Confess

Confess

Autorzy: Colleen Hoover

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 352

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 28.99 zł

Znajdź w sobie odwagę, by wyznać…

SEKRET

PRAWDĘ

MIŁOŚĆ

 

Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno, zamieniając słowa w obrazy, w których ukrywa też własne tajemnice.

Auburn pojawia się w jego galerii akurat wtedy, gdy Owen szuka asystentki. Dziewczyna od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Wydaje się, że Owen jest dla niej szansą na znalezienie ukojenia i wsparcia, a ona dla niego natchnieniem i nowym kolorem w autoportrecie.

Wzajemne uczucie dodaje życiu barw, jednak tajemnice zaczynają tworzyć rysy na ich związku. Auburn odkrywa, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze. Głos serca podpowiada jednak, że miłość wymaga największych poświęceń.

 

 

Nikt nie potrafi posługiwać się paletą uczuć tak jak Colleen Hoover, gdy tworzy zupełnie nowy obraz miłości. Użytkownicy portalu Goodreads uznali powieść „Confess” za najlepszy romans 2015 roku.

 

Wyznania, które znajdziecie w niniejszej powieści, są prawdziwe, zostały przesłane anonimowo przez czytelników. Książkę tę dedykuję wszystkim, którzy odważyli się nimi podzielić.

CZĘŚĆ PIERWSZA

PROLOG

AUBURN

Mijam szpitalne drzwi ze świadomością, że robię to po raz ostatni.

W windzie naciskam numer trzy, po raz ostatni patrząc, jak rozbłyska.

Drzwi otwierają się na trzecim piętrze, uśmiecham się do pielęgniarki dyżurnej i po raz ostatni widzę w jej spojrzeniu litość.

Mijam magazyn, kaplicę i pokój personelu, wszystko to po raz ostatni.

Idę dalej korytarzem, wbijając wzrok przed siebie, z uzbrojonym sercem pukam lekko do drzwi i czekam, aż usłyszę, jak Adam po raz ostatni zaprasza mnie do środka.

– Proszę. – Jego głos jest wciąż pełen nadziei, choć nie mam pojęcia jakim cudem.

Leży na wznak na łóżku. Na mój widok pociesza mnie uśmiechem i unosi kołdrę, zapraszając mnie, bym się do niego przyłączyła. Barierka jest już opuszczona, kładę się więc koło niego, otaczam jego pierś ramieniem i splatam nasze nogi. Zanurzam twarz w jego szyję, szukając ciepła, ale nie mogę go znaleźć.

Jest dziś zimny.

Poprawia się, aż znajdujemy się w naszej zwykłej pozycji – jego lewe ramię pode mną, a prawym przerzuconym nade mną przyciąga mnie do siebie. Wygodne ułożenie się zajmuje mu nieco więcej czasu niż zwykle i zauważam, że z każdym wykonywanym przez niego ruchem jego oddech staje się coraz cięższy.

Staram się nie zauważać takich rzeczy, ale to trudne. Dostrzegam jego rosnące osłabienie, nieco bledszą skórę, drżenie głosu. Co dzień podczas przydzielonego mi czasu przy jego boku widzę, jak coraz bardziej mi się wymyka, i nic nie mogę na to poradzić. Można jedynie patrzeć, jak to następuje.

Od sześciu miesięcy wiedzieliśmy, że tak się to skończy. Oczywiście wszyscy modliliśmy się o cud, ale takie cuda nie przytrafiają się w prawdziwym życiu.

Kiedy chłodne usta Adama dotykają mojego czoła, przymykam oczy. Przysięgłam sobie, że nie będę płakać. Wiem, że to niemożliwe, ale mogę przynajmniej zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby opóźnić łzy.

– Tak mi smutno – szepcze.

Te słowa kompletnie nie pasują do jego zwykłego optymizmu, ale niosą mi pociechę. Oczywiście nie chcę, by było mu smutno, ale chcę, żeby był teraz smutny razem ze mną.

– Mnie też.

Nasze spotkania w ciągu ostatnich kilku tygodni wypełniały głównie śmiech i rozmowy, choć nieco wymuszone. Nie chcę, by ta wizyta czymś się różniła, ale świadomość, że jest ostatnia, sprawia, że nic nie wydaje się zabawne. Ani warte rozmowy. Chcę tylko wspólnie płakać i krzyczeć, jakie to niesprawiedliwe, ale to splamiłoby wspomnienie tej chwili.

Kiedy lekarze z Portlandu oświadczyli, że nie mogą już nic dla niego zrobić, rodzice postanowili przenieść go do szpitala w Dallas. Nie dlatego, że liczyli na cud, ale dlatego, że cała rodzina mieszka w Teksasie i pomyśleli, że byłoby lepiej, gdyby mógł być w pobliżu swojego brata i wszystkich ludzi, którzy go kochają. Adam przyjechał z rodzicami do Portlandu zaledwie dwa miesiące przed tym, jak zaczęliśmy się spotykać, jakiś rok temu.

Jedyny warunek, pod jakim Adam zgodził się wrócić do Teksasu, był taki, że mnie również pozwolą jechać. Trzeba było batalii, by wreszcie rodzice po obu stronach wyrazili zgodę, ale Adam stwierdził, że to on umiera i powinien móc decydować, z kim jest i co się będzie działo, kiedy ten moment nastąpi.

Minęło już pięć tygodni, odkąd przyjechałam do Dallas, i współczucie naszych rodziców się wyczerpało. Powiedziano mi, że muszę natychmiast wracać do Portlandu, w przeciwnym razie rodzicom zostaną postawione zarzuty zaniedbywania mojej edukacji. Gdyby nie to, jego rodzice być może pozwoliliby mi zostać, ale ostatnia rzecz, jakiej potrzeba teraz moim, to kłopoty z prawem.

Lot mam dzisiaj, a my wyczerpaliśmy już wszystkie pomysły, jak przekonać ich, że nie muszę się na niego stawić. Nie powiedziałam tego Adamowi i nie powiem, ale wczoraj wieczorem po moich kolejnych błaganiach jego matka Lydia w końcu dała upust swojej prawdziwej opinii w rzeczonej sprawie.

– Masz piętnaście lat, Auburn. Myślisz, że to, co do niego czujesz, jest prawdziwe, ale zapomnisz o nim w ciągu miesiąca. Ci z nas, którzy kochali go od dnia jego narodzin, będą musieli do śmierci cierpieć po jego stracie. To z tymi ludźmi powinien teraz być.

To dziwne uczucie wiedzieć w wieku piętnastu lat, że właśnie usłyszało się najbardziej brutalne słowa w całym życiu. Nie wiedziałam nawet, co jej odpowiedzieć. Jak piętnastolatka miałaby bronić swojej miłości, kiedy wszyscy tę miłość lekceważą? Nie da się obronić braku doświadczenia i młodego wieku. I może mają rację. Może nie znamy miłości, tak jak znają ją dorośli, ale z całą cholerną pewnością ją czujemy. A w tym momencie czujemy, że wkrótce złamie nam serca.

– Ile jeszcze do lotu? – pyta Adam, a jego palce po raz ostatni rysują delikatnie okręgi na moim ramieniu.

– Dwie godziny. Twoja matka i Trey czekają na mnie na dole. Powiedziała, że musimy wyjechać za dziesięć minut, żeby zdążyć na czas.

– Dziesięć minut – powtarza cicho. – To za mało, bym mógł podzielić się z tobą całą głęboką mądrością, jaką zgromadziłem na łożu śmierci. Potrzebuję co najmniej kwadransa. Dwudziestu minut góra.

Wybucham zapewne najbardziej żałosnym, smutnym śmiechem, jaki kiedykolwiek wydostanie się z moich ust. Oboje słyszymy w nim rozpacz, on przytula mnie więc mocniej, ale niewiele mocniej. Ma bardzo mało sił nawet w porównaniu z dniem wczorajszym. Gładzi mnie dłonią po głowie i wtula usta w moje włosy.

– Chcę ci podziękować, Auburn – mówi cicho. – Za tak wiele. Ale przede wszystkim chcę ci podziękować za to, że jesteś równie wkurwiona jak ja.

Znów się śmieję. On zawsze ma w zanadrzu żarty, nawet jeśli wie, że to jego ostatnie.

– Musisz uściślić, Adamie, bo w tej chwili jestem wkurwiona na cholernie dużo rzeczy.

Rozluźnia swoje objęcia i podejmuje olbrzymi wysiłek przetoczenia się na bok, tak że leżymy do siebie twarzami. Niektórzy powiedzieliby, że jego oczy są orzechowe, ale nie są. Składają się z warstw zieleni i brązów, które się stykają, ale nigdy nie mieszają, tworząc najbardziej intensywną, wyrazistą parę oczu, jakie kiedykolwiek na mnie spoglądały. Oczu, które były niegdyś jego najjaśniejszym elementem, ale teraz są zbyt przygnębione przedwczesnym końcem, który pozbawia je koloru.

– Chodzi mi dokładnie o to, jak oboje jesteśmy wkurwieni na śmierć, że jest taką chciwą suką. Ale chyba też na naszych rodziców, że nas nie rozumieją. Że nie pozwalają mi mieć przy sobie tej jednej osoby, której pragnę.

Ma rację. Jestem zdecydowanie wkurwiona na obie te rzeczy. Ale omawialiśmy to w ostatnich dniach wystarczająco wiele razy, by wiedzieć, że przegraliśmy, a oni wygrali. Teraz chcę się skoncentrować na nim i chłonąć każdy gram jego obecności, dopóki jej doświadczam.

– Powiedziałeś, że chcesz mi podziękować za tak wiele. Za co w następnej kolejności?

Uśmiecha się i kładzie dłoń na mojej twarzy. Kciukiem muska moje wargi i mam wrażenie, że moje serce rwie się do niego w rozpaczliwej próbie pozostania przy nim, podczas gdy pusta skorupa musi lecieć z powrotem do Portlandu.

– Chcę ci podziękować, że pozwoliłaś mi być swoim pierwszym – mówi. – I że ty byłaś moją pierwszą.

Jego uśmiech na moment przeistacza go z szesnastoletniego chłopca na łożu śmierci w przystojnego, żywiołowego, pełnego życia nastolatka, który wspomina swój pierwszy raz.

Jego słowa i reakcja na nie wymuszają na mojej twarzy zawstydzony uśmiech, a moje myśli wracają do tamtej nocy. Doszło do tego, zanim się dowiedzieliśmy, że wraca do Teksasu. Znaliśmy już rokowania i wciąż usiłowaliśmy się z nimi pogodzić. Cały wieczór rozmawialiśmy o wszystkich rzeczach, których moglibyśmy wspólnie doświadczyć, gdyby w grę wchodziło „na zawsze”. Podróże, małżeństwo, dzieci (w tym ich imiona), wszystkie miejsca, w których byśmy mieszkali, i oczywiście seks.

Podejrzewaliśmy, że byłby fenomenalny, gdyby tylko dano nam szansę. Nasze życie erotyczne stanowiłoby przedmiot zazdrości wszystkich przyjaciół. Kochalibyśmy się każdego ranka przed pójściem do pracy i każdego wieczoru przed pójściem spać, a czasem i w ciągu dnia.

Śmialiśmy się z tego, ale rozmowa wkrótce ucichła, kiedy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że to jedyny aspekt naszego związku, nad którym mamy jeszcze kontrolę. Nie mieliśmy prawa głosu w żadnej z pozostałych kwestii dotyczących naszej przyszłości, ale mogliśmy mieć tę jedną prywatną rzecz, której śmierć nigdy nie zdołałaby nam odebrać.

Nawet o tym nie rozmawialiśmy. Nie musieliśmy. Jak tylko na mnie spojrzał, a ja dostrzegłam własne myśli odbite w jego oczach, zaczęliśmy się całować i nie przestaliśmy. Całowaliśmy się, rozbierając, całowaliśmy, dotykając, całowaliśmy, płacząc. Całowaliśmy się, dopóki nie skończyliśmy, a nawet wtedy wciąż się całowaliśmy, świętując zwycięstwo w tej jednej małej bitwie z życiem, śmiercią i czasem. I nadal całowaliśmy się, kiedy po wszystkim przytulił mnie i powiedział, że mnie kocha.

Tak jak przytula mnie i całuje teraz.

Jego dłoń dotyka mojej szyi, a jego wargi rozchylają moje, co przypomina ponury początek listu pożegnalnego.

– Auburn – szepczą jego usta tuż przy moich. – Tak bardzo cię kocham.

Czuję w naszych pocałunkach smak łez i przykro mi, że rujnuję nasze pożegnanie własną słabością. Odsuwa się od moich ust i przyciska czoło do mojego. Z trudem łapię więcej powietrza, niż potrzebuję, ale zaczyna wzbierać we mnie panika, która zapuszcza korzenie w duszy i utrudnia myślenie. Smutek przypomina ciepło pełznące w górę mojej piersi, przytłaczające ją nieusuwalnym ciężarem, im bardziej zbliża się do serca.

– Powiedz mi o sobie coś, o czym nikt nie wie. – Spogląda na mnie, a w głosie pobrzmiewają mu jego własne łzy. – Coś, co mogę zatrzymać dla siebie.

Pyta mnie o to codziennie i codziennie opowiadam mu coś, czego nigdy wcześniej nie powiedziałam na głos. Chyba wiedza na mój temat, której nikt inny nie posiada, daje mu pociechę. Zamykam oczy i się zastanawiam, a jego dłonie wciąż przebiegają po wszystkich rejonach mojej skóry, których są w stanie dosięgnąć.

– Nigdy nikomu nie powiedziałam, co przychodzi mi do głowy, kiedy wieczorem zasypiam.

Jego dłoń zatrzymuje się na moim ramieniu.

– Co przychodzi ci do głowy?

Otwieram oczy i na niego spoglądam.

– Myślę o tych wszystkich ludziach, których wolałabym widzieć martwych zamiast ciebie.

Z początku nie reaguje, ale wreszcie jego dłoń podejmuje na powrót swoją trasę w dół ramienia, aż dociera do palców. Przykrywa moją dłoń.

– Założę się, że nie zaszłaś szczególnie daleko.

Zmuszam się do łagodnego uśmiechu i potrząsam głową.

– A jednak. Zaszłam naprawdę daleko. Czasem wymieniam wszystkich, których znam, a potem przechodzę do ludzi, których nigdy osobiście nie poznałam. Czasem ich nawet wymyślam.

Adam wie, że wcale nie mam na myśli tego, co mówię, ale słuchanie o tym dobrze mu robi. Kciukiem ociera mi łzy z policzka, a mnie szlag trafia, że nie byłam w stanie wytrzymać nawet dziesięciu minut bez płaczu.

– Przepraszam, Adamie. Bardzo się starałam, żeby nie płakać.

W odpowiedzi jego spojrzenie łagodnieje.

– Gdybyś wyszła dziś z tego pokoju, nie uroniwszy łzy, byłbym zdruzgotany.

Przestaję zagadywać płacz. Chwytam jego koszulę w pięści i zaczynam szlochać mu w pierś, a on mnie przytula. Przez łzy usiłuję słuchać jego serca, pragnąc przekląć jego ciało za to, że jest tak mało bohaterskie.

– Tak bardzo cię kocham – mówi bez tchu i z lękiem. – Zawsze będę cię kochał. Nawet kiedy już nie będę mógł.

Na te słowa potok moich łez przybiera na sile.

– I ja będę cię zawsze kochała. Nawet kiedy już nie powinnam.

Trzymamy się siebie kurczowo, doświadczając tak nieznośnego smutku, że trudno nam czuć chęć do dalszego życia. Mówię mu, że go kocham, bo chcę, żeby wiedział. Mówię, że go kocham, po raz kolejny. Powtarzam to więcej razy, niż kiedykolwiek wypowiedziałam na głos. Za każdym razem gdy to mówię, on odpowiada. Powtarzamy to tak wiele razy, że nie jestem pewna, kto teraz powtarza po kim, ale ciągniemy to, raz za razem, aż jego brat Trey dotyka mojego ramienia i mówi, że pora jechać.

Wciąż to powtarzamy, całując się po raz ostatni.

Wciąż to powtarzamy, przytulając się.

Wciąż to powtarzamy, całując się jeszcze raz po raz ostatni.

Wciąż to powtarzam…

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Confess

Copyright © 2015 by Colleen Hoover.

First paperback edition published by Atria Books,

a Division of Simon & Schuster, Inc., March 2015

Ilustracje: © Danny O’Connor (aka DOC)

Projekt graficzny wkładki: © Kyoko Watanabe

Copyright © for the translation by Matylda Biernacka

Opieka redakcyjna: Natalia Karolak

Adiustacja: Ewa Polańska / d2d.pl

Korekta: Katarzyna Gniewko / d2d.pl,

Monika Ples / d2d.pl

Łamanie: Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Projekt okładki: Laywan Kwan

Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Eliza Luty

Ilustracje na okładce: plamy farby – © Rodion Anton / Shutterstock.com;

kobieta – © Lumina Images / Blend Images

ISBN 978-83-7515-680-5

www.otwarte.eu

Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o.,

ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków. Wydanie II, 2017.

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

It Ends with Us Confess November 9 Never Never Ugly Love Ta dziewczyna 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jankeski fajter We wspólnym rytmie Umami Lato Świat dla ciebie zrobiłem Opowieść podręcznej