Nastolatki pod lupą. Poznaj, by zrozumieć

Nastolatki pod lupą. Poznaj, by zrozumieć

Autorzy: Ewa Świerżewska Aleksanda Piotrowska

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 19.53 zł

Nastolatki pod lupą to kolejna, po bestsellerowej pozycji Szczęśliwe dziecko, książka Dr Aleksandry Piotrowskiej kierowana do rodziców i opiekunów. Tym razem znana psycholog w rozmowie z Ewą Świerżewską pomaga zrozumieć nastolatka, którym stało się nasze dziecko. Okres dojrzewania to wyjątkowy czas, w którym potrzeby młodego człowieka radykalnie się zmieniają. Ewoluują relacje z rówieśnikami, ale przede wszystkim z rodzicami i rodzeństwem. Pojawiają się problemy, z którymi rodzicom, a także samym nastolatkom, trudno sobie radzić. Wśród poruszanych tematów znalazły się między innymi takie zagadnienia jak: rozwój psychoseksualny, motywowanie, odpowiedzialność, konsekwencja w działaniu, zaburzenia odżywania, autorytety, rozwijanie zainteresowań, czy aktywność sportowa. 

Czytelnicy znajdą w tej książce odpowiedzi na pojawiające się w ich głowach pytania. 

Dr Aleksandra Piotrowska w przystępny sposób wyjaśnia przyczyny pewnych postaw i czasem niepokojących zachowań, pokazuje również możliwe rozwiązania. 

Ta książka na pewno pomoże zrozumieć nastolatka. Ta książka pomoże dotrzeć do nastolatka i nawiązać porozumienie.

Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp

Rozdział 1. Adolescencja – czas zmian

Kiedy?

Dlaczego?

Zdjęcia na okładce:

Autorki – PIOTR SYNDOMAN

pozostałe: Shutterstock – pathdoc (górne), Iakov Filimonov (dolne)

Ilustracje: WOJCIECH STACHYRA

Redaktor prowadzący: MONIKA KOCH

Redakcja: RENATA FALKOWSKA

Korekta: HALINA STYKOWSKA, TERESA ZIELIŃSKA

Projekt graficzny okładki i DTP: KAMIL PRUSZYŃSKI

© Copyright by Aleksandra Piotrowska, Ewa Świerżewska, Warszawa 2017

This edition © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I

ISBN 978-83-8073-498-2

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

Al. Jerozolimskie 94, piętro 12, 00-807 Warszawa

Tel. +48 22 379 85 50, Faks: +48 22 379 85 51

e-mail: wydawnictwo@zielonasowa.pl

www.zielonasowa.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Uprzedzając pytanie, skąd pomysł na tę książkę, powiem krótko i szczerze: tym razem, wyjątkowo, kierowały mną egoistyczne pobudki. Gdy zastanawiałam się bowiem nad tematem, a później nad konkretnymi zagadnieniami do omówienia, myślałam o tym, co czeka nas – mnie i mojego męża – rodziców dwóch córek, które dziesiąte urodziny mają już za sobą; myślałam o tym, co czeka nasze dzieci w najbliższych latach.

Jestem świadoma, że w ich życiu i – co za tym idzie – w życiu całej naszej rodziny z każdym miesiącem będą zachodzić zmiany (ba, nawet już zachodzą). I nie ma we mnie zgody na tłumaczenie wszystkiego „głupim wiekiem”, ale też na posądzanie dzieci wchodzących w okres adolescencji o złośliwość i złe intencje. Jest za to chęć zrozumienia, poznania mechanizmów rządzących młodym człowiekiem i procesów zachodzących w dojrzewającym organizmie. Jest też nadzieja, że zawarte w tej książce wiedza i obserwacje pomogą rodzicom i ich dzieciom jak najlepiej przeżyć kilka burzliwych lat i przygotować się do dorosłości.

Od początku wiedziałam, że jest tylko jedna osoba, która w przystępny i przejrzysty sposób, a jednocześnie na najwyższym poziomie merytorycznym pomoże mi w zgłębianiu niełatwych zagadnień; rzuci światło na to, co do tej pory nie zawsze było jasne; wskaże przyczyny zmian i podpowie możliwe strategie postępowania.

