William Wenton

William Wenton

Autorzy: Bobbie Peers

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 19.90 zł

William Wenton – czy raczej: Olsen! – od czasu tajemniczego wypadku musi wraz z rodzicami żyć w ukryciu, pod przybranym nazwiskiem. Fascynują go szyfry, kody i łamigłówki, które widzi wszędzie wokół. Kiedy w ręce wpada mu najbardziej skomplikowany mechanizm szyfrujący na świecie, chłopak nie spodziewa się, że to dopiero początek przygody. Wkrótce będzie musiał wykorzystać swój talent, by pokonać chciwego wynalazcę i odkryć prawdę o swoim dawno zaginionym dziadku.

 

Bobbie Peers pochodzi z Norwegii, jest pisarzem i twórcą filmowym. Jego animowany „Wąchacz” zdobył Złotą Palmę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. „William Wenton. Instytut szyfrów”, jego pierwsza powieść, rozpoczyna cykl przygód nastoletniego adepta kryptologii.

 

„William Wenton. Instytut szyfrów” został norweską Książką Roku 2016, zdobył także Ark’s Children’s Award – nagrodę przyznawaną przez czytelników. Prawa do książki kupiło już 37 krajów. Ekranizacją powieści zajmie się Morten Tyldum, reżyser filmów „Gra tajemnic” i „Pasażerowie”.

 

Dworzec kolejowy Victoria, Londyn

Były godziny szczytu. Rozmaici ludzie spieszyli w różnych kierunkach, zabiegani, zajęci swoimi sprawami. Nikt nie zwracał uwagi na starszego brodatego pana w okrągłych okularach, który pędził przez halę, kurczowo trzymając brązowy pakunek, i stale oglądał się za siebie, jak gdyby ktoś go śledził.

Jegomość potknął się o walizkę mijającej go osoby. Uszedł kilka kroków, zanim odzyskał równowagę, po czym zjechał ruchomymi schodami na podziemny peron.

Ludzie byli tam ściśnięci jak sardynki w puszce. Starszy pan przedarł się przez tłum i stanął na skraju peronu. Z tunelu nadciągnął chłodny powiew. Zbliżał się pociąg.

Żaden z podróżnych nie zauważył, że mężczyzna zeskoczył na tory. Nadjeżdżający pociąg wył, podmuch się wzmagał. Staruszek ostatni raz zerknął na peron, a potem odwrócił się i zniknął w mroku tunelu.

Rozdział 1

Osiem lat później

Tajny adres, gdzieś w Norwegii

William był tak pochłonięty tym, co robił, że nie usłyszał wołania mamy. Siedział schylony nad olbrzymim biurkiem, w skupieniu przykręcając ostatnią śrubkę do metalowego cylindra wielkości rolki po papierze toaletowym, podzielonego na części opatrzone różnymi znakami i inskrypcjami.

Z zadowoleniem przyjrzał się cylindrowi uniesionemu do światła. Następnie chwycił wycinek z gazety ze zdjęciem przedstawiającym przedmiot podobny do tego, który trzymał w ręku. Nagłówek głosił: „Niemożliwość – najtrudniejszy szyfr świata – w Norwegii! Czy uda ci się go złamać?”.

– OBIAD! – zawołała mama z kuchni.

William nie zareagował. Trzeba jednak przyznać, że dźwięk niezbyt dobrze niósł się w tym domu. Ściany wielkiej willi były zastawione regałami, po brzegi wypełnionymi książkami po dziadku, który surowo przykazał, żeby się ich nie pozbywać. Przewieziono je z Anglii w siedmiu wielkich kontenerach. Will przeczytał wszystkie. Co najmniej dwa razy.

Minęło osiem lat, odkąd musieli uciekać z Anglii. Osiem lat, odkąd wprowadzili się do tej willi. I osiem lat od zniknięcia dziadka. Teraz William mieszkał z rodzicami incognito, pod tajnym adresem i nowym nazwiskiem, w nowym kraju, Norwegii.

– WILLIAMIE OLSENIE! OBIAD!

Mama nie dawała za wygraną. William wreszcie ją usłyszał. Powiedziała „Olsen”. William Olsen. Wciąż nie zdołał przyzwyczaić się do tego nazwiska i z utęsknieniem wyczekiwał dnia, kiedy będzie mógł wszystkim zdradzić, jak się naprawdę nazywa: William Wenton.

Już dawno przestał pytać, co tak właściwie wydarzyło się przed ośmioma laty w Londynie. Dlaczego noszą nazwisko Olsen i nauczyli się norweskiego. Dlaczego mieszkają właśnie w tym miejscu i co stało się z dziadkiem. Mama i tata postanowili o tym nie rozmawiać, jak gdyby tajemnice były lepsze niż prawda. Will wiedział jedynie, że tamte wydarzenia wiązały się w jakiś sposób z wypadkiem samochodowym. W jego wyniku tata został sparaliżowany.

Ale stało się coś więcej. Coś tak poważnego, że ich niewielka rodzina musiała zniknąć z powierzchni ziemi. A mały, długi i wąski kraj, o którym reszta świata zdawała się nie mieć pojęcia, był idealną kryjówką – do czasu.

– OOBIAAAAD! – krzyknęła kolejny raz mama.

– Jeszcze tylko jeden drobiazg… – wymamrotał William pod nosem.

Teraz to tata ryknął z oddali:

– WILLIAMIE… OBIAD NA STOLE!

Will ostrożnie obracał metalowy cylinder. Czuł, jak drobne części idealnie układają się w jego dłoni. Aż podskoczył, kiedy drzwi nagle się otworzyły i uderzyły w wysoki stos książek, które runęły na środek pokoju. Jedna z nich trafiła w cylinder, który wyślizgnął się chłopakowi z rąk, spadł z brzękiem i potoczył się po podłodze. William schylił się, żeby go podnieść, kiedy tata przejeżdżał przez próg na swoim elektrycznym wózku inwalidzkim. Chłopiec spojrzał z przerażeniem na cylinder, który poturlał się w kierunku wózka, a po chwili rozległ się metaliczny szczęk, gdy koło najechało na przyrząd. Tata od razu zahamował. Zniszczony układ elektroniczny wydał serię trzasków, a z resztek pod kołem uniosła się chmurka dymu. Tata zerknął poirytowany na wózek i zmarszczył nos.

– Znowu zaczyna strajkować? Dopiero co wrócił z naprawy – mruknął sam do siebie, wbijając surowy wzrok w Williama, który przykrywał ręką leżący na biurku wycinek z gazety.

– Obiad czeka… Przyjdź NATYCHMIAST! – powiedział tata, po czym wrzucił wsteczny bieg, zderzył się z następną stertą książek i wyjechał z pokoju.

Will odczekał, aż ucichnie brzęczenie windy schodowej taty. Wtedy wstał i wciągnął powietrze. Mało brakowało. Ale chyba nic nie zobaczył? William był pewien, że zdążył schować wycinek w chwili, kiedy tata wpadł do pokoju. Podszedł do cylindra i ostrożnie go podniósł. Jedna strona była wgnieciona. Delikatnie potrząsnął przedmiotem.

– No nie! – westchnął z irytacją, spoglądając na solidny zamek z łańcuszkiem na drzwiach. Jak mógł zapomnieć je zamknąć? Zawsze zamykał drzwi, kiedy zajmował się szyframi.

William odwrócił się i podszedł do biurka. Wycinek i pozostałości cylindra włożył do szuflady. Przez chwilę wpatrywał się w inne leżące tam rzeczy. Mechaniczną dłoń, którą sam zbudował. Metalową trójwymiarową układankę. Całkiem zwyczajną kostkę Rubika oraz pudełko po butach z lutownicą, małymi śrubokrętami i kombinerkami.

Wsunął szufladę i zamknął ją na klucz, który następnie schował w szczelinie między dwiema deskami podłogowymi. Ostatni raz spojrzał na pokój, aby upewnić się, że wszystko ukrył.

Tata z jakiegoś powodu nienawidził szyfrów. Marudził, że William powinien zajmować się tym, co interesuje zwyczajne dzieci: piłką nożną, grą w orkiestrze, czymkolwiek. Sprawiał wrażenie, jakby bał się szyfrów oraz tego, że Will może się nimi zainteresować. Ostatnio jeszcze mu się pogorszyło. Teraz wycinał nawet krzyżówki z gazet i palił je w kominku. To dlatego William zaczął zamykać drzwi – żeby tata nie odkrył wszystkiego, co schował w swoim pokoju.

Gdyby tylko wiedział, jak czasami czuł się jego syn! Niekiedy wokół siebie widział jedynie szyfry. Wszystko mogło być szyfrem: ogród, dom, samochód. Wszystko, co oglądał w telewizji, o czym czytał w książce. Same łamigłówki. A jego umysł od razu się nimi zajmował. Na przykład gdy William patrzył na drzewo lub wzór na tapecie. Czasami rzeczy jakby rozpadały mu się przed oczami, tak że widział każdą pojedynczą część i jej miejsce w całości. Było tak, odkąd tylko pamiętał, i często miewał z tego powodu kłopoty. To dlatego najbardziej lubił swoje własne towarzystwo, zwłaszcza w swoim pokoju, za zamkniętymi drzwiami, gdzie to on sprawował kontrolę.

William spojrzał na wielkie biurko. Niegdyś należało do dziadka. Blat wykonano z ciemnego, twardego hebanu. To jeden z najtwardszych rodzajów drewna na świecie. Na rogach wyrzeźbiono wykrzywione w grymasie demoniczne twarze z wystawionymi językami. Gdy Will był mniejszy, bał się biurka, ale z czasem zaczęło wzbudzać jego ciekawość. Cały blat pokrywały dziwne znaki. Czy też „bazgroły dziadka”, jak określała je mama. William wyobrażał sobie, że są to tajemne wiadomości od dziadka, jednego z najlepszych kryptologów na świecie. Jednak chłopiec nie zdołał jeszcze odcyfrować znaków. Miał nadzieję, że pewnego dnia je zrozumie, że pojmie, co takiego napisał dziadek i dlaczego.

– JEMY! – krzyknęła znów mama.

– Idę! – odpowiedział Will.

I lekkim krokiem wyszedł z pokoju.

Rozdział 2

– Nie jesteś głodny? – zapytała mama.

– Nie bardzo – odpowiedział William, odsuwając talerz.

Tata przełknął kęs.

– Za dużo siedzisz – powiedział. – Jak byłem w twoim wieku, nigdy nie siedzieliśmy w miejscu. Graliśmy w piłkę, wspinaliśmy się na drzewa i kradliśmy owoce z cudzych ogrodów. A ty? Jesteś chudy jak patyk.

Will próbował go ignorować. Wiedział, że tata ma rację. Był chudy jak patyk. Ale miał więcej siły, niż mogło się zdawać. Od zawsze. Nikt w klasie nie robił więcej pompek od niego. Nawet nauczyciel WF-u z trudem dotrzymywał mu tempa.

William zerknął na złożoną gazetę i nożyczki leżące na kolanach taty. Wycinał już nie tylko krzyżówki. Odkąd pojawiły się pierwsze ogłoszenia o wystawie Niemożliwości w Muzeum Historii Nauki, tata usiłował, najlepiej jak umiał, ukrywać je przed synem.

Nie wiedział jednak, że szkoła zaplanowała wycieczkę klasową na wystawę Niemożliwości. Mama pozwoliła Williamowi iść, jeżeli obieca, że nie wspomni o tym tacie. Ani nie dotknie niczego na wystawie. Mama chyba rozumiała, jak dużo to dla niego znaczy. Wiedziała, czym jest mrowienie w ciele, które Will odczuwał, ilekroć myślał o niezłamanym przez nikogo szyfrze. Chyba zdawała sobie sprawę z tego, że marzył o tej wystawie, odkąd tylko po raz pierwszy usłyszał o Niemożliwości.

– Mogę odejść od stołu? – zapytał William, nie podnosząc wzroku.

– Nie, nie możesz – rzucił tata szorstko.

Rodzice popatrzyli na siebie. Zapadła cisza. Było jasne, że mają mu coś do powiedzenia.

Mama i tata znów wymienili spojrzenia. Tata przełknął ślinę i odchrząknął.

– Williamie, postanowiliśmy pozbyć się książek.

Will zamrugał kilka razy, jakby nie do końca rozumiał, o czym tata mówi.

– Dziadek nie odzywa się od przeszło ośmiu lat. A książki zajmują za dużo miejsca. Tata prawie nie może się ruszyć wózkiem, żeby nie zderzyć się z jakimś regałem – odezwała się mama.

– NIE! – zawołał William i wstał. Uderzył ręką w stół, aż podskoczyły talerze i szklanki, ale szybko się opanował. Nie lubił być zły, więc zacisnął zęby i bezgłośnie odliczył do dziesięciu.

– Przepraszam – mruknął, po czym usiadł.

– Wiemy, ile te książki dla ciebie znaczą, Williamie. Ale rozejrzyj się. Mamy tu pewnie z milion tomów – powiedziała mama i spojrzała na tatę. – Bez względu na to, co obiecaliśmy dziadkowi, inne rzeczy mają pierwszeństwo. Musimy tu żyć, jak najnormalniej się da.

Will się nie odzywał. Patrzył tylko w stół, kręcąc z rezygnacją głową.

– Możesz wybrać kilka książek, które zatrzymasz. Resztę trzeba zabrać – powiedział tata szorstko i wrzucił wsteczny bieg. Wyjeżdżając, otarł się o stertę książek, która groźnie się zachybotała.

Mama zerknęła na syna.

– Tata nie chce być zły. Wszystko jest dla niego bardzo trudne: mieszkanie tutaj, to, że nie może pracować. Naprawdę tęskni za swoją pracą w Londynie. Czuje się bezużyteczny. Do tego jeszcze ty i szkoła. – Westchnęła.

Williamowi zrobiło się przykro, że wspomniała o szkole. Dobrze się uczył. Tylko ich wychowawca, pan Humburger, zawsze przesadzał. Co drugi dzień wydzwaniał do rodziców, aby opowiedzieć o czymś „okropnym”, co tym razem zrobił William. Nic dziwnego, że tata i mama się martwili. Ale chłopiec wiedział, dlaczego pan Humburger tak szczerze go nienawidzi. Przez całą pierwszą klasę Will był bardzo aktywny w szkole. Do tego stopnia, że poprawiał każdy błąd pana Humburgera na lekcjach matematyki. I na wszystkich innych lekcjach również. Dzień przed wakacjami wychowawca wziął Williama na stronę i powiedział mu, że od następnego roku szkolnego ma przestać zgłaszać się do odpowiedzi.

Oczywiście Will nie zdołał się powstrzymać, więc przez całą drugą klasę toczył wojnę z panem Humburgerem. Z czasem przestał przejmować się herezjami wychowawcy i zabierać głos na lekcjach. Ale ich relacje wcale się nie poprawiły.

– Pan Humburger dzwonił, żeby powiedzieć, co się dzisiaj stało – zaczęła mama ostrożnie. – Jeszcze nie wspomniałam o niczym tacie.

Oczywiście, że pan Humburger zadzwonił, by powiedzieć, co stało się w szkole. Na pewno rzucił się na telefon, gdy spryskiwacze jeszcze polewały cały budynek. William już to sobie wyobrażał: pan Humburger siedzi przy telefonie w pokoju nauczycielskim, drapiąc się po wielkim owłosionym brzuchu, podczas gdy reszta szkoły próbuje ocalić, co się da, przed wodą.

– To nie była wyłącznie moja wina. Starałem się pomóc. Spryskiwacze były zepsute – powiedział Will.

– A ty je uruchomiłeś… Tak, że zalały całą szkołę – dokończyła mama. Próbowała powstrzymać uśmieszek. – Sama nie wiem, co z tobą począć, Williamie. Czasami tak bardzo przypominasz dziadka.

Westchnęła.

– To może też powinienem zniknąć bez śladu? – zasugerował chłopiec.

Mama wstała i zaczęła sprzątać ze stołu.

– To nie było śmieszne – powiedziała, zbierając talerze.

Bokiem przecisnęła się między dwoma wysokimi regałami, żeby dostać się do zlewu. William wstał.

– Pan Humburger martwił się też o jutrzejszą wycieczkę do muzeum – dodała mama. – Ja również się martwię. To trudne tak długo żyć w ukryciu. Ale nie możemy zwracać na siebie uwagi. Wiesz o tym.

Will nie odpowiedział.

– Spójrz na mnie, Williamie – przykazała surowo.

Odwrócił się i popatrzył na nią.

– Obiecaj mi, że będziesz się jutro zachowywał! – poprosiła. – Nie możemy przyciągnąć niczyjej uwagi!

Chłopiec wiedział, że trudno będzie mu trzymać się z dala od Niemożliwości. Ale wiedział też, że nie może zrobić nic, co ich zdradzi.

– Obiecuję – powiedział, czując ukłucie w brzuchu.

Rozdział 3

William stał sam. Sypał śnieg. Świat okrył się bielą. Chłopiec spojrzał na pozostałych uczniów, dokazujących na szkolnym dziedzińcu w oczekiwaniu na autobus, który miał ich zawieźć do Muzeum Historii Nauki. Wszyscy cieszyli się na cały dzień bez lekcji.

Autobus zatrzymał się z głośnym strzałem z tłumika. Drzwi się otworzyły i rozpoczęła się walka o to, kto wsiądzie pierwszy. Will odczekał, aż chaos minie, po czym wsiadł i znalazł miejsce na samym końcu. Stąd dobrze widział całą klasę oraz pana Humburgera.

– Czadowa akcja z tym spryskiwaczem wczoraj! – odezwał się nagle cienki głosik.

William rozejrzał się i zauważył Eilerta, który również usiadł na samym końcu. Eilertowi zazwyczaj dokuczano w szkole. Teraz siedział skulony, zerkając w górę na Willa. Eilert dużo czasu spędzał, chowając się przed innymi. William odwrócił się i wyjrzał przez okno. Nie był w nastroju do pogawędek. Czy to z Eilertem, czy z kimkolwiek innym. Martwił się wczorajszą rozmową z mamą i tatą. Naprawdę zamierzali wyrzucić wszystkie książki dziadka? Autobusem szarpnęło, kiedy ruszyli.

Will wyjął z kieszeni karteczkę – wycinek prasowy o Niemożliwości. Popatrzył na nagłówek: „Najtrudniejszy szyfr świata w Norwegii!”, wypisany wielkimi literami. Chociaż chłopiec już setki razy czytał ten artykuł, przeczytał go raz jeszcze. Spojrzał na zdjęcie zagadkowego metalowego cylindra. Zespół najlepszych kryptologów na świecie tworzył go przez ponad trzy lata, a teraz ogłoszono go najtrudniejszym szyfrem na świecie, wprost niemożliwym do złamania. Najznakomitsi specjaliści już próbowali, ale bez skutku.

Teraz wreszcie przybył do Norwegii. Wkrótce William miał go zobaczyć na własne oczy. Nie mógł się już doczekać. Następnego dnia wystawa ruszała dalej, do Finlandii, a więc dziś miał jedyną szansę.

Will zamknął oczy, opierając głowę o szybę. To może być najlepszy dzień w jego życiu. Byle tylko oparł się pokusie. Ma patrzeć, ale nie dotykać…

– Chyba rozumiesz, Williamie, że wyczerpałeś swój limit na wprowadzanie zamętu? – ryknął ktoś tuż obok zachrypniętym głosem.

Chłopiec otworzył oczy i podniósł wzrok na pana Humburgera.

– Wczorajszy epizod był kroplą, która przepełniła czarę – ciągnął nauczyciel.

Eilert się roześmiał.

– Trochę więcej niż „kroplą” – zarechotał, ale ugryzł się w język, gdy zobaczył, że pan Humburger posłał mu rozwścieczone spojrzenie.

– Siedź cicho, rudzielcu! – warknął Humburger, po czym pogroził Williamowi owłosionym palcem. – Wczoraj rozmawiałem z twoją matką, która jest świadoma, że tyle brakuje, abyś został wydalony. – Zbliżył do siebie kciuk i palec wskazujący, zostawiając między nimi maleńki odstęp.

Nagle autobusem mocno szarpnęło. Pan Humburger runął w tył na podłogę w przejściu. Turlał się tam zdezorientowany, podczas gdy autobus skręcał to w jedną, to w drugą stronę. Jedni uczniowie wrzeszczeli, a inni wyciągali szyje, żeby zobaczyć, co się dzieje. Autobus zwolnił, zjechał na pobocze i zatrzymał się.

– Nie ma powodów do niepokoju – oznajmił kierowca przez głośnik. – Złapaliśmy tylko gumę.

Pan Humburger uniósł głowę i rozejrzał się dookoła jak wystraszona polna myszka, po czym skoczył na równe nogi i wypiął pierś.

– Niebezpieczeństwo minęło. Bez paniki! – zawołał udawanym basem.

Kierowca zdążył już wysiąść z autobusu i spoglądał z rezygnacją na prawe przednie koło, wypuszczając z ust obłoczki pary. William przytknął twarz do szyby, usiłując zobaczyć, co zamierza zrobić kierowca. Pan Humburger rzucił się na przód autobusu, chwycił mikrofon i zbliżył go do tłustych warg.

– Wszystkich uprasza się o zachowanie spokoju, podczas gdy my, jako osoby kompetentne w zakresie postępowania w sytuacjach kryzysowych, zajmiemy się zaistniałym problemem. W okamgnieniu wyruszymy w dalszą drogę. Zostańcie na swoich miejscach – powiedział, odłożył mikrofon i potykając się, wysiadł z autobusu.

– Myślisz, że zdążymy? – zapytał Eilert.

– Mam nadzieję – odparł Will i spojrzał zmartwiony na pana Humburgera i kierowcę, którzy tylko drapali się po głowach.

Dwie godziny później autobus znów ruszył w drogę. Wychowawca siedział brudny i wyczerpany kilka rzędów przed Williamem. Naprawa zajęła im całą wieczność. Okazało się, że żaden z nich nigdy nie zmieniał opony w jakimkolwiek pojeździe, więc pierwszą godzinę poświęcili wyłącznie na ustalenie, gdzie znajduje się zapasowe koło. William zaoferował pomoc, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, że ma wracać na miejsce i że to zadanie dla dorosłych. Był kwadrans po pierwszej. Will miał złe przeczucia.

Przed muzeum przywitała ich wysoka, nerwowa pani, która zdawała się czekać już od dłuższego czasu. Nos miała czerwony jak pomidor i trzęsła się jak osika. Zniecierpliwiona przestępowała z nogi na nogę i podskakiwała raz po raz dla rozgrzewki, podczas gdy pan Humburger usiłował uspokoić klasę. Kiedy wszyscy w miarę się uciszyli, kobieta odchrząknęła i przedstawiła się cienkim głosem:

– Dzień dobry! Zapraszam na ciekawy dzień w Muzeum Historii Nauki. Mam na imię Edna i będę dziś waszą przewodniczką. – Nerwowo poprawiła spódnicę. – Jesteście trochę spóźnieni, a wystawa Niemożliwości niestety zostanie wkrótce zamknięta. Ale macie oczywiście wstęp do pozostałej części muzeum.

William zesztywniał. To nie mogła być prawda. Przyjechali za późno.

– Skoro nie zdążyliście na wystawę Niemożliwości, przejdziemy od razu do rebusu wiedzy. Pytania znajdziecie na stole przy drzwiach – wyjaśniła Edna. – Najlepiej będzie, jak dobierzecie się w pary.

W kilka sekund klasa podzieliła się na stałe grupki. Will nadal stał w milczeniu. Zawód całkiem go sparaliżował.

– Jesteś w parze z Eilertem – krzyknął pan Humburger zza niego.

Klasa zachichotała.

– Dalej, William, nie mamy całego dnia – ciągnął nauczyciel.

Eilert stanął obok Willa, najwyraźniej zadowolony z przydzielonego partnera. Uśmiechał się od ucha do ucha.

– Na stówę wygramy. Przecież ty wiesz wszystko o takich rzeczach – szepnął, dłubiąc w nosie.

William nieznacznie skinął głową. Czuł narastającą złość. Rebus? Nigdy w życiu. Przyjechał tutaj, żeby zobaczyć Niemożliwość.

– Spotkamy się przy wyjściu za godzinę – pisnęła Edna i otworzyła wielkie dębowe drzwi muzeum.

Klasa rzuciła się z wrzawą na schody. Jakaś dziewczynka szturchnęła Ednę, która upadła. Wysoka przewodniczka siedziała zdezorientowana na schodach. Pan Humburger ruszył w jej stronę. Kobieta wyciągnęła rękę, żeby pomógł jej wstać, ale on tylko spiesznie ją minął.

– Nie biegniemy… IDZIEMY! – ryknął i wszedł do muzeum, nie racząc nawet na nią spojrzeć.

Will zatrzymał się przed Edną i chwycił jej rękę. Pomógł kobiecie wstać.

– Dziękuję – powiedziała, otrzepując spódnicę.

– Nie ma za co. – William delikatnie się uśmiechnął.

Zawahał się, ale nie ruszył się z miejsca.

– Czy wystawa Niemożliwości jest już zupełnie zamknięta? – zapytał.

– Pęka w szwach. Nie możemy wpuścić więcej osób. Przepisy przeciwpożarowe nam zabraniają.

Will skinął głową i wszedł do środka. Eilert oglądał morze wystawionych przedmiotów.

– Wow, ale czadersko – odezwał się. Był pod wrażeniem.

William zatrzymał się obok niego, ale myślami był całkiem gdzie indziej. Zauważył dwóch mężczyzn, którzy nieopodal zdejmowali plakat. „Wystawa Niemożliwości – po schodach w dół” – głosił napis.

– To zaczynamy? – zapytał Eilert, podchodząc do stolika z pytaniami. Podał koledze ołówek. – Możesz pisać!

– Najpierw… muszę do łazienki. – Will rzucił okiem na pana Humburgera, zajętego przy chłopcu, którego ręka zaklinowała się w silniku parowym. Z pomocą przyszedł im strażnik muzealny.

William uśmiechnął się. Pan Humburger miał co robić. Nadarzała się okazja, żeby wejść na wystawę Niemożliwości.

Rozdział 4

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 5

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 6

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 7

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 8

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 9

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 10

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 11

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 12

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 13

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 14

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 15

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 16

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 17

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 18

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 19

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 20

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 21

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 22

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 23

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 24

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 25

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 26

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 27

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 28

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 29

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 30

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 31

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 32

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 33

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 34

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 35

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 36

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 37

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 38

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 39

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 40

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 41

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Rozdział 42

Rozdział dostępny w pełnej wersji

W przygotowaniu druga część przygód Williama Wentona!

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Porozmawiaj z autorem!

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Zdobądź przedpremierowo

fragment drugiego tomu!

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Bobbie Peers

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Tytuł oryginału

Luridiumstyven

Projekt okładki

© Simon & Schuster, Inc.

Adaptacja okładki

Maria Gromek

Paweł Panczakiewicz | PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Ilustracja na okładce i na stronie 234 © Eric Deschamps 2017

Dodatkowe ilustracje i liternictwo na okładce © Luke Lucas 2017

Zdjęcia autora na stronie 238 i na 4 stronie okładki © Sofia Runarsdotter

Zdjęcie na 1 stronie okładki © knorre/istockphoto.com

Opieka redakcyjna

Aleksandra Smoleń

Adiustacja

Aurelia Hołubowska

Korekta

Judyta Wałęga

Katarzyna Onderka

Opracowanie typograficzne

Daniel Malak

Łamanie

Judyta Wałęga

Copyright © Bobbie Peers 2015

Copyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017

Copyright © for the translation by Katarzyna Tunkiel

Published by agreement with Salomonsson Agency

ISBN 978-83-240-4936-3

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

William Wenton 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia