Szóste okno

Szóste okno

Autorzy: Rachel Abbott

Wydawnictwo: Filia

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 400

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 18.00 zł

Prawda boli, ale kłamstwa mogą zabić.

Po śmierci męża Natalie Gray wiąże się z jego najlepszym przyjacielem, Edem Cooperem. Kobieta pragnie, aby zastąpił on ojca jej dorastającej córce, Scarlett, z czasem jednak zaczyna podejrzewać, że intencje mężczyzny nie są do końca czyste.

Natalie próbuje zapewnić sobie i córce bezpieczeństwo, dlatego wkrótce przeprowadzają się do kolejnego domu. To miejsce również skrywa swój mroczny sekret.

Być może znacznie gorszy od tego, przed którym uciekły.

Tymczasem Tom Douglas prowadzi śledztwo w sprawie samobójstwa nastolatki. Ślady doprowadzają go do Natalie i Scarlett. Czy Douglas zdąży ochronić je przed prawdą, która może zniszczyć ich życie na zawsze?

2,5 miliona sprzedanych egzemplarzy

„Napięcie budowane przez całą powieść doprowadzało mnie do szaleństwa”. Angela Marsons, autorka Niemego krzyku

„Mistrzowska, uzależniająca. Finał zapiera dech w piersiach”. Robert Bryndza, autor Dziewczyny w lodzie

„Szczerze podziwiam to, jak Rachel Abbott układa swoje thrillery! Szóste okno to Abbott w najlepszej formie”. Elizabeth Haynes, autorka Into the Darkest Corner

Prolog

Ta noc nie różniła się niczym od innych z ostatnich kilku tygodni. Kiedy kobieta wyjrzała z okna swojego mieszkania na drugim piętrze w dół, na wąską uliczkę nadal pogrążoną w mroku poprzedzającym świt, uznała, że nie może tego dłużej znieść.

Uniosła wzrok, szukając gwiazd w prześwitach nieba między dachami domostw, ale w Manchesterze niebo nigdy nie było całkowicie czarne. Panowała tu wieczna poświata od latarni ulicznych i przesadnie jasnych okien wystawowych. Ciągły hałas panujący na ulicach był niczym więcej jak tylko tłem muzycznym, które dawno nauczyła się wyciszać w umyśle. Sen jednak znów nie był jej dany. W każdej chwili okrzyki zmarłych mogły zakłócić ciszę, burząc wszelkie namiastki spokoju.

Jako pierwsza rezydentka północnego skrzydła tego nowo zaadaptowanego budynku mieszkalnego, cieszyła się swoją samotnością i z niechęcią przyjęła stopniowe pojawianie się kolejnych lokatorów po tej stronie budynku, podczas gdy jego południowa część pozostawała praktycznie niezamieszkana. Może powinna bardziej się postarać i spróbować się zaprzyjaźnić ze swoimi sąsiadami? Mogłaby spytać, czy oni również słyszą głosy. Była jednak przekonana, że nie zrozumieją. Prawdopodobnie nie znali historii tego budynku i zapewne wcale ich ona nie obchodziła. A była to historia, która ją fascynowała i jednocześnie przerażała.

Kobieta chwyciła czarny turmalinowy amulet wiszący na jej szyi. Pragnęła, żeby ochronił ją przed wszystkim, co działo się w tym pokoju. Czuła wokół siebie obecność duchów – dzieci, które tu mieszkały i umarły. W dziewiętnastym wieku budynek został wynajęty jako dodatkowe miejsce dla przepełnionego przytułku na New Bridge Street, a teraz biedne zagubione dusze otaczały ją, usiłując coś jej przekazać. Była tego pewna.

Miała kontakt ze zmarłymi. Było to coś, o czym zawsze wiedziała, ale nikt nigdy jej nie wierzył. Tym razem jednak była przekonana, że duchy dzieci czegoś od niej chcą, a ona nie potrafi im pomóc.

Najpierw usłyszała śmiech – cichutkie echo przepełnionego szczęściem chichotania rozlegające się w jej dużym pokoju. Nie przeszkadzało jej to – wręcz wywoływało u niej uśmiech. Kilka dni później jednak śmiech przemienił się w płacz – rozdzierające serce łkanie, które obudziło w niej pragnienie utulenia tego biednego zmarłego dziecka. A raczej dzieci, bo na przestrzeni kilku dni słyszała kilkoro z nich: zawsze zaczynało się od radosnego śmiechu, który ostatecznie kończył się łzami.

Tylko długie godziny między zapadnięciem zmroku i brzaskiem były wypełnione dziwną ciszą. Być może wtedy duchy odpoczywały. W tym czasie kobieta krążyła po mieszkaniu, niezdolna do ukojenia dusz uwięzionych w ścianach jej domu.

Znów dotknęła palcami turmalinu, a potem sięgnęła w dół, aby pogładzić niebieski angelit spoczywający w miseczce na stole. Był to kryształ, który wybrała spośród swoich cennych amuletów, aby pomógł jej porozumieć się z aniołami. Niestety, nie działał. Nieustanne próby nawiązania kontaktu, aby uwolnić uwięzione w ścianach domostwa dusze dzieci, coraz bardziej ją wyczerpywały.

Nadeszła pora, aby pozostawić je ich własnemu smutkowi.

*

Piętnaście mil dalej, w północnej części Manchesteru, Bernie Gray postawił kołnierz swojej odblaskowozielonej kurtki, chroniąc się przed mżawką, która nękała miasto przez ostatnie dwa dni. On jednak nie miał nic przeciwko deszczowi i ledwie go zauważał. Miał inne rzeczy na głowie.

Szarpnął lekko smycz. Ich nowy pies, szczeniak, którego kupili dla córki dwa tygodnie wcześniej w ramach długo wyczekiwanego prezentu gwiazdkowego, był teraz dużo bardziej nieskory do spaceru w taką pogodę niż przed wyjściem. Dwie minuty temu Zena krążyła podekscytowana, wchodząc Berniemu pod nogi. Oczywiście odbywało się to w przytulnym cieple kuchni. Teraz, kiedy znalazła się na zewnątrz, najwyraźniej zmieniła zdanie.

Od czasu pojawienia się Zeny w domu, na Wigilię, Bernie został oddelegowany do jej porannego wyprowadzania. Chociaż nie minęła jeszcze szósta, czuł, że mała przebieżka dobrze na niego wpływała, mimo że na razie robił zawsze tylko małe okrążenie, czekając, aż łapy szczeniaka staną się silniejsze. Poranne spacery były zazwyczaj dla Berniego wyśmienitą okazją do przygotowania się na czekający go dzień. Pozwalało mu to również skoncentrować się na stałym zmartwieniu, które rzadko go opuszczało nawet na sekundę.

Tego dnia jednak Bernie rozmyślał głównie o rozmowie, jaką odbył ze swoją córką, Scarlett. W zasadzie nie była to rozmowa, a raczej jednostronne oskarżenie, i Bernie musiał znaleźć sposób, żeby jakoś naprawić tę sytuację.

– Chodź, Zena – zawołał cicho, nakłaniając małego czekoladowego labradora do odbycia regularnej przechadzki po stałej trasie: wzdłuż ulicy, dróżką prowadzącą za kościół na ulicę, a potem z powrotem do domu. Całe okrążenie zajmowało im nie więcej niż piętnaście minut i Bernie nigdy nie spotkał po drodze żywej duszy. Zapewniała to wczesna pora i wilgotny chłód poranków.

Skręcił w lewo na ścieżkę i spojrzał na wieżę kościelną, odbijającą się wyraźnie na tle granatowego nieba, któremu daleko było jeszcze do pojawienia się jutrzenki. Bernie zerknął pod nogi, starając się unikać większych kałuż, w które Zena, teraz już przyzwyczajona do chłodu, radośnie wbiegała. Jej nowa obroża wyposażona w niebieskie diody odbijała się w czarnym lustrze wody.

Bernie ustalił, co powie Scarlett i jak odpowie na jej pytania. Oczywiście nie podzieli się z nią całą prawdą, ale zdecydowanie postara się wymyślić wytłumaczenie, które córka będzie w stanie zaakceptować – nieco uładzoną wersję wydarzeń, zrozumiałą dla trzynastolatki. Kiedy zobaczył jej minę tego poranka i usłyszał w jej głosie obrzydzenie, żołądek ścisnął się mu boleśnie. Nie mógł stracić Scarlett. Wiedział, że nie ma innego wyjścia. Musiał raz na zawsze wyjaśnić tę sprawę i zaakceptować wszelkie konsekwencje.

Bernie skręcił w wąską dróżkę prowadzącą z powrotem do domu. Bezzaprawowy mur biegnący po obu jej stronach tworzył swoisty tunel aerodynamiczny. Bernie pochylił się lekko, osłaniając twarz przed zacinającą mżawką. Spojrzał na Zenę i uśmiechnął się. Ze zmokniętym futrem psiak wyglądał jak szczurek. W tym momencie suczka uniosła głowę i nastawiła uszu. Nagle zatrzymała się.

– Chodź, Zena – zawołał Bernie nieco głośniej, przekrzykując gwizd wiatru. – Ruszaj się.

Co takiego usłyszała? Przechyliła głowę lekko na jedną stronę, ale dopiero gdy dostrzegł blask reflektorów, zdał sobie sprawę, że na ulicy przed nim znajduje się samochód. Jechał powoli, oświetlając drogę przytłumionymi żółtawymi światłami.

Bernie podniósł głowę i wyciągnął dłoń przed siebie, prosząc gestem kierowcę, aby się zatrzymał. Nie było tu nawet skrawka trawy, na którym mógł się schronić, żadnej bramy do czyjegoś ogrodu, aby się w niej schować.

Samochód zatrzymał się jakieś dziesięć metrów przed nim. Bernie skinął głową w podzięce, mając nadzieję, że kierowca dostrzegł jego twarz schowaną pod kapturem odblaskowej kurtki. Chwycił Zenę, żeby mogli szybko przecisnąć się przez wąską przestrzeń między samochodem a murem.

Kiedy uniósł wywijającego się psiaka, nagle usłyszał odgłos, którego się nie spodziewał. Kierowca zwiększył obroty silnika. Zapewne chciał zasygnalizować, żeby Bernie się pospieszył. Przycisnął więc Zenę do piersi i ruszył w stronę wozu – ale nie tak szybko, jak samochód w jego kierunku, z oślepiającymi reflektorami włączonymi na całą moc.

Nie miał gdzie uciec.

Ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślał Bernie, kiedy samochód uderzył w niego i Zenę, było to, że teraz już nigdy nie będzie miał szansy, żeby wyjaśnić sprawy między nim i córką.

1

OSIEMNAŚCIE MIESIĘCY PÓŹNIEJ

Odgłos zamykanych na górze drzwi powinien być dla Natalie Gray wystarczającym ostrzeżeniem, że wkrótce nie będzie sama, ale tymczasem siedziała ze wzrokiem utkwionym w ekranie komputera, a jej serce waliło jak młot.

– O Boże – szepnęła ledwo słyszalnie. – Proszę, niech to będzie coś związanego z pracą.

Coraz głośniejsze, radosne pogwizdywanie Eda dotarło do niej wreszcie i szybko, po cichu zamknęła laptopa. Przemierzyła kuchnię w kierunku czajnika, chwyciła go i wsadziła pod zimną wodę. Wyglądało, jakby przez cały czas stała przy zlewie.

Nie powinna używać komputera Eda, ale chciała sprawdzić pogodę na dziś. Zajrzała do historii przeglądarki internetowej, szukając strony z prognozą. Zapewne gdzieś tam był link do niej, lecz Natalie nie dotarła aż tak daleko.

– Chcesz herbaty, Ed? – spytała, usiłując nadać swojemu głosowi radosne i pogodne brzmienie. Słabiutko to wyszło, ale musiała najpierw się zastanowić nad tym, co widziała, przed wydaniem zbyt pospiesznego osądu. Ich znajomość była jeszcze dość świeża i jakiekolwiek oskarżenie mogłoby ją zniszczyć.

– Byłoby cudownie. Poproszę, kochanie.

Natalie zebrała się w sobie i odwróciła się do Eda, zaskoczona tym, że ubrał się w dżinsy i podkoszulek. Był dużym, muskularnym mężczyzną o szerokich barach i wszystkie ubrania dobrze na nim leżały – od dzisiejszego zestawu po formalny policyjny mundur.

– Myślałam, że masz dzisiaj dyżur – powiedziała, ściągając z półeczki kubek i wrzucając do niego torebkę herbaty. Desperacko starała się być rozmowna jak zwykle. Normalnie uwielbiała się krzątać po tej kuchni, pełnej lśniących białych szafek i blatów kuchennych z czarnego granitu, lecz w tej chwili pragnęła znaleźć się jak najdalej stąd.

– Miałem, ale obiecałem jednemu z chłopaków, że w tym tygodniu zamienię się z nim na nocki. Jego żona właśnie urodziła ich trzecie dziecko i zaoferował jej, że będzie karmił je o północy, żeby mogła się chociaż trochę przespać. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza, Nat? – Spojrzał na nią zaniepokojony. – Wiem, że w związku z tym będziesz spędzała noce sama, ale nie mogłem odmówić mu pomocy.

Natalie uśmiechnęła się do niego z nadzieją, że nie zauważył jej niepewności. Cichutki głosik w jej głowie mówił, że jest głupia i przesadnie reaguje. Musiało być jakieś wytłumaczenie.

– Nie mam nic przeciwko, ale to oznacza, że w ciągu dnia będziesz miał na głowie Scarlett. Jeżeli będzie sprowadzała przyjaciół albo zbyt głośno puszczała muzykę w czasie, gdy zechcesz uciąć sobie drzemkę, powiedz jej, żeby zachowywała się cicho. To twój dom i Scarlett musi to uszanować.

– Nie, to nasz dom. Cieszy mnie obecność Scarlett tutaj i nie mam nic przeciwko wizytom jej przyjaciół. Uwielbiam to, że obie tu jesteście. – Ed obszedł wyspę kuchenną. – Chodź tu, Nat. – Uśmiechnął się i lekko przyciągnął ją do siebie.

Natalie objęła go w pasie i oparła głowę na jego piersi. Uściski Eda pomogły jej w najgorszych momentach życia. Wypłakiwała się na jego ramieniu częściej, niż potrafiła zliczyć. W objęciach jego silnych ramion zawsze czuła się bezpieczna. Ale nie dzisiaj.

Minęło osiemnaście miesięcy, od kiedy mąż Natalie, Bernie, zginął pod kołami samochodu, którym jakiś amator przejażdżki kradzionymi wozami staranował go i ich pięknego czekoladowego szczeniaka labradora. Bernie i pies zginęli na miejscu. Podczas długich miesięcy paraliżującej żałoby po mężczyźnie, w którym była zakochana od siedemnastego roku życia, pod wieloma względami Ed stał się jej wybawcą. Sam cierpiał niemal tak bardzo jak ona – chociaż Bernie i Ed różnili się od siebie w wielu aspektach, byli najlepszymi przyjaciółmi od piątego roku życia.

Natalie nigdy nie zapomni tej okropnej chwili, gdy Megan, przyjaciółka i koleżanka z pracy Berniego, pojawiła się u niej ze wstrząsającymi nowinami. Przygryzając wnętrze policzków, żeby nie okazywać emocji, dużo bardziej wyciszona, niż pamiętała ją Natalie, Megan poruszała się dyskretnie po całym domu, odbierając telefony i zawiadamiając rodzinę oraz przyjaciół, aby wyręczyć Natalie w tych bolesnych obowiązkach.

Od samego początku Natalie czuła, że nikt nie potrafił jej tak pocieszyć jak Ed. Pojawił się u niej, kiedy tylko usłyszał nowiny, i od tamtej chwili zawsze był blisko. W tym momencie jednak uścisk jego ramion sprawił, że zesztywniała, a w jej umyśle odezwały się dzwonki alarmowe. To, co zobaczyła na laptopie Eda, doprowadziło do tego, że zaczęła podawać w wątpliwość wszystko, co o nim wiedziała.

Dlaczego nigdy się nie ożenił? Jego lekko oliwkowa skóra i wysokie kości policzkowe nadawały mu egzotyczny wygląd, a przy tym Ed był dobrym i troskliwym mężczyzną. Niejedna kobieta uznałaby go za wyśmienitą partię, więc dlaczego żadna z jego znajomości nie trwała dłużej niż kilka tygodni lub co najwyżej miesięcy?

Natalie położyła dłonie na biodrach Eda i odepchnęła go lekko.

– Coś się stało, Nat? – spytał, pochylając się lekko, żeby zajrzeć jej w oczy. Miał sto siedemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, więc nie musiał się bardzo zginać, ale Natalie nie mogła mu spojrzeć w oczy. Odwróciła się do niego plecami i sięgnęła po ściereczkę, by wytrzeć ręce, które zdążyły już wyschnąć.

– Nie, nic takiego. Po prostu myślę o pracy.

– No dobrze. Skoczę na górę i zapytam Scarlett, czy zaplanowała coś na dzisiaj. Pomyślałem, że może zabiorę ją na lunch albo do kina, oczywiście jeśli będzie chciała i jeśli nie zamierza się spotkać z przyjaciółmi. Moglibyśmy spędzić razem dzień. Za chwilę wrócę na herbatę.

Ed ruszył w kierunku drzwi i Natalie poczuła narastającą panikę.

– Zaczekaj!

Ed odwrócił się zaskoczony.

– Co się stało?

– Nic. Nic takiego. Po prostu przypomniałam sobie, że obiecałam Scarlett zabrać ją dzisiaj ze sobą do pracy. To coś w rodzaju praktyk. Możesz wyjąć jajka, a ja pójdę ją obudzić? Dzięki, kochanie.

Natalie przecisnęła się obok Eda i pobiegła na górę. Nie mogła na niego patrzeć. Pewnie zastanawiał się, co się z nią działo, i prawdę mówiąc, Natalie sama tego nie wiedziała.

*

Wbiegając na górę, czuła, jak mocno bije jej serce.

– Uspokój się – szepnęła sama do siebie. Nie chciała, żeby Scarlett zobaczyła ją w takim stanie. Od razu domyśliłaby się, że coś jest nie tak.

Dotarła do szerokiego podestu i skręciła w lewo, w kierunku pokoju córki. Dom Eda był znacznie większy i solidniej zbudowany niż jej współczesny bliźniak. Natalie z radością się tu przeprowadziła. Od śmierci Berniego ich wspólny dom wydawał się jej zimny i pusty. Nie mogła spać. Tęskniła za ciepłem ciała męża u swojego boku, w ich wspólnym łóżku. Spacerowała po pokoju całymi nocami aż do świtu, zastanawiając się, co przyniesie przyszłość dla niej i Scarlett. Obawiała się, że nie wystarczy swojej córce. Jak mogła ofiarować jej tyle samo miłości co dwoje rodziców?

Natalie przystanęła i oparła dłoń na komodzie, oddychając głęboko dla uspokojenia. Czyżby popełniła potworny błąd? Może jednak powinny zostać w ich własnym domu?

Związek z Edem nieco ją zaskoczył. Trzy miesiące po rocznicy śmierci Berniego odwiedził ich Ed, jak to często robił. Chciał sprawdzić, czy obie ze Scarlett mają się dobrze. Kiedy wychodził, ich pożegnalny uścisk zmienił się w coś więcej. Natalie nie chciała go puścić i wreszcie poczuła, jak jego ramiona zaciskają się wokół niej mocniej. Czuła każdy cal jego ciała, od muskularnych ud napierających na jej nogi po ciepłą, szeroką pierś wyczuwalną pod cienkim materiałem podkoszulka.

Ed jęknął cicho i odsunął się od niej.

– Natalie… – zaczął i przez chwilę myślała, że popełniła błąd.

Ale oczy Eda pociemniały z pragnienia, więc nachyliła się, lekko całując go w usta. Poczuła się, jakby nagle wypłynęła z głębin rozpaczy na powierzchnię i ujrzała jasny, ekscytujący nowy świat – bezpieczny świat, bo tak właśnie czuła się w obecności Eda. Stateczny Eddie – tak nazywał go Bernie. Chociaż brakowało mu spontaniczności jej męża, to sprawiał, że czuła się doceniana i uwielbiana. Ed ponownie rozgrzał jej serce.

Zaczęli spędzać ze sobą każdą wolną chwilę, ale Natalie musiała przyznać, że nie czuła się komfortowo, gdy Ed zostawał na noc w jej domu, śpiąc z Natalie w łóżku, które kiedyś dzieliła z Berniem.

– Rozumiem cię – odparł Ed, gdy zwierzyła się mu ze swoich problemów. – To dom Berniego, twój i Scarlett. Posłuchaj, może uznasz to za zbyt śmiały krok, ale jeśli poczujesz, że przyszła na to odpowiednia pora, może obie zamieszkałybyście u mnie? W moim domu jest dużo więcej miejsca i jeśli nie jesteś gotowa spędzać wszystkich nocy u mojego boku, możesz mieć swoją własną sypialnię. Nie chcę cię ponaglać.

Natalie znała Eda tak długo jak Berniego, więc decyzja wydała się jej łatwa. Dwa miesiące później przeprowadziły się wraz ze Scarlett do jego domu.

Megan była przeciwna przenosinom.

– Jesteś pewna, że to nie za wcześnie, Nat? Wiem, że trudno jest się przyzwyczaić do samotnego życia, ale proszę cię, najpierw upewnij się, że jesteś na to gotowa.

Natalie zignorowała jej radę. Czyżby Megan jednak miała rację?

Usłyszała kroki Eda na korytarzu na parterze. Nie miała czasu zastanowić się nad tym, co dziś zobaczyła i co w związku z tym powinna zrobić. Wiedziała jednak, że jeśli Ed zastanie ją tutaj, opartą o komodę i wpatrującą się tępo w przestrzeń, domyśli się, że coś jest nie w porządku.

Drzwi do pokoju Scarlett na drugim końcu korytarza były lekko uchylone. Natalie szybko ruszyła w ich kierunku, dostrzegając przez szczelinę w drzwiach rude loki córki rozsypane na poduszce. Spod kołdry wystawał tylko jej nos, pokryty znienawidzonymi piegami, wyraźnie odcinającymi się na tle bladokremowej skóry. Natalie wstrzymała oddech. Scarlett była piękna, nawet jeśli tego nie dostrzegała. Winiła Natalie za swoje rude włosy, a ojca za karnację, przez którą nie mogła zbyt długo przebywać na słońcu.

Jakby wyczuwając, że jest obserwowana, Scarlett otworzyła powoli oczy, wyciągnęła ramiona nad głowę i ziewnęła.

– Czemu czaisz się za drzwiami, mamo?

Natalie przykleiła na twarz uśmiech i podeszła do łóżka córki. Przysiadła na brzegu i delikatnie odgarnęła włosy z czoła Scarlett.

– Pora już wstawać, kochanie. Musisz dzisiaj pójść ze mną do pracy.

Przerażenie malujące się na twarzy Scarlett powiedziało jej wszystko.

– Co? Dlaczego?!

– Dlatego że Ed ma różne sprawy do załatwienia, a poza tym lubię cię mieć w pobliżu.

– Ale przecież są wakacje! Dlaczego nie mogę zostać w domu i się wyluzować? Mam piętnaście lat, mamo. Jestem wystarczająco dorosła, żeby zostać sama w domu. Albo mogłabym pójść do Gracie. Obiecałam, że do niej zadzwonię, kiedy już wstanę.

Natalie zdawała sobie sprawę, że prawdopodobnie jest ostatnio nadopiekuńcza wobec Scarlett. Nie chciała zadusić jej swoją matczyną troską, ale tym razem sytuacja była wyjątkowa. Wstała i odsunęła się od łóżka.

– Możesz rozejrzeć się po sklepach i jeśli spodobają ci się jakieś bluzki, wrócimy tam razem w porze lunchu i zastanowimy się, czy któreś może warto kupić. Tak czy siak, potrzebujesz jakichś ubrań na lato. Czy to cię nieco bardziej przekonuje?

– Może trochę. – Scarlett wzruszyła ramionami.

Natalie nienawidziła swoich głupich podchodów. Odwróciła się, żeby córka nie dostrzegła zmieszania na jej twarzy.

– W takim razie wstawaj, słońce. Musimy wyjść za pół godziny, dobrze?

Nie czekając na odpowiedź, wyszła z pokoju i ruszyła na dół, żeby dokończyć przygotowywanie śniadania. Starała się wyrzucić z pamięci wspomnienia tego, co zobaczyła na komputerze Eda.

Zeszła właśnie po schodach, kiedy ze zdumieniem dostrzegła zmierzającego w jej kierunku Eda z kluczykami do samochodu w dłoni.

– Wychodzisz?

– Przepraszam, Nat. Trochę spieprzyłem sprawę. Miałem dzisiaj rano wpaść po Joego po drodze do pracy i gdy zgodziłem się przesunąć swój dyżur na nockę, zapomniałem mu o tym powiedzieć. Jego żona zabrała samochód i biedak utknął w domu.

To było typowe dla Eda. Zajmował się problemami wszystkich dookoła i nigdy nikogo nie zawodził. Dlaczego więc nagle nie potrafiła mu zaufać?

– Nie patrz tak na mnie, kochanie – poprosił. – To moja wina, więc muszę to odkręcić. Wrócę za niecałe czterdzieści minut, ale pewnie ciebie już tu nie będzie. – Pochylił się i pocałował ją czule w usta. – Do zobaczenia wieczorem. Ugotuję coś przed wyjściem do pracy. Zrobię moje sławne lasagne. – Uśmiechnął się promiennie i zaraz spojrzał na Natalie zaniepokojony, bo jej mina była dużo mniej radosna niż zwykle. – Nie gniewaj się na mnie. To tylko śniadanie.

Natalie potrząsnęła głową, usiłując uśmiechnąć się szerzej, kiedy Ed otworzył drzwi wyjściowe. Jeszcze jeden pożegnalny szczery uśmiech i już go nie było.

Uśmiech znikł z twarzy Natalie niczym zdmuchnięty. Szybko poszła do kuchni, zostawiając otwarte drzwi, żeby była w stanie dostrzec schodzącą na śniadanie Scarlett. Podeszła do stołu i otworzyła laptopa. Ekran ożył i Natalie odetchnęła głęboko. Nie powinna tego robić. Nigdy nie szpiegowała Berniego przez cały czas trwania ich związku. Nie czuła takiej potrzeby i teraz miała wrażenie, że robi coś bardzo złego. Ale przecież na początku nie miała takiej intencji i nie zamierzała sprawdzać historii przeglądarki z ostatniej sesji Eda.

Tym razem jednak nie miała żadnego usprawiedliwienia. Robiła to w pełni świadomie. Ręce trzęsły się jej tak bardzo, że na początku kliknęła w złą opcję. Przeklęła w duchu. Scarlett niedługo zejdzie na dół. Musiała się pospieszyć.

Odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić, i tym razem udało się jej najechać kursorem na przycisk otwierający historię przeglądania. Na ekranie pojawiło się dziesięć pozycji, ale strony, której szukała, nie było wśród nich.

Ed musiał ją wykasować.

2

Jak na poniedziałkowy poranek w biurze panowała niezwykła cisza. Nadinspektor Tom Douglas zastanawiał się, jakież to niezwykłe okoliczności mogły powstrzymać zbrodniczy półświatek metropolitalnego Manchesteru od wywołania typowego weekendowego chaosu.

Rozmyślania przerwał mu odgłos kroków wyraźnie zbliżających się do jego gabinetu. Tom z trudem ukrył radość i skoncentrował się na udawaniu, że jest ogromnie zajęty przeglądaniem statystyk przestępczości leżących przed nim na biurku.

Kroki ucichły, ale on nadal nie podnosił oczu znad dokumentów.

– Tadam!

Tom powoli uniósł wzrok i spojrzał na osobę stojącą w progu, z ramionami rozłożonymi w teatralnym ukłonie. Nie odezwał się.

– Cieszysz się, że wróciłam? – Becky Robinson uśmiechnęła się do niego z wyczekiwaniem.

Wstrząsnęło nim, jak bardzo wychudła po chorobie, ale jej ciemne włosy nadal lśniły i były jak zwykle sprężyste. Becky najwyraźniej nie straciła też ani trochę swojej zwykłej swady.

– Wprost nie posiadam się z radości – odparł pozornie znudzonym głosem i z powrotem wbił wzrok w dokumenty, opuszczając nieco głowę, żeby ukryć uśmiech.

– Ha, no cóż, w takim razie może znów sobie pójdę na zwolnienie, co? – spytała Becky.

Tom nie miał szansy odpowiedzieć, bo w drzwiach pojawiła się kolejna postać, w śnieżnobiałej koszuli i spodniach zaprasowanych w kant tak ostry, że można się było o niego pokaleczyć.

– Och, przepraszam, sir. Przepraszam panią. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest pan zajęty, sir. Przyszedłem zapytać, czy ma pan ochotę na kawę.

– Tak, dziękuję Keith. – Tod skinął głową w kierunku nowo przybyłego.

– Coś dla pani?

– Nie, dziękuję.

Tom uniósł brwi i uśmiechnął się do Becky, kiedy Keith odwrócił się na pięcie i odmaszerował, żeby przyrządzić kawę.

– Widzisz, jak się tu mną opiekują?

Przez chwilę miał wrażenie, że wzięła to na poważnie i poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. Odepchnął fotel biurowy i wstał, niepewny, czy powinien uściskać Becky, czy tylko podać jej rękę. Od kiedy o mały włos nie umarła, wskakując do rzeki podczas nieudanej próby ratunku, stosunki między nimi uległy zmianie. Tom zrozumiał, jak bardzo Becky rozjaśniała jego dni i jak bardzo polegał na jej uduchowionej determinacji w doprowadzeniu zadań do końca. Ukrył swoją niepewność, obchodząc biurko i odsuwając dla niej krzesło.

– Usiądź – poprosił. – A tak poważnie, nie masz pojęcia, jak się cieszę z twojego powrotu.

– Widzę, że Keith to jednak nie to? – Usiadła na krześle z szerokim uśmiechem na twarzy.

Tom poszedł na kompromis i zamiast przytulić Becky, ścisnął szybko jej ramię, a potem wrócił za biurko.

– Keith jest bardzo kompetentnym komisarzem i uznaliśmy, że tymczasowa posada inspektora podczas twojej nieobecności doskonale wpłynie na jego karierę. Przyrządza świetną kawę. – Nie dodał nic więcej. Nie miał w zwyczaju uwłaczać nikomu ze swojego zespołu, ale służalczość Keitha doprowadzała go do szału. – Wyzdrowiałaś już wreszcie?

– Cóż, ogromnie przepraszam za niewygody spowodowane moją nieobecnością, ale obawiam się, że zawartość rzeki Irwell nieco naruszyła moją delikatną konstrukcję.

Tom zdawał sobie sprawę, że było to spore niedopowiedzenie. Becky doznała poważnego szoku, po którym lekarze przez kilka dni monitorowali jej funkcje życiowe, zanim wreszcie wypuścili ją ze szpitala do domu. Oczywiście Becky, jak to ona, wróciła od razu do pracy, jednak kilka dni później znów poważnie zaniemogła. Okazało się, że połknęła jakiegoś wyjątkowo złośliwego pasożyta. Pozbycie się go z organizmu zajęło jej dużo czasu i odbiło się na jej wadze i siłach. Była na zwolnieniu przez trzy miesiące i Tom tęsknił za nią co dzień. Bardzo się cieszył na jej widok, zwłaszcza że znów wyglądała promiennie i wydawało się, iż jest pełna energii.

Głośne pukanie do drzwi rozproszyło go na chwilę.

– Pańska kawa, sir. – Keith postawił na biurku filiżankę ze spodeczkiem, a nie jego tradycyjny kubek. – Jest pani pewna, że nie zechce się niczego napić?

Becky potrząsnęła głową.

– Inspektor Robinson zgłosi się do ciebie, kiedy już skończymy rozmowę, Keith. Będziesz mógł wtedy przekazać jej swoje dotychczasowe obowiązki. Dziękuję za kawę.

– Cała przyjemność po mojej stronie, sir. – Przez chwilę Keith wyglądał, jakby miał stuknąć obcasami i zasalutować. Zamiast tego jednak tylko pochylił głowę i wycofał się tyłem przez drzwi, zamykając je cicho za sobą.

Becky wyszczerzyła zęby w uśmiechu, spoglądając na Toma, który zignorował ją i przeszedł do spraw zawodowych.

– Keith przekaże ci informacje o wszystkich aktualnych dochodzeniach, chociaż ostatnio z jakiegoś powodu mieliśmy nieco mniej pracy niż zwykle. Nie sądzę, żeby potrwało to zbyt długo.

Jak na zawołanie zabrzęczał jego telefon. Tom wzruszył ramionami i sięgnął po słuchawkę.

*

Becky przyglądała się skoncentrowanej twarzy Toma, który słuchał uważnie swojego rozmówcy. Chwycił długopis i zaczął rysować wzorki na kartce notatnika – nie dlatego, że nie słuchał. Becky wiedziała, że im bardziej intensywna była rozmowa, tym bardziej wyraziste stawały się rysunki Toma. Przerwał w połowie konstruowania niezwykle wymyślnego eliptycznego kształtu i zapisał w notatniku kilka słów, a potem spojrzał na Becky.

To na pewno nowa sprawa, pomyślała.

Nie była pewna, czy się cieszy, czy nie. Chciała wrócić do pracy, ale najpierw musiała oznajmić coś Tomowi – coś trudnego do przełknięcia, i nie wiedziała, jak Tom zareaguje. Ceniła sobie ich znajomość, ale to, co zamierzała zrobić, mogło stanowić ten jeden krok za daleko. Jeśli coś pójdzie nie tak – jeżeli Tom odbierze źle jej propozycję – sprawy mogły się poważnie i nieprzyjemnie skomplikować. Becky mogła stracić Toma.

Odłożył słuchawkę, zamknął oczy i powoli potrząsnął głową.

– Co się dzieje? – spytała. – Nowa sprawa?

– Niezupełnie. Philippa chce ze mną porozmawiać na temat śmierci oficera policji osiemnaście miesięcy temu. Wypadek, z miejsca którego zbiegł sprawca. Skradziony samochód został później odnaleziony na Blackstone Edge, zupełnie spalony. Od początku przyjęto, że to sprawka amatora jazdy kradzionymi wozami, chociaż sprawca nigdy nie został ujęty.

– Dlaczego więc znów interesują się tą sprawą?

Tom wzruszył ramionami.

– Kto to wie? Może kogoś ruszyło sumienie i postanowił się wyspowiadać? – Uśmiechnął się na widok niedowierzającej miny Becky. – Wiem, że to mało prawdopodobne, ale lepiej pójdę pogadać o tym z Philippą.

Becky wiedziała, że gdy Tom zniknie za drzwiami gabinetu inspektor generalnej Philippy Stanley, nie wyjdzie stamtąd przez dłuższy czas. Chociaż Philippa była szefową Toma, swego czasu ich zależności służbowe układały się odwrotnie. Ich znajomość była niezwykle intrygująca i zawsze wykorzystywali najmniejszą sposobność, aby dzielić się pomysłami i przemyśleniami. W teorii Philippa krzywiła się na sławetne przeczucia Toma, ponieważ sama trzymała się sztywno protokołu (a przynajmniej w większości przypadków), lecz nigdy nie powstrzymywało jej to przed wypytywaniem go o zdanie. Becky cholernie bała się Philippy, więc ograniczała swoje kontakty z nią do minimum.

Wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Odwróciła się do Toma w progu, modląc się o to, żeby się nie zarumienić.

– Tom, wiem, że to nie najlepszy dzień ze względu na spotkanie z Philippą, ale czy sądzisz, że może jutro albo później w tym tygodniu moglibyśmy się spotkać po pracy na drinka? – spytała. – Jest coś, o czym chciałam z tobą porozmawiać.

Tom spojrzał na nią znad biurka, na którym usiłował jako tako uporządkować papiery przed wyjściem.

– Jasne – odpowiedział z lekkim zaskoczeniem w głosie. – Czy Mark też się do nas przyłączy?

– Nie. – Becky chciała trzymać Marka, swojego chłopaka, z dala od tego wszystkiego. – Jeśli możesz poświęcić mi nieco czasu, naprawdę chciałabym ci postawić drinka. Może zresztą sama będę jednego potrzebowała. Którykolwiek dzień w tym tygodniu ci pasuje.

Wyczuwała jego zdziwienie, ale Tom jedynie skinął głową i sięgnął po kurtkę.

– W porządku, kiedy tylko zechcesz. Nie mam żadnych planów po dniu dzisiejszym.

Becky odetchnęła głęboko. Pierwszy etap misji zakończony, pomyślała.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Prolog

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

77

78

79

80

81

82

83

84

85

86

87

88

List do Czytelników

O Autorze

Podziękowania

Reklama 1

Reklama 2

Karta redakcyjna

Tytuł oryginału: Sixth Window

SIXTH WINDOW © Rachel Abbott, 2017

Copyright for the Polish edition © 2017 by Wydawnictwo FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2017

Projekt okładki: © Alan Carpenter

Zdjęcie na okładce: © Rachel Abbott

Redakcja i Korekta:

Mirosław Ruszkiewicz

Mirosław Krzyszkowski

Skład i łamanie:

MELES-DESIGN

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

eISBN: 978-83-8075-295-5

Wydawnictwo FILIA

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Redaktor prowadzący serii: Adrian Tomczyk

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Szóste okno Śpij spokojnie Dziecko znikąd Zabij mnie znów Obce dziecko 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mężczyzna, który gonił swój cień Przeklęty prom Szóste okno Belfer Zombie Syreny