Tancerka z Montmartre

Tancerka z Montmartre

Autorzy: Lucy Ellis

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 160

Cena książki papierowej: 9.99 zł

cena od: 4.70 zł

Do najlepszego kabaretu w Paryżu przyjeżdża jego nowy właściciel, Rosjanin Kaled Kitajew. Tancerki obawiają się, że zwolni je z pracy. Gigi Valente, która kocha to miejsce, chce za wszelką cenę porozmawiać z Kitajewem i przekonać go, by nie niszczył legendarnego kabaretu. Kitajew nie ma dla niej czasu, tak jej się przynajmniej wydaje, bo nieoczekiwanie, zaintrygowany jej urodą i determinacją, sam zaprasza ją na rozmowę…

Lucy Ellis

Tancerka z Montmartre

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Gigi, złaź stamtąd. Skręcisz sobie kark!

Gigi zręcznie wspięła się po scenicznej kurtynie aż do krawędzi stojącego obok, wysokiego na cztery metry akwarium. Wieczorem miała w nim pływać ubrana jedynie w złote stringi, w towarzystwie dwóch pytonów: Jacka i Edny. Oczywiście, jeśli wcześniej nie zostanie zwolniona z pracy. Usiadła okrakiem na brzegu akwarium i wzruszyła ramionami; wspinała się po linach od wczesnego dzieciństwa, zarabiając na swe utrzymanie w cyrku ojca, żadna wysokość nie robiła na niej już wrażenia. Kiedy obiema rękami złapała krawędź szklanej tafli, z dołu dobiegło ją kolektywne westchnienie ulgi. Kilka minut wcześniej Susie rozpętała piekło, wrzeszcząc:

– Kitajew przyjechał! Jest na widowni, na lewo od sceny!

Dziewczyny zaczęły gorączkowo nakładać dodatkowe warstwy szminki i poprawiać cekinowe staniki. Gigi zerknęła na akwarium, z którego rozciągał się widok na całą publiczność i błyskawicznie wspięła się na jego szczyt. Susie nie myliła się. W dole, pośród pustych stolików i krzeseł, zatopieni w rozmowie siedzieli trzej mężczyźni otoczeni wianuszkiem umięśnionych zbirów. Obecność ochroniarzy nie zdziwiła jej, chwilowo Kitajew należał do najbardziej znienawidzonych ludzi w Paryżu. Z drugiej strony, z tego co udało jej się dostrzec, stojący tyłem do sceny mężczyzna sam nie wyglądał na ułomka. Jasnoniebieska koszula opinała umięśnione ramiona i potężny tors. Słuchał uważnie dwóch menedżerów kabaretu tłumaczących mu coś z ożywieniem.

– Gigi, co widzisz? Jak on wygląda? – z dołu dobiegły ją zniecierpliwione szepty tancerek.

Wysoki, wysportowany, mógłby rozbijać cegły gołymi rękami, pomyślała. Zanim zdążyła się odezwać, Kitajew odwrócił się. Gigi zamarła. Widziała jego zdjęcia w internecie, ale na żadnym z nich nowy właściciel L’Oiseau Bleu nie wyglądał tak, jakby przed chwilą wrócił z ekspedycji na koło podbiegunowe, podczas której gołymi rękoma kruszył kry lodowe. Część jego twarzy zakrywał kruczoczarny zarost, ale mimo to, nawet z dzielącej ich odległości, Gigi dostrzegła mocno zarysowaną szczękę, wystające kości policzkowe, prosty nos i głęboko osadzone, bystre oczy. Długie, falujące, gęste włosy zatknął niedbale za uszy, co nadawało jego oszałamiającej urodzie sznyt nonszalancji. Sprawiał wrażenie dzikiego, wygłodniałego wilka i, nie wiedzieć czemu, na samą myśl o oswojeniu go Gigi zadrżała. Musiała zmusić Kitajewa, żeby jej wysłuchał. Co mogło się okazać niełatwe, bo wyglądał, jakby miał ją pożreć bez zawracania sobie głowy konwersacją. Instynkt samozachowawczy podpowiadał jej, że powinna jak najszybciej zejść z powrotem na ziemię i nie wsadzać nosa w nieswoje sprawy.

– Co robią? – Lulu najwyraźniej też nie była w stanie posłuchać głosu zdrowego rozsądku, bo wdrapała się na stojący niżej głośnik i ciągnęła przyjaciółkę za stopę.

– Nie wiem. Lulu, przestań mnie ciągnąć za stopę. Chcesz, żebym spadła i naprawdę skręciła sobie kark?

Lulu fuknęła, ale puściła nogę Gigi.

– Złaź, Gigi, nie jesteś małpą.

– Gigi, widzisz go? Powiedz, to faktycznie on? Jest tak przystojny jak na zdjęciach? – chciała wiedzieć Suzie.

Gigi wzniosła oczy do nieba. Biedne głuptaski! Większość jej koleżanek, oprócz Lulu, żyła w przekonaniu, że pewnego dnia przystojny i bogaty książę porwie je do swego pałacu i podaruje im nielimitowany dostęp do swego serca oraz konta bankowego. Kitajew musiał usłyszeć hałas dobiegający zza kurtyny, bo nagle spojrzał w górę, wprost na Gigi. Zaskoczona, nie zdążyła ukryć się za kurtyną. Pożerał ją wzrokiem. Gigi zakręciło się w głowie, a jej spocone z wrażenia dłonie ześlizgnęły się z krawędzi szklanej ściany. Jęknęła z przerażeniem, a wtedy wydarzyły się jednocześnie dwie rzeczy: Kitajew zmarszczył groźnie brwi, a Lulu pociągnęła ją znowu za kostkę.

Gigi zorientowała się, że nic jej już nie uchroni przed upadkiem. Krzyknęła i runęła w dół.

ROZDZIAŁ DRUGI

Możliwe, że Kaled nigdy by się nie dowiedział, że posiada ten niewielki zakątek na Montmartre, gdyby jakiś dociekliwy dziennikarz, lokalny patriota, nie opublikował w internecie listy paryskich nieruchomości będących własnością obywateli rosyjskich. Wyglądało na to, że paryżanie nie mieli nic przeciwko rosyjskim pieniądzom, ale sięgnięcie po jeden z kultowych symboli miasta, jakim był kabaret, skutkowało natychmiastowym potępieniem i namaszczeniem na wroga publicznego numer jeden. Nie żeby Kaled przejmował się opiniami obcych ludzi. Jako syn rosyjskiego żołnierza, który zdaniem jego krajan zhańbił jego matkę, szybko uodpornił się na niechęć. Nauczył się także używać pięści, choć obecnie o jego sile stanowiły wypracowana pozycja społeczna i majątek, a także umiejętność podejmowania chłodnych, racjonalnych decyzji. „Emocjonalna oziębłość”, jak określiła to jedna z jego kochanek, pozwalała mu przeżyć. Uleganie porywom serca w jego rodzinnych stronach prowadziło jedynie do przedwczesnej śmierci. Jemu udało się przeżyć, odnieść sukces w bezlitosnym świecie moskiewskich szemranych interesów i wypłynąć na szersze wody międzynarodowego biznesu. Zawsze kierował się zimną kalkulacją i nigdy nie ulegał zdradliwym podszeptom serca.

Oczywiście, w przeciwieństwie do inwestorów, kobiety nie doceniały jego podejścia do życia, choć takich, które próbowały ożywić jego serce z kamienia, nigdy nie brakowało. Chętnie poddawał się ich zabiegom, korzystał z uroków kawalerskiego życia, ale przewidywalność kobiecej natury zaczynała go nużyć. Jak rasowy myśliwy potrzebował wyzwania, a nie zwierzyny samej pchającej mu się w ręce. Od miesięcy już żadna kobieta nie wydawała mu się warta zachodu, więc zaczynał powoli zyskiwać sobie reputację samotnika. I wtedy znalazł się w podupadającym paryskim kabarecie i na szczycie wielkiego akwarium ujrzał… Co to, do diabła, było? Na pewno nie długonoga kokota w kabaretkach i cekinach, jakiej należałoby się spodziewać w tego typu przybytku. Wprawdzie spędził ostatnie tygodnie w górskiej głuszy Kaukazu, nocując w jurtach, kąpiąc się w lodowatych strumieniach i jedząc to, co udało mu się upolować, więc nie wykluczał, że jego umysł mógł spłatać mu figla. Halucynacje? Przysiągłby, że przed chwilą, na szczycie ogromnego akwarium, w którym, jak go wcześniej poinformowano, miała wieczorem pływać, w towarzystwie dwóch węży, przepiękna tancerka, mignęła mu chudziutka bohaterka ulubionej bajki z dzieciństwa – Dzwoneczek z „Piotrusia Pana”. Znikła tak gwałtownie, jak się pojawiła, ale zza kurtyny dobiegały teraz stłumione kobiece krzyki.

– Nie sprawdzicie, co się tam dzieje? – zapytał braci Danton, którzy pocili się ze strachu od chwili, gdy bez zapowiedzi pojawił się w zarządzanym przez nich lokalu. Żaden z mężczyzn nawet nie drgnął.

– Dziewczyny mają próbę – wyjaśnił w końcu Martin Danton i uraczył gościa nerwowym uśmieszkiem.

– Może chciałby pan obejrzeć próbę? – Jacques Danton postanowił wykorzystać okazję, by odwrócić uwagę nowego właściciela od spraw finansowych, które, Kaled był już prawie pewien, wyglądały nieciekawie.

– Bardziej interesuje mnie, czy interes przynosi zyski – uciął.

– Panie Kitajew, to kultowe miejsce na mapie Paryża! – wykrzyknęli równocześnie z typowo francuskim oburzeniem bracia Danton.

– Media nie przestają mi o tym przypominać – odpowiedział z niewzruszonym spokojem Kaled.

Prawdę mówiąc, nie pojawiłby się w L’Oiseau Bleu, gdyby nie burza rozpętana przez dziennikarzy broniących zaciekle starego kabaretu przed „rosyjskim najeźdźcą”. A wszystko przez to, że wygrał w karty! W rezultacie nie mógł się poruszać po Paryżu bez ochrony i marzył jedynie o jak najszybszym pozbyciu się kłopotliwej wygranej. Na popołudnie zaplanował kilka spotkań z potencjalnymi kupcami, więc dni kabaretu zdawały się policzone.

– Jacques… – Zza kurtyny wychynęła głowa uroczej brunetki.

– O co chodzi, Lulu?

– Mały wypadek. Jedna z dziewcząt uderzyła się w głowę.

Jacques wzniósł oczy do nieba i mruknął pod nosem coś, co zabrzmiało jak „żiżi”. Z przepraszającym uśmiechem machnął ręką i zniknął za kurtyną. Kaled, zaintrygowany tym, co zobaczył kilka minut temu na szczycie akwarium, ruszył za nim.

– To nie najlepszy pomysł! – próbował protestować Martin.

Kaled przedarł się przez dżunglę zwisających za kurtyną lin, rekwizytów, pudeł i kabli, które najprawdopodobniej przeraziłyby inspekcję BHP. Na podłodze, otoczona tłumkiem tancerek, leżała…ona. Jacques nawet do niej nie podszedł, zamiast tego konferował z drobną brunetką. Dopiero teraz zaniedbania i arogancja braci Danton uderzyła go z pełną siłą. Odepchnął starszego mężczyznę z drogi i ruszył na pomoc Dzwoneczkowi. Ukucnął przy niej i chociaż wyglądała na nieprzytomną, zauważył, że pod powiekami jej gałki oczne poruszają się. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Mała oszustka! Zerknął jeszcze raz na akwarium i ocenił, że upadek, choć zapewne bolesny, nie mógł wyrządzić jej wielkiej krzywdy. Najwyraźniej sprytne tancereczki uknuły podstęp, żeby sobie obejrzeć tajemniczego nowego właściciela ich kabaretu. Uśmiechnął się pod nosem.

– Słyszy mnie pani? – Przyłożył palec do jej szyi i wyczuł przyspieszony puls.

– Ma na imię Gigi. – Brunetka przykucnęła obok niego.

Leżąca na podłodze rudowłosa istota zatrzepotała długimi rzęsami i otworzyła szeroko oczy – intensywnie błękitne, o żywym, inteligentnym spojrzeniu. Kolor Morza Peczorskiego, pomyślał. Przyjrzał się uważniej twarzy Dzwoneczka: miała długi, prosty nos upstrzony złocistymi piegami, wystające kości policzkowe i zmysłowe usta. Kaled poczuł ucisk w piersi, jakby ktoś zadał mu cios w żebra. Gigi wsparła się na łokciach i przyszpiliła go swym lazurowym spojrzeniem.

– Kim ty jesteś? – zapytała po francusku z silnym irlandzkim akcentem.

Kaled wstał, wyprostował się i oparł dłonie na biodrach.

– Kaled Kitajew – przedstawił się.

Powietrze wypełnił szmer podnieconych damskich szeptów, ale on nawet na sekundę nie oderwał wzroku od rudej. Wyciągnął do niej dłoń, a kiedy się zawahała, pochylił się i podniósł ją z podłogi, jakby nic nie ważyła.

Gigi przywykła do upadków z wysokości, ale tym razem uderzyła wyjątkowo mocno głową o deski, więc dwoiło jej się w oczach. Przyglądała się przez chwilę dwóm dłoniom, zastanawiając się, która z nich jest prawdziwa, a która stanowi jedynie jej wizję. Niespodziewanie Kitajew przyszedł jej z pomocą i po prostu podniósł ją do pionu. Nie była pewna, czy utrzyma równowagę, kręciło jej się w głowie, a nogi odmawiały współpracy. Fakt, że musiała zadrzeć głowę, żeby spojrzeć swemu rozmówcy w oczy, dodatkowo wytrącił ją z równowagi. Był ogromny i stał zdecydowanie za blisko! Wpatrywał się w nią, i to jak! Gigi zamrugała nerwowo, żeby odzyskać jasność widzenia. Niektórzy mężczyźni patrzyli na nią tak, jakby chcieli zedrzeć z niej ubranie. W jej zawodzie zdarzało się to wszystkim dziewczynom. Jednak w jego wzroku nie było niezdrowej ekscytacji, obleśnej chuci ani desperacji. Czarne, hipnotyzujące oczy obiecywały rozkosz, o jakiej nawet nie śniła. Zamierzał zabrać ją do raju, doprowadzić do szaleństwa, a potem… wyrzucić z pracy! Gigi ocknęła się na myśl o kabarecie.

– Nie możesz tego zrobić! – wykrztusiła.

– Czego, Dzwoneczku? – zapytał, przeciągając głoski, z silnym rosyjskim akcentem.

Otaczające ich dziewczęta zaczęły chichotać.

– Tego, co zaplanowałeś…

– W tej chwili w planach mam jedynie lunch – odpowiedział z prowokacyjnym błyskiem w oku, sprawiając, że poczuła się nagle naiwnym, niedoświadczonym dziewczęciem.

Wszyscy wokół zaśmiewali się już otwarcie, więc Gigi nawet nie próbowała wymyślić riposty. Los kabaretu nie obchodził ani Kitajewa, ani innych tancerek. Ciekawe, co powiedzą, gdy w końcu wylądują na ulicy bez pracy i pieniędzy, pomyślała ponuro. Dla niej to miejsce znaczyło o wiele więcej. Tu czuła się jak w domu, pierwszy raz od śmierci matki nareszcie miała wrażenie, że odnalazła swoje miejsce na ziemi. Gdy tylko dorosła na tyle, by móc legalnie pracować, wyrwała się spod kurateli bezlitosnego ojca i uciekła na drugą stronę kanału La Manche. Nie posiadała się ze szczęścia, kiedy udało jej się dostać wymarzoną pracę. Oczywiście, jak wszystkie tancerki, narzekała na kiepskie zarobki, ciężkie warunki i długie godziny pracy, jednak w obliczu utraty pracy, stanowiącej ostatnią nić łączącą ją z matką, wszystko to wydało jej się nieistotne. Nie mogła na to pozwolić! Przecież L’Oiseau Bleu nie był zwykłym kabaretem, tańczyły w nim niesamowite kobiety: Mistinguett, La Belle Otero, Josephine Baker. I Emily Fitzgerald… Nikt jej nie pamiętał, nigdy nie zyskała wielkiej sławy. Ot, jedna z wielu ślicznych tancerek, spędziła w L’Oiseau jedynie pięć lat. Jej matka. Kiedy zaszła w ciążę z czarującym Hiszpanem Carlosem Valenete jej marzenie o Paryżu legło w gruzach. Okryta wstydem musiała wrócić do domu rodzinnego w Dublinie. Wszystkie swe niespełnione ambicje przelała na córkę, która, odkąd tylko zaczęła chodzić, uczyła się tańca i z wypiekami na piegowatych policzkach wysłuchiwała opowieści matki o dniach świetności zespołu rewiowego Bluebirds. Kiedy w wieku dziewiętnastu lat stanęła na progu legendarnego kabaretu, przeżyła rozczarowanie, ale przynajmniej, w przeciwieństwie do innych dziewcząt, wiedziała, jak wspaniałym miejscem był kiedyś. I mógł być w przyszłości, gdyby tylko znalazł się ktoś gotów zainwestować w niego nieco serca. I pieniędzy.

Spojrzała na Kitajewa. Jak go przekonać? Nagle przypomniała sobie zmiętą kartkę, którą, z braku kieszeni, ukryła za biustonoszem. Wyjęła ją i wygładziła najlepiej, jak potrafiła. Mimo to wydruk z blogu „Paryska Showgirl” nie wyglądał zbyt profesjonalnie, zwłaszcza że, ku wyraźnemu rozbawieniu Kitajewa, spod jej stroju wystawał teraz postrzępiony fioletowy stanik. Trudno, przecież nie zaplanowała tego, że spadnie z akwarium i stanie oko w oko z nowym właścicielem. Musiała improwizować.

– Co tam jeszcze ukrywasz? – zapytał, ledwie powstrzymując uśmiech. Jego aksamitny, miękki głos wprawiał ziemię pod jej stopami w drżenie, przenikał ją na wskroś.

– Nic – odparła zawstydzona.

Kilka dziewcząt zaśmiało się nerwowo. Gigi postanowiła je zignorować. Wepchnęła mu kartkę w dłoń i patrzyła, jak pobieżnie przelatuje wzrokiem po tekście, który sama znała już na pamięć.

„Paryż zbuntował się przeciwko rosyjskiemu oligarsze Kaledowi Kitajewowi, który właśnie wygrał w pokera jeden z najstarszych kabaretów w mieście. Zaledwie trzydziestoparoletni miliarder zbił majątek na wydobyciu i handlu ropą, ale podobnie jak wielu jego krajanów zdradzał nieposkromiony apetyt na europejskie nieruchomości i niczym wielogłowy smok pochłaniał swe kolejne zdobycze. Tym razem niestety nie zadowolił się byle czym – jego łupem padło L’Oiseau Bleu i scena, na której od lat występują legendarne Bluebirds. Czy ich dni są już policzone? Sądząc po reakcji mediów, paryżanie zamierzają walczyć o swe dziedzictwo”.

Kitajew zacisnął palce na kartce i zgniótł ją w niewielką kulkę.

– Co chcesz wiedzieć?

Jego głos brzmiał normalnie, ale Gigi nie dała się zwieść. Oczy Rosjanina patrzyły na nią twardo, nieustępliwie, prawie groźnie. Powinna teraz zachować się rozsądnie i skorzystać z okazji, by grzecznie zapytać, czy przewidywał jakieś zmiany w teatrze i czy będą on miały wpływ na ich zatrudnienie. Niestety, zanim zadała pytanie, zauważyła, że omiótł wzrokiem jej ciało, dyskretnie, ale jednoznacznie. Zdenerwowana zapomniała o rozsądku i wypaliła:

– Chcemy wiedzieć, czy planujesz zamienić nasz kabaret w wysokooktanową wersję Le Crazy Horse?

Tytuł oryginału: Caught in His Gilded World

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2015 by Lucy Ellis

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2993-7

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Podróż przedślubna - Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Neapolitańskie noce Tancerka z Montmartre Zaręczyny w Rzymie Randka w Toronto Tydzień w Nowym Jorku 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy