Matka i córka

Matka i córka

Autorzy: Jenn Díaz

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 216

Cena książki papierowej: 34.00 zł

cena od: 21.76 zł

Opowieść o skomplikowanej egzystencji i relacjach czterech kobiet i o kruchości rodziny. Gloria, Dolores, Natalia i Ángela uczą się żyć bez mężczyzny – ojca, męża, brata. Gdy odchodzi Ángel, głowa rodziny, tracą przewodnika, rozjemcę, oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Każda z nich inaczej pojmuje świat i miłość, inaczej wyraża swoje uczucia. Jenn Díaz opowiada o losach czterech kobiet, silnych i kruchych zarazem, o tym, jak mierzą się ze stratą, jak zapełniają ogromną pustkę po stracie najważniejszego mężczyzny w ich życiu, jak radzą sobie z poczuciem osamotnienia i głodem miłości. Im jestem starsza, tym bardziej doceniam literaturę, która opisuje świat przez emocje kobiet. To niezwykłe połączenie wrażliwości z siłą, pragmatyzmu z marzeniami, biologii z wyrachowaniem daje mieszankę niekiedy wybuchową. Skrywane potrzeby, skrajne emocje, niewypowiedziane słowa... Miłość bliska nienawiści. Matka i córka. Pokłady inspiracji, z których autorka tej świetnej opowieści – wzruszającej i opowiedzianej z charakterystyczną dla literatury hiszpańskiej nutą melancholii, ale i z ognistym temperamentem – czerpie pełnymi garściami. Paulina Holtz Jenn Díaz - urodziła się w 1988 roku w Barcelonie. Jej pierwsza powieść "Belfondo", którą opublikowała w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat, przyniosła jej uznanie krytyków, którzy obwieścili pojawienie się nowej pisarskiej indywidualności wśród hiszpańskich pisarzy młodego pokolenia. Kolejnymi powieściami ("El duelo y la fiesta", "Mujer sin hijo" i "Es un decir") Diaz ugruntowała swoją pozycję. Laureatka nagrody MERCÉ RODOREDA za zbiór opowiadań "Vida Familiar". Współpracuje z dziennikiem "El Periódico", czasopismem kulturalnym “Jot Down” oraz "Catorze.cat", pisze też bloga jenndiaz.com.

Tytuł oryginału

MADRE E HIJA

Copyright © 2015, Jenn Díaz

Published in arragement with The Ella Sher Literary

Agency working in conjunction with Book/lab Sp. z o.o.

www.literatura.com.pl | www.ellasher.com

All rights reserved

Projekt okładki

workship.es/Planeta arte y diseño

Ilustracja na okładce

© Amy Weiss/Trevillion Images

Redaktor prowadzący

Joanna Maciuk

Redakcja

Joanna Habiera

Korekta

Agnieszka Jędrzejewska

Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-8123-417-7

Warszawa 2017

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Daniemu,

z głębi serca, bo sprawiłeś, najdroższy,

że wszystko, czym jest życie, stało się dla mnie

nieskończenie lepszym;

oraz Joanie,

za sprawą której stałam się nietypową matką,

od chwili gdy ją poznałam,

tak jak dzięki Blance stała się nią Dolores.

Najdroższy, to wszystko jest życiem

MERCÈ RODOREDA

Matka i córka.

Co za absurdalna kombinacja uczuć,

konfliktów, niszczycielskich sił.

Nie zrozumiem tego nigdy.

INGMAR BERGMAN

I

Wszystko byłoby o wiele prostsze, gdyby mama nie była mamą. Ciotka Dolores i Natalia nie mieszkałyby teraz razem, nie dręczyłyby ich ciągłe wyrzuty sumienia – to elastyczne i perwersyjne poczucie winy. Gloria też byłaby szczęśliwsza, gdyby była inna, mniej opryskliwa, mniej neurotyczna, nie stroniła tak od życzliwości innych; ale już od jakiegoś czasu Natalia przestała martwić się tym, że nie kocha swojej matki tak, jak powinna kochać córka, i od dawna nie obraża się z powodu jej impertynencji, matka to matka.

Ostatnimi czasy, odkąd zachorował jej brat, Dolores dręczyła myśl, że w każdej chwili mogą wyrzucić ją z domu, bo jeśli przeżyła w nim tyle lat, to tylko dzięki Ángelowi. Od śmierci głowy rodziny i jej ostatniego bliskiego krewnego żyła z duszą na ramieniu, że oto z dnia na dzień straci dach nad głową, a jak kobieta, do tego kobieta samotna, która nie poznała nigdy mężczyzny ani miłości, da sobie radę w życiu? Koniec końców, jedynym ogniwem łączącym ją z pozostałymi domowniczkami był Ángel: ojciec, brat, prawdziwy mężczyzna, i kiedy umarł, nikt już nie zmuszał ich do wspólnego życia z ciotką Dolores – przedtem też ich nikt nie zmuszał, ale tata zawsze bardzo kochał swoją młodszą siostrę.

Tego, jak mama chciała wyrzucić ciotkę, nikt już nie pamięta, albo nie chce pamiętać. Tata przez cały tydzień nie odezwał się słowem do żony, nawet zwykłego dzień dobry, nie odpowiadał na jej pytania dotyczące codziennych spraw: jak spałeś, co jest na obiad, są jeszcze pomidory? Mama zrozumiała, że nic nie wskóra, cóż, była skazana na swoją szwagierkę, i gdyby ktoś jej to kiedyś powiedział, nie uwierzyłaby, ale to też jest życie.

Kiedy po śmierci taty zostały same we trójkę, bo starsza córka Ángela już od jakiegoś czasu nie mieszkała w domu, mama, po kilkunastu dniach żałoby i bezwzględnej ciszy, zaczęła pakować rzeczy taty i wynosić je do sieni, oznajmiwszy, że wyrzuci wszystko, ale to wszyściuteńko, że nie można być sentymentalnym. To był jej pierwszy taki numer… Tak, pierwszy i nie ostatni, bo gdy zabrakło taty, mama przejęła całą władzę nad domem i mieszkającymi w nim kobietami, ten rodzaj władzy, która nie jest nigdzie zapisana, ale którą wszyscy respektują, jakby pochodziła od jakiegoś małego boga, a mama zawsze lubiła rozstawiać innych po kątach.

Ciotka nie chciała się rozstać z rzeczami brata i mama zjadliwie zachęcała ją, żeby w takim razie potykała się o nie codziennie i żeby na każdym kroku przypominały jej o nieszczęściu, jakie je dotknęło – o śmierci męża, ojca i brata, prawdziwego mężczyzny, tyle śmierci w jednym człowieku. Przykładnego mężczyzny, którego pogrzeb odbył się w wypełnionym po brzegi kościele, przykładnego mężczyzny, za którym wszystkie będą tęsknić, z jego rzeczami lub bez, bo ubranie czy zegarek przechowywane na dnie szafy nie mają absolutnie żadnego znaczenia, zresztą zawsze będą go pamiętać ubranego i z zegarkiem na ręku, prawda? Więc koniec kropka. Zażegnawszy burzę, jedną z najbardziej zajadłych awantur w ich dorobku, choć te poprzednie też były niczego sobie, coś w nich pękło i rozryczały się – one takie są, kobiety, że raptem robią coś nieracjonalnego – i padły sobie w objęcia, i objęły się tak, jak nie obejmowały się nigdy dotąd – nawet wówczas, gdy tata zachorował i lekarz kręcił tylko markotnie głową, dając do zrozumienia, że tutaj nic się nie da zrobić.

Po tamtej awanturze, której Natalia roztropnie przyglądała się z boku, znała dobrze swoją matkę, nikt nie znał jej tak dobrze jak ona, szwagierki, jak gdyby nigdy nic, wróciły do normalności, a ta normalność to pewna uraza, pewne napięcie; wróciły do codziennego życia, rutyny, tata był martwy i miał pozostać martwy na wieki wieków, i one, silne kobiety, bardzo silne, musiały dalej żyć, i aby dalej żyć, musiały czym prędzej wrócić do tego życia co zawsze, do życia ludzi żywych, innego nie było. I tak w tygodniu domem zajmowała się ciotka, bo mama pracowała w szkole, w weekendy zaś stery przejmowała mama, bo to był jej dom, dom stworzonej przez nią rodziny, która zaakceptowała obecność siostry mężczyzny, rodziny gościnnej, powiedzmy.

Dom tonął w półmroku, bo sufit był niski, okien mało i do tego wąskie. Zimą było chłodniej w środku niż na dworze, a latem zbyt ciemno, żeby tam tkwić, kiedy na dworze świeciło promienne słońce. Dom był smutny i pogrążony w półmroku, ale to nie był ich dom, wynajął go jakiś daleki krewny mamy i potem przedłużano dzierżawę z pokolenia na pokolenie. Dopóki dziewczynki były małe, spały razem z ciotką w ciasnym, wilgotnym pokoiku. Ale z czasem, w miarę jak dorastały, zaczęło im brakować intymności, której ciotka Dolores nie potrzebowała, a nie była już przecież dzieckiem, ale to cała ciotka, tak bardzo rodzinna, bez pozostałych jej życie nie miało sensu… intymności nie potrzebowała nigdy.

Rodzina składała się z taty i czterech kobiet. I chyba nie trzeba dodawać, że nie potrafiły znaleźć wspólnego języka, bo kobiety takie są, i nie ma na to rady. O zgodnym współżyciu nie mogło być oczywiście mowy, bo dom zamieszkany przez kobiety zawsze jest zbyt ciasny, nie wystarczało dla wszystkich miejsca. Chcąc nie chcąc, biedny tata wcielał się w rolę sędziego, u którego szukały aprobaty i akceptacji, ale on był, jaki był, i nie wystarczało go dla wszystkich – mężczyzna jest tylko mężczyzną. Kiedy wybuchał konflikt, zażegnać go mógł jedynie Ángel, starając się być sprawiedliwy dla wszystkich… Ale czy ktoś może być sprawiedliwy zawsze i dla wszystkich? Nikt. Przez co wyzwalał w nich, w swoich ukochanych kobietach, tak wiele niegodziwych uczuć – rodzina stwarza więzy, których koegzystencja nie potrafi umocnić i które z czasem żałośnie się rozpadają. Gdy ojciec odszedł, zabrał ze sobą słuszną miarę rzeczy, nawet tych nic nieznaczących, najbardziej przyziemnych, takich, których nie widać gołym okiem, bo życie pełne jest niedostrzegalnych drobnostek – bez niego nie wiedziały, co jest dobre, a kiedy postępują niegodnie, nawiasem mówiąc częściej, niżby chciały się do tego przyznać, ale z kobietami tak to już jest, jak mawiał tata.

Z początku, jeszcze przed narodzinami Ángeli i Natalii, ciotka i mama były jak siostry. Odkąd mama wyprowadziła się z domu, wszyscy są zgodni, że na początku cała trójka żyła w harmonii, nie przeszkadzając sobie nawzajem; teraz trudno to sobie wyobrazić, ale faktycznie były nierozłączne, nie mogły bez siebie żyć. Obie kobiety uzupełniały się i wspierały, czasem nawet zmawiały się przeciwko tacie, żeby coś od niego wydębić… Kto by powiedział, co?

– A takimi były przyjaciółkami! Były jak siostry, a nie szwagierki!

Tata, ma się rozumieć, zawsze był bardzo pojednawczy, lecz wszystko uległo zmianie, kiedy mama po raz pierwszy zaszła w ciążę. Ángela była pierwszą córką, pierwszą wnuczką, pierwszą bratanicą, jedynym dzieckiem w domu, i mama czuła się bohaterką tego święta narodzin. Ciekawe, że coś tak nierozerwalnie związanego z życiem, tak naturalnego jak narodziny, stało się przyczyną rozstania, bo rozstania nie są wyłączną domeną miłości, miłości między mężczyzną i kobietą, bo nienawiść lęgnie się tam, gdzie się jej podoba. Mama była matką tej dziewczynki, jedyną, która czuła w sobie nowe życie. Oczywiście ciotka chciała być częścią tego wydarzenia, należeć do kręgu wtajemniczonych, tak jak była częścią małżeństwa, ale mama kategorycznie się sprzeciwiła. Co innego dzielić dom i mężczyznę, głównie dlatego, że Dolores była jego siostrą; teraz jednak miało pojawić się dziecko i dziecko należało tylko do niej, do niej i do taty. I tak zaczęło iskrzyć między szwagierkami, jeszcze do niedawna wielkimi przyjaciółkami.

– A takimi były przyjaciółkami! To nie do wiary!

Gdy Ángela przyszła na świat, mama zażyczyła sobie, żeby ciotka wyjechała, przynajmniej na kilka pierwszych dni, w ciągu których mogłaby spokojnie przyzwyczajać się do dziecka, do macierzyństwa, do swojego ciała, do wszystkich tych zmian, które czuła ona i tylko ona – sprawiała wrażenie jedynej osoby na świecie zdolnej rodzić; to było zaskoczenie dla wszystkich, chyba z nią samą włącznie, bo ona była trochę… dziwna, w tych dniach, bo zaraz po porodzie kobieta jest bez mała jak… zwierzę. Tata usiłował apelować o spokój, o zdrowy rozsądek, ale mama pozostała nieprzejednana – po powrocie ze szpitala, bo zdecydowała się rodzić w szpitalu, nie w domu jak jakaś dzikuska, nie chciała jej tam widzieć. Bała się, że malutka przyzwyczai się do zapachu ciotki i straci orientację, nie będzie wiedzieć, która z nich jest jej matką. Mężczyzna nie ma z tym żadnego problemu, on dobrze wie, z kim idzie do łóżka! Ale takie dopiero co narodzone niemowlę, niemające pojęcia o otaczającym je świecie…

Ciotka musiała wyjechać na jakiś czas do krewnych, na wybrzeże, i co tydzień pisała sążnisty list, rozpytując o bratanicę i nie wspominając słowem o powrocie – uchowaj Boże, nie odważyłaby się. Dolores zawsze szanowała przestrzeń, jakiej potrzebowała mama do życia, przestrzeń osobliwą, zmienną, nieuporządkowaną i nieusankcjonowaną żadnymi normami, przestrzeń, jeśli można się tak wyrazić, nieco kapryśną; a przecież wciąż jeszcze przepełniała ją wdzięczność za to, że brat i bratowa tak wspaniałomyślnie przygarnęli ją do siebie, i dlatego tak dobrze odnosiła się zawsze do Glorii, chociaż Gloria nie zawsze odpłacała jej pięknym za nadobne; wszyscy przyzwyczajamy się zbyt szybko do rzeczy dobrych i zapominamy, jak bardzo są dobre i jakiego trzeba wysiłku, żeby je czynić.

Po ślubie taty i mamy ciotka Dolores została sama ze swoim ojcem. Dziadek, o tym mówiło się zawsze, był okrutnikiem, okrutnikiem i egoistą, i zatruwał im życie, przede wszystkim babce, ale i kobietom w ogóle; tylko tacie się upiekło, i kiedy mowa była o dziadku, cichł i pochylał głowę na znak szacunku. Babcia była jedyną, która broniła córki, ale dziadek owdowiał w wieku pięćdziesięciu lat i w samotności jego serce jeszcze bardziej stwardniało, a może to starość wyostrza cechy charakteru, i z wiekiem stawał się coraz gorszy, coraz trudniej było z nim wytrzymać. Ciotka Dolores żyła w ciągłym strachu i nie umiała się bronić, i potem nigdy już bidulka nie otrząsnęła się z traumy, jakiej doświadczyła, żyjąc pod jednym dachem z własnym ojcem. Ludzie mówili, że ciotka nie wyszła za mąż z winy dziadka i że, w jakimś sensie, jedynym mężczyzną, jakiego tolerowała, był Ángel, jej brat, a teraz, gdy zmarł, to już żadnego, ale tak tylko gadają, żeby gadać, bo ludzie zawsze plotą niestworzone rzeczy, coś trzeba robić z wolnym czasem, tyle go przez całe życie. Nigdy nie pojawił się na horyzoncie żaden pretendent do ręki ciotki, pomimo jej niewątpliwej urody, bo ciotka Dolores zawsze była bardzo ładna, i to też kłuje ludzi w oczy.

Dolores nie narzekała na swój los i nigdy nie przyznała, że podłość dziadka była przyczyną jej celibatu, przeciwnie, z czasem zaczęła nawet lukrować wspomnienie o ojcu, niech spoczywa w pokoju.

Poza tym nie została sama dzięki mamie, która niedługo po ślubie użaliła się nad szwagierką i zabrała ją do siebie. Piekło ciotki skończyło się jak ręką odjął, gdy tylko spakowała walizkę i odeszła z domu, w którym się wychowała. Dziadek został sam jak palec i nie miał się na kim wyżywać, więc cóż pozostało? Nie pociągnął długo; w dniu pogrzebu ciotka nie uroniła ani jednej łzy, tata też nie, ale u mężczyzny to zrozumiałe, nikt się temu nie dziwił.

Od tamtego czasu ciotka mieszka z nimi, z wyjątkiem kilku tygodni, kiedy mama skazała ją na tymczasowe wygnanie, żeby Ángela nie myślała, że ma dwie matki – skąd jej się to bierze, czasem sprawia wrażenie, jakby miała nie po kolei w głowie. A może cała ta historia z dwiema matkami to wymysł sąsiadek, którym nie w smak było, że ciotka nie pozwalała bratu i bratowej wieść w spokoju normalnego, małżeńskiego życia, jeśli w ogóle małżeństwo może być synonimem normalnego życia. A i dlatego, że nikt nie może zrozumieć, dlaczego ciotka, tak piękna kobieta, żyła w staropanieństwie – nie znalazła mężczyzny, bo nie chciała! A może, jak mówi mama, żeby jej dopiec, nie gustuje w mężczyznach.

II

Mama nie odpisywała na listy, które ciotka wysyłała z wybrzeża, i wybrzeże zdawało się być na końcu świata. Tata czytał je mamie na głos, licząc na to, że może okaże skruchę, że trzyma ją z dala od domu, że pozbawia ją możliwości poznania Ángeli, biedna siostrzyczka, tak mało zaznała w życiu dobrego. Minęło kilka miesięcy, nim w końcu mama ustąpiła i zezwoliła na powrót ciotki Dolores, bardziej upartego człowieka ze świecą szukać. Gloria musiała wrócić do pracy i nie było komu zająć się dziewczynką, dziewczynką tak bardzo kochaną i upragnioną przez wszystkich, że aż strach. Oboje zdecydowali, że najlepiej, by Ángelą zajęła się ciotka, lepsza ciotka niż jakaś obca, jeszcze by ją wychowała Bóg wie jak, to taki delikatny temat, dziecko; a Dolores nie znajdowała odpowiedniego momentu do powrotu na łono rodziny, spędzała całe dnie, patrząc tępo w morze jak, nie przymierzając, w pudełko na buty. Wszystkie obawy mamy rozwiały się w okamgnieniu, bo zrozumiała, że miłości dziecka nic nie jest w stanie zmienić – Ángela zasypiała tylko z nią, z Glorią, nawet tata nie mógł się wcisnąć między matkę i córkę. Już była gotowa podzielić się dziewczynką ze wszystkimi, z całym światem, ze światem, który przestał być wrogi, okrzepła jako matka i zyskała pewność łączącej je na wieki miłości; Ángela była bardzo bystrą dziewczynką, prawdziwym darem Bożym, jak to mówią. Potem, po latach, opuściła ją ta niezłomna wiara w miłość łączącą matki i dzieci; niezgłębioną tajemnicą jest, jak okrutnie potrafi obejść się z tkliwością czas, z jaką brutalnością ją unicestwia.

Ciotka Dolores wróciła do domu rozważna jak zwykle, taka już pozostanie, pewne sprawy w życiu człowieka nie zmieniają się nigdy, i brała bratanicę na ręce tylko wówczas, gdy dostawała przyzwolenie matki, ale Gloria nie oponowała i Dolores po kryjomu rozpływała się nad nią tym dziwacznym głosem, groteskowym, egzaltowanym, który sam się nam jakoś narzuca, gdy rozmawiamy z dzidziusiem. Przez kilka tygodni zajmowały się Ángelą wspólnie – mama pokazywała ciotce wszystko, czego nauczyła się w ciągu tych samotnych miesięcy, wiedza, która napawała ją dumą i którą zawdzięczała wyłącznie sobie. Dlatego właśnie, chociaż niezamężna i bezdzietna, ciotka zawsze powtarzała, że nie tęskni za macierzyństwem, bo w jakimś sensie matkowała swoim bratanicom, chociaż Gloria podkreślała niezmiennie, że to nie to samo, a opinia Glorii nie podlega dyskusji i nikt nie odważyłby się kwestionować jej słów.

– Ja, jak wszystkie matki, wiem przynajmniej, że nie umrę sama.

Ciotka Dolores lubi wygłaszać takie sentencje, zdania, które zawsze są na podorędziu i które powtarza się w kółko. Dowodem na to, że nie umrze sama, jest fakt, że mieszkają teraz razem, Natalia i Dolores, w domu, w którym zaraz po ślubie zamieszkali rodzice, kiedy nie byli jeszcze rozczarowani życiem – przynajmniej nie całkiem – w wynajętym od pokoleń domu; o tym czasem myśli w nocy Dolores, wiedząc, że jeśliby coś się jej przytrafiło, bratanica śpi w pokoju obok, bo posiadanie dzieci to przywilej, zwłaszcza dla kobiet, które spędzają życie, wychowując swoje pociechy, a potem zbierają owoce, a owocem jest ten rodzaj miłego towarzystwa, które nigdy nie jest natrętne, które po prostu jest i niczego nie wymaga.

Czasami mama miała wyrzuty sumienia, bo od poniedziałku do piątku wszystko, dom i dziewczynki, było na głowie ciotki, i kiedy wracali z pracy, czekał ich nienaganny porządek, i obiad na stole, i wszystko, dosłownie wszystko było tak, jakby to zrobiła prawdziwa żona, prawdziwa matka, chociaż Dolores nie była ani jedną, ani drugą. Nigdy nie dała najmniejszego powodu do narzekań, ale mama i tak narzekała, bo Gloria lubi narzekać, oj lubi. Jeden dom dla dwóch kobiet jest zbyt ciasny.

W weekendy ciotka ustępowała pola i mama dyrygowała wszystkim, wszędzie było jej pełno, jakby chciała pokazać, kto tu rządzi; usiłowała tego dowieść za wszelką cenę i jej problem polegał na tym, jak uważał tata, że myślała jak nowoczesna kobieta, lecz w gruncie rzeczy niczym się nie różniła od tradycyjnych matek poświęcających się całkowicie rodzinie, bo wiedza wyniesiona z domu i nabyte umiejętności zapadają w kobietę bardzo głęboko i objawiają się w najmniej spodziewanym momencie, tak było zawsze. Ciotka Dolores nie zostawiała mamy samej, gdzie tam, weekend, mówiła, jest również jej odpoczynkiem od użerania się przez cały tydzień z dzieciakami w szkole, ale robiła to bardzo taktownie, pomagając jej, jeśli tego potrzebowała, jeśli o to prosiła, usuwając się w porę; ciotka zawsze miała wielką intuicję, która nie wiadomo, skąd się u niej wzięła, bo o ciotce można powiedzieć niejedno, ale nie to, że jest kobietą bywałą w świecie, doświadczenia nie miała żadnego, poza tym, jakie może zdobyć kobieta w rodzinnym domu. Przez tyle lat Ángela i Natalia przyzwyczaiły się, i tata też, ale mama zawsze była pod tym względem, jak by to powiedzieć, zakompleksiona, miała poczucie niższości, jak gdyby była kobietą mniej wartościową i nie potrafiła udźwignąć odpowiedzialności za rodzinę; kobiety zawsze mają złe zdanie o sobie i drżą ze strachu przed opinią innych, chociaż inni w ogóle nie myślą ich oceniać, ale Glorię te sprawy dręczyły – czyżby zaniedbywała swoją rodzinę? Tak wiele obaw na początku o to, żeby dziewczynka nie pomyślała, że ma dwie matki, a tu, masz ci los… miała tylko jedną: Dolores.

Już po pół tygodnia ciotka zawładnęła domem i w miarę jak oswajała się z terenem, zaczęła traktować brata, jakby był jej mężem, bo jeśli kobieta ma u swojego boku mężczyznę, nie może uniknąć pewnego sposobu wyrażania się i zachowania. Dlatego też na babskich konwentyklach ciotka nigdy nie chowała się po kątach, lecz trajkotała jak najęta i utyskiwała na mężczyzn jak inne kobiety, no bo do czego to podobne, co za ród bałaganiarzy, nie można z nich oka spuścić, bo zaraz tak nabałaganią, że szkoda gadać, jak małe dzieci dosłownie, bo, szczerze mówiąc, mężczyźni nigdy nie przestają być dziećmi.

Ciotka nie była jednak kobietą zwyczajną, i wszystkie inne o tym wiedziały, wyczuwały to i stroniły od niej, no bo… wiadomo, ciotka była dziwna, wciąż niezamężna, a to nie podobało się nikomu.

Kiedy mama zdała sobie sprawę, że lata płyną, a pretendenta do ręki szwagierki ani widu, ani słychu, ani nawet intencji czy choćby śladu troski związanej z zamążpójściem, zaczęła wycofywać się z tej naturalnej i bezinteresownej przyjaźni, jaką obdarzyła ciotkę na początku. Bo kobiety albo są mężatkami, albo wdowami, albo zakonnicami, ale kobiety niezamężne, kobiety same i już, bez więzów… to się po prostu nie mieści w głowie!

– Nie sądzisz, że byłoby ci lepiej w zakonie, Dolorcitas?

Od czasu do czasu nazywa ją Dolorcitas, bo uważa, że to zabawne. Ciotka nie gniewa się, bo nigdy nie pogniewałaby się na bratową. A może faktycznie znalazłaby wspólny język z zakonnicami… któż to może wiedzieć.

III

W domu z ogrodem – w rodzinie wszyscy tak go nazywają – jest dość miejsca dla obu kobiet: dla Glorii, która tam się wyprowadziła, i dla Dolores, dość miejsca, aby mogły mieszkać razem, nie wchodząc sobie w paradę. To mały domek postawiony na placu, który kupili tata i mama, kiedy Ángela i Natalia były jeszcze małe, i tam spędzali wszystkie pogodne weekendy i każde lato, jak zgodna, kochająca się rodzina, rodzina, jaką pragnęli być i na jaką chcieli wyglądać. Dom zbudował tata, sam, w pojedynkę i dlatego tak długo trwało, nim przedzierzgnął się w dom z ogrodem – na początku nazywali go po prostu terenem, bo była tam tylko goła ziemia i nic więcej, ziemia i ziemia bez końca. Pośrodku tego szczerego pola tata, zakasawszy rękawy, wziął się do roboty i wszystkie cztery kobiety pomagały mu w drobnych sprawach, najłatwiejszych, takich, którym podoła kobieta. Mama i ciotka zajmowały się tym samym co i dzisiaj: spacerami, rozmowami o kwiatach i recytowaniem ich nazw. Bo zaraz na początku, w pierwszym, niemal naturalnym odruchu, zapełniły teren doniczkami i wzięły się za sadzenie kwiatów i drzew. To było marzenie taty, zawsze mówił o emeryturze, spokojnej, z dala od wszystkiego, w domu z ogrodem, i biedak zawinął się, zanim zdążył tego wszystkiego zakosztować, ale często o tym myślał, że po przejściu na emeryturę osiądzie w tym domku, jak ktoś, kto marzy o raju, i może on też jest teraz w raju, jeżeli w ogóle istnieje Bóg, bo często trudno w to uwierzyć.

Gdy kobiety spacerowały po gołej parceli, która za kilka lat miała zatonąć w zieleni, do płotu podchodzili młodzi chłopcy i pytali, czy tacie potrzebna jest może pomoc, i w pierwszej kolejności uzgadniali zapłatę, bo tata był człowiekiem na wskroś uczciwym i wszyscy to mówili – nawet za jego życia. Pracowali przy budowie domu ciężko, w milczeniu, lecz gdy zmęczenie dawało się im we znaki, podliczali szybko należność za przepracowane godziny, zwijali manatki i ulatniali się do swoich spraw.

– Młodzi już nie lubią brudzić sobie rąk!

Tata znał wiele takich zwrotów i powtarzał je przy każdej nadarzającej się okazji, z wiekiem coraz częściej, i robił z nich użytek nawet wtedy, gdy były ni przypiął, ni przyłatał. Ale tutaj akurat miał rację, w pracy u taty młodych interesowało tylko jedno – odbębnić dniówkę, zarobić trochę gotowizny i czym prędzej umknąć do swoich rozrywek. Nie oszczędzali i ani w głowie im było zostać dłużej, a tacie podobał się nawet ten lekki stosunek do pieniędzy, bo on przez całą młodość oszczędzał, liczył i chował uciułany grosz pod materac, zamartwiając się o przyszłość, przyszłość rysującą się w czarnych barwach. Bez przerwy mówił o ludziach mieszkających w górach, na wsi, w lesie, żyjących blisko natury, i o wielkich różnicach, jakie dzieliły ich od ludzi z miast – ludzi jak oni.

Ángela i Natalia miały przykazane, żeby trzymać się z daleka od budowy, bo mama nie chciała, by się umorusały jak nieboskie stworzenia albo coś, nie daj Boże, im się przytrafiło; dwie dziewczynki kręcące się w pobliżu pracujących mężczyzn tylko przeszkadzają, dlatego dopóki trwała budowa, to miejsce kojarzyło się im wyłącznie z ciągnącymi się w nieskończoność godzinami nudy, w czasie których snuły się za mamą i ciotką, ucząc się nazw kwiatów, roślin, drzew, owadów przysiadających w zasięgu wzroku, a także pór roku, słuchając o tym, kiedy trzeba podlewać mniej, kiedy więcej, kiedy sadzić nasiona, jednym słowem o rzeczach, które miastowym dziewczynom potrzebne są jak dziura w moście.

Gdy budowa domu dobiegła końca, wtedy, tak, wtedy byli praktycznie sami, wokół nich niemal żywej duszy, nie to co teraz, i Ángela z Natalią szły bawić się tam, gdzie zbierały się i bawiły inne dzieci, i jeździły na rowerach do oddalonych posesji, gdzie po kryjomu zrywały z drzew owoce… Tylu rzeczy nauczyły się tam dziewczynki, rzeczy, które pamiętają do dziś, rzeczy z dzieciństwa. Mama z ciotką nigdy nie zapominały o przeglądzie swoich kwiatów, i zaraz po przyjeździe, a czasami też przed samym odjazdem, robiły pełny obchód i wymieniały się spostrzeżeniami i ciekawostkami.

– Dolores, spójrz, jakie cudowne lilie…

Zaraz też ciotka Dolores cmokała z zachwytu nad innym kwiatem, znały nazwy ich wszystkich, i spacerowały po tym zakątku, wymarzonym zakątku taty, mężczyzny, który bez przerwy łączył je i rozdzielał.

Kiedy Ángela i Natalia podrosły i zaczęły się krzywić na wspólne wyjazdy do domu z ogrodem, bo wolały miasto, ku strapieniu taty, mama zreorganizowała weekendy; jeśli już ktoś musiał to zrobić, tym kimś była ona, to jasne jak słońce. Uznała, że tak dalej być nie może, że ciotka nie musi wiecznie ciągnąć się za nimi – czym innym było jeździć tam całą rodziną, z dziewczynkami, czym innym zaś jest małżeństwo. Ciotka zaakceptowała ten nowy stan rzeczy bez szemrania, chociaż przebywanie w ogrodzie dawało jej wielką satysfakcję i pielęgnowała go z wielkim oddaniem, została jednak w tym drugim domu, w domu pogrążonym w półmroku, z bratanicami. Mama zawsze żerowała na dobroci szwagierki, o czym wiedziały wszystkie sąsiadki, które nie trzymały ani jednej, ani drugiej strony, bo, Bogiem a prawdą, niezła ta rodzinka, nie ma co.

– Przynajmniej wasza matka odpocznie od starszej córki…

Ciotka spędzała weekendy z dziewczynkami, które były już dużymi pannicami, zresztą bardzo urodziwymi, i korzystała z okazji, żeby im dogadzać we wszystkim, bo w obecności mamy musiała bardzo się pilnować. Ścieliła im łóżka, robiła śniadania, obiady, kolacje, nakrywała i sprzątała ze stołu, nie obowiązywały ich godziny porannej pobudki ani powrotu do domu… Mama dość szybko zwietrzyła, że bez niej całej trójce za dobrze się powodzi, żyły jak pączki w maśle, po prostu, i wtedy zaczęła skręcać się z zazdrości i niepokoju, tam, w domu z ogrodem, z daleka od nich, nie mogąc ich mieć na oku, kontrolować relacji córek z ciotką; to była jej wielka obsesja, ale nie jedyna. Do najgorszych wad Glorii należał brak wiary w siebie, nigdy nie była pewna, czy to, co robi, robi dobrze, czy wszystko jest tak, jak być powinno, i zawsze kombinowała i wszystko bezustannie przerabiała, i zawsze na własną korzyść, nigdy na pożytek innych. Całe jej życie pełne było sprzeczności, podejmowała decyzje, nie myśląc o konsekwencjach, i kiedy stawała z nimi oko w oko i odczuwała je na własnej skórze, próbowała wycofać się rakiem – dlatego Natalia tak bardzo kochała ciotkę Dolores, za tę jej brutalną prostotę, której brakowało jej u mamy.

Gloria nie czekała z założonymi rękami i zaproponowała ciotce, żeby wróciły do wspólnych wyjazdów, bo bardzo za nią tęskni podczas samotnych spacerów po ogrodzie, tata wolał góry od ogrodu, mówił, że ogród jest niczego sobie i przyjemny dla oka, ale jest sztuczny i że udomowione kwiaty i zieleń to oszustwo, on wolał prawdziwą naturę.

– I na pewno dziewczyny dają ci się mocno we znaki przez cały weekend…

Ciotka zaprzeczała, kręcąc głową, zapewniała, że nie, że czuje się dobrze, ale spostrzegłszy napięcie, jakie powoduje jej negacja, szybko przemyślała sprawę i podziękowała za zaproszenie do domu z ogrodem – ona również tęskniła za kwiatami, za tą udomowioną zielenią, i za pogawędkami z bratem i bratową, tego nie mogła się wyprzeć, i po raz kolejny spełniła oczekiwania Glorii, w ten sposób nigdy nie robiła fałszywego kroku, i lepiej, żeby się nie potknęła, nie zniosłaby bowiem sytuacji, w której mogłaby sprawić zawód bratowej, kochała ją niemal jak matkę, miłością pełną wzruszającego uszanowania.

Tak oto mama sterowała stosunkami ciotki z Ángelą i Natalią, i ochłodzenie na linii Ángela–ciotka było prawdopodobnie tym, o co zabiegała. Dlatego teraz, kiedy Natalia mieszka z Dolores w jej domu, Gloria jest wściekła, bo kobiety takie jak Gloria, kiedy sprawy nie idą po ich myśli, dostają szału. Nawet ze sobą nie rozmawiają, odkąd odeszła, już będzie miesiąc… Czas mija tak szybko i tak wolno zarazem, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

Spis treści

I

II

III

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Matka i córka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jankeski fajter We wspólnym rytmie Umami Lato Świat dla ciebie zrobiłem Opowieść podręcznej