Gotowi na zabawę w biznes? Startup!

Gotowi na zabawę w biznes? Startup!

Autorzy: Krystian Gontarek Krzysztof Gontarek

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Biznes

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 21.70 zł

Jeśli jesteś nastolatkiem,  który uwielbia gry komputerowe i ma głowę pełną marzeń….
Jeśli jesteś rodzicem,  który chce pomóc dziecku rozwijać pasje w świecie nowych technologii…
….ta książka jest dla Ciebie!
Książka napisana przez ojca i syna.
Dwa punkty widzenia, jeden cel – wykorzystać internet, komputer, smartfona do mądrej, twórczej i wspólnej zabawy.
Moja przygoda opisana w tej książce zaczęła się, gdy miałem 10 lat. Uwielbiałem wtedy jeździć na deskorolce i grać na komputerze. Miałem różne marzenia. Jednym z nich było to, żeby stworzyć swoją własną grę komputerową. Kiedyś tata opowiedział mi o startupach. Na początku nie rozumiałem, o co w tym chodzi. Zapytałem tatę, czy startup to może być też gra. Okazało się, że tak. Po kilku latach zabawy w startupowanie już wiem, że startup to projekt związany z nowoczesnymi technologiami – internetem, smartfonami, komputerami – który kiedyś może stać się prawdziwą firmą.
Krystian, 15 lat
Czy zabawa w biznes jest tematem zbyt poważnym dla dzieci? Według niektórych opinii dzieci nie powinny zaprzątać sobie głowy pieniędzmi i sposobami ich zarabiania. Jednak czy nam się to podoba, czy nie, pieniądze przewijają się w większości obszarów naszego życia – pośrednio lub bezpośrednio, i to niezależnie od wieku. Od małego uczymy się, że za wszystko trzeba płacić. Skoro dzieci mogą bawić się w wojnę (sic!), to dlaczego nie mogą pobawić się w biznes? Dzięki temu mogą rozwinąć kreatywność, lepiej przygotować się do wejścia w dorosłe życie oraz stać się świadomymi konsumentami.
Krzysztof, tata Krystiana
Informacja o autorze/ redaktorze:
KRYSTIAN GONTAREK, rocznik 2001. W wieku 10 lat rozpoczął przygodę ze startupami, realizując podczas Startup Weekendu w Krakowie swój pomysł na aplikację do rekomendacji gier. Kolejne jego projekty to Kidgifter.pl – narzędzie do tworzenia list prezentów oraz spotie.me – narzędzie ułatwiające rekrutowanie zespołów w startupach. W piątej klasie prowadził warsztaty „Kids On Bits” z tworzenia stron internetowych, a od 13 roku życia prowadzi z tatą warsztaty dla gimnazjalistów – SzlachtaStartupuje.pl. Jest też współorganizatorem polskich edycji Startup Weekend Kids. Od 11 roku życia występuje jako prelegent m.in. na TEDxKids, Internet Beta, Auli Polskiej, Forum MSP PARP, Startup Europe Week, Ogólnopolskim Kongresie Praktycznego Nauczania – Przedsiębiorczy Uczeń, GameDay, Let’s Start Up Conference, EastCamp, EastBiz, Shopcamp, Social Media Recruitment for Higher Education 2016.
KRZYSZTOF GONTAREK, współwłaściciel, prezes zarządu i redaktor naczelny Dziennika Internautów, jednego z najstarszych w Polsce serwisów o nowych technologiach, prawie i bezpieczeństwie w sieci, prezes Fundacji „Pierwsze Miejsca są Zawsze Wolne”, organizator kilku edycji Startup Weekend Kids w Polsce oraz twórca warsztatów z przedsiębiorczości dla dzieci – SzlachtaStartupuje.pl. Przez kilka lat był redaktorem naczelnym Biuletynu Bezpieczny Internet Banku Pekao SA. Juror, mentor i prelegent na różnych imprezach e-biznesowych oraz startupowych. Prywatnie tata Julii i Krystiana

Projekt okładki i stron tytułowych

Małgorzata Smogorzewska

Zdjęcie na okładce

HomeArt/Shutterstock

Wydawca

Dorota Siudowska-Mieszkowska

Koordynator ds. redakcji

Renata Ziółkowska

Redaktor

Paweł Wielopolski

Koordynator produkcji

Mariola Iwona Keppel

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN

Magdalena Wojtas / 88em.eu

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki

Copyright © by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2017

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2017 r., (wyd. I)

Warszawa 2017

ISBN 978-83-01-19266-2

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

SPIS TREŚCI

— Jak połączyć nowe technologie z zabawą i tworzyć startupy, które zachwycą świat

Krystian Gontarek

— Wstęp

— Gdzie tata znikał na weekendy

— GameTeller

— Mój pierwszy Startup Weekend

— Podstawowy błąd

— Łatwe trudnego początki z kodowaniem

— Presja

— Prezentacja w jeden dzień!

— Co chciałem ukryć

— KidsOnBits

— A co ty myślisz o szkole?

— TEDxKids

— Moja pierwsza InternetBeta

— KidGifter

— Nauczyciel, który otworzył mi oczy

— Szlachta startupuje

— YupiZone

— Kodowanie na żywo to jest to

— spotie.me

— Priorytet – zespół

— Podsumowanie

— Jak wspierać startupowe dziecko, aby nie kończyło się na pomysłach

Krzysztof Gontarek

— Wstęp

— Początki startupowego dziecka

— Moje dziecko to mój… startup

— Tradycyjna szkoła a współczesny świat

— Startupowe dziecko

— Korzyści

— Planowanie i zarządzanie czasem

— Szybciej dowiesz się, co jest twoją mocną stroną

— Zabawa w biznes zachęca do samorozwoju

— Przełamywanie nieśmiałości

— Radzenie sobie z odmową

— Zarządzanie własnymi finansami

— Budowanie relacji i sieci kontaktów

— Dobrze jest, gdy dziecko ma własne zdanie

— Umiejętność mówienia „nie”

— Sztuka prezentowania

— Dwie pieczenie na jednym ogniu

— Tuż po studiach i z piętnastoletnim doświadczeniem

— Rodzic rozwija się przy okazji

— Błędy i zagrożenia

— Źle dobrany materiał edukacyjny

— Emocjonalna nadgorliwość

— Presja i frustracja

— Dzieci oczekują natychmiastowych efektów

— Perfekcjonizm i zbyt duże ambicje mogą być hamulcem

— Nieprzemyślana budowa prototypu

— Odrzucenie przez społeczność

— Media

— Rodzeństwo

— Wymówki

— Niekonsekwencja

— Krytyka i hejt

— Nadmierne zaangażowanie rodzica

— Nadmiar projektów

— Rodzic odczarowany

— Słomiany zapał

— Jak zacząć przygodę z dziecięcym startupem

— Pomysł

— Brak pomysłu? Posłuchaj innych

— Mapy pomysłów

— Wybór pomysłu

— Nie dla wszystkich!

— Listy zadań do zrobienia

— Zrób coś od razu

— Konsekwencja!

— Lepiej krócej, a systematycznie

— Analiza konkurencji

— Język korzyści

— Walidacja

— Prototyp

— Kamienie milowe

— Wspieraj, nie wyręczaj

— Mentorzy? Warto!

— Narzędzia

— Podsumowując proces rozpoczynania

— Wnioski

— Dziecko też może dzielić się wiedzą

— Budowanie i nauka ważniejsza niż efekt

— Sekret dobrych relacji z dzieckiem?

— Zmienne tempo

— Sprawdzające sprinty

— Hartowanie emocjonalne

— Zrozumieć światy dorosłych

— Czarno-biała perspektywa i ostrożne uświadamianie

— Praktyki i obserwacje

— Rodzinny biznes mniej mobilizuje

— Szkoła a dziecko aktywne pozaszkolnie

— Kiedy rodzic już nie wystarczy

— Kiedy uczeń przerasta nauczyciela, czas przestać się wtrącać

— Zaangażowanie procentuje

— Lokalna społeczność cię potrzebuje

— Mały dorosły?

— Jak znaleźć na to wszystko czas i siły

— Zakończenie

— Album

— Przypisy

Wstęp

Cześć, jestem Krystian i mam piętnaście lat. Moja przygoda, o której chciałbym ci opowiedzieć, zaczęła się po moich dziesiątych urodzinach. Wtedy dużo jeździłem na deskorolce, grałem na komputerze i spędzałem czas z kolegami. To były moje najważniejsze zajęcia poza szkołą. Chodziłem wtedy do czwartej klasy podstawówki.

Moi rodzice pracują w branży IT. Oznacza to, że ich życie zawodowe wiąże się z internetem, komputerami i nowymi technologiami. Dotychczas nie interesowałem się tym za bardzo. Po prostu najbardziej lubiłem jeździć na deskorolce i wolałem grać na komputerze, a nie zgłębiać jakieś programy.

Nie miałem żadnych innych pasji. Aż do pewnego dnia.

Gdzie tata znikał na weekendy

Tata często wyjeżdżał na kilka dni z powodu pracy. Zaczęło mnie ciekawić, gdzie się wybierał i co robił na tych wyjazdach, więc go o to zapytałem. Powiedział mi, że często jeździ na konferencje, na których spotykają się ludzie związani z technologiami i internetem. Uczestniczy też w rozmaitych szkoleniach i warsztatach, żeby nauczyć się nowych rzeczy.

Podał mi przykład jednego takiego wydarzenia trwającego od piątku do niedzieli – nazywało się Startup Weekend. Przyjeżdżają na nie osoby, które mają różne pomysły – na jakiś produkt, aplikację na telefon lub stronę internetową – oraz ludzie, którzy mogliby im pomóc w realizacji tych projektów: programiści, graficy, marketingowcy i przedsiębiorcy. Programiści (zwani też koderami) mogą stworzyć program, dzięki któremu aplikacja na telefon albo strona internetowa będzie sprawnie działała. Graficy potrafią zaprojektować aplikację albo stronę tak, żeby ładnie się prezentowała i przyciągała uwagę. Marketingowcy zaś wiedzą, jak wypromować produkt i zainteresować nim innych ludzi. Przedsiębiorcy przygotowują pomysły i obliczenia związane z zarabianiem i wydawaniem pieniędzy w projekcie.

W piątek wieczorem Startup Weekend zaczyna się od prezentacji pomysłów. Uczestniczące w nim osoby przedstawiają projekty publiczności w formie jednominutowego wystąpienia po angielsku (ponieważ jest to oficjalny międzynarodowy język takich wydarzeń). Nazywa się to pitch, co w tym przypadku oznacza prezentację projektu mającą na celu pozyskanie współpracowników.

Po prezentacjach programiści, graficy, marketingowcy i przedsiębiorcy dołączają się do projektu, który im się spodoba. Tak tworzą się zespoły. Przez następne trzy dni będą wspólnie pracować nad realizacją pomysłów. W tym czasie tworzą prototyp projektu, strategię marketingową, która ma wypromować ich produkt, oraz zastanawiają się, w jaki sposób będą na tym zarabiali.

Zespoły zaczynają pracę właściwie od piątkowego wieczoru. Przerywają ją tylko na noc, choć niektórzy potrafią siedzieć nad projektami do późnych godzin. W sobotę rano ponownie się zbierają i znów działają. Koderzy pracują nad oprogramowaniem, graficy tworzą wygląd, marketingowcy analizują rynek i klientów, aby celnie dotrzeć do nich z produktem, a ludzie od biznesu zastanawiają się, jak na tym zarobić. Wtedy odwiedzają zespoły osoby nazywane „mentorami”. Mentorzy mają dużą wiedzę na temat nowych technologii i są doświadczeni w prowadzeniu biznesu. Na Startup Weekend przychodzą po prostu, żeby porozmawiać z zespołami i dać im jakieś rady.

Wieczorem następuje rozstrzygnięcie tego, kto stworzył najlepszy projekt. Każdy zespół ma trzy minuty na prezentację pomysłu i tego, co zostało zrobione przez ten weekend. Członkowie poszczególnych zespołów mogą przedstawić np. prototyp aplikacji, strategię marketingową, badania rynku, z których można wywnioskować, jak dużo może być klientów zainteresowanych produktem i co robi konkurencja.

Projekty oceniają niezależni sędziowie, którzy mają duże doświadczenie w prowadzeniu biznesu. Po każdej prezentacji mają też trzy minuty na pytania. Na koniec jurorzy wybierają najlepszy, zwycięski pomysł. Zdarza się, że na niektórych Startup Weekendach są przyznawane nagrody.

Startup Weekendy są organizowane na całym świecie, także w wielu polskich miastach. Wszystkie kręcą się wokół jednego tematu – tworzenia startupów.

Nawet kiedy tata tłumaczył mi, co to jest startup, nie za bardzo rozumiałem, o co chodzi.

Po kilku latach zabawy w startupowanie już wiem, że startup to innowacyjny projekt związany z nowoczesnymi technologiami – internetem, smartfonami, komputerami – który może stać się w przyszłości firmą.

Osoby, które uczestniczą w startupach, często mają jakieś produkty, ale nie wiedzą, jak na nich zarabiać. Nieraz zdarza się, że mają tylko pomysł i potrzebują pomocy, żeby go zrealizować. Przygotowują więc różne wersje swoich produktów, rozmawiają z potencjalnymi klientami, żeby zbadać, jakie mają potrzeby. Pytają się, co chętnie by kupili oraz ile pieniędzy mogliby na to przeznaczyć. Próbują też pozyskiwać pierwszych klientów. Dzięki temu weryfikują swój pomysł.

Jak wspomniałem, na początku nie rozumiałem, o co w tych start-upach chodzi. Miałem różne marzenia. Jednym z nich było to, żeby kiedyś zrobić własną grę komputerową.

Zapytałem tatę, czy startupem może być też gra. Okazało się, że tak. Pomyślałem, że pewnie trzeba mieć niezłą frajdę przy tworzeniu startupu, skoro ludzie poświęcają na to nawet weekendy.

Tata powiedział mi, że jest też wiele innych wydarzeń poświęconych startupom: konferencje, warsztaty i szkolenia. Jednak mi najbardziej spodobał się Startup Weekend, o którym tata tak entuzjastycznie opowiadał. Postanowiłem, że tam pojadę i zobaczę, jak to wygląda.

Spytałem tatę, czy mogę się z nim wybrać na taki weekend. Zastanowił się chwilę, po czym się zgodził – pod jednym warunkiem. Będę mógł z nim jechać, jeśli zaprezentuję podczas wydarzenia własny pomysł. I że wcześniej muszę poświęcić trochę czasu na przygotowanie się do udziału. Nie wahałem się ani chwili. Uważałem, że to nie może być takie trudne. Poza tym pomyślałem, że skoro podczas Startup Weekendu zrealizuję swój pomysł, to będzie supersprawa.

GameTeller

Zacząłem się zastanawiać, co mógłbym zaprezentować na wydarzeniu. Miałem trochę pomysłów, głównie na ulepszanie gier, w które grałem. Tyle że chciałem zaprezentować coś innego, coś bardziej „dojrzałego”. W końcu wpadłem na pomysł zupełnie przypadkiem.

Uwielbiałem grać na komputerze i konsoli (w sumie nadal to bardzo lubię). Dlatego na wszelkie okazje związane z prezentami prosiłem rodziców o grę. Właśnie zbliżały się moje imieniny. Popatrzyłem na wielką półkę gier w sklepie i zacząłem myśleć, którą wybrać. Jedne z nich kojarzyłem, innych w ogóle. Moim ulubionym gatunkiem było RPG, ale zależało mi, żeby spróbować też czegoś nowego. Nie chciałem wybierać na ślepo, bo mogłem trafić na coś, czego nie polubię. Nie dość, że nie będę miał, w co grać, to jeszcze rodzice zmarnują pieniądze. Gdybym w tym czasie szukał w internecie recenzji gier, które mnie zaciekawiły, pewnie spędziłbym w tym sklepie kolejnych kilka godzin, żeby wszystkie dokładnie przeczytać i porównać.

Pomyślałem, że fajnie by było, gdyby jakaś aplikacja pomogła mi wybrać interesującą grę. Spytałem tatę, czy może taka już istnieje. Jednak on żadnej nie kojarzył. Wtedy mnie olśniło. Przecież mogę spróbować stworzyć taką apkę podczas Startup Weekendu! Ucieszyłem się, że w końcu wymyśliłem coś, co może być moim startupem.

Wróciłem do półki z grami i wybrałem to, co trochę mi przypominało moją ostatnio ulubioną grę. Tak samo mogłaby działać apka. To ja oceniam gry, w które grałem, a na podstawie tych informacji aplikacja dobiera kolejną, której jeszcze nie próbowałem, ale powinna mi się spodobać.

Po powrocie do domu zabraliśmy się z tatą do rozpisania pomysłu. Musiałem odpowiedzieć na kilka pytań: Jaki problem rozwiązuje mój pomysł na aplikację? Kto ma taki problem? Jak pokażę światu, że powstała aplikacja, z której można korzystać? Jak mógłbym na niej zarobić?

Nie miałem większych problemów z tym zadaniem. Nawet to ostatnie pytanie wydawało się proste – no przecież będziemy pobierać opłaty za ściąganie aplikacji oraz będziemy w niej wyświetlać reklamy. Jednak tata powiedział, żebym nie brał pod uwagę wyświetlania reklam, bo to się opłaca dopiero wtedy, gdy aplikacja jest bardzo popularna i korzystają z niej miliony osób. Zapytał też, ile mam płatnych aplikacji na telefonie. Okazało się, że żadnej. Pomyślałem, że pobieranie opłat za moją aplikację to chyba nie jest najlepszy pomysł na biznes w tym momencie.

Poprosiliśmy Julię, moją starszą o trzy lata siostrę, żeby się do nas przyłączyła. Wspólnie zrobiliśmy tzw. burzę mózgów, jak moglibyśmy zarabiać na takiej aplikacji. Na kartce pojawiło się kilka pomysłów.

Mieliśmy pojechać na mój pierwszy Startup Weekend do Krakowa za jakieś trzy tygodnie. Tata przygotował nam listę działań, co musimy zrobić, żebyśmy mogli z nim pojechać na to wydarzenie. Przypomniał też, że jest to impreza, w której biorą udział osoby dorosłe. Jeśli jednak uznamy, że nie chcemy tam jechać, to nie musimy. Postanowiliśmy z siostrą, że skoro już tyle zrobiliśmy, to jedziemy.

Na początek zabraliśmy się do opisywania, jak ma działać nasza aplikacja, czyli co ma doradzać i na podstawie czego. Nie było to proste, bo nigdy wcześniej nie myśleliśmy o takich rzeczach z punktu widzenia osoby, która chce stworzyć aplikację. Szybciej mi poszło wymyślenie pierwszych nazw projektu – Grastomierz miał być polską nazwą dla aplikacji, a GameTeller angielską.

Następnie mieliśmy zrobić badania rynku. Poszukaliśmy w internecie podobnych aplikacji, czyli badaliśmy naszą ewentualną konkurencję. Okazało się, że wcale nie jest groźna. Większość aplikacji nie była od dawna aktualizowana, a na rynku aktywnie działała jedna rekomendująca gry na Androida.

Zainstalowałem ją w telefonie, aby sprawdzić, jak działa, w czym przypomina nasz pomysł, i czym się ewentualnie różni. Przeczytaliśmy też kilka artykułów na jej temat, żeby dowiedzieć się o jej wadach i zaletach z punktu widzenia użytkowników. Podczas wspólnych rozmów doszliśmy do wniosku, że naszą konkurencją mogą być również systemy rekomendacji stosowane w sklepach internetowych, np. w Amazon, oraz różne artykuły i recenzje w serwisach i gazetach dla graczy.

Zastanawialiśmy się, kto może mieć podobny problem z wyborem gier jak ja i czy takie osoby chciałyby używać GameTellera. Założyliśmy, że najprawdopodobniej aplikacji używaliby przede wszystkim młodzi gracze. Nie wykluczaliśmy starszych, którzy nie są typem hardkorowego gracza, ale lubią sobie pograć co jakiś czas.

Jednak na początek skupiliśmy się na młodych, ponieważ takie osoby znajdowały się w naszym otoczeniu – w mojej szkole podstawowej oraz w gimnazjum mojej siostry.

Przygotowaliśmy krótką ankietę. Uznaliśmy, że gdyby była dłuższa i wymagała wpisywania obszernych odpowiedzi, to pewnie niewiele dzieciaków wypełniłoby ją w całości. Dlatego zamieściliśmy w niej parę pytań z prośbą o zaznaczenie odpowiedzi.

Które gry chciałbyś kupić?

Co ma wpływ na kupienie gry?

Czy w ogóle sam wybór stanowi dla ciebie jakiś problem?

Jak się czujesz w takiej sytuacji?

Czy skorzystałbyś z aplikacji, która pomogłaby ci wybrać grę?

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Gotowi na zabawę w biznes? Startup! 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wielka czwórka Obywatel Coke Droga Steve'a Jobsa Niebezpieczne związki. Pieniądze i władza w świecie nowożytnym 1700-2000 Kapitał w XXI wieku