Powstanie Warszawskie 1944

Powstanie Warszawskie 1944

Autorzy: Hanns von Krannhals

Wydawnictwo: Bellona

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 45.90 zł

Po raz pierwszy Powstanie Warszawskie widziane z niemieckiej perspektywy

5 sierpnia 1944 roku SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth, „rzeźnik Woli”, zadzwonił do sztabu 9. Armii z dramatycznym meldunkiem, że kończy mu się amunicja. Tego dnia rozstrzelał już 10 000 warszawiaków. Te i inne szokujące kulisy masakry ludności cywilnej zostały ujawnione dzięki Hannsowi von Krannhalsowi, który dotarł do liczących 7000 stron dzienników wojennych jednostek niemieckich tłumiących Powstanie Warszawskie.

Są tu nieludzkie zbrodnie SS i kolaborantów ze wschodu, kulisy decyzji Hitlera o zrównaniu Warszawy z ziemią, cyniczna sowiecka zdrada walczących Polaków, ale też krytyka dowódców Powstania za polityczną naiwność i katastrofalne braki w strategii i taktyce wojskowej.

To doskonale napisane i świetnie udokumentowane dzieło wywołało swego czasu w Niemczech prawdziwą sensację. Był to czas, kiedy dawni naziści zajmowali wysokie stanowiska w Republice Federalnej, szacunkiem cieszył się wspomniany Reinefarth, burmistrz miasteczka Westerland na wyspie Sylt. Dlatego praca von Krannhalsa, obnażającego przynajmniej zbrodnie SS, zadziałała jak przysłowiowy kij włożony w mrowisko. W PRL nie została wydana ze względów cenzuralnych.

Dziś tę wyjątkową i bardzo ważną książkę oddajemy w ręce polskiego czytelnika, z przeświadczeniem, że zapełniamy bardzo ważną lukę nie tylko wśród pozycji poświęconych Powstaniu Warszawskiemu, ale też w historii Polski.

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Od polskiego wydawcy

Wprowadzenie

Rozdział 1. Polski ruch oporu od 1939 roku 1. Polskie organizacje podziemne od 1939 roku

2. Armia Krajowa

3. Niemiecka polityka okupacyjna w Polsce i polski ruch oporu w latach 1939–1945

Rozdział 2. Polski ruch oporu a Związek Sowiecki 1. Położenie po 22 czerwca 1941 roku

2. Katyń

3. Armia Krajowa i Związek Sowiecki

Rozdział 3. Akcja „Burza” 1. Faza początkowa

2. Warszawa i akcja „Burza”

Rozdział 4. Położenie Niemców 1. Klęska Grupy Armii „Środek”

2. Bitwa pod Warszawą (31 lipca – 11 sierpnia 1944)

Rozdział 5. Warszawa 1944 roku 1. Wojskowa geografia stolicy Polski

Rozdział 6. Wywołanie powstania 1. Ocena położenia przez dowództwo Armii Krajowej

2. Moment zaskoczenia?

3. Sukces i niepowodzenie 1 i 2 sierpnia 1944 roku

4. Komenda Główna Armii Krajowej w Warszawie

Rozdział 7. Siły niemieckie oraz działania w Warszawie i wokół niej 1. Tak zwany niemiecki garnizon Warszawa

2. Przybycie posiłków niemieckich

Rozdział 8. Przebieg walk do połowy września 1944 roku 1. Natarcie na przedmieścia

2. Walka o Stare Miasto

3. Utrata Powiśla

Rozdział 9. Sowieckie natarcie na Pragę 1. Wyrównanie frontu sowieckiego

2. Niemiecki koszmar – „akcja zsynchronizowana”

3. Afera Kaługina

Rozdział 10. Powstanie Warszawskie i polityka światowa 1. Powstanie jako wydarzenie polityczne

2. Pomoc aliantów zachodnich dla Warszawy

3. Kwestia kombatantów

Rozdział 11. Zakończenie i bilans 1. Ostatnie walki

2. Kapitulacja

3. Straty obu stron

Rozdział 12. Zwalczanie powstania przez Niemców 1. Niemieckie doświadczenia wyniesione z powstania

2. Niemieckie pisemne relacje na temat powstania

3. Sprzeczne z prawem zachowanie walczących jednostek

Rozdział 13. Los Warszawy po 10 października 1944 roku

Rozdział 14. Dokumenty

Posłowie do wydania polskiego (Daniel Luliński) 1. Metamorfoza von Krannhalsa

2. Powstanie Warszawskie widziane oczami Niemców

3. Winowajcy według von dem Bacha

Mapy

Fotografie

Bibliografia

Indeks osobowy

Okładka

Tytuł oryginału: Der Warschauer Aufstand 1944

wyd. Bernard & Graefe Verlag für Wehrwesen. Frankfurt nad Menem, 1964 (wyd. II)

Redaktor prowadzący: Bogusław Kubisz

Redakcja: Jacek Biernacki

Redakcja merytoryczna: Feliks Koperski

Korekta: Bogusława Jędrasik

Redaktor techniczny: Marcin Adamczyk

Projekt okładki i stron tytułowych: Paweł Panczakiewicz

Na okładce: trafienie gmachu Prudentialu przy pl. Napoleona pociskiem wystrzelonym przez niemiecki ciężki moździerz Karl kal. 600 mm, 28 sierpnia 1944 r. Fot. Sylwester Braun „Kris”

Mapy na wkładce: Fundacja „Warszawa Walczy”,

ul. Kazimierzowska 64a, Warszawa, wyk. Carta s.c.

Źródła ilustracji: archiwum Bellony, Bundesarchiv, Muzeum Powstania Warszawskiego, Narodowe Archiwum Cyfrowe, CBN Polona, Wikimedia Commons, zbiory B. i D. Lulińskich, zbiory Zygmunta Walkowskiego

Copyright for the Polish edition and translation © by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2017

Copyright © Bernard & Graefe Verlag, Bonn/Bad Neuenahr-Ahrweiler

Wydawca

Bellona Spółka Akcyjna

ul. Bema 87, 01-233 Warszawa

Zapraszamy na stronę Wydawnictwa:

www.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebooku:

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Księgarnia internetowa

www.swiatksiazki.pl

ISBN 978-83-11-15210-6

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

To właśnie tutaj, nigdzie indziej – rozpoczęła się „zimna wojna” między Wschodem i Zachodem.

H. Teske, Die Silbernen Spiegel, s. 228

Od polskiego wydawcy

Oddajemy dziś w ręce polskiego czytelnika książkę z wielu względów interesującą i ważną. Choć w Niemczech Zachodnich ukazała się już 55 lat temu, w Polsce jest znana wyłącznie wąskiemu kręgowi specjalistów. Zapewne dlatego, że dotyczy Powstania Warszawskiego z 1944 roku, wydarzenia o ogromnym ładunku emocjonalnym i symbolicznym dla Polaków, a jej autorem był Niemiec, rodak sprawców zbrodni dokonanych na Warszawie i jej mieszkańcach, do tego były żołnierz Wehrmachtu. Hanns von Krannhals, bo o nim mowa, był ponadto obywatelem Republiki Federalnej Niemiec, czyli z punktu widzenia władz PRL tych „złych” Niemiec – kapitalistycznych, rewizjonistycznych, służących amerykańskiemu imperializmowi – które przeciwstawiano „bratniej” Niemieckiej Republice Demokratycznej. To sprawiło, że książka nie mogła się ukazać po polsku przed 1989 rokiem.

Początek lat 60. ubiegłego wieku, kiedy niniejsza publikacja ujrzała światło dzienne, był trudnym czasem w stosunkach polsko-niemieckich. Polska Ludowa nie utrzymywała stosunków dyplomatycznych z RFN, a podkreślane przez propagandę zagrożenie niemieckie miało legitymizować władzę komunistów i uzasadniać satelicki status PRL wobec Związku Sowieckiego jako gwaranta jej granic. Antyniemiecka narracja padała zresztą na podatny grunt w kraju, w którym ciągle świeża była pamięć brutalnej okupacji i masowych zbrodni popełnionych przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. W Polsce, a szczególnie w Warszawie, praktycznie nie było rodziny, która nie straciłaby kogoś w latach 1939–1945.

Także w ówczesnych Niemczech Zachodnich nie było klimatu do ekspiacji. Większość społeczeństwa wypierała ze świadomości wojenne okropności i nie chciała przyjąć na swoje barki wielkiej winy narodu niemieckiego za wspieranie Hitlera, rozpętanie wojny i bezmiar cierpień zadanych innym nacjom. Masowe mordy miały być wyłączną domeną dyktatora, jego otoczenia i formacji SS. Liczni Niemcy uważali się wręcz za bezsilne ofiary reżimu hitlerowskiego. Mimo alianckiej denazyfikacji w elitach RFN brylowali byli narodowi socjaliści, a wymiar sprawiedliwości niechętnie i opieszale zajmował się ściganiem sprawców zbrodni wojennych, zwłaszcza gdy dotyczyły obywateli państw zza „żelaznej kurtyny”. Zaczęło się to zmieniać od 1961 roku, pod wpływem szoku, jaki wywołał publiczny, śledzony na całym świecie proces przed izraelskim sądem Adolfa Eichmanna, jednego z głównych realizatorów Zagłady europejskich Żydów.

Książka von Krannhalsa wpisała się w tę zmianę. Autor nie ukrywał skali zbrodni popełnionych w Warszawie i motywowanego ideologicznie – nienawiścią Hitlera, Himmlera i wykonawców ich rozkazów wobec Polski i Polaków – zniszczenia miasta, choć niektórzy recenzenci zarzucali mu, że ukazując zbrodnicze działania jednostek SS i wschodnich oddziałów kolaboranckich, próbował wybielać Wehrmacht. Jego wyprana z emocji, naukowa narracja może razić polskiego czytelnika mającego w pamięci wstrząsające relacje ludzi, którzy przeżyli Powstanie Warszawskie, i obrazy całkowicie zrujnowanego miasta. Niemniej ma ona swoje zalety. Zamiast autora przemawiają cytowane dokumenty, przede wszystkim strony niemieckiej. Ich wymowa jest momentami porażająca. Przykładem zapis rozmowy telefonicznej generała SS Reinefartha z dowódcą 9. Armii generałem von Vormannem, z 5 sierpnia 1944 roku, w której ten pierwszy raportował, że tego dnia jego ludzie rozstrzelali 10 000 osób i brakuje mu amunicji.

Wśród Polaków ciągle trwa (rozpoczęta już w 1944 roku) dyskusja nad celowością wywołania Powstania Warszawskiego. Książka von Krannhalsa dostarcza argumentów tym, którzy uważają tę decyzję za błąd polityczny i wojskowy. Autor docenia poświęcenie powstańców, ale nie szczędzi krytyki polskim czynnikom politycznym i dowództwu Armii Krajowej. Te surowe oceny również mogą budzić wątpliwości polskich czytelników, ale warto wziąć pod rozwagę zaprezentowane argumenty.

Zdaniem autora Powstanie Warszawskie było początkiem zimnej wojny między Wschodem i Zachodem. Trudno się z tym zgodzić. Tragedia Warszawy pozostawionej przez Stalina na pastwę Niemców być może otworzyła oczy niektórym politykom i publicystom na Zachodzie na naturę reżimu sowieckiego, ale nie zagroziła spoistości koalicji antyhitlerowskiej. Nie wpłynęła też na los sprawy polskiej. Przywódcy mocarstw koalicyjnych już kilka miesięcy wcześniej w Teheranie przesądzili, że Polska znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów. Niemniej pokazanie cynicznej gry Stalina wokół powstania i ustępliwości jego zachodnich partnerów, zwłaszcza prezydenta USA Roosevelta, niewątpliwie jest zasługą von Krannhalsa.

Choć niektóre oceny autora zdezaktualizowały się przez dziesięciolecia, jakie upłynęły od napisania książki, zachęcamy do jej lektury. Liczymy, że to niemieckie spojrzenie na Powstanie Warszawskie da czytelnikom do myślenia.

* * *

Ta książka nie ukazałaby się, gdyby nie Barbara i Daniel Lulińscy, jej tłumacze. Daniel Luliński, znawca problematyki niemieckiej, wieloletni korespondent prasowy w Bonn, opatrzył ją posłowiem, w którym przybliża sylwetkę Hannsa von Krannhalsa, okoliczności powstania książki i rezonans, jaki wywołała. Komentuje też niektóre informacje i oceny autora, zwłaszcza dotyczące hekatomby ludności Warszawy oraz jej sprawców. Dziękujemy też redaktorom.

Podstawą naszej edycji jest drugie wydanie książki von Krannhalsa z 1964 roku. Zachowaliśmy zamieszczone w nim przypisy i bibliografię. Uzupełniliśmy tekst o przypisy tłumaczy i redaktorów, które wyjaśniają i rozwijają tezy autora, a także prostują popełnione przez niego błędy.

Wprowadzenie

1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00[1] wybuchło w stolicy Polski, Warszawie, powstanie przeciwko niemieckim okupantom. Walki trwały do 2 października 1944 roku i zakończyły się kapitulacją polskich powstańców.

W obliczu toczonych na całym świecie walk Powstanie Warszawskie było zaledwie epizodem. Ale geneza, przebieg i okoliczności towarzyszące, koniec i jego skutki miały dla współczesnej historii państw wschodnioeuropejskich kolosalne znaczenie i do dziś pozostawiły tu trwałe ślady.

Wobec wszystkich uczestników Powstania Warszawskiego wysuwa się obecnie [pół wieku temu – przyp. red.] poważne zarzuty:

– wobec kierującej powstaniem Armii Krajowej i jej przywódców, że je w ogóle wywołali, pomimo beznadziejnej sytuacji kontynuowali i z niebiorącej w nim udziału ludności cywilnej wielkiego miasta – Warszawy uczynili główną ofiarę;

– wobec zwalczających powstanie niemieckich oddziałów i ich dowództwa, ponieważ stosowali brutalne metody, dopuszczali do masowych mordów ludności cywilnej, traktowali polskich bojowników jako „bandytów” i wreszcie po zakończeniu działań bojowych zniszczyli stolicę Polski;

– wobec armii sowieckiej, która zaledwie niewiele kilometrów, a potem tylko zaledwie kilkaset metrów od obszaru powstania wstrzymała posuwanie się naprzód oraz jej dowództwu, ponieważ sprowokowali powstanie, ale potem mu nie pomogli, a nawet powstrzymywali i utrudniali niesioną z zewnątrz pomoc;

– wobec sprzymierzonych z Polską zachodnich aliantów i ich przywódców, ponieważ nie zapobiegli powstaniu, nie udzielili mu wystarczającej pomocy i niemal bezczynnie przyglądali się jego dogorywaniu, tak jak Związek Sowiecki, lub zadowolili się pozornie skutecznymi, ale taktycznie bezwartościowymi akcjami.

Poniższe studium poświęcone jest analizie tych ocen. Opiera się przy tym na niemieckich dokumentach tworzących Dziennik Wojenny 9. Armii[2], udostępnionych niemieckim badaczom dopiero w 1961 roku. Z akt tych mogli korzystać także polscy badacze, lecz dotychczas tylko wyrywkowo. Ponadto bazuje ono na dostępnych polskich relacjach i opublikowanych dokumentach. Te zaś wykazują – zależnie od tego, czy zostały opublikowane w Polsce, czy na emigracji – zasadnicze różnice.

Dramatyczne okoliczności towarzyszące powstaniu prowokowały w wielu krajach ukazywanie się rozlicznych doniesień prasowych, relacji uczestników, filmów i innych utrzymanych w sensacyjnym tonie informacji. Wszystko to przyczyniło się to stworzenia w opinii publicznej legendy, która zaczyna przyćmiewać historyczny obraz. Dlatego autor położył tu nacisk na sprostowanie rozpowszechnionych przy tej okazji pomyłek. Ze względu na brak miejsca autor zrezygnował ze szczegółowej polemiki z licznymi nieprawdziwymi opiniami o Powstaniu Warszawskim.

Z tych samych powodów konieczne okazało się ograniczenie w rozdz. 12,2 oraz w przypisach przebogatej istniejącej i stale zwiększającej się liczby dokumentów.

Poniższa relacja jest z natury rzeczy niewygodna dla wielu, przede wszystkim żyjących jeszcze, głównych uczestników opisywanych wydarzeń; z pełnym rozmysłem dotyka ona licznych tabu – a uwaga ta dotyczy wszystkich stron. Ogromna liczba tragicznych i zarazem bohaterskich losów pojedynczych polskich uczestników walki wyzwoleńczej została opisana w pracach bardziej do tego powołanych piór. Jeżeli autor niniejszego opracowania wstrzymuje się przed dokonaniem współczesnej analizy całości wydarzeń, czyni to z powodu koniecznych ograniczeń, które tego rodzaju przegląd wydarzeń musi sobie narzucić.

Praca zawdzięcza swoje powstanie pomocy licznych instytucji i osób prywatnych, z których ponad sto udzieliło autorowi informacji, tak że można im wszystkim podziękować tylko zbiorowo.

Szczególne jednak słowa wdzięczności należą się Akademii Wschodnioniemieckiej w Lüneburgu[3], ponieważ bez jej pomocy te trwające wiele lat badania nie mogłyby dojść do skutku.

* * *

W poniższym, niemal niezmienionym drugim wydaniu, włączono literaturę publikowaną od lata 1962 roku lub znaną autorowi. Poważne polskie publikacje (m.in. książka Józefa Margulesa Przyczółki warszawskie, Warszawa 1962 oraz artykuł Włodzimierza Wołoszyna Wyzwolenie wschodnich ziem Polski przez Armię Radziecką i Wojsko Polskie, „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1963, nr 3–4) znacznie pomogły w dopracowaniu wizerunku przeciwnika. Obie te prace poświęcone są nie tyle powstaniu, ile raczej walkom na przedpolu oraz samej bitwie pod Warszawą. Ponieważ kwestii tej poświęcona będzie specjalna publikacja w „Wehrwissenschaftliche Rundschau”, osoby interesujące się wojskowością kieruję właśnie tam. Dzięki odnalezieniu niemieckich oryginałów można było także zrezygnować z potrzebnych jeszcze w 1962 roku tłumaczeń [z obcych języków].

W tym czasie ukazały się również dalsze prace na temat przebiegu rokowań kapitulacyjnych oraz postawy zachodnich aliantów.

* * *

1 31 lipca 1944 r. o godzinie 17.45 generał Bór-Komorowski, Komendant Główny Armii Krajowej, wydał rozkaz: akcja „Burza” w Warszawie rozpocznie się 1 sierpnia o godzinie 17.00. O godzinie 18.00 tuż przed godziną policyjną obowiązującą od godziny 20.00 dowódca Okręgu Warszawskiego AK płk Antoni „Monter” Chruściel rozkazał: „Nakazuję W (wystąpienie) w dniu 1 VIII o godz. 17. Adres mp Okręgu Jasna 29 m 20 czynny od godziny W […]”. Prognozy meteorologiczne na 1 sierpnia brzmiały: wschód słońca – 4.59, zachód – 20.27, średnia temperatura powietrza 18º C, zachmurzenie duże, lekkie deszcze, stan wody na Wiśle 129 cm. Godzinę „W” ustalono na godzinę 17.00, żeby powstańcy mieli jeszcze do dyspozycji trzy – cztery godziny dziennego światła – przyp. tłum.

2 Kriegstagebuch (KTB), Dziennik Wojenny prowadzony we wszystkich sztabach i w strukturach armii niemieckiej – od Naczelnego Dowództwa (OKW) i Sztabu Generalnego (OKH) do kompanii włącznie. Były to codzienne zapiski własnych decyzji, otrzymanych i wysłanych rozkazów, wiadomości o nieprzyjacielu, sytuacji na zapleczu, zwalczaniu przeciwnika, ruchu oporu, treści rozmów telefonicznych, danych od służb wywiadowczych. Kriegstagebuch miał stanowić podstawę do opracowania po zwycięskiej wojnie historii działań bojowych Wehrmachtu pod egidą specjalnego oddziału Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych. W książce najczęściej cytowany jest Dziennik Wojenny 9. Armii [jej Oddziału Operacyjnego – Ia] – dalej cyt.: KTB AOK 9 – przyp. tłum.

3 Ostdeutsche Akademie – Akademia Wschodnioniemiecka powstała w 1952 r. Działała ona pod auspicjami rządu RFN i zajmowała się badaniem „niemieckiego Wschodu”, czyli Polski i NRD, której istnienie Bonn kwestionowało, bo miały istnieć nadal „Niemcy w granicach z 1937 r.”. W miarę postępującego odprężenia na linii Wschód – Zachód placówka zmieniała swój profil badań. W 1965 r. jej nazwę zmieniono na „Ost-Akademie” („Akademia Wschodnia”) w Lüneburgu. Autor, Hanns von Krannhals (1911–1970), był od 1954 r. do śmierci docentem tej akademii i kierował jej polskim sektorem badań. W ostatniej dekadzie życia stał się uznanym (mimo prób podważania tego przez byłych narodowych socjalistów), także sądowym, ekspertem od ujawniania zbrodni niemieckich, zwłaszcza dowódców SS, Wehrmachtu i policji w Powstaniu Warszawskim. Owocem jego zainteresowań jest ta książka – przyp. tłum.

Rozdział 1

Polski ruch oporu[4] od 1939 roku

1. Polskie organizacje podziemne od 1939 roku

Powstanie Warszawskie za powszechną zgodą przebywającego w Londynie rządu RP na uchodźstwie i jego przedstawicieli w Warszawie [Delegatura Rządu na Kraj – przyp. red.] zostało wywołane przez generała brygady, hrabiego Tadeusza Komorowskiego – „Bora”[5], dowódcę Armii Krajowej.

Najpierw jednak należy wyjaśnić kwestię, do jakiego stopnia Armia Krajowa była reprezentatywna dla ogółu polskiego społeczeństwa i czy, przynajmniej de facto, uważana była za następczynię Wojska Polskiego z roku 1939, ponieważ strona sowiecka podaje w wątpliwość także tę zasadniczą legitymację[6].

Państwo polskie istniejące w latach 1918–1939 praktycznie przestało egzystować 17 września 1939 roku, ponieważ zorganizowany polski opór, który zapewniał spoistość państwa, ustał, a kierownicze władze Rzeczypospolitej Polskiej, łącznie z dowództwem wojskowym, 17 września 1939 roku uciekły [zostały zmuszone do opuszczenia kraju przez Armię Czerwoną – przyp. red.] na terytorium Rumunii[7]. Dalsze działanie stamtąd, w charakterze rządu emigracyjnego, było niemożliwe, ponieważ Rumunia internowała przedstawicieli Polski[8]. O ile dzięki późniejszemu umiejscowieniu się polskiego rządu we Francji, a następnie pobytowi tego rządu w Londynie, nikt nie kwestionuje jego opartego na prawie międzynarodowym istnienia do 28 czerwca 1945 roku, o tyle symboliczne nawet dalsze trwanie Wojska Polskiego w Polsce jest wątpliwe.

Po kapitulacji 5 października 1939 roku ostatnich polskich regularnych jednostek pod Kockiem (na północny wschód od Lublina) Wojsko Polskie przestało praktycznie istnieć. Żołnierzy armii polskiej spotkał różny los: największe grupy zostały przez Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki osadzone w obozach jenieckich, najczęściej w dużej odległości od terytorium Polski; poza tym istniały mniejsze grupy, które uniknęły niewoli i zeszły do podziemia. W pierwszych miesiącach było to względnie łatwe, ponieważ walki na terenie Polski się już zakończyły.

Grupa ukrywających się polskich żołnierzy pozostała w kraju, ale niektórzy z nich próbowali przedostać się przez granicę w kierunku Węgier, żeby przyłączyć się do formowanych na obczyźnie Polskich Sił Zbrojnych. Liczono na ich powstanie we Francji i nawet zaczęto je tam formować. W pierwszych miesiącach po 5 października 1939 roku sporadycznie powstające polskie organizacje podziemne organizowały regularne przerzuty żołnierzy opuszczających terytorium Polski. Związane z tym nieuchronnie osłabienie podziemnego ruchu oporu uznawano za pożądane lub godzono się z tym. Charakterystyczne dla dezorientacji panującej w pierwszych tygodniach i miesiącach jest zachowanie późniejszego dowódcy Armii Krajowej, Komorowskiego[9], który najpierw udał się do Krakowa, aby stamtąd uciec na Węgry, ale potem zdecydował się pozostać w kraju jako organizator podziemnego ruchu oporu. Mówił o tym tak: „Każdy Polak sam zadecyduje, w jaki sposób będzie kontynuował walkę”. Wreszcie nie można zapominać o tych żołnierzach armii polskiej, którzy choć uniknęli pójścia do niewoli, ale nie kontynuowali już walki lub walczyli potem po stronie niemieckiej. Należą do nich przede wszystkim obywatele polscy niepolskiej narodowości, jak np. Ukraińcy.

Oficjalna wykładnia emigracji polskiej dotycząca historii Armii Krajowej kładzie nacisk na kontynuację: jeszcze przed kapitulacją Warszawy 27 września 1939 roku generał brygady Michał Tokarzewski-Karaszewicz[10] wraz z innymi oficerami i polskimi politykami z różnych partii, na podstawie pełnomocnictwa udającego się do Rumunii polskiego Naczelnego Wodza, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza[11] i komisarza rządu przy polskim dowództwie armii, powołał do życia Służbę Zwycięstwu Polski. Trochę nierealna w zaistniałej sytuacji nazwa tej organizacji (nieco później zastąpiono ją bardziej realistyczną formułą) świadczy o głoszonej przez Śmigłego-Rydza pozytywnej ocenie położenia, z drugiej strony jednak reprezentowane przez Śmigłego-Rydza i jego otoczenie stanowisko polityczne zostało przez wielu oficerów, tworzących nie tylko w Warszawie zaczątki podziemnego ruchu oporu, odrzucone. Zebranie organizacyjne Służby Zwycięstwu Polski odbyło się dopiero po kapitulacji Warszawy 3 października 1939 roku[12].

Służba Zwycięstwu Polski podporządkowała się utworzonemu we Francji rządowi RP na uchodźstwie, działającemu pod kierownictwem przeciwnika Piłsudskiego, generała Władysława Sikorskiego[13]. Organizacja ta istniała zaledwie 6–7 tygodni i 13 listopada 1939 roku, na mocy rozporządzenia wydanego we Francji przez generała Sikorskiego, zastąpiona została przez Związek Walki Zbrojnej, którym w Polsce dowodził pułkownik, późniejszy generał brygady, Stefan Rowecki.

Tym samym Służba Zwycięstwu Polski prawnie stała się ogniwem łączącym stare Wojsko Polskie z późniejszą Armią Krajową, która wyłoniła się ze Związku Walki Zbrojnej. Przy czym wydawało się rzeczą nieistotną, jak kontynuacja ta będzie później interpretowana. Ważne było to, kim czuli się członkowie tej instytucji, a przede wszystkim, kim byli. Niemal wszyscy z nich to oficerowie pokonanego Wojska Polskiego, a zatem ludzie z doświadczeniem zawodowych wojskowych i częściowo z „tradycją walki podziemnej”, która, jak np. w przypadku Sikorskiego, sięgała kilku generacji wstecz.

Rozporządzenie z 13 listopada 1939 roku ustanowiło generała Kazimierza Sosnkowskiego[14] przebywającego we Francji komendantem Związku Walki Zbrojnej. Jednocześnie rozporządzenie to określiło Związek Walki Zbrojnej jako „tajną wojskową elitarną organizację”, która została podporządkowana komitetowi ministerialnemu (przewodniczący Sosnkowski) polskiego rządu na uchodźstwie, którego zadaniem była „budowa polskiego państwa z pomocą walki zbrojnej”. Związek Walki Zbrojnej uznał się zarazem za monopolistyczną organizację polskiego podziemia i zabronił swoim członkom jednoczesnej przynależności do podobnych związków. Chociaż roszczenie to nabrało polityczno-militarnego znaczenia dopiero później, kiedy nastawione antysowiecko, a zatem prawicowo, polskie oddziały wojskowe [NSZ] sprzeciwiły się dowództwu Armii Krajowej[15], a Związek Sowiecki utworzył nastawione prosowiecko polskie organizacje ruchu oporu [GL, PAL][16], rząd emigracyjny już w lutym 1940 roku czuł się zmuszony do wystąpienia z żądaniem, żeby wszystkie podobne organizacje w Polsce podporządkowały się wyznaczonemu komendantowi Związku Walki Zbrojnej. Niektóre organizacje zastosowały się do tego żądania dopiero po latach, a inne w ogóle się temu zarządzeniu nie podporządkowały.

Z rozporządzenia rządu RP na uchodźstwie z 13 listopada 1939 roku oraz z licznych później wydanych postanowień uzupełniających jasno wynika staranie, żeby organizacji podziemnego ruchu oporu zapewnić pewną legalność. Niemieckich władców w kraju [Generalnym Gubernatorstwie] to oczywiście nie dotyczyło; dla nich Związek Walki Zbrojnej nadal pozostawał po prostu nielegalny i jego dalsze istnienie możliwe było tylko w warunkach zachowania konspiracji, ponieważ zgodnie z rozporządzeniem niemieckich władz okupacyjnych przynależność do tego rodzaju organizacji była karana śmiercią. Sytuacja w kraju stwarzała jednak liczne niebezpieczeństwa, którym trzeba było stawić czoło: po przegranej społeczeństwo polskie doznało szoku, którego nie można było tłumaczyć wyłącznie klęską, chociaż rozbieżność pomiędzy rządową propagandą, na przykład z 30 sierpnia 1939 roku, a sytuacją z 30 września 1939 roku, oznaczała pod względem politycznym koniec świata. Znacznie trwalsze znaczenie miały nieoczekiwane przez polskie społeczeństwo niezliczone przypadki niezwykle brutalnego postępowania niemieckich władz; nazwy takich miejscowości jak Wawer i Kraków urosły do rangi symboli[17]. Świadomość własnej bezsilności wobec powszechnych krwawych akcji niemieckiego okupanta zmieniła początkową apatię polskiego społeczeństwa w gotowość do konspiracji i do oporu; nie wiedziano tylko jak. Dla „miarodajnej” grupy ruchu oporu była to niebezpieczna sytuacja, ponieważ sprzyjała powstawaniu licznych, często dyletancko działających grup i ośmielała egoistycznie nastawione elementy do tego, by pod płaszczykiem walki wyzwoleńczej tworzyć bandy o charakterze kryminalnym. Armia Krajowa musiała później temu przeciwdziałać, szczególnie na terenach wiejskich, ale ani tam, ani w miastach nie udało się zorganizowanym legalnym ugrupowaniom [wiernym rządowi RP na uchodźstwie] w pełni skoordynować działań.

Kładąc szczególny nacisk na legalność Związku Walki Zbrojnej w sensie narodowo-politycznym, rząd RP na uchodźstwie wpisał do jego statutu z 13 listopada 1939 roku, a potem uczynił to samo Związek Walki Zbrojnej[18], wiele postanowień, m.in. ustanawiając minimalny wiek powstańców, formułę przysięgi, przepisy dyscyplinarne, ograniczenie przyjęć itd. Członkowie Związku Walki Zbrojnej powinni być traktowani jak żołnierze frontowi na służbie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Rząd RP na uchodźstwie przekazał ten statut Stefanowi Roweckiemu w Warszawie i przesłał go generałowi Marianowi Januszajtisowi-Żegocie we Lwowie, do którego jednak statut nie dotarł, ponieważ ten ostatni został aresztowany przez NKWD. Także podział terenu na sześć obszarów: 1. Warszawa, 2. Białystok, 3. Lwów, 4. Kraków, 5. Poznań, 6. Toruń, które podlegały Paryżowi, okazał się niemożliwy do zrealizowania. Z tego podziału zrezygnowano w styczniu 1940 roku na rzecz dwóch obszarów okupowanych, niemieckiego i sowieckiego. Na sowieckim terenie okupacyjnym NKWD od początku dominowało nad polskim ruchem oporu. Policyjne metody Sowietów były równie brutalne, jak te niemieckie w Generalnym Gubernatorstwie, ale system nadzoru działał tu o wiele szybciej i zręczniej infiltrował społeczeństwo, posiadał też wyszkolonych ludzi władających językiem polskim oraz miał więcej doświadczenia jako okupant. Na obszarach byłego państwa polskiego przyłączonych administracyjnie do Rzeszy Niemieckiej tworzenie ruchu oporu nie powiodło się z podobnych przyczyn[19].

W Prusach Zachodnich, lecz także w Kraju Warty (którego rozszerzenie na wschód znacznie wykraczało poza granice Rzeszy Niemieckiej z 1914 roku), rozpoczynająca się fala wysiedleń i rozstrzeliwania Polaków dotyczyła przedstawicieli najważniejszych zawodów i elit przywódczych – w tym duchowieństwa – te prowadzone z rozmysłem działania dotyczyły zatem tej warstwy społecznej, która mogła organizować zalążki ruchu oporu na zachodzie polskiego obszaru ludnościowego. W przeciwieństwie do późniejszego Generalnego Gubernatorstwa, gdzie wytworzyły się stosunki wprawdzie na wpół anarchiczne, lecz jednak do pewnego stopnia oparte na prawie, Polacy mieszkający w okręgach Rzeszy: w Gdańsku – Prusach Zachodnich, w Kraju Warty i częściowo na Górnym Śląsku, nigdy nie byli pewni swojej egzystencji, trwałości swojego domu i swojego życia[20]. Liczba wysiedleń z owych „przyłączonych niemieckich terenów wschodnich” nie dorównywała wprawdzie deportacjom organizowanym przez NKWD ze wschodu Polski w głąb Rosji, jednak Polaków z zachodniej Polski dotknęło to w podobny sposób. Znacznie bardziej gęsta sieć aparatu administracyjnego w okręgach Rzeszy, który w przeciwieństwie do Generalnego Gubernatorstwa obsadzony był niemal wyłącznie przez Niemców, istnienie równoległej kontrolnej organizacji w postaci NSDAP [oraz SA, SS i innych afiliowanych organizacji], system meldunkowy mieszkańców – wszystko to uniemożliwiało tworzenie polskiego ruchu oporu także wtedy, kiedy – głównie w Prusach Zachodnich – od 1941 roku wprowadzono znacznie łagodniejszy kurs w postaci Volkslisty 3. Wprawdzie wszędzie pojawiały się zaczątki ruchu oporu, ale do utworzenia Związku Walki Zbrojnej czy też ewentualnie Armii Krajowej jako wielkiej organizacji nie doszło.

Masowe deportacje, szczególnie z Kraju Warty, w znacznym stopniu przyczyniły się do tego, że chętnych do oporu i do powstania Polaków najpierw można było w ogóle wyszkolić, a potem skoncentrować w Generalnym Gubernatorstwie. Kto jednak w Bydgoszczy, Gnieźnie lub Kaliszu stracił dom, gospodarstwo, pracę, członków rodziny itd., teraz zaś z odrobiną dobytku w garści oczekiwał fizycznej zguby w Generalnym Gubernatorstwie, stawał się nieskłonny do jakiejkolwiek działalności podziemnej i nie chciał się wiązać politycznie ani z lewicą, ani z prawicą.

W rezultacie wielka sieć podziemnej organizacji w tak zwanym Generalnym Gubernatorstwie rozwijała się lepiej, chociaż Służba Zwycięstwu Polski także tutaj nie była niczym więcej niż tylko sztabem kierowniczym z pojedynczymi niższymi dowódcami i małymi grupami, które jednak wiedziały, czego chcą. Związek Walki Zbrojnej był natomiast organizacją ramową, która wprawdzie swojej armii musiała dopiero szukać, ale stosunkowo szybko ją znalazła. Wiosną 1940 roku Związek Walki Zbrojnej miał 75 000 członków i był, jak na to wskazuje nazwa, raczej związkiem niż armią[21]. Rzeczą nierozstrzygniętą pozostanie, czy ostatnie snute w łonie rządu RP na uchodźstwie (ale nie w Warszawie) jeszcze podczas drôle de guerre[22] i pod jej wpływem plany wojenne dla Polski (wiosna 1940) mogłyby zostać kiedyś zrealizowane. Załamanie się Francji ostatecznie uniemożliwiło realizację tych planów. Wraz z kapitulacją Francji zerwała się czasowo więź łącząca Związek Walki Zbrojnej w Warszawie z rządem na uchodźstwie. 18 czerwca 1940 roku Sikorski odwołał rozkaz nakazujący ograniczenie działalności organizacji podziemnych[23] i jednocześnie unieważnił podporządkowanie organizacji Sosnkowskiemu, które zresztą nigdy nie weszło w życie[24].

Klęska Francji z wielu powodów poważnie wpłynęła na działalność Związku Walki Zbrojnej. Był to nie tylko rozkaz ograniczenia działalności i przejściowo znacznie trudniejszy kontakt z ulokowanym teraz w Londynie rządem (który już 30 czerwca 1940 roku[25] ponownie nawiązał kontakt), lecz przede wszystkim panujące w społeczeństwie nastroje oraz zmiana niemieckiej polityki okupacyjnej w Generalnym Gubernatorstwie, której rezultaty tylko tutaj mogły się odbić na polskim podziemiu. Dla przeciętnego Polaka klęska Francji przesuwała możliwość wyzwolenia ad Calendas Graecas. Ciągle jeszcze liczono na Francję jako na tradycyjnego sojusznika Polski, nawet jeśli podczas klęski we wrześniu 1939 roku okazała się ona niezbyt pomocna. Rok później w duchu życzono Francji tej porażki, ponieważ różniła się ona od własnej jedynie skalą.

Wsparcie, jakie polskie podziemie otrzymywało głównie od polskich chłopów, stawało się do 1941 roku coraz mniejsze. Kryzys, w jakim znalazł się Związek Walki Zbrojnej, pogłębił się dodatkowo z powodu niemieckich aresztowań i egzekucji, które teraz odbywały się przy współpracy NKWD i Gestapo[26].W gruncie rzeczy jednak wielotorowość tych działań, brak koncepcji i arogancki brak instynktu niemieckiej polityki okupacyjnej uratowały wtedy polskie podziemie od całkowitego załamania. Utworzenie Generalnego Gubernatorstwa miało – tak przynajmniej brzmiała teza generalnego gubernatora Hansa Franka – zakończyć status kraju eksploatowanego i kolonialnego, któremu poddany on był od czasu zniesienia niemieckiej administracji wojskowej 25 października 1939 roku. Zamiast niego zamierzano wprowadzić politykę bardziej umiarkowaną, o ile określenie to, przy przewidzianym dla Polaków statusie „narodu pomocników”, jest w ogóle usprawiedliwione. W praktyce jednak traktowane tylko jako prowizorium wspólne i konkurencyjne wobec siebie rządy Hansa Franka i Heinricha Himmlera (ten ostatni jako szef Niemieckiej Policji i komisarz Rzeszy do spraw umacniania niemczyzny) zostały zaostrzone i były utrzymywane przez całą wojnę. Zapłacili za to Polacy; w ten sposób niemiecka polityka wobec Polski straciła przedostatnią szansę stworzenia w tym kraju choćby tylko w miarę znośnych warunków.

Pomiędzy jesienią 1940 i wiosną 1941 roku, a zatem w czasie największego rozwoju potęgi Trzeciej Rzeszy, stan Związku Walki Zbrojnej zbytnio się nie zmniejszył: poczynając od 1 września 1940 roku z 2190 plutonów (pluton = 25 ludzi), zmniejszył się do 1466 plutonów 1 marca 1941 roku. Liczba oficerów zmniejszyła się z 3733 do 3297, podoficerów z 15 981 do 14 202. 1 marca 1941 roku ogólny stan szacowano na 54 000 członków.

Właściwa działalność Związku Walki Zbrojnej nie mogła polegać wyłącznie na samoorganizowaniu się, chociaż w polskim rządzie emigracyjnym podnosiły się odmienne od Sikorskiego głosy ludzi, którzy chcieli na czas wojny zachować Związek Walki Zbrojnej w stanie bezczynności. Domagano się jedynie takiego działania, które usprawiedliwiałoby dostarczanie z zagranicy do kraju znacznych sum pieniędzy[27] i materiałów, a zatem żeby dla zachodnich aliantów było ono przynajmniej widoczne, chociaż w istniejącej wówczas sytuacji nie mogło być pod względem militarnym skuteczne.

Działalność bojowa, która w kilku okolicach Polski rozwinęła się jako osobista inicjatywa różnych osób[28], kierowana była początkowo przeciwko przebiegającemu przez Polskę tranzytowi kolejowemu, przewożącemu zaopatrzenie ze Związku Sowieckiego do Niemiec. Niezależnie od tego, że obecnie działalność ta przedstawiana jest jako niezwykle żywotna[29], to przed kwietniem 1940 roku, kiedy to powstał Związek Odwetu[30], niewiele można powiedzieć o rzeczywiście prowadzonej przez Związek Walki Zbrojnej walce. Tymczasem efekty, przede wszystkim w porównaniu z późniejszymi działaniami, były skromne i obejmowały wykolejenie jednego transportu Wehrmachtu pod Krakowem i jednego transportu benzyny pod Łodzią, a później sprowadzały się one do pojedynczych akcji na cysterny i zanieczyszczania smaru do lokomotyw. Z obszaru lwowskiego w sowieckiej strefie okupacyjnej informowano o 11 wykolejeniach, 3 wysadzeniach mostów i wielu podpaleniach[31]. W sumie był to w okresie początkowym niezbyt obfity bilans. Wprawdzie Sikorski planował na maj 1940 rok polską akcję sabotażową połączoną z niemiecką ofensywą zachodnią, ale nigdy się ona nie rozpoczęła. Klęska Francji w czerwcu 1940 roku całkowicie zahamowała tego rodzaju działalność bojową i ostatecznie została ona przez rząd RP na uchodźstwie formalnie zakazana:

„W obecnej sytuacji wojennej działanie skierowane przeciwko okupantom jest bezsensowne i prowadzi do strat w kraju. Dlatego należy zaniechać wszelkich aktów z bronią w ręku, także sabotażu”[32].

Dopiero w lutym 1941 roku znowu podjęto działalność bojową. Przygotowanie do powstania miało wprawdzie głównie charakter teoretycznej sztabowej zabawy w piaskownicy, która mogła rozkwitnąć w okresie wymuszonego spokoju 1940 roku. Jednakże opracowany wówczas przez Roweckiego i jego oficerów oraz przedstawiony Londynowi w lutym 1941 roku plan[33] zawierał wiele rozważań, które dawały wgląd w wojskowy sposób myślenia dowództwa późniejszej Armii Krajowej i pozwalały się zorientować, jakie panowało tam wyobrażenie o sposobie postępowania niemieckiego przeciwnika, o własnych siłach i o możliwym bądź też potrzebnym wsparciu z zewnątrz. Zachowanie Armii Krajowej podczas Powstania Warszawskiego pozwala się domyślać, że w zasadzie koncepcje z lat 1940–1941 pozostały aktualne także cztery lata później, chociaż wtedy Rowecki już od roku znajdował się w rękach Gestapo. Szef sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej, generał brygady Tadeusz Pełczyński, pozostał na swoim stanowisku. Teoretyczne założenia z okresu 1940–1941 w ogólnych zarysach okazały się trafne.

Pierwsza hipoteza meldunku operacyjnego nr 54 zakładała: „Rosja do ostatnich niemal dni [wojny] zdoła zachować neutralność, wciąż utrzymując na swej zachodniej granicy liczną, nienaruszoną armię gotową do marszu na podbój rewoltującej się Europy”.

W tym wypadku „nasze zbrojne wystąpienie [przeciw Rosji – przyp. tłum.] byłoby całkowicie pozbawione szans: bez dostatecznej broni, bez możliwości zmobilizowania się postawilibyśmy tysiące naszych najlepszych ludzi pod motorowy walec ciągnących na zachód olbrzymich hord sowieckich, nie osiągając – poza dalszym wyniszczeniem kraju i masowym rozlewem krwi – żadnych efektywnych rezultatów”.

Druga hipoteza zakładała, że Rosja jest w stanie wojny z Niemcami (lub także i z Japonią):

„Najprawdopodobniejszą wydaje się ewentualność, że Niemcy zadadzą Rosjanom wiele klęsk militarnych, wdzierając się głęboko w terytorium sowieckie[34] poprzez Ukrainę. To może i musi bardzo silnie wstrząsnąć strukturą Sowietów, osłabić ich spoistość i zagrozić ich ustrojowi, jak również poderwać wartość i bez tego obezwładnionej niepowodzeniami armii [...].

Nie można wreszcie wykluczyć i takiej możliwości, choć wydaje się ona mało prawdopodobna, że w wojnie rosyjsko-niemieckiej sukcesy będą po stronie bolszewików i że zdołają oni wyprzeć Niemców z Polski. Rzecz prosta, byłoby wówczas szaleństwem przeciwstawiać się zbrojnie wkraczającemu przeciwnikowi, który okazał się tak potężny, że zdołał pokonać armię niemiecką. Nasza rola polegałaby wówczas na utrzymaniu nadal w konspiracji całego aparatu z przestawieniem się na przygotowania powstańcze na moment, kiedy z kolei ustrój i państwo sowieckie zaczną się załamywać”.

Jak i dlaczego Rowecki i jego oficerowie zakładali załamanie się Związku Sowieckiego, tego nie wyjaśniono. Typowa dla sposobu myślenia kierownictwa polskiego podziemia jest także ocena niemieckiego przeciwnika:

„W ostatecznej rozgrywce będziemy mieli do czynienia z dwoma zupełnie odmiennymi, zarówno pod względem morale, jak i wartości bojowej przeciwnikami:

– z policją, administracją i organami partyjnymi,

– z wojskiem.

ad 1) Policja, Gestapo, SS będzie zapewne do ostatka stanowić nadzwyczaj zwarte, zaciekle walczące o swe głowy, swoje łupy i drogę odwrotu oddziały. Będzie to przeciwnik pełnowartościowy i wysoce niebezpieczny, który nie pójdzie na żadne układy i pertraktacje. Można go zgnieść tylko siłą […]”[35].

ad 2) Wojsko w chwili wewnętrznego załamania się będzie w przeważnej swej większości składało się z ludzi, których jedynym pragnieniem będzie znaleźć się cało i zdrowo w domu. Rzecz prosta, zarówno solidarność narodowa, jak i resztki dyscypliny, a wreszcie pragnienie zachowania zagrabionych «bogactw» będą ich skłaniały do podejmowania prób wydostania się z Polski z pełnym uzbrojeniem i ekwipunkiem. Szereg oddziałów będzie o to z pewnością walczyło, gros jednak po paru próbach walki wybierze zapewne jedynie chęć odejścia do domu. Tylko zupełnie nieliczne jednostki dowodzone przez pierwszorzędnych dowódców będą się uporczywie przebijały do granic Reichu, podobnie jak to uczyni policja”.

„Przeciwnika ad 1) musimy zniszczyć i łącząc z tym odwet narodu za doznane krzywdy.

Przeciwnika ad 2) rozbroić i jak najszybciej spowodować opuszczenie przezeń naszego terytorium drogami i szlakami przez nas oznaczonymi, zatrzymując tylko część ich jako zakładników za Polaków, będących w Niemczech”.

Ta w znacznym stopniu błędna ocena niemieckiego przeciwnika i jego sposobu zachowania w wypadku niekorzystnej sytuacji wojennej (która wystąpiła dopiero w latach 1944–1945) dostatecznie wyjaśnia nierealistyczne postępowanie późniejszej Armii Krajowej. Nie doceniano przede wszystkim wewnętrznej zwartości Wehrmachtu i przeceniano znaczenie policji i administracji. Polskie podziemie miało kontakt głównie z tą ostatnią i patrząc ze swojej perspektywy, traktowało ją jako faktyczną siłę, z którą dojdzie do konfrontacji. Wiedza polskiego dowództwa w 1940 roku na temat Wehrmachtu pochodziła z obserwacji stacjonujących w Polsce kilku niemieckich jednostek zapasowych. Podczas Powstania Warszawskiego ponownie spotkamy się z tym zawężonym punktem widzenia i wynikającymi z tego, zgubnymi w skutkach, niewłaściwymi działaniami.

Przywódcy późniejszej polskiej Armii Krajowej siebie samych oceniali trafniej jako niedostatecznie uzbrojonych do normalnej walki. Wierzyli jednak w możliwość odniesienia sukcesu wtedy, kiedy niemiecki przeciwnik, i to żołnierze wszystkich jego jednostek, będzie przekonany o nieuchronnej klęsce i dlatego stanie się łatwiejszy do pokonania. Stan ten wszelako nie wystąpił – i co do tego nie ma sporu – albo wcale, albo dopiero w kwietniu 1945 roku, kiedy na terenie Polski nie było już wojsk niemieckich.

Ponieważ polskie dowództwo ruchu oporu w latach 1940–1941 było przekonane, że nie jest w stanie wywołać powszechnego powstania, nadzieje pokładało w pomocy z zewnątrz. Pomóc w tym miały bombardowania budynków, w których mieściły się placówki niemieckiej administracji (miały być one indywidualnie oznakowane)[36], ponieważ powstańcy inaczej nie mogli ich zdobyć. Desanty spadochroniarzy i zrzuty lotnicze miały dostarczyć oddziałów wsparcia i broni. Myślano nawet o zastosowaniu amfibii na obszarze Gdańska i Gdyni, dodawano jednak, że polskie podziemie w Poznaniu i na Pomorzu prawie nie dysponowało wojskiem. Oddziały desantowe miały jednak tylko dostarczyć broń, a ochotnicy już się sami zgłosiliby spośród miejscowej ludności.

Tym samym obszerny warszawski meldunek operacyjny nr 54 zawierający osiem dużych projektów okazał się dokumentem dyletanckim, który zakładał sytuacje i możliwości, do jakich nigdy nie doszło, co się zaś tyczy perspektyw pomocy drogą powietrzną z Zachodu, to wyobrażano sobie rzeczy, dla których spełnienia ani w okresie 1940–1941, ani także w 1944 roku nie było technicznych możliwości. Także ocena Związku Sowieckiego i jego armii była daleka od rzeczywistości[37].

Choć skłonność do przeszacowywania własnych sił, która panowała w 1939 roku i która przyspieszyła katastrofę, minęła w okresie 1940–1941, to jednak nadal, tak jak w 1939 roku, wierzono jeszcze w skuteczność pomocy z powietrza, nie licząc się z odległością, którą należało pokonać. Do 1944 roku nic się tu nie miało zmienić.

22 czerwca 1941 roku Związek Walki Zbrojnej stanął w obliczu całkowicie nowej sytuacji. Choć swoją działalność bojową wznowił już kilka miesięcy przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, a wiosną 1941 roku otrzymał z Londynu także nowe rozkazy dotyczące sabotażu, to jednak opierały się one na założeniu, że wiosną 1941 roku zanosi się na inwazję na Wielką Brytanię. Mimo to uznano, że należało „nękać” przeciwnika [Niemców] w Polsce oraz dokonywać aktów sabotażu także w Niemczech[38].

Ta działalność Związku Walki Zbrojnej i późniejszej Armii Krajowej na terenie Niemiec została wprawdzie przez rząd RP na uchodźstwie starannie nakreślona pod względem organizacyjnym, w praktyce jednak nie przyniosła ona rezultatów. Zamierzano oprzeć się na dużej liczbie zatrudnionych przymusowo w Niemczech Polaków i Polek, zorganizowano nawet w tym celu w Berlinie i na Śląsku odpowiednie placówki. Także tutaj próbowano sabotażu na kolei, który polegał na kilku wykolejeniach pociągów i podpaleniach wagonów. Specjalny, przysłany z Polski do Niemiec oddział sabotażu dokonał zamachu bombowego na Dworcu Friedrichstraße w Berlinie[39]. Ponieważ próby tworzenia grup sabotażu na terenie Niemiec były systematycznie udaremniane, ich praca na obszarze Rzeszy nie miała żadnego znaczenia militarnego. Oddziaływanie tych grup ograniczało się do płaszczyzny propagandowej i dotyczyło głównie polskich obywateli w Niemczech.

Pytanie, czy przebywający w Niemczech jeńcy wojenni i cywilni oraz robotnicy przymusowi w sytuacji rozkładu Niemiec powinni być wciągani do czynnych działań, doprowadziło później do kontrowersji pomiędzy dowództwem Armii Krajowej w Warszawie i rządem w Londynie. Tutaj także Powstanie Warszawskie miało wpływ na stosunki w Niemczech[40].

Skutki niemieckiej ofensywy na Wschodzie miały zdecydowanie pozytywny wpływ na działalność Związku Walki Zbrojnej. Biegnąca z północy na południe granica pomiędzy Związkiem Sowieckim i Generalnym Gubernatorstwem przestała istnieć, a tym samym zniknęły także związane z tym utrudnienia w działalności polskiego ruchu oporu. Polski ruch oporu kroczył za prącymi naprzód wojskami niemieckimi i w końcu 1941 roku objął znacznie większe terytorium niż dotychczas, przy czym Związkowi Walki Zbrojnej było obojętne, jak Niemcy te okupowane tereny podzielili i jak nimi administrowali, teraz obejmowały one bowiem obszar Polski sprzed 31 sierpnia 1939 roku. Obok centralnego obszaru z okręgami Warszawa-miasto, Warszawa-województwo, Kielce–Radom, Łódź, Kraków, Śląsk, Wilno dochodziły jeszcze na wschodzie obszar białostocki z okręgami Białystok, Nowogródek i Polesie oraz obszar lwowski z okręgami Lwów, Tarnopol, Stanisławów i Wołyń. Do tego dochodził obszar Zachód z okręgami Poznań i Pomorze. Dalsza struktura opierała się głównie na powiatach i gminach[41].

Powiększenie terytorialne pociągnęło za sobą także nieuchronnie zwiększenie liczebności żołnierzy. Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej zmusił Związek Walki Zbrojnej do rezygnacji z charakteru elitarnego i do stania się organizacją masową.

Związek Walki Zbrojnej miał[42]:

Zima 1940/41

1941

zima 1941/42

oficerów i podchorążych

3297

4012

6316

podoficerów

14 202

15 975

26 370

plutonów

1466

1515

2469

Przy czym plutony liczyły teraz nie 25, ale 50 żołnierzy, a plutony kadrowe miały po ok. 30 ludzi. Związek Walki Zbrojnej dysponował zatem ponad 150 000 żołnierzy, co osiągnięto dzięki scaleniu rywalizujących grup we wspólną podziemną organizację.

Scalenie polskiego podziemia pod jednym dowództwem zostało nakazane przez rząd RP na uchodźstwie, jak o tym już wspomniano, w końcu 1939 roku, ale nigdy się to w pełni nie udało. Istniała wprawdzie taka militarna potrzeba, ale zarazem był to problem polityczny i narodowy. Polska tradycyjna skłonność do buntów i tworzenia konspiracyjnych mniejszych lub większych grup, które występowały przeciw okupantowi, uwarunkowana była charakterem narodowym.

Klęska w 1939 roku stwarzała po temu duże możliwości. Obarczano winą rząd, armię, partie lub poszczególne osoby bądź też ruchy. Podejrzewano oficerów stanowiących dowództwo Związku Walki Zbrojnej, że nadal są stronnikami pokonanego rządu sanacyjnego[43], w latach zaś 1939–1940 różne partie, związki, stowarzyszenia zawodowe, miasta, chłopi, robotnicy i wszystkie niemal narodowości, a nawet rozmaite wyznania religijne, tworzyły własne podziemne formacje. W kwietniu 1940 roku Rowecki zawiadamiał o istnieniu w Polsce nie mniej niż 50 takich organizacji, a opracowanie Komisji Historycznej byłego Sztabu Głównego Wojska Polskiego na temat polskich walk podczas II wojny światowej na liście uchodzącej za niepełną wymienia jeszcze 32[44]. Zwalczały one nie tylko Związek Walki Zbrojnej, ale i siebie wzajemnie, a uparty sprzeciw wobec scalenia ruchu podziemnego pochodził tak z prawego, jak i z lewego skrzydła. „Jesteśmy narażeni nie tylko na ataki Gestapo i NKWD, ale i naszych rodaków” – skarżył się Rowecki na początku 1941 roku, a kilka miesięcy później pewien kurier polski ustnie informował rząd RP na uchodźstwie, że 75 procent energii Związek Walki Zbrojnej poświęca na walkę z niezgodą we własnych szeregach i tylko resztę przeznacza na wykonywanie zadań wojskowych. Mimo wszystko w latach 1940–1941 Związkowi Walki Zbrojnej coraz lepiej udawało się przyciągać do siebie różnorodne polskie ugrupowania podziemne, zdołał też opanować Związek Oficerów Rezerwy i Związek Podoficerów, a w końcu w 1941 roku przyjął pod swoje rozkazy najważniejsze ugrupowania Polskiej Partii Socjalistycznej (Gwardię Ludową WRN), Związek Harcerstwa Polskiego (Szare Szeregi), a także chłopskie Stronnictwo Ludowe wraz ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej i Batalionami Chłopskimi. Aby od żadnej z wielkich organizacji nie wymagać podporządkowania swojej nazwy Związkowi Walki Zbrojnej, 14 lutego 1942 roku na rozkaz Londynu[45] utworzono Armię Krajową[46].

2. Armia Krajowa

Mimo że data jej utworzenia była datą samej tylko zmiany nazwy, to nazwa ta okazała się magnesem dla wielu innych mniejszych organizacji, które do 1944 roku podporządkowały się Armii Krajowej. Nie przyłączyły się do niej radykalne prawicowe Narodowe Siły Zbrojne i komunistyczne grupy bojowe (Gwardia Ludowa i Armia Ludowa).

Początkowo w działalności nowej organizacji nic się zasadniczo nie zmieniło, zwiększyły się wprawdzie liczba członków i obszar działania, ale polityczna pozycja Armii Krajowej jako przymusowego sojusznika Związku Sowieckiego stała się po 22 czerwca 1941 roku problematyczna, jej siła wojskowa i znaczenie były niewielkie; zmieniło się to dopiero, kiedy jej główny przeciwnik, tj. Niemcy, osłabł, do czego doszło niezależnie od wysiłków Armii Krajowej, spowodowało to jednak, że organizacja owa stanęła wobec zupełnie nowego politycznego dylematu. W tej sytuacji bowiem słabość Niemiec była jednoznaczna z siłą Rosji, co kładło się cieniem na polskiej niepodległości. W tej niebezpiecznej fazie, która podobna była do wymuszonej bezczynności z lat 1940–1941 i która doprowadziła konspiracyjne wojsko – Armię Krajową – mimo scalenia z innymi organizacjami na granicę samozniszczenia i samorozwiązania. AK uratowało tylko jedno: brutalna polityka okupanta (por. s. 43 nn)[47].

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

* * *

4 W całej pracy Hanns von Krannhals używa konsekwentnie terminu „ruch oporu” [niem. Widerstand] jako określenia odnoszącego się do wszystkich odłamów polskiego podziemia, niezależnie od ich orientacji politycznej. Redakcja, mimo kontrowersji związanych z tym terminem, który w czasach PRL używany był powszechnie, aby pomniejszyć wysiłek konspiracji zbrojnej (ZWZ-AK) i cywilnej (Delegatura Rządu na Kraj) Polskiego Państwa Podziemnego podległych legalnemu rządowi RP na uchodźstwie, zdecydowała się pozostawić taki zapis jako najtrafniej oddający intencje autora.

5 Wszyscy dowódcy i członkowie polskiego ruchu oporu mieli pseudonimy.

6 Por. depesza Stalina do Churchilla, s. 248 nn.

7 Rządy Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego twierdziły, że Polska przestała istnieć po 17 września 1939 r., ale Wojsko Polskie nadal walczyło w Warszawie i Modlinie do końca września, a pod Kockiem i na Helu nawet dłużej. W stolicy powstała konspiracyjna organizacja Służba Zwycięstwu Polski, na emigracji kontynowana była działalność legalnego rządu RP i tworzono, np. we Francji, nowe jednostki Wojska Polskiego. W wielu krajach, nie tylko zresztą alianckich, działały przestawicielstwa rządu RP na uchodźstwie – przyp. tłum.

8 Por. H. Roos, Polen in der Besatzungszeit, w: Polen-Handbuch, Köln 1959, s. 170.

9 T. Komorowski, The Secret Army, London 1951, s. 18–24.

10 Michał Tokarzewski-Karaszewicz – „Stolarski”, „Torwid” (1893–1964) należał do obrońców otoczonej przez wojska niemieckie we wrześniu 1939 r. Warszawy. Na początku marca 1940 r. został schwytany przez NKWD podczas próby przedostania się na terytorium Polski okupowane przez Związek Sowiecki. Poźniej udało mu się wraz z Armią Andersa wydostać z ZSRR. Jego następcą został Stefan Rowecki – „Grabica”, „Grot”, „Rakoń”, „Kalina” (1895 – 2 sierpnia 1944); od czerwca 1939 r. Rowecki był dowódcą Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej, a potem od maja 1940 do 30 czerwca 1943 (aresztowanie przez Gestapo) dowódcą Armii Krajowej, wcześniej zaś komendantem Związku Walki Zbrojnej.

11 Edward Śmigły-Rydz (1886–1941) był zawodowym żołnierzem. Służył w Legionach Polskich, a później należał do kręgu najbliższych powierników Józefa Piłsudskiego. Od 1921 r. inspektor, od 1935 r. generalny inspektor Sił Zbrojnych, w latach 1936–1939 marszałek Polski i Naczelny Wódz. Obciąża się go winą za militarną klęskę Polski we wrześniu 1939 r. Odbiorcą pełnomocnictwa Śmigłego-Rydza był generał dywizji Juliusz Rómmel.

12 W zebraniu organizacyjnym w podziemiach gmachu PKO przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie wzięli udział oprócz generała Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza: pułkownik Stefan Rowecki, marszałek Sejmu Maciej Rataj jako przedstawiciel Stronnictwa Ludowego, profesor Roman Rybarski jako przedstawiciel Stronnictwa Narodowego, poseł Mieczysław Niedziałkowski jako reprezentant Polskiej Partii Socjalistycznej oraz prezydent Warszawy Stefan Starzyński.

13 Władysław Sikorski (1881–1943) zginął w katastrofie lotniczej pod Gibraltarem, żołnierz zawodowy, przeciwnik polityczny Pilsudskiego, 1939–1943 polski premier i Naczelny Wódz.

14 Kazimierz Sosnkowski (1885–1969), generał broni, był od 1910 r. bliskim współpracownikiem Piłsudskiego, w latach 1920–1924 ministrem spraw wojskowych, w latach 1927–1939 inspektorem armii, w latach 1939–1941 ministrem bez teki w rządzie emigracyjnym, a po śmierci Sikorskiego był w latach 1943–1944 Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z powodu nieporozumień między Związkiem Sowieckim i Polską oraz sporów w rządzie RP, a przede wszystkim ze względu na niedostateczne wsparcie Powstania Warszawskiego przez aliantów, ustąpił ze stanowiska.

15 Por. s. 36, 76.

16 Por. s. 96–97.

17 Wawer, miejscowość na wschód od Warszawy, gdzie w grudniu 1939 r. w ramach represji za zamordowanie dwóch niemieckich policjantów [przez zwykłych kryminalistów] Niemcy schwytali i rozstrzelali 107 przypadkowych Polaków. W Krakowie niemiecka SD [Służba Bezpieczeństwa] w listopadzie aresztowała niemal całe grono profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i część z nich osadziła w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Tam oraz później na skutek brutalnego traktowania część krakowskich profesorów zmarła – przyp. tłum.

18 Praca Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. III, Armia Krajowa, Londyn 1950 (dalej cyt.: PSZ, t. III) jest oficjalnym, tzn. wydanym przez komisję historyczną byłego polskiego Sztabu Głównego w Londynie (w czasie wojny noszącego nazwę Sztabu Naczelnego Wodza), opracowaniem na temat historii Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego. Spotkała się ona z gwałtowną krytyką ze strony sowiecko-polskich [tak Hanns von Krannhals nazywa publikujących w kraju historyków, nawet wywodzących się z AK] autorów: „traktowanie Powstania Warszawskiego w III tomie «Polskich Sił Zbrojnych» jest historycznym kiczem”. J. Kirchmayer, Uwagi i polemiki (dalej cyt.: Uwagi i polemiki), Warszawa 1958, s. 77. Poniższe studium stara się m.in. dokonać krytycznego porównania PSZ, t. III z odmiennym stanowiskiem J. Kirchmayera zawartym w pracy Powstanie Warszawskie (dalej cyt.: PW), Warszawa 1959, 335 stron, i A. Borkiewicza przedstawionym w książce Powstanie Warszawskie 1944, Warszawa 1957, 746 stron; obie podtrzymują to stanowisko.

19 Władze niemieckie jesienią 1939 r. wcieliły do struktur państwowych Rzeszy następujące ziemie: województwa pomorskie i toruńskie do Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie (Gau Danzig – Westpreussen), Wielkopolskę do Kraju Warty (Wartheland), do którego dołączono też miasto Łódź (Litzmannstadt), północną część Mazowsza wokół Ciechanowa przemianowanego na Zichenau przyłączono do rejencji Prus Południowo-Wschodnich (Südost-preussen), a polski Śląsk do Gau Schlesien ze stolicą w Breslau (Wrocław), zaś Bezirk Bialystok gauleiter Erich Koch włączył do swego Gau Ostpreussen. Pozostałą część okupowanych terenów nazwano Generalnym Gubernatorstwem (Generalgouvernement) ze stolicą w Krakowie; miał to być podrzędny skolonizowany kraj stanowiący rezerwuar taniej siły roboczej. Zaolzie włączono do niemieckiego Śląska, a Spisz przyłączono do Słowacji jako dar przyznany w zamian za jej udział w agresji na Polskę w 1939 r. Stalin za zgodą Hitlera przyznał Wileńszczyznę Litwie, którą ostatecznie potem zajął, podobnie jak Łotwę i Estonię, latem 1940 r. Po zorganizowanym jesienią 1939 r. na terenie zachod-niej Ukrainy i zachodniej Białorusi „plebiscycie” przyłączył też polskie Kresy do sowieckiej Ukrainy i sowieckiej Białorusi – przyp. tłum.

20 M. Broszat, Die nationalsozialistische Polenpolitik 1939–1945, Stuttgart 1961, s. 177.

21 Szacunkowo wg J. Kirchmayera, PW, s. 15, na podstawie PSZ, t. III, s. 120; H. Roos, op. cit., s. 179. Związek Walki Zbrojnej liczył 100 000 członków, a T. Komorowski we wspomnieniach The Secret Army [Armia Podziemna] podaje na s. 49, że w podległym mu dystrykcie krakowskim w czerwcu 1940 r. było 40 000 członków.

22 „Dziwna wojna” – raczej pozorowana wojna Francuzów na przełomie 1939 i 1940 r. – przyp. tłum.

23 Por. rozdz. 14, s. 438.

24 Po klęsce Francji Naczelny Wódz i premier rządu RP na uchodźstwie generał Władysław Sikorski mianował 18 czerwca 1940 r. generała brygady Stefana Roweckiego zastępcą Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej z prawem podejmowania w pilnej sytuacji samodzielnie decyzji, gdy mogło dojść do zerwania łączności z rządem RP na uchodźstwie – przyp. red.

25 30 czerwca 1940 r. generał Sikorski mianował generała brygady Stefana Roweckiego Komendantem Głównym Związku Walki Zbrojnej oraz ustanowił Komendę Główną w kraju. Rozkaz przekazywał władzę wojskową na terenie Generalnego Gubernatorstwa w ręce Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, będącej na miejscu i najdokładniej znającej realia okupacji. Jednocześnie Londyn polecił ścisłe współpracowanie z Głównym Komitetem Politycznym – przyp. red.

26 NKWD – ros. skrót od Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych, Gestapo – niem. skrót nazwy Tajnej Policji Państwowej. Organy bezpieczeństwa obu państw na podstawie tajnych protokołów umów pomiędzy ZSRR i Trzecią Rzeszą zgodnie zwalczały polskie podziemie w latach 1939–1941 – przyp. tłum.

27 T. Komorowski, op. cit., s. 34.

28 Na terenie Kielecczyzny major Henryk Dobrzański – „Hubal” prowadził [na czele Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego] prywatną wojnę aż do 1940 r., nie utrzymując praktycznie kontaktów ze Związkiem Walki Zbrojnej. Ponieważ jego działania odznaczały się dużą dynamiką, opinia światowa dowiedziała się o nim i przeceniała jego znaczenie. „Hubal” poległ w kwietniu 1940 r. Krwawe niemieckie represje wpłynęły na pogorszenie się stosunku polskiej ludności wiejskiej do ruchu oporu. Na terenie Sandomierszczyzny nauczyciel Władysław Jasiński wydawał pismo „Odwet” i organizował napady na niemieckie magazyny zaopatrzeniowe, kasy itp. Dopiero w styczniu 1943 r. utworzony przez niego oddział „Jędrusiów” został podporządkowany Armii Krajowej. PSZ, III, s. 517; J. Kirchmayer, PW, s. 17.

29 T. Komorowski, op. cit., s. 39.

30 J. Kirchmayer, PW, s. 17. Związek Odwetu wszedł później w skład Kedywu – Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej.

31 PSZ, t. III, s. 438; T. Komorowski, op. cit., s. 39.

32 Instrukcja dla „Rakonia” z 20 lipca 1940, PSZ, t. III, s. 434. Poprzedzał ją wydany już 18 czerwca 1940 r. rozkaz nakazujący wstrzymanie akcji zbrojnych.

33 Meldunek operacyjny nr 54 z 5 lutego 1941, PSZ, t. III, s. 172.

34 W książce na przemian występują przymiotniki „sowiecki” i „radziecki”w zależności od cytowanego źródła. Autor nie ma z tym problemu, ponieważ w języku niemieckim istnieją tylko terminy „sowjetisch”, „Sowjets”, „Sowjet-Union”. W polskim tłumaczeniu trzeba jednak było rozróżnić dokumenty wytworzone np. przez rząd RP na uchodźstwie, Komendę Główną AK i Sztab Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz dokumenty powstałe w powojennej Polsce, w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, np. w PPR, PKWN, AL lub w dowództwie 1. Armii WP. Dlatego przytaczamy tu oryginalne polskie dokumenty zgodnie z ich ówczesną polską wersją, z przymiotnikami „sowiecki” lub „radziecki”. Językoznawcy uznają obie formy za poprawne. W 1934 r. prof. Wiktor Sukiennicki w celu wyeliminowania z języka polskiego rusycyzmów zaproponował przyjętą w oficjalnym nazewnictwie formę Związek Socjalistycznych Republik Rad, w skrócie Związek Radziecki. Od 1989 r. coraz częściej używa się przymiotnika „sowiecki” i określenia „Sowieci” – przyp. tłum.

35 Tutaj urywa się kopia opublikowanego w 1950 r. w Londynie po procesie norymberskim meldunku operacyjnego (PSZ, t. III, s. 176 nn); prawdopodobnie dlatego, że rodzaj aktów przemocy opisany był tam bardziej szczegółowo.

36 PSZ, t. III, s. 179.

37 Por. s. 453. Praktycznie meldunek ten był w ówczesnej sytuacji bez znaczenia, ponieważ jego deszyfrowanie w Londynie zajęło cztery miesiące (!) i Sztab Naczelnego Wodza otrzymał go dopiero 25 czerwca 1941 r., kiedy wojna niemiecko-rosyjska już wybuchła i wszystkie polskie koncepcje się zdezaktualizowały.

38 PSZ, t. III, s. 435.

39 PSZ, t. III, s. 408–417. Por. poniżej, s. 41. O zamachu tym, w wyniku którego 14 lutego 1943 r. na Dworcu Friedrichstraße zginęły 2 osoby, a 55 zostało rannych, Himmler otrzymał meldunek od berlińskiej Policji Kryminalnej. The National Archives and Records Administration (dalej cyt.: NARA), T-175, rolka 19, klatka 2523224. Do informacji o sukcesie grupy polskiego ruchu oporu należy jednak podchodzić ostrożnie, podobnie jak do odpowiednich zbiorczych meldunków dowództwa AK z Warszawy do Londynu. Należą one przynajmniej częściowo do meldunków o działalności, które miały uzasadnić własną egzystencję – i potrzebne na nią środki, których się domagano.

40 PSZ, t. III, s. 453.

41 Po reformach strukturalnych większość okręgów uzyskała od 1942 r. samodzielny status w ramach obszarów (białostockiego, lwowskiego, warszawskiego prawo- i lewobrzeżnego oraz zachodniego). Samodzielne okręgi odpowiadały dawnym większym miastom wojewódzkim. Niższymi elementami struktury były: podokręgi, inspektoraty, obwody, placówki – przyp. red.

42 J. Kirchmayer, PW, s. 24.

43 Sanację, czyli uzdrowienie życia politycznego, głosił już po 1926 r. program Piłsudskiego, później nazywano tak, częściowo z ironicznym zabarwieniem, tworzone po jego śmierci rządy autorytarne.

44 PSZ, t. III, s. 132–133.

45 Por. rozdz. 14, s. 442–443.

46 Nie dysponujemy informacjami na temat tego, jakie przyczyny stały za zmianą nazwy ZWZ na AK w lutym 1942 r. Mogło jednak tu chodzić o przekonanie, że po ukształtowaniu się struktur centralnych i terenowych Polskiego Państwa Podziemnego należało podkreślić nazewnictwem, że „wojsko w konspiracji”, tj. Armia Krajowa, jest legalną siłą zbrojną rządu RP na uchodźstwie. Specjalny rozkaz Naczelnego Wodza generała Sikorskiego uznał we wrześniu 1941 r. konspiracyjny Związek Walki Zbrojnej za część składową Polskich Sił Zbrojnych, a Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej podporządkował dwa miesiące wcześniej. Zapewne w zmienionej rzeczywistości i wobec rozrastania się struktur generał Sikorski uznał, że adekwatniejszą nazwą dla podziemnego związku będzie Armia Krajowa. Kolejne dwa lata nazwa Armia Krajowa nie była ujawniana – oficjalnie Komenda Główna Armii Krajowej używała kryptonimu PZP, stosowanego od kwietnia 1942 r. do maja 1944 r., kiedy to dopiero została ujawniona nazwa Armia Krajowa – przyp. red.

47 PSZ, t. III, s. 425.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Powstanie Warszawskie 1944 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie