Zatrzymaj mnie

Zatrzymaj mnie

Autorzy: Abbi Glines

Wydawnictwo: Pascal

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 336

Cena książki papierowej: 36.90 zł

cena od: 16.50 zł

Seksowny chłopak po przejściach i córka farmera.

Ich miłość miała trwać wiecznie!

Cage York ma wszystko, czego pragnął. Piękną dziewczynę i wymarzoną karierę baseballisty. Stypendium sportowe daje mu możliwość wyjazdu do Tennessee, gdzie razem z Evą chce rozpocząć szczęśliwe życie. Niestety, ich plany krzyżuje choroba... Dziewczyna zostaje na farmie w Alabamie, by zająć się chorym ojcem. Jej spokój burzą niepokojące wiadomości od znajomych Cage'a - świat baseballistów to przecież nie tylko wyczerpujące, wielogodzinne treningi, ale również napalone fanki, które chętnie imprezują topless? Czy wystawiona na próbę miłość Evy i Cage'a przetrwa długą rozłąkę i ludzką zawiść?

Dla wszyst­kich fa­nek Cage’a Yor­ka, któ­re cze­ka­ły na ko­lej­ną książ­kę o nim. Ta jest dla Was!

– Prolog –

Sta­łam w ko­ście­le na­prze­ciw­ko ro­dzi­ny i przy­ja­ciół, spo­glą­da­jąc na ich po­waż­ne twa­rze. Wca­le nie chcia­łam tam stać na wi­do­ku. Mia­łam ocho­tę zwi­nąć się w kłę­bek obok le­żą­cej przede mną trum­ny i pła­kać jak dziec­ko. To wszyst­ko wy­da­wa­ło mi się ta­kie nie­spra­wie­dli­we. Już raz przez to prze­cho­dzi­łam: sta­łam przed za­pła­ka­nym tłu­mem i mó­wi­łam o męż­czyź­nie, któ­re­go ko­cha­łam, ale któ­ry zo­stał mi ode­bra­ny.

A te­raz znów tu by­łam. I mia­łam prze­mó­wić do ze­bra­nych. Po­wie­dzieć coś o męż­czyź­nie le­żą­cym w trum­nie. O tym, któ­re­mu ufa­łam bez­gra­nicz­nie. O tym, do któ­re­go przy­war­łam, wy­pła­ku­jąc się na jego ra­mie­niu, kie­dy od­kry­łam, że zo­sta­nę sa­mot­ną mat­ką. O tym, któ­ry, jak wie­dzia­łam, ni­g­dy by mnie nie opu­ścił. Ale te­raz od­szedł.

Spoj­rza­łam na Je­re­my’ego, któ­ry – w gar­ni­tu­rze i pod kra­wa­tem – przy­glą­dał mi się bacz­nie. On wciąż tu był. Nie za­mie­rzał mnie zo­sta­wić. Wciąż mia­łam jego. W mil­cze­niu ski­nął mi gło­wą, a ja wie­dzia­łam, że gdy­bym go po­pro­si­ła, pod­szedł­by i zła­pał mnie za rękę w tej trud­nej chwi­li. Wciąż na nie­go pa­trzy­łam, kie­dy otwo­rzy­łam usta, by prze­mó­wić. Jego obec­ność do­da­wa­ła mi sił.

– W ży­ciu czło­wiek ni­g­dy się nie spo­dzie­wa, że stra­ci tych, któ­rych ko­cha. Nie pla­nu­je­my, że bę­dzie­my sta­li przed przy­ja­ciół­mi i ro­dzi­ną i mó­wi­li o oso­bie, któ­ra była dla nas wszyst­kim. Tak się jed­nak zda­rza. I to boli. Boli cały czas. – Urwa­łam i prze­łknę­łam śli­nę w na­dziei, że to zła­go­dzi ucisk w moim gar­dle. Je­re­my zro­bił krok w moją stro­nę, ale po­trzą­snę­łam gło­wą. Dam so­bie radę bez nie­go. Mu­szę. – Nikt nie obie­cu­je nam ju­tra. Tata na­uczył mnie tego, kie­dy bę­dąc małą dziew­czyn­ką nie ro­zu­mia­łam, dla­cze­go mama nie wra­ca do domu. A po­tem, kie­dy stra­ci­łam chło­pa­ka, z któ­rym mia­łam na­dzie­ję się ze­sta­rzeć, los przy­po­mniał mi o tym jesz­cze raz. Ży­cie jest krót­kie. – Ode­rwa­łam wzrok od Je­re­my’ego. Nie by­łam w sta­nie na nie­go pa­trzeć, kie­dy mó­wi­łam o Jo­shu. Ból, któ­ry wi­dzia­łam w jego twa­rzy, spra­wił, że oczy jesz­cze bar­dziej za­pie­kły mnie od ci­sną­cych się do nich łez. – Mia­łam to szczę­ście, że za­zna­łam bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści. I to ze stro­ny dwóch męż­czyzn. Obaj ko­cha­li mnie aż do swo­jej śmier­ci. Za­cho­wam ich w ser­cu do koń­ca ży­cia. Mam tyl­ko na­dzie­ję, że resz­ta świa­ta bę­dzie mia­ła tyle samo szczę­ścia, co ja. – Drzwi koś­cio­ła otwo­rzy­ły się, a ja prze­sta­łam mó­wić. Mia­łam wra­że­nie, że wszyst­ko dzie­je się w zwol­nio­nym tem­pie.

Na­po­tka­łam spoj­rze­nie nie­bie­skich oczu Cage’a, sto­ją­ce­go z tyłu ko­ścio­ła. Nie spo­dzie­wa­łam się, że dzi­siaj go tu zo­ba­czę. W ogó­le się nie spo­dzie­wa­łam, że jesz­cze kie­dy­kol­wiek go zo­ba­czę. Nie by­łam go­to­wa na spo­tka­nie z nim. Zwłasz­cza dziś.

Po­czu­łam, że obej­mu­je mnie ra­mię Je­re­my’ego, sły­sza­łam też, że on coś szep­cze, ale nie mo­głam się sku­pić na jego sło­wach. Mie­sza­ni­na uczuć w oczach Cage’a zu­peł­nie mnie spa­ra­li­żo­wa­ła. Mi­nę­ło wie­le mie­się­cy, od­kąd po raz ostat­ni wi­dzia­łam jego przej­mu­ją­co pięk­ną twarz. I jesz­cze wię­cej, od­kąd po raz ostat­ni ota­cza­ły mnie jego ra­mio­na. Oka­zał się naj­więk­szym kłam­stwem mo­je­go ży­cia. My­śla­łam, że jest moim je­dy­nym. My­li­łam się jed­nak. Te­raz wie­dzia­łam, że taka mi­łość tra­fia się tyl­ko raz w ży­ciu, a wraz ze śmier­cią Jo­sha stra­ci­łam szan­sę na to, by być w peł­ni ko­cha­ną.

– Usiądź­my. – Wresz­cie do­tar­ły do mnie sło­wa Je­re­my’ego. Mar­twił się o mnie. Za­mie­rza­łam jed­nak do­koń­czyć moją prze­mo­wę. Po­ja­wie­nie się Cage’a Yor­ka nie mo­gło mnie przed tym po­wstrzy­mać. Ode­brał mi już tak wie­le. Nie po­zwo­lę, żeby i dziś mi za­szko­dził.

Od­chrząk­nę­łam i mó­wi­łam da­lej.

– Nie ma dnia, że­bym nie my­śla­ła o ta­cie. Pa­mięć o nim na za­wsze po­zo­sta­nie w moim ser­cu. Kie­dyś opo­wiem mo­jej có­recz­ce o dziad­ku. O tym, ja­kim był do­brym czło­wie­kiem. O tym, jak bar­dzo by ją ko­chał. Kła­dąc się spać wie­czo­rem, ni­g­dy nie będę się czuć nie­ko­cha­na, bo ko­chał mnie je­den z naj­cu­dow­niej­szych męż­czyzn, ja­kich zna­łam. – Je­re­my za­ci­snął dłoń na mo­jej ta­lii. Spoj­rza­łam na pier­ścio­nek z dia­men­tem na mo­jej le­wej dło­ni i ser­ce mi się ści­snę­ło. W dniu, w któ­rym Je­re­my wło­żył mi ten pier­ścio­nek na pa­lec, tata po­czuł taką ulgę. Mar­twił się, że po jego śmier­ci zo­sta­nę sama. Je­re­my uwol­nił go od tego lęku.

– Ko­cham cię, tato. Dzię­ku­ję ci za wszyst­ko – wy­szep­ta­łam do mi­kro­fo­nu.

– Rozdział I –

SIE­DEM MIE­SIĘ­CY PÓŹ­NIEJ…

Cage

To się dzia­ło na­praw­dę. Ukoń­czę col­le­ge. Dzię­ki ba­se­bal­lo­wi do­sta­łem peł­ne sty­pen­dium. Je­dy­ny pro­blem po­le­gał na tym, że mu­sia­łem prze­nieść się do Ten­nes­see. Eva po­je­dzie ze mną. Do­pro­wa­dzę do tego. Jej tata za mną nie prze­pa­dał, ale wy­śle ją do col­le­ge’u w Ten­nes­see, je­śli go po­pro­si. Wbie­głem po dwa stop­nie po scho­dach pro­wa­dzą­cych do na­sze­go miesz­ka­nia. Nie mo­głem się do­cze­kać, kie­dy ją zo­ba­czę. Mu­sia­łem jej po­wie­dzieć. Będę miał dy­plom ukoń­cze­nia stu­diów. A pew­ne­go dnia znaj­dę do­brą pra­cę. Nie by­łem ta­kim nie­udacz­ni­kiem, za ja­kie­go uwa­żał mnie jej oj­ciec.

Z im­pe­tem otwo­rzy­łem drzwi miesz­ka­nia. Zo­ba­czy­łem, że Eva sie­dzi przy pia­ni­nie. Prze­sta­ła grać i uśmiech­nę­ła się do mnie. W tym mo­men­cie po­czu­łem, że ży­cie jest do­sko­na­łe. Wszyst­ko jest ta­kie, jak być po­win­no. Mam uko­cha­ną dziew­czy­nę i zdo­łam za­pew­nić przy­szłość nam oboj­gu.

Przy­glą­da­ła mi się przez chwi­lę, po czym wsta­ła i pod­bie­gła do mnie.

– Do­sta­łeś je – po­wie­dzia­ła, obej­mu­jąc mnie w pa­sie i spo­glą­da­jąc na mnie z za­dar­tą gło­wą.

– Do­sta­łem – od­par­łem, przy­cią­ga­jąc ją do swo­jej pier­si i zbli­ża­jąc usta do jej ust. Była ze mnie dum­na. Cho­le­ra, bar­dzo przy­jem­ne uczu­cie.

Kie­dy już na­sy­ci­łem się jej sma­kiem, od­su­ną­łem się i spoj­rza­łem jej w oczy. Uwiel­bia­łem te oczy i blask, któ­ry w nich do­strze­ga­łem, kie­dy była pod­nie­co­na. Moją przy­jem­ność do­dat­ko­wo wzma­ga­ła świa­do­mość, że to dzię­ki mnie tak lśni­ły.

– Do­kąd? – spy­ta­ła.

– Hill Sta­te – od­par­łem. Jej uśmiech nie zbladł ani tro­chę. Na jego wi­dok znik­nął cień lęku, że się nie ucie­szy albo nie bę­dzie chcia­ła ze mną wy­je­chać.

– Och, Cage! Tak się cie­szę. Speł­ni­ło się two­je naj­więk­sze ma­rze­nie! Uda­ło ci się!

Wsu­ną­łem dło­nie w jej wło­sy, tu­ląc jej gło­wę.

– Nie, Evo. Ty je­steś speł­nie­niem mo­ich ma­rzeń. Sty­pen­dium to tyl­ko za­bez­pie­cze­nie, że będę mógł o cie­bie za­dbać tak, jak na to za­słu­gu­jesz.

Prze­su­nę­ła dło­nie po mo­jej pier­si i splo­tła pal­ce na mo­jej szyi.

– To słod­kie, co mó­wisz, ale chcę, że­byś my­ślał rów­nież o so­bie. Nie tyl­ko o mnie. Tego wła­śnie prag­ną­łeś. I to za­nim jesz­cze cię po­zna­łam. Nie za­po­mi­naj, że pra­co­wa­łeś na to już dużo wcze­śniej, za­nim po­ja­wi­łam się w two­im ży­ciu.

Cza­sem wciąż mnie zdu­mie­wa­ło, że ona tego nie ro­zu­mie. Z chwi­lą, kie­dy po­ja­wi­ła się w moim ży­ciu, wszyst­ko się zmie­ni­ło. W tym rów­nież moja mo­ty­wa­cja. Moje ży­cie na­bra­ło znacz­nie więk­sze­go sen­su.

– Ty je­steś cen­trum mo­je­go świa­ta, dziew­czy­no. Nie za­po­mi­naj o tym.

Po­wio­dła pal­cem po mo­jej pier­si, za­trzy­mu­jąc się na prze­kłu­tym sut­ku i ba­wiąc się nim przez ko­szul­kę.

– Hmm, je­śli tym tek­stem usi­ło­wa­łeś mnie skło­nić do zdję­cia spode­nek, w ta­kim ra­zie gra­tu­la­cje, bo wła­śnie ci się to uda­ło.

Za­chi­cho­ta­łem, a ona chwy­ci­ła moją ko­szul­kę i za­czę­ła ją ze mnie ścią­gać. Pod­nio­słem ręce, żeby jej po­móc. Rzu­ci­ła ko­szul­kę na pod­ło­gę, po czym po­sła­ła mi szel­mow­ski uśmiech.

– To mi się ni­g­dy, prze­nig­dy nie znu­dzi. Wiesz o tym, praw­da? Wi­dok tego per­fek­cyj­nie wy­rzeź­bio­ne­go cia­ła, ozdo­bio­ne­go kol­czy­ka­mi jest dia­bel­nie sek­sow­ny, Cage’u Yor­ku.

Kie­dy prze­kłu­łem so­bie pierw­szy su­tek, zro­bi­łem to wy­łącz­nie dla wła­snej przy­jem­no­ści. Ni­g­dy bym nie po­my­ślał, że to bę­dzie aż tak krę­cić małą, przy­zwo­itą Evę. Z ra­do­ścią prze­kłu­łem so­bie dla niej rów­nież dru­gi su­tek. By­łem go­tów na wszyst­ko, co tyl­ko ją pod­nie­ca­ło.

– Two­je fry­wol­ne sło­wa, wy­po­wia­da­ne pod­czas roz­bie­ra­nia mnie, ni­g­dy mi się nie znu­dzą – mruk­ną­łem, bio­rąc ją na ręce i nio­sąc chi­cho­czą­cą do na­szej sy­pial­ni. Kie­dy mu­snę­ła ję­zy­kiem mój su­tek, jęk­ną­łem. Mu­sia­łem jak naj­szyb­ciej ją ro­ze­brać.

– Po­do­ba­ło mi się, jak ro­bi­li­śmy to na bar­ku tam­te­go wie­czo­ru – po­wie­dzia­ła, oglą­da­jąc się w stro­nę kuch­ni.

Prze­sta­łem iść do sy­pial­ni i za­wró­ci­łem do kuch­ni. Chcia­ła ko­chać się na bar­ku, zro­bi­my to na nim.

– Co ci się naj­bar­dziej po­do­ba­ło tam­te­go wie­czo­ru? To, jak li­za­łem two­ją go­rą­cą cip­kę, czy to, jak za­ło­ży­łem so­bie two­je nogi na ra­mio­na, wcho­dząc w cie­bie głę­bo­ko?

Eva za­czę­ła drżeć i wier­cić się w mo­ich ra­mio­nach.

– Jed­no i dru­gie. Za­wsze jed­no i dru­gie.

– To do­brze, bo mnie też – od­par­łem, sta­wia­jąc ją na ku­chen­nej pod­ło­dze, a na­stęp­nie ścią­ga­jąc z niej szor­ty i ko­szul­kę. Nie mia­ła sta­ni­ka. To była na­sza za­sa­da: w domu nie no­si­ła sta­ni­ka ani maj­tek. Uśmiech­ną­łem się i przy­ci­sną­łem war­gi do jed­ne­go z twar­dych sut­ków Evy, po czym ob­ją­łem ją za szy­ję i znów wpi­łem się w jej war­gi.

Ta przy­go­da z Ten­nes­see musi się udać. Sta­nę się god­ny mi­ło­ści Evy. Jej tata się my­lił. Nie oka­żę się naj­więk­szym błę­dem tej dziew­czy­ny.

Eva

Le­ża­łam w ra­mio­nach Cage’a i pa­trzy­łam jak śpi. Po sza­lo­nym i ra­do­snym sek­sie na bar­ku prze­nie­śli­śmy się do sy­pial­ni, gdzie Cage zro­bił się de­li­kat­ny i czu­ły. Tak bar­dzo się cie­szył. By­łam z nie­go dum­na. Cięż­ko pra­co­wał na to sty­pen­dium. Wie­dzia­łam, że mu się uda, ale on wca­le nie był pe­wien swe­go.

Bez jego czuj­ne­go spoj­rze­nia mo­głam do­pu­ścić do sie­bie wła­sny nie­po­kój. Nie mia­łam pew­no­ści, czy tata za­pła­ci za moją prze­pro­wadz­kę z Cage’em aż do Ten­nes­see. Na­wet gdy­bym zna­la­zła pra­cę, nie będę mo­gła z nim je­chać, je­śli tata nie po­mo­że mi fi­nan­so­wo. Tata bar­dzo nie­chęt­nie po­go­dził się z moją de­cy­zją o zwią­za­niu się z Cage’em, ale to wszyst­ko. Nie po­chwa­lał tego. Był prze­ko­na­ny, że Cage zła­mie mi ser­ce.

Mu­sia­łam po­roz­ma­wiać z nim bez Cage’a. Wy­ja­wia­nie Cage’owi mo­ich obaw za­nim po­roz­ma­wiam z tatą, nie mia­ło sen­su. Nie chcia­łam, żeby Cage mar­twił się o przy­szłość na­sze­go związ­ku, kie­dy był taki szczę­śli­wy z po­wo­du zdo­by­cia sty­pen­dium. Jego cięż­ka pra­ca zo­sta­ła na­gro­dzo­na. Nie po­wi­nien te­raz stre­so­wać się tym, jak mnie ścią­gnąć do Ten­nes­see. To był mój pro­blem, nie jego.

Po­ca­ło­wa­łam go w ra­mię i wy­su­nę­łam się z jego ob­jęć. Chcia­łam za­dzwo­nić do taty i spy­tać, czy zje ze mną ju­tro lunch. Wte­dy z nim po­roz­ma­wiam. Za­le­ża­ło mu, że­bym po­szła do col­le­ge’u. Może spodo­ba mu się ten po­mysł.

Ci­cho za­mknę­łam za sobą drzwi sy­pial­ni i wy­szłam z miesz­ka­nia. Chcia­łam odejść na tyle da­le­ko od Cage’a, żeby się nie obu­dził i nie usły­szał, co mó­wię. De­ner­wo­wa­łam się, sto­jąc pod na­szym miesz­ka­niem na pla­ży. Usi­ło­wa­łam sku­pić się na fa­lach i na pięk­nie za­to­ki roz­po­ście­ra­ją­cej się przede mną.

– Naj­wyż­sza pora, że­byś za­dzwo­ni­ła do taty – usły­sza­łam na po­wi­ta­nie.

Roz­ma­wia­li­śmy dwa dni temu. Bar­dzo czę­sto do nie­go dzwo­ni­łam, ale tata lu­bił tro­chę po­ma­ru­dzić.

– Cześć, tato. Co u cie­bie? – za­py­ta­łam naj­pierw, jak za­wsze. Od­kąd za­miesz­ka­łam w Sea Bre­eze z Cage’em, czu­łam się wy­łą­czo­na z ży­cia na far­mie. Mar­twi­łam się, jak tata so­bie ra­dzi bez Je­re­my’ego i beze mnie. Nie był jesz­cze sta­ry, ale mło­dy też nie. Z przy­kro­ścią my­śla­łam o tym, że jest tam zu­peł­nie sam.

– W po­rząd­ku. Big Boy wresz­cie zdechł. Wczo­raj mu­sia­łem się tym za­jąć. Te­raz, kie­dy nie mu­szę go już pie­lę­gno­wać, po­wi­nie­nem wy­brać się na au­kcję by­dła i do­ku­pić parę sztuk. Pora sprze­dać całe stad­ko.

Big Boy był by­kiem. Bar­dzo sta­rym by­kiem. Ostat­nio od kil­ku mie­się­cy cho­ro­wał. To był byk, któ­re­go wy­bra­li­śmy z Jo­shem przed laty, kie­dy jesz­cze jeź­dzi­li­śmy z tatą na au­kcje. Tata wie­dział, że by­łam przy­wią­za­na do wszyst­kie­go, co ko­ja­rzy­ło mi się z Jo­shem, więc go nie sprze­dał. Kie­dy Josh zgi­nął, zwie­rzę sta­ło się dla mnie jesz­cze waż­niej­sze. Po­czu­łam żal, że nie było mnie na far­mie, kie­dy Big Boy umie­rał.

– Miał dłu­gie ży­cie – po­wie­dzia­łam bar­dziej do sie­bie niż do taty. Po­cie­sza­łam się, że zdą­żył się na­cie­szyć ży­ciem. Jed­nak kwe­stia jego śmier­ci wciąż nie da­wa­ła mi spo­ko­ju. Drę­czył mnie lęk, że stra­cę ko­lej­ną uko­cha­ną oso­bę.

– To praw­da – od­parł tata. – A co u cie­bie, có­recz­ko? Ten chło­pak na­dal do­brze cię trak­tu­je?

Tata z tru­dem po­zwo­lił mi za­miesz­kać z Cage’em. Nie był prze­ko­na­ny, że nasz zwią­zek oka­że się trwa­ły. Nie ufał Cage’owi i bo­la­ło mnie to. Chcia­łam, żeby ko­chał go tak samo jak ja. Ale tata twier­dził, że Cage nie jest ma­te­ria­łem na sta­łe­go part­ne­ra.

– Wszyst­ko wspa­nia­le. Wkrót­ce koń­co­we eg­za­mi­ny, nie mogę się już do­cze­kać wa­ka­cji – od­par­łam szcze­rze. Tata tak się cie­szył, kie­dy w tym roku prze­nio­słam się z na­sze­go ma­łe­go lo­kal­ne­go col­le­ge’u na Uni­wer­sy­tet Po­łu­dnio­wej Ala­ba­my. Na­dal nie by­łam zde­cy­do­wa­na na przed­miot kie­run­ko­wy. Kie­dyś mia­łam bar­dzo kon­kret­ne ży­cio­we pla­ny. Ale po śmier­ci Jo­sha wszyst­ko się zmie­ni­ło.

– Za dwa ty­go­dnie przy­jeż­dża Je­re­my. Wpadł do mnie w ubie­głym ty­go­dniu, kie­dy był aku­rat w domu, i py­tał o ro­bo­tę na lato.

Mia­łam ocho­tę ode­tchnąć z ulgą na myśl, że Je­re­my bę­dzie la­tem z moim tatą. Po­trze­bo­wał po­mo­cy i do­brze było wie­dzieć, że może li­czyć na Je­re­my’ego.

– To świet­nie! Nie bę­dziesz mu­siał szu­kać in­ne­go po­moc­ni­ka.

– To wspa­nia­ły pra­cow­nik. Wspa­nia­ły mło­dy czło­wiek – po­wie­dział tata. To nie było zwy­kłe stwier­dze­nie. Wie­dzia­łam, do cze­go pije. Ale zi­gno­ro­wa­łam jego alu­zję. Nie mo­gła­bym za­ko­chać się w Je­re­mym tak, jak ko­cha­łam jego bra­ta bliź­nia­ka, Jo­sha. To Josh Be­asley był ca­łym moim świa­tem, a Je­re­my po pro­stu do­brym przy­ja­cie­lem.

– Mia­łam na­dzie­ję, że któ­re­goś dnia w tym ty­go­dniu mo­gła­bym przy­je­chać i ugo­to­wać ci coś na lunch – po­wie­dzia­łam, chcąc przejść do rze­czy i jed­no­cze­śnie zmie­nić te­mat.

– Już my­śla­łem, że ni­g­dy tego nie za­pro­po­nu­jesz. Tę­sk­nię za two­imi bu­łecz­ka­mi – od­parł tata.

Uśmiech­nę­łam się i ser­ce mi się ści­snę­ło. Ko­cha­łam tatę. Chwi­la­mi strasz­li­wie za nim tę­sk­ni­łam, cho­ciaż dzie­li­ła nas za­le­d­wie go­dzi­na dro­gi.

– To może w czwar­tek? – spy­ta­łam, chcąc spo­tkać się z tatą ra­czej wcze­śniej niż póź­niej. Wie­dzia­łam, że nie uda mi się zbyt dłu­go ukry­wać mo­ich obaw przed Cage’em. Mu­sia­łam jak naj­szyb­ciej po­ga­dać z tatą.

– Nie wi­dzę prze­szkód. W czwar­tek bę­dzie też Je­re­my. Za­ję­cia ma tyl­ko do śro­dy i przy­jeż­dża do domu na dłu­gi week­end. W pią­tek chce się ze mną wy­brać na au­kcję by­dła.

Świet­nie. Obec­ność Je­re­my’ego mo­gła oka­zać się zba­wien­na. W ra­zie cze­go sta­nie po mo­jej stro­nie.

– No to je­ste­śmy umó­wie­ni. Do zo­ba­cze­nia w czwar­tek, tato. Ko­cham cię – po­wie­dzia­łam.

– Ja też cię ko­cham, có­recz­ko – od­parł tata i się roz­łą­czył.

Scho­wa­łam te­le­fon do tyl­nej kie­sze­ni i sta­łam, pa­trząc na fale. Wszyst­ko bę­dzie do­brze. Je­re­my po­mo­że mi prze­ko­nać tatę, że po­win­nam je­chać z Cage’em, sko­ro… tak bar­dzo tego chcia­łam. Będę tę­sk­nić za tatą, bar­dzo tę­sk­nić, ale nie mo­głam roz­sta­wać się z Cage’em. Chcia­łam z nim być. To prze­wa­ża­ło nad tę­sk­no­tą za tatą.

– Wszyst­ko w po­rząd­ku?

Wzdry­gnę­łam się, sły­sząc to py­ta­nie. Od­wró­ci­łam się i zo­ba­czy­łam Low, któ­ra sta­ła za mną z za­tro­ska­ną miną. Wil­low była naj­bliż­szą przy­ja­ciół­ką Cage’a; mó­wił do niej „Low”, a za jego przy­kła­dem wszy­scy inni też. Nie bar­dzo mo­głam jej po­wie­dzieć, co mnie tra­pi. Ufa­łam jej, ale była lo­jal­na przede wszyst­kim wo­bec Cage’a. Wie­dzia­łam o tym.

– Tak, po pro­stu lu­bię pa­trzeć na wodę – od­par­łam.

Low nie wy­glą­da­ła na prze­ko­na­ną, ale uśmiech­nę­ła się. Jej dłu­gie rude wło­sy tań­czy­ły na wie­trze, a ja po raz ko­lej­ny uświa­do­mi­łam so­bie, że by­ła­bym o nią strasz­li­wie za­zdro­sna, gdy­by nie to, że była szczę­śli­wą mę­żat­ką, żoną Mar­cu­sa Har­dy’ego, by­łe­go współ­lo­ka­to­ra Cage’a. Nie było mnie tu, kie­dy Mar­cus i Wil­low się po­zna­li, ale po­dob­no była to mi­łość od pierw­sze­go wej­rze­nia. Cage tro­chę się z po­cząt­ku zży­mał, ale nie mógł nic po­ra­dzić na uczu­cie Low do Mar­cu­sa.

– Po­my­śla­łam, że zaj­dę i spy­tam, czy nie chcie­li­by­ście z Cage’em przyjść dziś do nas na ko­la­cję. Będą też Pre­ston i Aman­da. Mar­cus i Pre­ston wy­pły­nę­li w week­end na ryby i przy­wieź­li ich całe mnó­stwo. Bę­dzie­my je sma­żyć i by­ło­by nam nie­zmier­nie miło, gdy­by­ście zje­dli z nami.

Wie­dzia­łam, że Cage z przy­jem­no­ścią spo­tka się z przy­ja­ciół­mi. Ostat­nio cią­gle grał w ba­se­ball i nie miał cza­su wi­dy­wać się z ni­kim poza Pre­sto­nem Dra­kiem, któ­ry na­le­żał do jego dru­ży­ny. To zresz­tą Pre­ston przed­sta­wił Cage’a swo­jej gru­pie przy­ja­ciół i tak ja­koś wy­szło, że po­tem Cage za­miesz­kał z Mar­cu­sem.

– Przyj­dzie­my z przy­jem­no­ścią. Co mogę przy­nieść?

– Cage cią­gle gada o two­ich bu­łecz­kach. Mo­gła­byś upiec tro­chę i jesz­cze może to cia­sto cze­ko­la­do­we, któ­re po­da­łaś, jak by­li­śmy u was parę mie­się­cy temu?

Kiw­nę­łam gło­wą z uśmie­chem.

– Ja­sne.

Low obej­rza­ła się na scho­dy pro­wa­dzą­ce do na­sze­go miesz­ka­nia.

– Na pew­no wszyst­ko w po­rząd­ku? Wiem, że Cage bywa cza­sem trud­ny, ale on ma do­bre ser­ce i ko­cha cię.

Po­krę­ci­łam gło­wą i po­wstrzy­ma­łam ją przed mó­wie­niem da­lej. Mój nie­po­kój, któ­ry naj­wi­docz­niej wy­czu­ła, nie miał nic wspól­ne­go z Cage’em. On był ide­al­ny.

– Cage jest cu­dow­ny. Wszyst­ko w po­rząd­ku. Po pro­stu roz­ma­wia­łam przez te­le­fon z tatą. Mu­szę z nim po­mó­wić o opła­cie za stu­dia w przy­szłym roku. Ta­kie spra­wy.

Mia­łam wra­że­nie, że Low tro­chę się uspo­ko­iła.

– Och, to do­brze. Po pro­stu… nie wy­da­je mi się, że ten chło­pak dał­by so­bie radę bez cie­bie. Od­kąd po­ja­wi­łaś się w jego ży­ciu, zu­peł­nie się zmie­nił. Wiel­bi zie­mię, po któ­rej stą­pasz, i bar­dzo bym nie chcia­ła, żeby wszyst­ko ze­psuł. Cza­sa­mi po­dej­mu­je głu­pie de­cy­zje, ale ma do­bre in­ten­cje.

W ta­kich mo­men­tach uświa­da­mia­łam so­bie, że Low jest dla Cage’a jak ro­dzi­na. Tak na­praw­dę miał tyl­ko ją. Low była w tym sa­mym wie­ku co on, ale bro­ni­ła go jak star­sza sio­stra. Roz­czu­la­ło mnie to.

– Ko­cham go. I za­wsze będę – za­pew­ni­łam ją.

Low uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko.

– To do­brze. Prze­pra­szam, je­śli by­wam wo­bec nie­go tro­chę na­do­pie­kuń­cza.

– To zro­zu­mia­łe. Cie­szę się, że cie­bie ma.

– Rozdział II –

Cage

Coś było nie tak. Nie by­łem tyl­ko pe­wien co. Mar­cus wy­da­wał się zde­ner­wo­wa­ny. Low wy­glą­da­ła na za­nie­po­ko­jo­ną, a ja nie mo­głem się sku­pić na żad­nym z nich dwoj­ga, po­nie­waż Eva spra­wia­ła wra­że­nie wy­co­fa­nej. Po­cią­gną­łem ko­lej­ny łyk piwa, gdy tak sie­dzia­łem na ka­na­pie i słu­cha­łem, jak Pre­ston na­wi­ja o me­czu, któ­ry nas cze­kał w przy­szłym ty­go­dniu. Z tru­dem się po­wstrzy­my­wa­łem, żeby nie wy­wlec Evy z kuch­ni i nie za­cią­gnąć jej do in­ne­go po­ko­ju, gdzie mógł­bym się do­wie­dzieć, co ją tra­pi.

Coś było nie tak, od­kąd po po­łu­dniu ock­ną­łem się z drzem­ki i zo­ba­czy­łem, że jej nie ma. Chwi­lę póź­niej wró­ci­ła do miesz­ka­nia i cała w uśmie­chach opo­wie­dzia­ła mi o od­wie­dzi­nach Low i za­pro­sze­niu na wie­czór, ale wy­raź­nie czymś się nie­po­ko­iła. Chcia­łem się do­wie­dzieć czym, by móc ja­koś temu za­ra­dzić. Nie chcia­łem, żeby się mar­twi­ła.

– Cage? – głos Pre­sto­na wy­rwał mnie z za­my­śle­nia. Ode­rwa­łem wzrok od drzwi ku­chen­nych i po­pa­trzy­łem na nie­go. Zmie­nił się, od­kąd zwią­zał się z sio­strą Mar­cu­sa, Aman­dą. Swe­go cza­su był play­boy­em, sły­ną­cym z tego, że co noc sy­pia z wię­cej niż jed­ną pa­nien­ką. Dla­te­go też tak się po­lu­bi­li­śmy. Kie­dyś by­łem taki sam.

– Co? – spy­ta­łem ostrzej­szym to­nem, niż za­mie­rza­łem.

– Wi­dzia­łeś ten mecz Buc­ca­ne­er­sów z ubie­głe­go ty­go­dnia, któ­ry ma tre­ner? Ich mio­tacz jest cho­ler­nie do­bry. – Mie­li­śmy grać z Buc­ca­ne­er­sa­mi w przy­szłym ty­go­dniu. Pre­ston się stre­so­wał, że prze­gra­my i za­li­czy­my pierw­szą po­raż­kę w tym se­zo­nie. Ja mia­łem po­waż­niej­sze pro­ble­my.

– Tak, wiem – od­par­łem, po czym od­sta­wi­łem piwo i wsta­łem. Mu­sia­łem po­roz­ma­wiać z Evą. To na­pię­cie mnie wy­kań­cza­ło.

– Do­kąd idziesz? – za­wo­łał za mną Pre­ston. Nie od­po­wie­dzia­łem. Usły­sza­łem, że Mar­cus coś mówi, ale zi­gno­ro­wa­łem ich obu i skie­ro­wa­łem się do kuch­ni.

Kie­dy otwo­rzy­łem drzwi, od­szu­ka­łem ją wzro­kiem – sta­ła przy zle­wie i myła ręce, pod­czas gdy Aman­da pa­pla­ła ra­do­śnie, opo­wia­da­jąc o czymś Evie i Low.

Eva niby się uśmiech­nę­ła, ale ja­koś tak bez prze­ko­na­nia, jak­by my­śla­mi była gdzie in­dziej.

– Cześć, Cage. – Aman­da roz­pro­mie­ni­ła się na mój wi­dok, a Eva pod­nio­sła gwał­tow­nie gło­wę i na­sze spoj­rze­nia się spo­tka­ły.

– Mogę po­rwać Evę na chwi­lę? – spy­ta­łem, nie od­ry­wa­jąc od niej wzro­ku.

Eva wy­tar­ła ręce w ście­recz­kę wi­szą­cą przy zle­wie, po czym obej­rza­ła się na Low i Aman­dę.

– Za­raz wró­cę i zaj­rzę do bu­łe­czek – po­wie­dzia­ła, idąc w moją stro­nę.

Wy­cią­gną­łem do niej rękę, a ona wsu­nę­ła swo­ją dłoń w moją i wy­pro­wa­dzi­łem ją z kuch­ni tyl­ny­mi drzwia­mi. Nie chcia­łem prze­cho­dzić przez sa­lon. Pres­ton za­da­wał, cho­le­ra, za dużo py­tań.

– Wszyst­ko w po­rząd­ku? – spy­ta­ła Eva, gdy już za­mkną­łem za nami drzwi. Od­wró­ci­łem się do niej.

– To ja chcę cię o to spy­tać, bo mar­twię się o cie­bie. Czu­ję, że coś jest nie tak, kot­ku, i mu­szę wie­dzieć co – po­wie­dzia­łem, nie pusz­cza­jąc jej dło­ni.

Eva za­czę­ła coś mó­wić, ale na­gle urwa­ła. Za­ci­snę­ła po­wie­ki i wes­tchnę­ła sfru­stro­wa­na. Mia­łem ra­cję. Coś było nie tak. Przy­su­ną­łem się do niej bli­żej, go­tów ją chro­nić przed tym, co­kol­wiek ją tra­pi­ło. Nie zno­si­łem po­zo­sta­wać w nie­świa­do­mo­ści, gdy cze­goś po­trze­bo­wa­ła.

– Co się sta­ło, ko­cha­nie? Po­wiedz mi, że­bym mógł temu za­ra­dzić – szep­ną­łem, pusz­cza­jąc jej rękę i obej­mu­jąc ją w pa­sie, żeby przy­cią­gnąć ją do sie­bie jesz­cze bli­żej.

Otwo­rzy­ła oczy i spoj­rza­ła na mnie ze smut­kiem.

– Nie chcia­łam cię mar­twić. Nie za­mie­rza­łam ci nic o tym mó­wić. Ale zbyt do­brze mnie znasz albo po pro­stu nie po­tra­fię ukry­wać swo­ich uczuć.

Nie po­do­ba­ło mi się to, co usły­sza­łem.

– W czwar­tek za­mie­rzam po­roz­ma­wiać z tatą o opła­cie za stu­dia w przy­szłym roku. Nie mam pew­no­ści, jak za­re­agu­je. Ten­nes­see znaj­du­je się ka­wał dro­gi stąd i nie je­stem prze­ko­na­na, czy za­ufa ci na tyle, żeby z ocho­tą pu­ścić mnie z tobą tak da­le­ko. Wiem, że mogę wy­je­chać bez jego bło­go­sła­wień­stwa, ale będę… ale po­trze­bu­ję pie­nię­dzy. To on musi za­pła­cić za stu­dia. – Wy­rwał jej się ci­chy szloch, stłu­mi­ła go, mam­ro­cząc prze­kleń­stwo. To było ta­kie uro­cze, że uśmiech­nął­bym się, gdy­bym nie był taki prze­ję­ty jej zmar­twie­niem.

– Je­śli on nie za­pła­ci, to ja coś, kur­de, wy­kom­bi­nu­ję. Nie martw się tym. Mogę sprze­dać miesz­ka­nie i prze­zna­czyć te pie­nią­dze na two­je stu­dia. Damy so­bie radę. Nie chcę, że­byś się tym za­mar­twia­ła. Nie zo­sta­wię cię sa­mej, Evo.

Do oczu na­pły­nę­ły jej wiel­kie łzy.

– O to wła­śnie cho­dzi, Cage. Mu­sisz je­chać. To two­ja przy­szłość. Two­je ma­rze­nie. Nie zga­dzam się tak­że, że­byś sprze­dał swój ma­ją­tek po to, by opła­cić moje stu­dia. To miesz­ka­nie jest two­im za­bez­pie­cze­niem. Nie zga­dzam się. Nie zga­dzam się i już.

Ują­łem jej twarz w dło­nie i wy­tar­łem kciu­ka­mi jej łzy.

– Je­śli nie chcesz, to nie sprze­dam miesz­ka­nia, a wy­jeż­dżam dla­te­go, że to n a s z a przy­szłość. Moim ma­rze­niem jest ży­cie z tobą, Evo. To sty­pen­dium sta­no­wi je­dy­nie śro­dek do celu. Nic wię­cej. Wy­je­dzie­my obo­je, z pie­niędz­mi two­je­go taty albo bez nich. Obie­cu­ję ci to. A te­raz prze­stań się za­drę­czać. Wszyst­kim się zaj­mę.

– Okej – wy­szep­ta­ła.

– Za­ufaj mi – bła­ga­łem. Chcia­łem, żeby prze­sta­ła się mar­twić.

– Ufam. Bez­gra­nicz­nie – od­par­ła.

W po­dob­nych chwi­lach trwa­łem oszo­ło­mio­ny tym, że ta dziew­czy­na tak bar­dzo mnie ko­cha. Ni­g­dy bym nie przy­pusz­czał, że będę dzie­lić ży­cie z taką oso­bą, jak ona. To, że była ze mną, ko­cha­ła mnie i nie mu­sia­łem się bać, że mnie zo­sta­wi, sta­no­wi­ło lek na wszyst­kie moje pro­ble­my i lęki. Na całe zło.

Po­chy­li­łem się, skub­ną­łem de­li­kat­nie dol­ną war­gę Evy, po czym wsu­ną­łem jej ję­zyk do ust, żeby po­czuć ich smak. Kie­dy trzy­ma­łem ją w ra­mio­nach, mój świat osią­gał ide­al­ną rów­no­wa­gę.

Eva od­su­nę­ła się, jak tyl­ko moje ręce zna­la­zły się pod jej bluz­ką. Tym ra­zem uśmiech na jej twa­rzy był praw­dzi­wy.

– Cage, mamy być w środ­ku z przy­ja­ciół­mi, a nie ob­ła­piać się tu po kry­jo­mu – po­wie­dzia­ła.

– A niby dla­cze­go nie? To dużo przy­jem­niej­sze niż ga­da­nie z tam­ty­mi ko­le­sia­mi – od­par­łem, po czym po­ca­ło­wa­łem ją w ką­cik ust i jed­ną dło­nią chwy­ci­łem jej pierś.

– Cage, prze­stań – po­wie­dzia­ła chra­pli­wym, zdra­dza­ją­cym po­żą­da­nie gło­sem. Cho­le­ra, te­raz na­praw­dę chcia­łem wra­cać do domu. – Mu­si­my zjeść z nimi ko­la­cję. My­ślę, że Low chce nam coś po­wie­dzieć. Jest bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­na.

Obo­je, Low i Mar­cus, dziw­nie się za­cho­wy­wa­li. Te­raz to do mnie do­tar­ło. Nie­chęt­nie wy­ją­łem dłoń spod bluz­ki Evy, po czym po­da­łem jej rękę i splo­tłem pal­ce z jej pal­ca­mi.

– W po­rząd­ku, te­raz wró­ci­my do środ­ka, ale przez całą ko­la­cję będę my­ślał o tej two­jej cia­snej cip­ce – od­par­łem, pusz­cza­jąc do niej oko.

Eva

Trud­no mi było jeść. Cage co chwi­la wsu­wał mi rękę mię­dzy uda. Za­czę­łam my­śleć, że wło­że­nie tej spód­nicz­ki to był zły po­mysł. Za każ­dym ra­zem, kie­dy od­su­wa­łam jego rękę, po­sy­łał mi szel­mow­ski uśmiech, któ­ry był tak nie­sa­mo­wi­cie sek­sow­ny, że to praw­dzi­wy cud, że mu nie ule­głam.

– Wiesz prze­cież, że chcesz się dla mnie otwo­rzyć – wy­szep­tał mi Cage do ucha, aż prze­szedł mnie dreszcz. A niech go.

Po­je­dyn­czy pa­lec wę­dro­wał w górę po moim udzie i wśli­zgnął mi się pod spód­nicz­kę. Cage był na­praw­dę nie­grzecz­nym chłop­cem. Pod tym wzglę­dem chy­ba ni­g­dy się nie zmie­ni.

– Wpuść mnie do tych mo­krych maj­te­czek.

Jego chra­pli­wy szept spra­wił, że moje majt­ki na­praw­dę zro­bi­ły się mo­kre. Efekt bę­dzie taki, że za­nim jesz­cze ko­la­cja do­bie­gnie koń­ca, od­dam mu się w ła­zien­ce.

– Co ty jej ro­bisz, sta­ry? Cho­le­ra, jest cała czer­wo­na – ode­zwał się Pre­ston zza sto­łu.

Cage pod­niósł gwał­tow­nie gło­wę i spoj­rzał na Pres­tona, a ja by­łam roz­dar­ta po­mię­dzy po­czu­ciem upo­ko­rze­nia, że wszy­scy wi­dzie­li, co się dzie­je, a lę­kiem, że Cage zro­bi mu krzyw­dę.

– Nie wiem, o czym ty, do dia­bła, mó­wisz, ale chy­ba nie chcesz wpra­wić mo­jej dziew­czy­ny w za­kło­po­ta­nie? Bo je­śli jest ina­czej, to sko­pię ci ty­łek!

Pre­ston tyl­ko za­chi­cho­tał, do­strze­głam jed­nak pa­ni­kę w oczach Aman­dy.

– Do­bra, wy dwaj. Już do­syć. Pre­ston, ty się przy­mknij, a ty, Cage, wy­lu­zuj. Cho­ler­ni psy­cho­le – ode­zwał się Mar­cus, sie­dzą­cy u szczy­tu sto­łu.

Te­raz przy­naj­mniej nie by­łam już taka chęt­na, żeby za­cią­gnąć Cage’a do ła­zien­ki i pie­przyć się tam z nim do utra­ty tchu.

– Za­nim Cage i Pre­ston za­czną się bić przy sto­le, chcę wam coś po­wie­dzieć – prze­mó­wi­ła Low, uśmie­cha­jąc się do Mar­cu­sa. Wi­dząc peł­ne uwiel­bie­nia spoj­rze­nie, ja­kie mu po­sła­ła, do­my­śli­łam się, co za­mie­rza nam ogło­sić. Wie­dzia­łam już, o co cho­dzi. Zła­pa­łam rękę Cage’a i moc­no ją ści­snę­łam.

– Wczo­raj by­łam u le­ka­rza. Bę­dzie­my mie­li dziec­ko – oznaj­mi­ła Wil­low z naj­bar­dziej pro­mien­nym uśmie­chem, jaki kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łam na jej twa­rzy.

Pre­ston wy­dał gło­śny okrzyk.

– Ja­sna cho­le­ra, a niech was! To fan­ta­stycz­nie!

Aman­da ze­rwa­ła się z krze­sła i po­bie­gła uści­skać Low, po czym rzu­ci­ła się bra­tu w ra­mio­na. Pa­trzy­łam, jak Mar­cus uśmie­cha się do sio­stry i chi­cho­cze na wi­dok jej łez szczę­ścia. Swe­go cza­su, kie­dy od­krył, że spo­ty­ka się z jego naj­lep­szym przy­ja­cie­lem, był wście­kły. Ale te­raz wszy­scy świet­nie się do­ga­dy­wa­li. Z pew­no­ścią po­mógł w tym fakt, że Pre­ston wiel­bił zie­mię, po któ­rej Aman­da stą­pa­ła. Mar­cu­so­wi to się po­do­ba­ło.

Low po raz pierw­szy spoj­rza­ła na Cage’a. Za­sta­na­wia­łam się, jak on to przyj­mie. Wie­dzia­łam, że Cage mnie ko­cha, ale ją też ko­chał. Rów­nie moc­no, tyl­ko ina­czej. Od­wza­jem­nił uścisk mo­jej dło­ni, po czym pu­ścił mnie, wstał i ob­szedł stół na­oko­ło, żeby wziąć w ra­mio­na Low. Zo­ba­czy­łam, że szep­cze jej coś do ucha, a ona się śmie­je. Z po­cząt­ku nie ro­zu­mia­łam ich re­la­cji. Z cza­sem jed­nak zda­łam so­bie spra­wę, że cho­ciaż nie­spo­krew­nie­ni, są po­krew­ny­mi du­sza­mi. To po­tra­fi­łam zro­zu­mieć. Po­dob­na więź łą­czy­ła mnie z Je­re­mym. Do­ra­sta­łam z Je­re­mym i Jo­shem Be­asley­ami. Cho­ciaż moje ser­ce za­wsze na­le­ża­ło do Jo­sha, Je­re­my’ego ko­cha­łam jak bra­ta. Po śmier­ci Jo­sha ra­zem prze­ży­wa­li­śmy ża­ło­bę. To nas do­dat­ko­wo po­łą­czy­ło. Re­la­cja Wil­low i Cage’a jak naj­bar­dziej mia­ła dla mnie sens. Oni nie ko­cha­li tej sa­mej oso­by i jej nie stra­ci­li, ale ra­zem wal­czy­li o ży­cie i prze­trwa­nie. W dzie­ciń­stwie dzię­ki temu, że mie­li sie­bie, ła­twiej było im znieść za­nie­dby­wa­nie ze stro­ny ich ro­dzin. Utra­ta Jo­sha zdru­zgo­ta­ła mnie, ale Je­re­my’ego tak­że. Josh był jego bra­tem bliź­nia­kiem. Jego dru­gą po­ło­wą. Trzy­ma­li­śmy się ra­zem, żeby prze­trwać.

Ogar­nę­ło mnie wzru­sze­nie. Cage miał ta­kich cu­dow­nych przy­ja­ciół. Wszy­scy, co do jed­ne­go z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi przy­ję­li mnie do swo­je­go gro­na.

Ser­ce mi się ści­ska­ło, gdy pa­trzy­łam, jak się cie­szą szczę­ściem Low i Mar­cu­sa.

Wsta­łam i po­de­szłam do Mar­cu­sa, by mu po­gra­tu­lo­wać. Na­stęp­nie zwró­ci­łam się do Low, któ­rą Cage wła­śnie wy­pu­ścił z ob­jęć.

– Gra­tu­la­cje – po­wie­dzia­łam i przy­tu­li­łam ją. – Bę­dziesz wspa­nia­łą mat­ką. – Była już wspa­nia­łą cio­cią. Wi­dzia­łam ją z La­ris­są, jej sio­strze­ni­cą.

– Dzię­ku­ję. Tak się cie­szę, że Cage ma te­raz cie­bie – wy­szep­ta­ła.

To dla­te­go mar­twi­ła się o nas. Wie­dzia­ła, że jej ży­cie dra­stycz­nie się zmie­ni i nie bę­dzie już mo­gła słu­żyć Cage’owi wspar­ciem w każ­dej sy­tu­acji. Po­trze­bo­wał mnie.

Cage ob­jął mnie w pa­sie i przy­cią­gnął do sie­bie. Wtu­li­łam się w nie­go, pa­trząc, jak Pre­ston kle­pie Mar­cu­sa po ple­cach i na­zy­wa ta­tuś­kiem. Aman­da już py­ta­ła Low o imio­na dla dziec­ka, a ja ob­ser­wo­wa­łam to z przy­jem­no­ścią. To było szczę­ście. Cu­dow­nie było w tym uczest­ni­czyć.

– Je­steś szczę­śli­wy? – spy­ta­łam Cage’a, za­dzie­ra­jąc gło­wę ku jego twa­rzy.

Po­pa­trzył na mnie.

– Prze­szczę­śli­wy. Kie­dy by­li­śmy dzieć­mi, my­śla­łem, że za­wsze bę­dzie­my mie­li tyl­ko sie­bie. Ale los spra­wił nam nie­spo­dzian­kę. Low zna­la­zła Mar­cu­sa, a ja cie­bie.

Po­ca­ło­wa­łam go w pierś i znów spoj­rza­łam na po­zo­sta­łe oso­by w po­ko­ju. Na­wet je­śli tata nie po­mo­że mi w wy­jeź­dzie do Ten­nes­see, znaj­dzie­my ja­kiś spo­sób. Mar­cus i Low prze­zwy­cię­ży­li znacz­nie gor­sze pro­ble­my niż kło­po­ty fi­nan­so­wo-wy­jaz­do­we, a kto by w to uwie­rzył, pa­trząc na nich te­raz?

– Rozdział III –

Eva

Sta­łam na we­ran­dzie domu ro­dzin­ne­go, spo­glą­da­jąc na zna­jo­mą zie­mię, któ­rą ko­cha­łam od dziec­ka. W mo­jej gło­wie wi­ro­wa­ło tyle wspo­mnień. Kie­dyś krę­ci­ły się one wy­łącz­nie wo­kół Jo­sha, mo­je­go uko­cha­ne­go z dzie­ciń­stwa, na­rze­czo­ne­go, a te­raz po­le­głe­go żoł­nie­rza. Był ca­łym moim świa­tem na­wet po swo­jej śmier­ci – do­pó­ki w moje ży­cie za­wa­diac­kim kro­kiem i z fry­wol­nym sło­wem nie wkro­czył Cage York. W ni­czym nie przy­po­mi­nał Jo­sha, ale i tak się w nim za­ko­cha­łam.

Uśmiech­nę­łam się, pod­nio­słam szklan­kę z mro­żo­ną her­ba­tą i wy­pi­łam ły­czek. Cze­ka­łam, aż tata wró­ci z wy­pra­wy do za­gro­dy dla by­dła. Mie­liś­my zjeść dziś ra­zem lunch, ale rano nowy pra­cow­nik taty za­wia­do­mił go, że jest cho­ry. Pra­wie do­jeż­dża­łam na miej­sce, kie­dy tata za­dzwo­nił, żeby od­wo­łać na­sze spo­tka­nie, więc uzna­łam, że przy­ja­dę mimo wszyst­ko i po pro­stu tro­chę po­roz­ko­szu­ję się ci­szą i spo­ko­jem.

Chcia­łam zo­stać i zo­ba­czyć się dziś z tatą. Z po­cząt­ku trud­no było mi się z nim roz­stać. Kie­dy umar­ła mama, by­łam jesz­cze bar­dzo mała. Wspie­ra­jąc się w bólu i żalu, bar­dzo zbli­ży­li­śmy się z tatą. Mia­łam po­czu­cie winy, że go zo­sta­wiam, ale nad­szedł już czas. Nie mo­głam miesz­kać z nim do koń­ca ży­cia.

– Mam wra­że­nie, że po­zna­ję tego dżi­pa przed do­mem – do­biegł mnie głos Je­re­my’ego z po­dwó­rza. Od­wró­ci­łam gło­wę i zo­ba­czy­łam bra­ta bliź­nia­ka Jo­sha, sto­ją­ce­go z rę­ka­mi w kie­sze­niach pod klo­nem i uśmie­cha­ją­ce­go się do mnie. Nie wi­dzia­łam go, od­kąd przy­je­chał na fe­rie zi­mo­we.

Od­sta­wi­łam szklan­kę na drew­nia­ną po­ręcz we­ran­dy i zbie­głam po schod­kach. Je­re­my roz­po­starł ra­mio­na, żeby mnie uści­skać. Był czę­ścią mo­je­go dzie­ciń­stwa i wcze­snej mło­do­ści tak samo jak Josh. Na­sza trój­ka była nie­roz­łącz­na. Kie­dy Josh umarł, przy­lgnę­li­śmy z Je­re­mym do sie­bie. Prze­trwa­li­śmy dzię­ki temu, że trzy­ma­li­śmy się ra­zem. Nie zda­wa­łam so­bie tyl­ko spra­wy, że Je­re­my jest go­tów roz­po­cząć ko­lej­ny roz­dział ży­cia, do­pó­ki Cage nie wpa­ro­wał w moje. W pew­nym sen­sie Cage ura­to­wał nas obo­je.

Je­re­my ob­jął mnie i uniósł nad zie­mię.

– Przy­je­cha­łeś! – wy­krzyk­nę­łam. – Nie wie­dzia­łam, że w tym ty­go­dniu wy­bie­rasz się do domu! Myś­la­łam, że bę­dziesz do­pie­ro za ty­dzień. – Uści­ska­łam go moc­no. Tę­sk­ni­łam za nim. Wi­dok jego twa­rzy za­wsze łą­czył sło­dycz z go­ry­czą. Był taki po­dob­ny do Jo­sha.

– Se­mestr już się skoń­czył. Już mogę się cie­szyć wa­ka­cja­mi. A co ty tu ro­bisz? – spy­tał, sta­wia­jąc mnie na zie­mi.

– Przy­je­cha­łam zjeść lunch z tatą, ale on wy­pra­wił się do za­gro­dy dla by­dła. Jego pra­cow­nik na­gle za­cho­ro­wał.

Je­re­my za­czął ru­szać żar­to­bli­wie brwia­mi.

– To może za­miast z tatą zjesz lunch ze mną?

– Z przy­jem­no­ścią. Mam w lo­dów­ce sa­łat­kę z kur­cza­kiem, kol­by ku­ku­ry­dzy i czar­no na­kra­pia­ną fa­so­lę, a na ku­chen­ce cie­płe bu­łecz­ki. Sami z tatą nie zje­my wszyst­kie­go. Za­pra­szam, mo­że­my od razu jeść, a ty mi opo­wiesz o tych wszyst­kich dziew­czę­cych ser­cach, któ­re zła­ma­łeś w tym roku.

W oczach Je­re­my’ego mi­gnę­ło za­że­no­wa­nie, cze­go więk­szość lu­dzi pew­nie na­wet by nie za­uwa­ży­ła, ale inni, do­ra­sta­jąc, nie spę­dza­li z nim każ­de­go dnia. Za do­brze go zna­łam. I wła­śnie dla­te­go po­sta­no­wi­łam na ra­zie nie drą­żyć te­ma­tu. Wy­raź­nie było coś, co chciał za­cho­wać dla sie­bie, i miał do tego wszel­kie pra­wo.

– Sa­łat­ka z kur­cza­kiem two­jej wła­snej ro­bo­ty? – spy­tał z za­do­wo­lo­ną miną.

– Tak.

– W ta­kim ra­zie: hur­ra! – wy­krzyk­nął, po czym w pod­sko­kach wbiegł na schod­ki, nie cze­ka­jąc na mnie.

Jak miło. Ostat­nio tę­sk­ni­łam za do­mem… za tatą… za Je­re­mym… za prze­szło­ścią. Nie dla­te­go, że nie by­łam szczę­śli­wa z Cage’em – by­łam, i to sza­leń­czo. Po pro­stu mia­łam po­czu­cie, że nie mogę opo­wia­dać mu o moim domu ro­dzin­nym. Cage i tata na­dal ze sobą nie roz­ma­wia­li. Kie­dy się spo­ty­ka­li, sy­tu­acja sta­wa­ła się nie­zręcz­na. Cho­ciaż Cage o tym nie mó­wił, wie­dzia­łam, że wciąż się mar­twi, że ni­g­dy nie do­rów­na Jo­sho­wi. Ile­kroć wspo­mi­na­łam Jo­sha, wy­raz twa­rzy Cage’a mó­wił sam za sie­bie. Po pro­stu nie mo­głam roz­ma­wiać z nim cał­kiem otwar­cie o wszyst­kim.

Na­ło­ży­łam nam oboj­gu je­dze­nie na ta­le­rze, po czym usia­dłam przy sto­le na­prze­ciw­ko Je­re­my’ego. Ja­da­li­śmy ra­zem przy tym sto­le, od­kąd by­łam małą dziew­czyn­ką. Miło było znów tak ra­zem usiąść.

– Opo­wiedz mi o col­le­ge’u. Je­steś już sza­leń­czo za­ko­cha­ny?

Je­re­my spoj­rzał na mnie, po czym zno­wu opuś­cił wzrok na swój ta­lerz i wło­żył do ust wi­de­lec z fa­so­lą. Chy­ba nie miał ocho­ty o tym roz­ma­wiać. Co ozna­cza­ło, że tym bar­dziej po­win­ni­śmy. Za­wsze to za­da­niem Jo­sha było skło­nić Je­re­my’ego do mó­wie­nia, kie­dy ten miał ja­kiś pro­blem. Ob­ser­wo­wa­łam ich re­la­cje przez lata. Zna­łam Je­re­my’ego rów­nie do­brze, jak kie­dyś Jo­sha.

– Mów, Jer – po­wie­dzia­łam, od­kła­da­jąc wi­de­lec i pa­trząc na nie­go wy­mow­nie.

Wes­tchnął prze­cią­gle i po­krę­cił gło­wą.

– Kie­dy nie ma o czym.

– Już ja wiem le­piej. Mnie nie oszu­kasz – od­par­łam.

Je­re­my oparł się wy­god­nie i po­pa­trzył mi w oczy.

– W po­rząd­ku. My­ślę, że ży­cie w col­le­ge’u nie jest dla mnie. Są­dzi­łem, że tego wła­śnie chcę. Nie mog­łem się do­cze­kać, kie­dy stąd wy­ja­dę… No wiesz, wy­rwę się z tego ma­łe­go mia­stecz­ka. Ale te­raz za nim tę­sk­nię. Jak cho­le­ra. Tę­sk­nię za ran­nym wsta­wa­niem i wy­cho­dze­niem przed dom, za­nim rosa wy­schnie. Tę­sk­nię za za­pa­chem zie­mi i za ża­rem słoń­ca na ple­cach, kie­dy pra­cu­ję. Tak dłu­go ma­rzy­łem o tym, żeby stąd uciec, a te­raz wiem, że tu jest mój dom. Tu­taj je­stem sobą.

Ro­zu­mia­łam to w ja­kimś stop­niu. Ja też tę­sk­ni­łam za zie­mią ro­dzin­ną. Może nie aż tak bar­dzo jak on, ale ta zie­mia była czę­ścią nas oboj­ga.

– W ta­kim ra­zie wróć do domu. Je­śli tego wła­śnie pra­gniesz, wra­caj.

Wi­dzia­łam roz­dar­cie w jego oczach.

– Chciał­bym, ale… mama jest ze mnie taka cho­ler­nie dum­na. Po raz pierw­szy w moim ży­ciu czu­ję, że jest ze mnie tak samo dum­na, jak kie­dyś z Jo­sha. Ko­cha­łem bra­ta, wiesz o tym, Evo, ale w oczach mamy ni­g­dy nie by­łem rów­nie do­bry, jak Josh. Uwiel­bia­ła go. To on był tym, kogo wszy­scy ko­cha­li. – Urwał i opu­ścił wzrok, ucie­ka­jąc spoj­rze­niem. – Ro­zu­miem dla­cze­go. Ja też go ko­cha­łem. Ale miło jest czuć, że choć raz w ży­ciu ro­bię coś, z cze­go mama jest dum­na, mimo że na po­cząt­ku wca­le nie chcia­ła, że­bym wy­jeż­dżał. Te­raz się z tego cie­szy.

Na­chy­li­łam się przez stół i wbi­łam w Je­re­my’ego wzrok, wpa­tru­jąc się w nie­go upo­rczy­wie tak dłu­go, aż znów na mnie spoj­rzał.

– Je­re­my Be­asleyu, po­słu­chaj mnie i to bar­dzo uważ­nie. Two­ja mama pa­trzy w cie­bie jak w ob­raz. Uwiel­bia cię tak samo, jak uwiel­bia­ła Jo­sha. Jak mo­gło­by być ina­czej? Kie­dy wszy­scy – ja, two­ja mama, twój tata, wszy­scy – roz­pa­cza­li­śmy po śmier­ci Jo­sha, to ty do­da­wa­łeś nam otu­chy. Za­miast po­grą­żyć się w bólu i kom­plet­nie się roz­sy­pać, ty jesz­cze wspie­ra­łeś nas. Ty, Je­re­my. Ty. Je­śli uznasz, że chcesz wró­cić do domu i tu­taj uło­żyć so­bie ży­cie, two­ja mama bę­dzie za­chwy­co­na. Ona chce mieć cię bli­sko sie­bie, Jer. Ale przede wszyst­kim pra­gnie, że­byś był szczę­śli­wy. Nie wi­dzisz tego? Chce, że­byś miał szan­sę na uda­ne ży­cie. Za­le­ży jej, że­byś żył wła­snym ży­ciem, w prze­ci­wień­stwie do two­je­go bra­ta, któ­re­mu nie było to dane.

Ką­cik ust Je­re­my’ego uniósł się w nie­znacz­nym uśmie­chu. Ten krzy­wy uśmie­szek tak bar­dzo przy­po­mi­nał mi Jo­sha.

– Cie­szę się, że by­łaś tu dzi­siaj. Po­trze­bo­wa­łem tego, że­byś mnie przy­wo­ła­ła do po­rząd­ku. Za­wsze by­łaś w tym do­bra – za­żar­to­wał Je­re­my.

– Wszy­scy mamy swo­je ta­len­ty – od­par­łam i mru­gnę­łam do nie­go, się­ga­jąc po bu­łecz­kę.

– Jak się ukła­da mię­dzy tobą a Cage’em? – spy­tał Je­re­my, rów­nież wra­ca­jąc do je­dze­nia.

– Do­brze, nie, wspa­nia­le. Do­stał peł­ne sty­pen­dium ba­se­bal­lo­we na uni­wer­sy­tet sta­no­wy w Ten­nes­see. Jes­tem z nie­go bar­dzo dum­na.

Je­re­my zmarsz­czył brwi.

– Czy­li jak to bę­dzie? Nie mogę so­bie wy­obra­zić, że York wy­je­dzie i cię zo­sta­wi. Kie­dy ostat­nim ra­zem wi­dzia­łem was ra­zem, wy­da­wał się bar­dzo do cie­bie przy­wią­za­ny.

Strach, któ­ry mnie drę­czył, wró­cił ze zdwo­jo­ną siłą. Chcia­łam być do­brej my­śli, ale praw­da była taka, że tata mógł się nie zgo­dzić. I co wte­dy?

– Jadę ra­zem z nim – oznaj­mi­łam, do­cho­dząc do wnio­sku, że może je­śli wy­po­wiem to na głos, tak wła­śnie się sta­nie.

– Rany, na­praw­dę? Nie są­dzi­łem, że twój tata bę­dzie za­do­wo­lo­ny z tego, że wy­jeż­dżasz z Cage’em.

Nie to chcia­łam w tej chwi­li usły­szeć. Zdo­by­łam się na to, by wzru­szyć obo­jęt­nie ra­mio­na­mi.

– Może i nie, ale ja go ko­cham.

– A kie­dy już Eva ko­goś ko­cha, to ko­cha moc­no i ca­łym ser­cem. Wiem o tym. Wi­dzia­łem ją w ak­cji – po­wie­dział Je­re­my ze smut­nym uśmie­chem, któ­re­go nie ro­zu­mia­łam, ale nie chcia­łam zbyt­nio się w to te­raz za­głę­biać. Tro­chę dziw­ne.

Cage

Zno­wu spoj­rza­łem na te­le­fon, po raz trze­ci w cią­gu dzie­się­ciu mi­nut. Ro­bi­ło się póź­no. Eva przy­sła­ła mi ese­me­sa, że wra­ca od ojca, po­nad go­dzi­nę temu. Nie chcia­łem do niej pi­sać z py­ta­niem, gdzie te­raz jest, pod­czas gdy pro­wa­dzi­ła sa­mo­chód, w oba­wie że po­pa­trzy na te­le­fon i ode­rwie wzrok od dro­gi. Po­sta­no­wi­łem, że je­śli nie do­trze tu w cią­gu na­stęp­nych dzie­się­ciu mi­nut, wy­ja­dę jej na­prze­ciw.

– Wy­lu­zuj – ode­zwał się Pre­ston, przy­glą­da­jąc mi się ze zmarsz­czo­nym czo­łem. – Cho­le­ra, wresz­cie mo­że­my po­być sami dłu­żej niż pie­przo­ne dzie­sięć mi­nut, a ty nic tyl­ko sie­dzisz na­bz­dy­czo­ny i ga­pisz się na te­le­fon. Ko­cham Man­dy obłą­kań­czo, ale na­wet my mu­si­my cza­sa­mi od sie­bie od­po­cząć. Mu­sisz na­uczyć się od­dy­chać, nie trzy­ma­jąc jej cały czas w ob­ję­ciach.

Pre­ston sie­dział na­prze­ciw­ko mnie przy sto­li­ku w Live Bay, gdzie spo­tka­łem się z nim i De­way­ne’em, żeby po­słu­chać jak gra Jack­down. Eva wie­dzia­ła, gdzie je­stem, i mia­ła przy­je­chać bez­po­śred­nio tu­taj.

– Przy­mknij się – wark­ną­łem na Pre­sto­na.

Za­ło­żył za ucho ko­smyk dłu­gich blond wło­sów i mógł­bym się za­ło­żyć, że dwie dziew­czy­ny po­de­szły do na­sze­go sto­li­ka wła­śnie z tego po­wo­du. Ten ko­leś i jego pió­ra przy­cią­ga­li pa­nien­ki jak ma­gnes. Wku­rza­ją­ce jak dia­bli, zwłasz­cza że na ogół zja­wia­ły się pa­ra­mi i jed­na za­wsze po­pa­try­wa­ła na mnie. A ja nie by­łem za­in­te­re­so­wa­ny. I ni­g­dy nie będę.

– Hej, Pre­ston, je­steś dziś sam? – za­gad­nę­ła jed­na z dziew­czyn, na­chy­la­jąc się do nie­go i pod­su­wa­jąc mu pod nos wy­dat­ny biust.

– Na­wet je­śli nie ma tu dzi­siaj mo­jej dziew­czy­ny, to jesz­cze nie ozna­cza, że je­stem do wzię­cia. Idź­cie szu­kać szczę­ścia gdzie in­dziej – rzu­cił w od­po­wie­dzi, od­pra­wia­jąc je ge­stem. Ja na­wet nie na­wią­za­łem z nimi kon­tak­tu wzro­ko­we­go. Cały czas wpa­try­wa­łem się w drzwi, cze­ka­jąc, aż Eva wej­dzie do środ­ka.

– Na­stęp­nym ra­zem skie­ruj­cie jed­ną w moją stro­nę – ode­zwał się De­way­ne, sta­wia­jąc piwo na sto­li­ku i sia­da­jąc obok mnie. – Od­cho­dzę, cho­le­ra, na trzy mi­nu­ty i omi­ja mnie taka oka­zja. Po­trze­bu­ję, kur­de, ja­kiejś roz­ryw­ki. One by się nada­ły aku­rat. Obie.

– Mo­żesz jesz­cze je do­go­nić. Na pew­no po­le­cą na te two­je ta­tu­aże, dre­dy, prze­kłu­tą war­gę i skó­rza­ne bran­so­le­ty. Je­steś prze­ra­ża­ją­cy jak dia­bli, D. La­ska mu­sia­ła­by so­bie gol­nąć coś wię­cej niż Ma­li­bu Bar­bie, żeby sta­wić ci czo­ła.

Pre­ston świet­nie pod­su­mo­wał De­way­ne’a. Ko­leś był ostry. To się mo­gło na­wet bab­kom po­do­bać, ale wy­star­czy­ło, że coś burk­nie, i ucie­ka­ły w po­pło­chu.

– Masz ra­cję. Te dwie nie da­ły­by rady spro­stać moim po­trze­bom. Na­wet obie na­raz.

Wo­la­łem nie wy­obra­żać so­bie tego w szcze­gó­łach. Gdzie, u dia­bła, była Eva?

Drzwi otwo­rzy­ły się i we­szła do środ­ka, jak­bym ją tu przy­wo­łał moją de­spe­ra­cją. Roz­pusz­czo­ne i roz­wia­ne dłu­gie ciem­ne wło­sy opa­da­ły jej na ra­mio­na. Mia­ła na so­bie szor­ty, któ­re kie­dyś były jej ulu­bio­ny­mi dżin­sa­mi. Ob­cię­ła no­gaw­ki, a cho­ciaż wy­glą­da­ła obłęd­nie, wo­lał­bym, żeby zo­sta­wi­ła je tro­chę dłuż­sze. Tę opię­tą ko­szul­kę ku­pi­ła w ze­szłym roku, żeby ją no­sić na moje me­cze. Była z moim nu­me­rem.

De­way­ne gwizd­nął prze­cią­gle.

– Cho­le­ra, York, ty jak już po­sta­no­wisz się ustat­ko­wać, to na­praw­dę wy­bie­rasz bab­kę pierw­sza kla­sa i…

– Nie kończ. Tej. My­śli! – prze­rwa­łem mu, za­nim wku­rzy mnie do resz­ty. Je­śli De­way­ne się na nią ga­pił, na pew­no ro­bił to każ­dy fa­cet w tym pie­przo­nym ba­rze. Ze­rwa­łem się z miej­sca i po­pę­dzi­łem do mo­jej dziew­czy­ny.

– Pil­nuj jej! – za­wo­łał za mną Pre­ston, za­no­sząc się śmie­chem.

Głu­pi gno­jek do­brze wie­dział, ja­kie to uczu­cie, kie­dy inni ga­pią się na two­ją dziew­czy­nę. Zno­sił to mniej wię­cej tak samo do­brze jak ja. Po pro­stu był dup­kiem, kie­dy chciał.

– Hej! – spoj­rze­nie Evy roz­ja­śni­ło się, kie­dy zo­ba­czy­ła, że prze­ci­skam się do niej przez tłum.

Nie od­po­wie­dzia­łem. Naj­pierw mu­sia­łem ją po­czuć. Przy­cią­gną­łem ją do sie­bie, po­li­za­łem jej dol­ną war­gę, po czym za­pal­czy­wie wsu­ną­łem ję­zyk w jej usta. Tę­sk­ni­łem dziś za jej sma­kiem. Nie było jej zbyt dłu­go. Eva za­chi­cho­ta­ła i od­su­nę­ła się, za­nim zdą­ży­łem kom­plet­nie za­po­mnieć, gdzie je­ste­śmy.

– Też za tobą tę­sk­ni­łam – uśmiech­nę­ła się do mnie.

– Ja tę­sk­ni­łem sza­leń­czo – za­pew­ni­łem ją. Pod­czas jej nie­obec­no­ści wła­ści­wie nie my­śla­łem o ni­czym in­nym.

– Tata po­wie­dział, że za­pła­ci.

To zna­czy­ło, że nie po­ja­dę do Ten­nes­see bez niej. By­łem zde­ter­mi­no­wa­ny ja­koś ją tam ścią­gnąć, a w ra­zie cze­go na­wet go­tów zre­zy­gno­wać z wy­jaz­du. Ale kie­dy te­raz usły­sza­łem, że nie bę­dzie­my już mu­sie­li po­ko­ny­wać tej prze­szko­dy, ogrom­ny ka­mień spadł mi z ser­ca. Mo­głem ode­tchnąć głę­bo­ko.

– Ja­sna cho­le­ra – mruk­ną­łem, przy­ci­ska­jąc ją moc­no do sie­bie. – Po­trze­bu­ję cię. Te­raz.

By­łem go­to­wy wy­cią­gnąć ją z klu­bu, żeby to uczcić. Ale Eva za­trze­po­ta­ła rzę­sa­mi, co ozna­cza­ło, że ma ocho­tę na coś in­ne­go i za­mie­rza wy­ko­rzy­stać swój urok, żeby to uzy­skać.

– Naj­pierw za­tańcz­my – po­wie­dzia­ła, chwy­ta­jąc mnie za rękę i cią­gnąc w stro­nę par­kie­tu peł­ne­go spo­co­nych ciał. Jack­down jesz­cze nie gra­li i mu­zy­kę na­dal wy­bie­rał DJ. Wła­śnie pu­ścił „Hot in Here” Nel­ly’ego, a Eva spoj­rza­ła na mnie z szel­mow­skim uśmie­chem. By­łem w opa­łach. Jak tak da­lej pój­dzie, skoń­czy się na tym, że bę­dzie­my się pie­przyć w cho­ler­nym mu­stan­gu.

Po­zwo­li­łem za­cią­gnąć się Evie po­mię­dzy in­nych tań­czą­cych i pa­trzy­łem, jak prze­su­wa dłoń­mi po mo­jej pier­si, mu­ska­jąc oba prze­kłu­te sut­ki, a po­tem za­czy­na ru­szać się tak, jak chciał­bym to wi­dzieć wy­łącz­nie w za­ci­szu na­szej sy­pial­ni. Cho­le­ra.

Kie­dy za­czę­ła osu­wać się wzdłuż mo­je­go cia­ła i przy­kuc­nę­ła tak, że jej usta zna­la­zły się na wy­so­ko­ści mo­je­go roz­por­ka, do­sze­dłem do wnio­sku, że nie do­trwa­my do na­stęp­nej pio­sen­ki. Schy­li­łem się, pod­nio­słem ją gwał­tow­nym ge­stem, a ona od­chy­li­ła gło­wę do tyłu, śmie­jąc się prze­kor­nie. Moja nie­grzecz­na dziew­czyn­ka chcia­ła się ze mną po­ba­wić. W po­rząd­ku. Po­ba­wi­my się.

Wsu­ną­łem ko­la­no mię­dzy jej nogi, na­pie­ra­jąc na te mi­kro­sko­pij­ne szor­ty, po czym chwy­ci­łem Evę za jej zwar­ty ty­łe­czek i przy­cią­gną­łem do sie­bie, ko­ły­sząc jed­no­cze­śnie bio­dra­mi w rytm mu­zy­ki. W oczach mo­jej dziew­czy­ny na­tych­miast za­pło­nął ogień. Po­ło­ży­ła obie dło­nie na mo­jej pier­si i przy­mknę­ła po­wie­ki. Kie­dy jej usta roz­chy­li­ły się po­wo­li, uzna­łem, że mam już dość. Chwy­ci­łem Evę za rękę, ścią­gną­łem ją z par­kie­tu i skie­ro­wa­łem się pro­sto do wyj­ścia.

Kie­dy wy­szli­śmy na cie­pły wie­czor­ny wie­trzyk, puls mi pod­sko­czył. Za­mie­rza­łem ją za­brać do mu­stan­ga. Nie dam rady cze­kać.

– Do­kąd idzie­my? – spy­ta­ła Eva bez tchu.

– Do mo­je­go wozu – od­par­łem, cią­gnąc ją na ciem­ny par­king. – Dziew­czy­no, by­łem na­pa­lo­ny już, kie­dy we­szłaś. Nie po­trze­bo­wa­łem do­dat­ko­wej za­chę­ty.

Szarp­nię­ciem otwo­rzy­łem drzwi od stro­ny pa­sa­że­ra. Od­su­ną­łem fo­tel do tyłu naj­bar­dziej, jak się dało, na­stęp­nie po­ło­ży­łem opar­cie i usia­dłem, sa­dza­jąc so­bie Evę na ko­la­nach i za­trza­sku­jąc drzwi.

– Do mo­je­go wozu, kot­ku – mruk­ną­łem, uj­mu­jąc w dło­nie jej gło­wę i przy­cią­ga­jąc do sie­bie jej za­sko­czo­ne usta, żeby za­nu­rzyć w nich ję­zyk tak, jak za­mie­rza­łem za chwi­lę za­nu­rzyć się w jej cie­le. – Pie­przo­ne szor­ty. Zde­cy­do­wa­nie za krót­kie – mam­ro­ta­łem tuż przy jej war­gach.

Usia­dła na mnie okra­kiem, pod­cią­ga­jąc wy­so­ko ko­la­na po obu stro­nach mo­ich nóg, żeby przy­ci­snąć do mnie swo­ją go­rą­cą cip­kę. Na­wet przez dżins czu­łem, jaka jest go­to­wa. Wsu­ną­łem dło­nie pod jej ko­szul­kę i roz­pią­łem sta­nik, ale ko­szul­kę zo­sta­wi­łem, na wy­pa­dek, gdy­by ktoś prze­cho­dził obok. Nie chcia­łem, żeby kto­kol­wiek oglą­dał cy­cusz­ki Evy. Były moje i tyl­ko moje. Ką­sa­łem de­li­kat­nie szy­ję i ra­mio­na Evy. Za­wsze sma­ko­wa­ła tak cu­dow­nie. Wszę­dzie.

– Kie­dy wró­ci­my do domu, będę się tobą sy­cił. Całą. Po­wo­li. Ale te­raz mu­szę w cie­bie wejść. Ścią­gaj te szor­ty.

Eva cof­nę­ła się, a w jej oczach do­strze­głem po­żą­da­nie. Pa­trzy­łem, jak roz­pi­na szor­ty i za­czy­na wyś­li­zgi­wać się z nich i maj­te­czek, cały czas sie­dząc mi na ko­la­nach. Po­mo­głem jej ścią­gnąć je do koń­ca.

– Po­łóż się na mnie – szep­ną­łem, prze­krę­ca­jąc ją so­bie na ko­la­nach tak, że ple­ca­mi opie­ra­ła się o moją pierś. Roz­chy­li­łem jej nogi i po­wio­dłem dłoń­mi po wnę­trzu jej ud. Mia­ła taką gład­ką skó­rę, za­wsze mnie to fa­scy­no­wa­ło.

– Pro­szę, Cage – wy­szep­ta­ła bła­gal­nie, gdy moje pal­ce mu­ska­ły jej pa­chwi­nę, nie­mal­że do­ty­ka­jąc naj­czul­sze­go punk­tu jej cia­ła.

– O co mnie pro­sisz, kot­ku? Po­wiedz mi – dro­czy­łem się z nią, a ona opar­ła gło­wę na moim ra­mie­niu i wes­tchnę­ła sfru­stro­wa­na, wy­wo­łu­jąc tym mój uśmiech.

– Do­tknij mnie.

– Z naj­więk­szą przy­jem­no­ścią – od­par­łem, wsu­wa­jąc pa­lec w jej mo­krą szpar­kę, aż pod­sko­czy­ła na mo­ich ko­la­nach. Była już bar­dziej niż go­to­wa. Prze­su­ną­łem kil­ka razy pal­cem po jej go­rą­cej cip­ce, po­zwa­la­jąc jej się na­cie­szyć tą draż­nią­cą piesz­czo­tą, aż wresz­cie nie mo­głem już dłu­żej wy­trzy­mać. Su­wak wbi­jał mi się w cho­ler­ne­go fiu­ta. Mu­sia­łem so­bie ulżyć.

Jed­ną ręką ob­ją­łem Evę w pa­sie i unio­słem ją nie­co, a dru­gą roz­pią­łem i zsu­ną­łem dżin­sy, uwal­nia­jąc się z za­mknię­cia. Nie mia­łem kon­do­mu, ale go nie po­trze­bo­wa­li­śmy. Ba­da­łem się i mia­łem pew­ność, że je­stem czy­sty, a Eva bra­ła pi­guł­kę.

– Roz­chyl je sze­rzej – po­pro­si­łem, a ona po­pra­wi­ła się na mo­ich ko­la­nach.

Skie­ro­wa­łem czło­nek na jej mo­krą dziur­kę, dzię­ki któ­rej – wie­dzia­łem do­brze – jed­nym pchnię­ciem tra­fię do nie­ba.

– Opad­nij na mnie – po­le­ci­łem, a Eva moc­no za­ko­ły­sa­ła bio­dra­mi. Obo­je krzyk­nę­li­śmy z roz­ko­szy, gdy na­sze cia­ła do­pa­so­wa­ły się do sie­bie.

– Cho­le­ra – jęk­ną­łem, bo nie spo­dzie­wa­łem się, że bę­dzie aż tak gwał­tow­na. – Chcesz dzi­siaj ostro? – spy­ta­łem.

– Tak. Ma­rzę o ostrym rżnię­ciu – szep­nę­ła, chwy­ta­jąc mnie za uda i znów się na mnie uno­sząc.

– Jak bę­dziesz tak do mnie mó­wić, to nie rę­czę za sie­bie – stęk­ną­łem, gdy Eva po­now­nie na mnie opa­dła. Nie żar­to­wa­ła z tym ostrym rżnię­ciem. Mia­ła ocho­tę na nie­grzecz­ny seks, pro­szę bar­dzo.

Wsu­ną­łem rękę mię­dzy nogi Evy i po­tar­łem jej łech­tacz­kę, wy­wo­łu­jąc tym jej okrzyk za­sko­cze­nia.

– O, tak – wy­ję­cza­ła.

– Ty ujeż­dżaj mnie, a ja się zaj­mę uszczę­śli­wia­niem two­jej ślicz­nej cip­ki – po­wie­dzia­łem, czu­jąc, jak prze­cho­dzi ją dreszcz.

– O Boże, Cage. Doj­dę bar­dzo szyb­ko, jak bę­dziesz mnie tak do­ty­kał.

Za­chi­cho­ta­łem jej pro­sto do ucha.

– I bar­dzo do­brze, bo jak bę­dziesz tak na mnie ska­kać, to i ja cho­ler­nie szyb­ko eks­plo­du­ję. Zwłasz­cza je­śli bę­dziesz przy tym świn­tu­szyć.

Ob­ró­ci­ła gło­wę, żeby na mnie spoj­rzeć. Wi­dzia­łem błysk w jej oczach. Była pod­nie­co­na. Sam o to pro­si­łem i za­mie­rza­ła te­raz mnie spraw­dzić. Cho­le­ra. Zno­wu unio­sła pupę, a ja ści­sną­łem jej łech­tacz­kę, kie­dy na mnie opa­da­ła. Uśmiech­ną­łem się, sły­sząc jej gło­śny krzyk roz­ko­szy.

– Za­raz doj­dę – szep­nę­ła. – Cho­le­ra, jak do­brze. Jak do­brze mieć cię w so­bie. Chcę po­czuć, jak we mnie eks­plo­du­jesz. Skończ ra­zem ze mną, Cage – bła­ga­ła.

By­łem już bar­dzo bli­sko. Jesz­cze kil­ka razy prze­su­ną­łem kciu­kiem po jej łech­tacz­ce i całe jej cia­ło za­czę­ło dy­go­tać. Ob­ją­łem ją w pa­sie, unio­słem i prze­ją­łem kon­tro­lę nad ryt­mem. Jej or­gazm na­tych­miast wy­wo­łał mój i obo­je od­da­li­śmy się roz­ko­szy.

Obie­ma rę­ka­mi ob­ją­łem Evę w pa­sie i przy­tu­li­łem, czu­jąc tar­ga­ją­ce nią ko­lej­ne spa­zmy. Po­wo­li za­czę­ła się od­prę­żać w mo­ich ob­ję­ciach. Na­dal by­łem głę­bo­ko w niej. Nie chcia­łem jesz­cze z niej wy­cho­dzić. Lu­bi­łem czuć jej cie­pło.

– Ko­cham cię – wy­dy­sza­ła bez tchu.

Była moim do­mem.

.

.

.

…(fragment)…

Całość dostępna w wersji pełnej

– Spis tre­ści –

– Karta tytułowa –

– Dedykacja –

– Prolog –

– Rozdział I –

– Rozdział II –

– Rozdział III –

– Rozdział IV –

– Rozdział V –

– Rozdział VI –

– Rozdział VII –

– Rozdział VIII –

– Rozdział IX –

– Rozdział X –

– Rozdział XI –

– Rozdział XII –

– Rozdział XIII –

– Rozdział XIV –

– Rozdział XV –

– Rozdział XVI –

– Rozdział XVII –

– Rozdział XVIII –

– Rozdział XIX –

– Rozdział XX –

– Rozdział XXI –

– Rozdział XXII –

– Rozdział XXIII –

– Rozdział XXIV –

– Rozdział XXV –

– Epilog –

– Podziękowania –

– Karta redakcyjna –

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pragnij mnie Pozwól się kochać Uważaj na mnie Dla Ciebie płonę - Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Jesteś moim światłem Kocham Cię bez słów 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy