Séméiotikè

Séméiotikè

Autorzy: Julia Kristeva

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria

Kategorie: Edukacja

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 29.81 zł

Manifest na rzecz przebudowy semiologii, która w tradycyjnej, zaprojektowanej przez Ferdinanda de Saussure’a postaci spełniła już swoje zadanie.

W połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku we Francji rozpoczyna się nie tylko rewolucja społeczna i obyczajowa, której kulminacją jest maj 1968 roku, ale również prawdziwa rewolucja w dziedzinie badań humanistycznych, przebiegająca pod znakiem strukturalizmu i semiotyki. Niepoślednią rolę odgrywa w tej rewolucji młoda Bułgarka, która kilka lat wcześniej przybyła do Paryża, aby pracować nad doktoratem. Séméiotikè to jej pierwsza książka, opublikowana w roku 1969. Kristeva wnosi w posagu do francuskiej myśli koncepcję dialogowości i polifoniczności tekstu literackiego Michaiła Bachtina. Przeciwstawia się strukturalistycznej koncepcji dzieła jako obiektu zamkniętego, skończonego, samowystarczalnego, rozpatrując je jako obszar wzajemnego oddziaływania wielu kodów, języków i podmiotów wypowiedzi. W tym kontekście wprowadza termin „intertekstualność”, który zrobi niebywałą karierę w całym świecie i stanie się zaczynem dla wielu kierunków i szkół badawczych.

Kristeva od początku była odbierana jako autorka niełatwa w lekturze, posługująca się hermetycznym niekiedy językiem, zaskakująca zbijającymi z tropu odwołaniami do rozmaitych dziedzin wiedzy i teorii naukowych – marksizmu, filozofii, językoznawstwa czy wyższej matematyki. Z jednej strony budziło to respekt dla jej wszechstronnego wykształcenia, z drugiej – zniechęcało do dokładnej lektury jej tekstów, a także ograniczało liczbę przekładów na języki obce. Zawsze jednak towarzyszyło jej przekonanie, że jest to książka historycznie ważna, prawdziwie klasyczna, która wywarła na badania literackie bardzo istotny wpływ.

Spis treści

1. Tekst i nauka o nim

2. Gest – praktyka czy komunikacja?

3. Tekst zamknięty

4. Słowo, dialog i powieść

5. O semiologię paragramów

6. Wytwórczość zwana tekstem

7. Poezja i negatywność

8. Generowanie formuły

Przypisy

Ogień na ogień

Posłowie tłumacza

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

1. Tekst i nauka o nim

I

„O wiele później – dopiero teraz – świta ludziom, że tą swoją wiarą w mowę propagowali błąd niesłychany”.

FRIEDRICH NIETZSCHE, LUDZKIE, ARCYLUDZKIE1

„…z wielu wyrazów stwarza słowo totalne, nowe, obce językowi”.

STÉPHANE MALLARMÉ, AVANT-DIRE

U c z y n i ć z j ę z y k a p r a c ę – ποιεϊν – obrabiać m a t e r i a l n o ś ć tego, co dla społeczeństwa jest środkiem kontaktu i porozumienia – czyż to od razu nie znaczy: stawać się obcym językowi? Akt zwany literackim, ponieważ nie zachowuje i d e a l n e g o dystansu wobec t e g o, co znaczy, wprowadza radykalną obcość w stosunku do tego, czym jakoby jest język – nośnika sensu. Dziwnie bliska, na wskroś obca materii naszych dyskursów i naszych marzeń, „literatura” jawi się nam dziś jako sam ten akt, który uchwytuje, jak pracuje język, oraz wskazuje to, co będzie mógł jutro przekształcić.

Pod nazwą m a g i i, p o e z j i, a wreszcie l i t e r a t u r y ta obróbka signifiant otoczona jest w całych dziejach pewną aurą „tajemniczości”, która – czy to przydając jej wartości, czy też przyznając jej miejsce ornamentalne, jeśli nie zgoła żadne – zadaje jej podwójny cios w postaci c e n z u r y i wyzyskania i d e o l o g i c z n e g o. S a c r u m, p i ę k n o, i r r a c j o n a l n o ś ć/ religia estetyczna, psychiatria – te kategorie i dyskursy dążą z kolei do zawładnięcia owym „specyficznym przedmiotem”, którego nie sposób nazwać bez wtłaczania go w jedną z tych wyzyskujących ideologii i który stanowi ośrodek naszego zainteresowania, roboczo określany jako t e k s t .

Jakie miejsce ten specyficzny przedmiot zajmuje pośród wielości praktyk znaczących? Jakie są prawa jego funkcjonowania? Jaka jest jego funkcja historyczna i społeczna? Te wszystkie pytania stają dzisiaj przed nauką o znaczeniach, SEMIOTYKĄ, pytania, które zawsze pobudzały do myślenia, a którym pewna wiedza pozytywna, wraz z pewnym estetyzującym obskurantyzmem, nie chce przyznać należnego im miejsca.

Między mistyfikacją wysublimowanego i sublimującego idealizmu a odrzuceniem scjentyzmu s p e c y f i c z n o ś ć pracy w języku u p a r c i e t r w a, a od stulecia nawet się nasila, dzięki czemu coraz bardziej zdecydowanie pogłębia swój o b s z a r, coraz bardziej niedostępny próbom eseistyki psychologicznej, socjologicznej i estetycznej. Daje się odczuć brak jakiegoś zespołu pojęć, który docierałby do swoistości „tekstu”, wydobywałby linie jego sił i mutacji, jego historyczne stawanie się i wpływ na ogół praktyk znaczących.

A. Praca w języku nieuchronnie implikuje powrót do samego zalążka, z którego wykiełkowują sens i jego podmiot. Znaczy to, że „wytwórca” języka (Mallarmé) zmuszony jest do nieustannego rodzenia się albo lepiej: że u progu narodzin musi e k s p l o r o w a ć to, co je poprzedza. Nie będąc Heraklitejskim „dzieckiem”, które cieszy się zabawą, jest owym starcem, który wraca do momentu sprzed jego narodzin, aby tym, którzy mówią, oznajmić, że są mówieni. Zanurzony w języku „tekst” jest w konsekwencji tym, co w języku najbardziej obce: tym, co stawia mu pytania, co go zmienia, co odrywa go od jego nieświadomości i od automatyzmu jego zwykłego funkcjonowania. Dlatego też, nie będąc u „źródeł” mowy2 i usuwając samo pytanie o źródło, „tekst” (poetycki, literacki lub inny) wierci w powierzchni słowa linię wertykalną, na której szuka się modeli owej z n a c z ą c o ś c i, których język przedstawiający i komunikujący n i e w y p o w i a d a, nawet jeśli je oznacza. Do owej linii wertykalnej tekst dociera dzięki obróbce signifiant: dźwiękowego odcisku, który według Saussure’a otacza sens, signifiant, które należy tu rozpatrywać również w takim sensie, jaki nadała mu psychoanaliza Lacanowska.

Z n a c z ą c o ś c i ą (signifiance) będziemy nazywać ową p r a c ę różnicowania, rozwarstwiania i konfrontowania, jaka dokonuje się w języku i buduje na linii mówiącego podmiotu komunikatywny i gramatycznie ustrukturowany ciąg znaczeń. S e m a n a l i z a, badająca w t e k ś c i e znaczącość i jej typy, będzie zatem musiała przebijać się przez signifiant wraz z podmiotem i znakiem, podobnie jak przez gramatyczny porządek dyskursu, aby dotrzeć do tej sfery, w której gromadzą się z a l ą ż k i tego, co b ę d z i e z n a c z y ć w teraźniejszości języka.

B. Praca ta podważa prawa ustabilizowanych dyskursów i ukazuje sprzyjający obszar, na którym mogą dojść do głosu dyskursy nowe. Naruszać tabu języka, redystrybuując jego kategorie gramatyczne i przeobrażając jego prawa semantyczne, to także naruszać tabu społeczne i historyczne, lecz reguła ta mieści w sobie również pewien imperatyw: wypowiadany i komunikowany s e n s tekstu (ustrukturowanego fenotekstu) w y r a ż a i p r z e d s t a w i a tę rewolucyjną czynność, którą znaczącość w y k o n u j e, pod warunkiem, że znajdzie swój odpowiednik na scenie rzeczywistości społecznej. W ten sposób, prowadząc podwójną grę: w materii języka i w historii społecznej, tekst u m i e j s c a w i a s i ę w rzeczywistości, która go stwarza; stanowi część rozległego procesu ruchu materialnego i historycznego, jeżeli nie ogranicza się – jako signifié – do opisywania siebie samego czy do pogrążania się w subiektywistycznej fantazmatyczności.

Innymi słowy, ponieważ tekst nie jest owym językiem komunikacyjnym, który kodyfikuje gramatyka, nie poprzestaje na p r z e d s t a w i a n i u – na o z n a c z a n i u realnego. Tam, gdzie znaczy, w tej uobecnionej postaci, w jakiej znaczy, uczestniczy w dynamice, w przekształcaniu realnego, które uchwytuje w fazie jego niezamkniętości. Innymi słowy, nie skupiając – nie udając – jakiejś nieruchomej rzeczywistości, konstruuje ruchomy teatr jej ruchu, do którego wnosi swój wkład i którego jest a t r y b u t e m. Przetwarzając materię języka (j e g o o r g a n i z a c j ę l o g i c z n ą i g r a m a t y c z n ą ), przenosząc do niej stosunek sił społecznych ze sceny historycznej (w swoich signifiés regulowanych przez p o z y c j ę p o d m i o t u komunikowanej wypowiedzi), tekst odnosi się – i daje się czytać – dwojako w stosunku do rzeczywistości: do języka (przesuniętego i przekształconego) i do społeczeństwa (do którego przemiany się d o s t r a j a ). Jeżeli tekst zakłóca i przekształca system semiotyczny, który reguluje komunikację społeczną, a jednocześnie rozmieszcza w instancjach dyskursywnych aktywne instancje procesu społecznego, to nie może konstruować się jako znak ani w pierwszej, ani w drugiej fazie swego kształtowania się, ani też jako całość. Tekst nie n a z y w a ani nie w y z n a c z a niczego zewnętrznego; oznacza jako a t r y b u t (z g o d n o ś ć) ową Heraklitejską mobilność, której żadna teoria języka-znaku nie mogła przyjąć, a która stanowi wyzwanie dla Platońskich założeń dotyczących i s t o t y rzeczy oraz ich f o r m y3, zastępując je innym językiem, którego materialność dopiero zaczynamy dostrzegać w tekście. Tekst jest zatem ukierunkowany dwojako: ku systemowi znaczeniowemu, w którym jest wytwarzany (język i mowa danej epoki i konkretnego społeczeństwa), oraz ku procesowi społecznemu, w którym uczestniczy jako dyskurs. Oba jego rejestry, które funkcjonują niezależnie od siebie, mogą się rozłączać w pomniejszych praktykach, w których przetwarzanie systemu znaczeniowego nie narusza przedstawienia ideologicznego, jakie ze sobą niesie, lub na odwrót: łączą się w tekstach oznaczających bloki historyczne.

Ponieważ znaczącość staje się zróżnicowaną nieskończonością, której nieograniczona kombinatoryka nigdy nie dobiega kresu, „literatura”/tekst chroni podmiot przed utożsamieniem z komunikowanym dyskursem, a tym samym łamie jego zdolność do bycia zwierciadłem odbijającym „struktury” czegoś zewnętrznego. G e n e r o w a n y przez rzeczywistą i nieskończoną zewnętrzność w swym materialnym przebiegu (i nie będąc jej przyczynowym „efektem”), a przy tym włączając swego „adresata” w kombinatorykę swych cech, tekst konstruuje sobie sferę wielości oznak i interwałów, których nieześrodkowany zapis urzeczywistnia wielowartościowość bez możliwej jedności. Ten stan – ta praktyka – języka w tekście uwalnia go od jakiejkolwiek zależności od metafizycznej zewnętrzności, choćby tylko intencjonalnej, a więc od wszelkiego e k s p r e s j o n i z m u i wszelkiej c e l o w o ś c i, co znaczy również: od ewolucji i instrumentalnego podporządkowania historii bez języka4, nie odrywając go przy tym bynajmniej od tego, co jest jego rolą na scenie historycznej: od zaznaczania przekształceń rzeczywistości historycznej i społecznej poprzez ich wcielanie w materię języka.

Owo tekstowe signifiant (które nie jest już Jednym, skoro nie zależy od Jednego Sensu) jest siatką różnic, które oznaczają i/lub potwierdzają przemiany bloków historycznych. Widziana z komunikacyjno-ekspresywnego ciągu podmiotu, siatka ta przepuszcza przez siebie:

– s a c r u m: kiedy podmiot ma na myśli Jedno centrum zarządzająco-intencjonalne siatki;

– m a g i ę: kiedy podmiot broni się przed instancją dominującą z Zewnątrz, którą siatka, w odwrotnym geście, byłaby skłonna zdominować, zmieniać, ukierunkować;

– e f e k t (literacki, „piękny”): kiedy podmiot utożsamia się ze swym Innym – adresatem – by zaoferować mu (sobie) siatkę w postaci fantazmatycznej, namiastkę rozkoszy.

Wydobycie siatki z tego potrójnego węzła: z Jedności, z Zewnętrzności oraz z Innego – z węzłów, które krępują wyłaniający się z nich Podmiot – oznaczać by mogło jej uchwycenie w tym, co dla niej najbardziej swoiste, a mianowicie w przekształceniu, jakiemu poddaje ona swe kategorie, a także skonstruowanie jej obszaru poza nimi. Ten sam gest oznacza wyodrębnienie w t e k ś c i e nowego pola pojęciowego, którego żaden d y s k u r s nie może zaproponować.

C. Będąc specyficznym obszarem rzeczywistości społecznej – historii – t e k s t uniemożliwia utożsamianie języka jako systemu komunikowania sensu z historią jako pewną całością linearną. To oznacza, że nie dopuszcza on do ukonstytuowania się jakiegoś symbolicznego kontinuum, które spełniałoby funkcję historycznej linearności i nigdy nie spłaciłoby – jakiekolwiek uzasadnienia socjologiczne i psychologiczne by mu dawano – d ł u g u gramatycznej i semantycznej budowie językowej powierzchni komunikacyjnej. Rozbijając powierzchnię języka, tekst jest „przedmiotem” pozwalającym przełamać mechanikę pojęciową, która ustanawia historyczną linearność, oraz odczytać h i s t o r i ę r o z w a r s t w i o n ą, o czasowości przerywanej, powtarzalną, dialektyczną, niedającą się sprowadzić do jakiegoś jednego sensu, lecz złożoną z różnych typów p r a k t y k z n a c z ą c y c h, których wieloraki ciąg nie ma początku ani końca. W ten sposób zarysuje się inna historia, będącą podszewką historii linearnej: powtarzalnie rozwarstwiona historia z n a c z ą c o ś c i, której język komunikacyjny wraz z jego ukrytą ideologią (socjologiczną, historycystyczną lub subiektywistyczną) stanowi jedynie powierzchowne oblicze. Tę rolę tekst odgrywa w każdym rzeczywistym społeczeństwie – narzuca mu się ją nieświadomie, zakazuje się jej lub utrudnia się ją w p r a k t y c e .

D. Jeżeli nawet tekst umożliwia takie przekształcanie historycznej linii w bryłę, to zachowuje konkretne związki z rozmaitymi typami praktyk znaczących w bieżącej historii – w ewoluującym bloku społecznym.

W czasach prehistorycznych/przednaukowych praca w języku przeciwstawiała się aktywności mitycznej5 i – nie popadając w przezwyciężoną psychozę magii6, lecz ocierając się o nią, można by rzec: poznając ją – jawiła się jako p r z e d z i a ł oddzielający dwa absoluty: Sens bez języka ponad odniesieniem (jeżeli takie jest prawo mitu) oraz Ciało języka zawierające w sobie rzeczywistość (jeżeli takie jest prawo obrzędu magicznego). Przedział umieszczony na pozycji ozdobnika, to znaczy ściśnięty, lecz umożliwiający funkcjonowanie elementów systemu. Przedział, który w ciągu wieków będzie się oddalał od obrzędu, by zbliżyć się do mitu; tego zbliżenia paradoksalnie domaga się społeczna potrzeba realizmu, pojmowanego jako porzucenie cielesności języka.

W epoce nowoczesnej tekst „obcy językowi”, zazwyczaj przeciwstawiany formalnemu poznaniu naukowemu7, jawi się jako operacja p o p r z e z j ę z y k wprowadzająca ową pracę, która n a j w y r a ź n i e j przypada nauce, a którą przesłania przedstawieniowy i komunikacyjny ładunek słowa, a mianowicie: zwielokrotnianie otwartych systemów zapisu, niepodporządkowanych regulującemu ośrodkowi jakiegoś sensu. Nie przeciwstawiając się aktowi naukowemu (bitwa „pojęcia i obrazu” dzisiaj się nie toczy), lecz bynajmniej się z nim nie zrównując i nie starając się go zastąpić, tekst zapisuje swą domenę poza nauką i poprzez ideologię jako ujęzykowienie zapisu naukowego. Tekst przenosi do języka, a więc do historii społecznej, historyczne przeobrażenia znaczącości, przypominające te, które w jego domenie są zaznaczane przez odkrycia naukowe. Ta transpozycja nie mogłaby się dokonać – lub pozostałaby nieważna, zamknięta w swej myślowej i subiektywistycznej osobności – gdyby formułowanie tekstu nie opierało się na praktyce społecznej i politycznej, a więc na ideologii postępowej klasy danej epoki. Dlatego też, t r a n s p o n u j ą c operację zapisu naukowego i w y r a ż a j ą c pewną postawę klasową, czyli p r z e d s t a w i a j ą c ją w signifié tego, co jest rozumiane jako J e d e n sens (struktura), praktyka tekstowa przesuwa podmiot dyskursu (sensu, struktury) i konstruuje się jako operacja jego rozpraszania w zróżnicowanej nieskończoności. Jednocześnie tekst unika cenzurowania „naukowej” eksploracji znaczącej nieskończoności, cenzurowania charakterystycznego dla pewnej postawy estetycznej i naiwnego realizmu.

W naszych czasach tekst staje się obszarem, na którym rozgrywa się – uprawia się i przedstawia – epistemologiczne, społeczne i polityczne przeobrażenie. Tekst literacki przenika obecnie oblicze nauki, ideologii i polityki jako dyskursu i usiłuje je konfrontować, rozkładać, przetapiać. Wieloraki, czasem wielojęzyczny, a często polifoniczny (przez mnogość typów wypowiedzi, jakie w sobie łączy), uobecnia on wykres owego kryształu, jakim jest praca znaczącości uchwytywanej w konkretnym punkcie jej nieskończoności: w teraźniejszym punkcie h i s t o r i i, w którym ta nieskończoność s i ę n a r z u c a .

Osobliwość tak zdefiniowanego t e k s t u oddziela go zdecydowanie od pojęcia „dzieła literackiego”, jakim posługuje się interpretacja ekspresjonistyczna i fenomenologiczna, łatwo popadająca w populizm, głucha i ślepa na rejestr zróżnicowanych i konfrontowanych poziomów w wielowarstwowym – zwielokrotnionym – signifiant języka; zróżnicowanie i konfrontacja, których swoisty związek z rozkoszą wyraźnie dostrzega teoria Freudowska, a które praktyka tekstowa zwana awangardową, współczesna i późniejsza od przełomu ideologicznego dokonanego przez marksizm, akcentuje w sposób historycznie znaczący.

Jeżeli nawet wprowadzone tu pojęcie t e k s t u wymyka się władzy obiektu literackiego, którego domagają się wspólnie wulgarny socjologizm i estetyzm, to nie sposób go pomylić z owym płaskim obiektem, który językoznawstwo uznaje za t e k s t, usiłując sprecyzować „sprawdzalne reguły” jego wewnętrznej organizacji i przekształceń. Pozytywistyczny opis gramatyczności (syntaktycznej czy semantycznej) lub niegramatyczności nie wystarczy do zdefiniowania swoistości takiego tekstu, jaki jest tutaj czytany. Jego badanie będzie polegało na analizie aktu znaczącego – na zakwestionowaniu samych kategorii gramatyczności – i nie będzie mogło zakładać ustalenia systemu reguł formalnych, które pokryłyby bez reszty pracę znaczącości. Praca ta jest zawsze pewną n a d w y ż k ą, przekraczającą reguły dyskursu komunikacyjnego i w y r a ź n i e u o b e c n i o n ą w formule tekstowej. Tekst nie jest zbiorem wypowiedzeń gramatycznych czy niegramatycznych; jest t y m, co daje się wyczytać z osobliwości owego zespolenia różnych warstw znaczącości uobecnionej w języku, którego pamięć – historię – ożywia. To znaczy, że jest on złożoną praktyką, której grafy może uchwycić t e o r i a swoistego aktu znaczącego, dokonującego się w nim p o p r z e z język, i to jedynie w takiej mierze, w jakiej nauka o tekście będzie miała coś wspólnego z opisem językowym.

II

„R u c h poznania naukowego – oto co jest istotne”.

LENIN, ZESZYTY FILOZOFICZNE8

Wyłania się zatem problem uznania prawa do istnienia d y s k u r s u, który odzwierciedlałby funkcjonowanie tekstowe, oraz naszkicowania pierwszych prób skonstruowania tego dyskursu. Semiotyka wydaje się nam dzisiaj oferować jeszcze nie całkiem wytyczony teren do wypracowania tego dyskursu. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że pierwsze usystematyzowane rozważania nad z n a k i e m – σημεϊον – prowadzili stoicy i że pokrywały się one w czasie z początkami starożytnej epistemologii. Starając się dotrzeć do tego, co uważa się za jądro znaczenia, semiotyka rozpatruje ów σημεϊον na tle długiego rozwoju nauk o dyskursie (językoznawstwa, logiki) oraz ich nadrzędnej determinanty – matematyki – i pojmuje siebie, na kształt rozległego projektu Leibniza, jako r a c h u n e k l o g i c z n y różnych sposobów z n a c z e n i a. Oznacza to, że podejście semiotyczne łączy się niejako z podejściem aksjomatycznym ugruntowanym przez Boole’a, de Morgana, Pierce’a, Peano, Zermelo, Fregego, Russella, Hilberta i innych. W rzeczy samej współczesne użycie terminu „semiotyka” zawdzięczamy jednemu z pierwszych aksjomatyków, Charlesowi Sandersowi Peirce’owi9. Jeżeli jednak droga aksjomatyczna, przeniesiona poza domenę matematyki, prowadzi w subiektywistyczno-pozytywistyczną ślepą uliczkę (czego potwierdzeniem Logiczna struktura świata Rudolfa Carnapa), to i tak projekt semiotyczny pozostaje otwarty i bardzo obiecujący. Przyczyny tego być może należy szukać w takim pojmowaniu semiotyki, jakie można wyczytać z krótkich wskazówek Ferdinanda de Saussure’a10. Odnotujmy znaczenie, jakie ma dla nas Saussure’owska s e m i o l o g i a :

A. Semiotyka będzie konstruowana jako n a u k a o dyskursach. Aby uzyskać status naukowy, będzie musiała w pierwszej fazie oprzeć się na jakimś bycie formalnym, czyli z dyskursu odzwierciedlającego pewną „rzeczywistość” wydobyć jakiś byt pozbawiony zewnętrznego odniesienia. Czymś takim jest dla Saussure’a znak językowy. Wykluczanie przezeń odniesienia (référent) i jego arbitralność11 wydają się dzisiaj założeniami teoretycznymi, dopuszczającymi lub uzasadniającymi możliwość aksjomatyzacji dyskursów.

B. „…w tym sensie językoznawstwo może patronować całej semiologii12, mimo że jest tylko jednym z jej systemów”13. W ten sposób wyrażona została możliwość, że semiotyka potrafi wymknąć się prawom znaczenia dyskursów jako systemów komunikacji i rozpatrywać inne sfery z n a c z ą c o ś c i. Wypowiedziane zostaje więc pierwsze ostrzeżenie przed matrycą znaku, zastosowane potem w pracy samego Saussure’a poświęconej t e k s t o m, zatytułowanej Anagrammes, która zarysowuje logikę tekstową odmienną od tej, którą rządzi znak. Problem krytycznego badania pojęcia z n a k u staje więc przed każdym podejściem semiotycznym: jego definicja, jego rozwój historyczny, jego przydatność w rozmaitych typach praktyk znaczących oraz jego związki z tymi praktykami. Semiotykę można zbudować tylko, jeśli będzie ona bezwzględnie posłuszna prawu, na którym się opiera, a mianowicie rozwiązywaniu działań znaczących, a z tego wynika, że musi ona nieustannie rewidować własne fundamenty, rozważać je i przekształcać. Bardziej niż jako „semiologia” czy „semiotyka” nauka ta buduje się jako krytyka sensu, jego elementów i praw – jako s e m a n a l i z a .

C. „Określenie dokładnego miejsca semiologii należy do psychologa” – pisze Saussure i stawia tym samym zasadniczy problem: problem miejsca semanalizy w systemie nauk. Dzisiaj jest rzeczą oczywistą, że psychologowi, a nawet psychoanalitykowi trudno byłoby dokładnie określić usytuowanie semanalizy; mogłaby to może zrobić jakaś ogólna teoria funkcjonowania symbolicznego, do której ukonstytuowania wkład semiotyki jest niezbędny. Należałoby jednak rozumieć pogląd Saussure’a jako przestrogę, że semiotyka nie będzie mogła być formalną neutralnością jak czysta aksjomatyka, ani nawet jak logika czy językoznawstwo. Badając d y s k u r s y, semiotyka bierze udział w owej „wymianie zastosowań” między naukami, którą jako jeden z pierwszych rozpatrywał racjonalny materializm Bachelarda, i sytuuje się na pograniczu wielu dziedzin, również tych wytworzonych przez proces wzajemnego przenikania się nauk.

Jeżeli więc chcemy uniknąć pojmowania jej jako podejścia akumulującego sens i tworzącego w ten sposób ujednolicone i całościowe pole jakiejś nowej summy teologicznej i zacząć wytyczać o b s z a r s e m i o t y k i, to powinniśmy dookreślić jej związki z innymi naukami14.

Właściwe jej miejsce przyznaje semiotyce relacja podobna do tej, która łączy matematykę z metamatematykami, lecz przedstawiona w skali powszechnej, obejmującej wszelką konstrukcję znaczącą. Relacja wycofania w stosunku do systemów znaczących, a więc w stosunku do różnorodnych praktyk znaczących, które o k r e ś l a j ą „naturę”, wytwarzają „teksty”, prezentują „nauki”.

Semiotyka wchodzi jednocześnie w skład korpusu nauk, gdyż ma swój odrębny przedmiot: sposoby i prawa znaczenia (społeczeństwo, myślenie), i jest wypracowywana na pograniczu innych nauk, ale zachowuje t e o r e t y c z n y d y s t a n s, który pozwala jej rozpatrywać dyskursy naukowe, do których sama należy, by wydobywać z nich naukowy fundament m a t e r i a l i z m u d i a l e k t y c z n e g o .

W swojej klasyfikacji nauk Peirce rezerwuje szczególne miejsce dla t e o r i i, które umieszcza pomiędzy f i l o z o f i ą i i d i o s k o p i ą15 (do której należą nauki fizyczne i nauki humanistyczne). T e o r e t y k a jest podkategorią nauk filozoficznych (logiki, estetyki, etyki etc.) obok tego, co Peirce nazywa necessary philosophy, a co według niego można nazwać „epistemy, ponieważ tylko ona spośród nauk urzeczywistnia Platońską i ogólnie helleńską koncepcję επιστημη”. „Ta podkategoria ma tylko dwa działy, które z trudem można uznać za porządki lub raczej za rodziny: c h r o n o t e o r i ę i t o p o t e o r i ę. Ten typ badań jest w stadium dziecięcym. Niewielu ludzi uznaje, że istnieje coś innego niż spekulacja idealna. Możliwe, że w przyszłości ta podkategoria zostanie dopełniona innymi porządkami”. Wydaje się nam, że semiotyka może się dziś budować jako taka t e o r e t y k a: nauka o czasie (chronoteoria) i topografia aktu znaczącego (topoteoria).

Będąc instancją, która rozpatruje prawa znaczącości, przezwyciężając opór logiki języka komunikacyjnego, w której brakuje miejsca dla podmiotu, ale włączając w trajektorię swego teoretyzowania jego topologie, a tym samym zwracając się ku sobie samej jako jednemu ze swych przedmiotów, semiotyka/semanaliza będzie bowiem konstruowana jako pewna l o g i k a. Ale bardziej niż logiką formalną będzie, być może, tym, co nazwano l o g i k ą d i a l e k t y c z n ą – terminem, którego oba składniki neutralizują wzajemnie teleologię dialektyki idealistycznej oraz cenzurę dotykającą podmiot w logice formalnej.

Dokonując „wymiany zastosowań” między socjologią, matematyką, psychoanalizą, językoznawstwem i logiką, semiotyka staje się dźwignią, która prowadzi nauki ku wypracowaniu jakiejś gnozeologii materialistycznej. Interwencja semiotyki powoduje przesunięcie systemu nauk i zmusza go do zwrócenia się ku materializmowi dialektycznemu, pozwalając mu dostrzec wypracowywanie znaczenia, czyli wytworzyć jakąś gnozeologię. System naukowy zostaje wytrącony ze swej płaskości i wzbogaca się o głębię, która rozpatruje k o n s t y t u u j ą c e go operacje – o tło, które rozpatruje proces znaczący.

W ten sposób semiotyka jako semanaliza i/lub k r y t y k a własnej metody (swego przedmiotu, swoich modeli, swego dyskursu – ustanawianych przez z n a k) wpisuje się w podejście f i l o z o f i c z n e (w kantowskim sensie tego terminu). I to właśnie na obszarze semiotyki przeobrażeniu ulega dystynkcja filozofia/nauka – na tym obszarze i począwszy od niego, filozofia nie może ignorować dyskursów – systemów znaczących – nauk, a nauki nie mogą zapominać, że są dyskursami – systemami znaczącymi. Jako miejsce wnikania nauki w filozofię oraz krytycznej analizy postępowania naukowego, s e m a n a l i z a rysuje się jako k o n s t r u k c j a umożliwiająca łamaną, uwarstwioną, zróżnicowaną strukturę g n o z e o l o g i i m a t e r i a l i s t y c z n e j, czyli naukowej teorii systemów znaczących w historii oraz historii jako systemu znaczeniowego. Dlatego też mówimy, że semanaliza wytrąca ogół systemów znaczeniowych nauk z ich bezkrytycznej jednoznaczności (skupionej na ich przedmiocie, a ignorującej podmiot), krytycznie porządkuje systemy znaczeniowe, przyczyniając się w ten sposób do zbudowania fundamentu nie jakiegoś Systemu Wiedzy, lecz nieciągłej serii zdań na temat praktyk znaczących.

Semanaliza, w zamierzeniu przede wszystkim krytyczna, nie będzie konstruowana jako skończony gmach, „ogólna encyklopedia struktur semiotycznych”, a jeszcze mniej jako najwyższy szczyt, „ostateczny” i „nasycony” m e t a j ę z y k plątaniny języków, z których każdy uznaje inny za „plan treści”. O ile taki zamiar przyświeca m e t a s e m i o l o g i i Hjelmsleva16, o tyle semanaliza rozdziera utajoną neutralność ponadkonkretnego i ponadlogicznego metajęzyka oraz wyznacza j ę z y k o m ich ostateczne operacje, aby przypisać im podmiot i historię. Nie podzielając bowiem entuzjazmu glossematyki, która naznaczyła „piękną epokę” Rozumu Systematyzującego, przekonanego o uniwersalności swych transcendentalnych operacji, semanaliza odczuwa wpływ Freudowskiego, a na innej płaszczyźnie Marksowskiego, wstrząśnięcia podmiotem i jego dyskursem, a nie proponując żadnego uniwersalnego i zamkniętego systemu, formalizuje po to, by dekonstruować. Unika w ten sposób agnostycznego owijania języka wokół niego samego i wyznacza mu coś leżącego poza nim – „przedmiot” (system znaczący) stawiający opór, który semiotyka analizuje, aby usytuować jego formalizm w materialistycznej koncepcji historycznej, która o tę formalizację zahacza.

Na obecnym etapie, pełnym wahań, rozdartym pomiędzy scjentyzmem a ideologią, semiotyka wgłębia się we wszystkie „przedmioty” z obszaru „społeczeństwa” i „myśli”, co oznacza, że przenika nauki społeczne i szuka pokrewieństwa z dyskursem epistemologicznym.

D. Jeżeli semiotyka stawia dopiero pierwsze kroki, szukając siebie jako nauki, to jej problemy są jeszcze słabiej naświetlone, kiedy dotyka tego specyficznego przedmiotu, t e k s t u, który wskazaliśmy wcześniej. Rzadko się zdarza, a może nigdy, by rozmaici teoretycy i klasyfikatorzy nauk w swoich schematach poważnie brali pod uwagę możliwość nauki o t e k ś c i e. Ta sfera aktywności społecznej wydaje się oddawana w pacht ideologii, czy nawet religii17.

W rzeczy samej tekst jest akurat tym, co n i e d a j e s i ę p o m y ś l e ć w całym systemie pojęciowym, na którym opiera się obecna inteligencja, bo to właśnie tekst wytycza jej granice. Zastanawiać się nad t y m, co o t a c z a obszar pewnej logiki poznawczej, ponieważ jest z niego wykluczone, i co przez samo swoje wykluczenie pozwala kontynuować te dociekania, dla niego ślepe i przez nie wspierane – to niewątpliwie decydujący krok, który musi spróbować uczynić nauka o systemach znaczeniowych, nauka, która studiowałaby je, nie uznając wykluczenia tego, co ją umożliwia, i – nie zawłaszczając tego – przymierzając to do pojęć z jego wnętrza (jak „struktura” lub w szczególnych wypadkach „nerwica”, „perwersja” etc.), lecz od początku podkreślając ową i n n o ś ć, z e w n ę t r z n o ś ć. I w takim znaczeniu nauka ta będzie m a t e r i a l i s t y c z n a .

Oczywiste jest zatem to, że wskazanie tekstu jako należącego do przedmiotu poznania semiotyki jest gestem, którego zarówno przesadność, jak i trudność sobie uświadamiamy. Nieodzowne wydaje nam się jednak kontynuowanie tych badań, które w naszych oczach p r z y c z y n i a j ą s i ę do skonstruowania semiotyki nieblokowanej przez presupozycje teorii znaczenia, ignorujących t e k s t jako swoistą praktykę, a tym samym stają się zdolne do przebudowania teorii znaczącości, która w ten sposób stanie się gnozeologią materialistyczną. Ten wkład będzie wynikał z faktu, że w stosunku do t e k s t u – i ze względu na szczególne cechy tego przedmiotu – semiotyka, bardziej niż inne dziedziny, musi wymyślać samą siebie, rewidować swoje matryce i modele, przebudowywać je i nadawać im wymiar historyczny i społeczny, który w milczeniu je konstruuje.

Tekst konfrontuje semiotykę z funkcjonowaniem, które toczy się poza logiką arystotelesowską, wymagając konstruowania innej logiki i posuwając tym samym do skrajności – d o p r z e s a d y – dyskurs wiedzy, w konsekwencji zmuszony u s t ą p i ć lub wymyślić się na nowo.

To oznacza, że tekst podsuwa semiotyce problematykę, która przenika nieprzeźroczystość w y t w o r z o n e g o przedmiotu znaczącego i k o n d e n s u j e w wytworze (w obecnym korpusie językowym) dwojaki proces w y t w a r z a n i a i p r z e k s z t a ł c a n i a sensu. Na tym właśnie obszarze semiotycznego teoretyzowania włącza się wiedza psychoanalityczna, proponując konceptualizację zdolną uchwycić w y o b r a ż a l n o ś ć w języku poprzez wyobrażone18.

Zadając pytania psychoanalizie, semanaliza może „odprzedmiotowić” swój przedmiot: próbować rozpatrywać – w proponowanej przez siebie konceptualizacji tego specyficznego przedmiotu – przekrój p i o n o w y, nieograniczony ani początkiem, ani końcem, rekonstruując wytwarzanie znaczącości w takiej mierze, w jakiej to wytwarzanie nie jest przyczyną wytworu, nie poprzestając na powierzchownym porządkowaniu jakiejś przedmiotowej całości.

Nauki matematyczne, logiczne i lingwistyczne dostarczają takiemu podejściu pewnych modeli formalnych i pojęć operacyjnych; nauki społeczne i filozoficzne ściśle określają współrzędne swojego przedmiotu i określają perspektywę, z jakiej prowadzi się nad nim badania. Proponując w ten sposób formalizację bez redukowania się do niej, lecz zawsze naśladując jej teatr, to znaczy zapisując prawa danego typu z n a c z ą c o ś c i, nauka o tekście staje się k o n d e n s a c j ą, w analitycznym sensie tego słowa, praktyki historycznej – nauką o wyobrażalności historii: „odzwierciedleniem procesu historycznego w abstrakcyjnej i teoretycznie konsekwentnej formie; odzwierciedleniem poprawionym, lecz poprawionym według praw danych nam przez sam rzeczywisty proces historyczny, gdyż każdy moment można rozważać w tym punkcie jego rozwoju, w którym osiąga on zupełną dojrzałość i klasyczną formę”19.

Studia, które składają się na tę książkę, powstały w ciągu dwu lat, a ich nierówność lub sprzeczności wynikają z kolejnych etapów pracy, która nie jest ani definitywna, ani zakończona; są one świadectwem pierwszej próby opracowania teoretycznego, równoległego do aktualnej praktyki tekstowej i do dzisiejszej nauki o znaczeniach. Usiłują poprzez język uchwycić to, co jest obce jego nawykom i zakłóca jego konformizm – tekst i naukę o nim – aby włączyć je w konstruowanie gnozeologii materialistycznej.

2. Gest – praktyka czy komunikacja?

„A jeśli me słowo twym uszom nieprzystępne, daj mi znak swą dłonią”.

AJSCHYLOS, AGAMEMNON1

„Mocą gestu [człowiek] pozostaje w granicach gatunku, a więc

świata zjawiskowego, mocą głosu zaś rozpuszcza niejako świat

na jego pierwotną jedność […] w ogólności każdy gest ma

pewien równoległy ton […]. Najściślejsze i najczęstsze stopienie

pewnego rodzaju symboliki gestu z dźwiękiem nazywa się

j ę z y k i e m” .

FRIEDRICH NIETZSCHE, ŚWIATOPOGLĄD DIONIZYJSKI (LATO 1870)2

„Gdyż obok kultury słownej istnieje kultura gestów.

Są na świecie inne języki niż nasza mowa zachodnia,

która opowiedziała się za ogołoceniem, za wysuszeniem

idei, w której idee są nam przedstawiane w stanie bezwładnym,

nie uruchamiając po drodze całego systemu naturalnych analogii jak w językach orientalnych”.

ANTONIN ARTAUD, LETTRES SUR LE LANGAGE, I (15 WRZEŚNIA 1931)

I. Od znaku do anafory

Jeśli wybraliśmy te refleksje jako motta, to nie tylko po to, by wskazać na zainteresowanie, jakie myśl „antynormatywna” zawsze okazywała gestualności, a bardziej niż kiedykolwiek po epistemologicznej cezurze XIX i XX stulecia, kiedy u Marksa, Nietzschego, Freuda oraz w niektórych tekstach zwanych poetyckimi (Lautréamont, Mallarmé, Roussel) skłonna jest wydobywać się z ram racjonalności „logocentrycznej” („podmiot”, dyskurs, komunikacja). Raczej po to, by podkreślić (ich) s p r z e c z n o ś ć, a dokładniej: tę (ich) k o m p l e m e n t a r n o ś ć, z którą językoznawstwo obecnie się zmaga, zanim się odnowi.

W rzeczy samej, w momencie gdy nasza kultura uchwytuje siebie w tym, co ją konstytuuje – w słowie, pojęciu, mowie – próbuje r ó w n i e ż przekroczyć te fundamenty, by przyjąć i n n y punkt widzenia, umieszczony poza jej systemem. W tej postawie myśli współczesnej wobec systemów semiotycznych wydają się zarysowywać dwie tendencje. Z jednej strony, wychodząc od zasad myśli greckiej, podkreślającej rolę d ź w i ę k u jako wspólnika i d e i, a w konsekwencji jako głównego środka pojmowania, literatura, filozofia i nauka (także w swych przejawach najmniej platońskich, czego dowodzą cytaty z Ajschylosa i Nietzschego) opowiadają się za prymatem dyskursu werbalnego, uznawanego za g ł o s-narzędzie ekspresji „świata zjawiskowego”, „woli” czy „idei” (sensu). Z tak wykrojonego obszaru z n a c z e n i a i komunikacji pojęcie p r a k t y k i semiotycznej jest wykluczone, a tym samym wszelka g e s t u a l n o ś ć jest przedstawiana jako mechaniczna, redundantna w stosunku do głosu, jako ilustracja-powtórzenie słów, a więc bardziej widzialność niż działanie, bardziej „przedstawienie uboczne” (Nietzsche) niż proces. Myśl Marksa unika tego zachodniego założenia, które polega na sprowadzaniu wszelkiej praxis (gestualności) do przedstawiania (widzenia, słyszenia) – bada ona jako w y t w ó r c z o ś ć (praca + permutacja wytworów) proces, który chce uchodzić za komunikację (system wymiany). I to przez analizę systemu kapitalistycznego jako pewnego rodzaju „maszyny”, poprzez pojęcie Darstellung, to znaczy samoregulującej inscenizacji, nie spektaklu, lecz bezosobowej i permutującej gestualności, która, nie mając autora (podmiotu), nie ma też widza (adresata) ani aktorów, ponieważ każdy jest własnym „aktantem”, który niszczy się jako taki, będąc zarazem własną sceną i własnym gestem3. Dostrzegamy zatem w kluczowym momencie rozwoju myśli zachodniej, która wyraża siebie, sama siebie kwestionując, usiłowanie w y j ś c i a ze znaczenia (podmiotu, przedstawienia, dyskursu, sensu), aby zastąpić je jego i n n y m: wytwarzaniem jako gestem, a więc nie teleologicznym, skoro destrukcyjnym dla „werbalizmu” (określamy tym terminem utrwalanie danego sensu i/lub danej struktury jako kulturowego zaścianka naszej cywilizacji). Ale semiotyka nie wyciągnęła jeszcze z podejścia marksistowskiego wniosków, które by ją przeobraziły.

Z drugiej strony coraz wyraźniej rysuje się tendencja do zajmowania się praktykami semiotycznymi i n n y m i niż praktyki języków werbalnych, tendencja, która idzie w parze z zainteresowaniem cywilizacjami pozaeuropejskimi, niedającymi się sprowadzić do schematów naszej kultury4, praktykami semiotycznymi zwierząt (najczęściej „analogowymi”, podczas gdy w języku ludzkim część komunikacji jest kodowana cyfrowo5) lub semiotycznymi praktykami niefonetycznymi (pismo, przedstawianie graficzne, zachowanie, etykieta). Wielu badaczy pracujących nad różnymi aspektami gestualności stwierdzało i próbowało sformalizować nieredukowalność gestu do języka werbalnego. „Język mimiczny nie jest tylko językiem, ale także działaniem i uczestnictwem w działaniu, a nawet w rzeczach” – pisze wielki specjalista od gestualności Pierre Oléron, wykazawszy uprzednio, że kategorie gramatyczne, syntaktyczne czy logiczne nie dają się zastosować do gestualności, ponieważ operują wyraźnie odrębnymi segmentami6. Uznając wprawdzie nieodzowność modelu językowego w początkowym podejściu do tych praktyk, najnowsze studia próbują się uwolnić od podstawowych schematów językoznawstwa, wypracować nowe modele na podstawie nowych korpusów oraz poszerzyć a posteriori skuteczność samej procedury językoznawczej (a więc zrewidować samo pojęcie języka, rozumianego już nie jako komunikacja, lecz jako wytwarzanie).

Badanie gestualności jest naszym zdaniem doniosłe z tego właśnie powodu. Doniosłe zwłaszcza filozoficznie i metodologicznie dla ukonstytuowania semiotyki ogólnej, ponieważ takie badanie pozwala przekroczyć w dwóch fundamentalnych punktach ramy pojęciowe wypracowane w korpusie werbalnym, które językoznawstwo narzuca dziś semiotyce i które często wskazuje się jako nieuchronne wady strukturalizmu7.

1. Gestualność, bardziej niż dyskurs (fonetyczny) czy obraz (wizualny), można badać jako pewną aktywność w sensie w y d a t k u, produktywności poprzedzającej produkt, a więc poprzedzającej w y o b r a ż e n i e jako zjawisko znaczeniowe w obiegu komunikacyjnym; można zatem nie badać gestualności jako wyobrażenia, które jest „motywem działania, lecz w niczym nie zmienia natury działania” (Nietzsche), lecz jako aktywność poprzedzającą przedstawiany i przedstawialny komunikat. Oczywiście gest przekazuje komunikat w obrębie jakiejś grupy i tylko w tym znaczeniu jest „mową”; lecz bardziej niż gotowym komunikatem jest on w y p r a c o w y w a n i e m komunikatu (i może je umożliwiać), p r a c ą, która poprzedza konstytuowanie się znaku (sensu) w komunikacji. Wychodząc od tej konstatacji, czyli ze względu na p r a k t y c z n y charakter gestualności, racją bytu semiotyki gestu powinno być przenikanie struktur typu kod-komunikat-komunikacja i wpajanie sposobu myślenia, którego konsekwencje trudno przewidzieć.

2. Sprowadzona do skrajnego ubóstwa w naszej cywilizacji werbalnej, gestualność rozkwita w kulturach leżących poza zamkniętym światem grecko-judeochrześcijańskim8. Badanie tej gestualności za pomocą modeli zaczerpniętych z cywilizacji, w których się ona przejawia, dostarczy nam nowych sposobów myślenia o naszej kulturze. Stąd konieczność ścisłej współpracy antropologów, historyków kultury, filozofów, pisarzy i semiotyków w celu tego „wyjścia poza słowo”.

W takiej perspektywie zatrzymamy się tutaj przy dwóch radykalnych zmianach, jakie rozumienie gestualności jako praktyki wprowadza do refleksji o systemach semiotycznych: 1. przy definicji podstawowej f u n k c j i (nie mówimy podstawowej „jednostki”) gestu; 2. przy rozróżnieniu praktyka–produktywność/komunikacja–znaczenie.

Zaczerpniemy parę przykładów z antropologii, traktując je nie jako dowody rzeczowe, lecz jako treść rozumowania. Studia antropologiczne dotyczące systemów semiotycznych pochodzących z plemion zwanych „pierwotnymi” zawsze, o ile nam wiadomo, opierają się na obiegowej zasadzie filozoficznej (Platońskiej), że owe praktyki stanowią wyraz jakiejś idei lub pojęcia, które są wcześniejsze od ich manifestacji znaczącej. Współczesne językoznawstwo, ukształtowane na tej samej zasadzie (myślimy o dychotomicznym podziale znaku językowego na signifiant i signifié), bezpośrednio wykorzystuje taką koncepcję w obiegu teorii informacji. Tymczasem możliwa wydaje nam się inna interpretacja danych (objaśnień „pierwotnych”, dotyczących funkcjonowania systemów semiotycznych) przytaczanych przez antropologów. Ograniczymy się tutaj do kilku przykładów. I tak: „Rzeczy były w s k a z y w a n e i nazywane m i l c z ą c o, zanim zaistniały i zostały powołane do istnienia przez swoją nazwę i swój znak” (podkreślenie nasze). „Kiedy [rzeczy] zostały już usytuowane i potencjalnie w s k a z a n e, inny element oderwał się od glã i osiadł na nich, aby je p o z n a ć: była to stopa człowieka (lub «ziarno stopy»), symbol ludzkiej świadomości”9. Albo: „Według teorii słowo Dogonów, wypowiadanie konkretnego imienia jakiegoś człowieka lub przedmiotu, jest równoznaczne z jego symbolicznym p o k a z y w a n i e m …”10 (podkreślenie nasze). Ta sama autorka, mówiąc o symbolice szpilki do włosów jako „świadectwie stworzenia świata przez Ammę” u Dogonów, przypomina „skojarzenie przez kształt przedmiotu z wyciągniętym palcem” i interpretuje to jako „p a l e c w s k a z u j ą c y wystawiony po to, by coś p o k a z a ć ”, stąd „palec Ammy stwarzającego świat przez p o k a z y w a n i e go”11 (podkreślenie nasze). Niektóre studia, nie nad fonetycznymi, lecz nad pisemnymi systemami semiotycznymi, nie omieszkały przy tym położyć nacisku na komplementarność dwóch zasad semiotyzacji: p r z e d s t a w i a n i a z jednej strony, a w s k a z y w a n i a z drugiej. Znamy na przykład sześć zasad pisma, zwanych Lieu-czu (403–247 p.n.e.): 1. figuratywne p r z e d s t a w i a n i e p r z e d m i o t ó w, 2. w s k a z y w a n i e c z y n n o ś c i, 3. kombinacja pojęć, 4. kompozycja elementów figuratywnych i fonetycznych, 5. przemieszczanie sensu, 6. zapożyczanie; znamy też podział chińskich znaków pisma na wen (figury o charakterze o p i s o w y m) i tsen (znaki złożone o charakterze w s k a z u j ą c y m )12.

Jeżeli wszystkie te dociekania zakładają synchroniczną uprzedniość systemu semiotycznego w stosunku do „podzielonej rzeczywistości”, to uderzające jest, że ta uprzedniość, w przeciwieństwie do objaśnień etnologów, jest uprzedniością nie pojęcia w stosunku do głosu (signifié–signifiant), lecz gestu p o k a z y w a n i a, o z n a c z a n i a, w s k a z y w a n i a d z i a ł a n i a w stosunku do „świadomości”, do idei. Przed (uprzedniość ta jest przestrzenna, a nie czasowa) znakiem i jakąkolwiek problematyką z n a c z e n i a13 (a więc struktury znaczącej) do pomyślenia była praktyka o z n a c z a n i a, g e s t, który pokazuje nie po to, by znaczyć, ale by z a w r z e ć w tej samej przestrzeni (bez dychotomii idea–słowo, signifié–signifiant) – powiedzmy: w tym samym t e k ś c i e s e m i o t y c z n y m – „podmiot”, „przedmiot” i praktykę. Procedura ta uniemożliwia traktowanie tych pojęć – „podmiotu”, „przedmiotu” i praktyki – jako bytów samych w sobie, lecz włącza je w p u s t ą r e l a c j ę (gest = pokazywanie) typu w s k a z u j ą c e g o, ale nie znaczącego, która znaczy dopiero w jakimś „potem” – słowa (fonetycznego) i jego struktur.

Wiemy, że nowoczesne językoznawstwo ukonstytuowało się jako nauka, poczynając od fonologii i semantyki; może jednak przyszedł już czas, aby wychodząc od tych modeli fonologicznych i semantycznych – to znaczy wychodząc od struktury – spróbować dotknąć tego, co nią nie jest, nie daje się do niej sprowadzić lub całkowicie się jej wymyka. Oczywiście, docieranie do owego i n n e g o struktury fonetyczno-semantycznej możliwe jest wyłącznie poprzez samą tę strukturę. Dlatego też tej p o d s t a w o w e j – wskazującej, relacyjnej, pustej – f u n k c j i tekstu semiotycznego w ogóle nadamy miano a n a f o r y, przypominając zarazem znaczenie tego terminu w składni strukturalnej14 oraz jego etymologię. Funkcja a n a f o r y c z n a, a więc relacyjna, transgresyjna w stosunku do struktury werbalnej, poprzez którą nieuchronnie ją badamy, konotuje jakąś o t w a r t o ś ć, r o z c i ą g ł o ś ć (systemu znaków, który jest od niej „późniejszy”, lecz poprzez który jest ona koniecznie uświadamiana post factum), którą dane etnologów jedynie potwierdzają (u Dogonów Amma, który stwarza świat, pokazując go, oznacza „otwartość”, „rozciągłość”, „rozerwanie się owocu”).

Z drugiej strony funkcja a n a f o r y c z n a (od tej pory będziemy mogli używać tego terminu jako synonimu funkcji g e s t u a l n e j) tekstu semiotycznego w ogóle stanowi tło (czy może etap pośredni?), na którym przebiega pewien proces: wytwarzanie semiotyczne, które daje się uchwycić jako zastygłe i przedstawione znaczenie jedynie w dwóch punktach: w słowie mówionym i w piśmie. Przed g ł o s e m i p i s m e m, a także za nimi jest a n a f o r a – gest, który w s k a z u j e, ustanawia r e l a c j e i eliminuje byty. Udało się wykazać związki między pismem hieroglificznym i gestualnością15. System semiotyczny Dogonów, który ostatecznie wydaje się systemem semantycznym raczej pisemnym niż werbalnym, również opiera się na w s k a z y w a n i u: uczyć się mówić to dla nich uczyć się wskazywać, kreśląc. Jak bardzo rola w s k a z y w a n i a jest pierwszoplanowa w semiotyce tego ludu, dowodzi fakt, że każde „słowo” jest dublowane czymś innym, co je wskazuje, lecz nie przedstawia.

Ten a n a f o r y k jest albo nośnikiem graficznym, albo przedmiotem naturalnym lub wytworzonym, albo gestualnością, która wskazuje cztery stadia wypracowywania systemu semiotycznego (na przykład „mowa mężczyzn ujęta w reguły”16).

Uznanie gestualności za praktykę a n a f o r y c z n ą każe wziąć w nawias badanie gestu za pomocą modelu znaku (a więc za pomocą kategorii gramatycznych, syntaktycznych, logicznych) i podsuwa nam możliwość ujmowania jej w kategorie matematyczne, takie jak f u n k c j e .

Te rozważania na temat anafory przypominają Husserlowską refleksję o naturze znaku. Istotnie, kiedy Husserl definiuje „podwójny sens terminu znak”, to odróżnia znaki-e k s p r e s j e, te, które c h c ą p o w i e d z i e ć, od o z n a k (Anzeichen), które nie „wyrażają niczego”, a więc są pozbawione „chęci powiedzenia”. To rozróżnienie, które analizował Derrida (por. La Voix et le Phénomène), w systemie Husserlowskim wydaje się oznaczać pewne otwarcie, zresztą bardzo szybko ponownie zamknięte, w którym nie występuje już z n a c z y ć jako „chcieć powiedzieć” – margines w s k a z y w a n i a. „To motywowanie tworzy między aktami sądzenia, w których konstytuują się dla myślącego wskazujące i wskazywane stany rzeczy, pewną j e d n o ś ć o p i s o w ą, której nie można jednak ujmować jako ufundowanej w aktach sądzenia «jakości postaciowej» (Gestaltqualität); w niej tkwi istota wskazania”17. Oprócz tej niestrukturalności Husserl podkreśla, że „wskazanie p o z b a w i o n e j e s t c h a r a k t e r u w g l ą d u ”18. Zakłada jednak relację wskazującą jako będącą m o t y w a c j ą, a jej obiektywnym korelatem byłoby „ponieważ”, które jest niczym innym, jak postrzeganiem p r z y c z y n o w o ś c i .

W ten sposób wyłom w e k s p r e s y w n y m signifié zostaje bardzo szybko zaspawany przez p r z y c z y n o w o ś ć, która podbudowuje Husserlowską oznakę i wyposaża ją w „chęć powiedzenia”.

Husserl kładzie jednak nacisk na odmienność obu sposobów znaczenia, a w s k a z y w a n i e, jego zdaniem, urzeczywistnia się, a nawet wywodzi z „kojarzenia idei” (gdzie „temu, co tylko współistnieje, [nadaje się postać] czegoś współprzynależnego”19).

Co się tyczy kategorii z n a k ó w w y r a ż a j ą c y c h, to powinna ona obejmować „każd[ą] mow[ę] i każd[ą] część mowy”20.

Tymczasem zarówno ze znaków wskazujących, jak i ze znaków wyrażających „wykluczamy mimikę i gestykulację”21. Albowiem „takie «wyrazy» w ł a ś c i w i e n i e m a j ą z n a c z e n i a ”, a jeśli druga osoba przypisuje im jakieś znaczenie, to tylko o tyle, o ile je i n t e r p r e t u j e; lecz nawet w tym wypadku „nie mają one znaczenia w ścisłym sensie znaków językowych, lecz tylko w sensie oznak”22.

Tak więc Husserlowskie rozróżnienie znaków wskazujących i znaków znaczących (wyrażających) nie narusza przestrzeni, w której wytwarzany jest gest, nawet jeśli i n t e r p r e t a c j a gestualna ma coś ze znaku wskazującego. Nie c h c ą c p o w i e d z i e ć i nie u z a s a d n i a j ą c ż a d n e j p r z y c z y n y, nie będąc ani wyrazem, ani znakiem wskazującym, gest zakreśla pustą przestrzeń, w której dokonuje się to, co można pojmować jako znak wskazujący i/lub wyraz. Tam, w tym innym miejscu, zarówno znak wskazujący, jak i wyraz są zewnętrznymi granicami, które ostatecznie są jedną granicą – tą, na której ujawnia się znak. Chcemy zasugerować, że to, czego gest pozwala nam się domyślić, jest w nie mniejszym stopniu wyłączone z ekspresji, jak ze wskazywania (gdyż jego wytwarzanie wycofuje się z powierzchni, na której systematyzują się znaki).

Tutaj przyda się jedna przestroga: jesteśmy dalecy od chęci bronienia tezy często pojawiającej się w niektórych studiach nad gestualnością, które chciałyby w niej upatrywać źródła języka. Nawet jeśli podkreślamy a n a f o r y c z n o ś ć jako podstawową funkcję tekstu semiotycznego, to nie uznajemy jej za p i e r w o t n ą i nie traktujemy gestu jako diachronicznie wcześniejszego od mowy czy od pisma. Chodzi po prostu o zdefiniowanie, wychodząc od gestu n i e s p r o w a d z a l n e g o d o g ł o s u (a więc do znaczenia, do komunikowania), o g ó l n e j w ł a ś c i w o ś c i t e k s t u s e m i o t y c z n e g o jako korelacyjnej, permutacyjnej i unicestwiającej właściwości, którą komunikacyjne teorie języka pozostawiają w cieniu. Chodzi tym samym o zasugerowanie konieczności ścisłej współpracy między semiotyką ogólną z jednej strony, a teorią wytwarzania i niektórymi założeniami badań nad nieświadomością z drugiej. Niewykluczone, że badanie gestualności może być obszarem takiej współpracy.

Wcześniejsza od znaczenia, anaforyczna funkcja tekstu semiotycznego nieuchronnie wprowadza w obszar refleksji, jaki wytycza, pewne pojęcia, pojawiające się we wszystkich cywilizacjach, które osiągnęły wysoki stopień semiotyzacji gestualności. Po pierwsze, pojęcie o d s t ę p u: próżni, przeskoku, które nie przeciwstawia się „materii”, czyli akustycznemu lub wizualnemu przedstawieniu, lecz jest z nim tożsame. Odstęp jest połączeniem niepodlegającym interpretacji, niezbędnym do permutacji ogólnego tekstu semiotycznego i uchwytnym poprzez zapis typu algebraicznego, lecz zewnętrznym wobec przestrzeni informacji. Tak samo pojęcie n e g a t y w n o ś c i23, unicestwiania różnych elementów praktyki semiotycznej (rozpatrywanej w świetle jej anaforyczności), która jest procesem nieustannego wytwarzania, lecz niszczy samą siebie i może zostać zatrzymana (unieruchomiona) dopiero a posteriori, przez nakładanie na siebie słów. Gest jest czystym przykładem nieustannego wytwarzania śmierci. W jego obszarze jednostka nie może się ukonstytuować – gest jest trybem b e z o s o b o w y m, gdyż jest rodzajem produktywności bez wytwarzania. Jest p r z e s t r z e n n y – wychodzi z „obiegu” i z „powierzchni” (gdyż taka jest topologiczna strefa komunikacji) i domaga się nowej formalizacji typu przestrzennego. Będąc anaforycznym, tekst semiotyczny niekoniecznie wymaga strukturalnego (logicznego) powiązania z jakimś modelowym przykładem – jest nieustanną możliwością aberracji, niekoherencji, wyrwania, a więc tworzenia innych tekstów semiotycznych. Z tego wynika, że badanie gestualności jako wytwarzania jest możliwym przygotowaniem do studiowania wszystkich praktyk subwersyjnych i „dewiacyjnych” w danym społeczeństwie.

Innymi słowy, problem znaczenia jest drugorzędny w badaniu gestualności jako praktyki. A to po prostu oznacza, że nauka o geście, mająca na względzie jakąś semiotykę ogólną, nie musi się koniecznie stosować do modeli lingwistycznych, lecz może je przecinać, rozszerzać, zaczynając od uznania „sensu” za w s k a z y w a n i e, a „znaku” za „anaforę”.

Wszystkie te rozważania na temat charakteru funkcji gestualnej mają jedynie zasugerować możliwe ujęcie gestualności jako niesprowadzalnej do komunikacji znaczącej. Oczywiste jest, że podważają one filozoficzne podstawy współczesnego językoznawstwa i mogą znaleźć dla siebie narzędzia tylko w jakiejś zaksjomatyzowanej metodologii. Naszym celem zaś było przypomnienie, że jeśli językoznawstwo, jak zauważył Jakobson, długo walczyło o „zaanektowanie d ź w i ę k ó w […] i wcielenie z n a c z e ń [podkreślenia nasze] językowych”24, to może nadszedł czas, by do nauki semiotycznej zaanektować g e s t y i wcielić p r o d u k t y w n o ś ć .

Aktualny stan nauki o gestualności takiej, jaka ukazuje się w najbardziej wypracowanym kształcie w kinezyce amerykańskiej, daleki jest od takiego rozumienia. Będzie nas ona jednak interesować, gdyż dąży do niezależności od schematów językoznawstwa werbalnego, mimo że nie jest wcale podejściem najważniejszym dla konstruowania semiotyki ogólnej.

II. Kinezyka amerykańska

„Kinezyka jako metodologia traktuje o komunikacyjnych aspektach wyuczonego i ustrukturyzowanego zachowania ciała w ruchu”25 – pisze amerykański kinezyk Ray Birdwhistell, do którego prac będziemy się odwoływać w dalszym ciągu. Jego definicja podaje cechy charakterystyczne – i granice – tej niedawno powstałej nauki, sytuując ją na obrzeżach teorii komunikacji i behawioryzmu. Później zajmiemy się skutkami ideologicznymi, jakie taka zależność narzuca kinezyce. Wcześniej naszkicujemy jej historię, a także ogólny zarys jej aparatu i procedur badawczych.

Narodziny kinezyki

Kinezycy wskazują Darwina jako tego, który zapoczątkował badanie „komunikacyjne” ruchów cielesnych. Praca Expression of the Emotions in Man and the Animals (1873) jest często przywoływana jako książka źródłowa dla aktualnej kinezyki, choć z tym zastrzeżeniem, że w Darwinowskim studium gestualności brakuje „komunikacyjnego” (socjologicznego) punktu widzenia. Później narodzinom kinezyki amerykańskiej torują drogę prace Franza Boasa: znane jest zainteresowanie etnologa cielesnym zachowaniem plemion z North-West Coast, a także fakt, że popierał badania Efrona nad kontrastami w zachowaniu gestualnym Żydów włoskich i wschodnioeuropejskich26. Ale dążenia obecnej kinezyki najsilniejszą inspirację czerpią z antropologiczno-lingwistycznego podejścia Edwarda Sapira, a zwłaszcza z jego tezy, że gestualność cielesna jest pewnym kodem, którego trzeba się nauczyć, aby móc się skutecznie komunikować27. Badania amerykańskich psychiatrów i psychoanalityków położyły potem nacisk na względność zachowania gestualnego: Weston La Barre28 ilustruje ukute przez Malinowskiego pojęcie komunikacji „fatycznej” i przedstawia dokumenty na temat „pseudojęzyków”, które poprzedzają dyskurs werbalny.

Wydaje się również, że „analiza mikrokulturowa”, jaka pojawia się dzisiaj w pracach Margaret Mead29, prowadzona z wykorzystaniem kamer i kładąca nacisk na kulturowe determinanty zachowania, była szczególnie inspirująca dla rozwoju kinezyki.

Dlatego też w latach pięćdziesiątych połączone wysiłki amerykańskich antropologów, psychoanalityków i psychologów nakreśliły już nowy obszar badań: zachowanie cielesne jako odrębny kod. Pojawiła się wtedy konieczność stworzenia wyspecjalizowanej nauki, która mogłaby interpretować i rozumieć ten nowy kod, postrzegany jako nowy sektor komunikacji. Nowa nauka o gestualności w poszukiwaniu modeli, dzięki którym mogłaby się ukonstytuować jako nauka s t r u k t u r a l n a, zwróciła się ku językoznawstwu amerykańskiemu Bloomfielda30, ale jeszcze bardziej Sapira31, Tragera i Smitha32. I tak, w ciągu prac, który tu opisaliśmy, ukazuje się w roku 1952 książka Introduction to Kinesics Raya Birdwhistella, która oznacza początek s t r u k t u r a l n y c h badań zachowania cielesnego. Znamy psychologiczne i empirycznie socjologiczne rozumienie języka w teoriach Sapira: jego rozróżnienie między „osobowością” samą w sobie a otaczającą „kulturą”, która na nią wpływa, pociąga za sobą mechanistyczne i niejasne odróżnienie „społecznego punktu widzenia” od „indywidualnego punktu widzenia” w badaniach materii językowej, z preferencją „osobistego” punktu widzenia33. Teza ta, którą trudno dziś podtrzymywać (po Freudowskim i w ogóle psychoanalitycznym rozczłonkowaniu „osoby” jako podmiotu = bytu „interakcyjnego”), determinuje podejście kinezyjne. A przede wszystkim założenie Sapira, że dyskurs należy badać jako ciąg „poziomów” dających się analizować osobno, dzięki czemu „można dotknąć samego jądra kompleksu dyskursywnego, który prowadzi nas do takiego czy innego sądu osobistego”34. Również Sapir uznaje znaczenie zachowania cielesnego w komunikacji i dostrzega jego ścisłą r e l a c j ę z pewnymi poziomami dyskursu; teza ta, jak zobaczymy, podsunie kinezyce jeden z najważniejszych obiektów zainteresowania.

W tym samym „osobowościowym” nurcie amerykańskiego językoznawstwa traktującego o problemach s ł o w n i c t w a (Sapir: „Osobowość znajduje w dużej mierze odbicie w doborze słów”) oraz s t y l u (Sapir: „Zawsze istnieje indywidualna, choć słabo rozwinięta metoda układania wyrazów w grupy i przetwarzania tych ostatnich w większe jednostki”), Zellig Harris badał strukturę dyskursu jako obszar zachowania intersubiektywnego35, a jego d y s t r y b u c j o n i s t y c z n e modele mają tę zaletę, że pozwoliły kinezykom wyjść poza jednostki i połączenia uświęcone przez tradycyjną lingwistykę.

Do tych językoznawczych początków kinezyki dochodzą psycholingwistyczne badania Benjamina Lee Whorfa36 i Charlesa Osgooda37, którzy, analizując rolę języka jako modelu myślenia i praktyki, ukierunkowują badania kinezyjne ku problemowi „relacji między komunikacją a innymi systemami kulturowymi jako nośnikami charakteru kulturowego i osobowości”.

Można więc zauważyć, że – zrodzona na pograniczu wielu dyscyplin i zdominowana przez schematy behawiorystyczne i komunikacyjne – kinezyka z trudem wyodrębnia swój przedmiot i metodę i łatwo ześlizguje się w stronę dyscyplin pobocznych, w których pedantyczność dokumentacji idzie w parze z nadmiernym technicyzmem i z filozoficzną naiwnością interpretacji. Poszerzając sferę swoich dociekań, amerykańska kinezyka zderza się z problemem s e n s u zachowania gestualnego i próbuje znajdować rozwiązania, opierając się na etnologii gestualności38 i jej badaniach nad wyspecjalizowanymi gestami rozmaitych grup39, które pośrednio łączą się z kinezyką, podsuwając jej korpus do badań specjalistycznych. Taki jest również stosunek do kinezyki innej dziedziny behawiorystycznej, zwanej „analizą kontekstową”, która dostarcza obfitych danych socjologicznych, antropologicznych i psychoanalitycznych do „późniejszego systematycznego opisu strukturalnej logiki aktywności interpersonalnej w konkretnym środowisku społecznym”40. Zauważmy w ostatnich latach nowe rozszerzenie behawiorystycznych badań nad gestualnością: p r o k s e m i k ę, która zajmuje się sposobem, w jaki podmiot gestykulujący organizuje s w o j ą p r z e s t r z e ń jako pewien zakodowany system w procesie komunikacji41. Wszystkie te mniej lub bardziej niepewne lub ważne postacie, jakie przyjmuje badanie zachowania cielesnego jako komunikatu (komunikacji), wpisują się w zasób danych podstawowych, które kinezyka, wyspecjalizowana jako antropologia lingwistyczna, strukturyzuje i interpretuje jako pewien swoisty k o d .

Przed kinezyką, która konstytuuje się jako nauka, stoją dwa główne problemy: 1. sposób wykorzystywania przez nią modeli językoznawczych; 2. zdefiniowanie własnych jednostek podstawowych oraz powiązań między nimi.

Kinezyka i lingwistyka

Przypomnijmy, że pierwsze studia nad językiem gestualnym bynajmniej nie podporządkowywały go komunikacji, a jeszcze mniej językowi werbalnemu. Można więc było bronić zasady, że różne odmiany języka niewerbalnego (znaki wieszczące, wróżenie, rozmaite symboliki, mimika, gestykulacja etc.) są bardziej uniwersalne niż mowa werbalna rozwarstwiona na wielość języków. Zaproponowano podział znaków należących do mowy gestualnej na trzy kategorie: 1. „komunikację bez intencji komunikowania i bez wymiany myśli”, 2. „komunikację z intencją komunikowania, lecz bez wymiany myśli”, 3. „komunikację z intencją komunikowania i wymianą myśli”42. Ta semiologia gestualna przy całej swej naiwności wskazuje zapomnianą perspektywę badania zachowania cielesnego jako praktyki, bez próby narzucania mu na siłę struktur komunikacji. Niektóre analizy relacji język werbalny – język gestualny bronią autonomii tego ostatniego wobec mowy i wykazują, że język gestualny dość dobrze oddaje m o d a l n o ś c i dyskursu (rozkaz, wątpliwość, prośba), za to w sposób niedoskonały przedstawia kategorie gramatyczne (rzeczowniki, czasowniki, przymiotniki); że znak gestualny jest niedokładny i wieloznaczny; że „normalny” porządek syntaktyczny „podmiot-dopełnienie-orzeczenie” może się zmieniać, a mimo to sens nie umyka podmiotom; że mowa gestów przypomina mowę dziecięcą (akcentowanie tego, co konkretne i teraźniejsze; antyteza; końcowa pozycja negacji i pytania) oraz języki „pierwotne”43. Język gestualny rozpatrywano nawet jako „prawdziwy” środek ekspresji, mogący ukazać prawa takiego językoznawstwa ogólnego, w którym język werbalny jest tylko późną i ograniczoną formą w obrębie gestualności; w ujęciu filogenetycznym „mimowanie” powoli przekształcało się w język werbalny, podobnie jak mimografizm przekształcał się w fonografizm; język opiera się na m i m i c z n o ś c i (odbicia w montażu gestów danego osobnika naocznych „mimemów”), która przyjmuje dwie postacie: fonomimiczności oraz kinemimiczności; gestualności dziecęcej bliżej do kinemimiczności z przewagą mimiczności manualnej (manuelage), która organizuje się później (stadium zabawy), kiedy dziecko staje się „mimodramaturgiem”, by dojść na końcu do „gestu zdaniowego” świadomego człowieka dorosłego44.

Tymczasem kinezyka zmierza w zupełnie innym kierunku. Wychodząc od empirycznego psychologizmu, k o m u n i k a c j a, której podporządkowany jest gestualny kod w kinezyce amerykańskiej, jest uznawana za multichanel structure. „Komunikacja jest systemem współzależnych kodów, przekazywanych przez wrażliwe kanały o podłożu sensorycznym”45. W takiej strukturze język mówiony nie jest c a ł y m systemem komunikacyjnym, lecz tylko j e d n y m z poziomów i n f r a k o m u n i k a c y j n y c h. Punktem wyjścia badań kodu gestualnego jest więc uznanie a u t o n o m i c z n o ś c i zachowania cielesnego w obrębie systemu komunikacyjnego oraz m o ż l i w o ś c i jego opisania b e z odwoływania się do modeli zachowania fonetycznego. Przyjęcie tego podstawowego założenia umożliwia współpracę między językoznawstwem a danymi kinezyjnymi, ponieważ językoznawstwo jest bardziej zaawansowane pod względem strukturyzacji swego korpusu. Jasne jest teraz – a zobaczymy to jeszcze lepiej nieco później – że tak pojmowana relacja językoznawstwo–kinezyka, jeżeli nawet pozostawia kinezyce pewną niezależność wobec językoznawstwa f o n e t y c z n e g o, to zmusza ją również do posłuszeństwa fundamentalnym założeniom, na których opiera się lingwistyka: założeniom dotyczącym komunikacji, która dowartościowuje jednostkę, wprowadzając ją zarazem w obieg wymiany (co może nawet oznaczać dychotomiczne dzielenie zachowania na „emotywne” i „poznawcze”). Tak więc, nie zrywając bynajmniej z modelami fonetycznymi, kinezyka proponuje tylko pewne ich warianty, które potwierdzają regułę.

Kinezyka stawia sobie tedy za cel, podobnie jak językoznawstwo antropologiczne, poszukiwanie „elementów powtarzalnych” w strumieniu komunikacji, ich wydobywanie oraz testowanie ich znaczenia strukturalnego. Chodzi przede wszystkim o wyizolowanie m i n i m a l n e g o elementu znaczącego pozycji lub ruchu, o ustalenie za pomocą analizy o p o z y c y j n e j jego związków z elementami szerszej struktury oraz, przez powtarzanie tego zabiegu, o skonstruowanie kodu o zhierarchizowanych segmentach. Na tej płaszczyźnie badań s e n s jest definiowany jako „strukturalne znaczenie danego elementu w kontekście strukturalnym”46. Wysuwa się nawet hipotezę, że elementy strukturalne kodu gestualnego na ogół wykazują taką samą zmienność funkcji semantycznej jak słowa47.

Kod gestualny

Analogia między słowem i gestem jako podstawa kinezyki od razu narzuca konieczność wyodrębnienia rozmaitych p o z i o m ó w kodu gestualnego: czy to poziomów odpowiadających poziomom przyjętym w lingwistyce języków, czy poziomów, które pozwalają badać współzależności mowa–gestualność.

W tym pierwszym wypadku Voegelin za pomocą systemu zapisu przypominającego choreograficzny potrafił znaleźć w języku gestualnym pewną liczbę znaków dystynktywnych zbliżoną do liczby fonemów jakiegoś języka i wyciągnął z tego wniosek, że mowę gestów można analizować na dwóch poziomach, analogicznych do poziomów fonematycznego i morfematycznego języków48. Inną taksonomię gestualną proponuje Stokoe49, który podstawowe elementy gestualne nazywa „cheremami”; każdy morfem gestualny (= najmniejsza jednostka będąca nośnikiem sensu) składa się z trzech cheremów – strukturalnych punktów pozycji, konfiguracji i ruchu, zwanych odpowiednio: tabula (tab), designatum (des), signation (sig). Badanie gestualności zakłada u tego autora trzy poziomy: cherology (analiza cheremów), morphocheremics (analiza kombinacji między cheremami) oraz morphemics (morfologia i składnia). Według innych badaczy natomiast język gestualny nie zawiera żadnej jednostki odpowiadającej fonemowi, dlatego też analiza musi się zatrzymać na poziomie jednostek odpowiadających morfemowi50.

W obrębie drugiego kierunku wypada nam się zatrzymać przy tezach Raya Birdwhistella, którego teoria jest najbardziej dopracowana w całej kinezyce amerykańskiej. Jego zdaniem, jeżeli nawet gestualność jest redundancją, czyli dubluje komunikat werbalny, to nie jest wyłącznie tym, ma bowiem własne cechy, które nadają komunikacji jej wielowartościową postać. Stąd analogie i różnice między poziomami mowa–gestualność. Birdwhistell zachowuje powściągliwość wobec zbyt daleko idącej paraleli między gestualnością a mową fonetyczną. „Jest rzeczą bardzo możliwą, że wtłaczamy na siłę dane ruchu cielesnego w tkankę pseudojęzykową”51. Jeżeli mimo wszystko to akceptuje, to raczej z powodów pragmatycznych (ideologicznych) niż z przekonania o ostatecznej prawomocności takiego paralelizmu.

W jego terminologii j e d n o s t k a m i n i m a l n a kodu gestualnego, która odpowiadałaby poziomowi fone/fonem języka werbalnego, nosi miano kine i kinemu52. Kine jest najmniejszym dostrzegalnym elementem ruchów cielesnych, takim jak na przykład uniesienie czy opuszczenie brwi (bb v); ten sam ruch powtórzony w jednym sygnale, zanim zatrzyma się w pozycji 0 (początkowej), tworzy k i n e m. Kinemy wchodzą ze sobą w kombinacje, przyłączając się zarazem do innych form kinezyjnych, które funkcjonują jako prefiksy, sufiksy, infiksy i transfiksy, tworząc w ten sposób jednostki wyższego rzędu: k i n e m o r f y i k i n e m o r f e m y. Kine „ruch brwi” (bb ) może być a l l o k i n i c z n e z kine „kręcenie głową” (h ), „ruch dłoni” (/ ) lub z a k c e n t a m i etc., tworząc w ten sposób kinemorfy. Z kolei kinemorfemy układają się w z ł o ż o n e k o n s t r u k c j e k i n e m o r f i c z n e. Strukturę kodu gestualnego można zatem porównać do struktury dyskursu zbudowanego z „głosek”, „słów”, „zdań”, a nawet „akapitów”53 (ruchy brwi mogą oznaczać wątpliwość, pytanie, prośbę etc.).

Gdzie zaczyna się zróżnicowanie język werbalny – gestualność?

Wydaje się, że Birdwhistell w obiegu kinezyjnym dostrzegł najpierw dwie klasy zjawisk.

Pierwsze występują w komunikacji s ł o w n e j lub b e z s ł o w n e j i są nazywane danymi m a k r o k i n e z y j n y m i. Makrokinezyka traktuje zatem o strukturalnych elementach z ł o ż o n y c h konstrukcji kinemorficznych, czyli o tych formach kodu gestualnego, które są porównywalne do słów, do zdań prostych, do zdań złożonych i do akapitów.

Drugie wiążą się wyłącznie ze strumieniem mowy i są nazywane kinemorfemami p o n a d s e g m e n t o w y m i. Lekkie ruchy głowy, mruganie oczami, marszczenie warg, drżenia podbródka, ramion, dłoni etc. zaliczane są do czwórdzielnego systemu kinezyjnego a k c e n t o w a n i a (quadripartite kinesic stress system). Kinemorfemy ponadsegmentowe tego systemu akcentowania pełnią funkcję typu s y n t a k t y c z n e g o: oznaczają specjalne kombinacje przymiotników i rzeczowników, przysłówków i słów określających czynności, a nawet uczestniczą w organizacji zdań prostych lub łączą zdania proste w zdania złożone. Cztery akcenty, które są konotowane przez kinemorfemy ponadsegmentowe, to: akcent główny, akcent poboczny, brak akcentu, usunięcie akcentu54.

W trakcie późniejszych analiz zauważono trzecią klasę zjawisk, które nie mają strukturalnych właściwości elementów makrokinezyjnych czy ponadsegmentowych, a ponadto są związane z p o s z c z e g ó l n y m i klasami poszczególnych i t e m ó w l e k s y k a l n y c h. Elementy tego trzeciego poziomu kodu gestualnego, zwane kinesic markers, należy odróżniać od tego, co określa się ogólnie mianem „gestu”. Birdwhistell precyzuje, że „gest” jest „morfem związanym”, co miałoby znaczyć, że gesty są formami niezdolnymi do autonomiczności, że wymagają kinezyjnego zachowania infiksalnego, sufiksalnego, prefiksalnego lub transfiksalnego, aby uzyskać jakąś tożsamość. Gesty byłyby czymś w rodzaju „transfiksu”, gdyż jest on nieodłączny od komunikacji słownej55. Również o z n a k i k i n e z y j n e uzyskują znaczenie dopiero wtedy, gdy są związane z jakimiś s ł y s z a l n y m i i t e m a m i s y n t a k t y c z n y m i, z tą jedynie różnicą, że – w przeciwieństwie do gestów – oznaki kinezyjne są, by tak rzec, podporządkowane s z c z e g ó l n e m u kontekstowi fonetycznemu. Na przykład – jak słusznie zauważa Birdwhistell – wprowadzenie pojęcia „oznaki kinezyjnej” do kodu gestualnego jest kompromisem między stanowiskiem, które definiowałoby takie zachowanie jako makrokinezyjne, i takim, które przypisywałoby mu w systemie semiotycznym status ponadjęzykowy lub ponadkinezyjny. Klasyfikacji oznak kinezyjnych dokonuje się według klas jednostek leksykalnych, z którymi są one kojarzone, co raz jeszcze przyznaje strukturom językowym pierwszeństwo w konstruowaniu kodu gestualnego. Oznaki kinezyjne mają cztery szczególne cechy: 1. ich właściwości łączeniowe można przedstawić w klasach o p o z y c y j n y c h, 2. oznaki kinezyjne pojawiają się w o d r ę b n y m otoczeniu syntaktycznym (leksemy, z którymi są kojarzone, należą do klas syntaktycznie odmiennych), 3. istnieją sytuacyjne opozycje łączeniowe (które pozwalają ograniczyć mylenie sygnałów), 4. jeżeli rozróżnienie jednostek jest niemożliwe w ich połączeniu, to zależy ono od otaczających operacji syntaktycznych. Na przykład oznakę kinezyjną można zdefiniować jako o p o z y c y j n y ciąg zachowań w szczególnym otoczeniu56. Analizuje się wiele odmian oznak kinezyjnych. Na przykład oznaki kinezyjne z a i m k o w e (kυ), łączone z zaimkami (lub ich substytutami), ustrukturyzowane według opozycji dystans–bliskość: he, she, it, those, they, that, then, there, any, some / I, me, us, we, this, her, now. Ten sam gest, rozszerzony, pluralizuje zaimkową oznakę kinezyjną – w ten sposób otrzymujemy o z n a k i p l u r a l i z a c j i (kυυ), które oznaczają: we, we’s, we’uns, they, these, those, them, our, you (pl.), you all, you’uns, youse, their. Wyróżnia się także oznaki s ł o w o p o d o b n e, łączone z kυ bez przerywania ruchu, a wśród nich ważną rolę odgrywają oznaki c z a s u (kt). Zauważmy też oznaki m i e j s c a (ka), oznaczające: on, over, under, by, through, behind, in front of, które towarzyszą czasownikom określającym czynności; oznaki s p o s o b u (km), łączone z taki frazami, jak a short time, a long time lub slowly, swiftly. Dyskusyjną kategorię stanowią oznaki w s k a z y w a n i a (kd).

Trzeba koniecznie podkreślić znaczenie tego poziomu analizy kinezyjnej. Choć oznaki kinezyjne w kodzie gestualnym wydają się odpowiadać przymiotnikom i przysłówkom, zaimkom i czasownikom, nie są uznawane za p o c h o d n e języka mówionego. Stanowią pierwszą próbę zbadania kodu gestualnego jako systemu niezależnego od mowy, jakkolwiek przez nią dostępnego. Znamienne jest, że ta próba wyrwania się z fonetyzmu pociąga za sobą nieuchronnie terminologię już nie „głosową”, lecz „piśmienną” – Birdwhistell mówi o o z n a c e tak, jak mówiono o „śladzie” i „gramie”. Gest postrzegany jako oznaka lub, być może, oznaka postrzegana jako gest – oto filozoficzne przesłanki, które trzeba będzie dopiero rozwinąć, by rozbudować kinezykę jako naukę semiotyczną nie tylko językoznawczą i wykazać, że metodologia językoznawcza wypracowana na podstawie systemów komunikacji werbalnej jest zaledwie j e d n y m z m o ż l i w y c h ujęć, niewyczerpującym, a nawet nie najważniejszym, owego o g ó l n e g o t e k s t u, który oprócz głosu zawiera w sobie różne typy w y t w o r ó w, takich jak g e s t, p i s m o, e k o n o m i a. Kinezycy amerykańscy wydają się świadomi tego otwarcia, jakie obiecuje badanie gestualności niepodporządkowane schematom językoznawczym: „oznaki kinezyjne i językowe mogą być innopostaciowe, czyli mogą być w stosunku do siebie wariantami strukturalnymi, na innym poziomie analizy”57. Lecz ta orientacja, nawet jeśli stara się uelastycznić pojęcie komunikacji (Birdwhistell uważa, że „przewartościowanie teorii komunikacji ma takie znaczenie, jakie uzyskało uznanie faktu, że neutralne, cyrkularne lub nawet metaboliczne procesy są systemami wewnątrzpsychicznymi”58), to nie wychodzi poza jej ramy.

Do tego rozwarstwienia kinezyki należałoby dodać jedną jej odrośl: badanie zachowania p a r a k i n e z y j n e g o, kojarzonego zazwyczaj z makrokinezyjnym poziomem analizy. Parakinezyka byłaby gestualnym odpowiednikiem głoszonej przez Sapira paralingwistyki, która bada poboczne zjawiska wokalizacji i ogólnie artykulacji dyskursu59. Efekty parakinezyjne nadają odrębne cechy indywidualnemu zachowaniu w procesie społecznym, jakim jest dla kinezyki zachowanie gestualne, i na odwrót – umożliwiają opisywanie społecznie określonych elementów indywidualnego systemu ekspresji. Pojawiają się one dopiero po tym, jak wyodrębni się elementy makrokinezyjne, i w ten sposób odsłaniają to, co przenika, modyfikuje i nadaje walor społeczny obiegowi kinezyjnemu. Ów „materiał parakinezyjny” obejmuje: k w a l i f i k a t o r y r u c h u, które modyfikują krótkie sekwencje zjawisk kinicznych lub kinemorficznych; m o d y f i k a t o r y d z i a ł a n i a, które opisują cały ruch ciała lub strukturę ruchu uczestników danej interakcji; i wreszcie set-quality activity60, gestualność wielowymiarową, którą trzeba dopiero zbadać, analizując zachowanie w grach, szaradach, tańcach, przedstawieniach teatralnych etc.

A jednak Birdwhistell, podobnie jak inni autorzy61, podziela pogląd, że możliwa jest analogia, a nawet zastępowalność między zjawiskami kinezyjnymi i parajęzykowymi: każdy osobnik miałby wybierać, według determinacji idiosynkratycznych (których badanie jest zadaniem psychologów), manifestacje wokalne lub kinezyjne, aby towarzyszyły jego dyskursowi.

Tak więc, pozostając zablokowana metodologicznie przez psychologię, socjologię empiryczną i jej wspólniczkę, teorię komunikacji, a jednocześnie przez modele językoznawcze, kinezyka stara się uelastycznić strukturalizm fonetyczny.

Ulegając przesądom pozytywistycznego socjologizmu, kinezyka operuje stwierdzeniami, które sam rozwój językoznawstwa (psychoanalizy czy semiotyki „wtórnych systemów modelujących”) właśnie wymiata, takimi jak: „podmiot”, „percepcja”, „sensoryczna” równość lub odmienność, „istota ludzka”, „prawdziwość” danego komunikatu, społeczeństwo jako intersubiektywność etc. Należąc do społeczeństwa wymiany i jego struktury „komunikacyjnej”, taka ideologia narzuca j e d n ą możliwą interpretację praktyk semiotycznych („praktyki semiotyczne to komunikacje”) i przesłania sam proces wypracowywania tych praktyk. Uchwycenie tego wypracowywania jest równoznaczne z wyjściem z ideologii w y m i a n y, a więc z filozofii komunikacji, by próbować zaksjomatyzować gestualność jako tekst semiotyczny w trakcie wytwarzania, to znaczy nieblokowany przez zamknięte struktury języka. Owa translingwistyka, do której ukształtowania kinezyka mogłaby się przyczynić, wymaga – zanim zbuduje swój aparat – zrewidowania podstawowych modeli językoznawstwa fonetycznego. Bez takiej pracy – a kinezyka amerykańska mimo wysiłku, jaki czyni, by uwolnić się od językoznawstwa, dowodzi, że praca ta nawet się nie rozpoczęła – niemożliwe jest przerwanie „umysłowego zniewolenia przez język, nadające sens nowej i głębszej umysłowości, która kryje się w gestach” (Artaud) i w każdej praktyce semiotycznej.

1968

3. Tekst zamknięty

I. Wypowiedź jako ideologem

1. Bardziej niż d y s k u r s semiotyka bada obecnie w i e l e p r a k t y k s e m i o t y c z n y c h, które uznaje za p o n a d j ę z y k o w e, to znaczy przebiegające poprzez język i niesprowadzalne do kategorii, które są mu dzisiaj przypisywane.

W tej perspektywie definiujemy t e k s t jako aparat ponadjęzykowy, który redystrybuuje porządek języka, ustanawiając relację pomiędzy mową komunikacyjną, nastawioną na bezpośrednie informowanie, i różnymi typami wypowiedzi wcześniejszych lub synchronicznych. Tekst jest więc pewną p r o d u k t y w n o ś c i ą, co oznacza, że: 1. jego stosunek do języka, w którym się sytuuje, jest redystrybucyjny (destrukcyjno-konstruktywny), w następstwie czego łatwiej go uchwycić w kategoriach logicznych niż czysto językowych; 2. jest on permutacją tekstów, intertekstualnością: w przestrzeni jednego tekstu krzyżuje się i neutralizuje wiele wypowiedzi wziętych z innych tekstów.

2. Jeden z problemów semiotyki polegałby na zastąpieniu dawnego, retorycznego podziału na gatunki jakąś t y p o l o g i ą t e k s t ó w, innymi słowy, na zdefiniowaniu swoistych cech rozmaitych organizacji tekstowych poprzez usytuowanie ich w tekście ogólnym (kulturze), który współtworzą i który je współtworzy1. Pokrywanie się danej organizacji tekstowej (praktyki semiotycznej) z wypowiedziami (sekwencjami), które włącza ona w swą przestrzeń lub do których odsyła w przestrzeni tekstów (praktyk semiotycznych) zewnętrznych, będziemy nazywać i d e o l o g e m e m. Ideologem jest tą funkcją intertekstualną, którą możemy odczytać w postaci „zmaterializowanej” na różnych poziomach struktury każdego tekstu i która rozciąga się na całym jego przebiegu, nadając mu współrzędne historyczne i społeczne. Nie chodzi tu o jakiś zabieg interpretacyjny, późniejszy od analizy, który „objaśniałby” jako „ideologiczne” coś, co było najpierw poznane jako „językowe”. Uznanie tekstu za ideologem wyznacza sam sposób postępowania semiotyki, która badając tekst jako intertekstualność, rozpatruje go w ten sposób w społeczeństwie i w historii (w tekście społeczeństwa i w historii). Ideologem danego tekstu to ognisko, w którym poznająca racjonalność uchwytuje przekształcanie się w y p o w i e d z i (do których tekst jest nieredukowalny) w jedną całość (tekst), podobnie jak włączanie tej całości w tekst historyczny i społeczny2.

3. Traktowana jako tekst, p o w i e ś ć jest praktyką semiotyczną, w której można odczytać zsyntetyzowane przebiegi wielu wypowiedzi.

Dla nas w y p o w i e d ź powieściowa nie jest sekwencją minimalną (bytem definitywnie wyodrębnionym). Jest ona o p e r a c j ą, ruchem, który wiąże, lecz jeszcze bardziej k o n s t y t u u j e to, co można by nazwać a r g u m e n t a m i operacji, które w badaniu tekstu pisanego są bądź słowami, bądź ciągami słów (zdaniami, akapitami) jako sememów3. Nie analizując bytów (sememów samych w sobie), będziemy badać f u n k c j ę, która włącza je w tekst. Chodzi właśnie o funkcję, czyli o zmienną zależną, wyznaczaną, ilekroć są wyznaczane zmienne niezależne, które ona ze sobą wiąże; lub – jaśniej rzecz ujmując – chodzi o jednoznaczną odpowiedniość między słowami lub między ciągami słów. Oczywiste jest zatem, że analiza, jaką proponujemy, mimo że operuje jednostkami językowymi (słowami, zdaniami, akapitami), ma naturę ponadjęzykową. Mówiąc metaforycznie, jednostki językowe (a w szczególności semantyczne) służyć nam będą wyłącznie za odskocznie w celu ustalenia t y p ó w w y p o w i e d z i p o w i e ś c i o w y c h j a k o f u n k c j i. Biorąc sekwencje semantyczne w nawias, wyodrębniamy z a s t o s o w a n i e l o g i c z n e, które je organizuje, i sytuujemy się w ten sposób na poziomie p o n a d s e g m e n t o w y m .

Wypowiedzi powieściowe, należące do tego ponadsegmentowego poziomu, łączą się w całej wytwórczości powieściowej. Badając je w ten sposób, ustanawiamy typologię wypowiedzi powieściowych, aby dociekać – w drugiej fazie – ich pochodzenia pozapowieściowego. Tylko wtedy będziemy mogli zdefiniować powieść w jej jedności i/lub jako ideologem. Innymi słowy, funkcje zdefiniowane na podstawie pozapowieściowego zbioru tekstowego Te (l’ensemble textuel extra – romanesque) nabierają pewnej wartości w zbiorze tekstowym powieści Tr (l’ensemble textuel du roman). Ideologem powieści jest właśnie tą funkcją i n t e r t e k s t u a l n ą, definiowaną na podstawie Te i mającą wartość w Tr.

W ten sposób dwa typy analizy, które czasami trudno od siebie odróżnić, służyć nam będą do wyodrębniania i d e o l o g e m u z n a k u w powieści:

– analiza ponadsegmentowa wypowiedzi w ramach jakiejś powieści ukaże nam tę powieść jako tekst zamknięty: jej początkowe zaprogramowanie, arbitralność jej zakończenia, jej diadyczną figurację, odchylenia oraz ich powiązania;

– analiza i n t e r t e k s t u a l n a wypowiedzi ukaże nam związek między pismem i słowem mówionym w tekście powieściowym. Wykażemy, że tekstowy porządek powieści należy raczej do słowa mówionego niż do pisma, i będziemy mogli przystąpić do analizy topologii tego „porządku fonetycznego” (wzajemnego rozmieszczenia instancji dyskursu).

Jako że powieść jest tekstem, który należy do ideologemu znaku, konieczny jest krótki opis charakterystycznych cech znaku jako ideologemu.

II. Od symbolu do znaku

1. Druga połowa średniowiecza (wieki XIII–XV) to dla kultury europejskiej okres przejściowy: myślenie o znaku zastępuje uprzednie myślenie o symbolu.

Semiotyka symbolu charakteryzuje społeczeństwo europejskie mniej więcej do XIII stulecia i wyraźnie przejawia się w jego literaturze i malarstwie. Jest to semiotyczna praktyka kosmogoniczna: owe elementy (symbole) odsyłają do pewnej uniwersalnej, nieprzedstawialnej i trudno poznawalnej transcendencji (lub do różnych transcendencji); jednoznaczne połączenia wiążą owe transcendencje z jednostkami, które je przywołują; symbol nie jest „podobny” do przedmiotu, który symbolizuje; obie przestrzenie (symbolizowane–symbolizujące) są oddzielone i niekomunikowalne.

Symbol jest nośnikiem symbolizowanego (uniwersalia) jako nieredukowalnego do symbolizującego (oznaki). Myślenie mityczne, które krąży po orbicie symbolu i przejawia się w epopei, powiastkach ludowych, eposach rycerskich etc., operuje jednostkami symbolicznymi, które są j e d n o s t k a m i z a w ę ż a j ą c y m i w stosunku do symbolizowanych uniwersaliów („bohaterstwo”, „odwaga”, „szlachectwo”, „cnota”, „strach”, „zdrada” etc.). Funkcja symbolu w swoim wymiarze wertykalnym (uniwersalia–oznaki) jest zatem funkcją z a w ę ż a j ą c ą. W wymiarze horyzontalnym zaś (powiązanie jednostek znaczących między nimi) jest funkcją unikania paradoksu; można by rzec, że symbol jest horyzontalnie a n t y p a r a d o k s a l n y: w swojej „logice” dwie opozycyjne jednostki wzajemnie się wykluczają4. Zło i dobro są nie do pogodzenia, podobnie jak surowe i gotowane, miód i popiół etc. – kiedy się już pojawi, sprzeczność domaga się natychmiastowego rozwiązania, zostaje w ten sposób ukryta, „rozwiązana”, a więc odsunięta na bok.

Klucz semiotycznej praktyki symbolicznej jest dany na samym początku dyskursu symbolicznego: trajektoria przebiegu semiotycznego jest pętlą, której koniec jest zaprogramowany, dany w zalążku, w początku (której koniec j e s t początkiem), skoro funkcja symbolu (jego ideologem) istnieje przed wypowiedzią symboliczną. Wynikają z tego ogólne cechy semiotycznej praktyki symbolicznej: i l o ś c i o w e o g r a n i c z e n i e symboli, ich p o w t a r z a n i e s i ę i o g r a n i c z o n o ś ć, a także charakter o g ó l n y .

2. Okres od XIII do XV wieku podważa symbol i go osłabia, choć nie usuwa go całkowicie, raczej zapewnia jego przejście (przyswojenie) w znak. Transcendentalna jedność, na której opiera się symbol – jego pozagrobowa ścianka, jego ognisko nadawcze – zostaje zakwestionowana. I tak, aż do końca XV wieku przedstawianie sceniczne żywota Jezusa Chrystusa czerpało inspirację z Ewangelii, kanonicznych lub apokryficznych, albo ze Złotej Legendy (por. Misteria, opublikowane przez Achille’a Jubinala według manuskryptu z Biblioteki Świętej Genowefy, pochodzącego z około 1400 roku). Począwszy od wieku XV, teatr jest zdominowany przez sceny poświęcone życiu publicznemu Jezusa Chrystusa i podobnie dzieje się w sztukach plastycznych (por. katedra w Évreux). Treść transcendentalna, którą przywoływał symbol, wydaje się zanikać. Zapowiada się nowa relacja znacząca, między dwoma elementami umieszczonymi po tej stronie, „realnymi” i „konkretnymi”. Na przykład w sztuce trzynastowiecznej proroków przeciwstawiano apostołom; tymczasem w XV wieku czterej wielcy ewangeliści są zestawiani już nie z czterema wielkimi prorokami, ale z czterema ojcami Kościoła rzymskiego (świętym Augustynem, świętym Hieronimem, świętym Ambrożym, Grzegorzem Wielkim – zob. ołtarz w kościele Notre-Dame w Avioth). Wielkie zespoły architektoniczne i literackie nie są już możliwe; miniatura zastępuje katedrę i XV wiek będzie stuleciem miniaturzystów. Niezmącony spokój symbolu zostaje wyparty przez napiętą ambiwalencję połączenia z n a k ó w, dążącą do podobieństwa i utożsamienia elementów, które ze sobą wiąże mimo ich radykalnej odmienności, jaką zrazu zakłada. Stąd obsesyjne powracanie tematu d i a l o g u między elementami n i e s p r o w a d z a l n y m i do siebie, lecz p o d o b n y m i (dialog – generator patosu i psychologii) w tym okresie przejściowym. I tak, XIV i XV stulecie obfitują w dialogi między Bogiem a duszą ludzką: dialog krucyfiksu i pielgrzyma, dialog grzesznej duszy i Jezusa etc. W tym procesie Biblia nabiera charakteru moralnego (por. słynną umoralnioną Biblię z biblioteki diuka Burgundii) lub zastępuje się ją pastiszami, które biorą w nawias lub zacierają transcendentalną treść symbolu (Biblia ubogich i Speculum humanae salvationis)5.

3. Znak, który nabiera kształtu w tych przemianach, zachowuje podstawową cechę symbolu: nieredukowalność swych elementów, czyli – w wypadku znaku – desygnatu do signifié oraz signifié do signifiant, a tym samym wszystkich „jednostek” struktury znaczącej. I tak, ideologem znaku w swych ogólnych zarysach podobny jest do ideologemu symbolu – znak jest dualistyczny, hierarchiczny i hierarchizujący. Jednakże różnica między znakiem i symbolem przejawia się zarówno wertykalnie, jak i horyzontalnie. W swej funkcji wertykalnej znak odsyła do bytów mniej rozległych, bardziej u k o n k r e t n i o n y c h niż symbol – są to uniwersalia u r z e c z o w i o n e, które stały się p r z e d m i o t a m i w ścisłym znaczeniu tego słowa; wkomponowany w strukturę znaku, rozpatrywany byt (zjawisko) jest zarazem utranscendentalniony, podniesiony do rangi jednostki teologicznej. Semiotyczna praktyka znaku przyswaja sobie zatem metafizyczny sposób funkcjonowania symbolu i projektuje go na „bezpośrednio postrzegalne”; waloryzowane w ten sposób „bezpośrednio postrzegalne” przekształca się w o b i e k t y w n o ś ć, która będzie nadrzędnym prawem dyskursu cywilizacji znaku.

W swej funkcji horyzontalnej jednostki semiotycznej praktyki znaku łączą się ze sobą jako m e t o n i m i c z n e p o w i ą z a n i e o d c h y l e ń, które oznacza s t o p n i o w e t w o r z e n i e m e t a f o r. Elementy przeciwstawne, które zawsze się wzajemnie wykluczają, włączone są w mechanizm wielorakich i zawsze możliwych odchyleń (niespodzianek w strukturach narracyjnych), który wytwarza złudzenie jakiejś struktury o t w a r t e j, niemożliwej do wykończenia, o a r b i t r a l n y m zakończeniu. Na przykład w dyskursie literackim semiotyczna praktyka znakowa pojawia się po raz pierwszy tak wyraźnie w europejskim odrodzeniu – w powieści przygodowej, która opiera swoją strukturę na nieprzewidywalności i n i e s p o d z i a n c e jako urzeczowieniu, na poziomie struktury narracyjnej, odchylenia właściwego wszelkiej praktyce znakowej. Trajektoria tego łączenia odchyleń jest praktycznie nieskończona – stąd wrażenie a r b i t r a l n e g o zakończenia utworu. Wrażenie z ł u d n e, które określa wszelką „literaturę” (wszelką „sztukę”), skoro trajektoria jest zaprogramowana przez ideologem konstytuujący znak, a mianowicie przez diadyczny przebieg zamknięty skończony, który: 1. ustanawia hierarchię: odniesienie pozajęzykowe – signifié – signifiant; 2. interioryzuje owe opozycyjne diady aż do poziomu łączenia elementów i konstruuje się, podobnie jak symbol, jako r o z w i ą z y w a n i e p r z e c i w i e ń s t w. O ile w semiotycznej praktyce o charakterze symbolicznym sprzeczność była rozwiązywana przez połączenie typu d y s j u n k c j i w y k l u c z a j ą c e j (nieekwiwalencji) — — lub n i e k o n i u n k c j i — | —, o tyle w semiotycznej praktyce znakowej sprzeczność jest rozwiązywana przez połączenie typu n i e d y s j u n k c j i — — (jeszcze do tego wrócimy).

III. Ideologem powieści – wypowiadanie powieściowe

Tak więc każdy utwór literacki, który ma coś wspólnego z semiotyczną praktyką znakową (cała „literatura” aż do cezury epistemologicznej przełomu XIX i XX wieku), jako ideologem jest zakończony w swoim początku, zamknięty. Współbrzmi on z myśleniem konceptualistycznym (antyeksperymentalnym), tak jak symboliczność współbrzmi z platonizmem. Powieść jest jednym z charakterystycznych przejawów tego ambiwalentnego ideologemu (zamkniętość, niedysjunkcja, powiązanie odchyleń), jakim jest znak, a który zanalizujemy na przykładzie powieści Le petit Jehan de Saintré [Mały Janek z Saintré] Antoine’a de La Sale.

Antoine de La Sale napisał Le petit Jehan de Saintré w roku 1456, po długiej karierze pazia, wojownika i preceptora, w celach edukacyjnych oraz jako skargę z powodu porzucenia (opuszcza w niejasnych okolicznościach książąt Andegawenii, by zostać guwernerem trzech synów hrabiego Saint-Pol w 1448 roku, po czterdziestu ośmiu latach spędzonych na służbie Andegawenów). Jehan de Saintré to jedyna powieść wśród pism La Sale’a, które przedstawia on jako kompilacje umoralniających opowieści (La Sale, 1448–1451) lub jako rozprawy „naukowe” bądź relacje z podróży (Lettres à Jacques de Luxembourg sur les tournois, 1459; Réconfort à Madame de Fresne, 1457), które są skonstruowane jak dyskurs historyczny lub jako niejednorodna mozaika tekstów. Historycy literatury francuskiej bardzo rzadko zwracają uwagę na ten utwór – być może pierwszy napisany prozą, który zasługuje na miano powieści, jeśli za powieść uznajemy to, co nosi znamiona niejednoznacznego ideologemu znaku. Nieliczne studia poświęcone tej powieści6 dotyczą jej odniesień do obyczajów epoki, starają się znaleźć „klucz” do postaci, utożsamiając je z osobami, które La Sale mógł znać, oskarżają autora o niedocenianie wydarzeń historycznych jego czasów (na przykład wojny stuletniej) oraz o przynależność – niczym prawdziwego reakcjonisty – do świata przeszłości etc. Zanurzona w referencyjnej nieprzejrzystości, historia literatury nie potrafiła odsłonić p r z e j ś c i o w e j s t r u k t u r y tego tekstu, która sytuuje go na granicy dwóch epok, a poprzez naiwną poetykę Antoine’a de La Sale ukazuje wewnętrzną budowę tego ideologemu znakowego, który panuje aż do chwili obecnej nad naszym horyzontem intelektualnym7. Co więcej, narracja Antoine’a de La Sale nakłada się na opowieść o jego własnym pisaniu: La Sale mówi, ale mówi również s i e b i e piszącego. Historia Jehana de Saintré łączy się z historią książki i staje się niejako jej retorycznym przedstawieniem, innym, dublerem.

1. Tekst zaczyna się wprowadzeniem, które kształtuje (eksponuje) cały przebieg powieści: Antoine de La Sale w i e, czym jego tekst j e s t („trzy historie”) i p o c o jest (jest przesłaniem skierowanym do Jana Andegaweńskiego). Określiwszy w ten sposób swój zamysł i jego adresata, wykonuje w dwudziestu linijkach p i e r w s z ą p ę t l ę8, która obejmuje tekstową całość oraz program jako pośrednika w wymianie, a więc jako znak: jest to pętla w y p o w i e d ź (przedmiot wymiany) – a d r e s a t (książę lub po prostu czytelnik). Pozostaje opowiedzenie, czyli wypełnienie, uszczegółowienie tego, co jest już skonceptualizowane, wiadome przed zetknięciem pióra z papierem – „takiej historii, jaka snuje się od słowa od słowa”.

2. Tutaj można zapowiedzieć t y t u ł: „A przede wszystkim historię wspomnianej Madame des Belles Cousines i Saintrégo”, która wymaga drugiej pętli, tym razem usytuowanej na poziomie tematycznym komunikatu. Antoine de La Sale opowiada w skrócie żywot Jehana de Saintré aż do jego końca („jego odejścia z tego świata”, s. 2). Toteż wiemy j u ż, jak historia się skończy: zakończenie fabuły zostaje wypowiedziane, zanim rozpocznie się sama opowieść. W ten sposób wyeliminowana zostaje ciekawość anegdotyczna: powieść będzie polegać na wypełnianiu przedziału życie–śmierć i będzie jedynie zapisywaniem o d c h y l e ń (zaskoczeń), które nie niszczą pewności pętli tematycznej życie–śmierć, spinającej całość. Tekst ma wyraźną oś tematyczną: chodzi o grę między dwoma wykluczającymi się przeciwieństwami, których nazwy będą się zmieniać (występek–cnota, miłość–nienawiść, pochwała–krytyka; na przykład po apologii damy wdowy w tekstach rzymskich następują bezpośrednio mizoginiczne wypowiedzi świętego Hieronima), ale które zawsze będą miały tę samą oś semiczną (pozytywne–negatywne). Będą pojawiać się naprzemiennie, w porządku, którego nic nie ogranicza, z wyjątkiem początkowej presupozycji w y ł ą c z o n e g o ś r o d k a, czyli nieuchronnego wyboru jednego a l b o drugiego członu.

W ideologemie powieściowym (jak w ideologemie znakowym) nieredukowalność przeciwstawnych wyrażeń dopuszcza się tylko dlatego, że pusta przestrzeń zerwania, która je oddziela, usłana jest niejednoznacznymi kombinacjami semicznymi. Rozpoznana opozycja początkowa, która uruchamia trajektorię powieści, zostaje natychmiast wyparta do jakiegoś p r z e d t e m, by w jakimś t e r a z ustąpić sieci wypełnień, powiązaniu odchyleń, które przebiegają ponad obydwoma przeciwstawnymi biegunami i – w wysiłku syntezy – rozwiązują się w figurze u d a w a n i a lub m a s k i. Negacja zostaje więc przejęta przez stwierdzenie dwoistości; wzajemne wykluczanie się obu wyrażeń wprowadzonych przez tematyczną pętlę powieści zostaje zastąpione w ą t p l i w ą p o z y t y w n o ś c i ą, tak że d y s j u n k c j a, która otwiera powieść i ją zamyka, ustępuje miejsca jakiemuś t a k–n i e (niedysjunkcji). To na wzór tej funkcji, która nie pociąga za sobą paratetycznego milczenia, lecz łączy w sobie zabawę karnawału z jego niedyskursywną logiką, organizują się wszystkie figury ulegające dwojakiej interpretacji, które powieść, dziedziczka karnawału, w sobie mieści: fortele, zdrady, cudzoziemcy, androgini, wypowiedzi dwuznaczne lub podwójnie adresowane (na poziomie powieściowego signifié), blasony, „krzyki” (na poziomie powieściowego signifiant). Trajektoria powieściowa byłaby niemożliwa bez tej funkcji niedysjunktywnej (do czego jeszcze wrócimy), jaką jest p o d w ó j n o ś ć, która programuje powieść od samego początku. Antoine de La Sale wprowadza ją wraz z wypowiedzią Damy, zorientowaną dwojako: jako komunikat dla towarzyszek Damy i dla dworu wypowiedź ta konotuje agresję wobec Saintrégo; jako komunikat przeznaczony dla samego Jehana Saintré wypowiedź ta konotuje „czułą” i „dotkliwą” miłość. Interesującą rzeczą jest śledzenie kolejnych etapów ujawniania funkcji niedysjunktywnej w wypowiedzi Damy. W pierwszej fazie dwoistość tego komunikatu znana jest tylko samemu mówiącemu (Damie), autorowi (podmiotowi wypowiedzi powieściowej) oraz czytelnikowi (adresatowi wypowiedzi powieściowej); dwór (instancja neutralna = opinia obiektywna), podobnie jak Saintré (bierny przedmiot komunikatu), daje się oszukać jednoznacznej agresywności Damy wobec pazia. Druga faza przesuwa tę dwoistość: Saintré zostaje w nią wprowadzony i ją akceptuje; przez ten sam gest przestaje być przedmiotem komunikatu, by stać się podmiotem wypowiedzi, za które bierze odpowiedzialność. W trzeciej fazie Saintré zapomina o niedysjunktywności; przekształca w całkowicie pozytywne to, o czym wiedział, że jest r ó w n i e ż negatywne; traci z oczu udawanie i wpada w pułapkę jednoznacznej (czyli błędnej) interpretacji nadal podwójnego komunikatu. Porażka Saintrégo – i zakończenie opowieści – wynika z tego błędu, polegającego na zastąpieniu niedysjunktywnej funkcji wypowiedzi rozumieniem tej wypowiedzi jako dysjunktywnej i jednoznacznej.

Negacji powieściowej przysługuje zatem modalność dwojaka: a l e t y c z n a (opozycja elementów przeciwnych jest konieczna, możliwa, przygodna lub niemożliwa) i d e o n t y c z n a (łączenie elementów przeciwnych jest obowiązkowe, dozwolone, obojętne lub zakazane). Powieść jest możliwa, kiedy a l e t y c z n o ś ć opozycji łączy się z d e o n t y c z n o ś c i ą łączenia9. Powieść biegnie torem syntezy deontycznej, aby ją potępić i aby potwierdzić w trybie aletycznym opozycję przeciwieństw. Podwójność (udawanie, maska), która była fundamentalną figurą karnawału10, uruchamia w ten sposób odchylenia, które wypełniają milczenie narzucane przez dysjunktywną funkcję pętli tematyczno-programującej powieści. Powieść wchłania dwoistość (dialogiczność) sceny karnawałowej, lecz poddaje ją jednoznaczności (monologiczności) i symbolicznej dysjunkcji, którą gwarantuje instancja transcendentalna – autor podporządkowujący sobie całość wypowiedzi powieściowej.

3. W to właśnie konkretne miejsce powieściowej trajektorii, czyli po wypowiedzeniu zamknięcia (pętli) toponimicznego (komunikat–adresat) i tematycznego (życie–śmierć) tekstu, wpisuje się słowo a k t o r. Pojawi się ono jeszcze wiele razy, aby wprowadzić mowę tego, kto pisze opowieść jako będącą w y p o w i e d z i ą postaci tego d r a m a t u, którego jest również a u t o r e m. Grając na podobieństwie brzmienia (łac. actor-auctor, fr. acteur-auteur), Antoine de La Sale zbliża się do przetworzenia samego a k t u mowy (pracy) w dyskursywny e f e k t (produkt), a tym samym – do ukonstytuowania obiektu „literackiego”. Dla Antoine’a de La Sale pisarz jest zarazem aktorem i autorem, co znaczy, że pojmuje on tekst powieściowy równocześnie jako praktykę (aktor) i wytwór (autor), proces (aktor) i efekt (autor), grę (aktor) i wartość (autor), choć narzucone już pojęcia utworu (komunikatu) i właściciela (autora) wcale nie skazały na zapomnienie gry, która je poprzedza11. Instancja słowa powieściowego (topologię instancji dyskursu w tekście powieści badamy w innym miejscu)12 wnika w ten sposób w wypowiedź powieściową i ujawnia się jako jedna z jej części. Odsłania ona pisarza jako głównego aktora dyskursywnej gry, która z tego wyniknie, a zarazem spina oba tryby wypowiedzi powieściowej, n a r r a c j ę i c y t o w a n i e, w jedno słowo tego, który jest równocześnie p o d m i o t e m książki (autorem) i obiektem widowiska (aktorem), skoro w powieściowej niedysjunktywności komunikat jest równocześnie dyskursem i przedstawieniem. Wypowiedź autora-aktora rozwija się, podwaja i obiera kierunek w dwóch aspektach: 1. wypowiedzi referencyjnej, n a r r a c j i – słowa wypowiadanego przez tego, kto pisze siebie jako aktor-autor; 2. przesłanek tekstowych, c y t o w a n i a – słowa przypisywanego komuś innemu, którego autorytetowi ulega ten, kto pisze siebie jako aktor-autor. Te dwa aspekty splatają się ze sobą tak, że trudno je oddzielić; Antoine de La Sale łatwo przechodzi od „przeżywanej” historii Damy des Belles Cousines, której jest „świadkiem” (od narracji), do przeczytanej (cytowanej) historii Eneasza i Dydony etc.

4. Powiedzmy na koniec, że tryb wypowiadania powieściowego jest trybem i n f e r e n c y j n y m: to proces, w którym podmiot wypowiedzi powieściowej formułuje sekwencję będącą w n i o s k i e m z i n f e r e n c j i na podstawie innych sekwencji (referencyjnych, czyli narracyjnych, lub tekstowych, czyli cytacyjnych), które są p r z e s ł a n k a m i i n f e r e n c j i, a jako takie są uznawane za prawdziwe. Inferencja powieściowa wyczerpuje się w procesie nazywania obu przesłanek, a zwłaszcza w ich powiązaniu, nie dochodząc do konkluzji sylogistycznej właściwej inferencji logicznej. Funkcja wypowiadawcza autora-aktora polega zatem na doklejaniu własnego dyskursu do swych lektur, instancji swojego słowa do instancji słowa cudzego.

Ciekawie jest zauważyć słowa sprawcze tej inferencji: „w y d a j e m i s i ę zrazu, że tak chciały dawne wdowy…”, „jeżeli, j a k powiada Wergiliusz…”, „i m ó w i o t y m ś w i ę t y H i e r o n i m” etc. Są to słowa puste, które funkcjonują zarazem jako ł ą c z ą c e i p r z e n o s z ą c e. Jako łączące wiążą (scalają) dwie wypowiedzi minimalne (narracyjną i cytacyjną) w globalną wypowiedź powieściową – są zatem międzyjądrowe. Jako przenoszące przesuwają wypowiedź z przestrzeni tekstowej (dyskursu wokalnego) do innej (książki), zmieniając jej ideologem – są zatem wewnątrzjądrowe13 (na przykład transpozycja krzyków i blasonów w tekście pisanym).

Operatory inferencyjne implikują zestawianie d y s k u r s u obsadzonego przez jakiś podmiot oraz innej w y p o w i e d z i, różnej od wypowiedzi autora. Umożliwiają one odchodzenie wypowiedzi powieściowej od jej podmiotu i jego samoświadomości, jej przemieszczanie z poziomu dyskursywnego (informacyjnego, komunikacyjnego) na poziom tekstowy (wytwarzania). Przez gest inferencyjny autor odmawia bycia obiektywnym „świadkiem”, posiadaczem jakiejś prawdy, którą symbolizuje Słowem, aby pisać siebie jako czytelnika lub słuchacza, który nadaje swojemu tekstowi strukturę poprzez permutację i n n y c h wypowiedzi. Nie tyle m ó w i, ile r o z s z y f r o w u j e. Operatory inferencyjne służą mu do sprowadzania wypowiedzi referencyjnej (narracji) do przesłanek tekstowych (cytatów) i na odwrót; ustanawiają one analogię, podobieństwo, zrównanie dwóch różnych dyskursów. Ideologem znakowy zarysowuje się tu raz jeszcze, na poziomie trybu inferencyjnego wypowiadania powieściowego: dopuszcza on istnienie i n n e g o (dyskursu) jedynie w takiej mierze, w jakiej go sobie p r z y s w a j a. Epika nie znała tego rozdwojenia trybu wypowiadania: wypowiedź mówiącego podmiotu pieśni rycerskich jest jednoznaczna, nazywa ona jakieś odniesienie (przedmiot „realny” lub dyskurs), jest signifiant symbolizującym przedmioty transcendentalne (uniwersalia). Zdominowana przez symbol literatura średniowieczna jest tedy literaturą „znaczącą”, „fonetyczną”, wspartą na monolitycznej obecności oznaczanej transcendencji. Scena karnawałowa wprowadza dwojaką instancję dyskursu, przy czym a k t o r i t ł u m są na przemian i równocześnie podmiotem i adresatem dyskursu; karnawał jest również owym mostem, który łączy obie tak podwojone instancje i w którym każdy z członów się rozpoznaje: autor (aktor + widz). Inferencja powieściowa przyjmuje i urzeczywistnia w wypowiedzi autora tę trzecią instancję. Nie dając się sprowadzić do żadnej z przesłanek, które ustanawiają inferencję, tryb wypowiadania powieściowego jest niewidzialnym ogniskiem, w którym krzyżują się fonetyczne (wypowiedź referencyjna, narracja) i pisane (przesłanki tekstowe, cytaty); jest wydrążoną, nieprzedstawialną przestrzenią sygnalizowaną za pomocą „jak”, „wydaje mi się”, „i powiada o tym” lub innych operatorów inferencyjnych, które sprowadzają, nawijają, zamykają. Wydobywamy w ten sposób na wierzch trzeci rodzaj zaprogramowania tekstu powieściowego, który kończy go przed rozpoczęciem fabuły w ścisłym znaczeniu: wypowiadanie powieściowe okazuje się inferencją niesylogistyczną, kompromisem świadectwa i cytatu, głosu i książki. Powieść rozgrywać się będzie w tym pustym miejscu, na tej nieprzedstawialnej trajektorii, która łączy się z dwoma typami wypowiedzi o r ó ż n y c h i n i e s p r o w a d z a l n y c h d o s i e b i e „podmiotach”.

IV. Niedysjunktywna funkcja powieści

1. Wypowiedź powieściowa pojmuje opozycję elementów jako bezwzględną, nieprzemienną między dwoma rywalizującymi, lecz nigdy solidarnymi, nigdy komplementarnymi, nigdy niedającymi się pogodzić w nierozerwalnym rytmie zbiorowiskami. Aby ta nieprzemienna dysjunktywność mogła zrodzić dyskursywną trajektorię powieści, musi ją objąć pewna funkcja negatywna – niedysjunkcja. Występuje ona na drugim poziomie, a zamiast pojęcia n i e s k o ń c z o n o ś c i k o m p l e m e n t a r n e j w o b e c d w ó j p o d z i a ł u (pojęcia, które mogłoby się ukształtować w innym typie rozumienia negacji – można by ją nazwać negacją radykalną – a które zakłada, że opozycja wyrażeń jest pojmowana w t y m s a m y m c z a s i e jako wspólnota lub symetryczne zestawienie) niedysjunktywność wprowadza figurę udawania, ambiwalencji, p o d w ó j n o ś c i. Początkowa opozycja nieprzemienna okazuje się zatem pseudoopozycją; jest nią już w zarodku, skoro nie obejmuje własnej opozycji, a mianowicie solidarności rywali. Życie bezwzględnie przeciwstawia się śmierci (miłość nienawiści, cnota występkowi, dobro złu, byt nicości) bez negacji komplementarnej wobec tej opozycji, która przekształciłaby dwójpodział w rytmiczną całość. Bez tego podwójnego ruchu negatywnego, który sprowadza o d m i e n n o ś ć wyrażeń do radykalnej d y s j u n k c j i z permutacją obu wyrażeń, czyli w pustej przestrzeni, wokół której one krążą, zanikając jako byty i przekształcając się w naprzemiennym rytmie, negacja pozostaje niepełna i niespełniona. Powołując dwa przeciwstawne elementy, nie określając w tym samym geście i równocześnie tożsamości tych przeciwieństw, rozdwaja ona ruch r a d y k a l n e j n e g a c j i na dwie fazy: 1. dysjunkcji, 2. niedysjunkcji.

2. To rozdwojenie wprowadza najpierw c z a s: czasowość (historia) byłaby p o k a w a ł k o w a n i e m negacji przecinającej, tym, co pojawia się między dwoma odstępami (opozycja–pogodzenie) odizolowanymi, nieprzemiennymi. W innych kulturach można było rozpatrywać negację nieodwołalną, która spina dwa odstępy w zrównaniu, unikając w ten sposób pokawałkowania procesu negatywnego (trwania) i zastępując go próżnią (przestrzenią), która wytwarza permutację przeciwieństw.

„Uniejednoznacznienie” negacji pociąga za sobą również jakąś celowość, jakąś zasadę teologiczną (Bóg, „sens”). A to dlatego, że skoro uznaliśmy dysjunkcję za fazę początkową, to synteza dwóch w j e d n y m narzuca się w drugiej fazie, jawiąc się jako ujednolicenie, które „zapomina” opozycję, tak jak opozycja nie „zakładała” ujednolicenia. Jeżeli Bóg pojawia się w drugiej fazie, by zaznaczyć zamkniętość praktyki semiotycznej opartej na negacji nieprzemiennej, to oczywiste jest, że ta zamkniętość występuje już w pierwszej fazie prostej opozycji bezwzględnej (dysjunkcji nieprzemiennej).

W tej rozdwojonej negacji ma swój początek wszelka mimesis. Negacja nieprzemienna jest prawem opowiadania: wszelka narracja jest zbudowana z czasu i celowości, z historii i z Boga, karmi się nimi. Epopeja i proza narracyjna zajmują to rozstawienie i mają na celu ową teologię, którą wydziela z siebie negacja nieprzemienna. Trzeba by poszukać w innych cywilizacjach dyskursu niemimetycznego, naukowego lub sakralnego, moralnego lub rytualnego, który konstruuje się, zacierając siebie rytmicznymi sekwencjami, zamykając w uzgadniającym działaniu antytetyczne pary semiczne14. Powieść nie stanowi wyjątku od tego prawa narracji. Spośród wielości narracji wyróżnia ją to, że funkcja niedysjunktywna konkretyzuje się na wszystkich poziomach (tematycznym, syntagmatycznym, aktantowym etc.) globalnej wypowiedzi powieściowej. Z drugiej strony to właśnie drugie stadium negacji nieprzemiennej, a mianowicie niedysjunkcja, porządkuje ideologem powieści.

3. W rzeczy samej dysjunkcja (pętla tematyczna życie–śmierć, miłość–nienawiść, wierność–zdrada) obramowuje powieść i odnaleźliśmy ją w zamkniętych strukturach, które programują powieściowy początek. Ale powieść możliwa jest tylko wtedy, gdy dysjunkcja obu wyrażeń może zostać zanegowana, chociaż istnieje, potwierdzona i zaaprobowana. Jawi się ona tym samym raczej jako p o d w ó j n o ś ć niż jako n i e r e d u k o w a l n e d w a. Figura zdrajcy, wyszydzonego władcy, pokonanego wojownika, niewiernej żony wpisuje się w ową funkcję niedysjunktywną, którą odnajdujemy u źródeł powieści.

Epopeja opierała swą organizację raczej na funkcji symbolicznej dysjunkcji wykluczającej lub niekoniunkcji. W Pieśni o Rolandzie i wszystkich cyklach Okrągłego Stołu bohater i zdrajca, dobry i zły, obowiązek rycerski i miłość serca zmagają się ze sobą w nieprzejednanej wrogości od początku do końca i żaden kompromis między nimi nie jest możliwy. Toteż „klasyczna” epopeja, posłuszna prawu niekoniunkcji (symbolicznej), nie może wytwarzać charakterów i psychologii15. Psychologia pojawi się wraz z funkcją niedysjunktywną znaku i znajdzie w swej niejednoznaczności sprzyjający grunt dla swych meandrów. W ewolucji epopei można by jednak prześledzić wyłanianie się figury p o d w ó j n o ś c i jako prekursorki tworzenia c h a r a k t e r u. I tak, pod koniec XII stulecia, a zwłaszcza w wieku XIII i XIV, rozpowszechnia się niejednoznaczna epika, w której cesarz jest ośmieszany, religia i baronowie stają się groteskowi, bohaterowie tchórzliwi i podejrzani (Pielgrzymka Karola Wielkiego), król jest beznadziejny, cnota nie jest już wynagradzana (cykl Garina z Monglan), zdrajca zaś staje się głównym aktantem (cykl Doona z Mayence, poemat Raoul de Cambrai). Ani satyryczna, ani apologetyczna, ani piętnująca, ani aprobująca – epopeja ta świadczy o dwoistej praktyce semiotycznej, opartej na podobieństwie przeciwieństw, karmiącej się pomieszaniem i niejednoznacznością.

4. W tym przejściu od symbolu do znaku literatura dworska południowej Francji jest szczególnie interesująca. Niedawne badania16 wykazały analogie między kultem Damy w literaturze południowej Francji a dawną poezją chińską. Można by uznać wpływ na praktykę semiotyczną o opozycji niedysjunktywnej (chrześcijaństwo, Europa) semiotycznej praktyki hieroglificznej, opartej na „dysjunkcji koniunktywnej” (negacja dialektyczna), która jest również i przede wszystkim dysjunkcją koniunktywną obu płci nieredukowalnie zróżnicowanych, a zarazem podobnych. Byłoby to wyjaśnienie faktu, że przez długi czas ważna praktyka semiotyczna społeczeństwa zachodniego (poezja dworska) przypisuje I n n e m u (Kobiecie) p i e r w s z o p l a n o w ą rolę strukturalną. Tymczasem w naszej cywilizacji, uchwyconej w momencie przechodzenia od symbolu do znaku, hymn do dysjunkcji koniunktywnej przekształca się w apologię tylko j e d n e g o spośród opozycyjnych członów: Innego (Kobiety), na którego dokonuje projekcji i z którym się p o t e m scala Taki Sam (Autor, Mężczyzna). Tym samym następuje wykluczenie Innego, które nieuchronnie przyjmuje postać wykluczenia kobiety jako nieuznania opozycji seksualnej (i społecznej). Porządek rytmiczny tekstów orientalnych, które organizują płcie (różnice) w dysjunkcję koniunktywną (hierogamię), zostaje zastąpiony systemem ześrodkowanym (Inny, Kobieta), którego centrum ma jedynie pozwalać tym samym z nim się utożsamiać. Jest ono zatem jakimś pseudocentrum, centrum mistyfikującym, ślepym punktem, a jego wartość zawiera się w Takim Samym, który wybiera sobie Innego (centrum), by przeżywać siebie jako jednego, samego i niepowtarzalnego. Wykluczająca pozytywność tego ślepego centrum (Kobiety), która posuwa się aż do nieskończoności („szlachetności” i „zalet serca”), zaciera dysjunkcję (różnicę płciową) i rozpuszcza się w serii o b r a z ó w (od anioła do Matki Boskiej). W ten sposób niedokończony gest negatywny, powstrzymany przed wskazaniem Innego (Kobiety) jako przeciwstawnego i równego z a r a z e m Takiemu Samemu (Mężczyźnie, Autorowi), który potem zostanie sam zanegowany przez korelację przeciwieństw (tożsamość Mężczyzny i Kobiety j e d n o c z e s n a z ich dysjunkcją), jest j u ż gestem teologicznym. W stosownym momencie łączy się z gestem religii i ofiarowuje swoją niedokończoność platonizmowi.

W teologizacji literatury dworskiej dopatrywano się próby uratowania poezji miłosnej przed prześladowaniami inkwizycji17 lub, przeciwnie, przenikania działalności trybunałów inkwizycyjnych lub zakonów dominikańskich i franciszkańskich do społeczeństwa południowej Francji po klęsce albigensów18. Jakiekolwiek byłyby fakty empiryczne, uduchowienie literatury dworskiej było już wpisane w strukturę tej praktyki semiotycznej, która charakteryzuje się pseudonegacją i nie uznaje dysjunkcji koniunktywnej członów semicznych. W takim ideologemie idealizowanie kobiety (Innego) oznacza niezgodę społeczeństwa na konstruowanie siebie przy uznaniu z r ó ż n i c o w a n e g o, lecz n i e h i e r a r c h i z u j ą c e g o s t a t u s u przeciwstawnych grup, jak również właściwą temu społeczeństwu strukturalną potrzebę posiadania jakiegoś permutacyjnego centrum, bytu i n n e g o, który ma wartość wyłącznie jako p r z e d m i o t w y m i a n y pomiędzy t a k i m i s a m y m i. Socjologia opisała, jak to się stało, że kobieta zajęła to miejsce permutacyjnego centrum (przedmiotu wymiany)19. Ta dewaloryzująca waloryzacja przygotowuje grunt i nie różni się zasadniczo od jawnej dewaloryzacji, której kobieta będzie przedmiotem w literaturze mieszczańskiej od XIV stulecia (powiastki ucieszne, krotochwile, farsy).

5. Powieść Antoine’a de La Sale, znajdująca się w połowie drogi między obydwoma typami wypowiedzi, zawiera oba te podejścia: Dama w strukturze powieściowej jest figurą dwoistą. Nie jest już tylko ubóstwianą ukochaną, jak tego wymagał kodeks poezji dworskiej, czyli waloryzowanym członem związku niedysjunktywnego. Jest również osobą niewierną, niewdzięczną, niegodziwą. Oba człony atrybutywne, semicznie przeciwstawne w niekoniunkcji, jak wymagałaby tego praktyka semiotyczna oparta na symbolu (wypowiedź dworska), nie są już przeciwstawne w Jehan de Saintré; tutaj są one nie-rozłączne w jednej ambiwalentnej jednostce, która konotuje ideologem znakowy. Ani ubóstwiana, ani wyszydzana, ani matka, ani kochanka, ani zadurzona w Saintrém, ani wierna księdzu, Dama jest figurą na wskroś niedysjunktywną, wokół której zbudowana jest powieść.

Saintré również ma udział w tej funkcji niedysjunktywnej: dziecko i wojownik, paź i bohater, oszukiwany przez Damę i zwyciężający żołnierzy, otaczany troską i zdradzany, kochanek Damy i ulubieniec króla czy towarzysz broni Boucicaulta (s. 141). Nigdy męski, dziecko-kochanek dla Damy lub towarzysz-przyjaciel, który dzieli łoże króla albo Boucicaulta, Saintré jest doskonałym androginem, sublimacją płci (bez seksualizacji wysublimowanego), a jego homoseksualizm to jedynie fabularne rozwinięcie funkcji niedysjunktywnej owej praktyki semiotycznej, w której uczestniczy. Jest zwierciadłem obrotowym, w którym odbijają się pozostałe zmienne funkcji powieściowej, by się ze sobą łączyć: to Inny, który jest Taki Sam dla Damy (mężczyzna, który jest dzieckiem, a więc samą kobietą, która odnajduje w nim swoją tożsamość nieoddzieloną od innej, lecz pozostaje nieprzejrzysta dla nieredukowalnej r ó ż n i c y między obydwiema). Jest t a k i m s a m y m, który jest zarazem i n n y dla króla, wojowników czy Boucicaulta (będącego mężczyzną, który jest również kobietą, która go posiada). Funkcja niedysjunktywna Damy, z którą Saintré jest utożsamiany, zapewnia mu rolę przedmiotu wymiany w społeczności mężczyzn; funkcja niedysjunktywna samego Saintré zapewnia mu rolę przedmiotu wymiany między męskością i kobiecością w społeczeństwie; obie razem spinają elementy tekstu kulturowego w jeden stabilny system zdominowany przez nie-dysjunkcję (znak).

V. Harmonia odchyleń

1. Funkcja niedysjunktywna powieści na poziomie łączenia konstytuujących ją wypowiedzi przejawia się jako h a r m o n i a o d c h y l e ń: oba wątki, początkowo przeciwstawne (które tworzą tematyczną pętlę życie–śmierć, dobro–zło, początek–koniec etc.), są powiązane, zapośredniczone przez ciąg wypowiedzi, których relacja do pierwotnie ustanowionej opozycji nie jest oczywista ani logicznie konieczna i które łączą się ze sobą, choć żaden nadrzędny imperatyw nie kładzie kresu ich istnieniu obok siebie. Te wypowiedzi odchylone w stosunku do pętli opozycyjnej, która obramowuje wypowiedź powieściową, są p o c h w a l n y m i o p i s a m i przedmiotów (strojów, podarunków, broni) lub zdarzeń (wymarszów wojsk, uczt, walk). Przykładem opisy handlu, zakupów i ubiorów (s. 51, 63, 71–72, 79)20, broni (s. 50) etc. Tego typu wypowiedzi powracają z obowiązkową jednostajnością i czynią z tekstu zbiór powtórzeń, następstwo wypowiedzi zamkniętych, cyklicznych, kompletnych, a każda z nich skoncentrowana jest wokół jakiegoś p u n k t u, który może konotować przestrzeń (kram kupca, komnata Damy), czas (wymarsz wojsk, powrót Saintrégo), podmiot wypowiadania lub wszystkie te trzy rzeczy naraz. Te opisowe wypowiedzi są drobiazgowo szczegółowe i powracają okresowo w p o w t a r z a l n y m rytmie, który ujmuje powieściową czasowość w swój schemat. W rzeczy samej Antoine de La Sale nie opisuje żadnego wydarzenia, które ewoluuje przez dłuższy czas. Kiedy pojawia się jakaś wypowiedź Aktora (autora), służąca za łącznik czasowy, to jest ona skrajnie lakoniczna i tylko wiąże o p i s y, które umieszczają czytelnika przed wojskiem gotowym do wymarszu, u handlarki, wobec jakiegoś stroju czy klejnotu i głoszą pochwałę owych przedmiotów, których nie połączyła żadna przyczynowość. Nakładanie się na siebie tych odchyleń jest narażone na dryf – powtórzenia pochwał mogłyby trwać w nieskończoność; są one jednak k o ń c z o n e (zamykane i determinowane) przez fundamentalną funkcję wypowiedzi powieściowej – nie-dysjunkcję. Wychwytywane w całej powieści, czyli widziane na opak, poczynając od końca, gdzie egzaltacja przekształciła się w swoje przeciwieństwo, strapienie, zanim nastąpiła śmierć, te opisy pochwalne się relatywizują, stają się niejednoznaczne, mylące, podwójne – ich jednoznaczność zamienia się w dwulicowość.

2. Oprócz opisów pochwalnych na trajektorii powieściowej pojawia się inny typ odchyleń zharmonizowanych w nie-dysjunkcji: łacińskie c y t a t y i prawidła moralne. Antoine de La Sale cytuje Talesa z Miletu, Sokratesa, Trimidesa, Pittakosa z Mityleny, Ewangelię, Katona, Senekę, świętego Augustyna, Epikura, świętego Bernarda, świętego Grzegorza, świętego Pawła, Awicennę etc., a poza ujawnionymi zapożyczeniami udało się znaleźć znaczną liczbę plagiatów.

Łatwo ustalić pozapowieściowe pochodzenie tych dwóch typów odchyleń: opisu pochwalnego oraz cytatu.

Ten pierwszy wywodzi się z jarmarku, z targu lub z placu publicznego. To wypowiedź kupca, który zachwala swój towar, lub herolda, który zapowiada walkę. Słowo fonetyczne, wypowiedź ustna, sam dźwięk stają się księgą: powieść jest nie tyle pisaniem, ile transkrypcją komunikacji głosowej. I zapisuje na papierze arbitralne signifiant (słowo – fone), które chce być adekwatne do swojego signifié i do swego odniesienia (référent); które reprezentuje jakąś daną już „rzeczywistość”, istniejącą przed signifiant, oraz dubluje ją, aby włączyć ją w obieg wymiany, a więc sprowadza ją do poręcznego i łatwego do wprowadzenia w obieg r e p r e z e n t a m e n u (znaku) jako elementu mającego zapewnić spójność struktury komunikacyjnej (lub handlowej) wyposażonej w s e n s (wartość).

Takich pochwalnych wypowiedzi jest we Francji XIV i XV stulecia wielka obfitość, a są one znane pod nazwą b l a s o n ó w. Wywodzą się z dyskursu komunikacyjnego, który – wypowiadany głośno na placu publicznym – ma na celu bezpośrednie informowanie tłumu o wojnie (liczba żołnierzy, ich pochodzenie, uzbrojenie) lub rynku (towary, ich zalety, ich ceny)21. Te wrzaskliwe, monumentalne, uroczyste wyliczanki należą do kultury, którą moglibyśmy nazwać fonetyczną: owa kultura wymiany, którą europejskie odrodzenie definitywnie narzuci, urzeczywistnia się w g ł o s i e i wykorzystuje struktury obiegu dyskursywnego (werbalnego, fonetycznego), a przy tym nieuchronnie odwołuje się do rzeczywistości, z którą się utożsamia, dublując ją („oznaczając”). Literatura „fonetyczna” charakteryzuje się takimi właśnie typami pochwalnych i powtarzalnych wypowiedzi wyliczanek22.

W późniejszych czasach blasony tracą swą jednoznaczność i stają się niejasne, łącząc w sobie pochwałę i naganę. W XV stuleciu blason jest już figurą na wskroś dysjunktywną23.

Tekst Antoine’a de La Sale uchwytuje blason tuż przed jego rozdwojeniem na pochwałę i naganę. Blasony są zapisane w książce jako jednoznacznie pochwalne. Stają się jednak dwuznaczne, gdy tylko czytamy je w świetle ogólnej funkcji tekstu powieściowego: zdrada Damy zakłóca pochwalny ton, pokazuje jego dwuznaczność. Blason przekształca się w naganę i włącza się w ten sposób w niedysjunktywną funkcję powieści, jak zauważyliśmy wcześniej; funkcja oparta na zbiorze pozatekstowym (Te) zmienia się w zbiorze tekstowym powieści (Tr), a tym samym definiuje ją jako ideologem.

To rozdwojenie jednoznaczności wypowiedzi jest zjawiskiem typowo oralnym, które odnajdujemy w całej dyskursywnej przestrzeni średniowiecza, a zwłaszcza na scenie karnawału. Rozdwojenie, które konstytuuje samą naturę znaku (przedmiot–dźwięk, odniesienie pozajęzykowe – signifié – signifiant) oraz topologię obiegu komunikacyjnego (podmiot–adresat, Taki Sam – pseudo-Inny) dotyka poziomu logicznego wypowiedzi (fonetycznej) i jawi się jako nie-dysjunkcja.

3. Drugi typ odchyleń – cytat – pochodzi z jakiegoś tekstu pisanego. Język łaciński oraz i n n e książki (przeczytane) przenikają do tekstu powieści jako bezpośrednio kopiowane (cytaty) lub jako ślady pamięciowe (wspomnienia). Są przenoszone w stanie nienaruszonym z własnej przestrzeni w przestrzeń powieści, którą się pisze, przekopiowywane w cudzysłowie lub plagiatowane24.

Uwydatniając fonetyczność i wprowadzając do tekstu kulturowego przestrzeń (mieszczańską) jarmarku, targowiska, ulicy, późne średniowiecze charakteryzuje się również masowym wnikaniem tekstu pisanego; książka przestaje być przywilejem szlachetnie urodzonych i erudytów i się demokratyzuje25. Tak więc kultura fonetyczna dąży do tego, by stać się kulturą piśmienną. A ponieważ każda książka w naszej cywilizacji jest zapisem jakiejś mowy ustnej26, to cytat czy plagiat są w równym stopniu fonetyczne jak blason, nawet jeśli ich pozapiśmienne (werbalne) pochodzenie odsyła do paru książek wcześniejszych od powieści Antoine’a de La Sale.

4. Odwołanie się do jakiegoś tekstu pisanego zakłóca jednak działanie praw, jakie transkrypcja ustna narzuca tekstowi: wyliczania, powtarzania, a więc czasowości (zob. wcześniej). Wprowadzenie instancji pisma ma dwie najważniejsze konsekwencje.

Pierwsza: Czasowość tekstu Antoine’a de La Sale jest nie tyle czasowością dyskursywną (sekwencje narracyjne nie łączą się ze sobą wedle praw czasowości syntagmy werbalnej), ile czasowością, którą można by nazwać s k r y p t u r a l n ą (sekwencje narracyjne są ukierunkowane na samą czynność pisania i przez nią uruchamiane). Następstwo „zdarzeń” (wypowiedzi opisowych lub cytatów) podporządkowane jest ruchowi dłoni, która pracuje na pustej stronie, samej ekonomii zapisu. Antoine de La Sale często przerywa b i e g czasu dyskursywnego, by wprowadzić c z a s t e r a ź n i e j s z y swojej pracy nad tekstem. „Wracając do tematu”, „by ująć rzecz krótko”, „który wam opowiem”, „i tutaj na krótko zamilknę na temat Madame i jej kobiet, aby powrócić do małego Saintré” etc. – takie łączniki sygnalizują czasowość i n n ą niż ta, która dotyczy ciągu dyskursywnego (linearnego): z w a r t e g o c z a s u t e r a ź n i e j s z e g o wypowiadania inferencyjnego (pracy pisarskiej).

Druga: Skoro wypowiedź (fonetyczna) jest zapisana na papierze, a tekst obcy (cytat) jest kopiowany, to tworzą one razem tekst pisany, w którym sam akt pisania przesuwa się na drugi plan i jawi się w c a ł o ś c i jako w t ó r n y: jako zapis-kopia, jako znak, jako „list” już w sensie nie zapisu, lecz przedmiotu wymiany: „który ślę wam na modłę listu”.

Struktura powieści kształtuje się tym samym jako przestrzeń podwójna: zarazem wypowiedź fonetyczna i płaszczyzna pisarska, z przytłaczającą dominacją porządku dyskursywnego (fonetycznego).

VI. Arbitralne dokończenie i strukturalne wykończenie

1. Wszelka aktywność ideologiczna przejawia się w wypowiedziach kompozycyjnie d o k o ń c z o n y c h. To dokończenie należy odróżnić od s t r u k t u r a l n e g o w y k o ń c z e n i a, do którego pretendują tylko niektóre systemy filozoficzne (Hegel), a także religie. Otóż wykończenie strukturalne charakteryzuje – jako cecha fundamentalna – ów przedmiot, który nasza kultura konsumuje jako produkt końcowy (efekt, wrażenie), odmawiając interpretacji procesu jego wytwarzania, a mianowicie „literaturę”, w której powieść zajmuje miejsce uprzywilejowane. Pojęcie literatury pokrywa się z pojęciem powieści zarówno ze względu na swój chronologiczny rodowód, jak i ze względu na strukturalną zamkniętość27. Jawnego zakończenia często brakuje tekstowi powieściowemu, może też ono być niejednoznaczne lub domyślne. Takie niedokończenie podkreśla jednak strukturalne wykończenie tekstu. Ponieważ każdy gatunek ma swoje szczególne wykończenie strukturalne, spróbujemy odsłonić wykończenie strukturalne Jehana de Saintré.

2. Początkowe zaprogramowanie książki jest już jej wykończeniem strukturalnym. W figurach, które opisaliśmy wcześniej, trajektorie domykają się, wracają do punktu wyjścia lub pokrywają się ze sobą za sprawą pewnej cenzury, tak że zakreślają granice dyskursu domkniętego. Kompozycyjne zakończenie książki powtarza jednak wykończenie strukturalne. Powieść kończy się wypowiedzią aktora, który doprowadziwszy historię swego bohatera Saintré aż do ukarania Damy, przerywa opowieść i zapowiada koniec: „I tutaj zacznę kończyć tę relację…” (s. 307).

Tytuł oryginału: Σημειωτική. Recherches pour une sémanalyse

Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska

Projekt graficzny i typograficzny: Stanisław Salij

Skład: Maciej Goldfarth

© Éditions du Seuil, 1969

© Fundacja Terytoria Książki, 2015

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fundacja Terytoria Książki

80-246 Gdańsk, ul. Pniewskiego 4/1

tel.: (58) 345 47 07; fax: (58) 520 80 63

e-mail: fundacja@terytoria.com.pl

www.terytoria.com.pl

Gdańsk 2015

ISBN 978-83-7908-076-2

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Séméiotikè