowości. Przyjechała pani Alphonse’owa Capone.

Tymczasem w celi trzydziestodziewięcioletni Al, który wygląda na pięćdziesięciolatka, tupie niecierpliwie. Od ostatniej wizyty stracił dużo kilogramów i jeszcze więcej włosów. Mae daremnie będzie szukać ciemnej czupryny, zostało jeszcze trochę tylko nad uszami. Na szczęście Al zachował swoje błękitne, roześmiane oczy i mięsiste wargi gotowe pochłonąć wszystko, co się im poda – z łakomstwa czy namiętności? Tego nie wiadomo. Kilka tygodni wcześniej, w sobotę 5 lutego 1938 roku, Al pisał do syna: „Nasza trójka będzie najszczęśliwsza pod słońcem… Przekaż Mamie milion całusów ode mnie”4. Podjąwszy decyzję, że wyjdzie z więzienia jako nowy człowiek, nawrócony i przemieniony przez miłość, dwa dni później wkłada niebieski, niedzielny uniform. W czasie porannego obchodu jeden ze strażników zbliża się do celi, by upomnieć więźnia za tę niesubordynację. Al nie odpowiada. Leży na podłodze. Wstrząsają nim drgawki, bełkocze coś niezrozumiale. Personel błyskawicznie wycisza sprawę. Prasa i tak już wspomina, że Capone traci rozum, bredzi od rzeczy, rzuca się z furią na strażników, opluwa współwięźniów i przeklina po włosku5.

Mae, która na co dzień mieszka w Miami Beach na Florydzie, w ich willi przy Palm Island 93, dowiaduje się o ataku męża razem z całą Ameryką. Natychmiast, jeszcze tego samego dnia, wysyła telegram do Jamesa A. Johnstona, naczelnika nowego, eksperymentalnego więzienia federalnego, gdzie Alowi przypadł w udziale wątpliwy zaszczyt bycia jednym z pierwszych króliczków doświadczalnych: „Szanowny Panie, w związku z krążącymi po kraju pogłoskami chciałabym przyjechać do San Francisco, by znaleźć się jak najbliżej męża, w razie gdyby coś mu się stało i potrzebował mojej obecności. Nie chciałabym jednak podróżować nadaremnie i na miejscu dowiedzieć się, że został przeniesiony. […] Pani Alphonse’owa Capone”6. Kłamać, żeby poznać prawdę i dowiedzieć się, co właściwie dzieje się z mężem. Może nie do końca zgodnie z przepisami, ale Mae zdaje sobie sprawę, że żaden więzień nie budzi takiego zainteresowania państwa i mediów jak Al.

W oczach opinii publicznej nic tak nie psuje wizerunku rządu jak niespokojna żona ze szlochem skarżąca się dziennikarzom. Naczelnik już kilka minut później wysyła uspokajający telegram. Trzeba zatrzymać falę: to, co dzieje się w Alcatraz, nie może wydostać się poza jego mury. Johnston zrobi wszystko, żeby bodaj najbardziej wścibska żona w kraju nie dorwała się do męża. To samo naturalnie dotyczy ludzi Ala, którzy nie omieszkaliby pomścić szefa, gdyby ten zmarł, przebywając w tym zacnym przybytku.

Lekarze informują, że Pani mąż jest spokojny, komunikuje się z nimi i współpracuje. Zdaje sobie sprawę ze swojego stanu. Rozumie, że dla własnego dobra musi słuchać poleceń lekarzy, a także trzymać się na uboczu, by uciszyć plotki. Równocześnie jednak lekarze nie potrafią określić, jakie zmiany zaszły w organizmie ani przewidzieć dalszego przebiegu choroby. W obecnej sytuacji zalecałbym, by czekała Pani na informacje i pozostawała w kontakcie z waszyngtońskim biurem sprawiedliwości7.

Pan naczelnik zdecydowanie zbyt długo miał do czynienia z mężczyznami i zatracił wszelką znajomość kobiecej natury! Najwyraźniej nie docenił Mae ani jej uporu, któremu dorównywała jedynie jej dyskrecja. Skoro Al jej potrzebuje, nic jej nie powstrzyma. Błyskawicznie występuje w Waszyngtonie o zgodę na widzenie i pociągiem przemierza kontynent ze wschodu na zachód, by wreszcie 28 lutego 1938 roku zobaczyć kochane niebieskie oczy. Podkrążone, ale wciąż pełne życia.

Minuty płyną jak sekundy. Parę chwil skradzionych pod okiem strażników więziennych to za mało na prawdziwą bliskość. Nie wiadomo, jakie słowa padają między małżonkami. Syrena promu ogłasza koniec widzenia. Mae musi jechać. I po raz kolejny nie może obiecać, że niedługo go odwiedzi.

W drodze powrotnej znowu będzie musiała stawić czoło dziennikarzom, wścibskiemu tłumowi, agentom rządowym, miastu, światu. Zachowa godność, będzie milczeć, jakby wyrwano jej język. Nikt nie może się dowiedzieć, w jakim stanie jest jej mąż. Al musi pozostać w pamięci jako niezłomny Capone.

Mae wraca na stały ląd. Godzinę później eskortowana przez policjanta na motocyklu taksówka przebija się przez tłum dziennikarzy, którzy ustawili się na czatach, i – jadąc pod prąd – ucieka aż do zacisznego San José na drugim końcu zatoki. Dopiero tam Mae, przekonana, że w końcu zgubiła natrętów, pozwala szoferowi zatrzymać się i zatankować8. Dziennikarze doganiają ją i otaczają bezbronną ofiarę. Pozbawiona ochroniarzy nie może nic zrobić. Obiektywy wścibskich reporterów sycą się jej spojrzeniem, lękiem, westchnieniem. Kobieta znów chowa się w futrze. Widać tylko jedno oko. Osaczone, podkrążone, puste, jakże podobne do oczu Ala, w które patrzyła kilka godzin wcześniej9. W końcu podnosi kołnierz wysoko, okrywa się nim jak kapturem i znika skulona w środku.

– Jeśli podam komunikat, zostawicie mnie w spokoju? – pyta w końcu wymęczona.

Naturalnie dziennikarze zgadzają się na warunki pani Capone. Niecierpliwie czekają na słowa kobiety, która zwykle ukrywa się za tarczą milczenia. Wstrzymują dech.

– Al czuje się dobrze – obwieszcza w końcu. – Nie stracił rozumu i za rok, jak liczymy, wyjdzie na wolność za dobre sprawowanie10 – rzuca, zakręcając przyciemnianą szybę.

Jak ma im powiedzieć, co dolega jej mężowi, skoro sama jeszcze nie wie i musi cierpliwie czekać na wyniki całej baterii badań, które zlecili mu lekarze. Już teraz jednak lekarze zasypali ją fachowymi określeniami – zapamiętała z nich takie jak atak, paraliż, psychoza – które mogą budzić jedynie paniczny lęk.

Zadowoleni, syci dziennikarze pozwalają jej odjechać w spokoju. Al Capone wciąż żyje. Czy jednak pozostał głową chicagowskiego Outfitu, najpotężniejszej organizacji przestępczej w mieście, która od czasów prohibicji przejęła władzę nad nielegalnym handlem alkoholem i domami publicznymi? Mae Capone, najbardziej tajemnicza i najdyskretniejsza kobieta ojca chrzestnego, niczego więcej już nie zdradzi. Jej samochód zniknął w oddali. Ona sama jest dziedziczką historii, która zaczęła się trzydzieści lat wcześniej, kiedy na progu XX wieku kobiety postanowiły przejąć władzę w półświatku. Za zgodą mężczyzn lub wbrew ich woli, kierowane miłością lub żądzą władzy, gotowe były na wszystko: kłamstwo, zabójstwo, zmianę tożsamości albo gorzej… koloru włosów!

My, siostrzyczki spod znaku burdelu

Chicago, 1 lutego 1900 roku

Na początku XX wieku Chicago, miasto postawione na moczarach, błyskawicznie się rozrasta. W ciągu trzydziestu lat liczba mieszkańców skacze z dwustu dziewięćdziesięciu dziewięciu tysięcy do miliona siedmiuset tysięcy. Co dzień z pociągów wysypują się tysiące przybyszów. Ściągają z całego kraju, ale najwięcej jest emigrantów z Europy, robotników, którzy chcą wykorzystać okres prosperity. Chicago zaś rozwija się najprężniej w Ameryce.

Zima trwa w najlepsze. Nad miastem hula lodowaty wiatr, unieruchamiając pojazdy, bo zaprzężone do nich konie nie mogą się ruszyć. W Levee, dzielnicy czerwonych latarń, gdzie ruch trwa przez całą dobę, a na ulicach nieustannie słychać stukot damskich obcasów i przyśpiewki pijanych mężczyzn wytaczających się z szynków albo wyplątujących się z ramion prostytutek, wieczór zapowiada się obiecująco.

Przy South Dearborn Street, w domu pod numerem 2131 stroją się dwie siostry. Starsza, Minna, ma na sobie jedwabną suknię z dużą krynoliną i kołnierzykiem z szykownej koronki. Na szyję zakłada tasiemkę z brylantami, do sukni zaś przypina wysadzane brylantami broszki w kształcie motyla. Nic tak nie zdobi jak karaty, nieprawdaż? Minna przepada za tymi delikatnymi istotami o unerwionych skrzydłach. Tak subtelne i efemeryczne, a zarazem tak niezmordowane. Przypięła sobie tyle broszek, że lśni niczym kryształowy żyrandol. Rude włosy ściągnięte w duży kok podkreślają stalowoniebieskie oczy. Minna wygląda jak hrabina szykująca się na bal, a równocześnie ma w sobie coś z nauczycielki, która właśnie zamierza przeczytać uczniom pierwsze zdanie dyktanda.

Minna przepada za podręcznikami psychologii i sztuką. Za zmarnowany uważa dzień, kiedy czegoś się nie nauczyła. To ona dyryguje młodszą siostrą, Adą. Ta – ze swoim dyskretnym urokiem, zaokrągloną buzią i ciemnymi oczami – w pierwszym momencie nie budzi w mężczyznach szczególnej ekscytacji, ale później na długo zostaje w ich pamięci11.

Siostry natychmiast wyłożyły na stół pięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów, których właściciel zażądał za nieruchomość. Nie wahały się ani chwilę, bo miały wizję, jak przerobić ten budynek. Teraz, po wielomiesięcznym remoncie i pracach wykończeniowych, luksusowy klub Everleigh wreszcie otworzy masywne podwoje, za którymi kryje się obietnica rozkoszy i dyskrecji. W korytarzu na parterze pod ścianami stoją masywne, inkrustowane mahoniowe ławki. Wzór stanowi wierne odbicie secesyjnych motywów rzeźbionych na ciemnym, drewnianym suficie. Marmurowe rzeźby greckich bogiń łaskotane przez liście palm bawią się w chowanego z brokatowymi portierami.

Szczęśliwcy, którzy przekroczyli próg tego przybytku, są prowadzeni do imponującej klatki schodowej. Z niej zaś wchodzi się już prosto do salonu muzycznego, gdzie pianista pieści pokryte płatkami złota klawisze złoconego fortepianu. Ci, którzy nie potrzebują muzyki do złagodzenia obyczajów, mają do dyspozycji bibliotekę i galerię sztuki, gdzie liczne portrety na modłę europejską z pewnością zyskają aprobatą znawców. Na najbardziej nieśmiałych, których apetyt trzeba rozpalić silniejszymi bodźcami, czeka szklana galeria z lustrami na suficie.

Dopiero na drugim piętrze znajdują się dyskretne, dźwiękoszczelne alkowy – czyli to, co naprawdę przyciąga tu gości. Każda jest wyposażona w złotą spluwaczkę i perfumowane fontanny; każda też skrywa tysiące niespodzianek dla tych, których stać, by się tu zapuścić. W klubie Everleigh bowiem – bardziej niż w innych tego rodzaju przybytkach – trzeba mieć gotówkę na miarę swoich pożądań i fantazji. Samo wejście to wydatek rzędu 50 dolarów. Dla porównania można dodać, że nocleg w hotelu kosztuje 1,5 dolara, a średnia roczna pensja wynosi 449,5 dolara12! Pozbywszy się tej sumy, gość może zażądać pokoju błękitnego ozdobionego poduszkami z niebieskiej skóry bądź złotego, gdzie wszystkie meble są złocone, lub pokoju chińskiego, egipskiego, japońskiego albo tureckiego. Jeden budynek, trzy poziomy, a można odbyć podróż dokoła świata.

Ada i Minna czuwają także nad zaspokojeniem innych apetytów. Goście mogą zamówić posiłek w jadalni. Na wzmocnienie sił przed igraszkami szef kuchni przyrządza przekąski z perliczek, bażanta, kapłona i gołębia, a potem – dla regeneracji po wyczerpujących figlach – późną kolację, na którą serwuje ostrygi, kraba, homara i kawior. Wszystkie potrawy są podawane na złoconej porcelanie wraz z lnianymi serwetkami, napoje zaś w kryształowych kieliszkach13. Piwo w ogóle nie figuruje w menu. Pije się wyłącznie wino bądź szampana. Siostry potrafią dopilnować, by żaden klient nie opuścił lokalu, dopóki nie zaspokoi wszystkich swoich pragnień. Dwie ślicznotki z Południa, które dopiero co wprowadziły się do wietrznego miasta, błyskawicznie wchodzą w rolę królowych dzielnicy.

Za drzwiami wejściowymi trzydzieści „motylków” stroi się w oczekiwaniu na sygnał14. Kandydatek było wiele, ale zostały tylko najlepsze. Panny Everleigh starannie oddzieliły ziarno od plew. Ada ma ściśle określone wymagania:

– Dziewczyna musi mieć ładną twarz, zgrabną figurę, cieszyć się nienagannym zdrowiem i rozumieć, co znaczy zachowywać się jak dama.

Minna dorzuca swoje instrukcje.

– Bądźcie uprzejme, cierpliwe i nie zapominajcie, po co tu jesteście. Mężczyzna zachowuje się jak dżentelmen, dopiero gdy jest odpowiednio traktowany. Każda dziewczyna zostanie przedstawiona wszystkim gościom zgodnie z regułami sztuki. Cokolwiek by się działo w pokojach, nie ma miejsca na łzy. Bądźcie cierpliwe, o to jedno was proszę. Pamiętajcie też, że w klubie Everleigh nikt nie będzie tracił czasu na brutali, podchmielonych komiwojażerów ani mężczyzn bez książeczki czekowej. – I ostatnia rada przed oficjalnym otwarciem. – Wasza młodość i uroda to wasz cały kapitał. Tylko to macie. Dbajcie o nie. Bądźcie bez zarzutu, pod każdym względem. Wierzcie nam, znamy mężczyzn lepiej niż wy. Nie naciskajcie na nich, nie okradajcie ich. My dostarczamy klientów, wy zapewniacie im zabawę, jakiej nigdy jeszcze nie doświadczyli. Dawajcie szczodrze, ale zarazem subtelnie, z nutką tajemniczości. Chcę, żebyście były dumne, że należycie do klubu Everleigh. To wszystko. A teraz idźcie się wyszykować, byście wyglądały zjawiskowo.

Zaczynają przygrywać dwa kwartety, na stoły wjeżdża wino, strzelają korki od szampana, pojawiają się pierwsi goście. „Nie było jeszcze przybytku rozkoszy urządzonego z takim przepychem, tak znakomicie się prezentującego, a do tego objętego patronatem krezusów o niezbyt surowej moralności”, ekscytowali się dziennikarze zaproszeni na otwarcie15. Kilka darmowych wejściówek dla dziennikarzy to dobra inwestycja. Można za to kupić życzliwą opinię w prasie.

Kobiety wciąż jeszcze nie wywalczyły sobie praw wyborczych. Sam fakt, że nosisz spódnicę, właściwie przekreśla szansę otwarcia i rozkręcenia zyskownego interesu. Dlatego większość kobiet poddaje się i po prostu szuka zamożnego męża. Co śmielsze, niedające się skazać na małżeński czyściec, mogą handlować wdziękami, którymi obdarzyła je natura, i liczyć, że odłożą dość pieniędzy, żeby awansować na Madam – czyli po prostu burdelmamę.

Wieczór kończy się sukcesem. Jeden z dziennikarzy zachwyca się: „Minna i Ada Everleigh są dla zmysłów tym, czym Chrystus był dla chrześcijaństwa”16. Nowy przybytek rozkoszy nie może narzekać na brak apostołów.

Ada i Minna Lester urodziły się w 1876 i 1878 roku w rodzinie adwokata z Kentucky. Tuż po dwudziestych urodzinach siostry wyszły za mąż za parę braci, którzy szybko wyleczyli je z naiwnych, dziewczęcych złudzeń. Bite i poniżane błyskawicznie zmądrzały, odkrywając prawdziwą naturę człowieka. Siostry nie miały w swoim słowniku czasownika „poddać się”. Nie zamierzały ani chwili dłużej zostać pod dachem mężów-brutali. Wspólnie ułożyły plan i uciekły do Omahy w Nebrasce. Z chwilą gdy opuściły granice rodzinnego stanu, nawet gdyby je zatrzymano, wymiar sprawiedliwości nie mógł ich zmusić do powrotu do mężów.

Siostry nie mają ani wykształcenia, ani zawodu, ani pieniędzy. Ich przyszłość nie maluje się w jasnych barwach. Zawsze jednak może wydarzyć się cud. Z broszury dowiadują się, że w mieście zatrzyma się wystawa objazdowa przedstawiająca kultury świata. Taka wystawa światowa w pigułce. Jeden punkt przykuwa ich uwagę: „ulice Kairu”. Można przejechać się na wielbłądzie, ostrzyc sobie włosy na egipską modłę, uczestniczyć w pojedynku na miecze lub podziwiać tancerki oferujące barwne i urozmaicone widowisko. Wizja ta niewiele miała wspólnego z Egiptem. Stanowiła raczej realizację sennych marzeń erotomana. Reklamy prasowe rozpalały apetyty klientów, obiecując „tancerki z najbardziej wyzywającymi tyłkami”. W czasach gdy suknie dam odsłaniały najwyżej smukłą kostkę, taka obietnica stanowiła gwarancję sukcesu. Przeciskając się przez rozgorączkowany tłum, który napierał, by zobaczyć wirujące pępki, Ada i Minna dostrzegły szansę dla siebie. Na obrzeżach jarmarcznego Kairu uruchomiły mały, rodzinny burdelik. Widzowie rozpaleni tym spektaklem z pewnością nabiorą ochoty na lokalne przysmaki.

Pod koniec roku wystawa opuszcza Omahę, ale siostry zarobiły już dość, by rozkręcić prawdziwy interes i rozwinąć skrzydła. Zdają sobie jednak sprawę, że sukces zawdzięczają wystawie. Nieduże miasteczko nie zapewni wystarczających obrotów. A one nie będą się puszczały za grosze. Albo zbiją majątek i będą wykorzystywać mężczyzn, czołgających się u ich stóp, albo niczego nie osiągną. Muszą poszukać metropolii. Miasta, które dynamicznie się rozwija. Chicago wyciąga ku nim ramiona. A zwłaszcza dzielnica Levee, gdzie bary i burdele wyrastają niczym grzyby po deszczu, sprowadzając z drogi cnoty notabli i pobożnisiów. Zatem postanowione! Rozkręcą interes w Chicago i zapomną o przeszłości.

Scenografia „ulic Kairu”, bardziej przypominająca pałac faraona, uświadomiła im, że prawda nie jest atrakcyjna. To iluzja nadaje życiu kolorów, a egzotyka nieodpartego czaru kobietom. Aby odnieść sukces, najpierw same muszą stworzyć się na nowo. W rzeczywistości bowiem wcale nie nazywają się Lester i nigdy nie były mężatkami.

Ada i Minna są starsze, niż twierdzą – kokieteria każe im odjąć sobie po dziesięć lat – i naprawdę nazywają się Simms. Urodziły się w Wirginii, miały jeszcze dwie siostry i trzech braci. Matka i dziewczynki umarły bardzo wcześnie. Ich śmierć tak przytłoczyła ojca, że pogrążony w żałobie przestał płacić podatki, przez co stracił rodzinną plantację17. Ada i Minna nie zamierzają jednak oglądać się wstecz. Siostry Lester zmieniają nazwisko na Everleigh – na pamiątkę babci, która listy do nich podpisywała formułką „Everly yours” (na zawsze Wasza). Dziś, w dniu otwarcia swojego przybytku rozkoszy, wreszcie stały się królowymi iluzji.

W klubie Ada pilnuje finansów, a Minna zajmuje się klientami. Na dźwięk dzwonka u drzwi podchodzi, stawiając pewnie krok za krokiem, po czym gościa wkraczającego do jej królestwa wita zdawkowym:

– Co słychać, chłopcze?

Klub Everleigh szybko staje się ulubionym lokalem polityków, modnych poetów, bankierów, potentatów i rozpustnej arystokracji. Jednym słowem: dzianej klienteli. Innej nie byłoby stać na wizyty w przybytku tych bajzelmam, gdzie tylko oddychanie nic nie kosztuje. Za to jest w czym wybierać. Różnorodna, wysmakowana, luksusowa oferta przyprawia o zawrót głowy. Koszty utrzymania zresztą też. Do zwykłych wydatków dochodzą bowiem łapówki dla włodarzy miasta, chociażby rajcy Johna Coughlina znanego też jako John Łaźnia Publiczna, ponieważ zaczynał jako masażysta w rzeczonej łaźni. Doroczna sowita darowizna w wysokości dwudziestu tysięcy dolarów18 wystarcza jednak, by ten szacowny polityk, zatroskany o moralność swojej dzielnicy, przymykał oczy na nielegalną działalność klubu i zapewniał jego ochronę.

A wrogów mają licznych i bardzo wpływowych. Moraliści i duchowieństwo widzą w siostrach Everleigh wcielenie zła; obciążają je odpowiedzialnością za bezeceństwa toczące Amerykę i demoralizujące jej młodzież. Niektórzy próbują siłą wedrzeć się do klubu, by naocznie wykazać stróżom prawa, do jakiej deprawacji tu dochodzi; jak wygląda owa współczesna Sodoma i Gomora. Minna przyjmuje ich bez oporów: jej „motylki” otrzymują uczciwe wynagrodzenie, a każda z dziewcząt jest panią swego losu. Pewien głosiciel dobrej nowiny pada na klęczki przed satynową spódnicą jednej z dziewcząt i zaklina na Wszechmocnego, by porzuciła występek, co wywołuje wesołość jej koleżanek, których suknie trzepoczą niczym motyle skrzydła. Minna wkracza do akcji. Wie, że lepiej nie obrażać tych, którzy mogliby jej zaszkodzić.

– Dziewczęta bywają wulgarne – tłumaczy swoje podopieczne – ale nie są hipokrytkami. Wiedzą, jakie życie prowadzą.

Używa słowa „hipokryzja” z pełną świadomością. Przecież doskonale wie, że owi stróże cnoty za dnia świecą przykładem świętości, a nocą tłumnie odwiedzają jej przybytek rozpusty!

Minna robi dobrą minę do złej gry. Nawet w jej nienagannie prowadzonym lokalu zdarzają się niechlubne wyjątki. Jeden z motylków o imieniu Myrthle – dziewczyna z Iowa, powabna, smukła kokietka o niebieskich oczach, płomiennie rudych włosach i z odrobiną różu na policzkach – wie, jak wykorzystać siłę swego powabu. Jeśli kiedyś odejdzie z klubu, to tylko i wyłącznie dla milionera.

Myrthle ma słabość do broni palnej. W swoim pokoju zebrała małą kolekcję i chętnie pokazuje ją wybrańcom, którzy doznali zaszczytu wejścia z nią na piętro.

– Chyba najszczęśliwsza byłabym, gdybym znalazła rewolwer wysadzany brylantami – wzdycha pewnego dnia w obecności poczciwego głupka, który natychmiast postanawia spełnić jej marzenie w nadziei, że tak zdobędzie jej serce, a w konsekwencji posiądzie na własność jej ciało.

Niestety, gadatliwy Kopciuszek zwierzył się z tego pragnienia również innemu stałemu klientowi. Pewnego wieczoru obaj mężczyźni spotykają się twarzą w twarz w złotym pokoju, trzymając się na muszce.

– Walczcie o mnie – zachęca Myrthle. – Uwielbiam to!

Zaniepokojona hałasami Minna postanawia wkroczyć do akcji. Kilkoma susami pokonuje schody i rzuca się… na lampy, pogrążając w mroku całe pomieszczenie. Mężczyźni nieruchomieją.

– Panowie, jesteście w najbardziej znanym burdelu w kraju – perswaduje bajzelmama. – Naprawdę chcecie, żeby rodzina i znajomi jutro rano zobaczyli wasze nazwiska na pierwszych stronach gazet?

Kiedy znów zabłysło światło, rozpalone głowy zdążyły ochłonąć.

Tego wieczoru udało się zapobiec katastrofie, ale o klubie robi się coraz głośniej. Staje się bodaj najsłynniejszym lokalem w Stanach. Do tego stopnia, że kiedy do Nowego Jorku przyjeżdża z oficjalną wizytą brat cesarza niemieckiego Wilhelma II, żąda wycieczki do Chicago, by na własne oczy zobaczyć ten przybytek wyrafinowania i rozkoszy, czym naturalnie budzi panikę wśród służb odpowiedzialnych za gładki przebieg podróży. Zastaw się, a postaw się! Na początku marca 1902 roku siostry organizują dla księcia istne bachanalia. Orkiestra gra Nad pięknym modrym Dunajem, a motylki wykonują taniec ku czci Dionizosa, greckiego boga rozkoszy. Pijane muzyką dziewczęta wskakują na suto zastawiony stół i wirują między półmiskami. Wtem jednej pantofel zsuwa się tak niefortunnie, że ląduje… wśród kieliszków z szampanem! Jeden ze służących księcia korzysta z okazji, by wskrzesić stary zwyczaj i ratuje cenny trunek, jednym haustem opróżniając bucik19. Ten pokaz dekadencji i galanterii budzi podziw zarówno westalek-nowicjuszek, jak i właścicielek klubu.

Któregoś wieczoru, po upojnych godzinach spędzonych w towarzystwie jednego z motylków, pewien mężczyzna nie może oprzeć się pokusie i pokazuje swej ukochanej torby wypchane świeżo ukradzionymi pieniędzmi. Dziewczyna, która nigdy jeszcze nie widziała tylu banknotów naraz, wybucha serdecznym śmiechem. Wyczulone ucho Minny natychmiast rejestruje ten nietypowy odgłos. Bajzelmama od razu wkracza do akcji i bierze dziewczynę na stronę.

– Nie obsługujemy tego rodzaju jegomościów. Jest zdenerwowany i podejrzany. Wymyśl coś i pozbądź się go pod byle pozorem. Daję ci dziesięć minut.

Minna obawia się pułapki zastawionej przez zazdrosną konkurencję albo przez polityków szukających dowodów na zepsucie moralne. Jedni i drudzy marzą, by doprowadzić do zamknięcia jej klubu. Sprawdziwszy zawartość wszystkich worków, złodziej opuszcza lokal. Kilka dni później jego ciało z głową roztrzaskaną młotem zostaje znalezione w pobliskiej uliczce. Pytana przez policję o tożsamość zabójcy Minna stosuje unik:

– Wśród naszych stałych klientów nie ma żadnego sprzedawcy narzędzi.

Po raz kolejny nowe królowe Chicago przeciskają się przez sieć.

Jednak w lutym 1910 roku angielski apostoł Rodney „Gipsy” Smith – „posłaniec Boży z cygańskiego namiotu”20 – postanawia przejść do ofensywy. Dla tego żarliwego wyznawcy istnieje tylko jedna prawdziwa cnota i cel w życiu: w duchu miłości chrześcijańskiej robić wszystko dla dobra bliźniego.

– Nasz stary świat umiera z braku miłości. Więcej ludzi umiera, rozpaczliwie pragnąc choć odrobiny miłości niż od jej nadmiaru. Nie duście jej w sobie, pozwólcie jej się objawić.

Niestety, motylki panien Everleigh nie sieją cnoty, lecz grzech. Smith skrzykuje tysiąc dwustu chrześcijan mieszkających w dzielnicy. Gromadzą się przed drzwiami klubu Everleigh, a kaznodzieja rozpala tłum, domagając się, żeby siostry przestały siać zepsucie, które rozpanoszyło się w ich przybytku.

Minna po raz kolejny reaguje ciętą ripostą.

– Dziękujemy za waszą troskę, ale jestem zawiedziona, że tylu młodych, przystojnych mężczyzn odwiedza nas pierwszy raz21!

Słowa giną jednak w krzykach wiernych, skandujących za Smithem.

Presja opinii publicznej okazuje się tak silna, że klub Everleigh – przynoszący niewiarygodny dochód dwóch milionów dolarów rocznie – musi wynieść się z Chicago. Podobnie jak sześćset pozostałych burdeli. Władze usilnie starają się dowieść, że odzyskały kontrolę nad miastem. Jak zwykle pierwszą ofiarą zaostrzenia polityki padają hotele na godziny oraz domy publiczne. Trzeba czytelnego gestu, który uspokoi niezadowolonych konserwatystów. Burmistrz Chicago wydaje rozkaz zamknięcia klubu Everleigh, w ten sposób wysyłając klarowny sygnał: w mieście nie będzie już pobłażania dla przestępczości22.

Chicago, klub Everleigh, 24 października 1911 roku

Tego wieczoru orkiestra gra głośniej niż zwykle. To ostatnia noc, jutro drzwi klubu zatrzasną się na zawsze. Pary, jedna za drugą, wchodzą na piętro i z niego wracają. Alkohol leje się strumieniami, panuje atmosfera gorączkowego podniecenia, puszczają wszelkie hamulce.

– Pozwalaj im na wszystko – szepcze Ada do siostry. – Więcej wina dla dziennikarzy! – rozkazuje.

Spić przedstawicieli prasy – oto idealny sposób, by zdobyć nowych dłużników i chronić maluczkich. Minna przystroiła się w najpiękniejsze klejnoty. Lśni cała od stóp do głów, wyjmuje złotą papierośnicę. Wspina się na krzesło. Chwila jest uroczysta. A jej przemowa… Brzmi mniej więcej tak:

– Moi drodzy, dobrze się tu bawiliśmy, prawda? Zamknę ten sklepik i wyjdę z niego z uśmiechem na twarzy.

O pierwszej w nocy policja wydaje rozkaz natychmiastowego opuszczenia lokalu. Drzwi klubu Everleigh zostają zamknięte na kłódkę.

Z najgłębszych nizin wielkich miast często rodzą się fortuny. Ten, kto potrafi grać na najniższych instynktach, może zbić majątek – osiem milionów dolarów w ciągu dziesięciu lat. Cesarzowe zła, bogatsze niż swoi najlepsi klienci, udają się na Wschodnie Wybrzeże z walizami wypchanymi gotówką. Docierają do Nowego Jorku, gdzie – po raz kolejny – zaczną od nowa. Z nową tożsamością, bez mężów, bez gorsetu norm moralnych. Tron rozwiązłości opuszczony przez bliźniaczki został pusty. Nie na długo.

Buda za milion dolarów

Nowy Jork, wrzesień 1916 roku

Alice Williams wchodzi do renomowanego hotelu Ansonia przy Broadway Avenue 2109 w eleganckiej dzielnicy Upper West Side. Największy pałac w mieście zaprojektował Francuz Paul E. Dubois zainspirowany architekturą Haussmanna, autora wielkiej przebudowy Paryża. Szykowny, nowoczesny budynek przyciąga nazwiska, takie jak Igor Strawiński, Enrico Caruso czy Arturo Toscanini. Na dachu założono małe gospodarstwo zaopatrujące lokatorów w warzywa i świeże produkty. W zagrodzie biega pięćset kurcząt, kaczek i kóz. Znalazło się nawet miejsce dla oswojonego niedźwiedzia.

Młoda kobieta jest pod wrażeniem otaczającego ją luksusu. Długim korytarzem idzie za towarzyszem prowadzącym ją do swojego pokoju. To Edward West, wdowiec, na co dzień mieszkający w Hyde Parku, bogatej dzielnicy Chicago. Milioner, który zbił majątek na imporcie herbaty i kawy23.

Poznali się kilka dni wcześniej w chicagowskim hotelu Blackstone, gdzie Alice od pierwszej chwili rozpoznała w nim bogacza i odegrała rólkę nieśmiałej dwudziestodziewięciolatki, która dopiero co opuściła klasztor i pragnęła wreszcie odkryć smak prawdziwego życia. Zamożny biznesmen, który z kolei dostrzegł okazję, by pocieszyć się po stracie żony, nie wahał się ani chwili, kiedy poprosiła, żeby na pierwsze sam na sam zabrał ją do Nowego Jorku. Tam, gdzie nikt ich nie znał, będą mogli oddawać się rozkoszy bez obawy, że ucierpi na tym ich reputacja.

Za zamkniętymi drzwiami apartamentu Alice okazuje się całkiem chętna. Nie widać u niej skrupułów ani bojaźni. Wieczór zapowiada się obiecująco. Czwórka mężczyzn postanawia wprosić się na imprezę. Wdzierają się na korytarz, zatrzymują przed drzwiami i bacznie nasłuchują odgłosów dobiegających ze środka, by wybrać odpowiednią chwilę. Nie muszą czekać długo.

– Otwierać w imieniu prawa24! – Dobijają się do drzwi.

W środku zapada cisza. Edward West śmiało otwiera. Za nim kuli się drżąca, młoda dziewczyna. Mężczyźni mają na marynarkach odznaki. Przedstawiają się jako agenci federalni, po czym wkraczają do apartamentu i rozpoczynają rewizję.

Nie potrzebują właściwie żadnych materialnych dowodów. Sama ich obecność wystarcza, by oskarżyć kochanków o złamanie ustawy Manna. Od 1910 roku prawo zakazuje przekraczania granicy i podróżowania do innego stanu z „każdą kobietą oraz dziewczyną w celu oddawania się prostytucji, rozpuście i wszelkim niemoralnym czynnościom”25. Czyn taki zostaje uznany za „handel białymi kobietami”. Funkcjonariusze mają nakaz aresztowania.

– O wszystkim wiemy, panie West. Przywiózł pan dziewczynę z Chicago. Innymi słowy, przekroczył pan granicę stanu. W świetle prawa to przestępstwo federalne.

Następnie proszą, by milioner się ubrał i udał z nimi. Nieszczęsny wdowiec tonie we łzach! Rozdygotana Alice zaklina agentów, błaga o litość. Jest panną. Jeśli zostanie aresztowana w hotelu w obecności mężczyzny, rodzice ją wydziedziczą. Będzie zgubiona! Pozbawiona czci, publicznie okryta hańbą! Nigdy już nie znajdzie męża.

Stróżom prawa miękną serca, gdy patrzą na zasmuconą buźkę uroczej brunetki. Zaczynają rozmowę z przedsiębiorcą, który błyskawicznie obiera bardziej pragmatyczny kurs. W końcu pada kwota, za jaką funkcjonariusze zgodzą się podrzeć nakaz i zapomnieć o sprawie: piętnaście tysięcy dolarów. Milioner od tego nie zbiednieje, a dwie osoby ocalą reputację. Kwartet bierze pieniądze i wychodzi, zostawiając parę gołąbków własnemu losowi. Niech do woli gwałcą ustawę Manna.

Niestety, Edward West jako człowiek na wskroś uczciwy wstydzi się, że przekupił agentów federalnych. Zaraz po powrocie do Chicago udaje się do biura głównego inspektora, Williama C. Dannenberga, i do wszystkiego się przyznaje. Policjant szuka śladu incydentu. Na próżno. Dziwi go również zachowanie wyżej wzmiankowanych agentów. Ręczy za swoich ludzi. Żaden funkcjonariusz nie szukałby korzyści materialnej w tak nieprzyjemnej sytuacji. Nasuwa się jedno wytłumaczenie: Edward West został wrobiony przez młodą kobietę.

Bowiem płochliwa Alice naprawdę nazywa się Helen Julia „Buda” Godman. Inspektor Dannenberg słyszał o niej wcześniej. Dziewczyna stanowi „przynętę za milion dolarów” i należy do gangu szantażystów26. Buda urodziła się w Chicago 4 grudnia 1888 roku. Jej ojciec, telegrafista, zakochany w wyścigach konnych i zakładach, patrzy na swoją córkę obdarzoną urodą i temperamentem jak na chimeryczną, piękną klacz arabską. Rodzina pokłada w niej olbrzymie nadzieje. Wysyła więc Budę do katolickiej szkoły St. Joseph’s Academy w Adrian w stanie Michigan. Dziewczyna nudzi się tam śmiertelnie i 4 listopada 1907 roku, mając lat dziewiętnaście, wychodzi za mąż za słynnego tenora Tella Taylora, występującego w chicagowskich wodewilach. Jego największy przebój stanowi Down by the Old Mill Stream. Partytura tej piosenki rozeszła się w zawrotnym nakładzie czterech milionów egzemplarzy27!

Buda poznała Tella dwa lata wcześniej, kiedy przyjechał na występ do jej szkoły. Zauroczona jego występem, prezencją i charyzmatycznym urokiem nie potrafi o nim zapomnieć. Jak jednak odnaleźć swojego ukochanego, skoro jest uwięziona w klasztorze? Po zakończeniu roku szkolnego udaje się więc do Chicago i rozpoznaje go na scenie. Pospiesznie drżącą ręką kreśli jedno słówko na kartce wyciągniętej z torebki i wysyła artyście. Okazuje się, że on też nie zapomniał uroczej panny28. Dziewczyna nie zamierza ryzykować. Nie pozwoli mu się rozmyślić. Para błyskawicznie się pobiera.

Niestety niecałe trzy lata później, w 1910 roku, gwiazda musicali żąda rozwodu. Powód podany przez Taylora świadczy, że dość szybko klapki spadły mu z oczu.

– Poślubiłem Budę, kiedy oboje byliśmy odurzeni. Dopiero później dostrzegłem, że jest całkowicie niezdolna do lojalności wobec nikogo.

Poznawszy środowisko męża, Buda odkryła w sobie słabość do musicali, a przede wszystkim do artystów wodewilowych, co nie podobało się jej mężowi, który często wyruszał w trasę.

Młoda kobieta nie nosi długo urazy do byłego męża. Szybko poznaje artystę innego rodzaju, niejakiego Jamesa Christiana. Na mężczyznę polują agenci federalni od Zachodniego po Wschodnie Wybrzeże. Jest oskarżony o kierowanie gangiem szantażystów wymuszających pieniądze od bogatych przedsiębiorców. Grupa trafia na pierwsze strony gazet, kiedy w 1916 roku zdobywa w ten sposób milion dolarów29. Sprytny przestępca wpada na pomysł, jak zmienić ustawę Manna w zabójczo skuteczne narzędzie zbrodni. Jego gang – bez przemocy ani nienawiści – oskubuje krezusów, wykorzystując ich słabość do urodziwych młodych kobiet oraz lęk przed społecznym potępieniem. W tym celu potrzebuje przynęty najwyższej jakości: atrakcyjnej, inteligentnej, która będzie umiejętnie wcielać się w rolę i improwizować – taktownie, a zarazem zręcznie. Buda, która szkole przyklasztornej zawdzięcza nienaganne maniery i takąż dykcję, ma również rzadki talent: potrafi oczarować i zaintrygować najbardziej wyrafinowanych mężczyzn. Poluje na nich w najelegantszych hotelach w mieście, gdzie czuje się jak ryba w wodzie.

W Chicago uważanym na początku XX wieku za współczesną Sodomę, mieście, gdzie prostytutek – także luksusowych – było na pęczki, Buda przyjmuje strategię skromnisi. Ślicznotka odrzuca awanse, obrusza się rozdrażniona, odgrywa niewinną i czystą. Zawstydzony mężczyzna prześciga się w przeprosinach, więc dziewczyna w końcu łagodnieje i łaskawie zgadza się na rozmowę, wciąż jednak pozostaje niewzruszona. Wtedy zaczyna działać magia. Patrząc w jej oczy, mężczyzna czuje się większy, młodszy, przystojniejszy niż w rzeczywistości. W końcu Buda zaczyna dozować miłosne wyznania, a wreszcie proponuje wspólny wyjazd do innego miasta, gdzie nie ryzykują spotkania ze znajomymi.

Buda opracowała inny niż siostry Everleigh sposób wykorzystania swoich wdzięków do celów zarobkowych. Wybrała szantaż. W końcu prostytucja nie ma monopolu na miłość za pieniądze!

Oczywiście żaden stróż prawa nigdy nie zdołał złapać Budy na gorącym uczynku, ale dzięki zwierzeniom nieszczęsnego wdowca inspektor Dannenberg poznał metodę działania grupy. Natychmiast też trafnie odgadł rolę dziewczyny w procederze, nazywając ją „królową gangu szantażystów”, który urządził sobie kwaterę główną w hotelu Tyson na południe od Chicago. Teraz, gdy wreszcie znalazł świadka gotowego mówić, nadarza się okazja, by w końcu aresztować przestępców!

25 września 1916 roku, zaledwie kilka dni po niemiłej przygodzie w hotelu Ansonia, James Christian zostaje aresztowany w Nowym Jorku i z obstawą przetransportowany do Chicago. Tam przez tydzień jest przetrzymywany w odosobnieniu – incommunicado – w hotelu Alexandria30. Nikt nie ma do niego dostępu, nawet adwokat. To surowe traktowanie ma skruszyć podejrzanego, żeby wydał nazwiska wspólników. Proceder jest niezgodny z prawem, ale jakże opłacalny.

8 listopada w Nowym Jorku Buda wraz z piątką pozostałych członków gangu staje przed sędzią Thomasem. Materiał dowodowy jest przytłaczający. Adwokat zachęca, by przyznała się do winy. Aby zmniejszyć wymiar kary, musiałaby złożyć zeznania obciążające jej kochanka, głowę gangu. Za nic! Wolałaby od razu pójść za kratki, niż zdradzić Jamesa! Ten już dość dawno stracił sądową niewinność. Jako wielokrotny recydywista i tak szybko nie ujrzy światła dziennego. Sędzia przypomina kobiecie, że grozi jej co najmniej osiemnaście miesięcy surowego więzienia. Ta ustępuje. Sędzia przekonany, że podejrzana nie posiada dużego majątku, wypuszcza ją za kaucją w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów31, zobowiązując do stawienia się w sądzie za miesiąc. Nie bierze pod uwagę jednego drobiazgu: Buda zawraca w głowie nie tylko mężczyznom. Szantażystka dzwoni do przyjaciółki, która czym prędzej wpłaca należność. To niejaka Rena Morrow, niedawno uwolniona od zarzutu zabójstwa męża32.

James Christian bierze całą winę na siebie, wybielając towarzyszkę i przedstawiając ją jak bezwolny instrument, a siebie jako mózg akcji. Liczy, że ona postąpi identycznie i w ten sposób – wzajemnie się osłaniając – otrzymają niższą karę, a pobyt w więzieniu będzie im osładzała myśl o rychłym powrocie w swoje ramiona. Tymczasem wypuszczona za kaucją Buda zapada się pod ziemię i nie pojawia się na procesie. James zostaje skazany na osiemnaście miesięcy więzienia, podczas gdy ona wygrzewa się na słonecznych, kubańskich plażach Hawany33. W ten sposób oszuka kochanka, stając się idealną ilustracją bajeczki o „polewaczu polanym” i udowadniając, że w sztuce manipulacji uczennica przerosła mistrza.

Biała dalia

Margaret Collins pospiesznie kończy układanie krótkiej, miedzianej czupryny, potem poprawia sukienkę. Wybiera się na spotkanie z dwiema zaprzyjaźnionymi parami w jednej z najmodniejszych restauracji w mieście. Choć jeszcze nie skończyła dwudziestu czterech lat, łączy świdrujący, uparty wzrok z uśmiechem niewinnej istotki. Margaret Collins nie ma jednak w sobie nic z klasycznej, nieco melancholijnej urody. Jej wygląd jest równie mylący jak kolor włosów.

Dwa lata wcześniej mieszkała w Nowym Jorku i była zaręczona z mężczyzną, który wkrótce zginął w tajemniczych okolicznościach. Pogrążona w żałobie, obrażona na miasto, które złamało jej przyszłość, opuszcza Wschodnie Wybrzeże i przenosi się do Chicago. Od czasów sióstr Everleigh Wietrzne Miasto ogromnie się zmieniło. W porcie nad jeziorem Michigan panuje przemoc, ulice przypominają rzeźnie.

Likwidacja przyzwoicie prowadzonych domów doprowadziła do gwałtownego wzrostu przestępczości. Niszcząc niezależne lokale, oddano branżę w ręce bezwzględnych bossów półświatka. Handel kobiecymi wdziękami przejmują od tej pory sutenerzy, a organizacje mafijne zawiadują sprawami „rodzinnymi”. Ten wyjątkowo opłacalny sektor, żerujący na nędzy i meandrach ludzkiej duszy, przejmują włoscy imigranci, którzy osiedlili się w Chicago i hojnymi łapówkami zapewnili sobie życzliwość polityków. Początkowo traktowani jak przydatna, tania siła robocza, dziś rozkręcają intratne biznesy w całym mieście. Gospodarka kwitnie. Stany Zjednoczone notują rekordowy wzrost gospodarczy, opierający się na intensywnym rozwoju przemysłowym. To zaś przyciąga imigrantów z całej Europy, a zwłaszcza z Włoch. Od 1880 roku Chicago zalewa wielotysięczna fala przybyszów ze środka i południa włoskiego buta: niewykwalifikowanych, słabo opłacanych młodych mężczyzn – często analfabetów. W ten sposób w mieście powstaje trzecia co do wielkości włoska społeczność w Ameryce. O ile w 1880 roku migrantów z Włoch było tylko tysiąc trzystu pięćdziesięciu siedmiu, o tyle w 1920 roku ich liczba przekracza sześćdziesiąt tysięcy! Włosi anektują całe dzielnice, tworząc enklawy w zależności od miejsca pochodzenia. Sycylijczycy upatrzyli sobie Near North Side, dzielnicę, która za sprawą fabrycznego dymu, szczurów i śmietników zyskała dźwięczne miano Little Hell, Neapolitańczycy zaś upodobali sobie Near West Side, dzieląc slumsy z rosyjskimi i greckimi Żydami34. W okresie, o którym mowa, są już właścicielami pięciuset piekarń, dwustu pięćdziesięciu siedmiu restauracji, dwustu czterdziestu cukierni i wielu innych firm branży żywieniowej w swoich dzielnicach35. Tym wieloetnicznym środowiskom o kruchej równowadze narzucają swoje tradycje i kodeks etyczny.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

1 Alvin Karpis, On the Rock. Twenty-Five Years in Alcatraz, Don Mills, Ont.: Musson Book, 1980.

2 List z 3 marca 1935, Archiwa Alcatraz, akta Ala Capone 40886-A, The National Archives, San Francisco, Kalifornia, sprawdzone przez autorkę.

3 List do Ala Capone z 15 kwietnia 1937, Archiwa Alcatraz, akta Ala Capone 40886-A, The National Archives, San Francisco, Kalifornia, sprawdzone przez autorkę.

4 Robert Schoenberg, Mr. Capone, New York: William Morrow Paperbacks, 1993.

5 Al Capone is reported in mental collapse, „The New York Times” 9 lutego 1938.

6 List z 9 lutego 1938, Archiwa Alcatraz, akta Ala Capone 40886-A, The National Archives, San Francisco, Kalifornia, sprawdzone przez autorkę.

7 Telegram Johnstona do Mae, 9 lutego 1938, Archiwa Alcatraz, akta Ala Capone 40886-A, The National Archives, San Francisco, Kalifornia, sprawdzone przez autorkę.

8 Ms. Capone visits Husband twice in two days, „Chicago Tribune” 2 marca 1938.

9 „Wilmington News” 3 marca.

10 The mysterious Ms. Capone, „The Piqua Daily Call” 4 marca 1934.

11 Charles Washburn, Come into My Parlor. A Biography of the Aristocratic Everleigh Sisters of Chicago, Ayer Co Pub, 1974.

12 How America spends money. 100 years in the life of the family budget, „The Atlantic” 5 kwietnia 2012.

13 John Kobler, Capone. The Life and World of Al Capone, New York: Da Capo Press Inc., 2003.

14 Charles W. Carey, Ian C. Friedman, American Inventors, Entrepreneurs and Business Visionaries, New York: Chelsea House Publishers, 2010.

15 Barbara Sicherman, Notable American Women, Cambridge, Mass.: The Harvard University Press, 1984.

16 Charles Washburn, Come into My Parlor, op. cit.

17 Karen Abbott, Sin in the Second City. Madams, Ministers, Playboys and the Battle for America’s Soul, New York: Random House, 2008.

18 Llyod Wendt, Herman Kogan, Lords of the Levee. The story of Bathhouse John and Hinky Dink, Evanston, Ill.: The Northwestern University Press, 2005.

19 Karen Abbott, Sin in the Second City, op. cit.; Prince Henry Americanized, „Chicago Daily Tribune” 23 marca 1902.

20 Rodney Smith, Gispy Smith. His Life and Work by Himself, London: National Council of the Evangelical Free Churches, 1902.

21 Cornelius Smith, The Life Story of Gipsy Cornelius Smith, London: John Heywood, 1890.

22 Starts vice war; mayor in fight to clean up city, „Chicago Daily Tribune” 25 października 1911.

23 Wiceprezes spółki C. D. Gregg Tea and Coffee.

24 Elgar Brown, Queen of the badger band, „The Milwaukee Sentinel” 1 września 1946.

25 Ustawa Manna w: Dictionary of American History, encyclopedia.com, 21 października 2013.

26 „Chicago Tribune” 6 października 1916.

27 Sigmund Spaeth, The first ten since 1900; these songs have stood the harsh test of time, „The New York Times” 20 marca 1949.

28 Weds actor she met at convent, „Philadelphia Enquirer” 10 listopada 1907.

29 Blackmajal gang got a million in a year, „The New York Times” 29 września 1916.

30 „Chicago Tribune” 25 września 1916.

31 New blackmajal charges, „The New York Times” 7 października 1916.

32 „Chicago Tribune” 6 października 1916.

33 Girl sentenced for taking gems, „Plattsburgh Daily Republican” 11 listopada 1932.

34 Dominic Dominic, Chicago’s Italians. A Survey of the Ethnic Factor, 1850–1990, w: Peter d’Alroy Jones, Melvin G. Holli, Ethnic Chicago. A Multicultural Portrait, Grand Rapids, Mich.: B. Eerdmans Publishing, 1995.

35 Tracy N. Poe, Foodways, w: The Encyclopedia of Chicago, eds. James R. Grossman, Ann Durkin Keating, Janice L. Reiff, Chicago: The University of Chicago Press, 2004, s. 308–309.

2.

Matka chrzestna

Dobre małżeństwo to takie, gdzie kobieta jest ślepa, a mąż głuchy.

Michel de Montaigne, Próby

Dostępne w wersji pełnej

3.

Alibi było blondynką

Kobieta uwielbia rachować: swój wiek dzieli na pół, mnoży przez dwa cenę ubrań, a przez trzy liczbę spotkań męża, dodając pięć lat do wieku swojej najlepszej przyjaciółki.

Marcel Achard, Auprès de ma blonde

Dostępne w wersji pełnej

4.

Diabeł nie czyni piekła

Fałszywa cnota leży w zasięgu każdego z nas.

Piękna przywara już nie.

André Suarès, Ce monde doux-amer

Dostępne w wersji pełnej

5.

Serdeczne nieprzyjaciółki

J. Edgara Hoovera

Podłość to zło, które wyrządzamy bez przyjemności.

Colette, Małżeństwo Klaudyny

Dostępne w wersji pełnej

6.

Gangsterka była prawie Francuzką

Dla kobiety edukacja jest luksusem,

koniecznością uwodzenie.

Mme de Girardin, Lettres parisiennes

Dostępne w wersji pełnej

7.

Jest piękna, a jej imię to…

Najlepszy krem upiększający

to czyste sumienie.

Arletty

Dostępne w wersji pełnej

8.

Ostatni dzień skazanej

Żaden z moich mężów nie był wystarczająco męski, by zostać panem Bette Davis.

Bette Davis

Dostępne w wersji pełnej

9.

W poszukiwaniu straconego czasu:

w stronę Ala

Umknij wroga, on słabość twą zna doskonale351.

Pierre Corneille, Polieukt męczennik

Dostępne w wersji pełnej

351 Przeł. Stanisław Laskowicz (przyp. tłum.).

10.

Czaple ciernistych krzewów

Dziesięciu mężczyzn dobija się do mych drzwi?

Przyślijcie jednego: jestem zmęczona.

Mae West

Dostępne w wersji pełnej

Epilog

Dostępne w wersji pełnej

Indeks

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Źródła ilustracji

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Lady Scarface

© Perrin, un département d’Edit8, 2016

Projekt okładki

Michał Pawłowski / kreskaikropka.pl

Fotografia na pierwszej stronie okładki

Moviestore collection Ltd / Alamy

Opieka redakcyjna

Jakub Szymczak

Korekta

Aleksandra Ptasznik

Agnieszka Mańko

Edycja

Weryfikacja merytoryczna

Rafał Kuzak

Fotoedycja

Rafał Kuzak

Indeks

Rafał Kuzak

© Copyright for the translation

by Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., 2017

Copyright © for this edition

by Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-4225-8

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Wydanie I, Kraków 2017.

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Kobiety mafii Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji Kobiety dyktatorów Kobiety dyktatorów 2 Ostatnie dni dyktatorów 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI