Ciało ograbione

Ciało ograbione

Autorzy: Antjie Krog

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Powieść, opowiadanie, poezja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 68

Cena książki papierowej: 28.00 zł

cena od: 11.68 zł

Antjie Krog: afrykańska, zbuntowana, elektryzująca

Przekrojowy wybór najlepszych wierszy Antjie Krog, w przekładzie z afrikaans prof. Jerzego Kocha. To poezja emocjonalna i emancypacyjna, niepohamowana i wyzywająca. Krog pisze wiersze przepełnione wściekłością białej kobiety wyrywającej się z patriarchalnego systemu oraz Afrykanerki stającej się Południowoafrykanką. Emocjonalne napięcie – na pograniczu eksplozji – przesyca zarówno wiersze zaangażowane politycznie, jak i erotyki Krog. Zamiast dystansu — identyfikacja, etyka jest przedkładana nad estetykę, a konserwatyzm zastępowany rewolucyjnym zaangażowaniem.

Twórczość Antjie Krog cieszy się ogromnym uznaniem, świadczą o tym liczne nagrody, w tym pięć doktoratów honorowych. Za najnowszy tom Mede-wete, poetka otrzymała niedawno nagrodę im. J.B.M. Hertzoga przyznawaną przez Południowoafrykańską Akademię Nauki i Sztuki. To najbardziej prestiżowe wyróżnienie w dziedzinie literatury afrikaans już po raz drugi trafiło w ręce Antjie Krog.

Spis treści

Karta redakcyjna

stając się poetką

Paternoster

pierwsza noc

moje miłosne słowa

mężczyźni, którymi byłeś

dzień się poddaje swojej melancholii

sierpniowy wiatr

pieśń małżeńska

sonet o uderzeniach gorąca

poranna herbata

jak to powiedzieć

nieokiełznanie i ziemsko

mama się spóźni

foliogram płastugi

windows 2000

depresja 1

depresja 2

kiedy najmłodsze dziecko

niedzielny obiad

od kiedy

to prawda

ciało ograbione

wtorek 17 czerwca

środa 18 czerwca

czwartek 19 czerwca

niedziela 22 czerwca

poniedziałek 23 czerwca

piątek 27 czerwca

patroszenie

monastycznie

eland przy wodopoju

1995

trala-lala trala-la

cud

przyłóż ucho do pęknięcia mojego kraju

ziemia

Afrykańska, subwersywna, wieloznaczna – poezja Antjie Krog – Jerzy Koch

Opieka redakcyjna: KRZYSZTOF LISOWSKI

Korekta: LUCYNA KOWALIK, ANNA RUDNICKA

Na okładce wykorzystano pracę Łukasza Huculaka Symetria (2014)

Projekt okładki i stron tytułowych: ROBERT KLEEMANN

Wiersze tego wyboru pochodzą z książek:

Mannin, 1975; Otters in bronslaai, 1981; Lady Anne, 1989; Gedigte 1989–1995 (1995); Kleur kom nooit alleen nie, 2000; Verweerskrif, 2006; Mede-wete, 2014.

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

Copyright © Antjie Krog

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Literackie, 2017

All rights reserved

© Copyright for the Polish translation by Jerzy Koch

Wydanie pierwsze

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

ISBN 978-83-08-05986-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

jak to powiedzieć

naprawdę nie wiem jak to powiedzieć

twoja krótko przystrzyżona zahartowana broda może jest

zbyt bliska, dla języka zbyt najeżona na mnie, żwirowo zbyt siwa

naprawdę nie wiem jak mówić o twoim starzejącym się ciele

nie używając słów „strata” lub „fatalnie”. nie wiem.

nie wiem dlaczego słowo „zmarszczki” brzmi tak banalnie

nie wiem jak starzenie się powinno zabrzmieć w języku

tęczówki twoich osławionych błękitnych oczu

uległy tymczasem zieleni

teraz bardziej jąkliwe i intymne – dwa trwałe

chłodne cienie, które całe życie mnie kochają

palcem wskazującym obrysowuję twoje brwi

skąd krzaczki wybuchają błyskawicami

twarz, którą kocham; oblicze erozji

kiedy cię przytulam, spostrzegam, że twoje włosy to puszek

skóra głowy zaskakuje mnie swoją fakturą – podobnie

długie wyżłobienia biegnące od uszu do karku

usta, które tak wspaniale potrafiły ranić, poruszają się teraz

aromatycznie u moich skroni, łaskawe niczym chleb

ręce pozwalają moim piersiom jak pucharom ciemnego wina

wypełnić twoje dłonie; myślę, że staram się powiedzieć

że twój tęgi brzuch wydaje mi się sexy

że twoja erekcja pod równą krągłością

sprawia, że wilgotnieją mi usta; myślę że

staram się powiedzieć, że po raz pierwszy

mogę się oddać twoim udom z powodu ich miękkiej

bieli, że wolę jedwabistą wiotkość twoich pośladków

od młodzieńczej pożądliwości litej i napastliwej

jak dawniej, nie chodzi ci w seksie już

o ciebie, ale o mnie, nie chcesz już

rozmnażać się ze mnie, tylko sam

spokojnie dajesz mi się poznać – w

w przepychu tego doświadczenia się rozciągam. jest

zupełnie tak jakbyś był głębiej we mnie, ja ciszej, jakbyśmy

dochodzili w pełniejszej całości. jak przeciwstawić się

łatwej wymówce, która starzenie się potrafi pochwycić

tylko w metaforę śmierci? jak i czym

zdobywa się leksykon starości?

nieokiełznanie i ziemsko

nieokiełznanie i ziemsko rozcieleśniłam się niegdyś rojąc o miłości – żerując na wszystkim aż po pachwiny tak fantazjowałam psalmodycznie zajadając się jakże łapczywa to miłość siorbiąca do kości do każdej łuski aż do umoru dudniąca tak myślałam że będzie nieokiełznanie i ziemsko – absolutnie znienacka bezgranicznie kochać będę przytłaczająco z krtanią rozdygotaną w oddaniu z zaskoczenia gromką pieśnią pustosząc tak piersią w pierś pogłębiając tak by kochać by wiecznie być kochaną i okwieconą wielką rozległością lecz teraz coś cienko nadżarło ocalenie coś w czym odpust za miłowanie i dźwięk ostatni siwo zamienia wybaczenie na mściwość z ułamka którym jestem pochodzi łupina skostniała dźgająca moje serce lodową ostrogą ty mój naprawdę niezbywalny kochany kipimy oboje w objęciach ramionach przeperforowani ranami ziemia nie jest prosta

mama się spóźni

to że do was wracam

zmęczona bez pamięci

że drzwi do kuchni są otwarte a ja

wsuwam się z torbami pośpiesznymi prezentami

w korytarzu przekradam się obok smutnych snów

mojej rodziny okien pokrytych

ich opuszczonym językiem w ostrym

świetle łazienki myję zęby

kładę pigułkę na język: Czw.

to że przechodzę obok mojej śpiącej córki

jej pościel gładka naciągnięta pod brodę

na toaletce majaczą jedwabniki oprawne w złoto

to że mogę przejść obok synów zaciśniętych

na poduszkach jak pięści marszczących czoła

niespokojne półtony odbijają się po pokoju

to że nocną koszulę wysupłuję z szuflady

w mroczną szparę za twoimi plecami się wsuwam

to że ciepło mnie opływa

nie czyni ze mnie ani poetki ani człowieka

w pułapce oddechu

polegnę w kobiecie

foliogram płastugi

światło na biurku

rozpływa się w mroku

na papierze wyczekuję mych gości

czworo moich dzieci

dorsalnie i analnie zawisło w kruchej równowadze

płetewki w gardle stale się ruszają

oczy niezwykle łagodne

w płytkiej słonawej wodzie metaforami Mama

ugniata glinę

zbliżcie się tu pochylcie nad słownikami i pustymi stronicami

jakże miła mi ta drobna szkółka

ławica czterech zwrotnych ryb moich

zanęcona czymże mam was nakarmić?

kochane dziecko ta wąska krawędź

niech zstąpi ku dnu

w stronę nurtu tak właśnie

wykręca się ale Mama cię trzyma Mama

jest tutaj

oczko najniższe zdumiewająco błękitne po Tacie

migruje ostrożnie w złożonej wiązce

nerwów i mięśni

ku górze w pobliże drugiego

zawadiackie usta wydymają się prawie nienormalnie

z czasem jęzorek znajdzie swoje miejsce

pigment górnej krawędzi ciemnieje

niezauważenie leżycie wśród piasku i kamieni

fragmentem dna i nigdy

już drapieżne czy w ucieczce

przyciskam usta do każdej wykrzywionej twarzy Mama wie

przeżyjecie odpływ

windows 2000

ziemia zawisła nieprzygotowana

i kiedy wiatr się zrywa

na Kloofstraat moje dziecko przystanęło z tornistrem

dziecko ty moje! przyzywam go

tam gdzie moje serce bije najtłoczniej

jak zwykle jestem gdzie indziej

obmyślam go aż po migdałki

migdałki które unoszą naręcza wyłuskanego światła

śledzę jego szept w matrycy mojej krwi

dziecko speszone zamyślone na ulicy

chude długonogie nieporadne jak składana drabina

ortodontycznie ślini się na wietrze

to ja

tu mama

jego oczy właśnie mnie opuszczają

wiatr zawodzi nad górą

wiatr odziera z niego całą dziecięcość

ziemia zaległa nieprzygotowana

gęstnieję wokół niego

omijam całą winę wszystkie sny i wszystkie nadzieje

zagęszczam się wokół niego

bo go kocham

odlotowo

tak obłędnie drugą stroną mojego serca

depresja 1

zupełnie jakbyś się w swoich oczach

zapadał coraz bardziej jakby twoje czoło robiło się coraz

mroczniejsze policzki bardziej

zastygłe usta odleglejsze

od wszystkiego co kiedykolwiek było ze

mnie twoje ciało takie przezroczyste że moja

dłoń mogłaby przejść przez ciebie na wylot kiedy

próbuję udaremnić twoje zanikanie kręcisz się

wśród nas ale zerwałeś

kontakt po twoich dłoniach

widzę jak zawzięcie niekiedy jeszcze się

utrzymujesz paznokcie u twoich palców

nikną jest zupełnie tak jakbym

biegła wzdłuż brzegu i rzucała ratunkowe

koła i liny i gałęzie i wychodziła z siebie

krzycząc że musisz wytrwać utrzymać się że ja

popłynę po ciebie że oddam siebie

za ciebie że samego Pana Boga wyszarpnę

z nieba że wszystko

wszystko oddam by cię bezpiecznie

sprowadzić do twoich oczu

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Ciało ograbione 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Sześć światów Hain