Już kilka rozmów z doktor Aleksandrą Piotrowską, psychologiem rozwojowym, wykładowcą akademickim i moim autorytetem w kwestiach związanych z wychowaniem i rozwojem dzieci, przekonało mnie, że warto się przygotować do wspólnego przechodzenia przez okres adolescencji naszych dzieci. Potężna porcja wiedzy, ale też pozytywne podejście, które można podsumować przesłaniem: „Szanuj dziecko, ufaj mu, pozwól na bezpieczne eksperymentowanie, bądź drogowskazem, nie ograniczaj”, pozwolą rodzicom mądrze wspierać dziecko, a dziecku – w przyjaznej atmosferze przeżyć ten niełatwy (przede wszystkim dla niego) czas.

Pisząc tę książkę, starałyśmy się poruszyć jak najwięcej ważnych tematów – zarówno tych pojawiających się u progu okresu adolescencji, jak i tych dotyczących całego dzieciństwa i rodzicielstwa. Nie zabrakło więc ogólnej charakterystyki omawianego okresu, ale też analizy zachodzących zmian – fizycznych i emocjonalnych. Przyjrzałyśmy się uważnie relacjom nastolatków z rodzicami i z rówieśnikami, kształtowaniu się ich poczucia własnej wartości, czyhającym na nich zagrożeniom.

Książka ta nie jest poradnikiem. Nie znajdziecie tu autorytarnych stwierdzeń, jak postępować; jaka droga jest jedyna i słuszna. Nie znajdziecie też nakazów i zakazów czy jednoznacznych ocen. Bierzemy wspólnie pod lupę młodych ludzi, by lepiej ich poznać i zrozumieć, gdyż to niewiedza i brak zrozumienia są najczęstszą przyczyną naszych złości, rozżalenia i konfliktów.

W imieniu doktor Aleksandry Piotrowskiej i własnym zapraszam do lektury! Zachęcam też do uważnego przyglądania się relacjom łączącym rodzica z dojrzewającym dzieckiem.

Ewa Świerżewska

Kiedy?

Zacznijmy od początku. Prawie. Dziecko rośnie i rośnie, zostaje przedszkolakiem, potem uczniem, a pod koniec szkoły podstawowej – nastolatkiem. Stereotypowo przyjmuje się, że właśnie wtedy zaczynają się kłopoty, że nadchodzi „głupi wiek”, jak rodzice lubią mawiać...

Zawsze szukamy krótkich etykietek i równie krótkich wyjaśnień...

Na to wygląda... Ale czy w tym stwierdzeniu nie ma ziarna prawdy? Czy rzeczywiście nadal mamy do czynienia z tym samym człowiekiem, tylko nieco wyższym, czy jednak nagle pojawia się ktoś inny?

To jasne, że nie przybył nam nowy domownik, choć zmiana, która zachodzi u wielu dzieci w tym czasie – wcale nie u wszystkich, jak by się mogło zdawać – jest znacząca. W żadnym innym okresie życia człowieka nie obserwujemy tak wyraźnych przekształceń. Jednak nie jest prawdą, że pojawiają się one wraz z końcem szkoły podstawowej. Początki tego, co się wiąże z adolescencją, czyli z okresem dojrzewania, to u dziewczynek okolice dziesiątego, a u chłopców – dwunastego roku życia.

Już na wstępie musimy zaznaczyć, że precyzyjne wskazanie wieku, w którym zachodzą zmiany, nie jest możliwe. Nie ma bowiem jednego wzoru, według którego człowiek się rozwija.

Różne czynniki oddziałujące na rozwój dziecka skutkują naprawdę dużymi rozbieżnościami stwierdzanymi pomiędzy dziećmi. Istotne znaczenie mają tutaj nie tylko wyznaczniki genetyczne, ale także warunki wzrastania, na przykład klimat, sposób odżywiania, tryb życia. W rezultacie w grupie trzynasto-, czternastolatków możemy spotkać dziewczynkę nieróżniącą się wyglądem od jedenasto- czy dwunastolatki, jak i nastolatkę, której bliżej jest do młodej kobiety, za którą obejrzy się większość mężczyzn na ulicy, niż do dziecka. Podobnie wśród chłopców – obok dzieciaków zainteresowanych głównie grą w kulki spotkamy wyższych od nich o głowę młodzieńców, zaczepiających dziewczyny niewybrednymi dowcipami, wygłaszanymi łamiącym się głosem.

Wróćmy jednak do dziecka, które właśnie wchodzi w kolejny okres życia.

Warto zdać sobie sprawę, że dojrzewanie to takie stadium larwalne wśród etapów ludzkiego życia. Najpierw jest czas niemowlęcy, następnie przechodzimy przez wczesne, średnie i późne dzieciństwo, które kończy się gdzieś w okolicach dziesiątego, jedenastego roku życia. Dalej, po kolejnych ośmiu czy dziesięciu latach, mamy już być dorosłym człowiekiem, takim, który sam odpowiada za siebie, podejmuje decyzje prawne i w ogóle – może wszystko. I właśnie ten czas – pomiędzy dzieciństwem a dojrzałością – to adolescencja, okres, kiedy z dziecka ma się ukształtować dorosła, dojrzała osoba. I to dorosła i dojrzała w dwóch aspektach.

Niewiele na to czasu...

To prawda. Adolescencja – jak i każdy okres w życiu człowieka – wyznacza pewne zadania rozwojowe, z którymi trzeba się zmierzyć. Dwa podstawowe przypadające na ten etap to: po pierwsze – przekształcić organizm dziecka w organizm nadający się do rozrodu; a po drugie – przekształcić psychikę dziecka, dotąd ochranianego i kierowanego przez dorosłych, w psychikę człowieka, który może wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

Adolescencja rozpoczyna się wraz z początkiem realizacji tego pierwszego zadania, a kończy zrealizowaniem drugiego. Przyjmijmy za dolną granicę tego okresu jedenasty rok życia. Moment rozpoczęcia adolescencji różni się nieco w zależności od płci – dziewczynki najczęściej wchodzą w ten wiek wcześniej, chłopcy później. Wszystko trwa do osiemnastego, dziewiętnastego roku życia, choć badacze coraz częściej twierdzą, że powinniśmy włączyć w adolescencję dawny okres młodzieńczy, czyli następne dwa, trzy lata. To sprawia, że możemy mówić o około ośmio- czy nawet dwunastoletnim etapie, w którym realizowane są wspomniane wcześniej zadania.

Z czego wynika wydłużanie się tego okresu?

Cywilizacja, w której żyjemy, sprzyja osiąganiu dojrzałości fizycznej, płciowej, ale nie dojrzałości emocjonalnej, psychologicznej. Bogacenie się społeczeństw (przynajmniej na półkuli północnej), coraz lepsze warunki życia, postęp medycyny itp. skutkują coraz szybszym rozwojem biologicznym. Ale z drugiej strony my, dorośli, mamy coraz częstszą skłonność do infantylizowania dzieci, nadmiernego ich ochraniania, ograniczania samodzielności, co prowadzi do odraczania osiągania przez nie dojrzałości psychologicznej – emocjonalnej i społecznej. Sprzyja temu postępująca scholaryzacja, czyli wydłużanie się liczby lat spędzanych w szkołach. No bo czy naprawdę mieszkająca z rodzicami studentka, w dalszym ciągu otrzymująca od nich kieszonkowe, uzgadniająca godzinę powrotu do domu, różni się istotnie od licealistki? Czy jej sytuacja życiowa sprzyja kształtowaniu dojrzałej odpowiedzialności za samą siebie? W rezultacie powstaje dzisiaj coraz wyraźniejszy rozdźwięk między dojrzałością organizmu a dojrzałością psychiki.

Ta rozbieżność stwarza zagrożenia.

Mało tego, zjawisko nasila się z każdym dziesięcioleciem i jest coraz bardziej wyraźne. Oczywiście, zawsze można zadać sobie pytanie: „A kiedyż to wychodziły za mąż nasze praprababki z XVI wieku?”. Otóż wychodziły, mając czternaście czy piętnaście lat...

Co wcale nie znaczy, że były dojrzałe.

Kiedy wiele wskazuje, że właśnie tak! Rzeczywistość była wtedy znacznie mniej złożona, precyzyjniej opisana i pojawiało się dużo mniej wątpliwości dotyczących zachowań.

Mnie wciąż intryguje, skąd wzięło się tak powszechne określenie „głupi wiek”.

Przede wszystkim z realizacji pierwszego zadania rozwojowego, czyli przekształcania się organizmu dziecka w organizm nadający się do rozrodu. Wiążą się z tym liczne zmiany natury fizykalnej, chemicznej, które mają odzwierciedlenie w funkcjonowaniu człowieka, ale także zmiany natury psychologicznej.

Używając kolokwialnego określenia „głupi wiek”, dorośli mają na myśli przede wszystkim to, że dziecko przestaje – inaczej niż dotąd – przyjmować, w miarę pokornie, konieczność podlegania kierowniczej roli rodziców i nauczycieli.

I bezkrytycznego wykonywania poleceń.

Przestaje traktować to jako oczywistość i zaczyna, jak często mówią dorośli, „pokazywać różki” albo „stawać okoniem”. W tych wszystkich określeniach akcentowany jest fakt sprzeciwu, przeciwstawienia się. Córka czy syn nie jest już potulnym, grzecznym dzieciątkiem.

Rodzicom trudno jest się z tym pogodzić, bo tracą pełną, bezpośrednią kontrolę nad dzieckiem.

Jak by się nad tym głębiej zastanowić, to przez ten „głupi okres” przechodzą też rodzice, którzy muszą się nauczyć nowej rzeczywistości, nowych zasad współdziałania z dzieckiem. Większość dorosłych prędzej czy później znajduje rozwiązania, ale są i tacy, którzy idą w zaparte i próbują wymusić na dojrzewającym czternasto-, piętnasto- czy szesnastolatku takie samo funkcjonowanie jak wtedy, gdy „słoneczko” miało osiem czy dziewięć lat i było pogodzonym z całym światem, harmonijnie funkcjonującym dzieckiem.

Z jednej strony chcielibyśmy, by ten „głupi wiek” nie istniał, a z drugiej – często używamy go jako argumentu, tłumacząc pewne zachowania dzieci, usprawiedliwiając je.

Tutaj dotykamy tematu błędów rodzicielskich. Na każdym etapie rozwoju dziecka popełniamy ich wiele, ale w okresie adolescencji jest ich wyjątkowo dużo. Wynikają one z tego, że rodzice nie wiedzą, jak sobie radzić w zmieniającej się rzeczywistości. Wytrąceni z dotychczasowego, znanego sobie sposobu postępowania, nie znajdują nowych, gotowych wzorców. Niektórzy próbują się powstrzymywać od ingerowania w zachowanie nastolatka w nadziei, że wkrótce wróci ono do dawnej normy, inni z kolei wzmagają presję, próbując zakazami czy karami wymusić wcześniejsze uległe postępowanie.

Czasem ratują się, sięgając po wzorce z własnego dzieciństwa...

I to jest pomysł fatalny w skutkach. To tak, jakby mechanika samochodowego, wychowanego na warszawie i syrence, postawić przed dzisiejszymi hondami i toyotami i kazać mu coś naprawić. To w ogóle nie pasuje do współczesnych realiów.

Zaszły tak ogromne zmiany czy może mamy problem z obiektywnym spojrzeniem na własną młodość?

Nigdy nie ma jednej przyczyny naszego postępowania. Upiększamy swoją młodość, bo każdy z nas chce postrzegać siebie jako istotę wartościową, cenną, której przeszłość jest bardzo ciekawa, która miała mądrych rodziców. Każdy ma taką tendencję. Zachowania naszych matek i ojców, które doprowadzały nas do szału, gdy mieliśmy lat piętnaście, dzisiaj wspominamy z rozrzewnieniem jako mądre, wspaniałe i doskonałe. Weźmy na przykład ogromny odsetek naszego społeczeństwa – wciąż powyżej 60 procent – popierający stosowanie kar fizycznych wobec dzieci.

Poza tym w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat naprawdę zaszły ogromne zmiany realiów. Trzy czy cztery dekady temu pojęcia „niezależność” i „samodzielność” nie brzmiały jednoznacznie pozytywnie. Najwyżej ceniono posłuszeństwo, zdyscyplinowanie. A dzisiaj? Chcemy, żeby nasze społeczeństwa składały się z osób niezależnie myślących, samodzielnych. Pozmieniało się naprawdę wszystko.

Dlaczego?

Skoro mamy już określone ramy czasowe adolescencji, przyjrzyjmy się bliżej zachodzącym zmianom odpowiedzialnym za „turbulencje”.

Tu główną, inicjującą rolę odgrywa zmieniająca się fizjologia. W pierwszej fazie adolescencji uruchamiany jest proces pokwitania, inaczej pubertacji. Pubertacja to termin medyczny oznaczający przekształcenia zachodzące w dziecięcym organizmie, związane z dojrzewaniem. Rozpoczyna się to wszystko nie w genitaliach, jak niektórzy sądzą, ale oczywiście w mózgu, od aktywności podwzgórza. Wytwarzane tam neurohormony stymulują przedni płat przysadki mózgowej, przez co ta zaczyna produkować gonadotropinę, hormon, który z krwią dostaje się do gonad – jąder lub jajników – gdzie uruchamia wytwarzanie hormonów płciowych. To właśnie ich obecność w krwiobiegu zapoczątkowuje zmiany dotyczące wielu obszarów, również budowy ciała. U dziewcząt pojawiają się chociażby piersi, miesiączka, a u chłopców, w którymś momencie – jabłko Adama, pierwsze nocne polucje, mutacja. U obu płci rośnie owłosienie łonowe i pod pachami.

Podczas tego pierwszego etapu adolescencji, gdy człowiek staje się zdolny do rozrodu, w organizmie zachodzi mnóstwo zmian. Trzeba uświadomić sobie ich skalę. Dziewczynki w tej fazie przeżywają wzrost produkcji estrogenów o 600 procent. Chłopcy na tym etapie, aczkolwiek rok czy półtora roku później niż dziewczynki, doświadczają wzrostu produkcji męskich hormonów, w tym także testosteronu, o 2000 procent! Jak więc widać, rewolucja dotycząca zarówno wyglądu, jak i zachowania ma uzasadnienie biologiczne, bo poważnie zmienia się w tym czasie chemizm krwi. Komórki mózgowe odpowiedzialne za samoświadomość, za sposób reagowania, wartościowania, przeżywania są oblewane właśnie taką zmienioną chemią, działają w zmienionym środowisku. Nie ma szans, żeby to pozostało bez echa. Stąd też zmienia się nie tylko to, o czym dzieci myślą, jak myślą, ale także ich emocjonalność. Konsekwencją innego chemizmu krwi jest odmienne funkcjonowanie każdego procesu psychicznego.

Rodzic coraz częściej myśli o tym swoim nastolatku: „Matko święta, jak on się zmienił! To było takie fajne dziecko, a teraz nie można się z nim dogadać”. I kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że to nie dlatego, że dziecku poprzewracało się w głowie albo że nagle postanowiło być złe i opryskliwe, ale dlatego, że w organizmie trwa rewolucja.

W organizmie dziecka istnieje teraz inne środowisko biochemiczne niż do tej pory. Dlatego pierwsza faza adolescencji, trwająca mniej więcej do piętnastego, szesnastego roku życia, w której zachodzą gwałtowne zmiany fizyczne, częściej obfituje w sztormy i w ewentualne konflikty – nie tylko z dorosłymi, ale także z całym światem i samym sobą – niż druga faza, kiedy to przede wszystkim odbywa się proces kształtowania osobowości, przemian psychologicznych. Dopiero w drugiej fazie dojrzewania sprawa zaczyna się powoli prostować, ale naprawdę powoli. Rodzice łatwo tutaj mogą popełniać błędy.

No tak, ale jak przetrwać tych kilka najtrudniejszych lat? Jak nie stracić cierpliwości, jak panować nad nerwami?

Najważniejsze są świadomość i wiedza, że to nie zła wola dziecka albo kwestia popełnianych przez rodzica błędów. Rodzice nie są przygotowani na to, co się dzieje, ponieważ okres poprzedzający, czyli to, co w Polsce nazywamy młodszym wiekiem szkolnym, a w innych krajach – późnym dzieciństwem, trwający mniej więcej od siódmego do jedenastego roku życia, to okres wyjątkowej harmonii, taki cudowny czas, kiedy dziecko żyje w zgodzie z dorosłymi, rówieśnikami i samym sobą.

Sytuacji nie ułatwia też fakt, że nie wszystkie dzieci zaczynają dojrzewać w tym samym czasie. Więc tak naprawdę rodzice nie wiedzą, co i kiedy ich czeka.

Są prowadzone liczne badania nad tymi, którzy dojrzewają wcześniej lub później niż ich rówieśnicy. Generalnie rzecz biorąc, dla chłopców świetne warunki rozwojowe stwarza dojrzewanie wcześniejsze w porównaniu do większości równolatków, dla dziewczynek – wprost przeciwnie. Dziewczynka dorastająca szybciej niż jej rówieśniczki ma niemal zawsze obniżoną samoocenę. Wysoki chłopiec w oczach innych (i swoich) jest przystojny, wysoka dziewczyna to z kolei żyrafa, gidia. A jak ma piersi, to często słyszy: „Nie leć tak, bo ci się mleko zwarzy”, bo przecież chłopcy, rówieśnicy, są jeszcze wtedy dzieciakami. Dziewczynki, które wcześniej dojrzewają, częściej są molestowane seksualnie, częściej jako nastolatki zostają matkami. Statystycznie uzyskują niższe wykształcenie niż te, które dojrzewają później.

A chłopcy – zupełnie odwrotnie. Wcześniej dojrzewający chłopcy wyrastają na pewniejszych siebie, mają lepsze wyniki w nauce. Pewny siebie i swojej pozycji wśród rówieśników młodzieniec, wyższy o głowę od reszty chłopaków, gdy czegoś nie rozumie, to natychmiast przerywa nauczycielowi, zadaje pytania i żąda wyjaśnień. A dziewczynka? Stara się głównie schować pod ławką i nie zwracać na siebie uwagi. Mniej więcej około szesnastego roku życia fizyczna rewolucja spowalnia. Za to u chłopców zdarza się, że rosną jeszcze w wieku osiemnastu–dwudziestu lat.

Co jeszcze dzieje się w tym czasie w organizmie?

W okresie pokwitania zdarzają się bardzo intensywne przyrosty organizmu, na przykład od dwunastu do piętnastu centymetrów w ciągu roku, i nie mamy na to wpływu. Wtedy bardzo wyraźnie widać, że różne tkanki i narządy nie zawsze rozwijają się harmonijnie i w tym samym czasie. Matka natura przewidziała różne modele rośnięcia i często się zdarza (u chłopców trzy razy częściej niż u dziewcząt), że rozwój układu mięśniowego, nerwowego i krwionośnego nie nadąża za przyrostem centymetrów, szczególnie kości długich: podudzia, uda, ramienia. Na przykład mięsień sercowy rozwija się czasem wyraźnie wolniej niż kościec i to musi być odczuwalne dla jednostki. Pojawia się ospałość, rozlazłość, spowolnienie, które wynikają z niedotlenienia organizmu (krew musi przecież dotrzeć do wydłużonej sieci naczyń krwionośnych, a serce jeszcze nie daje rady). Aktywność fizyczna, która bywała do tej pory dużo bardziej intensywna, maleje. Pojawiają się bardzo silne bóle kończyn, istnieje nawet ryzyko rozwarstwienia kości. To zagrożenie sygnalizowane jest właśnie bólem i jedyne, co można zrobić, to wytłumaczyć dziecku, że jeśli przy wykonywaniu jakiejś czynności (np. podczas biegania) poczuje ból, to natychmiast powinno przestać. I nieważne, że właśnie ucieka mu autobus – boli, masz stanąć. To duża trudność i ograniczenie, ale taką regułę przekazują ortopedzi.

Co gorsza, nie jedyne ograniczenie. Przyczyną apatii, zmęczenia może być intensywny rozwój fizyczny, ale też coś bardziej skomplikowanego.

Pamiętajmy o nakładających się dwóch aspektach zmian w tym okresie. Prócz zmian fizycznych zachodzą też zmiany psychologiczne, które – co prawda – rozpoczynają się nieco później, ale mają istotne znaczenie. Oczywiście zmiany fizyczne i psychologiczne wiążą się ze sobą.

Tutaj matka natura naprawdę się nie wykazała – w chwili, gdy bardzo intensywnie kształtuje się tożsamość młodego człowieka, jego samoocena, przeświadczenie o tym, kim jest, organizm płata mu figle. Dotąd delikatna, ładna twarz dziewczynki nagle nabiera ostrych, kanciastych rysów; chłopięca buzia zaczyna przypominać posągi z Wysp Wielkanocnych, a ręce czasami sięgają kolan. Dojrzewający ludzie przejściowo stają się naprawdę znacznie mniej atrakcyjni, często brzydcy. Na dodatek pojawia się śmierdzący pot, którego do tej pory nie było. To jest dla wielu małolatów wielkim zaskoczeniem, gdy nagle po WF-ie stwierdzają, że śmierdzą, choć dotąd im się to nie zdarzało. Im ważniejszy dzień przed nimi, tym więcej nowych pryszczy każdego ranka. Popołudniem włosy wyglądają jak niemyte tydzień, choć były myte rano. Takie dary natury sprawiają, że to nie jest łatwy okres, dodatkowo cały czas zachodzą zmiany psychologiczne.

Mówiąc „zmiany psychologiczne”, możemy mieć na myśli różne kwestie: zarówno w miarę statyczne, jak i bardzo dynamiczne aspekty naszej psychiki. Każdy człowiek charakteryzuje się w miarę stałymi cechami, właściwościami – miało dziecko określone zdolności, ma je w dalszym ciągu; miało określony temperament, ma w zasadzie ten sam zestaw cech temperamentalnych. W zasadzie, bo wskutek zmian chemizmu krwi wszyscy w tym okresie przesuwają się na skali w stronę większej pobudliwości. Miało też dziecko określoną osobowość... Ale czy u nastolatka nie zachodzą w niej jakieś zmiany? To już nie jest takie oczywiste. Osobowość dziecka w dużej mierze jest odbiciem tego, jacy są jego rodzice. Poglądy dziecka to poglądy przejmowane od rodziców lub powstające pod ich wpływem. Postawy dziecka są najczęściej kalką postaw rodziców. Od nich dziecko przejmuje także system wartości. Przychodzi jednak czas zmian. Nastolatek ma parę lat na to, żeby odrzucić lub przebudować dotychczasowe poglądy i wartości i ukształtować swoje własne. A osobowość, zdolności czy temperament to jest ta w miarę statyczna część naszej psychiki. Nie zmieniamy zdolności czy osobowości między poniedziałkiem a środą, prawda? Ale oprócz tej bardziej stałej, statycznej części psychiki są też dynamiczne procesy psychologiczne, które w nas zachodzą. Na przykład: możesz się zdenerwować o 8.10 rano, a o 8.30 będziesz ponownie spokojna; możesz o czymś myśleć, a po chwili zajmujesz się już czymś innym. Te procesy mają charakter dynamiczny – pojawiają się, trwają jakiś czas i znikają. Ale dopóki trwają, bardzo wyraźnie wpływają na nasze zachowania. Odgrywają dużą rolę nawet później – dysponujemy przecież pamięcią, w której przechowujemy ślady swoich przeżyć, doznań, przemyśleń. Wśród tych dynamicznych zjawisk w naszej psychice są na przykład procesy poznawcze (one wcale nie służą głównie temu, by nauczyć się na fizykę czy geografię). Dzięki nim wiemy, która z nadchodzących osób to nasza mama, którędy wyjść z mieszkania, jak sobie zrobić kanapkę itp. Pozwalają na poznanie rzeczywistości, nas samych, innych ludzi. Oprócz nich niezwykle ważne dla naszych zachowań są też procesy emocjonalno-motywacyjne. I wszystkie te procesy podlegają poważnym zmianom w okresie adolescencji. Przyjrzyjmy się im kolejno, żeby łatwiej zrozumieć, co dzieje się z nastolatkiem.

Czy rodzic jest w stanie przygotować się na zmiany, które będą zachodziły? A może nie ma takiej potrzeby?

Dopóki żyliśmy w czasach, gdy rodzic mógł funkcjonować wobec swoich dzieci dokładnie tak samo jak jego prapradziad dwieście lat wcześniej, to żadne przygotowanie nie było potrzebne. Ale gdzieś w XIX wieku to się zaczęło zmieniać. Współcześnie, gdybyśmy chcieli funkcjonować tak jak nasi rodzice, nie zwracając uwagi na zmieniający się świat, przyniosłoby to opłakane skutki.

Czy rodzic powinien się do zmian przygotować? Moim zdaniem tak. Mało tego, już jako uczeń w szkole powinien być z tymi zmianami oswajany. Trudno zrozumieć, dlaczego wiedza związana z okresem dojrzewania, jego wszystkimi aspektami, nie tylko fizjologicznymi, nie jest przekazywana przez nauczycieli. Dlaczego dziesięcio-, jedenastolatkowie nie są uczeni, co się z nimi dzieje w tym czasie? Zwłaszcza że byłby to zarazem świetny pomysł na realizację pierwszego etapu przygotowania do roli rodzica, którą młodzi podejmą za dziesięć czy dwadzieścia lat, bo najłatwiej zrozumieć wszystko na własnym przykładzie.

Dlaczego w szkołach nie rozmawia się o relacjach między ludźmi, w tym między dziećmi a dorosłymi, o postawach rodzicielskich, stylach wychowania? Przecież nikomu nie chodzi o wywoływanie konfliktów międzypokoleniowych (choć podejrzewam, że takie głosy mogłyby się pojawić), ale o poddanie refleksji wiedzy, którą najpierw powinno się dzieciom dostarczyć. W Polsce wychodzi się z założenia, że najważniejszy jest sam fakt, że żyjemy, a potrzebną do życia wiedzę zgromadzimy w naturalny sposób, dzięki doświadczaniu.

Coraz więcej rodziców jest świadomych, że zmiana pod tytułem „dojrzewanie” nastąpi i warto się do niej przygotować, żeby przynajmniej ograniczyć liczbę popełnianych błędów. Nadal jednak dominują ci nieświadomi, którzy idą na żywioł: będzie, co będzie. „Ja jakoś wyrosłem na człowieka” – to dość popularne hasło. Co tymczasem mogliby zrobić?

Mają kilka możliwości. Pierwsza z nich to sięgnięcie do literatury. I nie mówię tu o książkach stricte naukowych czy podręcznikach akademickich. Jest kilka tytułów, które w przystępny sposób wyjaśniają, co się dzieje z człowiekiem w różnych okresach życia. Mam na myśli takie pozycje, jak choćby: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły; Szkolne wyzwania. Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu?; Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie?; Agresja. Nowe tabu?; Porozumienie bez przemocy. O języku serca; Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według Porozumienia bez Przemocy[1].

To prawda, że najwięcej z nich dotyczy małych dzieci, bo też na tym etapie zainteresowanie rodziców wychowaniem jest największe. Później wychodzą już oni z założenia, że są bardzo doświadczeni, że po dziesięciu czy dwunastu latach zajmowania się dzieckiem wszystko umieją i wiedzą. Nie zdają sobie jednak sprawy, że przed nimi debiut w roli rodzica nastolatka.

Mieszkańcy większych miast mogą też szukać zajęć i warsztatów dla siebie. Jest ich coraz więcej: uniwersytety dla rodziców, krótsze i dłuższe kursy, jednorazowe warsztaty organizowane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne, fundacje i stowarzyszenia. W dużych miastach oferta jest spora i naprawdę warto z niej skorzystać. Nie da się jednak ukryć, że poza większymi ośrodkami propozycji zajęć jest znacznie mniej i nie są one powszechne.

Pojawiają się fundacje specjalizujące się w tematyce wychowania, organizowane są kursy w sieci, e-learning i to, moim zdaniem, będzie zyskiwało na popularności. Wraz ze wzrostem dobrobytu ludzie przestają skupiać się tylko na zarabianiu na chleb, ale coraz większą wagę przywiązują do świadomego wychowywania dzieci.

Nie byłabym w tej kwestii aż taką optymistką. Rodzice są różni, każdy sądzi według siebie. Bez wątpienia rodzic, który chce dowiedzieć się więcej, chce przemyśleć swoje postawy, sposób postępowania, ma dzisiaj znacznie więcej możliwości niż dwadzieścia lat temu, nawet jeśli mieszka w niedużym ośrodku (np. kursy e-learningowe). Formy, które jeszcze do niedawna były nowością, dzisiaj rozkwitają i stają się dostępne, co cieszy. Ważne jest też to, że część z tych propozycji jest bezpłatna, bo to właśnie pieniądze są często barierą uniemożliwiającą uczestnictwo w wykładach czy warsztatach.

Czy zawsze jest tak, że rodzic odczuje zmiany związane z adolescencją swojego dziecka?

Odczuje, co nie znaczy, że zawsze musi dochodzić do konfliktów. Zmiany związane z okresem dojrzewania a konflikty między dzieckiem a dorosłymi to dwie różne rzeczy. Zmiany przyjdą z całą pewnością, bo to naturalne, skoro następuje rozwój. To natomiast, czy dojdzie do konfliktów, czy nie, zależy w dużej mierze od tego, co się do tej pory działo między dziećmi a rodzicami. Nie da się ukryć, że ma tu też wpływ osobowość obu stron, a także dosyć bezrefleksyjnie, automatycznie realizowane przez rodzica pewne zachowania. Jest jeszcze taka prawidłowość, której warto być świadomym, że im wyższy poziom naszego pobudzenia (np. im bardziej jesteśmy zdenerwowani), tym większe prawdopodobieństwo, że sięgniemy do repertuaru zachowań, które znamy od lat, pamiętamy choćby z dzieciństwa jako działania naszych rodziców. I tak oto człowiek, który sądzi o sobie, że przemyślał wiele spraw jako rodzic, że jest świadomym wychowawcą, nagle może ze zdumieniem usłyszeć z własnych ust: „Jak zaczniesz na siebie zarabiać, to wtedy będziesz mógł o czymś decydować”. Bez emocji, na spokojnie czegoś takiego by nie powiedział.

* * *

[1] A. Faber, E. Mazlish, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Poznań 2013; M. Gregorczuk, B. Kołtyś, Szkolne wyzwania. Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu?, Warszawa 2015; J. Juul, Nastolatki. Kiedy kończy się wychowanie?, Podkowa Leśna 2014; J. Juul, Agresja. Nowe tabu?, Podkowa Leśna 2013; M.B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca, Warszawa 2003; M.B. Rosenberg, Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według Porozumienia bez Przemocy, Warszawa 2013.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nastolatki pod lupą. Poznaj, by zrozumieć Wszystko dla Klary, czyli historia pewnego pomysłu