Wojna Śląska 1740-1742

Wojna Śląska 1740-1742

Autorzy: Jakub Hermanowicz

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Historia

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 228

Cena książki papierowej: 29.00 zł

cena od: 16.80 zł

Pod koniec 1740 roku młody awanturniczy król pruski Fryderyk II rzucił rękawicę pogrążonemu w kryzysie Cesarstwu Austriackiemu. Stawką był nie tylko Śląsk, ale przede wszystkim pozycja europejskiego mocarstwa, którą postanowił wraz z nim wydrzeć prastarej monarchii Habsbugów.
Tak rozpoczął się cykl wojen, które historia zapamiętała jako „wojny śląskie”, a których skutki przedefiniowały układ sił w Europie i – pośrednio – przyczyniły się do upadku Rzeczypospolitej.

Niesprawdzona, acz popularna lokalna legenda głosi, że król nie uciekał przed pościgiem, ale się przed nim ukrył. Dokładniej: został ukryty w kadzi po zacierze przez przygodną młynarkę, która później, przebranego w mężowskie cywilne łachmany, łodzią odwiozła króla do pobliskiego Mikolina, skąd monarcha dotarł do Lewina.
Historia ta wydaje się zbyt baśniowa, by mogła być prawdziwa. Ale tylko pozornie. Osiemnasty wiek obfitował w podobne wydarzenia. Ledwie siedem lat wcześniej inny król polski, Stanisław Leszczyński, też przemierzał Europę incognito, w chłopskiej sukmanie.

Spis treści

Prolog

Przygotowania

Wojna

Bitwa pod Małujowicami, 10 kwietnia 1741

PROLOG

20 października 1740 roku zmarł nagle i niespodziewanie cesarz Karol VI. Zdarzenie to nie miałoby większego znaczenia dla losów Europy, gdyby nie fakt, że nie zostawił on po sobie męskiego potomka. Miał natomiast córkę, liczącą wówczas raptem dwadzieścia trzy wiosny Marię Teresę.

Karol VI za życia dołożył wszelkich starań, by to właśnie ona objęła rządy po jego śmierci. Sukcesja w linii żeńskiej była jednak czymś na tyle nietypowym, że natychmiast znaleźli się tacy, którzy uważali, że wiedeński tron bardziej należy się właśnie im. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że Karol nie odziedziczył władzy po ojcu, ale po bracie, który również zostawił po sobie tylko córki.

Największe i najbardziej uzasadnione pretensje do wiedeńskiego tronu zgłaszał elektor bawarski Karol Albert. Zostały one natychmiast wsparte przez Francję, która nie traciła żadnej okazji, by zaszkodzić Austrii. Na powstałym zamieszaniu postanowił skorzystać młody, panujący ledwie od czerwca tego roku, król pruski Fryderyk II.

Zaoferował on Marii Teresie pełne poparcie. Zastrzegł jednak, że uzależnia je od oddania Prusom Śląska. Spodziewając się, że jedyną odpowiedzią na ten bezczelny szantaż może być kategoryczna odmowa, Fryderyk, nie czekając nawet na respons Wiednia, od razu podjął przygotowania wojenne.

By w jakiś sposób usprawiedliwić napaść na sąsiada, w berlińskich archiwach wyszperano od dawna zapomniany pakt o przeżycie z roku 1537, zawarty między elektorem brandenburskim Joachimem Hektorem a Fryderykiem II z dynastii Piastów, mający gwarantować monarchii brandenburskiej sukcesję w jednym z księstw śląskich. Obecne działania tłumaczono chęcią jego realizacji.

Pretekst był jednak tak słaby, że nawet sam król Fryderyk kpił sobie z niego w kameralnym gronie.

Trzeba było wynaleźć inny. Tym razem udało się trafić w dziesiątkę. Monarcha pruski zaczął rozpowiadać, że wojnę rozpoczyna, aby bronić ewangelickiej ludności Śląska przed prześladowaniem ze strony złych katolickich Habsburgów.

Teza ta, utrwalana natrętnie przez cały wiek XIX, tak mocno wryła się w powszechną świadomość, że nawet dziś wielu poważnych, zdawałoby się, autorów bezkrytycznie ją powiela.

Bezdyskusyjnym faktem jest, że w państwie austriackim od czasów wojny trzydziestoletniej to właśnie katolicyzm był religią wiodącą i pod wieloma względami uprzywilejowaną. Ewangelicy, którzy stanowili na Śląsku większość, rzeczywiście musieli znosić pewne utrudnienia: nie mogli na przykład pełnić wysokich funkcji publicznych, a w całej ogromnej prowincji mieli do dyspozycji jedynie trzy kościoły (dwa zachowały się do dziś, są to słynne Kościoły Pokoju).

Z dzisiejszej perspektywy taki stan rzeczy uznalibyśmy za karygodny i niedopuszczalny. W osiemnastowiecznej Europie było jednak sprawą zupełnie normalną, że w każdym państwie istniała uprzywilejowana religia wiodąca: w Rosji prawosławie, w Szwecji protestantyzm, w Polsce katolicyzm. Na marginesie warto zauważyć, że spisana przeszło pół wieku po wojnie śląskiej Konstytucja III Maja również przyznawała religii katolickiej prym nad innymi wyznaniami, co nie przeszkadzało uznać jej za apoteozę oświeceniowej wolności i tolerancji.

W tym kontekście Austria nie była więc żadnym wyjątkiem ani ewenementem, a stosunki wyznaniowe panujące na Śląsku można uznać, na tle epoki, po prostu za normalne. Między bajki należy więc włożyć opowieści o ucisku ludności ewangelickiej. A skoro nie było ucisku, to nie mogło być i wyzwolenia. W 1740 roku król pruski nie wkraczał na Śląsk jako wyzwoliciel, lecz jako agresor. I za takiego był uznawany zarówno on, jak i jego armia.

Trzeba uczciwie przyznać, że Fryderyk, za sprawą rozsądnej polityki podatkowej oraz niespotykanej w ówczesnej Europie tolerancji religijnej, przekonał do siebie ludność Śląska. Nastąpiło to jednak dopiero po wojnie i to w wyniku długiego, trwającego całe lata procesu.

PRZYGOTOWANIA

28 października 1740 roku król Fryderyk wezwał do siebie dwóch najważniejszych notabli w państwie: zwierzchnika armii, feldmarszałka Kurta Christofa von Schwerina oraz pierwszego ministra Heinricha von Podewilsa – i poinformował obu o zamiarze zajęcia Śląska. Zlecił też podjęcie szeroko zakrojonych przygotowań militarnych, politycznych i gospodarczych dla realizacji operacji, którą nazwał „największym przedsięwzięciem w dziejach Domu Brandenburskiego”.

Następnego dnia do Rheinsberga, ulubionej kwatery młodego króla, przybył główny kwatermistrz armii, pułkownik zu Moulin w towarzystwie pułkownika von Lestewitza. Obaj odebrali dokładne instrukcje dotyczące przygotowania kwaterunków dla koncentrowanej armii. Von Lestewitz otrzymał ponadto rozkaz potajemnego udania się na Śląsk w celu rozpoznania terenu.

4 listopada król spotkał się z majorem von Bonsem, armijnym inżynierem, omawiając kwestie mających czekać armię przepraw rzecznych. 8 listopada w regimentach wyznaczonych do inwazji na Śląsk wstrzymano wszelkie urlopy, a oficerom akurat na nich przebywającym nakazano niezwłoczny powrót do jednostek. Wszystkie konie miały zostać na nowo podkute, stany osobowe uzupełnione, a broń przejrzana. Regimentom polecono przygotowanie do wymarszu z garnizonów w ciągu trzech tygodni. Kierunek pozostawał jednak tajemnicą.

Chcąc ukryć prawdziwy cel tych przygotowań, jak również zmylić obcych dyplomatów, Fryderyk nakazał ministrowi von Podewilsowi rozpuszczanie plotek, jakoby Prusy nosiły się z zamiarem interwencji w Palatynacie, gdzie akurat miały miejsce zatargi dynastyczne. Dla nadania tym plotkom wiarygodności król rozkazał wymaszerować berlińskim regimentom na zachód, do Halberstadt. Sam podążył za nimi. Kolejnym krokiem w tej mistyfikacji stał się rozkaz rozbudowy magazynów wojskowych w Magdeburgu, na który to cel wyasygnowano 7 tysięcy talarów. Nie była to jednak ze strony Fryderyka czcza demonstracja. Magdeburg stanowił bowiem punkt wypadowy na Saksonię, której zachowania w nadchodzącej wojnie król nie był pewien.

Wszystkie te maskarady nie zwiodły czujnej dyplomacji austriackiej. Już 29 października, a więc dzień po tym, jak Fryderyk ogłosił najbliższym współpracownikom zamiar najazdu na Śląsk, jeden z akredytowanych w Berlinie posłów austriackich donosił swemu dworowi, że król zamierza targnąć się na tę prowincję.

Na szczęście dla Fryderyka młodziutka i bardzo jeszcze niedoświadczona Maria Teresa nie potraktowała ostrzeżeń poważnie.

Do bezpośredniego wtargnięcia na Śląsk wyznaczono 20 batalionów piechoty, 32 szwadrony jazdy i 34 działa. Siły inwazyjne liczyć miały 27 159 żołnierzy, 2396 osób cywilnych, 12 900 koni i około 1000 wozów zaopatrzeniowych. Stanowiło to mniej niż połowę ogółu wojska pruskiego, które łącznie liczyło 72 tysiące ludzi. Aż 25 tysięcy stanowili obcokrajowcy, w tym wielu Polaków. Wbrew utartym stereotypom służba w wojsku pruskim cieszyła się bowiem dobrą opinią. Jako ciekawostkę można dodać, że utrzymanie armii pochłaniało 81% wydatków państwa. Nawet w realiach osiemnastego wieku był to fenomen i absurd jednocześnie.

Zdecydowaną większość sił inwazyjnych stanowiła piechota: 20 414, jazda: 6619, nadto 126 artylerzystów. Poza wymienionymi wyżej 34 działami poszczególne bataliony dysponowały jeszcze niewielką liczbą lekkich dział polowych, używanych tylko do zwalczania siły żywej. Działa te, określane mianem regimentowych, w źródłach historycznych niekiedy są, innym razem nie są wliczane w poczet artylerii. Z tego względu w dalszej części książki zdarzać się mogą niekonsekwencje dotyczące ich łącznej ilości.

W owym czasie największą jednostką organizacyjną w armii pruskiej był regiment, który składał się przeważnie z dwóch batalionów. Regimenty zwyczajowo nazywano nazwiskami ich dowódców. Zdarzało się jednak, że w trakcie częstych roszad personalnych regiment zachowywał nazwę pierwotnego dowódcy. Do wojny o Śląsk Fryderyk przeznaczył następujące regimenty: Schwerin, Bredow, Alt-Borcke, Kleist, Sydow, Derschau, Margrabiego Heinricha, Graevenitz, la Motte oraz Jeesse.

Także jazda zgrupowana była w regimenty, te z kolei dzieliły się na szwadrony, zwane też eskadronami. Zgodnie z nomenklaturą osiemnastowieczną mianem kawalerii określano tylko jednostki walczące w zwartych szykach. Huzarzy oraz ułani stanowili odrębny rodzaj wojska i jako taki będą traktowani w dalszej części książki. Na Śląsk wkroczyć miały następujące regimenty jazdy: konny księcia Fryderyka (złożony z 5 szwadronów), regiment grenadierów konnych Schulenburg (10 szwadronów), regiment dragonów Bayreuth (również 10 szwadronów). Do tego miały dołączyć: 1 eskadron żandarmów, 3 eskadrony huzarów pruskich oraz 3 eskadrony huzarów berlińskich.

Na artylerię składało się: 20 dział 3-funtowych, 6 moździerzy 50-funtowych, 4 działa 12-funtowe, 4 haubice 18-funtowe. Organizacyjnie działa 3-funtowe były integralną częścią poszczególnych regimentów, cięższa artyleria stanowiła natomiast rodzaj strategicznego odwodu i pozostawała w gestii głównodowodzącego.

Dowódcą wymienionych wyżej sił król mianował feldmarszałka von Schwerina. Jako że sam chciał jednak towarzyszyć wojsku, to właśnie jego, Fryderyka, uznać należy za faktycznego głównodowodzącego. Król był zresztą gruntownie wykształconym wojskowym, od najmłodszych lat ojciec zmuszał go do studiowania sztuki wojennej i odbywania służby w jednostkach. Z czasem, po wielu awanturach, następca tronu zasmakował w wojaczce i na własną już rękę dobrowolnie pogłębiał swą wiedzę, doczłapawszy się stopnia generała majora.

Zarówno król, jak i feldmarszałek byli zgodni, że ich armia jest wystarczająca do zajęcia całego Śląska. Wiedzieli bowiem doskonale, że większość sił austriackich trwa zaangażowana na zachodzie. Na Śląsku spodziewali się zastać tylko nieliczne, niezdolne do walki oddziały. W istocie król liczył, że zajęcie całej prowincji obejdzie się w ogóle bez walki. Niewielkiego oporu spodziewano się jedynie ze strony miast-twierdz: Głogowa i Wrocławia, być może również Nysy i Brzegu. Ale Fryderyk nie zamierzał z nimi walczyć, lecz tylko okrążyć i zmusić do kapitulacji głodem. Do tego celu wyodrębnił specjalnie II korpus pod dowództwem księcia Leopolda von Anhalt-Dessau, zwanego Starym Dessauerem, faktycznego twórcy pruskiej machiny wojennej.

Fryderyk nie mylił się co do słabości sił austriackich na Śląsku. Na przełomie 1740/41 roku na terenie całej prowincji Austria miała 7359 żołnierzy oraz 560 koni. Z tego 1178 ludzi stanowiło załogę Głogowa, czyniąc to miasto jedyną twierdzą o rzeczywistych walorach obronnych. Jedna kompania wojska stacjonowała jeszcze w okolicy strategicznej Przełęczy Jabłonkowskiej.

Oprócz tego w Hrabstwie Kłodzkim, administracyjnie zaliczanym już do Czech, przebywało 150 piechurów oraz 340 inwalidów. Taka obsada twierdzy kłodzkiej kazała przypuszczać, że oblodzone górskie drogi do niej prowadzące będą stanowiły dla Prusaków większą przeszkodę niż sama twierdza ze swą symboliczną obsadą.

Głównodowodzący wojsk austriackich na Śląsku, którym od pierwszych dni grudnia 1740 był hrabia Browne, miał więc realnie do dyspozycji w polu nieco ponad 6000 ludzi. Warto też dodać, że były to siły zebrane naprędce, powydzielane z różnych jednostek, o różnej wartości bojowej.

Wyłączając jedną kompanię, kwaterującą w Namysłowie, wojsko to rozstawił Browne na linii Brzeg–Oława.

Już samo rozlokowanie jednostek jasno wskazuje, że Austriacy nie zamierzali stawiać zbrojnego oporu nadchodzącej armii pruskiej. W istocie Browne, świadomy swej słabości, za główny cel postawił zachowanie skromnych sił na lepsze czasy i oczekiwanie obiecanych przez Wiedeń posiłków. Te były już w drodze.

Gdy pod koniec listopada dwór wiedeński wreszcie stracił wątpliwości co do zamiarów Fryderyka, zarządzono zakrojone na szeroką skalę przygotowania wojenne. Mimo zaangażowania w wojnę z Francją i Bawarią, Austria miała jeszcze dość siły, by wysłać na Śląsk sporo wojska. Wymagało to jednak czasu.

W chwili, gdy Fryderyk przekroczył granicę Śląska, na pomoc Brownemu szły już z Moraw: 7 regimentów piechoty, 3 regimenty kirasjerów i 2 huzarów. Siły te uzupełniało 5 kompanii dragonów. Wspomniane jednostki mogły jednak dotrzeć na miejsce najwcześniej w połowie stycznia.

Wbrew lansowanym przez propagandystów pruskich tezom, mimo szczupłości sił, morale wojska austriackiego pozostawało wysokie. Odwrót powszechnie uważano za tymczasową zagrywkę taktyczną i wierzono, że po załagodzeniu kryzysu na zachodniej flance Cesarstwa przyjdzie kolej na zwycięską rozprawę z najazdem pruskim.

Główne magazyny zaopatrzeniowe armii pruskiej zlokalizowano we Frankfurcie oraz Krośnie Odrzańskim. Ze względu na zły stan śląskich dróg oraz niesprzyjającą aurę głównym szlakiem zaopatrzeniowym armii inwazyjnej miała być rzeka Odra.

20 listopada w Krośnie odbyła się odprawa dla urzędników odpowiedzialnych za zaopatrywanie wojska. W całym obszarze nadgranicznym nakazano przygotować kwatery dla wojska, koni i taborów. W ostatnich dniach listopada wyznaczone do akcji jednostki wymaszerowały z koszar. Miejsce koncentracji pierwszego korpusu inwazyjnego wyznaczono tuż przy granicy ze Śląskiem, w okolicy Krosna Odrzańskiego.

Drugi korpus oblężniczy miał się formować w Berlinie i wyruszyć w drogę nieco później.

2 grudnia Fryderyk wrócił z Rheinsberga do Berlina. Przez dwa dni wizytował stołeczne jednostki wojskowe. Ciekawą anegdotę z tego okresu przytacza biograf Fryderyka, Giles MacDonagh:

Fryderyk natknął się na jednego ze swoich starych nauczycieli, Christopha Wilhelma von Kalksteina, który zapytał:

– Wasza królewska mość, czy mam rację, sądząc, że zanosi się na wojnę?

– A któż to może wiedzieć – odparł władca.

– Ruchy wojsk zdają się wskazywać na Śląsk – zasugerował dworzanin.

Monarcha ujął go za rękę i spytał:

– Mogę ci powierzyć sekret?

– Och tak, wasza królewska mość.

– No to dobrze, że mogę – stwierdził król i odszedł.

4 grudnia artyleria wyruszyła z Berlina i dwiema kolumnami skierowała się w kierunku miejsca koncentracji. Pierwszą kolumnę stanowiły lekkie działa 3-funtowe, które dotarły do Krosna 14 grudnia. W drugiej kolumnie, eskortowanej przez szwadron jazdy, transportowano artylerię ciężką. Jej miejscem docelowym był w tej chwili Gorzów Wielkopolski. 5 grudnia do skoncentrowanych już w większości sił dołączył marszałek Schwerin, następnego dnia przybył i król.

Jeżeli któryś z oficerów miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do celu koncentracji, to odezwa młodego monarchy sprawę wyjaśniała:

Moi panowie! Podejmuję wojnę, w której jedynymi sojusznikami są wasza odwaga, wasza dzielność i moja krew. Miejcie w pamięci swych przodków, którzy zyskali nieśmiertelną sławę na polach Warszawy i Fehrbellinu i nie wyrzeknijcie się nigdy chwały brandenburskich wojsk. Niech żyją! Wedrzyjcie się na scenę dziejową, a ja podążę za Wami![1].

15 grudnia trzon sił uderzeniowych był już niemal w komplecie i połączył się w rejonie Krosna w jedną całość. Brakowało jedynie jednego regimentu konnego, który utknął koło Łagowa, oraz trzech kompanii huzarów pruskich. Także ciężka artyleria była jeszcze daleko. Problemy z jej transportem miały się z resztą okazać stałym elementem całej kampanii.

Również drugi korpus, formowany w Berlinie, był w tym czasie niemal w komplecie i od 14 grudnia maszerował ku granicy.

* * *

[1] Źródła przytaczają kilka wersji odezwy, ale jej zasadniczy sens jest niezmienny.

Wojna Śląska 1740-1742

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-495-8

© Jakub Hermanowicz i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Łukasz Zdancewicz

KOREKTA: Kinga Dolczewska

OKŁADKA: Paulina Radomska-Skierkowska

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wojna Śląska 1740-1742 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie