Benedykt XVI. Wielki papież czasu kryzysu

Benedykt XVI. Wielki papież czasu kryzysu

Autorzy: ks. Roberto Regoli

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 23.92 zł

Czy następca Jana Pawła II sprostał stojącym przed nim wyzwaniom?

Czy udało mu się wypełnić trudną misję w czasach głośnych skandali obyczajowych, finansowych oraz tzw. afery Vatileaks?

Co oznacza dla Kościoła dramatyczny akt jego abdykacji?

Uznany historyk, ks. Roberto Regoli odpowiada na wiele trudnych pytań, na które sam papież-emeryt dotąd nie udzielił odpowiedzi. Benedykt XVI, przyjaciel i bliski współpracownik św. Jana Pawła II, musiał stawić czoło licznym wyzwaniom współczesnego świata. Laicyzujący się Zachód, reformy wprowadzone przez Sobór Watykański II, ekumenizm oraz trudne relacje z islamem – to problemy, przed którymi stanął człowiek nazywany wcześniej „pancernym kardynałem”. Ta książka stanowi pierwszą poważną próbę spojrzenia na papieską posługę Benedykta XVI w szerszym kontekście historii Kościoła.

To śmiałe podejście do pontyfikatu Benedykta XVI. Podejście historyka, który interpretuje dostępne źródła. Ksiądz Regoli odważnie się z nimi mierzy, nie obawiając się pisać tego, co myśli.

abp Georg Gänswein, osobisty sekretarz papieża Benedykta XVI

Autor rzetelnie pokazuje sukcesy papieża Benedykta XVI, ale nie unika tez tematów trudnych: afery z wyciekiem dokumentów, skandali pedofilskich czy problemów z doborem współpracowników. Mimo ze książka wyszła spod pióra duchownego, to niewątpliwie jej zaletą jest obiektywizm. Pisać o Kościele językiem prostym i przejrzystym nie jest łatwo. Tymczasem ks. Regoliemu sztuka ta się udała. Książkę z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy choć trochę chcą zrozumieć następcę św. Jana Pawła II.

Tomasz Krzyżak, „Rzeczpospolita”

Originally published under the title

Oltre la crisi della Chiesa. Il pontificato di Benedetto XVI by Roberto Regoli

Copyright © Lindau srl 2016 – www.lindau.it

Polish edition © Wydawnictwo Esprit 2017

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2017

All rights reserved

NA OKŁADCE:

Papież Benedykt XVI przewodniczy Drodze Krzyżowej w Koloseum

podczas liturgii Wielkiego Piątku (Rzym, 6 kwietnia 2012 roku)

© REUTERS/Alessandro Bianchi

REDAKCJA: Ewa Micyk, Justyna Suchecka, Justyna Zarzycka

ISBN 978-83-65706-99-7

Wydanie I, Kraków 2017

WYDAWNICTWO ESPRIT SP. Z O. O.

ul. Przewóz 34/100, 30-716 Kraków

tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19

e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

SKŁAD WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Wstęp

Rozdział 1. Konklawe i program pontyfikatu

Reguły gry

Prekonklawe

Problemy i wyzwania w 2005 roku

Okres przed 1978 rokiem: kontynuacja

Konklawe w 2005 roku

Program nowego pontyfikatu

Rozdział 2. Kuria Rzymska

Ludzie papieża

Styl rządów

Sekretariat Stanu

Inne dykasteria

Zakres kompetencji

Finanse

Pałacowy spisek

Podsumowanie

Rozdział 3. Rządy pod egidą Magisterium

Kościół katolicki w liczbach

Temat wiary

Benedykt XVI i teologia

Liturgia czyli innowacyjna odnowa

Kolegium Kardynalskie. Nowa geografia

Życie konsekrowane

Ruchy kościelne

Polityka świętości. Kanonizacje i beatyfikacje

Kult papieża

Rozdział 4. Priorytety rządów uniwersalistycznych

Przemoc seksualna wobec nieletnich. Rzymskie centrum reaguje na lokalne błędy

Papież i episkopat

Nominacje biskupie

Niełatwe relacje między biskupami

Podsumowanie

Rozdział 5. Jedność chrześcijan

Lefebryści i tradycjonaliści

Anglikanizm i wielka zmiana – ordynariaty personalne

Prawosławie. Powrót do dialogu

Podsumowanie

Rozdział 6. Dialog z kulturą

Rola religii w społeczeństwie

Kościół i prawa człowieka

Kwestia antropologiczna

Głos etyki

Dialog z innymi wyznaniami i z niewierzącymi

Działania na rzecz pokoju

Podsumowanie

Rozdział 7. Papieska dyplomacja

Sieć papieskiej dyplomacji

Przesłanie Benedykta XVI

Prymat Europy i Włoch

Stany Zjednoczone

Państwa basenu Morza Śródziemnego

Azja. Sprawa Chin

Daleki Zachód. Ameryka Łacińska

Afryka i Australia

Umowy dwustronne. Pierwsza prezentacja

Podsumowanie

Rozdział 8. Rezygnacja z posługi Piotrowej

Pierwsze zwiastuny

Rezygnacja

Reakcje na decyzję o abdykacji

Przykłady z przeszłości

Wyjątkowy charakter deklaracji i jej konsekwencje

Emerytowany papież. Początek zmian

Podsumowanie

Joseph Ratzinger – Benedykt XVI. Chronologia

Źródła i bibliografia

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Wstęp

Prawdopodobnie za kilka dekad uświadomimy sobie,

że zarówno celebrowany i triumfalny pontyfikat

Jana Pawła II, jak i szary, zmęczony pontyfikat

aktualnego papieża [Benedykta XVI], spełniły jedynie rolę

korka blokującego dramatyczny, ale nieunikniony

proces autentycznej reformy Kościoła w obliczu

realnych wyzwań współczesności1.

Niniejsza książka nie stanowi potwierdzenia powyższej tezy, sformułowanej w 2013 roku przez historyka Vincenza Ferronego. I to nie tyle ze względu na konieczny obiektywizm wszelkiej myśli, którą chciałbym podzielić się z czytelnikiem, ale przede wszystkim z uwagi na specyfikę studiów historycznych (które wymagają czasu i bezstronności) oraz na osobistą i zamierzoną niechęć do stwierdzeń odznaczających się ekstremalną arbitralnością.

W tej publikacji pragnę przeanalizować i zgłębić wytyczne pontyfikatu Benedykta XVI, choć zdaję sobie sprawę z ograniczeń, jakie towarzyszą temu wyzwaniu, zarówno ze względu na dostępność źródeł, jak i krótki dystans czasowy dzielący nas od wydarzeń. Naszkicowanie właściwego profilu niedawnego pontyfikatu, na który nie można spojrzeć z perspektywy czasu, wydaje się, w istocie, niezmiernie złożonym zadaniem. Związane z tym trudności napotykałem podczas pisania całej książki. Tak samo niełatwe okazało się nakreślenie wszystkich fundamentalnych założeń papieża. Gdzie je można znaleźć? W encyklikach, homiliach, orędziach (niekoniecznie wszystkich, ale z pewnością w najbardziej kontrowersyjnych i dyskutowanych wystąpieniach, jak wykład na Uniwersytecie w Ratyzbonie w 2006 roku), w niektórych nominacjach, niektórych pielgrzymkach, niektórych audiencjach, a także w stylu rządzenia i reakcjach na sytuacje kryzysowe.

Pontyfikat zyskuje ostateczną formę dopiero w zestawieniu z dokonaniami poprzedników, bo tylko w ten sposób można dostrzec kontynuację, innowacyjność bądź rozłam. Każdy pontyfikat dźwiga na barkach bagaż przeszłości. A jednak, choć związki między Benedyktem XVI a instytucjami Jana Pawła II są silne i namacalne, nie przebija się przez nie pragnienie przekroczenia dokonań poprzednika.

W przypadku zakończonego niedawno pontyfikatu nie można wykorzystać źródeł archiwalnych, które pozostaną utajnione jeszcze przez wiele dekad. Musiałem się więc ograniczyć do oficjalnych wystąpień papieża, czyli zbioru dokumentów (przede wszystkim doktrynalnych – encyklik, „orzeczeń potępiających” – ale nie tylko), decyzji i działań (typu audiencje, wizyty, pielgrzymki), związanych zarówno z imieniem, jak i samą osobą papieża. W przypadku historii Kościoła (będącego bytem teologicznym) liczy się bardziej rezultat końcowy niż poprzedzający go proces decyzyjny, w trakcie którego Ojciec Święty może być zależny, w większym lub mniejszym stopniu, od poczynań współpracowników. I na chwilę obecną tylko takie mogą być efekty naukowych dociekań. To oznacza, że w przypadku niniejszej książki najpoważniejszym i najbardziej skomplikowanym problemem pozostaje kwestia oceny, które z działań i słów były bezpośrednim owocem papieskich rozważań, a które owocem decyzji współpracowników2, nawet gdy autorstwo poszczególnych tekstów wydaje się niepodważalnie należeć do Benedykta XVI.

W konsekwencji rezultaty badań, które pragnę tu przedstawić, nie stanowią jeszcze historii, ale raczej – jak powiedziałby Giovanni Miccoli – są „wsparciem zaoferowanym przyszłym historykom”3 oraz propozycją interpretacji dla obecnych czytelników.

Na temat pontyfikatu, osoby i ideologii Benedykta XVI napisano szereg książek, artykułów i esejów, nie wspominając o licznych rozprawach doktorskich (głównie z dziedziny teologii). I to zarówno w trakcie trwania pontyfikatu, jak i po abdykacji ogłoszonej 11 lutego 2013 roku. Autorami opracowań są dziennikarze, historycy, teolodzy oraz doktoranci teologii. Publikacje mają zróżnicowany charakter w zależności od celu, jaki – bardziej lub mniej otwarcie – zadeklarował autor. Jedne zawierają rozważania apologetyczne, inne przybierają ton oskarżycielski albo też stanowią wyrafinowaną analizę teologiczną bądź polityczną. Co jednak ważne, wszystkie opracowania są wyrazem powszechnego zainteresowania, jakie towarzyszy temu pontyfikatowi i, może nawet w większej mierze, najnowszej historii papiestwa.

Postanowiłem poprowadzić mój wywód dwoma przeciwstawnymi torami: z jednej strony zrelacjonować bieżącą, „bezpośrednią historię”, a z drugiej zaproponować historiografię o długoterminowym wymiarze4. Bezpośredniości metodologii nie należy mylić z dziennikarstwem, komentującym „na gorąco” daną sytuację, choć z pewnością łączy je fakt, że i ja byłem świadkiem zajść, które niniejszym próbuję zinterpretować albo przynajmniej zrozumieć. Ale w odróżnieniu od dziennikarza, historyk znajduje się na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ zna kolejne zdarzenia oraz ich skutki. Przynajmniej krótkofalowe.

Z drugiej strony praca dziennikarza stanowi często „pożywkę” dla historyka. W przypadku najnowszej kroniki wydarzeń koniecznością staje się korzystanie z doniesień prasowych, wywiadów czy innych mniej lub bardziej dyskretnych źródeł dziennikarskich, by następnie opracować je zgodnie z metodologią badań historycznych. Oczywiście zdając sobie sprawę z ograniczeń takiego rodzaju pracy. W kontekście niniejszej książki należy pamiętać, że mamy do dyspozycji doniesienia dziennikarskie o typowo zachodnioeuropejskim rysie, ponieważ na chwilę obecną watykaniści (dziennikarze specjalizujący się w tematyce związanej z Watykanem, papieżem i kurią) to w 42% Włosi, w 28% pozostali Europejczycy, w 19% mieszkańcy Ameryki Północnej i w 1% osoby z innych kontynentów. Kraje Trzeciego Świata są praktycznie nieobecne. Ponadto w większości przypadków informacje dziennikarskie mają tendencje do pomijania wymiaru duchowego i religijnego, dając pierwszeństwo kwestiom politycznym, zgodnie z umocnionym choć przestarzałym, dwoistym modelem: prawica – lewica, konserwatysta – reformista.

Pontyfikat Benedykta XVI jest znaczący nie tylko z uwagi na nieoczekiwane zakończenie (rezygnacja z urzędu i tytuł emerytowanego papieża), ale i na wywołane przezeń kwestie, pozostające do dziś otwarte. Papież, zgodnie z doktrynalną wizją swego urzędu, kierował przez osiem lat Kościołem nie tyle poprzez wielkie reformy czy głośno komentowane wystąpienia, ale głosząc naukę i wiarę w odniesieniu do życia codziennego i inicjując jednocześnie szereg kluczowych dla Kościoła zmian. Wystarczy pomyśleć o wdrażaniu postanowień Soboru Watykańskiego II (zwrócenie uwagi na marginalizowane dotąd kwestie), o dialogu ekumenicznym (powołanie ordynariatów personalnych dla anglikanów oraz ogłoszenie tego nowego rozwiązania wspólnie z Kościołem anglikańskim), o relacjach z innymi religiami, przede wszystkim z islamem (wykład w Ratyzbonie i późniejsze wystąpienia), o eklezjologii (stworzenie instytucji „emerytowanego papieża”, dające początek debacie teologiczno-doktrynalnej). Kwestią najbardziej leżącą na sercu Benedykta XVI była wiara w Jezusa Chrystusa, która w zachodnim świecie przeżywała poważny kryzys. Nie przypadkiem celem papieskich pielgrzymek był przede wszystkim Zachód, a nigdy Daleki Wschód.

Aby stworzyć syntetyczny obraz rządów Benedykta XVI należy wziąć pod uwagę wszystkie te działania i ukazać je w odpowiednim kontekście, oczywiście nie zapominając o kwestiach typowych dla każdego pontyfikatu.

W związku z ograniczonym zakresem dostępnych informacji, postanowiłem rozpocząć rozważania od konklawe w 2005 roku, które wybrało w stosunkowo krótkim czasie kardynała Ratzingera, następnie omówić zagadnienia dotyczące Kurii Rzymskiej, rządów Kościoła powszechnego, palącego problemu jedności chrześcijan, relacji ze światem, zwłaszcza poprzez sieć dyplomatyczną, kończąc na decyzji o rezygnacji z urzędu, która uczyniła Benedykta XVI pierwszym emerytowanym papieżem w historii.

Jak zatem widać, moim zamiarem nie było napisanie biografii Benedykta XVI, ale stworzenie szkicu omawiającego wszystkie lata jego pontyfikatu, stanowiące okres o decydującym znaczeniu dla teraźniejszości i przyszłości współczesnego katolicyzmu.

Niniejsza książka w żaden sposób nie wyczerpuje tematu z bibliograficznego puntu widzenia; w przypisach na dole strony wskazałem tylko faktycznie wykorzystane podczas pracy publikacje i dokumenty.

Kluczowe znaczenie dla objaśnienia i sprecyzowania omawianych kwestii miała konfrontacja z pracami następujących autorów: Antonia Mennitiego Ippolita, Silvana Giordana, Francesca Castellego oraz Paola Valva; równie cenne i ważne były dla mnie opracowania takich badaczy jak: Monica Mondo, Ruggero Ramella, Gianfranco Ghirlanda, Hans Zollner, Ilaria Morali czy Dimitrios Keramidas. Pragnę im podziękować za okazaną cierpliwość i dyspozycyjność, nawet jeśli ze względu na korzystanie z innych źródeł wyjściowych nasze interpretacje różniły się między sobą. Wzbogaciły mnie także akademickie dyskusje z moimi studentami, którzy nie tylko dostarczali mi nieustannie nowych bodźców, ale też wspomogli w wyszukiwaniu materiałów. Pragnę, by szczególne podziękowania przyjęli Antonella Piccinin, Riccardo Battiloro i Jesús Treviño. A także Salvatore Iaccarino i Piercarlo Donatiello, którzy pomogli mi dokonać redakcji książki, podobnie jak Luca Bechis oraz Martin Kammerer, któremu zawdzięczam możliwość pracy w zaciszu tyrolskich Alp. Każde dzieło jest owocem szczodrości serca wielu osób, nawet jeśli – jak i w tym przypadku – po części pozostającej w ukryciu.

ROZDZIAŁ 1

Konklawe i program pontyfikatu

Powstało wiele publikacji na temat osób kluczowych dla każdego konklawe i dla wyboru papieża. Analizowano rolę kardynałów oraz ich duchowego, społecznego i politycznego zakresu działalności. Krótko mówiąc: kto i co stoi za wyborem papieża? Elekcyjne machinacje kardynałów? Presja polityczna i medialna? Duch Święty? W 1997 roku zmęczony kardynał Joseph Ratzinger oświadczył: „Rolę Ducha Świętego należy rozumieć bardziej elastycznie. On nie narzuca, na którego kandydata mamy głosować. Zapewne chroni nas tylko przed tym, abyśmy wszystkiego nie zaprzepaścili”5. Już w oczekiwaniu na przedostatnie konklawe XX wieku kardynał Giuseppe Siri, w homilii wygłoszonej w okresie Novemdiales po śmierci Pawła VI, zwrócił się do współbraci kardynałów słowami o podobnym znaczeniu: „Nie wypada odrzucić odpowiedzialności w związku z czekającym nas zadaniem, stwierdzając, że o wszystkim zdecyduje Duch Święty i, co za tym idzie, zrezygnować z wysiłku i bólu decyzji, poddając się pierwszemu impulsowi czy nieracjonalnej sugestii”. W przypadku konklawe czynnik ludzki odgrywa determinującą rolę6.

Co się wydarzyło w czasie konklawe w 2005 roku, które zaowocowało wyborem niemieckiego kardynała Ratzingera z Kurii Rzymskiej? Jak potoczyła się rozgrywka między kardynałami, spodziewającymi się długiego konklawe, które tymczasem okazało się jednym z najkrótszych w historii? Materiały archiwalne pozostają jeszcze utajnione i odtworzenie pamiętnych dni opiera się na trudnych do zweryfikowania doniesieniach dziennikarzy7. Są jednak jeszcze wywiady i oświadczenia wygłoszone przez kardynałów przed przystąpieniem do konklawe oraz znane publicznie fakty poprzedzające wybór.

Reguły gry

Konklawe rządzi się narzuconym z góry porządkiem. Podczas konklawe z 2005 roku obowiązywały zasady określone 22 lutego 1996 roku przez Jana Pawła II, który wprowadził zmiany (jak wszyscy jego ostatni poprzednicy podczas swych pontyfikatów), ogłoszone w konstytucji apostolskiej Universi Dominici Gregis. Jedną z ważniejszych nowości było zastąpienie wielowiekowej normy (datowanej na 1179 rok), która w celu wyłonienia kandydata o największym poparciu, narzucała wymóg uzyskania przez niego dwóch trzecich głosów obecnych na konklawe elektorów, na rzecz możliwości zastosowania bezwzględnej większości (połowa elektorów plus jeden) w przypadku impasu, czyli po około 15 dniach, a dokładnie po 34 głosowaniach8. Następnie kardynałowie mogli postanowić, większością bezwzględną, o przeprowadzeniu balotażu między dwoma kandydatami, którzy uzyskali największą liczbę głosów. Przed Janem Pawłem II już Paweł VI przewidział zastosowanie bezwzględnej większości, ale tylko w przypadku uzyskania w tej sprawie jednogłośnej zgody kardynałów elektorów obradujących na konklawe9. Jednocześnie polski papież zniósł możliwość wyboru poprzez aklamację i w ramach kompromisu.

Zmiany prawne mogły mieć różne uzasadnienie. Według niektórych znawców tematu za nowym rozporządzeniem stały silne rozdźwięki w łonie Kolegium Kardynalskiego, a wiedzący o nich i obawiający się dalszego pogorszenia sytuacji Jan Paweł II postanowił wprowadzić uproszczone rozwiązanie w przypadku skomplikowanego impasu, który mógłby działać na korzyść tzw. bloku postępowego10. Takie wytłumaczenie nie jest jednak do końca przekonujące, ponieważ wydaje się nazbyt przypadkowe, podyktowane bardziej małością ducha niż szerokimi horyzontami myślowymi Wojtyły, nie mówiąc o odrzuceniu rozwiązania usankcjonowanego już wcześniej przez Pawła VI. W świetle programu odnowy realizowanego przez polskiego papieża bardziej prawdopodobne wydają się przesłanki dowodzące świadomości wymogu dostosowania się – również przez Kościół – do zasad demokratycznych (faktycznie w dokumencie można znaleźć odniesienia do „potrzeb epoki”). Zasadę zwykłej większości głosów podczas najważniejszych wyborów w Kościele katolickim przyjęto po jej umocnieniu się w innych instytucjach kościelnych (jak kapituły bractw religijnych i zakonów, komisje i rady duchowo-kościelne). Znajduje ona zastosowanie na konklawe tylko w przypadku zaistnienia extrema ratio oraz impasu, do którego może dojść pomimo wszelkich trwających 15 dni prób i starań (ostatnie konklawe, które nie tylko osiągnęło, ale też przekroczyło ten termin, miało miejsce w odległych latach 1830–1831 i zakończyło się wyborem Grzegorza XVI).

Nowe zasady gry były ogólnie znane; teoretycznie istniało duże prawdopodobieństwo pojawienia się nowych scenariuszy wydarzeń oraz grup, które mogły uniemożliwić wybór papieża w krótkim czasie, by następnie przejąć kontrolę i narzucić swego kandydata w momencie przejścia do głosowania zwykłą większością głosów. W tym przypadku nic takiego nie nastąpiło. Konklawe z 2005 roku było jednym z najkrótszych w ostatnich stuleciach i wystarczyły zaledwie 4 głosowania, by je zakończyć. To znaczy, że kardynałowie przystąpili do niego z jasno określonym stanowiskiem. Długie prekonklawe na pewno się do tego przyczyniło.

Prekonklawe

Z zasady długi czas prekonklawe pomaga wysondować opinie kardynałów i pokierować intencjami głosujących. Zazwyczaj jest to stosunkowo krótki okres, zaczynający się po śmierci papieża i trwający do rozpoczęcia obrad. Ale w przypadku wyborów w 2005 roku niektórzy autorzy i dziennikarze mówili o długim prekonklawe z powodu choroby Jana Pawła II i widocznego pogorszenia się jego stanu psychiczno-fizycznego; wedle ich opinii czas ten zaczął się kilka miesięcy, a nawet kilka lat przed śmiercią Ojca Świętego. Niektórzy badacze datują jego rozpoczęcie aż na odległy rok 1992, w którym papież przeszedł operację usunięcia guza na jelicie grubym oraz woreczka żółciowego11. Już w 1993 roku część kardynałów zaczęła mówić o „ostatnim rozdziale życia” Jana Pawła II12. Według obserwatorów tak długi okres niewątpliwie wpłynął na podejmowanie stosunkowo wcześnie i to w różnych miejscach poza murami Rzymu typowych dla prekonklawe dyskusji. Kardynałowie mogli skonfrontować swe idee oraz określić programy i kandydatów na długo przed rozpoczęciem okresu sede vacante.

Ówcześni dziennikarze mieli sporo racji. Pojawiające się chwilę później publikacje wspominały o grupie „nacisku”13, składającej się z kardynałów i biskupów, określonej (ironicznie) przez jedną z kluczowych postaci dla tamtejszych wydarzeń, kardynała Godfrieda Danneelsa14, mianem mafii. Chodziło o tzw. grupę San Gallo, nazwaną tak od miejscowości (San Gallo w Szwajcarii), której członkowie – począwszy od połowy lat 90. XX wieku aż do roku 2006 – spotykali się regularnie, korzystając z gościny miejscowego biskupa. Należeli do niej kardynałowie: Carlo Maria Martini (biskup Mediolanu, pozostający w grupie do roku 2003), Godfried Danneels (z Brukseli), Walter Kasper (początkowo biskup Rottenburg-Stuttgart, a następnie wysoki urzędnik w Watykanie), Karl Lehmann (z Moguncji, opuścił grupę w 2000 roku), Cormac Murphy-O’Connor (Westminster, przystąpił do grupy w 2001 roku), Achille Silvestrini (Kuria Rzymska, przystąpił do grupy w 2003 roku), Lubomyr Husar (ze Lwowa, w grupie od 2003 roku), José da Cruz Policarpo (z Lizbony, w grupie od 2004 roku) oraz biskupi Ivo Fürer (San Gallo), Paul Verschuren (Helsinki), Jean Vilnet (Lille), Johann Weber (Graz-Seckau), Adrianus van Luyn (Rotterdam), Joseph Doré (Strasburg, w grupie od 2001 roku), Alois Kothgasser (Innsbruck, w grupie od 2002 roku). Grupę założyli Fürer i kardynał Martini, który szybko stał się jej głównym rzecznikiem. Wszyscy prałaci uznawali Ratzingera za propagatora koncepcji centralistycznych i regresywnych w Kościele. Podczas spotkań dyskutowali o prymacie papieża, centralizmie kościelnym, kolegialności, roli konferencji biskupów, rozwoju posługi kapłańskiej, diakonisach, moralności seksualnej, polityce nominacji w episkopacie itp. Stawiali sobie za cel odmienienie oblicza ówczesnego Kościoła, czyli wytyczenie linii politycznej różniącej się od wizji Jana Pawła II, znanej chociażby z dokumentów Kongregacji Nauki Wiary. Począwszy od 2003 roku aż do 2005 roku, z inspiracji kardynała Silvestriniego, grupa koncentrowała się na okresie, jaki miał nastąpić po Janie Pawle II. A w perspektywie zbliżającego się konklawe jej znaczenie okazywało się strategiczne.

Pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II dziennikarze przypisali kardynałów do różnych frakcji politycznych. W 2002 roku John Allen ze Stanów Zjednoczonych mówił o Border Patrol Party, ugrupowaniu kardynałów głoszących konserwatywne idee teologiczne, zaniepokojonych wpływem relatywizmu i laicyzacji na Kościół (mieli do niego należeć kardynałowie Joseph Ratzinger, Giacomo Biffi, Jorge Medina Estévez, Jan Schotte, Christoph Schönborn, Bernard Law, Francis George, Johannes Degenhardt, Ivan Dias, Desmond Connell, Aloysius Ambrozic, Marian Jaworski, Jozef Tomko), o Salt of the Earth Party, ugrupowaniu kardynałów zainteresowanych zaangażowaniem Kościoła w życie społeczne, obejmującym frakcję prawicową (którą reprezentowali Camillo Ruini, Alfonso López Trujillo, Angelo Sodano, Józef Glemp, Norberto Rivera Carrera, Juan Luis Cipriani Thorne, Antonio María Rouco Varela) i lewicową (do której należeli Theodore Edgar McCarrick, Medardo Joseph Mazombwe, Óscar Rodríguez Maradiaga, Dionigi Tettamanzi) oraz o Reform Party (Franz König, Lehmann, Kasper, Martini, Danneels, Roger Michael Mahony i Edward Cassidy)15. Na liście kandydatów do objęcia tronu Piotrowego po Janie Pawle II nie pojawiało się jeszcze nazwisko Ratzingera16.

W atmosferze oczekiwania nie bez znaczenia były publiczne oświadczenia członków Kolegium Kardynalskiego, próbujących pokierować intencjami innych elektorów. Niektórzy papieże, jeszcze za życia, mieli w zwyczaju wskazywać swego następcę. I tak część komentatorów odczytywała słowa Jana Pawła II, który w książce z 2004 roku Wstańcie, chodźmy! określił kardynała Ratzingera mianem „wypróbowanego przyjaciela” i „Bogu dziękował”17 za jego obecność. W tym samym roku do głosu miało dojść pierwsze stronnictwo kardynałów opowiadających się za Ratzingerem, które reprezentowali kardynałowie z kurii hiszpańskojęzycznych: Alfonso López Trujillo, Darío Castrillón Hoyos, Julián Herranz i Jorge Medina Estévez18. Uznawali oni, że najważniejszym wyzwaniem dla katolicyzmu jest sekularyzacja, której można się przeciwstawić poprzez rzymski centralizm, powrót do wewnętrznych regulacji oraz zaproponowanie na nowo doktryny wiary. Kluczowy problem stanowił Zachód, a to oznaczało, że najlepszym kandydatem był specjalista i prawdziwy znawca zachodniej ideologii – Joseph Ratzinger. Do grupy dołączyli z czasem Włosi (Tarcisio Bertone i Biffi) oraz kardynałowie anglojęzyczni (George Pell i Edgar McCarrick). Jednak prawdziwe rozgrywki wyborcze rozpoczęły się dopiero w 2005 roku, w okresie sede vacante.

To właśnie wtedy podczas publicznych wystąpień kardynałowie zaczęli wygłaszać pierwsze deklaracje, mające przekonać elektorów do poszczególnych kandydatów. Do dziś prywatne i poufne sugestie pozostają nieujawnione, ale możemy się odnieść do aluzji i pośrednich wypowiedzi, jakie pojawiły się wówczas w sferze publicznej.

Z jednej strony rozlegał się głos kardynała Danneelsa, który domagał się nie tylko silnego papieża, ale i silnego kolegialnego episkopatu oraz nawoływał do włączenia kobiet w procesy zarządcze w Kościele19. W krótkim czasie dołączyli do niego, w publicznej debacie, inni kardynałowie (około tuzina), którzy podczas spotkania w rzymskiej Villi Nazareth (rezydencji podlegającej kardynałowi Achille Silvestriniemu) postanowili opowiedzieć się za kardynałem Carlem Marią Martinim20, emerytowanym arcybiskupem Mediolanu, którego można było uznać za twarz tej części Kościoła, która gotowa jest na dialog ze współczesną etyką i interpretuje kolegialność episkopatu z uszczerbkiem dla papieskiego centralizmu. W tym kontekście należy też wspomnieć o kardynale Kasperze, który w sobotę 16 kwietnia w homilii wygłoszonej w kościele S. Maria in Trastevere w Rzymie, nakreślając profil nowego papieża, stwierdził, że nie powinien on być „klonem Jana Pawła II” (domagał się tym samym zerwania z przeszłością), ale „duszpasterzem” (czyli nie człowiekiem kurii). Kardynał podkreślił też, że nie należy „szukać osoby zbyt lękającej się wątpliwości i sekularyzacji współczesnego świata”21. Wyrażał tym samym zarówno stanowisko grupy San Gallo, sugerując nowe podejście do kwestii laicyzacji, w stosunku do drogi, którą podążało papiestwo przez dwa ostatnie stulecia, jak i poglądy wpływowej grupy bliskich mu kardynałów (López Trujillo, Castrillón Hoyos, Herranz i Medina Estévez), którzy odrzucali postawę opozycyjną względem sekularyzacji. Z drugiej strony Kasper, krótko po śmierci Jana Pawła II, udzielił jasnych w swym przesłaniu wskazówek: potrzebny jest papież potrafiący prowadzić dialog „z ludźmi, tak jak to czynił Wojtyła. Papież, który będzie przemawiał – co oczywiste – także w formie dokumentów, wykładów, książek, ale który przede wszystkim ukaże światu swe autentyczne oblicze, swe cierpienia, ludzki wymiar swego życia”22. W tym samym czasie niemieccy kardynałowie podkreślali wyzwania, jakie stoją przed nowym papieżem: „relatywizm, indyferentyzm, pluralizm”. Podobne hasła otwartości głosił Ruch Focolari i Wspólnota Sant’Egidio23.

Z drugiej strony należało uwzględnić odmienne wymagania: niektórzy pragnęli kontynuacji międzynarodowego rozmachu w działalności papiestwa (kardynał Angelo Sodano), inni mówili o „wielkim” papieżu (kardynał Giovanni Battista Re), będącym w stanie sprostać „nadludzkiemu” wysiłkowi (kardynał Roger Etchegaray)24. Znaczący w tym kontekście okazał się wywiad z kardynałem kurii Jean-Louisem Tauranem, jednym z najbieglejszych dyplomatów Stolicy Apostolskiej ostatnich dekad, który zapytany o priorytety nowego pontyfikatu, stwierdził: „Niepokoi mnie kwestia przekazywania wiary […] wiara nie może pozostawać tylko w sferze uczuć […] od chrześcijan wszyscy oczekują spójności […]. Struktura jest kwestią drugoplanową, liczy się spójność życiowych wyborów”25. Jak zatem widać, problemem dotyczącym przyszłości Kościoła nie była reforma struktur kościelnych czy kurii, ale spójność życiowej drogi poszczególnych wiernych, którzy następnie biorą na siebie odpowiedzialność za działania w obrębie Kościoła i świata. Co oczywiste, istotne dla purpurata pozostawały też kwestie stosunków dyplomatycznych, szczególnie z Bliskim Wschodem. Podkreślał, że wolności nie można ograniczać do sfery polityki, musi ona mieć swój początek w moralności. Natomiast kwestię roli synodu biskupów i relacji z Watykanem uznawał za mało istotną.

Podobnego zdania byli wspomniani już wcześniej kardynałowie López Trujillo i Medina Estévez, którzy – jak wynikało z anonimowej wypowiedzi brazylijskiego kardynała po konklawe – zorganizowali ostrą kampanię wśród kardynałów na rzecz Ratzingera, przy wsparciu Opus Dei26. Takie samo stanowisko głosili kardynał Christoph Schönborn oraz kardynał Julián Herranz, który stał się prawdziwym agitatorem i organizatorem działań grupy popierającej Ratzingera27. Kardynałowie z angielskiej strefy językowo-kulturowej spotykali się nieoficjalnie w Venerable English College przy via Monserrato w Rzymie, gdzie korzystali z gościnności kardynała Cormaca Murphy’ego-O’Connora28.

Oczekiwania towarzyszące prekonklawe odzwierciedlały priorytety poszczególnych ugrupowań. Dla kardynała Angela Scoli podstawową sprawą było poszanowanie życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci, kardynał McCarrick przypominał o istocie dialogu z niekatolikami29, a kardynał Cormac Murphy-O’Connor podkreślał kwestię pokoju i dialogu z islamem30.

Inna grupa, reprezentowana między innymi przez kardynałów Cláudia Hummesa i Oscara Rodrígueza Maradiagę zwracała z kolei baczną uwagę na problem globalizacji. Hummes wskazywał filary spuścizny pontyfikatu Wojtyły dla dialogu ekumenicznego, ewangelizacji i walki z rosnącym ubóstwem i zachęcał Kościół do otworzenia się na współczesny świat, uwzględniając jego rozwój i konieczność prowadzenia dialogu z nauką. Maradiaga podkreślał kwestię biedy, problemów związanych z globalizacją oraz niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą biogenetyka31.

Temat kolegialności w świetle wewnętrznej reorganizacji Kościoła jednoczył kardynałów z różnych ugrupowań32.

W tych okolicznościach można było przypuszczać, że poszukiwania osoby, która będzie w stanie odpowiednio wykorzystać i przyswoić spuściznę pontyfikatu Wojtyły, staną się jednym z podstawowych punktów porządku obrad kongregacji kardynałów33. Jednocześnie wszystko wskazywało na to, że prastara zasada naprzemienności krótkich i długich pontyfikatów pozostanie nienaruszona. Powszechnie oczekiwano krótkiego pontyfikatu, co kierowało uwagę na najstarszych kandydatów34. Kardynał Martini potwierdził już po zakończeniu konklawe, że podjęta decyzja była podyktowana „nie tyle chęcią zmiany, co pragnieniem, by po tak długim pontyfikacie kolejny był nieco krótszy. Zasadę tę stosowano również w przeszłości”35.

Bardzo liczna grupa kardynałów ewidentnie pragnęła odnowy Kościoła katolickiego począwszy od jego serca, czyli targanej głębokim kryzysem wiary Europy36. Kardynał Francis George po wyborze Ratzingera stwierdził, że głosowano na niego z uwagi na znajomość historii i kultury Zachodu, z którym wiązały się największe wyzwania dla Kościoła37.

Oczywiście nietrudno było dostrzec rozbieżność opinii co do najważniejszych i najbardziej palących problemów: wedle niektórych kardynałów dotyczyły one wewnętrznej sfery Kościoła, konieczności znalezienia nowej równowagi między kolegialnością a prymatem papieża; według innych należało się skupić na roli Kościoła na świecie i umiejętności głoszenia wiary w nowych realiach.

Domniemana koalicja pro-Ratzingerowska była jednoznacznie oceniana – przez różnych komentatorów – jako najbardziej zwarta, najliczniejsza i międzykontynentalna (od Ameryki Południowej po Oceanię, od Ameryki Północnej po Europę)38. Jednym z jej członków był kardynał z Kolonii Joachim Meisner, który jeszcze przed konklawe zdradził Moynihanowi, że znalazł kandydata o inteligencji tuzina profesorów i pobożności typowej dla dziecka przyjmującego pierwszą komunię39. Jednocześnie nic nie wskazywało na to, by Ratzinger stanął na czele jakiejkolwiek frakcji, zachęcając do oddania na siebie głosu40, wprost przeciwnie, wszyscy wiedzieli, że kardynał wielokrotnie składał dymisję na ręce Jana Pawła II41; jednak dla wielu kardynałów Ratzinger zdawał się łączyć w sobie wszystkie cechy, jakie winien posiadać przyszły papież42.

W minionych stuleciach determinujący wpływ na wynik konklawe wywierały dwory katolickie, potrafiące skutecznie wykluczyć kandydata, który mógł zaszkodzić ich narodowym interesom (w myśl jus exclusivae, tzw. ekskluzywów). Ostatni raz zastosowano tę procedurę przy okazji konklawe w 1903 roku. Od tamtego czasu mocarstwa nie mogły bezpośrednio wpływać na werdykt kardynałów. Oczywiście nadal pozostawały wpływy pośrednie i przez to trudne do zweryfikowania. Co do interwencji międzynarodowego świata polityki na konklawe w 2005 roku, nie istnieją dowody na bezpośrednią presję. Prawdopodobnie doszło do jednego lub dwóch spotkań prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a W. Busha z amerykańskimi kardynałami43. Ale w XX i XXI wieku prawdziwą władzę posiadają mass media, które nie wahają się wytoczyć dział przeciwko domniemanym czy prawdopodobnym pretendentom do urzędu papieskiego. Warto więc wspomnieć o próbach zablokowania wyboru poszczególnych kandydatów. We Włoszech swoistą nagonkę na Ratzingera prowadzili Marco Politi z dziennika „La Repubblica” i Luigi Accattoli z „Corriere della Sera”. Również londyński „Sunday Times” publikował bezpodstawne doniesienia o jego powiązaniach z hitlerowską młodzieżówką. Analogiczny atak przeciwko Jorge Mario Bergogliemu (który także był wymieniany jako jeden z prawdopodobnych kandydatów)44 przeprowadził John Allen, oskarżając w CNN kardynała o bliskie związki w latach 70. z wojskową juntą sprawującą wówczas rządy w Argentynie45. Negatywna kampania w mediach dotknęła także kardynałów Angela Scolę, Ivana Diasa i Angela Sodana46.

W dniach poprzedzających konklawe zaczęto skupiać coraz większą uwagę na Ratzingerze, zarówno na zewnątrz, na poziomie wiernych (nowością było chociażby pojawienie się trzech stron internetowych popierających jego kandydaturę)47, jak i w łonie Kolegium Kardynalskiego. Piastując przez lata stanowisko prefekta Kongregacji Nauki Wiary spotykał się w Rzymie z wieloma biskupami i kardynałami, dzięki czemu osobiście znał wszystkich z imienia i był jedną z nielicznych osób, która podczas spotkań kongregacji kardynałów była wszystkim znana48.

Konklawe zaczęło się od Mszy Świętej w intencji wyboru papieża, celebrowanej przez dziekana kongregacji, Ratzingera. W homilii z 18 kwietnia kardynał wymienił najbardziej palące, w jego opinii, problemy, które postanowiłem przytoczyć ze względu na wagę wypowiedzi:

Iluż powiewów nauki zaznaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach, iluż ideologicznych prądów, ile sposobów myślenia… Łódeczka myśli wielu chrześcijan była nierzadko huśtana przez te fale – miotana z jednej skrajności w drugą: od marksizmu do liberalizmu aż po libertynizm; od kolektywizmu do radykalnego indywidualizmu; od ateizmu do niejasnego mistycyzmu religijnego; od agnostycyzmu po synkretyzm i tak dalej. Każdego dnia rodzą się nowe sekty i urzeczywistnia się to, co św. Paweł nazywa „oszustwem ze strony ludzi i przebiegłością w sprowadzaniu na manowce fałszu” (Ef 4, 14). Posiadanie jasnej wiary, zgodnej z credo Kościoła, zostaje często zaszufladkowane jako fundamentalizm. A tymczasem relatywizm, to znaczy zdanie się na „każdy powiew nauki”, zdaje się być jedyną postawą godną współczesności. Ustanawiany jest rodzaj dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki.

My natomiast mamy inną miarę wielkości: Syna Bożego, prawdziwego człowieka. To On jest wyznacznikiem prawdziwego humanizmu. Wiara „dorosła” nie idzie z prądem mód i nowinek; wiara dorosła i dojrzała jest głęboko zakorzeniona w przyjaźni z Chrystusem. Ta przyjaźń otwiera nas na każde dobro, dając nam zarazem kryterium rozeznania prawdy i fałszu, odróżnienia ziarna od plew. Do tej dorosłej wiary musimy dojrzewać, ku niej powinniśmy prowadzić Chrystusową trzodę. I właśnie ta wiara – i tylko ona – tworzy jedność, realizując się w miłości. Święty Paweł w tym kontekście – w przeciwieństwie do nieustannego miotania się tych, którzy niczym dzieci pozwalają się nieść falom – daje nam piękne słowo: czynić prawdę w miłości, jako podstawową zasadę chrześcijańskiego życia. W Chrystusie spotykają się prawda i miłość49.

Było to jasne przesłanie na temat drogi, którą winno podążyć Kolegium Kardynalskie, jasne wskazanie na temat wyzwań stojących przed Kościołem. Co o tym sądzili kardynałowie? Podzielali wizję problemów Kościoła i świata? Czy też mieli inną interpretację?

Niektórzy odczytali homilię jako swoistą autoprezentację kardynała dziekana. Alberto Melloni zastanawiał się, czy ta homilia była ostatnią przysługą, o jaką poprosili konserwatyści kardynała związanego z Soborem Watykańskim II, próbą stworzenia przez odchodzącego członka kurii agendy dla przyszłego papieża czy też jednoznacznym przejawem silnej kandydatury gotowej stanąć w szranki z innymi kandydatami50. Wedle niektórych komentatorów dziekan chciał ukazać światu w możliwie najdobitniejszy sposób, najważniejsze – w jego opinii – problemy chrześcijaństwa i skomentować je zgodnie z własnymi przekonaniami. Niezależnie od interpretacji, kardynałowie skłaniający się do poparcia Ratzingera od tej chwili nie mogli nie wiedzieć, na kogo oddają swój głos51.

Problemy i wyzwania w 2005 roku

Pomimo długiego i pracowitego pontyfikatu, po śmierci Jana Pawła II pozostał cały szereg istotnych i wciąż nierozwiązanych kwestii. Już w ostatnich latach życia Wojtyły niektórzy dziennikarze zaczęli sporządzać listy palących i kluczowych dla życia Kościoła tematów, wymagających wcześniej czy później ogłoszenia stanowiska kardynałów. Wymieniano kwestię kolegialności, dialogu ekumenicznego, dialogu międzywyznaniowego, malejącej liczby duchownych, udziału osób świeckich w życiu religijnym, roli kobiet, decentralizacji władzy Kościoła, globalizacji, seksualności, wyzwań związanych z bioetyką, aborcji i antykoncepcji52.

Zmierzch epoki Wojtyły na szczeblu wewnątrzkościelnym naznaczył rozłam zainicjowany przez lefebrystów, zakończony ekskomuniką (1988) osób nieuznających oficjalnych reform doktryny chrześcijańskiej. Często zapomina się jednak o wielu innych anonimowych głosach osób, które pojedynczo lub w ramach swych organizacji kwestionowały zmianę stanowiska Magisterium Kościoła w kwestii kolegialności i suwerenności urzędu papieskiego oraz w zagadnieniach dotyczących wiary, moralności, nauki i relacji ze współczesnym społeczeństwem53. W Europie Środkowej podejmowano inicjatywy świadczące o swoistym kompleksie niższości w konfrontacji z protestantyzmem i głoszono wynikające z tego postulaty dopuszczenia kobiet do kapłaństwa wbrew zaleceniom listu apostolskiego Ordinatio sacerdotalis (1994), w którym Jan Paweł II zdecydowanie i ostatecznie – z punktu widzenia nauki Kościoła – odrzucił taką reformę kapłaństwa. Pewne grupy podważały teologiczne przesłanie dokumentu Kongregacji Nauki Wiary Dominus Iesus (2000) i nie uznawały jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła; inne wyrażały sprzeciw wobec teologicznej wykładni kwestii dotyczących moralności i to nie tylko w odniesieniu do seksualności, ale też do szerokiego spektrum zagadnień związanych z bioetyką. Nawet encyklika Humanae vitae (1968) Pawła VI spotkała się z mniejszą krytyką. Nie należy też zapominać o stanowisku księży wobec rozwodników wchodzących ponownie w związek małżeński, którzy często znajdowali odmienne rozwiązania niż nakazywałaby to tradycja i dyscyplina kościelna. Kolejna niezwykle ważna kwestia, która rzuciła cień na ostatnią tercję pontyfikatu Jana Pawła II, dotyczyła wykorzystywania seksualnego nieletnich, i to nierzadko przez księży. Towarzyszący skandalowi rozgłos i potępienie społeczne dodatkowo unaoczniły brak wprawy hierarchii kościelnej w rozwiązywaniu trudnych problemów.

W odniesieniu do uprawnień Kościoła na poziomie hierarchicznym doszło do sporów między osobami opowiadającymi się za kolegialnością, zapewniającą pełne zaangażowanie w ewangelizację, choć niepotrafiącą stawić czoła palącym problemom, a osobami głoszącymi konieczność rzymskiego centralizmu, ewidentnie skutecznego w zglobalizowanym świecie, choć nieradzącego sobie z wymogami procesu konsultacyjnego. Kolejną nierozwiązaną kwestię stanowiło zachwianie równowagi w relacjach między księżmi a biskupami, którzy zyskali niespotykaną dotychczas moc decyzyjną w stosunku do podległych kapłanów.

Debata wewnątrz toczyła się także wokół relacji Kościół–świat i dotyczyła propozycji wiary dla osób niewierzących lub byłych katolików. Wpisywała się ona w poszukiwania przestrzeni publicznej dla akcji religijnej, mającej wpływ na strefę legislacyjną, społeczną i polityczną. Kościół chciał wyjść z pozycji marginalnej, ale nie wiedział, jak tego dokonać. Rola stowarzyszeń katolickich (typu Akcja Katolicka i jej odłamy) zdecydowanie osłabła, ale też i nowe ruchy (Komunia i Wyzwolenie, neokatechumeni, Dzieło Maryi, Rinnovamento nello Spirito itp.) po wcześniejszym sukcesie zaczęły się przerzedzać. Na pewno nie pomagały im podzielone opinie wśród hierarchii kościelnej, pozbawionej całkowitej kontroli nad ich działalnością. Pytanie było zasadnicze: czy Kościół ma zdobyć świat, aby go zmienić, odzyskać utraconą pozycję i wpływać na bieg wydarzeń, czy się dostosować?

Spuścizna pontyfikatu Jana Pawła była bardzo złożona i wymagała doskonałej znajomości sytuacji w Kościele oraz mentalności współczesnego świata. Należało wziąć pod uwagę dalekie, ale przez to nie mniej ważkie, kwestie związane z prześladowaniami Kościoła w Azji, problemy biednego, młodego Kościoła w Afryce, który również padał ofiarą prześladowań, oraz spadkiem liczby wiernych w Kościele Ameryki Południowej, który musiał jednocześnie stawiać czoło skomplikowanej sytuacji społecznej. Większość członków Kolegium Kardynalskiego pochodziła z półkuli północnej, przez co w oczywisty sposób była bardziej wyczulona na tamtejszy kontekst: na 117 elektorów aż 58 (czyli 62,4%) było Europejczykami, 14 reprezentowało Amerykę Północną, a 1 Australię. Biorąc pod uwagę nieobecność na konklawe Meksykanina i Filipińczyka, przewaga ta wzrosła do 63,5%54. Z bardziej szczegółowej analizy danych, która pomoże nam zrozumieć sfery nacisku i wpływu w łonie Kolegium Kardynalskiego, wynika, że 17% całego elektoratu składało się z Włochów, 19% pochodziło z Ameryki Łacińskiej, 11% z Ameryki Południowej, kolejne 11% z Azji, 10% z Afryki oraz 0,87% z Oceanii (czyli jeden kardynał, wyglądający jak próba przypomnienia o istnieniu tego kontynentu)55. Ponadto, badając charakter przynależności, zauważamy, że aż 24 kardynałów (pochodzących ze wszystkich kontynentów i połączonych, w pewnym stopniu, bardziej lub mniej dominującą „rzymską” mentalnością) było członkami kurii56, 20 (17,4% faktycznych elektorów) należało do zakonów, a 2 do Opus Dei57. Niektórzy kardynałowie – co stanowiło swoiste novum – mieli też powszechnie znane lub dość łatwe do wykazania powiązania z ruchami religijnymi (np. Scola wywodził się z Komunii i Wyzwolenia).

Tak naprawdę przytoczone wcześniej oświadczenia, homilia Ratzingera oraz listy palących problemów 2005 roku stanowiły – w swej treści i tematyce – odniesienie do przeszłości, do dwóch okresów prekonklawe w 1978 roku. Świadczyło to o ciągłości kardynalskich osądów i analiz na temat Kościoła oraz świata i Kościoła na świecie, jakby w historii konklawe i przede wszystkim papiestwa od kilkunastu lat istniała nienaruszalna nić przewodnia.

Okres przed 1978 rokiem: kontynuacja

W sierpniu 1978 roku, w słynnym roku trzech papieży, doszło do konfrontacji kilku opiniotwórczych i wpływowych grup kardynałów. Pierwsza z nich opowiadała się za „postępową” interpretacją Soboru Watykańskiego II, podkreślając kwestie sprawiedliwości, praw człowieka oraz kolegialności episkopatu, które winny zyskać większe znaczenie i zapewnić soborowi powszechnemu rangę organu decyzyjnego. Kolejne z ugrupowań (kilku członków komitetu Instytutu Nauk Religijnych w Bolonii), umocnione wsparciem ze strony instytucji kościelnych, przesłało do kardynałów przygotowujących się do konklawe memoriał, w którym domagano się odnowy urzędu papieża i stosowania przez niego „ubogich środków zrozumiałych dla najuboższych” dla potwierdzenia priorytetowego znaczenia osób biednych oraz działań na ich rzecz58; jednocześnie wnoszono o „efektywne wprowadzenie kolegialności”, „poszanowanie decyzji lokalnych wspólnot”, jak również odejście od „polityki interwencyjnej” charakterystycznej dla państwa papieskiego ostatnich stuleci. Po drugiej stronie barykady stali tradycjonaliści, poszukujący kandydata, który będzie w stanie przywrócić pewną ortodoksyjność, umożliwiając tym samym odgórne pokierowanie procesem odnowy teologicznej oraz zapewnić powrót do dyscyplinarnego porządku w Kościele. Jednak większość kardynałów elektorów należała do tzw. frakcji umiarkowanej, preferującej kandydata o dużym doświadczeniu duszpasterskim, który będzie w stanie kontynuować wdrażanie postanowień Soboru Watykańskiego II, wspierać zacieranie podziałów wewnątrz Kościoła i przywrócić dyscyplinę kościelną (w szczególności zasadę posłuszeństwa księży)59. 26 sierpnia 1978 roku zrównoważony i zdyscyplinowany patriarcha Wenecji, Albino Luciani, został wybrany na papieża.

Krótki pontyfikat Jana Pawła I przebiegał w atmosferze jednoczesnej ciągłości i odrzucenia tradycji. Obok nowych rozwiązań w zakresie urzędu papieskiego kontynuowano jednocześnie postanowienia Soboru Watykańskiego II. W pewnym sensie Ojciec Święty zsyntetyzował różne poglądy kardynałów, czego potwierdzenie może stanowić decyzja o podwójnym imieniu, które – jak zauważył historyk Jankowiak – jednoznacznie spajało dwie główne tendencje w ówczesnym Kościele. Jak widać nowy papież postanowił „połączyć progresywność Jana XXIII i tradycjonalizm Pawła VI”60.

Podobna sytuacja miała miejsce kilka tygodni później. W trakcie przygotowań do konklawe młody kardynał Ratzinger, arcybiskup Monachium i Fryzyngi, w wywiadzie udzielonym w październiku 1978 roku dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, wyraził zaniepokojenie „naciskami na kardynałów ze strony ugrupowań lewicowych”61, a w przeddzień konklawe – jak podkreślił Andrea Riccardi – wyraził jasne przesłanie: „Wybór papieża nie powinien być uwarunkowany dyskusjami na tematy polityki włoskiej lub «kompromisu historycznego»”62. W jego słowach można było wyczuć pragnienie wyswobodzenia papiestwa z ciasnej obręczy „włoskości” i reperkusji porozumień między Watykanem i Republiką dotyczących tzw. historycznego kompromisu. Niektórzy kardynałowie obawiali się, że przypadkowa ugoda może stać się podwalinami wielopłaszczyznowego sojuszu, zgodnie z pobożnymi życzeniami lewicowych katolików63. Słowa Ratzingera oraz stanowisko niemieckich kardynałów wyrażone w publicznym oświadczeniu odczytywano jako kredyt zaufania dla kardynałów z Europy Środkowo-Wschodniej, cierpiącej pod jarzmem komunizmu64.

Kluczową kwestią była przyszłość Kościoła. Wszyscy odczuwali brzemię dekady publicznych kontestacji w łonie wspólnoty wiernych, odnoszących się do hierarchii, tradycji, liturgii, form życia duchowego, nauki Kościoła. Po 1968 roku i publicznej krytyce encykliki Humanae vitae Pawła VI wyczuwało się kryzysową atmosferę, na którą składały się jednoczesny spadek liczby powołań, wzrost przypadków rezygnacji księży z urzędu, podważanie celibatu i tożsamości kapłańskiej. Tak naprawdę gra toczyła się wokół samego Kościoła i zasad jego funkcjonowania, podawanych w wątpliwość w wyniku narastającego wyobcowania. O tym wszystkim pisał teolog Ratzinger już latem 1968 roku, we wstępie do przedmowy do pierwszego wydania Wprowadzenia w chrześcijaństwo: „Mgła niepewności okrywa dziś bardziej niż kiedykolwiek pytanie o właściwą treść i sens wiary chrześcijańskiej”65. Swe ówczesne wrażenia potwierdził już po wyborze na papieża, w rozmowie z Riccardim, podczas której wspominał oba konklawe z 1978 roku i wybór Jana Pawła II:

W momencie wyboru prawdziwym problemem, z jakim przyszło się mierzyć, było wyjście Kościoła z kryzysu tamtego okresu. Należało dochować wierności Soborowi Watykańskiemu II. Należało oczyścić interpretację Soboru. Koniecznością była nie tyle reforma strukturalna co głęboka reforma duchowa66.

Wybór padł zatem na Polaka, Karola Wojtyłę, który położył kres oficjalnemu poparciu dla teologii wyzwolenia, która miała sprzymierzeńca w Pawle VI, i przywrócił zaufanie Kościoła dla siebie samego, ukazując jego piękne i młode oblicze podczas Światowych Dni Młodzieży oraz odnawiając jego ducha poprzez naukę o bogatych treściach i silnym przesłaniu tożsamościowym.

Konklawe XX i XXI wieku nieprzerwanie towarzyszyły podobne obawy i odczucia. Zaskakującą interpretację najbardziej palących problemów Kościoła można odnaleźć w wywiadzie, którego udzielił Ratzinger w okresie ciężkiej choroby Jana Pawła II, opublikowanym 19 listopada 2004 roku, w którym ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary okazał się nieoczekiwanym ekwilibrystą, uznającym zarówno pluralistyczny kontekst oraz potrzeby odnowy wiary katolickiej, jak i wezwania do kolegialności i ograniczenia papieskiej wszechwładzy: „Z biegiem czasu znajdziemy sposób na stworzenie prawdziwej i głębokiej współpracy między biskupami a papieżem, ponieważ tylko tak będziemy w stanie odpowiedzieć na wyzwania naszego świata”67. W podobnym duchu rozbrzmiewały rozważania wygłoszone podczas drogi krzyżowej w 2005 roku, kiedy Ratzinger mówił o „brudzie”, „pysze” i „samouwielbieniu” w łonie Kościoła, zwłaszcza wśród kapłanów68.

Podczas trzech konklawe, które miały miejsce w latach 1978–2005, centralnymi kwestiami – w opinii większości kardynałów – były przyszłość Kościoła, wykładnia wiary oraz dyscyplina kleru.

Konklawe w 2005 roku

Paląca potrzeba znalezienia rozwiązań, towarzysząca prekonklawe i konklawe, musiała się przełożyć na debaty na temat programu i nazwiska najlepszego kandydata. Konklawe to bardzo delikatny moment, ponieważ wymaga przyjęcia logiki wyborczej zarówno od elektorów, jak i od kandydującego kardynała. Chcąc czy nie chcąc, wszyscy muszą zaakceptować zasady gry drużynowej, w której biorą udział różne frakcje. A zwycięzca może być tylko jeden.

Idea frakcji czy grup, często wskazywana kiedy mowa o środowisku kurii i o Kolegium Kardynalskim, pomocna niewątpliwie dla wyjaśnienia i uproszczenia wywodów (zwłaszcza dziennikarskich), tak naprawdę jest często myląca i trudna do zastosowania, nie tylko z uwagi na naturalną wymianę w gronie kardynałów (oprócz zgonów dochodzi kwestia wieku, ponieważ elekci nie mogą przekroczyć 80. roku życia), ale też ze względu na zmianę opinii i stanowisk. Istnienie frakcji czy partii wydaje się mieć nikłe uzasadnienie, jeżeli będziemy je interpretować jako monolityczne i niezmienne ugrupowania. Z pewnością istnieją sojusze i grupy nacisku, ale i one z czasem ulegają zmianom w zależności od bieżącej sytuacji. Zastosowanie tego terminu może być usprawiedliwione tylko w odniesieniu do konklawe, gdzie poszukiwanie najmocniejszego kandydata prowadzi niejako do ekstremizmu ugrupowań, do których należą elektorzy oraz sami kandydaci.

Konklawe w 2005 roku stanowiło swoistą kontynuację wszystkich poprzednich konklawe, zarówno pod względem logistyczno-organizacyjnym, jak i napiętej atmosfery towarzyszącej kardynałom, próbującym wyłonić idealnego kandydata. Tak jak podczas konklawe w 1978 roku, również i w tym przypadku czuli presję mediów, która zawsze wywiera wpływ na kardynałów, zwłaszcza w okresie novemdiales.

Podczas wyborczych negocjacji bez wątpienia skupiano uwagę na kwestii roli Kościoła na świecie, kompromisu w kwestiach etycznych oraz reformy w zakresie nauki wiary i moralności, jak i przywrócenia równowagi wewnątrzkościelnych sił, między episkopatem a papiestwem. Część kardynałów rezydentów opowiadała się za episkopatem (czyli przewagą władzy Kościołów lokalnych względem Kościoła powszechnego). Różnice zdań i sojusze między elektorami wiązały się z usposobieniem poszczególnych kardynałów, osobistymi układami i przyjaźniami oraz antagonizmami w łonie kolegium.

Było to jedno z najkrótszych w historii konklawe, świadcząc o wspólnocie stanowiska kardynałów, stojącej w sprzeczności z rozpowszechnianymi pogłoskami. Już po czwartym głosowaniu kardynał Ratzinger został wybrany na papieża. Mniejsza liczba głosowań (czyli trzy) miała miejsce tylko podczas wyboru Leona XIII (1878) i Piusa XII (1939).

Aby zrozumieć kulisy tak szybkiej decyzji, można się posłużyć różnymi doniesieniami dziennikarskimi. Przekazane informacje, oparte na anonimowych, czyli nieweryfikowalnych, źródłach, trudno uznać za całkowicie wiarygodne, zwłaszcza dla potrzeb krytyki historycznej, ale nie dysponujemy w chwili obecnej innymi materiałami. A to oznacza, że musimy zawierzyć dziennikarzom-pisarzom oraz uczciwości rozmownych kardynałów, za którą może kryć się zarówno umiłowanie prawdy, jak i gorycz z powodu nieosiągniętego celu. Jedną z pierwszych relacji, która doczekała się z czasem licznych komentarzy69, napisał dziennikarz Lucio Brunelli. Ze względu na otwarty krytycyzm źródła informacji, swoistego „pamiętnika” jednego z kardynałów, niektórzy dociekliwi komentatorzy uznali, że anonimowy kardynał pochodził z „bojówki” frakcji przeciwnej Ratzingerowi. Autor starał się „wykazać, że zwycięstwo Ratzingera w żaden sposób nie było następstwem «plebiscytu», gdyż do ostatniej chwili ważyły się losy kilku kandydatów, ale stanowisko dziekana przyczyniło się niezasłużenie do wygranej; podkreślał, że nastał już czas na wybranie «nowego» papieża, na przykład z Ameryki Łacińskiej, i że Benedykt XVI winien się pogodzić ze swymi brakami”70. Jak widać dziennikarz wykorzystał nieobiektywne źródło informacji, o niewątpliwie stronniczym charakterze. Artykuł poprzedził publikację różnego rodzaju przecieków oraz wyznań zasłyszanych przez zawodowych pisarzy.

W 2005 roku ze 117 elektorów na konklawe przybyło 115. Do wyboru papieża konieczne było uzyskanie większości dwóch trzecich głosów, czyli 77. Arytmetyczne wyliczenia wskazują, że mniejszość w liczbie 39 elektorów mogła zablokować na mniej więcej dziesięć dni wynik głosowań; ewentualna większość 75 kardynałów (nie licząc kandydata na papieża), uzależniona wówczas od owej mniejszości, musiałaby podjąć negocjacje celem znalezienia rozwiązania popieranego przez jak największą grupę osób.

18 kwietnia 2005 roku o godzinie 16.33 powolna procesja kardynałów elektorów opuściła Aulę Błogosławieństw i skierowała się do Kaplicy Sykstyńskiej, śpiewając litanię do wszystkich świętych; po przybyciu na miejsce, pod freskiem Michała Anioła przedstawiającym Sąd Ostateczny, zaintonowano pieśń Veni Creator Spiritus, po czym każdy z kandydatów złożył rytualną przysięgę: „Przyrzekamy, zobowiązujemy się i przysięgamy, że jeśli ktokolwiek z nas, z Boskiego postanowienia, zostanie wybrany na biskupa Rzymu, dołoży starań, by wiernie wypełniać munus petrinum Pasterza Kościoła powszechnego i nie ustanie w wysiłku zapewniania i bronienia wytrwale praw duchowych i doczesnych oraz wolności Stolicy Świętej”71. O godzinie 17.24 Mistrz Papieskich Ceremonii, Piero Marini, ogłosił extra omnes. Po konfrontacji między kardynałami postanowiono natychmiast przejść do pierwszego głosowania. Według źródła informacji Brunellego wynik był następujący: Joseph Ratzinger – 47 głosów, Jorge Mario Bergoglio – 10, Carlo Maria Martini – 9, Camillo Ruini – 6, Angelo Sodano – 4, Oscar Rodríguez Maradiaga – 3, Dionigi Tettamanzi – 2, pozostali kandydaci – 34.

Jak wynika z tej relacji, Ratzinger uzyskał niezwykle korzystny rezultat. Dowodził on z pewnością istnienia zorganizowanej grupy poparcia wśród elektorów, którzy jednak w przypadku jego klęski byliby w stanie podjąć negocjacje w sprawie innego akceptowalnego kandydata. Pozostałe głosy były rozproszone. Wspomniane wcześniej spotkanie w Villi Nazareth najwyraźniej nie zaowocowało stworzeniem wystarczająco silnego frontu, alternatywnego dla kandydatury prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Jeżeli prawdą jest, że wzięło w nim udział tuzin kardynałów, to – jak widać – nie zdołali oni stworzyć zwartej grupy. Zaskoczyć może rezultat Bergoglio. Uzyskał niewielką, ale jednak znaczącą liczbę głosów jak na outsidera, pozostającego poza wielką polityką Kościoła katolickiego. Nieistotne poparcie, wskazujące na słabą pozycję w hierarchii kandydatów, otrzymali Ruini i Sodano. Z pewnością nie mogli przechylić szali wagi na którąkolwiek stronę. W każdym razie Ratzingerowi brakowało jeszcze 30 głosów.

Następnego ranka, 19 kwietnia, o godzinie 9.30 rozpoczęto drugie głosowanie, zakończone następującym wynikiem: Joseph Ratzinger – 65 głosów, Jorge Mario Bergoglio – 35, Carlo Maria Martini – 0, Camillo Ruini – 0, Angelo Sodano – 4, Dionigi Tettamanzi – 2, pozostali kandydaci – 9.

Ratzinger przekroczył próg bezwzględnej większości. Trudno nie zauważyć masowego przesunięcia głosów. Najprawdopodobniej blok poparcia dla Ruiniego przeszedł na stronę Ratzingera, a Martiniego na rzecz Bergoglio. Obaj uzyskali też poparcie elektorów spoza sojuszy. Grupa popierająca Bergoglio mogła stworzyć mniejszość blokującą konklawe, osiągając próg 39 głosów i podjąć negocjacje przeciwne Ratzingerowi w sprawie kompromisowego kandydata. Nie ulega jednak wątpliwości, że frakcja popierająca dziekana Kolegium Kardynalskiego nie mogła składać się tylko i wyłącznie z jego sympatyków będących w mniejszości, ale reprezentowała ideologiczną większość.

O godzinie 11 przeprowadzono trzecie głosowanie, zakończone prawdopodobnie następującym wynikiem: Joseph Ratzinger – 72 głosy, Jorge Mario Bergoglio – 40, Dionigi Tettamanzi – 0, Castrillón – 1, pozostali kandydaci – 2.

Przy tym rezultacie grupa Bergoglio mogła trzymać w szachu większość kardynałów przez ponad tydzień, czekając na etap procedury wyboru bezwzględną większością głosów. Ale w międzyczasie mogły dojść do głosu tarcia i podziały wewnątrz obu grup; historia konklawe jest bogata w takie przypadki. Wśród trzech rozproszonych głosów z pewnością były głosy oddane przez Ratzingera i Bergoglio, którzy nie mogli i nie powinni głosować na siebie. Według niektórych źródeł Ratzinger poparł Biffiego72, a wedle innych, paradoksalnie, kardynała Bergoglia73.

O godzinie 16.30 doszło do czwartego głosowania: Joseph Ratzinger uzyskał 84 głosy, Jorge Mario Bergoglio – 26, Christoph Schönborn – 1, Biffi – 1, Bernard Law – 1 i pozostali kandydaci – 2.

Ratzinger został wybrany, przeciągnąwszy na swą stronę stronników Bergoglia. Były to jedne z najszybszych wyborów w historii papiestwa, zdecydowanie krótsze niż 8 głosowań na Jana Pawła II czy aż 11 na Jana XXIII. Przyczyna tak szybkiej rezygnacji grupy mniejszościowej pozostaje nieznana. Czy zrobili to dla zachowania jedności Kościoła? Czy też nie wszyscy elektorzy byli definitywnie przekonani do kandydatury? A może Bergoglio był jedynie pseudokandydatem? Według niektórych obserwatorów argentyński kardynał sam postanowił zrezygnować z konfrontacji, ponieważ nie czuł się na siłach, by zostać Głową Kościoła74.

Oprócz relacji Brunellego, dysponujemy też doniesieniami opartymi na zwierzeniach innych kardynałów. Warto je wziąć pod uwagę. Giancarlo Zizola stwierdził, że przy pierwszym głosowaniu Carlo Maria Martini uzyskał więcej głosów od Josepha Ratzingera (około 40), ale następnego dnia zachęcił elektorów do przekierowania poparcia na rzecz Ratzingera, który już po trzecim głosowaniu przekroczył próg 60 głosów, a po południu uzyskał ich 95. To oznaczało poparcie znacznej większości elektorów i garstkę rozproszonych głosów na rzecz innych kandydatów75. Według Amerykanina Johna Allena, który zestawił doniesienia ośmiu kardynałów, konfrontacja między Ratzingerem a Bergogliem była mniej istotna niż to do tej pory przedstawiano, ponieważ tak naprawdę niemiecki kardynał nie musiał stawić czoła silnej opozycji, a Argentyńczyk nie tylko nigdy nie był alternatywnym kandydatem, ale i popierał Ratzingera. Allen wspomina o wzroście poparcia dla Ratzingera (40 głosów przy pierwszym głosowaniu, ponad 50 przy drugim, 58 przy trzecim i około 100 przy czwartym), który nie miał prawdziwych konkurentów. Martini nie uzyskał znaczącego poparcia, nawet początkowo, a doniesienia o domniemanej zachęcie do przeniesienia głosów na Ratzingera, mającej być wyrazem braku gotowości do objęcia urzędu, wydają się nie mieć żadnych dowodów. Również i wedle tej relacji Bergoglio uplasował się na drugim miejscu, ale nie uzyskał ani razu liczby głosów zbliżającej go do wygranej76.

Wersja wydarzeń George’a Weigela z 2005 roku, podkreślająca krótki okres konklawe, opiera się na tezie, że Ratzinger od samego początku cieszył się szerokim poparciem. Martini uzyskał zaledwie kilka głosów i kardynał Ruini przekonał go oraz jego elektorów (podobnie jak i Bergoglia oraz jego zwolenników) do zagłosowania na dziekana Kolegium Kardynalskiego. Ratzinger, po otrzymaniu przy pierwszym głosowaniu 50 głosów, we wtorkowy poranek uzyskał ich już ponad 70, a następnie został wybrany przy poparciu ponad 100 elektorów77.

Według publikacji Petera Seewalda z 2005 roku po pierwszym głosowaniu Martini otrzymał więcej głosów od Ratzingera, który jednak już przy trzecim głosowaniu uzyskał poparcie dwóch trzecich kardynałów, a następnie został wybrany na papieża 98 głosami (na 107)78.

Bernard Lecomte, opierając się na wersji Brunellego, w 2010 roku dodał kilka szczegółów: domniemane oświadczenie Bergoglia o braku gotowości do objęcia urzędu, długa rozmowa Ratzingera z Martinim podczas obiadu między trzecim a czwartym głosowaniem oraz deklaracja wygłoszona przez kardynała Cormaca Murphy’ego-O’Connora już po konklawe, że niektórzy kardynałowie odrzucili wcześniejsze obiekcje względem niemieckiego współbrata z uwagi na „jedność Kościoła”79.

Marco Politi powrócił w 2011 roku do relacji Brunellego i stwierdził, że błyskawiczny wybór dziekana już po czwartym głosowaniu był wynikiem siły perswazji stronników Ratzingera, którzy z uwagi na znaczącą liczbę uzyskanych przez niego głosów straszyli perspektywą długiego i zagrożonego impasem konklawe w przypadku wycofania się niemieckiego kardynała80.

Z kolei Marco Tosatti sugerował, że Ratzinger uzyskał wcześniej większość dwóch trzecich głosów, ale ze względu na graniczny wynik poprosił o kolejne głosowanie, celem uzyskania ostatecznego poparcia81.

Pojedynek między Ratzingerem a Bergogliem sugerowało także inne zewnętrzne źródło informacji – konserwatywny biskup schizmatyk Bernard Fellay, przełożony Bractwa św. Piusa X82.

Melloni sugerował z kolei konieczność ponownej analizy wyników głosowania przekazanych przez Brunellego, przypisując większą rolę kardynałowi Martiniemu, który prawdopodobnie zachęcił do przekazania poparcia na rzecz Ratzingera w czwartym głosowaniu, ponieważ obawiał się kandydata o „łagodniejszych podglądach konserwatywnych, ale o mniejszych walorach intelektualnych”83. Przesunięcie głosów sugerował w 2015 roku również powiernik kardynała Martiniego, jezuita Silvano Fausti84, który mówił o początkowym braku przewagi Ratzingera, podobnie jak twierdził Seewald w roku 2005.

Jak widać, analiza danych przypomina chodzenie po ruchomych piaskach ze względu na brak pewności co do autentyczności źródeł. Ponadto najbardziej skłonni do zwierzeń kardynałowie w swych relacjach ujawniali z reguły stanowisko przeciwne Ratzingerowi, niemal zapominając – co pragnę powtórzyć – o jego błyskawicznym wyborze. Kardynałowie i spisujący ich słowa dziennikarze starali się zazwyczaj negować sukces niemieckiego kardynała, ukazując go raczej jako efekt wstydliwego kompromisu lub narzucenia woli elektorom. Wszystkie teorie, łącznie z ostatnią hipotezą, mogą budzić wątpliwości, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę mało satysfakcjonujące dla pewnych frakcji decyzje podjęte podczas pontyfikatu, które nie przyniosły im przywilejów ani nominacji. Z analizy wszystkich źródeł wynika jednoznacznie, że największym poparciem cieszyli się Ratzinger i Bergoglio, z przeważającą większością głosów na rzecz pierwszego z nich.

Po wyborze papieża kardynał Angelo Sodano (nie dziekan, ponieważ to on został wybrany, ale najstarszy i najbardziej liczący się z kardynałów) w imieniu całego kolegium elektorów zwrócił się do Ratzingera z prośbą o zaakceptowanie wyboru. Odpowiedź brzmiała: „Nie. Nie mogę. Ale przyjmuję go jako wolę Bożą”85. Zapytany o imię odparł „Benedykt”. Od tej chwili stał się dla całego świata Benedyktem XVI. Niektórzy wyjawili, że natychmiast po ogłoszeniu imienia na konklawe, Ratzinger odwrócił się w stronę krucyfiksu i powiedział: „Co czynisz ze mną? Teraz to Ty przejmujesz odpowiedzialność. Musisz mnie prowadzić! Ja tego nie potrafię”86.

27 kwietnia, podczas pierwszej audiencji generalnej na placu św. Piotra, nowo wybrany papież wyjaśnił znaczenie swego imienia87. Pragnął nawiązać do pontyfikatu papieża Benedykta XV, orędownika pokoju w czasie pierwszej wojny światowej. Również Ratzinger pragnął, aby jego posługa „przyczyniła się do pojednania i zgody między ludźmi i narodami”; imię miało przywoływać również postać Benedykta z Nursji, który poprzez działalność swego zakonu wywarł „ogromny wpływ na rozpowszechnienie się chrześcijaństwa na całym kontynencie” oraz do dziś pozostaje „zasadniczym punktem odniesienia dla jedności Europy i z mocą przypomina o niezbywalnych chrześcijańskich korzeniach jej kultury i cywilizacji”. Przez wybór imienia przebijała jasna wizja polityczna katolicyzmu i papiestwa na świecie. Europa plasowała się w jej centrum. Odniesienia do pokoju były nieuniknione po wydarzeniach z 11 września 2001 roku i w obliczu działań wojennych na różnych kontynentach w roku 2005. Papieska wizja wykraczała poza granice Europy.

Oprócz imienia równie ważnym i znaczącym symbolem był papieski herb. Muszla na środku tarczy w teologiczno-duchowej interpretacji miała przypominać o dążeniu, pomimo ludzkich ułomności, do poznania Boga (do głosu doszła więc teologiczna przeszłość Ratzingera), a w szerszym znaczeniu nawiązywała do Jana Pawła II, znamienitego papieża-pielgrzyma. Dwa pozostałe symbole – głowa Murzynka, antyczny symbol diecezji Fryzyngi, oraz niedźwiedź-tragarz, symbol św. Korbiniana, pierwszego biskupa Fryzyngi – odnosiły się Monachium i Fryzyngi, gdzie Ratzinger piastował funkcję arcybiskupa. W herbie nie znajdujemy zatem programu rządów, ale nawiązania do osobistej przeszłości Ratzingera oraz teologiczny projekt na życie i pontyfikat – poszukiwanie Boga. Zaskakującą nowość stanowiła rezygnacja z heraldycznego znaku tiary, symbolizującej świecką i duchową władzę papieży, czyli uprawnienie do wyświęcania, nauczania i jurysdykcji. Zastąpiła ją biskupia mitra. Czyżby Ratzinger chciał wskazać na biskupią tożsamość papieża? A może chciał podkreślić swą teologiczną wizję i pragnienie zacieśnienia więzów między papiestwem a episkopatem? Kolejną nowością było umieszczenie pod tarczą paliusza, symbolizującego pasterskie zadanie opieki nad stadem, stanowiące nawiązanie do papieskiej jurysdykcji. Herb miał zatem ewidentne przesłanie teologiczno-duszpasterskie i w żadnym stopniu polityczne88.

Pozostańmy przy dniu wyborów, kiedy około godziny 19.00 papież stanął w Loży Błogosławieństw i oświadczył: „Po wielkim papieżu Janie Pawle II kardynałowie wybrali mnie, prostego i pokornego robotnika winnicy Pańskiej. Pociesza mnie fakt, że Pan potrafi posługiwać się i działać za pomocą niedoskonałych narzędzi i przede wszystkim zawierzam się waszym modlitwom”89. Nawiązania do poprzednika i do dzieła Bożego były nieuniknione. Ratzinger był pierwszym papieżem, który poprosił o publiczną modlitwę zaraz po wyborze.

Szybki wybór nie był równoznaczny z równie szybkim przyjęciem i akceptacją sytuacji przez papieża, który uzyskał tak duże poparcie zarówno wśród swych odwiecznych sympatyków, jak i oponentów. Benedykt XVI przyznał się swym rodakom pielgrzymującym do Rzymu do wielkiego niepokoju i wątpliwości, jakie towarzyszyły mu podczas owych dni i godzin:

Kiedy przebieg głosowania zaczął wskazywać na to, że ten topór spadnie, że tak powiem, na moją głowę, zrobiło mi się nieswojo. Sądziłem bowiem, że wykonałem już dzieło mego życia i że dokończę moich dni w spokoju. Z głębokim przekonaniem powiedziałem Panu: nie rób mi tego, proszę! Masz osoby młodsze i lepsze ode mnie, które mogą podjąć to wielkie zadanie z większym zapałem i siłami. W tym momencie bardzo głęboko przemówiły do mnie słowa krótkiego listu od jednego ze współbraci z Kolegium Kardynalskiego. Przypomniał mi on, że wygłoszoną podczas Mszy Świętej za Jana Pawła II homilię oparłem na zaczerpniętych z Ewangelii słowach, które Pan skierował do Piotra nad jeziorem Genezaret: „Pójdź za Mną!”. Mówiłem wówczas, że Karol Wojtyła wciąż na nowo przyjmował od Pana to powołanie i zawsze na nowo musiał się wyrzekać wielu rzeczy i z prostotą odpowiadać: „Tak, pójdę za Tobą, nawet jeśli mnie prowadzisz tam, gdzie nie chciałem”. Ów współbrat napisał: „Jeśli Pan powie ci teraz: «Pójdź za Mną», przypomnij sobie, czego nauczałeś w kazaniu. Nie odmawiaj! Bądź posłuszny, jak opisywany przez ciebie wielki Papież, który powrócił do domu Ojca”. Te słowa bardzo głęboko zapadły mi w serce. Drogi Pańskie nie są wygodne, ale my przecież nie zostaliśmy stworzeni do wygód, lecz do wielkich rzeczy, do dobra.

W końcu nie pozostało mi nic innego, jak powiedzieć „tak”. Pokładam ufność w Panu i w was, drodzy przyjaciele90.

Pod koniec 2005 oraz w 2010 roku Benedykt XVI, wspominając pierwsze godziny, mówił o „prawdziwym szoku”91, „przerażeniu” oraz o wewnętrznej, duchowej rozmowie z Bogiem, podczas której wyraził pełne posłuszeństwo i zaufanie92: „Co czynisz ze mną? Teraz to Ty przejmujesz odpowiedzialność. Musisz mnie prowadzić! Ja tego nie potrafię. Jeśli mnie chciałeś, to musisz mi też pomóc!”93.

Pozostaje jedno pytanie: dlaczego Ratzinger został wybrany i to w tak krótkim czasie? Jak widzieliśmy wcześniej, wielu komentatorów próbowało odtworzyć dynamikę wydarzeń i strategie towarzyszące konklawe, ale nie należy pomijać ani lekceważyć kwestii wiary i odpowiedzialności wobec Boga i Kościoła ani atmosfery mikrokultury „rekolekcji”94, w której kardynałowie konfrontowali swe stanowiska i podejmowali decyzje95. Pozostają jednak tylko hipotezy. Z pewnością nowy papież odczuwał ciężar zaawansowanego wieku uniemożliwiający wieloletni pontyfikat oraz brzemię moralnego, intelektualnego i doktrynalnego autorytetu poprzednika, a zarazem głęboki związek z pontyfikatem Wojtyły, czego dowodzi deklaracja kontynuacji linii doktrynalnej mimo odejścia od stylu rządów Polaka. Z pewnością jawił się jako najlepszy kandydat, by sprostać wyzwaniu wewnętrznych zmian eklezjologicznych i eklezjastycznych w Kościele (pragnienie oczyszczenia) oraz problemowi laicyzacji Zachodu. Co ponadto? Brak materiałów utrudnia udzielenie jednoznacznej odpowiedzi. Chciałbym jednak przytoczyć słowa jednego z elektorów, który wyjaśniał przesłanki swej decyzji, z dużym prawdopodobieństwem podzielane przez innych kardynałów. Zaraz po wyborze nowego papieża, kardynał Theodore Edgar McCarrick oświadczył:

Uważam, że konklawe zakończyło się w tak krótkim czasie, ponieważ ten człowiek wywarł na nas wrażenie, nie tylko ze względu na sposób, w jaki się modlił za naszego umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II, nie tylko ze względu na pokorę, uprzejmość i serdeczność, a jednocześnie dobroć i dostojeństwo, z jakimi sprawował funkcję dziekana Kolegium Kardynalskiego w poprzedzającym konklawe okresie po odejściu Ojca Świętego, ale także dlatego, że przebywając z nim, zaczęliśmy sobie przypominać jego wszystkie nadzwyczajne dokonania na rzecz Kościoła w ostatnich dwudziestu pięciu latach, kiedy stał u boku Ojca Świętego. W perfekcyjny sposób wypełniał rolę teologa Ojca Świętego i strażnika doktryny wiary, która była tak ważna dla Jana Pawła II i wszystkich nas. Łącząc swą mądrość z mądrością Ojca Świętego stworzyli wybitny zespół, pracujący dla dobra Kościoła i umiejętnie kierujący wiernymi. Patrząc na niego i słuchając jego słów, przypomnieliśmy sobie, że jest nie tylko wielkim teologiem, ale i człowiekiem wielkiej wiary. […] I wybierając nowego papieża, pierwszego w trzecim tysiącleciu, stanęliśmy przed człowiekiem, który wywarł na nas ogromne wrażenie ze względu na sposób, w jaki kierował nami przez trzy tygodnie, a jego dobroć i świętość przypomniały nam o nadzwyczajnych darach, które ofiarował Kościołowi przez wszystkie lata bliskiej współpracy z Janem Pawłem II. W obliczu wyzwań współczesnego świata wydawało się, że dysponuje konieczną siłą i łaską, by nas poprowadzić w nadchodzących latach96.

Z pewnością po wyborach niektórzy próbowali zinterpretować „wygraną” w myśl własnych interesów. Na przykład wspomniany wcześniej lefebrysta, biskup Fellay, 13 czerwca 2005 roku w Brukseli, stosując ubogie i jednotorowe argumenty, oparte na własnym i pewnym – jak stwierdził – źródle informacji, oświadczył, iż „Benedykt XVI został wybrany wbrew woli radykałów”. I dodał: „Dla radykałów to była ogromna porażka. A to napawa nas nadzieją. Wszystko idzie w dobrym kierunku, ponieważ pokonano radykałów”97. To oczywiste uproszczenie, nie obejmujące faktycznej złożoności opisanej wcześniej sytuacji. Również bardziej umiarkowani komentatorzy wygłaszali podobne przekonania. Pisarz Weigel interpretował decyzję konklawe jako oznakę wyczerpania „trwającej czterdzieści lat próby zmuszenia Kościoła, by dostosował swą doktrynę i naukę moralną do nacisków nowoczesnego świata”98. Wydaje się, że kluczowa kwestia dotyczyła właśnie relacji między Kościołem a współczesnością. Abstrahując od tego, kto faktycznie stał za wyborem, należy podkreślić, że cały medialny front, który wcześniej nie okazał cienia przychylności dla wizji Ratzingera, nie był w stanie ukryć swej wrogości zarówno zaraz po ogłoszeniu decyzji, jak i w kolejnych dniach. Świadczą o tym zarówno małostkowe i przekłamane artykuły w niektórych gazetach (na przykład „Daily Mirror”, „The Sun” czy „Il Manifesto”), jak i pełne zdumienia i niedowierzania wypowiedzi niektórych, od zawsze mu wrogich, komentatorów (Richard McBrien, jezuita Patrick Howell czy teolog Hans Küng). Z drugiej strony warto przypomnieć oznaki niemal euforycznej radości części kardynałów (Meisner, Rivera Carrera, Schönborn) oraz zdecydowanego uznania osób spoza Watykanu (Timothy George reprezentujący amerykańskich ewangelików)99.

Program nowego pontyfikatu

Papież został wybrany, ale wciąż pozostawało pytanie, w którym kierunku będzie chciał poprowadzić swe powszechne rządy, niezależnie od oczekiwań kardynałów. Które z palących problemów uzna za najważniejsze cele dla Kościoła? W poznaniu linii politycznej nowego pontyfikatu mogą pomóc znaczące wystąpienia publiczne, jak na przykład pierwsze przesłanie wygłoszone po koncelebracji Eucharystii z kardynałami elektorami (20 kwietnia)100 czy homilia podczas Mszy Świętej z okazji inauguracji pontyfikatu (24 kwietnia)101. Jego poprzednicy ogłaszali program pontyfikatu na samym początku w formie pierwszej encykliki. Benedykt XVI tego nie uczynił. W swym pierwszym przesłaniu podkreślił emocjonalną i merytoryczną więź z pontyfikatem Jana Pawła II, czyniąc z niego swoistą gwarancję dla katolickiego orbe, pogrążonego w bólu po śmierci Wojtyły. Teologicznym i pisarskim predyspozycjom nowego papieża towarzyszył prosty i bezpośredni styl wypowiedzi. Po nawiązaniu do pełnionych funkcji – biskupa Rzymu, następcy św. Piotra, uniżonego Sługi Bożego, przeszedł do kolegialności w Kościele, będącej jedną z głównych kwestii dla wspólnoty kardynałów, a także niego samego, jak to podkreślił już wcześniej w jednym z udzielonych wywiadów. Z wypowiedzi Ratzingera przebijała klasyczna wykładnia doktryny oraz chęć kontynuacji działań poprzedników:

Podobnie jak Piotr i inni apostołowie tworzyli z woli Chrystusa jedno kolegium apostolskie, tak też następca Piotra i biskupi, następcy apostołów — co podkreślił z mocą Sobór (por. Lumen gentium, 22) — muszą być zjednoczeni ścisłą więzią. Ta kolegialna komunia, przy zachowaniu odmienności zadań i funkcji papieża i biskupów, ma służyć Kościołowi i jedności w wierze, od której zależy w znacznej mierze skuteczność działalności ewangelizacyjnej prowadzonej w dzisiejszym świecie. Tą zatem drogą, którą szli moi czcigodni poprzednicy, ja również zamierzam podążać, troszcząc się jedynie o to, aby głosić całemu światu żywą obecność Chrystusa.

Kolejnym tematem rozważań, który podjął zgodnie ze swą teologiczną wizją i doświadczeniem nabytym w Kongregacji Nauki Wiary, był Sobór Watykański II: „Pragnę z mocą potwierdzić, że jestem zdecydowany prowadzić dalej dzieło wprowadzania w życie Soboru Watykańskiego II, idąc śladem moich poprzedników i dochowując wierności dwutysiącletniej tradycji Kościoła”. Po podkreśleniu centralnego znaczenia Eucharystii, z napomknieniem o konieczności „właściwego sprawowania liturgii”, papież Benedykt przeszedł do kwestii ekumenizmu, którą uznał za kluczową dla swego urzędu; podkreślił swe priorytetowe zobowiązanie

do pracy bez wytchnienia na rzecz odtworzenia pełnej i namacalnej jedności wszystkich wyznawców Chrystusa. To zadanie uznał za najważniejszy cel i obowiązek. Zdawał sobie sprawę, że dla jego osiągnięcia nie wystarczy okazywanie pozytywnych emocji. Konieczne będą konkretne działania, które przenikną do dusz, wstrząsną sumieniem i popchną każdego do wewnętrznej przemiany, stanowiącej podstawę duchowego rozwoju na drodze ekumenizmu […]. Był gotów skorzystać z pełni posiadanej władzy, by propagować kluczową sprawę, jaką jest ekumenizm.

Ratzinger podkreślił, że będzie to możliwe tylko poprzez „oczyszczenie pamięci” oraz oświadczył, że Kościół musi na nowo zaproponować Chrystusa „współczesnemu światu” i że wymaga to dialogu z różnymi cywilizacjami. Także w homilii wygłoszonej podczas Mszy Świętej inaugurującej pontyfikat Benedykt XVI powrócił do tematu Kościoła. Starając się napełnić katolików nadzieją, podkreślił, że jest on „żywy” oraz „młody” i, w myśl uniwersalistycznych aspiracji papiestwa stojącego na progu nowego tysiąclecia, zapewnił, że niesie w sobie „przyszłość świata”. Następnie pozdrowił braci chrześcijan innych wyzwań i Hebrajczyków. Na koniec, jakby w odpowiedzi na oczekiwania słuchaczy zainteresowanych programem, wspomniał o nim w zaskakującej formie retorycznej negacji:

Nie ma potrzeby, abym w tej chwili przedstawiał program moich rządów. Pewien zarys tego, co uważam za swoje zadanie, miałem już możność ukazać w orędziu wygłoszonym w środę 20 kwietnia; będą jeszcze po temu inne sposobności. Prawdziwym programem moich rządów jest nie postępować według własnej woli ani nie realizować swoich idei, ale wsłuchiwać się wraz z całym Kościołem w słowo i wolę Chrystusa, poddawać się Jego przewodnictwu, tak aby to On sam prowadził Kościół w tej godzinie naszej historii. Zamiast przedstawiać program, chciałbym spróbować po prostu omówić dwa znaki, które w liturgii towarzyszą rozpoczęciu posługi Piotrowej; obydwa te znaki odzwierciedlają też dokładnie to, o czym mówią dzisiejsze czytania.

Komentując oba znaki, zaproponował ogólny program, którego centralnym tematem był dialog między Kościołami. W przeciwieństwie do Jana Pawła II, który w 1978 roku nawoływał władców i rządzących, by otworzyli drzwi Chrystusowi, Benedykt omijał sferę polityki. Zwracał się do Kościoła, który winien prowadzić „wszystkich […] ku przyjaźni z Synem Bożym”, „zdobywać ludzi dla Ewangelii – dla Boga, dla Chrystusa, dla prawdziwego życia” oraz wieść na drogę ekumenizmu.

Uwagę zwraca spójność między programowymi deklaracjami złożonymi na początku pontyfikatu a herbem nowego papieża. Ratzinger nie krył duszpasterskiej troski o los Kościoła.

Jak widać program istniał i jednocześnie nie istniał. Ewidentnie centralny problem stanowił Kościół sam w sobie, rozdarty między różnymi wyznaniami i licznymi odłamami. Pięć lat po wyborze papież zdecydował się na wyznanie, pozostające w spójności z przedstawionymi wcześniej zapewnieniami: odnowa sił do głoszenia Ewangelii na świecie stanowiła „część programowych zadań”, które mu „zostały powierzone”102. W tym samym kontekście papież mówił o „dramatyzmie naszych czasów”, w których trzeba „należy trzymać się mocno Słowa Bożego […] i […] nadać chrześcijaństwu prostotę i głębię, bez których nie może ono działać”103. To wszystko stanowiło centralny temat pontyfikatu, przynajmniej na samym początku. Czy został on zrealizowany? Czy też papież odszedł od niego, by podążyć inną drogą? I jak pogodził owe zamierzenia z wyborem imienia, które miało jednak wymiar polityczny?

ROZDZIAŁ 2

Kuria Rzymska

Priorytetowe cele Kościoła i pontyfikatu zostały ogłoszone; teraz należało przejść do ich realizacji. Instytucją wspierającą papieża i jego urząd jest Kuria Rzymska, zespół dykasterii, obejmujący Sekretariat Stanu, kongregacje, rady papieskie, trybunały, komisje oraz liczne urzędy, które służą pomocą papieżowi w kierowaniu Kościołem powszechnym. Instytucja ta nie jest neutralna ani monolityczna; stanowi raczej skupisko osób posiadających własne poglądy i przekonania, które mogą realnie wspierać lub utrudniać poczynania urzędującego papieża.

Działanie kurii opiera się na zbiorze zasad (konstytucja apostolska Pastor Bonus z 1988 roku) i rozporządzeniu wykonawczym (rozporządzenie ogólne z roku 1992), które określają zakres jej kompetencji, uprawnień i ograniczeń. Porządek prawny zależy jednak w pewnym stopniu od historycznych uwarunkowań, a to oznacza, że faktyczne strefy działania poszczególnych dykasterii są styczną osobowości i umiejętności prałatów i kardynałów, a także wytycznych danego papieża. Silny temperament potrafi narzucić swą wolę osobom o słabszym charakterze, a bezpośredni dostęp do papieża umożliwia pokonanie oporu kardynałów lub aparatu biurokratycznego.

To oznacza, że kluczową sprawą jest nie tylko określenie programu pontyfikatu, ale też właściwy dobór osób mających go realizować. Wybór papieża pociąga za sobą (stopniowe) przeobrażenia w kurii. Każdy papież otacza się swoimi ludźmi: za czasów Piusa IX eksponowane stanowiska zajęli duchowni z regionu Marche, Leon XIII powołał do gabinetu mieszkańców Perugii, Pius X postawił na współpracowników z Wenecji Euganejskiej (dlatego w kurii mówiono, że łódź Piotrową zredukowano do gondoli), a za czasów Piusa XI, Jana XXIII i Pawła VI przyszła kolej na Lombardczyków. Po wyborze pierwszego w czasach współczesnych papieża spoza Włoch, główne stanowiska obsadzono nie według klucza regionalnego, ale krajowego. Z oczywistych względów Jan Paweł II preferował Polaków. Benedykt XVI nie postawił na swoich rodaków, ale otoczył się grupą byłych uczniów, dawnych współpracowników i przyjaciół. Bardziej niż na kryterium pochodzenia kładł nacisk na wspólną wizję programową, ideową i, gdy tylko to było możliwe, na zbieżność charakterów.

Jednak równocześnie w chwili objęcia urzędu każdy papież staje przed zespołem ludzi powołanych przez poprzednika do pełnienia określonych funkcji. Konstytucje papieskie dają mu możliwość odwołania przełożonych dykasterii, ale utarte zwyczaje i ostrożność odradzają takie postępowanie, ponieważ radykalne zmiany mogłyby oznaczać wprowadzenie do instytucji o kierowniczej roli znacznej liczby osób nieprzygotowanych, a więc niebędących w stanie od razu zarządzać sytuacjami kryzysowymi. Ponadto kościelny rząd rzymski (i nie tylko on) podejmuje określone działania w oparciu o kryteria i sytuacje z przeszłości, które stanowią nie tylko punkt odniesienia, ale w niektórych przypadkach niosą też specyficzne ograniczenia (wystarczy pomyśleć o decyzjach z zakresu dogmatów czy dyscypliny). To wszystko oznacza, że doświadczenie odgrywa kluczową rolę.

Dlatego też rzadko wybór nowego papieża pociąga za sobą radykalne zmiany na szczytach władzy w kurii. Naturalnym staje się potwierdzenie dotychczasowych stanowisk i wprowadzanie zmian z biegiem czasu.

Także Benedykt XVI postanowił podążyć utartą drogą, z wyjątkiem przesunięć w obrębie kilku drugoplanowych stanowisk w kurii, przeprowadzonych już w pierwszych miesiącach pontyfikatu. Nowy papież zdecydował się zachować zastaną strukturę organizacyjną i dokonywać nowych powołań stopniowo, po wygaśnięciu kadencji poszczególnych duchownych. To dało mu więcej czasu do dyspozycji, by stworzyć prawdziwy zespół rządowy. Ratzinger zdawał sobie sprawę ze swych ułomności, łącznie z ograniczonymi „umiejętnościami zarządczymi i zdolnościami administracyjnymi”104. Wiedział, że musi podejmować decyzje ostrożnie i wnikliwie, bo niełatwo znaleźć zaufane osoby o talencie zarządczym, pozbawione jednocześnie zbędnych zobowiązań. Mimo że należał do kurii od blisko 25 lat, nigdy nie był „człowiekiem kurii” i zawsze trzymał się z dala od biurokratycznych machinacji oraz pałacowych intryg105. Co nie przeszkadzało mu w wyrażaniu jasnego stanowiska w sprawie jej funkcjonowania.

Cały świat, pamiętając poprzednie wystąpienia i publiczne komentarze Ratzingera, z zapartym tchem czekał na pierwsze decyzje nowego papieża. Wielu obserwatorów zapowiadało rychłą reformę kurii, mającą być pierwszym krokiem w kierunku wielopłaszczyznowej transformacji kultury wewnątrz Kościoła katolickiego, w celu nadania jej bardziej ewangelicznego charakteru106. Przypominano stanowisko w kwestii Kościoła (a więc pośrednio i samej kurii), wyrażone w 1988 roku przez ówczesnego kardynała Ratzingera: „Celem reform w przyszłości nie może być stworzenie kolejnych instytucji, ale zmniejszenie ich liczby”107. W 1990 roku podczas konferencji prasowej z okazji spotkania ruchu Komunia i Wyzwolenie w Rimini na zadane pytanie odpowiedział jeszcze bardziej jednoznacznie:

Nawołuję do rachunku sumienia, który winien objąć także Kurię Rzymską, konieczne jest zastanowienie się, które dykasterie są faktycznie konieczne i służą realizacji wyznaczonych celów. Po soborze przeprowadzono dwie reformy kurii, nie można więc wykluczyć także trzeciej reformy, jeśli okaże się ona konieczna; ale problemem nie jest tylko kuria, to byłoby za proste. Musimy zastanowić się, czy wszystkie rady powołane po soborze są nadal potrzebne108.

Podobny ton przebrzmiewał w pierwszym przemówieniu do Kurii Rzymskiej, w którym papież przedstawił swoją wizję Soboru Watykańskiego II, który może być „i coraz bardziej stawać się wielką mocą służącą zawsze potrzebnej odnowie Kościoła”109.

Kościół jest nieustannie reformowany. Podobnie jak i kuria.

Wszyscy żywili nadzieję, że walory intelektualne papieża przełożą się na nowe, trwałe struktury, zwłaszcza po poprzednim pontyfikacie, który raczej nie zajmował się kwestiami wewnętrznej administracji110. Ale zmiana struktur jest możliwa tylko pod warunkiem znalezienia zdolnych i uczciwych ludzi, którzy będą w stanie objąć stery.

Ludzie papieża

Dwa dni po wyborze, 21 kwietnia 2005 roku, papież potwierdził kardynała Angela Sodana na stanowisku sekretarza stanu, podobnie jak czynili to jego poprzednicy, którzy, począwszy od Piusa XI (1922), pozostawiali na czele Sekretariatu Stanu zastanego kardynała. Wcześniej zmiany na szczytach administracji były na porządku dziennym, ponieważ papież pragnął jak najszybciej przejąć kontrolę nad kurią i wybierał na sekretarza stanu zaufanego albo przynajmniej uległego człowieka, będącego jednocześnie w stanie wyrazić wdzięczność za uzyskany awans. Oprócz Sodana swe funkcje zachowali kardynał Leonardo Sandri – zastępca sekretarza stanu – i kardynał Giovanni Lajolo – sekretarz ds. Relacji Stolicy Apostolskiej z Państwami. Pozostali przełożeni dykasterii (kardynałowie i arcybiskupi) zostali potwierdzeni na swych stanowiskach donec aliter provideatur, czyli aż do przeciwnej decyzji papieża. Sekretarze dykasterii zostali potwierdzeni do końca trwania pięcioletniej kadencji111. Zmiany w kurii były stopniowe, w stylu Ratzingera; mówiono wręcz o „uprzejmej rewolucji”112. Pierwsza znacząca zmiana wiązała się z najwyższym stanowiskiem w Kongregacji Nauki Wiary, która zyskała papieża, ale straciła prefekta. Benedykt XVI wybrał wywodzącego się z tej dykasterii Amerykanina Williama Josepha Levadę (13 maja 2005).

W atmosferze początkowej stagnacji na uwagę zasługują tylko niektóre zmiany w obrębie mniej eksponowanych stanowisk, odzwierciedlające nie tyle kwestie personalne, co zgodność wizji teologicznej. Kilka miesięcy po objęciu urzędu papież odwołał sekretarza Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, arcybiskupa Domenica Sorrentina, „zagorzałego orędownika reformy liturgicznej Pawła VI”113, który objął diecezję w Asyżu. Zastąpił go Malcolm Ranjith ze Sri Lanki (10 grudnia 2005), głoszący poglądy bliższe papieżowi. W podobnym świetle należy interpretować nominację przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, arcybiskupa Michaela Fitzgeralda, na stanowiska nuncjusza w Egipcie i delegata przy Lidze Arabskiej w lutym 2006 roku. Niektórzy mówili wręcz o banicji114, będącej wynikiem rozbieżnych z papieżem stanowisk (jeszcze z czasów Jana Pawła II). Fitzgerald nie został zastąpiony w Rzymie przez innego duchownego, ponieważ jego dykasterię włączono do Papieskiej Rady ds. Kultury.

Zmiany organizacyjne w kurii zaczęły toczyć się w szybszym tempie w rok po wyborze Benedykta XVI. W maju 2006 roku ogłoszono pierwsze decyzje dotyczące głównych funkcji w niektórych dykasteriach watykańskich. Zmiany zaczęły się od prefekta Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Na stanowisku tym Ivan Dias zastąpił Crescenzia Sepego, który został arcybiskupem Neapolu. 22 czerwca papież ogłosił przełomową nominację nowego sekretarza stanu. Sędziwy kardynał Angelo Sodano ustąpił miejsca kardynałowi Tarcisiowi Bertonemu, który – choć objął funkcję dopiero we wrześniu – nawet nie miał czasu, by na spokojnie wdrożyć się w nowe obowiązki, a już musiał stawić czoła kryzysowi w relacjach ze światem muzułmańskim po wykładzie (który szczegółowo omówimy w dalszej części książki) wygłoszonym przez papieża w Ratyzbonie. Było to z pewnością niezapomniane „powitanie”.

Decyzja papieża oznaczała przełomową zmianę i odejście od obowiązującego biurokratycznego aksjomatu, zgodnie z którym sekretarz stanu winien mieć za sobą karierę dyplomatyczną. Ratzinger nie wybrał ani dyplomaty, ani człowieka z aparatu Sekretariatu Stanu. Prawdą jest jednak, że podobne przypadki miały miejsce także w przeszłości. Wystarczy pomyśleć o wybitnym sekretarzu stanu, kardynale Ercole Consalvim (1757–1823), członku Trybunału Roty Rzymskiej i wysokim funkcjonariuszu Watykańskiej Komisji Wojskowej, który nie miał żadnego doświadczenia w dyplomacji. Albo o mniej znamienitym kardynale Jean-Marie Villotcie (1905–1979) pochodzącym ze świata duszpasterstwa, który u boku Pawła VI wyglądał jak uczniak. Postawienie nie-dyplomaty na czele watykańskiego aparatu biurokratycznego stanowiło jasne przesłanie ze strony Benedykta XVI: za konkretnymi decyzjami nie stoi polityka dyplomatyczna, ale istotniejsze kwestie. W istocie salezjanin Bertone posiadał konkretne doświadczenie zarówno na polu duszpasterstwa (jako arcybiskup Genui), jak i w zakresie krzewienia wiary (jako sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, czyli prawa ręka ówczesnego prefekta Ratzingera oraz jako członek Papieskiej Komisji ds. Rewizji Kodeksu Prawa Kanonicznego, opublikowanego w 1983 roku). Był też pierwszym po ponad stuleciu sekretarzem stanu – zakonnikiem. Poprzedni (Luigi Lambruschini) został wybrany w 1836 roku.

Nowatorska decyzja Benedykta XVI nie szła w parze z utartymi zwyczajami i logiką działań kurii. Nie przypadkiem Bertone będzie często uważany za odszczepieńca i outsidera. Prawdopodobnie Ratzinger wybrał go z uwagi na wieloletnią zażyłość, podobne nastawienie do pracy oraz „potwierdzoną doświadczeniem zgodność charakterów i lojalność”115. Tylko to co dla jednych uchodzi za zaletę, inni postrzegają jako wadę. Na przykład amerykańscy dyplomaci negatywnie ocenili nominację Bertonego, podkreślając brak doświadczenia dyplomatycznego i postawę yes man. Krytykowali jego „styl duszpasterstwa, który zbyt często oddalał go od Rzymu i wiódł do krajów całego świata, gdzie zajmował się problemami duchowymi, a nie polityką zagraniczną i zarządzaniem”116. Ale może na to właśnie liczył papież. Tak naprawdę dyplomatom z różnych państw nie było łatwo pojąć, na czym polegała „duszpasterska” dyplomacja, czyli, prościej rzecz ujmując, próba zmierzenia się z problemami według klucza teologii, czy też, jak twierdzili niektórzy, „wyłącznie” teologii (ową „wyłączność” należałoby jeszcze udowodnić)117.

Nowy sekretarz stanu zdecydowanie popierał stanowisko swego mentora. Dwa tygodnie po objęciu urzędu udzielił wywiadu, w którym przedstawił program działania („mam nadzieję, że uda mi się przyczynić do wyraźnego zaakcentowania duchowej misji Kościoła, która wybiega poza politykę i dyplomację”) oraz podkreślił konieczność zreformowania kurii, „zastanowienia się, w jaki sposób poprawić funkcjonowanie instytucji dla misyjnych celów Kościoła i ewentualnie ocenić, czy należy zachować wszystkie organy”118.

Niektóre działy kurii nie ceniły zbyt wysoko Bertonego, uznając go za człowieka, który stawia na improwizację, nie przykłada zbytniej wagi do bacznego zarządzania machiną administracyjną, od której zresztą trzyma się z daleka ze względu na liczne wyjazdy. Twierdzono ponadto, że jest zbyt widoczny w mediach (i świecie włoskiej polityki), pomimo braku umiejętności zapobiegania kryzysom związanym z papieskimi rządami oraz ich rozwiązywania119. Należy jednak zauważyć, że trudno się było spodziewać słów uznania dla przełożonego, który – jak wynikało przynajmniej z publicznych deklaracji – miał zamiar zredukować struktury kurii.

Po objęciu przez Bertonego funkcji sekretarza stanu nastał okres zmian. W krótkim czasie na stanowisko przewodniczącego Gubernatoratu Państwa Watykańskiego został mianowany inny Piemontczyk, dyplomata Giovanni Lajolo (15 września 2006), który wcześniej piastował urząd sekretarza ds. Relacji Stolicy Apostolskiej z Państwami. Na jego miejsce mianowano kardynała Dominique’a Mambertiego. Potem wprowadzono kolejne zmiany w Sekretariacie Stanu: kardynał Pietro Parolin, pełniący dotychczas funkcję podsekretarza ds. Relacji Stolicy Apostolskiej z Państwami, został nuncjuszem w Wenezueli, a zastąpił go arcybiskup Ettore Ballestrero z Genui, dobrze znany Bertonemu. Nominację Mambertiego i Ballestrera spotkały się z chłodnym przyjęciem ze strony Ambasady Stanów Zjednoczonych przy Watykanie z uwagi na nikłe doświadczenie obu duchownych120. Arcybiskup Gabriele Caccia odszedł ze stanowiska asesora Sekcji Spraw Ogólnych i został mianowany nuncjuszem w Libanie. Zastąpił go Amerykanin Peter Wells. Kardynał Leonardo Sandri, mianowany prefektem Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, został zastąpiony na stanowisku zastępcy sekretarza stanu przez nuncjusza Fernando Filoniego, który po pewnym czasie ustąpił miejsca wywodzącemu się z Ruchu Focolari arcybiskupowi Giovanniemu Angelowi Becciu (10 maja 2011), po otrzymaniu ważnego stanowiska prefekta Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Jeszcze w roku 2006 (31 października), po odejściu kardynała Castrillóna Hoyosa, na czele Kongregacji ds. Duchowieństwa stanął nowy człowiek w kurii, działający dotychczas w lokalnych strukturach kościelnych, kardynał Cláudio Hummes, wywodzący się z zakonu franciszkanów. Cała dykasteria pozostała w rękach duchownych z Ameryki Łacińskiej.

W kolejnych latach zmiany objęły mniej eksponowane, choć nadal kluczowe, stanowiska dla codziennych rządów w kurii i Watykanie. W październiku 2007 roku papież mianował nowego Mistrza Papieskich Ceremonii Liturgicznych, prałata Guida Mariniego, który odznaczał się bliską Ratzingerowi liturgiczną wrażliwością. W 2008 roku arcybiskup Vincenzo di Mauro zastąpił biskupa Franca Crociego na stanowisku sekretarza w Prefekturze ds. Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej (następnie został zastępcą wysłannika w Vigevano, a na jego miejsce powołano Lucia Ángela Vallejo Baldę). 16 lipca 2009 roku arcybiskup ds. dyplomacji Carlo Maria Viganò został sekretarzem generalnym Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, w miejsce arcybiskupa Renata Boccarda (który objął biskupstwo w diecezji Spoleto-Nursja). Z biegiem czasu ludzie Benedykta XVI zaczęli przejmować zarówno niższe, jak i wysokie stanowiska kurialnej machiny.

Ruszyła stopniowa, ale nieuchronna lawina zmian na szczytach władzy w kurii. Pierwsza nominacja (3 września 2007) dotyczyła uznanego erudyty pontyfikatu, mediolańczyka Gianfranca Ravasiego, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Kultury. Kardynał Agostino Vallini, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, mianowany przez Sodana, objął wikariat w Rzymie i został zastąpiony przez Amerykanina, Raymonda Leo Burke’a, bliskiego teologicznie Benedyktowi XVI (27 czerwca 2008).

Okres kluczowych zmian w obrębie najwyższych stanowisk w kurii miał miejsce w piątym roku pontyfikatu: kardynał z Ghany Peter Turkson został przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Sprawiedliwości i Pokoju (24 października 2009), szwajcarski biskup Kurt Koch przewodniczącym Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan (1 lipca 2010), kanadyjski kardynał Marc Ouellet prefektem Kongregacji ds. Biskupów (30 czerwca 2010), Mauro Piacenza z kurii stanął na czele Kongregacji ds. Duchowieństwa (7 października 2010), arcybiskup z Gwinei, Robert Sarah, objął stanowisko przewodniczącego Papieskiej Rady Cor Unum (7 października 2010), Brazylijczyk João Braz de Aviz z Ruchu Focolari został prefektem Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego (4 stycznia 2011), sekretarz Domenico Calcagno prefektem Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA, 7 lipca 2011), dyplomata Giuseppe Bertello stanął na czele Gubernatoratu Państwa Watykańskiego (3 września 2011), a biskup z Piemontu, Giuseppe Versaldi – Prefektury ds. Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej (21 września 2011).

W 2012 roku dominikanin arcybiskup Jean-Louis Bruguès objął stanowisko bibliotekarza i archiwisty Świętego Kościoła Rzymskiego (w miejsce salezjanina kardynała Raffaele Fariny, zaprzyjaźnionego z Bertonem), a piastowany przez niego urząd sekretarza Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej został powierzony należącemu do Ruchu Focolari Vincenzowi Zaniemu; arcybiskup Vincenzo Paglia ze Wspólnoty Sant’Egidio został przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Rodziny w miejsce związanego z Focolari kardynała Ennia Antonellego; Anglik Arthur Roche zastąpił arcybiskupa Josepha Augustine Di Noię na stanowisku sekretarza Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, który z kolei został wiceprzewodniczącym Papieskiej Komisji Ecclesia Dei; biskup z Tanzanii Protase Rugambwa został sekretarzem pomocniczym Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, a polski kanonik Krzysztof Józef Nykiel odszedł z Kongregacji Nauki Wiary i został regensem Penitencjarii Apostolskiej w miejsce biskupa Gianfranca Girottiego (który również wywodził się z tej kongregacji, czyli środowiska Ratzingera i Bertonego). 2 lipca 2012 roku niemiecki biskup Gerhard Ludwig Müller został mianowany prefektem Kongregacji Nauki Wiary.

Powierzenie Turksonowi, Kochowi, Ouelletowi i Müllerowi stanowisk przewodniczących dykasterii wiązało się z pewnością z ich teologicznym przygotowaniem (także w przypadku Turksona, który – choć nie obronił pracy doktorskiej ze względu na nominację biskupią – ukończył studia teologiczne w Stanach Zjednoczonych, studia biblijne w Rzymie oraz zdobył doświadczenie jako wykładowca w swoim kraju). Inne nominacje, przede wszystkim włoskich duchownych, miały odmienne przesłanki (przynależność do różnych ruchów, lojalność czy ścieżka kariery – cursus honorum).

Wszyscy kardynałowie i prałaci byli ludźmi papieża, rozmyślnie powołanymi do praktycznej realizacji linii i wytycznych Benedykta XVI. Nie wszyscy jednak spełnili pokładane w nich nadzieje.

Warto zauważyć, że niektóre zmiany na najważniejszych stanowiskach były wynikiem lub konsekwencją kryzysu medialnego i problemów w rządach, które zostaną omówione w dalszej części książki. Nasuwa się oczywiste pytanie, co w tych okolicznościach stało za poszczególnymi decyzjami – lojalność czy też inne cechy kandydata. Wiele nazwisk było mocno związanych z osobą sekretarza stanu Tarcisiem Bertonem, który w końcowym okresie pontyfikatu decydował o nominacjach w gospodarczych, finansowych i państwowych instytucjach kurii oraz Watykanu.

U boku nowych duchownych stanęły też nowe osoby świeckie, zwłaszcza w instytucjach zajmujących się PR-em. Na początku pontyfikatu scenę opuścił Joaquín Navarro Valls, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, ustępując miejsca jezuicie Federicowi Lombardiemu. Medialny kryzys, jaki odcisnął się piętnem na końcówce pontyfikatu, wymusił wprowadzenie zmian i powołanie osoby świeckiej, będącej w stanie wyprostować skomplikowane relacje z dziennikarzami. Młody Amerykanin Greg Burke, wywodzący się z Opus Dei, choć nie był urzędnikiem kurii, stał się najgorętszym wyrazicielem jej interesów. Warto też wspomnieć o objęciu stanowiska dyrektora „L’Osservatore Romano” w październiku 2007 roku przez prof. Giovanniego Marię Vianę (wywodzącego się ze środowiska blisko związanego z Pawłem VI). Kolejnym świeckim, któremu powierzono ważną funkcję, był Domenico Giani, mianowany przez papieża na początku czerwca 2006 roku inspektorem generalnym Żandarmerii Watykańskiej. Biorąc pod uwagę, że wcześniej pełnił rolę wiceinspektora generalnego, awans był raczej naturalną decyzją. Symboliczny wymiar z kolei miała nominacja w roku 2010 na stanowisko przewodniczącego Papieskiej Akademii Nauk, szwajcarskiego protestanta Wernera Arbera, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny121. Po raz pierwszy stery Akademii dzierżył niekatolik.

W meandrach watykańskiej administracji i biurokracji prawdziwą oazę stanowiła tzw. rodzina papieska, do której należeli: niemiecki sekretarz osobisty papieża, arcybiskup Georg Gänswein (wierna prawa ręka jeszcze z czasów pracy w Kongregacji Nauki Wiary), arcybiskup Mieczysław Mokrzycki (nazywany don Mietkiem), który pracował w sekretariacie także u boku poprzedniego papieża, a następnie został podniesiony do rangi arcybiskupa Lwowa i zastąpiony na stanowisku przez prałata Alfreda Xuereba z Malty, oraz cztery kobiety świeckie, należące do rad ewangelicznych przy stowarzyszeniu Memores Domini (Comunione e Liberazione), odpowiadające za prace domowe: Carmela Galiandro, Loredana Patrono, Cristina Cernetti i Manuela Camagni, która zmarła 23 listopada 2010 roku potrącona przez samochód, kiedy przechodziła przez ulicę122. W jej miejsce powołano Rossellę Teragnoli. 2010 był czarnym rokiem dla papieża ze względu na nadmierne zainteresowanie mediów, rozczarowania instytucjami kościelnymi i cierpienia w życiu prywatnym. Wokół papieża krążyły też inne osoby, jak kamerdyner Paolo Gabriele, który niespodziewanie znalazł się w świetle jupiterów, Birgit Wansing, związana z Ruchem Szensztackim, pomagająca papieżowi w pracach badawczych i pisaniu, oraz Christine Felder, z Familia Spiritualis Opus, opiekująca się bratem papieża, księdzem Georgem Ratzingerem, podczas jego pobytów w Rzymie. Po jego przybyciu do pałacu rodzina papieska znalazła się w komplecie.

Styl rządów

Każdy papież ma własny styl prowadzenia rządów. Niektórzy słyną z drobiazgowości i chęci kontroli każdego skrawka papieru (Pius XII), inni wolą koncentrować się na najważniejszych decyzjach, pozostawiając resztę spraw podwładnym (Jan Paweł II). Wszystko zależy od charakteru papieża.

Benedykt XVI osobiście czytał raporty i nie zadowalał się subiektywnymi osądami i wnioskami. Przyjmował współpracowników zgodnie z klasycznym harmonogramem audiencji obowiązującym w kurii: w poniedziałki spotykał się z sekretarzem stanu, we wtorki z jego zastępcą, w środy z sekretarzem ds. Relacji z Państwami, w czwartki z prefektem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, w piątki z prefektem Kongregacji Nauki Wiary, a w soboty z prefektem Kongregacji Biskupów123. Audiencje z pozostałymi zwierzchnikami dykasterii miały charakter okresowy. Ponadto wiosną i jesienią uczestniczył w zebraniu przełożonych watykańskich dykasterii124. Niektórzy komentatorzy twierdzili, że papież nie pozostawiał wiele pola do dyskusji, wymagał nie tyle „konsensusu”, co „posłuszeństwa”125.

W przeciwieństwie do swego poprzednika Benedykt XVI nie wykorzystywał śniadań i obiadów jako okazji do spotkań z członkami kurii i Kościoła powszechnego, rzadziej też widywał się z nuncjuszami (tylko podczas przewidzianej protokołem audiencji z okazji przeniesienia do nowej siedziby), którzy w razie potrzeby musieli zwracać się do Sekretariatu Stanu. Również kontakty z biskupami diecezjalnymi były mniej intensywne: wizyty ad limina zaczęły się odbywać co siedem lat, a nie co pięć i zaniechano indywidualnych spotkań z każdym biskupem (jak czynił to natomiast w ostatnich latach pontyfikatu Jan Paweł II).

O ile Benedykt XVI drobiazgowo analizował raporty, więcej trudności sprawiała mu drobiazgowa analiza innych osób. Jak sam oświadczył w jednym z wywiadów, decyzje personalne „są trudne, gdyż nie można wejrzeć w serce człowieka i nikt nie jest wolny od pomyłek. Dlatego jestem ostrożniejszy, dokładniejszy i podejmuję decyzję tylko po wysłuchaniu różnorodnych głosów doradczych”126. Nie odmawiał jednak nikomu kredytu zaufania. Dla papieża współpracownik z kurii winien posiadać „odpowiednie cechy charakteru”, być „człowiekiem duchowym, rzeczywiście wierzącym i przede wszystkim odważnym”127. Oczywiście poza omówionymi w dalszej części książki walorami, jakimi musieli się wykazać kandydaci do episkopatu.

Kuria jest złożonym organizmem. Niestety w trakcie pontyfikatu często dochodziło do wycieku informacji, wbrew obowiązującej zasadzie respektu i posłuszeństwa. Tak jakby wewnątrz pałacu ktoś sabotował papieską linię działania. Jednak nie oznacza to, że należy ślepo ufać przedstawianej przez lata dalekiej od prawdy dychotomii historiograficznej i podzielanej przez niektórych dziennikarzy wizji odizolowanego i osamotnionego w swych rządach papieża. To zdecydowanie droga na skróty. Z definicji każdy papież jest sam, ponieważ to jego słowa mają wymiar nieodwołalności i ostateczności, choć nie jest sam w procesie podejmowania decyzji, gdyż centralny rząd Kościoła współpracuje z organami kolegialnymi, które analizują, badają i oceniają poszczególne sprawy przedstawione im do zaopiniowania. Tym wszystkim zajmują się zarówno stałe instytucje Stolicy Apostolskiej (kongregacje, rady papieskie, komitety itp.), jak i struktury o charakterze doraźnym (specjalnie powołane komisje do zbadania palącego problemu lub zagadnienia). Do całego łańcucha, udoskonalanego przez kolejne stulecia doświadczeń, dołączają kolejne ogniwa – doradcy, równoległe kanały informacji i opinii pojawiające się wraz z nowym papieżem. Papież nigdy nie jest sam, choć odpowiedzialność za ostateczne, dziejowe decyzje spoczywa oczywiście na nim jako głowie Kościoła. Ogólnie rzecz ujmując, można mówić o decyzjonalnej samotności papieża, będącej wyznacznikiem każdego „zwierzchnika”, ale już w konkretnych sytuacjach stwierdzenie to nie jest zgodne z prawdą ze względu na specyfikę procedury decyzjonalnej.

W trakcie pontyfikatu Benedykta XIV, rola zwierzchnika znalazła się na medialnym świeczniku, ponieważ nawet w chwilach kryzysu i napięcia papież nigdy nie szukał kozła ofiarnego wśród swoich współpracowników, a niekiedy nawet krył kurialną machinę, kardynałów i prałatów, wystawiając się bezpośrednio na ewentualną krytykę i ataki.

Sekretariat Stanu

Kuria jest przedmiotem wielorakich krytyk. Nic nowego. Od wieków w niektórych instytucjach kościelnych panuje niemal atawistyczna atmosfera antyrzymska (podczas gdy inne działają z kolei w duchu rzymskim). Warto jednak odejść od stereotypów i wziąć pod uwagę istotne i wyznacznikowe aspekty analizowanego okresu, zaczynając – dlaczego by nie – od szerokiej fali krytyki.

Akredytowani przy Watykanie dyplomaci często określają kurię mianem „włosko-centrycznej, sekretnej i przestarzałej”128. Mimo to uznają jej znaczący wymiar kulturowy. Politi napisał: „Pracownicy kurii są zdecydowanie lepiej wykształceni od współczesnych polityków. Trudno nie zauważyć ich zamiłowania do lektury, refleksji, wyważania argumentów i doboru słów. Wielowiekowa forma mentis owocuje ostrożnością analizy i stonowanymi opiniami”129.

Podczas burzy medialnej, jaka rozpętała się nad Stolicą Apostolską w roku 2010, ówcześni komentatorzy mówili nie tyle o nieumiejętnej komunikacji, co o jej kompletnym braku: „Na szczytach kościelnej władzy brak jasnych i jednoznacznych wytycznych, umożliwiających koordynację działań, nieustanne trzymanie ręki na pulsie opinii publicznej, nakreślanie panoramy międzynarodowej i koncentrowanie wysiłków kurialnej machiny na kluczowym celu”130. Wielu dziennikarzy przyznało, że podczas 100 dni, między lutym a majem 2010 roku, „szczyty władzy Kościoła powszechnego były narażone na presję o niespotykanej wcześniej skali”131. Nie bez powodu pisano: „To nie Watykan dyktuje plan działań i narzuca swe stanowisko światu komunikacji, ale opinia publiczna i mass media poddają osądowi kierownictwo Kościoła”132. Za kierowanie Kościołem odpowiada głównie Sekretariat Stanu, będący centralnym organem kurii. Jego większa lub mniejsza skuteczność ma konsekwencje nie tylko dla watykańskiej dyplomacji, ale dla całego centralnego rządu Kościoła katolickiego.

W końcu to Sekretariat Stanu zajmuje się kwestiami kościelnymi i dyplomatycznymi, które obejmują zarówno sprawy polityczne i dyplomatyczne w wąskim tego słowa znaczeniu, jak i duchowe oraz religijne. To właśnie one, już w przeszłości, „były nie tylko obecne, ale często odgrywały dominującą rolę w kształtowaniu polityki Stolicy Apostolskiej wobec różnych państw”133. Ponadto pełni funkcję moderatora w obrębie wszystkich działań kurii.

Niekiedy sekretariat przejmuje obowiązki poszczególnych dykasterii. Historia zna liczne przypadki przekazywania papieżowi informacji o charakterze instytucjonalnym bezpośrednio przez sekretarza stanu, z pominięciem właściwej dla danej sprawy dykasterii, która była następnie tylko wzywana do realizacji podjętej przez papieża decyzji.

Rola Sekretariatu Stanu wewnątrz kurii wzmocniła się zdecydowanie w wyniku reformy Pawła VI134, który uznał jej „prymat […] nad innymi dykasteriami”135 oraz stylu rządzenia Jana Pawła II, który ze względu na ówczesne uwarunkowania postanowił powierzyć sekretarzowi stanu znaczne pełnomocnictwa wykonawcze136. Ten regresywny stan rzeczy utrzymał Benedykt XVI, powołując nowych ludzi, którzy nie tylko starali się go zachować, ale też dodatkowo wzmocnić rolę i wpływy Sekretariatu Stanu zarówno w obrębie kurii, jak i relacji z Republiką Włoską, marginalizując funkcje Konferencji Episkopatu Włoch, począwszy od roku 2007137.

Sekretarz stanu pozostaje w ścisłych relacjach z papieżem, któremu może na bieżąco przekazywać informacje o postępie prac, oraz utrzymuje kontakty z nuncjuszami, delegatami apostolskimi i ambasadorami akredytowanymi przy Stolicy Apostolskiej. Jego dominująca rola wewnątrz kurii jest bezdyskusyjna z uwagi na pełnioną funkcję pierwszego współpracownika i „premiera” rządu, do którego zadań „należy reprezentowanie i realizowanie woli papieża w każdego rodzaju sprawach”, jakie mogą mu być powierzane138, wraz ze specjalnymi prerogatywami i uprawnieniami.

Jednak faktyczny zakres wpływów sekretarza stanu i centralizm władzy sekretariatu wewnątrz kurii nie są łatwe do ocenienia. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Istotną też kwestią jest osobowość kardynała sprawującego urząd.

Warto w tym momencie przyjrzeć się z bliska relacjom między papieżem a sekretarzami stanu, którzy od czasów kardynała Ottavianiego zaczęli być określani mianem ludzi papieża; to oni – jak stwierdził Andrea Riccardi – „reprezentują podstawowy aspekt unii między osobistą, polityczną wolą papieża a strukturami watykańskiego rządu”139. W tej sieci kontaktów, przyjaźni i interesów nie należy zapominać o teologicznym i duchowym wymiarze. Zarówno powoływanie do życia nowych organów, jak i zmiany wprowadzane w obrębie istniejących już struktur kurialnych i ich funkcjonowania pozostają „w ścisłym związku z potrzebami Kościoła powszechnego”140, historią soborową i bieżącą eklezjologią.

Pierwszym sekretarzem stanu Benedykta XVI był kardynał Sodano (mianowany jeszcze przez poprzedniego papieża), ale prawdziwym sekretarzem papieża był następca Sodana, kardynał Tarcisio Bertone, który – jak widzieliśmy – ze względu na kontrowersje wokół nominacji od samego początku nie cieszył się przychylnością.

Krytyka mediów wobec Bertonego nie tylko nie ucichła ani nie osłabła w trakcie jego urzędowania, ale z każdym dniem narastała141, znajdując poparcie nawet wśród kardynałów bliskich papieżowi. Z dostępnej dokumentacji wynika, że w lutym 2009 roku kardynał Paolo Sardi w liście skierowanym do Ojca Świętego ubolewał między innymi nad „nieporządkiem i zamętem” w kurii oraz w Sekretariacie Stanu142. Prasa donosiła też o spotkaniu papieża z kardynałami Schönbornem, Scolą, Bagnaskiem i Ruinim odbytym 18 kwietnia 2009 roku, w trakcie którego kardynałowie podnosili kwestię zarządzania kurią oraz roli, jaką odgrywa w niej Bertone143. Na głos potępienia nałożyła się nieumiejętność zapobiegania kryzysom i ich rozwiązywania. Mimo to trzy lata po medialnym i dyplomatycznym szumie (2006–2009) papież w roku 2010 dwukrotnie zadeklarował publicznie swe zaufanie względem Bertonego, który przekroczywszy próg 75 lat (urodził się 2 grudnia 1934 roku), wyraził gotowość odejścia ze stanowiska. W liście z 15 stycznia skierowanym do Bertonego, opublikowanym na łamach „L’Osservatore Romano” 22 stycznia, papież nie szczędził słów uznania, potwierdzających zaufanie dla „premiera” państwa:

Ksiądz Kardynał w dniu swoich 75. urodzin, z nadzwyczajną, typową dla siebie wrażliwością postanowił złożyć na me ręce rezygnację ze sprawowania urzędu sekretarza stanu. Przede wszystkim pragnę podziękować Księdzu Kardynałowi oraz Bogu za wspaniałą, wieloletnią posługę jako duchowny i biskup. W bieżących okolicznościach ze słowami najwyższego uznania chciałbym przypomnieć długą drogę naszej współpracy, która zaczęła się, kiedy pełnił Ksiądz Kardynał funkcję konsultora Kongregacji Nauki Wiary. To zasługą Księdza Kardynała było prowadzenie dialogu z arcybiskupem Marcelem Lefebvre’em. Nigdy nie zapomnę też wizyty w Vercelli, stanowiącej dla mnie okazję ponownego spotkania z wielkim świadkiem wiary, św. Euzebiuszem. Powołany przez mego umiłowanego poprzednika do sprawowania urzędu w Kurii Rzymskiej, kompetentnie i z wielkim oddaniem pełnił funkcję Sekretarza Kongregacji Nauki Wiary. Podczas tych intensywnych i pracowitych lat powstały dokumenty o wielkiej wadze doktrynalnej i dyscyplinarnej. Zawsze podziwiałem sensus fidei Księdza Kardynała, jego wiedzę i przygotowanie doktrynalne oraz humanitas, które bardzo nam pomogły w stworzeniu autentycznie rodzinnej atmosfery wewnątrz kongregacji, przy zachowaniu jednocześnie autentycznej i niezaprzeczalnej dyscypliny pracy. Z uwagi na wszystkie te zasługi, latem 2006 roku podjąłem decyzję o powołaniu Księdza Kardynała na stanowisko mojego sekretarza stanu, a dzisiaj stanowią one dla mnie jeszcze jeden powód, dla którego nie chciałbym zrezygnować z naszej cennej współpracy. Składam Księdzu Kardynałowi życzenia wszelkiej pomyślności i Bożych błogosławieństw i proszę jednocześnie Boga o pełnię łask dla pracy mojego zaufanego współpracownika144.

Jak słusznie zauważył dziennikarz Marco Politi, list odzwierciedla psychologiczny aspekt osobowości Ratzingera, pogłębiający się wraz z wiekiem: potrzebę posiadania u swego boku „bliskiej osoby, do której będzie miał pełne zaufanie i która będzie pełnym zapału wykonawcą jego woli”145. Jednocześnie warto zauważyć, że owa mowa pochwalna odnosiła się jedynie do posługi w ramach Kongregacji Nauki Wiary i nie nawiązywała do zasług dla Sekretariatu Stanu. Kardynał pozostał na swym stanowisku ze względu na dawny dorobek (tak naprawdę bliżej nieokreślony), a nie z uwagi na dokonania watykańskiej dyplomacji, której przewodniczył, czy sukcesy koordynowanej przez niego kurii.

W tym samym roku, 1 czerwca, papież skierował kolejny list do kardynała (opublikowany 30 czerwca) z okazji pięćdziesięciolecia kapłaństwa. Również przy tej okazji nie szczędził ogólnych słów uznania:

Zważywszy na wzajemną i potwierdzoną doświadczeniami bliskość, związaną także z faktem niemal codziennych kontaktów, uznałem za konieczne i stosowne, by osobiście złożyć płynące z duszy życzenia z okazji pięćdziesięciolecia kapłaństwa. Oprócz tego jakże miłego dla mnie zadania, chciałbym przekazać w ramach niniejszego listu moje przemyślenia, aby dodatkowo podkreślić moje uznanie dla Księdza Kardynała. W tych jakże trudnych czasach mam nadzieję, że Ksiądz Kardynał kieruje swe myśli do radośniejszych chwil z przeszłości, kiedy z rąk umiłowanego brata Albina Mensa, w otoczeniu krewnych i współbraci, uzyskał sakrę biskupią. Pogłębiwszy wiedzę z zakresu prawa kanonicznego, poświęcił się Ksiądz Kardynał edukowaniu i kształtowaniu młodzieży poprzez nauczanie i publikacje, kierując uwagę zarówno na członków rodziny salezjańskiej, jak i osoby spoza niej. Nie dziwi zatem uznanie i szacunek mojego poprzednika, umiłowanego Sługi Bożego Jana Pawła II, który powołał Księdza Kardynała na stanowisko Arcybiskupa Vercelli i wiernego głosiciela Bożych błogosławieństw. Następnie z woli Ojca Świętego został Ksiądz Kardynał mianowany Sekretarzem Kongregacji Nauki Wiary, tworząc z nami bliską, duchowo i zawodowo, wspólnotę. Z wielkim oddaniem i apostolskim poświęceniem służył Ksiądz Kardynał Kościołowi w Genui, skąd napływają liczne świadectwa kapłańskiej posługi, która przyniosła wiele dobrodziejstw lokalnej wspólnocie. Ukoronowaniem zasług było wyniesienie do godności kardynalskiej. Przywołując bliższe nam czasy, wyrazem mej woli było podjęcie bliższej współpracy i mianowanie Księdza Kardynała na stanowisko sekretarza stanu, by razem dzielić decyzje i obowiązki. Z wielkim i bezdyskusyjnym oddaniem, poświęceniem i biegłością uczestniczył Ksiądz Kardynał w mych projektach duszpasterskich dotyczących Kościoła powszechnego oraz skierowanych do wiernych z całego świata inicjatywach, mających na celu wzmocnienie Bożej rodziny i przywrócenie harmonii na całym świecie146.

Bertone cieszył się wsparciem i protekcją papieża pomimo krytyki i zawiści ze strony kardynałów oraz oznak niezadowolenia części dyplomatów. Chłodne doniesienia dyplomatów ze Stanów Zjednoczonych pozostają jednoznaczne w swej wymowie: określali nieznającego angielskiego Bertonego mianem „dość egoistycznego” i „ambitnego”147. Również drugi z zacytowanych listów nie wspominał o posłudze kardynalskiej w Sekretariacie Stanu. Co więcej w odniesieniu do pełnionej tam funkcji papież docenił uczestnictwo w „procesach duszpasterskich” i w bliżej niesprecyzowanych „inicjatywach skierowanych do wiernych z całego świata”. Dlaczego zabrakło słów uznania za umiejętne kierowanie działaniami kurii i papieską dyplomacją? Czyżby kolejne niedopatrzenie?

Za czasów Bertonego Sekretariat Stanu zdobywał stopniowo coraz większe uprawnienia w aparacie kurialnym. 7 lutego 2011 roku, na mocy wydanego reskryptu148, ustalono, że kardynałowie stojący na czele dykasterii, pragnący uzyskać specjalne pełnomocnictwa od papieża, muszą się zwrócić najpierw do Sekretariatu Stanu. Czy taka centralizacja miała się przyczynić do skuteczności działań? Z pewnością celem było zapobieganie rozpraszaniu energii i zasobów.

Wiosną 2011 roku kilka organów kurii zaapelowało do papieża za pośrednictwem arcybiskupa Gänsweina o zwrócenie uwagi na kulejącą organizację pracy, podkreślając że „zarządzenia niższego stopnia” pozostawały w konflikcie z wytycznymi Konsytuacji Apostolskiej Pastor Bonus sulla Curia, delegitymizując „wytyczne wyższego stopnia”. W piśmie przekazanym do apartamentów papieskich zarzucano „demoralizację współpracowników na najwyższych poziomach, jak również uczciwych podwładnych oddanych Kościołowi i jego misji”, podkreślano powszechne „poczucie bezsilności” i „wymuszone przyzwolenie”; taka sytuacja przekonywała niektórych do „współuczestnictwa z pobudek osobistych (kariera, potajemne i nielegalne bogacenie się, legitymizacja marnotrawstwa itd.)”149.

Oczywiście kuria nie jest tożsama z Sekretariatem Stanu, bo w takiej sytuacji byłaby organem zajmującym się wyłącznie sprawami politycznymi, a przecież tak nie jest. Przy papieżu, byłym prefekcie Kongregacji Nauki Wiary, kuria (a wraz z nią Sekretariat Stanu) skupiała swe działania na kwestiach kulturowych i problemach teologicznych. Również wizja (i jej rewizja) struktury dykasterii była podporządkowana ideologii o szerokich horyzontach i musiała się z nią nie tylko liczyć, ale też pokrywać. Nie przypadkiem w przemowach z okazji Bożego Narodzenia papież, zwracając się do swych najbliższych współpracowników zatrudnionych w kurii, dyplomacji i Państwie Watykańskim, podnosił przede wszystkim kwestie duszpasterskie, a mniej administracyjne czy „kurialne”. Benedykt XVI pragnął nadać machinie kurialnej wymiar duszpasterski, uniknąć jej zamykania się w sobie, co jednak jest nieuniknionym zjawiskiem w przypadku wszelkich dużych struktur organizacyjnych (ryzyko efektu samoodniesienia).

Inne dykasteria

W celu zracjonalizowania i uproszczenia działalności kurii, w rok po wyborze Benedykt XVI zaczął wprowadzać pierwsze zmiany. W marcu 2006 roku połączył Papieską Radę ds. Dialogu Międzyreligijnego z Papieską Radą ds. Kultury i postawił na jej czele kardynała Paula Pouparda. Decyzja ta wpisywała się w szeroką wizję papieża, w której dialog międzyreligijny winien się toczyć w optyce pokoju między narodami, czyli w wymiarze kulturowym i politycznym. W tym samym czasie połączył też Papieską Radę ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących z Radą ds. Sprawiedliwości i Pokoju (Iustitia et Pax) i powierzył jej kierownictwo kardynałowi Renatowi Raffaele Martinowi. Wyglądało to na pierwsze próby przeprowadzenia reform.

Niestety na ambitnych planach się skończyło, mimo że od dłuższego czasu kardynał Ratzinger deklarował, że reorganizacja kurii stanowi jeden z priorytetów. W 2007 roku przywrócono suwerenność Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, a w 2009 roku Rady ds. Migrantów i Podróżujących. Czy nominacja Bertonego na stanowisko sekretarza stanu miała świadczyć o powrocie do usprawniania aparatu biurokratycznego? Czy też wejście Bertonego do gry miało skierować uwagę na inne kwestie? Czy reformatorska fala Benedykta XVI zaczęła się cofać? W odniesieniu do dialogu międzyreligijnego przywrócenie autonomii radzie wiązało się z kryzysem w relacjach z islamem po wykładzie Ratzingera we wrześniu 2006 roku. W zaistniałych okolicznościach zrodziła się potrzeba powołania organu, który w pierwszym rzędzie będzie zajmował się tymi sprawami. Stąd decyzja o przywróceniu suwerenności watykańskiej dykasterii. Aby dobrze zrozumieć perspektywę nowego kierunku działań, należy się przyjrzeć nominacji nowego przewodniczącego, watykańskiego dyplomaty kardynała Jeana-Louisa Taurana. Dialog międzyreligijny miał wymiar nie tylko kulturowy (jak stwierdzano w roku 2006), ale też polityczny (po kryzysie w relacjach z muzułmańskimi rządami). Z kolei decyzja o przywróceniu Rady ds. Migrantów i Podróżujących wydawała się nie mieć jednoznacznego uzasadnienia. Czyżby chodziło o zapewnienie lub przywrócenie przyjaciołom intratnych stanowisk? Czy też uznano po prostu, że kwestia migrantów zaczyna być coraz bardziej paląca?

W 2009 roku doszło do kolejnych zmian w kurii: Papieska Komisja Ecclesia Dei, powołana przez Jana Pawła II w 1988 roku, by prowadzić dialog z wiernymi i duchownymi przywiązanymi do tradycji liturgicznej oraz z kwestionującymi soborowe postanowienia lefebrystami, została przeorganizowana i wcielona do struktur Kongregacji Nauki Wiary (której prefekt miał jednocześnie pełnić funkcję przewodniczącego komisji) ze względu na ewoluowanie dialogu, który coraz częściej dotyczył kwestii czysto doktrynalnych150.

Kolejna reorganizacja objęła Papieską Komisję Kościelnych Dóbr Kultury wcieloną do Papieskiej Rady ds. Kultury (2012), kierowanej przez kardynała Gianfranco Ravasiego151. W tym samym roku powołano Papieską Akademię Języka Łacińskiego, nadzorowaną przez ww. Papieską Radę152. Dykasteria do spraw kultury stała się przedmiotem różnych eksperymentów w trakcie pontyfikatu Benedykta XVI, mających na celu wzmocnienie jej pozycji.

Zmiany te jednak miały ograniczony zasięg, ponieważ wynikały z potrzeby chwili. Kolejna reformatorska decyzja stanowiła odpowiedź na potrzeby wskazane już podczas konklawe w 2005 roku i odpowiadała wizji papieża; w 2010 roku utworzono dykasterię o charakterze duszpasterskim, co dowodziło niepokoju w związku z kryzysem wiary wśród europejskich katolików. Ustanowienie nowej dykasterii – Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji – ze znanym teologiem o profilu duszpasterskim i biegłym komunikatorem medialnym, arcybiskupem Rinem Fisichellą na jej czele, potwierdzało priorytety pontyfikatu Ratzingera. W centrum zainteresowania pozostawała wiara i jej kryzys. Nowa dykasteria miała krzewić wiarę i zapobiegać jej wykorzenianiu we współczesnym społeczeństwie. Nowy organ nie zajmował się, jak widać, kwestiami administracyjno-biurokratycznymi, ale życiowym dla Kościoła problemem; stanowił odpowiedź na pytanie skierowane publicznie do kurii przez Benedykta XVI w grudniu 2011 roku: „Jak dziś głosić Ewangelię? Jak w dzisiejszych czasach wiara może stać się rzeczywiście siłą żywą i życiodajną?”153. Papież podkreślił, że przed Kościołem stoi obecnie „wielki wysiłek duchowy”, w obliczu którego chrześcijaństwo (a nie tylko katolicyzm) musi być przeżywane tak, by „przyjmować to, co dobre i słuszne w nowoczesności – a zarazem odcinać się i odróżniać od tego, co staje się antyreligią”154. Nowa dykasteria miała się zająć właśnie tym palącym dla teraźniejszości i przyszłości Kościoła tematem.

Podobną, a czasem nawet szerszą interpretację odnajdujemy w słowach prałatów z kościołów peryferyjnych. Kardynał Paryża stwierdził, że powołanie przez Benedykta XVI Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji stanowiło odpowiedź na wyzwania związane z „aktualnym funkcjonowaniem Kościoła” oraz kontynuację projektów wdrożonych przez Pawła VI po Soborze Watykańskim II155.

Z pewnością utworzenie nowych dykasterii to ciekawy temat do rozważań. O ile początki pontyfikatu Benedykta XVI toczyły się pod egidą „odchudzenia” machiny administracyjnej, to pod koniec nie tylko nie utrzymano zmian, ale aparatura wręcz się rozrosła.

Niektóre reformy dotyczyły także Państwa Watykańskiego. 7 października 2008 roku Żandarmeria Watykańska przystąpiła do Interpolu156, umożliwiając większe zaangażowanie Watykanu we współpracę międzynarodową w zakresie przestępstw kryminalnych.

Duch reformatorski, mający na celu odnowę katolicyzmu na świecie, padał jednak często ofiarą bieżących wydarzeń, które miały wpływ na strukturę organizacyjną kurii. Polityka wewnętrzna i międzynarodowa Stolicy Apostolskiej ucierpiała z powodu wycieku tajnych, wewnętrznych dokumentów papieskich, ochrzczonego mianem „Vatileaks”. W obliczu kurii przypominającej sito, przez które przeciekały informacje i groźne doniesienia, kurii, która potrafiła zawieruszyć własne dokumenty, papież musiał zainterweniować. 31 marca 2012 roku powołał kardynalską komisję śledczą, na czele której stanął hiszpański kardynał Julián Herranz, a w jej skład weszli m.in. Słowak Jozef Tomko i Włoch Salvatore de Giorgi (osiemdziesięcioletni, a więc nieobarczeni obowiązkiem elekcyjnym, kardynałowie). Wnioski z ich pracy nie zostały opublikowane.

Napięcie sięgało zenitu. 2 lipca 2012 roku Benedykt XVI skierował list do Bertonego157, w którym dziękował mu za bliskość i oświeconą radę. Po raz kolejny papież musiał publicznie wesprzeć swego sekretarza stanu. Niezaprzeczalnie doszło do odwrócenia ról.

Zakres kompetencji

Omawiając wielkie zmiany, nie można jednak zapominać o mniej spektakularnych wydarzeniach, które w dłuższej perspektywie czasu okazały się mieć równie istotne znaczenie. Chodzi o nowy podział kompetencji poszczególnych dykasterii watykańskich158.

Pierwsza zmiana w tym kierunku dotyczyła uprawnień w zakresie dyspensy od obowiązku celibatu, które odebrano Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów i przekazano Kongregacji ds. Duchowieństwa (21 czerwca 2005)159, zmuszając ją do powołania w ramach swych struktur IV Urzędu, mającego zajmować się kwestią księży rezygnujących z kapłaństwa (28 grudnia 2007)160. Decyzję opublikowano dwa miesiące po wyborze Ratzingera, co dowodzi, że była ona owocem prac prowadzonych jeszcze za pontyfikatu poprzedniego papieża.

Kolejna zmiana prawna dotyczyła powoływania i prowadzenia okręgów kościelnych w Europie i niektórych państwach azjatyckich byłego Związku Radzieckiego, zarówno w odniesieniu do Kościoła łacińskiego, jak i wschodniego (4 kwietnia 2006)161. Reorganizacja była wynikiem nowej sytuacji w Europie po upadku komunizmu. Kongregacja ds. Kościołów Wschodnich utraciła uprawnienia w stosunku do Rosji, Białorusi, Ukrainy, Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Mołdawii, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu na rzecz Sekretariatu Stanu, który rozciągnął swe uprawnienia również na strefę jurysdykcji kościelnej zarówno w odniesieniu do Kościoła łacińskiego (zastępując Kongregację ds. Biskupów), jak i Kościoła wschodniego w Bośni, Hercegowinie, Serbii i Czarnogórze, Macedonii oraz Albanii162. Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów utraciła swe ostatnie strefy kompetencji w Europie.

Papieska Komisja Ecclesia Dei poszerzyła swe pole działania, potwierdzone wydaniem instrukcji Universae ecclesiae do listu apostolskiego, ogłoszonej przez papieża 8 kwietnia 2011 roku, a opublikowanej pod datą 30 kwietnia 2011 roku, we wspomnienie papieża św. Piusa V163. Dla celów liturgicznej reformy wprowadzonej przez motu proprio z 2007 roku Summorum Pontificum oraz stałego dialogu dla pojednania z lefebrystami, komisja uzyskała większą swobodę działań i szerszy zakres kompetencji164. W ramach posiadanej wykonawczej władzy zwyczajnej miała czuwać przede wszystkim nad przestrzeganiem i wdrażaniem wytycznych Summorum Pontificum. Uzyskała władzę decyzyjną w sprawie odwołań dotyczących poszczególnych zarządzeń administracyjnych biskupów lub innych ordynariuszów, będących w sprzeczności z motu proprio. Mogła też sprawować pieczę nad ewentualną edycją tekstów liturgicznych, należących do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. I w świetle tych właśnie uprawnień komisja wydała stosowną instrukcję dotyczącą zakresu kompetencji biskupów, praw i obowiązków wiernych, roli kapłanów oraz kwestii dyscypliny liturgicznej i katechetycznej.

Kilka miesięcy później, 30 sierpnia 2011 roku, ogłoszono list apostolski motu proprio zatytułowany Quaerit semper, modyfikujący konstytucję apostolską Pastor bonus165; papież przeniósł niektóre kompetencje Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów do nowo utworzonego urzędu przy Trybunale Roty Rzymskiej, mającego zajmować się udzielaniem dyspensy od zawartych i niedopełnionych małżeństw oraz sprawami o stwierdzenie nieważności święceń166. Za tą zmianą stała chęć umożliwienia Kongregacji poświęcenia się „głównie pobudzaniu rozwoju świętej liturgii Kościoła, w duchu odnowy, której pragnienie wyraził Sobór Watykański II”167.

W roku 2011, za pośrednictwem sekretarza Gänsweina, dotarły do Benedykta XVI sugestie ze strony Ettorego Gottiego Tedeschiego, dotyczące utworzenia „swoistego Ministerstwa Gospodarki […] mającego za zadanie wspomóc bieżące działania i rozwijać przyszłe przedsięwzięcia o wymiarze ekonomicznym oraz prowadzić racjonalną politykę kosztów i przychodów”168. Jednak zamiary nie przerodziły się w czyn.

W styczniu 2013 roku, na miesiąc przed sekretną jeszcze dymisją, Benedykt XVI nie zawahał się podjąć wyzwania zreformowania życia kurii, wydając decyzję o kolejnych zmianach w zakresie jej kompetencji. Na mocy listu apostolskiego motu proprio: Fides per doctrinam z 16 stycznia169 wprowadził kolejne zmiany w konstytucji Pastor bonus i postanowił, że katecheza i jej nauczanie przejdą z kompetencji Kongregacji ds. Duchowieństwa do Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, odpowiedzialnej za nauczanie katechezy w Kościele katolickim. Była to zmiana spójna z wizją papieża. Kongregacja ds. Duchowieństwa, tracąc jedno z uprawnień, zyskała inne. Tego samego dnia, na mocy listu apostolskiego w formie motu proprio: Ministrorum institutio, przeniesiono kompetencje w zakresie kształcenia alumnów seminariów duchownych z Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej do Kongregacji ds. Duchowieństwa170. W następstwie tej decyzji dwie dykasterie posiadały uprawnienia w tej samej strefie: edukacji katolickiej wpływającej na intelektualne kształtowanie młodych ludzi oraz działalności seminariów, przekładającej się na sytuację kleru. Czy w ten sposób osiągnięto spójność edukacyjną (seminarzysta-kapłan podlegający tej samej dykasterii), czy też „konkurencyjność” między rzymskimi kongregacjami?

Warto zauważyć, że wszystkie reformy dotyczące Pastor bonus zostały ujęte w dokumentach papieskich jako realizacja postanowień Soboru Watykańskiego II, czyli określonej wizji teologicznej.

Największymi zmianami w zakresie uprawnień objęto Kongregację ds. Kultu Bożego i Kongregację ds. Duchowieństwa, które wraz z Papieską Radą ds. Kultury (reorganizowaną kilkakrotnie przez papieża) odgrywały kluczową rolę w podejmowaniu przez Stolicę Apostolską racjonalnych działań w Kościele i na świecie. Trudno się jednak temu dziwić, bo jeśli spojrzymy na ogólny program pontyfikatu, kwestie wiary, liturgii (a więc celebracji wiary), kapłaństwa (które przeżywało poważny kryzys z winy samych duchownych) oraz dialog kulturowy stanowiły siłę napędową decyzji Benedykta XVI.

Finanse

Kolejnym dokonaniem papieża było zainicjowanie i częściowe wdrożenie reformy finansów. Benedykt XVI był zmuszony zająć się kwestią, którą jego poprzednik, Jan Paweł II, oddał w ręce współpracowników. Również w tej sferze, przeprowadzenie reform wymagało najpierw znalezienia odpowiednich osób, a dopiero potem restrukturyzacji poszczególnych organów.

Po nominacji nowego sekretarza stanu, Bertonego, papież stopniowo zaczął zastępować duchownych i świeckich stojących na czele organów odpowiedzialnych za finansową siłę Watykanu, takich jak: Administracja Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA), Gubernatorat Państwa Watykańskiego, Prefektura Ekonomicznych Spraw Stolicy Apostolskiej, Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów oraz Instytut Dzieł Religijnych (IOR, jedyny bank na terytorium Watykanu). Na krótko przed odejściem sekretarza stanu kardynał Sodano zdołał powierzyć swemu bliskiemu współpracownikowi i osobistemu sekretarzowi, arcybiskupowi Pierowi Pioppowi, funkcję prałata w IOR (lipiec 2006). Wakat na tym stanowisku sięgał roku 1994. W grupie ludzi papieża, nazywanych „Ratzibanker”171, nadzorujących obroty przekraczające 6 miliardów euro rocznie, znaleźli się: indyjski kardynał Ivan Dias, cieszący się nieposzlakowaną opinią i słynący z religijności, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów oraz należący do zakonu skalabrynianów dziekan wydziału prawa kanonicznego, kardynał Velasio de Paolis, przewodniczący Prefektury Ekonomicznych Spraw Stolicy Apostolskiej (od kwietnia 2008). Wspierali ich nowo powołani w poszczególnych dykasteriach konsultorzy. Na czele APSA pozostał wysoko ceniony kardynał Attilio Nicora, zastąpiony przez człowieka Bertonego (Domenico Calcagno) dopiero w lipcu 2011 roku, natomiast w obrębie Gubernatoratu i IOR w krótkim czasie zaszły duże zmiany; kluczowe stanowiska objęli kolejni „Ratzibankerzy” – finansista Ettore Gotti Tedeschi, arcybiskup Carlo Maria Viganò i biskup Giuseppe Sciacca.

Pierwszy publiczny krok o znacznych medialnych konsekwencjach miał miejsce 23 września 2009 roku: komisja kardynalska pod przewodnictwem Bertonego, nadzorująca działania IOR, przeorganizowała radę nadzorczą instytutu, mianując czterech nowych członków (byli to: Carl Anderson, Najwyższy Rycerz Zakonu Rycerzy Kolumba, Giovanni de Censi, prezes banku Credito Valtellinese, Ronaldo Hermann Schmitz z Deutsche Banku i Manuel Soto Serrano, wiceprezes Indra Sistemas) oraz powierzając Ettoremu Gottiemu Tedeschiemu, uznanemu na całym świecie finansiście (prezesowi Santander Consumer Banku i wykładowcy strategii finansowych na Katolickim Uniwersytecie w Mediolanie), stanowisko prezesa, piastowane wcześniej przez dwadzieścia lat przez Angela Caloię, który stał się bohaterem skandalu, jaki wybuchł po opublikowaniu dokumentów świadczących o braku należytego nadzoru oraz bezpośrednim udziale Caloi w aferze korupcyjnej we Włoszech, obejmującej także IOR172.

Rok później, we wrześniu 2010 roku, IOR pojawił się w zagranicznych gazetach w związku z informacjami o dwuznacznych i mało przejrzystych transakcjach finansowych, przeprowadzanych na terytorium Włoch173. W następstwie słów oburzenia płynących z różnych państw Gotti Tedeschi z determinacją zaczął nawoływać do reformy instytutu, zyskując posłuch i aprobatę także Benedykta XVI174. Kilka lat później prezes IOR oświadczył, że pragnieniem papieża było wdrożenie „międzynarodowych standardów przejrzystości finansowej” i ich przestrzeganie w „przykładny” sposób, „tak, by zapewnić wiarygodność Kościoła jako uniwersalnego autorytetu moralnego175.

30 grudnia 2010 roku papież ogłosił akt normatywny (który wszedł w życie 1 kwietnia), obowiązujący w Państwie Watykańskim, w sprawie „zapobiegania i przeciwdziałania nielegalnemu obrotowi przychodami, pochodzącymi z działalności przestępczej, oraz finansowaniu terroryzmu”176, powołując jednocześnie suwerenny i niezależny Urząd ds. Informacji Finansowej (AIF), uprawniony do przeprowadzania pełnej kontroli w watykańskich instytucjach. Kilka lat później Gotti Tedeschi wspominał, że wdrożenie postanowień aktu oraz uruchomienie AIF wymagało „ogromnego wysiłku ze względu na konflikty i liczne trudności”177.

Reforma została początkowo narzucona z zewnątrz i stała się warunkiem wpisania IOR na tzw. White List Moneyval – listę państw godnych zaufania z punktu widzenia finansowej legalności. Została jednak sprawnie wykorzystana wewnątrz instytucji przez osoby (jak Gotti Tedeschi popierający reformatorskie wytyczne papieża) pragnące poprawić przejrzystość watykańskich finansów. Zewnętrzny wymóg ułatwił wprowadzenie w życie reformatorskiej wizji Ratzingera i jego najbliższych współpracowników.

Przewodniczącym nowo utworzonego AIF został kardynał Attilio Nicora (19 stycznia 2011). Ale jeszcze w roku 2011 przewodniczący watykańskiego trybunału, Giuseppe Dalla Torre, stwierdził, że akt normatywny nie może zostać wdrożony przed jego wejściem w życie. 25 stycznia 2012 roku, na mocy gorąco popieranego przez Bertonego178 dekretu (nr CLIX)179 ogłoszonego przez kardynała Giuseppego Bertella, przewodniczącego Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, zmieniono ustawę z grudnia 2010 roku, ograniczając zakres kompetencji AIF, podporządkowując jej uprawnienia kontrolne obowiązkowi uzyskania stosownego zezwolenia Sekretariatu Stanu oraz rozporządzeniom Gubernatoratu Państwa Watykańskiego. W poufnym piśmie Nicora stwierdził: „Zmiany dotyczące aktu normatywnego […] stanowią krok do tyłu”180, ponieważ mylą „rolę kontrolowanego z rolą kontrolującego”181.

Gazety donosiły o konflikcie w sprawie przejrzystości finansowej182. Za jej zwiększeniem opowiadali się kardynał Nicora, dyrektor AIF, mec. Francesco De Pasquale i prezes IOR Gotti Tedeschi. Ich oponentami byli kardynał Bertone i dyrektor IOR, Paolo Cipriani (mianowany na to stanowisko w 2007 roku, a więc już za pontyfikatu Ratzingera)183. Mówiono o „walce podjazdowej”, a nawet o „autentycznej wojnie bratobójczej”184.

Trudne tygodnie, zwieńczone 24 kwietnia ratyfikacją dekretu ze stycznia 2012 roku, przyniosły również konkretne działania skierowane przeciwko prezesowi IOR, orędownikowi i twórcy finansowej przejrzystości185. Po potwierdzeniu w kwietniu przez specjalną komisję kardynalską nominacji Gottiego Tedeschiego na stanowisko prezesa186, dwaj członkowie rady nadzorczej instytutu, Anderson i Schmitz (wiceprezes), pod koniec maja złożyli oddzielnie na ręce Bertonego wniosek o odwołanie Gottiego Tedeschiego, oskarżając go o pasywność i nieskuteczność działania. Pismo Schmitza stanowiło część korespondencji w sprawie „nadzwyczaj delikatnej i groźnej” sytuacji187 w instytucie. Jak widać pewne kroki podejmowano na długo przed ich oficjalnym ogłoszeniem. Z opublikowanej później dokumentacji wynika, że Bertone został uprzedzony o zamiarze zgłoszenia wniosku o wotum nieufności w stosunku do prezesa IOR (22 maja Schmitz napisał jednoznacznie: „Jak wiadomo Księdzu Kardynałowi, podczas spotkania Zarządu IOR w dniu 24 maja planowane jest zgłoszenie wniosku o wotum nieufności w stosunku do prezesa Gottiego Tedeschiego”)188.

24 maja 2012 (w dniu aresztowania papieskiego kamerdynera, Paola Gabrielego) ogłoszono odwołanie Gottiego Tedeschiego z Zarządu IOR na mocy kuriozalnego dokumentu opublikowanego dwa dni później na łamach „Corriere della Sera”189, w którym skrytykowano jego nieumiejętne wywiązywanie się z podstawowych obowiązków prezesa, brak ostrożności i dbałości, nieobecność na zgromadzeniach rady nadzorczej, udostępnianie dokumentów przeznaczonych tylko do wiadomości prezesa oraz zaostrzającą się zmienność charakteru. Gotti Tedeschi zaczął obawiać się o własne życie190. Ciekawy jest osąd Tedeschiego, którym podzielił się z przyjacielem, Giuseppem Orsim, prezesem koncernu Finmeccanica: „[Watykańskie] środowisko nie różni się niczym od innych ośrodków władzy: panuje w nim obłuda, korupcja i szantaże”191. Ze słów arcybiskupa Gänsweina wynika, że papież był „zaskoczony, mocno zaskoczony” odwołaniem wotum zaufania w stosunku do człowieka, którego wysoko „cenił” i „lubił”: „Ze względu na szacunek wobec opinii osób odpowiedzialnych za tę decyzję postanowił wówczas nie interweniować”192. 24 maja w papieskim domu rozpętało się istne pandemonium: prezes IOR został odwołany. Kamerdynera aresztowano za kradzież dokumentów. Nad papieską głową szalała burza. W jakim kierunku skierować myśli? Jakie podjąć kroki?

27 maja Anderson publicznie zaprzeczył, że decyzja o odwołaniu prezesa miałaby skutkować wstrzymaniem prac nad poprawą finansowej przejrzystości193. Dwa dni później dziennik włoskich biskupów „Avvenire” (bliski światopoglądowi kardynała Nicory) stanął w obronie Gottiego Tedeschiego w uznaniu jego „zawodowych zasług, poświęcenia i determinacji w podejmowaniu prób znalezienia jasnego rozwiązania, na różnych polach, dla palących problemów, a także koncentrowaniu uwagi na wyższym dobru”194. 1 czerwca kardynalska komisja IOR potwierdziła odwołanie Tedeschiego i powierzyła, do czasu nowego wyboru, funkcję prezesa wiceprezesowi Schmitzowi.

Dopiero kilka miesięcy później, w czwartek 15 lutego 2013 roku, już po ogłoszeniu papieskiej abdykacji, powołano nowego prezesa IOR, Niemca Ernsta von Freyberga195. Sądzono wówczas, że dojdzie do publicznej rehabilitacji Gottiego Tedeschiego. Ale tak się nie stało196.

Co sądzić o tej historii? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Czy była to kolejna stracona okazja, by poprawić przejrzystość finansów? Na chwilę obecną dysponujemy zbyt małą liczbą dokumentów, by pokusić się o wyważoną interpretację faktów. Trudno jednak nie dostrzec, że i w tym przypadku papież zainicjował proces zmian, następnie przekazywał go w ręce innych, nie podejmując na koniec żadnej interwencji. Wolał trzymać się z boku czy też, ze względu na nawał problemów (czarny 24 maja), skierował uwagę gdzie indziej? Bez wątpienia ludzie papieża nie podzielali jego linii działania, co wywoływało chaos i osłabiało Kościół. Wciąż pozostaje niewyjaśniona rola Bertonego: poparł Gottiego Tedeschiego czy przystąpił do nagonki na finansistę? Z pewnością z medialnego punktu widzenia sprawa wymknęła się spod kontroli. Ale to już zupełnie inna kwestia.

Kolejnym problemem związanym z finansami było zarządzanie przetargami ogłaszanymi przez Gubernatorat Państwa Watykańskiego. Brak przejrzystości w procedurze wyboru oferenta sprawił, że wygrywały zawsze te same firmy, choć często proponowały wyższą cenę za wykonanie usługi197. Kryteria kosztów były niejasne. Na przykład gubernatorat w jednym tylko roku wydał około 550 000 euro na przygotowanie tradycyjnej szopki i choinki na placu św. Piotra oraz innych szopek zrealizowanych na terenie Państwa Watykańskiego. Na czele Gubernatoratu stał kardynał Giovanni Lajolo (od września 2006), zastąpiony w roku 2011 przez innego Piemontczyka, Giuseppego Bertella, natomiast stanowisko sekretarza gubernatoratu było nieustannie obsadzane kolejnymi osobami, które próbowały zracjonalizować wydatki urzędu. Początkowo funkcję tę objął arcybiskup i były dyplomata Renato Boccardo, następnie dyplomata Viganò, zastąpiony przez znawcę prawa kanonicznego Giuseppego Sciaccę (3 września 2011), byłego audytora Roty Rzymskiej. Kiedy Viganò dowiedział się o planowanym przeniesieniu (na prestiżowe stanowisko nuncjusza w USA), zaczął słać do papieża i sekretarza stanu listy z prośbą o pozostawienie na stanowisku, podkreślając swe zasługi w ograniczaniu wydatków i tworzeniu nadwyżki budżetowej198. W jednym z nich wspomniał nawet o obietnicy Bertonego dotyczącej awansu na stanowisko przewodniczącego gubernatoratu po odejściu kardynała Lajola (i co za tym idzie nominacji kardynalskiej)199. W tym momencie czuł zapewne, że jego kariera znalazła się na zakręcie, że efekty jego pracy nie są wysoko cenione, pomimo informacji o odkrytych malwersacjach finansowych, które ukrócił. Nie wahał się skrytykować działań innych osób, jak choćby Marca Simeona, młodego managera, bliskiego współpracownika Bertonego, którego Viganò nazwał oszczercą; otwarcie mówił też o podejrzanych poczynaniach duchownych, na przykład księdza Paola Nicoliniego z Muzeów Watykańskich. Przeciwko arcybiskupowi ukazały się już wcześniej artykuły w prasie, podważające jego umiejętności kierownicze200, którym ostro zaprzeczał podczas prywatnej rozmowy z Bertonem201, motywując przeniesienie napiętą atmosferą panującą w gubernatoracie w wyniku wprowadzanych przez niego zmian202. Papież powołał specjalną komisję, mającą zbadać zarzuty kierowane przeciwko Viganòwi. Początkowo arcybiskup odpowiedział przychylnie na jej działania, ale po ogłoszeniu wyników dochodzenia wniósł o zbadanie sprawy przez inny organ203. W końcu Viganò został przeniesiony do USA, a na jego miejsce wybrano prałata Sciacca (blisko związanego z Benedyktem XVI), który kontynuował politykę cięcia wydatków i przejrzystości. Cała sprawa wyszła na jaw po wycieku dokumentów. Lajolo twierdził, że Viganò „oparł się na podejrzeniach, które okazały się nieprawdziwe, i obrał błędną drogę”; w swych listach „przedstawiał bardzo negatywne osądy, a […] kierowała nim zraniona duma”204. Z analizy dostępnych materiałów wynika jedynie, że pomimo pojawiających się przeciwników zmian, przez te wszystkie lata próbowano realizować konsekwentną politykę zreformowania zarządu, w pełni popieraną przez papieża. Z oczywistych względów wszelkie próby zdominowania urzędu i karierowiczostwo osób odpowiedzialnych za przejrzystość watykańskich finansów nie ułatwiały realizacji programu ich uzdrowienia.

Pałacowy spisek

W drugiej połowie pontyfikatu Benedykta XVI doszło do wielu przypadków ujawniania watykańskich dokumentów205. Niektóre instytucje kurii nie tylko stawiały opór działaniom papieża, ale i chętnie przekazywały kontrowersyjne dokumenty włoskim dziennikarzom.

Na końcu winnym okazał się kamerdyner. Nic nowego. Niczym zakończenie znanego wszystkim kryminału. Aresztowany i osądzony w 2012 roku papieski kamerdyner, Paolo Gabriele, przyznał się do wykradzenia, skserowania i udostępnienia poufnych dokumentów przechowywanych przez papieża i w Sekretariacie Stanu. Swój czyn usprawiedliwiał pragnieniem wsparcia dzieła reformy Kościoła poprzez ukazanie kontrowersyjnych sytuacji w jego łonie, ze względu na fakt, że papież nie był o nich wcale lub wystarczająco informowany.

Udostępnione dokumenty ujawniły walkę o władzę między kardynałami (Bertonem i Tettamanzim), przykłady korupcji, podejrzane operacje realizowane przez Bank Watykański – IOR, a także plotki na temat śmierci papieża. W odniesieniu do tej ostatniej sprawy opublikowano memorandum kardynała Castrillóna Hoyosa z lutego 2012 roku, według którego kardynał Romeo podczas spotkania w Chinach stwierdził, że papieżowi zostało tylko 12 miesięcy życia. Faktycznie, 12 miesięcy później nie pełnił już papieskiego urzędu. Kardynał z Palermo nigdy publicznie nie wyjaśnił sensu swej podróży do Chin i odbytych tam spotkań. Z pewnością z medialnego punktu widzenia ujawnione dokumenty stawiały w niekorzystnym świetle przede wszystkim Bertonego, którego trudno było uznać za zwolennika reform i gwaranta przejrzystości działań kurii206. Czy wyciek akurat tego rodzaju informacji był zaplanowany? Czy też, abstrahując od faktycznego zakresu winy, miały one dowodzić niedopatrzeń purpurata?

23 czerwca 2012 roku, w środku kryzysu medialnego, papież zwołał spotkanie, w którym wzięło udział pięciu kardynałów: Włoch Camillo Ruini (były wikariusz generalny rzymskiej diecezji), Kanadyjczyk Marc Ouellet (prefekt Kongregacji ds. Biskupów), Francuz Jean-Louis Tauran (przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego), Australijczyk George Pell (arcybiskup Sydney) i Słowak Jozef Tomko (emerytowany prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów), celem omówienia sytuacji w Kurii Rzymskiej207. Znaczącym gestem był brak zaproszenia kardynała Bertonego, będącego jednym z bohaterów afery. Wnioski ze spotkania do dziś pozostają nieznane.

W atmosferze kryzysu wewnętrznego zaufania w stosunku do Kurii Rzymskiej, część kardynałów rezydentów zaczęła mówić nie tylko za zamkniętymi drzwiami, ale też publicznie o konieczności przeorganizowania kurii. Arcybiskup Paryża, kardynał Vingt-Trois, podczas rozmowy w radiu Notre Dame oświadczył: „To prawda, że organizacja kurii liczy całe wieki. I z pewnością nie jest w pełni dostosowana do obecnych wymogów Kościoła. Po soborze Paweł VI, pragnąc wdrożyć nowe projekty, był zmuszony tworzyć na bieżąco poszczególne urzędy. Podobnie Benedykt XVI powołał Papieską Komisję ds. Nowej Ewangelizacji. Tego rodzaju decyzje pozwalają iść z duchem czasów, ale nie reformują funkcjonowania całego systemu”. I dodał: „Obecnie każda dykasteria działa we własnym zakresie, a komunikacja między nimi, z wyjątkiem rozmów między kardynałami, jest często długa, a niekiedy po prostu jej nie ma”208. Zarzutom dotyczącym dezorganizacji towarzyszyło nawoływanie do generalnych, a nie tylko doraźnych zmian.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Benedykt XVI. Wielki papież czasu kryzysu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu