Listy 1939-1982. Tom I

Listy 1939-1982. Tom I

Autorzy: Józef Czapski Ludwik Hering

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria

Kategorie: Powieść, opowiadanie, poezja

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 33.60 zł

„Jest w tej korespondencji nurt egzystencjalny, mistyczny, psychologiczny, malarski, literacki, polityczny, miłosny, przeplecione i zaświadczone życiem. To jest opowieść o otwieraniu się na rzeczywistość, o wierności w przemianie, o źródłach wewnętrznej siły, o wolności i sensie”.

Wojciech Karpiński

„Zostały nam tylko listy, a może aż listy, dwa tomy korespondencji między tymi, którzy «zapragnęli się objawić» sobie i światu. Hering i Czapski już nigdy się nie spotkają, ale nie przestaną mówić do siebie w listach wciąż żywych, w listach, w których wyraźnie słyszymy ich głosy. Będą mówić do siebie, ale i do nas – bo mówią z nadmiaru, z pełni, nie z ziemi jałowej”.

Adam Zagajewski

Spis treści

Od wydawców

Listy z okresu 4 września 1939 – 16 stycznia 1959

Aneks

Spis ilustracji

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

„[…] z nieczytelnych kajetów […] bardziej nieczytelnych niż papirusy wypełnione pismem hieroglificznym, przyjaciółka panny Vinteuil […] objawiła z Vinteuila całe dzieło”.

Marcel Proust, Uwięziona

W tych Listach kryje się życie i dzieło trojga ludzi: Józefa Czapskiego, Ludwika Heringa i Ludmiły Murawskiej. Życie i dzieło uchwycone w ich jedynej, nieprzesłoniętej niczym bliskości. Pieczę nad tą korespondencją po śmierci Ludwika Heringa i później, po śmierci Józefa Czapskiego, objęła Ludmiła Murawska. Jej również zawdzięczamy odczytanie listów Czapskiego i przepisanie ich razem z niewysłanymi listami Heringa.

I tak jak u Prousta przyjaciółka panny Vinteuil objawiła światu dzieło Vinteuila, tak decyzji Ludmiły Murawskiej, idącej za wolą samego Józefa Czapskiego, zawdzięczamy objawienie tych Listów. Objawienie Ludwika Heringa. Podejmując tę decyzję, położyła wszystko na jednej szali, łącznie z sobą samą.

„Miłość cierpliwa jest, nie szuka swego, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli z prawdą” – czytamy u świętego Pawła…

Piotr Kłoczowski

Od wydawców

Zbiór 234 listów Czapskiego i Heringa z okresu od 4 września 1939 roku do 26 czerwca 1982 Ludmiła Murawska-Péju, siostrzenica Ludwika Heringa udostępniła w 2011 roku Instytutowi Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską do prac wydawniczych. Wychowywana przez Heringa po śmierci ojca, uformowała się na listach Józefa Czapskiego, na jego malarstwie, rysunkach, szkicach i książkach. W latach 1956–1963 z Ludwikiem Heringiem i Mironem Białoszewskim współtworzyła Teatr na Tarczyńskiej, a później Teatr Osobny. Skończyła ASP, została malarką, od lat osiemdziesiątych mieszkała w Paryżu i w Warszawie. Obaj adresaci pieczołowicie przechowywali swoje listy. Ludwik Hering zmarł 4 grudnia 1984 w Warszawie. Po jego śmierci Ludmiła Murawska-Péju pojechała do Maisons-Laffitte i wspólnie z Czapskim zaczęli szukać listów Heringa. Początkowo Czapski nie mógł ich znaleźć, chociaż był pewny, że są w jego pokoju. Po długich poszukiwaniach natrafili na nie w szafce przy łóżku, każdy list z kopertą, powiązane wstążeczkami w niewielkich pakietach.

Pismo Ludwika Heringa jest wyraźne, siostrzenica nie miała kłopotów z jego odczytaniem. Natomiast wyjątkowo trudne do odszyfrowania pismo Czapskiego sprawiało trudność w odczytaniu nawet jemu samemu, szczególnie że był już prawie niewidomy i nawet zapisków ze swego dziennika niemal nie był w stanie przeczytać. Miał wówczas blisko dziewięćdziesiąt lat. Ludmiła Murawska-Péju mimo wszystko podjęła się gigantycznej pracy i spróbowała odczytać i przepisać na maszynie wszystkie listy Czapskiego do swojego wuja. Wykorzystała jedyną w swoim rodzaju okazję, jaka się nadarzyła. Mieszkała w Paryżu, Czapski znał ją od dziecka, miał do niej zaufanie. Listy, które udało jej się odcyfrować, sukcesywnie zawoziła do Maisons-Laffitte i czytała je Czapskiemu, razem wyjaśniali nieścisłości. Opierali się na wspólnej pamięci i wspólnie odczytywali, rozmawiając przy tym godzinami.

W zbiorze, który otrzymaliśmy, jest wyrwa – brakuje wojennych listów Czapskiego, które spłonęły u Heringa w powstaniu warszawskim. Niewyobrażalne wydaje się to, że Czapski ocalił listy Heringa z 39, 40 i 41 roku. W jaki sposób wyniósł je ze Starobielska? W jaki sposób dotarł list pisany w Generalnej Guberni 3 grudnia 41, gdy pod Moskwą toczyły się najcięższe walki? Reprodukujemy kartę, adresowaną Joseph Czapski CCCP Москва, data jest dobrze widoczna na stemplu pocztowym. Potem kontakt się urywa. Mamy dopiero listy Heringa z 1945 roku i pierwszy list Czapskiego z lutego 1946.

Podstawą niniejszej edycji jest maszynopis odczytany z rękopisów przez Ludmiłę Murawską-Péju. Przy tworzeniu, już w Instytucie, wersji cyfrowej korespondencji staraliśmy się w miarę możliwości sczytywać maszynopis z rękopisem. Trzeba jednak przyjąć, że mimo największych starań niektóre słowa, czy nawet zdania w listach Czapskiego mogły zostać nieprawidłowo odczytane. W pewnych miejscach zgłaszaliśmy wątpliwości, proponując inne odczytanie. W innych miejscach zgłaszali wątpliwości nasi konsultanci: Julia Juryś i Wojciech Karpiński. Słowa, przy których pozostaliśmy bezradni, zaznaczamy adnotacją w nawiasie kwadratowym: [słowo/słowa nieczytelne].

Autorzy listów robili w nich przypisy. Zostawiamy ich przypisy z adnotacją J.Cz. lub L.H. w nawiasie kwadratowym. Pojawiają się też adnotacje, na przykład dotyczące datowania czy dopisków na marginesach listów, sporządzone przez Ludmiłę Murawską-Péju – je również odnotowujemy, stosując skrót L.M. Reszta przypisów pochodzi od wydawców. Ograniczyliśmy się w nich do niezbędnego minimum, identyfikując występujące w listach osoby i miejsca, artykuły Czapskiego w „Kulturze”, tłumacząc zwroty obcojęzyczne, wyjaśniając kontekst twórczości teatralnej, uprawianej z Białoszewskim.

Czapski podpisuje się niekiedy w listach Marek – to jego jeszcze przedwojenny pseudonim literacki: Marek Sienny. Kilkakrotnie jako Kazik lub Kazik Kranc, czasami też Jodko (nazwisko jego bratowej). Hering, pisząc o Na nieludzkiej ziemi, podpisuje się dla niepoznaki Jacek.

Niektóre strony z listów Czapskiego, podobnie jak z jego dziennika, same w sobie są dziełami sztuki. W dużej mierze dotyczące malarstwa listy Czapskiego bywają ilustrowane małymi rysunkami, przy których znajduje się opis powstającego dzieła. Jeśli do zrozumienia tekstu listu potrzebna jest informacja, że w tym miejscu jest szkic, podajemy ją w nawiasie kwadratowym. Kilka najciekawszych stron reprodukujemy w całości, by dać czytelnikowi choć przybliżony obraz tego, jak wyglądają listy, a przy okazji wyobrażenie o skali trudności w ich odczytywaniu. Poza małymi rysunkami w tekście Czapski niekiedy również wkładał do listów rysunki. Duży ich wybór publikujemy. Reprodukujemy również kilka fotografii, które były przesyłane w listach.

Jako wydawcy nie ukrywamy, że mieliśmy wątpliwości, czy wolno nam publikować listy tak osobiste. Przekonały nas dwie sprawy. Po pierwsze – wedle relacji Ludmiły Murawskiej-Péju – wola samego Czapskiego, który chciał, by te listy zostały opublikowane. Można się domyślić, że pragnął, by w ten sposób poznano talent literacki jego najbliższego przyjaciela, którego przez całe życie – bezskutecznie – namawiał do pisania. Listy ukazują wyjątkową rolę Ludwika Heringa w procesie powracania Czapskiego do malarstwa po kilkunastu latach przerwy.

Drugą sprawą dla nas kluczową jest wartość literacka tej korespondencji, którą czyta się jak powieść, jak pisany latami bezwiednie „dziennik podwójny”, klucz do zrozumienia twórczości i wyborów obu autorów.

Instytut składa podziękowanie Ludmile Murawskiej-Péju za jej ogromną pracę w odczytaniu listów i wskazówki przy tworzeniu przypisów.

Podziękowanie zechce też przyjąć Małgorzata Grąbczewska, autorka inwentarza rysunków Czapskiego.

Wykaz skrótów

J.Cz. – Józef Czapski

L.H. – Ludwik Hering

L.M. – Ludmiła Murawska

LISTY Z OKRESU

4 września 1939 – 16 stycznia 1959

1. Hering do Czapskiego

4 XII – 39 r.

Wszyscy bliscy moi i Twoi żyją zdrowi.

Ja mieszkam u siostry – Hofertowej1 – D e o t y m y 3 7.

Czuję się dobrze – jestem silny po ostatnim lecie i to mi starczy na długo.

Chcę wiedzieć, jak Twoje zdrowie, oczy i czy doszły listy od nas2.

Jesteś nam zawsze najbliższy, najdroższy – myślimy o Tobie zawsze z największą miłością.

Całuję Cię

Ludwik

2. Hering do Czapskiego

15 XII – 39

Rodzina, najbliżsi przyjaciele,

malarze – ocaleni

Twój Ludwik

i Marynia3

Warszawa

Ludwik Hering

Deotymy 37

3. Hering do Czapskiego

28 I – 40

Józieczku –

Twoja ostatnia wiadomość to list do mnie z 4 XII4 otrzymany dopiero po 1-szym stycznia i zaraz list do Maryni. O Tobie wiedzieliśmy już dawno przez Jerzego5 i kart. Martwi i męczy Twój niepokój o nas, brak wiadomości. Powtarzam jak zawsze i p r z y s i ę g a m, ż e p r a w d a: w s z y s c y b l i s c y T o b i e i m n i e, r o d z i n a, r o d z e ń s t w o, p r z y j a c i e l e ż y w i i z d r o w i. I to męczy, że nie wiadomo, gdzie teraz jesteś, czy ciągle pod tym adresem.

Wszystko, co pisałeś dla R.6, jest dla niej szczęściem, pragnie, żebyś wiedział, że jest silna, że żyje z Tobą, że wierzy w Ciebie i jest z Tobą na zawsze. Pragnie z serca Twojego spokoju, siły, zdrowia, żebyś zniósł to, co złe.

Ja jestem u swojej rodziny W-wa – Deotymy 37 – Koło.

Marynia u Stasiów7 – Bielańska 14.

Jesteśmy zdrowi, syci, w dobrych warunkach.

Bądź zdrów, Józiu, nie martw się o nas – b o n a p r a w d ę n i e m a p o w o d u – miej siły, żeby wytrwać.

Całuję

Ludwik H e r i n g

4. Hering do Czapskiego

15 II – 40

Twój ostatni list z grudnia. Czekam teraz drugiego. Powtarzam jak zawsze: wszyscy bliscy Twoi i moi żyją, w dobrych warunkach.

Ja także dobrze – męczy tylko troska o Ciebie i Twój niepotrzebny niepokój o nas.

Brak pewności, czy list dojdzie, czy doszły poprzednie nasze karty – utrudnia obszerniejsze pisanie.

Najlepsze, najserdeczniejsze – wszystkie myśli i życzenia z Tobą.

Całuję

Ludwik

Ludwik Hering

Warszawa

Deotymy 37

adres Maryni – Bielańska 14

u Stasiów

5. Hering do Czapskiego

1 IV – 40 r.

Ludwik Hering

Warszawa-Koło

Deotymy 37

Mój Kochany Józiu

Twój jedyny list z grudnia – potem wiadomość od kogoś, kto Ciebie widział – z pierwszego marca – o Twoje zdrowie się martwię – wierzę przecież, że i to przetrzymasz8. Wierzę w Twoją siłę, w Twoją Wielką Osobowość – wierzę, że wrócisz bogatszy o ten ciężki czas. Wszyscy Twoi mają się dobrze. Ja nawet mógłbym malować, ale jakże pracować bez Ciebie, bez takiego Mistrza.

Wierzę, że wrócisz – jestem spokojny.

Serdecznie ściskam

Ludwik

6. Hering do Czapskiego

[18 11 40]9

Bracie mój jedyny. Nic dobrego na Twoją kartę z 2 X powiedzieć nie można. Wiara w Twój powrót na niczym z „tego świata” nie jest oparta.

Ja mieszkam od miesiąca z rodziną w domu Jasia10 na Częstochowskiej. Tam przeniosłem cały Józefów11, a także obrazy z Langiewicza12 – żeby wszystko czekało razem. Kajetów brak – to wiesz13. Maryni udało się wydostać Twoje obrazy z Szucha.

Mam swój pokój, będę mógł być sam. Powiesiłem nad drzwiami Twój najdziwniejszy, piękny, długi obraz Łazarza14. Serce mi puchnie z radości, że to wszystko jest, i straszny żal, że teraz nie malujesz – bezradny żal pod tępą siłą spełnień pomyślanych kiedyś w koszmarze – a przy tym pewność Twojego powrotu do życia.

Do widzenia, mój bliski, Piękny, Żywy Człowieku –

Józiu Kochany.

7. Hering do Czapskiego

23 I – 41

Józiu – mój Bracie Bliski –

Przez to, że nasze listy się wymieniły, miałem takie uczucie dobre, jakbym Ciebie za rękę uścisnął.

Wierz mi, że nie pisałem nic dla pocieszania Ciebie czy oszukiwania siebie, że moja silna nadzieja, wiara – to ten sam pesymizm, stara nieufność do trwałości dobrego dnia, strach przed jutrem – który teraz każe mi innego, a więc dobrego jutra czekać.

W Twoich listach dużo smutku. To pociesza, że Twój smutek nigdy nie jest zupełnie smutny, bo jest piękny. (Pamiętam, to Cybis15: że Twój obraz nigdy nie był zupełnie zły, bo był potworny).

Tylko na Twoją „kruchą wciąż zrywającą się nadzieję” – ja się nie godzę (i Giraudoux także)16, „można nie mieć innego powodu do nadziei jak samą nadzieję i z tym czekać”.

Choć to pewnie „irracjonalne”, ale ja to tak jasno czuję. I Ty to musisz czuć. Żegnałem się jak przed końcem świata, a teraz witam. Choć nie wiadomo – czy to narodzenie – czy agonia – to przecie życie i to wystarcza, żeby chcieć czekać.

Trudno mi pisać szczegóły o sobie. Może to, że piszę teraz pod Twoją lampą z tą samą chustką. Zmarszczek więcej, włosów mniej, a te same uczucia i wady. W jednym szkicu pisze D.17, że istota pesymizmu to nie ilość, a jakość uczuć i wystarcza śmierć Abla tylko, żeby istniał problem Candida.

Wstyd mi przed Tobą, że ciągle jeszcze nie napisałem Candida. Nie zacząłem nawet, bo brak mi ostatniego zdania. Myślę, że gdyby Wolter nie wymyślił „uprawiajmy swój ogródek” – to też by nic nie napisał – a ja tego wykrztusić nie mogę. Czekam. Obchodzi mnie los kilku bliskich i – Abla. Z tym czekam.

Do widzenia mój Drogi

Ludwik

8. Hering do Czapskiego

6.2.4118

Mój Bracie

Dostałem dobry, bogaty list z Twoją twarzą i wierszem. Nie potrafię na tak odrębnie drogie rzeczy patrzeć jak na dzieła sztuki „jako takie”. Piszesz, że wiersz przesadny. Myślę, że Ty nie potrzebujesz bać się przesady, bo zawsze będziesz prosty choćby przez naiwność. Taki już z Ciebie człowiek: jak nie dziecko, to najwyżej młodzik. Moje wyrokowanie w pisaniu wypada tak ordynarnie „niewątpliwe”, ale wyobrażam sobie, że czytasz mnie przez tłumik – inaczej bym milczał.

W treści wiersza się gubię: Czy tam jest ktoś, kto „szczerszą twą głowę tworzy”, ten, z którym „choć nie w Awinionie ani w Tiwoli – kwitną rozmowy”; czy człowiek, co się znalazł po roku niedoli, to on właśnie; czy Ty; jeżeli on – to kto? Napisz, proszę, komentarz i przesyłaj, proszę, wiersze, rysunki – co się da. Dochodzi wszystko nietknięte.

__

Mało piszę. Staram się być ścisły, a jestem albo milczący, albo gadatliwy i nierzeczowy. Boję się szczegółów – jeden wymaga stu innych i nic nie jest dość jasne i prawdziwe. Jeżeli omijam smutne – to nie dlatego, żeby Ciebie oszczędzać, ale zawsze obawa, że Twój niepokój będzie nie to, że większy niż powód, ale nie „ten” właściwy dla „tej” przyczyny. Człowiek łatwiej cierpi na określony temat – wtedy prędzej się zdobywa na przeciwsiłę.

Moje bliskie zmartwienie to choroba brata. Ajdek cierpi już od trzech miesięcy. Objawy podobne do Marka, ale stan dużo gorszy; był groźny, ale i teraz ciągle niebezpieczny19. To u nas rodzinne – bardzo częste. Wierzę, że już najgorsze minęło i wyjdzie z tego szczęśliwie. Wszyscy inni moi zdrowi i nie w biedzie. Matka z serdeczną troską o Tobie pamięta.

Dziewczynka wesoło rośnie i bardzo ją kocham. Siostra pracuje jak dawniej, szwagier ma emeryturę – to wystarcza, żeby żyć nieźle. Rodzina Dosi Rudnickiej i Artka20 mieszka razem w Warszawie. Nie widuję ich od dawna, ale wiem, że jest im dużo gorzej niż nam. P.P. Malinowscy mieszkają pod dawnym adresem. Pani Malin. chwilowo u p. Peca – bo zimno. Otrzymała listy i przekaz na emeryturę. Ślad p. Merdingerowej21 zgubiłem – ale myślę, że znajdę i zaraz napiszę. Nie chcę przetrzymać tego listu.

O tym, że obrazy, książki, rysunki ocalały – nareszcie wiesz. Zbiory reprodukcji też są: w wielkiej ilości Malczewski, Goya – Manet i inne – zachowane w tym samym stanie.

__

Wzrusza mnie to, że tak mnie znasz – moje słabizny, a nie rezygnujesz – to mi dodaje wiary w siebie. Źle pracuję i tylko jedno wiem na pewno, że dziś nie napisałbym tak złej książki jak rok temu. O Obłomowa22 się staram23 –

Chesterton znalazł dwie zasady demokratycznej rzeczywistości: tragizm i śmieszność24. Każdy jest tragiczny przez śmierć i każdy jest śmieszny, bo ma dwie nogi. Każdy umiera i każdy biegł za swym kapeluszem. Brak mi odwagi śmieszności, a jestem dotkliwiej śmieszny niż inni, bo nie gonię kapelusza i moknę z gołą głową.

Jak myślę o Tobie całym, jakim Cię znam od lat aż do dziś – zdaje mi się, że „Ogromnej Śmieszności Pyszne Kalectwo” – to jest Twoja Wielkość.

Z nabożną czułością to piszę – niech Cię nie drażni moja niezdarność –

za kapeluszem gonię –

Do widzenia Miły

Ludwik

__

Ludwik Hering – Warszawa

Częstochowska 44 m 7

9. Hering do Czapskiego

20 II – 41

Przesyłam Ci wypis z karty Teresy25. Pisze się do niej przez adres:

Teresa Antonia Ferez Sanches

Madrid, c. Langasca 75

Józieczku. Jestem bardzo zmartwiona, że znajdujesz się w tak zimnym klimacie. Jeszcze jedno umartwienie więcej. Dobrze, że możesz rysować. Ja też maluję dużo. Widzenie tak się zaostrza, jak się jest smutnym i oderwanym od wszystkiego, że mogłabym robić rzeczy bardzo dobre, gdyby nie brak materiałów. Nieustannie myślę o Tobie i staram się otaczać Cię moją modlitwą, i mam nadzieję, że cierpienie prowadzi nas do logicznego celu, w tym życiu lub w przyszłym. Zresztą nie straciłam zupełnie umiejętności cieszenia się. Istnieje tyle piękna w promieniu słońca igrającym z kwiatami. Malowałam wrzosy, dalie – z rozkoszą – dla Ciebie mam ule zabawnie pokryte starą blachą i małe wiejskie domki kamienne ginące w zieloności, żebym miała większą technikę, by oddać to, co widzę coraz lepiej, to wychodziłyby cuda. Zresztą tę radość widzenia, kt. posiadam, zawdzięczam całkowicie Tobie. Nie myśl, że tracisz czas, jeśli nie malujesz, cierpienie też buduje – na wieczność. Widzenie piękna wnosi się aż do świętości. Całym sercem i wszystkimi myślami jestem z Tobą.

Teresa

Ja napiszę do Ciebie oddzielnie. Nic nowego – nic złego u mnie nie zaszło. Brat – zdaje się – czuje się lepiej.

Pani Merdingerowa jest chwilowo na wsi, ale pisała mi, że list z wiadomością o Franku do Ciebie wysłała. J e ż e l i w i e d z i a ł b y ś c o o: P s z c z ó ł k o w s k i S t a n i s ł a w – p r a w n i k, i F l u d e r s k i L u c j a n – l e k a r z – n a p i s z, p r o s z ę. T o k u z y n i m o j e g o s z w a g r a M u r a w s k i e g o. B y l i w S t a r o b i e l s k u.

Do widzenia mój Bracie

Ludwik

L u d w i k Hering

Warszawa

Częstochowska 44 m 7

10. Hering do Czapskiego

10 III – 41

Bracie mój Miły –

To list napisany i niewysłany. Nie było we mnie wahania ani wstydu, jak mogłem mówić Ci w żywe oczy – a tak strach, że moje ordynarności mogą trafić w złą chwilę, mogą zranić, że trafią na „inną twarz” – a nie ma możności sprecyzowania ani cofnięcia.

To było po Obłomowie. No tak – jest we mnie obłomowszczyzna. Wiłem się z zachwytu, jak trafiałem na złośliwości dla mnie. To nie przeszkadza, że chcę się bronić, a co cięższe kamyki odrzucić. Istota mojej obłomowszczyzny jest inna. Ja jestem moralny – on nie. Jego życie to przyjęty obowiązek, dług niespłacony – a ja za każdą chwilę płacę tym, że jestem, i rachunek jest co najmniej wyrównany.

Myślę, że każde przyjęcie życia, z dziedzicznym poczuciem obowiązku konserwowania „galeryjki” – to obłomowszczyzna i nikt się od niej nie wymiga. Mnie różni to od Obł., że czuję się bezradny i nieodpowiedzialny za galeryjkę, która się zapada to – na szczęście – tylko nad kurnikiem, to – ku zmartwieniu – pod synem. Obłomow (Junior) przez bierność łudzi – co też by zrobił! – a przecież wie się, że kosztem jednej części podparłby drugą.

Książka piękna jak Gogol i jak Brueghel. (Wizja senności i obżarstwa – to przecie pisany Brueghel – ta sama „materia” – drobiazgowość i systematyczność – surrealizm). – Najbliższa mi to chyba ta tłusta, zakochana, harmonijna klępa.

Myślę, że nasz nieświadomy pomnik i apoteoza obłomowszczyzny – to Pan Tadeusz. Żeby nie lokaj, który nakręca zegary, aby biły nikomu już niepotrzebne godziny, i Żyd, który „transponuje życie na sztukę” (może Telimena jako tragizm przemijania – a na pewno nie oleodrukowy ks. Robak) – bez tych postaci i z tym jasełkowym zakończeniem – to byłoby potwornie optymistyczne i chyba tępe. –

„Transpozycja życia na sztukę”. Myślę, że jeżeli jest cynizmem czasem, to i zawsze – nie dopiero wtedy, jak galeryjka trzeszczy przed nosem – bo zawsze gdzieś trzeszczy, się zapada. Czasem myślę, że sztuka to właściwie brak smaku, na który wielcy artyści mogą sobie pozwolić.

Przy każdym przeżyciu estetycznym trzeba się zdobyć na dystans uczuciowy, dlatego o Gruszkach i Amarylisach można tak samo dobrze mówić jak o Golgotach. Niezbędny jest jeszcze dystans w czasie i przestrzeni – dlatego cegła, która spada na głowę, nigdy nie jest przeżyciem estetycznym – chyba że to jest głowa cudza.

__

I czy to trzeba Tobie pisać? – Na Teresach to zrobiłoby wrażenie (ze Skórz. rozstałem się w miłości; z Tyszk.26 jestem w drodze przez „art. wyrafinowanie” do przyjaźni chyba. Ja jestem jak zły weksel z dobrym żyrem – taki szantażysta mimo woli. –

Ale po co to piszę Tobie? – Może to taka potrzeba jak w tym panu, który siedział długo w towarzystwie nastawionym na wzniosłość i cierpiętnictwo – w pewnej chwili ulżył sobie i krzyknął trzy razy d – – a! –

Niech to będzie taki mój protest i taka „zmysłowa radość”, że żyję, że Ty żywy przeczytasz – że tylu ludzi żyje i może nawet przeżyje –

Ludwik

Ludwik Hering – Warszawa – Częstochowska 44 m 7

11. Hering do Czapskiego

2 III 41 r.

Mój Kochany –

To też niewysłany list – próbka moich „niepokojów twórczych”, z których nic ujawnić nie potrafię. Nie tylko o brak formy chodzi, ale brak materii samej. Wewnętrznie odszedłem od mojej rilkenjady – estetyzowanego naturalizmu – i jestem jeszcze bardziej bezradny.

W tej chwili, nagle postanowiłem dać Ci fragment Lautréamonta27:

„…Psy ogarnięte szałem, zrywają łańcuchy, odbiegają zagród dalekich i gnają po pustkowiu, tu i tam, wydane obłędowi. Raptem przystaną, rozejrzą się na wszystkie strony z niepokojem bezlitosnym, z okiem w płomieniach; – zwieszają uszy bezwładne, wznoszą pyski, rozdymają karki straszliwe, i poczynają wyć, raz po raz, jak dziecko krzyczące z głodu, jak kot ponad dachem raniony w brzuch, jak kobieta, która ma rodzić, jak umierający na dżumę w szpitalu, jak dziewczyna wznosząca uroczy śpiew… Znają nienasycone pragnienie nieskończoności, jak ty, jak ja, jak reszta śmiertelnych o obliczach bladych i długich.

Jak psy odczuwam potrzebę nieskończoności. Nie mogę, nie mogę zaspokoić tej potrzeby! –”

Przyznaj, że mogłem się poczuć doskonale wyręczony. Tym razem to było uczucie nie tylko przyjemne.

__

Wstyd mi na tej samej stronie dawać siebie, ale niech będzie. Tak jak jest we mnie – to nie literatura, – pantomima prędzej czy balet. Daję Ci wyciąg takiego „stanu muzycznego” – choćby dlatego, żeby się tematem podzielić. – To będzie jeszcze jedna matka (też kompleks?) – To będzie skrót tego, co jest i tak brulionem.

Kobieta szara, jak pająk, mota sieć sznurów, na hakach, z kąta w kąt izby. Zgina sterany grzbiet, rozwiesza mokre płachty. – Między płatkami piersi, ciąży na taśmie szkaplerzne gronko uciułanych groszy. – Nie słyszy wejścia syna. – Wychylił się pijany zza żagla bielizny – zobaczył – sięga do węzełka. – Cofnęła się – nie odda!… – Szarpanina – – – Rozwścieczony chwyta nóż leżący przy mydle – – przejeżdża ostrzem po ptasiej szyjce. – Wczepione palce nie puszczają. – – Schyla się po sznur, zaciąga pętlę w krwawiącej ranie – wchodzi na taboret i trzepocącą coraz słabiej wiesza na wplątanej w siwy warkocz lince u haka w suficie. – Potyka się – chwieje – chwyta rozciągniętych sznurów – spada – oplątany, nie może wstać – z przekleństwem zasypia –

Nic – tylko jeden cieniutki ból, jakby włos zaczepiony o guzik ściągał skórę karku. – Raptem ulga – tułów zrywa strzępy ścięgien i pada przy śpiącym. – Otwarte oczy patrzą w ziemię. – – – Bezgłowy kadłub porusza się – przyklęka – wodzi palcami po podłodze – szuka – znajduje – wstaje – maca rozkrzyżowanymi ramionami po murze – szuka końcami stóp gruntu – podchodzi do pieca. – Ostrzy nóż o kant sagana – wolno: – raz – dwa, szybko – raz – dwa – trzy – – – Sprawdza palcem ostrze. – Wraca – prowadzi rękami po ścianie, podchodzi ostrożnie – noga za nogą – – przyklęka – rozchyla lekko koszulę na piersi śpiącego. – –

Przerażone oczy nawleczonej na nitkę świadomości głowy widzą – – –

Wola krzyku, jak struna – poprzez czaszkę, włosy, stryk – drży – wibruje – napręża sznur – – – Zrywa hak – Głowa pada chroniąc syna przed ciosem.

__

Ja też odczuwam rozdwojenie: – wysłać – czy nie wysłać? –

Przecież wysyłam. –

D/o/w/i/d/z/e/n/i/a mój drogi

Ludwik

Ludwik Hering

Warszawa

Częstochowska 44 m 7

12. Hering do Czapskiego

1 IV – 41

Józiu – mój bracie –

List dostałem – i dopisek w marcowym liście Maryni. Nie dziękuję Ci, bo to nie wdzięczność – i nic nie byłoby nowe. –

__

To Hiob: (Nie przerażaj się – mnie w tym nie ma).

„Bodaj był zginął dzień, któregom się urodził! i noc, w którą rzeczono: Począł się mężczyzna! Bodaj była noc onę osiadła ciemność, aby nie szła w liczbę dni rocznych, i w liczbę miesięcy nie przyszła!”28 –

„Cóż jest człowiek, że go tak wielce ważysz? a że przykładasz ku niemu serce twoje?

Pokądże się nie odwrócisz ode mnie? a nie zaniechasz mię, ażbym przełknął ślinę moją?

Zgrzeszyłem, cóż nam czynić? o stróżu ludzki! czemuś mię sobie za cel położył, abym był sam sobie ciężarem?”29

__

Zawsze jest mi to bliskie, ale dziś, cokolwiek bym rzekł, choćbym złorzeczył życiu – nie będę przeklinał dnia urodzenia mego. Bo swoje szczęście przez udział w życiu miałem i swój udział w szczęściu mam ciągle. Choćby przede mną było najgorsze – jeszcze odejdę szczęśliwy, że byłem. –

__

Często chcę, żeby moje listy nie doszły, ale Ty mnie poznałeś razem z moimi śmieciami i potrafisz na pewno śmiecie odrzucić. –

__

U mnie w domu przywykło się do choroby brata. Podobno jest z nim lepiej. Nie wątpimy, że jego silny organizm to przetrzyma. Materialnie jest ciągle zupełnie dobrze. O swoim życiu – życiu zewnętrznym – trudno mi pisać: łańcuch zabiegów, gestów, może nawet uczuć – jakby na niby. Niczemu nie ufam – bo nic z tego prawdziwie nie odczuwam. Jedno niewątpliwe – nie to, że pamięć o przeszłości, ale stała obecność i życie we mnie istoty tej przeszłości. Z tym jakoś związane próby pracy – realizacji. Z pisaniem jestem więcej – bliżej niż z malowaniem. Wyniki nikłe.

__

Mam stały kontakt z Tytusem Czyżewskim30. To trochę mechanika mojej z Tobą przyjaźni – może początków: pomagam mu w gruntowaniu płócien, w urządzaniu dużej wystawy (na której nic nie sprzedał; to sprostuje Twoje wyobrażenie o popycie na obrazy. Kupowane są obrazki znad rynsztoka, a także ruch antykwaryczny: Matejki, Kossaki, Wierusze31 itp.). (Ta niby wystawa była w jednej sali przy nowej kawiarni na Mazowieckiej, w domu, w którym kiedyś chwilowo mieszkałeś). O jakimś zbliżeniu intelekt. między mną a Tytusem mowy nie ma. Oglądam u niego reprodukcje, pożyczam książki (to są wzajemne usługi), no i najważniejsze – mam dostęp do jego obrazów i bardzo je cenię i lubię. – Przy tym zaufanie tego wielkiego dziwaka też mi pochlebia. – Prawda: – pozuję mu także, ale to, zdaje się, nie będzie portret – bo może bym Ci przysłał foto.

Jest także kontakt – już bardziej dorywczy, ale dość szczery z Teresą Tyszk. Od Teresy Skórz. mam czasem listy miłosne; to mój tużpowojenny przychówek uczuciowy. To jest naprawdę poważne, szczere i obopólne. Sądząc z listów, jest jej nieźle – maluje – zimą nawet akty. Teraz tam wiosna: mimozy, fiołki. – Przesyłam jej list do Ciebie. Naturalnie w każdym jest troska i pamięć o Tobie – to są właściwie listy wspólne. –

– Z Marynią jest – jak może być najlepiej.

D o w i d z e n i a m ó j m i ł y

Ludwik

Ludwik Hering

Warszawa

Częstochowska 44/7

13. Hering do Czapskiego

21 IV – 41

Mój Kochany

Jak zawsze nie potrafię i nic nie mam do napisania o moim życiu. Jest ciągle materialnie dobrze i bez zmian. O chorobie brata już Ci pisałem. Listy od Ajdka przychodzą dość często. Oczekuję na dniach Twojego listu – za kilka dni już powinien być.

Przeszły święta – jest wiosna – jestem tępy i w zamęcie – i znów wróciłem do Rilkego. – Pamiętasz jego straszliwy strach przed przemianą (śmiercią) – „Ja przecie wcale jeszcze nie oswoiłem się z tym światem… Cóż mam począć z innym? Tak bym bardzo chciał pozostać wśród tych kategorii, które polubiłem (do których przywykłem) – a skoro już coś się musi zmienić, niechże ja przynajmniej pośród psów żyję, które mają świat pokrewny i rzeczy te same”.

„Jedna chwila jeszcze, a wszystko straci sens – a ten stół i ta filiżanka, i stołek ten, którego się ręce czepiają, wszystko codzienne, najbliższe stanie się niezrozumiale obce i ciężkie – …A ja się bronię jeszcze. Mówię sobie: nic się nie stało, – a jednak dzieje się coś, co zaczyna mnie od wszystkiego dzielić i oddalać. Jaką ja grozę czułem, gdy słyszałem, jak mówiono o konającym: już nie rozpoznawał nikogo! – Gdyby strach mój nie był tak ogromny, pocieszyłaby mnie myśl, że nie jest niemożliwością widzieć wszystko inaczej, a jednak żyć. Ale ja się boję, ja się boję straszliwie tej przemiany”32.

Pisząc tak, przypomniałem sobie o cyklu pocztówek z widokami, które podczas tamtej wojny przesłała sztuka po sztuce córka swojemu ojcu – żołnierzowi. Na każdej z nich była scena pożegnania – na ostatniej „dzielna” córka pociesza matkę płaczącą w żałobnym stroju. Pamiętam, że mówiłem Tobie o tym fakcie jako o rasowej próbce okrutnego „liryzmu” – zracjonalizowanego sentymentalizmu. –

To te same atawizmy pewnie mi każą pakować Ci Rilkego na „pocieszenie” – i myślę, że nie będziesz się może dziwił, bo to są Twoje atawizmy. (Tamten ojciec nosił te kartki przy sobie i przy okazji odśpiewywał – bo i nuty były na każdej) –

A przecie do widzenia

(pamiętasz: a jednak się kręci!…)

Ludwik

Ludwik Hering

Warszawa

Częstochowska 44 m 7

14. Hering do Czapskiego

3 XII – 41 r.33

Bracie serdeczny

Dziękuję za słowa dla mnie w liście z portretem, z Tobą prawdziwym i żywym, w pisaniu i na rysunku. Odkąd wiem o ludziach bliskich, że są, czuję dawną rzeczywistość – chcę czekać i wierzę, że przyszłość nie będzie okrutna.

Ty najważniejsze wiesz z/a/w/s/z/e o mnie – choć listy nie wszystkie trafiają. Powtarzam: Mieszkam świetnie od 3 miesięcy z Twoją całą biblioteką, wszystkimi obrazami z Józefowa i od Jasia (Jerzego34 są u Maryni). Dotkliwa dla Ciebie strata to paczka z dziennikami i listami. Przepadła podczas zawieruchy – był na niej adres – może się kiedy znajdzie.

Mam sam pokój, mieszkam z rodziną jak dawniej, zupełnie dostatnio.

Twoje wszystkie rady są właściwe, na miejscu byłyby też Twoje wymyślania, bo marnuję te świetne warunki.

Poza czytaniem (i to przeważnie powtarzaniem) nikłe i zniechęcające próby pracy – stara, zgniła bezczynność.

Twoje obrazy mam dookoła, widzę, takie piękne! Truposz35 (najpiękniejszy chyba), Stacja, Tramwaj, Gruszki, Amarylisy. – To taka radość dla mnie, że to jest i że Ci to przechowam.

Drogi mój, jak minie tymczasowość, a ja znów będę się wykręcał – to choćby i pluń, a teraz jeszcze mi przebaczaj moje złe życie.

Do widzenia –

Ludwik

__

Ludwik Hering

Warszawa – Częstochowska 44 m 7

15. Ludwik Hering do Marii Czapskiej

19 II – 45

Maryniu Kochana –

Wiadomość o Tobie miałem jeszcze za Niemców – potem nic. Nie wiem, gdzie przebywasz – pisałem w styczniu na adres p. Cybisowej.

Ja z rodziną jestem jako tako urządzony. Zahaczeni jesteśmy o parafię ewangelicką – (mieszkanie) też pomoc z RGO36 składa się na egzystencję – która – myślę, że wkrótce jakoś się uniezależni. –

Tyle o zewnętrznym życiu. Psychicznie jest mi bardzo ciężko – po tych wszystkich ewakuacjach czuję się zupełnym śmieciem. Brak mi obecności – czy choćby słowa bliskich. Czekam z dnia na dzień i znikąd nic. Żadnej atmosfery, książki – nic z byłego świata.

OPRACOWANIE Ludmiła Murawska-Péju, Dorota Szczerba, Julia Juryś, Piotr Kłoczowski

REDAKCJA I KOREKTA Małgorzata Jaworska

PROJEKT GRAFICZNY I TYPOGRAFICZNY Janusz Górski

DTP Krzysztof Gotowicki

REDAKTOR PROWADZĄCY Daria Majewska

© Fundacja Terytoria Książki, 2015

© Ludmiła Murawska-Péju i spadkobiercy Ludwika Heringa

© dla listu Mirona Białoszewskiego z 30.04.1958 Henryk Proeme

Publikacja wydana przy współpracy z Instytutem Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, Oddziałem Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza.

Fundacja Terytoria Książki

ul. Władysława Pniewskiego 4/1, 80-246 Gdańsk

tel. (58) 345 47 07; faks (58) 520 80 63

e-mail: fundacja@terytoria.com.pl

www.terytoria.com.pl

Gdańsk 2016

ISBN 978-83-7908-072-4

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Listy 1939-1982. Tom I 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Sześć światów Hain