Papież, który zapalił świat

Papież, który zapalił świat

Autorzy: Franco Svidercoschi Gian

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 224

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 25.99 zł

I tak zaczęły się problemy.

Ten pontyfikat, rozpoczęty w marcowy wieczór łagodnym buonasera, wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi.

Papież Bergoglio realizuje śmiały plan odnowy Kościoła. Otwiera szeroko jego drzwi, pragnąc, by był blisko ludzi. Rozpoczyna reformę Kurii Rzymskiej. Prześwietla finanse banku watykańskiego. Zmniejsza dystans między hierarchami a wiernymi. Przypomina duchownym, że mają być pasterzami dusz, a nie funkcjonariuszami. Wzywa do solidarności ze wszystkimi potrzebującymi. Robi wszystko, by chrześcijanie powrócili do radykalizmu i prostoty Ewangelii. Czyni to, nie licząc się z kosztami – samotnością, niezrozumieniem i rosnącą opozycją ze strony części hierarchii przestraszonej demontażem starego systemu.

Czy pierwszy papież jezuita – zgodnie z testamentem św. Ignacego – nadal będzie „podpalał” świat?

 

Gian Franco Svidercoschi (ur. 1936) – włoski dziennikarz o polskich korzeniach, watykanista, specjalista ds. problemów religijnych i polityki międzynarodowej. Relacjonował przebieg II Soboru Watykańskiego. Wieloletni redaktor miesięcznika „L’Osservatore Romano”. Autor kilkunastu książek, w tym bestsellerowego wywiadu z kard. Stanisławem Dziwiszem Świadectwo. W oparciu o jego biografię Jana Pawła II powstał scenariusz filmu Karol. Człowiek, który został papieżem.

 

Tłumaczenie: Anna T. Kowalewska

Wstęp

* * *

Można dostać zawrotu głowy, spoglądając wstecz i wracając do owego „buonasera”, pozdrowienia, które zabrzmiało z Loggi Błogosławieństw bazyliki św. Piotra 13 marca 2013 roku. Już sam fakt wyboru pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej i pierwszego jezuity na Stolicy Piotrowej, który na dodatek miał jeszcze odwagę przyjąć imię Franciszek, był zdumiewający. Nikt jednak owego pamiętnego dnia nie był w stanie sobie wyobrazić, co jeszcze miało się wydarzyć i co miało przynieść odpowiedź na głęboko skrywane oczekiwania świata katolickiego i całej ludzkości.

Kościół – a tym bardziej Kościół dotknięty duchową bezpłodnością, zbrukany przez skandale i konflikty, sparaliżowany dymisją Benedykta XVI – potrzebował przywódcy, pasterza, którego reformy inspirowane Bożym miłosierdziem stanowiłyby powrót do sedna Ewangelii.

Świat znajdujący się w dramatycznym momencie historii potrzebował autorytetu, który w sposób wiarygodny podniósłby sprawę pokoju, przypominając o konieczności zachowania umiaru, wzywając do ochrony stworzenia i do troski o rzesze najuboższych, najmniejszych, uciekających od nędzy, prześladowań i okrucieństw terroryzmu.

Od tamtej chwili upłynęły zaledwie cztery lata1, ale w Kościele katolickim już wiele się zmieniło. Przede wszystkim zmieniła się atmosfera. Swoim zachowaniem, decyzjami, a zwłaszcza nauczaniem Franciszek przeprowadził pierwszą wielką reformę, nie tylko w sferze języka. Wprowadzając zmiany w płaszczyźnie symbolicznej, kulturowej i emocjonalnej, dokonał przeobrażenia zachowań, mentalności i relacji. Odmieniając serca, przemienił także sposób przeżywania wiary.

Za sprawą swoich encyklik, synodów poświęconych rodzinie, Jubileuszu Miłosierdzia, a także podróży na peryferie świata, zaangażowania w dialog ekumeniczny i międzyreligijny oraz w działania na rzecz pokoju i sprawiedliwości Franciszek położył podwaliny prawdziwej ewangelicznej rewolucji. Syntezą wszystkich jego planów dotyczących odnowy duszpasterskiej i misyjnej jest idea „Kościoła wychodzącego” ku ludziom.

Prawdopodobnie to właśnie stanowi największą nowość tego nadzwyczaj dynamicznego pontyfikatu, stale prącego naprzód – zarówno dzięki kreatywności i nieprzewidywalności samego papieża, jak i z racji coraz to nowych perspektyw otwierających się przed Kościołem. Inną nowością jest to, że pod presją historycznych wstrząsów, a szczególnie w obliczu „trzeciej wojny światowej w kawałkach”, papież zmuszony jest – choć początkowo wcale nie było to jego zamiarem – sprawować swoje przywództwo na skalę globalną.

Bergoglio wciąż przyciąga naszą uwagę i wprawia w zdumienie. Mianem „efektu Franciszka” określa się dziś pewien fenomen społeczny i kulturowy, który zadomowił się już w naszym codziennym życiu i języku. Równocześnie jednak – i trzeba to powiedzieć od razu, aby uniknąć posądzenia o gloryfikowanie papieża – to także pontyfikat, który właśnie ze względu na śmiałe innowacje, jakie wprowadza, rodzi znaki zapytania, wzbudza kontrowersje, wznieca nieporozumienia, prowokuje sprzeciw i opór, a czasem nawet bardziej lub mniej otwarcie okazywaną wrogość.

Franciszek jest papieżem, który cieszy się akceptacją społeczną nie znaną jego poprzednikom. Jest jednak również prawdą, że poparcie to – chociaż stałe i wydawałoby się nie tylko medialne – przynajmniej na razie nie spowodowało znaczącego powrotu do praktyk religijnych i sakramentalnych, czyli – mówiąc krótko – nie przyczyniło się do zapełnienia kościołów.

Franciszek jest też papieżem, który zdołał wreszcie przeprowadzić reformę Kurii Rzymskiej, a w szczególności jej osławionego sektora gospodarczo-finansowego – reformę pod znakiem przejrzystości, walki z biurokracją, karierowiczostwem i korupcją. Niemniej pontyfikat ten doświadczył także goryczy nowej afery Vatileaks, jeszcze smutniejszej i bardziej godnej ubolewania niż poprzednia.

Franciszek potrafi zjednać sobie wielu świeckich wiernych, a także niewierzących i agnostyków, których intryguje jako człowiek autentyczny, normalny i pozbawiony kompleksów. Najbardziej zagorzałych oponentów papież ma natomiast w kręgach mu najbliższych: wśród hierarchów kościelnych, w kuriach diecezjalnych, w kanoniach i kapitułach.

Niniejsza książka, stanowiąc niejako kontynuację tomu Un Papa solo al comando2, także wydanego przez wydawnictwo Tau, ma za zadanie opisać zmiany zachodzące w Kościele katolickim. Jest również próbą ukazania i przeniknięcia prawdziwego sensu i celu tego pontyfikatu, wszystkich jego problemów i trudności, wewnętrznych i zewnętrznych, a także wspomnianych sprzeczności.

Nakreślenie obiektywnego portretu Franciszka nie jest jednak łatwe wobec komunałów, którymi jest zasypywany i które przysłaniają jego sylwetkę i dzieło. Mam tu na myśli zarówno komplementy tych, którzy „podłączają się pod sukces” papieża i wychwalają każdą inicjatywę, jak gdyby zawsze było tak, że to właśnie Franciszek „pierwszy z nią wyszedł”, jak również zawziętość innych, zdecydowanych trwać w swoich uprzedzeniach wobec „biednego argentyńskiego proboszcza”.

Na pewno można powiedzieć tylko to, że Bergoglio również jako papież okazał się wiernym synem Ignacego Loyoli. Także jako papież – a może nawet tym wierniej, odkąd został papieżem – „interpretuje” zalecenie założyciela Towarzystwa Jezusowego, by jego członkowie ogarnięci misyjnym zapałem nieśli w świat ewangeliczne przesłanie: „Idźcie, zapalcie wszystko!”3.

To właśnie czyni Franciszek: zapala świat. Rozpala serca, wznieca namiętności, rozbudza uczucia, rodzi sympatię i empatię, pragnąc, by Kościół i świat chrześcijański na nowo zwróciły się ku Ewangelii. I aby uwolnić Ewangelię od nagromadzonych przez wieki nadmiernych „ciężarów”, które zaciemniły i zdusiły jej treść, Franciszek podpalił chwasty i kąkole udaremniające kiełkowanie dobrego ziarna. Mówiąc wprost: rozpoczął przebudowę fundamentów starego klerykalnego systemu i spowodował „trzęsienie ziemi”, wywołując kryzys także wśród wierzących i mnożąc szeregi oponentów.

I w pewnym uproszczeniu to właśnie jest pytanie na dziś: czy ograniczać albo gasić „pożar”, czy też starać się jeszcze bardziej podsycić płomień? Albowiem, jak to ocenia Franciszek, dla ludzkości zranionej, zagubionej, znękanej i potrzebującej odnaleźć Boga teraz właśnie nadszedł sprzyjający czas – „kairos miłosierdzia”.

gfs

PS W gmachu Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie, naprzeciw schodów prowadzących na wyższe piętra, znajduje się drewniana figura św. Ignacego. Emanuje z niej misyjny niepokój, jaki trawił serce założyciela. Prawa ręka postaci, jakby towarzysząc spojrzeniu, wskazuje na odległy horyzont. Na piedestale widnieje łaciński napis: „Ite inflammate omnia!”, słynne skierowane do jezuitów słowa zachęty, by „szli zapalać świat”, głosząc królestwo Boże.

Jakiś czas temu w budynku przy Borgo Santo Spirito był remont. U stóp figury św. Ignacego, zapewne przez przypadek, umieszczono wtedy… gaśnicę!

* * *

1 Książka ukazała się we Włoszech w marcu 2017 roku (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza – red.).

2 Gian Franco Svidercoschi, Un Papa solo al commando: e una Chiesa che a fatica lo segue, Tau Editrice, 2015.

3 Łac. „Ite inflammate omnia!”, tłumaczone także jako „Idźcie i zapalajcie świat cały!”. Słowa przypisywane św. Ignacemu Loyoli, którymi miał się zwrócić do św. Franciszka Ksawerego, wysyłając go w 1541 roku na misje.

Część pierwsza

* * *

ZNAK SPRZECIWU

1

Skazany na samotność

* * *

Czy Franciszek jest sam? Czy jest papieżem osamotnionym? Śledząc przebieg tego pontyfikatu, z czasem można nabrać przekonania, że tak właśnie jest. Im częściej cieszący się autorytetem członkowie hierarchii kościelnej z oburzeniem reagują na inicjatywy Franciszka, równocześnie gorąco zapewniając o swojej lojalności i trwałej wierności papieskiemu nauczaniu, tym łatwiej wyczuć skrywaną pod takim płaszczykiem hipokryzję. Patrząc z zewnątrz, wydaje się, jakby Franciszek samotnie kierował Kościołem. Można nawet powiedzieć, że „przeznaczeniem” Franciszka – z uwagi na sposób, w jaki wdraża on swoją rewolucję – jest samotność. Działanie w samotności.

Istnieje przecież, jak uczy historia, „samotność instytucjonalna”, której z racji autorytetu sprawowanego urzędu, wcześniej czy później, doświadcza każdy papież, a tym bardziej ten, kto pragnie wprowadzić istotne zmiany. Jak Jan XXIII, kiedy inaugurował niezwykłe i wciąż ostatecznie nie zakończone przedsięwzięcie, jakim był Sobór Watykański II. Jak opisuje kard. Giacomo Lercaro, arcybiskup Bolonii, papież Roncalli także przeżywał dramatyczne chwile niepewności i „osamotnienia, gdyż wszyscy – choć fascynowały nas nowe otwierające się perspektywy – opuściliśmy go, nie będąc w stanie dotrzymać mu kroku”.

„Lodołamacz”

Przytoczone tu jakże aktualne słowa kard. Lercaro pomagają nam zrozumieć, że jeśli Franciszek jest papieżem samotnym, jest nim również – a może przede wszystkim – w obliczu wielkiego zadania, jakie sobie postawił: zasadniczej reformy Kurii Rzymskiej i – bardziej ogólnie – całego Kościoła katolickiego. Z pewnością tego właśnie chcieli od niego na konklawe kardynałowie elektorzy. Ale jedna sprawa to zdecydować o rozpoczęciu wielkiego dzieła odnowy duchowej i duszpasterskiej (choć już to jest zupełnie wyjątkowe), a druga – realizować potem konkretnie takie zadanie, angażując w to wszystkich zainteresowanych: osoby, instytucje i struktury, a równocześnie pozbawiając władzy grupy nacisku, zmieniając mentalność i przezwyciężając opory, uprzedzenia i lenistwo oraz wroga numer jeden: argument, że „zawsze tak było”.

Na podstawie doświadczeń czterech lat pontyfikatu można już sformułować kilka spostrzeżeń. Gdyby z drugiego końca świata nie przybył ktoś taki jak Bergoglio, nie uwarunkowany dyskusją i posoborowymi sporami między konserwatystami a zwolennikami reform, ktoś, komu – tak jak jemu – całkowicie obce były spory „stronnictw” kurialnych żądnych coraz to większej władzy, gdyby nie pojawił się Franciszek ze swoją „nieświadomością” (sam użył tego słowa) i odwagą „lodołamacza” czy „czołgu”, prawie na pewno proces przemian nawet by się nie rozpoczął. Od razu zostałby powstrzymany nie tyle nawet przez tych, którzy od początku byli reformom przeciwni, ile przez „normalizatorów”, którzy również w Kościele potrafią zahamować przemiany i je zneutralizować.

Franciszkowi jednak udało się wprawić w ruch pokrytą grubą warstwą rdzy maszynerię. Zwrócił ją w kierunku nowych perspektyw duszpasterskich i misyjnych, wskazanych przez Jana XXIII i Sobór Watykański II, tam, dokąd starali się też dążyć jego poprzednicy, chociaż w nierównym tempie, powstrzymywani sprzeciwem wobec eklezjalnego otwarcia. Jest także prawdą, że wybór arcybiskupa Buenos Aires na papieża był próbą odcięcia się, wyrazem pragnienia zmian czy raczej wyrazem woli większości członków kolegium kardynalskiego, by zmienić kurs i sprowadzić Kościół z mielizny, na jakiej osiadał wskutek afery Vatileaks, walk o władzę, ujawnienia skandali pedofilskich i dramatycznej dymisji Benedykta XVI.

Ciężar przyzwyczajeń

Franciszek czuje się niejako „upoważniony” do podjęcia całego szeregu decyzji zrywających z samozachowawczą przeszłością i utrzymywaniem status quo. W szczególności zaś decyzji dotyczących nawarstwionej przez wieki rutyny, prowadzących do zaciemnienia prostoty, a zarazem radykalizmu Ewangelii. Chodzi o zwyczaje, które zrodziły się prawdopodobnie w obliczu obiektywnych potrzeb i niekiedy przynosiły również i dobre skutki, na przykład w odniesieniu do sprawowania liturgii, na polu duszpasterstwa czy pobożności ludowej – z upływem czasu zamieniły się jednak w zwyczajowe praktyki, a zakorzeniając się coraz bardziej, stały się zasadą, normą, rytuałem albo wręcz przepisem tradycji Kościoła, do tego stopnia, że zaczęły przeważać nad słowem Bożym, Bożą prawdą i wolą.

Tłumaczą to jasno słowa kard. Waltera Kaspera: „(…) nie chodzi o sztywną kontynuację, lecz o kontynuację żywą. Używając określenia bardzo cenionego przez papieża francuskiego teologa Michela de Certeau, można mówić o »rupture instauratrice« – odnowie, która realizowana jest przez zerwanie [z przeszłością – przyp. tłum.]. Żaden papież nie może zbudować nowego Kościoła ani wymyślić go na nowo, ale może i powinien odnowić Kościół, który jest jeden na wieki”. Nie trzeba więc obawiać się samego dźwięku słowa „reforma”. Reforma bowiem, o ile jest prawdziwa, jeśli jest skutkiem działania Ducha Świętego, może prowadzić tylko do jeszcze pełniejszej zgodności z Ewangelią.

Przychodzi mi tu na myśl postać Matki Teresy z Kalkuty. Dziś już oficjalnie Kościół ogłosił ją świętą, ale dla wielu ludzi była nią jeszcze za życia. Niezwykle drobna, krucha, zawsze pochylona, nękana artretyzmem, o naznaczonej zmarszczkami twarzy i kościstych dłoniach chłopki, wyglądała jak uboga nędzarka. Kiedy jednak zaczynała mówić, doznawała całkowitej przemiany. W jej ustach słowa Ewangelii stawały się wybuchowe jak dynamit, wzniecając prawdziwą rewolucję. Matka Teresa potrafiła sprawić, że dostrzegałeś siłę, a jednocześnie normalność i prostotę całkowicie bezinteresownego miłosierdzia. Mówiła językiem miłości do „najbiedniejszych z biednych”, do trędowatych, do umierających, których wyszukiwała w slumsach Kalkuty i otaczała serdecznym ciepłem, by choć przez chwilę nie czuli osamotnienia.

„Staram się śmiało iść naprzód”

Przykład Matki Teresy pozwala lepiej zrozumieć papieża Franciszka i jego wybór, by wiernie i całkowicie żyć Ewangelią i dawać jej świadectwo, realizując chrześcijańskie powołanie w konkretnej rzeczywistości historycznej. Papież z całkowitą pogodą ducha i naturalnością postanowił rozpocząć reformę Kościoła, która pod względem radykalizmu zasad i celów wychodzi daleko poza mandat otrzymany od kardynałów na konklawe. I zanim jeszcze opublikowano jakieś dokumenty, zanim poznaliśmy oficjalne stanowisko Watykanu, Franciszek rozpoczął tę reformę stylem swojego pasterzowania naznaczonego wrażliwością kogoś, kto potrafi dostrzec również to, co dzieje się na peryferiach świata. Rozpoczął ją często szokującymi gestami, bezpośrednim i szczerym stylem mówienia, bez ważenia słów i dobierania określeń czy przymiotników. „Staram się – powiedział kiedyś – być śmiały, iść naprzód bez względu na konsekwencje”.

I wtedy, co było nieuniknione, zaczęły się problemy. Zwykle tak bywa, kiedy zapadają ważkie decyzje dotyczące funkcjonowania jakiejś instytucji, a szczególnie takiej instytucji jak Kościół rzymski. Każda rewolucja niesie ze sobą, obok nowości i zmian, także nieporozumienia, sprzeczności, trudności, opory i sprzeciwy. Bergoglio nadal cieszy się poparciem wielkiej rzeszy ludzi, zarówno wierzących, jak i agnostyków. Są jednak i tacy, którzy podważają jego sposób „bycia papieżem”, krytykują jego latynoskie zaplecze kulturowe i teologiczne czy przynależność do Towarzystwa Jezusowego. Niektórzy obawiają się Franciszka w przekonaniu, że pragnie on zmienić zasadniczo doktrynę katolicką, a inni, w obrębie watykańskich murów i poza nimi, lękają się, że reforma Kurii zagraża ich przywilejom.

Jeśli jednak dobrze się zastanowić, nie to niepokoi najbardziej. Jest jeszcze jeden aspekt reformy Franciszka, o wiele groźniejszy, ponieważ wiążą się z nim niekiedy paradoksalne skutki.

Węzeł do rozwikłania

Odkąd został papieżem, Bergoglio wdrożył już wiele istotnych reform strukturalnych, ustalił nowe priorytety, nie tylko w sferze duszpasterskiej, lecz także moralnej i duchowej, wypromował na nowo Sobór Watykański II i powtarzając słowa klucze: Kościół wychodzący do ludzi, miłosierdzie, czułość, lud Boży, synodalność, kolegialność, solidarność, przejrzystość, położył fundamenty gruntownej odnowy katolicyzmu. To wszystko jednak zrobił sam. Gdyby czekał, aż pójdą za nim inni, nie postąpiłby ani jednego kroku na obranej drodze. Nie dałby też rady wyznaczyć szlaku prowadzącego do zmian, które mają być nieodwracalne, tak by jutro nie można już było zmienić kursu.

Franciszek wszystkiego tego dokonał sam. Jednak nawet takiemu papieżowi jak Bergoglio trudno jest samotnie, polegając tylko na własnych możliwościach i sile charakteru, przeprowadzić rewolucję w Kościele rozumianą jako odnowa życia wiarą wspólnot chrześcijańskich, odnowa liturgii i katechezy, zaangażowania na rzecz najuboższych, posługi ewangelizacyjnej, obecności w społeczeństwie, które powinny rozkwitać w każdej diecezji, parafii, każdym zakonie, seminarium duchownym, stowarzyszeniu czy ruchu świeckich.

I tu właśnie można dostrzec paradoks, stanowiący prawdziwy „węzeł gordyjski” i wobec tego wielką niewiadomą przyszłości tego pontyfikatu. Franciszek z konieczności musi działać szybko, pokonując błyskawicznie poszczególne etapy, rezygnując z mediacji. W ten sposób jednak otwiera naraz zbyt wiele perspektyw, wytrącając z równowagi kler i świeckich, powodując nieporozumienia, a nawet wprowadzając pewne zamieszanie i dając argumenty do ręki sceptykom i swoim oponentom. W rezultacie więc, oczywiście niechcący, zwiększa jeszcze dystans dzielący go od tych, którzy (jak pisał kard. Lercaro) „nie są w stanie dotrzymać mu kroku” i opuszczają go.

Czegóż więc trzeba, aby za nim nadążyć? Aby „dotrzymać kroku” Franciszkowi?

2

Trudna normalność

* * *

Jest późne, ciepłe jeszcze popołudnie na początku września. W Rzymie niespodziewanie eksploduje tam-tam mediów społecznościowych i prywatnych stacji radiowych: „Franciszek jest w jednym ze sklepów w centrum miasta!”. Papież wszedł właśnie do jednego z punktów najbardziej znanej w mieście sieci sklepów optycznych przy via del Babuino, kilka kroków od Piazza del Popolo. Na zewnątrz stoi granatowy ford z watykańską rejestracją „CV”. Od razu zbiera się tłum podekscytowanych ciekawskich pragnących upolować selfie z Franciszkiem. Bergoglio rozmawia z właścicielem, którego zna od dawna. Tłumaczy, że chciałby tylko wymienić szkła i nie potrzebuje nowej oprawki. I podkreśla: „Nie chcę wydawać za dużo”.

Nie co dzień zdarza się spotkać głowę Kościoła na zakupach. Wiadomość obiega świat, przyczyniając się do jeszcze większej popularności Franciszka. Popularności, która dwa i pół roku po elekcji zaczyna graniczyć z mitem. Rodzą się miejskie legendy. Mówi się, że papież niespodziewanie podjął decyzję: „Wsiadamy w samochód i jedziemy...”. Mówi się o zdumieniu właściciela sklepu na widok Bergoglia. Jest jednak jasne, że wszystko, chociaż z wielką dyskrecją, musiało być przecież odpowiednio przygotowane.

„Zrobił to, co robi każdy normalny człowiek, przeciętny obywatel” – komentuje o. Antonio Spadaro SJ, redaktor naczelny „La Civiltà Cattolica”. Czy tak było naprawdę? Czy papież może się zachowywać jak zwykły obywatel? To oczywiste, że w tak niebezpiecznych czasach wyjście poza Watykan wymaga odpowiednich środków bezpieczeństwa. Zapewniono je także i tym razem, w ścisłej współpracy z policją włoską i żandarmerią watykańską. I jeśli znaczna większość ludzi chwali Franciszka postępującego niezgodnie z protokołem, są i tacy, którzy zastanawiają się, czy nie mógł skorzystać z porady jakiegoś watykańskiego lekarza. Albo czy nie mógł kazać sobie przynieść nowych okularów do Domu św. Marty?

Jak gdyby nigdy nic, rok później Franciszek znów robi to samo. Buty ortopedyczne, które nosi z powodu problemów ze stawem biodrowym, są już w opłakanym stanie. I papież postanawia osobiście udać się do sklepu ze sprzętem rehabilitacyjnym nieopodal Watykanu, aby zamówić nową parę.

Zrozumieć papieża

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

3

Różnice kultur

* * *

Dostępne w wersji pełnej

4

Przeciwnicy wśród kardynałów

* * *

Dostępne w wersji pełnej

5

Zamieszanie w Kurii Rzymskiej

* * *

Dostępne w wersji pełnej

Część druga

* * *

NA PERYFERIACH

6

„Wszystko zależy od tego, skąd patrzysz na świat…”

* * *

Dostępne w wersji pełnej

7

Otwarcie Roku Świętego w Afryce

* * *

Dostępne w wersji pełnej

8

Ratunek dla Ziemi

* * *

Dostępne w wersji pełnej

9

Rodzina, miłość, kryzysy

* * *

Dostępne w wersji pełnej

10

Spotkania różnych religii

* * *

Dostępne w wersji pełnej

11

Przywódca na skalę globalną

* * *

Dostępne w wersji pełnej

Część trzecia

* * *

KOŚCIÓŁ, KTÓRY SIĘ ZMIENIA

12

Powrót do Ewangelii

* * *

Dostępne w wersji pełnej

13

Jak żyć wiarą?

* * *

Dostępne w wersji pełnej

14

Kościół „do góry nogami”

* * *

Dostępne w wersji pełnej

15

Sobór kontra klerykalizm

* * *

Dostępne w wersji pełnej

16

Papieska przeprowadzka

* * *

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Francesco l’incendiario. Un papato tra resistenze, contraddizioni e riforme

© Tau Editrice 2017

Projekt okładki

Michał Pawłowski

www.kreskaikropka.pl

Fotografia na okładce

AP/East News

Redakcja

Katarzyna Węglarczyk

Korekta

Barbara Gąsiorowska

Katarzyna Onderka

Copyright © for the Polish translation by Anna T. Kowalewska

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-5022-2

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Papież, który zapalił świat 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu