Wyspiański

Wyspiański

Autorzy: Monika Śliwińska

Wydawnictwo: Iskry

Kategorie: Biografie Kultura / sztuka

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 520

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 30.00 zł

Czwarty wieszcz. Autor kilkunastu dramatów, z których jedynie Wesele zyskało miano arcydzieła. Artysta na piedestale, którego życie prywatne pozostaje w półmroku. Mąż, który pisze o żonie w najintymniejszych strofach wierszy. Ojciec, którego zgon złamie życiorysy czworga dzieci. Człowiek, który ściga się ze śmiercią. „Czy (Panu) w oczy kiedy śmierć zajrzała? – mnie ona w oczy patrzy co dzień” – pisze w jednym z listów. Napiętnowany chorobą, spala się w nierównej walce z przeznaczeniem. Gorączkowo szuka dróg spełnienia artystycznego. W przededniu śmierci czyta o sobie: „największy z żyjących polskich poetów”. Wierzy w nieśmiertelność, bo jedynie ona może przynieść wyzwolenie. Z archiwów, dokumentów rodzinnych, listów i pamiętników Monika Śliwińska rekonstruuje mało znany, prywatny portret Stanisława Wyspiańskiego. Przedstawia dramatyczny zapis życia genialnego malarza, poety, reformatora teatru; artysty u szczytu popularności, który żegna się ze światem.

Projekt graficzny: Andrzej Barecki

Redakcja i opracowanie indeksu: Leszek Kamiński/ADK Media

Korekta: Dobrosława Pankowska

Okładka: S. Wyspiański, Planty o świcie, 1894, Muzeum Narodowe w Krakowie

Obwoluta: S. Wyspiański, Autoportret na miesiąc przed śmiercią, 1907, Muzeum Narodowe w Krakowie

Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, aby ustalić autorstwo i skontaktować się z autorami wszystkich zdjęć zamieszczonych w książce. W odosobnionych przypadkach okazało się to niemożliwe. Dlatego właścicieli praw do zdjęć, z którymi nie zostały podpisane umowy, prosimy o pilny kontakt z sekretariatem wydawnictwa.

Copyright © by Monika Śliwińska

Copyright © by Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2017

ISBN 978-83-244-0496-4

Wydawnictwo Iskry

Al. Wyzwolenia 18, 00-570 Warszawa

tel. (22) 827 94 15

iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS RZECZY

[Poniedziałek 2 grudnia 1907 roku...]

Barwa

Krupnicza

Dom Długosza

Zacisze

Mistrz

Ucieczka

Basztowa

Pokój z widokiem na Paryż

Burze

Samotność

Niespełnienie

Stankiewiczowa

Kwiaty

Helunia

Zamknięta mego losu księga

Światło

Nadzieje

Plac Mariacki 9

Klątwa

Wawel

Odkupienie

Wesele

Prapremiera

Niedziela

Teosia

Dom

Sława

Pieniądze

Ojciec

Talent

Tęsknota

Gorączka

Rodzina

Ogień

Kulisy

Trwoga

Mrok

Listy wysłane i niewysłane

Węgrzce

Czas

Żona

Pożegnania

Kareta

Wieczór

Wdowa

Podziękowania

Bibliografia

Autorzy i źródła zdjęć

Indeks osób

Przypisy

Poniedziałek 2 grudnia 1907 roku. Temperatura powietrza siedem stopni poniżej zera, wiatr zachodni. Prószy drobny śnieg. Dzień jest mroźny, pogodny. Na budynkach ratusza, Teatru Miejskiego, Muzeum Narodowego w Sukiennicach, Akademii Sztuk Pięknych i Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych powiewają żałobne chorągwie. Krepa okrywa autoportret Wyspiańskiego i kartony witraży wawelskich w Muzeum Narodowym.

Po godzinie 9.30 pracownicy zakładu pogrzebowego Aleksandra Szafrańskiego wynoszą z kościoła Pijarów trumnę z ciałem Wyspiańskiego. Na dziedzińcu stoją uczniowie i profesorowie c.k. Akademii Sztuk Pięknych, rodzina i przyjaciele.

Teosia Wyspiańska ma czarną suknię na halce, wełniany żakiet i długi wdowi welon. Z Wyspiańskim pożegnała się wieczorem 28 listopada, po jego śmierci. Zwłoki przewieziono z kliniki przy ulicy Siemiradzkiego do kościoła Pijarów przy ulicy Świętego Jana w piątek 29 listopada pod osłoną nocy. W niedzielę 1 grudnia od rana do późnych godzin wieczornych tysiące krakowian zeszło do krypty kościoła, aby zobaczyć trumnę z ciałem Wyspiańskiego. W poniedziałek 2 grudnia, w dniu pogrzebu, „Nowa Reforma” pisze: „U wrót krypty pełniła służbę straż pożarna miejska, która z nadzwyczajnym wysiłkiem utrzymywała porządek wśród ścisku, grożącego katastrofą w tłoczącej się żywej fali ludzkiej”.

Z kościoła Pijarów do kościoła Mariackiego trumnę niosą malarze. Biją dzwony z wież kościelnych. Kondukt prowadzi archiprezbiter Józef Krzemieński w asyście duchowieństwa. Nabożeństwo rozpoczyna się o godzinie dziesiątej. Przed otwartym ołtarzem Wita Stwosza płonie blisko sto świec, trumnę otacza czternaście chorągwi cechowych, w stallach siedzą członkowie rodziny, marszałek krajowy Stanisław Badeni i prezydent miasta Juliusz Leo.

Orszak pogrzebowy na Rynku. Rydwan wiozący trumnę z ciałem Stanisława Wyspiańskiego

Orszak pogrzebowy na Rynku. Powóz z wieńcami

Porządek pochodu, który ustawia się przed kościołem Mariackim, wyznacza okólnik komitetu pogrzebowego. Radca miejski Piotr Kosobucki jest mistrzem ceremonii. Na piersi ma bordową szarfę żałobną za czterdzieści koron. Uczniowie tworzący szpaler mają twarze poszarzałe od tlących się czterystu pochodni smolnych. Wosk kapie na buty. Ręce sztywnieją z zimna. W powietrzu unosi się gęsty, ciemny dym.

Kondukt formuje się dopiero po czterdziestu pięciu minutach. Zajmuje cały Rynek i ulicę Grodzką. Na czele stoi straż pożarna i miejska, uczniowie szkół i seminariów, towarzystwa, stowarzyszenia, bractwa, aptekarze, drukarze, lekarze, adwokaci i notariusze, pracownicy magistratu, dziennikarze, pisarze, aktorzy, członkowie towarzystw artystycznych, delegacje z wieńcami, chłopi z Bronowic i Węgrzec z ogromnym wieńcem dożynkowym, dalej rydwan z wieńcami otoczony przez artystów malarzy i duchowieństwo z księdzem kanonikiem Janem Krupińskim. Trumna na katafalku, obita czarnym suknem ze srebrnymi lamówkami, unosi się wysoko nad głowami ludzi. Dochodzi godzina dwunasta.

Dziennik „Czas” napisze w wydaniu popołudniowym: „Gdy trumnę składano na czarnym, wysokim rydwanie, zaprzężonym w trzy pary koni, z wieży Mariackiej zabrzmiał wygrywany na trąbce rzewny hejnał, żegnający to ukochane dziecko Krakowa”.

Lucjan Rydel i Adam Chmiel prowadzą za trumną Teosię Wyspiańską. Rodzinę otacza kordon straży ogniowej. Około czterdzieści tysięcy osób zapełnia Rynek, przyległe ulice, okna i balkony kamienic[1]. Kondukt pogrzebowy wolno rusza w stronę kościoła na Skałce. Za rodziną idą profesorowie Akademii Sztuk Pięknych, posłowie, władze miasta i delegacje z trzech zaborów, profesorowie Akademii Umiejętności i Uniwersytetu Jagiellońskiego, wreszcie mieszkańcy. Na trasie konduktu palą się latarnie gazowe okryte krepą. Dzwonią dzwony z wież kościołów pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła, Świętego Andrzeja, Świętego Idziego, Świętego Bernardyna i kościoła księży misjonarzy. Gdy kondukt wychodzi z ulicy Grodzkiej, z wieży katedry na Wawelu rozbrzmiewa dzwon Zygmunt, odzywają się dzwony z wieży klasztoru paulinów.

Na dziedzińcu kościoła na Skałce uczniowie Wyspiańskiego po raz ostatni biorą trumnę na barki. W Krypcie Zasłużonych na Skałce nie ma mów pożegnalnych.

„Czas”, 2 grudnia 1907, wydanie wieczorne:

Była to cicha, spokojna, poważna uroczystość, wolna od wszelkiego szychu i efektu sztucznego, gdyż była wyrazem prawdziwego pietyzmu dla mistrza, który za życia unikał wszelkiego pustego rozgłosu. Jak cichym był w życiu codziennem i rodzinnem Wyspiański, tak cichym miał pogrzeb, którego uroczysty nastrój podniósł jeszcze spiżowy dzwon „Zygmunta” w chwili, gdy kondukt zbliżał się pod stoki Wawelu.

„Naprzód”, 3 grudnia 1907:

Od dnia, w którym zwłoki Mickiewicza złożono na Wawelu, Kraków drugiego takiego pogrzebu nie widział. Odprowadziły ciało Wyspiańskiego do grobowca nieprzeliczone tłumy, odprowadziła je wielka żałoba całej Polski.

„Nowiny”, 3 grudnia 1907: „Kraków umie chować swoich Wielkich”.

Uwagi do rachunków wystawionych przez krakowskich przedsiębiorców za pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego finansowany przez Radę Miasta:

Wybrano trumnę najprostszą i najskromniejszą. Cena wygórowana. Trumna dębowa prosta powinna była kosztować najwyżej 140 kor. Dodać należy kawałek sukna, którem trumnę obito. – Cena wygórowana.

[...]

10) [...] Lichtarzy było nie 120, lecz 40 (co sprawdzić można na fotografii reprodukowanej w „Nowościach Ilustrowanych”). [...] W głębi zaś, za trumną, mniejsze świece umieszczono w 45 lichtarzach, zrobionych z gliny przez uczniów Akademii Szt. Pięknych osobiście i pozłoconych przez nich, bez udziału przedsiębiorcy.

11) Na podłogę przed katafalkiem w krypcie zużyty był stary, b. zniszczony aksamit czerwony (pozostały z pogrzebu Siemiradzkiego). Nowego aksamitu zużyto tylko po bokach schodów. Do wybicia wnętrza otaczającego bezpośrednio trumnę użyto starego czarnego sukna. Kawałek nowego sukna czarnego – na katafalku pod trumną w krypcie.

[...]

15) Powinien sprawdzić ktoś fachowy. Uwaga: wóz na wieniec, pomimo dokładnych dyspozycyi i rysunku, był zrobiony źle, i musiał być cały przerabiany.

[...]

17) Rachunek wygórowany. Robota tapicerska w krypcie była minimalna, przytem robiona była wyjątkowo ospale i niedołężnie.

18) Należałoby sprawdzić ilość metrów sukna czarnego nowego (na karawan i na wóz pod wieńce) i ewentualnie przejąć to sukno na rzecz gminy. Tak samo – z kapami na konie i płaszczami dla prowadzących konie. Zrobione były podług specyalnych rysunków artystów.

19) Kawałek sukna czarnego do wysłania chodnika na Skałce kazaliśmy wziąć z krypty, a nie zamawialiśmy tam nowego sukna.

20) Należałoby sprawdzić. Świec się paliło stosunkowo mało.

[...]

27) Kilka dorożek, wziętych przez pp. artystów już zostały policzone w pozycyi 14). [...] Resztę wydatków (dorożki i inne, które się obliczyć nie dały) ponosili artyści sami i żadnej pretensyi o to do nikogo nie mają. Uwaga: uczniowie Akademii Sztuk Piękn. sami własnoręcznie złocili girlandę z wawrzynu i wieńce laurowe.

28) Płaszcze i kiry na konie były rysunku najprostszego wobec czego rachunek (960 k.) wydaje się nam wygórowanym.

29) Oprócz dekoracyi wykonanej własnoręcznie przez artystów, nie było żadnej innej. Rachunek więc p. Freege (100 k.) może się odnosić chyba do 10 drzewek kulistych, przyniesionych do krypty i ustawionych pod ścianami. O ile drzewka te zostały zwrócone, to rachunek za wypożyczenie na 1 dnia uważać należy za wygórowany.

30) Uprząż była przykryta kapami i nie było powodu jej „przerabiać”. Powozów (landa) nie widzieliśmy. Należałoby to sprawdzić.

31) Rachunek W. Fenza (1626 k.) jest wprost niesłychany [...].

7 grudnia 1907, J. Warchałowski[2]

Barwa

Krupnicza

Dziadek Wyspiańskiego, Mateusz Rogowski, jest hurtownikiem. Rodzina nazywa go kupcem „en gros”. Sprzedaje zboże, orzechy, owoce i mąkę. Krakowscy flisacy spławiają na galarach jego towar do Warszawy i Gdańska. Posiada kamienice na rogu Grodzkiej i na Kazimierzu. Przy ulicy Krupniczej ma rozległe ogrody i kilka placów. Wielki pożar miasta w 1850 roku niszczy drewniane magazyny, w których Mateusz Rogowski przechowuje owoce. Po kolejnym pożarze, około 1857 roku, zostaje mu jedynie murowany dom przy ulicy Krupniczej.

Drugi dziadek, Ignacy Wyspiański, jest urzędnikiem podatkowym. Akty urodzeń jego dzieci znaczą trasę wędrówki po Galicji: Lwów, Chwałowice, Kuryłówka w Rzeszowskiem. W Krakowie osiada około 1852 roku z żoną Wiktorią oraz Franciszkiem, Albiną i Antonim. Tutaj przychodzi na świat jeszcze dwoje dzieci: Amalia i Bronisław. Wyspiańscy mieszkają na Piasku pod numerem 55 (w kolejnych latach ulica Gołębia i niezidentyfikowany dom nad Wisłą). Ignacy Wyspiański pracuje w urzędzie celnym, Wiktoria Wyspiańska prowadzi dom otwarty. „Długów mieli dużo” – zanotuje po latach wnuczka Mateusza Rogowskiego na marginesie wspomnień rodzinnych.

O pierwszej żonie Mateusza Rogowskiego, Joannie z Grzybowskich, wiadomo niewiele. Wniosła do małżeństwa spore wiano i sześcioro dzieci w ciągu trzynastu lat: Józefę, Jana, Leonę, Adama, Marię i Joannę. Troje kolejnych: Teodorę, Kazimierza i Feliksa (zmarł w dzieciństwie) wydała na świat druga żona, Karolina ze Szpakowskich. W 1854 roku najstarsza Józefa poślubia urzędnika celnego Edwarda Dobruckiego. Leona w 1855 roku wychodzi za Teofila Parviego, zegarmistrza o włosko brzmiącym nazwisku, właściciela sklepu przy ulicy Grodzkiej.

Każdego dnia Mateusz Rogowski modli się w kaplicy świętego Jana Kantego w Collegium Maius. Raz w roku pielgrzymuje z rodziną do opactwa cystersów w Mogile. Tradycja rodzinna mówi o ufundowaniu aksamitnej przepaski na biodra Chrystusa w kaplicy Krzyża Świętego. Każdego piątku prowadzi całodniową głodówkę w nadziei, że Bóg objawi mu godzinę śmierci.

Franciszek jest najstarszym synem Ignacego Wyspiańskiego. Urodził się we Lwowie. Jesienią 1853 roku zapisuje się do Szkoły Sztuk Pięknych przy Instytucie Technicznym. Pierwsze prace rzeźbiarskie prezentuje na wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w 1857 roku. Dwa lata później na zamówienie Juliusza Florkiewicza wykonuje opisywany w prasie pomnik konny Jana Sobieskiego do parku pałacowego w Młoszowej. W październiku 1860 roku otrzymuje stypendium Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Rodzinne przekazy mówią o pobycie w Paryżu. Do kraju wraca przed powstaniem styczniowym.

W pierwszych miesiącach 1863 roku w ogrodzie na tyłach domu Mateusza Rogowskiego odbywają się zbiórki. W piwnicach gromadzone są sztucery, dubeltówki, rewolwery i szable. W pokojach na parterze wylewa się okrągłe ołowiane kule. Leona, Maria i Joanna, córki Mateusza Rogowskiego, skubią z płótna szarpie dla powstańców i brata Adama, który walczy po tamtej stronie granicy. Wśród mężczyzn, którzy w tych dniach przestępują próg kamienicy przy ulicy Krupniczej, jest też austriacki policjant. Zanim powieszą go Austriacy, zdąży kilka razy ostrzec Mateusza Rogowskiego przed rewizjami.

W domu urzędnika celnego Ignacego Wyspiańskiego także przechowuje się broń. Dwudziestoletnia Albina Wyspiańska przenosi ją w fałdach obszernej czarnej spódnicy. Antoni Wyspiański bije się z Rosjanami w oddziałach Dionizego Czachowskiego i Aleksandra Waligórskiego. Franciszek Wyspiański jest widywany na konspiracyjnych spotkaniach u aptekarza Karola Mohra, profesora chemii w Instytucie Technicznym. Jeden z braci, prawdopodobnie Franciszek, znajdzie się w grupie dwudziestu mężczyzn, którzy poturbują pewnego krakowianina za odmowę wpłacenia datku na rzecz powstańców. Witold Wyspiański, syn Antoniego, napisze później: „Na długie lata sprawa powstaniowa pozostawała w rodzinie tematem wspomnień, rozważań, żalów”[3].

Dla dwudziestoczteroletniego Adama Rogowskiego powstanie styczniowe zakończy się znacznie później. Wzięty do niewoli, trafi na Sybir. Do Krakowa wróci dopiero przed 1900 rokiem. Będzie utrzymywał się z jałmużny.

Antoni Waśkowski: „Widywaliśmy go na ulicach Krakowa. Brat jego młodszy – Kazimierz Rogowski, a także szwagier jego, mąż Joanny Stankiewiczowej – Kazimierz Stankiewicz, dawali mu na chleb, na jaki nie mógł już sobie zarobić on – starzec, którego ręce przywykły bardziej do kajdan niż do roboty, a dusza – bardziej do tęsknoty niż do posłuszeństwa...”[4].

Dla Mateusza Rogowskiego powstanie styczniowe nie zakończy się nigdy. Według relacji rodzinnych jego majątek zostanie skonfiskowany przez władze austriackie.

Franciszek Wyspiański pisze do Wydziału Krajowego we Lwowie:

Niżej podpisany uprasza o łaskawe wydanie mu legitymacyi szlachectwa i przyłącza swoją metrykę. W dalszem załączeniu przedkłada niżej podpisany metrykę ojca swego Ignacego Wyspiańskiego na dowód, iż tenże jest synem tegoż Jana Wyspiańskiego, który wraz z swemi braćmi Pawłem, Sebastyanem i Aleksandrem w roku 1782 legitymowali się w grodzie Trembowelskiem i zapisani są w księgach szlacheckich Maj. Tom III na Str. 513. Legitymacya dziada mego miała być pastwą rabónków [!] wojennych przez Moskali, a ojciec mój będąc ubogiem nie był w stanie starać się o wydanie innej, co dawniej było połączone ze znacznemi wydatkami[5].

Franciszek Wyspiański (w wysokiej futrzanej czapce) w grupie znajomych zimą 1865 roku. Na zdjęciu między innymi: (od prawej) rzeźbiarz Walery Gadomski, fotograf Walery Rzewuski, dramaturg Władysław Ludwik Anczyc, malarz Florian Cynk, pisarz Michał Bałucki, malarz Aleksander Kotsis (za Florianem Cynkiem i Władysławem Ludwikiem Anczycem), Artur Grottger (pierwszy z lewej), historyk Józef Szujski (obok Artura Grottgera), Jan Matejko (siódmy z lewej, w okularach)

Po powstaniu styczniowym Mateusz Rogowski mieszka z rodziną w parterowej kamienicy przy ulicy Krupniczej, ostatnim bastionie kupieckiej fortuny. Córka Joanna uczy się w seminarium nauczycielskim, wybierze posadę prywatnej nauczycielki. Najmłodsza Teodora, uzdolniona pianistka, ćwiczy pod okiem Emilii Salomońskiej i Władysława Żeleńskiego. W 1874 roku poślubi Wawrzyńca Waśkowskiego, nauczyciela gimnazjalnego. O Marii, nazywanej w domu Marynią, dobrzy mieszczanie zaczynają już plotkować. W 1867 roku ma dwadzieścia sześć lat i kilka zerwanych zaręczyn na koncie. Na pytanie, na kogo czeka, odpowiada: „na artystę”. Leona, żona zegarmistrza, zapamięta, że Maria pisała wiersze i „marzyła o poetach i literatach”. Wiersze Marii, przepisane do zeszytu w skórzanej oprawie, będą cenną pamiątką w domu najmłodszej z sióstr, Teodory.

Druga żona Mateusza Rogowskiego, Karolina ze Szpakowskich, jest spokrewniona z „najpierwszymi domami Królestwa Polskiego”. Odkąd przyszły na świat wnuki, nazywana jest krótko Babką Rogowską. Nosi czarne suknie i wielkie kapelusze wiązane na kokardę pod brodą. Dumą Karoliny Rogowskiej są cztery herby rodzinne, po dwa od Szpakowskich i Szadurskich. Z rodzinnego majątku w powiecie pińczowskim przywiozła do Krakowa stylowe meble, srebra, porcelanę, kryształy i kult Tadeusza Kościuszki. Spuściznę duchową Karoliny Rogowskiej przejmą córki. Maria i Teodora nadadzą synom imię Tadeusz. W mieszkaniach Joanny i Teodory zawisną portrety Naczelnika.

W 1865 roku Franciszek Wyspiański jest już znanym artystą. Popiersie Mikołaja Kopernika i godła wydziałowe w salach Uniwersytetu Jagiellońskiego to tylko niektóre z jego prac. Warszawski „Tygodnik Ilustrowany” wymienia go w rzędzie utalentowanych rzeźbiarzy. „Znajduje się jeszcze jeden artysta rzeźbiarz w Krakowie, który swemi pracami dał się już poznać korzystnie, ale ten nie posiada własnej pracowni, lecz ma ją, jak słychać, założyć dopiero w tych czasach; tym jest Wyspiański Franciszek, którego pomysłu popiersie Kopernika zyskało uznanie znawców”[6]. Zakłada pracownię na parterze kamienicy Rogowskich, od strony ogrodu. W 1867 roku, na pamiątkę ocalenia miasta od pożaru, rzeźbi posąg Madonny z dzieciątkiem. Nadaje jej rysy przyszłej żony, Marii Rogowskiej.

W 1868 roku może się wydawać, że Bóg wysłuchał modlitw Mateusza Rogowskiego. W piątek 24 kwietnia zapada na zdrowiu, nie podnosi się z łóżka. Rodzinie oznajmia, że ślub Marii i Franciszka Wyspiańskiego musi odbyć się jak najszybciej.

Pobierają się w sobotę 25 kwietnia 1868 roku w kościele św. Szczepana. Siostrzenica Marii zapamięta gości świętujących w bawialni i pannę młodą szlochającą przy łóżku ojca. Mateusz Rogowski umiera dwa tygodnie później, w sobotę 9 maja.

Maria Rogowska przed 1868 rokiem

Maria i Franciszek Wyspiańscy mieszkają na facjatce kamienicy Rogowskich. Tutaj w piątek 15 stycznia 1869 roku, ponoć dwa miesiące przed czasem, rodzi się chłopiec. Otrzymuje imiona: Stanisław Mateusz Ignacy, po dziadkach. 7 lutego dziecko trzymają do chrztu Edward Dobrucki, mąż najstarszej z sióstr Rogowskich, i Joanna, młodsza siostra Marii.

Dwa lata później, 20 lutego 1871 roku, o godzinie trzynastej przychodzi na świat drugi syn, Tadeusz Marian.

W grudniu 1872 roku kłopoty finansowe zmuszają Karolinę Rogowską do sprzedaży kamienicy. Nieruchomość przechodzi na własność rodziny Szujskich. Nadbudowa pierwszego piętra przeprowadzona w następnych latach zmieni bryłę budynku.

Maria Waśkowska, wnuczka Karoliny Rogowskiej, zapamięta spacer z babką na ulicę Krupniczą pod kamienicę nazywaną w rodzinie dworkiem: „Opowiadała zamyślona i mówiła długo. Zasłuchana patrzyłam na dom, który oddzielony od rzędu niskich domków ul. Krupniczej, sam jeden był piętrowy na całej ulicy, a otoczony ozdobnymi sztachetami wśród daleko sięgającego ogrodu wydawał mi się pałacem. Spojrzałam także i na babkę i dojrzałam w jej oczach wyraz niezmiernego smutku i żalu i świecące łzy”[7].

Dom Długosza

Nowy dom Marii i Franciszka Wyspiańskich stoi w miejscu, gdzie spokojna ulica Kanonicza łączy się z Plantacjami pod Zamkiem (dzisiaj Podzamcze), w cieniu wysokich murów Wawelu. Wzniesiony jako łaźnia królewska, jest nazywany Domem Długosza na cześć najsłynniejszego z mieszkańców[8].

Pozwolenie wydziału budowlanego na przebudowę oficyn pochodzi z czerwca 1873 roku. W dawnej stajni Franciszek Wyspiański urządza pracownię. Wybija dwa okna wychodzące na Plantacje pod Zamkiem i otwór drzwiowy do kuchni w zachodnim skrzydle. Jedną część obszernego pomieszczenia zajmują uczniowie i pomocnicy. Franciszek Wyspiański wystawia gipsowe figury na parapetach zakratowanych okien pracowni.

Mieszkanie Wyspiańskich mieści się w skrzydle zachodnim, równoległym do Domu Długosza. Głębokie nisze okienne wykute w średniowiecznych murach zaciemniają pomieszczenie. W nowym domu Wyspiańscy wydzielają dwa pokoje i kuchnię, poszerzają okna, wymieniają piece i podłogi. Na dziedzińcu powstaje mały ogródek.

Maria Wyspiańska ubiera synów po krakowsku. Noszą długie białe koszule spięte skórzanym paskiem i czerwone krakuski wkładane od święta. Alejka przy Domu Długosza prowadzi w stronę Wisły. Często wracają stamtąd z naręczami dzikich kwiatów. Wiązane w bukiety, zdobią wazony albo suszą się wysoko pod sklepieniem pracowni.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie wszystko zaczęło się psuć. W sobotę 16 stycznia 1875 roku, miesiąc przed czwartymi urodzinami, umiera na zapalenie opon mózgowych Tadeusz, młodszy synek Wyspiańskich. „Matka bardzo gryzła się i bolała bardzo po jego śmierci” – notuje w pamiętniku Maria Parvi-Błotnicka[9].

16 maja umiera Ignacy Wyspiański, ojciec Franciszka. U Marii Wyspiańskiej zaostrzają się symptomy choroby płucnej.

Jeśli Franciszek Wyspiański upija się, to tak, żeby nie pamiętać. Z restauracji Kosza na Grodzkiej albo Bochnaka na Szpitalnej trzeba odwozić go fiakrem[10]. W historycznym Domu Długosza panuje „atmosfera nieszczęścia”.

Antoni Waśkowski: „Bieda – choroba – przytem trzeba było wychować dwoje bardzo małych dzieci, utrzymywać schorowaną matkę męża i jego siostrę, Albinę: wszystko to odbierało spokój twórcy, zdolnemu epigonowi klasycznej szkoły Thorwaldsena – prowadziło go do knajpy, gdzie szukał samotności, spokoju, zapomnienia...”.

Witold Wyspiański: „Franciszek Wyspiański szczęścia nie miał i wywalczyć go nie umiał, nonszalancją zrażał sobie protektorów, poza tym lubiał bawić się szeroko i tak z wolna podupadła jego pracownia rzeźbiarska, a on sam schodził w zapomnienie”.

Tadeusz Żuk-Skarszewski: „Ojciec jego Franciszek, kolega Matejki, rzeźbiarz z niewątpliwym talentem, zrobił przykry zawód i przyjaciołom i sobie: przestał tworzyć. Ma wciąż oko i rękę sprawną, jeno brak mu serca. W chwili, gdy syn mu się urodził, ma pracownię w domu Długosza u stóp Wawelu, lecz już rzemieślniczą raczej niż artystyczną”[11].

W pracowni Franciszka Wyspiańskiego powstają odlewy, nagrobki, tablice pamiątkowe, konsole gipsowe do drzwi i okien. Znamienne, że największe dzieła stworzył przed poznaniem żony i po jej śmierci. Po 1876 roku powstaną prace zauważone przez współczesnych i uważane za najlepsze w jego dorobku, między innymi posąg Kajetana Florkiewicza w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła, popiersia Jana Długosza i Jana Kantego[12].

Jesienią 1875 roku stan zdrowia Marii Wyspiańskiej gwałtownie się pogarsza. Którejś listopadowej, deszczowej nocy wyrusza na poszukiwanie męża. Roztrzaskuje w gniewie najnowszą, podobno udaną, rzeźbę Franciszka Wyspiańskiego.

Antoni Waśkowski: „Wątła i zawsze zagrożona piersiowo, zaziębiła się. Już odtąd stale co wieczór przychodziła gorączka, kaszel się wzmagał – choroba szybko postępowała”.

Latem 1876 roku, po krótkim, nieudanym wypoczynku na podkrakowskich Bielanach, nasilają się oznaki gruźlicy: wysoka gorączka, halucynacje, krwotoki. Maria Wyspiańska umiera 18 sierpnia 1876 roku, trzy miesiące przed trzydziestymi piątymi urodzinami.

O nieobecności Marii Wyspiańskiej przypominają zaschnięte bukiety kwiatów zawieszone pod sklepieniem, przyprószone kurzem. Albina Wyspiańska, niezamężna siostra Franciszka, wprowadza się z matką do oficyny Domu Długosza.

Maria Waśkowska: „Siostra i matka były mu pomocą. Ponadto matka, Wiktoria z Gągulskich Wyspiańska, wdowa po nadpoborcy podatkowym w Krakowie Ignacym Wyspiańskim [...] pobierała miesięczną emeryturę. We wspólnym budżecie domowym była to rubryka stała, niezawodna. A chociaż w porównaniu ze znacznymi nieraz sumami, jakie wuj Franciszek za prace swoje otrzymywał, niewielka – że jednak sumy te pobierał w nieregularnych okresach czasu, stanowiła podstawę bytu codziennego”.

Jesienią 1876 roku Albina Wyspiańska odprowadza Stasia Wyspiańskiego do Szkoły Ćwiczeń w pałacu Larischa, na rogu Brackiej i placu Franciszkańskiego. W dni wolne od nauki zabiera robótkę ręczną i wychodzi z chłopcem na Planty. Siadają na jednej z drewnianych ławeczek, dzieciom nie wolno siadać na kamieniach. Staś Wyspiański czyta książki, które mu podsuwa wuj Wawrzyniec Waśkowski, nauczyciel historii w gimnazjum św. Jacka.

Stanisław Wyspiański około 1875 roku

Maria Waśkowska: „Najdawniejsze książeczki, jakie przypominam sobie w rękach małego Stasia Wyspiańskiego, były to Bajki i powiastki Jachowicza, wierszem pisane. Umieliśmy z nich wszyscy mnóstwo na pamięć. Pamiętam, że czytywał i uczył się na pamięć w okresie swego dzieciństwa także wiele wyjątków z poezji Wincentego Pola, w szczególności zaś wiele z Pieśni Janusza. Pamiętam go, małego chłopca, deklamującego wyjątki z ballad, z Dziadów, Powrót taty Mickiewicza – wyjątki z Trenów Kochanowskiego itd.”.

Czasem Albinę Wyspiańską zastępuje Karolina Rogowska. Na Plantacjach pod Zamkiem bawią się też dzieci Leony Parviowej i Teodory Waśkowskiej. Maria Waśkowska zapamięta stragan ze słodyczami na rogu ulicy Franciszkańskiej. Za jednego centa można kupić dwa pierniki albo garść wiśni. Karolina Rogowska nagradza centem wierszyki recytowane z pamięci. Staś Wyspiański deklamuje bez końca.

Na zdjęciu klasowym wykonanym w 1878 roku przez wędrownego fotografa odnaleźć Stasia Wyspiańskiego nietrudno. Stoi w drugim rzędzie, w rozpiętym płaszczyku, wyraźnie odcina się na tle gromadki. W trzecim rzędzie stoją Henryk Opieński i Stanisław Estreicher, wyżej Józef Mehoffer. Na co dzień trzymają się razem. Chłopcy z tej klasy wywodzą się z rodzin urzędników, prawników i lekarzy. Na zdjęciu towarzyszą im nauczyciele: Karol Niemczyk, Bolesław Filiński i katecheta ks. Wojciech Gac.

Stanisław Estreicher tak opowiada o Szkole Ćwiczeń przy męskim Seminarium Nauczycielskim: „Bezpośrednią naukę w klasie pobieraliśmy od Karola Niemczyka, autora kilku Śpiewników szkolnych i zamiłowanego muzyka. On nas uczył rachunków, kaligrafii, polskiego i niemieckiego, a z największą pasją śpiewu. Śpiewaliśmy piosenki Jachowicza z jego akompaniamentem na skrzypcach, a kto fałszował [...] dostawał smyczkiem po głowie. Do pomocy Niemczyk miał dodanego młodszego nauczyciela, Bolesława Filińskiego, późniejszego gorliwego współpracownika prof. Jordana przy zakładaniu jego parku. Filiński uczył nas gimnastyki szwedzkiej – wyciągania rąk w prawo i lewo, przysiadania, wstawania, rytmicznych ruchów”[13].

Od drugiego półrocza klasy trzeciej Stasiowi Wyspiańskiemu pomaga w nauce prywatny korepetytor Wincenty Łabuda. Wspomina po latach: „Właściwie żaden przedmiot nie sprawiał mu trudności, słabszy jednak był w kaligrafii, rysunkach i rachunkach. W trzeciej klasie jeszcze jakoś to szło, ale w klasie IV Staś rachunków i kaligrafii wprost nie lubił. [...] Wprost pod przymusem pokonywał trudności i doprowadził pismo do pewnej perfekcji. Trudniej było pokonać wstręt do szablonowego prostolinijnego rysunku. Natomiast lubił rysunek rozmachowy o liniach okrągłych. – Aczkolwiek w szkole rysunku tego nie uczono, on lubił sam w wolnych chwilach rysować głowy kobiece, dziecinne oraz kwiaty, a wykonywał to dość udatnie”[14].

Stanisław Estreicher: „Wyspiański uczył się średnio, o ile chodzi o naukę szkolną, ale za to już wtedy rysował i rysował w każdej wolnej chwili. Już wówczas najulubieńszym miejscem jego spacerów był Wawel, u którego stóp ojciec jego mieszkał i miał pracownię”.

Czteroletnią naukę w Szkole Ćwiczeń Staś Wyspiański kończy w czerwcu 1879 roku. Katalog klasyfikacyjny wymienia oceny bardzo dobre z religii, języka polskiego, niemieckiego, geografii, historii naturalnej, rachunków, rysunków, pisania i gimnastyki. Oceny dobre z historii, fizyki, geometrii i śpiewu. Postępy w nauce bardzo dobre, pilność „zadawalniająca”, obyczaje chwalebne. W pięciostopniowej skali oceniania koledzy Stasia Wyspiańskiego – Stanisław Estreicher, Józef Mehoffer i Henryk Opieński – wypadają lepiej. Obyczaje mają wzorowe, pilność wytrwałą[15].

Stanisław Estreicher: „Opuszczaliśmy szkołę bez uczucia, że szkoła – to wróg dzieciństwa. Nie wyniosłem też wspomnienia, jakobyśmy byli przeciążani nauką. Zdaje mi się, że poza dwurazową nauką dzienną w szkole niewiele od nas, chłopców ośmioletnich, wymagano”.

Narzeczony Joanny Rogowskiej, nieznany z imienia Pieniążek, po powstaniu styczniowym wyemigrował do Turcji. „Wiem na pewno, że posyłała mu tamże potrzebne pieniądze” – pisze druga siostrzenica, Maria Parvi-Błotnicka. Kontakty narzeczonych urywają się prawdopodobnie we Francji. W Krakowie Joanna Rogowska przyjmuje posadę prywatnej nauczycielki w domach Szujskich, Kamockich i Matejków.

Maria Waśkowska pisze o Joannie Rogowskiej: „Życie zahartowało ją duchowo. Albowiem gdy po roku 46 zła koniunktura handlowa, a potem pożar Krakowa i rok 63, i choroba, i śmierć ojca, Mateusza Rogowskiego, nadwyrężyły majątek, tak że została tylko jedna kamienica przy ulicy Krupniczej – zdecydowała się ciotka w 1878 roku, na prośbę zaprzyjaźnionego z domem Rogowskich Jana Matejki, zostać u niego w Krzesławicach nauczycielką jego córek do języka polskiego i francuskiego. Matura seminarialna, egzamin wydziałowy z języka i literatury francuskiej stanowiły podstawę jej wykształcenia uzupełnianego stale lekturą”.

Odkąd Joanna Rogowska mieszka w Krzesławicach, do Krakowa przyjeżdża w nieliczne wolne dni. Do Domu Długosza zachodzi niechętnie. Ze Stasiem Wyspiańskim spotyka się u siostry, Teodory Waśkowskiej.

Maria Waśkowska: „Zajechawszy do nas, posyłała natychmiast po Stasia. Razem z nim wychodziła na miasto. Kupowała mu za swoje pieniądze – jak mi matka moja opowiadała – czy to ubranka jakieś, czy książkę, przybory szkolne, łakocie. Razem z nim wracała do nas do domu”.

Każdego roku dzień św. Stanisława, patrona miasta, Joanna Rogowska spędza z rodziną na Skałce. Po południu wspólnie z siostrą organizuje obiad imieninowy dla Stasia Wyspiańskiego. Teodora Waśkowska zaprasza Albinę Wyspiańską i Franciszka Wyspiańskiego.

Joanna Rogowska

Latem 1879 roku Wawrzyniec Waśkowski zapisuje Stasia Wyspiańskiego do gimnazjum św. Anny. Szacowny gmach z dziedzińcem, krużgankami i portretami królów polskich jest zbyt ciasny dla kilkuset uczniów. Klasa Wyspiańskiego, Estreichera i Opieńskiego uczy się w kamienicy Götza na rogu ulic Podwale i Krupniczej. Do starego gmachu przeniosą się za dwa lata.

W ciągu najbliższych ośmiu lat Wyspiański spotka w gimnazjum św. Anny tych, z którymi skrzyżują się jego ścieżki zawodowe i prywatne: przyszłych lekarzy Franciszka Krzyształowicza i Maksymiliana Rutkowskiego, literatów: Kazimierza Przerwę-Tetmajera, Konstantego M. Górskiego, Kazimierza Ehrenberga, Tadeusza Żeleńskiego, aktora Michała Tarasiewicza, oraz najbliższych kolegów: Stanisława Eljasza-Radzikowskiego, Lucjana Rydla, Adama Chmiela i Tadeusza Estreichera.

We wrześniu 1879 roku klasa I c liczy 58 uczniów. Do egzaminu końcowego w czerwcu 1880 roku przystąpi 40. Wyspiański zakończy pierwszą klasę gimnazjum na 21 miejscu.

Joanna Rogowska poznaje Kazimierza Stankiewicza w Krzesławicach. On także legitymuje się działalnością konspiracyjną. Za udział w zamachu na agenta carskiego Celaka był przetrzymywany w krakowskim więzieniu[16]. Kolejne lata spędził na emigracji w Paryżu.

W 1879 roku Kazimierz Stankiewicz ma sześćdziesiąt jeden lat, jest bezdzietnym wdowcem. Joanna Rogowska ma trzydzieści pięć lat. Do małżeństwa namawiają Matejkowie i siostra, Teodora Waśkowska. Pobierają się 17 stycznia 1880 roku w Krakowie. Wynajmują mieszkanie przy ulicy Brackiej, potem następne przy ulicy Kopernika 1 na drugim piętrze. Joanna Rogowska jest teraz panią Stankiewiczową, może spełnić obietnicę daną Marii Wyspiańskiej na łożu śmierci. „Z mężem moim poszło nadzwyczaj łatwo. Mąż mój Kazimierz Stankiewicz, urzędnik przy Kasie Oszczędności miasta Krakowa, człowiek zacny, szlachetny, prawy, w młodych latach więzień stanu, przez lat ośm więziony w fortecach, skuty za miłość Ojczyzny jak zbrodzień, potajemnie wywieziony przez zacnych przyjaciół za granicę, kochał nad życie kraj swój umiłowany, przeszłość Polski i żył ideą jej odrodzenia. Widział moją wielką miłość do siostry, do jej jedynego synka [...] moją boleść po jej stracie, lęk o tę wielką sierotę i udecydowaliśmy zaraz, aby jak najprędzej zabrać małego Stasia, zająć się jego wychowaniem, nauką i kochać go jak własne dziecko”[17].

We wspomnieniach spisanych przez Joannę Stankiewiczową mnożą się nieścisłości i przemilczenia. Przesuwają się daty, zmieniają wydarzenia, nie ma ludzi ważnych w życiu Wyspiańskiego. On sam trafia pod opiekę Stankiewiczów już w dwa miesiące po śmierci matki. „Ojciec jego Franciszek, artysta rzeźbiarz, człowiek niezły, ale bez woli, bierny, sam potrzebował podpory moralnej, nie troszczył się o dziecko, sam sobie malec zostawiony, w nieodpowiedniem towarzystwie, bo tuż obok z chłopcami z pracowni rzeźbiarsko-kamieniarskiej bardzo łatwo mógł się zmarnować. Ale tak zaraz po śmierci żony trudno było odbierać mu dziecko, trzeba było wyczekać parę miesięcy – z tą myślą go oswoić i przekonać, że źle nie chcę – owszem, mam zamiar przyjść mu z pomocą, zająć się chłopcem i jemu troski ująć”.

Nieścisłości Joanny Stankiewiczowej prostuje rodzina.

Antoni Waśkowski: „Ciotka Janina Rogowska, której ślub odbył się z domu rodziców moich – wzięła Stasia na wychowanie (w myśl ostatniej woli matki poety) dopiero w parę miesięcy po swem wyjściu za mąż za Kazimierza Stankiewicza. W roku śmierci matki Wyspiańskiego ciotka Stankiewiczowa była jeszcze panną, była domową nauczycielką dzieci Matejków – więc nie mogła wówczas jeszcze wziąć małego Stasia do domu swego na wychowanie”.

Maria Waśkowska tak pisze do Jana Dürra-Durskiego, znakomitego badacza życia i twórczości Wyspiańskiego: „Przykro jest bardzo naszej całej rodzinie, że ciotka Stankiewiczowa nigdy nic w pamiętnikach swoich o ojcu naszym nie wspomina. Był on przecież wujem Stasia. Otaczał go swoją opieką, zanim jeszcze ciotka Stankiewiczowa do siebie go wzięła, to jest w latach, kiedy była nauczycielką poza Krakowem”.

A więc nie w 1874 roku, jak pisze Joanna Stankiewiczowa, ale dopiero w październiku 1880 roku jedenastoletni Staś Wyspiański przenosi się do mieszkania przy ulicy Kopernika 1 w Krakowie[18].

Odwiedza ojca w popołudnia wolne od nauki szkolnej: środy i soboty. Towarzyszy mu czasem w pracach kamieniarskich w terenie. Na dziedzińcu Domu Długosza spotyka się z kolegami. Tutaj ze Stanisławem Estreicherem zaczytują się w polskich przekładach Szekspira.

Witold Wyspiański tak wspomina stryja, Franciszka Wyspiańskiego: „Znałem go bardzo dobrze, jako chłopak z otwartą gębą słuchałem jego wspomnień i – fantazyj, a do dziś żywo odczuwam żal, jaki budził w swym wieku podeszłym tragizm zmarnowanego artysty. Ten człowiek musiał wielki wpływ wywrzeć na syna. Nie tylko ważny jest fakt, że pracownia ojca znajdowała się naprzeciw Wawelu w Domu Długosza, ale i to, że w pracowni tej młodego chłopaka wtajemniczał w arkana sztuki człowiek, który swe życie kładł na jej ołtarzu z nonszalancją dla majątku lub sławy”.

Karty klasyfikacyjne Stanisława Wyspiańskiego z gimnazjum św. Anny i rodowód studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego pozwalają odtworzyć tułaczkę Franciszka Wyspiańskiego w następnych latach. W Domu Długosza będzie mieszkał co najmniej do września 1884 roku. Być może właśnie w tym roku jego pracownia przestanie funkcjonować. W 1884 roku przekaże Muzeum Narodowemu w Krakowie kilka odlewów gipsowych z rzeźb Wita Stwosza[19].

Dom Długosza, widok od ulicy Podzamcze na pracownię rzeźbiarską

We wrześniu 1885 roku zamieszka na Kleparzu, w 1886 roku w Tarnowie. W 1887 roku wróci do Krakowa (ulica Stolarska 6), ale już w 1889 roku wyjedzie do Bochni. Jan Dürr-Durski podaje kolejne adresy: Kopernika 6 i Floriańska 26. W pierwszych dniach stycznia 1892 roku zostanie pensjonariuszem Domu Ubogich im. Ludwika i Anny Helclów, gdzie spędzi niemal dziesięć lat. Spotka się tu z inną pensjonariuszką, Karoliną Rogowską.

Syn Franciszka Wyspiańskiego zamknie historię Domu Długosza w wierszu napisanym po śmierci ojca.

U stóp Wawelu miał ojciec pracownię,

wielką izbę białą wysklepioną,

żyjącą figur zmarłych wielkim tłumem;

tam chłopiec mały chodziłem co czułem,

to później w kształty mej sztuki zakułem.

Uczuciem wtedy tylko, nie rozumem,

obejmowałem zarys gliną ulepioną

wyrastający przede mną w olbrzymy:

w drzewie lipowym rzezane posągi[20].

[...]

PRZYPISY

[1] Szacunkowe dane według „Głosu Narodu” 1907, nr 549.

[2] Weryfikacja rachunków, przeprowadzona na polecenie Rady Miasta przez Jerzego Warchałowskiego z Towarzystwa „Polska Sztuka Stosowana”, odpowiedzialnego za oprawę artystyczną uroczystości pogrzebowych z 2 grudnia 1907.

[3] W. Wyspiański, Wspomnienia osobiste brata [stryjecznego], [w:] Wyspiański w oczach współczesnych, zebrał, opracował i komentarzem opatrzył L. Płoszewski, Kraków 1971, t. 1, s. 86.

[4] A. Waśkowski, Z moich wspomnień o Stanisławie Wyspiańskim, Miejsce Piastowe 1934, s. 12.

[5] Brudnopis podania niedatowany, w zbiorach Muzeum Literatury w Warszawie.

[6] J.K.T., Wędrówka artystyczna po Krakowie, „Tygodnik Ilustrowany” 1865, nr 300, s. 239.

[7] M. Waśkowska-Kreinerowa, Fragmenty wspomnień (z papierów pośmiertnych), rękopis, Biblioteka Jagiellońska. Jeśli nie podano inaczej, wszystkie cytaty ze wspomnień Marii Waśkowskiej pochodzą ze spuścizny rękopiśmiennej przechowywanej w Bibliotece Jagiellońskiej.

[8] A. Fischinger, Dom przy ulicy Kanoniczej nr 25 w Krakowie. Skrócona dokumentacja historyczno-konserwatorska, P.P. Pracownie Konserwacji i Zabytków, Kraków 1966.

[9] Pamiętnik znajduje się w zbiorach Marii Waśkowskiej-Kreinerowej. Autorstwo jest przypisywane Marii Parvi-Błotnickiej.

[10] J. Dürr-Durski, S. Durski, Wyspiański, jak się o nim nie mówi, „Przegląd Humanistyczny” 1969, nr 6.

[11] Stanisław Wyspiański. Dzieła malarskie, Bydgoszcz 1925, s. 29.

[12] Zob. Kalendarz życia i twórczości Stanisława Wyspiańskiego, t. 1–2, oprac. M. Stokowa, Kraków 1971–1982, t. 1, s. XXXIV.

[13] O latach szkolnych Wyspiańskiego pisze S. Estreicher w broszurze Lata szkolne Stanisława Wyspiańskiego Stanisław Wyspiański w Uniwersytecie Jagiellońskim, Kraków 1933. Dalsze cytaty pochodzą z tego samego źródła.

[14] W. Łabuda, Z dzieciństwa Stanisława Wyspiańskiego, [w:] Wyspiański w oczach współczesnych, zebrał, opracował i komentarzem opatrzył L. Płoszewski, Kraków 1971, t. 1, s. 105.

[15] Katalog klasyfikacyjny klasy IV, rok szkolny 1878/1879. Archiwum Narodowe w Krakowie.

[16] O zamachu na Celaka pisze m.in. Ambroży Grabowski (Wspomnienia, Kraków 1909), informacje za M. Waśkowską-Kreinerową, korespondencja z J. Dürrem-Durskim w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.

[17] J. Stankiewiczowa, Krótkie notatki, jakie zebrałam z pobytu, wychowania i wykształcenia Stanisława Wyspiańskiego w naszym domu od 1874 r., odpis z rękopisu przechowywany w Bibliotece Jagiellońskiej. Cyt. za: Wyspiański w oczach współczesnych, t. 1, s. 4.

[18] W swoich wspomnieniach Janina Stankiewiczowa jako datę śmierci Marii Wyspiańskiej podaje mylnie 1874 rok.

[19] Zob. Kalendarz życia i twórczości Stanisława Wyspiańskiego, t. 1, s. 64.

[20] Cytaty z utworów i listów Stanisława Wyspiańskiego są przytaczane na podstawie wskazanych w Bibliografii edycji opracowanych przez L. Płoszewskiego, J. Dürra-Durskiego i M. Rydlową. Decyzją edytorów tych wydań zachowane zostały osobliwości językowe i interpunkcyjne autora.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wyspiański Muzy Młodej Polski 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia