Rewolucja międzypaździernikowa

Rewolucja międzypaździernikowa

Autorzy: Jerzy Kochanowski

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 448

Cena książki papierowej: 59.90 zł

cena od: 39.99 zł

Z mroków stalinizmu wyłania się nowy porządek.

 

Ale nie o tym jest ta książka.

 

Jest o zwykłych ludziach sprzed sześciu dekad. O Polakach, którzy pragnęli odrobiny normalności po latach terroru. O wyglądaniu zza „żelaznej kurtyny”.

 

Jest też o pieniądzach i korupcji, pracy i bezrobociu, chuligaństwie i prostytucji, wyborach miss i świadomym macierzyństwie, otwarciu na świat i marzeniach o własnym samochodzie.

 

O młodzieży wieku atomowego, tęsknocie za Zachodem i roli Kościoła. O namiastce wolności, która wtedy wydawała się czymś tak wielkim, że można się nią było zachłysnąć.

 

Najnowsza książka Jerzego Kochanowskiego opowiada o tym, co nam dał Październik ’56. I co potem na długie lata odebrała nam Polska Ludowa.

Moim Rodzicom,

którzy się poznali, pokochali i pobrali w 1957 r.

WYKAZ SKRÓTÓW

AAN – Archiwum Akt Nowych

AIL – Archiwum Instytutu Literackiego

ANwKr – Archiwum Narodowe w Krakowie

APG OG – Archiwum Państwowe w Gdańsku Oddział w Gdyni

APL – Archiwum Państwowe w Lublinie

APP – Archiwum Państwowe w Poznaniu

APW – Archiwum Państwowe w Warszawie

APWr – Archiwum Państwowe we Wrocławiu

BBC – British Broadcasting Corporation

CDT – Centralny Dom Towarowy

CRZZ – Centralna Rada Związków Zawodowych

DzU – Dziennik Ustaw

FAZ – „Frankfurter Allgemeine Zeitung”

FSO – Fabryka Samochodów Osobowych

GP – „Głos Pracy”

GRN – Gromadzka Rada Narodowa

GS – Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”

HIM – Herder-Institut Marburg

KC PZPR – Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej

KG MO – Komenda Główna Milicji Obywatelskiej

KM – Komitet Miejski

KP – Komitet Powiatowy

KPZR – Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego

KRP – Kancelaria Rady Państwa

KP – „Kurier Polski”

KS – Kancelaria Sejmu

KSR – Konferencja Samorządu Robotniczego

KUL – Katolicki Uniwersytet Lubelski

KW – Komitet Wojewódzki (PZPR)

KW MO – Komenda Wojewódzka MO

LK – Liga Kobiet

MBP – Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego

MKP – Ministerstwo Kontroli Państwowej

MO – Milicja Obywatelska

MPiOS – Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej

MPDiR – Ministerstwo Przemysłu Drobnego i Rzemiosła

MRN – Miejska Rada Narodowa

MSW – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych

NK – „Nowa Kultura”

ODiZP TVP – Oddział Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP

OSA – Open Society Archive (Budapest)

PCV (PVC, PCW) – polyvinyl chloride, polichlorek winylu

PIH – Państwowa Inspekcja Handlowa

PK – „Przegląd Kulturalny”

PKO – Powszechna Kasa Opieki

PLO – Polskie Linie Oceaniczne

POM – Państwowy Ośrodek Maszynowy

POP – Podstawowa Organizacja Partyjna

PP – „Po Prostu”

pp – pułk piechoty

PRL – Polska Rzeczpospolita Ludowa

PTTK – Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze

PU – Powiatowy Urząd (Bezpieczeństwa Publicznego)

PWM – Powszechna Wystawa Międzynarodowa

PWRN – Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej

PZPR – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza

RE – Rada Ekonomiczna przy Radzie Ministrów

RFE – Radio Free Europe

RFN – Republika Federalna Niemiec

RR – Rada Robotnicza

RSFRR (właśc. RFSRR) – Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka

RSW – Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza

RWE – Radio Wolna Europa

SKR – Studencki Komitet Rewolucyjny

SM – „Sztandar Młodych”

SP – „Słowo Powszechne”

TD – „Tygodnik Demokratyczny”

TP KUL – Towarzystwo Przyjaciół Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

URM – Urząd Rady Ministrów

USA – United States of America

WFMiK – Warszawska Fabryka Mydła i Kosmetyków

WE KW – Wydział Ekonomiczny Komitetu Wojewódzkiego (PZPR)

WO – Wydział Organizacyjny (KC PZPR)

WOP – Wojska Ochrony Pogranicza

WRN – Wojewódzka Rada Narodowa

WZGKiM – Wojewódzki Zarząd Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej

ZCWNiK – Zespół Centralny do Walki z Nadużyciami i Korupcją

ZHP – Związek Harcerstwa Polskiego

ZLP – Związek Literatów Polskich

ZMP – Związek Młodzieży Polskiej

ZMS – Związek Młodzieży Socjalistycznej

ZMW – Związek Młodzieży Wiejskiej

ZSRR – Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich

ZW – Zarząd Wojewódzki

ŻG – „Życie Gospodarcze”

ŻW – „Życie Warszawy”

ZAMIAST WSTĘPU:

KTO WYSZEDŁ Z PANCERNEJ SZAFY?

Nie jest to jedna z licznych już „klasycznych” książek o politycznych aspektach 1956 roku1. Tym samym niewiele miejsca poświęcono XX Zjazdowi, śmierci Bolesława Bieruta, czerwcowym wydarzeniom w Poznaniu, VIII Plenum, tragedii węgierskiej, Władysławowi Gomułce i Lechosławowi Goździkowi. Znacznie więcej chuligaństwu i prostytucji, pracy i bezrobociu, pieniądzom i korupcji, wyborom miss i świadomemu macierzyństwu, otwarciu na świat i marzeniom o własnym samochodzie. Inaczej niż większość książek o (po)październikowej odwilży, z rzadka wychodzących poza styczniowe wybory, ta wybiega daleko w rok 1957. Zjawiska społeczne nie podlegają bowiem tak ścisłym rygorom kalendarzowym jak polityka. Oczywiście od niej zależą, mają jednak zupełnie inną dynamikę. Niektóre procesy mogą wyprzedzać przełomy polityczne, inne je inspirują, zazwyczaj też mają dłuższy od nich żywot. Tak też było sześćdziesiąt lat temu. Chociaż już w końcu 1956 r. nie brakowało głosów, że „polska rewolucja październikowa” się skończyła, to jednocześnie zauważano, że nieodwracalnie zamknęła STARE, uwolniła zaś NOWE. „Co będzie i jak będzie? – zapisał Jerzy Zawieyski w skłaniającym do refleksji pierwszym dniu 1957 r. – To, co się stało w Polsce pod koniec minionego roku, nie zapowiada stabilizacji. Przeciwnie – wszystko jest niepewne, dynamiczne, nasycone konfliktami. Jedno jest oczywiste, że nie wróci nic do dawnego stylu i obyczaju. Zaszły fakty nieodwracalne”2.

Rzeczywiście, totalitarny charakter stalinizmu wpłynął zarówno na szybkość, jak rozległość przemian dotykających i angażujących w latach 1956–1957 wszystkie grupy społeczne, zawodowe i etniczne, a zakres, intensywność i różnorodność przejawów aktywności i (samo)mobilizacji społeczeństwa są porównywalne chyba tylko z okresem bezpośrednio powojennym lub początkiem transformacji po roku 1989! Nie ulega bowiem wątpliwości, że procesy, które w innych krajach trwały latami, w Polsce przetoczyły się na przełomie lat 1956 i 1957 w ciągu dosłownie kilkunastu miesięcy. Zdecydowała o tym wyjątkowa koincydencja i kumulacja czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Z jednej strony ideologizacja życia politycznego, społecznego, gospodarczego i kulturalnego w stalinizmie stworzyła zaplecze do możliwie szybkiego i głębokiego odreagowania. Było to tym łatwiejsze, że nie brakowało gotowych do tego aktorów społecznych zarówno pośród zahibernowanych dawnych elit, jak przedstawicieli nowej generacji, której przełom radykalnie zwiększył pola działania. Wieloletnia izolacja zaowocowała tzw. kompleksem pogorzelców, którzy w „pożodze [...] stracili swój dobytek i starają się go odbudować, lecz odbudować według wzorów rozwiniętych w społeczeństwach masowej konsumpcji. Wzory te docierają do nas przez filmy, telewizję, prasę, ilustrowane magazyny, turystykę, wizyty rodzinne itp.”3. Co prawda Jan Szczepański pisał te słowa w połowie lat 70., ale doskonale ilustrują sytuację o dwie dekady wcześniejszą, kiedy obywatele w końcu mieli możliwość odreagowania jałowych lat stalinizmu. Z drugiej strony ekipie Gomułki niezwykle zależało na utrzymaniu i ugruntowaniu swojego prospołecznego, reformatorskiego wizerunku, a podejmowane reformy ekonomiczne i przyzwolenie na bardziej wyrafinowaną konsumpcję pozwalały przynajmniej złagodzić głęboką zapaść gospodarczą. Olbrzymie znaczenie miał również fakt, że zarówno aparat partyjny, jak nadzoru i represji (milicja, sądy, prokuratura, instytucje kontroli gospodarczej) uległ przejściowemu – ale daleko idącemu – osłabieniu.

Korzystne były także uwarunkowania międzynarodowe. Bez odwilży w ZSRR zmiany w Polsce nie byłyby tak głębokie, nie wiadomo zresztą, czy w ogóle by do nich doszło. Nie ulega wątpliwości, że decyzja władz radzieckich w 1955 r. o liberalizacji prawa aborcyjnego miała decydujący wpływ na podobne ustawodawstwo w innych krajach bloku, również w Polsce. Szerzej uchyliły się w Kraju Rad graniczne furtki, z czego szybko skorzystali obywatele PRL. Moskiewski festiwal studentów i młodzieży latem 1957 r. miał taki sam ożywczy charakter jak jego warszawski odpowiednik dwa lata wcześniej. Wyraźnie zelżała cenzura, a znaczenie formacyjne – takie jak w Polsce Obrona „Grenady” czy Matka Królów Kazimierza Brandysa – miała w ZSRR wydana w 1956 r. powieść Władimira Dudincewa Nie samym chlebem (tłum. polskie „Czytelnik”, Warszawa 1957) o młodym inżynierze idealiście i jego konflikcie z bezdusznym aparatem biurokratycznym. Na początku 1957 r. zaczęto eksperymentować z wprowadzaniem do radzieckiej gospodarki elementów rynkowych. Mimo że odwilż nie trwała długo, nie całe społeczeństwo wróciło do poprzedniego stanu hibernacji. Część, zwłaszcza wielkomiejskiej inteligencji, „rozgrzała się i odtajała”4.

Jednak wzorcem dla przeciętnego obywatela PRL połowy lat 50. był nie tyle nawet „odwilżowy” ZSRR, ile Europa Zachodnia, która ostatecznie zostawiła za sobą drugą wojnę, a tempo i zakres zachodzących w niej zmian były tak olbrzymie, że już pod koniec dekady slogan „złote lata pięćdziesiąte” uznawano za oczywisty5. Decydujące pod względem politycznym i gospodarczym (zgoda na wstąpienie RFN do NATO, traktaty rzymskie stanowiące fundament EWG), ale i społecznym były lata 1955–1957, przełomowe także dla nowego krajobrazu Polski6. Z jednej strony obserwowano powrót do tradycji i zachowań mieszczańskich, z drugiej pogłębiała się amerykanizacja Europy, widoczna w kulturze masowej i konsumpcji7. Głębokie procesy modernizacyjne były oczywiście najbardziej widoczne w państwach lepiej rozwiniętych – i tych nietkniętych (jak Szwecja) lub w niewielkim stopniu dotkniętych wojną (jak Wielka Brytania), jak i tych przez nią zniszczonych oraz spauperyzowanych (jak RFN).

Standardem już nie tylko nieźle sytuowanej klasy średniej stawały się samochód, telewizor czy lodówka8. O ile auto (zob. podrozdział „Wielka Przemiana”) zwiększyło mobilność społeczeństwa, wypychając ludzi z miasta lub za granicę, o tyle telewizor przykuł ich do kanapy, zwłaszcza że odbiorników przybywało wielokroć szybciej niż pojazdów: w Niemczech Zachodnich było w końcu 1954 r. 84 278 abonentów, trzy lata później – 1,2 mln, a osiemnastu producentów oferowało 130 typów aparatów! W rezultacie błyskawicznie spadała liczba wypraw do kina, rosła natomiast ilość wypijanego w domach alkoholu9.

Dobrze wyposażona kuchnia stała się symbolem zarówno nowoczesności, jak i powracającej mieszczańskiej Gemütlichkeit. W lodówkach i szafkach lądowało coraz więcej wysoko przetworzonych produktów, wymagających od gospodyni mniej czasu i energii, by przygotować posiłek. Kupowano je coraz częściej nie w sklepiku na rogu, ale w samoobsługowych marketach. Jedzenie przestało już tylko umożliwiać przeżycie, jak w głodnych tużpowojennych latach, lecz stawało się przyjemnością, „placebo dla duszy”. W domowym menu, teraz nie tylko szybko przygotowanym, ale także „zdrowym i pikantnym”, znalazło się więcej sałatek, warzyw i owoców pozwalających utrzymać modną, smukłą sylwetkę. Od połowy dekady stawało się ono coraz bardziej kosmopolityczne, sięgano po doświadczenia, dania i przyprawy innych kuchni narodowych, jeszcze przede wszystkim europejskich (zwłaszcza włoskiej)10. Miało się to wkrótce zmienić, społeczeństwa zachodnie zaczynały się bowiem coraz bardziej różnicować etnicznie. W państwach kolonialnych, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, Afrykanie oraz Azjaci także wcześniej nie stanowili rzadkości. Jednak od połowy lat 50. nie byli to już prawie wyłącznie dorośli mężczyźni, coraz częściej przyjeżdżały tu pełne rodziny. Przybysze z Indii Zachodnich, Indii czy Pakistanu stawali się nie gośćmi, lecz sąsiadami11.

Większe dochody, krótszy czas pracy, reformy emerytalne (jak w RFN w 1957 r.) powodowały rozmywanie się dotychczasowych hierarchii społecznych. Poszczególne grupy społeczne, zwłaszcza robotnicy, zmieniały swoje tradycyjne oblicze, co zresztą nie zawsze postrzegano pozytywnie. Przykładem może być głośna, wydana w 1957 r., książka Richarda Hoggarta The uses of literacy12. Ogólnie dostępne popularne media: filmy (zwłaszcza amerykańskie), telewizja, magazyny ilustrowane, tanie powieści prowadziły do uniformizacji zachowań i wzorców kulturowych, zwłaszcza wśród młodzieży (zob. „Chcą po prostu lepiej żyć”)13.

Można oczywiście dyskutować, w jakim stopniu równoległość polskiej odwilży i przemian na zachodzie kontynentu przyczyniła się do skoku modernizacyjnego, obserwowanego nad Wisłą w latach 1956–1957. W niektórych dziedzinach – nauce, szeroko rozumianej konsumpcji, wzornictwie, sporcie, życiu kulturalnym, otwarciu na świat i sposobie jego postrzegania, wykluwaniu się nowoczesnej struktury społecznej, sektorze prywatnym, wsi, pierwocinach ekologii, sferze marzeń i wyobrażeń – zmiany były tak rozległe i głębokie, że można wręcz zaryzykować tezę, że w tym krótkim czasie wylano fundament nowoczesności, na którym opierało się życie społeczne, praktycznie do transformacji ustrojowej ponad trzy dekady później. Można również założyć, że nie tylko polityka, ale także zmiany cywilizacyjne zadecydowały o łatwości, z jaką sięgano po słowo „rewolucja” dla scharakteryzowania rzeczywistości przełomu lat 1956 i 1957. Trudno ją oczywiście dopasować do jej klasycznych definicji14, ale w końcu 1956 czy w pierwszych miesiącach 1957 r. istotne były nie tyle naukowe teorie, ile odczucia. „Rewolucji” używano więc w każdym możliwym kontekście politycznym, kulturalnym czy społecznym, „rewolucji harcerskiej” nie wyłączając15.

Ówczesne odczucia społeczne stały się inspiracją dla tytułu książki. Chociaż przemiany w kulturze, nauce oraz konsumpcji zaczęły się przed październikowym zwrotem, to „rewolucja”, często wręcz „Rewolucja Październikowa”, dla odróżnienia opatrzona wyróżnikiem „polska”, liczyła się właśnie od niego. Także „Październik”, pisany dużą literą, stracił swoje wyłącznie kalendarzowe znaczenie, oznaczając od tej pory nie tyle miesiąc, co dosłownie „godzinę zero” i początek nowej ery16. Widać to zresztą nie tylko w narracjach polskich, ale i obserwacjach zewnętrznych. „Anglicy przez 12 lat nie widzieli Polski samodzielnej i niepodległej – komentował Stefan Litauer. – Przez 12 lat Polska była dla nich ogonkiem ciągnącym się za Związkiem Radzieckim, którego nie rozumieli i nie rozumieją po dziś dzień. [...] Dopiero teraz, od chwili naszej rewolucji październikowej, Anglicy nas zauważyli jako samodzielną twórczą siłę. Dopiero teraz przestali nas mierzyć stereotypową miarą radzieckiego satelity za żelazną kurtyną. Polska ukazała się nagle Anglikom jako obraz godny uwagi, który tchnie świeżymi barwami, własną, niepospolitą koncepcją”17. Charakterystyczne były także obserwacje gości z Zachodu: „Kiedy się [...] przekracza polską granicę – pisał Werner Friedmann, prominentny zachodnioniemiecki dziennikarz, redaktor naczelny »Süddeutsche Zeitung« – napotyka się na zwrot, który potem towarzyszy przez Polskę wzdłuż i wszerz. Brzmi on »Od Października«, i trzeba przyznać, że od bezkrwawego powstania przeciwko Moskwie w październiku 1956, które – w przeciwieństwie do zakończonego krwawą łaźnią słusznego buntu narodu węgierskiego – przebiegło pomyślnie, wiele rzeczy uległo zmianie”18.

Cezura początkowa „rewolucji”, przynajmniej w sferze symbolicznej, nie budzi specjalnych zastrzeżeń, natomiast bardziej dyskusyjna jest końcowa. Dla jednych skończyła się już w wieku niemowlęcym19, dla innych taką granicą były styczniowe wybory w 1957 r., zwłaszcza wezwanie Gomułki do głosowania bez skreśleń. Jednak szukając punktów stycznych między wyhamowaniem liberalizacji politycznej i zmian modernizacyjnych, zwłaszcza zaś odczuć obywateli, należy bezsprzecznie wskazać na jesień 1957 r. Wtedy ostatecznie zakończył się proces krzepnięcia i stabilizacji popaździernikowych struktur państwowych, już w pełni gotowych do kontrataku zarówno na froncie politycznym, jak gospodarczym, społecznym czy kulturalnym. Decyzja o zamknięciu „Po Prostu” i wywołane nią warszawskie rozruchy miały znaczenie symboliczne, ale stanowiły tylko fragment znacznie szerszej układanki.

Na napływające z partyjnego „terenu” pytania o obchody rocznicy VIII Plenum odpowiedź była jednoznaczna: „Jeśli chodzi o sprawę obchodu rocznicy października, to rzecz ta ma być dopiero przedmiotem decyzji najbliższego posiedzenia Biura Politycznego. W każdym bądź razie nie będzie prawdopodobnie tendencji do jakichś obchodów rocznicy października, to byłoby zupełnie fałszywe. Można być z góry pewnym, że te akcje, które tam gdzieś studenci podejmują, to są akcje wrogie, akcje podejmowane przeciwko polityce partii. Przeciwko tego rodzaju wystąpieniom z całą surowością należy przeciwdziałać, nie dopuszczać w ogóle do tego rodzaju wystąpień. Nikt, żadna organizacja bez zgody instancji partyjnych nie może w tym zakresie na własną rękę jakichś szerszych akcji podejmować”20.

To „najbliższe posiedzenie” odbyło się 1 października 1957 r. Zalecono rozesłanie do Komitetów Wojewódzkich odpowiednich wytycznych, jednocześnie zapowiadając rozpoczęcie oczyszczania partii z „elementów rewizjonistycznych i antysocjalistycznych z jednej strony oraz frakcjonistów kierunku dogmatyczno-sekciarskiego [z drugiej]”21. Sekretariat KC rozesłał wskazówki w sprawie rocznicy 4 października 1957, kiedy warszawskie zamieszki wywołane zamknięciem „Po Prostu” trwały już trzeci dzień. Nazajutrz, ostatniego dnia demonstracji, Gomułka spotkał się z dziennikarzami, a jego długi monolog nie pozostawiał złudzeń. Należało sobie wybić z głów nie tylko „drugi etap rewolucji”, ale też jakąkolwiek „rewolucję”. Nawet symboliczny „Październik” został w stenogramie przekreślony i zastąpiony „polityką ustaloną na VIII Plenum”22. Ostrzeżenia skierowane do prasy należało jednak potraktować szerzej: „Skończył się okres rozdwojenia między słowem a działalnością – ostrzegał Gomułka. – Myśmy wiele mówili na temat środków, które stosować będziemy w wypadku niepodporządkowania się linii partii. Dotychczas tych środków nie stosowaliśmy. Ale ten okres się już skończył. To, cośmy zapowiedzieli, zaczynamy realizować”23. W rzeczywistości realizowano już od jakiegoś czasu: przygaszono zielone światło dla dopiero co zreanimowanej prywatnej inicjatywy, ograniczono możliwości prywatnych wyjazdów zagranicznych, przykręcono śrubę kulturze, radykalny zwrot zaobserwowano w polityce historycznej24. O weryfikacji, w której toku do połowy 1958 r. usunięto co szóstego członka PZPR, wspomniano już wcześniej.

Koniec „rewolucji” był wyraźnie widoczny w nastrojach społecznych. Z listów wysyłanych w czasie warszawskich manifestacji i bezpośrednio po nich (5–7 X 1957) przebija głęboki pesymizm i poczucie zaprzepaszczenia „zdobyczy Października”. „Zamordyzm wrócił – pisał w liście do kogoś w Argentynie nieznany nadawca. – Partia się znowu sroży, zawsze się u nas mogą powtórzyć Węgry. Ludność przygnębiona”25. „Brakuje teraz tylko pokazowego procesu redaktorów »Po prostu« wykazującego powiązanie z obcym wywiadem i »Wolną Europą« – pisał mieszkaniec Lublina – a będziemy mieli sielski obrazek z dawnych stalinowskich czasów”26. Nie należy również bagatelizować wysłania przez ZSRR pierwszych sztucznych satelitów Ziemi: Sputnika I 4 października 1957 i miesiąc później (3 XI) Sputnika II, już z pierwszą żywą istotą – psem Łajką. Niezależnie od olbrzymiej dawki propagandy był to dla społeczeństwa wyraźny sygnał przewagi, nie tylko technologicznej, ZSRR nad USA. „Ameryka dostała po nosie” – notowała 8 października Maria Dąbrowska27. Korespondujący z Jerzym Giedroyciem Marek Hłasko jeszcze 16 września 1957 r. ograniczał narzekania do coraz groźniejszej cenzury, ale półtora miesiąca później, 29 listopada 1957 r., pisał: „Wysyłam ten list z innego kraju od tego, z którego wysłałem do Pana poprzednie listy. [...] Oczywiście wszyscy liczą na to, iż jest to stan przejściowy – cóż jednak z tego? Ostatni stan przejściowy trwał równe lat dwanaście”28. Choć kolejny trwał o dwie dekady dłużej, to doświadczenia lat 1956–1957 okazały się szczepionką na tyle skuteczną, że pomogły przetrwać społeczeństwu w niezłym zdrowiu.

*

Kiedy patrzymy z dystansu na odwilż lat 1956–1957, trudno jest nieraz odtworzyć jej rzeczywistą, społeczną, a nie polityczną dynamikę. Jakie zmiany zauważano najszybciej? Które z nich uznawano za najbardziej istotne? Co okazało się zjawiskiem trwałym, co zaś nie wytrzymało próby czasu? Nie prowadzono pod tym kątem badań opinii publicznej, a zarówno opracowania urzędowe, jak i teksty gazetowe czy nawet namiętnie wtedy rozpisywane ankiety nie są w stanie ich zastąpić. Również autorzy diariuszów tylko czasami mieli zdolności analityczne, pozwalające na jednoczesne zdiagnozowanie szerokiego spektrum problemów. Z kolei podsumowania dokonywane na przykład z okazji pierwszej rocznicy Października były zazwyczaj nie tylko ogólnikowe i obarczone prezentyzmem, lecz także skupiały się przede wszystkim na kwestiach politycznych. Wyraźne były też skutki (auto)cenzury29.

Choć zabrzmi to może nieco paradoksalnie, dobrymi przewodnikami po krajobrazie społecznym Polski lat 1956–1957 są ówcześni satyrycy, a zwłaszcza karykaturzyści, przyzwyczajeni do wnikliwego obserwowania rzeczywistości i błyskawicznego jej komentowania, często w formie sprowadzonej do kilku kresek. Karykatura przy całym swoim nieuchronnym subiektywizmie jest jednocześnie, jak twierdził Jacques-Marie Boyer-Brun (który zresztą skłonność do satyry przypłacił w 1794 r. dosłownie głową), „termometrem wskazującym stan opinii publicznej”30. Mocno osadzona w przestrzeni i czasie, stanowi(ła) narzędzie pokazujące nie tylko temperaturę, ale również nadzieje czy rozczarowania nieraz lepiej niż długi analityczny tekst.

Wraz z odwilżą zaczął się dobry czas dla satyryków. Spośród licznych powstałych wtedy doskonałych rysunków31 dwa narzucają się jako ilustracja społecznej panoramy lat 1956–1957. Oba zostały opublikowane w powszechnie czytanych i w niemałym stopniu opiniotwórczych warszawskich „Szpilkach”. Straszny sen personalnej Karola Ferstera, znanego pod pseudonimem „Charlie”, ukazał się w 28. numerze tygodnika z 15 lipca 1956 r. Odwilż była już wyraźnie odczuwalna, ale nikt jeszcze nie przeczuwał, jak (i czy) się potoczy – wszak od tragedii poznańskiej nie minęły nawet trzy tygodnie, a zatrzymanych i czekających na sąd uczestników określano słowami zaczerpniętymi bezpośrednio ze stalinowskiego słownika.

Szafy podobne do sportretowanej przez Ferstera stały w pokoju „personalnego” każdej większej instytucji, zazwyczaj pracownika Urzędu Bezpieczeństwa albo blisko z nim współpracującego. Przechowywano w nich jedne z wielu zmór stalinizmu – tajne opinie i szczegółowe ankiety personalne, wypełniane przez obywateli przy każdej okazji. Decydowały o losach i karierze, nic też dziwnego, że wypełnianie rubryk budziło rozterki lub strach. Czy lepiej przyznać się do ziemiańskiego pochodzenia dziadka, wuja w Argentynie, własnego uczestnictwa w AK i ministrantury syna, stawiając pod znakiem zapytania awans czy przyjęcie na studia, lub też zataić te fakty, w razie zaś wykrycia narazić się na jeszcze gorsze konsekwencje? Teraz ta stalinowska puszka Pandory została otwarta, a wszelkie tajemnice uwolnione, z nieznanymi na razie skutkami.

Za swoistą zmienną kontrolną może posłużyć Moda 1957 Juliusza Puchalskiego, opublikowana pół roku później, 3 lutego 1957 r. Mimo pierwszych rozczarowań, przede wszystkim przedwyborczymi wezwaniami Gomułki, odwilż była w pełni, zwłaszcza w swojej nie tyle politycznej, ile bardziej nas interesującej społecznej odsłonie. Tych kilka miesięcy wystarczyło, by potwierdzić jedne obserwacje, inne zaś zamieść pod dywan (lub znowu schować w szafie).

Oczywiście rysunków nie należy traktować dosłownie, a raczej widzieć w nich narzędzie porządkujące układ książki. Karykatury nie mogą także oddać pełnej panoramy odwilżowej Polski. Na szczęście Ferster okazał się tak przewidujący, że ostatniej postaci gramolącej się z szafy musimy się domyślać, nie wiemy też, kto w niej jeszcze pozostał. Daje to zarówno autorowi, jak i czytelnikom pole do własnych interpretacji i uzupełnień.

Karol Ferster, Straszny sen personalnej, Muzeum Karykatury

Juliusz Puchalski, Moda 1957 r., „Szpilki” 1957, nr 5.

Fakt, że rysownik wybrał „bikiniarza” na osobę otwierającą pochód, nie powinien dziwić, młodzi byli bowiem i pionierami, i pierwszymi beneficjentami zmian (zob. rozdział „My, młodzież wieku atomowego”). Ferster nie przewidział jednak, że symbolizujący swoistą opozycję obyczajową bikiniarz w najbliższym roku wiele straci ze swojego kontestatorskiego mitu. Chociaż „modny” obywatel z karykatury Puchalskiego ma wciąż bikiniarskie atrybuty, jak krawat, skarpetka w paski czy but na tzw. słoninie, to przedstawiciele tej grupy, skutecznie zasymilowani przez rewolucję, nie budzili w 1957 r. specjalnych emocji. Nie można tego natomiast powiedzieć o zróżnicowanej wewnętrznie grupie, podciąganej zazwyczaj pod wspólny „chuligański” mianownik, nagminnie (i niesłusznie) kojarzonej z „bikiniarzami”. Wytłumaczenie, dlaczego na obu rysunkach brakuje jednak wątku chuligańskiego, wydaje się proste. W połowie 1956 r. chuligani stanowili codzienny, groźny, ale niejako już oswojony element przestrzeni publicznej, czego dobrym świadectwem jest Zły Leopolda Tyrmanda. Niewiele zmieniło się pół roku później, mimo że zjawisko przybrało większe rozmiary i bardziej niebezpieczną, agresywniejszą formę. Identycznie wytłumaczyć można brak figury pijaka, chociaż spożycie alkoholu wystrzeliło wraz z odwilżą. Bikiniarz na rysunku Ferstera trzyma bowiem butelkę mitycznej coca-coli, a flaszka u stóp modnisia A.D. 1957 jest raczej świadectwem ówczesnej fascynacji Zachodem. Można to uznać za paradoks, gdyż zarówno chuligaństwo, jak i pijaństwo, często traktowane łącznie, zostały uznane za najbardziej niebezpieczne zmory trapiące polskie społeczeństwo czasu odwilży. Im też poświęcony jest pierwszy rozdział książki („Giną spokojni ludzie”).

Umieszczenie na eksponowanym miejscu roznegliżowanej młodej i atrakcyjnej kobiety można interpretować dwojako. Z jednej strony już w połowie 1956 r. trwała dyskusja o teoretycznie nieistniejącej prostytucji, którą szybko uznano za jedną z plag trapiących „odwilżową” Polskę (rozdział „Tajemnica publiczna”). Z drugiej – wydarzenia lat 1956–1957 dobitnie pokazały, że rewolucja nie bez powodu jest rodzaju żeńskiego: to kobiety wyraźniej niż mężczyźni zaznaczyły dążenie do zrzucenia więzów stalinowskiego purytanizmu, pokazania własnego „ja”, innego stosunku do seksualności, pokazywania ciała i dysponowania nim. Rozdział trzeci „Łatwiej je wyzwolić, niż potem opanować”, czyli piękno i piekło kobiet próbuje naświetlić zarówno nowe spojrzenie na wzorce kobiecości i seksualności, jak i bezpośrednio z nimi powiązaną walką o świadome macierzyństwo.

Pokazanie wizerunku uśmiechniętego stachanowca dwa tygodnie po buncie robotników Poznania trudno potraktować inaczej niż ironiczne pożegnanie z idealizowanym przez propagandę fabrycznym światem. W połowie 1956 r. w zakładach pracy zaczęło wrzeć, jesienią to robotnicy stanowili obok młodzieży motor rewolucji, a fabryki stały się najważniejszymi obok szkół wyższych polami bitewnymi Października. Rozdział czwarty „Fabryczne rewolucje 1956–1957” odnosi się do popaździernikowych rozrachunków („Społeczne zapotrzebowanie na taczki”) oraz wymuszanych przez polityczne, społeczne i ekonomiczne realia prób utrzymania wewnątrzfabrycznego konsensusu („Ty mnie nie rusz – to i ja ciebie nie ruszę”) i w końcu stanowiących jeden z symboli odwilży rad robotniczych („Wybraliśmy Radę Robotniczą...”).

Bezrobocie, jedno ze sztandarowych, a jednocześnie rzadko przypominanych odwilżowych zjawisk, dotykało nie tylko robotników, ale także (przede wszystkim?) zredukowanych inteligentów, wojskowych oraz funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Rozdział piąty „Niepotrzebni muszą odejść”, czyli widmo bezrobocia 1956–1957 pokazuje ekonomiczne, społeczne, geograficzne i historyczne uwarunkowania załamania na rynku pracy, próby interwencji ze strony państwa – od aktywizacji peryferii po reaktywację pomysłów emigracji zarobkowej, paletę konfliktów wywołanych lub wzmocnionych przez bezrobocie, po niełatwe zagospodarowanie zwolnionych wojskowych, aparatczyków czy ubeków z jednej strony skupiających specjalną uwagę władz, z drugiej powszechnie poddawanych społecznej ekskluzji.

Trzeba przyznać, że portretując postawy młodzieży, Ferster wykazał się zarówno świetnym zmysłem obserwacji, jak i doskonałym wyczuciem. Nie bez powodu wyposażył zetempowca w podwójne, janusowe oblicze – młodzi „wyznawcy ideologii” zaczęli się bowiem buntować w takim stopniu, że stali się główną siłą antystalinowskiej rewolucji. Ale też zostali jej pierwszymi ofiarami i rozczarowani odeszli od polityki, skupiając się na mniej zideologizowanych, a bardziej praktycznych aspektach codzienności. Nie bez powodu też rozdział poświęcony młodemu pokoleniu („My, młodzież wieku atomowego”) pokazuje ich drogę od Karola Marksa do Alberta Einsteina.

Mieszczka z różańcem u Ferstera i biblia (książka do nabożeństwa?) trzymana przez symbolicznego przedstawiciela 1957 r. ilustrują nie tylko zmianę w stosunkach państwo – Kościół, do której doszło w końcu 1956 r., ale i sugerują (zwłaszcza trzymany dla przeciwwagi Kapitał) jej bynajmniej niejednoznaczne skutki. Celem rozdziału „Trwa ofensywa kleru”, czyli (chwilowe) odwrócenie ról jest tym samym prezentacja nie tyle koegzystencji Gomułki i Stefana Wyszyńskiego, ile społecznego kontekstu powrotu religii do szkół czy fali tzw. klerykalizacji, nieomijającej zresztą szeregów PZPR, wojska czy milicji.

Przyznający się bez strachu do rodziny za granicą (w USA!) mężczyzna z rysunku Ferstera symbolizuje w rzeczywistości znacznie więcej. Trzy kolejne rozdziały pokazują próby przełamania duszącej izolacji, wyjrzenia na świat, potwierdzenia przynależności Polski do świata zachodniego: „Pojadę za granicę w tym roku, żeby nie wiem co” omawia nie tylko kwantytatywne skutki szerszego uchylenia granicznych furtek, ale także rozwijane przez społeczeństwo strategie umożliwiające wyjazdy, sposoby ich finansowania etc.; rozdział „Kultura – jest na Zachodzie!” prezentuje przyspieszoną kulturową okcydentalizację Polski w latach 1956–1957, a jednocześnie wyjątkowe w tym czasie znaczenie paryskiej „Kultury”. W końcu rozdział „Opowiadamy się za nowoczesnością”. Tylko jaką? traktuje o próbach implementacji zachodnich, nowoczesnych wzorców konsumpcyjnych (skupiono się na dwóch symbolicznych dla modernizacji produktach – samochodach i tworzywach sztucznych).

Mimo że obie „przewodnie” karykatury zawierają odniesienia do bliższej i dalszej przeszłości, świadomie zrezygnowano z ich prezentowania. Z jednej strony wątek „akowski” został już skutecznie wyeksploatowany32, z drugiej zaś „odwilż historyczna” lat 1956–1957 miała znacznie szerszy zakres, zasługujący wręcz na osobną monografię. Przede wszystkim wcale nie była warszawocentryczna, lecz miała swoje niezwykle istotne (ponad)regionalne konteksty. Na Pomorzu, Kaszubach, Śląsku czy w Wielkopolsce wydobywano z zapomnienia własnych bohaterów, zarówno XIX-wiecznych (np. Józef Lompa, Hieronim Derdowski), jak i powstańców wielkopolskich oraz śląskich 1918–1921 czy „Gryfa Pomorskiego” z lat okupacji. Szybko zmieniono szkolne programy nauczania historii i przemodelowano muzealne ekspozycje. Choć Józefowi Piłsudskiemu czy Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu nie wybaczono, to zrehabilitowani zostali ich żołnierze, a np. kampania 1939 r. przestała być traktowana wyłącznie jako skutek fatalnej, zgubnej polityki sanacyjnych władz. W 1956 r. zmianę można było zauważyć nawet w „Żołnierzu Polskim”, piśmie podlegającym dotąd rygorystycznemu nadzorowi ideologicznemu. W rocznicowym numerze podkreślano, że ostatnie miesiące „jak gdyby zaostrzyły nam pamięć. W tragedii wrześniowej dostrzegamy dziś wyraźniej niż kiedykolwiek – obok nieudolności i zdrady sanacyjnych rządców ówczesnej Polski – ogrom patriotyzmu i bohaterstwa ludu polskiego, polskich żołnierzy. [...] Pamięć nasza nie jest już bezimienna. Czcimy nie tylko żołnierzy poległych, lecz także tysiące – żyjących po dziś dzień”33. I chociaż z okazji kolejnej rocznicy września 1939 Paweł Jasienica narzekał, że „po Październiku przysłowiowe zielone światło winno zabłysnąć nie tylko na szlakach romansu i rock and rollu, lecz również przed historiografią i publicystyką na tematy historyczne...”34, to od końca 1956 do jesieni 1957 r. powstanie warszawskie, Tobruk, Monte Cassino czy Falaise były bardziej widoczne na półkach księgarskich i w prasie niż Lenino lub Berlin.

Na wiecach oraz w listach do władz, radia i redakcji prasowych nie obawiano się zadawać pytań o Katyń, stosunki z ZSRR, kresy. Na fali społecznej aktywności reaktywowały się – lub powstawały nowe – instytucje regionalne zajmujące się także lokalną przeszłością, jak m.in. Instytut Śląski w Opolu czy Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze” w Olsztynie. Zajmowały się nie tylko opisywaniem przeszłości, ale również ratowaniem przed ostateczną dewastacją jej materialnych świadectw, w tym zabytków kultury szlacheckiej. Nie z tego jednak powodu pojawiły się wątki ziemiańskie w obu rysunkach. Choć do przełomowego reportażu Małgorzaty Szejnert, poświęconego żyjącym w PRL rodzinom arystokratycznym, musiało minąć jeszcze kilkanaście lat35, to niedawni tzw. bezeci (byli ziemianie) mogli odetchnąć. Skończyły się systemowe szykany (np. przy przyjmowaniu na studia), przestali być bohaterami negatywnymi36. Wręcz odwrotnie, wracali do swojej dawnej roli wzorca kulturowego, który utrzymali po cichu do końca PRL (i później). „Po 1956 raczej mi pochodzenie pomagało, a nie przeszkadzało – wspominał Xawery Krasicki. – Do tego stopnia, że kiedy byłem dwa czy trzy razy w podróży służbowej z CAF-u w Moskwie, to mówili do mnie per »towariszcz graf«. Nigdy inaczej...”37.

Stosując odpowiednie działania maskujące, mogli powrócić do niektórych dawnych form aktywności. Na przykład zarząd powołanego w połowie 1957 r. w Sopocie Jeździeckiego Ludowego Klubu Sportowego tworzyli pochodzący z rodzin ziemiańskich Witold Białoszewski, Andrzej Tyszkiewicz i Michał Niemojewski38. W tym samym roku „Czytelnik” wydał Szczenięce lata Melchiora Wańkowicza, który swój odautorski wstęp rozpoczął następująco: „Propozycja wydania Szczenięcych lat w trzynastym roku Polski Ludowej zaskoczyła autora. Ta książeczka już w 1934, kiedy się ukazała, była odległa o stulecie. A może i o dwa, bo na głębokich kresach konserwowały się obyczaje z końca XVIII w.” (s. 5)39. Niektórzy rozparcelowani ziemianie podejmowali próby odzyskania przynajmniej części utraconego majątku, co charakterystyczne – czasami z powodzeniem, korzystając z poparcia powiatowych urzędników i zazwyczaj przy zdecydowanym oporze wsi40.

Choć jest to bezsprzecznie wątek fascynujący, to jednak w skali całego kraju incydentalny i niekoniecznie animujący społeczeństwo. Inaczej niż problem, który zazwyczaj umyka w kontekście odwilży 1956–1957, czyli pieniądze. Nie ulega wątpliwości, że nowy stosunek do nich, do zarabiania i wydawania, zamożności i biedy jest pochodną Października. Charakterystyczne, że nie tylko na rysunku Ferstera, ale i w ogólnym dyskursie do jesieni 1956 r. tematy te praktycznie nie występują. Wraz z Październikiem, zelżeniem nadzoru i wzmożeniem społecznej aktywności tama błyskawicznie pękła. Nie dziwi też, że modny obywatel 1957 posiada już atrybuty klasy średniej, może niekoniecznie zamożnej, ale konsumpcyjnie aspirującej. Nie był to bynajmniej wyłącznie pogląd autora, gdyż narodziny nowej grupy zauważali zarówno obserwatorzy krajowi, jak i goście z zagranicy. To w niemałym stopniu tej grupie poświęcone są trzy ostatnie rozdziały: „Każdy chce jakoś żyć”. Pieniądze, bieda i bogactwo w (po)październikowej Polsce; „Koniki się rozbrykały”, czyli jak szybko można sprywatyzować państwo? i „Interesy się robi”, czyli nadzieje i rozczarowania prywatnej inicjatywy.

Książka przedstawia tylko wycinek polskiej rzeczywistości lat 1956–1957. Pominięte zostały bowiem obszary, zjawiska czy grupy społeczne, które podlegały w tym czasie równie rewolucyjnym przemianom i zasługują na osobne, obszerne monografie: wieś, sfery artystyczne, literatura, sport, szeroko rozumiana technika, szkolnictwo, kwestie mieszkaniowe, mniejszości narodowe, Ziemie Zachodnie i Północne... Ale nawet bez ich uwzględnienia liczba potencjalnych źródeł jest praktycznie niezmierzona i zmusza do radykalnej selekcji. Podstawę stanowiły materiały partyjne, administracji państwowej, Rady Państwa oraz sejmu przechowywane w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, gwarantujące ogólniejszą perspektywę. Nie brakowało w nich oczywiście także ujęć szczegółowych, chociaż tych dostarczyły przede wszystkim Archiwa Państwowe. Aby uniknąć wpadnięcia w pułapkę pars pro toto, kiedy z jednej strony dominuje perspektywa stolicy, z drugiej pisze się historię Polski 1956–1957 na przykładzie powiatu mławskiego, przeprowadzono kwerendy w pięciu (oprócz Warszawy) Archiwach Państwowych – w Lublinie, Gdańsku (oddział w Gdyni), Poznaniu, we Wrocławiu oraz w oddziale gromadzącym akta po 1945 r. Archiwum Narodowego w Krakowie. W miarę możliwości starano się przejrzeć w nich podobne zespoły: PZPR, rad narodowych, organizacji kobiecych etc. Nie zawsze było to możliwe, ale pozwoliło na zdiagnozowanie z większym prawdopodobieństwem procesów i zjawisk wspólnych, a także charakterystycznych dla każdego regionu.

Osłabiony w latach 1956–1957 r. aparat bezpieczeństwa41 skupiał się na mniejszościach narodowych, strajkach, środowiskach „wrogich” (akowskich, endeckich, sanacyjnych etc.), niewiele uwagi poświęcając większości problemów poruszanych w książce. Tym samym po materiały przechowywane w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej sięgano sporadycznie. Ich brak rekompensowały materiały osobiste narracyjne: listy wysyłane do władz, radia czy redakcji prasowych, korespondencja Jerzego Giedroycia przechowywana w Archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte pod Paryżem lub materiały opracowywane przez przedstawicieli Radia Wolna Europa na podstawie rozmów z przybyszami z kraju. Wymagały starannej krytyki, dawały jednak osadzoną w miejscu i czasie perspektywę naprawdę oddolną, często krańcowo różną od obrazu wyłaniającego się ze stosunkowo licznych inteligenckich diariuszów. RWE należy być także wdzięcznym za prowadzony z benedyktyńską starannością nasłuch polskich stacji radiowych, dzięki czemu ocalało źródło żywe i aktualne.

Trudno być w jakikolwiek sposób oryginalnym, wskazując na wyjątkową rolę prasy jako źródła do – także dziejów społecznych – lat 1956–1957. Pełna kwerenda, zwłaszcza przy odwilżowym boomie informacyjnym, była niemożliwa, starałem się więc przynajmniej zachować proporcje między tytułami centralnymi a prowincjonalnymi, satyrycznymi i poważnymi, polskimi i zagranicznymi. W przypadku tych ostatnich skorzystałem przede wszystkim ze zbiorów wycinków przechowywanych w Open Society Archive w Budapeszcie, Herder-Institut w Marburgu oraz Archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte. Analizując prasę, nie mogłem pominąć warstwy ilustracyjnej, zwłaszcza karykatur. O ich roli źródłowej wspomniałem wyżej, tu należałoby tylko zwrócić uwagę na trudności interpretacyjne i kontekstualizacyjne.

Różnorodność poruszanych problemów – od świadomego macierzyństwa po tworzywa sztuczne – zmuszała do sięgania po równie szeroki wachlarz literatury. Wypada tylko prosić o zrozumienie i jeżeli coś umknęło uwadze autora, to miejmy nadzieję, bez większej szkody dla ogólnego obrazu.

* * *

1 M.in.: W. Bartoszewski, M. Komar, Wiosna jesienią: październik ’56, Warszawa 2012; P. Bojarski, 1956. Przebudzeni, Warszawa 2016; P. Codogni, Rok 1956, Warszawa 2006; J. Eisler, R. Kupiecki, Na zakręcie historii – rok 1956, Warszawa 1992; J. Karpiński [M. Tarniewski], Porcja wolności (październik 1956), Paryż 1979; P. Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993; Październik 1956 roku: początek erozji systemu, red. M. Jabłonowski, S. Stępka, Pułtusk 2007; Rok 1956 w Polsce i jego rezonans w Europie, red. E.C. Król, J. Szymoniczek, Warszawa 2009; Z. Rykowski, W. Władyka, Polska próba. Październik 1956, Kraków 1989; Polska 1956 – próba nowego spojrzenia, „Polska 1944/45–1989. Studia i Materiały” 1997, t. 3 (http://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=59562, 25 XI 2016).

2 J. Zawieyski, Dzienniki, t. 1: Wybór z lat 1955–1959, oprac. A. Knyt, Warszawa 2011, s. 333.

3 J. Szczepański, Zagadnienia konstruowania i realizacji modelu i wzorów konsumpcji socjalistycznej, [w:] Badania nad wzorami konsumpcji, red. tenże, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1977, s. 33.

4 E. Zubkova, Russia after the war. Hopes, illusions, and disappointments, 1945–1957, Armonk–London 1998, s. 201. Zob. E.V. Demicev, Reforma upravlenija promyslennostju i stroitelstvom 1957–1965 gg. v kontekste specifiki otecestvennoj istorii, Moskva 2011; D.A. Field, Private life and communist morality in Khrushchev’s Russia, New York 2007; Khrushchev and khrushchevism, ed. M. McCauley, Houndmills 1987; W. Taubman, Chruszczow. Człowiek i epoka, tłum. Ł. Witczak, Wrocław 2012; Soviet State and Society Under Nikita Khrushchev, ed. M. Ilic, J. Smith, London–New York 2009; S.E. Reid, Destalinization and Taste, 1953–1963, „Journal of Design History” 1997, vol. 10/2 (Design, Stalin and the Thaw), s. 177–201.

5 A. Schildt, Moderne Zeiten. Freizeit, Massenmedien und „Zeitgeist” in der Bundesrepublik der 50er Jahre, Hamburg 1995, s. 16. Ogólnie o przemianach europejskich zob. H. Kaelble, Społeczna historia Europy. Od 1945 do współczesności, tłum. J. Antkowiak, Warszawa 2010 (tamże obszerna bibliografia).

6 O globalnym znaczeniu roku 1956 zob. S. Hall, 1956. Rok rewolty, tłum. A. Goździkowski, Poznań 2016. Oryginalne spojrzenie na lata 1956–1957 zob. zbiory studiów: 1956. (Nieco) inne spojrzenie. Eine (etwas) andere Perspektive, red./hrsg J. Kochanowski, J. von Puttkamer, Warszawa 2016, oraz Sonde 1957. Ein Jahr als symbolische Zäsur für Wandlungsprozesse im geteilten Deutschland, hrsg. A. Gallus, W. Müller, Berlin 2010. Na znaczenie roku 1957 jako punktu granicznego wskazuje m.in. specjalizujący się w dziejach społecznych brytyjski historyk David Kynaston, autor Tales of a New Jerusalem, zaplanowanej na sześć tomów historii Wielkiej Brytanii od końca II wojny do objęcia przez Margaret Thatcher funkcji premiera w 1979 r. Z naszego punktu widzenia szczególnie istotne są tom drugi (Family Britain 1951–1957, London–New York–Berlin 2007) i trzeci (Modernity Britain. Opening the Box, 1957–1959, London 2013).

7 Zob. The Americanization of Europe. Culture, Diplomacy, and Anti-Americanism after 1945, ed. A. Stephan, New York–Oxford 2006; Americanization and Anti-Americanism. The German Encounter with American Culture after 1945, ed. A. Stephan, New York–Oxford 2005; Amerikanisierung. Traum und Alptraum im Deutschland des 20. Jahrhunderts, hrsg. A. Lüdtke, I. Marßolek, A. von Saldern, Stuttgart 1996; Modernisierung als Amerikanisierung? Entwicklungslinien der westdeutschen Kultur 1945–1960, hrsg. L. Koch, Bielefeld 2015.

8 Szerzej zob. S. Haustein, Vom Mangel zum Massenkonsum. Deutschland, Frankreich und Großbritannien im Vergleich, 1945–1970, Frankfurt–New York 2007 (tamże bibliografia).

9 K. Hickethier, Der Fernseher. Zwischen Teilhabe und Medienkonsum, [w:] Fahrrad, Auto, Fernsehschrank. Zur Kulturgeschichte der Alltagsdinge, hrsg. W. Ruppert, Frankfurt/Main 1993, s. 162–187. A. Schildt, dz. cyt.

10 M. Wildt, Am Beginn der „Konsumgesellschaft”. Mangelerfahrung, Lebenshalturng, Wohlstandhoffnung in Westdeutschland in den fünfziger Jahren, Hamburg 1995, s. 105, 126, 145–146, 162–171.

11 D. Kynaston, dz. cyt., s. 449.

12 R. Hoggart, The uses of literacy. Aspects of working-class life with special references to publications and entertainments, London 1957 (wyd. pol.: Spojrzenie na kulturę robotniczą w Anglii, tłum. A. Ambros, przedmowa A. Kłoskowska, Warszawa 1976).

13 G. Pearson, Hooligan. A history of respectable fears, London–Basingstoke 1983, s. 19.

14 K. Brzechczyn, Rozwój teorii rewolucji w socjologii historyczno-porównawczej. Próba analizy metodologicznej, http://pts.amu.edu.pl/orewolucji/rozwoj_teorii_rewolucji.pdf (7 XI 2016); J. Chodak, Teorie rewolucji w naukach społecznych, Lublin 2012; J. Baszkiewicz, Rewolucja: kilka uwag o zmienności pojęcia, [w:] tenże, Państwo, rewolucja, kultura społeczna, Poznań 2009; Koncepcje polityki, red. W. Wesołowski, Warszawa 2009; J.Ch. Davies, Przyczynek do teorii rewolucji, [w:] A. Jasińska-Kania, L.M. Nijakowski, J. Szacki, M. Ziółkowski, Współczesne teorie socjologiczne, t. 2, Warszawa 2006. Zob. M. Kula, Ku jakiej syntezie polskiego Października?, „Polska 1944/45–1989. Studia i Materiały” 1997, t. 3: Polska 1956 – próba nowego spojrzenia, s. 229–255.

15 W dni harcerskiej rewolucji, „Sztandar Młodych” (dalej: SM), 3 XII 1956.

16 Błyskawicznie zauważyły to nawet dzieci: „Tow. Puszkowski, kier. szkoły Nowogród zauważył, że wśród dzieci przejawił się pogląd, że po przemówieniu Tow. Gomułki nie będzie dwujek z jęz. rosyjskiego”. APL, Komitet Powiatowy PZPR w Lublinie (dalej: KP PZPR w Lublinie), 834. Protokół z zebrania POP w Zofiówce, 28 X 1956, k. 182.

17 S. Litauer, Kariera Polski, „Życie Warszawy” (dalej: ŻW), 3 II 1957.

18 W. Friedmann, „Seit Oktober” – heißt das Zauberwort in Polen, „Süddeutsche Zeitung”, 13–14 VII 1957. Zob. H. Balfour, A Tourist in Poland. Nation Balanced on a Tight-Rope, „Manchester Guardian”, 3 VII 1957. Wskazywanie na Październik 1956 jako „bezkrwawą rewolucję” było znacznie częstsze. M.in. J. Maas, Polen im Zwielicht. Ein wirtschaftlich-politischer Bericht, Bonn 1957, s. 17.

19 Już 2 XI 1956 r. pisał do radia jakiś anonimowy radomianin: „Wszystkich już chyba opuściła gorączka polskiej październikowej rewolucji. Obecnie patrzymy już trzeźwo na wszystko. I co się okazuje? Tak jak przedtem siedzieliśmy w zaplombowanym wagonie, dusząc się oparem Moskwy – tak i siedzimy. Powiedziałbym, że wybiliśmy sobie tylko kawałek deski i powiało trochę czystego powietrza. Ci, co nie widzieli, a poczuli, zaczęli krzyczeć hura. Myśleli, że otworzono całe drzwi i wolno wejść. Wkrótce przekonali się, że to wybita tylko jedna deseczka i wszystko jest tak, jak było, trzeba stać w wagonie. Ci, co stali dalej, niepotrzebnie narobili krzyku”. Oddział Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP (dalej: ODiZP TVP), 1050/18. Biuletyn Listów 76, 24 XI 1956. W cytatach tego rodzaju zachowano oryginalną pisownię, dla wygody czytelnika poprawiono tylko interpunkcję.

20 AAN, KC PZPR, 237/V-253. Stenogram narady I Sekretarzy KW, 28 IX 1957.

21 Centrum władzy. Protokoły posiedzeń kierownictwa PZPR. Wybór z lat 1949–1970, oprac. A. Dudek, A. Kochański, K. Persak, Warszawa 2000, s. 275.

22 AAN, KC PZPR, 237/V-255, k. 8. Spotkanie W. Gomułki z dziennikarzami, 5 X 1957.

23 Tamże, k. 9.

24 Warto zacytować fragment wypowiedzi Gomułki dotyczący powstania warszawskiego na wspomnianym wyżej spotkaniu z dziennikarzami: „Mamy fakty gloryfikowania tego, czego gloryfikować nie należy, ale należy potępić. Towarzysze, to wszystko, co miało miejsce w tym roku, nie wszystko, przepraszam, ale wiele z tego, co miało miejsce w tym roku w związku z rocznicą powstania warszawskiego, wiele z tego politycznie było fałszywe, niesłuszne, szkodliwe. My w stosunku do powstania, do oceny powstania warszawskiego nie mamy co rewidować, towarzysze, nie ma co rewidować. [...] Powstanie warszawskie nie było jakimś oderwanym zjawiskiem. Powstanie warszawskie to dalszy ciąg tej polityki, która była prowadzona przez cały okres sanacji, która była prowadzona w okresie okupacji, która reprezentował rząd emigracyjny w Londynie. I to jest konsekwencja tej polityki i co tu rehabilitować?”, tamże, k. 27. Pogląd upublicznił Zenon Kliszko przy okazji obchodów 15. rocznicy egzekucji 50 więźniów Pawiaka (16 X 1942), ŻW, 16 X 1957.

25 AIPN BU 1585/2924, k. 65. Notatka informacyjna MSW dot. wypadków w Warszawie w dniach 3–6 X 1957, 8 X 1957.

26 ODiZP TVP, 1050/21. Biuletyn Listów 68, 14 X 1957, Jan Kozicki z Lublina, 10 X 1957.

27 M. Dąbrowska, Dzienniki powojenne 1955–1959, oprac. T. Drewnowski, Warszawa 1997, s. 256.

28 M. Hłasko, Listy, wybór, wstęp i oprac. A. Czyżewski, Warszawa 2014, s. 129–131.

29 Np. Rok, który upłynął, „Przekrój”, 20 X 1957, lub teksty Andrzeja Werblana z cyklu O Październiku z perspektywy. Gdy dojrzewał zwrot, „Polityka”, 16–22 X 1957, i Konsekwencje zwrotu i nowe trudności, „Polityka”, 23–29 X 1957. Podsumowanie innych głosów prasy: A.J. Wieczorkowski, Pierwsza rocznica Października, „Polityka”, 30 X–5 XI 1957.

30 Cyt. za: T. Szarota, Niemcy i Polacy. Wzajemne postrzeganie i stereotypy, Warszawa 1996, s. 104. O roli karykatury jako przekazu historycznego zob. m.in.: L.H. Streicher, On a theory of political caricature, „Comparative Studies in Society and History”, vol. 9, no. 4 (VII 1967), s. 427–445; W.A. Coupe, Observations on a theory of political caricature, „Comparative Studies in Society and History”, vol. 11, no. 1, I 1969, s. 79–95; T.M. Kemnitz, The cartoon as a historical source, „The Journal of Interdisciplinary History” 1973/1974, vol. 4, no. 1, s. 81–93; Ch. Achterberg, Karikatur als Quelle. Determinanten sozialwissenschaftlicher Interpretation, Frankfurt/Main 1998; T. Sikorski, Karykatura polityczna jako źródło do badań nad historią Drugiej Rzeczypospolitej. Postulaty badawcze, „Historia i Polityka” 2009, nr 1, s. 63–81.

31 Zob. Rewolucja (po)październikowa. Polska 1956–1957, Warszawa 2016 [katalog wystawy w Muzeum Karykatury w Warszawie, listopad 2016 – marzec 2017].

32 Ostatnio m.in. J.Z. Sawicki, Bitwa o prawdę. Historia zmagań o pamięć Powstania Warszawskiego 1944–1989, Warszawa 2005; M. Napiórkowski, Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014, Warszawa 2016; M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001; J. Wawrzyniak, ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej 1949–1969, Warszawa 2009.

33 W rocznicę Września, „Żołnierz Polski” 1956, nr 17, s. 4. Szerzej: J. Kochanowski, Wrzesień (nie)pamiętany. Początek wojny w polskiej pamięci zbiorowej i polityce historycznej, [w:] Niepiękny wiek XX, red. B. Brzostek, J. Eisler, D. Jarosz, K. Kosiński, T. Wolsza, Warszawa 2010.

34 P. Jasienica, Sprawy Września – po latach, NK, 1 IX 1957.

35 M. Szejnert, Mitra pod kapeluszem. Życie książąt oraz hrabiów w PRL, „Polityka”, 21 IV 1973; 28 IV 1973.

36 A. Łoś, Styl życia ziemiaństwa polskiego po drugiej wojnie światowej, Lublin 2008, s. 61–62.

37 M. Miller, Arystokracja, Warszawa 1998, s. 198. Zob. M.K. Schirmer, Arystokracja. Polskie rody, Warszawa 2012.

38 APG OG, Urząd Miejski w Sopocie, 968. Ewidencja stowarzyszeń zarejestrowanych 1957–1977.

39 Już w 1958 r. w Wydziale Kultury KC PZPR uznano za „niefortunną” publikację zarówno Szczenięcych lat (poprzedzonych „bardzo złośliwą” przedmową), jak i Ziela na kraterze, które „mogło się ukazać tylko przy całkowitej dezorientacji cenzury. Cała książka wywodzi bohaterstwo polskie od wojny 1920 r.”. AAN, KC PZPR, 237/XVIII-173, k. 100. Z uwag krytycznych o literaturze pięknej 1957 i 1958.

40 AAN, KC PZPR, 237/XXV-24. Biuletyn Listów 62, 31 X 1957; tamże, 237/XXV-25. Biuletyn Listów 17, 18 III 1958.

41 Po Październiku „powstały w aparacie tendencje do zwoływania ogólnych narad lub wieców z udziałem przedstawicieli prasy i delegacji robotniczych. Na tych publicznych zebraniach funkcjonariusze starali się odciąć od dawnych błędów, co nieraz połączone było z ujawnianiem tajemnic służbowych i sami dopomóc [sic!] w ujawnieniu ludzi winnych wypaczeń w pracy aparatu bezpieczeństwa, co miało jakoby doprowadzić do rehabilitacji wobec społeczeństwa podstawowej masy funkcjonariuszów. [...] W tym okresie nastąpił w aparacie zanik dyscypliny służbowej i poważne załamanie pracy operacyjnej. Jednak nawet i w tych ciężkich chwilach najbardziej zahartowana część pracowników starała się utrzymać pracę służby bezpieczeństwa, przynajmniej na pewnych najważniejszych odcinkach, utrzymać kontakt choćby z częścią agentury i nie dopuścić do zupełnego zerwania pracy”. AAN, KC PZPR, 237/XIV-158, k. 84. Sprawozdanie MSW o sytuacji w aparacie bezpieczeństwa, 18 III 1957.

I. „GINĄ SPOKOJNI LUDZIE”, CZYLI NIESPOKOJNE CZASY

„Co to za kraj, gdzie nie można spuścić z oczu walizki, żeby jej nie ściągnięto – narzekała na początku kwietnia 1957 r. poznańska radna Eugenia Kobylińska – gdzie chłopcy okradają kioski, kanciarze sprzedają »na lewo«, chuligani zaczepiają spokojnych obywateli, pijacy cieszą się pobłażaniem, a najohydniejsze wyzwiska są na porządku dziennym, gdzie prostytutki okupują kawiarnie, a dobro państwowe niszczyć może każdy. Dość już tego!”1 Nieprzypadkowo stawiała na pierwszym miejscu chuligaństwo i pijaństwo, które – często traktowane łącznie – zostały uznane za najbardziej niebezpieczne zmory trapiące polskie społeczeństwo, znacznie bardziej niż ostatnia z patologicznej triady – prostytucja (zob. rozdział „Tajemnica publiczna”). Nierozdzielne postrzeganie pijaństwa i chuligaństwa jest w niemałej mierze zasadne, podobne były bowiem zarówno uwarunkowania nagłego nasilenia obu zjawisk, jak i znacznie bardziej niż (niewiele) wcześniej zróżnicowane narracje na ich temat. „Przełom roku 1956 polegał na tym – pisał Krzysztof Kosiński – że o problemie pijaństwa mówiono odtąd równocześnie kilkoma językami: walki, socjologii, pragmatyzmu, medycyny, oskarżeń. Odmienność tych języków (i kryjąca się za nią rozbieżność interesów) przyczyniała się do braku spójnej polityki alkoholowej i przeciwalkoholowej w PRL. Co więcej, język – a raczej języki – opisu pijaństwa uwikłane były w schematy ideologiczne, które powracały w miarę odchodzenia od »Października« i z różnym natężeniem pojawiały się do końca istnienia PRL”2.

Henryk Chmielewski, Człowiek – to brzmi dumnie! „Szpilki” 1957, nr 25. Przesłanie karykatury nie wymaga specjalnego komentarza, ciekawe natomiast jest to, ilu czytelników wiedziało, że autorem cytatu w podpisie był Maksym Gorki (dramat Na dnie, 1902).

Można zaryzykować tezę, że podobnym, nieraz wręcz identycznym językiem posługiwano się w odniesieniu do chuligaństwa, które stało się przedmiotem badań prawników, pedagogów i socjologów3. Szerokim echem odbijały się publikowane w „Po Prostu” teksty Stanisława Manturzewskiego4. „Wokół nas z każdym dniem sytuacja się zmieniała – wspominał początek odwilży Jarosław Abramow-Newerly. – [...] Na Starym Mieście odbyło się spotkanie z młodym socjologiem Stanisławem Manturzewskim, który napisał pracę magisterską o języku chuliganów i bikiniarzy, a teraz się doktoryzował. Dotąd wymyślano bikiniarzom od wrogów i degeneratów i nagle o tych wyrzutkach społeczeństwa ktoś pisze doktorat i próbuje wyjaśnić i uzasadnić używane przez nich zwroty. Była to absolutna bomba”5. Już w 1955 r. Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski poświęcili chuliganom film dokumentalny, jak się okazało otwierający tzw. czarną serię6, a po opublikowaniu w końcu tego roku Złego Leopold Tyrmand został przez Komendę Główną MO poproszony o wykłady na temat tego problemu7.

Nieprzypadkowo też obraz statystyczny obu problemów – chuligaństwa i pijaństwa – zaczął się wyraźnie zmieniać w drugiej połowie 1956 r. (choć należy brać pod uwagę także zmniejszanie się w nowych warunkach tzw. ciemnej liczby). Jest to czytelniejsze w wypadku alkoholu, którego spożycie łatwiej ująć liczbowo w litrach, butelkach czy wydanych nań złotówkach. Nawet jeśli pamiętamy o „bimbrowej” ciemnej liczbie, oficjalne statystyki mówią same za siebie.

TABELA 1. Spożycie alkoholu w latach 1955–1958

Produkt

1955

1956

1957

1958

piwo (w mln litrów)

517,0

519,5

569,1

611,6

wódka (w przeliczeniu na spirytus 100 proc., w mln litrów)

62,8

65,8

80,6

73,6

wino (w mln litrów)

68,6

79,4

101,9

114,7

Źródło: Rocznik statystyczny 1959, Warszawa 1959, s. 353.

Gorzej było z chuligaństwem, niedającym się tak łatwo „posegregować” i ująć w tabele. Autor opracowania o chuligaństwie w województwie łódzkim był w połowie 1957 r. wyraźnie zaskoczony skalą komplikacji problemu i „już pierwsze zetknięcie ujawniło wielkie trudności – pisał. – Mimo woli nasuwa się uwaga, że nad problemem chuligaństwa zawisło jakby jakieś fatum, które dotychczas nie pozwoliło nawet skrystalizować samego pojęcia chuligaństwa i wlecze się za nim nie pozwalając uchwycić za gardło tej powszechnej społecznej choroby. [...] Tak władze powołane do walki z chuligaństwem, jak i całe społeczeństwo, właściwie nie wiedzą, co należy zaliczyć do pojęcia chuligaństwa. Wszystko co złe podciągano pod pojęcie chuligaństwa i statystykę trzeba dopiero preparować, żeby się czegoś dowiedzieć. W prokuraturach również ruszano ramionami, kiedy brano do ręki rejestry spraw i trzeba wielu miesięcy pracy, żeby ustalić prawidłowe cyfry. Również Milicja Obywatelska wykazuje zupełne niezrozumienie pojęcia i podciąga pod nie wszelkie przestępstwa zakłócania spokoju publicznego itp.”8.

Niezależnie od definicji i kategorii prawnej wszyscy obserwatorzy byli zgodni – od drugiej połowy 1956 r. łatwiej było na polskich ulicach, w parkach lub knajpach stracić nie tylko portfel, ale również zdrowie czy wręcz życie.

TABELA 2. Akty oskarżenia w sprawach przestępstw o charakterze chuligańskim (przeciwko władzom i urzędom, uszkodzenia ciała, udział w bójce lub pobiciu) w latach 1956–1957

Okres

Akty oskarżenia

Liczba spraw

Liczba oskarżonych

I półrocze 1956

8340

12 485

II półrocze 1956

15 451

23 328

I półrocze 1957

19 539

30 507

II półrocze 1957

21 589

34 080

Źródło: AAN, KC PZPR, 237/XIV-163, k. 72.

O ile wcześniej postrzegano chuligaństwo przede wszystkim jako zjawisko miejskie, o tyle statystyki z pierwszych dziewięciu miesięcy 1957 r. pokazały, że nie ma specjalnej różnicy między miastem (20 209 przypadków) a wsią (19 025). Na tej ostatniej wybryki chuligańskie były zazwyczaj gwałtowniejsze i kończyły się bardziej tragicznie. Ogółem w trzech pierwszych kwartałach 1957 r. straciło życie 180 osób, a 7177 odniosło ciężkie obrażenia. W całym 1956 r. MO zatrzymała za chuligaństwo 20 083 osoby, z których aresztowano 13 567 (7566 w miastach i 6001 na wsi), natomiast tylko od stycznia do końca września 1957 r. zatrzymano 19 720 osób, aresztowano zaś 13 208; najwięcej było młodych w przedziale wiekowym od 18 do 30 lat. Więcej niż wcześniej zdarzyło się zajść grupowych, przeradzających się w starcia uliczne, obejmujących różne grupy społeczne i nieraz mających wyraźnie antyradzieckie nastawienie. Tylko od sierpnia do grudnia 1956 r. odnotowano ich w Polsce 284, najpoważniejsze 18 listopada w Bydgoszczy i 10 grudnia w Szczecinie9. Na wsi takie masowe wydarzenia były z powodów oczywistych rzadsze, miały też inne podłoże, np. religijne lub wynikające z konfliktu między chłopami indywidualnymi a pegeerowskimi lub „spółdzielczymi”10.

Odwilżowe media chętnie podejmowały problem bierności Milicji Obywatelskiej, której funkcjonariusze często powstrzymywali się od bardziej stanowczych interwencji. Karykatury Jerzego Zaruby z końca 1956 r. („Szpilki” 1957, nr 52) i Zbigniewa Kiulina z początku następnego roku („Szpilki” 1957, nr 7) nie pokazują może zmiany w ich zachowaniu, ale w wyglądzie już tak – pod koniec 1956 r. milicjanci otrzymali bowiem służbowe pałki. Szybko nauczyli się ich (nad)używać, z prasy zniknęły zaś krytyczne teksty i rysunki dotyczące MO.

Zależność między wzrostem liczby „czynów chuligańskich” a spożyciem alkoholu rzucała się w oczy. Jeżeli od stycznia do września 1956 r. zatrzymano 164 623 osoby, które popełniły jakieś przestępstwo lub wykroczenie pod wpływem alkoholu (w tym 1272 nieletnich), to rok później już 212 916 (wzrost o 23,3 proc.), w tym 1851 nieletnich (wzrost o 53,4 proc.)11. Podobne były zresztą powody sięgania zarówno po butelkę, jak po nóż czy kastet. Do uwarunkowań „tradycyjnych” można zaliczyć niszczące skutki wojny, industrializację i urbanizację prowadzącą do „proletaryzacji” picia, które likwidacja prywatnych knajp wyrzuciła w przestrzeń dosłownie publiczną. Ta zaś została po wojnie gruntownie zglajszachtowana i wybryki agresywnej młodzieży przed 1939 r., kumulujące się w określonych dzielnicach, teraz rozlały się po całych miastach. Jak tłumaczył Mikołaj Kozakiewicz, chuligaństwo zatraciło swój dawny nożowniczy charakter, nabrało zaś „masowego stylu chuligańskiego »zabawiania się« i »wyżywania się« określonych kręgów młodzieży pochodzącej ze wszystkich warstw społecznych”12. Frustracje wywoływane beznadziejnością bytu i pracy powszechnie łagodzono alkoholem lub/i agresją.

Rozładowywanie napięć na ulicy było w drugiej połowie lat 50. XX w. zjawiskiem globalnym (więcej w rozdziale „My, młodzież wieku atomowego”). Jednak mimo porównywania polskich chuliganów z brytyjskimi Teddy-boys czy niemieckimi Halbstarken znacznie bliżej było im do radzieckich imienników13. Nie bez przyczyny w ZSRR problem agresji młodych ludzi zaczął narastać w tym samym czasie, co w Polsce14. Na przekształcenia kulturowe, społeczne i gospodarcze – będące w świecie Zachodu podstawami młodzieżowego buntu – nakładała się zarówno w ZSRR, jak i w Polsce odwilż polityczna. Jak pisał Mikołaj Kozakiewicz, chuligaństwo stało się „ubocznym, szkodliwym produktem słusznych przemian, jakie przeżywaliśmy w Polsce w ostatnich 18 miesiącach, szczególnie zaś od października zeszłego roku. Miejsce porządku opartego przedtem na potępionych metodach b. MBP nie zajął dość szybko nowy system porządku oparty na demokratycznych podstawach”15.

Prezentowanie wszelkich zjawisk związanych z nadużywaniem alkoholu stało się w latach 1956–1957 tak powszechne, że w celu zyskania odpowiedniego efektu autorzy sięgali zarówno po ujęcia surrealistyczne, jak i nowatorskie formy artystyczne. Karykatura Juliusza Puchalskiego („Szpilki” 1957, nr 31) spełniała oba te kryteria.

Milicja, wcześniej powszechnie oskarżana o brutalność czy łamanie prawa, teraz powstrzymywała się – na wszelki wypadek – od bardziej radykalnych działań, czasami popadając wręcz w bezczynność. „Źle rozumiana krytyka okresu poprzedniego – narzekano w czerwcu 1957 r. w Warszawskim Komitecie Wojewódzkim PZPR – [...] jeszcze bardziej niż poprzednio sformalizowała proces ścigania przestępcy”16. Obwiniano milicjantów, że starają się nie „skrzywdzić” oskarżonego, natomiast często podchodzą bezkrytycznie do wypowiedzi oskarżonych i obrońców17. Z drugiej strony MO była niedoinwestowana, słabo opłacana i wyposażona (np. pałki milicjanci dostali dopiero pod koniec 1956 r.). „Mówi się tak: milicjant odwraca się w bok na widok chuligana, milicjant ucieka, nie interweniuje – pisała warszawska dziennikarka. – Czym, pytam, do licha ma interweniować, czym bronić? Dialektyką?”18 Niezwykle „ostrożnie” działał również wymiar sprawiedliwości. Prokuratorzy często odmawiali zastosowania aresztu tymczasowego lub umarzali sprawy, a kiedy już dochodziło do finału sądowego, wyroki, o ile w ogóle zapadały, były zazwyczaj niskie bądź w zawieszeniu. Nic też dziwnego, że coraz częściej przedmiotem agresji stawali się przedstawiciele władzy, głównie milicjanci. Jeśli w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 1956 r. pobito 2814 funkcjonariuszy, to w tym samym okresie 1957 r. już 3830, najwięcej w województwie katowickim (752) i Warszawie (375)19.

„Odwilżowych” czynników wspomagających chuligaństwo doszukiwano się znacznie więcej. Z jednej strony było to złagodzenie kontroli w zakładach pracy, prowadzące nieraz do tolerowania absencji, pijaństwa czy masowych kradzieży. Z drugiej strony istotny powód stanowił zastrzyk finansowy, podwyżki dostali bowiem w latach 1956–1957 przede wszystkim robotnicy, często młodzi migranci ze wsi, bez większych kwalifikacji i aspiracji. Niemała część ich stosunkowo wysokich zarobków „idzie na wódę, do knajpy, albo na dziwki”, jak Jalu Kurek opisywał w marcu 1957 r. stosunki panujące w Nowej Hucie20. Także wieś, która i wcześniej nie była oazą spokoju, otrzymała w latach 1956–1957 potężny zastrzyk gotówki, obrócony w dużym stopniu na alkohol. W pierwszym półroczu 1957 r. sklepy Gminnej Spółdzielni sprzedały alkohol za 3,174 mld złotych – o ponad 870 mln więcej niż w takim samym okresie 1956 r. Najwięcej wydano w województwie warszawskim (356 mln), następnie lubelskim (264 mln) i poznańskim (254 mln), najmniej – w rzeszowskim (140 mln). W Koszalińskiem alkohol stanowił 21 proc. obrotów GS, w Szczecińskiem 20,6 proc., w Lubelskiem 19 proc., na Podkarpaciu – 10 proc.21 „Prohibicyjne” działania rad narodowych, które mogły np. ograniczać czas i liczbę punktów sprzedaży alkoholu, były powszechnie omijane22. Wraz z potanieniem odwagi i zelżeniem nadzoru błyskawicznie rozprzestrzeniło się bimbrownictwo i nielegalny handel, także oficjalne placówki GS nagminnie bagatelizowały obowiązujące przepisy, „sprzedając wódkę wszystkim o każdej porze dnia i nocy, bez ograniczeń, co bezsprzecznie nie wpływa dodatnio na zwalczanie chuligaństwa i na polepszenie stanu bezpieczeństwa w terenie”23.

Mimo powszechnych apeli o podjęcie walki z alkoholizmem rezultaty były mizerne. O skutkach działań rad narodowych wspomniano wyżej. Także podniesienie cen alkoholu w sierpniu 1957 r. miało – paradoksalnie – skutek odwrotny, sprzedawano go bowiem jeszcze więcej24. Wysuwano też argument, że podwyżkę odczują też rodziny alkoholików. Nie było to pozbawione podstaw, gdyż w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 1957 r. przeciętny Polak wydał 101 złotych na obuwie, 171 na cukier, 193 na papierosy, 218 na pieczywo, 219 na tłuszcze, 374 na artykuły mięsne, 433 – włókiennicze i 452 na alkohol25.

Od września 1957 r. problemem zajmowała się sejmowa Komisja Pracy i Spraw Socjalnych, proponując szeroką, koordynowaną przez międzyresortową komisję i rozłożoną na lata akcję informacyjną, ograniczenie ilości sprzedawanego alkoholu, zmniejszenie jego mocy, zwiększenie produkcji napojów bezalkoholowych oraz zakładanie w dużych miastach izb wytrzeźwień. Zaangażowane w walkę z pijaństwem „Słowo Powszechne” mogło w końcu stwierdzić, że „ruszył front walki z alkoholizmem” (16–17 XI 1957). Kilka dni później (21 XI 1957) prezes Rady Ministrów wydał zarządzenie (nr 252) w sprawie powołania stałej Komisji Rady Ministrów do Rozpatrywania Spraw i Przygotowywania Wniosków Zmierzających do Skoordynowania i Wzmożenia Wysiłków Resortów w Walce z Alkoholizmem26. Trudno powiedzieć, czy ten twór o kalamburowej nazwie był skuteczny, w każdym razie „Trybuna Ludu” oceniła jego powstanie jako „początek wielkiej ofensywy”27. Pozostając przy militarnej terminologii, można powiedzieć, że ta kampania zakończyła się dwa lata później uchwaleniem 10 grudnia 1959 r. rzeczywiście daleko idącej, obowiązującej do 1982 r. ustawy przeciwalkoholowej28.

Nieco wcześniej ruszył równoległy front walki z chuligaństwem, wspomaganym w takim stopniu przez inne przestępstwa kryminalne, że autorzy pojawiających się w latach 1956–1957 polskich kryminałów nie mieli specjalnych problemów ze znalezieniem rodzimych inspiracji. Świadczy o tym zresztą poniższa tabela.

TABELA 3. Akty oskarżenia w sprawach o kradzież mienia prywatnego, rozbój i kradzież rozbójniczą oraz zabójstwa

Kradzież mienia prywatnego

Liczba spraw

Liczba oskarżonych

I półrocze 1956

7469

9448

II półrocze 1956

13 739

16 343

I półrocze 1957

13 130

16 556

II półrocze 1957

15 887

19 426

Rozbój i kradzież rozbójnicza

Liczba spraw

Liczba oskarżonych

I półrocze 1956

379

638

II półrocze 1956

631

1062

I półrocze 1957

687

1162

II półrocze 1957

652

1127

Zabójstwa

Liczba spraw

Liczba oskarżonych

I półrocze 1956

246

364

II półrocze 1956

296

414

I półrocze 1957

326

449

II półrocze 1957

344

484

Źródło: AAN, KC PZPR, 237/XIV-163, k. 72–73.

Analizując powyższe dane, trzeba pamiętać, że jest to obraz niepełny, pokazujący tylko sprawy, które miały swój prokuratorsko-sądowy finał. Przy wspomnianej wyżej „ostrożności” zarówno organów ścigania, jak i wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza od jesieni 1956 do wiosny 1957 r., nawet cięższe przestępstwa nie musiały trafiać na wokandę. Rzuca się jednak w oczy nagłe załamanie porządku publicznego w drugiej połowie 1956 r. i powolna stabilizacja – choć już na wyższym poziomie – w roku następnym. Ostatnie miesiące 1956 r. przyniosły w kryminalnym krajobrazie Polski zmiany nie tylko ilościowe, ale i jakościowe, a komentarz, że „coraz częściej z rąk zbrodniarzy giną spokojni ludzie, przechodnie, pasażerowie. Bandytyzm zaczyna przybierać zastraszające rozmiary”29, nie był tylko opinią dziennikarzy szukających sensacji. Amnestia, która objęła także część więźniów kryminalnych, i odczuwalne osłabienie „porządku prawnego” przyczyniły się do brutalizacji przestępstw, dokonywanych teraz częściej w zorganizowanych grupach i przy użyciu broni. Jeżeli w marcu 1956 r. zanotowano 126 napadów rabunkowych, to w grudniu już ok. 400, a w pierwszym półroczu 1957 r. zlikwidowano 41 uzbrojonych band rabunkowych i 86 pomniejszych szajek30.

Prawie codziennie prasa donosiła o wydarzeniach jako żywo przypominających bezpośrednio powojenny okres chaosu i bezprawia. W połowie września 1956 r. w Grudziądzu podczas strzelaniny bandyta zabił przypadkowego przechodnia, a kilka osób ranił31. W listopadzie zlikwidowano bandę rabunkową grasującą w okolicach Częstochowy. W styczniu 1957 r. Polską wstrząsnęło porwanie Bohdana Piaseckiego (za pomoc obiecano astronomiczną nagrodę – 100 tys. złotych), jednak kroplą, która przelała czarę społecznej cierpliwości, było brutalne zabójstwo warszawskiego studenta Bolesława Ormana na początku marca 1957 r. w Bukowinie Tatrzańskiej. Trudno powiedzieć, czy listy otwarte do władz – jak list 188 budowlańców z 15 kwietnia 1957 r. – były spontaniczne czy inspirowane, pokazywały jednak panujące nastroje. „Głos nasz – pisano w liście – zgodny jest z opinią zdrowej moralnie części społeczeństwa. Dotychczasowe pobłażanie prowadzi do skutków katastrofalnych. Apelujemy o szybkie wkroczenie na drogę ostrej walki z przestępczością, gdyż naród ma prawo domagać się warunków bezpieczeństwa dla obywateli, wielkim wysiłkiem tworzących lepszą przyszłość kraju”32.

Karykatura Huberta Hilschera („Szpilki” 1957, nr 37) nie wymagała podpisu. Polskie drogi, na których dominowały zdezelowane ciężarówki (vide Baza Sokołowska Marka Hłaski), stanowiły obszar prawdziwej gry o życie. Już na początku lat 50. pijani kierowcy byli sprawcami większości wypadków kończących się śmiercią lub kalectwem, jednak problem stał się przedmiotem szerszej dyskusji publicznej dopiero podczas odwilży. Trafił także na ekrany, np. poruszono go w filmie Koniec nocy (1956), w którym rolę niestroniącego od kieliszka kierowcy grał Zbigniew Cybulski.

Reakcja władz była szybka. Z jednej strony zaczęto odchodzić od polityki „łagodnych kar” (sprawca morderstwa został już w maju 1957 r., w trybie doraźnym, skazany na dożywocie), z drugiej reorganizowano milicję, do tej pory będącą kopciuszkiem wegetującym w cieniu policji politycznej. Pierwszy krok uczyniono już w końcu 1956 r., wyposażając milicjantów w pałki. Okazało się jednak, że mimo dokładnych instrukcji często ich nadużywano, zdarzały się ciężkie pobicia, nawet kobiet. „Myślę, że przyczyny są dwie – komentował dziennikarz »Życia Warszawy«. – Jedna natury psychologicznej; można ją określić jako coś w rodzaju chęci »odegrania się« za tamten niedobry okres bezsilności wobec przestępcy, za pobitych i znieważonych kolegów. W takim stanie psychicznym źle rozróżnia się winnych i niewinnych i czasami wali gdzie popadło. Przyczynia się do tego i prowokowanie słowne ze strony chuliganów, w rodzaju: »teraz mi nic nie zrobicie, bo teraz jest wolność...« itp. Drugą przyczynę widzę w zbyt niskim poziomie wykształcenia pewnej części milicji, zwłaszcza tej z małych, zaniedbanych miasteczek prowincjonalnych. Tacy funkcjonariusze MO mają czasami po 4–5 klas szkoły podstawowej, nie mają natomiast prawie żadnych zainteresowań kulturalnych i jedyną ich »rozrywką« w wolnych godzinach staje się miejscowa knajpa, punkt zborny pijaków i chuliganów, gdzie nietrudno o wywołanie awantury”33.

Rozwiązaniem było z jednej strony wydalenie najbardziej zdemoralizowanych i skorumpowanych funkcjonariuszy. Tylko w pierwszym półroczu 1957 r. usunięto dyscyplinarnie, głównie za pijaństwo, awanturnictwo i nadużycie władzy, prawie 900 funkcjonariuszy (w tym 59 oficerów), ukarano prawie 3700 (w tym 346 oficerów), 175 oddano pod sąd34. Z drugiej, już raczej z myślą o przyszłości, zaczęto większą wagę przykładać zarówno do wykształcenia milicjantów (zalecano, żeby w miastach nawet podoficerowie mieli średnie wykształcenie), jak i do odbudowania zaufania społecznego. Przywrócono dawną rolę dzielnicowego jako swoistego gospodarza terenu, znającego mieszkańców i kontaktującego się z nimi, czuwającego nad porządkiem, także w dosłownym znaczeniu tego słowa. Milicja dostała również więcej sprzętu, w tym radiowozów, powstał Instytut Kryminalistyczny, utworzono pierwsze ruchome laboratoria ekspertów śledczych, kształconych teraz na specjalnych kursach. Powołano wyspecjalizowane oddziały dochodzeniowe, w większym niż wcześniej stopniu korzystano z cywilnych wywiadowców i infiltracji środowisk przestępczych35. Mimo niemałej dozy propagandy zmiany były zauważalne.

W czasie odwilży w narracjach o nadużywaniu alkoholu pojawiła się nowa jakość. Okazało się, że przemoc czy pijaństwo nie są domeną wyłącznie marginesu społecznego, ale dotyczą także np. urzędników i są nieodłącznym składnikiem zjawisk korupcyjnych (Józef Skonieczny, Opite/nieopite, „Karuzela” 1957, nr 9).

Obiecywano również możliwości szerokiego korzystania „z doświadczeń służb policyjnych i milicyjnych na całym świecie”36. Czerpano z nich jednak wybiórczo, nastawiając się na poznanie w pierwszej kolejności nie tyle najnowszych technik kryminalistycznych, ile nowoczesnych metod rozpraszania „zbiegowisk i wrogich manifestacji”. W tym celu w marcu 1957 r. wybrała się do NRD delegacja KG MO i zdecydowała o zakupie u zachodniego sąsiada armatek wodnych37. Pierwsza partia (12 sztuk) dotarła do Polski dopiero w końcu 1957 r.38, tak więc rozruchy po zamknięciu „Po Prostu” były pacyfikowane jeszcze tradycyjnymi środkami. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie październikowe zamieszki przyczyniły się do radykalnego zajęcia się problemem chuligaństwa, co było wygodnym pretekstem do rozprawy z wszystkimi demonstracjami i ich uczestnikami. 4–5 listopada 1957 r., dokładnie miesiąc po wydarzeniach w Warszawie, zaczęły nad tym obradować sejmowe komisje wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. W podjętej miesiąc później uchwale zapisano konieczność uchwalenia ustawy o wzmożeniu walki z chuligaństwem, zaostrzającą represje karne, podnoszącą, zwłaszcza dla recydywistów, dolną granicę kary, bardziej chroniącą funkcjonariuszy, upoważniającą kolegia do ferowania kar pozbawienia wolności39. Nie trzeba było czekać długo – ustawa o zaostrzeniu odpowiedzialności karnej za chuligaństwo została ostatecznie uchwalona 22 maja 1958 r. (Dziennik Ustaw 1958, nr 34, poz. 152).

Zaostrzenie kursu można było jednak zaobserwować już wcześniej. Jeżeli 1 stycznia 1957 r., bezpośrednio po amnestii, przebywało w więzieniach 35,9 tys. osób, to 1 maja – 41,2 tys., 1 sierpnia – 46,6, 1 listopada już 55,7 tys. i jak zapowiadano, „należy sądzić, że napływ więźniów do zakładów karnych będzie nadal wzrastał”40. Nie brzmiało to optymistycznie.

* * *

1 AAN, Kancelaria Rady Państwa (dalej: KRP), 69/134, k. 232. Sesja Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu, 9 IV 1957.

2 K. Kosiński, Historia pijaństwa w czasach PRL. Polityka – obyczaje – szara strefa – patologie, Warszawa 2008, s. 260–261.

3 Chuligaństwo. Studia, red. J. Sawicki, Warszawa 1956; T. Cyprian, Chuligaństwo wśród młodzieży. Problem społeczny i prawny, Poznań 1956.

4 S. Manturzewski, W zaklętym kręgu drętwej mowy, „Po Prostu” (dalej: PP) 1955, nr 35; tenże, Furtki wdechowej twierdzy, PP 1955, nr 37.

5 J. Abramow-Newerly, Lwy STS-u, Warszawa 2005, s. 261.

6 G. Nastałek-Żygadło, Filmowy portret problemów społecznych w „czarnej serii” (1956–1958), Warszawa 2013, s. 92–107.

7 M. Urbanek, Zły Tyrmand, Warszawa 1992, s. 156.

8 AAN, Kancelaria Sejmu (dalej: KS), 164. Tadeusz Nowakowski. Sprawozdanie z walki z chuligaństwem w pow. piotrkowskim, radomszczańskim i bełchatowskim woj. łódzkiego, Piotrków 30 V i 20 IX 1957, k. 269. „Nie ma na terenie tych powiatów – pisał autor opracowania – ani jednej zabawy, na wsi i w mieście, bez bijatyki i konieczności interwencji milicyjnej i pogotowia – nawet na najlepiej przygotowanych zabawach towarzyskich i w najlepszych lokalach”. Tamże, k. 270. Za „chuligańskie” uznawano zazwyczaj „zachowania agresywne, godzące w spokój i porządek publiczny, w tym zwłaszcza zamachy na ludzi i ich nietykalność cielesną oraz niszczenie mienia”. A. Wądołowska, Istota chuligańskiego charakteru czynu, „Prokuratura i Prawo” 2010, nr 12, s. 121.

9 Zob. m.in. A. Dudek, T. Marszałkowski, Walki uliczne w PRL 1956–1989, Kraków 1992, s. 31–36; S. Pastuszewski, Bydgoski Listopad 1956, Bydgoszcz 1996; Przełom po przełomie. Bydgoskie wydarzenia roku 1956, red. A. Paczoska-Hauke, Bydgoszcz 2006; P. Skubisz, Nocna rewolta. Antysowieckie zamieszki w Szczecinie 10 grudnia 1956 r., Szczecin 2009.

10 A. Dudek, T. Marszałkowski, dz. cyt., s. 36–39.

11 AAN, KS, 164. Komisja Spraw Wewnętrznych. Informacja o stanie walki z chuligaństwem i pijaństwem, 25 X 1957, k. 247. Jako czynnik „odmładzania” chuliganów wskazywano również rosnącą liczbę młodzieży nigdzie się nieuczącej i niepracującej (ok. 65 tys. w roku szkolnym 1956/57). AAN, KS, 129. Komisja Oświaty i Nauki, 20 XI 1957, k. 454. Nic też dziwnego, że odnotowywano „niespotykane w poprzednich latach zjawisko powstawania całych band dowodzonych niekiedy nawet przez 14–15-letnich chłopców”. ŻW, 27 III 1957.

12 M. Kozakiewicz, Rycerze noża i kastetu, ŻW, 19 IX 1957.

13 Tenże, Problem ogólnoeuropejski, ŻW, 7 II 1958. Chociaż trzeba przyznać, że wzorce zachodnie nieraz adaptowano w sposób kreatywny. Np. w Turku kilku nastolatków (roczniki 1941–1942) założyło grupę o nazwie „Ku-Klux-Klan”, rozsyłającą anonimy z żądaniem okupu, w przypadku odmowy grożąc wysadzeniem zabudowań (dysponowała w tym celu dwoma pociskami moździerzowymi). Uczniowski „Ku-Klux-Klan” zdekonspirowano w Turku, ŻW, 12 III 1957. Inspirację tego typu przestępstw stanowiło zapewne uprowadzenie w styczniu 1957 r. syna Bolesława Piaseckiego, Bohdana. Po opublikowaniu komunikatu „szereg obywateli otrzymało anonimy, których autorzy żądali złożenia okupu pod groźbą pobicia, podpalenia mieszkania itp. Dochodzenia prowadzone przez milicję wykazują, że sprawcami tych prób wymuszeń są bardzo często młodzi chłopcy. Na 17 ujętych autorów anonimów w ciągu 14 dni lutego br. jest 13 chłopców w wieku do 21 lat. Analiza grafologiczna wykazuje, że duża część anonimów jest pisana przez młodzież szkolną”. ŻW, 27 III 1957.

14 Jeżeli w 1955 r. radzieckie sądy skazały za przestępstwa „chuligańskie” 126 772 osoby (z tego w RSFRR 92 324), to w 1956 było ich 196 558 (143 924), w 1957 – 185 035 (128 672) i w 1958 – 207 587 (145 180). B. LaPierre, Hooligans in Khrushchev’s Russia. Defining, policing, and producing deviance during the thaw, Madison (Wisc.) 2012, s. 18.

15 M. Kozakiewicz, Rycerze..., dz. cyt.

16 APW, Warszawski Komitet Wojewódzki PZPR (dalej: WKW PZPR) 60/X-6, t. 1, k. 14.

17 Tamże, k. 15.

18 A. Kłodzińska, Milicja – to autorytet i siła, ŻW, 9 XI 1956.

19 AAN, KS, 164. Komisja Spraw Wewnętrznych. Informacja o stanie walki z chuligaństwem i pijaństwem, 25 X 1957, k. 244–245, 248–250; M. Kozakiewicz, Rycerze..., dz. cyt.

20 AAN, KRP, 69/46. Posiedzenie WRN m. Krakowa, 14 III 1957, k. 12. Podobne uwagi o Warszawskiej Fabryce Motocykli zob. AAN, KS, 147. Komisja Pracy i Spraw Socjalnych, 17 IX 1957, k. 14–14v.

21 AAN, KS, 146. Komisja Pracy i Spraw Socjalnych, 16 IX 1957, k. 454; „Trybuna Ludu” (dalej: TL), 2 IX 1957.

22 Np. Miejska ofensywa przeciwko pijakom, ŻW, 26 II 1958; Suchy Wołów. Na krawędzi prohibicji, ŻW, 9 XII 1957; Herder-Institut Marburg (dalej: HIM), P-518. Item no 291/58, Stricter measures against abuse of alcohol. Co istotne, rady narodowe udzielały zgody na otwieranie prywatnych restauracji i barów z wyszynkiem, których liczba wzrosła w pierwszych miesiącach 1957 r. z 863 do 2150. TL, 17 IX 1957.

23 Archiwum Narodowe w Krakowie (dalej: ANwKr), Komitet Powiatowy PZPR w Krakowie, 29/2216/65. Informacja o pracy POP przy Powiatowej Komendzie MO i stanie bezpieczeństwa na terenie powiatu krakowskiego, 1 I–1 V 1957, 13 V 1957, k. 255.

24 Mimo podwyżki wzrasta spożycie wódki, ŻW, 13 IX 1957.

25„Gazeta Pomorska” (Bydgoszcz), 5 I 1958.

26 A. Kochański, Polska 1944–1991. Informator historyczny, t. 2: Ważniejsze akty prawne, decyzje i enuncjacje państwowe (1957–1970), Warszawa 2000, s. 69.

27 Początek wielkiej ofensywy, TL, 28 I 1958.

28 DzU 1959, nr 69, poz. 434.

29 Obywatelom należy zapewnić bezpieczeństwo, „Głos Pracy” (dalej: GP), 29 V 1957.

30 ŻW, 27 VII 1957.

31 „Słowo Powszechne” (dalej: SP) 19 IX 1956; ŻW, 19 IX 1956; K. Strzelecki, W trybie doraźnym, SM, 15 V 1957; Obywatelom należy zapewnić bezpieczeństwo, GP, 29 V 1957; Pijani chuligani zamordowali robotnika, „Dziennik Polski” (Londyn), 193, 14 VIII 1957.

32 List otwarty do Ministra Sprawiedliwości, TL, 27 IV 1957.

33 Z pałkami ostrożnie, ŻW, 12 III 1957.

34 Milicja oczyszcza swoje szeregi, TL, 22 IX 1957. Według Krzysztofa Madeja w 1957 r. ukarano co piątego funkcjonariusza (łącznie: 10 370), wydalono dyscyplinarnie ok. 2 tys., a 1,5 tys. zwolniono ze względu na „niski poziom oraz niemoralną postawę”. K. Madej, Bezradność lub represja. Władze wobec przestępczości gospodarczej w PRL (1956–1970), Warszawa 2010, s. 131.

35 AAN, KS, 164. Informacja o stanie walki z chuligaństwem i pijaństwem, 25 X 1957, k. 253–254; M. Kozakiewicz, Przestępczość anno 1957. Milicja od kuchni, ŻW, 23 IX 1957; Lepszy sprzęt – i lepsi ludzie. MO coraz silniejsza, ŻW, 21 VI 1957; MO coraz lepiej pracuje, TL, 23 III 1958.

36 MO wprowadza zmiany, ŻW, 23 III 1958.

37 Polska – Niemcy Wschodnie 1945–1990, t. 3: 1956–1957, red. J. Kochanowski, K. Ziemer, wybór i oprac. dokumentów M. Górny, M. Hartwich, Warszawa 2008, s. 345–350.

38 Tamże, s. 474–477.

39 AAN, KS, 169. Komisja Wymiaru Sprawiedliwości, 5 XII 1957, k. 232–235; TL, 7 XII 1957.

40 AAN, KC PZPR, 237/XIV-163. Komisja KC ds. Wymiaru Sprawiedliwości, Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego. Notatka o sytuacji w więziennictwie, koniec 1957, k. 36. Jednocześnie okazało się, że w 137 istniejących zakładach karnych dysponowano tylko 33 tys. miejsc, co zmusiło do kroków doraźnych, jak powiększanie i zagęszczanie (i tak przepełnionych) istniejących już instytucji, a jednocześnie do planowania nowych, przede wszystkim tzw. oddziałów pracy więźniów. Tamże.

II. „TAJEMNICA PUBLICZNA”, CZYLI PRZESTAĆ SIĘ WSTYDZIĆ, A ZACZĄĆ (ROZSĄDNIE) DZIAŁAĆ

Dostępne w wersji pełnej

III. „ŁATWIEJ JE WYZWOLIĆ, NIŻ POTEM OPANOWAĆ”, CZYLI PIĘKNO I PIEKŁO KOBIET

Dostępne w wersji pełnej

IV. FABRYCZNE REWOLUCJE 1956–1957

Dostępne w wersji pełnej

V. „NIEPOTRZEBNI MUSZĄ ODEJŚĆ”, CZYLI WIDMO BEZROBOCIA 1956–1957

Dostępne w wersji pełnej

VI. „MY, MŁODZIEŻ WIEKU ATOMOWEGO”, CZYLI MŁODE POKOLENIE MIĘDZY MARKSEM A EINSTEINEM

Dostępne w wersji pełnej

VII. „TRWA OFENSYWA KLERU”, CZYLI (CHWILOWE) ODWRÓCENIE RÓL

Dostępne w wersji pełnej

VIII. „POJADĘ ZA GRANICĘ W TYM ROKU, ŻEBY NIE WIEM CO”

Dostępne w wersji pełnej

IX. „KULTURA – JEST NA ZACHODZIE!”

Dostępne w wersji pełnej

X. „OPOWIADAMY SIĘ ZA NOWOCZESNOŚCIĄ”. TYLKO JAKĄ?

Dostępne w wersji pełnej

XI. „KAŻDY CHCE JAKOŚ ŻYĆ”. PIENIĄDZE, BIEDA I BOGACTWO W (PO)PAŹDZIERNIKOWEJ POLSCE

Dostępne w wersji pełnej

XII. „KONIKI SIĘ ROZBRYKAŁY”, CZYLI JAK SZYBKO MOŻNA SPRYWATYZOWAĆ PAŃSTWO?

Dostępne w wersji pełnej

XIII. „INTERESY SIĘ ROBI”, CZYLI NADZIEJE I ROZCZAROWANIA PRYWATNEJ INICJATYWY

Dostępne w wersji pełnej

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA:

CO ZOSTAŁO?

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

SPIS ILUSTRACJI

Dostępne w wersji pełnej

INDEKS NAZWISK

Dostępne w wersji pełnej

Projekt okładki

Dawid Czarczyński

Fotografie na pierwszej stronie okładki:

Edward Uchymiak / domena publiczna

John Vachon

Opieka redakcyjna

Krzysztof Chaba

Adiustacja

Anna Kopeć-Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Korekta

Maria Armata / Wydawnictwo JAK

Wybór ilustracji

Jerzy Kochanowski

Krzysztof Chaba

Książka powstała w oparciu o badania prowadzone w ramach projektu „Rewolucja międzypaździernikowa. Rok 1957 w Polsce”, finansowanego przez grant Narodowego Centrum Nauki (umowa DEC-2012/07/B/HS3/01108).

Copyright © by Jerzy Kochanowski

© Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-4209-8

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Rewolucja międzypaździernikowa Tylnymi drzwiami. Czarny rynek w Polsce 1944–1989 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie