Historia brody

Historia brody

Autorzy: Christopher Oldstone-Moore

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 496

Cena książki papierowej: 44.90 zł

cena od: 29.99 zł

Po blisko stu latach nieobecności obserwujemy tryumfalny powrót brody. Spada sprzedaż maszynek do golenia, otwierają się dawno zapomniane barber shopy, a troska o piękną brodę to podstawowy obowiązek naprawdę stylowego mężczyzny.

Wodzowie, wojownicy, rewolucjoniści i hipsterzy – zarost zawsze jest deklaracją tego, kim mężczyźni są i co pragną osiągnąć.

Christopher Oldstone-Moore barwnie przedstawia niezwykłą historię zarostu. To fascynująca opowieść o odwiecznym konflikcie brody i brzytwy w walce o męskie oblicze. Bo zarost lub jego brak to coś więcej niż tylko poranny zabieg przed lustrem – to sygnał, jaki wzorzec męskości wybieramy. Zarost pozwala mężczyźnie zaznaczyć swoją pozycję, wyrazić osobowość i daje poczucie wolności.

 

Od najdawniejszych czasów poprzez Chrystusa, księcia Alberta, Che Guevarę i Johna Lennona do Davida Beckhama – przed wami zaskakujące dzieje brody!

 

Książkę tę – z miłością, której słowa nie są w stanie wyrazić – dedykuję Jennifer oraz Caroline, Aileen i Marilee

Wzorzec męskości w zarysie

W dzisiejszym świecie obserwujemy stale rosnący trend: brody. Jak na początku 2014 roku odnotował światowy gigant kosmetyczny Procter & Gamble, ten gwałtowny skok popularności męskiego zarostu spowodował widoczny spadek zapotrzebowania na maszynki Gillette i inne przybory do golenia. Pewien uczony na łamach czasopisma „Atlantic” ogłosił rok 2013 „przełomowym rokiem w dziejach męskiego zarostu”1. Bohaterowie reality show Dynastia kaczorów – obdarzeni brodami starotestamentowych proroków i manierami skończonych buraków – oraz brodaci baseballiści drużyny Boston Red Sox szturmem wtargnęli na czołówki gazet i portali internetowych, ponadto w mediach głośno było również o atakach grupy amiszów obcinających brody swym współwyznawcom, o zamieszaniu wokół zarostu prezentera BBC Adriana Chilesa, o kampanii służących w armii Stanów Zjednoczonych sikhów domagających się zniesienia zakazu noszenia brody, o renesansie wąsów w Turcji i we Francji, a także o zwiększonym zainteresowaniu akcją „Movember” (Mustache November), która propaguje badania profilaktyczne pomagające wykrywać raka jąder i prostaty.

Czy to już świt nowej ery, czy też tylko chwilowa anomalia? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne: zmiany w męskim zaroście nigdy nie były tylko kwestią mody. Brodzie i wąsom przypisywana jest tak duża moc manifestowania osobistych oraz politycznych poglądów, że nawet w Ameryce, w „krainie wolności”, podlegają one administracyjnej i korporacyjnej kontroli. Amerykanie nie mogą tak naprawdę zapuszczać brody i wąsów wedle własnego uznania, co potwierdził zresztą wyrok Sądu Najwyższego z 1976 roku w sprawie Kelley kontra Johnson, który utrzymał w mocy prawo pracodawcy do narzucania swoim pracownikom wymagań dotyczących wyglądu. Takie pogwałcenie osobistej wolności stanowi wyraźną wskazówkę, że w kwestii zarostu chodzi o coś znacznie poważniejszego niż tylko samą modę. Prawdę mówiąc, w historii męskiego zarostu trudno zauważyć jakieś cykle modowe, zamiast tego wyłaniają się z niej powolniejsze, sejsmiczne zmiany wywołane przez głębsze czynniki społeczne, które wciąż na nowo kształtują rozmaite ideały męskości. Za każdym razem gdy redefinicji ulega rozumienie męskości, razem z nim zmienia się również styl męskiego zarostu. Historia mężczyzn jest zatem dosłownie wypisana na ich twarzach.

Judith Butler, jedna z najważniejszych badaczek zajmujących się gender studies, przekonuje, że nasze słowa, działania oraz ciała nie są po prostu wyrazem nas samych, ale sposobem, w jaki kształtujemy siebie jako kobiety i mężczyźni. Innymi słowy, tożsamość każdego z nas jest kształtowana i wciąż przetwarzana przez to, co robimy i mówimy2. W tym sensie ścinanie czy też formowanie zarostu zawsze stanowiło ważny zabieg nie tylko podkreślający własną męskość, ale także decydujący o samym byciu mężczyzną. Społeczeństwo narzuca powszechnie obowiązujące formy męskiej osobowości na przykład poprzez regulację owłosienia twarzy. Tym samym dotarliśmy do pierwszej zasady obowiązującej w dziejach zarostu: twarz to wskaźnik zmian zachodzących we wzorcach męskości. Religie, narody oraz rozmaite ruchy formułują konkretne normy i wartości dotyczące zarówno owłosienia, jak i innych symboli, aby obwieścić wszem wobec swe ideały. Kiedy wybuchają spory dotyczące sprzecznych modeli męskości, o przynależności do poszczególnych obozów może decydować chociażby właśnie różny sposób obchodzenia się z owłosieniem twarzy.

Przekonanie, że wygląd zarostu to kwestia indywidualnego wyboru, wciąż cieszy się dużą popularnością, pomimo rozlicznych dowodów, że jest dokładnie na odwrót. Na przykład noszenie brody we współczesnej Ameryce może skazać cię na wyrzucenie z wojska, zwolnienie z pracy, dyskwalifikację w walce bokserskiej, wyeliminowanie z rywalizacji w wyborach, a nawet przypięcie łatki terrorysty. Co prowadzi nas do drugiej zasady obowiązującej w historii zarostu: męski zarost to kwestia polityczna. Jako że idee męskości są mocno związane z polityczną i społeczną władzą, każdy symbol męskości jest obarczony politycznym i moralnym znaczeniem. To tłumaczy, dlaczego męski zarost posiada moc wywoływania oburzenia i dlaczego podlega on tak dużej kontroli społecznej.

Według kolejnego błędnego przekonania golenie się – lub niegolenie się – to kwestia wygody, a rozwój technologii wspomagającej golenie wyjaśnia dominację gładkich podbródków w minionym stuleciu. Prawda jest jednak zupełnie inna. Czynność golenia się jest tak stara jak sama cywilizacja, brak zaś nowoczesnych udogodnień nigdy nie powstrzymywał ludzi przed korzystaniem z symbolicznej władzy, jaką daje usunięcie owłosienia z twarzy. W ten sposób dotarliśmy do trzeciej zasady historii męskiego zarostu: język męskiego zarostu jest zbudowany na opozycji pomiędzy ogolonym a nieogolonym. Przy użyciu tego podstawowego rozróżnienia oraz jego licznych wariacji zachodnie społeczeństwa skonstruowały cały wizualny słownik dotyczący osobowości oraz przynależności społecznej.

Historia nakazuje nam ostrożność w ogłaszaniu obecnego trendu na zapuszczanie bród jako początku nowej ery. Pomijając kilku sławnych sportowców i co bardziej ekstrawaganckich hollywoodzkich gwiazdorów, gładko ogolona twarz w dużej mierze nadal wyznacza normę. A popularność klubów brodaczy tylko to potwierdza. Rozkwitają one na gruncie twierdzenia, że zapuszczenie brody czy wąsów to dość ryzykowna przygoda. Prawdę mówiąc, znaczące zmiany w regułach dotyczących zarostu występują dość rzadko w dziejach, a gdy już do nich dochodzi, stanowią one oznakę istotnych historycznych przemian. W związku z tym powinniśmy mieć w pamięci czwartą zasadę historii męskiego zarostu: zrozumienie czynników kształtujących wygląd męskiej twarzy wymaga spojrzenia z dłuższej perspektywy. Historycy, którzy skupiają się na jednym miejscu i czasie, mogą nie dostrzec szerszego obrazu wyłaniającego się z długiego łańcucha stuleci. Historia zarostu przypomina mozaikę: im dalej się stoi, tym obraz staje się ostrzejszy i bardziej wyrazisty.

Wszystkie te aspekty są doskonale widoczne na przykładzie Aleksandra Wielkiego, który nie tylko zmienił bieg historii zachodniej cywilizacji, ale również oblicze męskiej godności. Podbijając Egipt i Persję, Aleksander uczynił z siebie oraz ze swych greckich żołnierzy władców całego znanego wówczas świata. Jednak wybrał dla siebie wygląd – wszystkie portrety, posągi oraz wizerunki na monetach przedstawiają go jako gładko ogolonego młodzieńca – który w greckiej tradycji był powszechnie wyśmiewany jako niemęski. Czemu więc tak postąpił? I co więcej, dlaczego szanowani Grecy i Rzymianie z entuzjazmem naśladowali go przez kolejne czterysta lat? Otóż uważał się on za półboga i tak też chciał wyglądać. Ponieważ współcześni mu artyści przedstawiali takich mitycznych herosów jak Achilles czy Herakles jako wiecznie młodych i pozbawionych brody, Aleksander golił się i do tego samego zachęcał swoich zwolenników. Potrafił być bardzo przekonujący. Mężczyźni należący w czasach antycznych do elity – lub też mężczyźni z niższych warstw społecznych aspirujący do wyższych sfer – przejmowali więc styl Aleksandra, pragnąc zasugerować, że w nich samych też tkwi pierwiastek heroizmu. To nie była żadna fanaberia ani chwilowa moda, lecz potężny symboliczny akt. Dopiero po wielu pomyślnych dla starożytnych golibrodów stuleciach pojawiła się alternatywna filozofia męskiej czci, przełamując w końcu panowanie gładkolicego ideału.

Każdy rozdział tej książki opisuje osobną epokę w dziejach męskiego zarostu, począwszy od pojawienia się wielkich miast Mezopotamii i Egiptu, a skończywszy na gładkich, metroseksualnych mężczyznach z naszych czasów. W ciągu dwudziestu trzech wieków, jakie upłynęły od precedensowego gestu Aleksandra, ogolona twarz stała się powszechnie obowiązującą normą, której panowanie przerywały jednak cztery wielkie ruchy brodatych. Pierwszy, zainicjonowany przez cesarza rzymskiego Hadriana, utrzymywał się przez mniej więcej sto lat. W drugim, przypadającym na dojrzałe średniowiecze, królowie, szlachetnie urodzeni i rycerze, chełpili się nie tylko wspaniałymi zdrojami, ale również bujnymi brodami. Ten ruch był jednak niepełny, golenie praktykowali bowiem duchowni, zwłaszcza od XII wieku, kiedy wręcz wymagało tego od nich prawo kanoniczne. Stanowiło to część dążeń Kościoła do zdefiniowania własnej odmiany męskości, która wiązała się ze specjalnymi roszczeniami do sprawowania duchowej i politycznej władzy. Ten dualizm w stosunku do zarostu rozwiał się pod koniec XIV wieku, kiedy to świeccy przyjęli od kleru pozbawiony zarostu styl. Renesans wywołał trzeci wielki ruch na rzecz zarostu inspirowany w dużej mierze sprzeciwem wobec średniowieczno-kościelnych wartości i obyczajów. Czwarty i ostatni wysyp bród trwał stosunkowo krótko i obejmował zaledwie drugą połowę XIX stulecia. W tej dość rozgadanej i znacznie bardziej samoświadomej epoce mężczyźni nie kryli się ze swoimi ambicjami wykreowania nowego modelu męskości dla nowoczesnego świata.

Aby zbadać obecnie występujące trendy, należy spojrzeć na nie w rozleglejszej perspektywie i wziąć pod uwagę czynniki społeczne wpływające na stosunek mężczyzn do własnego wyglądu. Jeśli rozejrzymy się po salach konferencyjnych wielkich korporacji, izbach parlamentarnych czy kantynach wojskowych, raczej trudno będzie dostrzec jakiekolwiek zalążki ruchu brodaczy. Ale jeśli zarost stanie się mile widziany lub też nawet akceptowalny w przypadku żołnierzy, menedżerów i ustawodawców, wówczas możemy być pewni, że rozpoczął się nowy rozdział w historii męskości.

Ograniczenia przestrzenne i źródłowe sprawiły, że ten zarys historii męskiego zarostu skupia się głównie na należących do elit mężczyznach z zachodniej Europy oraz Ameryki Północnej, którzy dysponowali czasem i środkami pozwalającymi im kształtować własny wygląd w taki sposób, jaki uważali za właściwy, i których decyzje narzucały normy reszcie społeczeństwa. Mężczyźni znajdujący się poza obrębem tych ośrodków władzy nie mogli zignorować wyglądu ustanowionego przez elity, lecz byli zmuszeni albo dopasować się do niego najlepiej, jak potrafili, albo bezczelnie go kontestować. Pomimo to napisanie historii męskiego zarostu w innych regionach świata, a także pośród mniejszości i innych niebędących elitami grup pozostaje ważnym zadaniem dla przyszłych badaczy.

Nasza podróż w czasie rozpoczyna się w prehistorii, w odległej ewolucyjnej przeszłości. Niektórzy twierdzą, że selekcja naturalna determinowała i nadal determinuje znaczenie zarostu. Kierując się tym przekonaniem, liczni biologowie naturalni i psycholodzy podjęli heroiczną próbę rozwikłania tej przyrodniczej zagadki, jaką stanowi ludzka broda.

* * *

1 S. Trainor, The Racially Fraught History of the American Beard, „The Atlantic”, 20 stycznia 2014, on-line: http://www.theatlantic.com/national/archive/2014/01/the-racially-fraught-history-of-the-american-beard/283180/ (dostęp: 8 kwietnia 2017).

2 J. Butler, Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości, tłum. K. Krasuska, Warszawa 2008, s. 50–62.

Cywilizacja znajduje się w stanie wojny z naturą. To prawda, przynajmniej w odniesieniu do owłosienia twarzy. W ferworze tej toczonej od stuleci walki, na którą każdego roku wydaje się miliardy dolarów, niewiele osób zadało sobie trud, by zastanowić się nad tym, od czego ta wojna w ogóle się rozpoczęła. Dlaczego natura obdarzyła mężczyzn – a także część kobiet – brodami? Jak to się stało, że skończyli oni z pasmem owłosienia na policzkach i podbródkach, które zgodnie z wymogami społecznymi muszą każdego dnia z siebie zeskrobywać? Jeśli dążymy do tego, by odkryć prawdziwe znaczenie brody, najlepiej zacząć od najbardziej elementarnych pytań. A to wymaga zajrzenia w głąb spowitej mgłą ewolucyjnej przeszłości.

Kusząca wydaje się koncepcja, że brody stanowią pozostałość po naszych znacznie bardziej owłosionych przodkach i że z jakiegoś powodu ta cecha przetrwała, gdy człowiek przekształcił się w nagą małpę. Jednak bonobo, nasi najbliżsi krewni w królestwie zwierząt, nie mają owłosienia wokół ust, czyli dokładnie tam, gdzie u ludzi rosną brody. Wygląda na to, że ludzie niejako dodali włosy do swojej twarzy, podczas gdy utracili je w większości innych miejsc. Nawet jeśli nasi małpi przodkowie nosiliby owłosione twarze, wciąż pozostawałoby pytanie: dlaczego kobiety straciły zarost, a u mężczyzn się on zachował? Tak się bowiem składa, że zarośnięty podbródek i owłosiona górna warga występują w zasadzie jedynie u dorosłych ludzkich samców.

1.1. Samiec bonobo

The University of Chicago Press

Broda wyróżnia się również jako ostatnia cecha płciowa, która wykształciła się w rozwoju mężczyzny, oczywiście poza łysiną. Biolodzy ustalili, że zarówno porost brody, jak i łysienie są stymulowane przez androgeny, na przykład testosteron, i że tempo wzrostu zmienia się w zależności od naturalnie występujących cyklów wydzielania hormonów. Pewien naukowiec napisał w 1970 roku w czasopiśmie „Nature”, że zaobserwował u siebie zwiększone tempo przyrostu brody (ważąc ścinki ze swojej maszynki do golenia) w dniach poprzedzających wizyty u mieszkającej daleko od niego kochanki1. Doszedł do wniosku, że poziom jego androgenów gwałtownie podskoczył ze względu na spodziewaną aktywność seksualną i tym samym spowodował szybsze rośnięcie brody. Późniejsze badania dowiodły, że produkcja androgenu występuje w cyklu pięcio- lub sześciodniowym, jak również dziennym, zaś tempo wzrostu owłosienia twarzy odzwierciedla wahania między tymi cyklami. Jak zauważył w 1986 roku pewien kalifornijski naukowiec, zarówno choroba, jak i jetlag miały wpływ na stopień przyrostu jego brody, zaburzając najwyraźniej rytmy hormonalne2. Ostatnio biolodzy zdołali nanieść na mapę ludzkiego ciała trasy biegnące pomiędzy komórkami wydzielającymi androgeny a mieszkami włosowymi na twarzy i skórze głowy. Nie ulega wątpliwości, że męskie hormony wchodzą w skład mechanizmu odpowiadającego za porost brody i utratę włosów, jednak to nie wyjaśnia, dlaczego androgeny rozwinęły w sobie akurat tę funkcję.

Ewolucja brody

Badacze zajmujący się ewolucją, poczynając od samego Karola Darwina, zastanawiali się nad pochodzeniem ludzkiej brody. W dziele O pochodzeniu człowieka z 1871 roku Darwin opisuje proces doboru płciowego, który działając wspólnie z procesem doboru naturalnego, wyznacza kierunek ludzkiego rozwoju. Dobór naturalny przekształca gatunek, faworyzując osobniki posiadające takie cechy, które zwiększają ich szanse na przetrwanie i prokreację. Jeśli jednak chodzi o rozmnażanie, występuje jeszcze jeden poziom selekcji, kiedy to poszczególne osobniki w obrębie tego samego gatunku rywalizują ze sobą o względy partnerek seksualnych. Darwin uważał, że na użytek tej rywalizacji zwierzęta wytworzyły wiele drugorzędnych cech płciowych, które pełniły funkcję albo broni – na przykład rogi czy kły – mającej im pomóc w pokonaniu seksualnych konkurentów, albo ozdób przyciągających potencjalne partnerki, jak na przykład barwna sierść i upierzenie. Osobnicy obdarzeni bardziej atrakcyjnymi ozdobami albo potężniejszą bronią ze znacznie większym powodzeniem rozmnażali się i rozprzestrzeniali w obrębie gatunku wyróżniające ich cechy. Darwin zakwalifikował ludzką brodę do kategorii ozdób i przyjął, że ma ona moc przyciągania kobiet3. Zgodnie z tą teorią brodaci mężczyźni mieli przez tysiąclecia większe powodzenie w dziedzinie prokreacji niż ich gładkolicy rywale, a ludzka broda ewoluowała aż do obecnej postaci. Krótko mówiąc, mężczyźni noszą teraz brody, ponieważ brody podobały się naszym prehistorycznym przodkiniom.

Darwin dostrzegł jednak w tej koncepcji pewien problem. Współcześni mu antropologowie zwrócili uwagę, że ludzka populacja bardzo różni się pod względem obfitości męskiego zarostu. Uważano na przykład, iż północnoamerykańscy Indianie są praktycznie niezdolni do zapuszczenia brody. Darwin postawił więc tezę, że niektóre pradawne kobiety w niektórych częściach świata po prostu nie przepadały za brodami i z powodu tej awersji nieustannie wybierały mężczyzn pozbawionych zarostu. To znaczy, że broda funkcjonowała jako ozdoba tylko wśród tych ludów, które faktycznie uważały ją za coś atrakcyjnego. Aby rozwiązać tę zagadkę, Darwin przywołał na pomoc inny proces ewolucyjny: dziedziczenie cech nabytych. O tym, że gatunki zmieniają się z czasem, przekazując potomstwu nowo nabyte cechy, przed Darwinem przekonywał Jean-Baptiste de Lamarck. Jeśli na przykład żyrafa przez całe życie wyciąga szyję, by dosięgnąć pożywienia na czubkach drzew, wówczas jej potomstwo rodzi się z dłuższymi szyjami. Choć wielu nauczycieli i profesorów może odrzucić koncepcję dziedziczności cech nabytych jako niedarwinowską z ducha, to sam Darwin wielokrotnie powoływał się na nią w O pochodzeniu człowieka, i to w dodatku w odniesieniu do bród. Dokonawszy antropologicznych obserwacji ludów, wśród których mężczyźni niestrudzenie pozbywali się zarostu, a także odnosząc się do mocno wątpliwych eksperymentów, zgodnie z którymi chirurgicznie przeprowadzone zmiany u zwierząt były przekazywane kolejnym pokoleniom, Darwin doszedł do wniosku, iż „jest również możliwe, że długotrwały zwyczaj wyrywania włosów mógł wywołać skutki dziedziczne”4. Innymi słowy, mężczyźni, którzy ścinali lub wyrywali swój zarost, mieli płodzić synów, którzy jako dorośli odznaczali się mniejszym owłosieniem twarzy. Dziedziczenie cech nabytych uzupełniało tym samym proces rozpoczęty przez dobór płciowy, skutkując u niektórych mężczyzn gęstymi brodami, innych zaś pozostawiając praktycznie bez żadnego zarostu. Ta teoria przypisuje kobietom olbrzymi wpływ na przebieg ewolucji męskiego zarostu: kobiety wybierały mniej lub bardziej brodatych mężczyzn, w zależności od swych upodobań, a tymczasem mężczyźni wyrywali sobie włosy, aby zadowolić kobiety, co w rezultacie prowadziło do trwałych fizjologicznych zmian.

Czyniąc z ewolucji zarostu raczej kwestię gustu aniżeli przetrwania, Darwin nie dostarczył nam jednak prawdziwie darwinowskiego wytłumaczenia, to znaczy opierającego się na samym procesie doboru naturalnego. Prawdę mówiąc, zastosowana przez niego metoda przyniosła w zasadzie więcej pytań niż odpowiedzi. Na przykład: co sprawia, że broda stanowiła wyjątkowo atrakcyjną ozdobę dla jednych kobiet, a dla innych była odpychająca? Jeśli to tylko kwestia gustu, to dlaczego broda wywoływała na tyle silne emocje, że niektóre prehistoryczne kobiety odrzucały z jej powodu część kandydatów na partnerów? Czy to naprawdę jedynie kwestia urody? Z tymi pytaniami przyszło się zmierzyć kolejnym pokoleniom biologów ewolucyjnych.

1.2. Karol Darwin

The University of Chicago Press

Jak na razie badacze zaproponowali trzy podstawowe rozwiązania zagadki męskiej brody. Najprostsze, które Darwin także rozważał, lecz ostatecznie je odrzucił, jest takie, że brody nie mają w ogóle żadnego zastosowania. W ewolucji, tak jak wszędzie, zdarzają się bowiem przypadki. Gen preferowany w procesie doboru naturalnego, jako że wpływa na większą wytrzymałość skóry, może mieć również skutek uboczny, sam w sobie mało istotny, mianowicie decyduje o nadaniu skórze specyficznej barwy. Trudność, jaką nastręcza znalezienie jakiejkolwiek obiektywnej wartości brody dla ewolucji człowieka, również przemawia za takim wyjaśnieniem tej zagadki. Jednak dla większości naukowców nie była ona satysfakcjonująca. Po pierwsze, brak ewolucyjnego znaczenia brody to hipoteza, której nijak nie da się udowodnić. Nie sposób stwierdzić z pełnym przekonaniem, że brody pojawiły się tak po prostu same z siebie, przynajmniej dopóki nie odkryjemy wszystkich funkcji całego ludzkiego genomu. Rolą naukowców jest szukanie wyjaśnień, zresztą znacznie bardziej interesujące wydaje się przyjęcie założenia, że broda służy jednak jakiemuś celowi, jakkolwiek tajemniczy on jest.

Drugie możliwe wyjaśnienie opiera się na darwinowskiej koncepcji zakładającej, że broda stanowiła ozdobę, która przyciągała prehistoryczne kobiety i prawdopodobnie nadal oddziałuje w taki sposób na współczesne panie. Zwolennicy tej linii myślenia usiłowali jednak zastąpić niejasne rozważania Darwina na temat gustu bardziej konkretnymi biologicznymi oraz psychologicznymi wytłumaczeniami dotyczącymi kobiecych preferencji. Trzecia teoria przyjmuje natomiast przeciwne stanowisko i przekonuje, że zarost służy odstraszaniu męskich konkurentów podczas walki o dominację. Nie sama broda przyciąga więc kobiety, ale raczej społeczna dominacja, jaką obdarzeni bujnym zarostem mężczyźni zdobywają nad innymi mężczyznami.

Stojące przed naukowcami wyzwanie polega na opracowaniu metod zbadania tych konkurujących ze sobą teorii. Na jakiej podstawie da się stwierdzić, że broda funkcjonowała w ewolucyjnej historii człowieka bardziej jako przynęta dla kobiet aniżeli rodzaj straszaka na innych mężczyzn? Aby odpowiedzieć na to pytanie, można na przykład obserwować rolę, jaką analogiczne, związane z płcią ozdoby – pióra, kołnierze, poroża – odgrywają w świecie zwierząt. Można również zbadać męskie i kobiece reakcje na brodate twarze, aby sprawdzić, czy nadal pobrzmiewa w nich echo prymitywnych impulsów, którymi kierowali się nasi przodkowie przed tysiącami lat.

Broda jako ozdoba

Darwinowska teoria ozdobnej funkcji brody znalazła w kolejnych latach znaczące naukowe potwierdzenie. Jedna z jej zwolenniczek, psycholog ewolucyjna Nancy Etcoff, przekonuje, że pogoń za atrakcyjnym partnerem jest „uniwersalnym elementem ludzkiego doświadczenia, wzbudza przyjemność, przyciąga uwagę i skłania do działań, które zapewniają przetrwanie naszym genom”5. Etcoff i inni badacze zajmujący się atrakcyjnością fizyczną odkryli liczne dowody na to, że mężczyzn pociągają w kobietach specyficzne atrybuty cielesne. Męskie upodobanie do blond włosów u kobiet zostało już wielokrotnie dowiedzione w wyniku eksperymentów psychologicznych. Podobnie jak do wąskiej talii występującej w parze z szerokimi biodrami, wydatnych kości policzkowych oraz dużych oczu. Kobiety natomiast w znacznie mniejszym stopniu zdają się opierać oceny mężczyzn na ich fizycznych przymiotach i wykazują mniejszą zgodność co do tego, jak powinien wyglądać ideał męskości – oczywiście poza tym, że powinien być wysoki (choć nie za wysoki). Ewolucjoniści wyjaśniają mniej powierzchowne podejście kobiet do wyboru partnera ewolucyjną logiką kobiecej reprodukcji. Ze względu na bardziej ograniczoną zdolność kobiety do płodzenia potomstwa, jak również jej zwiększone zaangażowanie w wychowywanie dzieci, w jej osobistym interesie jest raczej znalezienie mężczyzny, który będzie pomocny i godny zaufania, aniżeli takiego, który będzie tylko przystojny. To jednak nie znaczy wcale, że wygląd nie odgrywa żadnej roli. Liczne badania wykazują, że kobiety biorą go pod uwagę, a niektóre uważają atrakcyjność fizyczną za niezwykle istotny czynnik. Ponadto badacze stwierdzają również, że jeśli już kobiety zwracają uwagę na wygląd, w największym stopniu skupiają się na twarzy. Wszystko to sugeruje, jakie mogą być przyczyny, dla których kobiety tak cenią sobie brodę u mężczyzn.

Przyglądając się męskim twarzom, kobiety – być może nieświadomie – dokonują oceny genetycznej wartości swych potencjalnych partnerów. Taki wniosek nasuwa obserwacja zachowań zwierząt. Niektóre gatunki ptaków, na przykład pawie, wytworzyły w procesie ewolucji niezwykle barwne upierzenie lub imponujące ogony, ponieważ takie preferencje przejawiają ich seksualne partnerki. Pawie obdarzone najokazalszymi ogonami mają najliczniejsze potomstwo, a w miarę następowania kolejnych pokoleń ich ogony stają się coraz dłuższe. Dlaczego samice tak dużą uwagę przywiązują do rozmiaru i koloru? Czy w tych popisach kryje się coś istotnego, czy też mają one po prostu zawrócić w ptasich móżdżkach ich partnerek? Biolog ewolucyjny Amoc Zahawi zasugerował w 1975 roku, że tego typu ozdoby, jak na przykład długie pióra, nie są wcale oszustwem, ale uczciwą reklamą lepszych genów. Według sformułowanej przez Zahawiego „hipotezy upośledzenia” takie ozdoby jak okazałe ogony lub rozłożyste poroże jelenia wiążą się ze znaczącymi kosztami fizjologicznymi dla ich właściciela, jeśli chodzi o nakłady energii i zapotrzebowanie na żywność. A zatem osobniki, które stać na tak imponujące popisy, demonstrują tym samym swoje wyśmienite zdrowie, jak również atrakcyjność seksualną6. W latach osiemdziesiątych kilku badaczy zaproponowało jeszcze inne wyjaśnienie tego typu atrybutów: miały one podkreślać odporność na choroby. Jako że częste występowanie chorób osłabiało jakość i zmniejszało wielkość piór, kołnierzy, rogów i tym podobnych, wobec tego pięknie prezentujące się u samca ozdoby świadczyły o jego zdrowiu. Samiec o efektownym wyglądzie eksponuje zatem zarówno swój doskonały system odpornościowy, jak też umiejętność znajdowania pożywienia. To samo może się odnosić do męskiej brody. Prehistoryczne kobiety rozpoznawały zdrowego mężczyznę po jego twarzy.

Ta koncepcja „dobrych genów” została wzmocniona przez badania nad gospodarką hormonalną w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to biolodzy stworzyli hipotezę upośledzenia immunologicznego. Zgodnie z nią odznaczające się dużymi rozmiarami cechy fizyczne świadczą nie tylko o dobrym zdrowiu, ale stanowią również jasny sygnał o silnej odporności na choroby, ponieważ wysoki poziom androgenów, jakiego wymagają tego rodzaju ornamenty płciowe, zwiększa ryzyko chorób poprzez osłabienie systemu immunologicznego. Testosteron osłabia układ odpornościowy, aby zapewnić żywotność nasienia (które jest traktowane przez organizm jako obce komórki), a zatem zdrowy osobnik męski z okazałymi drugorzędnymi cechami płciowymi (i tym samym z wysokim poziomem testosteronu) jest jeszcze bardziej godzien podziwu pod względem genetycznym za swoją zdolność do odpierania chorób pomimo obniżonej odporności7. W świecie zwierzęcym zdrowe samce obdarzone dużymi ogonami, rogami lub innymi ornamentami wysyłają samicom komunikat w rodzaju: „Patrzcie, na co mnie stać, nawet przy obniżonym systemie odpornościowym!”. Być może ludzka broda pełni funkcję analogiczną do poroży lub bogato upierzonych ogonów. Ona również stanowi ozdobę wytwarzaną przez testosteron i jest czymś w rodzaju afisza reklamowego wysokich genetycznych kwalifikacji. Czy kobiety zwracają na nią uwagę? Czy mdleją na jej widok z zachwytu? To właśnie usiłowali ustalić liczni psycholodzy.

Przez ostatnie pięć dekad w dziesiątkach eksperymentów prześledzono ludzkie reakcje na różne typy męskich twarzy pod kątem oceny stereotypów i uprzedzeń dotyczących wyboru partnerów seksualnych, małżonków, pracowników czy kandydatów na polityczne stanowiska. Wszystkie one rzuciły sporo światła na koncepcję brody jako ozdoby. Niemal jednogłośnie bowiem stwierdzono, że broda ma znaczący wpływ na początkowe wrażenie, które zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn wywołuje jej posiadacz. Broda prawie zawsze sprawia, że mężczyzna wydaje się starszy i bardziej męski. Ale czy także bardziej atrakcyjny? W tej kwestii wyniki badań znacząco się między sobą różniły, w zależności od badanych osób oraz sposobu formułowania pytań. Czasami brody uznawano za bardzo atrakcyjne, a czasami – wprost przeciwnie.

W opublikowanych w 1969 roku badaniach Uniwersytetu w Chicago ogłoszono, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni uważają brodatych mężczyzn za atrakcyjniejszych od ogolonych8. Jednak kilka lat później studenci dwóch innych uniwersytetów ze Środkowego Zachodu Stanów Zjednoczonych ocenili brodatych mężczyzn – na podstawie fotografii – jako mniej miłych, dobrych i przystojnych od tych bez zarostu9. Wkrótce potem studenci z Tennessee i Kalifornii potwierdzili pierwotne ustalenia z chicagowskiej uczelni, stawiając brodaczom wyższe noty za dojrzałość, szczerość, hojność i atrakcyjność fizyczną10. Te sprzeczne konkluzje zainspirowały uczonych z Uniwersytetu Wyoming do przeprowadzenia badania, w którym zapytali studentki wprost, czy wolą mężczyzn z zarostem. Na czterysta osiemdziesiąt dwie kobiety, które wypełniły kwestionariusz, tylko siedemnaście procent opowiedziało się za brodami, podczas gdy większość zadeklarowała zdecydowany wstręt wobec bród, za to około czterdziestu dwóch procent okazało się wielbicielkami wąsów11.

Pod koniec lat siedemdziesiątych tablica wyników wskazywała: dwa badania za atrakcyjnością męskiej brody, trzy badania – przeciwko. Ta rywalizacja trwała przez kolejne dwie dekady, przynosząc po drodze kilka niejednoznacznych werdyktów. Na przykład w eksperymencie z 1978 roku z udziałem kanadyjskich studentów wysoko oceniono brodate twarze za wzbudzane przez nie zaufanie, poczucie szczęścia, sugerowanie inteligencji noszącego zarost, ale nie za sympatyczność12. Z kolei w 1984 roku uczeni znów donieśli, że młode kobiety i młodzi mężczyźni uważają brodaczy za znacznie bardziej sympatycznych i atrakcyjnych fizycznie13. Podczas badania w 1990 roku poproszono dwustu dwudziestu ośmiu kierowników działów kadr, o średniej wieku trzydzieści jeden lat, by ocenili zdjęcia sześciu jednakowo wykwalifikowanych mężczyzn ubiegających się o pracę, i jak się okazało, uznali oni brodatych kandydatów za bardziej atrakcyjnych, opanowanych i kompetentnych14. Tym ustaleniom zaprzeczył znowu późniejszy eksperyment, którego wyniki ogłoszono w 2003 roku. Poproszono w nim grupę studentów, by ocenili potencjalnych kandydatów do pracy na podstawie ich życiorysu i zdjęcia. Tym razem zaobserwowano sporą niechęć wobec brodatych kandydatów, mimo że zostali oni uznani tylko za nieznacznie mniej atrakcyjnych15. Opublikowane w 1996 roku przez Uniwersytet Kentucky wyniki badań wykazały nawet jeszcze bardziej negatywny stosunek kobiet do zarostu. Brodate twarze oceniano jako starsze, bardziej agresywne, mniej dojrzałe społecznie i mniej atrakcyjne16. Do końca XX wieku osiem badań uznało brody za atrakcyjne, zaś osiem innych – za pozbawione atrakcyjności. Kolejne dwa badania przyniosły niejednoznaczne rezultaty. Można więc śmiało powiedzieć, że każdego, kto liczył na znalezienie zdecydowanego dowodu przemawiającego za teorią brody jako ozdoby, spotkało rozczarowanie. Sprzeczne ze sobą wyniki badań są zapewne konsekwencją odmiennych metod oraz warunków, w jakich je przeprowadzano, ale mogą również odzwierciedlać triumf wychowania nad genami, to znaczy, że nasze kulturowe wybory pokonały tkwiące w nas głęboko prymitywne instynkty, które przyczyniły się do wyewoluowania brody. Ale z drugiej strony może to oznaczać po prostu, że teoria ozdoby jest błędna, a broda wyewoluowała raczej jako broń społeczna.

Broda jako narzędzie walki

Brak jednoznacznych dowodów na potwierdzenie teorii brody jako ozdoby otwiera pole przed konkurencyjną wobec niej teorią brody jako narzędzia walki. Ale w jaki sposób broda miałaby pomagać mężczyznom w walce? Socjobiolog R. Dale Guthrie zaproponował możliwe wytłumaczenie: miała ona służyć zastraszaniu. Rywalizacja samców o seksualną dominację jest powszechnie spotykana w świecie zwierząt, a wśród atrybutów pomagających im w tej walce znajdują się „cętki, plamy, paski, grzywy, kołnierze, podgardla, fantazyjne ogony, czuby, pióropusze, jaskrawokolorowe wzory, korale, worki policzkowe, grzebienie, ubarwione gardła, kłaczki, brody i wiele innych ozdób”17. Mieniący się kolorami, rozłożysty ogień u pawia służy według Guthriego nie tyle przyciąganiu samic, ile onieśmielaniu konkurentów; komunikat, jaki wysyła, brzmi nie tyle „wybierz mnie”, ile „z drogi, jestem silniejszy”. Obnażanie zębów i inne miny bądź grymasy odgrywają wśród małp ważną rolę jako sygnały społeczne. Zęby i szczęki stanowią główną broń u większości zwierząt, zaś ozdoby wielu samców naczelnych koncentrują się właśnie wokół pyska, jak na przykład kontrastujące ubarwienie dolnej szczęki czy też kępki sierści uwydatniające linię podbródka. Ludzie pierwotni zastraszali swoich rywali, obnażając zęby i groźnie na nich powarkując. Dla wzmocnienia tego efektu mogli również wysuwać do przodu podbródek. Guthrie zwraca uwagę, że kwadratowa lub zaciśnięta i wysunięta szczęka uważana jest powszechnie za oznakę siły oraz agresji. Z kolei cofnięta szczęka jest postrzegana jako oznaka słabości i bywa objawem przerażenia lub chęci odwrotu. Owłosiony podbródek służy temu samemu. Sprawia, że twarz wydaje się większa, a przez to – groźniejsza.

Chociaż Guthrie może mieć rację co do tego, że broda stanowi rodzaj groźby, to w świecie zwierząt nie ma dokładnego odpowiednika ludzkiego zarostu. W przypadku małp to obnażone zęby wysyłają rywalowi ostrzeżenie, a nie zdecydowanie mniej imponujące owłosienie na podbródku. Co więcej, broda może przynieść odwrotny efekt, sprawiając, że zęby i usta wydają się stosunkowo mniejsze. Teorii brody jako narzędzia walki, podobnie jak teorii ozdoby, przydałaby się niezależna weryfikacja. Jeśli broda ma na celu raczej zastraszać mężczyzn aniżeli wzbudzać podziw u kobiet, wówczas należałoby oczekiwać, że podczas testów psychologicznych kobiety będą na nią reagować z obojętnością, natomiast mężczyźni – ze strachem. Zwolennicy teorii brody jako narzędzia walki mogą szukać wsparcia w tym, że osoby badane w eksperymentach rzeczywiście oceniały brodatych mężczyzn jako bardziej „męskich” i „dominujących”. W chicagowskim badaniu z 1969 roku, w którym brody uznano za atrakcyjne, uczeni dowiedli, że broda wywierała większe wrażenie na mężczyznach niż na kobietach18. Grupie studentów pokazano rysunek starszego, wąsatego mężczyzny obok młodszego, gładko ogolonego i poproszono, by opisali relacje między oboma mężczyznami. Większość studentów – ale nie studentek – mówiło o wyższości i zwierzchnictwie starszego mężczyzny. Kiedy kolejnej mieszanej płciowo grupie pokazano podobny rysunek – tym razem jednak brodaty był także młodszy mężczyzna – reakcja studentek była taka sama jak w pierwszym wypadku, podczas gdy studenci opisywali obu mężczyzn jako równych sobie. Obecność brody podniosła w oczach studentów status społeczny młodszego mężczyzny. Być może sprawiła, że wyglądał raczej na starszego, a nie bardziej groźnego. Liczne badania w kolejnych dekadach potwierdziły jednak, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni postrzegają brodatych jako osoby silniejsze, groźniejsze i bardziej agresywne19. Grupa studentów z Kentucky, która uznała brodatych mężczyzn za mniej atrakcyjnych, oceniła ich zarazem jako starszych i właśnie bardziej agresywnych. Zwłaszcza badani w tym eksperymencie studenci, w przeciwieństwie do swych koleżanek, przypisywali brodatym twarzom wyższy poziom drapieżności20.

Pogląd, że broda może pełnić funkcję sygnału odstraszającego, został potwierdzony ostatnio w 2012 roku w badaniach nad reakcjami Nowozelandczyków i rdzennych Samoańczyków na zdjęcia mężczyzn. Ci obdarzeni brodami przez przedstawicieli obu płci byli oceniani jako starsi, bardziej agresywni i mający wyższy status, ale przy tym mniej atrakcyjni. Badanym zaprezentowano również zdjęcia mężczyzn z wściekłymi grymasami twarzy, które członkom obu kultur wydały się szczególnie groźne, gdy dodatkowo były porośnięte brodą. Jak doszli do wniosku autorzy badania, stanowiło to dowód na to, że broda służy jako narzędzie odstraszające męskich konkurentów21.

Choć wyniki tych badań wspierają teorię brody jako narzędzia walki, nie jest do końca jasne, dlaczego badani postrzegali brodatych mężczyzn jako bardziej agresywnych. W niektórych eksperymentach skojarzenia z agresją i antyspołecznym zachowaniem mogą raczej wynikać z kulturowych konotacji brody aniżeli z efektu większej szczęki. Wszak broda w ostatnich dekadach była w większym stopniu manifestacją politycznego nonkonformizmu i antyspołecznej działalności niż zapowiedzią ataku i gryzienia. Te przerażające skojarzenia miały więcej wspólnego z subkulturą narkomanów i z radykalizmem społecznym aniżeli z fizyczną dominacją jako taką. Największą nadzieją dla orędowników teorii narzędzia walki jest przyjęcie założenia, że skojarzenia brody z agresywnością stanowią echo pierwotnych sygnałów ostrzegawczych, a nie stereotypów kulturowych.

Ostatnie badania przyniosły również argumenty na rzecz teorii brody jako ozdoby. A dokładniej odkryto, że kobiety lubią kilkudniowy zarost. Po raz pierwszy zostało to odnotowane niejako przy okazji w 1990 roku przez zespół psychologów pod kierownictwem Michaela Cunninghama, który starał się ustalić, jakie cechy wyglądu decydują o atrakcyjności męskiej twarzy. Jego zespół wyróżnił dwadzieścia sześć parametrów, w tym osiemnaście odnoszących się do wymiarów, takich jak wysokość oraz szerokość oczu, nosa oraz ust, w zestawieniu z różnymi wariacjami uczesania i stroju. Następnie studentki z Georgii, Illinois i Kentucky poproszono o ocenę atrakcyjności męskich twarzy na fotografiach22. Duże oczy, podobnie zresztą jak w wypadku kobiet, okazały się najlepszym wskaźnikiem atrakcyjności. Wydatne podbródki oraz kości policzkowe również były mocno skorelowane z przystojnym wyglądem. Autorzy badania potraktowali te rezultaty jako dowód na potwierdzenie sformułowanej przez nich hipotezy „wielorakiej przydatności”, która sugerowała, że dla kobiet pociągające są zarówno „neonatalne” (dziecięce) cechy, na przykład duże oczy, jak również męskie, „dojrzałe” cechy, czyli chociażby mocny podbródek. Jednak broda i wąsy nie mieściły się w tej teorii, ponieważ po raz kolejny przypisano im niższą atrakcyjność. Badacze doszli do wniosku, że broda nazbyt szpeci „neonatalne” cechy, które tak lubią kobiety.

W tym, że kobiety nie uważają brody u mężczyzn za atrakcyjną, nie było nic nowego, jednak badacze natknęli się na pozytywną zależność pomiędzy atrakcyjnością a niechlujstwem. Z próby eksperymentalnej celowo wykluczono twarze z brodą i wąsami, niemniej jednak twarze na niektórych fotografiach wydawały się gładsze od pozostałych. Reakcja kobiet okazała się zaskakująca: wykazały bowiem większą predylekcję do twarzy pozbawionych bród, lecz z widocznym zarostem. Badacze zinterpretowali to w ten sposób, że zdolność do zapuszczenia brody stanowi korzystną „dojrzałą” cechę, podczas gdy prawdziwa broda zasłaniałaby pożądane „neonatalne” cechy twarzy. Krótko mówiąc, kilkudniowy zarost zapewniał taki rodzaj równowagi, jakiego szukały kobiety: był dostatecznie męski, ale nie zanadto. To odkrycie nastąpiło na skutek czystego trafu. Kilkudniowy zarost ujawnił swoje znaczenie sam, gdy nikt go nawet nie szukał.

Na początku badacze nie poświęcali tym wynikom większej uwagi. Ale z czasem wydały im się bardzo wymowne, jeśli chodzi o postrzeganie brody przez kobiety. Atrakcyjność potencjalnej, lecz nie realnej brody mogła wyjaśniać tak ogromnie różniące się wyniki badań nad męskim zarostem. Kobiety pragnęły mieć i jedno, i drugie. Poszczególne uczestniczki eksperymentów, badane w nieco odmiennych warunkach, mogły rozmaicie postrzegać równowagę pomiędzy „męskim” a „zbyt męskim” i w zależności od tego różnie oceniały atrakcyjność brody. Ustalenia te stanowią wzmocnienie dla teorii psycholog ewolucyjnej Nancy Etcoff, która opisuje męską atrakcyjność jako próbę pogodzenia sprzecznych interesów. Przekonuje ona, że kobiety pociąga wygląd kojarzący się z siłą i dominacją, w tym mocny podbródek oraz szczęka okolona brodą, ale te upodobania równoważone są przez pragnienia innych przymiotów, takich jak zaufanie i gotowość do zainwestowania w posiadanie potomstwa23. Dlatego też nazbyt męskie twarze są oceniane przez kobiety jako mniej atrakcyjne, ponieważ brakuje im dostatecznej dozy dobroci i towarzyskości.

Badania przeprowadzone w 2003 roku na niemieckich mężczyznach i w 2008 roku na Brytyjkach potwierdzają efekt kilkudniowego zarostu24. Obiektem drugiego z badań były studentki Uniwersytetu Northumbria. Ich zadanie polegało na ocenie męskich twarzy, które program komputerowy pokazywał im w wersjach bez zarostu, z lekkim zarostem, z mocnym zarostem, z małą brodą i z dużą brodą. Za najbardziej atrakcyjne badane uznały twarze z lekkim zarostem, a kolejne miejsca zajęły odpowiednio: twarze z mocnym zarostem, z niewielką brodą, gładko ogolone i z bujną brodą. Stało się więc jasne, że najbardziej pożądana jest pewna równowaga pomiędzy minimalnym a maksymalnym poziomem męskich cech, przy generalnej tendencji skłaniającej się bardziej ku ogolonej twarzy aniżeli pełnej brodzie. Wyglądało na to, że kobiety wolałyby raczej nie wybierać pomiędzy brodatą a zupełnie pozbawioną brody twarzą. Te wyniki zostały po raz kolejny potwierdzone w 2013 roku, kiedy to mieszkanki Australii oceniły fotografie mężczyzn z mocnym zarostem (około jedenastodniowym) jako bardziej atrakcyjne niż twarze tych samych mężczyzn w wersji z pełną brodą lub gładko ogolone25. Kusi stwierdzenie, że być może to ostateczne wyjaśnienie – kończące tę szaloną, pełną sprzecznych rezultatów historię badań nad męską brodą. Ale teoria kilkudniowego zarostu również nie potrafi uwolnić się od problemu, z którym mierzyły się poprzednie koncepcje, to znaczy: jest skażona kulturowymi obciążeniami. Tak się bowiem składa, że kilkudniowy zarost był bardzo modny na początku XXI wieku, dlatego może to trendy modowe, a nie względy ewolucyjne skłoniły kobiety do wystawienia takich, a nie innych ocen.

Tak więc uczeni po licznych zwrotach i zawirowaniach w blisko pięćdziesięcioletniej historii badań psychologicznych doszli do niezbyt precyzyjnego wniosku, że broda jest i zarazem nie jest atrakcyjna. Do pewnego stopnia budzi przerażenie, choć nie do końca wiadomo dlaczego. Główna przeszkoda w próbach dotarcia do źródeł ludzkiej brody polega na niemożności odtworzenia prymitywnych warunków życia sprzed dziesiątków tysięcy lat i zrozumienia preferencji prehistorycznych kobiet i mężczyzn. Dogłębna analiza ludzkiego genomu może odsłonić nam jakieś nowe tajemnice, ale do tego czasu musimy pogodzić się z ograniczeniami nauk biologicznych w zakresie wyjaśnienia funkcji męskiego zarostu. Nie jest to jednak powód do rozpaczy. W ostatecznym rozrachunku biologia może się okazać najmniej istotnym czynnikiem decydującym o tym, dlaczego mężczyźni zapuszczają, przycinają i golą brody. Jako gatunek ludzki mamy zwyczaj przekraczać granicę natury, wyznaczać naszym ciałom nowe funkcje i interpretacje, których ewolucja nigdy nie miała w swoich planach. Nasze ciała w równym stopniu są kształtowane przez kulturę, jak przez biologię, a już szczególnie tyczy się to włosów, które stosunkowo łatwo podlegają różnego rodzaju modelowaniu.

Skoro to cywilizacja w większym stopniu niż ewolucja determinuje sens naszego owłosienia, to znaczy, że powinno udać się sformułować socjologiczną teorię brody. Wielu zresztą próbowało to zrobić. Niektórzy zastosowali freudowskie podejście, według którego różne sposoby uczesania oraz rytuały związane z włosami wywodzą swoją siłę z wyrażania bądź tłumienia własnego libido. Inni badacze snuli teorie na temat zastosowania włosów oraz zarostu przy ustalaniu społecznych oraz płciowych różnic: przy użyciu tych koncepcji udało się wyjaśnić wiele funkcji, choć nie wszystkie, jakie włosy spełniają w komunikacji społecznej. Ostatnio francuski antropolog Christian Bromberger przyznał, że nauki społeczne poniosły porażkę, jeśli chodzi o wyjaśnienie znaczenia włosów26. Jako antropologa, specjalistę od Bliskiego Wschodu Brombergera intrygowało to, w jaki sposób muzułmanie i chrześcijanie, od X wieku aż po obecne czasy, odróżniali się od siebie za pomocą zarostu, podobnie zresztą jak katolicy obrządku łacińskiego oraz grekokatolicy. Bromberger wiedział jednak, że chodzi o coś więcej. Włosy pomagają również definiować kategorie męskości i kobiecości, odróżniać konformistów od buntowników i podkreślać kontrast pomiędzy wyrafinowaną cywilizacją a prymitywnym naturalizmem. Bromberger stwierdził ponadto, że w kwestii włosów istnieje jeszcze wiele aspektów do omówienia, i wezwał do prac nad „włosologią”, która miałaby sklasyfikować główne cechy ludzkich fryzur – sztuczne / naturalne, długie / krótkie, włochate / bezwłose, rzadkie / gęste, gładkie / zmierzwione – a także społeczne opozycje, o jakich one świadczą. Taki słownik ludzkiego owłosienia miałby pomóc w zrozumieniu całej gamy jawnych i ukrytych komunikatów społecznych.

Marzenie o takiej ogólnej teorii włosów jest bardzo nęcące, choć niełatwo będzie je zrealizować. Nawet jeśli dla danego społeczeństwa uda się ustalić szczegółowe wzorce podobnych i przeciwstawnych zachowań, to w najlepszym razie będzie to zaledwie krótka migawka pełni norm społecznych. Uchwycimy jedynie chwilę w biegu historii, niemniej sam proces dziejowy nam umknie. Tymczasem znaczenie owłosienia twarzy najlepiej widoczne jest raczej w zmianie niż w zatrzymanej stopklatce. Obejrzenie filmu od początku do końca to jedyny sposób, by zrozumieć napędzającą wydarzenia intrygę. Podobnie jest w wypadku historii męskiego zarostu. Śledzenie kolejnych zwrotów akcji w rozwijającej się opowieści o brodach, goleniu i męskości rzuca nowe światło zarówno na przeszłość, jak i na teraźniejszość, pozwalając nam odczytać świadome oraz podświadome komunikaty wysyłane za pomocą włosów oraz zarostu.

* * *

1 Effects of Sexual Activity on Beard Growth in Man, „Nature” 1970, nr 226, s. 869–870.

2 S. Chaykin, Beard Growth. A Window for Observing Circadian and Infradian Rhythms of Men, „Chronobiologia” 1986, nr 13, s. 163–165.

3 K. Darwin, Dzieła wybrane, t. 5: Dobór płciowy, red. S. Hiller, tłum. K. Zaćwilichowska, Warszawa 1960, s. 415–419.

4 Tamże, s. 418.

5 N. Etcoff, Przetrwają najpiękniejsi, tłum. D. Cieśla, Warszawa 2002, s. 38.

6 A. Zahavi, Mate Selection. A Selection for a Handicap, „Journal of Theoretical Biology” 1975, nr 53, s. 205–214. Zob. także: A. Zahavi, A. Zahavi, The Handicap Principle. A Missing Piece of Darwin’s Puzzle, Oxford 1997, s. 25–40.

7 I. Folstad, A.J. Karter, Parasites, Bright Males, and the Immunocompetence Handicap, „American Naturalist” 1992, nr 139, s. 616. Zob. także: R. Thornhill, S. Gangestad, Human Facial Beauty. Averageness, Symmetry, and Parasite Resistance, „Human Nature” 1993, nr 4, s. 249–250.

8 D. Freedman, The Survival Value of the Beard, „Psychology Today”, październik 1969, s. 36–38.

9 S. Roll, J.S. Verinis, Stereotypes of Scalp and Facial Hair as Measured by the Semantic Differential, „Psychological Reports” 1971, nr 28, s. 975–980.

10 Ch. Kenny, D. Fletcher, Effects of Beardedness on Person Reception, „Perceptual and Motor Skills” 1973, nr 37, s. 413–414. Zob. także: R. Pellegrini, Impressions of the Male Personality as a Function of Beardedness, „Psychology” 1973, nr 10, s. 29–33.

11 S. Feinman, G. Gill, Females’ Response to Males’ Beardedness, „Perceptual and Motor Skills” 1977, nr 44, s. 533–534.

12 S.M. Pancer, J. Meindl, Length of Hair and Beardedness as Determinants of Personality Impressions, „Perceptual and Motor Skills” 1978, nr 46, s. 1328–1330.

13 E. Hatfield, S. Sprecher, Mirror, Mirror. The Importance of Looks in Everyday Life, Albany 1986, s. 227–228.

14 J.A. Reed, E. Blunk, The Influence of Facial Hair on Impression Formation, „Social Behaviour and Personality” 1990, nr 18, s. 169–176.

15 M. Shannon, C.P. Stark, The Influence of Physical Appearance on Personnel Selection, „Social Behaviour and Personality” 2003, nr 31, s. 613–624.

16 F. Muscarella, M. Cunningham, The Evolutionary Significance and Social Perception of Male Pattern Baldness and Facial Hair, „Ethology and Sociobiology” 1996, nr 17, s. 109–113.

17 R. Dale Guthrie, Body Hot Spots. The Anatomy of Human Social Organs and Behavior, New York 1976, s. 5.

18 D. Freedman, The Survival Value of the Beard, dz. cyt.

19 Zob. zwłaszcza: R. Pellegrini, Impressions of the Male Personality…, dz. cyt.; D. Wood, Self-Perceived Masculinity between Bearded and Nonbearded Males, „Perceptual and Motor Skills” 1986, nr 62, s. 769–770. Niemiecka badaczka Christina Wietig była zaskoczona, że nawet dobrze wykształceni mężczyźni w jej badaniu wierzyli w to, że bujniejsze brody świadczą o większej jurności. Zob.: C. Wietig, Der Bart. Zur Kulturgeschichte des Bartes von der Antike bis zur Gegenwart, Hamburg 2005, s. 112–113, (on-line:) www.chemie.uni-hamburg.de/bibliothek/2005/DissertationWietig.pdf (dostęp: 8 kwietnia 2017).

20 F. Muscarella, M. Cunningham, The Evolutionary Significance…, dz. cyt., s. 109–113.

21 B. Dixson, P. Vasey, Beards Augment Perceptions of Men’s Age, Social Status, and Aggressiveness, but Not Attractiveness, „Behavioral Ecology” 2012, nr 23, s. 481–490.

22 M. Cunningham, A. Barbee, C. Pike, What Do Women Want? Facialmetric Assessment of Multiple Motives in the Perception of Male Facial Physical Attractiveness, „Journal of Personality and Social Psychology” 1990, nr 59, s. 61–72.

23 N. Etcoff, Przetrwają najpiękniejsi, dz. cyt., s. 222–224.

24 C. Wietig, Der Bart, dz. cyt., s. 112–113. Wyniki brytyjskiego badania zostały opublikowane w: N. Neave, K. Shields, The Effects of Facial Hair Manipulation on Female Perceptions of Attractiveness, Masculinity, and Dominance in Male Faces, „Personality and Individual Differences” 2008, nr 45, s. 373–377.

25 B. Dixson, P. Brooks, The Role of Facial Hair in Women’s Perceptions of Men’s Attractiveness, Health, Masculinity and Parenting Abilities, „Evolution and Human Behavior” 2013, nr 34, s. 236–241.

26 C. Bromberger, Hair. From the West to the Middle East through the Mediterranean, „Journal of American Folklore” 2008, nr 121, s. 380.

Golenie się jest tak stare jak cywilizacja. Sumerowie i Egipcjanie, czyli założyciele zachodniej cywilizacji, używali brzytew z miedzi i brązu, aby ujarzmić zarost na swoich twarzach. Starożytni golili się z wielu powodów, ale jednym z najważniejszych była potrzeba rozróżnienia dwóch kategorii mężczyzn: brodatych możnowładców oraz ogolonych kapłanów1. Przedstawiciele każdej z nich mieli odrębne prawo do sprawowania władzy. Patriarchalni panowie podbijali ziemie i rządzili nimi, tymczasem kapłani dbali o przychylność bogów. Patriarchowie czerpali dumę ze swych naturalnych włosów, traktując je jako symbol męskiej potencji, podczas gdy kapłani odrzucali związaną z włosami nieczystość i arogancję, aby móc dostąpić boskiej obecności. Sumeryjscy i egipscy władcy wierzyli, że nie mogą rządzić bez dostępu do obydwu tych form męskiej siły. O czym najlepiej świadczą ich twarze.

Król Szulgi dogadza bogom

Historia zachodniej cywilizacji rozpoczyna się w Sumerze, krainie leżącej w południowej części Mezopotamii, pomiędzy Tygrysem a Eufratem, na terenie dzisiejszego Iraku. Tam Sumerowie budowali wielkie miasta, wznosili olbrzymie świątynie, kopali kanały irygacyjne i kładli pierwsze drogi. To oni stworzyli również profesjonalne kapłaństwo, wynaleźli pismo, opracowali kodeks prawny, zorganizowali wojsko i pierwsze rządy. Po dziś dzień jemy te same rośliny i zwierzęta, które oni nauczyli się uprawiać oraz hodować – pszenicę, owies, bydło, owce, kozy i kury – a także mierzymy czas na ich wzór, dzieląc go na dwudziestoczterogodzinne dni, siedmiodniowe tygodnie i dwunastomiesięczne lata. Jednym z największych sumeryjskich królów był Szulgi (około 2094–2047 p.n.e.), który już w swoich czasach owiany był legendą i stanowił wzór mezopotamskiej męskości. Znajomość jego dziejów oraz sposobu, w jaki prezentował się własnym poddanym, uświadamia nam wagę męskiego zarostu w pierwszych wiekach naszej cywilizacji.

Oba wizerunki na ilustracji 2.1 przedstawiają króla Szulgiego2. Na pierwszym pojawia się jako ogolony mężczyzna z obnażoną klatką piersiową, który z pokorą dźwiga kosz z darami podczas rytuału poświęcenia świątyni. Na drugim, wyrytym w kamieniu rysunku objawia się jako zwycięski wojownik, który miażdży stopami swych wrogów. Nosi długą brodę, a w rękach trzyma topór oraz łuk – wszystkie te trzy elementy są symbolami siły i zwierzchności. A więc który z tych wizerunków wielkiego króla jest prawdziwy? Odpowiedź brzmi: oba i żaden z nich. Te obrazy są wystylizowanymi przedstawieniami różnych aspektów królewskiej władzy. Radykalny kontrast w przedstawianiu zarostu służy zasadniczemu rozróżnieniu pomiędzy Szulgim w roli głównego kapłana a Szulgim jako zdobywcą i prawodawcą. Jako pan i opiekun swego ludu sumeryjski król musiał sprawować obydwie te podstawowe formy męskiej władzy.

Według dziesiątków hymnów śpiewanych na jego cześć – włącznie z jednym, który sam napisał – Szulgi we wszystkim był najlepszy. Był bogiem spłodzonych przez innych bogów, który przewyższał wszystkich śmiertelników zarówno pod względem umysłowym, jak i fizycznym. Był również skrybą i wróżbiarzem, który górował nad innymi ludźmi, jeśli chodzi o umiejętność operowania słowami, liczbami oraz rozumienie boskich znaków3. W prawdziwie sumeryjskim stylu wykorzystywał te niezwykłe dary, aby czcić bogów wyższych od siebie, ponieważ stanowiło to fundament jego królewskiej władzy. Innymi więc słowy, aby być największym z królów, musiał być również najgorliwszym z wyznawców i w hymnie, który sam napisał na własną cześć, przechwalał się na temat pewnego szczególnego aktu uwielbienia, na jaki zdobył się w siódmym roku od czasu objęcia tronu.

Wedle własnej relacji Szulgi przebywał w święto pełni księżyca eszesz w mieście Nippur, gdzie znajdowała się świątynia najważniejszych bogów, Enlila i Ana, czyli odpowiednio boga wiatru i powietrza oraz boga nieba. Z tegoż to świętego miasta Szulgi przebiegł sam około stu pięćdziesięciu kilometrów do swojej stolicy Ur, cała zaś droga zajęła mu zaledwie dwie godziny. Po kąpieli i krótkim odpoczynku Szulgi złożył ofiarę Nannie, bogu księżyca, w wielkiej schodkowej świątyni, którą niedawno dla niego wybudował. Ukończywszy świąteczne obrzędy w Ur, niestrudzony król ponownie wyruszył w drogę i przebiegł z powrotem sto pięćdziesiąt kilometrów do Nippur, aby powtórzyć uroczystą ceremonię na cześć Enlila i Ana. W ten cudowny sposób Szulgi jednego dnia przewodniczył tym samym uroczystościom w dwóch głównych miastach swojego królestwa. Jakby tego było mało, Szulgi przechwalał się jeszcze, że drogę powrotną zdołał pokonać pomimo trwającej burzy gradowej. „Ja, król, nie zląkłem się, nie okazałem strachu, (…) / Jak osioł stepów mknąłem rączym biegiem”4. Bez wątpienia Szulgi był długodystansowym mistrzem pobożności.

2.1. Z lewej: Król Szulgi, posążek dziękczynny ze świątyni, XXI w. p.n.e.; z prawej: Król Szulgi, rysunek płaskorzeźby z Darband-i-Gawr z Iraku, XXI w. p.n.e.

The University of Chicago Press

Dla Szulgiego służenie bogom było najważniejszym zadaniem i posągi przedstawiające go jako ogolonego kapłana odzwierciedlają właśnie tę część jego królewskiej charyzmy. Ale miał on jeszcze inne obowiązki. Był także prawodawcą, najwyższym sędzią oraz głównym dowódcą armii i w tych rolach prezentował imponująco brodatą twarz. Szulgi miał dwie różne twarze nie dlatego, że był kłamcą, ale dlatego, że pragnął wzbudzać podziw u poddanych pełnym wymiarem swego królewskiego majestatu. Być może golił się jak kapłan tylko z okazji ważnych obrzędów, na przykład poświęcenia świątyni, a przez resztę czasu zapuszczał długą brodę. Z drugiej strony broda Szulgiego na płaskorzeźbie, podobnie jak w wypadku wielu innych wizerunków mezopotamskich władców, sprawia wrażenie olbrzymiej i wręcz nienaturalnej, co sugeruje, że mógł to być rodzaj przebrania na pokaz. Wydaje się jednak bezsporne, że Szulgi w zależności od okazji pojawiał się albo ogolony, albo z brodą.

Przedstawiając się jako kapłan, Szulgi czerpał z bardzo starych tradycji. Jak wynika z zapisanych wcześniej dziejów, sumeryjscy kapłani, mając stanąć przed obliczem bogów, usuwali owłosienie ze swoich głów i twarzy, a w wielu przypadkach zrzucali także szaty. Ze znalezionych w tekstach wzmianek wynika, że przez tysiące lat kapłani, wróżbiarze, skrybowie i medycy na Bliskim Wschodzie golili się na znak swojej przynależności zawodowej5. Pochodzące sprzed panowania Szulgiego źródła pisane mówią nam o wróżbitach (baru), którzy musieli odbyć długą naukę i przejść wtajemniczenie zwieńczone formułą: „Cyrulik wykonał na nim swoją powinność”6. Starożytni Izraelici również byli wierni tej tradycji7. W Księdze Liczb hebrajski Bóg wydaje Aaronowi następujące polecenie dotyczące lewitów, czyli izraelskich kapłanów:

Wyłącz lewitów spośród Izraelitów i oczyść ich. Postąpisz zaś z nimi w ten sposób, aby ich oczyścić: pokropisz ich wodą przebłagania, ogolą całe swoje ciało, wypiorą szaty, i wtedy będą czyści8.

Lewici nie zostali więc ogoleni w zwykłych okolicznościach. Ta scena pokazuje, że akt golenia na starożytnym Bliskim Wschodzie stanowił zasadniczy element rytuału przygotowania do kapłańskiej posługi.

Działo się tak z kilku powodów. Jak wiele kultur, także dzisiejszych, starożytni uważali włosy za integralną część ludzkiego ciała i dlatego pozbycie się ich stanowiło rodzaj wyrzeczenia, upokorzenia lub poświęcenia. Najpowszechniejszy rytuał pozbywania się włosów w starożytnym świecie wiązał się ze zwyczajem opłakiwania zmarłych, podczas którego ścinanie bądź wyrywanie włosów lub brody, w parze z rozrywaniem szat i kaleczeniem ciała, wyrażało ból oraz cierpienie żałobników. Malowidła na ścianach egipskich grobowców wszystkich okresów pokazują zarówno kobiety, jak i mężczyzn z rozpaczy rwących włosy i rozdzierających szaty9. Egipscy bogowie krainy zmarłych byli z kolei przedstawiani z poskręcanymi puklami własnych włosów w dłoniach, co stanowiło charakterystyczny żałobny gest10. Czytelnikom Biblii również nie jest obce pozbywanie się włosów na znak żałoby. Sugestywny przykład takich praktyk znajdujemy u proroka Jeremiasza, który tak opisuje żałobników idących do Jerozolimy, by złożyć ofiary w świątyni: „przyszli ludzie (…) w liczbie osiemdziesięciu z ogolonymi brodami, rozdartymi szatami i pokryci nacięciami”11.

Jednak głównym celem, dla którego kapłani się golili, nie była żałoba ani umartwianie się, lecz oczyszczenie. Symbolizujące upadłą ludzkość włosy golono i zmywano, uwalniając tym samym bożego sługę od arogancji, ułomności i zepsucia. Była to akceptowana przez bogów forma przyzwoitości, dlatego też nie dziwi, że od najwcześniejszego okresu królowie i szlachetnie urodzeni, przynajmniej w niektórych sumeryjskich miastach, przyjęli golenie się jako normę społeczną. Faktycznie, pierwsi sumeryjscy władcy byli również najwyższymi kapłanami, ale z czasem musieli zacząć łączyć tę funkcję także z rolą głównego dowódcy wojska. Przez pewien czas świątynie funkcjonowały jako siedziby królów, a kapłani służyli jako zarządcy miast-państw. Kiedy jednak państwo się rozrastało, a kwestie wojskowe i obronne zyskiwały na znaczeniu, królowie zaczęli budować pałace, a składającą się z kapłanów administrację powiększać o politycznych i wojskowych urzędników. Pomimo to jednak główne zadanie władzy polegało w dalszym ciągu na służeniu bogom i dbaniu o ich przychylność12. Normatywny status ogolonej twarzy został dobitnie pokazany w tak zwanym Sztandarze z Ur, czyli zdobionej skrzyni poprzedzającej o mniej więcej sześćset lat czasy panowania Szulgiego, która przedstawia sumeryjskich królów, wojowników i przedstawicieli arystokracji jako całkowicie łysych i pozbawionych bród. Pierwszy znany posążek ogolonego króla niosącego na głowie kosz z darami dziękczynnymi pochodzi mniej więcej z tego samego okresu co Sztandar z Ur, potwierdzając rytualny charakter zwyczaju golenia.

Sztandar z Ur ukazuje króla zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. Pierwsi królowie byli siłą rzeczy także wojownikami, ale sumeryjscy władcy woleli uwypuklać swoje religijne funkcje, jak na przykład budowanie świątyń czy uczestnictwo w obrzędach ofiarnych13. Nieco więcej niż dwa stulecia przed Szulgim na scenę wtargnął nowy rodzaj władcy, przerażający Sargon Akadyjski, w opowieściach o którym dominują tematy wojny i podboju. Za pomocą swej straszliwej armii pokonał sumeryjskie miasta i włączył je do pierwszego imperium, które obejmowało cały obszar Mezopotamii. Sargon nie był Sumeryjczykiem, ale obcym zdobywcą, niedbającym o wizerunek króla-kapłana. Przedstawiał się natomiast jako charyzmatyczny, brodaty heros, któremu zwierzchność nad światem powierzył najwyższy z bogów Enlil14. Jego wnuk, Naram-Sin z Akadu, ulepszył ten model królewskiej władzy, ogłaszając się bogiem, który rządził raczej jako niższy rangą sojusznik wielkich bóstw aniżeli ich sługa. Jak można się domyślić, propagandyści Sargona i Naram-Sina obdarzyli wizerunki ich obu wspaniałością i majestatem, czego dobry przykład stanowi głowa z brązu, przedstawiająca prawdopodobnie Naram-Sina, którą znaleziono w Niniwie15. Tak więc siejąca postrach broda wojownika w wielkim stylu powróciła do Mezopotamii.

Kiedy Naram-Sin, podobnie jak egipscy faraonowie, obwołał się bogiem, sumeryjscy strażnicy tradycji byli oburzeni16. Po jego śmierci rozpowszechniali opowieść o tym, jak Naram-Sin splądrował święte miasto Nippur, zbezcześcił świątynię najwyższego boga Enlila, czym sprowokował go do podburzenia obcych armii, które zniszczyły imperium Naram-Sina. Ten mit nie odzwierciedla prawdziwych wydarzeń historycznych, lecz świadczy jedynie o gniewie, jaki wywołała wśród ludności sumeryjskiej nieposkromiona pycha akadyjskich zdobywców. Począwszy od tego momentu, napięte relacje pomiędzy brodatymi królami a ogolonymi, oczyszczonymi kapłanami stały się powtarzającym motywem w dziejach Mezopotamii. Kapłański tekst pochodzący z Babilonii z VIII wieku p.n.e., a więc z czasów długo po śmierci Naram-Sina, potępia króla Nabu-szuma-iszkuna za zbezczeszczenie świątyń oraz odbywających się w nich świętych obrządków, a jego autor skarży się między innymi na to, że król dopuścił się niewybaczalnego świętokradztwa, wchodząc do wewnętrznego sanktuarium nieogolony i wnosząc ze sobą do środka zakazane przedmioty17. W epoce sumeryjskiej restauracji, która nastąpiła po upadku Akadyjczyków, tacy władcy jak Szulgi często używali brzytew, aby zasygnalizować swój szacunek dla świątyń, kapłanów i starych obyczajów. Z drugiej jednak strony neosumeryjscy królowie nie zamierzali porzucać całkowicie boskiego, brodatego majestatu Sargona i Naram-Sina, który okazał się dość skuteczny, jeśli chodzi o umacnianie królewskiej władzy. W rezultacie późniejsi sumeryjscy władcy postanowili, że w zależności od sytuacji będą występowali z brodą lub bez niej.

2.2. Głowa z brązu przedstawiająca Sargona lub Naram-Sina, Niniwa, XXIII w. p.n.e.

DEA/M. CARRIERI/Getty Images

W połowie panowania Szulgi musiał się zmierzyć z poważnym zagrożeniem militarnym swego imperium. Mniej więcej w tym samym okresie ogłosił się on również bogiem jako pierwszy król od rządów Naram-Sina. Czasy, jakie nastały, wymagały bowiem, by odgrywał raczej rolę boga-wojownika aniżeli króla-kapłana. W oficjalnych hymnach wychwalano teraz króla Szulgiego za siłę jego ramion, imponującą posturę oraz podobieństwo do mocnego drzewa lub majestatycznego lwa. Głoszono również, że pokrywająca jego świętą pierś broda z lapis-lazuli to istny cud18. Te słowa brzmią jak opis jakiegoś dawno zaginionego posągu i zapewne tak właśnie było. Lapis-lazuli to cenny, błękitny kamień, którym zdobiono wizerunki bogów. Szulgi nosił wzorowaną na bogach brodę, odpowiednią do jego nowego statusu boskiego władcy Mezopotamii.

Następcy Szulgiego przez kolejne pół wieku brali z niego przykład, oddając cześć bogom i kapłanom, a jednocześnie przypisując samym sobie cechy boskie. Kontynuowali zwyczaj prezentowania się poddanym z dwoma różnymi obliczami, czego dowodzą na przykład królewskie pieczęci. Pieczęci królów z dynastii Szulgiego w standardowy sposób pokazują siedzącego na tronie władcę, który przyjmuje podwładnego. W większości przypadków król przedstawiany jest na nich z olbrzymią, sięgającą do pasa brodą, jak na przykład Ur-Nammu, ojciec Szulgiego (il. 2.3). Na wielu podobnych pieczęciach widnieje także Ibbi-Suen, spadkobierca Ur-Nammu i Szulgiego, ale odkryto również i takie, na których znajduje się on w identycznej pozie, tyle że bez brody (il. 2.4). Kluczem do wyjaśnienia różnic pomiędzy tymi pieczęciami jest ich pochodzenie. Pieczęć z ogolonym królem została odkopana w sumeryjskim świętym mieście Nippur. Natomiast pieczęcie z brodatym Ibbi-Suenem pochodzą z innych miejsc, głównie z królewskiej stolicy Ur. Wydaje się zatem, że król przyjął bardziej tradycyjne, pełne czystości wcielenie dla swoich kapłańskich poddanych w Nippur, a bardziej boskie i władcze – w stolicy. Bez względu na to, czy Ibbi-Suen faktycznie golił się przed odwiedzinami w Nippur, jego oficjalny wizerunek z gładko ogoloną twarzą stanowił wyraźnie pojednawczy gest wobec tych, którzy wciąż przekazywali opowieści o brodatej arogancji Naram-Sina.

2.3. Odcisk cylindrycznej pieczęci przedstawiającej zasiadającego na tronie króla Ur-Nammu, XXI w. p.n.e.

Print Collector/Getty Images

Ibbi-Suen był ostatnim królem epoki sumeryjskiej i wraz z nim umarła również długa królewska tradycja golenia twarzy. Babilońscy i asyryjscy władcy późniejszych stuleci byli zdecydowanymi wyznawcami stworzonego przez Sargona modelu heroicznego, brodatego króla i nie zawracali sobie głowy alternatywnymi wizerunkami reprezentującymi kapłańską czy też urzędniczą władzę. Jeden z asyryjskich królów z VIII wieku p.n.e. przybrał imię Sargona II, podczas gdy żaden z władców nawet nie rozważał nazwania się Szulgim II. Mezopotamscy władcy z dwóch ostatnich tysiącleci przed Chrystusem pokazywali się zawsze z majestatycznymi, zaplecionymi w warkoczyki i zdobionymi brodami. To nie oznaczało jednak końca praktyki golenia się na starożytnym Bliskim Wschodzie. Hetyci, którzy pomiędzy XV a XIII wiekiem p.n.e. zbudowali potężne imperium w Azji Mniejszej, rozwinęli bardzo podobne zwyczaje do dawnych Sumerów. Hetyccy królowie nie uważali się za bogów, ale pokrewieństwo z nimi manifestowało się w odprawianych przez władców religijnych obrzędach. Chociaż byli wielkimi wojownikami, hetyccy królowie nie wahali się przerwać kampanii wojskowej na czas obchodów ważnego religijnego święta w ich stolicy19. Hetyci, podobnie jak Sumerowie, wierzyli, że ogolona twarz jest bliska boskości. W ich dziełach sztuki nawet bogowie byli gładko ogoleni, z wyjątkiem najwyższego boga, który nosił ogromną brodę. W hetyckim świecie tylko ten jeden jedyny bóg, znajdujący się na samym szczycie boskiej hierarchii, nosił najwyższy emblemat władzy. Ten model odzwierciedlał koncepcję Egipcjan, twórców najzamożniejszego i najbardziej stabilnego społeczeństwa starożytnego Bliskiego Wschodu.

2.4. Odcisk cylindrycznej pieczęci przedstawiającej zasiadającego na tronie króla Ibbi-Suena, XXI w. p.n.e.

Metropolitan Museum (www.metmuseum.org)

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

* * *

1 Rola, jaką odgrywały brody, nie jest do końca jasna ani pewna. Zob.: C. Suter, The Royal Body and Masculinity in Early Mesopotamia, w: Menschenbiler und Körperkonzepte im Alten Israel, in Ägypten und im Alten Orient, red. A. Berlejung, I. Dietrich, J.F. Quack, Tübingen 2012, s. 442–445.

2 Wielu badaczy uważa obecnie, że płaskorzeźba przedstawia króla Szulgiego. Zob.: C. Suter, Ur III Kings in Images. A Reappraisal, w: Your Praise Is Sweet. A Memorial Volume for Jeremy Black by Students, Colleagues and Friends, red. H. Baker i in., London 2010, s. 335–336.

3 S.N. Kramer, History Begins at Sumer, Philadelphia 1981, s. 277–288. Zob. także: M. van de Mieroop, Historia starożytnego Bliskiego Wschodu, ok. 3000–323 p.n.e., tłum. M. Komorowska, Kraków 2008, s. 79; H.W.F. Saggs, Babylonians, Norman 1995, s. 85–89.

4 M. Bielicki, Zapomniany świat Sumerów, Warszawa 1966, s. 150. Historia ta rozgrywa się w siódmym roku panowania Szulgiego według oficjalnej nazwy nadanej temu rokowi w innym tekście, w którym „król podróżuje z miasta Ur do miasta Nippur (i z powrotem)”. Zob.: N. Brisch, Changing Images of Kingship in Sumerian Literature, w: The Oxford Handbook of Cuneiform Culture, red. K. Radnor, E. Robson, Oxford 2011, s. 709.

5 Opis praktyk oczyszczania kapłanów w Babilonii można znaleźć w: G. Leick, The Babylonians. An Introduction, London 2003, s. 137. Wiadomo również o zwyczaju golenia się wśród lekarzy. Zob.: J. Bottéro, Everyday Life in Ancient Mesopotamia, tłum. A. Nevill, Baltimore 2001, s. 163. Zob. także: D. Collon, Ancient Near Eastern Art, Berkeley 1995, s. 508.

6 G. Contenau, Życie codzienne w Babilonie i Asyrii, tłum. E. Bąkowska, Warszawa 1963, s. 237.

7 D. Collon, Ancient Near Eastern Art, dz. cyt., s. 514.

8 Lb 8, 6–7. Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. 3 poprawione, Poznań–Warszawa 1990. Zob. także: S. Olyan, What Do Shaving Rites Accomplish and What Do They Signal in Biblical Ritual Contexts?, „Journal of Biblical Literature” 1998, nr 117, s. 614. Olyan podkreśla, jak ważne było zaznaczenie momentu przejścia z jednego stanu do drugiego.

9 A.M. Roth, The Social Aspects of Death, w: S. D’Auria, P. Lacovara, C. Roehrig, Mummies and Magi. The Funerary Arts of Ancient Egypt, Boston 1988, s. 56.

10 E. Russmann, Fragment of Funerary Relief, w: tamże, s. 192.

11 Jr 41, 5.

12 M. Liverani, The Ancient Near East. History, Society and Economy, tłum. S. Tabatabai, London 2014, s. 79–80. Zob. także: M. van de Mieroop, Historia starożytnego Bliskiego Wschodu, dz. cyt., s. 47–49.

13 W. von Soden, The Ancient Orient, tłum. D. Schley, Grand Rapids 1994, s. 63–64.

14 M. Liverani, The Ancient Near East, dz. cyt., s. 137. Zob. także: T. Jacobsen, Toward the Image of Tammuz, Cambridge 1970, s. 155; H.W.F. Saggs, Babylonians, dz. cyt., s. 70.

15 H. Frankfort, The Art and Architecture of the Ancient Orient, New Haven 1970, s. 84.

16 M. Liverani, The Ancient Near East, dz. cyt., s. 137.

17 C. Waerzeggers, The Pious King. Royal Patronage of the Temples, w: The Oxford Handbook of Cuneiform Culture, dz. cyt., s. 739.

18 S.N. Kramer, Kingship in Sumer and Akkad. The Ideal King, w: Le palais et la royauté (Archéologie et Civilisation), red. P. Garelli, Paris 1974, s. 171.

19 O.R. Gurney, Hetyci, tłum. B. Kupis, Warszawa 1970, s. 187.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Of Beards and Men: The Revealing History of Facial Hair

Copyright © 2016 by Christopher Oldstone-Moore.

All rights reserved

Copyright © for the translation by Mariusz Gądek

Projekt okładki

Isaac Tobin

Adaptacja oryginalnego projektu okładki

Maria Gromek

Ilustracja na okładce

Lauren Nassef

Opieka redakcyjna

Anna Niklewicz

Przemysław Pełka

Artur Wiśniewski

Adiustacja

Anastazja Oleśkiewicz

Korekta

Pracownia Mole

Ilustracje wykorzystane na stronach rozdziałowych

Anna Wilk-Siedlik

ISBN 978-83-240-4690-4

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Historia brody 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI