Ostatnie dni Stalina

Ostatnie dni Stalina

Autorzy: Joshua Rubenstein

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 320

Cena książki papierowej: 45.00 zł

cena od: 29.65 zł

W sobotni wieczór 28 lutego 1953 r. Stalin podejmował swój wewnętrzny krąg na Kremlu, a potem na daczy w podmoskiewskim Kuncewie. Beria, Bułganin, Chruszczow i Malenkow opuścili go dopiero nad ranem. Stalin był pijany i w wyśmienitym humorze. Następnego dnia ochronę zaniepokoiła cisza panująca w prywatnych pokojach Stalina, jednak nikomu nie wolno było tam wejść bez wezwania. Gdy w końcu o dziesiątej wieczorem otworzono drzwi pod pretekstem przekazania Stalinowi urzędowej poczty, znaleziono go nieprzytomnego na podłodze. 

Wydarzenia, które poprzedziły śmierć Józefa Stalina, wciąż są przedmiotem niezliczonych dociekań, podobnie jak zdarzenia, które nastąpiły bezpośrednio po niej i ukształtowały historię świata na kolejnych kilkadziesiąt lat. Książka "Ostatnie dni Stalina" przedstawia je wszystkie szczegółowo, począwszy od XIX Zjazdu WKP(b) i przygotowań Stalina do kolejnych czystek, aż do aresztowania Ławrientija Berii, pokazując, jak wielka szansa na przemiany została wówczas zaprzepaszczona. 

Śmierć Stalina tworzyła nową sytuację zarówno w polityce wewnętrznej Związku Sowieckiego, jak i na arenie międzynarodowej. Jednak świat, który mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, natychmiast powrócił do zimnej wojny. 

Joshua Rubenstein jest pisarzem i niezależnym wykładowcą, specjalizującym się w historii Związku Sowieckiego. Absolwent Columbia University, gdzie studiował filologie rosyjską. Autor licznych publikacji prasowych i książek, poświęconych polityce Związku Sowieckiego.

Tytuł oryginału

THE LAST DAYS OF STALIN

Copyright © 2016 Joshua Rubenstein

All rights reserved

Projekt okładki

Prószyński Media

Zdjęcie na okładce

© Margaret Bourke-White//Time Life Pictures/Getty Images

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Joanna Popiołek

Korekta

Małgorzata Denys

ISBN 978-83-8123-447-4

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Table of Contents

WSTĘP

ROZDZIAŁ 1. Śmierć Stalina

WSTĘP

Schyłkowi życia oraz śmierci Józefa Stalina towarzyszyła atmosfera wzajemnych oskarżeń – niczym w feudalnym średniowieczu. Było to w marcu 1953 roku. Na Kremlu panował wówczas lęk przed skutkami nowej czystki wymierzonej w członków Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Publiczna kampania przeciw zdradzieckim lekarzom żydowskim zagrażała całej społeczności radzieckich Żydów. Napięcia w stosunkach z Zachodem były coraz groźniejsze: po trzech latach walk wojna w Korei wciąż nie słabła, a na terenach podzielonych Niemiec wojska amerykańskie i radzieckie stały naprzeciwko siebie. W tym samym czasie – w styczniu 1953 roku – nowa amerykańska administracja pod kierownictwem prezydenta Dwighta Davida Eisenhowera i sekretarza stanu Johna Fostera Dullesa objęła rządy z zamiarem „odstraszenia” ZSRR – i rychło spotkała się ze spadkobiercami Stalina i całą serią niespodziewanych zmian i reform w obozie komunistycznym.

Starzy „towarzysze broni” Stalina stanęli w obliczu trudnych dylematów. Wiedzieli, że należy uwolnić więźniów GUŁagu, wycofać się z oskarżeń o „spisek lekarzy” i zapewnić ludziom lepsze warunki życia. Oferowali też pewne ustępstwa na rzecz Zachodu, spektakularną „ofensywę pokojową”, obejmującą wznowienie poważnych negocjacji w sprawie zakończenia wojny w Korei i osłabienia napięć w Europie – co dotyczyło również państw satelickich w Europie Wschodniej, gdzie opresyjna polityka Stalina doprowadziła do masowych wystąpień przeciw władzy komunistycznej. Wszystkie te starania wynikały jednak z chęci utrzymania się przy władzy. Stalin tak bardzo zdominował życie w ZSRR, że jego śmierć wywołała dezorientację i falę żalu. „Stalin był w każdym, jak sierp i młot we wszystkich umysłach” – przyznał pisarz Andriej Siniawski1. Władza obawiała się, że śmierć Stalina doprowadzi do paniki i zamętu, co z kolei mogłoby podważyć prawomocność jednopartyjnego reżimu. Nowi przywódcy musieli znaleźć sposób, jak zdystansować się od zbrodni Stalina, a jednocześnie przekonać ludzi, że partia nie ponosi odpowiedzialności za tyrański reżim, który przecież firmowała. Ten problem pojawił się zaraz po śmierci Stalina, ale występował jeszcze w następnych dziesięcioleciach, ożywiany przez sporadyczne przecieki, którym jednak towarzyszyła oficjalna atencja dla Stalina i jego przywództwa. Rzutowało to też na sposób przedstawiania choroby Stalina i jego pogrzeb, a także na relacje z Zachodem oraz codzienne życie w kraju.

Książka ta rozpoczyna się od śmierci Stalina, następnie cofa się w czasie do XIX Zjazdu KPZR w październiku 1952 roku, gdy Stalin po raz ostatni przemawiał publicznie, a potem opisuje wydarzenia z przełomu lat 1952–1953, gdy pojawiły się oskarżenia o „spisek lekarzy” i ogólniej – pod adresem żydowskiej mniejszości w ZSRR. Mowa jest również o tym, jak prasa radziecka i amerykańska potraktowały śmierć Stalina i jak nowa administracja Eisenhowera zareagowała na dramatyczne zmiany w Moskwie, które nastąpiły później. Kończy się natomiast na aresztowaniu w czerwcu długoletniego szefa stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa Ławrientija Berii.

Śmierć Stalina stwarzała nowe perspektywy. Dawała jego spadkobiercom szansę na zmianę wielu aspektów jego polityki i skierowanie kraju na nowe tory – życia swobodniejszego i dającego więcej nadziei. Dla Stanów Zjednoczonych oznaczało to pilną potrzebę rewizji polityki wobec brutalnej i niebezpiecznej dyktatury, która nagle utraciła przywódcę i zdawała się gotowa do wynegocjowania „nowego początku” w swych relacjach ze światem zewnętrznym. Z różnych złożonych przyczyn władze radzieckie ani rządy Zachodu nie zdołały przezwyciężyć dziedzictwa dziesięcioleci dzielącej je nieufności. Wyścig zbrojeń wciąż trwał. Trwał też podział Niemiec – i Europy. Zimna wojna dotarła do najdalszych zakątków świata, gdzie napięcia między Wschodem i Zachodem nałożyły się na konflikty wynikłe z nieopisanej nędzy. W samym ZSRR obietnice zmian, rozjaśniające pierwsze miesiące po śmierci Stalina, przerodziły się w mieszaninę dających nadzieję reform i odbierających ducha represji, która przetrwała aż do chwili, gdy Michaił Gorbaczow przesunął granicę reform tak dalece, że sowiecki reżim nie był już w stanie tego przetrwać. Śmierć Stalina dała Kremlowi i Zachodowi szansę wyzwolenia się od koszmarnych wizji kłębiących się w głowie dyktatora – ale ta możliwość nie została w pełni wykorzystana. I odbijało się to przez dziesięciolecia na dziejach świata.

1 Abram Tertz (Andrei Sinyavsky), Goodnight!, Nowy Jork, Penguin 1989 s. 227.

ROZDZIAŁ 1

Śmierć Stalina

Wczesnym rankiem w środę 4 marca 1953 roku, jeszcze dobrze przed świtem, rząd radziecki wydał w moskiewskim radiu elektryzujące oświadczenie, że w niedzielę 1 marca Józef Stalin doznał ciężkiego udaru. Zgodnie z oficjalnym komunikatem Stalin przeżył w swoim kremlowskim mieszkaniu wylew krwi do mózgu, przez co stracił mowę i świadomość. Prawa strona jego ciała została sparaliżowana, a serce i płuca nie funkcjonowały należycie. Władze zapewniały ludzi radzieckich, że Stalin jest pod odpowiednią opieką medyczną, „pod stałym nadzorem Komitetu Centralnego KPZR i rządu radzieckiego”. Wszyscy jednak powinni sobie zdawać sprawę ze znaczenia faktu, „iż poważna choroba towarzysza Stalina będzie skutkowała krótszą lub dłuższą niemożnością uczestniczenia w pracach kierownictwa”. Oznaczało to „czasowe wycofanie się towarzysza Stalina” z udziału w sprawach państwowych.

Biuletyn medyczny zawierał bardziej szczegółową diagnozę; była w nim mowa o trudnościach w oddychaniu, przyspieszonym pulsie i niepokojąco wysokim ciśnieniu krwi. Do tego dochodziła arytmia serca. Wobec „poważnego stanu zdrowia” Stalina lekarze zastosowali „serię środków terapeutycznych, mających przywrócić ważne funkcje organizmu”2. Biuletyn podpisany był przez jedenastu wybitnych lekarzy, w tym ministra zdrowia i naczelnego lekarza Kremla. Władze stwierdzały jasno, że wobec bardzo ciężkiego stanu zdrowia Stalina zapewniono mu najskuteczniejszą opiekę medyczną i że przywódcy partii monitorują pracę ministra zdrowia, ten zaś nadzoruje dziesięciu innych lekarzy, z których żaden – sądząc po nazwiskach – nie jest Żydem. Była to kwestia o kluczowym znaczeniu, gdyż ledwie siedem tygodni wcześniej, 13 stycznia, władze ogłosiły ujawnienie groźnego spisku grupy lekarzy – w większości Żydów – którzy mieli podobno działać w porozumieniu z imperialistami i organizacjami syjonistycznymi w celu zgładzenia czołowych osobistości radzieckich za pomocą rozmyślnych błędów w sztuce lekarskiej. To był ten osławiony „spisek lekarzy”. A teraz zachorował sam Stalin. Jego sukcesorzy i członkowie najbliższego kręgu dyktatora – Gieorgij Malenkow, Ławrientij Beria, Nikołaj Bułganin i Nikita Chruszczow – odczekali co najmniej 48 godzin z ogłoszeniem tej wieści, chcąc się upewnić, że są w stanie uzgodnić podział władzy w partii i rządzie, by uniknąć niepokojów społecznych – i, co nie mniej ważne, ochronić samych siebie. Od dawna już żyli w strachu o własne życie, zastanawiając się, czy i kiedy Stalin weźmie na cel jednego, dwóch albo i wszystkich z nich, jak to było z wieloma potężnymi niegdyś osobistościami radzieckimi. Mieli wspólny interes, co w tym newralgicznym momencie gwarantowało ich współpracę. Poza tym chcieli się upewnić, że Stalin jest naprawdę umierający. Nagle jego bezwzględna dyktatura się skończyła. A oni przestali się bać.

Stan zdrowia Stalina był od dawna tematem spekulacji. Kto nie marzył o jego śmierci? Ludzie doszukiwali się może u niego oznak zbliżającego się końca życia, wiedząc, że prócz śmierci nic nie odsłania tak wyraźnie zwykłego człowieczeństwa, jak starzenie się i choroba. Dla niektórych jednak i to było czymś niestosownym. Pisarz Konstantin Simonow, słuchając tych medycznych komunikatów, myślał, że „nie miało sensu zastanawianie się, co mogły znaczyć te szczegóły o pulsie, ciśnieniu krwi i temperaturze siedemdziesięciotrzyletniego człowieka. Nie chciałem o tym myśleć i rozmawiać o tym z innymi, bo nie wydawało mi się w porządku mówić o Stalinie jak o zwykłym starym człowieku, który się raptem rozchorował”3. Ilja Erenburg zanotował zaś we wspomnieniach: „Od dawna przestaliśmy dostrzegać fakt, że Stalin jest śmiertelnikiem. Stał się wszechmocnym i odległym bóstwem”4. Jednak sam Stalin nie żywił podobnych złudzeń. Krążyło mnóstwo plotek, że wspierał naukowe badania nad przedłużeniem ludzkiego życia, a nawet ocalił słynną lekarkę Linę Sztern – skazaną w 1952 roku za zdradę i szpiegostwo – gdyż sądził, że jej praca może przedłużyć jego własne życie5.

Na podstawie raportów lekarzy, którzy leczyli Stalina, a także innych źródeł informacji można odtworzyć, przynajmniej częściowo, jego medyczną historię. Cierpiał na kilka schorzeń zniekształcających ciało. Palce jego lewej stopy były zrośnięte. Twarz miał dziobatą po przebytej w dzieciństwie ospie. Jego lewe ramię było mniej sprawne, a ręka w łokciu nie zginała się prawidłowo. Wyjaśniano to rozmaicie: jako następstwo źle leczonej kontuzji z dzieciństwa albo jako efekt komplikacji okołoporodowych skutkujących tak zwanym niedowładem Erba. Gdy dobiegał już pięćdziesiątki, zaczął się leczyć na tępy ból mięśni i nerwów w ramionach i nogach; lekarze zachęcali go wówczas do kąpieli zdrowotnych w uzdrowiskach południowej Rosji i Kaukazu. W 1936 roku odnotowali problemy Stalina z chodzeniem oraz staniem – i zaczęli leczyć u niego wstępne objawy arteriosklerozy.

Sądzi się, że zaraz po wojnie, w 1945 roku, Stalin przeszedł atak serca lub drobne udary. Powtórzyło się to w 1947 roku. W prasie zachodniej zaczęto spekulować, że jego kondycja się pogarsza, ale twardych dowodów było mało. W październiku 1948 roku „Chicago Tribune”, „Paris Press” i „Newsweek” podały, że Stalin doznał dwóch ataków serca podczas konferencji w Poczdamie, gdzie po raz pierwszy i ostatni spotkał się z prezydentem Trumanem. Jedenastego listopada francuskie pismo „Bref” doniosło, że Stalin 13 września miał atak serca i wyjechał nad Morze Czarne, by spisać swoją polityczną „deklarację”6. Trudno było jednak stwierdzić dokładnie, co właściwie się zdarzyło. Stalin 24 i 25 października przyjął w Soczi amerykańskiego ambasadora Averella Harrimana, który później zapewnił prasę, że „Generalissimus Stalin cieszy się dobrym zdrowiem, a plotki o jego złej kondycji nie mają żadnych podstaw”7.

W rzeczywistości jednak stan jego zdrowia pogarszał się nieustannie w latach powojennych. Pewien zagraniczny dyplomata, który zobaczył Stalina w czerwcu 1947 roku, był zaszokowany, jak bardzo radziecki przywódca postarzał się od chwili zakończenia wojny; stał się „starym, bardzo zmęczonym człowiekiem”8. Zdaniem rosyjskiego historyka Dmitrija Wołkogonowa Stalin co najmniej trzykrotnie zemdlał w swoim gabinecie – dwa razy w obecności Poskrebyszewa i raz przed gremium członków Biura Politycznego KC KPZR. Wołkogonow określa te przypadki jako nagłe spazmy układu krwionośnego9. Dziewiętnastego stycznia 1952 roku, podczas ostatniej konsultacji, jego osobisty lekarz, kardiolog Władimir Winogradow, zalecił mu przejście na emeryturę. Ta rada rozsierdziła jednak Stalina, który uznał ją za przejaw braku szacunku. Winogradow został jesienią 1952 roku aresztowany w ramach sprawy „spisku lekarzy”.

Nie można jednak powiedzieć, że Stalin był całkiem nieświadomy konieczności zadbania o swoje zdrowie. Od 1945 roku (zaraz po zakończeniu wojny) wyjeżdżał z Moskwy na coraz dłużej – najpierw na trzy miesiące w roku, a potem, w roku 1950, na prawie pięć, a wreszcie na siedem miesięcy – od sierpnia 1951 do lutego 1952 roku – uznając, że lżej mu się żyje i pracuje na daczach na południu, gdzie łagodniejsza aura i znajomy klimat rodzimego Kaukazu dodają mu sił10. Otrzymywał tam na bieżąco raporty i depesze, nie dając poznać społeczeństwu, że nie pracuje na Kremlu. Rzadko jednak myślał o radzie doktora Winogradowa. Jako nałogowy palacz nie rozstawał się z fajką, co fatalnie oddziaływało na jego nadciś­nienie; rzucił palenie dopiero na początku 1952 roku. W tym też czasie przestał korzystać z łaźni parowej, bo przesiadywanie w bani również podnosiło mu ciśnienie krwi. By je obniżyć, pił przed obiadem przegotowaną wodę z paroma kroplami jodyny, co było metodą najzupełniej nieskuteczną.

W 1950 roku stan zdrowia Stalina był już tematem intensywnego zainteresowania na Zachodzie; krążyły pogłoski o jego poważnej chorobie, a nawet śmierci. W marcu, gdy Stalinowi nie udało się wygłosić wyborczego przemówienia, amerykańska ambasada w Moskwie przekazała do Waszyngtonu wiadomość, że radziecki przywódca mógł zachorować na raka gardła. Dwa lata później, w styczniu 1952 roku, amerykańska ambasada w Warszawie doniosła, że Stalin zachorował, pozostawiając „Berii, Malenkowowi i Mołotowowi lub Szwernikowi” działanie w jego imieniu11. Trzy tygodnie później ambasada USA w Ankarze przekazała, iż premier Turcji Adnan Menderes wspomniał amerykańskiemu ambasadorowi o przechwyconej depeszy z polskiej ambasady, mówiącej, że Stalin jest „poważnie chory”12. Dwa dni potem ambasada USA w Moskwie przytoczyła prasowe doniesienia z Amsterdamu, że stan zdrowia Stalina pogorszył się po operacji serca 19 grudnia 1951 roku. Utrzymywano też, że urzędnicy radzieckiej ambasady zostali uprzedzeni przez moskiewską centralę, iż „Stalin nie jest już młodym człowiekiem” i że powinni zachować spokój, jeśli „usłyszą, że przeszedł udaną operację serca – a biorąc pod uwagę jego wiek, mogą się liczyć w przyszłości z podobnymi wiadomościami”13. Amerykańscy dyplomaci dodali jednak w tej samej depeszy, że 21 stycznia Stalin wziął udział w corocznej uroczystości z okazji rocznicy śmierci Lenina, urządzanej w Teatrze Bolszoj, gdzie – jak później zauważył korespondent „New York Timesa” Harrison Salisbury – „pokazał się w dobrym zdrowiu i nastroju”14. Ustępujący ambasador USA w Moskwie, admirał Alan Kirk, odwiedził prezydenta Trumana 4 lutego. Gdy rozmowa zeszła na temat Stalina, ambasador potwierdził, że „nie może przedstawić żadnego konkretnego dowodu, iż Stalin podupadł na zdrowiu”15. Amerykanie chwytali się każdej pogłoski.

Salisbury śledził te wszystkie plotki. Dwudziestego siódmego lutego 1952 roku wysłał do swoich wydawców w Nowym Jorku list – zapewne przemycony przez kogoś dla uniknięcia radzieckiej kontroli – w którym informował, jak w zakodowanym komunikacie przekaże im wieść o śmierci Stalina, zanim się jeszcze ukaże oficjalny komunikat. „Szczerze mówiąc – dodał jednak – jest jedna szansa na tysiąc, że będzie cokolwiek wiadomo przed oficjalnym komunikatem, który niemal na pewno zostanie wydany jednocześnie w kraju, jak i za granicą”. Namawiał też swoich współpracowników, by spytali go najpierw o zdanie, „zanim podadzą do druku jakieś plotki [o zdrowiu Stalina], w rodzaju tych idiotycznych wieści z Amsterdamu, jakie przekazała AP [Associated Press]”16.

W każdym razie zachodni dyplomaci z uwagą śledzili wszelkie zmiany stanu zdrowia Stalina. W czerwcu tego samego roku ambasador USA George Kennan przekazał do Waszyngtonu pogłoski, jakoby Stalina mieli zastąpić Wiaczesław Mołotow i Andriej Wyszynski i że wydano już po cichu instrukcje, by usunąć z przestrzeni publicznej wszechobecne wizerunki Stalina. Skłoniło to Kennana do przypuszczenia, że Stalin wycofuje się przynajmniej z części swoich obowiązków; zresztą już teraz „jego udział w wydarzeniach publicznych jest sporadyczny i powierzchowny w porównaniu z tym, co było przed wojną i w czasie jej trwania”. Kennan, który zawsze należał do najbardziej filozofujących amerykańskich dyplomatów, nie mógł się powstrzymać od refleksji na temat długowieczności „towarzyszy broni” Stalina i jego samego: „Wydaje mi się, że natura i kaprysy losu oszczędzały tych ludzi przez dziwnie długi czas. Jeśli jednak natura posłuży się swoimi zwykłymi trikami, skutki mogą być całkowicie odmienne od tego, co przewidujemy”17. I rzeczywiście, natura zainterweniowała, choć dopiero siedem miesięcy później.

Tego lata amerykański attaché wojskowy, który oglądał defiladę na placu Czerwonym, zameldował Kennanowi, że Stalin stojący na trybunie nad mauzoleum Lenina był zapewne dublerem: „inni członkowie Politbiura (…) nie zwracali na niego uwagi i bezceremonialnie rozmawiali za jego plecami”18. Kennan wiedział dostatecznie dużo, by zachować dystans wobec takich rewelacji, choć powszechnie uważano, że Stalin istotnie posługuje się czasami swoim sobowtórem. Kennan chciał pomówić na ten temat z nowo mianowanym ambasadorem Francji Louisem Joxe’em, który widział się niedawno, w sierpniu, ze Stalinem na Kremlu. Joxe i jego koledzy stwierdzili, że na Stalinie „upływ lat widać już bardzo wyraźnie”. Powiedzieli, że włosy ma znacznie rzadsze niż na oficjalnych wizerunkach, twarz mu jakby zmalała, tak zresztą jak i całe ciało. Odnieśli wrażenie, że lewą rękę unosi z wyraźnym trudem, a jego ruchy stały się ogólnie jakby nerwowe i zmęczone”. Zakończyli wizytę z wyraźnym odczuciem, że „spotkali się ze starcem”19.

Raporty na temat stanu zdrowia Stalina bywały jednak sprzeczne. Swietłana Alliłujewa odwiedziła ojca po raz ostatni z okazji jego urodzin 21 grudnia 1952 roku. Pożegnała się zmartwiona tym, jak „źle wyglądał”20. Ostatnimi cudzoziemcami, jacy mieli okazję spotkać się ze Stalinem, byli nowo mianowany ambasador Argentyny Luis Bravo oraz ambasador Indii K.P.S. Menon, który na Kremlu zjawił się z indyjskim islamskim działaczem pokojowym doktorem Saifuddinem Kitchlewem. Bravo przebywał ze Stalinem przez prawie godzinę wieczorem 7 lutego 1953 roku i zauważył, że radziecki przywódca jest w „znakomitej kondycji fizycznej i psychicznej”, przeczącej zaawansowanemu wiekowi21. Siedemnastego lutego Stalin przyjął Menona – z którym spędził pół godziny – i Kitchlewa, któremu poświęcił ponad godzinę; ten ostatni otrzymał właśnie Stalinowską Nagrodę Pokojową22. Obaj indyjscy goście byli pod wrażeniem „doskonałego stanu zdrowia, ducha i umysłu” Stalina23. Nie wiadomo, w co wierzyć. Być może politycy „postępowi”, darzący reżim stalinowski pewną sympatią, padli ofiarą myślenia życzeniowego i woleli nie dostrzegać pogarszającego się zdrowia Stalina. Jednak już niebawem prawda miała dotrzeć do światowej opinii24.

W sobotni wieczór 28 lutego Stalin podejmował swoich najbliższych współpracowników na Kremlu, a potem na daczy w podmoskiewskim Kuncewie. W ostatnich latach życia spędzał tam praktycznie cały wolny czas. Na terenie kuncewskiej daczy znajdował się ogród różany, wokół małego stawu rosły drzewka cytrynowe i jabłonie, były nawet grządki arbuzów, które Stalin lubił uprawiać. Wewnątrz witał gości westybul z dwiema garderobami po obu stronach. Drzwi po lewej prowadziły do gabinetu Stalina, wyposażonego w duże biurko, gdzie podczas wojny rozkładano wojskowe mapy; stała tam również sofa, na której Stalin lubił sypiać. Za drzwiami po prawej stronie westybulu znajdował się długi i dość wąski korytarz z dwiema sypialniami po prawej, który wiódł do długiej otwartej werandy, gdzie Stalin siadywał czasami w zimie, okutany kożuchem, w futrzanej czapie i tradycyjnych rosyjskich wojłokowych walonkach.

Środkowe drzwi holu frontowego prowadziły do przestronnej, prostokątnej jadalni, gdzie królował długi politurowany stół. To tutaj Stalin wydawał oficjalne bankiety albo podejmował członków Politbiura na zebraniach i kolacjach ciągnących się długo w noc. Jedyną dekoracją tego pomieszczenia – oprócz prostych żyrandoli i różowych dywanów – były dwa duże portrety: jeden Lenina, a drugi pisarza Maksyma Gorkiego. Sypialnia Stalina znajdowała się po drugiej stronie jadalni, za niemal niewidocznymi drzwiami. Stały tam: łóżko, dwie niewielkie komody i umywalka. Po innej stronie jadalni, za drewnianym przepierzeniem, była duża kuchnia z okazałym piecem chlebowym. Gdy Stalinowi dokuczało zapalenie korzonków nerwowych, lubił wyciągać się nago na piecu, bo wierzył, że ciepło uśmierzy ból.

Piętro, na które można się było dostać windą, urządzono z myślą o córce Stalina i jej rodzinie, ale Swietłana nieczęsto tu bywała, a i Stalin rzadko tam zaglądał, więc dwa pokoje stały zazwyczaj puste i ciemne.

Dacza miała być miejscem, gdzie Stalin mógłby się zrelaksować, spacerując wśród drzew i krzewów różanych, karmiąc ptaki. Mógł tu też przyjmować urzędników rządowych, a czasem również zagranicznych gości, takich jak Mao Zedong pod koniec lat czterdziestych albo Winston Churchill, który zatrzymał się na daczy w sierpniu 1942 roku podczas swojej pierwszej wizyty w Moskwie w czasie wojny; ofiarował wtedy Stalinowi odbiornik radiowy, który pozostał w Kuncewie. Gdy Swietłana Alliłujewa po raz ostatni widziała się z ojcem, dekoracje na ścianach wydały jej się „dziwne”. Te „idiotyczne portrety pisarzy na ścianach, obraz Zaporożcy” to były reprodukcje wycięte z gazet. Stalin miał bowiem zwyczaj wycinania ilustracji z czasopism i wieszania ich na ścianach daczy. „À propos, czy to nie dziwne – jeśli chciał, żeby ściany nie były puste, to mógł powiesić choć jeden z setek podarowanych mu obrazów”. Swietłana opuściła Kuncewo w smętnym nastroju – ojciec wyglądał marnie, a sama dacza robiła przygnębiające wrażenie25.

Stalin nie lubił być sam. Jak napisał Chruszczow, „najważniejsze było tak zająć mu czas, by nie czuł się samotny. Samotność działała na niego depresyjnie i bał się jej”26. Zawsze mógł jednak wezwać do towarzystwa swoich współpracowników. Tamtej sobotniej nocy, jak to często bywało, Malenkow, Beria, Bułganin i Chruszczow oglądali ze Stalinem na Kremlu jakiś film. Nie zaproszono natomiast dwóch innych starych towarzyszy – Wiaczesława Mołotowa i Anastasa Mikojana. Trafili na boczny tor.

Po seansie filmowym czterej „towarzysze broni” pojechali do Kuncewa, by zjeść ze Stalinem kolację. Zostali do wczesnego rana. Nie było w tym nic niezwykłego, bo Stalin lubił ich trzymać nieznośnie długo – a potem spał do późna. Według Chruszczowa Stalin był „po kolacji już nieźle wstawiony i w znakomitym nastroju”. Odprowadził gości do drzwi, dobrodusznie dowcipkując, a Chruszczowa „żartobliwie szturchnął palcem w brzuch, mówiąc o nim z ukraińskim akcentem «Mikita». To był zwyczaj Stalina, gdy dopisywał mu humor. Wszyscy wrócili weseli do domu” – Beria i Malenkow jednym samochodem, a Chruszczow i Bułganin drugim – „gdyż podczas kolacji nie zdarzyło się nic złego”27. Była piąta lub szósta rano.

Następnego dnia, w niedzielę, nic już jednak nie działo się tak jak trzeba. Zgodnie ze zwykłym porządkiem dnia Stalina ochrona i służba domowa czekała, aż o jedenastej albo dwunastej w południe poprosi o herbatę czy coś na śniadanie. Stosownie do przepisów bezpieczeństwa nie wolno było im wchodzić do pokojów Stalina bez wezwania. Jednakże żadnego wezwania wciąż nie było – tak zresztą jak odgłosów kroków czy kaszlu. Ochrona czekała. Po południu dostrzeżono światło przenikające z pokoju. Wczesnym wieczorem także strażnicy patrolujący posiadłość od zewnątrz dostrzegli światło w oknie Stalina. Nadal jednak nie było żadnego wezwania, żadnej prośby o herbatę czy jedzenie. Stalin jednakże lubił – ze względów bezpieczeństwa – sypiać w różnych pokojach, sądząc, że zmyli w ten sposób ewentualnego zamachowca. Lecz dezorientowało to również jego ochronę, która nigdy nie była pewna, gdzie Stalin naprawdę śpi. Zdaniem Chruszczowa ochrona nie zadzwoniła po instrukcje do swoich przełożonych, bo nie spodziewała się, że ze Stalinem jest coś nie w porządku. Sam Chruszczow dziwił się, że przez cały dzień nie było żadnego telefonu z Kuncewa, nie miał jednak żadnych wskazówek, by zadzwonić do kogoś, żeby wyjaśnić, co się dzieje. W końcu położył się spać.

O dziesiątej wieczorem ochrona zaczęła się już jednak niepokoić i postanowiła znaleźć jakiś pretekst, by wysłać kogoś do prywatnych pokojów Stalina. Z Kremla przysłano, jak co dzień, urzędową pocztę. Stalin powinien przejrzeć te materiały, a do obowiązków ochrony należało przekazać je przywódcy. Strażnicy postanowili więc poprosić o zaniesienie poczty długoletnią gospodynię na daczy Matrionę Pietrowną. Była to starsza kobieta, od lat pracująca u radzieckiego przywódcy. Jej pojawienie się nie wywołałoby niepokoju Stalina.

Kobieta znalazła Stalina leżącego na podłodze biblioteki. Był nieprzytomny, a nocny strój miał przesiąknięty moczem. Ledwie poruszał kończynami. Gdy próbował mówić, słychać było jedynie bełkot. Matriona Pietrowna szybko zaalarmowała ochroniarzy, którzy przenieśli Stalina na stojącą w pobliżu sofę. Zdesperowani strażnicy zadzwonili do swego szefa, ministra bezpieczeństwa państwowego Siemiona Ignatiewa. Ale i on bał się podjąć jakąś decyzję i kazał im dzwonić do Malenkowa i Berii. Skontaktowali się z Malenkowem, który stwierdził, że znalezienie Berii może być bardzo trudne. Malenkow znał zwyczaje Berii i sądził, że może on akurat zabawiać się z kochanką na jakiejś tajnej daczy; ochrona nie miała adresu ani telefonu tego miejsca. Jednak Beria sam zadzwonił do Kuncewa, a kiedy usłyszał, co się stało, zakazał informowania kogokolwiek o stanie zdrowia Stalina. Malenkow tymczasem skontaktował się z Bułganinem i Chruszczowem, nalegając, by przyjechali zaraz do Kuncewa.

Według Chruszczowa jako pierwsi przybyli tam Malenkow i Beria, potem on sam. Podeszli do Stalina po cichu, by go nie denerwować – albo nie zbudzić, jeśli rzeczywiście spał. Stalin chrapał. Beria zapewnił ochronę, że chory śpi normalnie i nie należy mu przeszkadzać. Laikowi trudno odróżnić zdrowego śpiącego człowieka od takiego, który jest nieprzytomny i sparaliżowany, ale wciąż oddycha. Obecni zdawali sobie na pewno sprawę, że Stalin doznał jakiegoś poważnego wypadku – strażnicy znaleźli go na podłodze i czuli, jak cuchnął. Wiedzieli też, że dla wszystkich byłoby najlepiej, gdyby pozwolili mu umrzeć. Trzeba również wziąć pod uwagę, że Stalin od prawie roku nie konsultował się z żadnym lekarzem – z wyjątkiem pewnego laryngologa, gdy mocno się przeziębił w kwietniu 1952 roku. Nabrał patologicznej wprost niechęci do lekarzy i kazał nawet aresztować swoich osobistych medyków. Od kiedy rozpoczęła się sprawa „spisku lekarzy”, Beria i Malenkow mogli kalkulować, że lepiej będzie trzymać doktorów z daleka od przywódcy – chyba że pojawiłoby się jakieś ewidentne zagrożenie stanu jego zdrowia. Jeśli faktycznie Stalin spał normalnie, mogli poczekać do rana, aż się obudzi. Wtedy stwierdziliby, czy w ogóle dzieje się coś poważnego. W każdym razie Beria, Malenkow i Chruszczow wrócili do domu, nie wezwawszy pomocy medycznej. W tym czasie Stalin był w ciężkim stanie od przynajmniej ośmiu, a może nawet osiemnastu godzin; nie dowiemy się już tego dokładnie.

Ochrona wciąż się jednak niepokoiła. Ponownie wysłano Matrionę Pietrownę, by się przyjrzała choremu. Nadal spał, ale był to dziwny rodzaj snu. Zadzwonili do Malenkowa, żeby przekazać mu swoje obawy, a ten skontaktował się z Berią, Bułganinem i Chruszczowem. Ci zaś zdecydowali, że trzeba zaalarmować dwóch innych starych przywódców partyjnych, Klimienta Woroszyłowa i Łazara Kaganowicza.

Wspomnienia Chruszczowa z tego czasu nie pokrywają się ze świadectwem Aleksieja Rybina, strażnika z Teatru Bolszoj, który utrzymywał, że rozmawiał z kilkoma ochroniarzami Stalina (sam Rybin nie był jednak wtedy na daczy w Kuncewie). Według Rybina ochroniarze twierdzili stanowczo, że Stalin nie był tamtego feralnego wieczoru wcale pijany, a przed odjazdem gości około czwartej nad ranem pił jedynie sok owocowy. Rybin odnotował też, że milczenie Stalina w sprawie herbaty czy śniadania zaniepokoiło strażników, ale to nie Matrionę Pietrownę posłano do jego pokojów. Zastępca komendanta daczy Piotr Łozgaczew wziął na siebie przekazanie Stalinowi poczty i sprawdzenie jego samopoczucia. I to Łozgaczew znalazł Stalina leżącego na dywanie, z łokciem pod tułowiem. Stalin był ledwie przytomny, prawie nie mówił, ale uniósł rękę i odpowiedział kiwnięciem, gdy Łozgaczew poprosił go o zgodę na przeniesienie na kanapę. Zaraz potem Łozgaczew zaalarmował resztę ochrony.

Gdy strażnicy oczekiwali na przybycie pomocy medycznej, postanowili przenieść Stalina na kanapę i przykryć go grubym pledem; jego ciało było wychłodzone, podejrzewali więc, że upadł na podłogę siedem czy osiem godzin wcześniej. Łozgaczew został przy Stalinie, nasłuchując samochodu z lekarzami. Ale o trzeciej w nocy przyjechali tylko Beria i Malenkow. Zbliżyli się do Stalina z obawą; Malenkow zdjął nawet buty i niósł je w ręce. Zgodnie z wersją Chruszczowa Stalin chrapał, co skłoniło ich do stwierdzenia, że strażnicy spanikowali. Choć Łozgaczew próbował ich przekonać, że Stalin jest poważnie chory, Beria orzekł, że przywódca śpi normalnie. Zwymyślał przy tym ochronę za to, że zawracała im głowę, i podał w wątpliwość, czy w ogóle nadają się do służby Stalinowi – tak przynajmniej utrzymuje Rybin. Bez aprobaty przywódców partyjnych strażnicy nie mieli odwagi, by na własną rękę ściągnąć lekarzy. Nie zamierzali sprzeciwiać się Berii28. Jak zanotowała Nadieżda Mandelsztam, „W ciągu swego długiego życia Stalin pilnował, by fale terroru co pewien czas wzmagały się”29.

Chociaż Stalin wykorzystał wszelkie możliwości swojego samowładztwa, by się chronić, zwiększało to tylko jego podatność na zagrożenia. Gdy podupadł na zdrowiu, rygory bezpieczeństwa utrudniały jego ochronie rozpoznanie, co się z nim dzieje, przyjście z pomocą i wezwanie lekarzy. Jego szofer jeździł z Kremla na daczę różnymi drogami, a jego flota samochodów składała się z pięciu identycznych limuzyn bez tablic rejestracyjnych i przemierzała dwudziestopięciokilometrową drogę do Kuncewa rozciągniętą kawalkadą, by zmylić ewentualnego zamachowca. Setki agentów z owczarkami niemieckimi patrolowało teren wokół daczy. W bramie zamontowano cały system zamków, a daczę otoczono podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Wśród personelu daczy umieszczono ochroniarzy. Ale nikt z tego sztabu nie uchronił Stalina od wielogodzinnego leżenia we własnej urynie, bez możliwości wezwania pomocy.

Gdy Stalin umierał, jego następcy uzgodnili zasady czuwania nad stanem przywódcy: Ławrientij Beria i Georgij Malenkow mieli dyżurować za dnia, a Łazar Kaganowicz, Michaił Pierwuchin, Klimient Woroszyłow, Maksim Saburow, Nikita Chruszczow i Nikołaj Bułganin w nocy – z czego dwóch miało być w rezerwie przez całą dobę. Beria grał pierwsze skrzypce i wezwał Malenkowa na piętro, gdzie mogli spokojnie porozmawiać. Było tam cicho, nie dochodził zgiełk z parteru. Przez wiele godzin układali plany nowego rządu, który miał wkrótce przejąć władzę. Chruszczow dobrze znał energię Berii i jego żądzę władzy. W pamiętnikach Chruszczow pisał, że ostrzegł Bułganina podczas tego nocnego czuwania, iż Beria chce wykorzystać kontrolę nad tajną policją, „by nas zniszczyć – i zrobi to, jeśli mu pozwolimy”30. Ale na razie – i przez kilka następnych miesięcy – wszyscy zamierzali współpracować. Chruszczow – choć nieufny i niespokojny – zgodził się, że cierpliwość jest potrzebą chwili.

Stalin był nieprzytomny, ale strach nie opuszczał otaczających go ludzi. Lekarze obawiali się nawet zbliżyć do niego. Chruszczow widział, jak profesor Paweł Łukomski podszedł do Stalina „bardzo ostrożnie (…) i dotknął jego ręki, jakby była z rozpalonego żelaza”31. Podobnie Rybin relacjonuje, że lekarzom tak się trzęsły ręce, że nie potrafili ściągnąć choremu koszuli i musieli ją rozcinać nożyczkami. Pewna młoda lekarka zrobiła kardiogram i szybko stwierdziła, że Stalin miał atak serca. Inni lekarze podejrzewali raczej wylew krwi do mózgu i obawiali się najgorszych konsekwencji złej diagnozy. Ale lekarka wyjechała z Kuncewa i tematu już nie poruszano. W czasach gdy gazety rozpisywały się o spisku lekarzy na życie kremlowskich oficjeli, żaden doktor nie był pewien, że nie obciążą go winą za chorobę Stalina.

Stan zdrowia przywódcy był już zresztą tak poważny, że nie dało się go skutecznie leczyć. To po prostu przekraczało możliwości lekarzy. Po wylewie Stalin stracił świadomość, a jego prawa ręka i prawa noga były sparaliżowane. W notatce opisującej pierwsze rozpoznanie lekarze zawarli kilka szczegółów, których nie ujawniono opinii publicznej. Stalin miał znacznie powiększoną wątrobę, wystającą na kilka centymetrów między żebrami. Prawy łokieć był stłuczony i opuchnięty – co ewidentnie wskazywało na upadek. Gdy unieśli mu powieki, zobaczyli, że gałki oczne poruszają się chaotycznie w lewo i prawo. Wobec takich symptomów zalecili absolutny spokój, przystawienie choremu za uszami ośmiu pijawek lekarskich, zimny kompres na głowę, lewatywę z mleczka magnezjowego, usunięcie sztucznej szczęki. Zalecili również, by nie próbować chorego karmić, a co najwyżej wlewać mu łyżeczką do ust zupę albo posłodzoną herbatę, jeśli nie będzie się krztusić. Powinien mieć całodobową opiekę neurologiczną, terapeutyczną i pielęgniarską32.

Najbliżsi współpracownicy Stalina wstrzymali się jednak od powiadomienia społeczeństwa. We wtorek 3 marca rano poprosili lekarzy o definitywną ocenę stanu chorego i rokowań. „Śmierć jest nieunikniona” – orzekli lekarze wedle relacji Aleksandra Miasnikowa. „Malenkow oświadczył, że spodziewał się takiej opinii, choć miał nadzieję, że środkami medycznymi uda się przedłużyć życie Stalina, nawet jeśli ocalenie jest niemożliwe. Rozumieliśmy, że chodziło mu o czas konieczny do zorganizowania nowych władz, a jednocześnie przygotowanie opinii publicznej”33. Lekarze robili, co tylko mogli.

Wiemy dziś, że konsultowano się także z innymi specjalistami. Jednym z nich był uwięziony żydowski lekarz Jakow Rapoport, wysoko ceniony patolog. Wspominał, że śledczy nagle stali się wobec niego bardzo troskliwi. Zaczęli go wypytywać, jak najlepiej leczyć ofiarę udaru, co to jest oddech Cheyne’a-Stokesa i jak go kontrolować. „To jest poważny objaw, towarzyszący często agonii – powiedział im Rapoport – i w większości przypadków śmierć jest nieunikniona”. Śledczy pytali też, czy mógłby polecić specjalistę do leczenia „ważnej osobistości”. Ale Rapoport nie wiedział, kogo polecić; „Nie miałem pojęcia, którzy z poważnych specjalistów są jeszcze na wolności”. Gdy śledczy nalegał, Rapoport wymienił dziewięciu lekarzy, z których – jak się okazało – wszyscy byli już w więzieniu. Później dowiedział się, że konsultowano się też z co najmniej dwoma innymi specjalistami, aresztowanymi w związku ze „spiskiem lekarzy”34.

Sprowadzono dzieci Stalina, Swietłanę Alliłujewą i Wasilija Stalina. Swietłanę wywołano z lekcji francuskiego i powiedziano jej, że Malenkow prosi, by przyjechała do Kuncewa. „Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś z wyjątkiem ojca prosił mnie o przyjazd na daczę. Pojechałam z dziwnym niepokojem w sercu”. Ale dopiero gdy przed domem zobaczyła Chruszczowa i Bułganina, zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Obaj mieli łzy w oczach, zapraszając ją do środka, gdzie Malenkow opowiedział jej ze szczegółami, co się zdarzyło. Pomyślała, że ojciec już nie żyje.

Na cichej zazwyczaj daczy panowało teraz ożywienie, a wokół nieprzytomnego Stalina odbywała się chaotyczna krzątanina. „W dużej sali, gdzie leżał ojciec, gromadziła się masa ludzi – wspominała Swietłana. – Nieznani mi lekarze, którzy widzieli chorego po raz pierwszy (…) niesamowicie się uwijali. Przystawiając pijawki do karku i szyi, sporządzali kardiogramy, robili rentgen płuc, pielęgniarka bez przerwy dawała jakieś zastrzyki, jeden z lekarzy przez cały czas zapisywał w dzienniku przebieg choroby. Wszystko odbywało się, jak należy”35.

Według Chruszczowa tylko Beria zachowywał się oburzająco i napastliwie. „Ledwie Stalin zaniemógł, Beria zaczął pluć nienawiścią do niego i robić sobie kpiny – napisał Chruszczow. – Ale ciekawe, że kiedy na twarzy Stalina pojawiły się jakieś oznaki przytomności, Beria rzucił się na kolana, złapał Stalina za rękę i zaczął ją całować. Gdy Stalin znów zapadł w nieświadomość, Beria podniósł się z klęczek i splunął”36. Chruszczow miał oczywiście wiele powodów, by oczerniać Berię, więc opis ten jest może przerysowany, jeśli nie całkiem sfabrykowany. Swietłana jednak zapamiętała zachowanie Berii również jako „prawie nieprzyzwoite”37.

Córka Stalina wspomina także w pamiętnikach, jak niespodziewanie odezwały się w niej czułość i miłość do ojca leżącego na łożu śmierci. Pomyślała o jego miłości do niej i jej braci, gdy byli dziećmi, i o ciężkim brzemieniu obowiązków, jakie wziął na siebie. W chwili jego śmierci poczuła osamotnienie. Wzięła go za rękę, ucałowała jego czoło i pogłaskała go po włosach. Jej zachowanie tego dnia przypominało to, co robią zwykle dorosłe dzieci w obliczu bliskiej śmierci rodzica. Ale ona nie była zwykłą córką, a on nie był zwykłym ojcem.

Jej brat Wasilij siedział w pobliżu. „Ale był pijany, jak to często wtedy bywało, i wkrótce nas opuścił – wspominała Swietłana. – Pił dalej w pokojach służbowych. Zrobił lekarzom piekło, że zabili albo właśnie zabijają naszego ojca. W końcu pojechał do siebie”38. Sowieckie gazety lubiły się rozpisywać, jak to Wasilij odznaczył się jako pilot myśliwski podczas II wojny, wykonując dwa tuziny misji i zestrzeliwując nieprzyjacielskie samoloty. Niezależnie od tego, czy te bohaterskie opowieści były prawdziwe (co dość wątpliwe), szybko awansował dzięki ojcu. W 1948 roku został dowódcą sił powietrznych Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, a 20 sierpnia 1951 roku trafił nawet na okładkę magazynu „Time” jako generał lejtnant i „strażnik” swojego ojca. Być może wydawcy magazynu spekulowali, że Wasilij przejmie władzę po Józefie Stalinie. Nie jest jasne, czy Stalin miał kiedykolwiek takie plany związane z synem. Potrafił go zresztą ostro łajać, a najmocniej chyba, gdy okazało się, że podczas podróży do Polski Wasilij łowił ryby, wrzucając do wody granaty. Wasilij utrzymał się na eksponowanym stanowisku do lata 1952 roku, gdy został zdymisjonowany w wyniku wypadku podczas defilady pierwszomajowej. Wbrew rozkazom przełożonych zdecydował, że jego samoloty przelecą nad placem Czerwonym mimo silnego wiatru i zachmurzenia. Piloci „niemal zmietli iglice nad Muzeum Historycznym” na placu Czerwonym. Stalin sam podpisał rozkaz odwołujący syna z wysokiego stanowiska39.

* * *

W marcu 1953 roku wiadomości o stanie zdrowia Stalina niełatwo się rozchodziły. Zachodni korespondenci w Moskwie, w tym samotna szóstka Amerykanów, otrzymali komunikat o chorobie Stalina, ale ich kontakty wciąż podlegały ścisłej kontroli. Rozmowy telefoniczne z macierzystymi redakcjami były możliwe jedynie przez Centralny Urząd Telegraficzny w sercu radzieckiej stolicy. Nie było żadnych niezależnych połączeń teleksowych czy telefonicznych, za których pośrednictwem można by zaalarmować świat. Eddy Gilmore z Associated Press zapamiętał zamęt tamtych moskiewskich dni i nocy. W swoich wspomnieniach Me and My Russian Wife napisał:

Miejsce, w którym musieliśmy pracować, to był pokój długi na jakieś dwadzieścia pięć stóp, a szeroki na dwanaście. Były tam trzy budki telefoniczne do rozmów zamiejscowych, parę drewnianych tanich biurek, a na północnej ścianie płatny automat do rozmów miejscowych. (…) Wszyscy zachodni korespondenci pichcili tam historie o chorobie Stalina. Dysponowaliśmy oficjalnym komunikatem agencji TASS, a cenzor sprawdzał nasze teksty, które dawaliśmy mu do parafowania. Była akurat otwarta linia do Londynu, więc zaraz po uzyskaniu parafki cenzora telefonowaliśmy. (…) Nie można powiedzieć, że pracowaliśmy za wolno, bo siedzieliśmy tam z gotowymi depeszami, które dostał już cenzor. Rzecz w tym, że on też siedział – na naszych depeszach. Gdy Radio Moskwa podało pierwsze wiadomości, nasze depesze od razu zaczęły przechodzić40.

Korzystając z różnicy czasu, „New York Times” był w stanie podać swoim czytelnikom wiadomość o chorobie Stalina jeszcze tego samego dnia wieczorem. Nagłówek na stronie tytułowej głosił: „Stalin ciężko chory po udarze: częściowo sparaliżowany i nieprzytomny; Moskwa się o niego niepokoi”41. Harrison Salisbury dodał więcej szczegółów na temat tego, co zobaczył na ulicach Moskwy:

Nikt nie wie, kiedy ukaże się następny biuletyn medyczny. Radioodbiorniki są włączone non stop. Przed kioskami ustawiają się długie kolejki – setki, a może i więcej ludzi czekających na gazety. Wielu wiernych udało się do cerkwi, by się modlić za Stalina. Patriarcha wezwał do modlitw za Stalina i sam ma odprawić uroczyste nabożeństwo w soborze Jełochowskim. O siódmej wieczorem specjalne modły odprawi główny rabin w synagodze Chóralnej.

Po kilku godzinach Salisbury zanotował dalsze szczegóły:

Naczelny rabin wezwał społeczność żydowską do dnia postu i modlitw, by życie Stalina mogło być ocalone.

W soborze patriarcha prosił Boga o ocalenie życia Stalina. Wierni odpowiedzieli „amen”. Akolici wznieśli Biblię w złotym futerale, a patriarcha – ze złotym pastorałem, ubrany w złoto-czerwone szaty liturgiczne – przeszedł wśród rozmodlonych wiernych. Przy ołtarzach płonęły setki świeczek, niczym złote gwiazdki nadziei. Takie sceny powtórzyły się w całej Rosji, jak długa i szeroka42.

W środku nocy wieści o ciężkim stanie Stalina dotarły do Waszyngtonu. Ani prezydent Dwight Eisenhower, ani sekretarz stanu John Foster Dulles nie zostali o nich poinformowani w trybie pilnym. Dyrektor CIA Allen Dulles (młodszy brat Fostera Dullesa) zadzwonił do Jamesa Hagerty’ego, sekretarza prasowego Eisenhowera, by zaalarmował prezydenta. Ale zamiast obudzić Eisenhowera, który uprzedził swój sztab, aby niepokoić go jedynie w okolicznościach wymagających „natychmiastowego działania”43, Dulles i Hagerty spierali przez pół godziny, co robić – a wreszcie zgodzili się, że skoro żadna szybka decyzja nie jest konieczna, nie ma też potrzeby budzić Eisenhowera. Ten dowiedział się o sprawie około szóstej rano, gdy wstał jak zwykle. Telefon z Departamentu Stanu do domu Fostera Dullesa odniósł podobny skutek. Lokaj odpowiedział, iż sekretarz stanu jeszcze śpi. Uzgodniono, że zamiast go obudzić, lokaj przekaże informację, gdy tylko sekretarz wstanie.

Eisenhower, który objął urząd w styczniu, spierał się ze swoimi najbliższymi doradcami, jak zareagować na chorobę Stalina. Wezwał na wpół do ósmej do Białego Domu Allena Dullesa. Dołączyli do niego Hagerty, C.D. Jackson, który był specjalnym asystentem prezydenta do spraw strategii wojny psychologicznej, oraz generał Robert Cutler, szef planowania Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Eisenhower rozumiał, że prawdopodobna śmierć Stalina stworzy Stanom Zjednoczonym nowe, istotne możliwości – i chciał działać szybko: wydać jakieś oświadczenie i zainicjować jakąś akcję. „Co możemy zrobić w tej sprawie?” – spytał swoich doradców44. Ale oni nie potrafili zaproponować niczego konkretnego. Nie umiejąc uzgodnić następnych kroków, grupa zwołała zebranie pełnego składu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które odbyło się w Białym Domu jeszcze przed południem.

Rankiem 4 marca, gdy Stalin leżał umierający w Kuncewie, Eisenhower przewodniczył zebraniu wyższych urzędników i próbował się od nich dowiedzieć, jakie oświadczenie powinien wydać. Ich dyskusja ujawniła zasadnicze założenie, które miało prześladować administrację amerykańską w następnych miesiącach. Foster Dulles, wiceprezydent Richard Nixon i sam Eisenhower byli zdania, iż „całkiem niewykluczone, że sytuacja po śmierci Stalina może się pogorszyć”. Była to faktycznie powszechna reakcja na śmierć Stalina – również w samym Związku Radzieckim – i doprowadziła prezydenckich doradców do wniosku, że Eisenhower nie powinien w tym momencie zabierać publicznie głosu. Jednakże prezydent był wciąż przekonany o potrzebie jakiejś publicznej wypowiedzi. Foster Dulles przypomniał, że Calvin Coolige nie skomentował śmierci Lenina w styczniu 1924 roku. Uważał, że może lepiej będzie „nie wydawać w ogóle żadnego oświadczenia”, bo mogłoby to się okazać niepotrzebną „zagrywką (…) odczytaną jako apel do pogrążonego w żałobie społeczeństwa radzieckiego, by powstało przeciw swoim władcom”. Wbrew reputacji „jastrzębia” sekretarz stanu był zdania, że administracja powinna obrać ostrożną linię i nie robić wrażenia, że chce coś zyskać na tej trudnej sytuacji. Eisenhower pozostał jednak niewzruszony, polecając współpracownikom naszkicowanie tekstu oświadczenia; miało być one wydane po południu45.

Były prezydent Harry Truman oraz brytyjski premier Winston Churchill, mając w pamięci wojenny sojusz z Kremlem, szybko wyrazili osobiste ubolewanie z powodu choroby Stalina. Churchill posłał nawet swojego osobistego sekretarza do radzieckiej ambasady w Londynie, by przekazać wyrazy troski. Truman, zabierając głos ze swego domu w Kansas City w Missouri, nazwał Stalina „porządnym chłopem”. „Oczywiście przykro mi słyszeć o jego kłopotach – powiedział prasie. – Nigdy nie jestem wesół, gdy słyszę o czyichś problemach zdrowotnych. (…) Dobrze poznałem Joe Stalina i lubiłem starego Joe. (…) Jednak Joe jest więźniem Politbiura. Nie może robić tego, co chce”. Było to błędne przekonanie, którego Eisenhower zdawał się nie podzielać46.

Eisenhower i Foster Dulles powstrzymali się w wypowiedziach od wszelkich uprzejmości. Eisenhower, który spotkał się ze Stalinem w Moskwie w 1945 roku, nie wyraził ani słowa współczucia z powodu choroby Stalina. Jak zanotował we wspomnieniach, wiedział, że Stalin to „dyktator absolutny (…) a jego fatalny wpływ dał się odczuć wszędzie”47. W oficjalnym przesłaniu skierowanym do narodu radzieckiego uderzył w religijny ton i nie wymienił Stalina z nazwiska:

W tym momencie dziejowym, gdy rzesze Rosjan są zatroskane chorobą radzieckiego przywódcy, Ameryka wybiega myślą do wszystkich ludzi w ZSRR – mężczyzn i kobiet, chłopców i dziewcząt – we wsiach, miastach, gospodarstwach i fabrykach ich ojczyzny.

Są oni dziećmi tego samego Boga, który jest ojcem wszystkich ludzi na całym świecie. I tak jak wszyscy ludzie, miliony w Rosji podzielają naszą tęsknotę za światem pełnym przyjaźni i pokoju.

Niezależnie od specyfiki władzy my, Amerykanie, będziemy się wciąż modlić, by Wszechmogący chronił mieszkańców tego rozległego kraju i poprowadził ich w swej mądrości do życia w świecie, gdzie wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci będą egzystować w pokoju i przyjaźni48.

Ambasador Indii w Moskwie K.P.S. Menon zapoznał się z oświadczeniem Waszyngtonu. Jak zauważył w swoim dzienniku, „Historia nie odnotowała bardziej świętoszkowatej próby wbicia klina między naród i jego przywódcę w chwili, gdy ten bliski jest śmierci”. Menon był świadomy, jak napięcia zimnej wojny wpływają na protokół dyplomatyczny. Jednak wpływ odejścia Stalina na radzieckie społeczeństwo był ogromny i odświeżający, jakby ktoś „otworzył lufcik w oknie dusznego i zatęchłego pokoju”49.

Brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden przyjechał do Waszyngtonu kilka dni wcześniej (na życzenie Churchilla miał zachęcić Eisenhowera do spotkania ze Stalinem). Jego rozmowy z prezydentem zaplanowano na piątek, ale już w środę wieczorem spotkał się z Eisenhowerem i Fosterem Dullesem. Rozmawiali prawie godzinę, a po tym, jak Dulles ich opuścił, jeszcze prawie pół godziny. Cała ta niezwykła aktywność świadczyła o mieszaninie zrozumienia wagi sytuacji i nadziei, że prawdopodobna rychła śmierć Stalina stworzy obiecujące okoliczności dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Według „Newsweeka” Eisenhower i Eden zgodzili się, że „przez następne trzy do sześciu miesięcy Zachód nie powinien oczekiwać jakichś wielkich niespodzianek ze strony Moskwy”. Szybko się okazało, że było to założenie błędne50.

Ambasady amerykańskie zaczęły przesyłać do Departamentu Stanu raporty o reakcjach na chorobę Stalina. W Wenezueli krążyła plotka, że Stalin już umarł, a tamtejsza ambasada USA nie wiedziała, co zrobić, bo rząd wenezuelski nie utrzymywał stosunków dyplomatycznych z ZSRR. Czy w tej sytuacji należy opuścić do połowy masztu flagę amerykańską? Kwestia ta dręczyła amerykańskich urzędników przez kolejnych pięć dni. Ambasada w Brukseli przesłała żartobliwy wierszyk ułożony przez amerykańskiego pracownika, mając nadzieję, że poprawi to humor Charlesa Bohlena, nowo desygnowanego ambasadora w Moskwie, który właśnie przechodził procedurę zatwierdzania w Waszyngtonie:

Wujek Joe w łóżku chory leży,

Nic nie mówi, na niczym mu nie zależy.

Miał krwi do mózgu wylewik.

Jak będzie rządził stary bolszewik?51

Dyplomaci z Bonn przytaczali rady zachodnioniemieckiego „eksperta od ZSRR” Klausa Mehnerta, który zachęcał zachodnie mocarstwa do ostrożności w reakcjach. „Pierwszym celem Zachodu jest nie zrobić niczego, co by ożywiło napięcia wewnętrzne i walki wewnątrz Kremla. Zachodnie oświadczenia, które mogą być odczytane jako pogróżki albo radość z cudzego nieszczęścia, posłużą zapewne do konsolidacji radzieckiego społeczeństwa. Śmierć Stalina nie powinna (powtarzam: nie powinna) być okazją dla Zachodu do wyrażania radości ani ulgi, że doszło do odprężenia w sytuacji międzynarodowej. [Mehnert] uważa, że Stalin miał wpływ stabilizujący i że dopóki nie będzie jasne, jaki kurs obierze Moskwa, należy zachować najwyższą powściągliwość w wyrażaniu oficjalnych opinii Bonn”. Krótko mówiąc – kończyła się depesza – opinię dobrze zorientowanych, choć niekoniecznie szerokich kręgów niemieckich da się podsumować słowami „lepszy diabeł znany od nieznanego”. Mehnert, jak wielu innych, sądził, że bez Stalina sytuacja wewnętrzna w ZSRR i relacje Kremla z innymi państwami mogą stać się jeszcze bardziej napięte i niebezpieczne52.

John Foster Dulles czuł potrzebę wyjaśnienia, jak w tej sytuacji winni się zachowywać amerykańscy dyplomaci. W depeszy do ambasady amerykańskiej w Moskwie pouczał pracowników tej placówki, by zachowywali „minimalne procedury protokolarne”. „Nie powinniście (powtarzam: nie powinniście) wysyłać żadnych indywidualnych depesz do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dopóki nie otrzymacie dalszych instrukcji”53.

Z Monachium nadszedł do Departamentu Stanu telegram doradzający powstrzymanie się od „diatryb o «schyłku» Stalina i spekulacji co do walki o władzę. Z tych samych względów nic nie może się bardziej przyczynić do niepewności i podejrzliwości Kremla niż tajemnicze milczenie źródeł oficjalnych. Pojawią się bowiem zaraz głosy, że nie ma tam nikogo dostatecznie wielkiego, by wszedł w buty Stalina. Krótko mówiąc: nie ma co popędzać reakcji, tylko należy pozwolić drożdżom spokojnie pracować”54. Zgodnie z założeniem, że radzieccy oficjele i społeczeństwo staną w obliczu „zamieszania i niepewności (…) w imperium tak bardzo opartym na dyktaturze jednego człowieka”, mówiło się w Waszyngtonie o zrzuceniu nad radzieckimi miastami ulotek z tekstem przyjaznego przesłania Eisenhowera do ludzi radzieckich i jego „modlitwy o ich wolność”.

Waszyngtońscy urzędnicy zastanawiali się też nad sposobami zachęcenia Mao Zedonga, by „oderwał się od Kremla”55. Jest zrozumiałe, że amerykańscy politycy rozmyślali, jak by tu dodatkowo dokuczyć radzieckim aparatczykom w tym przełomowym momencie, ale pomysły, którymi się bawili – wysłanie utrzymanego w religijnym tonie przesłania kondolencyjnego, powstrzymanie się od manifestacji zadowolenia w nadziei, że cisza jeszcze mocniej zadziała Sowietom na nerwy, a także wiara, iż da się wykopać rów pomiędzy Mao i Kremlem – wydają się beznadziejnie naiwne.

Amerykański korpus dyplomatyczny również przechodził wówczas zmiany. Chargé d’affaires w Moskwie był Jacob Beam. Ten doświadczony i zdolny dyplomata pracował w latach trzydziestych w nazistowskich Niemczech, a potem, podczas wojny, w Londynie. Następnie pełnił obowiązki w Indonezji i Jugosławii, skąd przeniesiono go do ZSRR. Po październiku 1952 roku w radzieckiej stolicy nie było już George’a Kennana; Kreml uznał go za persona non grata z racji publicznych uwag, jakie robił na temat życia w stalinowskiej Moskwie, czyniąc porównania do tego, co widział w hitlerowskim Berlinie. Jego następca Charles Bohlen wciąż pozostawał w Waszyngtonie, czekając na zakończenie procedury zatwierdzenia i przesłuchań prowadzonych przez senatora Josepha McCarthy’ego z powodu wątpliwości związanych z poprzednią pracą Bohlena w Departamencie Stanu, a zwłaszcza z jego misją tłumacza podczas konferencji jałtańskiej w 1945 roku56.

Beam, który nie mówił po rosyjsku, składał raporty bezpośrednio Fosterowi Dullesowi w Waszyngtonie i oczekiwał od niego instrukcji na każdy kolejny dzień nieprzewidywalnych wydarzeń57. W południe 5 marca Beam powiadomił Fostera Dullesa, że „ambasadorzy brytyjski i francuski osobiście wyrazili w Ministerstwie Spraw Zagranicznych współczucie z powodu choroby Stalina – i to samo zrobili szefowie placówek skandynawskich, Argentyny i Belgii”. Beam zasugerował Dullesowi, by w razie śmierci Stalina przesłać depeszę kondolencyjną w imieniu korpusu dyplomatycznego. „Byłoby też w zgodzie ze zwyczajem opuścić flagi do połowy masztu w dzień śmierci oraz w dniu pogrzebu, a jeśli zostanie ogłoszony między nimi okres żałoby narodowej, to flagi powinny być opuszczone przez cały ten czas. Sądzę, że zdołamy uzgodnić te posunięcia z Brytyjczykami i Francuzami”. Foster Dulles odpowiedział szybko, potwierdzając, że Beam powinien skoordynować reakcje amerykańskie z krokami powziętymi przez Brytyjczyków i Francuzów58.

Foster Dulles wciąż oczekiwał nowin, „pilnie zainteresowany (...) reakcjami społecznymi w ZSRR i krajach satelickich” na chorobę Stalina59. Amerykańscy dyplomaci w Niemczech dostrzegli poruszenie wśród ludności i przedstawicieli władz. Krążyły plotki, że wicepremier NRD Walter Ulbricht wyjechał do Moskwy. Tymczasem United Press donosiła, że do radzieckiej stolicy wezwano komunistycznych przywódców z całej Europy Wschodniej. Amerykańscy urzędnicy raportowali z Berlina, że „liczni wschodni berlińczycy i Niemcy ze Wschodu [przybywają] do Berlina Zachodniego specjalnie po to, by uzyskać prawdziwe informacje o Stalinie – żeby się upewnić, iż nadszedł już czas, by otwierać szampana przeznaczonego na tę wyjątkową okazję”60.

Władze Jugosławii, które zerwały stosunki z Kremlem w 1948 roku i borykały się od tej pory z zagrożeniem swej egzystencji, z trudem powstrzymywały się od wyrazów zadowolenia. Komunistyczny reżim marszałka Tity dobrze wiedział, że następcy Stalina nie powiadomiliby o jego chorobie, gdyby nie byli pewni, że jego śmierć jest rychła. Czwartego marca o godzinie siedemnastej radio Belgrad nadało komentarz zatytułowany Śmiertelny charkot w gardle największego dyktatora świata. Dla Tity „natura okazała się sprzymierzeńcem sprawiedliwości”61.

O północy ze środy na czwartek 5 marca Salisbury wysłał zaszyfrowaną depeszę do swoich wydawców – tym razem by potwierdzić, że stan zdrowia Stalina stał się tematem ocenzurowanym, a zatem trudno będzie zapewne donieść na ten temat cokolwiek, co wykraczałoby poza treść oficjalnych komunikatów. Dwie godziny później ukazał się drugi biuletyn medyczny; potwierdzał to, czego wszyscy się spodziewali. Lekarze przyznawali, że stan zdrowia Stalina jest coraz gorszy. Zaobserwowali, że coraz częściej pojawiał się oddech Cheyne’a-Stokesa, charakterystyczny dla pacjentów w stanie śpiączki. „Pogorszyło się krążenie krwi i wzrosło niedotlenienie”62. Tak jak poprzednio, lekarze przedstawili dane na temat rytmu pracy serca Stalina, nieco podwyższonej temperatury i niebezpiecznie wysokiego ciśnienia krwi. Podjęte przez nich procedury medyczne obejmowały zastosowanie maski tlenowej, gdy słabł oddech, odżywianie glukozą przez kroplówkę, przystawianie pijawek w celu obniżenia ciśnienia, zastrzyki z penicyliny dla ochrony przed zapaleniem płuc, podawanie kofeiny dla pobudzenia systemu nerwowego oraz związków kamfory dla wzmocnienia serca. W 1953 roku były to standardowe metody, choć użycie kamfory czy przystawianie pijawek wychodziło już wtedy z mody wśród lekarzy zachodnich. Na Zachodzie lekarze mogliby raczej dokonać punkcji żyły – co byłoby łatwiejszym i może skuteczniejszym środkiem powolnego upuszczania krwi. Jednak lekarze Stalina sądzili może, iż użycie pijawek „przekona nawet najbardziej tradycyjnie nastawionych Rosjan, że nie zaniedbano niczego, co mogłoby mu pomóc” – zauważył magazyn „Time”63. Wszystkie ich wysiłki były jednak beznadziejnie nieskuteczne. Nie powstrzymało to Harrisona Salisbury’ego od stwierdzenia – nieco przesadnego – że „zastosowano wszystkie metody i środki znane współczesnej medycynie”64. Oczy świata zwrócone na Moskwę śledziły wciąż ten śmiertelny spektakl. Przeglądając wieści w licznych gazetach i widząc, jak mało z nich wynika, znakomity dziennikarz „New Yorkera” A.J. Liebing nie potrafił powściągnąć ironii: „Irytująca ambiwalencja, z jaką ten stary bolszewik pozwolił wkroczyć między swoją utratę przytomności i śmierć, wywołała ekscytację nawet wśród najtwardszych profesjonalnych jasnowidzów, którzy próbowali wyjaśniać znaczenie jego śmierci, a potem wynajdywali kolejne egzegezy aż do czasu, gdy znalazł się w grobie”. Zdaniem Liebinga Stalin wykazał się „złym smakiem, umierając w odcinkach”, co zmuszało wydawców gazet do podawania pod wielkimi nagłówkami błahych doniesień”65.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w czwartek w Waszyngtonie prezydent Eisenhower przyznał, że omawiał ze swoimi najbliższymi doradcami możliwe reperkusje zniknięcia Stalina z moskiewskiej sceny politycznej, ale po rozważeniu wielu ewentualności „wracaliśmy, ogólnie rzecz biorąc, do punktu wyjścia”. Odpowiadając na pytania, Eisenhower zdradził jednak może więcej troski, niż zamierzał. Jeden z dziennikarzy zapytał o ostatnią ohydną kampanię prasową Kremla wymierzoną w Żydów. Eisenhower odpowiedział otwarcie. „Zmieniając ton na bardzo poważny, pan Eisenhower powiedział, że oczywiście ubolewa z powodu fali antysemityzmu. To bardzo bolesne – ciągnął – zwłaszcza dla kogoś, kto, jak on sam, jest zorientowany w potwornościach [nazistowskich] obozów z czasu II wojny i widział szczątki Żydów pomordowanych przez Hitlera. Trudno pogodzić się z myślą, że ten sposób myślenia wciąż funkcjonuje – kontynuował prezydent – a jako osoba piastująca urząd prezydenta USA naprawdę nie wie, co ma powiedzieć, by jego słowa nie posłużyły jako pretekst do pogorszenia jeszcze losu Żydów”66. Jednak, owszem, zgodzi się spotkać ze Stalinem, jeśli takie spotkanie mogłoby się przyczynić do światowego pokoju – i ta sama oferta pozostawała w mocy wobec wszelkich radzieckich przywódców, którzy zastąpiliby Stalina. Dodał też – jak donosił „New York Times” – że Głos Ameryki otrzymał wytyczne, aby śledzić uważnie wieści o chorobie Stalina, a jednocześnie powstrzymywać się od spekulacji o jego ewentualnym sukcesorze67.

Gdy światowe kręgi władzy i prasa żyły tymi nowinami, wieści o bliskiej śmierci Stalina dotarły też do więźniów GUŁagu. Pisarz Lew Razgon był właśnie w połowie osiemnastoletniej odsiadki.

Pojąłem to tego marcowego dnia – wspominał później – gdy nagle przez obozowe kołchoźniki usłyszeliśmy samą muzykę poważną – Bacha, Händla, Beethovena – a potem nadano komunikat o stanie zdrowia. Pobiegliśmy wszyscy do obozowej lecznicy, a lekarze rozmawiali ze sobą i powiedzieli nam, że możemy mieć nadzieję. Potem naczelny lekarz, jego pomocnik oraz sanitariusz – też więźniowie – poszli do bani, by tam kontynuować swoje zebranie. No a my wparowaliśmy do szatni, trzęsąc się z niecierpliwości. Medycy naradzali się jakieś dwadzieścia minut, a potem naczelny lekarz wyszedł. To był profesor, człowiek bardzo wykształcony. Uśmiechnął się szeroko i powiedział: „Chłopaki, ten skurwysyn jest skończony. Nie ma dla niego nadziei”. Zaczęliśmy się całować68.

Tymczasem w Moskwie ekipy dziennikarskie wychodziły ze skóry, by wydobyć choćby okruchy informacji z urzędowych komunikatów. Eddy Gilmore z Associated Press wspomina ten czas jako trudny. „Nie chciałbym już mówić o szczegółach tych długich bezsennych nocy, które spędzaliśmy w Centralnej Stacji Telegraficznej. Godzinami nic nie jedliśmy, a całymi dniami nie było nawet mowy, żeby się porządnie wyspać. Każdy moskiewski korespondent siedział w pracy bez przerwy. Temperamenty grały i wrzeszczeliśmy na siebie. Dla sześciu korespondentów były tylko dwie linie na Zachód. Ktoś musiał być ostatni, a każdy próbował być pierwszy”.

W ciągu tych dwóch dni, gdy świat zrozumiał, że Stalin umiera, Gilmore „przechodził z obowiązku przynajmniej dziesięć, piętnaście razy dziennie przez plac Czerwony”. Widział samochody z „ubranymi na biało mężczyznami i kobietami wjeżdżające i wyjeżdżające z Kremla”. Nie mógł mieć pewności, ale sądził, że to lekarze i pielęgniarki. Zobaczył też „otwartą ciężarówkę załadowaną czymś, co wyglądało na butle z tlenem”. Zważywszy, że reżim głosił, iż Stalin leży chory na Kremlu, było naturalne, że Gilmo­re’owi zdawało się, iż obserwuje gorączkową mobilizację personelu i sprzęt medyczny69.

Jeśli Gilmore faktycznie widział to, o czym pisał, cała sprawa była częścią przemyślanej maskarady. Stalin zasłabł w swojej daczy w Kuncewie, na przedmieściach stolicy. Jednak jego władza obrosła w tyle mitów – między innymi w taki, że bezustannie pracuje dla dobra ludzi radzieckich i dlatego w oknie jego gabinetu wychodzącym na plac Czerwony światło pali się przez całą noc – że nie bardzo wypadało przyznać, iż zaniemógł w swej podmoskiewskiej willi. Gdy po latach Swietłana Alliłujewa, a także Nikita Chruszczow wspominali czuwanie przy umierającym Stalinie w Kuncewie, żadne z nich nawet nie zająknęło się o tej kremlowskiej maskaradzie. Cóż – o takim mało znaczącym kłamstwie nie warto było nawet wspominać.

* * *

Tego czwartkowego ranka stan zdrowia Stalina się pogorszył. Zaczął wymiotować krwią, a ciśnienie i puls przedstawiały się jeszcze gorzej. Wprawiło to lekarzy w konsternację. Zebrali się przy łóżku chorego i robili mu różne zastrzyki, by obniżyć ciśnienie krwi. Tego ranka dyżurował przy nim Bułganin, obserwując wszystkie poczynania lekarzy, wśród których był Aleksandr Miasnikow. Zauważył on, że Bułganin przyglądał się medykom „podejrzliwie, a nawet z wrogością”. Spytał, czemu Stalin wymiotuje krwią. Miasnikow mógł tylko wyrazić niepewnie opinię, że doszło do niewielkiego krwotoku w ściance żołądka, wynikłego z wysokiego ciśnienia krwi i udaru. Bułganin odpowiedział z sarkazmem, przedrzeźniając Miasnikowa: „Czyżby? Jak to możliwe? A może Stalin ma raka żołądka?”. W jego głosie brzmiała niewątpliwa pogróżka, ale pozwolił kontynuować zabiegi. Zapewne był nie mniej wystraszony niż lekarze70.

Robili, co mogli. Obawiając się odleżyn, nacierali plecy Stalina kamforą. Dokuczała mu czkawka, a wargi i skóra wykazywały coraz wyraźniej oznaki sinicy. Chcąc odżywić pacjenta, lekarze stosowali lewatywy – dwa razy dziennie z glukozą i dwa razy z mieszanką, którą nazywali „odżywczą”: sto gramów śmietany plus żółtko jajka. Wiele więcej nie mogli już zrobić71.

Po południu Kreml wydał trzeci komunikat o stanie zdrowia Stalina. Wieści były uspokajające. Elektrokardiogram wykazał co prawda świeże zmiany patologiczne w tylnej ścianie serca i „problemy z krążeniem krwi w arteriach wieńcowych”, jednak ciśnienie krwi wyraźnie spadło72.

W sytuacji gdy cały kraj – i świat – niepokoił się stanem zdrowia Stalina, Beria i Malenkow zwołali na wieczór nadzwyczajne posiedzenie władz partyjnych i państwowych. Wśród zebranych w kremlowskiej sali Swierdłowskiej trzystu członków Komitetu Centralnego, Rady Ministrów i Rady Najwyższej był Konstantin Simonow. Jak pisał,

te parę setek ludzi znało się z pracy, rozpoznawało swoje twarze, pamiętało się z wielu zebrań. I te parę setek ludzi siedziało w kompletnej ciszy, czekając, aż zacznie się zebranie. Siedzieli obok siebie, ramię w ramię, spoglądali na siebie, ale nikt do nikogo się nie odzywał. Nikt nikogo o nic nie pytał. Wydawało mi się, że nikt nie czuł nawet potrzeby rozmowy. Od początku na sali panowała taka cisza, że sam, gdybym nie siedział czterdzieści minut w tej ciszy, nie uwierzyłbym, że trzystu ludzi, siedzących tak blisko siebie, może zachować takie milczenie.

Wszyscy myśleli, że Stalin jest w pobliżu, korytarz czy dwa dalej, pod opieką lekarzy. Wrażenie jego bliskiej obecności wzmacniało powagę chwili. Gdy za stołem prezydialnym zasiadł jakiś tuzin przywódców, były wśród nich dwie mało znane postacie, związane z planowaniem gospodarczym: Maksim Saburow i Michaił Pierwuchin – włączeni przez Stalina przed kilkoma miesiącami do nowo utworzonego Biura Prezydialnego. Tymczasem Mołotow i Mikojan, odsunięci przez Stalina, siedzieli z boku. Póki Stalin jeszcze oddychał, nowe kierownictwo demonstrowało wierność jego woli.

Zagaił Malenkow, wyjaśniając, że Stalin walczy o życie i jeśli nawet uniknie śmierci, to przez dłuższy czas nie będzie zdolny do pracy. W takiej chwili sytuacja międzynarodowa wymaga, by kraj miał stabilne kierownictwo. Następnie Malenkow poprosił o zabranie głosu Berię. Ten wszedł na mównicę i zaproponował, by uznać Malenkowa za przewodniczącego Rady Ministrów. Decyzja zapadła szybko przez aklamację. Wracając na swoje miejsce, Beria i Malenkow musieli się minąć w wąskim przejściu między fotelami twarzą w twarz, wciągając brzuchy. Simonow nie dostrzegł wówczas komicznego aspektu tej sceny. We wspomnieniach napisał: „I do tej pory nie uśmiecham się na myśl o tym”. Później Malenkow wyjaśniał przeprowadzone zmiany, słusznie zakładając, że nie będzie żadnych pytań ani dyskusji. Stalin został usunięty z przywództwa rządu i partii. Zebranie zakończyło się bez żadnego komunikatu o stanie jego zdrowia. Najważniejsze decyzje już zapadły. Jak wspomina Simonow, „panowało poczucie, że tu, na posiedzeniu Prezydium, ludzie zostali uwolnieni od czegoś, co im bardzo ciążyło”73.

Tymczasem córka Stalina obserwowała, jak z jej ojca uchodzi życie.

„W ciągu ostatnich dwunastu godzin było już wiadomo, że niedobór tlenu się zwiększa – pisała. – Twarz ściemniała i zmieniła się, rysy twarzy stały się nie do poznania, usta sczerniały. Ostatnią godzinę lub dwie ten człowiek się po prostu dusił. Agonia była straszna. Dusił się na naszych oczach. W pewnym momencie – nie wiem, czy tak było naprawdę, czy tylko mi się wydawało – prawdopodobnie już w ostatniej minucie, otworzył nagle oczy i powiódł wzrokiem po wszystkich. To było okropne spojrzenie – ni to bezmyślne, ni to gniewne, pełne trwogi przed śmiercią i przed nieznanymi lekarzami pochylającymi się nad nim. Spojrzenie to prześliznęło się po obecnych przez jakiś ułamek sekundy. I nagle – to było niezrozumiałe i straszne, do dziś tego nie pojmuję i nie mogę o tym zapomnieć – nagle podniósł lewą rękę (tę, którą mógł ruszać) i ni to wskazał nią na górę, ni to pogroził nam wszystkim… W następnej chwili jego dusza, zrobiwszy ostatni wysiłek, wyrwała się z ciała”74.

Śmierć nastąpiła o 21.50.

Chruszczow i inni też tam byli. Zaraz po zgonie Stalina „pojawił się skądś potężnie zbudowany mężczyzna i zaczął stosować sztuczne oddychanie – pisał Chruszczow – masując go, by przywrócić oddech”. Chruszczow był przerażony i zrobiło mu się żal Stalina. Powiedział, że to nie ma już sensu, ale lekarze musieli się wykazać, że robią absolutnie wszystko, by utrzymać Stalina przy życiu. Słowa Chruszczowa ułatwiły im zaprzestanie tych desperackich prób75. „Kiedy tylko stwierdziliśmy, że oddech i puls się zatrzymały, a serce już nie bije – pisał później Miasnikow – zapadła w tym dużym pokoju, pełnym przywódców państwowych i partyjnych, wśród których byli też córka Stalina Swietłana i jego syn Wasilij, zupełna cisza. Wszyscy stali w milczeniu i bez ruchu przez jakieś pół godziny, a może nawet dłużej. (...) Wielki dyktator, jeszcze tak niedawno wszechmocny, zmienił się w żałosne zwłoki, które rano patolodzy potną na kawałki”76.

Beria natychmiast przystąpił do działania. Ruszył do drzwi i wezwał ludzi do pomocy. Do pokoju, „w którym wszyscy w milczeniu skupili się wokół łoża śmierci, wdarł się jego donośny, uroczysty głos” – wspominała Swietłana77. Jego okrzyk: „Chrustaliow, samochód!” wszedł do rosyjskiego folkloru. „Beria aż promieniał – wspominał potem Chruszczow. – Wyraźnie odżył i odmłodniał. Jakby urządzał parapetówkę nad ciałem Stalina, póki nie złożono go jeszcze do trumny. Beria był pewien, że nadszedł wreszcie jego czas, tak długo wyczekiwany. Nie było na ziemi siły, która mogłaby go powstrzymać. (...) Widać było na jego twarzy to triumfalne uniesienie, gdy wzywał samochód i odjeżdżał do miasta”. Beria był „rzeźnikiem i mordercą”, ale Chruszczow musiał cierpliwie czekać, nim wystąpił przeciw niemu78.

Swietłana została w pokoju. Patrzyła, jak ochroniarze i personel daczy wchodzą, by po raz ostatni oddać szacunek zmarłemu. „Wielu z nich płakało”. Gospodyni Walentyna Istomina, która pracowała dla Stalina osiemnaście lat, „padła na kolana, głowę położyła na piersi zmarłego i wiejskim zwyczajem głośno zapłakała... Długo nie mogła się opanować, ale nikt jej nie przeszkadzał”79. Dopiero przed świtem w piątek 6 marca zabrano ciało do autopsji. Gdy wynoszono zwłoki, Bułganin towarzyszył Swietłanie. Oboje płakali. Władze czekały sześć godzin i dziesięć minut z opuszczeniem flagi na Kremlu i wydaniem oświadczenia, że Stalin zszedł z tego świata. Gdy Swietłana i służba domowa wciąż siedzieli w milczeniu na daczy, usłyszeli smutne wieści przez radio. Teraz już oficjalnie Stalin był martwy.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

WSTĘP

ROZDZIAŁ 1. Śmierć Stalina

ROZDZIAŁ 2. Nowa czystka

ROZDZIAŁ 3. Paranoja Stalina i Żydzi

ROZDZIAŁ 4. Kreml idzie naprzód

ROZDZIAŁ 5. Niespodzianka reform

ROZDZIAŁ 6. Szansa na pokój?

ROZDZIAŁ 7. Koniec początku

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

WYBRANA BIBLIOGRAFIA

ILUSTRACJE

2 Oświadczenie rządowe i biuletyn medyczny w: „New York Times”, nr 4, marzec 1953, s. 3.

3 Konstantin Simonow, Głazami czełowieka mojego pokolienija, Moskwa, Nowosti 1988, s. 254–55.

4 Ilja Erenburg, Liudi, gody, żizń, t. 3, Moskwa, Sowietskij Pisatiel 1990, s. 229.

5 Ambasador USA George Kennan, który przybył do Moskwy w maju, był również świadomy tych pogłosek. „Są świadectwa, że popiera badania nad przedłużeniem ludzkiego życia, i sądzę, że przedkłada to nad wszystko inne”. Materiały G. Kennana, MC076 Box 233, teczka 1, dziennik z 1953, 13. Seeley G. Mudd Manuscript Library, Princeton University.

6 Te gazetowe doniesienia omawiane są w: Yoram Gorlitzky, Oleg Khlevniuk, Cold Peace: Stalin and Soviet Ruling Circle, 1945–1953, Oksford, Oxford University Press 2004, s. 177.

7 Ibid., s. 177, przyp. 8.

8 Cyt. ibid., s. 54.

9 „Niezawisimaja Gazieta”, 4 marca 1993, s. 5.

10 Zob. Sheila Fitzpatrick, On Stalin’s team: The Years of Living Dangerously in Soviet Polities, Princeton, Princeton University Press 2015, s. 197.

11 Ambasada USA w Warszawie do sekretarza stanu, 9 I 1952 (jeśli nie podano inaczej, materiały Departamentu Stanu są dostępne w mikrofilmach University Publications of America, Inc. pod tytułem Confidential US State Department Central Files: The Soviet Union, Internal Affaires 1950–1954 and Foreign Affaires 1950–1954).

12 Ambasada USA w Ankarze do sekretarza stanu, 1 II 1952.

13 Ambasada USA w Moskwie do sekretarza stanu, 1 II 1952.

14 Harrison E. Salibury, Moscow Journal: The End of Stalin, Chicago, Chicago University Press 1962, s. 244–45.

15 Foreign Relations of United States 1952–1954, zebranie Narodowej Rady Bezpieczeństwa, 25 III 1953, t. VIII: Eastern Europe; Soviet Union, Eastern Mediterreanean, Waszyngton, US Government Printing Office 1984, s. 963.

16 Salisbury, Moscow Journal, s. 245.

17 Ambasada USA w Moskwie do sekretarza stanu, 20 VI 1952, w: FRUS, VIII, s. 1014–15.

18 George Kennan, Memoires, t. II, Boston, Little Brown 1972, s. 132.

19 Ambasada USA w Moskwie do sekretarza stanu, 25 VIII 1952, w: FRUS, VIII, s. 1014–15.

20 Swietłana Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, przeł. Wanda Radolińska, Halina Lewandowska, Ewa Fietkiewicz, Warszawa, Came Publishing 1996, s. 155.

21 Salisbury, Moscow Journal, s. 324.

22 Kitchlew był, tak jak Mahatma Gandhi, przywódcą indyjskiego ruchu niepodległościowego. Był muzułmaninem, ale sprzeciwiał się podziałowi Indii na dwa oddzielne państwa: muzułmańskie i hinduskie. Zbliżył się do indyjskiej partii komunistycznej i został przywódcą zarówno indyjskiej, jak i sponsorowanej przez ZSRR Światowej Rady Pokoju, dzięki czemu otrzymał Stalinowską Nagrodę Pokojową. Kreml cenił jego przyjaźń; 10 marca „Prawda” opublikowała fotografię Kitchlewa w Sali Kolumnowej, jak oddawał cześć Stalinowi – co było zaszczytem zarezerwowanym dla przywódców komunistycznych.

23 Salisbury, Moscow Journal, s. 327.

24 Gdy 4 marca podano do wiadomości informację o chorobie Stalina, amerykański chargé d’affaires Jacob Beam przypomniał sobie spotkanie Stalina z Menonem i Kitchlewem zaledwie sprzed kilku tygodni. Ponieważ obaj twierdzili, że Stalin wyglądał dobrze, Beam podzielił się z Departamentem Stanu swą opinią, że udar był „nieoczekiwany”. Potem pozwolił sobie na spekulacje, że „ambasada nie uważa, by było możliwe, że jakiś sobowtór Stalina – jeśli wierzyć plotkom, że tacy faktycznie istnieją – zajmie jego miejsce, co pozwoliłoby przez dłuższy czas ukryć śmierć [dyktatora]”. Zob. FRUS, VIII, s. 1084.

25 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 157.

26 Nikita Khrushchew, Khrushchew Remembers, Boston, Little Brown 1970, s. 299.

27 Ibid., s. 316. Te późne kolacje nie zawsze się udawały. Chruszczow we wspomnieniach pisze o nich, że „bywały nie do zniesienia” Dysydencki pisarz i polityk jugosłowiański Milovan Dżilas uczestniczył w tych spotkaniach podczas wojny i po niej jako przedstawiciel reżimu Tity i widział na własne oczy, jak były trudne dla towarzyszy Stalina: „Przypominało to raczej patriarchalną rodzinę, której głowa zawsze strofowała swoje potomstwo”; zob. Milovan Djilas, Converations with Stalin, Harmondsworth, Penguin 1969, s. 64.

28 A.T. Rybin, Riadom s I.W. Stalinym, „Socjołogiczeskie issledowanija”, maj–czerwiec 1988, s. 84–94.

29 Nadieżda Mandelsztam, Nadzieja w beznadziei, s. 292, przeł. Andrzej Drawicz, Warszawa, „Wiedza i Życie” 1997.

30 Khrushchev, Khrushchev Remembers, s. 319.

31 Ibid., s. 317.

32 „Niezawisimaja Gazieta”, 4 III 1993, s. 5.

33 Aleksandr Miasnikow, Ja liecził Stalina, Moskwa, Eksmo 2011 s. 295. Miasnikow był w grupie lekarzy współtworzących pismo „Kliniczeskaja miedicina”. Nie był aresztowany w związku ze „spiskiem lekarzy”.

34 Yakov Rapoport, The Doctor’s Plot of 1953, Cambridge, Harvard University Press 1991, s. 151–52.

35 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 9.

36 Khrushchev, Khrushchew Remembers, s. 318.

37 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 9. Gdy Beria został już aresztowany, a potem stracony, Chruszczow miał wszelkie powody, by niszczyć jego reputację. Swietłana Alliłujewa również miała swoje powody, by potępiać Berię, ale nie ma większych powodów, by uważać, że na jej relacji z tamtych wydarzeń w Kuncewie zaważyły poważniej te względy. Wspomnienia Chruszczowa nie ukazały się wcześniej od jej własnej książki.

38 Ibid., s. 212.

39 Ibid., s. 214.

40 Eddy Gilmore, Me and My Russian Wife, Nowy Jork, Doubleday 1954, s. 290.

41 „New York Times”, 4 marca 1953, s. 1.

42 Salisbury, Moscow Journal, s. 336.

43 Sherman Adams, Firsthand Report: The Story of the Eisenhower Administration, Nowy Jork, Harper and Brothers 1961, s. 96.

44 Adams, Firsthand Report, s. 96.

45 Memorandum z dyskusji na 135. zebraniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Waszyngton, 4 marca 1963, w: FRUS, VIII, s. 1091–93.

46 „New York Times”, 5 marca 1953, s. 10.

47 Dwight David Eisenhower, Mandate for Change 1953–1956: The White House Years, A Personal Account, Nowy Jork, Doubleday 1963, s. 143.

48 „New York Times”, 5 marca 1953, s. 11. Według Eisenhowera Dulles sprzeciwiał się wydaniu tego oświadczenia, sądząc, że „mogłoby być odczytane jako apel do pogrążonego w żałobie narodu rosyjskiego, by powstał przeciw swym władcom”; zob. Eisenhower, Mandate for Change, s. 144.

49 Kumara Padmanabha Sivasankara Menon, The Flying Troika, XIII, Londyn, Oxford Univeristy Press 1963, s. 36.

50 „Newsweek”, 16 marca 1953, s. 23.

51 Ambasada USA w Brukseli do sekretarza stanu, 4 marca 1953.

52 Ambasada USA w Bonn do sekretarza stanu, 4 marca 1953.

53 Sekretarz stanu Dulles do ambasady USA w Moskwie, 4 marca 1953.

54 Konsulat USA w Monachium do sekretarza stanu, 5 marca 1953.

55 „New York Times”, 6 marca 1953, s. 1.

56 Senator Styles Bridges z New Hampshire twierdził, że „wycofanie Bohlena zostało uzgodnione przez «topowych» doradców Eisenhowera, «Mieliśmy wybory i polityka Achesona-Trumana została odrzucona»”. Ale Robert Taft z Ohio załagodził ten spór. Nie sądził, by placówka w Moskwie była warta walki między republikańskimi senatorami i nową republikańską administracją. „Nasz ambasador w Rosji nie może nic zrobić. Jest w zamknięciu. Jedyne, co może, to obserwować i raportować. Nie będzie miał rzeczywistego wpływu politycznego”. Zob. „Time”, 23 marca 1953, s. 26.

57 W swoich wspomnieniach Multiple Exposure Beam pisze: „Przez faktyczne wyrzucenie Kennana – któremu zabroniono powrotu do Moskwy – Sowieci musieli odwołać swojego ambasadora z Waszyngtonu i zawiesić aktywność dyplomatyczną. (…) Ja dostałem instrukcje, by obserwować, raportować i nade wszystko unikać incydentów”. Jacob Beam, Multiple Exposure, Nowy Jork, Norton 1978, s. 29.

58 Ambasada USA w Moskwie do sekretarza stanu, 5 marca, 1953.

59 Sekretarz stanu Dulles do „pewnych amerykańskich urzędników dyplomatycznych” w ambasadach USA w Moskwie, Pradze, Warszawie, Budapeszcie i Bukareszcie, 4 marca 1953.

60 Przedstawicielstwo dyplomatyczne USA w Berlinie do sekretarza stanu, 5 marca 1953.

61 Ambasada USA w Belgradzie do Departamentu Stanu, 5 marca 1953.

62 „New York Times”, 23 marca 1953, s. 10.

63 „Time”, 23 marca 1953, s. 62.

64 „New York Times”, 6 marca 1953, s. 1.

65 „New Yorker”, The Wayward Press: Death on One Hand, 28 marca 1953, s. 105.

66 „New York Times”, 6 marca 1953, s. 12. Eisenhower wizytował obóz koncentracyjny Ohrdruf 12 kwietnia 1945 roku w towarzystwie gen. Pattona i gen. Bradleya. Ten położony w pobliżu Weimaru obóz był pierwszym wyzwolonym przez siły amerykańskie, 4 kwietnia.

67 „New York Times”, 6 marca 1953, s. 12.

68 Cytowane w: Steven A. Barnes, Death and Redemption: The Gulag and the Shaping of Soviet Society, Princeton, Princeton University Press 2011, s. 201.

69 Gilmore, Me and My Russian Wife, s. 286–87.

70 Miasnikow, Ja liecził Stalina, s. 299.

71 „Niezawisimaja Gazieta”, 4 marca 1993, s. 5.

72 „New York Times”, 6 marca 1953, s. 14.

73 Simonow, Głazami czełowieka, s. 257–59.

74 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 11.

75 Khrushchev, Khrushchev Remembers, 1970, s. 320.

76 Miasnikow, Ja liecził Stalina, s. 300.

77 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 9.

78 Khrushchev, Khrushchev Remembers, 1970, s. 322, s. 324.

79 Alliłujewa, Dwadzieścia listów do przyjaciela, s. 13. W ciągu paru dni Beria zarządził, by daczę zamknąć. Zabrał wszystkie meble i rzeczy osobiste Stalina, a personel zwolnił. Dwóch strażników popełniło samobójstwo.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ostatnie dni Stalina 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Czapkins Becoming Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi