Nie ze mną takie tere-fere!

Nie ze mną takie tere-fere!

Autorzy: Jim Smith

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 240

Cena książki papierowej: 24.90 zł

cena od: 19.99 zł

Moje życie zawsze było super – miałem najlepszego kumpla Bączka i należałem do fajnych dzieciaków. 

 

Ale… odkąd w szkole pojawił się Darek Darenowski ze swoją paskudną krokodylą gębą, nie daje mi żyć.

 

Darenowski wiecznie siorbie oranżadę z puszki, beka mi do ucha, a potem wykonuje swój nieznośny taniec i przezywa mnie na melodię „Sto lat, sto lat”, co oczywiście nie wychodzi, bo sylaby się nie zgadzają. Ale spokojnie – żaden cwaniaczek mi nie podskoczy!

 

Nigdy mi nie przeszkadzało, że nazywam się Bartek Frajer, bo jestem taki superfajowy, że nazwisko nie miało znaczenia, ale odkąd w szkole pojawił się Darek Darenowski ze swoją paskudną krokodylą gębą, nie daje mi żyć właśnie z tego powodu.

Wiecznie siorbie oranżadę z puszki, a potem beka mi do ucha. Kiedy mu mówię, że beka za głośno, a beki śmierdzą oranżadą, Darek wykonuje swój nieznośny taniec i śpiewa: „Bartek Frajer to naprawdę frajer jest” na melodię „Sto lat”, co oczywiście nie wychodzi, bo sylaby się nie zgadzają.

Któregoś dnia byłem na podwórku, gdy nagle oberwałem w szyję zawleczką od puszki, która wpadła mi za kołnierz i do gaci. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem – jakżeby inaczej – Darka Darenowskiego.

– Fajne długie sznurówki, nieźle jak na frajera – powiedział, po czym beknął przeciągle. Bek trwał chyba z godzinę.

– O, takie długie są – dodał, gdy już skończył bekać.

– Przynajmniej nie wyglądam jak jakiś zakichany krokodyl, tere-fere! – odpowiedziałem mu. Riposta zabrzmiała nieco frajersko, ale chyba zbiłem go z tropu na tyle, żeby zdążyć uciec, zanim rzuci we mnie całą puszką oranżady.

Przez Darka zacząłem się martwić, że mam za długie sznurówki, więc całą lekcję matematyki spędziłem, mierząc różne sznurówki. Doszedłem do wniosku, że niestety Darek miał rację. Po powrocie do domu uciąłem po kawałku z każdej sznurówki.

Nie mówiłem wam jeszcze, że jestem cudownym dzieckiem, więc – rzecz jasna – nie wyrzuciłem odciętych kawałków, lecz wymyśliłem dla nich niezwykłe zastosowanie. Wetknąłem je do ziemi w ogródku, po czym usiadłem w oknie i przez lornetkę taty patrzyłem, jak wróble walczą, próbując je zjeść.

– A może wezmę Darka za nochal i wsadzę mu go do skrzynki na listy? – zaproponował mój przyjaciel Bączek, kiedy następnego dnia wracaliśmy ze szkoły. Bączek naprawdę się tak nie nazywa, ale mama tak na niego woła.

Na szczęście Bączek nie słyszał, jak moja mama mówi do mnie „Pyseczku”, choć właściwie co mogłoby być gorsze od Bartka Frajera?

Muszę coś zrobić z tym frajerskim nazwiskiem, zanim Darek zacznie mi jeszcze bardziej dokuczać z tego powodu. Nie ze mną takie tere-fere!

Zanim przyszedł Darek, w szkole zawsze byłem zaliczany do fajnych dzieciaków. Inna rzecz, że ja nigdy nie mówię „fajny” – mówię „fajowy”. Wymyśliliśmy to z Bączkiem, bo Kosmiczny Szczur, prezenter w naszym ulubionym programie, też tak mówi.

W Fajowym Gangu jesteśmy ja i Bączek. I to właściwie tyle. Razem się bawimy, oglądamy „Kosmicznego Szczura” i w ogóle... jesteśmy fajowi.

Ja jestem Kosmicznym Szczurem, a Bączek jest jego wkurzającym towarzyszem Nieptakiem, tyle że Bączek to naprawdę nie ptak, a do tego po każdym zdaniu mówi: „Albo nie”.

A, zapomniałem. Fajowy Gang jeszcze denerwuje ludzi mieszkających przy mojej ulicy, bo pukamy do drzwi, a potem wiejemy, a na dodatek później dzwonimy do ludzi i pytamy, czy możemy rozmawiać z Pupcią.

Bączek najbardziej lubi denerwować panią Trąbkę, która mieszka w bloku przy końcu ulicy – z bliźniakami, ale za to bez męża.

W lecie lubimy grać w tenisa, odbijając piłkę od ściany domu pani Trąbki, ale ona zwykle zaczyna krzyczeć, żebyśmy przestali, a wtedy zwiewamy, wołając: „Trąbka i Bombka!”. Chichoczemy przy tym pod nosem i szybko dajemy nogę, puszczając czasem bąki za strachu.

Któregoś razu, kiedy padał śnieg, pomalowaliśmy sobie twarze na niebiesko i udawaliśmy, że zamarzliśmy na śmierć przed jej domem. Gdy nas zobaczyła, zaczęła krzyczeć, a potem próbowała zrobić Bączkowi sztuczne oddychanie, ale wtedy zerwaliśmy się i uciekliśmy, wrzeszcząc: „Trąbka i Bombka!”.

– Ha, ha, pocałowała cię, jesteś teraz mężem pani Trąbki! – powiedziałem później do Bączka, żeby go wkurzyć.

Wydaje mi się jednak, że trochę mu się to podobało, bo chyba przez rok za każdym razem, kiedy mówiłem do niego per „Bączek”, odpowiadał: „Wiesz, teraz to ja się nazywam pan Trąbka”. W końcu to ja zacząłem się wkurzać.

W porze obiadu Fajowy Gang urządza na podwórku pokazy dla innych dzieciaków. Nasz ulubiony numer to Mama-automat do napojów. Odgrywam wtedy rolę mojej mamy (która zamieniła się w automat z napojami), a Bączek gra mnie.

Ten numer wymyśliliśmy dlatego, że moja mama często powtarza, że czuje się jak automat, bo przez cały czas wydaje mi jedzenie, wyprasowane ubrania i drugie śniadanie do szkoły, a ja nigdy nie mówię „dziękuję”.

Kostium automatu z napojami zrobiłem z pudełka po nowej pralce. Kupiliśmy ją, kiedy stara zaczęła wyrzucać z siebie pianę, chlapiąc nią na wszystkie strony.

Ten strój jest taki niesamowity i odjazdowy, że kiedy włożyłem go po raz pierwszy, Joasia Gałązka myślała, że to prawdziwy automat, i chodziła za mną na przerwie śniadaniowej, próbując wydobyć dietetyczną oranżadę.

Pewnego razu byliśmy na podwórku i odgrywaliśmy scenę z mamą-automatem. Akurat doszliśmy do momentu, kiedy mama ścieli mi łóżko, a ja nie pomagam, gdy w pierwszym rzędzie pojawiła się krokodyla paszcza Darka Darenowskiego. Z paszczy od razu zaczęło się wydobywać oranżadowe bekanie.

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Tytuł oryginału

Barry Loser. I am not a Loser

Opieka redakcyjna

Kamila Biedrońska

Adiustacja

Aurelia Hołubowska

Korekta

Barbara Wójcik

Janusz Krasoń

Łamanie

Piotr Poniedziałek

Original English language edition first published in 2012

under the title I am not a Loser

by Egmont UK Limited, The Yellow Building,

1 Nicholas Road, London, W11 4AN

Text and illustrations copyright © 2012 Jim Smith

All right reserved

The Author has asserted his moral rights.

Copyright © for the polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-4935-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nie ze mną takie tere-fere! 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia