Lifeblood. Krew Życia

Lifeblood. Krew Życia

Autorzy: Gena Showalter

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 432

Cena książki papierowej: 37.99 zł

cena od: 19.68 zł

Tenley żyje w świecie, w którym trzeba zdecydować, czy po śmierci przyłączyć się do stronnictwa Trojki, czy do Miriady. Wybiera Trojkę i od razu wyrusza na pierwszą misję. Tym trudniejszą, że właśnie trwa wojna, na której nie bierze się jeńców. Każde ze stronnictw chce niepodzielnie panować nad światem, nie ma mowy o kompromisie. Obdarzona niezwykłymi umiejętnościami Tenley jest cennym nabytkiem dla Trojki, ale śmiertelnym zagrożeniem dla Miriady. Gdy wydaje się, że jej misja zakończy się powodzeniem, Tenley staje przed najtrudniejszym wyborem – jeżeli wykona zadanie, zniszczy człowieka, który może dać jej szczęście

Gena Showalter

Lifeblood

Krew Życia

Tłumaczenie:

Jacek Żuławnik

DEDYKACJA

Bogu, mojej skale i opoce, mojemu zbawcy!

Naomi z French’n’Bookish. Dziękuję za wszystko, co robisz. Twoje wsparcie i entuzjazm są bezcenne!

Katy Evans i Sarah J. Maas. Jesteście, dziewczyny, zachwycające i cholernie utalentowane! Jestem zaszczycona, że Was znam.

Mojemu doczesnemu wsparciu: Vicki Tolbert, Shonnie Hurt, Michelle Quine i Jill Monroe – moim boskim szczęściom!

Bryn Collier za doskonałą promocję! Dziękuję, dziękuję, po tysiąckroć dziękuję!

Sienie Koncsol. Genialnie działasz zakulisowo; jestem Ci bardzo wdzięczna!

Natashy Wilson, mojej redaktorce. Doceniam czas i uwagę, które poświęcasz mnie oraz mojej pracy.

Widzę, jak z otchłani powstaje piękne miasto i szlachetny lud pełen męstwa (…). Widzę tych, za których składam dzisiaj w ofierze głowę. Spokojni, zamożni, użyteczni bliźnim, szczęśliwi (…). Widzę, że zajmuję poczesne miejsce w ich sercach i w sercach ich potomków przez liczne pokolenia. (…) czyn nieporównanie lepszy od wszystkiego, czego dokonałem w życiu. Widzę to wszystko i wiem, że udam się zaraz na spoczynek nieporównanie słodszy od wszystkiego, czego zaznałem w życiu[1].

Światło nabiera blasku, a ciemność blednie

Podobno kiedy człowiek umiera, całe życie przelatuje mu przed oczami. Te słowa stanowią pociechę dla tych, którzy kochali i byli kochani, lecz dręczą tych, którzy zawodzili i byli zawodzeni.

Ja mówię tak: jeśli wiesz, gdzie spędzisz wieczność, ciesz się! Śmierć została pokonana. Nastały wieczne rządy życia.

Jestem tego najlepszym dowodem. Moje Pierwsze Życie dobiegło końca, ale Wieczne – dopiero się rozpoczyna.

Moje Światło zaświeci…

Rozgoni cienie… każde życie będzie istotne…

Pora zrobić to, po co się urodziłam. Pora wstać i zalśnić.

Nic, czemu będę musiała stawić czoło – niech to będzie wojna, prześladowania, głód, groźby albo Druga Śmierć – mnie nie powstrzyma. Dzień zastąpi noc i ci, którzy płaczą w ciemności, nad ranem będą się radować.

Wkrótce wstanie świt. Czasu niewiele. Niech rozpocznie się bitwa.

Słownik pojęć, wyjątek z Księgi Prawa

Anulant

Nie ma Światła bez nadziei.

Najwyższy rangą Generał Miriady.

Obecnie brak przedstawicieli tej rangi.

Anulant wygasza Światło w innych.

Druga Śmierć

Znów koniec, kolejny nowy początek.

Następuje, gdy duchowi zabraknie Krwi Życia.

Miriadczycy wierzą, że duch spina się wtedy z innym duchem (albo duchami), aby powrócić do Krainy Żniw, natomiast Trojkanie uważają, że duch udaje się na wieczny Spoczynek.

Drugi Król

Ten, za którym podążasz, decyduje, którymi ścieżkami kroczysz.

Jeden z dwóch synów Pierwszego Króla: Eron, Książę Gołębi, oraz Ambrozyn, Książę Kruków.

Władca krainy.

Generałowie

Poznaj drogę, krocz drogą, pokazuj drogę.

Drudzy po Drugim Królu.

Nadzorują pracę Przywódców, Łowców Głów, Robotników i Posłańców w krainach.

Odpowiadają za planowanie strategii oraz prowadzą armie na wojnę.

Kraina Żniw

Będziemy siali i zbierali.

Ziemia, domena ludzi.

Krainy

Tam dom twój, gdzie serce twoje żywi się bądź głoduje.

Królestwa Wiecznego Życia: Trojka, Miriada i Wiele Końców.

Miriada

Niezależność, wieczna szczęśliwość, przyjemności życia.

Mroczna kraina rządzona ręką Księcia Kruków.

Magiczne lasy szepczą zaklęte baśnie, tajemnica czai się na każdym kroku… czci się tam brak umiaru, trwa wieczna zabawa… zwycięzców nosi się na rękach, przegranymi – pogardza… emocje zawsze biorą górę nad logiką.

Motto: Siła to potęga.

Niezwerbowany

Nie ma radości bez nadziei.

Człowiek, który przed swoją Pierwszą Śmiercią nie zawiązał Przymierza ani z Trojką, ani z Miriadą.

Skazany na Wieczne Życie w Królestwie Wielu Końców.

Pierwsza Śmierć

Śmierć to dopiero początek.

Zgon ludzkiego ciała.

Następuje w chwili, gdy duch zrywa więź z zajmowanym przez siebie ciałem.

Pierwsze Życie

Nie zawsze jest to, co powinno być.

Ludzkie życie (tj. duch zamknięty w ciele).

Próba generalna przed Wiecznym Życiem.

Pierwszy Król

Panuje dzielnie i litościwie na wieki wieków.

Stwórca Trojki, Miriady oraz ludzi i ich domeny, Krainy Żniw.

Ojciec Drugich Królów: Erona, Księcia Gołębi, oraz Ambrozyna, Księcia Kruków.

Posłańcy

Nadstawiaj uszu i przekazuj dobre wieści.

Zajmują jedną z sześciu najważniejszych pozycji w krainie, plasując się pod Robotnikami.

Przekazują ludziom wiedzę na temat krain, chronią innych przed wrogiem, a także rejestrują zdarzenia i czyny w krainie oraz poza nią.

Półcień

W ciemności prowadzi ślepy ślepego.

Choroba, która zrodziła się z ciemności i w niej się rozprzestrzenia, pozbawiając Trojkan Światła.

Źródło schorzenia i lekarstwo na nie są nieznane.

Przewodnik

Dzień przegna noc na zawsze.

Najwyższy rangą Generał Trojki.

Obecnie istnieje dwóch przedstawicieli tej rangi.

Przewodnik wchłania esencję światła słonecznego w Krainie Żniw i kieruje jego wiązki do Trojki.

Przymierze

Jak rzekniesz, tak będzie.

Każde braterstwo krwi pomiędzy dwiema stronami (np. człowiekiem a krainą Wiecznego Życia); unieważnić je może jedynie Sąd.

Jeżeli warunki Przymierza zostaną zerwane bez pośrednictwa Sądu, wówczas człowiek może zostać ukarany i uśmiercony, zaś duch zniewolony.

Przywódcy

Przyjaciel cenniejszy niźli diamenty.

Asystenci Generałów.

Odpowiadają za przydzielanie zadań niższym rangą.

Robotnicy

Oczyść drogę, wyprostuj krętą ścieżkę.

Zajmują jedną z sześciu najważniejszych pozycji w krainie, plasując się bezpośrednio pod Przywódcami.

Przenikają do Krainy Żniw i przekonują wybranych ludzi, aby sprzymierzyli się z krainą, którą reprezentują.

RM oznacza Robotnika Miriady, RT Robotnika Trojki.

Spięcie

Wiara w kłamstwo nie czyni zeń prawdy.

Wiara Miriadczyków w to, że po Drugiej Śmierci duch wiąże się z innym duchem (albo nawet wieloma duchami) i odradza w Krainie Żniw.

Trojkanie nie podzielają tego przekonania.

Spoczynek

Tu czeka spokój wykraczający poza wszelkie wyobrażenie.

Według Trojkan duch po Drugiej Śmierci przechodzi w stan absolutnego spokoju i na zawsze żegna się z krainą (z kilkoma wyjątkami).

Trojka

Sprawiedliwość, równość, wolność wyboru.

Kraina Światła, w której rządzi Drugi Król Eron, Książę Gołębi.

Nietknięta mrokiem… gdzie praca nie jest obowiązkiem, lecz sposobem na życie… równość to nie pusty ideał, ale standard, zaś strach nie jest cennym przyjacielem, tylko znienawidzonym wrogiem… logika zawsze bierze tam górę nad emocjami… obowiązują surowe zasady; ten, kto je łamie, podlega karze.

Motto: Światło oświecenie.

Wieczne Życie

Gdzie nie ma początku ni końca.

Życie pozagrobowe, w którym rządzą i walczą ze sobą Trojka oraz Miriada.

Inna nazwa: Nieskończenie.

Wiele Końców

Zlekceważ przyszłość i zapłać za to cenę.

Kraina, do której trafiają Niezwerbowani po Pierwszej Śmierci.

Tam umiera szczęście, zaś koszmary ożywają.

Wskrzeszenie

I powstaną zmarli ze swych grobów.

Raz w roku Trojkanie przeprowadzają głosowanie i decydują, którego z duchów pozostających w Spoczynku przywrócić do duchowego życia.

Wybrany duch musi opuścić Spoczynek, nawet jeżeli wolałby w nim pozostać.

Zasłona

Witajcie wszyscy, którzy wchodzicie.

Przejście prowadzące do i z krainy Wiecznego Życia.

TROJKA

Od: L_N_3/19.1.1

Do: M_C_4/2.17.12

Temat: Tenley Lockwood

Błagała mnie pani, Madame Cordell, bym oddał pani sprawę panny Lockwood, i obiecywała – przysięgała! – że zawsze – zawsze! – będzie mnie informowała o postępach. Tymczasem nie otrzymałem od pani ani jednego sprawozdania od dnia, w którym zatruta włócznia zakończyła Pierwsze Życie panny Lockwood. Żądam Raportu – w trybie natychmiastowym!

Światło oświecenie!

Generał Levi Nanne

TROJKA

Od: M_C_4/2.17.12

Do: L_N_3/19.1.1

Temat: Zawstydzają mnie pańskie cierpliwość i zaufanie

Sir, najmocniej przepraszam za brak Raportu w ciągu ostatnich 6,8 sekundy. Nie wiem, czy pan zauważył, ale mój oddział jest odrobinę zajęty dziesiątkowaniem miriadzkich żołnierzy – i byciem dziesiątkowanym. Nawiasem mówiąc, Archera Prince’a spotkała Druga Śmierć. Nie pytał pan, ale może chciałby wiedzieć. Straciłam Tenley z oczu. Podejrzewam, że Miriada spowiła ją cieniem. Robię, co mogę, żeby ją zlokalizować, sir.

Światło oświecenie! ⇐ Może użyłby pan swojego?

Madame Meredith Cordell

TROJKA

Od: L_N_3/19.1.1

Do: M_C_4/2.17.12

Temat: Drryń! Drryń! To pani ostatni dzwonek

Proszę ją znaleźć!

I proszę nie płakać za Archerem. Dobrze żył, zmarł śmiercią wojownika. Jego imię zostało zapisane w Księdze Nowego Życia, stał się kandydatem do Wskrzeszenia. Kto wie, być może wkrótce znów go pani ujrzy!

Światło oświecenie!

Generał Levi Nanne

TROJKA

Od: M_C_4/2.17.12

Do: L_N_3/19.1.1

Temat: Proszę zostawić wiadomość po sygnale

„Być może” to zawsze za mało.

Światło oświecenie!

Madame Meredith Cordell

MIRIADA

Od: Z_C_4/23.43.2

Do: R_O_3/2.17.12

Temat: Przewodnik

To już pewne. Panna Lockwood sprzymierzyła się z Trojką. Madame Bennett głupio postąpiła! Jej działania zaszkodziły nam wszystkim. Wyszliśmy na złych, nikczemnych i niemoralnych, dlatego trudno się dziwić pannie Lockwood, że dokonała takiego, a nie innego wyboru. Pytanie brzmi: czy Killian Flynn chronił pannę Lockwood dla naszej, czy dla trojkańskiej korzyści?

Jak mam dalej postępować?

Siła to potęga!

Sir Zhi Chen

MIRIADA

Od: R_O_3/2.17.12

Do: Z_C_4/23.43.2

Temat: Instrukcje

Ma pan rację. To Madame Pearl Bennett wpakowała nas w tę kabałę, ale z przyjemnością donoszę, że wyciągnie nas z niej Killian Flynn. Zapewniam pana, że wszystko, co Killian robi, ma swój cel i służy naszemu dobru. Jego misja ma zasadnicze znaczenie.

Proszę nie zdradzać nikomu jego prawdziwych motywów. Im mniej osób posiada tę wiedzę, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że informacja się rozprzestrzeni, przekreślając to wszystko, co zrobił i co zrobi Killian. Nie wtrącajmy się do dzisiejszej bitwy.

Proszę się nie obawiać, jeśli chodzi o Tenley Lockwood, jeszcze nie wszystko stracone. Killian pracuje nad tym, aby ta dziewczyna w pojedynkę wygrała wojnę – dla nas. Proszę mu pozwolić robić, co trzeba. Killian doskonale wie, o jaką stawkę toczy się gra, i nie zawiedzie nas. Jak zawsze.

Siła to potęga!

Generał Rosalinda Oriana

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W cierpieniu ujawniają się twoje największe zalety… bądź wady.

Trojka

Obecnie

Piasek przesypuje się w klepsydrze, ziarnko po ziarnku, sekunda przechodzi w drugą… w trzecią… Usiłuję poskładać w całość poszatkowane wspomnienia. To niełatwe zadanie. Mój umysł zasnuwa mgła, rozmazują się myśli. Czwarte ziarnko – czwarta sekunda.

Uświadamiam sobie, że moją obsesją są liczby. Zawsze kryje się za nimi jakaś historia i nigdy nie kłamią.

Piąte – piąta. Zawieszam się na piątce, powtarzam ją w głowie. Klik! Zaskakuje. Minęło pięć minut i czternaście sekund, od kiedy umarłam.

Chwila, moment. Umarłam?

Chyba faktycznie nie żyję. Moje serce nie bije, w płucach brak powietrza, nie mogę oddychać. A muszę. Pot występuje mi na kark i spływa po kręgosłupie, a mimo to moje ręce i nogi pozostają lodowate.

Spokojnie. Opanuj się. Ciało mam zniszczone, ale duch nadal żyje. To nowy początek. Nowe życie.

Spokojnie? Naprawdę? Odtąd nie mam już kolejnej szansy. Zero powtórek. Każdy mój czyn będzie miał znaczenie; każde słowo, które wypowiem, każde działanie, które podejmę, każda osoba, z którą nawiążę znajomość, i każdy wróg, któremu odbiorę życie, wpłynie na mnie w pozytywny bądź negatywny sposób. Żadnych „jeśli”, „ale”, „a może”.

– Witaj w Wiecznym Życiu.

Słowa szeptane na wietrze, zaczyna lekko dzwonić mi w uszach. Po chwili dźwięk zyskuje na intensywności. Jest tak głośny, że aż się wzdrygam. Czuję drżenie w kościach, coś delikatnie stuka mnie w żebra – od środka. Puk, puk. Puk, puk. Łup!

Gwałtownie nabieram powietrza, biorę pierwszy oddech i wreszcie budzę się prawdziwa ja. Pierś się uspokaja, do płuc napływa powietrze. Znów mogę oddychać. Jestem martwa i zarazem wciąż żywa.

– Wstań! Wstań i żyj!

Kolejny szept na wietrze… a może to głos w mojej głowie?

Umarłam – i zwariowałam?

Odzyskuję spokój i wracam do odliczania: sześć… siedem…

Klik! Siedemnaście! Mam siedemnaście lat. Urodziłam się dziesiątego dnia dziesiątego miesiąca o dziesiątej dziesięć, umarłam zaś jedenastego dnia jedenastego miesiąca o dziesiątej czternaście.

1 + 1 + 1 + 1 + 1 + 0 + 1 + 4 = 10

Ktoś powie: zrządzenie Losu. Błąd! Los to mit, wymówka, coś stworzonego po to, by zrzucać nań winę. Niech będzie, że każdemu z nas przyświeca boski cel, ale nie wszystko, co się dzieje, jest wynikiem boskiej interwencji. To nasze działania zmieniają bieg naszego życia na dobre bądź złe.

To my mamy ostatnie słowo.

Moja teraźniejszość stanowi sumę wszystkich przeszłych decyzji, to znaczy wszystkich moich decyzji, ale nie tylko. Także i tych, które podjęli ludzie z mojego otoczenia. Jestem odpowiedzialna za ten… Ten!

Klik! Klik! Nazywam się Tenley Lockwood. Dla przyjaciół Ten. Imię i liczba.

5 + 5 = 10. Dwie równe części.

Ostatni element układanki wskakuje na miejsce. Dwie krainy Wiecznego Życia, Trojka i Miriada, ścierają się w zaciętej, krwawej walce.

Trojka walczyła o to, bym zachowała Pierwsze Życie, natomiast Miriada dążyła do tego, by się zakończyło. Wysiłek Miriady został nagrodzony. Moje ciało leży na zbroczonej krwią ulicy w centrum Los Angeles.

Gratulacje, Miriado. Wygrałaś bitwę, ale nie wygrasz wojny.

Wraz z ostatnim tchnieniem na zawsze sprzymierzyłam się z Trojką – i nie żałuję. Przykładam wartość do Pierwszego Życia. Lubię zasady, cenię logiczny ciąg, strukturę. Rozumiem, że celem kary nie jest wyrządzenie krzywdy, lecz przekazanie nauki.

Teraz jestem Trojkanką, narodziłam się na nowo pośród krwi i przemocy. Jestem żołnierzem na wojnie starej jak świat. Stałam się wrogiem zarówno dla tych, których nigdy nawet nie poznałam, jak i dla tych, których znam i kocham.

Stałam się wrogiem dla Killiana, najlepszego Robotnika Miriady.

Killian! Jego imię brzmi niczym urwany krzyk z głębi mej duszy. Powiedziałabym, że „chodziliśmy” ze sobą, ale to takie łagodne, niewinne słowo, tymczasem pragnęłam Killiana jak ćpun heroiny… a mimo to wybrałam Trojkę, nie Miriadę.

Nie ma jak w domu.

Dom… Dom to coś, czego nigdy tak naprawdę nie miałam.

Powinnam go nienawidzić – oczywiście mówię o Killianie – ale wzdrygam się na samą myśl, coś się we mnie buntuje. Nie, nigdy go nie skrzywdzę. Zbyt wiele dla mnie znaczy.

– Nie żyje? – Jakiś szorstki i nieznany głos wyrywa mnie z zamyślenia. – Sprzymierzyła się z Trojką?

– Tak i tak.

Och, TEN głos rozpoznaję – i z miejsca czuję ulgę. Killian cały czas był przy mnie!

Tak bardzo pragnę go ujrzeć, że aż przechodzi mnie dreszcz.

– Nie chciałbym być w twojej skórze – mówi nieznajomy, a mnie się zdaje, że w tle słyszę brzęk mieczy. – Po śmierci Madame Bennett przejdziesz pod komendę Zhi. A kiedy się dowie, że nie udało ci się zwerbować panny Lockwood, obetnie ci głowę i wbije ją na pal.

Ulga ustępuje pod naporem cierpienia. Killianowi grozi niebezpieczeństwo, i to z mojego powodu. Muszę mu pomóc – muszę! – ale choć próbuję wstać, to nie mogę. Nie jestem w stanie się podnieść. Do niczego się nie nadaję!

O co chodzi? Ciało przecież nie żyje, łączące go z duchem więzy zostały zerwane. Powinnam móc – sama już nie wiem – unosić się jak zjawa, prawda?

– Odejdź – mówi Killian, a w jego głosie pobrzmiewa groźba. – Broń naszych przed Trojkanami.

– Żebyś mógł zabić Lockwood, zanim jej duch opuści ciało, i samemu zgarnąć nagrodę? O nie.

Nagrodę?

Naraz słychać buczenie, trzask płomieni. Ostry, gryzący dym wypełnia powietrze.

Bolesne westchnienie. Głuche uderzenie.

– Nie podnoś się – syczy Killian.

Zaatakował tego drugiego?

Dlaczego zranił ziomka, żeby ratować wroga? Czemu ryzykował karę?

Odpowiedź jest prosta: dla mnie i tylko dla mnie.

Na zmianę rozpływam się i zbieram w sobie. Uwolnij się, mówię. Chroń Killiana.

Kiedy miał okazję doprowadzić rzecz do końca i przekonać mnie, bym sprzymierzyła się z Miriadą, poradził, żebym usłuchała głosu serca. Oboje wiedzieliśmy, że moją krainą jest Trojka. Moje potrzeby okazały się dla niego ważniejsze niż jego pragnienie – nagrody bądź kary.

Poświęcił dla mnie własne szczęście, ale nie udało mi się zrewanżować tym samym. Kiepska ze mnie dziewczyna, zresztą może jestem nią, a może nie.

Przypominam sobie ostatnie chwile Pierwszego Życia. Sloan Aubuchon, niegdyś wróg, potem przyjaciółka, a na koniec ZACIEKŁY wróg, przebiła mnie zatrutą włócznią.

– Nienawidzę go bardziej, niż kocham ciebie – powiedziała wtedy.

Jego, czyli doktora Vansa, potwora odpowiedzialnego za tortury w zakładzie Prynne, domu „opieki” nad zagubionymi nastolatkami.

Miriada obiecała pomóc Sloan w ukaraniu Vansa, ale pod warunkiem, że Sloan sprzymierzy się z nimi i zabije mnie. Zgodziła się.

Jej zdrada ubodła mnie równie głęboko, jak włócznia. Zgoda, Vans robił Sloan straszne rzeczy, które nie powinny być udziałem żadnego człowieka, tyle że jego zachowanie nie usprawiedliwia jej postępowania. W dążeniu do zemsty upodobniła się do niego, tak samo zawiodła moje zaufanie, jak on zawiódł jej.

Błyskawicznie poniosła konsekwencje: Killian wyrwał włócznię z mego ciała i przebił nią Sloan.

Kolejna rzecz, za którą czeka go kara. Muszę – no muszę! – mu pomóc.

Kopię nogami, macham pięściami, ale wszystko na nic.

– Killianie, gdzie ona jest? – To nowy głos, ale też bez trudu go rozpoznaję. – Gdzie ją ukryłeś?

Deacon, RT. Przyjaciel. Zawsze kojarzył mi się z charakternym wojownikiem w starym stylu, ceniącym honor na równi z odwagą i tężyzną, a nawet bardziej.

Jeżeli ktokolwiek może mnie uwolnić, to na pewno Deacon.

– Tutaj – odpowiada Killian zachrypłym głosem. – Ale już… za późno, żeby ją ocalić…

Coś twardego i ciepłego krępuje mi nadgarstki. Naraz czuję, że stoję – i widzę!

Nabieram powietrza. Po raz pierwszy ogarniam wzrokiem otaczający mnie świat duchów. Z szafirowo-jedwabnego nieba sączy się złoty blask słońca. Z tłustych chmur spada na ziemię zapierający dech w piersiach diamentowy pył.

Naraz dociera do mnie: to nie chmury, tylko budynki o osobliwych kształtach – oraz maszerujący tam i z powrotem wzdłuż balustrad uzbrojeni żołnierze.

Otwiera się zapadka w mojej głowie i zalewa mnie potok informacji: to wieże strażnicze, z których obserwuje się ludzi i rozgrywa duchowe bitwy. Przemieszczają się pomiędzy królestwami a Krainą Żniw. Przechodzą z rąk do rąk. Prawo do nich ma zwycięzca bitwy.

Kręcę głową i marszczę brwi. Nie uczono mnie o strażnicach, a wszystko o nich wiem? Nie powinnam…

Ależ uczono! Lata temu. Miałam pięć lat, chodziłam na obowiązkowe zajęcia z historii krain i… Och, obmywa mnie otępiające ciepło, zmysły rozpływają się, kąpią w rozkosznych zapachach: polne kwiaty, drzewa owocowe, dojrzałe jagody. Niby jak mam się skupić? Wciągam aromaty, rozkoszuję się nimi.

– Niech nikt się do niej nie zbliża, dopóki nie zostanie umocowana – mówi Killian.

Umocowana?

– Ja i moi ludzie zabezpieczymy teren na tak długo, jak zdołamy – obiecuje Deacon i odchodzi.

Mój wzrok pada na Killiana, a serce momentalnie przyśpiesza. Ach, te jego piękne oczy, smutne, złoto nakrapiane elektryzującym błękitem. W jednym oku pięć plamek, w drugim trzy. Podczas naszego pierwszego spotkania porównałam je do oktawy. Piąta i trzecia nuta tworzą podstawę akordu. Ilekroć Killian spojrzy na mnie, moja krew intonuje pieśń.

Tak jak dziś.

Miriadzki żołnierz przedziera się przez ochronny krąg stworzony przez Deacona i jego ludzi. Killian, nie odrywając ode mnie wzroku, wykonuje ruch dłonią i wbija napastnikowi sztylet w ciało. Jestem w szoku. Zabił jednego ze swoich. Zrobił to bezlitośnie, brutalnie.

Po ostrzu jego broni spływa przejrzysta, lśniąca Krew Życia. Widok makabryczny, ale piękny. Killian zbliża się do mnie, wkładając groźbę w każdy swój krok, ale nie boję się go i stoję niewzruszona. Ten mężczyzna nigdy mnie nie skrzywdzi.

– Przestań zabijać swoich ludzi z mojego powodu – odzywam się.

– Będę cię chronił tak, jak uznam za stosowne. – Chowa sztylet do pochwy i dotyka dłonią mojej twarzy. Ma palce zgrubiałe od lat wojaczki.

Jego modzele łaskoczą mnie, wywołują tarcie, a z tarcia bierze się ciepło. Rozkoszne ciepło. Zapominam o bitwie. Płonę… płonę dla Killiana, krew wrze i paruje, sprawia mi ból… przyjemny ból. A wszystko to za sprawą niewinnego dotyku!

Zawsze reagowałam na niego w taki sposób, choć nigdy z taką intensywnością. Być może dlatego, że dotąd nie dotykaliśmy się tak jak teraz, kiedy nic między nami nie ma. Ani ciała, ani Skorupy.

Pochylam głowę, podsuwam się Killianowi jak kocię głaskane po raz pierwszy w życiu.

Czy doznania wszystkich duchów – ze wszystkimi duchami – są aż tak głębokie?

Zamykam oczy i wciągam jego zapach. Torf i wrzos, uwielbiane przez mnie. Moje zmysły znów zachodzą mgłą i wiem, że Killian mnie odurza, zresztą nawet nie musi się szczególnie starać.

– Spójrz na mnie, mała.

Posłusznie wykonuję polecenie, a on wpatruje się we mnie, jakby zapamiętywał moje rysy. Odwzajemniam spojrzenie – cóż innego mogę zrobić? Spowija go cień, któremu jednak nie udaje się przyćmić nieziemskiej urody. Nad silnym czołem Killiana wisi odgarnięty na jedną stronę hebanowy jedwab włosów, tworząc szelmowską ramę dla równie szelmowskiej twarzy. Killian ma brwi gęste i czarne, skórę opaloną i gładką, zupełnie pozbawioną porów – wygląda jak namalowana. Nos ostry, pod nim pełne, niemal kobiece usta. Na trójkątnej szczęce seksowny kilkudniowy zarost.

– Chcę, żebyś mi zaufała – mówi z udręką w głosie – bez względu na to, co zdarzy się w nadchodzących tygodniach. Czy możesz to zrobić?

– Oczywiście – odpowiadam bez wahania. Przesuwam palcem po tych soczystych ustach, cudownie miękkich w odróżnieniu od twardych mięśni Killiana. Przechodzi mnie dreszcz.

Rozszerzają mu się źrenice, widzę, że skupia się na mnie i tylko na mnie.

– Nie, tutaj „oczywiście” nie wystarczy. Zrobi się nieprzyjemnie, ale musisz mi zaufać, że zawsze będę miał na względzie wyłącznie twoje dobro. – Wzmacnia uścisk. – Proszę.

Otwieram usta, by zapewnić go o swym zaufaniu, kiedy nagle podmuch wiatru sprawia, że kosmyk włosów zasłania mi oczy. Marszczę brwi, chwytam go i podnoszę do światła. Kobaltowy błękit? Że jak? Przed śmiercią miałam przecież czarne włosy.

– Nie rozumiem – mówię.

– Powinnaś zobaczyć pozostałe zmiany. – Killian przesiewa kosmyki między palcami i nasze dłonie dotykają się.

Naraz przeszywa mnie ostry ból, a z ust dobywa się cichy jęk. Zataczam się do tyłu.

Jakby ktoś… wbił mi nóż.

– Jesteś spięta. – Killian chwyta mnie za nadgarstki i pomaga wrócić do pionu. – Rozluźnij się. – Tym tonem: „Bądź posłuszna albo zginiesz”, zwraca się do wszystkich OPRÓCZ mnie.

Zjeżam się.

– Sam się rozluźnij! – Ból wykręca mi wnętrzności. Za dużo tego wszystkiego, zdecydowanie za dużo. – Nie wiem, co się… Nie mogę… – Umieram po raz drugi i ostatni? Tak prędko?

– Trwa proces umocowywania cię w Sieci twojej krainy.

W Sieci?

– Chyba coś jest nie tak z połączeniem – udaje mi się bąknąć, mimo że coś ściska mnie za gardło.

– Wszystko w porządku. – Przyciąga mnie do siebie, głaszcze po plecach, pociesza. – Każdy przez to przechodzi, nawet Miriadczycy.

Opieram głowę na jego ramieniu, staram się równo oddychać. Mimo to czuję się jak uwięziona w bezdennej jamie, jakby bez końca przeszywały mnie ostrza, a na moją pierś i mózg spadał deszcz pocisków.

Zabij mnie! Pozwól mi umrzeć.

Ale… ból mija równie nieoczekiwanie, jak się pojawił.

Oblewa mnie ciepło, wnika we mnie i lśni… lśni tak jasno, że nagle wydobywa emocje, które już dawno temu poukrywałam w ciemnych kątach. Uczucia rozłażą się na wszystkie strony jak robale. Nienawiść do ojca. Wściekłość na sytuacje, nad którymi nie panuję. Żal z powodu utraty matki i braciszka.

Nic się nie ukryje. Syczę i szlocham. Wydaję z siebie jęk zranionego zwierzęcia.

– Jesteś silna. Jesteś dzielna – mówi Killian. – Dasz sobie radę, mała.

Kiedy ciepło koncentruje się w obu dłoniach i jednej ręce – akurat tam – obejmuję Killiana tak mocno, że boję się, że go połamię. Nie skarży się jednak. Ciepło… zaczyna parzyć. Jakby… jakby odciskało na mnie swoje piętno.

Pośrodku wewnętrznych stron dłoni pojawia się okrąg z trzema liśćmi. Symbol Trojki. Z początku jest blady, ale stopniowo ciemnieje. Na prawym ręku ukazują się trzy ciągi cyfr.

– Duchowe znamiona – wyjaśnia Killian, przesuwając kciukiem nad symbolami, jednak ich nie dotykając. – Zewnętrzna oznaka wewnętrznej przynależności.

Na szczęście w końcu ból całkowicie ustępuje. Oddycham z ulgą.

– Klucz. – Killian przenosi uwagę oraz widmowy dotyk na liczby. – Słyszałem, że Trojka zmusza nowych rekrutów do tego, by zapracowali na nagrody, ale póki co nikt nie potwierdził prawdziwości tych plotek ani ich nie zdementował.

– Klucz? – Czuję chłód, kiedy jego kciuk przesuwa się nad moją skórą. Zaciskam usta i zaczynam szczękać zębami.

Z zaskoczeniem stwierdzam, że rysy Killiana wykrzywia nagła wściekłość. Puszcza mnie i robi kilka kroków do tyłu. Odsuwa się ode mnie.

Nie jestem gotowa na rozstanie. Unoszę brodę, podchodzę do niego i kładę dłoń na jego sercu. I następują kolejne uderzenie zimna, znacznie silniejsze, niemal nie do wytrzymania.

– Zero! – klnę pod nosem i odskakuję. Przerażający ziąb znika w mgnieniu oka.

– Próbowałem cię ostrzec.

Patrzę w jego niebezpiecznie kuszące oczy i naraz dociera do mnie prawda. Nasze ciała odpychają się, i to całkiem dosłownie – i zawsze będą tak na siebie działać. Ciemność i Światło nie współistnieją. Jedno zawsze wypiera drugie.

Sprzymierzając się z Trojką, skazałam nasz związek na niepowodzenie.

Czuję, że łzy napływają mi do oczu.

– Killianie… – zaczynam. Rzeczywiście mnie ostrzegał. Tymczasem ja wmówiłam sobie, że znajdziemy sposób na to, żeby być razem. Cóż, nie zdawałam sobie sprawy, z jakimi trudnościami przyjdzie nam się zmierzyć.

– Co się stało, to się nie odstanie. – Niemal niezauważalnie kręci głową i odsuwa się ode mnie. – Jeżeli będę walczył u twego boku, doprowadzę do przegranej mojego królestwa. Jeśli będę walczył przeciwko tobie, stracę cię. Nie ma kompromisu. Nie w naszym przypadku. Tak jak ty muszę dokonać wyboru.

ROZDZIAŁ DRUGI

Cierpienie dowodzi jedynie tego, że brakuje ci obrońcy. Pozwól, że to my cię obronimy.

Miriada

Słowa Killiana rozbrzmiewają echem w mojej głowie:

„Jeżeli będę walczył u twego boku, doprowadzę do przegranej mojego królestwa. Jeśli będę walczył przeciwko tobie, stracę cię.

Nie ma kompromisu.

Muszę dokonać wyboru”.

Łzy – głupie, niepotrzebne łzy – płyną mi po policzkach i zostawiają gorące, piekące smugi. Sądziłam, że jestem gotowa oddać wszystko za nowy dom. Myślałam, że będę w stanie żyć z konsekwencjami.

Ale koszt już jest zbyt wysoki.

Co mam robić? Killian jest dla mnie kimś więcej niż tylko przedmiotem fascynacji. Jest moim najlepszym przyjacielem. Jedynym, który mi pozostał. Archer, chłopiec, którego kochałam jak brata, umarł w obronie mojego Pierwszego Życia. To stało się DZIŚ, niemal dosłownie przed chwilą. Co gorsza, oddał życie na darmo!

Przelewa się przeze mnie fala żalu. Zamyka mnie w żelaznym uścisku i z całej siły kopie w żołądek. Szepcze mi do ucha:

– Nic nie możesz poradzić.

Dołączają smutek i bezradność – a przecież obojgiem pogardzam. To nie są niewinne, lecz zabójcze uczucia. Pożarły moją przeszłość, przeżuwają moje szczęście, podgryzają je, aż w końcu nic z niego nie zostaje. Nie mogę pozwolić, żeby dobrały się też do teraźniejszości albo przyszłości.

Wypowiadam głośno obietnicę, która wypala mi dziurę w sercu:

– Killianie, jesteś dla mnie ważny. Odwrócę to… wszystko.

– Czyżby? – Uderza mnie sączące się z jego głosu niedowierzanie.

Nigdy nie uważałam, że słowa wystarczą, ani też nie ufałam tym, którzy żołądkują się, ilekroć ktoś ośmieli się zakwestionować ich zdanie bądź uczucia. Nie będę udawała, że jest inaczej, tylko dlatego że dziś to ja jestem na świeczniku.

Moje działania mogą nas stworzyć albo zniszczyć.

– Tak – odpowiadam, podnosząc brodę. – Przekonasz się.

Kręci głową.

– Nie narażaj się dla mnie. Wolę, żebyś mnie nienawidziła, ale żyła, niż lubiła mnie… martwa. Deaconie! – woła. – Ten jest gotowa!

Deacon zjawia się przy mnie.

– Pora ruszać. – Bierze mnie za rękę, a mój duch przyjmuje połączenie. Światło zawsze dopełnia Światło. Zamiast chłodu rozchodzi się po mnie ciepło, tak jak powinno być z Killianem. Tak jak wcześniej BYŁO z Killianem.

Co ja narobiłam?

Deacon wygląda, jakby był w moim wieku, mimo że jest nieskończenie starszy. Czarnoskóry i piękny, ma ciemną szczecinę włosów na głowie i zielone oczy pulsujące rytmem lata. Ma odrobinę zbyt długi nos, a usta ciut zbyt wąskie, ale to nieważne. Robi łobuzerskie wrażenie, choć o to samo oskarża Killiana. Jest surowy i szorstki, ma w sobie jakiś fanatyczny pierwiastek.

Nosi czarną skórzaną kamizelkę z niewielkimi srebrnymi ostrzami udającymi guziki. Do tego skórzane spodnie z pięcioma suwakami na każdej nogawce.

5 + 5 = 10

Chwileczkę. Widziałam go przecież krótko przed śmiercią i wtedy miał na sobie białą powłóczystą szatę z białą lamówką. Zdezorientowana marszczę brwi. Zmiana stroju w ferworze walki nie jest co prawda niemożliwa, ale raczej mało prawdopodobna.

Odpowiedź przyjeżdża nowo wytyczonym torem moich myśli: to pewnie sprawka tej tajemniczej Sieci. W zadumie pocieram skronie. No tak, duch Deacona zajmował Skorupę, której teraz się pozbył.

– Być może zauważyłaś – odzywa się – że znajdujemy się w samym środku strefy walki. Jesteś słaba, bezbronna. Muszę zabrać cię tam, gdzie będziesz bezpieczna.

Mam stąd odejść? Kręcę głową. Chce mnie rozdzielić z Killianem.

Dobry pomysł. Zaprzysięgły wróg, pamiętasz?

Nie tak dawno ci dwaj chłopcy działali ramię w ramię, by ocalić mnie przed wariatką, ale Archer był pośrednikiem. Deacon i Killian nigdy więcej nie zawiążą współpracy, prawda? Nigdy tak do końca sobie nie zaufają. Jedna kraina po prostu NIE POTRAFI zaufać drugiej. Ich wspólna przeszłość pełna jest zdrad.

– Nie – mówię, kręcąc głową. Nie porzucę przyjaciół, kiedy najbardziej mnie potrzebują. Zerkam na Killiana. – Zostanę. Pomogę.

– Pomożesz? – Uśmiecha się szyderczo. – Chyba żartujesz. Stanie ci się krzywda, a ja będę musiał to oglądać. Nie jesteś już pod moją opieką. – Gorycz w jego głosie wznosi niewidzialny mur między nami. Killian odwraca się i wchodzi w swoją Skorupę. – Idź! Znikaj, zanim będzie za późno.

Nie jesteś już pod moją…

Ból, który wcześniej czułam, nie może się równać z tym, który w tej chwili mnie przeszywa.

– Przepraszam. – To przeze mnie. To ja nas zniszczyłam. Zniszczyłam tego chłopca, który ryzykował życie, by mnie ocalić.

Pomóc jemu. Albo pomóc Trojce. Dwie konieczności. Jedna zawsze wyklucza drugą.

– Przeprosiny, za którymi nie idzie zmiana zachowania, są nic niewarte. – Nawet nie patrzy w moją stronę. – Udowodnij, że mówisz szczerze, i odejdź stąd.

To utwierdza mnie w przekonaniu, by pozostać. Dowiodę swego uczucia, broniąc Killiana przed moją własną krainą.

Przyjmuję postawę, szykuję się do walki, lustruję otoczenie. Och… zero! Głośno przełykam ślinę.

Niezliczone duchy i Skorupy, które walczyły, aby uratować mnie bądź zabić, leżą zdruzgotane. Śmierć nie powinna być piękna, ale widok, który roztacza się przede mną, jest zarazem wspaniały i odrażający. Krew Życia lśni w słońcu, czyniąc z wojny wynaturzoną klechdę.

Za Pierwszego Życia nie potrafiłam odróżnić człowieka od Skorupy. A teraz? Teraz widzę różnicę na pierwszy rzut oka. Skorupy są zbite, zwarte, mają plastikowy wygląd, na który wcześniej nie zwróciłam uwagi. Sprawiają wrażenie naturalnej wielkości lalek. Potrafię oddzielić ludzi od duchów: pierwsi są matowi, drugich otacza poświata. Wiem nawet, kto jest z Trojki, a kto z Miriady. Trojkanie to wschód słońca, zaranie, iluminacja. Miriadczycy to zachód słońca, zwiastun ciemności.

Światło kontra mrok. Jasność kontra cień.

Ci, których nie posiekano jeszcze na kawałeczki, nadal zwierają się w okrutnej walce. Jęki i stękania mieszają się z trzaskiem łamanych kości i bulgotem krztuszących się krwią wojowników. Razem składają się na przerażającą ścieżkę dźwiękową batalii. Zasłaniam usta dłonią.

– To ci się nie spodoba. – Killian chwyta włócznię, tę samą, którą Sloan mnie zabiła i która nadal tkwi w jej martwej piersi.

Ostrze opuszcza ciało, zabierając ze sobą fragment żebra.

– Po Pierwszej Śmierci większość duchów pozostaje uwięziona w ciele, dopóki nie uwolni ich inny duch. – Przykłada dłoń do piersi Sloan, jego palce przenikają skórę i mięśnie. Szarpie…

Oto ona – prawdziwa Sloan. Przez chwilę górę bierze we mnie wściekłość. Zdrajczyni! Wygląda identycznie i zarazem zupełnie inaczej. Śliczna jak modelka blondynka przeistacza się w wyjątkową, niezrównaną piękność o włosach białych jak śnieg i ustach czerwonych jak wino.

Zabiła niewinnego człowieka. Jej powierzchowność powinna wyglądać równie nędznie, jak okropne jest jej wnętrze.

Zaciskam dłonie w pięści. Mogę z nią skończyć, tak jak ona skończyła ze mną. Mogę zniszczyć jej Wieczne Życie, zanim na dobre się zaczęło. Czy Sloan naprawdę zasługuje na drugą szansę?

– A ty?

Pytanie pojawia się nagle w mojej głowie, zaskakując mnie.

Sloan rozgląda się po otaczającym ją świecie szeroko otwartymi oczami koloru nieba o poranku. Jest rozkojarzona i nieświadoma zagrożenia. To najlepszy moment, by uderzyć…

Zrobię to, postanawiam. Mam gdzieś, czy sama zasługuję na drugą szansę, czy nie. Nieważne, że uczyni to ze mnie hipokrytkę i będzie w poprzek moich przekonań.

Co się ze mną dzieje?

To też nie ma znaczenia. Wyrywam się Deaconowi i przystępuję do Sloan. Z ziemi unosi się czarny cień, obejmuje jej stopy… łydki… uda… Twarz Sloan wykrzywia ból.

– Pomóż mi. – Wyciąga ku mnie drżącą dłoń.

Zatrzymuję się.

Wyciąga dłoń do Killiana. Ten robi krok do tyłu i zostawia Sloan samą z cierpieniem. Potem nagle Sloan znika bez śladu.

– Co się z nią stało? Dokąd ją przeniosło? – pytam po to tylko, by zagłuszyć falę wstydu. Dobrze, że zniknęła, bo wraz z nią odeszła pokusa, by ją skrzywdzić. Zamiast ścigać Sloan, powinnam jej odpuścić.

– A jak myślisz? Do Miriady. – Deacon zamyka moje ramię w silnym uścisku i ciągnie mnie w przeciwną stronę. – Za to ty musisz się udać do Trojki. Tutaj nie jesteś bezpieczna.

Bitwa trwa w najlepsze, żołnierze sieką się płomiennymi mieczami i strzelają z pistoletów laserowych. Skorupy pękają jedna po drugiej, widok jest porażający.

– Zostaję – udaje mi się wychrypieć. Ucieczka to tchórzostwo. Ja jestem przyczyną bitwy i to ja położę jej kres.

– Co możesz zrobić? – Deacon poprawia chwyt. – Wiem, że targają tobą sprzeczne emocje.

– Skąd…

– Bo przeżyłem to samo. Sieć odsłania cechy twojego charakteru, również te, których wolałabyś nie znać. Wiem też, że w tej chwili możesz pomóc jedynie samej sobie, nikomu więcej. Żadna przemowa, nawet najbardziej natchniona, nie zgasi żądzy krwi tych żołnierzy. – Nagle szarpie mnie do siebie, aż potykam się i prawie przewracam.

O włos mija mnie zbłąkana strzała.

– Widzisz?! – krzyczy. – Grozi ci niebezpieczeństwo!

– Odejdź, Ten. Odejdź natychmiast! – Killian obraca włócznią i wbija ją w szarżującego Trojkanina. – Jeśli zginiesz, wtedy wszystko, co zrobiliśmy, aby cię ocalić, pójdzie na marne.

Powinnam cieszyć się, że uniknął ciosu, ale jego działania jedynie podsycają mój gniew, który wywołała Sloan. Robię krok w jego kierunku, chcę… co? Nie chcę go skrzywdzić, ale nie mogę pozwolić, by zabijał Trojkan. Ci ludzie… to teraz moi bracia i siostry.

Hola! Tyle sympatii dla ludzi, których nawet nie znam?

Deacon znów szarpie.

– Nie mogę przenieść cię do Trojki wbrew twojej woli. Zgódź się. Powiedz: „Tak”.

Wolna wola liczy się nawet na polu bitwy?

Waham się pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem. Wokół Killiana zbiera się coraz więcej Trojkan, atakują go całą kupą. Jest silny i doświadczony, ale czy zdoła przetrwać coś takiego?

Opanowuje mnie strach – o niego, o wszystkich walczących z nim.

Grupa towarzyszy śpieszy mu na pomoc, a mnie zalewa fala ulgi pomieszanej ze wstydem. Ci ludzie mogą skrzywdzić moich.

Nadlatują kolejne strzały. Deacon uziemia je mieczem, chroniąc mnie przed zranieniem – albo śmiercią.

Zero! Jeśli rzucę się w wir walki, pomogę Trojce albo Killianowi, ale nie obojgu naraz.

Nie ma się nad czym zastanawiać. Muszę pomóc Killianowi. Niedawno straciłam mamę i brata. Dziś widziałam śmierć ojca. Archer też nie żyje. Nie mogę pozwolić, żeby do tego wszystkiego umarł Killian. Nie mogę go utracić.

– Już go utraciłaś…

Nie, absolutnie nie! Palące łzy przesłaniają mi wzrok i spływają po policzkach. Sieć, czymkolwiek jest, zamieniła mnie w emocjonalny wrak.

Zapomnij o uczuciach. Działaj. Teraz albo nigdy.

Teraz! Wydaję z siebie ryk i rzucam się prosto w chaos. Jęki i stęki. Zamęt rąk i nóg, jedne spadają wraz z ciosem, inne – bo zostały odrąbane. Powietrze jest przesycone wonią krwi i napięciem. Sięgam po miecz.

Jest dziesięć razy cięższy, niż się spodziewałam. Ręka mi się trzęsie, ale przyjmuję odpowiednią postawę.

– Przestańcie! – wrzeszczę. – Trojkanie kochają i wybaczają. Odejdźmy. Niech nikt już nie ginie.

Ignorują mnie. Deacon miał rację. Przemowa nie trafi do zaćmionych krwią i mordem umysłów.

Jeden z Trojkan naciąga strzałę i celuje w Killiana. Krzyczę, rzucam się w jego stronę, chcę go zasłonić własną piersią. Jestem jednak osłabiona, nie dam rady, padam na ziemię. Do niczego się nie nadaję. Zresztą Killian i tak nie potrzebuje mojej pomocy. Szybki jak błyskawica, blokuje strzałę włócznią. Grot odbija się od drzewca i nie wyrządza mu krzywdy.

Nie ma czasu, by poczuć ulgę. Nadbiegają kolejni żołnierze, nacierają na Killiana, tratując mnie przy okazji. Ich ciężkie buciory…

Ale przecież jestem duchem, a żołnierze to Skorupy. Znajduję się poza ich zasięgiem.

Z trudem podnoszę się z ziemi. Następne dwie strzały lecą w stronę Killiana, ale znów udaje mu się je przechwycić.

Trojkanka podchodzi go od tyłu. Ma w ręku staga.

To najskuteczniejsza broń na Skorupy. Jedna strzałka wystarczy, by uwięzić ducha w Skorupie, odbierając mu możliwość ruchu i czyniąc bezbronnym.

Nie mam pojęcia, jak zadziała stag na ducha bez Skorupy, i nie chcę się przekonać. Rozpędzam się i skaczę. Wysiłek przynosi rezultaty, bowiem wystrzelona strzałka trafia we mnie i zwalnia, przelatując przez moją duchową powłokę, co daje Killianowi czas na uchylenie się.

Przeszywa mnie ból. Krzyczę i upadam. Błyskawice rozpalają moje wnętrze.

Dziewczyna, która pociągnęła za spust, wpatruje się we mnie przerażona. Postrzeliła jedną ze swoich, która próbowała ocalić wroga.

Ta chwila wahania stawia ją na przegranej pozycji. Miriadczyk doskakuje i zamachuje się mieczem. Cel: głowa Trojkanki.

– Nieee!

Inny Trojkanin odpycha ją i przejmuje uderzenie. Miecz odrąbuje ramię jego Skorupy. Z rany tryska Krew Życia.

Obie patrzymy na to zszokowane. Duchy i Skorupy są połączone. Czy duch chłopca właśnie stracił rękę?

Nade mną Killian wywija włócznią, odbijając strzały lecące w moją pierś. Wystawia nogę do tyłu i trafia w nacierającego Trojkanina.

– Mówiłem, żebyś się stąd zabierała.

Ale… ja nie mogę. Nie mogę go zostawić. Boję się, że już nigdy go nie ujrzę, a przecież najprędzej chwytamy się strachu, o czym doskonale wiem.

Próbuję wstać. Nic z tego.

Killian uchyla się przed ciosem miecza i łapie przeciwnika za kostki.

– Jeśli ona tu zginie – mówi Killian do Deacona, który odpiera atak miriadzkiego żołnierza – to będzie twoja wina. Zemszczę się, zabijając wszystkich, których kochasz. – Zimny, bezlitosny. Przerzedza tłum wokół mnie, pomaga mi wstać i rzuca mordercze spojrzenie. – Pozwól się zabrać Deaconowi. Od tej pory każde życie, które odbiorę, zostanie zapisane na twoje konto.

Kontakt z nim jest równie bolesny, jak kilka chwil wcześniej, ale bardziej rani mnie czytelne w jego słowach poczucie zawodu moją porażką i tym, co to oznacza dla naszej przyszłości.

– Zostań ze mną. – Nogi mam jak z galarety, owszem, ale część mnie, ta dziewczyna-optymistka, liczy, że Killian zabierze ją ze sobą. Skończy się walka, skończy wybieranie między domem a chłopcem.

Mylę się, bardzo się mylę. Trzyma mnie jedną ręką, a drugą szybko i brutalnie powstrzymuje kolejnego Trojkanina, który chce go powalić.

To moja wina.

Nadciąga drużyna RM. Killian broni mnie przed ziomkami, wydłużając listę swych przewin.

Moje serce zwija się w kłębek samooskarżenia. Zostając tu, w wirze walki, u boku Killiana, wyrządzam więcej szkód, niż robię dobrego.

– Tak! – krzyczę do Deacona. – Tak! Tak!

RT wykańcza napastnika, podbiega do mnie i odrzuca broń po to, by odebrać mnie Killianowi i zamknąć w swoich objęciach.

Killian trzyma mnie za dłoń tak długo, jak to możliwe. Nie chcę go puścić.

Czy to pożegnanie?

Nie, to nie może być pożegnanie.

Deacon biegnie. Jest ranny, Krew Życia płynie z dziury w ramieniu i wsiąka w kamizelkę. Moje skurczone serce skręca się z bólu, choć to nie ja ugodziłam go mieczem. Deacon znalazł się tu jednak z mojego powodu.

Biegnie, nie zwalnia, mówi coś w języku, którego nie znam, ale słyszałam, jak posługiwał się nim w rozmowie z Archerem. To trojkański dialekt, którego Miriadczycy nie rozumieją.

Patrzę na Killiana, który zamiera i na krótką chwilę zapomina o bitwie. Piękny i silny, a udręczony. Upadły anioł o tysiącu i jednym żalu.

Wyciąga do mnie rękę. Odwzajemniam gest.

Uderza mnie snop Światła. Mrugam i naraz odkrywam, że stoję z Deaconem na jednej z wież strażniczych. Otaczają nas postawieni w stan gotowości RT. Killian zniknął. Z moich ust dobywa się cichy jęk.

Nie mam przyszłości z Killianem. Nie mam teraźniejszości z Archerem.

– Przestań myśleć o tym, co straciłaś – nakazuje Deacon. – Zacznij zastanawiać się nad tym, co zyskałaś.

Ma rację. To nie pora ani miejsce na biadanie nad swoim losem.

– Czy dlatego z takim spokojem przyjąłeś śmierć Archera?

– Owszem. Poza tym wiem, że istnieje szansa, że znów go zobaczę.

Słucham? Na pewno źle zrozumiałam. Archer udał się na Spoczynek. Koniec kropka.

Nie mam czasu, by dopytać, bo nagle materializują się i okrążają nas Miriadczycy, sięgają do kołczanów po nasączone cieniem strzały i wypuszczają je w powietrze. Trojkanie bronią się ognistymi mieczami, które spopielają strzały.

Kiedy wrogie siły skaczą sobie do gardeł i nikną w plątaninie ciał i broni, Deacon opuszcza mnie na ziemię, ale zamiast stanąć na nogach, upadam, bo wciąż jestem zbyt słaba. Deacon robi grymas niezadowolenia, zdejmuje z szyi niewielką fiolkę i rzuca mi ją.

– Do dna – mówi.

Otwieram pojemniczek, dobrze wiedząc, co jest w środku. Manna w płynie, wszystko, czego duch potrzebuje, żeby być zdrowym i rozwijać się. Czuję słodki zapach. Wychylam zawartość fiolki.

Deacon wbija miecz w RM, odwraca się i ubija następnego.

Czuję, jak wracają mi siły.

Dwóch RM rzuca się jednocześnie na Deacona, który ściera się najpierw z wyższym. Odwracam się na plecy, biorę zamach i trafiam stopami w kostki niższego. Deacon dobija nieszczęśnika, po czym pomaga mi wstać.

– Pora się zbierać.

Nie ma mowy!

– Jestem zwarta i gotowa. Zostańmy i pomóżmy im.

– Aż tak ci śpieszno umrzeć po raz drugi?

– Nie jestem nowicjuszką. – Killian i Archer nauczyli mnie tego i owego.

Naraz opada mnie zniechęcenie.

– Jesteś absolutną nowicjuszką – kwituje bez litości Deacon. – Jesteś jak dziecko, potrafisz jedynie płakać i robić w majtki. Zatem… – odwraca się i wymierza cios RM – jeśli Wasza Wysokość jest gotowa do dalszej drogi…

Jak to możliwe, że Deacon mi pomaga? Archer był jego najserdeczniejszym druhem, a ja rzuciłam go na pierwszą linię walk, żądając, by armia Trojki uratowała Killiana, który nadal broni Miriady, mimo że przełożeni pewnie spisali go już na straty, oraz Sloan, która w tajemnicy sprzymierzyła się z wrogiem.

Archer nie był zwykłym Robotnikiem wysłanym do Krainy Żniw dla obrony ludzkich podopiecznych. Nie był zwykłym negocjatorem warunków Przymierza ani przewodnikiem tych, którzy związali się z Trojką. Był człowiekiem niebywałej prawości, honoru i dobroci. Był wyjątkowy. Bohater w świecie pełnym łajdaków.

Archer kochał mnie, mimo że zachowywałam się antypatycznie. Wiele razy mógł zbyć mnie kłamstwem. Tak zresztą byłoby łatwiej dla nas obojga. Wolał jednak mówić prawdę, nawet tę bolesną. Zawiesił odwieczny spór ze swym największym wrogiem, żeby mi pomóc. Zmarł, ponieważ przyjął na siebie cios przeznaczony dla mnie.

Coraz bardziej się załamuję.

– Tak – odpowiadam cicho. – Ruszajmy.

Deacon obejmuje mnie w pasie. Znikamy w snopie Światła i pojawiamy się…

Gwałtownie nabieram powietrza. Stoimy pośrodku kryształowego mostu. Przed nami znajduje się karmazynowy wodospad i ściana lśniących, rubinowych geod, tych cudownych tworów skalno-mineralnych. Wielowarstwowe osady przypominają ptasie pióra i rozchodzą się w obie strony, tworząc złudzenie skrzydeł. Zdobią je pojedyncze topazy, jaspisy i beryle.

Konstrukcja zapiera dech w piersiach. Jest tak doskonała, że na pewno nie zbudował jej człowiek ani nawet natura, w ogóle żadne inteligentne stworzenie.

Czyżby zatem dzieło Pierwszego Króla?

Nie widzę ani Trojkan, ani Miriadczyków. Nie słyszę odgłosów bitwy. Jesteśmy tylko my, ja i Deacon – a także chłodny pocałunek mgiełki na moich policzkach. W powietrzu unosi się zapach słodszy niż manny, słodszy niż Killiana.

– Wreszcie zostaliśmy sami. – Deacon zwraca się do mnie ostrym tonem. – Pierwszego dnia Wiecznego Życia pomogłaś Miriadczykowi. Obroniłaś człowieka, który zabijał moich żołnierzy, którzy nadstawiali dla ciebie karku.

Nie wytrzymuję jego spojrzenia, odwracam głowę. Wzbiera we mnie, przepełnia, wylewa się ze mnie wstyd. Pewność siebie sypie się jak domek z kart.

– Killian zabijał też swoich. On…

– Nadal go bronisz!

– Przykro mi – mówię, pochylając głowę.

– Wcale nie jest ci przykro. Drugi raz postąpiłabyś tak samo – zauważa nieco łagodniej, co nie zmienia faktu, że ma całkowitą rację. – Powiedziałem ci przecież, że jest szansa, że Archer powróci. Niewielka, ale jest. Co roku nazwiska zmarłych umieszcza się w Księdze Nowego Życia, a obywatele Trojki głosują, który z duchów w Spoczynku ma wrócić do żywych. Nazywa się to Wskrzeszeniem. Ale w tym roku straciliśmy Przewodnika. Przewodnicy ZAWSZE wygrywają głosowanie.

Nadzieja rośnie… i opada.

– Może udałoby się przekonać ludzi, żeby zagłosowali na Archera? – Kocham go całym sercem. Chcę spędzić kolejne godziny, dni, lata u jego boku. – Uda nam się, jeśli…

– Połączymy siły? Bardzo się postaramy? Uwierzymy, że damy radę? – Uśmiecha się szyderczo. – Każdego dnia udaje się na Spoczynek mnóstwo takich, którym nie wychodzi. Uwierzyć, Ten? Ale w co? W siebie? O ile mi wiadomo, żadne z nas nie potrafi dokonywać cudów.

Zwijam się w sobie. Szkoda, że winą za tę sytuację nie mogę obarczyć Losu. Gdyby wszystko działo się z jakiegoś powodu, zaś my swoimi czynami nie moglibyśmy niczego zmienić, wtedy nie musiałabym dźwigać ciężaru odpowiedzialności. Ale niestety liczy się każda decyzja, każdy wybór oznacza krok na określonej drodze.

– Co mam robić? – pytam. – Powiedz, a zrobię to.

– Nie kłopocz się. – Nadal jest bezlitosny. – Cokolwiek zrobisz jutro, nie zmieni tego, co zrobiłaś dziś.

Tonę w smutku i żalu. Zaczynam się trząść, obejmuję się rękami.

W najlepszych i najgorszych chwilach mój umysł powraca do obsesji na punkcie liczb albo układa wiersz.

Co wybierze tym razem?

Jestem Ten, dziesiątka, dopełnienie kręgu. Składam się z dwóch cyfr: jedynki i zera. Jedynka: samotność. Brak towarzysza. Zero: ani pozytywne, ani negatywne, po prostu pełne… niczego. Zero – oto kim teraz jestem.

W tej chwili nienawidzi mnie dziesięć na dziesięć osób.

Dziesięć na dziesięć osób umrze, niwecząc śmiercią trwanie swego życia.

Dwie najpopularniejsze cyfry na świecie to trzy i siedem. 3 + 7 = 10. Trzy to trójca, trójka… Trojka. Duch, dusza, ciało. Siedem często określa się mianem liczby doskonałej. Siedem kontynentów, siedem warstw skóry (trzy główne, między nimi cztery pozostałe), siedem kolorów tęczy. Siedem tonów. Siedem wymiarów nacechowanych kierunkami – dwa przeciwne kierunki dla każdego z trzech wymiarów i siódmy, czyli środek… stały… niezmienny.

Dla mnie zmieniło się WSZYSTKO.

Deacon przesuwa dłonią po policzku.

– Na szczęście bitwa w Krainie Żniw zakończyła się w chwili, w której opuściłaś strażnicę.

– To dobrze. – Nikt więcej nie zginie wskutek moich decyzji. Przynajmniej dzisiaj.

Deacon wpatruje się we mnie przez dłuższą chwilę.

– Zrobimy tak: wprowadzę cię do Trojki, gdzie czekają na ciebie rodzina i znajomi. Poświęcisz tydzień na poznawanie krainy i jej ludzi. Weźmiesz udział w przyjęciu powitalnym dla tych, których ostatnio spotkała Pierwsza Śmierć. Potem rozpocznie się twoje szkolenie.

Mam zostać Generałem, a konkretnie Przewodnikiem, najważniejszym z Generałów. Mam ocalić krainę przed grozą miriadzkiego mroku.

Istnieje sześć głównych funkcji w Trojce: Generał, Przywódca, Łowca Głów, Robotnik, Posłaniec i Uzdrowiciel, a każda z nich dzieli się na setki pomniejszych.

Sześć funkcji, jak sześć podstawowych cnót: miłość, mądrość, prawda, dobroć, miłosierdzie i sprawiedliwość.

– Przez ten czas – dodaje – nie będziemy się spotykali. Nie mogę na ciebie patrzeć.

– Dobrze – odpowiadam głosem, który brzmi jak dźwięk szorowania papierem ściernym po drewnianym blacie. Jestem to winna Deaconowi. Uszanuję jego decyzję, mimo że właśnie tracę dla NIEGO szacunek. Trojkanie cenią zalety przebaczenia, ubolewają zaś nad niebezpieczeństwem zemsty. Dwa powody, dla których wybrałam Trojkę i odrzuciłam krainę Killiana.

Czy postąpiłam głupio?

I czy pomyślałam: „Trojkanie” zamiast „my”? Wzdycham. Należę do tej rodziny, nawet jeśli czuję się w niej samotna.

Uczucia nie są wiarygodne. Rzadko odmalowują realistyczny obraz sytuacji, często prowadzą do destrukcji. Muszę polegać na wiedzy serca, na tym, co rozumie serce, a czego umysł – logika – nie pojmuje.

Oto prawo duchowe. W przypadku Sloan kierowałam się uczuciami. I co sobie nawarzyłam, teraz muszę wypić. Dziś szefem kuchni jest Deacon.

Moje uczucia, pozbawione opieki, stają się bronią skuteczniejszą niż pistolet albo nóż. Zmuszają, bym poszła złą drogą, umieszczają mnie w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Zaciemniają obraz, nie dopuszczają Światła. Sprawiają, że w jednej chwili dostaję skrzydeł, a w drugiej spadam z hukiem. Muszę wznieść się ponad nie. Muszę postępować słusznie, nawet kiedy otacza mnie zło.

Drugi raz już nie zapomnę.

Deacon wskazuje wodospad.

– Oto Zasłona Skrzydeł, jedyne przejście do Trojki. Trojkanie pokonują je bez obaw. Miriadczyk, jeśli podejmie próbę, spali się na popiół.

Przechodzi mnie dreszcz. Zrozumiałam. Jeżeli spróbuję sprowadzić tu Killiana, doprowadzę do jego śmierci.

Czuję ciężar podjętej decyzji, by sprzymierzyć się z jedną krainą i wystąpić przeciwko drugiej… postawić wszystko, co mam, wszystko, czym jestem, na jedną kartę… opuścić chłopca, który nie wahał się zabijać dla mnie, gotów był nawet umrzeć… Proch mej rozpaczy rodzi panikę, ta zaś unosi ostrze i wbija je w mój spokój.

Muszę zająć czymś umysł. Na przykład wierszem.

Szczęście jest nieosiągalne

I nigdy nie uwierzę, że

Miłość i Światło wskazują drogę

Raz za razem przekonuję się, że

Ból i ciemność zawsze wygrywają

To kłamstwo, że

Szczęście i radość sami sobie wybieramy

Prawda brzmi tak, że

Z otchłani nie ma wyjścia.

Nikt mnie nie przekona, że

„Jeszcze będzie dobrze”; że

„Musisz walczyć o dobro”.

Odpowiem:

„Właściwie to

Będzie nawet jeszcze gorzej”.

Ponieważ nie ma sposobu,

Abyśmy znaleźli wyjście z otchłani.

Przygnębiające. Odwracam wiersz do góry nogami, zaczynam od końca. Pojawia się promyk nadziei.

Łapię go i nie puszczam. W tej chwili jest wszystkim, co mam.

– Widzisz tę mgiełkę unoszącą się znad wodospadu? – pyta Deacon. – Jest częścią Zasłony, spowija całą krainę. Żadne przejście nie jest bezpieczne dla Miriadczyków. – Rusza przed siebie i przechodzi przez most, nie upewniając się, czy podążam za nim.

Zrezygnowana wlokę się za Deaconem. Pora zobaczyć dom, w którym spędzę wieczność. Pora poznać ludzi, z którymi będę dzieliła Wieczne Życie. Moją nową rodzinę. Tych, o których bezpieczeństwo będę walczyła.

Nurtuje mnie tylko jedno pytanie. Zadaję je sobie, wkraczając w wodną mgiełkę.

Wybrałam ich… ale czy oni wybrali mnie?

[1] Charles Dickens Opowieść o dwóch miastach, przeł. Tadeusz J. Dehnel, Warszawa, Czytelnik, 1960, s. 433-434.

Tytuł oryginału: Lifeblood

Pierwsze wydanie: Harlequin TEEN, 2017

Opracowanie graficzne okładki: Madgrafik

Redaktor prowadzący: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Julia Mirska

Korekta: Sylwia Kozak-Śmiech

© 2017 by Gena Showalter

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieł w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books, S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-276-3060-5

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Lifeblood. Krew Życia Firstlife. Pierwsze życie Alicja i uczta zombi Alicja i lustro zombi Alicja w Krainie Zombi Mroczna więź 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę