Bad Mommy.

Bad Mommy.

Autorzy: Tarryn Fisher

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 22.43 zł

Wciągający, pełen intryg i obsesyjnej miłości thriller psychologiczny.

Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą i rodzicami kilkuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego  małżeństwa i staje się powierniczką Jolene.

Z czasem zachowanie Fig zaczyna być coraz bardziej niepokojące – kobieta gromadzi w domu rzeczy identyczne jak u przyjaciółki, kupuje takie same ubrania, a na Instagramie publikuje zdjęcia Dariusa. Czy prawdziwym obiektem jej zainteresowania jest Jolene, jej przystojny mąż, czy mała Mercy? A może chciałaby mieć ich wszystkich?

Tarryn Fisher nakreśliła niezwykle intrygujące portrety psychologiczne bohaterów. W jakim stopniu ich motywacje są szczere? A może wszystko, co pokazują otoczeniu, to perfekcyjnie wyreżyserowany spektakl?

Najnowsza książka autorki bestsellerowych powieści Margo, Never never i Mimo moich win.

***

Bad Mommy to studium ludzkich namiętności, nakreślone odważnie i z pomysłem. Duszna atmosfera narasta i prowadzi do kulminacji, której nikt się nie spodziewał.

 - Hanna Rydlewska, Chillizet

To JEJ dziecko. To JEJ mąż. To JEJ dom. TY jesteś tutaj tylko na chwilę, tylko przypadkiem. A przynajmniej tak jej się wydaje… Tarryn Fisher ma niepokojący dar przemawiania głosem psychopatów i ten głos pozostaje z nami na długo, zbyt długo. PRZERAŻAJĄCA lektura!

 - Olga Kowalska, WielkiBuk.com

W dobie Facebooka i Instagrama łatwo uznać, że wszyscy poza nami wiodą ciekawe życie. Że mają idealną rodzinę, wspaniałą pracę, wiernych przyjaciół i są dokładnie tacy, jacy my chcielibyśmy być. Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Tarryn Fisher pokazuje, jak bardzo się mylimy, myśląc w ten sposób…

 - Anna Misztak, Lubimy Czytać

Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie. Każdy drobiazg będzie wykorzystany, by cię oczernić lub zranić. Nie istnieje żadna skuteczna strategia radzenia sobie z psychopatą oprócz jednej – ucieczki. Powieść Tarryn Fisher przeraża bardziej niż niejeden horror. Jeśli przeczytasz ją uważnie, uczuli cię na pozornie mało znaczące sygnały…

 - Sylwia Skorstad, Republika Kobiet

Jeśli wydaje wam się, że wiecie, do czego zdolna jest w swoich powieściach Tarryn Fisher, to jesteście w błędzie. Bad Mommy to thriller psychologiczny, jakiego dotąd nie było. Nie możecie przejść obojętnie!

 - Zuzanna Burkowska, Kulturalna Szafa

Fragment książki - Bad Mommy.

issuu.com/wydawnictwosqn/docs/bad_mommy_issuu

Dla Amy Holloway

#jestemztoba

Najzdradliwsze jest serce nade wszystko

i najprzewrotniejsze, któż je pozna?

Jr 17, 9

CZĘŚĆ PIERWSZA

PSYCHOPATKA

Jeden

Zła mama

Widzę, że dostajesz więcej, niż ci się należy. Nie mogę na to patrzeć. Boli mnie to, bo zasługuję na więcej niż ty. Rzecz w tym, że mogłabym być lepszą tobą. I’m every woman, it’s all in me[1].

Dziewczynka miała jasne włosy. Kiedy wiatr zawiał mocniej, podnosiły się wokół jej głowy, tworząc aureolę w kolorze słomy. Wyobrażam sobie, że sama miałam takie włosy w dzieciństwie. Nie mogę mieć pewności, bo matka była zbyt zajęta pracą, żeby zrobić mi choć kilka zdjęć. Po co komu dzieci, jeśli nie ma się czasu, by je fotografować? Nieważne. W każdym razie należy zaznaczyć, że moja matka to suka. Sięgnęłam po telefon i zrobiłam zdjęcie małej, gdy biegła, a za nią podążały włosy. Wyszło mi tak dobrze, że można by spokojnie wywołać je i powiesić na ścianie. Zachwyciłam się własnym talentem do uchwycenia piękna.

Gdy tylko ją zobaczyłam, obudziłam się z długiego snu, przeciągnęłam niczym kot i usłyszałam, jak serce bije mi z nową energią. Zamknęłam oczy i podziękowałam wszechświatowi za ten dar. Potem znowu chwyciłam telefon i zrobiłam kolejne zdjęcie, ponieważ ja nie zamierzam być złą matką.

To była ona. Wiedziałam o tym. Wszystko, czego pragnęłam. Wszystko, na co liczyłam. Sparaliżowana patrzyłam, jak podchodzi do samochodu w towarzystwie wysokiej, ciemnowłosej kobiety. Czy to była jej matka? A może niania? Nie widziałam między nimi żadnego podobieństwa, nie licząc koloru oczu – brązowego. Wtedy jednak usłyszałam, że dziewczynka mówi do niej „mamusiu”, i wzdrygnęłam się… zwiędłam… umarłam. Ona nie jest tym, za kogo ją uważasz, mała.

Ruszyłam za nimi do domu, jadąc z parku swoim białym fordem, świeżo umytym i błyszczącym. Bardzo zwracałam na siebie uwagę i bałam się, że matka się zorientuje, że ktoś je śledzi. Zdarza mi się za dużo myśleć, jasne? Mój umysł jest jak komputer, na którym ktoś otworzył zbyt wiele programów. Jestem też po prostu bardzo inteligentna, a bardzo inteligentni ludzie mają dużo myśli, ale to są wszystko genialne myśli.

Uspokoiłam się, otwierając nową zakładkę w umyśle – zakładkę rozsądku. Większość matek nie zauważa zbyt wielu rzeczy, nie tych ważnych rzeczy. Są zbyt zajęte, zbyt skupione na swoich pociechach: czy czy są czyste, czy nie wkładają do buzi brudnych zabawek, czy znają już cały alfabet? Matki otaczają się kokonem nowoczesnego świata. Kiedyś bały się wszystkiego: dyzenterii, grypy, oskalpowania przez Indian, polio. Teraz martwią się tylko, czy w dziecięcym soczku nie ma zbyt dużo wysokokalorycznego syropu glukozowo-fruktozowego. Ogarnijcie się. Wszyscy wkurzają się o nieistotne sprawy. Lepiej martwcie się, że ktoś jedzie za wami w błyszczącym białym SUV-ie, że wychowujecie narcyzów, że za dwadzieścia lat wasze dzieci będą was nienawidzić, bo nie wypracowaliście wystarczających granic.

Zatrzymały się, żeby zatankować, więc zrobiłam kółko i stanęłam na parkingu nieopodal, gotowa w każdej chwili ruszyć. Bezdomny mężczyzna zapukał mi w szybę, kiedy próbowałam obserwować samochód. Dałam mu dolara, bo miałam dobry humor, a poza tym chciałam, żeby sobie poszedł. Widziałam z tego miejsca matkę. Odwiesiła pistolet i obeszła auto, by usiąść za kierownicą. Zapaliłam silnik i pojechałyśmy.

Chciałam zobaczyć włosy mężczyzny, zakładając oczywiście, że jeszcze je miał. W dzisiejszych czasach rodzicem może zostać każdy: dwóch mężczyzn, dwie kobiety. Nic już nie jest takie samo. Oczywiście żadna ze mnie homofobka, ale to niesprawiedliwe, że geje dostają dzieci, a ja nie.

Kiedy zatrzymały się na podjeździe, ja zaparkowałam po drugiej stronie ulicy, pod drzewem, którego gałęzie uginały się pod ciężarem dużych, różowych kwiatów. Nastał ten okres w roku, kiedy świat budzi się do życia i wszystko dokoła wypuszcza pączki po zimie. Oprócz mnie. Patrzyłam na kwiaty, wiedząc, że sama jestem pozbawiona życia, chociaż nie z mojej winy. Ludzie to pijawki, dezerterzy. Czułam się samotna i odosobniona, ponieważ nie znalazłam nikogo takiego jak ja. Wszyscy powtarzają, że trzeba „znaleźć swoje plemię”, ale gdzie się podziało moje? Czy były nim te małomiasteczkowe dziewczyny, z którymi dorastałam? Nie. Kobiety z biura, w którym dostałam pierwszą posadę? Na pewno nie. Zaakceptowałam bardzo wcześnie, że zostanę sama. Bawiłam się z przyjaciółmi, których tylko ja widziałam, a jako dorosła większość znajomości zawierałam przez internet. Patrzyłam, jak matka wypina śpiące dziecko z fotelika i podnosi je, opierając na biodrze. Poczułam ukłucie zazdrości, lecz zaraz dziewczynce opadła głowa i chciałam podbiec, żeby… żeby co? Podnieść ją? Zabrać dziecko? Syknęłam, siedząc za kierownicą. Zła mama. Niektórzy ludzie nie zasługują na to, by mieć dzieci.

Mieszkali w szarym ceglanym budynku z okresu Tudorów, niedaleko mojego własnego skromnego lokum. Cóż za zbieg okoliczności! Znowu porównałam z sobą daty. Dwa lata, dwa miesiące, sześć dni. Czy to jest właśnie to dziecko? W zasadzie byłam pewna, jednak gdzieś w głębi serca ciągle skrywały się dręczące wątpliwości. Po tych wszystkich strasznych rzeczach, które wydarzyły się w moim życiu, poszłam do medium. Powiedziała mi, że spotkam jeszcze duszę mojego dziecka i będę wiedzieć, że to ona. Wyobrażałam sobie tę chwilę wiele razy: że zobaczę ją jako nastolatkę, jako dorosłą kobietę, a nawet pielęgniarkę w szpitalu, w którym umierałabym ze starości. Wyciągnęłam z torebki paczkę krakersów w kształcie rybek i zaczęłam kompulsywnie wpychać je do ust.

Już miałam zasnąć, kiedy dokładnie o szóstej piętnaście na podjeździe pojawił się złoty sedan. Nikt nigdy nie podejrzewa złotych sedanów, ponieważ jeżdżą nimi tylko nudni ludzie. Tacy, którzy są zbyt nijacy, by kupić… no, powiedzmy, biały lub czerwony samochód. Są neutralnymi obywatelami. Tworzą jednolity tłum. Rzuciłam paczkę krakersów na fotel pasażera i wyprostowałam się, strzepując okruszki z podbródka. Z auta wysiadł mężczyzna. Wytężyłam wzrok w blaknącym świetle, żeby zobaczyć kolor jego włosów. Było już niestety zbyt ciemno. Kolejny przykład na to, że zmiana czasu rujnuje życie.

Rozważałam wyjście z samochodu, mogłabym udawać, że jestem na spacerze, może zatrzymałabym się i zapytała o drogę. Nie, nie mogę ryzykować. Mężczyzna trzymał teczkę i machał nią, maszerując. Czy on gwizdał? Szczęście w ramionach, szczęście w ustach, szczęście w kroku. Wszystko to ułuda. Miałam ochotę ostrzec go, że pewnego dnia to straci. Tak wygląda życie.

Kiedy dotarł przed wejście do domu, włączyło się światło, a ja pochyliłam się do przodu. Jego włosy były ciemne! Skronie zapewne pokrywały mu się już siwizną, jednak ja ze swojego miejsca widziałam tylko ciemną czuprynę w żółtawym świetle lampy.

Rzuciłam się na oparcie fotela bez tchu. Miałam rację. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Mokre, gorzkie łzy spływały z moich policzków na sweter. Rozpaczałam po tym, co utraciłam i czego nigdy nie doświadczę. Potarłam skórę pod oczami, żeby pozbyć się łez, i obserwowałam otwierające się drzwi. Kobieta przywitała męża, rzucając mu się w ramiona. Wyglądali jak idealna rodzina, jakby w tym szarym domu szczęście przychodziło z łatwością. Byłam już pewna, że ona na to nie zasługuje.

Zła mama.

Dwa

Ostra

– Właściwie to nie mam obsesji na ich punkcie.

– Nie?

– Nie. – Dlaczego mój głos brzmiał w ten sposób? Dotknęłam gardła i chrząknęłam. – Interesują mnie, to prawda. Ale nie jestem… szalona. – Dlaczego ciągle zapewniałam ludzi, że nie jestem wariatką? Dlatego że oni wszyscy są tacy normalni, nudni?

– Fig. – Terapeutka wychyliła się z fotela, od jej okularów w czerwonych oprawkach odbiło się światło.

Ja za to spuściłam wzrok i zaczęłam patrzeć na jej buty, również czerwone. Wszystko idealnie dopasowane. Zupełnie jakby osobowość straciła znaczenie. Postukałam po zegarku w kolorze złotego różu, a potem podniosłam rękę, żeby włożyć palec w srebrne kółko w moim uchu. Może terapeutka to zauważy i ją zainspiruję. Właśnie na tym polega sens życia. Sprawiać, by inni zechcieli być tobą.

– Jechałaś za matką i córką całą drogę z parku, prawda?

Przekręcała moje słowa, próbując nadać im ton szaleństwa. W tym tkwiło ryzyko chodzenia do psychologa.

– Jechałam z powrotem na moje osiedle – poprawiłam ją. – Wracałam z parku. A one mieszkają bardzo blisko.

Myślałam, że to rozwiąże sprawę, jednak ona wbijała we mnie wzrok.

– Czyli wcale nie zatrzymałaś się pod ich domem i nie obserwowałaś go przez kilka godzin, żeby zobaczyć ojca dziewczynki?

– Owszem, zatrzymałam się – przyznałam. – Już to tłumaczyłam. Byłam ciekawa.

Znowu usiadła głębiej w fotelu i zapisała coś w notatniku. Wyciągałam szyję, lecz terapeutka zawodowo ukrywała różne rzeczy. Może była psychopatką. Spisywanie notatek, których nie mogę przeczytać, było okazywaniem swojej władzy, prawda?

– A jak często zdarzało ci się tak robić od tamtego pierwszego razu?

Nagle tak bardzo zachciało mi się pić, że język przykleił mi się do podniebienia. Rozejrzałam się po gabinecie w poszukiwaniu wody. Ciepłe powietrze leciało z otworów wentylacyjnych w suficie. Zdjęłam niedawno kupiony sweter i oblizałam usta.

– Kilka razy – powiedziałam swobodnym tonem. – Mogę się napić wody?

Pokazała mi małą lodówkę stojącą w kącie pomieszczenia, wstałam i podeszłam do niej. W środku stały rzędy miniaturowych buteleczek. Chwyciłam jedną z końca, żeby wybrać najchłodniejszą, i wróciłam na swoje miejsce. Grałam na zwłokę, otwierając powoli butelkę i łapczywie pijąc wodę. Jeszcze chwila i usłyszę, że nasz czas się skończył, a na ostatnie pytanie odpowiem za tydzień. Jednak terapeutka nie zakończyła naszej sesji, a ja zaczęłam się pocić.

– Dlaczego twoim zdaniem czujesz się tak silnie związana z tą matką i jej córką?

Zaskoczyła mnie. Spróbowałam się rozluźnić, skrobiąc delikatnie paznokciem nadgarstek i zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Nie wiem. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam. Może dlatego, że dziewczynka jest w wieku, w jakim byłaby moja córka.

Tamta pokiwała głową, a ja wtuliłam się mocniej w poduszki.

– I może dlatego, że ta kobieta…

– Jej matka?

Posłałam jej groźne spojrzenie.

– Ta kobieta – podkreśliłam – nie wygląda tak, jak inne matki. Jest antymatką.

– Niepokoi cię to czy fascynuje?

– Nie wiem. Może jedno i drugie.

– Opowiedz mi o niej, o tej matce. – Rozsiadła się wygodniej na fotelu, za to ja zaczęłam nerwowo skubać skórki wokół paznokci.

– Ubiera się tak, że inne matki się na nią gapią. Skórzane spodnie, koszulka z Nirvaną pod blezerem. Nie widziałam jeszcze, żeby ktoś nosił tyle bransoletek. Raz założyła czarną fedorę i szarą prześwitującą koszulę. Gdyby nie długie włosy, cały świat zobaczyłby jej sutki.

– A jak pozostałe matki reagują na jej obecność na placu zabaw? – zapytała. – Zauważyłaś?

Tak. Właśnie dlatego w ogóle zwróciłam na nią uwagę. Patrzyłam, jak na nią patrzą, i dałam się wciągnąć.

– Nie próbuje nawet rozmawiać z innymi matkami. Da się wyczuć, że właśnie z tego powodu jej nie lubią. Wzgardziła nimi, zanim one miały szansę wzgardzić nią. Moim zdaniem to genialne posunięcie. Teraz są jak stado psów i gapią się tylko na nią, czasem z ciekawością, czasem wręcz nieprzyjaźnie.

– Podoba ci się to?

Zastanowiłam się.

– Tak, chyba podoba mi się, że ona ma to gdzieś. Zawsze chciałam tak umieć, nie przejmować się.

– Dobrze jest patrzeć na siebie z dystansu – odparła. – Ocenić swój sposób działania.

– Więc dlaczego ich śledzę? – zapytałam w chwili szczerości.

– Nasz czas się skończył. Widzimy się w przyszłym tygodniu, Fig. – Uśmiechnęła się.

Późnym wieczorem tego samego dnia pojechałam pod dom Złej Mamy i zaparkowałam blok dalej. Myślałam, żeby zrezygnować, ale nie dam się zastraszyć jakiejś tam psycholożce. Na dworze panował chłód. Sięgnęłam po bluzę, która leżała na tylnym siedzeniu, i włożyłam ją, starannie schowałam włosy pod kapturem. Wątpiłam, żeby ktokolwiek mnie przyłapał, ale tak jasne włosy zwracają uwagę. W tej części miasta mieszkały młode rodziny, których porządni członkowie kładą się do łóżka przed dwudziestą drugą, jednak ostrożności nigdy za wiele. Uznałam, że moją przykrywką będzie późne bieganie. Dość niewinne. Gdyby ktoś wyjrzał w tej chwili przez okno, zobaczyłby kobietę w dresie, która próbuje być najlepszą wersją samej siebie. Schyliłam się, żeby poprawić sznurówki nowych butów. Kupiłam je w sieci specjalnie na tę okazję. Widziałam takie na nogach Złej Mamy w parku – śnieżnobiałe z akcentami w leopardzim wzorze. Od razu zapragnęłam takie mieć. Wyobraziłam sobie, jak wpadamy na siebie w sklepie albo na stacji benzynowej i słyszę od niej: „O, mam takie same buty! Czy one nie są cudowne?”. Nauczyłam się tej sztuczki od matki, która w ten sposób podrywała mężczyzn po odejściu od ojca. „Udajesz, że lubisz coś, co oni lubią, żebyście mieli coś wspólnego. Może naprawdę to polubisz i wtedy wygrywasz podwójnie”.

Zostało jeszcze kilka kroków.

Rozejrzałam się spłoszona po uliczce z malowanymi ręcznie skrzynkami pocztowymi i bujnymi kobiercami kwiatów. Ani żywej duszy. W większości okien nie paliły się już światła. Przez kilka sekund biegłam w miejscu, a potem chwyciłam drzwiczki skrzynki i szarpnęłam. W środku znalazłam trzy listy, a na nich małe brązowe pudełko. Zabrałam wszystko i schowałam w ogromnej kieszeni bluzy, jednocześnie się rozglądając. Buty piły mnie w palce i niczego tak nie pragnęłam, jak rozsiąść się na kanapie z filiżanką herbaty i pocztą Złej Mamy. Może nawet zjem do tego ciasteczka, te z puszki z małym szkockim terierem.

Pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu, to rozebrałam się. Spodnie są dla łajz. Poza tym wpijały mi się w talię i sprawiały, że nad paskiem zbierała się fałda – a to paskudne uczucie. Zaniosłam pocztę Złej Mamy do kącika jadalnego i odłożyłam bez zaglądania do środka. Cierpliwości, powiedziałam sobie. Wszystko, co najlepsze, wymaga cierpliwości. Zrobiłam herbatę, starając się dolać mleka w idealnym momencie. Chwyciłam puszkę ze szkockimi ciasteczkami i zaniosłam razem z filiżanką do kącika – sama odnowiłam te stare drewniane meble – usiadłam na jednym z żółtych krzeseł. Rozłożyłam koperty na stole, na końcu sięgnęłam po paczkę. Głęboki oddech, dobra… Przewróciłam pierwszą adresem do góry. Kobieta nazywała się Jolene Avery.

– Jolene Avery – powiedziałam na głos. A potem, żeby nie dać się czarowi pięknego imienia, dodałam: – Zła Mama.

Otworzyłam kopertę pilniczkiem i wyciągnęłam ze środka pojedynczą kartkę papieru. Rachunek za leczenie, nuda. Przejrzałam szybko treść. Dwa tygodnie wcześniej pobrali jej krew. Szukałam pośród medycznego żargonu więcej szczegółów, ale to wszystko. Badanie krwi. Po co? Ciąża? Badania okresowe? Procedury medyczne nie były dla mnie czymś nieznanym. W zeszłym roku dwukrotnie hospitalizowano mnie z powodu zbyt wysokiego ciśnienia, a do tego robili mi cały szereg badań, kiedy okazało się, że mam jakieś plamki na mózgu. Winię za nie George’a i to wszystko, co przez niego wycierpiałam. Cieszyłam się doskonałym zdrowiem, dopóki nie dowiedziałam się, jakim jest sukinsynem.

Odłożyłam rachunek i zabrałam się za następną kopertę. Ta była zaadresowana do męża, Dariusa Avery’ego. W środku znalazłam reklamę ubezpieczenia – śmieć. Darius i Jolene Avery. Ugryzłam ciastko. Trzecim listem było zaproszenie na przyjęcie urodzinowe. Czerwone i żółte balony, bąbelkowe literki.

Trzecie urodziny Giany!

Miejsce: Queen Anne Park

Pawilon #7

Czas: 14:00

W razie czego kontaktować się z Tianą. Prosimy o przybycie na czas.

Co za człowiek upomina gości trzyletniej córki, by się nie spóźniali? Wiem, ktoś z nerwicą natręctw. Ktoś, kto wygląda nocą przez okno, żeby mieć pewność, że sąsiedzi nie wystawiają śmieci zbyt blisko jego trawnika. Ktoś małostkowy i żałosny. Czy rodzice małych dzieci nie są przypadkiem znani ze swojego spóźnialstwa? Trochę demoralizujące jest przypominanie im o ich porażkach na zaproszeniu.

Odłożyłam kartkę małej Giany i przesunęłam bliżej paczkę. Co może znajdować się w tak małym pudełku? Ostre, wysokie litery, stawiane bardzo ciasno niebieskim atramentem. Adresatką była Jolene Wyatt – to musiało być panieńskie nazwisko.

Wzięłam nożyczki, żeby odciąć taśmę, nucąc pod nosem. Kiedy paczka została otwarta, przechyliłam ją, a ze środka wypadła zawartość. Na mojej otwartej dłoni wylądowało niebieskie aksamitne pudełeczko – takie, w jakich zazwyczaj trzyma się biżuterię. Na wieczku leżała złożona faktura; odłożyłam ją i otworzyłam pudełeczko. Od razu poczułam rozczarowanie. Zobaczyłam maleńki lazurowy koralik, zabezpieczony czerwoną nitką. Wyciągnęłam go i podniosłam do światła. Nic szczególnego. Albo, jak powiedziałaby moja matka – nic, o czym warto by było napisać w liście. Może Zła Mama była jedną z tych pomysłowych kobiet, które robią bransoletki i inne takie. Zakładają sklep z ręcznie wykonywaną biżuterią na Etsy. Zanotowałam sobie, żeby później jej tam poszukać. Opieka nad dzieckiem jej nie wystarczała, potrzebowała czegoś więcej, żeby poczuć się znowu sobą – przesiadującą w barach dziwką, która w wolnym czasie bawi się w robienie biżuterii. Odłożyłam koralik z powrotem do pudełeczka i wrzuciłam wszystko do szuflady, nagle poczuwszy zbliżającą się migrenę. Postanowiłam więcej o tym nie myśleć, nie poświęcać uwagi niewdzięcznym ludziom. Robiło mi się od tego niedobrze. Ona nie zasługiwała na córeczkę. Położyłam się na kanapie z zimnym okładem na czole. Zasnęłam.

[1] Fragment piosenki Whitney Houston (wszystkie przypisy od tłumaczki).

Bad Mommy

Copyright © by Tarryn Fisher 2016

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2017

Copyright © for the translation by Agnieszka Brodzik 2017

Redakcja – Marta Pustuła

Korekta – Aneta Wieczorek

Projekt typograficzny i skład – Joanna Pelc

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Fotografia na okładce – Reilika Landen/Arcangel Images

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I, Kraków 2017

ISBN EPUB: 978-83-6583-648-9

ISBN MOBI: 978-83-6583-647-2

wsqn.pl

WydawnictwoSQN

wydawnictwosqn

SQNPublishing

wydawnictwosqn

WydawnictwoSQN

Sprzedaż internetowa labotiga.pl

E-booki

Zrównoważona gospodarka leśna

Sic dilabitur aetas

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

CZĘŚĆ I. PSYCHOPATKA Jeden. Zła mama

Dwa. Ostra

Trzy. Dom obok

Cztery. Menstrualny

Pięć. Byk

Sześć. Ogród litości

Siedem. Niedobre ciasto

Osiem. Co drugi piątek

Dziewięć. Perspektywa

Dziesięć. Cała wypłata

Jedenaście. Pieczeń rzymska

Dwanaście. Koleś

Trzynaście. Przydomek

Czternaście. Pociągi

Piętnaście. Kicz

Szesnaście. Taka teraz jestem

Siedemnaście. Papierosy

Osiemnaście. Słodkie zmartwienia

Dziewiętnaście. Magnolia

Dwadzieścia. Czarna czy fioletowa

Dwadzieścia jeden. Zabawna dziewczyna

Dwadzieścia dwa. Najciaśniejsza cipka

Dwadzieścia trzy. Inne rzeczy

Dwadzieścia cztery. Złodziejki

Dwadzieścia pięć. Łyżeczka

CZĘŚĆ II. SOCJOPATA Dwadzieścia sześć. Dr Seuss

Dwadzieścia siedem. Trudniej

Dwadzieścia osiem. Odmieńcy

Dwadzieścia dziewięć. Głupia

Trzydzieści. Jędrna Fig

Trzydzieści jeden. Metaliczne

Trzydzieści dwa. Usta Ryana

Trzydzieści trzy. Mrugnięcie

Trzydzieści cztery. Wiersz

Trzydzieści pięć. Wygrać Oscara

CZĘŚĆ III. PISARKA Trzydzieści sześć. Znudzona

Trzydzieści siedem. Dusiciel

Trzydzieści osiem. Chcę, chcę, chcę

Trzydzieści dziewięć. Piąte koło u wozu

Czterdzieści. Światło ciała

Czterdzieści jeden. 212

Czterdzieści dwa. Śledzenie śledzącego

Czterdzieści trzy. Gracz

Czterdzieści cztery. Węże

Czterdzieści pięć. Dentysta

Czterdzieści sześć. Socjopata

Czterdzieści siedem. Zmiana gatunku

Czterdzieści osiem. Parada

Czterdzieści dziewięć. Wink1986

Pięćdziesiąt. Mona dziwka

Pięćdziesiąt jeden. PTSD

Pięćdziesiąt dwa. Rozdział pierwszy

Podziękowania

Strona redakcyjna

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Bad Mommy. Bad Mommy. Zła Mama Mimo naszych kłamstw Margo Mimo twoich łez Never Never 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę