Książka z obrazkami bez obrazków

Książka z obrazkami bez obrazków

Autorzy: Hans Chrystian Andersen

Wydawnictwo: Avia Artis

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 4.18 zł

"Książka z obrazkami bez obrazków" to wybitne dzieło wyobraźni Hansa Christiana Andersena.

Wstęp.

Pierwszy wieczór.

Drugi wieczór.

Trzeci wieczór.

Czwarty wieczór.

Piąty wieczór.

Szósty wieczór.

Siódmy wieczór.

Ósmy wieczór.

Dziewiąty wieczór.

Dziesiąty wieczór.

Jedenasty wieczór.

Dwunasty wieczór.

Trzynasty wieczór.

Czternasty wieczór.

Piętnasty wieczór.

Szesnasty wieczór.

Siedemnasty wieczór.

Ośmnasty wieczór.

Dziewiętnasty wieczór.

Dwudziesty wieczór.

Dwudziesty pierwszy wieczór.

Dwudziesty drugi wieczór.

Dwudziesty trzeci wieczór.

Dwudziesty czwarty wieczór.

Dwudziesty piąty wieczór.

Dwudziesty szósty wieczór.

Dwudziesty siódmy wieczór.

Dwudziesty ósmy wieczór.

Dwudziesty dziewiąty wieczór.

Trzydziesty wieczór.

Trzydziesty pierwszy wieczór.

Trzydziesty drugi wieczór.

Trzydziesty trzeci wieczór.

Hans Christian Andersen

KSIĄŻKA Z OBRAZKAMI BEZ OBRAZKÓW

Tłumaczenie: Jadwiga Przybyszewska

Projekt okładki: Avia Artis

W projekcie okładki wykorzystano portret Hansa Christiana Andersena.

Autor: Anonim.

Wydawnictwo Avia Artis

2017

ISBN 978-83-65810-49-6

Wstęp.

 To rzeczywiście dziwne! Wtedy, gdy czuję najgoręcej i najgłębiej, mam wrażenie, że ręce i język są jakby spętane i ani nie mogę barwą oddać, ani wypowiedzieć tego, co we mnie żyje. A przecież jestem malarzem, tak mówi moje oko i takie jest ogólne zdanie tych, którzy moje szkice i obrazy widzieli.

 Jestem zresztą biednym drapichrustem, mieszkam w jednej z najciaśniejszych uliczek, ale światła mam w bród, bo mieszkam podniebnie z widokiem na wszystkie dachy. W pierwszych dniach, gdym przybył do miasta, uczułem się nad wyraz skrępowanym i osamotnionym; zamiast lasów i zielonych pagórków, za cały widnokrąg miałem jedynie szare kominy. Nie miałem przytem żadnego przyjaciela, nie witała mnie żadna znajoma twarz.

 Jednego dnia stałem bardzo przygnębiony przy oknie, otworzyłem je i wychyliłem się z niego. Nie umiem powiedzieć, jaka radość mnie nagle ogarnęła! Ujrzałem znaną mi twarz, okrągłą, serdeczną twarz mego najlepszego przyjaciela z odległych, rodzinnych stron: był to księżyc, stary, kochany księżyc, niezmiennie ten sam, takisamiuteniek, jak ten który poprzez gałęzie wierzb nad moczarami do mnie zaglądał. Posłałem mu rękoma całusy, właśnie świecił całą pełnią do mego poddasza i przyrzekł mi co wieczór, gdy wyjdzie na przechadzkę, do mnie na chwilę zaglądnąć. Tego swego przyrzeczenia dotychczas sumiennie dotrzymywał, szkoda jeno, że może tylko przez tak krótki czas u mnie pozostawać. A ile razy mnie odwiedza, opowiada mi to i owo, co widział przeszłej nocy, albo i tego samego wieczoru. „Namaluj teraz to, co ci opowiadam, mówił mi, gdy mnie pierwszy raz odwiedził. Z pewnością będzie z tego wcale piękna książka z obrazkami.“ Według tej rady postępowałem przez dużo wieczorów i mógłbym dać na swój sposób nową rzecz z tysiąca i jednej nocy w obrazach, ale byłoby tego za wiele; te które daję nie są wyborem, postępują po sobie, tak jak je słyszałem. Jakiś wielki, genialny malarz, poeta albo muzyk mógłby z tego więcej zrobić, gdyby chciał; to co ja daję, są to tylko lekko narzucone kontury a w międzyaktach moje własne myśli, bo nie każdego wieczoru odwiedzał mnie księżyc, przeciwnie niejednokrotnie zasłaniał go jeden obłok a czasami i dwa.

Pierwszy wieczór.

 „Ubiegłej nocy“, to są własne słowa księżyca, „szybowałem poprzez czyste powietrze Indyi; przeglądałem się w Gangesie, promienie moje próbowały się przedrzeć poprzez gęste sploty starych platanów, które tworzą sklepienia w kształt żółwich pancerzy. Nagle wyszło z gęstwiny dziewczę hinduskie, lekkie, jak gazela, piękne, jak Ewa; było w niej coś powiewnego a przecież równocześnie gibkiego i silnego cór Hindostanu! Mogłem widzieć jej myśli poprzez delikatną skórę; cierniste ljany rozdzierały jej sandały, ale szybko kroczyła naprzód. Drapieżny zwierz, co wracał od rzeki, gdzie ugasił swe pragnienie, odskoczył z lękiem, bo dziewczę trzymało w ręku palący się kaganek; widziałem młodą krew, przeświecającą poprzez delikatne palce, którymi osłaniała płomień. Zbliżyła się do rzeki, opuściła kaganek na powierzchnię strumienia i popłynął z prądem. Płomień migotał i słaniał się, jakby miał lada chwila zgasnąć, ale przecież się palił, a czarne, błyszczące oczy dziewczęcia śledziły go poprzez długie, jedwabiste rzęsy z głęboką miłością. Wiedziała przecież: że jeżeli płomień tak długo palić się będzie, jak długo go swym wzrokiem dosięgnie, ukochany jej żyje jeszcze, jeżeli zaś prędzej zgaśnie, umarł. I kaganek płonął i drżał i jej serce płonęło i drżało. Padła na kolana i poczęła się modlić, a obok w trawie leżał oślizły wąż, ale ona myślała tylko o Bramie i o swym ukochanym. „Żyje!“ krzyknęła radośnie, a szczyty gór odpowiedziały jej echem: „żyje!“

Drugi wieczór.

 Wczoraj opowiadał mi księżyc: „Spojrzałem w dół, w małe podwórko otoczone domostwem, i ujrzałem kwokę z jedenaściorgiem piskląt. Ładne, małe dziewczątko w podskokach biegało naokoło nich; kwoka gdakała i rozpościerała wystraszone skrzydła nad swemi małemi kurczętami. Na to wyszedł ojciec dziewczynki i gniewał się, a ja popłynąłem dalej i nie myślałem już o tem więcej, ale dziś wieczorem, właśnie upłynęło kilka minut, spojrzałem znowu w to samo podwórko. Było zupełnie cicho, ale wkrótce wyszło małe dziewczę, zakradło się cichaczem do kurnika, schwyciło za klamkę i wsunęło się po cichu do kwoki i do piskląt. Te podniosły krzyk i rozbiegły się na wszystkie strony, dziewczę je goniło, widziałem to dokładnie, bom patrzył poprzez szczelinę w murze. Rozgniewałem się na dobre na niegrzeczne dziecko i ucieszyłem się, gdy ojciec nadszedł i więcej się jeszcze rozsrożył aniżeli wczoraj i chwycił je za ramię. Podrzuciło głowę, dwie łzy stały w jej niebieskich oczach. „Co ty tu robisz?“, zapytał. „Chciałam wejść“, mówiła płacząc, „pocałować kwokę i prosić ją o przebaczenie za to, com wczoraj zrobiła; alem tego tobie powiedzieć nie mogła.“ Ojciec pocałował słodką, niewinną dziewczynkę w czoło, a ja także całowałem jej oczy i usta.“

Trzeci wieczór.

 „W ciasnej uliczce, w pobliżu tego miejsca, gdzie jest tak wązką, że zaledwie minutę mogę promieniem swym ściany domów musnąć — ale ta jedna minuta wystarcza mi, by poznać świat, który tam żyje — ujrzałem kobietę. Szesnaście lat upłynęło, jak była dzieckiem i bawiła się na wsi w starym ogrodzie probostwa. Krzaki róż stare i przekwitłe zarastały ogrodowe ścieżki i długimi dzikimi pędami czepiały się jabłoni. Tylko tu i owdzie wykwitało kwiecie róż; nie była wprawdzie tak piękną, jak na królowę kwiatów przystało, miała i ona jednak barwę i woń. Córka proboszcza wydawała mi się kwieciem o wiele piękniejszem; siedziała na stołeczku pod dziko rozrosłym żywopłotem i całowała swą lalkę w popękane tekturowe policzki. Dziesięć lat później zobaczyłem ją znowu, zobaczyłem ją w balowej sali, była wtedy najbogatszego kupca strojną narzeczoną. Cieszyłem się jej szczęściem, szukałem jej w ciche wieczory. Ach, ale nikt nie myśli o mych przejrzystych oczach, o moim szczerem spojrzeniu! Moja róża wypuściła też dzikie pędy, jak róże w ogrodzie probostwa. Szare, codzienne życie ma też swoją tragedyę, dzisiaj widziałem ostatni jej akt. W ciasnej uliczce leżała śmiertelnie chora na łóżku, a niegodziwy gospodarz, jej pan jedyny, brutalnie i zimno zerwał z niej kołdrę. „Wstawaj, zawołał, twoje wybladłe policzki wystraszają gości, uróżuj się i przystrój i postaraj się o pieniądze, albo wyrzucę cię na ulicę!“ — „W moich piersiach śmierć gości, szepnęła, ach, pozwól mi spocząć!“ Lecz on szarpnął ją i podniósł, wymalował jej policzki, włożył róże w jej włosy, posadził ją w oknie, postawił światło obok niej i wyszedł. Patrzyłem bezustannie na nią, siedziała bez ruchu, ręce opadły jej na kolana. Wiatr zatrzasnął okno, tak że rozbita szyba z brzękiem wyleciała, ale ona siedziała cicho; firanki powiewały w okół niej, jak płomienie, nie żyła. W otwartem oknie prawiła kazanie umarła moralność, moja róża z ogrodu probostwa!“

Czwarty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Piąty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Szósty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Siódmy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ósmy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dziewiąty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dziesiąty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Jedenasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwunasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzynasty wieczór.

 DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Czternasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Piętnasty wieczór.

 DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Szesnasty wieczór.

 DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Siedemnasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ośmnasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dziewiętnasty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty pierwszy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty drugi wieczór.

 DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty trzeci wieczór.

 DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty czwarty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty piąty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty szósty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty siódmy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty ósmy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Dwudziesty dziewiąty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzydziesty wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzydziesty pierwszy wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzydziesty drugi wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzydziesty trzeci wieczór.

DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Fairy tales Improwizator Baśnie Calineczka i inne baśnie Księżniczka na ziarnku grochu + Dziewczynka z zapałkami Brzydkie kaczątko 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia