Co boli związek?

Co boli związek?

Autorzy: Magdalena Kuszewska Monika Dreger

Wydawnictwo: self-publishing

Kategorie: Poradniki

Typ: e-book

Formaty: EPUB

Ilość stron: 180

cena od: 24.90 zł

   W książce „Co boli związek?” Moniki Dreger i Magdaleny Kuszewskiej (Wydawnictwo WGP, 2017) - pierwszej z serii Rozmowy Psychologiczne - znajdziecie trzynaście rozmów. „Omawiamy na konkretnych przykładach to, co okazuje się problematyczne dla wielu par (zarówno hetero-, jak i homoseksualnych). Kłopot w komunikacji, problem ze zdradą, „ta trzecia”- czyli teściowa, pojawienie się dziecka, zazdrość, utrzymanie związku na odległość (w dobie Internetu), ale i to, w jaki sposób się rozstać, jeśli zachodzi taka potrzeba”- mówią autorki.

     Dzięki temu, że panie znają się i lubią, książka jest napisana wartko i lekko (choć pojawiają się przecież także poważne, trudne tematy). A czytelnik wkracza do nieznanego szerzej świata gabinetu psychologicznego i dowiaduje się, jak spróbować poradzić sobie z kłopotami w związku.

   Monika Dreger to terapeutka par z wieloletnim doświadczeniem, która na przykładach wielu różnych par opowiada o błędach, jakie zdarza nam się popełniać, niezależnie od wieku, pozycji, wykształcenia itp. Stara się też podać czytelnikom sprawdzone rozwiązania i pokojowe sposoby, które mogą pomóc w zwalczaniu konfliktów i dochodzeniu do zgody. Magdalena Kuszewska, dziennikarka zainteresowana psychologią, zadaje wnikliwe pytania, które uruchamiają ożywcze dyskusje. Znajdziecie tutaj tematy, które frapują i dotyczą zdecydowanej większości z nas… A zatem, co boli związek?

Zapraszamy do lektury

CO BOLI

ZWIĄZEK?

Rozmowy psychologiczne

Monika Dreger

Magdalena Kuszewska

CO BOLI ZWIĄZEK?

Rozmowy psychologiczne

Warszawa 2017

Projekt okładki

Arkadiusz Gadaliński

Rysunki

Arkadiusz Gadaliński

Skład

Maciej Kiełkucki

ISBN

978-83-948163-0-8

Warszawa 2017

Copyright by Monika Dreger, Magdalena Kuszewska

Copyright by WGP

Wydawnictwo:

WGP

tel. 504 644 584

www.wgp.org.pl

Drodzy Czytelnicy,

być może zastanawiacie się, dlaczego napisałyśmy tę książkę. Otóż postanowiłyśmy udowodnić Wam, że nie tylko Wy napotykacie na różne trudności w związkach. Często w gabinecie psychologa pary zastanawiają się: „Czy tylko my tak mamy?”. Nie, nie tylko Wy!

Jest wiele par, które mają problemy. I, co najważniejsze, jest jeszcze więcej par, które rozwiązują swoje problemy same. Nasze rozmowy dotyczą zatem tylko pewnego procenta związków. Mamy nadzieję, że ci, którzy radzą sobie sami, sięgną po naszą książkę, aby poznać doświadczenia innych par. Wierzymy, że tych, którzy nie mogą czy nie potrafią poradzić sobie sami, zachęcimy do szukania pomocy.

Być może zastanawiacie się, dlaczego to właśnie my napisałyśmy tę książkę. To proste, świetnie nam się rozmawia i dobrze się rozumiemy. Często patrzymy podobnie na wiele spraw, ale potrafimy się też pięknie różnić. Kilka lat temu dane nam było się poznać i polubić, a także współpracować. Napisałyśmy wspólnie wiele tekstów z zakresu psychologii (opublikowanych m.in. w magazynach PANI i ELLE, na portalu Onet czy w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej).

Wiemy, że coraz więcej osób czuje potrzebę, aby skorzystać z pomocy terapeutycznej. Postanowiłyśmy zatem uchylić drzwi gabinetu i pozwolić naszym Czytelnikom zajrzeć do środka, aby zobaczyć, jak wyglądają spotkania (sesje) i o czym się na nich czasami rozmawia, a także aby poznać problemy, poruszane przez pary.

Zdecydowana większość historii, o których opowiadamy w tej książce, dotyczy także relacji homoseksualnych. Począwszy od problemów dotyczących komunikacji w związku, poprzez zdrady, aż po finanse. Co ważne, takie pary też trafiają do psychologów, na mediacje czy terapię. Po prostu prościej i czytelniej było nam opisać pewne mechanizmy jako „ona” i „on”.

Monika Dreger

Magdalena Kuszewska

ROZDZIAŁ 1

Po co komu terapia par?

Magdalena Kuszewska: „Przychodzi baba do lekarza”… To już wiemy. Ale pary wciąż nie mają pojęcia, co się wydarzy, kiedy udadzą się do terapeuty. Z jakimi problemami zgłaszają się do Was najczęściej? Stawiają trafne diagnozy?

Monika Dreger: Część par zjawiających się w gabinecie chce dowiedzieć się, czy być razem, czy się rozstać. Sami nie wiedzą już, czy możliwe jest dalsze bycie razem, więc proszą o pomoc. Inni przychodzą i mówią: „Nie możemy się dogadać, przestaliśmy się rozumieć, kłócimy się i chcemy to zmienić”. Ostatnia, trzecia grupa klientów, to pary po zdradzie. Oczywiście ten podział to duże uogólnienie, bo każdy przypadek jest inny i do każdego podchodzę indywidualnie.

MK: Zanim je sobie omówimy, pomóż rozprawić się z mitem, który głosi, że jeśli para się kłóci, to dobrze, bo są jeszcze między nimi emocje. Gorzej, gdy milczą, jak im się nawet nie chce kłócić. A może to uproszczenie?

MD: To nie takie proste, nie zero-jedynkowe. Kłótnie są niedobre, ale i dobre dla związku. Faktem jest, że jeśli się w ogóle nie sprzeczają, jeśli wszystkie sprawy i problemy stają im się obojętne, to związek też. Często potem nie ma już czego „zbierać”. Ale czasami emocje są pochowane i na pierwszy rzut oka ich nie widać. Te ukrywane emocje są ważne. Ludzie nieraz próbują je „wystudzić”, czasami nawet udają, że już ich nic nie obchodzi. Ale rzeczywiste zobojętnienie obu stron oznacza, że oni są już emocjonalnie poza związkiem. Czasami więc emocje, które powodują kłótnie, są dobrą prognozą dla relacji.

MK: To zajmijmy się pierwszą z grup. Nazwijmy ich: niepewni. Nie wiemy, czy się kochamy albo czy chcemy być jeszcze razem.

MD: Miłość bardzo często między nimi jest (inna niż na początku związku), ale tu bardziej chodzi o życie, problemy codzienności, dogadywanie się. Możemy się bardzo kochać, ale czy potrafimy być razem na co dzień? „Nie możemy się dogadać” – to tak naprawdę oznacza, że mamy inne priorytety, zasady, normy, zbyt wiele nas dzieli. Albo po prostu para czuje, że dzieje się coś złego w związku, ale też nie wie, co dokładnie. Albo ma dwa różne sposoby komunikacji i często siebie nie rozumie, choć mówi o tym samym.

MK: Czy ludzie oczekują, że terapeuta im powie: tak, macie być ze sobą! Lub: nie, rozejdźcie się?

MD: Niektórzy tak (uśmiech). Ale część osób, która do nas trafia, jest już bardzo świadoma. Wie, że terapeuta z definicji nie mówi, jak żyć, nie udziela rad, nie ocenia, nie krytykuje zachowania, choćby nagannego. „My oczywiście wiemy, że pani nam tego nie powie, ale mamy nadzieję się dowiedzieć dzięki terapii, czy możemy być razem”, słyszę. Muszę przyznać, że świadomość wśród naszych klientów rośnie.

MK: A teraz druga grupa: skłóceni.

MD: Charakterystyczne jest to, że oni zwykle mówią: „Kłócimy się o wszystko, nawet o drobiazgi, na każdym kroku”. To są takie sytuacje, kiedy te same tematy powracają w awanturach, bo wciąż są nieomówione, niezałatwione, nierozwiązane. Klienci z tej drugiej grupy są jeszcze bardziej świadomi, bo deklarują jasno i otwarcie: „Mamy problem w komunikacji”. Czyli poprawnie diagnozują problem w związku. Oczywiście te grupy, o których opowiadam, przenikają się. Bo ci, którzy się kłócą ciągle, też nie są pewni, czy powinni być jeszcze razem. A czasami za tymi awanturami stoi zdrada jednej ze stron.

MK: I tym sposobem przeszłyśmy do trzeciej grupy klientów, którzy w związku doświadczyli zdrady.

MD: Tu sprawy się komplikują. Zdarza się, że jedno zachowuje się tak, jakby musiało dostać karę, bo zdradziło. Albo drugie chce jakoś ukarać tego, kto zdradzał, albo wyleczyć go z chęci potencjalnej kolejnej zdrady. Ale zdarzają się też tacy, którzy bardzo świadomie mówią: „Wiemy, że to, co działo się między nami, zaprowadziło nas do zdrady”. Jest to wyjątkowo trudne, ale jednak niektóre zdradzone osoby potrafią wziąć na siebie część odpowiedzialności za ten fakt. Zdają sobie sprawę, że w związku byli nieuważni, nieobecni, odporni na prośby. Wiecznie zajęci, na przykład pracą albo hobby. I to zdrada przyniosła otrzeźwienie.

MK: Wspominałaś mi niedawno, że kiedyś dzwoniły głównie kobiety, aby zapisać siebie i partnera na terapię. Co się zmieniło?

MD: Nasza recepcjonistka ostatnio się dziwiła, że tak wielu mężczyzn dzwoni w sprawie zapisu na wizytę. Coraz częściej terapię par inicjuje mężczyzna, co jeszcze parę lat temu było zdecydowanie rzadsze. Osoby zdradzane to coraz częściej także panowie. Osoby, które śmiało i otwarcie mówią o emocjach to również coraz częściej mężczyźni. A z drugiej strony zdarzają się kobiety zadaniowe, mało emocjonalne. W gabinecie widzę tę zmianę, jaka się dokonuje pomiędzy obiema płciami. Jest też duża zmiana świadomości, co akurat cieszy. Przyjście do terapeuty po pomoc czy poradę to naprawdę nie jest już wstyd jak kiedyś.

MK: Czyli pojawia się takie powszechne myślenie, zarówno u kobiet jak i mężczyzn, że jak boli gardło, to idę do laryngologa, a jak dusza – do psychologa?

MD: Wolałabym określenie: ból emocjonalny. Ale też nie wiem, czy to naprawdę jest powszechne. Pamiętajmy, że jednak jestem w tzw. getcie informacyjnym. Docierają do mnie pary, które przynajmniej chcą spróbować terapii, prosząc o pomoc osoby trzecie. Jest przecież wiele par, które borykają się z problemami, ale nie przyjdą. Trwają tak przez całe życie lub rozstają się bez próby naprawienia, z pomocą terapeuty, tego, co nie działa. Kiedyś przychodziły głównie osoby wykształcone, a teraz to już nie reguła. Zdarzają się osoby z małych miast czy wsi, które po pomoc przyjeżdżają wiele kilometrów. Mam klientów, którzy, żeby się ze mną spotkać, muszą pokonać nawet 100 kilometrów w jedną stronę. Oni przyjeżdżają od kilku lat. W przypadku jednego pana byłam mimowolnym świadkiem jego narzeczeństwa, ślubu, narodzin dwójki dzieci. On pojawia się u mnie co jakiś czas, najpierw z narzeczoną, potem z żoną, która czeka na niego przed gabinetem. Widywałam ją za każdym razem, także w ciąży. Nie pracuję z indywidualnymi klientami, ale dla tego pana zrobiłam wyjątek.

MK: Z tego, co mówisz, wynika, że jesteś też spowiednikiem, przyjacielem, który słucha, nie ocenia. Ile ról pełni psychoterapeuta?

MD: Czasami jesteśmy też gąbką, która chłonie cudze emocje, przeważnie, niestety, negatywne. Spotykamy się w gabinecie często z wielką rozpaczą, czasem także z agresją. Musimy to wszystko niejako przyjąć na siebie. Psycholodzy bronią się przed tym, aby nazywać się przyjacielem. Ja jednak się z tobą zgadzam w tej kwestii. Sama miałam sytuację, kiedy klient mający duże problemy w związku, które długo omawialiśmy i przepracowaliśmy, został przeze mnie spytany: „Czy widzi pan dalszą zasadność naszych spotkań?”. A on na to: „Tak, bo chciałbym raz na jakiś czas przyjść do pani, pogadać bezpiecznie, zwierzyć się”.

MK: Smutne. Czyli on nawet nie ma przyjaciela…

MD: Mam wrażenie, że niektórzy przychodzą czasami po to, aby spokojnie porozmawiać. Ten klient pojawił się u mnie jeszcze parę razy i ustaliliśmy, że jeśli będzie miał potrzebę coś przegadać, wróci. Zostawiliśmy zatem otwartą furtkę do kolejnych spotkań. I wiesz co? Nie wrócił. To dobry znak.

MK: Może wszedł w nowy, lepszy związek, w którym druga strona go wysłuchuje. Czy jak przychodzi para, to jedna strona jest bardziej wycofana, a druga energiczna?

MD: Niektórzy siadają i dają do zrozumienia, żeby ich naprawić, są bardzo roszczeniowi, oczekują, że to ja będę się starać. Czasami jedna osoba jest wycofana sama z siebie, czasami zdominowana przez drugą stronę, a niekiedy panuje między nimi równowaga sił. Nieraz odbieram oczekiwanie ze strony kobiety, że jako przedstawicielka jej płci będę ją dodatkowo wspierać, że stworzymy kobiecy sojusz. Mężczyźni wykazują wtedy dużą rezerwę. Niekiedy pytam panów, czy obawiają się tzw. solidarności jajników. Przyznają, że owszem, tak. Boją się, że jako kobieta będę trzymać stronę żony. Bywa, że to kobiety mają oczekiwania wobec mnie: „Wie pani, jacy są faceci, niech mi pani pomoże”. Dlatego zdarza się także, że dla równowagi prowadzi się terapię w dwóch parach, czyli klienci i para terapeutów.

MK: Kto decyduje o tym, czy chce mieć jednego terapeutę, czy dwóch?

MD: Zawsze klienci.

MK: Jak się rozkłada praca, kiedy terapia prowadzona jest razem z kolegą?

MD: Staramy się, by terapeuci pracowali równorzędnie, choć czasami jeden staje się liderem. Ważne, żeby para terapeutów rozumiała się i znała, wtedy możemy dobrze i efektywnie współpracować. Mam też w swojej praktyce doświadczenie pracy z terapeutką, czyli w gabinecie siedziały trzy kobiety plus mężczyzna. Ale to nie byli partnerzy, tylko ojciec z córką, z którą koleżanka pracowała też indywidualnie. Tak więc możliwości i konfiguracji jest wiele.

MK: Ile trwa sesja i jak to się odbywa?

MD: Zależy od ośrodka. U nas jedna sesja dla par trwa godzinę, gdzie indziej półtorej. A jeśli jest dwóch terapeutów, sesja trwa dwie godziny. Dla jednych klientów to długo, dla innych krótko. W jednym przypadku siedzieliśmy z parą trzy godziny non stop, bo oni mieli wielką potrzebę omówienia swojej sytuacji. Gdyby mogli, siedzieliby pewnie jeszcze trzy. Wylewali z siebie wiele emocji, słów. Pracę rozpoczynam od spotkania konsultacyjnego. Dowiaduję się, z jakim kłopotem para przyszła, czego oczekuje, poszukuje.

MK: Czy dopytujesz klientów o ich zawody, pasje, cechy charakteru?

MD: Takie pytania mogą się pojawić, ale nie od razu, tylko na różnych etapach procesu terapii. Nie ma sztampowych rozwiązań i pytań, bo każdy jest inny. Pary są różne. Jedni przychodzą, siadają i milczą, więc staram się ich ośmielić, rozkręcić. Bywa, że obawiają się bardzo wizyty u terapeuty, bo ona wiąże się z lękiem, niewiedzą, wstydem. Sami o tym nieraz mówią: „Jesteśmy pierwszy raz, nie wiemy, czego się spodziewać, wstydzimy się mówić o problemach, prać u pani brudy”. Staram się dostosować do ich emocji. Jeśli się obawiają, to często pytam, czego dokładnie. Czasem słyszę od par: „Zastanawialiśmy się, co i jak pani powiedzieć”. A przez telefon, przy zapisach na pierwszą wizytę, najczęstsze pytanie brzmi: „Czy coś mamy przygotować?”.

MK: I jaka jest odpowiedź?

MD: Na początku nic nie należy szykować. Najpierw trzeba się poznać, oswoić. Oni poznają mnie, a ja słucham ich historii. Pod koniec pierwszego spotkania staram się opowiedzieć, w jaki sposób moglibyśmy pracować, jakiej pomocy potrzebują, czy pracy w parze, czy może indywidualnej. Razem decydujemy, co dalej.

MK: Czy zdarza się, że każdy deklaruje inny problem w związku? Czyli na przykład ona mówi, że on nie opowiada jej o swoich potrzebach, że mało rozmawiają. A on na to, że oczywiście, mówi, ale ona chce nim rządzić, i to jest problem. Czyli nawet na poziomie opowiadania o kłopotach pojawia się już rozdźwięk.

MD: Tak, bardzo często słyszę różne opinie. Każdy widzi problem nieco inaczej, a czasami w ogóle bardzo różnie. Wczoraj była para, która pokłóciła się przy mnie właśnie o to, jaki mają problem w relacji! Co zrobiłam? Pozwoliłam się państwu wygadać, wykrzyczeć. Przy okazji zobaczyłam, w jaki sposób się komunikują, jak się zwracają do siebie. I szczerze powiem, że siedziałam z szeroko otwartymi oczami. Jedna strona związku nie dopuszczała drugiej do głosu, wysyłała sprzeczne komunikaty, wyciągała miliardy dygresji. Sama się w nich gubiłam.

MK: Taka sytuacja: przychodzi para, a potem okazuje się, że tylko ona chce pracować, a on mówi: koniec terapii. Co wtedy?

MD: Staram się zatrzymać na chwilę tę drugą stronę, aby porozmawiać, dowiedzieć się, dlaczego nie chce pracować. Świat pary nigdy nie jest światem jednej osoby, tylko dwóch różnych osobowości. Tłumaczę im to, wyjaśniam, że tylko z jedną stroną praca nad związkiem nie jest możliwa. Indywidualnie można pracować tylko nad sobą. Do pracy w parze, do zmian w związku potrzeba partnera.

MK: Spodobało mi się, jak ktoś powiedział, że „para to wcale nie są dwie połówki jednej pomarańczy, tylko dwa odrębne owoce, umieszczone w jednym koszyku”.

MD: Zgadzam się. Staram się, aby każdy poczuł, że w gabinecie panuje równowaga. Nie ma miejsca na lincz jednej, choćby winnej, osoby. Nawet w przypadku zdrady. To ci klienci szczególnie obawiają się mojej krytyki. Powtarzam, że terapeuta nie ocenia zachowania, nie opowiada, jak ma wyglądać związek. Wolę mówić o tym, że potrzeby obu stron są tak samo ważne, więc powinny być zaspokajane w miarę możliwości. Każda ze stron ma prawo, aby realizować swoje potrzeby. Tylko trzeba wiedzieć, jak się ze sobą komunikować, aby o tych potrzebach – i o trudnościach – porozmawiać.

MK: Z Twojego punktu widzenia, jakie najczęstsze błędy popełniają pary?

MD: Nie rozmawiają szczerze o potrzebach, wspólnych celach, problemach. Na spokojnie, rzeczowo, na temat. Bez oskarżania, wyciągania brudów sprzed lat. Jeśli tego nie potrafimy, nie stworzymy bazy niezbędnej do omawiania trudności. Wiele można naprawić, ale trzeba umieć ze sobą rozmawiać.

MK: Z jednej strony dobrze, jeśli ktoś się komunikuje, ale z drugiej – źle, jeśli robi to w sposób agresywny, obraźliwy, haniebny.

MD: Jeżeli ktoś komunikuje się w sposób agresywny, to oznacza, że nie umie się poprawnie komunikować.

MK: Czy między parą, która przyszła na terapię, a Tobą, musi pojawić się dobra energia, tak zwana chemia? Przecież to bliska współpraca.

MD: Zdecydowanie, a przede wszystkim musi pojawić się zaufanie niezbędne do tego typu pracy. Na pierwszym spotkaniu dopytuję, czy parze odpowiada kontakt ze mną, czy chcą pracować ze mną dalej. Mają prawo odmówić, zmienić specjalistę i ja to szanuję. Chemia musi być. Mogę zaproponować innego terapeutę, nie chcę ich pozostawiać samych sobie, skoro potrzebują pomocy. Para musi mieć możliwość wyboru. Jeśli zdarza się, że pracuję z parą, a równolegle ktoś z tej pary potrzebuje spotkań indywidualnych, ja nigdy nie podejmuję się tego zadania. To wynika z etyki.

MK: Rozmawiamy w dniu, w którym świat obiegła wieść o rozwodzie słynnej pary – Brada Pitta i Angeliny Jolie. Jeszcze niedawno tak bardzo się kochali, przynajmniej na zdjęciach. Gdy przychodzi do Ciebie para, to widać między nimi bliskość lub jej brak?

MD: Często widać, czy para jest ze sobą blisko choćby po postawie ciała, w tym jak i gdzie siadają, czy bokiem, czy prawie tyłem do siebie. I nieraz nagle w trakcie rozmowy coś dobrego się dzieje i ich ciała zaczynają na to reagować, zbliżają się do siebie. Słychać to także w tym, jak się do siebie zwracają. Oczywiście lepiej nie prognozować, czy para przetrwa, czy nie. Terapeuci nie są pozbawieni takich myśli. Sama się zastanawiam: ciekawe, czy im się uda? Ale zdarza mi się też myśleć: kiepsko to widzę, będzie trudno… Oczywiście zostawiam te myśli dla siebie. Było w gabinecie kilka par, którym terapia szła jak po grudzie, widziałam, jak oddalają się od siebie coraz bardziej. Oni różnili się pod względem najważniejszym, czyli priorytetów, zasad, norm itp. A raz, w przypadku jednej z nich, byłam przekonana, że to ich ostatnia wspólna sesja, że mi powiedzą: rozstajemy się. A oni po dwóch tygodniach przyszli i oznajmili, że chcą znowu razem zamieszkać i z tego, co wiem, wszystko układa się dobrze.

MK: Może czasem trzeba zaliczyć w związku wielki dół, aby potem się od niego wspólnie odbić?

MD: Różnie bywa, bo niektórzy nie wydostają się już z tego dołka. Na pewno dobrą prognozą jest rzeczywista chęć do pracy obu stron. Gdy obojgu zależy na tym, aby się udało. Mówią: „Chcemy być razem, choć wiemy, że będzie trudno…”. Ale jeśli ludzie mają gotowość i otwartość na zmiany oraz chęć do pracy, to najczęściej im się udaje. Oni wiedzą, że terapeuta to nie czarodziej, że potrzeba ciężkiej, wyczerpującej pracy. Jednym z narzędzi, które stosuję, jest…praca domowa.

MK: Jak to? Na czym polega praca domowa w terapii par?

MD: Jest to najczęściej praca pisemna, po to, aby para między sesjami przemyślała, zastanowiła się nad czymś. Każda ze stron odrabia ją osobno. Jedną z pierwszych prac, jaką czasem zadaję, jest opisanie, jak dana osoba czuje się w małżeństwie czy w związku partnerskim. Proszę, aby oboje przemyśleli sprawę dogłębnie, pisali szczerze, otwarcie. Wiem, to trudne. Ostatnio pewien pan opisał historię małżeństwa zamiast swoich uczuć. Zapytałam: „Ale jak pan czuje się w swoim małżeństwie?”. Nie potrafił nazwać własnych emocji. Kiedy ona i on przyniosą mi swoje prace, proszę, aby przeczytali je na głos. I z tego często rodzą się duże zaskoczenia, wielkie emocje. Dla niektórych słowa partnera bywają szokiem, na przykład: „Czuję się niekochany”. Czasem pary piszą tylko o złych rzeczach. Czasami także o dobrych. Miło jest usłyszeć, mimo konfliktu, coś dobrego na swój temat. Jeden mężczyzna napisał, że bez względu na wszystkie trudności, które mają z żoną, on ją zawsze kochał i nadal kocha. Kobieta, słysząc o tym, była niezwykle wzruszona.

MK: Ciekawi mnie, jakie pary – i z jakim stażem – są Twoimi najczęstszymi klientami?

MD: Zwykle z długim, między 15 a 35 lat. Kiedyś przyszło małżeństwo, które obchodziło 40-lecie związku. Raz była para, która przyszła do mnie po 8 tygodniach wspólnego bycia! Zaskoczyli mnie. Zapytałam, co się dzieje, przecież jeszcze nie znają się zbyt dobrze, a już są u terapeuty. Oboje byli dojrzałymi ludźmi, po przejściach, no i od początku coś nie grało. Po dwóch sesjach związek się rozpadł. Akurat to mnie nie zdziwiło – nie zdążyli zbudować jeszcze żadnej bazy, aby móc efektywnie pracować nad tak krótką relacją, która od samego początku była trudna.

MK: Czego klienci nie mogą robić w gabinecie? Pozwalasz im kląć?

MD: Nie zgadzam się na wciąganie mnie w koalicję z jedną czy drugą stroną. Bronię się przed używaniem mnie do prywatnych rozgrywek pomiędzy nimi. Oczywiście zabroniona jest przemoc fizyczna i psychiczna. A przeklinanie? Z umiarem, proszę bardzo, bo ono często pomaga wyzwolić emocje. No chyba że ktoś ewidentnie przesadza i co drugie słowo przeklina. Była para, w której pan właśnie tak się komunikował. Poprosiłam, aby się bardziej pilnował, ale z rozbrajającą szczerością odrzekł, że „on tak ma”. Płacz jest w gabinecie na porządku dziennym, choć ludzie czasem wstydzą się łez. Czasem także ja płaczę, bo przecież nie jestem pozbawiona emocji. Niedawno był pan, który zakończył terapię, a na końcu spontanicznie mnie uściskał. Ludzki, miły gest, więc pozwoliłam na to. Kiedyś dostałam od jednej pani tort na zakończenie naszych spotkań. Zaskakujące, ale sympatyczne pożegnanie.

MK: Zdarzają się inne zaskakujące momenty?

MD: Czasami moje koleżanki psycholożki wychodzą ze swoich gabinetów i dopytują: „Monika, coś ty robiła z tymi klientami? Dlaczego tak się głośno śmialiście? O co chodzi?”. Moim zdaniem terapia jest wielkim wyzwaniem, a przyjście we dwoje bywa cięższe niż w pojedynkę, bo przy drugiej stronie czasem jeszcze trudniej się otworzyć. Każdy terapeuta pracuje trochę inaczej. Ja przyjęłam więc dość luźny styl prowadzenia spotkań. Nie jestem klaunem, ale jeśli ktoś powie coś zabawnego, też się śmieję. Nieraz sobie żartujemy, aby trochę odciążyć emocje, rozładować napięcie. Nie widzę powodu, aby nie dzielić się swoim doświadczeniem. Często pary dopytują, czy jestem w związku, ile lat po ślubie, czy mam dzieci. Czasami dzielę się jakaś historią ze swojego życia, dzięki której dowodzę, że można poradzić sobie z różnymi rzeczami. Kiedyś, analizując z mężem nasze kłótnie, zauważyliśmy, że pojawiają się bardzo często podczas… pełni Księżyca. To sprawiło, że udało nam się nieco je „oswoić”.

MK: Ciekawe, zwrócę na to uwagę w swoim związku. Na razie odnotowałam, że podczas pełni nie mogę spać mimo solidnego zmęczenia.

MD: Obserwacje sprawiły, że komunikowałam mężowi: „Dzisiaj pełnia, rozmawiamy tylko na tematy luźne, nic poważnego”. Czasem opowiadam to parom, aby wiedzieli, że nie tylko oni mają kłopoty.

MK: Nie wszyscy specjaliści mówią o swoim życiu prywatnym.

MD: Wielu terapeutów przestrzega sztywnej reguły niemówienia o sobie. Ale ja jestem za tym, żeby dzielić się pewnymi rzeczami. Terapeuta też sam stanowi niejako narzędzie pracy podczas sesji, pracuje sobą: używa własnych cech charakteru, aby zbudować relację, zaufanie, bezpieczeństwo itd.

MK: Czy zdarza się, że rozdzielasz parę po to, aby pracowali indywidualnie?

MD: Czasami tak. Każdy z nas wnosi do związku taki życiowy plecak, w którym są przyzwyczajenia z domu, tradycje, cechy, normy, zasady czy sposób komunikowania się itd. Niektórym się wydaje, że mają kłopoty w małżeństwie, a okazuje się, że jedno z nich ma problem, na przykład cierpi na syndrom DDA (dorosłe dziecko alkoholika), było ofiarą przemocy lub nadopiekuńczości albo było molestowane, więc potrzebuje przede wszystkim własnej terapii. Osobiste problemy w konsekwencji przynoszą problemy w związku. Wtedy kieruję taką osobę na indywidualną psychoterapię. I to nie są wcale pojedyncze przypadki! Potem można wrócić do terapii wspólnej. A czasami okazuje się, że już jej nie potrzeba, bo ktoś rozwiązał własny problem i jest dzięki temu lepszym partnerem. Podstawą jest zatem dobra diagnostyka, czyli zbadanie, gdzie rzeczywiście tkwi problem. Często pary pytają mnie, czy im się uda, czy przetrwają, czy będą szczęśliwi. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, nie jestem przecież wróżką. Nie mam także czarodziejskiej różdżki, która załatwi cały problem jednym dotknięciem. Mówię, że wszystko zależy od nich, od ich pracy i zaangażowania. Ja mogę im tylko towarzyszyć, ale to, co dzieje się i będzie się działo w ich życiu, zależy od nich.

ROZDZIAŁ 2

Zdrada: Skąd się bierze

i… co dalej?

Magdalena Kuszewska: Przyszedł czas, abyśmy porozmawiały o zdradzie w związkach. Z badań wynika, że Polacy robią to coraz częściej i śmielej, głównie ci w wieku 41–50 lat, ze średnich i dużych miast.

Monika Dreger: Miałam ostatnio ciekawy przypadek. Ciekawy w tym sensie, że dzięki tej parze uświadomiłam sobie, jak różne bywają sytuacje i jak różnie można podchodzić do zdrady. Przyszło małżeństwo, które jest ze sobą od 25 lat. Kilka miesięcy wcześniej okazało się, że pan od dwóch lat tkwi w innym związku, z „tą trzecią”, jak się powszechnie mówi. Jego żona podejrzewała wprawdzie wcześniej, że coś jest nie tak, że on może kogoś mieć, ale długo odsuwała od siebie tę myśl… Przecież czuła się przez wszystkie te lata bezpiecznie, to był, jej zdaniem, fantastyczny związek. W końcu doszło do spotkania całej trójki. I „ta trzecia” oznajmiła żonie coś, co zburzyło jej cały świat i całą wizję szczęścia. Okazało się bowiem, że jej mąż przez ponad 20 lat małżeństwa miał romanse, czego nie krył przed kochanką. Żona była tym zdruzgotana, a wtedy on powiedział: „A co byś zrobiła, gdybyś nie dowiedziała się o moich zdradach? Nadal byś uważał a, że nasze życie jest szczęśliwe?”. Na co ona odrzekła, zrezygnowana: „Ale ja już teraz wiem…”. I właśnie wiedza o tym, że była zdradzana, spowodowała, że kobieta przekreśliła całe 25 lat wspólnego życia, mimo że wcześniej była

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Co boli związek? 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu