Przewodnik wędrowca

Przewodnik wędrowca

Autorzy: Tristan Gooley

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 27.99 zł

Kochasz przyrodę i każdą wolną chwilę spędzasz na świeżym powietrzu? Ta książka zmieni twój zwyczajny spacer w fascynującą wyprawę. Rośliny, zwierzęta, niebo… to niewyczerpane źródła informacji na temat otaczającego nas świata. Chcesz je poznać? Pomoże ci w tym Tristan Gooley, prawdziwy przyrodniczy detektyw! Ponad 850 wskazówek pozwoli ci zrozumieć język natury i spowoduje, że wędrowanie będzie jeszcze większą przyjemnością.

 

Chcesz wiedzieć, jak przemienić liść drzewa w kompas, by dojść do celu? Jak znaleźć najbliższe miasto „za pomocą” nocnego nieba? A może jak prognozować pogodę, obserwując zachowanie owadów?

Gotowy do drogi? Niech natura będzie twoim przewodnikiem!

 

„Nawet Bear Grylls mógłby się czegoś nauczyć z tej książki”.

„The Times”

Dla Sophie, Benedicta i Vincenta

W tej książce opisuję setki znaków i wskazówek dawanych nam przez otoczenie oraz techniki przydatne dla wędrowca. Jest w niej mowa o roślinach i zwierzętach, których czytelnicy być może nie znają. W razie kłopotów z ich zidentyfikowaniem warto sięgnąć po poradniki z serii Collins Complete – są w nich fascynujące opowieści o nieprzewidywalnej naturze, a także fachowe nazwy drzew, kwiatów, ptaków, owadów, grzybów. Podczas wędrówki zawsze mam przy sobie co najmniej jedną pozycję z tej serii. Także internet bywa świetnym źródłem informacji. Cała masa specjalistycznych stron ułatwia tworzenie własnej bazy wskazówek. Sam ciągle uaktualniam swoją stronę www.naturalnavigator.com, dodając nowe zdjęcia i materiały.

WSTĘP

Dziesięć lat temu, gdy spacerowałem po plaży w Bretanii, relaksując się po męczącej podróży, zobaczyłem, jak z eleganckiego hotelu wychodzi dwoje młodych ludzi. Ich stroje kąpielowe, fryzury i mowa ciała wskazywały, że są Europejczykami, ale nie Brytyjczykami. Kiedy mnie mijali, usłyszałem fragment ich rozmowy i zorientowałem się, że to Włosi.

Młodzi ludzie zatrzymali się, gdy pierwsza fala obmyła ich stopy, po czym zrobili to, co robi wtedy prawie każdy – mimowolnie sprawdzili, czy ich biżuteria wciąż jest na swoim miejscu: prawa dłoń obojga powędrowała w kierunku lewej i dotknęła obrączki. Ten gest w połączeniu z ich wiekiem i luksusowym hotelem, w którym mieszkali, doprowadził mnie do wniosku, że jest to ich miesiąc miodowy.

Stworzyłem obraz tej pary w kilka sekund, używając podstawowych technik dedukcji. Poznałem je, czytając niezliczone ilości kryminałów opartych na podobnych obserwacjach i logicznym myśleniu. Ten prosty proces myślowy został nazwany holmesowskim od nazwiska fikcyjnego detektywa, szybko i precyzyjnie charakteryzującego nieznajome osoby.

Pod koniec dnia znów zobaczyłem tę parę – młodzi przygotowywali ognisko na plaży. Spojrzałem na ptaki, porosty na skałach, owady, a potem na niebo i pomyślałem, że słońce zajdzie za jakieś czterdzieści minut, potem niebo się zachmurzy, spadnie deszcz, a przypływ zmyje małe ognisko pół godziny po zachodzie słońca.

Para chciała spędzić noc przy ognisku, by patrzeć w gwiazdy, lecz morze i niebo miały zupełnie inne plany. Młodzi musieli opuścić plażę wcześniej, niż planowali, co w ich wypadku nie okazało się pewnie wielką tragedią. W przeciwieństwie do nowożeńców para astronomów mogłaby być srodze zawiedziona takim obrotem sprawy.

Opuściłem plażę i nie wiem, co się na niej wydarzyło tamtej nocy. Nasze zdolności dedukcji mają swoje ograniczenia, jednak znacznie mniejsze, niż nam się wydaje. W życiu codziennym pewnie rzadko wykorzystujesz umiejętności dedukowania i przewidywania w odniesieniu do natury, ale po przeczytaniu tej książki to się zmieni.

Kiedy miałem dwadzieścia parę lat i akurat trochę wolnego czasu, postanowiłem się wybrać na prawdziwą wędrówkę. Spotkałem się ze swoim przyjacielem Samem, który też myślał o jakiejś wyprawie. Po dwóch minutach rozmowy zgodziliśmy się, że piesza wycieczka ze Szkocji do Londynu to dobry pomysł. Przed upływem trzeciej minuty uzgodniliśmy, że najlepszym początkiem trasy będzie Glasgow. Wyliczyliśmy, że powinniśmy pokonywać dwadzieścia mil dziennie, czyli nieco ponad trzydzieści dwa kilometry, tak by dotrzeć do Londynu po pięciu tygodniach, zwiedzając po drodze spory kawał Wielkiej Brytanii.

Szczególnie utkwił mi w pamięci jeden dzień naszej wyprawy. Wędrowaliśmy od trzech tygodni i właśnie zaczęliśmy wchodzić na wzgórza Peak District, kiedy na horyzoncie ukazały się dwie ciemne sylwetki. Po kilku minutach spostrzegliśmy, że byli to prawdziwi wędrowcy. Dokładnie mówiąc, wędrowcy z konkretnym budżetem. Byli obładowani sprzętem, na który nigdy nie mógłbym sobie pozwolić, nie umiałem nawet odgadnąć jego przeznaczenia. Ich kijki wyglądały na droższe od naszych plecaków wraz z całą ich zawartością. Nieznajomi zatrzymali się, zmierzyli nas od stóp do głów i stwierdzili, że ubrani w T-shirty, krótkie spodnie i tanie trampki nie powinniśmy iść dalej.

Trudno im się dziwić – bez wątpienia wyglądaliśmy jak para nowicjuszy na szlaku. Zanim się pożegnaliśmy, z protekcjonalnym uśmiechem zadali nam jeszcze pytanie: „Skąd idziecie?”. „Z Glasgow”, odpowiedzieliśmy z Samem jednocześnie. Zapadła cisza, a my podjęliśmy naszą wędrówkę na wzgórze.

Większość książek dla wędrowców, które miałem w ręku w ostatnich latach, koncentrowała się na bezpieczeństwie i niezbędnym wyposażeniu. Rzadko się zdarzało, żeby ich lektura sprawiła mi przyjemność, ponieważ celem pieszych wycieczek nie jest ani bezpieczeństwo, ani komfort. Już chyba wolałbym zginąć tragicznie podczas wyprawy, niż umrzeć z nudów w fotelu, czytając o bezpiecznym podróżowaniu. Jak dalej zobaczysz, nie są to puste słowa, lecz sprawdzone przez lata przekonanie.

W tej książce przedstawię inne podejście, zakładające, że możesz bezpiecznie odbywać piesze wycieczki, pamiętając jedynie o odpowiednich skarpetkach. Jeśli lubisz wspinać się na lodowiec w koszuli nocnej, to pewnie nie przeczytałeś wielu poradników dla wędrowców i potrzeba czegoś więcej niż jednej książki, aby zmienić twoją postawę. Poza kilkoma wyjątkami moja rada w sprawie bezpiecznej wędrówki ogranicza się do jednego zdania: nie bądź durny.

Każdy potrzebuje odpowiednich narzędzi do zrobienia tego, co zamierzył. W załącznikach na końcu książki znajdziesz na przykład opis metod szacowania odległości, wysokości czy obliczania szerokości rzeki. Żadna z moich rad nie dotyczy kupna bądź dźwigania czegokolwiek, mimo to są one niezwykle przydatne.

Większość poradników dla wędrowców podaje informacje na temat poszczególnych miejsc. Ten przewodnik jest inny – zawiera opis technik, które można wykorzystać podczas dowolnej wędrówki po praktycznie każdym obszarze. Ponadto pokazuje, jak łączyć różne metody, aby cała wędrówka była ciekawsza niż poszczególne jej części. Jeśli nie zaznaczono inaczej, większość metod będzie przydatna w strefie umiarkowanej północnej, która obejmuje Wyspy Brytyjskie, sporą część Europy oraz Stany Zjednoczone.

W tej książce piszę o znakach, sygnałach i wskazówkach, które daje otoczenie, oraz o sztuce przewidywania i dedukcji. Dzięki niej twoje wędrówki, długie czy krótkie, mogą się stać wyjątkowe. Mam nadzieję, że ci się spodoba.

Tristan

PIERWSZE KROKI

Jak poznać po zapachu, że nadjedzie pociąg?

Jedna wskazówka może spowodować, że radykalnie zmienisz sposób myślenia o swoim otoczeniu. Chciałbym, żebyś sobie wyobraził, że wychodzisz na spacer o chłodnym poranku i wyczuwasz zapach dymu, nigdzie jednak nie widać oznak pożaru. Co możesz z tego wydedukować? Poświęć chwilę na przemyślenie tej kwestii, zanim zaczniesz czytać dalej.

Zapach dymu o chłodnym poranku

Jeśli wyczuwasz zapach dymu w powietrzu o poranku, to prawdopodobnie nastąpiła inwersja temperatury. Do tego zjawiska dochodzi, gdy warstwy cieplejszego powietrza zatrzymują jego chłodniejszą warstwę blisko powierzchni Ziemi. Dym z fabryk i domowych palenisk snuje się wtedy nisko, pod warstwą ciepłego powietrza, nasycając zimne powietrze wonią spalenizny.

Inwersja temperatury powoduje „efekt kanapki” – dźwięk, światło i fale radiowe odbijają się pomiędzy górną częścią warstwy chłodnego powietrza a Ziemią. W takich warunkach dźwięk rozchodzi się dalej niż zwykle i może być głośniejszy, będą więc docierać do ciebie niesłyszalne na co dzień odgłosy samolotów, aut i pociągów. Im w okolicy jest głośniej, tym efekt jest mocniejszy.

Tragiczny skutek tego zjawiska zaobserwowano w 1955 roku w Związku Radzieckim. Podczas próbnego wybuchu bomby termojądrowej na kazachskim poligonie powstała fala uderzeniowa, która odbiła się od warstwy ciepłego powietrza i spowodowała zawalenie budynku w pobliskim Semipałatyńsku (obecnie Semej). Pod gruzami zginęły trzy osoby1.

Podczas inwersji temperatury światło się załamuje, co prowadzi do powstania złudzeń optycznych. W normalnych warunkach atmosferycznych obiekty oddalone postrzegamy jako mniejsze i spłaszczone, widzimy na przykład płaskie zachodzące słońce. Jeśli jednak występuje inwersja, to obiekty wydają się rozciągnięte w pionie. Najbardziej spektakularnym złudzeniem powstającym w warunkach inwersji jest fatamorgana (nazwa pochodzi z włoskiego – „fata Morgana” to „czarodziejka Morgana”, postać z legend arturiańskich, umiejąca wywoływać miraże). Obiekty wyglądają wtedy tak, jakby lewitowały – wydaje się, że mosty i łódki unoszą się nad wodą. Także za sprawą tego procesu możemy zobaczyć rzadkie zjawisko nazywane zielonym błyskiem – chwilowy rozbłysk zielonego światła jest widoczny, kiedy zachodzi słońce.

Fale radiowe, w szczególności ultrakrótkie (UKF), które kojarzymy z radiem, odbijają się w taki sam sposób jak fale dźwiękowe, ale szybciej się rozchodzą. Zamiast uciekać w wyższe warstwy atmosfery, odbijają się w tunelu atmosferycznym od warstw „kanapki”, dzięki czemu możemy odbierać stacje, które normalnie byłyby tysiące kilometrów poza zasięgiem naszego odbiornika. Dukt troposferyczny, jak radioamatorzy nazywają to rzadkie zjawisko, był powszechnie wykorzystywany do odbierania oddalonych stacji, zanim umożliwił nam to internet. Tak oto zapach dymu wyczuwalny w chłodnym powietrzu doprowadził nas do podsłuchiwania rozmów prowadzonych przez radio za żelazną kurtyną w czasie zimnej wojny.

Inwersja temperatury jest powodem zakłóceń występujących najsilniej wzdłuż linii brzegowej, kiedy zasięgi nawet bardzo oddalonych stacji zaczynają na siebie nachodzić i słyszy się trzaski w radiu.

Podczas inwersji bardzo często występują poranne mgły. Jeśli uwięziony dym i mgła są wystarczająco gęste, mogą doprowadzić do powstania smogu. W 1952 roku w takiej właśnie sytuacji smog spowodował w Londynie śmierć 11 tysięcy osób, zmarłych na skutek problemów z oddychaniem.

Inwersja temperatury jest meteorologicznym fenomenem, niestety szkodliwym dla naszego zdrowia, ale na szczęście zazwyczaj nie trwa długo.

Wychwycenie zwykłego zapachu może nas zaprowadzić w niezwykłe rejony. Zmysł i myśl, obserwacja i dedukcja – ten prosty dwustopniowy proces jest kluczem do zmiany nudnego spaceru w przechadzkę z dreszczykiem emocji. Jedno nie może funkcjonować bez drugiego. Mózg potrafi zbudować wspaniałe gmachy w naszej głowie, ale potrzebuje bodźca, którego dostarczają mu nasze zmysły. Jest to związek symbiotyczny: mózg okaże się nijaki, jeśli pozbawimy go zmysłów, a zmysły stają się leniwe, jeśli mózg przestaje je pobudzać. Na szczęście rolą mózgu jest zabawa i przyjmuje ona często formę serii pytań. W którą stronę patrzę? Jak się zmieni pogoda? Jak daleko znajduje się tamten budynek? Ile ma lat? Jaka jest temperatura? Co zobaczę dalej?

Jeśli odpowiesz na te pytania oraz na wiele innych bez użycia narzędzi elektronicznych, kierując się jedynie wskazówkami dostarczanymi przez zapachy, cienie, kolory i kształty, zmusisz mózg i zmysły do wspólnej pracy i rozbudzisz w sobie chęć poznania. Ale uwaga – to nie jest proces dla każdego i nie każdy poczuje do tego zapał. Istnieje wiele rodzajów wędrowców. Niektórzy chodzą, by wyłączyć swój umysł, i nie ma w tym nic złego. Jednakże istnieje spora grupa osób, które lubią, kiedy ich mózg i nogi pracują jednocześnie, a ta książka została napisana właśnie dla nich. Dla tych, którzy myślą, że umysł odpocznie podczas krótkiej drzemki lub że wyśpią się po śmierci, wędrówka jest okazją do poczynienia świeżych spostrzeżeń. Jestem świadom, że opisuję dwa rodzaje wędrowców, które się tolerują, a nawet razem odbywają wycieczki. Jednakże niepokojący błysk w oku wędrowców drugiej grupy zazwyczaj rozprasza tych pierwszych, dlatego nie powinni wędrować razem. A nawet byłoby dobrze, gdyby oddzielał ich choćby niewysoki mur.

Przejdźmy do rzeczy – zmieńmy świeże powietrze w eliksir o odurzających właściwościach. Aby to osiągnąć, najlepiej jest się zająć każdym składnikiem otoczenia z osobna, w takiej kolejności, w jakiej wędrowiec będzie je napotykał na swojej drodze. Grunt, niebo, rośliny i zwierzęta będę opisywał oddzielnie, czytelnik będzie więc mógł się zapoznać ze wskazówkami w obrębie każdej kategorii. Ponieważ jednak natura nie lubi być dzielona, prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, gdy połączymy różne składniki w jedną dedukcyjną mieszankę. Krągłości na korzeniach drzew staną się kompasem, a kolory na skałach powiedzą, o której godzinie warto pójść na nocny spacer.

Kiedy zgłębisz ten temat, twoje szanse na efektywne i twórcze spędzenie czasu na świeżym powietrzu wzrosną. Ale najpierw musisz opanować podstawy.

1 Na poligonie koło Semipałatyńska przeprowadzono około 500 wybuchów jądrowych i jak się szacuje, ponad milion Kazachów i żołnierzy zostało narażonych na promieniowanie. Dziś prawie jedna dziesiąta terytorium Kazachstanu jest pustynią atomową (przyp. red.).

GRUNT

Co oznacza kolor błota?

Przed każdą pieszą wycieczką dobrze jest poświęcić chwilę na rozpoznanie dolin i wzniesień, wszelkich nierówności i charakterystycznych linii oraz wyobrazić sobie ich kształty. Nie ma znaczenia, czy pokonujesz łagodne wzgórza wschodniej Anglii, czy Himalaje – chodzi o to samo. Znalezienie wskazówek w terenie jest niemożliwe bez jego wcześniejszej obserwacji. Większość ludzi jest zdania, że w takiej sytuacji najlepiej jest skorzystać z mapy, ale jak się przekonacie, czytając dalej, to nie mapa powinna wyznaczać nam drogę w czasie wędrówki, tylko raczej grunt, po którym stąpamy, powinien zmienić się w mapę. Przez tysiąclecia ludzie przemierzali ziemię pieszo i bez pomocy mapy.

Na swoich kursach lubię używać prostych ćwiczeń ilustrujących to, jak ważne jest właściwe obserwowanie naszego otoczenia, zawsze gdy mamy ku temu okazję. Kiedyś w drodze na szczyt wzgórza zapytałem grupę, na czym będzie polegała najgwałtowniejsza zmiana podczas wycieczki. Wszystkie spojrzenia natychmiast powędrowały do góry, ku niebu, w poszukiwaniu znaków zwiastujących nadciągającą zmianę pogody, a że żadnych tam nie było, zobaczyłem zaskoczone miny. Wtedy poprosiłem członków grupy, aby wymienili elementy krajobrazu widoczne w każdym kierunku. „Zabudowania gospodarskie, skraj lasu, dwa wierzchołki, linia brzegowa, oddalony maszt radiowy, trzy ścieżki, unoszący się dym, skraj miasta, droga, mur...” Im dłużej trwało to ćwiczenie, tym lista była dłuższa.

Wspinaliśmy się jeszcze dziesięć minut na sam wierzchołek, a kiedy tam dotarliśmy, nie pozostało nam nic innego, jak zejść na dół. Gdy weszliśmy do lasu porastającego niewielką dolinę, poprosiłem grupę, aby ponownie wymieniła elementy krajobrazu rozciągające się w każdym kierunku. „W każdą stronę jest pod górę... Wszędzie drzewa... I tyle”.

Dziesięć minut wcześniej widzieliśmy wszystko, a teraz nie widzieliśmy nic. No, może niezupełnie nic. Te skromne obserwacje mają duży potencjał, o czym przekonamy się później, kiedy spotkamy się z członkiem plemienia Dajaków na Borneo. Na razie kluczową rzeczą jest docenienie tego, że krajobraz bywa nie tylko ładny, ale stanowi też bogate źródło informacji. Wysokość zapewnia nam perspektywę, a to już coś. Geodeci zawsze to wiedzieli – jeśli staniesz obok wieży triangulacyjnej, a widoczność będzie dobra, zobaczysz co najmniej dwie sąsiednie wieże.

Widok za każdym razem skłania nas do zapamiętania jego dominujących cech. Odbywa się to automatycznie, kiedy pejzaż jest wyrazisty i charakterystyczny, dlatego zresztą niektóre obszary zyskują zapadające w pamięć lub opisowe nazwy. Góra Sugar Loaf (Głowa Cukru) w Monmouthshire jest wyraźnym punktem orientacyjnym dla tamtejszych wędrowców, podobnie jak Głowa Cukru w Rio de Janeiro. Niestety, dużo większe jest prawdopodobieństwo, że zwrócimy uwagę na zachwycający krajobraz, niż że zapamiętamy teren mniej widowiskowy. Pomyśl o krajobrazie, który dobrze znasz, i zastanów się, ile jego widoków potrafisz przywołać. Kiedy będziesz tam znowu z kolegą lub koleżanką, zróbcie oddzielnie listę cech krajobrazu w ramach przyjacielskiej rywalizacji. Rozpadające się mury, drzewa, skały czy linie brzegowe zaczną się pojawiać przed twoimi oczami jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Nawyk skupienia się, tak by zauważyć cechy mniej wyróżniającego się obszaru, trzeba kształcić. Mają go we krwi tylko trzy grupy wędrowców: artyści, doświadczeni żołnierze i członkowie pierwotnych plemion. Wydaje mi się, że studiowanie bardziej złożonych cech terenu jest czymś, co współczesne umysły uważają za trudne, nawet nienaturalne. Jeśli nie bardzo ci to wychodzi, istnieją dwie metody, które pozwolą udoskonalić tę umiejętność – możesz spędzić dużo czasu, mieszkając na odludziu, bez technologii, map i kompasu, albo też (i to jest praktyczniejszy wariant) możesz poświęcić trochę czasu na naszkicowanie kilku krajobrazów. Poziom artystyczny twoich prac nie jest w tym wypadku szczególnie ważny, chodzi tu raczej o ćwiczenie sztuki widzenia i spostrzegania.

Studiowanie widoków staje się przyjemnością, gdy mamy choć odrobinę wiedzy o perspektywie, świetle i jego wpływie na krajobraz. Kiedy następnym razem będziesz miał dobry widok na pofałdowane wzgórza, spójrz uważnie i zauważ coś, co widziałeś setki razy, ale tak naprawdę nigdy tego nie dostrzegłeś – im dalej się znajdują, tym wydają się jaśniejsze. Najbliższy pagórek jest zdecydowanie ciemniejszy niż ten, który znajduje się za nim oraz wszystkie inne rozciągające się aż po horyzont. Dzieje się tak ze względu na atmosferyczne zjawisko optyczne, które od nazwiska jego odkrywcy zyskało miano rozpraszania Rayleigha. To z powodu tego rozpraszania niebo jest niebieskie, a horyzont ma odcień zbliżony do bieli nawet podczas bezchmurnej pogody.

Zrozumienie zjawiska światła i kontrastu przydaje się częściej, niż myślimy. Czy miałeś kiedyś okazję spoglądać na wzgórze rano lub pod koniec dnia, a kolory wydały ci się nieziemskie – niezwykle nasycone światłem i o niespotykanej głębi? Dzieje się tak wtedy, gdy za naszymi plecami znajduje się nisko położone słońce, a my patrzymy na wzgórze, za którym jest ciemne niebo. Jeśli słońce przebija się przez chmury godzinę przed zachodem, to stań do niego tyłem i spójrz na wprost. Widok będzie niezwykły, a kolory, które zobaczysz, wydadzą ci się lśniące. Jest to jeden z moich ulubionych sposobów zakończenia spaceru w niezbyt piękną pogodę.

Niezależnie od pogody wzgórza znajdujące się dalej wydają się jaśniejsze

Perspektywa ma też dodatkowy wymiar praktyczny, któremu warto przyjrzeć się bliżej. Kiedy jesteś na stoku, twój mózg traci na chwilę orientację. Jeśli wchodzisz na wzgórze lub z niego schodzisz, mózg dostosowuje się do nowych warunków, starając się przywrócić stan równowagi, tak aby wszystko wyglądało na zbliżone do poziomu. Efektem ubocznym jest wyparcie perspektywy pozostałych pochyłości. Kiedy idziesz w dół, strome wzgórze wydaje ci się łagodniejsze niż w rzeczywistości. Z pochyłości poziom gruntu przed nami będzie wyglądał tak, jakby delikatnie się wznosił, a lekkie wzniesienie stanie się stromym wzgórzem. Zjawisko to zazwyczaj nie stanowi problemu dla wędrowców, gdyż idąc pieszo, mamy dość czasu na przystosowanie się, ale zawsze zaskakuje motocyklistów i rowerzystów – do tego stopnia, że zmuszeni są gwałtownie hamować.

Złudzenie nachylenia jest częścią szerszego zjawiska, z reguły niedocenianego przez wędrowców. Nasza obecna perspektywa wpływa na odczuwanie wszystkiego wokół. Z tego powodu nigdy nie patrz na coś, co się rusza, kiedy twoja równowaga jest zachwiana. Jeśli musisz przejść po czymś wąskim, na przykład po pniu przerzuconym nad strumieniem albo rzeką, nie zerkaj na płynącą wodę – uniemożliwi ci to utrzymanie równowagi.

Gdy wyćwiczymy swój zmysł obserwacji, zwiększą się nasze umiejętności dedukcji. Możemy zacząć od obserwacji ogólnych. Północna i południowa strona wzgórza są od siebie niezależne i dostają różną ilość światła słonecznego. Możesz dostrzec, że stoki od strony południowej mają więcej roślinności, a stoki północne bardziej przypominają lodowce, jeśli wiatr i opady atmosferyczne tego nie zmienią. Linie śniegu, drzew oraz zabudowań będą osadzone nieco wyżej na stokach od strony południowej. Rośliny kiełkują tam o cztery dni wcześniej niż po stronie północnej.

Cieńszą warstwę gleby i niższe drzewa znajdziesz na zboczach narażonych na silny wiatr. W Wielkiej Brytanii są to zbocza południowo-zachodnie. Trudno dokładnie określić, jak twój widok zmieni się wraz ze zmianą twojego położenia (a zmieni się na pewno!) i to jest moment, w którym zaczyna się praca detektywa – za każdym razem, kiedy zauważysz jakąś zmianę lub nieprawidłowość, musisz odgadnąć, co się za nią kryje. Ten nawyk pozwoli ci szybko skupić się na drobnych szczegółach. Nawet niewprawne oko jest w stanie dostrzec mury bądź żywopłoty, które otaczają pola i łąki, ale doświadczony wędrowiec zauważy, że brama znajduje się w rogu pastwiska. Jakie wskazówki wynikają z tej obserwacji? Odpowiedź znajdziesz, czytając dalej.

Technika SORTED

Szkicowanie krajobrazu stanowi jeden ze sposobów na jego dokładniejsze poznanie, ale to na tyle ważna umiejętność, że pokażę wam jeszcze jedną technikę. Ta, której używam i której uczę, nosi nazwę SORTED – to akronim, a każda litera odpowiada innemu wskaźnikowi.

S (Shape) – Ukształtowanie

O (Overall character) – Ogólny charakter

R (Routes) – Drogi

T (Tracks) – Ślady

E (Edges) – Skraje

D (Detail) – Szczegóły

Dzięki tym sześciu wskaźnikom dostrzeżesz znacznie więcej, niż patrząc na wszystko naraz. Każdemu z nich można by poświęcić osobną książkę, ale tutaj chodzi mi o zaprezentowanie metody, wyjaśnienie każdego kroku oraz przywołanie pouczających i zabawnych przykładów. Jeśli nie będziesz czerpać z tego radości, twoja motywacja osłabnie.

Technika obejmuje dwa etapy. W pierwszym – SOR – chodzi o uchwycenie otoczenia, w drugim zaś – TED – będziemy szukać konkretnych wskazówek i zacznie się prawdziwa zabawa.

Ukształtowanie

Kiedy miałem czternaście lat, oznajmiłem ojcu, że latem wraz z przyjaciółmi planujemy udać się na pieszą wycieczkę i rozbić obozowisko w Brecon Beacons. Doskonale pamiętam, jak ojciec mnie wypytywał, chcąc sprawdzić, czy jestem zdecydowany to zrobić. Kiedy zrozumiał, że wyruszymy tak czy inaczej, zdecydował się nam pomóc.

Rozłożyłem mapę wydaną przez Ordnance Survey, którą ja i moi przyjaciele kupiliśmy w centralnej części Brecon Beacons w Walii, i pokazałem ojcu, dokąd zamierzamy się udać. Do tej pory śmieję się w duchu, kiedy sobie przypomnę wyznaczoną trasę. Była to prawie prosta linia, zaczynająca się w naszym pierwszym obozowisku i kierująca się bezpośrednio do najbliższego wzniesienia – Pen y Fan, najwyższego punktu na południu Wysp Brytyjskich. Plan marszruty nie uwzględniał szlaków turystycznych i delikatnie mówiąc, był beznadziejny.

Na swoją obronę powiem tylko, że choć wymyśliliśmy absurdalną trasę, to punkt docelowy był kuszący. Mój ojciec dobrze poznał pasmo górskie Brecon Beacons w czasach, kiedy był oficerem brytyjskiej jednostki specjalnej, dlatego nie oparł się pokusie wymyślenia swojego planu i tak jak przewidywałem, natychmiast zaangażował się w naszą wycieczkę.

Był przy tym cierpliwy. Najpierw poprosił, bym spojrzał na poziomice narysowane na mapie, a potem wyszedł na zewnątrz, wykopał trochę ziemi i zrobił z niej model góry, na którą zamierzaliśmy wejść. Kilka tygodni później czterech czternastolatków bezpiecznie zeszło ze szczytu Pen y Fan, prosto na spotkanie z samochodem mojego taty, zaparkowanym przy drodze parę kilometrów dalej. Rady i wskazówki mojego ojca dotyczące kształtu góry spowodowały, że na dole czekały na nas batoniki Mars i herbata, a nie helikoptery i dziennikarze. Wcześniej nie miałem pojęcia o wielu rzeczach, ale tato zaczął mnie wtedy uczyć szacunku dla natury, właściwego wszystkim, którzy chodzą niebezpiecznymi ścieżkami, zarówno żołnierzom sił specjalnych, jak i nomadom.

Przed tą pieszą wycieczką wiedziałem teoretycznie, co oznaczają poziomice. Po pięciu dniach obozowania i wspinania się dotarło do mnie, jak ważne jest zaznajamianie się ze strukturą gór. Kolejną dekadę zajęło mi odkrywanie bardziej subtelnych wskazówek dotyczących kształtu wzniesień. Teraz mogę bezpiecznie wędrować kilka kilometrów w gęstej mgle bez żadnych przyrządów, kierując się jedynie ukształtowaniem terenu.

Pierwsze kawałki tej układanki są najważniejsze. Znajdź wyżynę, szczyt, rzekę lub jakąkolwiek linię brzegową i przypatrz się ich powierzchni i lokalizacji. Jaka siła je stworzyła i w którym kierunku się przemieszczała?

Ogólnie mówiąc, grunt ulega erozji spowodowanej przez wodę (morza, rzeki, lodowce) oraz w mniejszym stopniu – przez wiatr. Studiowanie gruntu nie jest tak łatwym procesem, jak mogłoby się wydawać. Ale gdy już ustalisz, że dolina została wydrążona przez lodowiec przesuwający się z południa na północ, wtedy nie tylko jej profil w kształcie litery U, ale i każda niecka, nierówność czy rysa znajdujące się w dolinie nabiorą sensu.

Barańce (mutony) to formacje skalne, które ujawnią swój charakter, jeśli będziesz je obserwować w tym kierunku, w którym przemieszczał się lodowiec. Skały te mają gładką powierzchnię od strony, po której przeszedł lód, i znaczniej bardziej chropowatą od strony osłoniętej od wiatru lub tej, gdzie lód topniał.

Baraniec

Charakterystyczne rysy, tak zwane żłobkowanie, to zadrapania powstałe na skutek ciągnięcia jednej skały po drugiej przez lodowiec. Każde z tych zadrapań może być kompasem. Gdy odkryjemy, którędy przeszedł lodowiec, będziemy czytać we wzgórzach i skałach jak w otwartej książce.

Żłobkowanie

Gdy znajdziesz się w dolinie rzeki, musisz ustalić, jak biegnie jej koryto i w którą stronę płynie woda. Dla wielu ludów, przykładowo z południowo-wschodniej Azji i Ameryki Południowej, koryto rzeki oraz kierunek jej pływu są głównymi narzędziami nawigacji. Nawet jeśli jesteś blisko domu, warto mieć na uwadze te wskazówki. Woda płynie w dół, co jest oczywiste i czasami niewiele nam wyjaśnia, ale może być pomocne. Dartmoor jest granitowym wzniesieniem, na którym znajduje się pięć zbiorników wodnych – woda, która z nich wypływa, wskaże ci kierunek, gdzie będzie skraj wrzosowiska.

Upewnij się, czy rzeka płynie tylko w jednym kierunku, czy też jest rzeką pływową. Znam pewną parę z Sussex, która szła brzegiem rzeki do pubu na lunch. Wracając, minęli most i podążali brzegiem rzeki. Szybko poczuli się zdezorientowani i obwiniali wypite wino o to, że rozpoznają jedynie połowę obiektów mijanych po drodze. Tymczasem pływ rzeki się zmienił. To, czy rzeka jest pływowa, zależy od tego, jak blisko wybrzeża się znajdujesz. Ponadto jeśli widzisz zacumowane łodzie i wszystkie są skierowane w jedną stronę, masz pewność, że rzeka płynie tylko w jednym kierunku. Każdy kapitan zacumuje swoją łódź pod prąd.

Czasami może ci się wydawać, że stąpasz po płaskiej i nijakiej powierzchni, ale tak nie jest. Żadne miejsce na Ziemi nie jest idealnie płaskie i nijakie. Stoły do snookera są takie drogie dlatego, że trudno jest uzyskać rzeczywiście płaską i nijaką powierzchnię. Przeszedłem wiele równin i początkowo myślałem, że te na Pustyni Libijskiej są nijakie, ale z Tuaregiem, który towarzyszył mi w wędrówce, przemierzałem zróżnicowane krajobrazy. Tuaregowie są w stanie pokonać pieszo długie dystanse, kierując się tylko punktami orientacyjnymi. Wiele z nich dostrzegałem dopiero wtedy, gdy pokazali mi je palcem. Zrozumiałem wówczas, że ich metoda przemieszczania się z punktu A do punktu B zależy wyłącznie od umiejętności rozpoznawania ukształtowania terenu – kształtów wzgórz i gór, wadis, wydm i skał.

Jeśli nie potrafisz dostrzec charakterystycznych cech krajobrazu, ale jesteś pewien, że one tam gdzieś są, powinieneś wspiąć się wyżej. Dwa najtrudniejsze rodzaje terenów, z którymi miałem do czynienia, to pustynia i dżungla. Aby się zorientować w pustynnym krajobrazie, najlepiej wejść na najwyższy punkt wydmy. Nawet spoglądanie z wysokości garbu wielbłąda może ci ułatwić odczytywanie znaków. W dżungli widok ze szczytu jest niezwykłą rzadkością, poza tym w dolinach lasów deszczowych widoczność drastycznie maleje. Tę samą zasadę stosuje się bliżej domu – jeśli trzeba, wejdź wyżej.

W czwartej serii komedii BBC Czarna Żmija jest scena, w której generał Melchett (w tej roli Stephen Fry) rozkłada mapę sztabową z pierwszej wojny światowej, pochyla się nad nią i ryczy: „Boże, to przecież jałowa i nijaka pustynia!”. Jego asystent, kapitan Darling, patrzy na pusty arkusz i mówi: „Mapa jest z drugiej strony, Sir”.

Miałem okazję widzieć całkiem białe lub niebieskie mapy, na których niewiele się znajdowało. Taka mapa pokazuje jednak ograniczenia kartografii, a nie homogeniczność powierzchni Ziemi. Nawet najlepsze mapy pomijają niektóre szczegóły krajobrazu. Myśl o mapie jako o narzędziu pomocnym w odczytaniu najszerszego pociągnięcia pędzlem na pejzażu, ale nie popełnij błędu, który ma na swoim koncie wielu wędrowców – nie licz na to, że wyczytasz z mapy wszystko, co możesz dostrzec w swoim otoczeniu. Chciałbym kiedyś zobaczyć mapę wiernie oddającą profil grzbietu!

Jeśli przestudiowałeś już ukształtowanie powierzchni, to czas na kolejny krok, czyli na wędrówkę, którą odbędziesz w głowie. Postaraj się wyznaczyć punkty orientacyjne, ustalić ukształtowanie terenu oraz jego nachylenie. Aby lepiej zrozumieć ten proces, spędzimy chwilę z pułkownikiem Richardem Irvingiem Dodge’em, który zdobył doświadczenie, pracując przez trzydzieści trzy lata pośród Indian w XIX wieku. Przywołuje on opowieść Espinosy, starego przewodnika Komanczów, o tym, jak uczy się młodych podróżowania po obcym kraju:

Starsi mężczyźni mieli w zwyczaju gromadzić chłopców na kilka dni przed ustaloną datą wymarszu, aby przekazać im stosowne instrukcje.

Wszyscy usiedli w kręgu, przygotowano też wiązkę patyków z nacięciami, których liczba odpowiadała liczbie dni wyprawy. Jeden ze starców wziął patyk z jednym nacięciem i na ziemi narysował palcem prostą mapę przedstawiającą pierwszy dzień podróży. Linia rzek, wzgórza, doliny, jary, ukryte źródła – wszystko dokładnie zaznaczone. Kiedy chłopcy gruntownie się z nimi zapoznali, patyk symbolizujący następny dzień marszu został zobrazowany w taki sam sposób, i tak aż do końca wyprawy. Potem starzec powiedział, że zna grupę młodych mężczyzn i chłopców, z których najstarszy miał dziewiętnaście lat i żaden nigdy nie był w Meksyku, i którzy przebyli całą drogę z obozowiska Brady’s Creek w Teksasie do Meksyku1, opierając się jedynie na informacjach zobrazowanych przez takie patyki. Choć może to się wydawać dość nieprawdopodobne, były to wskazówki równie dobre jak każde inne w wypadku tak niezwykłej podróży2.

Ogólny charakter

Pytanie „Jaki on jest?” jest często używane w odniesieniu do czyjegoś charakteru. Takie samo pytanie można zadać także w kontekście krajobrazu. Skały i ziemia, które napotykamy w czasie wędrówki, są kluczem do zrozumienia i przewidywania wszystkiego, co zobaczymy później. Kiedy zaczynałem uczyć techniki SORTED, nazwałem ten etap „ologia”, ponieważ dotyczy on geologii i pedologii (nauki o glebach), ale uznałem, że to dziwne słowo niektórym może się nie spodobać, ostatecznie więc zmieniłem nazwę na „Ogólny charakter”. Możesz wybrać to określenie, które wolisz.

W nocy 23 marca 2013 roku Jeremy Bush usłyszał krzyki swojego brata Jeffa dobiegające z sąsiedniego pokoju. Jeremy wbiegł do sypialni Jeffa i zobaczył, że jego brata, łóżko i betonową podłogę pochłonęła głęboka zapadlina. Jeremy wskoczył do dziury za bratem, ale nie mógł go dosięgnąć i sam został uratowany dopiero przez policję. Po jakimś czasie policja odwołała poszukiwania Jeffa Busha, następnie zaprzestano poszukiwania jego ciała, a ostatecznie pozostałości domu Bushów zostały zburzone. Jeff Bush był ofiarą leja krasowego. Na wieść o tym tragicznym zdarzeniu – gdy minął już pierwszy szok – większość ludzi z choćby podstawową wiedzą dotyczącą skał prawdopodobnie pomyślała to samo: „Wapień!”.

Kiedy się dowiemy, jaki rodzaj skał przeważa na danym obszarze, będziemy mogli przewidzieć wiele rzeczy. Jeśli znajdziemy wapień, to natrafimy również na dziury, jaskinie i kamienne wieże. Gdyby nie wapień, wąwóz Cheddar Gorge byłby pozbawiony jaskiń, a Morze Andamańskie słynnej Maczugi. Tam gdzie przeważa granit, możemy znaleźć wrzosowiska, góry, torf oraz mokradła – przez to twoje nogi będą musiały ciężej pracować, a obuwie przemoknie. Powinniśmy zwrócić uwagę, czy skały, które mamy pod stopami, lub te, które sterczą z ziemi, zmieniają się. Jeśli wychodzisz z bardziej niedostępnej, dzikiej części wrzosowisk i czujesz pod stopami, że podłoże się zmienia, to prawdopodobnie zaraz natkniesz się na cywilizację.

Jeśli widzisz nagie skały, spróbuj ustalić, czy istnieje jakaś prawidłowość w ułożeniu ich warstw. Siły geologiczne często przechylają skały pod jakimś kątem, a zjawisko to występuje na większych obszarach. Dzięki dostrzeżeniu tego kąta, który geologowie nazywają nachyleniem, mogłem stawić czoło wyzwaniu, jakim była naturalna nawigacja w zachmurzonej dolinie w północnej Walii. Kiedy zauważyłem, że skały osadowe na tym obszarze są pochylone w kierunku południowym, stały się one moim niezawodnym kompasem. Jest to jedna z niewielu technik naturalnej nawigacji, którą możesz się posłużyć, szukając drogi pod ziemią. Raz byłem zmuszony z niej skorzystać, kiedy znalazłem się w opuszczonej kopalni soli.

Patrząc z bliska na odłamki skał, możemy zgadnąć, czy znajdowały się one w rzekach albo w lodowcach. Gładkie okrągłe kamienie powstają na skutek ciągłej erozji wodnej, jakiej ulegają zarówno w rzekach, jak i w lodowcach. Woda może zniknąć na długo, ale jeśli znajdziesz się na terenie narażonym na błyskawiczne powodzie, kształt kamieni bliżej dna doliny pomoże ci określić stopień zagrożenia w razie deszczu.

Kiedy skały zostały skruszone i zmieszane z cząsteczkami martwych roślin i zwierząt, zaczęły tworzyć niedocenioną substancję: glebę. Dwa lata temu wędrowałem niedaleko Haverigg, na południowym skraju Lake District, i zauważyłem, że błoto pod moimi butami zmienia barwę z ciemnego brązu na żywą czerwień. Małe dochodzenie potwierdziło moje przypuszczenia – szedłem po terenie starej kopalni rudy żelaza.

Gleba przybiera różne kolory; na początku XX wieku Amerykanin Albert Munsell opracował unikatowy sposób ich oznaczania. System kolorów Munsella jest nadal używany przez gleboznawców. Tak dobrze oznaczono w nim barwy i daje on tyle możliwości, że na jego podstawie stworzono system próbek kolorów – to właśnie te próbki przeglądamy, nim zdecydujemy, na jaki kolor pomalować nasz dom.

Im ciemniejsza jest ziemia, tym więcej zawiera substancji organicznych i składników odżywczych. Można się zatem spodziewać bogatej i zróżnicowanej szaty roślinnej oraz rozmaitych zwierząt. Jeśli ziemia przyjmuje odcień czerwony, żółty lub szary, oznacza to, że znajduje się w niej dużo żelaza. Kolor zależy od ilości wody w tej glebie, a co za tym idzie – od reakcji chemicznych, którym ulega żelazo. Szara ziemia jest zazwyczaj wilgotniejsza niż czerwona i żółta, kolor ten przeważnie jest też sygnałem procesu wypłukiwania – ziemia, z której zostały wypłukane substancje odżywcze i minerały, będzie uboga w roślinność oraz zwierzęta. Stężenie żelaza w glebie to konsekwencja naturalnego procesu, ale jeśli jej kolor uległ radykalnej zmianie w krótkim czasie, można się spodziewać, że to skutek ingerencji człowieka zarówno na ziemi, jak i pod jej powierzchnią. Rudy żelaza mogły zostać wykopane lub struktury żelaza spowodowały korozję prowadzącą do niespotykanego stężenia i wystąpienia charakterystycznego koloru.

Jeśli zauważysz, że radliny na zaoranych polach mają białe grzbiety, niczym wzburzone fale, będzie to oznaka wysokiego poziomu soli w ziemi lub wskazówka, że znajdujesz się blisko wybrzeża.

Charakterystyka gleby nie ogranicza się do podania jej koloru – równie istotna jest jej konsystencja. Błoto, które daje się uformować w kulkę, to zupełnie inna gleba niż błoto kruszące się i suche, rozpadające się na ziarnka piasku. Kulka błota, którą można uformować w wałek, zawiera glinę. Nie musisz brudzić sobie rąk na każdym spacerze, wystarczy, jeśli będziesz pamiętał, jak twoje stopy reagują na podłoże. Różne rodzaje gleby są inaczej odczuwane pod stopami i gdy to sobie to uświadomisz, będziesz mógł wykryć zmiany w roślinności oraz aktywności zwierząt i ludzi na danym terenie. Piaszczyste gleby są suche, a gleby zawierające glinę nasiąkają wodą, jeżeli więc biwakujesz, to lepiej rozbij namiot na tych pierwszych.

Ostatnia ważna sprawa to stabilność gleby. Jeśli zauważysz szczeliny w ziemi lub brzegi, które niedawno się obsunęły, będzie to oznaczało, że stąpasz po niestabilnym gruncie. Takie zjawiska, w formie pęknięć w chodnikach lub drogach, można zauważyć w miastach i wsiach. Jeśli znajdziesz podejrzanie tanią ofertę sprzedaży nieruchomości, zastanów się, czy cena nie ma związku z niestabilnością podłoża.

Drogi

Kiedy zobrazujesz już sobie ukształtowanie oraz charakter krajobrazu, najwyższa pora przeanalizować stworzone przez człowieka linie w formie autostrad, dróg i ścieżek.

Budowa dróg i autostrad jest ogromną inwestycją, więc czy są one nowe, czy stare, zawsze w ich konstrukcji obowiązuje pewien schemat. Muszą łączyć dwa miejsca i pierwszym pytaniem jest: które to miejsca? Następnie warto zwrócić uwagę, jak mają się te linie do trasy naszej wędrówki. Znając ukształtowanie terenu i wiedząc, kiedy powinieneś przekroczyć drogę lub ścieżkę, możesz uniknąć sytuacji przedstawionej na rysunku.

Prawdopodobnie wielu wędrowców, patrząc na ten schemat, nabierze przekonania, że źle wyznaczyło kierunek do punktu B, chyba że ściśle zastosowali wszystkie zasady SORTED w punkcie A. Dzieje się tak dlatego, że droga jest niewidoczna przez większość wędrówki. W takich sytuacjach często wkrada się niepewność, gdyż trzeba wędrować przez wiele godzin, nie widząc krajobrazu, który wcześniej był widoczny. Wtedy zaczyna się spoglądanie na mapę co pięćdziesiąt metrów, a to nie jest ani trochę zabawne i do tego marnuje wysiłek naszych zmysłów.

Na niektóre trasy można wyruszać bez względu na pogodę, na niektóre – tylko przy dobrzej pogodzie, dlatego planując wyprawę w domu, trzeba wziąć pod uwagę charakterystykę gruntu. Lubię wędrować pewnym szlakiem w West Sussex – po Amberley Brooks, ale na trasie, którą przemierzam, poziom wód często się podnosi i lepiej to przewidzieć, zanim woda zacznie się wlewać do butów. Gdy szukasz sposobu na wykrycie podmokłych terenów, upewnij się, że patrzysz na grunt zarówno w kierunku najjaśniejszego nieba, jak i w kierunku, w którym się poruszasz. Jeśli się do tego zastosujesz, woda na podmokłych terenach będzie widoczna jako jasne odbicie. Gdy któraś równina okaże się podmokła, można przyjąć, że inne obszary na tym terenie również są zalewane. Kiedy zejdziesz z góry, w roli wskazówek wystąpią rośliny, ale do tego tematu wrócimy później.

Gdy poruszasz się ścieżkami dochodzącymi do głównych dróg na obszarze wiejskim, skąd będziesz wiedział, którędy iść do najbliższego miasteczka? Jeśli przyjrzysz się uważnie skrzyżowaniu, znajdziesz ślady samochodów, rowerów oraz ludzi wskazujące na to, że jeden z kierunków wybiera się częściej niż inne, i to doprowadzi cię do miasta. Na jednej połowie drogi zobaczysz więcej śladów opon w błocie lub pyle. Ta część drogi będzie wyglądała na bardziej zużytą, a czasami nawet na bardziej błyszczącą. Gdziekolwiek mniejsza droga krzyżuje się z główną, natrafisz na wskazówki pokazujące najczęściej wybierany kierunek

Ślady

Kiedy w 2009 roku wyruszyłem na wędrówkę po Pustyni Libijskiej z dwoma Tuaregami, już na samym początku udało mi się wyjaśnić dwie nurtujące mnie kwestie. Po pierwsze, chciałem wiedzieć, co mam zrobić, jeśli odłączę się od Amgara i Khadira. I po drugie, jakich zagrożeń na pustyni powinienem być świadom. Wiedza Tuaregów była cenniejsza niż jakiekolwiek moje pomysły w tym zakresie. Amgar, starszy z nich, wskazał na swoje ślady, na ich charakterystyczne krawędzie, i powiedział łamaną francuszczyzną: „Teraz już nigdy mnie nie zgubisz”. Tego samego dnia pokazał mi linie zrobione przez węża i rzekł: „Teraz już nie będziesz niemile zaskoczony”. Przez następny tydzień Amgar z zapałem sprawdzał moje umiejętności, prosząc, bym podążał jego śladem, a potem znikając między skałami.

Stałem się bardziej uważny i gdy później wskazał dziwne znaki na piasku, zdałem sobie sprawę, że to ślady gąsienic czołgu z okresu drugiej wojny światowej. W miejscach, do których rzadko dociera woda, ślady utrzymują się bardzo długo i można by odtworzyć całą bitwę na podstawie śladów, które zostały na pustyni.

Tropienie, sztuka patrzenia na odciski na ziemi, tak aby odczytać ich historię, to jedna z kilku metod dedukcji na świeżym powietrzu, stale zresztą udoskonalana. Na świecie zajmuje się nią wielu zawodowców i amatorów. To nauka, z której czerpią nie tylko dzieci szukające małych zwierząt, ale i uzbrojeni policjanci tropiący niebezpiecznych przestępców. Napisano na ten temat wiele książek, organizowane są stosowne kursy, jeśli zatem wciągnie cię ta dziedzina, łatwo znajdziesz sposób na pogłębienie wiedzy z tego zakresu. Ponieważ ta książka jest przeznaczona dla mniej wprawnych wędrowców, skupię się na zasadach ułatwiających tropienie oraz opiszę kilka zadziwiających umiejętności, które powinny zainteresować tych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś nowego.

Po raz pierwszy miałem do czynienia ze sztuką tropienia i odnajdywania wskazówek znajdujących się na ziemi, gdy byłem nastolatkiem. We wstępie zamieściłem zwięzłą radę dotyczącą bezpieczeństwa: nie bądź durny. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Kilka razy byłem naprawdę durny i wcale nie okazało się to takie fajne, jak mogłoby się wydawać. W 1993 roku, kiedy miałem dziewiętnaście lat, namówiłem swojego niezwykle zrównoważonego i cierpliwego przyjaciela Sama na wyprawę w indonezyjskie góry, żeby zdobyć Gunung Rinjani. To drugi pod względem wysokości aktywny wulkan, mający 3726 metrów n.p.m. W 1994 roku trzydziestu wieśniaków straciło życie z powodu lawiny błotnej na jego zboczu, Rinjani wybuchł też trzykrotnie w ciągu jednego dnia w 2010 roku.

Nie zabraliśmy przewodnika, mapy, kompasu, GPS-u, żadnych ciepłych ubrań, radia, sprzętu ułatwiającego przetrwanie, apteczki ani maszynki do podgrzania jedzenia. Mieliśmy z sobą kilka stron wyrwanych z przewodnika Lonely Planet oraz przeciekający namiot, pożyczony w gospodzie na nizinie. Niezaprzeczalnie była to tania wyprawa. Istnieją również inne przymiotniki, których mógłbym użyć. Prawie zabiłem nas obu, co więcej – nie mam tu na myśli jednorazowego działania.

Gdy byliśmy na wysokości ponad 3000 metrów, a więc jeszcze sporo przed szczytem, w środku nocy Sam zaczął zdradzać oznaki hipotermii. Desperacko próbowałem go ratować, dlatego zeszliśmy niżej, bo tam było cieplej, i wtedy zabłądziłem. Wkrótce skończyło się nam jedzenie, a zaraz potem woda. Trzy dni później, ledwie trzymając się na nogach, wyszliśmy w końcu z dżungli. Gdy trafiliśmy na jakąś wioskę, stopy Sama były już w takim stanie, że musiał jechać na tyle wozu zaprzężonego w osła.

To, że wyszliśmy cało z tak beznadziejnie zorganizowanej eskapady, zawdzięczamy wyłącznie elementarnym technikom tropienia. Przez cały dzień byliśmy przygnębieni liczbą „ścieżek” odnajdowanych w gęstym lesie deszczowym. Ścieżek, które później znikały. Powinniśmy byli się zorientować, że to szlaki zwierząt, ale w tamtej chwili, gdy nasza ignorancja była równie wielka jak nasz optymizm, wydawało się nam, że to dzieło człowieka. Próbowaliśmy podążać w kierunku naturalnego spływu wody, ale doprowadziła nas ona do ogromnego wodospadu, a bez sprzętu do wspinaczki nie mogliśmy zejść na dół, więc musieliśmy wrócić po swoich śladach na górę. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia o naturalnej nawigacji.

Bliscy rozpaczy zaczęliśmy myśleć o podpaleniu plecaków i napisaniu pożegnalnego listu do rodziców. Naprawdę czuliśmy, że nasze szanse na przetrwanie są niewielkie. Umysł potrafi płatać figle, szczególnie kiedy nie ma się doświadczenia.

W chwili największego zwątpienia zobaczyliśmy jeszcze jedną ścieżkę oddaloną o pięćdziesiąt metrów od krawędzi wzgórza. Początkowo uznaliśmy ją za nieprzydatną, gdy nagle się zorientowaliśmy, że patrzymy nie na jedną, lecz na dwie równoległe ścieżki. Szlaki wydeptane przez zwierzęta nie są ułożone równolegle do siebie na długim odcinku. Nie wierząc własnym oczom, ruszyliśmy po śladach zostawionych w błocie, a patrząc na nie, zdaliśmy sobie sprawę, że natknęliśmy się na koniec drogi, po której jeździł samochód z napędem na cztery koła. Godzinę później dotarliśmy do wsi, wprawiając jej mieszkańców niemal w osłupienie.

Jeśli sztuka tropienia jest dla ciebie czymś nowym, poniższe trzy główne zasady pomogą ci się zorientować, jak możesz ją zastosować w czasie wędrówki, zamiast krążyć po własnych śladach, zawiedziony i zniechęcony.

Po pierwsze, szukając drogi, musisz korzystać z każdej dostępnej wskazówki, a najłatwiej jest je znaleźć na piasku albo na śniegu. Moja żona doskonale wie, że będę wstawał o dziwnych porach w nocy, kiedy spadnie pierwszy śnieg. Świeży śnieg i zimne powietrze oznaczają, że wszystko, co po nim przejdzie, zostawi ślady (ciepłe powietrze wygładza śnieg, ale jest on nadal wspaniałym narzędziem tropienia, wymaga jednak więcej uwagi i pracy). Nawet nowicjusz, patrząc na śnieg, jest w stanie dostrzec ślady ptaka, który wylądował, a następnie odleciał. Dostrzeżenie tego będzie znacznie trudniejsze na twardej powierzchni.

Nie rozpaczaj, jeżeli prognoza pogody nie przewiduje śniegu na najbliższe miesiące – są jeszcze inne powierzchnie ułatwiające tropicielowi życie. Można czytać ślady na błocie i na piasku, pod warunkiem że nie były ani za mokre, ani za suche w momencie, kiedy zwierzęta lub ludzie po nich chodzili. Mogą wyschnąć później, ale w momencie nacisku grunt powinien być wystarczająco wilgotny oraz twardy, aby zachować odbity ślad. Z pewnością w trakcie wielu wędrówek znajdziesz podobne miejsca.

Po drugie, zwiększysz swoje szanse, jeśli będziesz wiedział, gdzie patrzeć. Zarówno ludzie, jak i zwierzęta potrafią stworzyć zatłoczone ulice. Czas, który poświęcisz na badanie krajobrazu, zwróci się, kiedy zaczniesz szukać szlaków wytyczonych przez zwierzęta. Nie będą one chaotycznie rozrzucone, lecz skupione na konkretnym obszarze. Zasoby są ograniczone, a konkurencja duża – wszystko to pomaga przewidzieć, gdzie zwierzęta zostawiły ślady. Na przykład gdy dostrzeżesz skraj lasu, swobodnie rozrzucone wiejskie domy i jezioro, to znaczy, że udało ci się znaleźć najlepszy punkt do szukania wskazówek zostawionych przez zwierzęta. Zwierzęta potrzebują jedzenia, wody oraz schronienia, więc będą się gromadzić w miejscach, gdzie wszystkie te rzeczy są dostępne.

Po trzecie, zwracaj uwagę na rodzaj światła oraz kąt jego padania. Ślady pojawiają się i znikają w zależności od kąta, pod którym patrzymy, oraz kąta, pod jakim pada światło. Wczesny świt i zmierzch są najlepsze dla tropicieli, ponieważ kąt padania światła sprawia, że właśnie wtedy najwyraźniej widać ślady. Aby się o tym przekonać i zapamiętać ten ważny szczegół, wykonaj następujące doświadczenie.

W ciemnym pokoju ustaw lampę tak, żeby światło padało pionowo na pustą kartkę. Spójrz na nią z góry – zobaczysz papier pozbawiony wskazówek. Teraz ustaw lampę tak, żeby światło tylko docierało do kartki. Spójrz przez światło, tak jakbyś chciał rzucić okiem na powierzchnię papieru. Teraz będziesz w stanie dostrzec ziarenka włóknistej masy wykorzystanej do zrobienia papieru, a nawet odbite ślady listy zakupów, którą zrobiłeś wczoraj.

Następnie przeprowadź drugi eksperyment, tym razem na zewnątrz. Delikatnie odciśnij ślad buta na piasku lub w błocie. Chodząc wokół tego miejsca, przyjrzyj się, jak wyraźnie ślad jest widoczny pod jednym kątem, a jak zanika w innym oświetleniu. Warto wrócić do tego odcisku za jakiś czas i jeszcze raz mu się przyjrzeć. Kąt padania światła, nawet w pochmurny dzień, oraz kąt, pod którym patrzysz, decydują o tym, jak wyraźnie widzisz odcisk. To, jak ważne są kąt padania światła i kąt widzenia, da się wyczytać z twarzy supertropiciela. Rzadko się zdarza, żeby taki ktoś nie miał odciśniętych na policzkach śladów gałązek i liści, po tym jak tuż przy ziemi szukał najlepszego kąta padania światła.

Oto dowód, jak ważne są kąt padania światła i kąt widzenia: jest to ten sam kawałek trawnika widziany w tym samym momencie, ale z różnych kierunków. Ślady pojazdu są widoczne, gdy patrzymy pod pewnym kątem, ale trudno je zobaczyć, gdy patrzymy pod innym

Stosując się do tych trzech głównych zasad, znajdziesz wiele tropów. Kolejny etap to kombinowanie. Wiele może cię nauczyć półgodzinny spacer z psem po plaży. Zapamiętaj wygląd śladów psa oraz swoich podczas normalnego tempa marszu. Porównaj z nimi ślady zostawione przez psa, kiedy zwęszy jakiś zapach – zauważ, jak trop zmienia się od krętego do prostego. Sprawdź, jak zmieni się trop, kiedy rzucisz psu piłkę. Spójrz na swoje ślady na piasku – marsz, trucht oraz bieg, kiedy próbujesz dotrzymać pupilowi kroku, i gwałtowny skręt, gdy spotykacie innego psa.

Następny etap musisz oprzeć na tych ustaleniach, ale najpierw powinieneś zrozumieć kilka prostych zasad. Początkowo myślałem, że w tropieniu chodzi o zapamiętanie tysięcy śladów, ale tak naprawdę musisz nauczyć się odróżniać tylko te najczęściej występujące. Powinieneś zacząć od śladów człowieka, konia, roweru i samochodu. Większość ludzi umie rozpoznać jeszcze ślady psiej łapy, jeśli więc zapamiętasz, że w przeciwieństwie do psów koty nie zostawiają odciśniętego śladu pazurów, twoja wiedza będzie wystarczająca jak na początek. Następny na twojej liście będzie prawdopodobnie królik, który zostawia odbite ślady tylnych łap, lądujących w środku, przed przednimi łapami.

Kiedy opanujesz zasady tropienia, dzięki zdolności dedukcji poznasz niezwykłe historie, nawet jeśli operujesz wyłącznie podstawową wiedzą.

Niektórym ludziom łatwiej zapamiętać logiczne zasady niż setki obrazków. Całe życie zajęłoby nam nauczenie się, jakie dokładnie ślady zostawiają poszczególne gatunki ptaków, ale w ciągu minuty jesteśmy w stanie zrozumieć rządzącą nimi logikę. Śpiewające ptaki, takie jak rudziki, siadają na gałęziach i potrzebują do tego palca z tyłu oraz z przodu, podczas gdy ptaki żyjące na ziemi, takie jak kury, nie miałyby z tego tylnego palca żadnego pożytku. Ptaki drapieżne mają szpony – chwytają nimi zdobycz. Ptaki wodne i pływające, takie jak kaczki, mają błony pławne. Gdy zobaczysz na ziemi ślad stopy z błoną pławną, będzie to oznaczało, że zbliżasz się do ptaka wodnego oraz do wody.

Tropienie opiera się właśnie na tych prostych i logicznych zasadach. Wszystkie czworonożne zwierzęta podnoszą i opuszczają nogi w ustalonym porządku i rytmie odzwierciedlającym ich ewolucyjne dziedzictwo. Dotyczy to wszystkich gatunków, od ropuch po słonie, i nawet ludzkie dziecko raczkuje w określony sposób. Czworonożne drapieżniki potrzebują szybkości oraz oczu skierowanych do przodu, skupionych na ofierze. W wyniku ewolucji ich nogi znalazły się pod ciałem – tak ukształtowana sylwetka umożliwia najszybsze poruszanie się, ale uniemożliwia im zobaczenie, gdzie stawiają tylne łapy. Właśnie dlatego stopy tych zwierząt lądują w tym samym miejscu, w które trafiły ich przednie nogi, dzięki czemu nie jest konieczne śledzenie ruchu przednich i tylnych łap. Z kolei zwierzęta, które wspinają się na drzewa, mają krótkie tylne nogi i dlatego pochylają się podczas biegu.

W czasie tropienia szybko natkniesz się na dwa zestawy podobnych śladów – ich charakter oraz odległość między nimi, okolica i pora roku ujawnią, czy jedno zwierzę polowało na drugie, odstraszało je, bawiło się z nim czy próbowało z nim kopulować.

Podczas chodzenia po miękkim błocie, już wprawiony w tropieniu, zaczniesz patrzeć na niektóre rzeczy inaczej. Zauważysz, jak ludzka płaska stopa ubija ziemię, podczas gdy zwierzęce kopyta ją ryją. Badanie rozmaitych tras oraz ciekawość tropiciela pozwolą ci dostrzec, że ludzie zachowują się inaczej w różnych sytuacjach. Zwróć uwagę, jak ścieżki szerokie na płaskich obszarach zwężają się do pojedynczego traktu na wzniesieniach3. Ludzie lubią spacerować ramię w ramię po równym, ale zaczynają iść jeden za drugim, gdy ukształtowanie terenu wymaga od nich wysiłku lub koncentracji. Łatwo zauważyć miejsce, gdzie kończy się rozmowa, a wędrowcy zaczynają iść gęsiego – wygląda to jak błotnisty lejek.

Teraz odszukaj w błocie ślad kół roweru i jeśli możesz, wykonaj trzy zadania. Po pierwsze, umieść stopę na śladzie opony i zostaw na niej swój odcisk. Spójrz na ślad swój i opony. Nie powinno być wątpliwości co do tego, który powstał jako pierwszy, i zapamiętując to, będziesz mógł odtworzyć chronologię wydarzeń. Jeśli na odcisku stopy znajduje się kilka kropel deszczu, który widać też na śladzie opony, i przypomnisz sobie, że przez kilka dni było sucho, ale zeszłej nocy spadł ulewny deszcz, a o ósmej rano już tylko mżyło, to nasunie się logiczny wniosek, że rower jechał nocą, a wędrowiec przeszedł później, ale przed ósmą rano.

Twoim drugim zadaniem będzie podążanie za śladem roweru aż do zakrętu. Zauważ, że ślady opon nie pokrywają się idealnie. Drugie koło zawsze będzie zostawiało ślad wewnątrz pierwszego. Ta zasada odnosi się do każdego pojazdu: ślady tylnych opon będą wewnątrz śladów zostawionych przez przednie opony, co oznacza, że odcisną się bliżej krawężnika. Jako że drugi ślad zawsze będzie nachodził na pierwszy, łatwo określić kierunek jazdy.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

1 Ta odległość to 350–400 km (przyp. konsultanta S.G).

2 R.I. Dodge, 33 Years Among Our Wild Indians, New York 1959, s. 552.

3 C. Mitchell, Quirky Nature Notes. Book Two, Skye 2011, s. 129.

DRZEWA

Czy można używać liści jako kompasu?

Dostępne w wersji pełnej

ROŚLINY

Dlaczego trzeba ostrożnie stąpać, kiedy się widzi hot doga?

Dostępne w wersji pełnej

MCHY, GLONY, GRZYBY I POROSTY

Która „wiejska nędza” często jest brana za gumę do żucia?

Dostępne w wersji pełnej

WĘDRÓWKA WŚRÓD SKAŁ I GÓRSKICH KWIATÓW

Dostępne w wersji pełnej

NIEBO A POGODA

Co mówią nam kolory tęczy?

Dostępne w wersji pełnej

GWIAZDY

Jak można określić godzinę za pomocą gwiazd?

Dostępne w wersji pełnej

SŁOŃCE

Dlaczego niektóre cienie są niebieskie?

Dostępne w wersji pełnej

KSIĘŻYC

Jak przewidzieć, czy księżyc będzie pomocą podczas nocnych wędrówek?

Dostępne w wersji pełnej

NOCNY SPACER

Dostępne w wersji pełnej

ZWIERZĘTA

Który motyl mi powie, jak daleko do pubu?

Dostępne w wersji pełnej

WĘDRÓWKA Z DAJAKIEM – CZĘŚĆ PIERWSZA

Dostępne w wersji pełnej

MIASTO, MIASTECZKO I WIEŚ

Dlaczego kawiarnie znajdują się tylko po jednej stronie ulicy?

Dostępne w wersji pełnej

SPACER PO MIEŚCIE Z NIEWIDZIALNYMI WĘŻAMI

Dostępne w wersji pełnej

WYBRZEŻA, RZEKI I JEZIORA

W jaki sposób wodorosty znaczą plaże?

Dostępne w wersji pełnej

ŚNIEG I PIASEK

Dlaczego płatki śniegu rosną?

Dostępne w wersji pełnej

WĘDRÓWKA Z DAJAKIEM – CZĘŚĆ DRUGA

Dostępne w wersji pełnej

RZADKIE I ZDUMIEWAJĄCE

Jak się wzbogacić na miłości do roślin?

Dostępne w wersji pełnej

PRZEŁOM

Co udało ci się odkryć?

Dostępne w wersji pełnej

TWOJA NIEWIDZIALNA TORBA Z PRZYRZĄDAMI

Lista kontrolna

Dostępne w wersji pełnej

ZAŁĄCZNIK I

SZACOWANIE ODLEGŁOŚCI, WYSOKOŚCI I KĄTÓW

Jak określić szerokość rzeki bez jej przekraczania?

Dostępne w wersji pełnej

ZAŁĄCZNIK II

ROŚLINY A SŁOŃCE I WYSOKOŚĆ GEOGRAFICZNA

Dostępne w wersji pełnej

ZAŁĄCZNIK III

COROCZNE DESZCZE METEORÓW

Dostępne w wersji pełnej

ZAŁĄCZNIK IV

ZAAWANSOWANA METODA ZNAJDOWANIA POŁUDNIA ZA POMOCĄ GWIAZD I KSIĘŻYCA

Dostępne w wersji pełnej

BIBLIOGRAFIA

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

TRISTAN GOOLEY jest autorem bestsellerów, należą do nich The Natural Navigator (2010), The Walker’s Guide to Outdoor Clues & Signs (2014) oraz How to Read Water (2016). To jedyne książki na całym świecie, które podejmują temat naturalnej nawigacji. Jego artykuły publikowały między innymi „New York Times”, „Sunday Times” i „Wall Street Journal”. Gooley prowadził wyprawy na pięciu kontynentach, przepłynął ocean na małej łodzi, wspinał się na najwyższe góry świata... Jest członkiem The Royal Institute of Navigation oraz Royal Geographical Society.

Tytuł oryginału: The Walker’s Guide to Outdoor Clues and Signs.

Their Meaning and the Art of Making Predictions and Deductions

Copyright © Tristan Gooley 2014

Copyright © for the translation by Karolina Walczak

Opieka redakcyjna: Karolina Kaim

Weryfikacja merytoryczna: Szymon Gackowski

Ilustracje w książce: © Neil Gower

Fotografie w książce: © Tristan Gooley

Adiustacja: Aneta Tkaczyk / Wydawnictwo JAK,

Bogumiła Ziembla / Wydawnictwo JAK

Korekta: Bogumiła Ziembla / Wydawnictwo JAK,

Anna Kopeć-Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Projekt okładki: Eliza Luty

Fotografia autora: Micha Theiner

ISBN 978-83-7515-666-9

www.otwarte.eu

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przewodnik wędrowca 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław Człowiek. Biografia