Zaginione skarby faraonów

Zaginione skarby faraonów

Autorzy: G.F.L. Stanglmeier

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Powieść historyczna

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 128

Cena książki papierowej: 37.80 zł

cena od: 27.24 zł

W gigantycznych piramidach, w monumentalnych świątyniach, w legendarnej Dolinie Królów jest jeszcze wiele tajemniczych miejsc, w których skarby staroegipskich władców ciągle czekają na swoich odkrywców. Ziemia nad Nilem kryje w sobie nie tylko kosztowności ze złota i szlachetnych kamieni. Niektóre przedmioty są jeszcze cenniejsze...
• Co stało się ze złotym sarkofagiem faraona heretyka Echnatona?
• Czy archeolodzy, tak jak Indiana Jones, szukali w delcie Nilu Arki Przymierza?
• Co kryje straszna i mistyczna historia o głowie Ozyrysa?
• Czym był „skandal Cheopsa” i czy w Wielkiej Piramidzie znajdują się niezbadane dotychczas komory?
• Czy istnieje druga, nieodkryta jeszcze Dolina Królowych?

Redaktor serii

Zbigniew Foniok

Redakcja stylistyczna

Jolanta Rudzińska

Korekta

Barbara Granops

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© givaga/Shutterstock

Tytuł oryginału

Versteckt, verschollen, vergraben.

Pharaonenschätze, die noch zu finden sind

Copyright © 2005 by F.A. Herbig Verlagsbuchhandlung GmbH,

München

All rights reserved; www.herbig.net

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6301-4

Warszawa 2017. Wydanie II

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Dla Giseli i Rosselli

Przedmowa

„Wirus egiptomanii” czy prawdziwa fascynacja starożytnym Egiptem?

Czy zaplanowałeś już, gdzie spędzisz kolejny urlop? Może wybierasz się do Egiptu? Uważaj na siebie! Znajduje się tam bowiem ognisko groźnej i złośliwej choroby. Ten wirus nazywa się egiptomania.

Egiptomanię rzadko udaje się wyleczyć. Wspaniałe piramidy, przepiękne malowidła grobowe i pokryte hieroglifami kolumny świątyń – wszystko to sprawia, że każdy, kto raz złapie tego bakcyla, nie może się go pozbyć do końca życia.

Czy to jednak już wszystkie powody fascynacji Egiptem? Jest jeszcze coś. Coś, co kryje się w zakamarkach naszej duszy. To rzecz przyziemna i dlatego przyznajemy się do niej niesłychanie rzadko. To prawdziwa „klątwa faraonów”, a mianowicie ich niezmierzone, legendarne skarby!

Przypomnijmy sobie chociażby kosztowności znalezione w grobie króla Tutanchamona. Złote sarkofagi, misterna biżuteria, cenne skrzynie, szkatułki z kości słoniowej – można wyliczać bez końca. Inwentarz grobowy obejmował ponad 5000 przedmiotów.

Kto z nas, bądźmy szczerzy, nie chciałby wpaść na trop takiego skarbu? Na temat Tutanchamona napisano setki książek. Sam jestem autorem jednej z nich. Jednak nie tylko zwykła ciekawość i chęć poznania osoby tego króla-chłopca sprawia, że 3000 lat po śmierci Tutanchamona ludzie wciąż pozostają pod jego urokiem. Powodem są również niewiarygodne dary grobowe.

Pomimo ogromnej literatury poświęconej odkrytym już bogactwom faraonów nie potrafiłem znaleźć ani jednej książki na temat skarbów, które nadal ­czekają w piaskach pustyni na swoich odkrywców. Może nie ma już żadnych skarbów? Czy Kemet, jak starożytni Egipcjanie nazywali swój kraj, obrabowano już ze wszystkich bogactw? Odpowiedź jest jednoznaczna: na pewno nie! Po trzech latach badań mogę dzisiaj stwierdzić: ziemia egipska kryje w sobie znacznie więcej złota i biżuterii niż to, co do tej pory udało się odkryć!

Rezultatem moich badań nie jest jednak zwyczajna lista kosztowności będących na liście skarbów poszukiwanych przez egiptologów. Często z tymi bogactwami wiążą się fascynujące historie. Poznałem opowieści o tajemniczych postaciach, które nocą, w migoczącym świetle pochodni, szukały złotych sarkofagów. Wtajemniczeni zapoznali mnie z niezwykle interesującymi dokumentami. Trudno uwierzyć, ale wśród nich były tajne sprawozdania naukowe na temat nieodkrytych jeszcze komór w egipskich piramidach.

Ale to jeszcze nie koniec. Dowiedziałem się o tajnych korytarzach, nieprawdopodobnych wydarzeniach i ludzkich słabościach. Muszę przyznać, że nawet o tak sławnych osobistościach, jak odkrywcy grobu Tutanchamona, Howard Carter i lord Carnarvon, można powiedzieć, że nie wszystko złoto, co się świeci. Wreszcie znalazłem też wzmianki naprowadzające na ślad zaginionych zwojów papirusowych. Zawarte w nich sensacyjne treści mogą zrewolucjonizować naszą wiedzę o starożytności.

Krótko mówiąc, doszedłem do wniosku, że historie tych skarbów są tak samo porywające, jak cenna jest ich zawartość. Oczywiście natknąłem się również na zabawne anegdoty. Jak na przykład ta, której bohaterem był angielski służący Robert Taylor. Przez kilka dziesięcioleci pilnował skarbu faraonów, o którego istnieniu jego pracodawca nie miał najmniejszego pojęcia. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale jeszcze bardziej nieprawdopodobne jest to, że naukowcy gorączkowo poszukują w Dolinie Królów wodospadu. Chodzi o bystry potok opływający tebańskie wzgórza. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że znalazca wodospadu będzie miał w ręku klucz do grobu wpływowej egipskiej królowej.

Zapraszam do towarzyszenia mi w „poszukiwaniach” nieodkrytych jeszcze skarbów kraju Kemet. Moja przygoda rozpoczęła się 30 lat temu, po obejrzeniu krótkiej relacji telewizyjnej o niepozornej wiosce w środkowym Egipcie. Ponieważ tu, jak można wywnioskować z wielu dawnych sprawozdań z wykopalisk i relacji z wypraw, mieszkali najbardziej doświadczeni i odnoszący największe sukcesy poszukiwacze skarbów w całym kraju nad Nilem.

1. Kurna 1975

Najbardziej znana egipska wioska i jej tajemnice

Kurna jest niewielką wsią zamieszkaną przez fellachów, arabskich rolników, położoną w Tebach Zachodnich (zob. il. 29). Podobno jej początki sięgają XIII wieku.

Tutaj czas się zatrzymał. Nie ma asfaltowych ani brukowanych dróg. Zaopatrzenie w wodę należy do kobiet. To one, zasłoniwszy oczywiście najpierw twarze, przynoszą do wsi wodę z Nilu. Dźwigają ją na głowach w pękatych glinianych naczyniach. Dzbany są ciężkie, a droga długa i kamienista.

A mimo to kobiety z Kurny nie są niezadowolone ze swego życia; ich mężczyznom przypadł bowiem cięższy los. Domy stojące w wiosce, podobne do północnoamerykańskich puebli, składają się z dwóch części. Górne, widoczne na powierzchni ziemi partie domostw zostały wzniesione przez współczesnych mieszkańców wioski. Natomiast podziemne części – „piwnice” – zbudowali starożytni Egipcjanie. Przed tysiącami lat pogrzebali w ziemi swoich bliskich. Tak, to, co brzmi jak horror, jest prawdą – Kurna została wzniesiona na starożytnym cmentarzysku i to na dodatek z rozmysłem!

Groby te służyły starożytnym Egipcjanom jako miejsce ostatniego spoczynku, natomiast dla dzisiejszych mieszkańców wioski są lukratywnym, choć nielegalnym źródłem dochodów. Surowo zakazany handel zabytkami, tzw. aegyptica, nie tylko kwitnie, ale przeżywa wręcz prawdziwy boom. Tym terminem określa się starożytności pochodzące z okresu istnienia państwa faraonów. Wszystko jedno, czy jest to stara gliniana skorupa, czy bogaty sarkofag – oba przedmioty nazywa się aegyptica. Mieszkańcy Kurny odkryli (i sprzedali) więcej tych egipskich starożytności niż większość sławnych archeologów, jak chociażby Theodore Davis czy James Henry Breasted.

Przywódcą klanu z Kurny jest szejk Ali abd el-Rassul (zob. il. 20), sędziwy i bardzo poważany. Ludzie nazywają go z szacunkiem królem Teb Zachodnich. Powód nie jest błahy. Ali Rassul jest „ojcem chrzestnym” prawdopodobnie najlepszego w całym Egipcie kartelu rabusiów grobów. Sam szejk, naturalnie, gorliwie temu zaprzecza i oburzony mówi o „zniesławieniu”.

Szejk Ali trzyma swój klan mocną ręką. Na Allacha – nie toleruje próżniactwa. Podczas gdy kobiety troszczą się o uzupełnienie zapasów wody, mężczyźni kopią ziemię w piwnicach, penetrując starożytne komory i chodniki nekropolii, prawie jak górnicy z Zagłębia Ruhry. Cieszą ich rzadkie, choć zwykle gwałtowne opady deszczu nawiedzające Teby Zachodnie, bowiem zmieniają one nieco topografię doliny. Wówczas mogą dokładnie przeszukać całą okolicę. Już od dziesiątków lat członkowie rodu Rassula zawsze ciągnęli do Doliny Królów albo Doliny Królowych.

Jednak stare dobre czasy minęły. Współczesny amator egipskich starożytności musi stale poszukiwać nowych terenów, tak jak kiedyś Achmed abd el-Rassul. W drugiej połowie XIX wieku ten energiczny rabuś cmentarny znalazł w szczelinie skalnej pomiędzy Doliną Królów a tebańską równiną Nilu grobowiec, w którym było wiele mumii słynnych faraonów, na przykład Totmesa III czy Setiego I.

Członkowie klanu dobrze znają tę historię. Doskonale wiedzą, że wejście do zapieczętowanego i nienaruszonego grobowca może się ukazać już dzięki niewielkiemu, kilkucentymetrowemu przesunięciu jakiegoś bloku skalnego przez płynącą wodę.

Wieczorem, po pracy, jeśli jest prąd, kobiety przesiadują razem przed telewizorem. Mężczyźni natomiast rozmawiają o ukrytych legendarnych skarbach, których nadal jest pełno w egipskiej ziemi, choć przodkom Alego abd el-Rassula wiele już udało się odkryć.

Pójdźmy w ślady rodziny Rassulów i rozpocznijmy nasze poszukiwania egipskich skarbów. Zacznijmy oczywiście tam, gdzie wydaje się to najbardziej obiecujące, a więc nad Łabą.

2. Egipski skarb „Gottfrieda”

Niewiarygodne, ale prawdziwe: w Niemczech można znaleźć zaginiony skarb faraonów – jeśli ktoś wie, gdzie zatonął „Gottfried”

To zadziwiające, że często odczuwana przez przywódców wielkich mocarstw potrzeba dominacji w niektórych dziedzinach – sporcie czy kulturze – przynosi niekiedy zaskakująco pozytywne rezultaty. Również ta historia ma podobną genezę.

Na początku XIX stulecia Aloys Ludwig Hirt, pierwszy profesor archeologii Uniwersytetu Berlińskiego, doszedł do wniosku, że kulturalno-polityczny prestiż Prus jest zagrożony. W wygłoszonym w 1823 roku wykładzie przestrzegał: „Spośród prywatnych kolekcji [starożytności egipskich] najważniejszymi wydają się obecnie kolekcje Henry’ego Salta i Drovettiego. Ale to nie jedyni kolekcjonerzy”.

Hirt miał rację. Europejskie metropolie wzbogacały się w starożytności egipskie. W Wiedniu, Turynie, Londynie i Paryżu trwał w najlepsze wyścig o największe i najpiękniejsze kolekcje staroegipskich zabytków. Trudno sobie wyobrazić, aby stolica Prus mogła pozostać w tyle! Na szczęście profesor w porę dostrzegł niebezpieczeństwo i nie bez dumy mógł ogłosić: „Czegoś podobnego dokonali też dwaj nasi rodacy: najpierw hrabia von Sack (…), a następnie baron von Minutoli, którego kolekcja jest o wiele bardziej znacząca, jeśli chodzi o rozmiary i rangę”.

Baron Johann Heinrich Carl Menu von Minutoli (1772–1846) naprawdę wcale się tak nie nazywał. Jego nazwisko brzmiało Nicolas Jean Henri Benjamin Menu. Nie był też baronem. Jego ojciec był zegarmistrzem. Przyszedł na świat w Genewie i trudno byłoby go nazwać prawdziwym Prusakiem. Szlachectwo przyznano mu w późniejszym okresie dekretem cesarskim.

Do Prus zagnało barona upodobanie do armii. Ale była to jego druga namiętność, ustępująca zamiłowaniu do starożytnych przedmiotów. Pasji tej oddawał się z nadzwyczajnym sukcesem. W 1815 roku jego zbiór składał się już z ponad 1000 eksponatów.

Huczne zabawy u stóp piramid

Rozbudzone po napoleońskiej wyprawie do Egiptu (1798 rok) zainteresowanie kulturą starożytnego kraju nad Nilem opanowało również Minutoliego. W 1820 roku wreszcie osiągnął swój cel. Udał się do Egiptu jako szef niewielkiej grupy badaczy.

W późniejszej relacji z tych wydarzeń, noszącej tytuł Podróż do świątyni Jupitera Amona na Pustyni Libijskiej i do Górnego Egiptu w latach 1820 i 1821 (Reise zum Tempel Jupiter Ammon in der Libyschen Wüste und nach Ober-Ägypten in den Jahren 1820 und 1821), baronowi von Minutoliemu udało się ukazać barwny i wesoły, a zarazem realistyczny obraz tej pierwszej „wyprawy badawczej”. Tak oto opisał swój pobyt w Gizie w grudniu 1820 roku: „Piramidy odwiedziłem w towarzystwie wielu dżentelmenów i dam. Przy katakumbie w pobliżu drugiej piramidy rozbito obóz z kilku namiotów (…), wokół rozmieszczeni byli w odstępach szejk piramid, wielu Arabów i liczna służba z końmi, wielbłądami i osłami, a ich malownicze grupy [widoczne] w jasnym świetle księżyca wokół ognia bivouac [miejsce na ognisko w obozie] potęgowały czar i majestatyczność pradawnych zabytków, których bliska wielkość wywiera ogromne wrażenie”.

Jednak szef wyprawy badawczej tylko niewielką uwagę poświęcał spotkaniom towarzyskim. Zainteresowany był przede wszystkim zebraniem jak największej liczby zabytków starożytności. To zawsze było dla niego najważniejsze. Baron von Minutoli ma poza tym na swoim koncie kilka znaczących osiągnięć archeologicznych, o których potem zapomniano. Kto jeszcze pamięta, że to właśnie jemu, jako pierwszemu w historii Europejczykowi, udało się wejść do wnętrza schodkowej piramidy faraona Dżesera (zob. il. 5), zbudowanej przez geniusza wszech czasów Imhotepa (zob. następny rozdział).

Blask i chwała dla Prus

Plon wyprawy, jeśli chodzi o zabytki, odpowiadał zaangażowaniu jej członków. Już w kwietniu 1821 roku do Berlina przybyły pokaźne skarby starożytności ­egipskich, zapakowane w 23 różnej wielkości skrzyniach. Berliński archeolog Harry Nehls, który wnikliwie studiował biografię barona von Minutoliego i napisał na jego temat wiele artykułów, stwierdził: „Załadowane do nich zabytki stały się trzonem Muzeum Egipskiego w Berlinie”. Bez wątpienia najbardziej wartościową część całego ładunku stanowiła kolekcja 55 papirusowych zwojów.

A to był dopiero początek! Jakie jeszcze zabytki udało się zdobyć baronowi von Minutoliemu w tej czasami niezbyt bezpiecznej wyprawie? Miało nadejść jeszcze kolejnych 97 skrzyń, także wypełnionych starożytnymi egipskimi skarbami. W grudniu 1821 roku w Trieście załadowano je na galeas „Gottfried”, zbudowany w Greifswaldzie. Galeasami nazywano produkowane w Holandii żaglowce, które przede wszystkim służyły jako statki rybackie, ale także jako frachtowce. „Gottfried” był frachtowcem (zob. il. 1). Dziesiątego grudnia statek opuścił bezpieczny port i wyruszył w rejs po zachodniej części Morza Śródziemnego. Następnie popłynął przez Atlantyk na północ, w kierunku portu w Hamburgu. Na pokładzie znajdowała się pięcioosobowa załoga pod komendą kapitana Heinricha Jacoba Riesbecka, doświadczonego marynarza. O ile wiadomo, podróż przebiegała bez problemów.

Tragedia u ujścia Łaby

Jednak los potrafi być okrutny. Już niemal osiągnięto cel – „Gottfried” wpływał do delty Łaby – gdy w nocy z 11 na 12 marca 1821 roku znalazł się w zasięgu silnego sztormu. Statek nie miał najmniejszych szans w starciu z potężnym żywiołem. To cud, że jeden członek załogi, szwedzki marynarz Skutte, wyszedł cało z katastrofy. Pozostali marynarze „Gottfrieda” utonęli we wzburzonym morzu, a wraz z nimi skarb barona von Minutoliego. Tylko kilka przedmiotów wkrótce potem fale wyrzuciły na brzeg. Wszystkie bez wyjątku pochodziły z drewnianych skrzyń przewożonych na pokładzie statku. Ich makabryczną zawartość, mumie i malowane drewniane sarkofagi, 4 września 1822 roku zlicytowano na aukcji w Hamburgu. Do dzisiaj pozostaje tajemnicą, kto zakupił te przedmioty i dokąd powędrowały.

Natomiast wszystkie cięższe przedmioty załadowane pod pokładem, wśród nich wiele steli (kamiennych płyt z wyrytymi inskrypcjami i rysunkami) oraz ciężki, kamienny sarkofag, zaginęły. Skarb „Gottfrieda” spoczywa zatem na dnie Łaby, gdzieś pomiędzy Helgoland i Cuxhaven – stracony bezpowrotnie.

Ale czy na pewno bezpowrotnie? Zupełnie inaczej myślą pracownicy Muzeum Egipskiego w Berlinie, którzy od lat 70. XX wieku prowadzą starania o wydobycie skarbu. Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest doktor Joachim Karig, zastępca dyrektora tego starego i szacownego berlińskiego muzeum. Prowadzone przez niego szczegółowe badania nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Zbyt wiele wątpliwości zawartych w relacjach z katastrofy utrudniało dokładną lokalizację miejsca zatonięcia żaglowca. Karig miał jednak szczęście. Spotkał bowiem Petera Baltesa (zob. il. 2), kierownika założonego przez siebie Wrackmuseum Cuxhaven (muzeum wraków), niegdyś marynarza. Przez dwa lata studiował on tę sprawę. Udało mu się wyszperać informacje o angielskim dwumasztowcu, który następnego dnia rozbił się dokładnie tam, gdzie zatonął „Gottfried”. Pozycja angielskiego statku została wyraźnie zaznaczona.

Praca Baltesa spotkała się z dużym uznaniem w Berlinie. Do tego stopnia, że oba muzea, w Berlinie i Cuxhaven, zawarły porozumienie dotyczące podziału znalezisk pomiędzy obiema instytucjami. Zdaniem berlińczyków „wszystkie przedmioty wartościowe pod względem naukowym lub artystycznym” powinny, po około 160 latach zwłoki, znaleźć się nad Szprewą. A za takie można było przecież uznać wszystkie wydobyte przedmioty. Konflikt był pewny. Spór o podział skóry na niedźwiedziu, którego jeszcze nie upolowano, rozgorzał z pełną mocą. Zgoda na taki zapis mogłaby nawet oznaczać, że Peter Baltes wyszedłby z tego przedsięwzięcia z pustymi rękami. Wszelkie prawa do zatopionego skarbu mieliby berlińczycy; każdy zabytek posiada przecież wartość naukową.

To, co na początku było tylko różnicą poglądów, przerodziło się w gwałtowny spór, który ciągnął się przez wiele lat, aż do dzisiaj. A nienaruszony skarb „Gottfrieda” ciągle leży na dnie Łaby.

Zakulisowe działania

Taki stan rzeczy utrwalił się w latach 90. XX wieku. Od tego czasu sytuacja nieco się zmieniła. Konflikt pomiędzy Cuxhaven i Berlinem nie został wprawdzie definitywnie zakończony, jednak kłótnie ustały. W jednym z wywiadów Peter Baltes szczerze przyznał: „Trochę spuściłem z tonu. To byłaby przecież walka Dawida z Goliatem”.

Sprawa „Gottfrieda” wypłynęła zatem znowu na spokojniejsze wody. Nie są już konieczne rozprawy sądowe. „Były nawet nieśmiałe próby podjęcia współpracy – stwierdził Baltes. – Ale spełzły na niczym”. Peter Baltes robi mimo wszystko wrażenie osoby na wskroś profesjonalnej. „Jestem skłonny usiąść z muzealnikami z Berlina do stołu i jeszcze raz spróbować nawiązać współpracę w celu wydobycia ładunku”.

Przyczyna wysłania przez Baltesa tego sygnału dobrej woli jest następująca: „Nie chodzi tu o osobiste animozje, ale o sprawę, która nazywa się »Gottfried«”. Byłoby dobrze, gdyby ta informacja nie tylko dotarła do Berlina, ale też spotkała się z odpowiednim oddźwiękiem. Musi istnieć przecież jakaś szansa na porozumienie w kwestii rozsądnego podziału znalezisk.

Badania skarbu „Gottfrieda” posunęła ostatnio naprzód egiptolog Renate Germer. Na początku grudnia 2004 roku pojawiła się informacja, że w Hamburger Museum für Kunst und Gewerbe (muzeum sztuki i rzemiosła) udało się jej dokonać bardzo ważnego odkrycia. W dziale tkackim muzeum odkryła bandaże pochodzące z mumii i pukiel włosów. Bez najmniejszych wątpliwości pochodzą one z ładunku „Gottfrieda”. Znalezisko odbiło się szerokim echem w mediach. Jakie wielkie byłyby zatem nagłówki gazet, gdyby udało się odkryć wrak galeasa?

Na skarbie faraonów może jednak skorzystać ktoś trzeci. Ani Peter Baltes, ani naukowcy z Berlina nie mają monopolu na wydobycie wraku. Zainteresowani powinni rozpocząć swoje poszukiwania w Neufelder Watt, na obszarze ograniczonym koordynatami 52° 52’ 12” N i 53° 52’ 54” N oraz 08° 53’ 06” E i 08° 55’ 12” E. Jednak w żadnym wypadku nie wolno tego robić bez oficjalnego zezwolenia! Potrzebny jest również mocno wypchany portfel, gdyż wydobycie statku pochłonie zapewne od 1 000 000 do 2 000 000 euro.

Być może w ładunku żaglowca znajduje się też statuetka pewnego mężczyzny. Nie był on wprawdzie faraonem, ale jego sława przetrwała znacznie dłużej niż pamięć o większości egipskich władców. Jednak to już zupełnie inna historia. Zaprowadzi nas ona daleko od szerokich wód Łaby, na piaszczystą staroegipską nekropolię w Sakkarze.

3. Kto odnajdzie Leonarda da Vinci starożytnych Egipcjan?

Poszukując grobu „pierwszego wielkiego geniusza w historii świata”, Walter Emery niespodziewanie zmarł. Czy dotknęła go klątwa faraonów?

Ta historia rozgrywa się w zupełnie innej scenerii. Od tej pory będziemy przebywać w kraju Kemet. Tak starożytni Egipcjanie nazywali swoje państwo. Kemet znaczy „czarny kraj”. Nie odnosi się to jednak, jak wielu błędnie przypuszcza, do koloru skóry jego mieszkańców. Nazwa ta wiąże się z barwą urodzajnych namułów Nilu, które zapewniają ekonomiczne podstawy egzystencji w tym mało gościnnym, pustynnym kraju. Bez Nilu nie byłoby imponującej świątyni w Abu Simbel, nigdy nie zbudowano by Teb, miasta o stu bramach, a w Gizie nie moglibyśmy podziwiać tajemniczego Sfinksa.

W czasach gdy żył i tworzył bohater naszej historii, żadna z tych wspaniałych budowli jeszcze nie istniała. Cywilizacja Egiptu znajdowała się w początkowym stadium rozwoju. Człowiek ten nazywał się Imhotep i nie był faraonem, ale członkiem dworu króla Dżesera (około 2668–2649 p.n.e.), faraona należącego do III dynastii (zob. il. 3). Podczas gdy tego faraona z całą pewnością nie można zaliczyć do najbardziej znanych władców egipskich, to w okresie hellenistycznym jego sługę Imhotepa wyniesiono nawet do rangi „boga sztuki lekarskiej”. Egiptolodzy nazywają go „wszechstronnym i największym geniuszem w historii świata”. Powodem są wybitne osiągnięcia Imhotepa, który dokonał w trakcie swojego aktywnego życia, piastując wiele różnych funkcji i urzędów.

Oczywiście jeszcze 100 lat temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Ówcześni badacze starożytności uważali Imhotepa za postać mityczną. Nie można się temu dziwić. Według dawnych legend Imhotep dokonywał prawdziwych cudów. W tekstach źródłowych czytamy: „przemieniał leżące odłogiem pola w przynoszące obfite plony grunty, czynił płodnymi nawet bezpłodne kobiety”. „Cuda” te bardzo trudno pogodzić z tradycyjnym obrazem dziejów. Jakim sposobem Imhotep mógłby znać, a cóż dopiero opanować, metodę sztucznego zapłodnienia? Dlatego też tego typu opowieści historycy chętnie i zbyt pochopnie zaliczali do mitów i legend. Podobnie stało się w przypadku Imhotepa. Przecież brakowało mu wiedzy medycznej i środków technicznych koniecznych do wykonywania tego rodzaju zabiegów medycznych. Dlatego Imhotep stał się dla egiptologów swego rodzaju „naukowym fantomem”, a jego rzeczywistą egzystencję najczęściej negowano.

Aż do 2 stycznia 1926 roku. Tego dnia egiptologowi Cecilowi Firthowi udało się dokonać sensacyjnego odkrycia. Wywołało ono wielkie poruszenie w świecie nauki i do tej pory intryguje badaczy starożytności.

2 stycznia 1926 roku – odkryto posąg Dżesera z imieniem Imhotepa!

W owym czasie w centrum zainteresowania opinii publicznej były odkryte w Dolinie Królów skarby Tutanchamona. Drugiego stycznia 1926 roku setki kilometrów dalej na północ, w staroegipskim okręgu grobowym w Sakkarze, w pobliżu Kairu, Firth bez najmniejszego rozgłosu odsłonił cokół posągu faraona Dżesera. Angielski archeolog nie dowierzał własnym oczom, gdy odczytał hieroglify wyryte na brzegu dolnej płyty. Na początku odcyfrował jedynie imię faraona Dżesera. Jednak to, co następowało po nim, dosłownie nie miało sobie równych w dokonanych do tej pory odkryciach. Po imieniu „żyjącego Boga” (chodzi tu o faraona, w tym wypadku Dżesera) następował ciągnący się w nieskończoność łańcuch tytułów i funkcji, które za czasów Dżesera piastował „zwykły śmiertelnik”. Rozpoczynał się on od tytułu „Kanclerza króla Górnego Egiptu”, po nim następował „Pierwszy po królu Górnego Egiptu” i „Zarządca Wielkiego Pałacu”. I wreszcie, na końcu tej listy, można było przeczytać wyraźnie widoczne imię tego „superministra”. Brzmiało ono Imhotep. Opowieść o Imhotepie nie była zatem wcale mitem! Imhotep był realną postacią! Jeśli damy wiarę inskrypcji umieszczonej na cokole, to był on prawdziwym Leonardem da Vinci starożytności – architektem, wezyrem, politykiem, lekarzem, najwyższym kapłanem i rzeźbiarzem w jednej osobie.

Firth poważnie potraktował informacje zawarte na cokole posągu. Od tej chwili ze zdwojoną energią poświęcił się poszukiwaniom śladów Imhotepa. Pytanie, na które należało odpowiedzieć w pierwszej kolejności, brzmiało: gdzie spoczywają zwłoki pierwszego geniusza w historii świata? Na podstawie ówczesnego stanu badań Cecil Firth widział dwie możliwości. Było dla niego jasne, że grób Imhotepa musi znajdować się albo w pobliżu zaplanowanej przez niego, przeznaczonej dla Dżesera piramidy schodkowej w Sakkarze (zob. il. 5), albo na przylegającej do niej rozległej nekropolii o tej samej nazwie, przeznaczonej dla możnych i urzędników. Aż do swojej śmierci w 1931 roku Cecil Firth poszukiwał grobu wybitnego Egipcjanina. Jednak miejsce ostatniego spoczynku Imhotepa pozostało dla niego tajemnicą. Podobnie jak dla naukowców w następnych pokoleniach.

Wśród nich byli tak znamienici archeolodzy, jak James E. Quibell i George A. Reisener. Tak jak Firth szukali oni Imhotepa na należącej do wczesnych dynastii nekropolii w północnej Sakkarze. I podobnie jak Firth nadaremnie. Starożytne cmentarzysko nie odsłoniło miejsca pochówku tego wybitnego zmarłego, ale każda nowa ekspedycja powiększała wiedzę na temat tego „człowieka-boga”. Pojawiały się wciąż nowe teorie na temat lokalizacji miejsca ostatniego spoczynku Imhotepa. Jednak po bliższym zbadaniu wszystkie okazywały się nietrafne.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zaginione skarby faraonów 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Romanowowie Królowe przeklęte Kacper Ryx i Król Żebraków Królowie przeklęci. Tom II Turniej cieni Moja piątka z Cambridge